Jump to content
  • entries
    43
  • comments
    111
  • views
    26,962

Call of Duty Black Ops ? recenzja


Krzycztow

165 views

Ponad 360 mln dolarów zarobionych w dniu premiery. 5,7 mln sprzedanych pudełek z grą. 650 mln zielonych zysku w ciągu pięciu dni od swego debiutu. Najwięcej w historii branży rozrywkowej. Olbrzymia waga ustanowionych sukcesów odnośnie wyników finansowych, do tego rekordy, jeśli chodzi o liczbę zalogowanych graczy w usłudze Xbox Live. Te liczby mówią same za siebie, jednak czy faktycznie są pewnym wskaźnikiem rzeczywistej jakości gry?

blogentry-51176-1290535932_thumb.jpg

"...patrzaj, Sputnika wystrzeliwujo!"

Treyarch wychodzi z cienia

Od dłuższego czasu nazywani byli ?tym drugim teamem?. Sukcesy Infinity Ward mimo wszystko przyćmiewały Treyarch. Każda gra ekipy z IW była znaczącym skokiem jakościowym (nie mylić z rewolucją), a rolą Treyarchu było ?tylko? i aż utrzymanie marki Call of Duty w dobrym stanie. Ulepszali, a nawet kopiowali oni pomysły, które były dziełem IW, nie wybijając się zanadto ponad przeciętność. W końcu cóż nowego i absorbującego miała w sobie trzecia część Call of Duty? Owszem, przy okazji następnej produkcji Treyarch, czyli World at War, doświadczyliśmy trybu Zombie Mode, który w moim przekonaniu nie był tym, co wniosłoby serię na nowy poziom. Ot, ciekawy i grywalny przerywnik między właściwą grą. Grunt, ze seria sprzedawała się obłędnie, więc nie było sensu zmieniać sprawdzonej formuły. I nagle przyszły zawirowania w studiu Infinity Ward. Jak wpłynęło to na działanie ?ekipy nr dwa?, nie wiadomo, ale można przypuszczać, iż Treyarch wyczuł spoczywającą na sobie większą niż do tej pory odpowiedzialność. Teraz to oni mieli grać pierwsze skrzypce w orkiestrze Bobby?ego Kotticka, prezesa Activision. Stanęli przed zabójczo trudnym zadaniem: przekonać graczy i inwestorów, że marka Call of Duty wciąż ma się znakomicie, oraz stworzyć taki tytuł, który w jak najmniejszym stopniu miał powielać dotychczasowe dokonania serii, przy jednoczesnym zachowaniu jej ducha. Można powiedzieć, że ta operacja się udała, lecz pacjent jest w stanie śpiączki.

Zwiastun skoncentrowany na kampanii singleplayer

Treyarch zaskakuje i? nie zaskakuje

Najnowsza odsłona Call of Duty nosząca podtytuł Black Ops przynosi kilka innowacji. Po pierwsze pokazuje, że fabularne tło w grach akcji może być naprawdę świetnie napisane, wciągające i trzymające w napięciu do samego końca. Czasy Zimnej Wojny okazały się świetnym patentem na rozgrywkę. Co i rusz jesteśmy rzucani w różne zakątki globu, od Kuby, poprzez Rosję, Laos czy Wietnam. Jako Alex Mason musimy zapobiec światowemu konfliktowi, do czego kluczem jest odkrycie tajemnic odnośnie swojej osoby. Być może opis fabuły brzmi banalnie, być może mamy do czynienia z kolejnym ?one man show?, lecz całość poprowadzona jest po mistrzowsku i cała rozgrywka trzyma wyraziste oraz, co najważniejsze, spójne tempo. Jednakże Treyarch zaskakuje nas nie tylko fabułą. Otóż nawet menu główne oferuje niespodzianki. Jakie? Polecam odkryć to samemu, ale zapewniam, że zabawa jest przednia. Zresztą każdy, kto uważnie śledził jakże intensywną, a przy tym skuteczną kampanię reklamową, wie do czego piję. To także jedyny przejaw poczucia humoru w całej grze, bowiem ogólnie rzecz biorąc, całość stanowi zdecydowanie najmroczniejszą i najbrutalniejszą część serii. Klimat jest naprawdę rewelacyjny a atmosfera zagęszcza się z każdą minutą. Widać więc, że developer chciał niejako odciąć się od pozostałych gier z cyklu, lecz zostawił to, co dla serii jest znamienne. Mianowicie niezbyt długi czas rozgrywki, ok. 6h na średnim poziomie trudności, wszechobecne skrypty, filmowe akcje w połączeniu ze spowolnieniem czasu, skrajną liniowość oraz przestarzałą technologię. Nie do końca więc udało się Amerykanom swoiste rozpoczęcie cyklu na nowo. Zresztą, czy faktycznie tego chcieli?

blogentry-51176-1290535954_thumb.jpg

"A ogień szedł za nim..."

Treyarch brutalny

Brutalność w Black Ops objawia się dwojako. Po pierwsze sterujemy człowiekiem, który nie ma skrupułów, by zarzynać jak prosiaki żołnierzy wietnamskich pogrążonych akurat we śnie. Ponadto w jednej z misji (podpowiedź ? jest tam bardzo zimno i wcale nie są to lata 60.) jesteśmy świadkami brutalnej egzekucji na więźniach. Klęcząc, są po kolei rozstrzeliwani przez lżącego ich żołnierza, a kiedy kończy mu się amunicja, ostatniemu nieszczęśnikowi podrzyna gardło. Do tego w trakcie całej rozgrywki obserwujemy pourywane kończyny i morze krwi. Pod tym względem twórcy się nie patyczkowali i zaserwowali krwawą łaźnię.

Ale serwują nam także inny typ brutalności bowiem katują nas, graczy. Przede wszystkim, co warto podkreślić wielkimi literami, KOSZMARNĄ OPTYMALIZACJĄ, która uległa nieznacznej tylko poprawie po wydaniu (póki co, liczę że na tym się nie skończy) dwóch łatek. Co ważniejsze, technologia użyta w grze w zasadzie się nie zmieniła od pierwszego Modern Warfare (choć podstawy engine?u sięgają gry Return to Castle Wolfenstein!), nie licząc większych map i lepszych efektów cząsteczkowych. Zaznaczmy, że mowa jest o wersji pecetowej, bowiem konsolowcy mają znacznie mniej problemów, co nie znaczy, że w ogóle. Szczęściem, odnosząc się do trybu multi, połączenie z serwerem i zniwelowanie liczby lagów, powoduje, że początkowa frustracja uległa zmniejszeniu. Pod tym względem Treyarch ma się czego uczyć od ekipy z Infinity Ward. Szkoda, że pecetowcy są traktowani jak beta testerzy, lecz należy mieć nadzieję, że to się wkrótce zmieni i Black Ops uzyska status kompletnej produkcji.

blogentry-51176-1290535979_thumb.jpg

Demokrację krzewić będziemy m.in. w Wietnamie.

Treyarch zwycięski

Powyższe wady nie przesłaniają jednak tego, co najważniejsze. Kampania single player jest niezwykle wciągająca i zróżnicowana. Praktycznie każda misja oferuje coś nowego i pełna jest spektakularnych momentów. Ponadto słychać wyraźnie świetną robotę aktorów, z Samem Worthingtonem (?Avatar?, ?Starcie Tytanów?), Edem Harrisem (m.in.?Twierdza? i ?Armagedon?), Garym Oldmanem (?Drakula?, ?Leon Zawodowiec?) i Ice Cubem na czele. Duży plus za świetne wkomponowanie paru hitów z tego okresu (m.in. ?Sympathy for the Devil? The Rolling Stones) w przebieg misji ? klimat dzięki temu jest wręcz obłędny.

Tryb multiplayer to twórcze rozwinięcie tego, co zapoczątkowano wcześniej. Czternaście map, mnogość trybów (w tym kilka nowych, m.in. Zabawa Bronią) i mistrzowsko uzależniający system zakładów. Myślisz, że będziesz miał daną serię ofiar przed upływem określonego limitu czasowego? O ile zakład? Jeśli wygrasz, znacząco pomnożysz swoje punkty, a te spożytkujesz na rozwój swojej postaci. Lepsze bronie, nowe ciuszki, słitaśne sygnaturki tyko tutaj! Świetny patent. Syndrom jeszcze jednej rundy gwarantowany. Tylko jest znacznie mniej stabilnie, co potrafi skutecznie zniechęcić do gry.

W podobnym tonie można napisać o trybie Zombie. Owszem, jest dość wciągający, zwłaszcza z kumplami w sieci, ale nie na tyle dynamiczny by mógł przyciągnąć na dłużej. Od zabijania nieumarłych mam Left 4 Dead 2, które pod tym względem jest niedoścignione.

Summa summarum Treyarch sprostało zadaniu. Nie obyło się bez zgrzytów, lecz są one sukcesywnie naprawiane. Cierpiący na problemy wieku dziecięcego Call of Duty Black Ops to mimo wszystko najlepszy FPS wydany w tym roku i godny spadkobierca cyklu. Ale póki co wybudzanie pacjenta trwa w postaci kolejnych poprawek. Odmaszerować.

Dla wytrwałych bonus w postaci gameplay'u:

3 Comments


Recommended Comments

Mój tekst jest pierwszym i ostatnim na tym blogu odnośnie Black Ops. Po dwóch tygodniach od premiery uznałem, że temat trochę się przewietrzył więc można było na ten temat coś naskrobać. Poza tym nikogo do czytania nie zmuszam.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...