Skocz do zawartości

Aranor

Forumowicze
  • Zawartość

    230
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

1 Neutralna

O Aranor

  • Ranga
    Krasnolud
  • Urodziny 13.06.1991

Sposób kontaktu

  • AIM
    8436871
  • ICQ
    0

Informacje profilowe

  • Płeć
    mężczyzna
  • Skąd
    Gdańsk
  • Zainteresowania
    Gry, koszykówka, rysowanie i komiksy.

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    God of War I, II i Chains of Olympus Gears of War Warcraft III: The Frozen Throne.
  • Ulubiony gatunek gier
    Akcja
  • Konfiguracja komputera
    Intel Core 2 DUO E7200 2,53Ghz
    GeForce 9600GT
    2GB RAM
    650 GB
    Windows XP SP3
  1. Aranor

    W Dymku #3 Polski Superbohater Biały Orzeł: Pierwszy Lot

    No wiesz do mnie uśmiecha się subskrypcja na digital comics Marvela. Zbiory mają iście godne. A co do powrotu, to też tak myślę. Z komiksami trochę jak z telenowelą, coś się ludziom nie podoba, albo jakiś aktor ma wakacje to zmieniają scenariusz. Zresztą była mowa o tym, że dusza pozstaje chociaż w jednej molekule ciała, więc Peter jeszcze wróci. Pewnie znowu jakiś odświeżony (jak po ostatniej walce z Morlunem), albo będzie musiał się uporać ze schizą albo z tym co Otto nabroi. Będzie dobrze . Ostatnio dorwałem Marvel Universe vs. (ziemia 11080). Marvel ma fajne pomysły i nie boi się kontrowersji, no i jak coś to zawsze można walnąć "kolejną" ziemie. Szkoda, że naszym chłopakom brakuje odwagi.
  2. Aranor

    W Dymku #3 Polski Superbohater Biały Orzeł: Pierwszy Lot

    Fajny wpis, miałem ten komiks w rękach i trochę nań spojrzałem, ale nie przykuł szczególnie mojej uwagi. Fakt, zasługuje na uwagę ze względu na "pierwszy polski bohater", ale poza tym cierpi na syndrom "chce być taki jak...". Pewni że trudno uniknąć jakichś skojarzeń, z innymi bohateriami (sam Marvel ma ich chyba... dobre pare tysięcy jeśli liczyć wersję ze światów alternatywnych), ale coś mnie w nim odstręcza. Ma w sobie takie wewnętrzne fuj. Nie wiem może chodzić o polsko-polskie nazwy które brzmią momentami kretyńsko. A co do rozwijania wątków itp. no cóż Spider-man też miał coś takiego że wrzucali nowych jak porąbani. Ale to było na początku... W latach sześćdziesiątych... Teraz niestety nie można nadać tak głupiutkiego charakteru i bezkarnie z tym uciec. Czytelnicy dojrzeli, a komiksy już dawno nie są historyjkami o figurach które są czarne, albo białe. Na marginesie z wielką chęcią przeczytałbym co myślisz o nowym "Superior Spider-Man'ie". Bo moim zdaniem Marvelowi kończą się pomysły jak zaszokować czytelnika i będziemy mieli powtórkę, jak z Benem Reiley .
  3. Aranor

    Hate in, hate out czyli kilka słów o DmC.

    @Sergi Chcę usłyszeć jaki "slasher" z lepszym klimatem wychodzi w najbliższym czasie. Pomijając fakt że DmC należy do szeroko pojętego grona gier Action, Action-adventure
  4. Aranor

    Hate in, hate out czyli kilka słów o DmC.

    O nieświadomy śmiertelniku .
  5. Ponownie przeczytałem swój wpis o DmC: Devil May Cry. Pograłem jeszcze w demo. Obejrzałem trailery i piszę wpis słuchając ścieżki dźwiękowej z samej gry. Co mi się nasuwa do głowy? Dwa lata i dalej nie zmieniłem swojego poglądu na temat samej gry. Aż dziw, ale do konkretów. I can already tell. Looks like this is gonna be one hell of a party! - Dante DMC3 Ośmielę się na stwierdzenie że dużo osób zna serię Devil May Cry, ba, że dużo osób z naszego wspaniałego grona w nią grało, a nawet i ma za sobą. Licząca sobie jak do tej pory cztery części seria, ma się doczekać piątej. DmC: Devil May Cry bo o niej właśnie mowa, weszła szturmem z dość kontrowersyjną zapowiedzią w 2010. Wszyscy fani czy chociażby osoby które znają serię nie mogły się nadziwić jakim prawem, tak zmieniono wizerunek głównego bohatera. "Piątka" od samego początku była zapowiadana jako reebot, jednakże nikt nie spodziewał się chłopaka, stylizowanego na angielskiego emo z anoreksją. Let's welcome Chaos. -Arkham DMC3 Posypały się gromy. Cała watacha ludzi, którzy psioczyli na wszystko co możliwe, od muzyki Combichrist, aż po sam głos głównego bohatera. "To nie Devil May Cry", "Co to za wersja Dante'go? Emo-Dante", tak w wolnym tłumaczeniu brzmiały co lżejsze komentarze. Zmieniona sceneria, zmienione uniwersum, świat w którym Dante, przypala demony papierosem. To wszystko obiło się bardzo szerokim echem. Na szczęście wołanie dosłyszeli również i twórcy, Ninja Theory. Zmienili wygląd bohatera na bardziej postawny, gdzieś po drodze pojawiły się białe kudły. Wszystko powolutku zaczęło choć odrobinę wracać na stary tor. Niestety wrzawa znów narosła po pierwszych gameplayach. Najgorzej wyglądała sytuacja długich juggle (utrzymywanie wroga w powietrzu, poprzez zadawanie ciosów), czy... sposobu wysławiania się bossa. Wszystko było złe, niedobre i w ogóle do kitu, ale do czasu. Do czasu, aż ludzie położyli łapy na demie gry. Jackpot. - Vergil i Dante DMC3 Gdzieś po drodze chyba wszyscy zapomnieli że Ninja Theory stworzyło taką perełkę jak Heavenly Sword czy też Enslaved. Gdzieś tam pouciekało że producentem jest Motohide Eshiro (Onimusha 2 chociażby). No, ale każdy sobie przypomniał w momencie kiedy pograli w demo. Nie jest to może stary Devil May Cry (to po co reebot ), ale gra się świetnie i sam z wypiekami na twarzy czekam na premierę. Oczywiście dalej pozostaje grupa niezadowolonych i zniesmaczonych fanów, którzy "hejtują" produkcję na każdym kroku, ale no cóż... Jeszcze się taki nie urodził co by każdym dogodził. Pewnie że nie jestem fanem Combichrist i lubiłem stare brzmienie postaci i muzyki. Pewnie że nie znoszę zapowiadania DLC przed samą premierą gry (cześć Borderlands ). No i pewnie że wolę starego Dantego. Mimo to wolę najpierw zagrać w samą grę żeby ocenić, jak źle czy może jak dobrze jest naprawdę teraz z serią. You can't handle it. - Vergil DMC3. Najzabawniejsi są posthaterzy którzy zorientowali się, że gra wcale nie jest tak zła, jak pokazywały screeny czy trailery (choć ja wcale nie uważam, żeby byly złe). Oczywiście jest w tym również zasługa samego studia które nie pozostało głuche na skowyt i lament, co wierniejszych fanów. Jestem ciekaw jak DmC zostanie ocenione, zarówno przez branżowe pisma jak i fanów, po wydaniu. Skończy się hate? A może nastanie kolejna fala? Przekonajmy się, już 15 stycznia. SPARDAAAAAA!
  6. W dzisiejszych, naszych czasach, święcą triumf proste rozrywki. Rozrywki nie wymagające większej myśli, czy też ruchu. Wystarczy spojrzeć do pokoju obok, gdzie śpią rodzice, lub spojrzeć za ramię brata który gapi się w monitor. Znowu jakaś "Zośka", "Majka" czy inne badziewie w telewizji o siksy która robi karierę i jej średnio idzie (ciekawy schemat, imię damskie, jakaś praca w stylu redaktor = serial ). Kolejne edycje Mam Talent w TV, czy inne tańce z gwiazdami. Nawet z rówieśnikami łatwiej mi nawiązać rozmowę na temat serialu niż jakiejś książki. No, ale od początku... Kult serialu Ile oglądamy telewizji? Dużo. Ile seriali oglądamy? No cóż, drobna statystyka wśród moich znajomych wykazuje, że jest to około 3 czy nawet 4 seriali w jednym okresie. "Trudne sprawy", "Na wspólnej", "Jak poznałem waszą matkę", "Gra o Tron". Wszystkie proponujące mniej lub bardziej wyszukaną rozrywkę. Spójrzmy jednak na harmonogram dnia. Śniadanie, szkoła (praca), ewentualny obiad czy lunch, serial numer 1, numer 2, kolacja, numer 3, partyjka w jakąś gierkę (przerwa na naukę ), serial numer 4, sen. Dość sporym elementem który ciągnie za sobą resztę, jest po prostu zwykła rekomendacja znajomego, chęć zabicia czasu, lub poszukiwanie rozrywki która za dużo od nas nie wymaga. Siedzenie na tyłku i oglądanie, ile to wymaga od nas? Mało. A napewno mniej niż książka czy krzyżówka. Dodajcie do tego fakt, że bohaterowie prowadzą ciekawsze życie od nas, bądź ludzie których widzimy robią coś ciekawszego niż my. Pomyśl o tym,że TY też możesz tańczyć, TY też możesz śpiewać, TY też możesz zrobić komuś dziecko (Trudne sprawy )... Choć to ostatnie nie koniecznie. Wystarczy ruszyć cztery literki i zrobić coś więcej niż siedzenie. No, ale po całym dniu pracy, nauki czy też innych czynności, komuś się chce ruszyć? Pomyśl o tym że wiele się nie zmieni przy siedzeniu, może obudzisz w sobie pasję przy której będziesz lepiej odpoczywał? Warte zastanowienia, czyż nie. Ja gracz! Ja lubić! Nigdy nie twierdziłem, że nasza ulubiona rozrywka należy do prymitywnych, ba, bywają produkcje tak ambitne, że mogły by zakrewać o miano sztuki. Nie zmienia to faktu, drogi graczu i graczko (?), że też spędzamy mnóstwo czasu w pozycji siedzącej. Powiedzcie mi też czy do waszych ulubieńców należą, Europa Universalis przy których spędzacie każdy wieczór, czy może kolejne fragi w Call of Duty. Szukamy rozrywki niezobowiązującej i również niewymagającej od nas, jakichś wielkich batalii umysłowych. Pomyślmy też o ilu ambitniejszych grach słyszeliśmy, albo inaczej, w ile z nich graliśmy. Mało znam osób które nie miały chociażby drobnej stłuczki z Postalem, jednocześnie głupio mnie pytających co to jest Limbo, albo Braid. W naszej kategorii również szukamy, mniejszych zobowiązań wobec gry, mniejszych wymagań (myślicie że skąd bierze się "każualizacja"?), a także pewnych kontrowersji. Typowa półka z grami w empiku. Tekken 6, jakaś tam sportówka, Need for Speed jeden czy drugi. Gdzie się podział Heavy Rain. Na półce widnieją gry starsze, nawet bez statusu classic czy platinum. Odpowiedź? Proste, jak gra która leży na półce. Lepiej się sprzeda coś co jest łatwiejsze w odbiorze, coś czego "gawiedź chce". Nie śpię bo trzymam szafę Jeden z najsłynniejszych nagłówków, wśród gazet, no jak ja przynajmniej uważam, mniej ambitnych. Wystarczy spojrzeć na półkę w typowym osiedlowym sklepie. Mnóstwo kolorowych okładek na której widnieją najnowsze wieści z życia gwiazd. Kilka książek z romansidłami, krzyżówki (niektóre już odrobinę pożółkłe), no i jak mam fart i uda nam się przyjrzeć, jakiś magazyn hobbistyczny (przestarzały, bo wyszły już kolejne trzy numery). Ludzie kochają skandale, tanią rozrywkę, kontrowersję. Wśród osób które znam krzyżówki rozwiązuje... Moja babcia i kilku znajomych ze studiów (którzy tak czy siak robią je, tylko na uczelni)... Nie mówię oczywiście tylko o magazynach czy innych bajerach, książki też są raczej bagatelizowane. Pozycje do których ludzie najczęściej sięgają: Książka na podstawie gry, powieść na podstawie której nakręcono film (czytałaś "Zmierzch"? No nie wierzę...). Rzadko kiedy jest to coś wyszukanego, czy też dobranego z własnych preferencji. Sam próbuje różnych autorów, by odnaleźć coś swojego. Wymaga to jedynie przejścia się do biblioteki. No i najczęściej przebrnięcia przez więcej niż dwieście stron. Kowalem swego losu, jesteś Ty Nie jesteśmy skazani na prostą rozrywkę. Siedzenie na tyłku nad sportówką nie uczyni z nas sportowca, nauczyć się grać nie jest trudno. Dojście do mistrzostwa może stanowić pewien problem. No, ale może zwykłe wyjście na bilard, stanie się zaczątkiem pasji. Niemrawa próba gry w golfa obudzi w Tobie Tigera Woodsa. A może odrobina większego wysiłku pomoże Ci w zdobyciu mistrzostwa w Call of Duty, albo w League of Legends. Wszystko jest przed Tobą. Porzuć dotychczasową, prostszą rozrywkę, na jeden mały wieczór eksperymentu, bądź dumny ze swych umiejętności. Dlaczego wygłaszam takie morały, no cóż, ostatnio zajmuje się czymś nieco ambitniejszym. A przerwa od rysowania i póżniejszy powrót bardzo miło mnie zaskoczył. Moja postać Blair. Rysunek z 2006 roku. Po trzech latach przerwy, bez większego dzieła, remake. Blair z roku 2011. Nowy poziom rysunku zaskoczył nawet mnie, mimo długiej przerwy. Obudźcie swój talent, a napewno będziecie miło zaskoczeni .
  7. Aranor

    Podwójny gaz

    @...AAA... W dzisiejszych czasach przy ogólnym sprzeciwie, przeciw władzy jako takiej, trudno wyłuskać wzorce które nie będą odebrane źle. Masz rację. Fakt, faktem czuję się dumny ze swojej postawy. Dziękuję za słowa poparcia. Bardzo dziękuję.
  8. Aranor

    Podwójny gaz

    Pora na małą zmianę. Pora na... Pieśń o naprutym kierowcy Wracałem ścieżyną tak dobrze mi znaną. Do domu, po rozstaniu z ukochaną. Minąłem sklep, gdzie towarzystwo weselsze, Plakat miejsca, gdzie damy są raczej śmielsze. Tam gdzie samochód czystszym czynimy, Minąłem towarzysza tej samej drożyny. Szedł w przeciwnym kierunku, chwiejnym krokiem, Ledwo nie zahaczając mnie butem i wymiocin potokiem. Spojrzałem na niego z konsternacją wielką, Minę miałem również niezwykle tęgą. Bo towarzysz ów, nie mógł utrzymać linii chodu, Gdyż zataczał się od płotu, aż do przydrożnych samochodów. Ubrany elegancko, krawat zdobił jego szyję, Nie zmieniało to faktu, że gorzałą śmierdział na milę. No cóż, taki piątek ma urok, Bo każdy zmieniał wtedy chód, na ten krzywy krok. Droga trochę się dłużyła, lecz nagle nastała trwoga. Na drodze stał rozbity samochód, no cóż, taka wola Boga. Lecz z rozmów świadków dosłyszałem, rysopis właściciela. Okazał się nim mój towarzysz, który z miejsca wypadku... Najwyraźniej spierdzielał! Obraz był dziwny i psychodeliczny, Rozbity samochód miał na sobie weselne kwiaty i chyba miał być śliczny. Czy orszak weselny mu widzieć dano? Tego nie wiem, bo na złom pewnie trafił, już dzisiaj rano. Tu pytanie się rodzi samo, a natarczywe jest wielce, Jak można prowadzić, gdy moczyło się ryj, tak długo w butelce? Jak ktoś nie lubi kiepskiej poezji: Wracałem wczoraj ze spotkania, gdzie miło spędziłem czas ze znajomymi. W drodze powrotnej udało mi się minąć pewnego bruneta. Miał na sobie długi płaszcz, garniturek, krawacik. Zataczał się od jednego końca chodnika do drugiego. Idę sobie wesoło dalej, kiedy obok bazy autobusowej, ujrzałem rozbitego Sedana. Srebrny przystrojony jak na wesele. (Kogo wystrojonego ostatnio widziałeś?). Przystanąłem chwilkę, zlustrowałem sytuację, pogadałem chwilę ze świadkami gdy miała nadjeżdżać policja. Samochód wyglądał tak, jakby nie tylko ostatnie uderzenie o drzewo miało go uśmiercić. Był porysowany z obu stron, a ślady na samochodzie doskonale świadczyły o tym że to nie jego jedyna stłuczka. Kiedy miałem już odchodzić usłyszałem tylko krótki zarys sytuacji i co najważniejsze rysopis. "No, pracowałem tu, nie, gdy nagle słyszę "łup", "Łup!" i "Jeeeeeeb!!". Nagle z samochodu wyszedł brunet, w płaszczu. Zataczał się jak banan, no narąbany jak worek. Popatrzał na samochód i poszedł w stronę miasta (Szedł w przeciwnym kierunku, chwiejnym krokiem, Ledwo nie zahaczając mnie butem i wymiocin potokiem.). Aha. Miał jeszcze krawat i garnitur na sobie." No tego już było dość. Podszedłem do Policjanta i powiedziałem co wiedziałem. Czy czuję się jak donosiciel? Nie. Sam przeżyłem wypadek (na trzeźwo!) w którym ucierpieli ludzie. Pomogłem, zaopiekowałem się, zatroszczyłem o pomoc i zachowanie odpowiednich kroków. A ten skurczybyk w dodatku uciekał. Było późno i chodniki były raczej puste, ale nie zmienia to faktu. Gdybym szedł tamtędy godzinę wcześniej pewnie bym tego dzisiaj nie pisał. Tak właściwie Bóg wie, gdzie ten pajac jeszcze jeździł. Kiedy odprowadzałem dziewczynę do domu, jechał samochód w zawrotnym tempie. Za naszymi plecami usłyszeliśmy tylko pisk opon przy hamowaniu, po czym samochód skręcił, rozwalając sobie zawieszenie o krawężnik. Dopiero później udało mi się to połączyć w całości. Ten koleś, na podwójnym gazie robił sobie kółka do momentu aż rozwalił mu się wóz, ba, aż sam go rozbił. Uciec, by nie uciekł. To duża dzielnica, oczy są wszędzie. A dopisywanie sobie do listy, "ucieczka z miejsca zdarzenia", na pewno nie poprawiło jego sytuacji. Tym samym, wybaczcie mi ale daleko mi do filozofii "ludzi ulicy", po prostu puściłem farbę kiedy ostatnio widziałem kolesia. Nazwijcie mnie donosicielem, "konfidentem" czy kim jeszcze tam chcecie. Takim ludziom powinni zabierać prawko i karać adekwatnie do winy (w tym wypadku ucierpiał, chyba jedynie wehikuł właściciela).
  9. Aranor

    Różnice międzyplatformowe

    @Gracz4ever: Nie ma króla, są tylko wyznawcy. To tak jakby się kłócić czy lepsze jest Chrześcijaństwo czy Buddyzm. Może porównanie które lepiej dotrze: dla jednych Hitler był (i o zgrozo), a także dla niektórych dalej jest bohaterem. Dla wielu, w tym i dla mnie był bestią i wynaturzeniem. Kto ma rację? Bo myślę że neonazista by się ze mną nie zgodził.
  10. Aranor

    Spróbuje piwa, papierosów i amfetaminy

    Fakt, faktem skupiłem się na młodzianach. "PEGI" na używki jest, ale rzadko kto przestrzega. A pana spod sklepu łatwo można poprosić za pewien procent. Sprzedawcom też nie chce się sprawdzać każdego. Raz się trafi, a raz koleś lat 25 zostanie odesłany z kwitkiem i tylko się wkurzy. Sam zostałem odesłany z Lidla kiedy chciałem kupić piwo, mimo tego że od paru ładnych miesięcy mogłem się pochwalić legitymacją studencką. Wkurzony klient który nie przyjdzie = mniejszy zysk. Młodzik któremu sprzedamy = większy zysk i jeszcze może rekomendacje walnie innym kumplom. A co do nazw i tytułów. Bardziej skupiłem się na substancjach z którymi miałem styczność, albo o których chociażby słyszałem. Nie znam się na tym do końca, ale to chyba nawet lepiej.
  11. Aranor

    Pierwszy piątek tygodnia... NAPIJMY SIĘ!

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Za dzieciaka jakoś nie oglądało się "tej zwyrodniałej młodzieży" czy dziadek kiedyś chodził po prostu na oranżadę z kumplami, a nie na wódę zabarwioną oranżadą. Po prostu obserwuje i opisuje co widzę. W mojej dzielnicy odsetek młodych ludzi którzy, po prostu chleją, znacznie wzrósł, może stąd takie wnioski.
  12. Wszyscy lubimy doznawać czegoś nowego, zwłaszcza jeśli jest to przyjemne. Niektórzy kochają też próbować nie zważając na konsekwencje. Alkohol czyli chce się nawalić jak mój fajny kolega Ten temat już obgadałem w poprzednim wpisie, ale chwycę go trochę z innej strony. Jednym z pędów ku tej używce (co jest tendencją także przy innych), jest naśladownictwo. Jesteśmy niemalże bombardowani, ciągłym przekazem jaki to alkohol jest super, fajny, modny, trendy i jakie tam określenie chcecie. Wystarczy sobie włączyć MTV w pewnych godzinach i mamy przed sobą takie programy jak "Jersey Shore" albo "Blue Mountain State". O ile ten drugi można zaliczyć do jako takiej, odmóżdżającej rozrywki tak ten pierwszy to czysta obłuda. Ciągły seks i imprezki pomiędzy "bohaterami" którzy lubią pochlać na potęgę, bzyknąć kogo się da i powtórzyć. Reklamy piwa? Piwo to: marzenie każdego faceta, idealna nagroda, idealny trunek przy którym można pogadać, coś przez co wstrzymują odliczanie nowego roku. Ostatni przykład jest dość kuriozalny, nie zmienia to faktu że przekaz jest dość łatwy do odczytania. Oczywiście tego typu chwyty są stosowane również przy reklamie czipsów czy innego badziewia, no ale... właśnie "ale". To alkohol, rzecz która uzależnia jak szlag i jest dość niebezpieczne dla nas jak i dla otoczenia. Ci którzy dzwonią do swoich eks pod wpływem procentów wiedzą o czym mówię. Dobra, może tematu chwyciłem się trochę jak jakiś świętoszek albo "moherek". Nie zmienia to jednej istoty rzeczy. Czy przekaz typu "nawal się, będzie fajnie" zawsze trafia do właściwej grupy odbiorców, czyli mówiąc krótko, do dorosłych? Otóż nie. Mówi się że naśladownictwo jest największą formą pochlebstwa. No cóż, jakby tak spojrzeć na niektóre "dzieciaki" to wspaniale oddają hołd Charliemu Sheenowi. Wystarczy jeden łepek który wygląda na tyle staro, lub jego dziewiczy wąs jest na tyle długi, by kupić alkohol. No i wtedy zaczyna się karuzela. Sam pamiętam takich "prowodyrów" w swoich szkołach. Niektórzy poszukują eksperymentu, inni akceptacji otoczenia, a reszta... dobrej fazy. Nie mam za sobą żadnych statystyk, ale obserwując kolegów którzy zaczynali najwcześniej, mogę z całą pewnością powiedzieć: Chlali, chleją i będą chlać do momentu aż ich kasa, albo życie nie opuści. Kiedy jesteśmy młodsi uzależniamy się o wiele łatwiej, ale większość jakoś ma to w głębokim poważaniu i chwyta za butlę, jak ten Jacek z szóstej "c". On przecież jest fajny, ja też mogę. Fajki "*ekhe* Palę od dawna *akHAa*" Mały cytacik pod tytułem. Dobra, w jednej łapie butelka, a w drugiej..? Czegoś brak. Tu na ratunek, czy raczej na zagładę, przychodzą "pety". Przy kupowaniu fajek zasada jest podobna. Okroszczona morda, długi dziewiczy wąs i głos świeżo po mutacji. "Malboro poproszę". Szybki ruch do kieszeni, żeby sąsiadka nie widziała i nie powiedziała mamie. Fajki są o tyle fajne i ciekawe że czynią większe spustoszenie w naszym ciele, a jednocześnie nie ma się po nich bomby. Więc można zapalić na przerwie, bo "ta głupia sucz z biologii znowu zrobiła kartkówkę", albo po prostu polansić się przy kumplach, zabić czymś oddech i modlić się by tata nie poczuł. Jeden z fajniejszych przykładów jakie widziałem to grupka szczyli, o wielce dojrzałym wieku lat 12, podchodzący do typowego żula. "Masz poratować fajką?". Gdzie później jarali tego szlugensa na sześciu, a każdy z nich po zaciągnięciu się potrzebował dwóch minut na dojście do siebie. Nie raz i nie dwa, taki "wyrostek" podchodzi do kogoś z prośbą o peta, bo mama daje tylko dychę na tydzień, a fajki poszły w górę. No, ale hej... Małgośka pali, Paula też, to i ja. Najfajniejszy przykład z mojego grajdołka. Koleżanka lat ówcześnie 14, która miała już czteroletni staż. Pozazdrościć. Fajki uzależniają bardzo łatwo. Wszystko zależy od charakteru i biologicznych predyspozycji, jednakże w niektórych przypadkach nawet jeden może zaważyć nad naszym nowym nałogiem. Amfa, mefedron i inne cukierki Teraz czas na trochę gorsze badziewie. W tym wypadku trochę trudno mi się wypowiadać, bo miałem jedynie kontakt z osobami które miały kontakt z tymi substancjami. Nie poczyniłem jakiś super szczególnych badań, ale wiem jedno... Jak ktoś sięga po to ścierwo to jest kiepsko. Osoby które znam miały z nimi kontakt w wieku, średnio 15 maks. 17 lat. Tak, tak moi państwo, osoby niepełnoletnie. Dziwne? Na pewno nie w dzisiejszych czasach. Co gorsze bardzo łatwo dostrzegać skutki tego typu substancji na człowieka, jak i na otoczenie. Myślę że gdyby "użytkownicy" znali choć połowę skutków ubocznych tego ścierwa, to już by dawno odpuścili. Nie mówiąc już o składzie. Przypominam sobie trzymanie za fraki kumpla który "postanowił łyknąć tabsa, by się lepiej bawić". Musiałem wtedy wyglądać jak brudny Harry albo inny tego typu gość. Cedząc przez zęby "nigdy więcej tego nie bierz", odpuściłem uścisk i wróciłem do zabawy. Innym razem zdarzyło mi się poturbować jakiegoś kolesia który już nazbyt otwarcie próbował wciskać ludziom to i owo. Skutek pierwszy, moja agresja. Skutek drugi, zjazd przy którym kumpel ledwo stał na nogach. Skutek trzeci, myślenie gdzie znaleźć coś podobnego ale taniej. Tu jak grom z jasnego nieba spadły dopalacze. Każdy wie, każdy widział, niektórzy spożywali. W przypadku dopalaczy ironią był fakt że nigdy nie było wiadomo co jest w środku. Palimy dzisiaj kulki na mole czy też trutkę na szczury, milordzie? Po tym jak zobaczyłem skutki tego ścierwa, postanowiłem zmienić towarzystwo. Nie byli to źli ludzie, ba potrafili być serdeczni i bardzo mili. Nigdy mi niczego nie wciskali. Mimo to nie podobało mi się co robią, toteż bardzo uszczupliliśmy kontakty. Moim zdaniem to straszne, że ludzie w coraz młodszym wieku sięgają po procenty. Mój mózg wybucha przy informacji że koleżanka, lat 15, wciąga prawie tyle samo amfy co Scarface lub pali jointa za jointem. Kiedy ja miałem 15 lat, myślałem jaką nową grę dopaść, czy gdzie następnym razem pojechać na rowerze. Nie wiem czy to ja tak szybko dziadzieje, czy może czasy zmieniają się w takim tempie, że już nawet ludzie w moim wieku dostrzegają ogólną degradacje. Edit 10.03.2012: Dzięki za poprawę nazwy, Lordzie Hrabula
  13. Aranor

    Pierwszy piątek tygodnia... NAPIJMY SIĘ!

    Fakt. Może mi w pewnym momencie zabrakło silnej woli. Nie zmienia to faktu że ludzie coraz częściej po niego sięgają. Zwłaszcza młodzi. Aktualna "siła wieku picia", wsród osób które znam, wynosi 15-16 lat. Ba, był taki czas że moja 16-letnia koleżanka potrafiła wytrąbić dwa razy więcej i była w dwa razy lepszym stanie.
  14. Tematyka może zjechana jak dawne kapcie babci Gieni, jednakże wciąż warta poruszania. Alkohol, bimber, gorzała, wóda. Na te hasła większość znanych mi ludzi obraca głowę z jednym pytaniem na ustach. "Kiedy?" Prawda jest prosta jak budowa cepa. Pijemy kiedy się da, co się da, jak się da i ile się da. Jesteśmy istnymi "Kolumbami" jeśli chodzi o picie denaturatu, kwasu siarkowego, płynu Borygo (płyn do chłodnic w telegraficznym skrócie) i wody kolońskiej. No bo przecież z "woda" łatwo przechodzi się na "wóda". Jeden pomylił, drugi powtórzył a trzeci opatentował. Już nie mówię tu o legendarnej wręcz "destylacji" przez chlebek. Do nas należy też światowy rekord w ilości procentów we krwi, no i doceniają nas na butelkach w innych krajach. Są to ostrzeżenia przed danym typem alkoholu gdzie na końcu jest fajne zdanie: "Nie dotyczy Polaków". Słodkie. Jest Ci smutno? Napij się. Jest dobrze, świętuj napij się. Jesteś chory? Kielich pod pierzynę i kuruj się. Ktoś umarł? Napij się na stypie. Ktoś się żeni? Napij się na weselu. Idziesz na pasterkę? Wróć, dopij kielicha z Wigilii, przed kościołem skręć za róg i znowu się napij. Wesołych Świąt. Kto cierpi? My jako społeczeństwo. Alkohol jest tak wbity w naszą, no nie wiem, kulturę czy życie codzienne, że aż trudno go oderwać. "No stary musimy kiedyś się umówić na wódeczkę". Butelek sztuk jedna, ilość... 0,7 litra. Na jednej się pewnie nie skończy. Czy ktoś uzna mnie za geja jak zaproponuje kumplowi żebyśmy poszli na kawę, albo nie na tą wódę tylko na... piwo. Hmph... *Burp* lubię... Alter... Alterna... Inne opcje! Alternatywy do "wódeczki" też potrafimy znaleźć. Whisky, whiskey, rum, malibu, piwo jasne, ciemne i jakie chcecie. Nie masz kasy na wódkę? Możemy iść na parę piw. Nie masz na piwa? Za "4,50" też się znajdzie jakiś legendarny trunek. Nie masz nic? Chodź Ci postawię <tu wstaw alkohol>. Ta ostatni kwestia jest najgorsza. Dlaczego? Proste, darowanemu w zęby większość ludzi nie patrzy, a jeżeli chodzi o alkohole to ludzie miękną jak plastelina. Dobra, pomińmy kwestie moralne i finansowe. Aktualnie mamy do wyboru: Alkohol lub Alkohol... Wybór? Raczej nie. Przynajmniej jeżeli przedstawimy sytuację w ten sposób. Dodajemy opcje nie. A prawdziwe alternatywy? No cóż, jeżeli są w okolicy muzea, kina, teatry itd. to jesteśmy w domu. Sam przeliczyłem trochę swoje picie i doszedłem do wniosku że równie dobrze mógłbym się podcierać forsą, albo dać na "radyjko" do kochanego księdza. Nie... Na to samo by wyszło, ale sedno w wydatkach na picie i późniejszym samopoczuciu. Jak by nie patrzeć nie należę do wagi ciężkiej ale w mej "szczytowej" formie mogłem wypić 6 bez większych skutków nawrotowych. Prościej: Nie srałem i nie rzygałem pod siebie i jeszcze chciałem pić. Mowa bełkotliwa ale żołądek wciąż gotowy do działania. Cena: ok. 20 zł - w domowym zaciszu, ok. 40 zł - w pubie. Samopoczucie na drugi dzień... ZABIJCIE MNIE i urządzamy sobie tzw. "dzień nic" czyli nic nie robię tylko zdycham. A teraz magia... Godzina bilardu: 18 zł, Partyjka minigolfa: 10 zł od osoby, Kino: 13 zł bilety studenckie. Samopoczucie na drugi dzień... Bezcenne. Po miłej partyjce z dziewczyną, gdzie śmieje się od ucha do ucha, lub spuszczeniu cięgów kumplowi w bilardzie, poczujemy się ciut lepiej. Obejrzenie filmu na dużym ekranie bez jakości "NAGRYWAŁEM Z RĘKI I JAKIŚ KOLEŚ KASZLAŁ OBOK" też napewno będzie o wiele bardziej satysfakcjonujące, niż kac i pusty portfel.. Czuję się lepiej, nie truje mojego ciała dwa razy w tygodniu bo "są imieniny kuzynki babci, wuja Czarka z Częstochowy", albo "mamy czas, jesteśmy młodzi i nasza wątroba będzie protestować dopiero po 40stce". Poza lepszym samopoczuciem mam też mnóstwo rozrywki podczas których doskonale się bawię. Patrzę na to już od jakiegoś czasu z boku. Do pędu kilku osób wokół żeby "PIĆ", "ZJARAĆ SIĘ" albo Bóg wie co robić. Na picie? W sesji nie było czasu, zresztą pracowałem, więc kiedy miałem w ogóle pić? Napijmy się za brak okazji i za długą abstynencję Długo nie mając niczego w pysku i nie myśląc o tym że nie chadzam na imprezy, obudziłem się z koszmaru pt. "Sesja" i zauważyłem śmieszną rzecz. Czwartek... Wtedy zawsze chodzimy na karaoke. Pierwsze myśli: - Nie chce mi się pić - Nie chce znowu oglądać tych samych twarzy w miejscu w którym bywam niemalże dzień w dzień od ponad roku - Nie chce wierzyć że nie ma nic innego do roboty, jak tylko chlanie - Nie chce mi się po raz enty zawodzić "Kołysanki dla nieznajomej". Po odnalezieniu alternatyw (tych prawdziwych), wydaje mi się że jestem szczęśliwszy. Przyjemność z gry i z czasu spędzonego z drugą osobą, bez zawiewania się nawzajem alkoholem z ust. Obserwuje trochę z wyniosłością i dumą to że wychodzę poza schemat, nie jestem jedyny i to jest super. Brzmi to jak wyznania alkoholika, ale nigdy nim nie byłem i nie będę. Mam tylko nadzieję, że już się nie spotkam z piciem, gdzie kolejna żałosna okazja jest powodem do prostego zabiegu. Urżnięcia się w trupa.
  15. Aranor

    6 gier dla ktorych kupilem Xboxa 360

    Grzeszysz nazbytnio chwaląc czwóreczkę . Prawdziwą eskalacją serii zawsze będzie dla mnie DMC 3: Special Edition. W czwóreczce zabrakło elementu który ja lubię nazywać "WIĘCEJ DANTEGO!!!", ale to moje własne zdanie. Czwórka ma też kilka naleciałości które pokazywały że w tamtym czasie dało się zrobić coś lepszego w grach Action Adventure. Choćby zwiększyć dynamikę bohatera i nieco bardziej urozmaicić arsenał. Co do gry Synem Spardy nie miałem zastrzeżeń, no może poza mało dokładnym zmienianiem broni, nawet jeśli mogliśmy mieć "w kieszeni" więcej zabawek. Za to zmiana stylów w locie... Boska. Coś czego naprawdę brakowało mi w trójce.
×