Jump to content

age

Forumowicze
  • Content Count

    19
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About age

  • Rank
    Hobbit
  • Birthday 09/07/1990

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  1. A ja wolałem dwójkę bo nie miała takich skoków fabularnych jak część trzecia (kiedy jesteśmy w jemenie wraz z Eleną i Sullym wchodzimy do jakiegoś totalnie losowego domu, a tam bach okazuje się on być tym czego szukamy. Na pustyni kiedy Salim ratuje nas w wymarłym mieście też jakoś to do mnie nie przemawiało. Momenty podczas atakowania karawany. Przecież te cieżarówki miały setki możliwości zabić Drake'a kiedy jechał obok nich konno. Momentami miałem też wrażenie że wrogów jest aż za dużo i zalewaja oni nas z każdej strony by tylko wydłużyć sztucznie rozgrywkę. Natomiast co do motywu z poszukiwaniem Ubaru to wg mnie nie ustępował on poszukiwaniom Cintamani. Dużo lepiej jest też obmyślona walka finałowa wg mnie w częsci 3 bo w części 2 to po genialnej i urywającej łeb grze spodziewałem się czegoś więcej niż biegania dookoła i strzelania kiedy przeciwnik jest jeszcze daleko. Ale nie narzekam już dalej bo mimo wszystko grało mi się wyśmienicie i czekam na zapowiedź kolejnej części i ponowne szukanie jakiejś legendy. Dzięki tej serii doczekałem się reinkarnacji Indiany Jonesa a to jest dla mnie niczym eden.
  2. Szczerze mówiąc wydawanie gier z PS2 na PS3 uważałem niegdyś za skok na kasę bo raptem dorzucają tekstury HD i trofea i od razu cena wywindowana w okolice stratosfery. Jednak pewnego dnia zainteresowałem sie seria Metal Gear Solid. Pierwszego MGSa łyknąłem w 3 dni dni, a potem cóż... ucieszyłem się że wydano kolekcję HD na PS3 dotychczasowych części i można było przejść całą serie bez kombinowania z emulatorami na pc i takimi głupotami. Więc dla kogoś kto Ps2 nie posiadał było to jak cukierek dla dziecka. Od tamtej pory chwalę wydawanie takich przeniesionych gier, więcej ludzi ma szansę zobaczyć czym jest seria MGS abo god of war
  3. Chmielok, zawsze można zrobić prequel w którym pokierujemy Johnem w czasach kiedy pracował razem ze swoim gangiem ale wtedy raczej nie byłaby to już taka fajna postać jak w obecnym RDR
  4. Każdy wskazuje oczywiste gry tutaj a ja chciałbym przypomnieć znakomitego slashera z początku tej generacji a mianowicie "heavenly sword" Główną postacią jest tutaj Nariko która ma za zadanie ochraniać tytułowy miecz przed samym Andy "gollum" Serkisem. Dobra rzecz, do nabycia za mniej niż 50 złotych. Poza tym Uncharted, Heavy rain czy Little big planet to obowiązkowe tytuły wg mnie, których zakupu się nie żałuje.
  5. Zapomniałem o Fable... no tak ,to jest jedyna gra której zazdroszczę posiadaczom X360.
  6. Konsolę PlayStation 3 chciałem sobie kupić odkąd zobaczyłem kiedyś gameplay Uncharted 2. Wcześniej nie przepadałem za konsolami (nie jestem PC fanboyem ale po prostu nie znajdowałem argumentu). Ale dlaczego Uncharted ? przecież X360 ma "niesamowite" Gears of war i Halo. Cóż ,ja mam to gdzieś , w pierwsze gearsy grałem na pc i teraz poza świetnym systemem osłon nie pamiętam niczego. Halo uważam za FPSa jakich wiele. No a poza tym ,od gier wolę filmy, wychowywałem się na Indiana Jonesie i chyba jak każdy kto sie na tym wychował miałem ochotę coś roz..niszczyć gdy oglądałem finał "Królestwa Kryształowej Czaszki". Moim zdaniem Uncharted bezbłędnie odtwarza klimat starego Indiany. Nathan Drake to najgenialniejsza postać jaką kiedykolwiek stworzono. Można w niego uwierzyć bez problemu, jest żywy i dowcipny. Często coś komentuje i nawet nie bez sensu. No a poza tym zabiera nas w podróż ,która nie daje tak po prostu odejść człowiekowi na dłubanie w nosie. Uncharted 2.., to pierwszy argument. Kolejnymi był szok że na konsole powstaje wiele platformerów i hack and slashy (wcześniej miałem konsole kompletnie gdzieś ,więc nawet nie wiedziałem co tam strugają ludzie na te pudełka) Wracajac do hack and slashy, heavenly sword ,czy przede wszystkim God of war.... dla mnie gry świetne. Może i klepiemy masę jednakowych przeciwników, są to gry na raz do tego z Quick time eventami w ilościach zaporowych ale mnie i tak się podoba. Po prostu lubię takie historyjki i lubię w nich uczestniczyć. Ciekawe że ludzie uznają God of war 3 za jedną z najbrutalniejszych gier. Osobiscie nie znam równie krwawej gry ,dla mnie to NAJbrutlaniejsza z gier. Kratos zabija powoli ,znęca się nad wrogami. Zwłaszcza nad bogami olimpisjkimi których ma zamiar zgladzić za to co uczynili jemu i jego rodzinie. Tak przy okazji ,walka z Kronosem jest kompletnie lamerska z jego strony. Co robicie gdy chodzi po was pająk ,albo mrówka ? Kronos tego nie robi, ale to nic bo walka jest zaprawdę epicka waćpany. W ogóle na całą grę ( mniej więcej w tej kolejności) składa się zabijanie , zabijanie i zabijanie . Tak oto pojawił się drugi argument. Argumentem trzecim jest Heavy rain ,którego póki co nie mam i nie grałem. Ale po gameplayach wygląda ciekawie , zwłaszcza jakieś nowe podejśćie do QTE , w których nawet jeśli coś zawalisz to akcja toczy się dalej tyle że nieco inaczej. Prosty przykład, przebiegasz przez ulicę, samochód hamuje na tobie i QTE , wciśnij X bo cię walnie , nie udalo ci się... nie widzimy w tym momencie Game over, zamiast tego bohater upada ,podnosi się i biegnie dalej , zaraz kolejny samochód, tym razem się udalo X wdusić, Bohater prześlizguje się po masce i biegnie dalej. Powtarzam ,ze nie grałem w to, oglądałem viedorecenzję w której było o tym mówione i bylo to pokazane wiec to chyba nie pic na wodę. Mam nadzieję,ze się nie zawiodę. Jest też MGS 4 ale on akurat nie specjalnie mi podszedł. W dalszej perspektywie widzi mi się też trylogia piasków czasu w HD. Ech... z grami jest zajedwabiscie na PlayStation 3. Tak ,wiem że gry multiplatofrmowe na PS3 wyglądają słabiej ale nie jest to różnica wielka ,nie licząc Bayonetty. Grafika ,dla mnie sprawa drugorzdna. Najważniejszy jest fun i emocje płynące z zabawy ,no i aby historyjka trzymała się w jednym kawałku. Ostatnim argumentem było to ,że PS 3 bez żadnych cudów odtwarza większość formatów. Nie czyta rmvb i H264 ,ale kto ogląda filmy w rmvb ? Do tego akurat popsuł mi się stacjonarny odtwarzacz więc... ogladam sobie komfortowo filmy a przy okazji pogralem w Uncharted ,z czego jestem najbardziej zadowolony. Gdyby nie to ,że brakuje tu Heroes i piątej cywilizacji to rzuciłbym PC w diabły. I tak zamierzam to zrobić ,ale póki co nie mam kasy na jakiegoś laptopa. Teraz o czym innym. Na jednym z blogów na stronie CDA znalazłem świetną piosenkę Alanis Morissette - Ironic. Kurna ,fajny utówr. Raczej wolę nieco bardziej rockowe brzmienia ale to mi się zwyczajnie podoba..... " it's like free ride, when you already paid "..... chyba się to ode mnie nie odczepi przez najbliższy tydzień. Przepraszam tylko ,że nie mogę tutaj powiedzieć na którym blogu to znalazłem dokładnie, nazwę piosenki skopiowałem i zamknąłem zakładkę. Wybacz.
  7. age

    Drużyna A

    SPOILER ALERT Oglądałem film ,jednak mam nieco inne odczucia. Film jest typowym block-busterm za kosmiczne sumy ,który nie ma być inteligentny tylko widowiskowy. Oglądamy więc scenę w której czołg wpada do jeziora po czym z niego wyjeżdża. Chwilę po tym zdarzeniu Murdock pyta jaką ś 70 - letnią matronę " w którą stronę do Berlina", a ona mu wskazuje drogę... powątpiewam czy znałaby angielski. Zanim dochodzi do tej sceny ,mamy start tego całego samolotu ( a-130 ? ) na lotnisku i kolejną głupotę. Po bokach pasa startowego na którym startuje właśnie A-Team stoją F-22 czy podobne. Widzimy tutaj jak samolot pilotowany przez bohaterów idealnie strąca poszczególne kokpity tych F-22... nie ma szans ,żeby ktoś był tak głupi i ustawiał samoloty w zasięgu skrzydeł innego samolotu. SPOILER ALERT ZAKOŃCZONY To te takie 3 najgorsze dla mnie błędy. Poza tym film znośny, Na pewno przypomniał mi co oglądałem i w co się bawiłem jak byłem parenaście lat młodszy. Zawsze byłem Buźka a ja uwielbiałem murdocka ;/
  8. Ktokolwiek wybiera się tam na ten kierunek na studia ? Został jeszcze tydzień od dziś do dnia zanim wszystko ruszy na dobre. Ciekaw jestem jak będzie z matmą ( to będzie matma ogólna ? czy całki i pochodne też wchodzą? ) Matma to mój jedyny problem ,z reszty przedmiotów jakoś tam zawsze człowiek usiądzie ,zakuje i po krzyku. Ale mniejsza o to. Jest tu ktoś kto się tam wybiera podobnie jak ja ? Teraz z rzeczy ważniejszych. Miałem kontynuować wpis o filamch (tym razem trylogiach) ,ale jakoś nie mogę się zebrać za bardzo. Przedstawiam jednak listę trylogii. Później opiszę co i dlaczego na takim miejscu a nie wyżej /nizej. Aha. "później " może oznaczać zarówno jutro ,jak i za miesiąc. Aha2. Słowo "trylogie" to raczej uogólnienie. Mam tu na myśli filmy które doczekały się kontynuacji. 1. Piraci z Karaibów 2. Obcy 3. Indiana Jones 4. Terminator 5. Powrót do Przyszłości 6. Władca Pierścieni 7. Gwiezdne Wojny 8. Szklana Pułapka 9. Predator 10. Underworld Gdzies tam jeszcze majączą Kroniki Riddicka, Rambo, Harry Potter. Już nie zanudzam. Do następnego. W razie gdyby jakimś fartem ktos na tym forum szedł na to leśnictwo i czyta ten wpis niech zostawi jakieś gg czy cuś.
  9. age

    Pokusa...

    moim zdaniem Uncharted 2 jednak lepsze od infamous. Zwłaszcza z powodu hisotrii, kto sie wychował na Indiana Jonesie ten od razu wpadnie w Uncharted 2 po uszy
  10. Full metal jacket.. hehe poluję na niego jakiś rok już. Muszę wreszcie obejrzeć bo słyszałem że niezłe kino
  11. Pzedstawiam wam moje ulubione filmy ,które nigdy się nie doczekaly kontynuacji i moim zdaniem już nigdy nie powinny się doczekać. Są doskonałe takie jakie są. Przynajmniej według mnie. Aha w tym zestawieniu nie bedzie Avatara, uprzedzam na wszelki wypadek. To film ,który fajnie się ogląda ale po seansie wszystko co się pamieta to efekty. A te filmy poniżej ,żyć będą wiecznie. Pierwszym filmem ,a zarazem filmem który jest moim ulubionym jest Gladiator Ridleya Scotta Świetne przedstawienie Rzymu u szczytu potęgi i tego co było tam i jest do dziś znakiem firmowym tego miasta, a mianowcie koloseum. Film opowiada o generale ,który bardzo szybko staje się wrogiem numer jeden ,jednak los jest przeciwny jego śmierci i daje mu życie gladiatora. Dzięki temu mozemy obejrzeć kilkanaście genialnych walk ,które prowadzą do celu głównego bohatera, a także do tego co wydawałoby się utracił bezpowrotnie. Film próbował lansować przez jakiś czas hasło " what we do in life echoes in eternity " ,ostatecznie jednak hasło gdzieś przepadło. Jeśli istnieje ktoś kto nie uronił łezki w finale to chyba powinien się gdzieś zgłosić na leczenie , piosenka "Now we are free" Lisy Gerrard i końcowa scena robią swoje. "Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy się nie wie na co się trafi" ,czyli Forrest Gump Roberta Zemeckisa. Tytułowego bohatera poznajemy na przystanku autobusowym, wydaje się być zwykłym gościem jakich wielu ,ale już po chwili kiedy zaczyna nam przedstawiać historię swojego życia, wiemy że nie będzie to zwykły film. Poczynając opowieść od podstawówki ,do której dostał się problematycznie z powodu zbyt niskiego IQ poprzez studia , wietnam i wiele innych aż do miejsca w którym znajduje się teraz. Niezwykly film, niezwykły bohater. Niewątpliwie film muszą doceniać redaktorzy CDA którzy co jakiś czas dorzucają do screena sprarafrazowany tekst "run, Forrest , run !". Kolejnym świetnym filmem ,którym po prostu nie można się znudzić jest Szeregowiec Ryan, tak jak poprzednio ,tak i tutaj główną rolę gra Tom Hanks ,nie gra jednak roli tytułowej. Szeregowiec Ryan to kino wojenne, pokazujące jak wojna wyglądała naprawdę. Film tworzono we współpracy z weteranami i w oparciu o ich wspomnienia. Dzięki temu widziwmy że nie każdy był bohaterem, zresztą ciężko być bohaterem kiedy obok twojemu koledze urwało połowę ciała ,a trzeba powiedzieć ,że efekty specjalne dopracowana maxymalnie. Wiec i wybuchy i ich skutki mozemy podziwiać z zachwytem bądź obrzydzeniem. Film opowiada o prostym zadaniu - odnaleźć jednego człowieka. Nie o bitwach czy innych operacjach od których zależy wynik wojny. Chociaż batalii tutaj nie brakuje i ukazano je chyba tak jak chyba nigdzie indziej. Szeregowiec Ryan do zaoferowania ma nie tylko to, pokazuje on także jak wielkie mogą być więzi miedzy żołnierzami ,ile koledzy są w stanie dla ciebie zrobić kiedy zaczynasz zwiedzać zaświaty. Cóż, niedawno skończyłem oglądać ten film poraz kolejny i dalej mi się nie znudził. Ostani dobry film Spielberaga moim zdaniem, zrobiony po mistrzowsku chociaż ostanimi czasy to mocno oklepane słowo. Ostatnim filmem ,który chciałbym pokazać jest Leon Zawodowiec Luca Bessona. Film w któym odwrócono schemat bandyta - policjant i tym dobrym okazuje się być ten po ,którym cięzko by było się tego spodziewać. Film przedstawia nam Leona, zarabia na życie jak on to określa "sprzątając". Ma też kilka swoich zasad ,lubi popijać mleko. Nie rusza kobiet i dzieci. W pewnym momencie zaprasza Matyldę , córkę sąsiadów do siebie.... i zaczyna się. Każdy czerpie z tej znajomości korzyści ( nie takie jak wam się wydaje ). Jedno uczy się od drugiego różnych obowiazków i rzeczy przydatnych w życiu. Pojawia się też wątek romatyczny jednak miłość nie moze zaistnieć miedzy nimi. Wszystko to prowadzi do finału ,poświęcenia dla dobra drugiej osoby i smutnej lecz pięknej piosenki "shape of my heart". Myślę ,że jeśli obejrzysz te filmy na pewno się nie znudzisz i nie stracisz czasu. Polecam i żegnam do następnego razu. Podkreślam jeszcze raz ,że pisałem o filmach które nigdy nie doczekały się kontynuacji, za jakis czas dopiszę filmy będące trylogami ,które również uważam za genialne.
  12. age

    No king rules forver

    Już spoglądałem, też jestem ciekaw co z tego wyjdzie bo zapowiada się niczym pizza.
  13. Witam. Rzadko tu pisuję bo i rzadko mam ochotę by coś z siebie wyrzucić. Tym razem jednak coś mi lezy na duszy. Kończę z World of Warcraft, po dzisiejszym dniu jestem tego całkowicie pewien. Już od dłuższego czasu nie przemawia do mnie obecna forma WoW w której podoba mi się w zasadzie tylko grafika. Jestem smurfem co to lubi trudne gry i wyzwania ,kłody pod nogami i tego typu bajery. Grałem od 1.8.0 i pamietam jak trudno było wbijać reputację, pamiętam Blackrock mountain aka praprzodka wintergrasp. To jak powoli szedłem w stronę lvla 70 w TBC, wbijanie reputacji na honored, pierwsze HC i dowiedzenie się że za niektóre bronie trzeba zapłacić po 150 badge of justice co wymagało mnóstwa ukończonych instów HC no i oczywiście pierwszy Karazhan z mistrzem i mentorem Odkurzaczem. To było coś, skomplikowane taktyki raidowe i mnóstwo wipeów. Zebranie gearu wymagało czasu ,teraz T9 można kupić za emblemy..... no kurczę, co to ma być ?, podobnie wyglądała dla mnie sprawa dostępu do BG i instów z każdego zakątka świata ,pare kliknięć i robię questy dalej. Wbijanie reputacji jest prostackie nie licząc Sons of hodir z którymi to większość ludzi nie ma reputacji w ogóle. Teraz Blizz posuwa się jeszcze dalej, a mianowicie ,będzie można robić quest,zabić 5/5 mobów a potem od razu w miejscu tak jak się stoi oddać quest i na dodatek wziąć następny z chaina (!) ocb! ? Wydawało mi się że skoro jest to częściowo RPG to mam sie poczuć jakbym naprawdę był tym trollem i naprawdę żył w tym świecie, chodził pod summon stone'a, biegał w poszukiwaniu questów ,miał satysfakcję z tego że wtłukłem wreszcie czemuś naprawdę nie-smurfowemu. Tym czasem gra jest z patcha na patch coraz prostsza i nudniejsza, emocje uciekają ,klimat się ulatnia, nieraz się zdarzyło ze wszystkie słowa jakie wypowiadałem w party to "hello" ,taktyki na bossach to teraz głównie "lej póki nie padnie". Ekhem... podobne walki to są z bossami na privach gdzie brakuje skryptów i bossy leje się tak jak stoją. Nadzieję miałem w chwili kiedy blizz powiedział że Korona Lodu będzie raidem nieco trudniejszym od pozostałych z racji tego że to finalna lokacja raidowa w tym dodatku. I znów kto pullował High King Maulgara i widział Black Temple wie że korona lodu to piaskownica w porównaniu z TBC. Tak więc oto koniec i trochę mi szkoda bo poznałem fajnych ludzi, grałem w naprawdę świetnej gildii (moim zdaniem) i nie żałuję niczego, ani straconego czasu ani wydanej kasy. Szkoda mi tylko mojego ulubionego uniwersum i samej gry która była świetna i zmieniła się w moich oczach w przeciętniaka. No ale co zrobić ? albo mogę za to płacić albo zostawić to póki jeszcze mam o tym w miarę ciepłe myśli. Wrócę jeśli Blizz uruchomi kiedyś serwery wyłącznie TBC, do tego czasu zainteresuję się The Old Republic, po ostatnim multiplayer trailerze odzyskałem nieco nadzieję w ten tytuł. Tutaj Wezyr z Shattered Halls / Angeldark z Ghostlands. Pozdrawiam wszystkich ,wy wiecie kim jesteście Pracujcie nad gildią dalej bo juz na pewno nie padnie.
  14. Nie jestem IMDB ,jestem straszny maruda i moze sie podobać całemu światu a mnie to guzik obchodzi. Taki np. Batman Arkham Asylum ,mimo iż świat go ubóstwia ja sądzę że to cholernie słaba gra.
  15. Chyba nie ma na świecie zbyt wielu ludzi którzy nie wiedzą czym jest terminator ,nawet jeśli filmu nie trawią. Pomysł na film powstał w glowie Camerona (dla niewtajemniczonych ,to taki jednoosobowy Blizzard świata filmu ,ndo tego nakręcił Avatara gdyby ktoś nie wiedział) podobno kiedy.... leżał na ulicy. Odwieziono go do szpitala i tam zobaczył plastykowy szkielet. Pomyślał że gdyby tak szkielet był z metalu i do tego posiadał inteligencję to byłby to interesujacy przeciwnik. Po wielu dniach udoskonalania wizji powstal ostateczny projekt. SkyNetu ,terminatorów, Dnia Sądu itd.Parę miesięcy potem po przepychance z producentem i zdobyciem potrzebnej kasy ruszyły prace. Film miał budżet 6 mln dolarów (dziś za tyle można by nakręcić napisy końcowe) ,a w końcowej fazie był juz kręcony za pieniądze Camerona. Sceny finałowe kiedy T800 jest zgniatany prasą hydrauliczną to folia aluminiowa i dioda ,dym dodał czlonek ekipy filmowej swoim papierosem. Worek w którym zamykają martwego Kyle'a Rees'a to torba na kamerę Camerona z odciętą częścia dolną. Mimo takich posunięć i niezbyt przychylnych opini na temat maszyn podróżujących w czasie by zabić człowieka który rzeczone maszyny zgładzi film okazał się sukcesem. Kolejne starcie ludzkości z morderczymi maszynami nadeszło w roku 1991 jeśli mnie pamięć nie myli. Tym razem budżet wynosił 100 mln dolarów, a Cameron wraz ze Stanem Winstonem który to tworzył efekty specjalne do prawie wszystkich filmów Camerona wyczarowali coś co miażdży na każdym kroku. To coś zwie się T1000. Co ciekawe Cameron chciał go wprowadzić już w pierwszym terminatorze jednak ostatecznie wywnioskował że nie ma szans stworzyć odpowiednio przekonujacych efektów specjalnych w owym czasie i pomysł musiał zaczekać do sequela. T1000 został uznany za jeden z najbardziej rozpoznawanych czarnych charakterów w historii kina zaraz obok Dartha Vadera i Obcych. Czemu jest on tak bardzo rozpoznawalny ? wszak i Darth i Obcy mają się czym pochwalić. T1000 to ostatni czy tez jeden z ostatnich protoypów SkyNetu, zbudowany jest z płynnego metalu i może się pochwalić tym że zmienia dowolnie swoją postać fizyczną. Jeśli dotknie czegokolwiek lub kogokolwiek to moze natychamistowo przybrać jego formę. Jest też prawie niezniszczalny gdyż każda dziura po naboju błyskawicznie łata się sama (tak jakbyś wsadził kija w wodę ,jakby się nie starać ,woda wraca do pierwotnej postaci i podobnie jest z T1000). Scena przejścia przez kraty T1000 moim skromnym zdaniem do dziś bije większość scen z wykorzytaniem efektów specjalnych. Oczywiście Terminator 2 miał dosyć ciekawą fabułę ,odpowiedni finał no i "Hasta la vista ,baby". To też przełożyło się na porządne wpływy gotówkowe i zapoczątkowało erę tak zwanych blockbusterów. Warto też wspomnieć o edycji specjalnej T2. Zyskuje ona wiele scen ,między innymi pokazano błędy w funkcjonowaniu T1000 takie jak zmiana faktury części ciała na tą z podłogi (kiedy mamy scenę jak T1000 zmienia się w Sarę i próbuje oszukać Johna ,a zaraz za nim zbliża się prawdziwa Sara z shotgunem to właśnie dzięki temu że John widzi zlane nogi z podłogą wie kto jest kim). Znalazła się też scena w której nasz milusi prototyp dotyka barierki a ręka zmienia kolor i nie potrafi jej odczepić. Jest tu oczywiście kilka więcej fajnych scen (Jak grzebanie przy mikrochipie Arniego albo próba uczłowieczenia Arnolda przez młodego). Polecam dokopać się do wersji reżyserskiej tego filmu .Staje się on jeszcze lepszym dziełem niż jest. Cameron w tej części rozwiązał ostatecznie problem Dnia sądu i moim zdaniem tutaj należało poprzestać i już nie kontynuować tej serii. Niestety nie ,nie ma opcji by zostawić film tego formatu w spokoju. Na trzecią część przyszło nam czekać sporo bo 12 lat jeśli mnie znowu pamięć nie myli ,a sprawdzać mi się nie chce. Ponownie Arnie i ponownie ten sam schemat tym razem z jeszcze bardziej zaawansowanym prototypem wyposażonym w cuda wianki. Teraz jedyne co pamiętam z filmu to demolkę przy użyciu dźwigu na ulicach miasta no i finał. Oglądało się nieźle ale jak na legendę terminatora to jest i było to zdecydowanie za mało by równać się z częścią pierwszą czy drugą. Po pierwsze jakieś powalone żarciki w stylu okularów w kształcie gwiazdek albo złapanie Arniego za hm.... cojones przez TX co dało dziwną minę na twarzy Arniego (terminatory to maszyny więc nie okazują uczuć ani nastrojów ) Poza tym ,John Connor z przyszłości chyba ma dość życia skoro wysłał ponownie przestarzaly model T800 przeciwko TX czyli wspomnianym cudom wiankom na nogach, warto wspomnieć ,że tym razem nogach kobiecych. Ciekaw też jestem jak ludzkość mogła przegrać w wojnie z pierwszymi terminatorami (T1) skoro wszystko co potrafiły to jechać, obracać się i strzelać ,do tego na koncu filmu można podziwiać ostrzelanie calutkiej planety atomówkami co dałoby zapewne niewyobrażalne skażenie ,nie mówiąc już o impulsie elektromagnetycznym ,który powinien sprawnie wykończyć wszelaką elektronikę uniemożliwiajac tym samym produkcję jakichkolwiek terminatorów. Tak oto dochodzimy do najnowszej części Terminatora czyli "Ocalenia". Trailery zapowiadały coś niesamowitego, artworki przedstawiające nowe modele maszyn również były niczego sobie. Do tego powrót Arniego.... Jawiło się to jako cud, do tego całkiem ciekawy gdyż przedstawiony nie na starym schemacie a w świecie już po Dniu sądu ,który to nastał z finałem poprzedniej części. Film jednak okazał się totalnym badziewiem nie pokazujacym nic ciekawego, do tego można się doszukać informacji ze z filmu usunięto... 26 scen (to nie pomyłka) by do kina mogły wchodzić trzynastolatki. Jedyną ciekawą rzeczą w filmie jest Marcus ,który to jest ocaleniem dla Johna Connora ,a poprzez niego także całej ludzkości (w końcu Connor ma być przywódcą ruchu oporu). Poza tym nic ciekawego. Efekty niczym nie zaskakują ,podobne rzeczy ogląda się teraz w każdym filmie. Jedyna ciekawa scena akcji to ta na autostradzie z użyciem hm.... Motorminatorów (nie wiem jak to się zwie ,ja to wymyślam na bieżąco). W filmie można się doszukać paru ciekawostek nawiązujacych do wydarzeń z części poprzednich jak na przykład utwór zespołu Guns N'Roses "you could be mine" (w T2 młody Connor słuchał tego jeżdżąc na swoim motorku). Inną rzeczą nawiązującą do poprzednich części jest blizna na twarzy Connora zrobiona przez T800. W Terminatorze 2 widzimy ją kiedy Sarah Connor prowadzi monolog i oglądamy sceny z przyszłości. Takie ciekawostki na pewno wzbogacają film ale to za mało by go uratować tak oto jeden z lepszych filmów w historii (moim zdaniem oczywiście) kończy niezbyt dobrze. Ostatnio prawa do marki Terminator zostały sprzedane za 30 mln dolarów.... Poza filmami pełnometrażowymi powstał serial "kroniki Sary Connor" jednak nigdy go nie oglądałem więc nie wiem co o nim sądzić. Średnia ocen jak i recenzje nie dają jednak większych nadziei . Cieszę sie tylko ze urodziłem się dość dawno by oglądać T1 i T2. Filmy które miażdżyły wszystkim a nie tylko efektami, miały jakiś klimat i można było je oglądać bez końca. To żywe legendy sci-fi. Kto będzie za parę lat wspominał takie Transformersy ? zapewne nikt bo wszystko co majato efekty,a Terminator (mam nadzieję) żył będzie wiecznie. Aha Tytuł tego wpisu nawiazuje oczywiście do piosenki zespołu Nine inch nails.
×
×
  • Create New...