Jump to content

Moje Fado

  • entries
    348
  • comments
    1,407
  • views
    469,244

Podążając za... Quentinem Tarantino - Gadająca panna młoda (Kill Bill vol II)


bielik42

1,799 views

 Share

Podążając za... Quentinem Tarantino - Gadająca panna młoda (Kill Bill vol II)

eNDzN5K.jpg?1

Kill Bill: Volume II

Występują: Uma Thurman, David Carradine, Daryl Hannah, Michael Madsen, Chia Hui Liu

Gdzieś kiedyś wyczytałem, że pierwotnie ?Kill Bill? miał być nierozerwalną całością, zamkniętą w jednym, pełnometrażowym filmie. Tak się jednak nie stało, gdyż objętość i rozmach scenariusza skusiły producentów, by na oczekiwanej fali popularności filmu zbić fortunę po raz drugi, wydając po jakimś czasie sequel. Plan został wcielony w życie, a Tarantino chcąc nie chcąc musiał się do niego przystosować. Nie jestem jednak pewien, czy reżyser umyślnie odpłacił tyranom kina pięknym za nadobne, czy też film faktycznie został stworzony ?na poważnie?. Dobrze więc ? skoro ?Kill Bill vol. I? był bardzo sytym obiadem, zapijanym tequilą, to jakim deserem jest ?Kill Bill vol. II??

174805.1.jpg

Bez ogródek przyznam ? wyjątkowo marnym, przynajmniej dla mnie. Obawiam się nieco jakości samego tekstu, gdyż trochę czasu upłynęło, od kiedy po raz ostatni widziałem drugą część przygód krwawej panny młodej (a po tym wydarzeniu obiecałem sobie nigdy do niego nie wracać), a przez ten czas zobaczyłem wiele różnych dziwów i zagrywek reżyserskich. Zastanawiam się, czy dziś inaczej odebrałbym ten film. No ale gdybać dłużej nie mogę ? oto przed wami tekst oparty na dawnym seansie, który odbył się tuż po obejrzeniu części pierwszej, a więc ?na gorąco?. W trakcie oglądania zadawałem sobie jedno, jedyne pytanie: ?kiedy zacznie się akcja??.

174806.1.jpg

Teoretycznie powinna zaczynać się natychmiast ? nasycona krwią dawnej przyjaciółki Czarna Mamba (Uma Thurman) wyrusza do Ameryki, by dorwać swego mocodawcę (oraz kogoś więcej) ? Billa we własnej osobie. Wpierw jednak kieruje się do jego brata ? ?Grzechotnika? (całkiem niezły powrót Madsena), by wpierw zająć się nim. Oczywiście na tropie Mamby cały czas pozostaje ?Górska Żmija? ? jednooka morderczyni, znana ze sceny ?gwizdanej? z części pierwszej. Plan jednak zbytnio nie wypala i Panna Młoda ląduje przysłowiowo ?sześć stóp pod ziemią? w drewnianej trumnie. Dramatyczna sytuacja jest doskonałą okazją do serii retrospekcji, w czasie których obserwujemy młodszą Mambę, szkolącą się u legendarnego mistrza kung-fu ? Pai-Meia. W międzyczasie poznajemy też nieco historii samego Billa i całej grupy morderców. Jak więc widać ? w części drugiej jest tyle słów, ile krwi w pierwszej części. I na odwrót.

2004_kill_bill_vol_2_003.jpg

Swe wrażenia lepiej zacznę od tego, co w filmie jest porządne. Po pierwsze ? aktorstwo. Tarantino wciąż utrzymuje wysoki poziom, jeśli chodzi o zatrudnianych aktorów. O ile brakuje tu gwiazd wielkiego kalibru (pomijając Umę), to nowy dobór starszych aktorów zadowala w szczególności. Poza jednym, małym wyjątkiem, a jest nim nieszczęsny Pai-Mei. Być może to moja wina, ale charakteryzacja i styl gry ?legendarnego mistrza kung-fu? żywo przypominała mi tandetny programik w MTV, gdzie grupa zidiociałych facetów wykonywała ?zabójczo zabawne? wyzwania identycznego ?mistrza? (do wyzwań należało podłączanie sobie części ciał do prądu czy strzelanie naciągniętą gumą w poślady). Przez taki podkład nie mogłem brać ani jednej sceny z jego udziałem na poważnie, co znacząco spłyciło dla mnie historię Mamby, która i tak jest niebywale płytka. Ale miało być o zaletach.

Kill-Bill-Vol--2-uma-thurman-263945_1400_926.jpg

Drugą zaletą wciąż jest soundtrack ? reżyser ponownie sięgnął po garść znanych i nieznanych przebojów, zręcznie wplatając je w akcję i często artystycznie montując. Szkoda, że zabrakło jakiegoś anime, a zamiast tego mamy spokojne tony mistycznej szkoły walki. Dobre są tu też sceny walki, wciąż zrobione z pazurem, tylko raczej kocim, niźli lwim. I tu zaczynają się wady, a od potyczek najlepiej je zacząć. Walka jest niewyobrażalnie mniej brutalna. W całym filmie są może dwie-trzy sceny odpowiednio brutalne względem groteskowej poprzedniczki. Widowiskowej akcji także jest zdecydowanie mniej. Film zapamiętałem jako ciąg niespodziewanie nudnych dialogów, przerywanych na chwilę bardzo szybkimi potyczkami. Gada tu niemal każdy, a mało kto pada trupem ? padanie trupem w wykonaniu Billa jest tak idiotyczne, że w porównaniu z nim Marion Cotillard powinna dostać Oscara za scenę śmierci w ?The Dark Knight Rises?. Warto też wspomnieć, że Mamba nagle stała się litościwa i najbardziej oczekiwana śmierć nawet się nie odbywa, a inna zostaje spowodowana przez kogoś innego. Kiepska ta vendetta?

random-captions-vol-2-kill-bill-30602728-1600-900-2.jpg

Ale być może tak miało być, może chodziło o matczyne uczucia, albo starą miłość, łączącą oboje starzejących się ludzi. Zapewne gdzieś tam czai się gryzoniowaty morał, czekający tylko by wyskoczyć nam na twarz, wraz z napisem ?i żyli długo i szczęśliwie?, ale wtedy przynajmniej bym mógł posądzać ?Kill Bill vol. II? o zabójczą dawkę absurdu, lecz tak nie jest. Zamiast tego posądzam ten film o zabójczą dawkę nudy i zmarnowanych nadziei. Miałem ochotę na więcej widowiskowej rzezi, przy której łomoty Neo z ?Matrixa? wyglądają jak zabawa dzieciaków, a zamiast tego dostałem słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, słowa, i? słowa. Nie mam nic przeciwko słowom, - do diabła, przecież to ja cenię sobie komedie Allena, powala mnie urok Bergmana, Felliniego, Bunuela? - ale nie spodziewałem się tego samego od Tarantino! I wiecie co ? niezbyt mu filmy moralizatorskie wychodzą, cóż za niespodzianka.

Kill.Bill.Vol.2.JPG

Chciałbym, by czas się cofnął i producenci ?Kill Billa? zmienili zdanie, a Tarantino stworzył jeden, wyjątkowy film, który do dziś można by było czcić i otaczać kultem. Niestety tak się nie stanie i każdy wielbiciel filmu Tarantino musi przełykać tą gorycz, słysząc o istnieniu jego drugiej części. Powtarzam się? Najprawdopodobniej, bo ?tom drugi? to nic innego, jak powycinane z ?jedynki? nudne sceny, mające zapewne służyć jako materiał na uspokojenie adrenaliny, a zamiast tego zostały poklejone i jedyne do czego mogą służyć, to usypianie widza i doprowadzanie fana do szału i żalu. Szkoda. Dla mnie ?vol II? to największa znana mi pomyłka Tarantino (?Death proof? dopiero przede mną, specjalnie na potrzeby serii) i mam nadzieję, że nadchodząca małymi kroczkami część trzecia będzie miała jakiś pomysł na siebie, poza żerowaniem na fanach i dawno wygasłych skandalach. Nie warto, jeżeli chcecie to obejrzeć. Lepiej poznać tylko jedynkę. Sam bym wolał zapomnieć.

Zwiastun

Kącik muzyczny

Soundtrack (cały)

https://www.youtube.com/watch?v=wl90FYBX-1g

 Share

4 Comments


Recommended Comments

Jedno wielkie VETO. Jasne, że "dwójka" ma swoje wady, a i "jedynka" mimo wszystko bardziej mi się podobała, ale jest to jak najbardziej dobry film. Ale po kolei.

Główny zarzut, który wyczytałem w Twojej recenzji, dotyczy przegadania. Częściowo się zgadzam, bo sam pamiętam, że jak pewnego razu to oglądałem, po 40 minutach nie mogłem już wytrzymać. Kiedy jednak przyszła scena z rozpoczęciem szkolenia u Pai Meia, oglądało mi się ten film zdecydowanie przyjemniej. Dialogi też - nadawały bowiem postaciom psychologicznej głębi. Pokazywały, że wszyscy rzeczywiście mają własne motywacje i że "Kill Bill" nie jest tylko płytką historią o zemście. Naprawdę, nie potrzeba zapadających w pamięć tekstów jak w "Pulp Fiction", żeby rozmowy były w choć minimalnym stopniu ciekawe.

W ogóle dziwi mnie stwierdzenie, że nie masz nic przeciwko skupieniu się w filmach na dialogach, a nie powiązujesz tego z Tarantino, który wręcz uwielbia rozmowy "o pupie Maryni". W drugim "Kill Billu" jest to samo, tyle że tym razem bardzo często wnoszą do fabuły coś nowego.

Stwierdzenie, że znacznie mniejsza ilość krwi w drugiej części jest wadą, budzi we mnie głęboki niesmak. Na tym pozwolę sobie ten wątek zakończyć.

"Dwójka", zgodnie z konwencją zresztą, nie jest szczególnie inteligentna, ale "jedynka" tak naprawdę wcale nie jest od niej lepsza. Zaryzykuję nawet opinię, że pod tym względem wypada gorzej.

Jak to się stało, że Beatrix po zaszlachtowaniu w pojedynkę kilkudziesięciu ludzi (a zwłaszcza po walce z tamtą młodą Japonką, zapomniałem imienia) miała jeszcze siłę na to, by walczyć z O-Ren jak równy z równym? Albo scena, gdzie dostała cios kulą na łańcuchu, po którym wstała na równe nogi jakby nigdy nic... A to nie wszystko.

Tyle że przyczepianie się do tych filmów pod kątem logiki uważam za niewłaściwe. Tarantino już w czasach "Wściekłych psów" i "Pulp Fiction" udowodnił (i udowadnia nadal), że zależy mu nie na przemyślanym w każdym calu związku przyczynowo-skutkowym, lecz na zabawie konwencjami oraz składaniu hołdu starym filmom.

Scena, w której Beatrix daruje życie Elle Driver, rzeczywiście jest zastanawiająca. Pewnie panna młoda wyszła z założenia, że skoro pozbawiła jej drugiego oka, ona prędzej czy później sama zginie, tym bardziej że zaraz pojawia się kadr z czarną mambą.

Myślę, że problem polega na tym, iż Quentin zaplanował historię jako zamkniętą całość, a producenci postanowili podzielić ją na dwie części. Całość wygląda tak, jakby nie dokonano prawie żadnych przeróbek, przez co rozłożenie akcentów (akcja i dialogi) w obu filmach jest tak nierówne. A że reżyser nadal chciał przedstawić swoją wizję, zabrakło tutaj ostatecznego szlifu.

Mimo to nie zgadzam się, że "Kill Bill vol. 2" to słaby film. Jest dobry, tylko trzeba patrzeć nań nie przez pryzmat oczekiwań, że będzie "jeszcze więcej tego samego", tylko jako zwieńczenie całej fabuły. Bo dla mnie nie ma tych filmów osobno. Jest tylko jedna historia. Dlatego jeśli kiedyś jeszcze będziesz miał okazję obejrzeć tę część, sugeruję dać jej szansę.

  • Upvote 3
Link to comment

Kiedy jednak przyszła scena z rozpoczęciem szkolenia u Pai Meia, oglądało mi się ten film zdecydowanie przyjemniej. Dialogi też - nadawały bowiem postaciom psychologicznej głębi. Pokazywały, że wszyscy rzeczywiście mają własne motywacje i że "Kill Bill" nie jest tylko płytką historią o zemście.

Nigdzie nie wspomniałem, że dialogi są mierne - to się właściwie nie zdarza w filmach Tarantino, o ile nie jest to celowe. Owszem, są dobre, owszem nadają głebię, ale jest to głębia sztuczna, nieprzekonywująca. Jak dla mnie "Kill Bill" w całości miał być gigantycznym hołdem dla starego kina sztuk walki, westernów i ogólnie filmom dość niskobudżetówych. Tylko że jedynka była pod tym względem artystyczna, a dwójka jest niezwykle mdła i rozmyta.

W ogóle dziwi mnie stwierdzenie, że nie masz nic przeciwko skupieniu się w filmach na dialogach, a nie powiązujesz tego z Tarantino, który wręcz uwielbia rozmowy "o pupie Maryni". W drugim "Kill Billu" jest to samo, tyle że tym razem bardzo często wnoszą do fabuły coś nowego.

Porównaj sobie rozmowę o "Like a Virgin" z "Wściekłych psów" i rozmowę Mamby z Billem, a zobaczysz różnicę. Zabawne rozmowy wychodzą reżyserowi doskonale, ale budowanie przy ich pomocy dramatyzmu raczej niezbyt. Takie jest moje zdanie.

Stwierdzenie, że znacznie mniejsza ilość krwi w drugiej części jest wadą, budzi we mnie głęboki niesmak. Na tym pozwolę sobie ten wątek zakończyć.

Kompletnie jakby "Kill Bill" nie nawiązywał w oczywisty sposób do kina gore :P Zresztą mniej krwi = mniej zabijania = mniej akcji = nuda.

Poza tym chyba nie znam żadnego filmu (poza "PF" oczywiście) Tarantino, który pretendowałby do tytułu "inteligentny" - to głupota, absurd i groteska (czekajcie na "Deathproof" ;)). Problem w tym, że "Kill Bill vol. 2" bardzo pragnie być brany na poważnie, a tego się zrobić nie da.

Myślę, że problem polega na tym, iż Quentin zaplanował historię jako zamkniętą całość, a producenci postanowili podzielić ją na dwie częśc

Dokładnie o tym napisałem - przez wymóg podzielenia akcji Tarantino został zmuszony na dorobienie nowych scen, z czego wyszyły ciekawe (pogrzebanie), ale i koszmarnie nudne. Z czym przeważa ten drugi typ.

Ogólnie to bardzo się cieszę, że ktoś się tu ze mną nie zgadza - rzadko się to zdarza, bo nikomu się to nie chce :P

  • Upvote 1
Link to comment

What?

Totalnie odwrotne wrażenia. Jedynka mnie zraziła kiczowatą i niepotrzebną przemocą, dopiero przy dwójce poczułem, że to Tarantino. Ale tylko trochę, bo w moim prywatnym rankingu obie części stoją najniżej spośród wszystkiego Tarantino-made, co do tej pory oglądałem. Oh well, gusta, guściki.

Link to comment
Nigdzie nie wspomniałem, że dialogi są mierne - to się właściwie nie zdarza w filmach Tarantino, o ile nie jest to celowe. Owszem, są dobre, owszem nadają głebię, ale jest to głębia sztuczna, nieprzekonywująca.

Dla mnie było to całkiem przekonywające. Dzięki dialogom pokazany został charakter każdej z postaci, a do tego widz dowiaduje się ich motywacji (np. tego, dlaczego Beatrix postanowiła odejść z szajki Billa i założyć rodzinę).

Jak dla mnie "Kill Bill" w całości miał być gigantycznym hołdem dla starego kina sztuk walki, westernów i ogólnie filmom dość niskobudżetówych. Tylko że jedynka była pod tym względem artystyczna, a dwójka jest niezwykle mdła i rozmyta.

W "dwójce" jest tych odniesień mniej, co nie oznacza, że nie ma ich w ogóle. Nigdy jednak nie interesowałem się kinem niskobudżetowym, więc trudno mi stwierdzić to na pewno.

Kompletnie jakby "Kill Bill" nie nawiązywał w oczywisty sposób do kina gore tongue_prosty.gif Zresztą mniej krwi = mniej zabijania = mniej akcji = nuda.

Akcja i krew nie muszą iść ze sobą w parze. Pierwszy przykład, jaki przyszedł mi do głowy: "Avengers". wink_prosty.gif Mnie duża ilość krwi w pierwszym "Kill Billu" była obojętna, ale w życiu bym nie pomyślał, żeby zrobić z tego istotną zaletę.

Poza tym chyba nie znam żadnego filmu (poza "PF" oczywiście) Tarantino, który pretendowałby do tytułu "inteligentny" - to głupota, absurd i groteska (czekajcie na "Deathproof" wink_prosty.gif).

Tyle że "Pulp Fiction" też ma swoje absurdy (Pokrak, cała scena z "what does Marsellus Wallace look like?"), więc nazywanie go filmem inteligentnym uważam za drobne nadużycie. :P Chociaż niektóre zabiegi faktycznie są bardzo sensowne - mnie wryła się w pamięć chociażby historia złotego zegarka i to, co chciał nią osiągnąć reżyser.

Problem w tym, że "Kill Bill vol. 2" bardzo pragnie być brany na poważnie, a tego się zrobić nie da.

Dlaczego nie? Jest poważnie, ale i jednocześnie zgodnie z konwencją.

Ogólnie to bardzo się cieszę, że ktoś się tu ze mną nie zgadza - rzadko się to zdarza, bo nikomu się to nie chce tongue_prosty.gif

Mnie z kolei rzadko się zdarza pisać tak rozbudowane posty, chyba że komentuję czyjeś opowiadanie. ;] Tak się akurat składa, że Tarantino to też mój ulubiony reżyser.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...