LordzFc

Forumowicze
  • Zawartość

    71
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O LordzFc

  • Tytuł
    Ork
  • Urodziny 13.09.1994

Sposób kontaktu

  • AIM
    10641996
  • Strona WWW
    http://my.opera.com/LordzFc/blog/
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Stobiecko Szlacheckie k. Radomska
  • Zainteresowania
    Historia, Polityka, Muzyka rockowa, Gry komputerowe, Open Source, Komputery, Astronomia, Militaria, Fantasy

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Wszelakie strategie i rpg. Ostatnio ciułam w zakupionego Sup Coma z dodatkiem.
  • Ulubiony gatunek gier
    Strategie
  1. Nie mam zamiaru dodawać zbyt wiele treści do obrazka, który jest pokrótce sklejeniem kilku screen'ów z czatu na Company of Heroes. Niektórzy chyba nie czytają ze zrozumieniem tego co jest w cd-action. Ten krótki wpis nie świadczy o braku ambicji autora. Nie, potrafię pisać wylewnie i ciekawie, ale tu nie ma zwyczajnie potrzeby.
  2. Jeżeli ktoś jest graczem nastawionym na współpracę, kumatym i ma mikrofon, to niech pisze na mój gg 10641996. Chętnie powiększę grono osób z którymi spędzam czas w CoH.
  3. "Istoty pozaziemskie" - cóż, myślałem że to zbyt oczywiste określenie. Ludzki umysł ma skończone możliwości i to kwestia góra dwudziestu lat aż zaczną się pojawiać pierwsze rozszerzenia dla niego. Inaczej będziemy wieki za robotami. Pomyśl racjonalnie - niemożliwością byłoby żeby każdy miał taką władzę jak opisałem w tej części. Czy teraz możesz wypompować wodę z okolicznego stawu? Teoretycznie tak, ale zajmie Ci to długo i najpewniej spotkają Cię jakieś konsekwencje prawne. Nigdzie nie pisałem o anarchii. Wszystko będzie uregulowane przez odpowiednie organy. Akapit czysto wprowadzający i zachęcający czytelnika do dalszego zagłębienia się w ten tekst.
  4. Wyobraź sobie sytuację, w której przejmujesz część ze zdolności zarezerwowanych dla bogów. Możesz dowolnie modyfikować planetę, kontrolować ją w każdym calu. Nie boisz się żadnych żywiołów. One są posłuszne twojej woli. Każdy huragan, wybuch wulkanu czy trzęsienie ziemi zachodzi tylko tam i tylko wtedy, kiedy tobie nie zagraża. Jako, że opanowałeś wszystkie z sił rządzących Ziemią, możesz zamieszkać w dowolnym miejscu. Wcale nie musisz go modyfikować. Możesz tak zmienić swoje ciało, by czuło się doskonale w nowym środowisku. Potrafisz również całkowicie zmienić warunki panujące na innej planecie. Nie brudząc sobie przy tym rąk. Flota ultrainteligentnych robotów przecież doskonale zna się rzeczy. Widząc, że wszystko co twoi mechaniczni słudzy stworzyli jest dobre, spokojnie oddajesz się rozmyślaniom na temat przyszłości wszechświata. Po kilku godzinach, nie mogąc znaleźć odpowiedzi, wyłączasz część mózgu i pozwalasz mu zregenerować siły do dalszych obliczeń. To co napisałem wydaje się być nierealne. Nic jednak bardziej mylnego. Mniej więcej taki zakres możliwości posiądą ludzie, jeśli wskoczą na pierwszy poziom skali Kardaszewa. Dzieli ona cywilizacje kosmiczne według podstawowego źródła energii. I jest nim kolejno planeta, gwiazda oraz galaktyka. Niestety znajdujemy się na poziomie zerowym, ponieważ nie potrafimy nawet władać Ziemią. Jednakże wszystko może się zmienić i to od nas zależy czy tak się stanie. Jesteśmy tym pokoleniem, które dokona ważnych zmian, lecz efektów ich nie uświadczy. To smutne i przygnębiające, ale pomyślmy o naszych wnukach. To oni będą zbierać owoce naszej pracy. Pracy, którą musimy wykonać na trzech płaszczyznach: geopolitycznej, kulturowej i światopoglądowej. Ich kolejność nie jest przypadkowa - zbliżają się ku jednostce. Zacznijmy od pierwszej. Od kształtu państw i wzajemnych stosunków pomiędzy nimi. Ma ich zostać niewiele. Bowiem im większy twór tym silniejszy. Posiada on większy potencjał ludzki oraz naukowy(ma możliwość finansowania niemałej liczby badań). Te oczywiście skutkują postępem, na którym przecież nam zależy. Któreś z dużych państw stanie się pionierem i pociągnie za sobą zmiany. Inne będą gonić za nim, ale to ono będzie miało pałeczkę pierwszeństwa podczas kolonizacji Układu Słonecznego. Nie chcemy chyba by Europa straciła perspektywy na bycie takowym. A to jest prawdopodobne jeśli pozostanie podzielona. Dawne europejskie potęgi przestały się liczyć i ich czas bezpowrotnie minął. Może to się jednak zmienić. Tworząc jednolity twór państwowy, marzenia o wielkiej Polsce, wielkiej Francji czy wielkich Niemcach mogą się ziścić. Wieje wiatr zmian i jeśli chcemy płynąć dalej, musimy odpowiednio ustawić żagle, aby popłynąć dalej wykorzystując ich pełnię mocy. Dostosujmy się do zmieniającej sytuacji geopolitycznej, wspierajmy organizacje proeuropejskie i likwidujmy własne uprzedzenia do poszczególnych narodów. Jesteśmy Europejczykami, dopiero potem Polakami, Niemcami, Francuzami. Kolejną płaszczyzną na jakiej muszą się równocześnie dokonać zmiany jest kultura. Łączy ona mieszkańców Starego Kontynentu. Większość z nich zna legendę o królu Arturze, wie kim był Achilles oraz pisze alfabetem opartym na greckim protoplaście. Od ponad tysiąca lat religią dominującą tutaj jest chrześcijaństwo. Mniejsza o efekty tego panowania, lecz nie można mu odmówić zasadniczej zasługi: jednoczenia Europy. Stworzono podwaliny pod kulturę kontynentalną jaka powinna się rozwinąć w tym stuleciu. Jej wersja krajowa zostanie zepchnięta do folkloru, jak to się stało z regionalnymi. Będziemy Europejczykami, rzadziej spotkamy określenie "polski pisarz", częściej "europejski". Naszym wspólnym językiem stanie najpewniej angielski, jak zresztą na całym świecie. Globalizacja zajdzie na masową skalę. I na nic się zdadzą protesty antyglobalistów. Oni obawiają się rewolucji, lecz nie bierzmy przykładu z tych wystraszonych postępem ludzi. Chcąc dokonać skoku cywilizacyjnego, musimy delikatnie odsunąć na bok kulturę narodową, a na pierwszy plan wziąć europejską. Ostatnia porcja zmian potrzebnych do przysłowiowego wbicia pierwszego poziomu tyczy się sfery światopoglądowej. Należy całkowicie zmienić mentalność ludzi. Obecnie jest oparta w większości o religijne zabobony, które nie byłyby złe, gdyby nie to, iż spowalniają rozwój. Niechże będą w sercach ludzi, ale proszę o jedno - sfera publiczna powinna zostać całkowicie uwolniona od nich. Idealnym przykładem ewidentnego pchania nosa w nie swoje sprawy, jest organizacja zwana Kościół Katolicki. Jej duchowy przywódca wpływa na setki milionów ludzi i wydaje decyzje świadczące o zaściankowości środowiska w jakim się obraca. Sprzeciwianie się klonowaniu nie świadczy za dobrze o papieżu. Co gorsza jest masa jeszcze bardziej radykalnych ruchów społecznych. Pomijając islam, znajdujący się obecnie w średniowieczu, warto wspomnieć o organizacji Greenpeace. Ta nowa religia stawia na pierwszy plan Matkę Ziemię, którą przecież mamy ujarzmić. To śmieszne, że jej wyznawcy wolą się poddać losowości zdarzeń jakie serwuje nasza planeta, kiedy wystarczy jeden skok, ażeby zyskać możliwość zapanowania nad nimi. Szkoda, że przez religie większość ludzi niestety uważa cywilizację pierwszego stopnia za czystą fantastykę. Trzeba to zmienić, a recepta jest bardzo prosta: wystarczy, że uwierzymy w człowieka i w jego moc sprawczą. Wystarczy, że staniemy się humanistami. Bez wątpienia musimy wykonać jeszcze wiele pracy, by nasze wnuki zbierały jej owoce. Zajmie lata, pochłonie życie wielkich ludzi, a wiele kłód zostanie nam pod nogi rzuconych. Wchodzi w grę nawet opcja porażki, kiedy cywilizacja znajdzie się na skraju na zagłady. Pamiętajmy jednak jedno "Tępiąc klęski, rzeczywistość wyklucza również triumfy". Jeśli nie zaryzykujemy radykalnych zmian, stracimy szansę na podbój kosmosu i będziemy dalej pośmiewiskiem dla innych inteligentnych istot.
  5. Stare książki są fajne. Ludzie, już tak nie psioczcie na nie. Chodziło mi to, że obecny system edukacji nie zachęca do ich przeczytania i to jest problem. Sienkiewicz ma [beeep]isty styl, lecz na siłę przymuszanie ucznia do czegoś czego może nie lubić jest po prostu obłędne. Czytam właśnie książkę, która powstała w 1920 roku, pierwowzór do antyutopii typu "Nowy Wspaniały Świat", która zwie się "My" i jest po prostu świetna. Autor pisze językiem, którym się zachwycam na każdym słowie. To samo z "Ostatnim Brzegiem" z 1950 roku. Warto czytać stare lektury. Co ważne, łatwo je dostać w wielu bibliotekach. A wychwalany przez młodych czytelników "Harry Potter" to moim zdaniem niestety taki "wprowadzacz" do normalnych książek. Nie lubię tego baśniowego świata, wolę czytać dobre fantasy oraz doskonałe science-fiction. Wielu pisarzy lepiej robi swoją powinność od Rowling i tworzy bardziej przekonujące uniwersa.
  6. Cóż, tytuł mi się nie udał niestety ; D Ale bez obaw, to co macie w środku nie powinno Wam sprawić zawodu. Kiedy uczeń zobaczy książkę, instynktownie wzdrygnie się ze strachu. Kiedy nakaże mu się to przeczytać, chwyci za streszczenie. Natomiast jednak jeśli delikatnie go zachęcimy do zapoznania się z nią, to z radością pochłonie utwór literacki. Ten powyższy akapit to w zasadzie podsumowanie całego niniejszego tekstu, który ma zamierzeniu poruszyć problem czytelnictwa. Dotyka on już co raz więcej grup społecznych i wiekowych, a w szczególności zaś młode osoby, uważane za przyszłość narodu. Nikt tego nie wyolbrzymia, statystyki mówią same za siebie.Wynika z nich jasno, że typowy polak czyta połowę książki na rok. To straszne, lecz i ma potwierdzenie na lokalnym podwórku. Nie należy oczekiwać zbyt wielu pozytywnych odpowiedzi, przechodząc po ulicy z pytaniem: ?czy obecnie zapoznajesz się z jakimś ciekawym tekstem literackim??. Uczniowie to bowiem okropne stworzenia. Zawsze szukają łatwiejszej drogi niż ta, którą obecnie kroczą. Bardzo się to odbija na języku polskim, gdzie strasznie mały odsetek czyta obowiązkowe lektury szkolne(autor tekstu się do nich nie zalicza). Streszczenia są bowiem krótsze, wyjaśniają sens utworu literackiego oraz są częstokroć napisane łatwiejszym językiem. Stratą czasu jest więc męczenie się nad ?Quo Vadis?, kiedy można przecież zrobić tak wiele innych konstruktywnych rzeczy. Problemu, jeśli chodzi o szkołę należy szukać w samym programie nauczania. Układający go specjaliści chyba nie rozumieli rewolucji informacyjnej jaka nadeszła. Dając ogromną ilość lektur szkolnych, teoretycznie mających zapoznać uczniów z wielkimi dziełami literackimi, paradoksalnie przyczynili się do spadku czytelnictwa. Książki jakie wybrali okazały się trudne w odbiorze, przez co nawet ci ambitniejsi zwykli je porzucać po kilku stronach i wracać do sami-wiecie-czego. Polonistom pozostało więc tworzenie szczegółowych sprawdzianów. Niestety i na to znalazło się lekarstwo - szczegółowe streszczenia. Nie wiadomo co teraz nauczyciele wymyślą , lecz bądźmy pewni - ich podopieczni błyskawicznie znajdą lekarstwo. Czy jest sposób by skończyć te bezsensowne przepychanki? Owszem, męczą się nad tym teoretycy od dłuższego czasu. Proponowane jest przede wszystkim wspólne studiowanie tekstów całych książek na lekcjach, jeśli są krótkie i fragmentów tych dłuższych. Uczniowie nauczą się czytania ze zrozumieniem i z pomocą nauczyciela zrozumią sens utworów literackich. Być może nawet obudzi się w nich kreatywność, tak poszukiwana na rynku pracy. W końcu zostaną zachęceni do pochłonięcia kolejnych książek. Z własną ich stratą czasu. I zrobią to z uśmiechem na twarzy, gdyż młodzi ludzie nie lubią obowiązków. Oni kochają przyjemności. W szczególności jeśli dają relatywne korzyści. Czytanie do takich jak najbardziej należy. Wystarczy tylko siłą sugestii, delikatnie i bez straszenia jedynką po prostu zachęcić do zapoznania się z tekstem kolejnej dobrej lektury, a smutna statystyka ?pół książki na rok? nie będzie tak straszyła.
  7. Hawking pisze, że nawet jeśli coś było przed wielkim wybuchem to jest z naukowego punktu widzenia nieistotne. Teorię superstrun znam Doskonale wiem, że pozostałe 6 wymiarów przestrzeni zostało swego rodzaju zwinięte i są po prostu niewidoczne dla nas. Mi po prostu brakowało określenia co jest między wszechświatami. Dlatego te nazwy są tylko umowne. Przestrzeń mamy tu, w naszym wszechświecie. Swoją drogą ciekaw jestem czy może powstać wszechświat z kilkoma wymiarami czasu.
  8. To co się tutaj niżej znajduje to jedynie tezy. Bez dowodów. Nie posiadam nadal odpowiedniej wiedzy, lecz mam ogromną chęć poznawania natury. Uważam, że Ameryki nie odkryłem. n - liczba wszechświatów n - liczba wieloświatów n - liczba wszechwieloświatów n - liczba wielowszechwieloświatów itd. n - ilość nadrzędnych form przestrzeni Zakładając, że istnieją większe formy przestrzeni życiowej będziemy zawsze odnajdywać ich jeszcze większe odpowiedniki. Tak więc jak mamy wszechświat, wieloświat itd. Oczywiście to jest tylko czysto teoretyczne spostrzeżenie. Patrząc na postępy badań nie sposób nie zauważyć. że zazwyczaj odnajdywano coś większego. Początkowo myślano, że jest tylko jeden układ planetarny, potem że jedna galaktyka, teraz że tylko jeden wszechświat. Można oczywiście stwierdzić, że jest tylko jeden wszechświat a on trwa wiecznie i przechodzi różne fazy. Interesujące są prawa fizyki same w sobie, a dokładnie ich powstanie. Jeśli powstały w trakcie Big Bęgu to musiało teoretycznie coś istnieć co pozwoliło się big bęgowi zainicjować. Muszą jakieś prawa rządzące wieloświatem istnieć. Znów można wrócić do punktu wyjścia z n'tą ilością nadrzędnych form przestrzeni. W tym wypadku będzie się odnosiła, że nie poznamy w zasadzie nigdy praw rządzących wieloprzestrzenią, ponieważ w każdym wyższym stopniu mogą być inne. Trochę wcześniejszych wypocin
  9. Przed wiekami, gdy ludzie jeszcze wiecznie się bawili; za górami, za lasami i za innymi natury wymysłami żył bóg Pełmóż. Panował nad krainą zwaną Arastonia, która rozciągała się od arcydługiej rzeki Art do ogromnego oceanu Ysta. Kraj dzięki pomocy swego władcy - pana pogody i klimatu - doskonale się rozwijał. Każdego roku zbiory rosły piętnastokrotnie, a złoto i inne cenne kruszce uzyskane z handlu nie mogły się pomieścić w magazynach. Ludzie tutaj nie umierali, ponieważ Pełmóż zawsze w porę odpędzał Nekruta - bożka śmierci. Z powodu ogromnego dobrobytu co raz więcej poddanych zaczynało się zajmować sztuką. Ilość tworzonych dzieł rosła. Powstawały szkoły malarzy, rzeźbiarzy, muzyków. Pewnego razu sam władca Arastonii złapał natchnienie - niewinną istotkę, maleńką, która wyszeptała do ucha Pełmóżowi cały wiersz i znikła. Niestety pomimo swej boskości zapamiętał on jedynie urywki utworu lirycznego. Nie zraziło to jednak pana krainy Art-Ysta i błyskawicznie wyczarował pióro i papier. Zabrał się do pisania. Po miesiącu pięknej pracy, zaprezentował on swoim poddanym stworzone przez siebie dzieło. Zachwyciło ono każdego człowieka, a także innych bogów. Odtąd pisał Pełmóż codziennie. Robił to z radości, wiedział że wszystko inne przy tym blednie. Powstało tysiące wierszy jego autorstwa i żaden ludzki nie dorównał tworowi króla. Jednakże pewnego dnia stała się rzecz straszna. Największy z Art-Ystów nie mógł znaleźć w myślach swych poukładanych zakończenia dzieła. I choć początkowo wydawało, że to tylko kwestia czasu, aż ukończy on to nad czym z radością potrafił się zatrzymać tygodniami, wszystko się zmieniło po roku oczekiwania nad kolejny twór pana Arastonii. Biedak osłabł a w raz z tym przyszedł odpędzany niegdyś Nekrut i począł wyrównywać swe dawne porachunki. Ogołocił on z ludzi tysiące wiosek i miast, a jego słudzy zsyłali choroby, których nigdy nie widzieli Art-Yści. Ci pisali z bólu treny, tworzyli smutne rzeźby i obrazy czernią zapełnione. Pełmóż niestety nie odpowiadał na wezwania poddanych. Zaszył się w pokoju piętnaści mil pod ziemią i nawet ich nie słyszał. Myślał jedynie nad ostatnim wersem. Niestety oprócz śmierci przyszła też i zła pogoda. Ludzie zaczęli cierpieć niedostatki jedzenia, umierali od wybuchów wulkanów, od żaru pustyni a także od mrozu wkradającego się pod ubranie przez najmniejszą nawet szparę. Mimo tych trudności, Art-Yści trwali i wyczekiwali swego władcy. Płomyk nadzieji podtrzymywały dawne utwory Pełmóża, którymi się przez stulecia radowali. Po kilkudziesiąciu latach od zniknięcia pana krainy, została ona podbita przez sąsiednie królestwa i podzielono ją na wiele części, a kilotony kruszców powywożono do stolic najeźdźców. Próbowano zdusić patryiotyzm dumnych mieszkańców niegdyś wspaniałego kraju. Zakazywano publicznie mowy w ich ojczystym języku, wszystkie oficjalne nakłady ksiąg wycofano, lecz oni się opierali i przy królu trwali. Każdego dnia potajemnie zbierali się pisarze, by wyprosić Natchnienie o napełnienie słodyczą pomysłu pana pogody. Przychodzili też inni Art-Yści. Również Ci zaciągnięci do ciężkiej pracy. Pomimo wielu trudności, nikt z Arastonian się nie wyrzekł swego pochodzenia. Czekali cierpliwie na powrót swego władcy. Kiedy Pełmóz radośnie wynurzył się z podziemi, zobaczył coś czego się nie spodziewał: zniszczony kraj. I wtedy poczuł złość ogromną na siebie oraz na niecnych braci. Nekruta odnalazł, odpędził go na ziemie sąsiadów. Ten rozbawiony obrotem sytuacji z radością począł chaos szerzyć. Wszystkie demony mu służące rozsiewały ogniska epidemii strasznych chorób. I wszelkie żywioły kiedy pana swego zobaczyły z nagła się uspokoiły. Przestały tsunami wybrzeża zalewać, susze gnębić centrum królestwa a zimno jego północne krańce. Po kilku dniach kraj Arastonii został zjedoczony. Podczas ogromnej uroczystości król przeczytał swoje dzieło, przez które tyle jego poddani musieli wycierpieć. A wszystkich, którzy słuchali wiersza o miłości i patryiotyzmie napełniła błoga radość. Od tego czasu Pełmóż zdecydował się dalej tworzyć lecz z umiarem, a jego poddani poczuli się znów bezpiecznie. Tak to już jest z Artystami. Pochłania ich coś co robią z pasją i traktują najpoważniej w świecie. Nie jedzą nie piją lecz wyskrobują kolejne literki nawet na kamieniu. Prędzej umrą niż nie skończą swego dzieła.
  10. Ziemianin: I widziałem wodę w oceanach co bulgocze z gorąca I ogień który pokrył całą Ziemię A nad nią unosiły się piekielne opary I spadał deszcz gwiazd na nasz glob codziennie Niszczył to co było ludzkości dumą Nadszedł czas sądu Modlić się począłem Z łzami w oczach błagałem Boga O grzechów odpuszczenie O łaskę i o zbawienie Głuchy na me słowa był Przeklęty stwórca, ciemności syn. Astronom: Księżyce, planety Co się z nimi dzieje? Te które skolonizowało ludzkie plemię Zboczyły ze swych orbit Przez wieki stabilnych Utraciły blask dawny Zmieniły wielkość elipsy Przecięły się na wielu odcinkach Doszło do zderzeń, gwałtownych I chaotycznych Niczym w pradziejach macierzy naszej Inteligencja XK9780: Nieznany układ planetarny... Skolonizowany przez istoty organiczne... Testowanie odporności na zmianę warunków życia... Tworzenie mutacji... Zapis kodu DNA... Oddanie grupie ocalałym zwierzętom rezerwatu.. Został nazwany przez nie Nowe Jeruzalem... Rozkład planet na czynniki pierwsze.. Pobranie ich... Tankowanie w gwieździe... Tworzenie z pozostałości niej tunelu czasoprzestrzennego... Układ planetarny przestaje istnieć...
  11. On krąży wokół gwiazdy macierzystej. On Jest potężny Choć niewielki. On obserwuje każdy krok twój. Jego kara adekwatna jest do grzechu. Nagroda? Życie wieczne i raj utracony. Jeśli zwątpisz, eony cierpiał będziesz. Nieistnienia nie udowodnisz, na szczęście. A gdy technologia odpowiednia do poszukiwań w nasze ręce wpadnie, stanie on się niewidzialny i do punktu wyjścia dojdziemy. Poszukiwań jego, czajniczka Russela. Aha i mam jedno pytanie: czy to jest wiersz? Na pewnym z portali dostałem komentarz od zasłużonego autora wielu tekstów "pomysł jest, wiersza nie ma". Jesli zatem go nie ma, to jakie są kanony liryki?
  12. Stug III był niezbyt lubiany przez załogi z powodu własnie pancerza. bimberoman17 ja początkowo podchodziłem pod tą grę perspektywy Red Orchestry gdzie czołgi byly podobnej klasy i z tego samego okresu. Myślałem, że x czołg ma to złe ale to ma dobre. Niestety tak nie jest. Są czołgi po prostu złe/słabe i tyle. Działo z mojego Panzer III A niezbyt wiele robi średnim czołgom i cóż pozostaje mi ciułać na lepszą wersję. Obecnie jedynie zbadałem lepszy silnik, dzięki czemu czołg potrafi się naprawdę nieźle rozpędzić( w porywach do 55 km/h) Jak masz lepszy pojazd to jest lepszy. Osobiście mnie irytuje, że 90% pojazdów nie mogę rozwalić, ale potem. Potem to będę miał E-100 albo Maus i sam będę rozwalał 90% pojazdów
  13. Czekam na tą opowieść Ja już nie mam tu nic do napisania. Temat wyczerpałem. Praca plastyczna schnie - ostatnia rzecz którą robiłem o tej tematyce. Dam jej zdjęcie na bloga:) Tymczasem w drodze opowiadanie o niemieckich naukowcach co na Księżyc polecieli. Nie mogę się doczekać Iron Sky i postanowiłem napisać coś, w zasadzie niewiele mające wspólnego z filmem. No poza tym, że niemieccy uciekinierzy są jego bohaterami no i Antarktyda - sekretna baza. Reszta się jednak różni. Ja stawiam na większy realizm. W 1945 roku Niemcy, nieważne jak mieliby zaawansowaną technologię, nie byliby zdolni ot tak polecieć
  14. @ ...AAA... To, że my w ogóle istniejemy to seria wieluset przypadków. Życie na Ziemi wielokrotnie stawało pod znakiem zapytania. Raz wyginęło ponad 90% istniejących wówczas gatunków. Moim zdaniem, form inteligentnych, które przetrwały te wszystkie katastrofy na cały wszechświat może być raptem 100. Chociaż możliwe, że jednak jest ich więcej/mniej, bo nic tak naprawdę nie wiemy. Chciałem wyliczyć ile może być hipotetycznie planet podobnych do Ziemi. Ale nie udało się - danych praktycznie nie ma. Będą pewnie za tysiąc lat.
  15. Non stop są odkrywane co raz bardziej zadziwiające organizmy. Ekstremofile żyją w naprawdę skrajnych warunkach. Są przecież bakterie beztlenowe. Nie widzę problemu, aby takowe były pierwszym etapem rozwoju życia, by potem wybrać w drodze ewolucji odpowiedni gaz do wytwarzania energii. Wszystko jedynie opieramy o Ziemię(bo niby o co mamy?) i nie wykluczajmy, że istnieje coś kompletnie odmiennego. Było już wiele takich i źle myśleli. Od kiedy istnieje radio? Od około stu lat. Od ilu działa SETI? Od czterdziestu. Dodatkowo nie przeszukało aż tak wiele gwiazd. Zasadniczo jest opcja taka, że wcześniej były wysyłane jakieś sygnały radiowe przez cywilzację x, ale awansowała i zmieniła sposób komunikacji. Mogłyby być przykładowo odbierane w XIII wieku, ale nie mieliśmy wtedy żadnego rozsądnego wynalazku do takich pierdół. Poza tym człowiek był bardziej egocentryczny niż teraz. Pewnego badacza w XVII wieku spalono na stosie za to, że głosił teorię iż może istnieć życie na innych gwiazdach, które mogą mieć planety takie jak Ziemia.