Jump to content

Killim

Forumowicze
  • Posts

    117
  • Joined

  • Last visited

Reputation

0 Neutralna

About Killim

  • Rank
    Krasnolud
    Krasnolud

Sposób kontaktu

  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Zainteresowania
    Array
  1. Krótko : nie mam chwilowo sprzętu do słuchania muzyki, a więc ani nie słucham ostatnio, ani nie kupuję (trzeba na sprzęt uzbierać) płyt. Więc się nudzę. I trzeba się czymś zająć. W tym cyklu co jakiś czas (czasem i codziennie) będę wrzucał jakąś death metalową płytę, którą po prostu lubię i Wam polecam. Czas zacząć. Bolt Thrower - For Victory Piąta płyta weteranów z Anglii, przez masę ludzi uważana za najlepszą. Co jest w niej takiego wyróżniającego? Bardzo przyjemne, melodyjne riffy, świetny wokal, płyta się nie nudzi. Początkowo się na niej odrobinę zawiodłem (bo dałem prawie 5 dych, a "tylko" dobre), ale z czasem mocno polubiłem i często zdarza mi się słuchać tej płyty kilka razy dziennie. W skali CDA to dla mnie 9/10.
  2. Fanem cyklu nie jestem, ale czwórkę przeczytam. Poprzednie tomy dosyć nierówne. Zdarzyła się niezła jedynka, bardzo dobra dwójka i średnia trójka. Przy czym dwójkę pamiętam w miarę dobrze - dwóch pozostałych nie bardzo. Czyli taki przyjemny zabijacz czasu.
  3. Używam Opena, ale tekst przyklejałem na szybko z powodu braku czasu.
  4. Pierwsza część mojego dłuższego projektu, na pomysł wpadłem słuchając tego: http://www.youtube.com/watch?v=qGufUYd_Bdk Otwarłem oczy. Wstałem. Pomieszczenie w którym się znajdowałem zdawało się być bardzo małe. Podłoga, sufit, ściany były białe. Dotknąłem jednej ze ścian. Moja ręka nie napotkała jednak oporu. Zaczęła powoli wnikać w ścianę. Lekko zdezorientowany oparłem się całym ciałem o ścianę. Po kilku sekundach ściana zniknęła a przede mną ciągnął się...no właśnie, co? Niby tunel, ale zbudowany z zbudowany z tkanki. Tkanka ta pulsowała. ?Tu się narodziłem? - pomyślałem. Nie wiedzieć czemu, ta z pozoru absurdalna myśl wydawała mi się prawdziwa. Przede mną była jedynie ciemność. Widziałem może na trzy metry. Przeszedłem kilka kroków. Na podłodze zobaczyłem sztylet. Zdobiony, wykonany z jakiegoś czerwonego tworzywa. Wydał się okropnie znajomy. Po chwili uświadomiłem sobie, że kiedyś go użyłem. Obudziło się we mnie jakieś wspomnienie. Kompletnie nie pasujące do mojego szarego życia pracownika korporacji. Wbijam nóż w szyję jakiegoś starszego człowieka. Mówię: -To nic osobistego. Po chwili pojawiają się strażnicy, słudzy mężczyzny. Twarze są pokryte szczeciną. Ogony zakończone są czymś ostrym, w rękach dzierżą włócznie. Zbliżają się ostrożnie do mnie. Uśmiecham się lekko i podnoszę rękę. Biała energia powoli wydostaje się z mojej ręki. Istoty zaczynają uciekać. Na próżno. Energia, uformowana już w liny, łapie je za szyję i dusi. Stworzenia wydają z siebie przerażający bulgot. Przechodzę po ich wielkich ciałach. Otrząsnąłem się z wizji. Sztylet zniknął. Szedłem ?korytarzem? dalej. Ujrzałem na ścianie coś w rodzaju płaskorzeźby. Kończyła ona tunel. Wielkie, wyłupiaste oczy wpatrywały się we mnie. Nos był nieproporcjonalnie mały. Usta powoli rozwierały się. Wypełzł z nich wąż. Niezwykle długi. Powoli mnie oplatał, a ja nic nie mogłem zrobić. Wbił we mnie zęby. Nie poczułem jednak bólu. Euforia zaczęła mnie wypełniać. Marzyłem wręcz o tym, by zostać ugryziony jeszcze raz. Poczułem, że powoli tracę grunt pod nogami. Po chwili jednak odzyskałem go. Siedziałem na krześle. Przede mną siedziała kobieta. Czarne włosy, małe usta, piękne brązowe oczy. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek. Pojąłem szybko, że była mi kiedyś bliska. -Przejdźmy do sedna ? odezwała się ciut chrypiącym, nieprzyjemnym głosem. -O co tu w... - nie dokończyłem, ponieważ przerwała mi. -Gdy wróci pamięć, nasz ulubiony zdrajco, dowiesz się wszystkiego. Nie przerywaj ? powiedziała widząc, że otwieram usta. Wstała, przeszła się po nicości, w której przebywaliśmy (zauważyłem, że była dosyć niska, ubrana w jaskrawą togę). W końcu wyrwała się z zamyślenia i odezwała: -Jesteś nam potrzebny. Celet już rozpoczął przewrót. I nie powoła się na pewno na to, że kiedyś mu pomagałeś, gdy przyjdą po ciebie jego wysłannicy. Choć zbytnio nie lubimy cię w naszym, a więc i twoim świecie, to jesteś jednak dosyć potężny. I dlatego za jakiś czas odzyskasz moc i wrócisz do nas. -Po co mam wam pomagać, skoro mam u was z nieznanych mi powodów status zdrajcy? -Bo widzę jak tęsknisz za czymś więcej. Widzę, jak wyglądasz za okno wiedząc, że jest znacznie więcej niż tylko Ziemia. Skończy się twoja banicja. Już długo nie jestem w stanie utrzymywać tego wymiaru. Na razie Rada zadecydowała o zwróceniu ci części mocy. Resztę otrzymasz, jeśli uznamy to za stosowne. Bo musisz się bronić. Obudziłem się. Sen wydawał się okrutnie prawdziwy. Spojrzałem na dłoń, w którą zostałem ugryziony. Ślad po zębach był widoczny. Wiedziałem już, że nie jestem Markiem Luntarczykiem jak sądziłem przez ostatnie kilka lat, a Hegiem Naretem ? zwanym także Burzycielem. Była czwarta. Zmęczony dziwnym ?snem? zaparzyłem sobie kawy. Usłyszałem za drzwiami wejściowymi do mojego mieszkania rozmowę: -Prawdopodobnie nic nie pamięta i nie jest zagrożeniem, ale uważajcie. - powiedział ktoś lekko syczącym głosem. -Tak mistrzu ? odpowiedziało całkowicie beznamiętnie kilka osób. Podniosłem natychmiast nóż z blatu. Drzwi akurat wtedy zostały wyważone. Rzuciłem nożem w ich kierunku po czym rzuciłem się w kierunku mojej sypialni. Wyjrzałem przez okno. Z dziesiątego piętra nie opłacało się raczej skakać. Słyszałem kroki za sobą. Przywarłem do ściany i wyjrzałem. Kilku łysych, jednakowych mężczyzn w brązowych marynarkach zbliżało się powoli do sypialni. Każdy z nich miał rewolwer. ?Więc czas sprawdzić, jak wiele umiem? - stwierdziłem w myślach. Skupiłem się i wyobraziłem sobie dla ułatwienia jedną z moich sztandarowych technik. Białe niby kolce z podłogi przeszyły dwóch z moich antagonistów. Miałem nadzieję, że załatwię wszystkich. Zostało jeszcze dwóch, którzy oddali strzały w moim kierunku. Przeturlałem się w bok. Wbiegli do pomieszczenia. Jeden podniósł broń na wysokość mojej głowy, ale jedną ręką chwyciłem go za dłoń i trzasnąłem nią o ścianę, a drugą uderzyłem w mostek. Chrzęst sugerował, że udało mi się go złamać. Drugi strzelił na oślep. Zadrasnął me biodro. Rzuciłem pokonanym we wroga. Ten przewrócił się pod masą ?kolegi?. Zacisnąłem dłoń w pięść. Obydwaj zwymiotowali krwią i umarli. Wziąłem ich broń. Nie zaglądając do magazynka znałem ilość pocisków ? trzy w każdym. Jakkolwiek było to dziwne, nie miałem czasu na rozmyślania. W moim kierunku powoli kroczył przywódca tych klonów. Łuskowata skóra, troje oczu, drobna budowa. Niezbyt sympatyczny wygląd. Od razu skojarzyłem imię stwora ? Katep. Kiedyś był mi podległy. Mruknął: -A pomyśleć, że kiedyś byłem na twoje każde skinienie. Z rąk wysunęły się pazury. Wystrzeliłem w niego wszystkie pociski. Wytworzył tarczę czerwonej energii. Pociski odbijały się od niej. -Tak łatwo nie da się mnie pozbyć. -Więc będzie boleśnie, jak chcesz ? odpowiedziałem zadziwiająco spokojnie. Katep rzucił się w moim kierunku. Pchnął najpierw w brzuch. Odskoczyłem i wyprowadziłem kopnięcie w kolano. Wróg jedynie podniósł nogą, po czym spuścił ją na mój goleń. Straciłem równowagę. Pazurzasty jegomość ciął mnie w twarz, ale chwyciłem go za nadgarstek i podniosłem jego rękę do góry. Odzyskałem równowagę i uderzyłem z kolana w brzuch wroga. Ten zgiął się. Poprawiłem więc drugim w kolanem w jego głowę i wypuściłem z dłoni małą kulkę. Ta zetknęła się z jaszczurką i odepchnęła ją na kilkanaście metrów. Właściwie to odrzuciła, bo Katep wylądował na ścianie. Szybko jednak doszedł do siebie i rzekł: -Nie doceniałem cię. -Mało mnie interesuje ? wyrzuciłem z siebie i powtórzyłem moją sztuczkę, której użyłem na pierwszych łysych. Z tą różnicą, że kolce wyszły ze ściany. Katep padł bez życia.
  5. Killim

    Syf

    Suchy - Nie zamierzam nigdzie emigrować chociażby z powodu, który już wymieniłeś. W tym wpisie krytykuję jedynie to, co dzieje się ze społeczeństwem, schamienie. Swoją drogą coś agresywnie zareagowałeś - poczułeś się dotknięty? Akatosh - odezwę się
  6. Killim

    Syf

    Żyję w syfie. Niech świadczy o tym fakt, jak ten wpis zatytułowałem. Bo syf dotyka i mnie. Kilka dni temu jechałem na rowerze. Ot tak, żeby dojechać na pobliskie boisko. Mijam jakąś kobietę z dzieckiem i mężczyznę (ojca?).Kobieta (ubrana jakby dopiero wyszła z dyskoteki) reaguje burzliwie na jakieś słowa towarzysza. -Co za bezsens! Co za krzywa (a co, poszpanuję, że znam odrobinę łacinę, poza tym zdanie zyskuje drugie dno) laska?! Mruknąłem pod nosem zniesmaczony "matka Polka" i pojechałem dalej. Dojeżdżam. Boisko jeszcze puste, trzeba chwilę zaczekać. Widzę kolejną parkę. On - wygląda na jakiegoś wyżelowanego miśka, ona - nawet ładna, w zdecydowanie zbyt krótkiej spódniczce (jakoś tak mi się to kojarzy z brakiem godności, ale ja staroświecki jestem). Stojąc jakieś 50 metrów od nich usłyszałem jedno słowo. Nie przytoczę, bo zapewne domyślacie się, a ja nie czułbym się dobrze pisząc bluzga, nawet "wykropkowanego". Poza tym misiek opiera się na niej. Opiera się tak mocno, że bidulka ledwo utrzymuje równowagę. No tak, trzeba jakoś okazać miłość. Później widziałem jeszcze grupkę moich rówieśniczek. Obowiązkowy róż, głośność, nieskładne wypowiedzi. PoKeMoNy jednak czasem wychodzą poza fotkępeel (szpanersko brzmi, nie?). Takich sytuacji było jeszcze wiele, ale wszystkie łączy jeden wspólny mianownik - SYF.
  7. Mógłbym się dowalać, że naiwne, słabo napisane itp. ale nie będę. Po prostu każdy od czegoś zaczyna. Szacun dla Ciebie za to, że poświęciłeś czas by to stworzyć.
  8. Za chwilkę posłucham sobie Ulcerate - Everything is Fire. Świetny death metalowy twór, mocno czerpiący z Gorguts czy Immolation. Złożone granie, miażdżące riffy, apokaliptyczny klimat... Polecam.
  9. A dzięki Kolejna rzecz już w planach, tym razem jednak realistyczna konwecja, thriller.
  10. Więc dowiedzcie się, jak pisze następca Kinga Prolog Las. Najbliższa mu miejscowość znajduje się jakieś 60 kilometrów dalej. Po bliższych są najwyżej ślady. Nic więcej. Niezależnie od czasów ludzie nie zbliżali się do niego. W sumie to kilku się kiedyś zbliżyło, ale nie wyszło. Nic dziwnego, że budził przerażenie. Splecione, martwe konary przypominały raczej wygięte zwłoki niż resztki drzew. Dziury w nich wyglądały jak twarze zamarłe w agonii. Zwierząt w nim właściwie nie było. Przynajmniej prawdziwych. Zajmował wiele miejsca, był chyba największym lasem w kraju. Nikt nie umieszczał go jednak na mapach. Co najwyżej Słowianie mówili o nim jako przeklętym. Mieli w tym dużo racji. Jednak las stawał się bestią dopiero po zmroku, gdy cienie ożywały, a ludzie, jeśli te istoty da się tak jeszcze nazwać, którzy to zginęli wyruszali na łowy, by dopełnić swego grona kolejnymi głupcami, którzy weszli do lasu. Tacy znajdowali się rzadko, ale co jakiś czas pojawiali się nowi mieszkańcy. Jak tego wieczora... Las. Ofiara Młody mężczyzna wygrzebał się z auta. Chwilę dochodził do siebie. Przejrzał się w lusterku przewróconego pojazdu. Twarz nieco poobijana, ale dalej przypominał niebieskookiego rudzielca z dowodu. Nie pamiętał chwili wypadku. Jedynym, o czym pamiętał był fakt, że zwolnił się wcześniej z pracy. Miał przyjechać do Elżbiety, zabrać ją na kolację, a po niej się oświadczyć. ?Miałem dziś przeżyć cudowny dzień, a siedzę na jakimś odludziu z zepsutym samochodem? - pomyślał z irytacją. Wyciągnął komórkę. Nie działała. Zdenerwowany cisnął ją przed siebie. Po chwili wyciągnął paczkę papierosów i zapalił. Po wypaleniu trzech sprawdził swoje dokumenty. Były na miejscu. Po chwili usiadł na ziemi i pomyślał ?Jacku Kwarkowski, tak oto wygląda dzień twoich prawie ? oświadczyn!?. Po chwili spojrzał w kierunku lasu. Ten wydawał się dziwnie duży. Młody informatyk, jakim był poszkodowany w wypadku nie chciałby do niego wejść. A już szczególnie w nocy, która powoli się zbliżała... Na zegarku wyświetlała się godzina dwudziesta. Zrezygnowany i zmęczony przez chwilę wędrował po okolicy. Nie spotkał żadnego śladu cywilizacji. Solidnie wkurzony wrócił do auta. Wyciągnął śpiwór z bagażnika i położył się spać. Wątpił w możliwość zaśnięcia, ale wolał podjąć jakąkolwiek decyzję rankiem. Las cieszył się, ponieważ sprowadził do siebie kolejną ofiarę. Na dodatek będącą słabą... Nie wykazywała ona szczególnej woli walki, chęci przeżycia. Nie miała szans nawiązać nawet starcia z lasem. Mogła jedynie błagać o szybką śmierć. Oczywiście i tak by jej nie dostała. Las musiał mieć zabawę. Jacek zbudził się. Zegarek wskazywał dwudziestą trzecią. Nie pamiętał dokładnie snu. Widział w nim jedynie koszmarnie wykrzywione twarze krzyczące : -Witaj wśród nas! Najgorszy był fakt, że nie był w stanie się wybudzić z koszmaru. Istoty powoli go zjadały i zjadały... Powrót na jawę powitał więc z ulgą. Wstał i wypalił kolejnego papierosa. ?A pomyśleć, że próbuję rzucić od miesiąca? - zaśmiał się ironicznie w duchu. Nagle poczuł silny podmuch wiatru, który porwał śpiwór zakupiony tego samego dnia. Uwagę mężczyzny przykuła jednak postać na skraju lasu. Zawołał: -Hej! Gdzie jestem? Odpowiedziała mu jednak jedynie cisza. Podszedł w kierunku ludzkiej sylwetki. Zaczynał widzieć ją coraz lepiej. Była to mała dziewczynka. Dziecko jednak odwróciło się na pięcie i uciekło. Kwarkowski pobiegł za nim. Po chwili biegu w lesie zorientował się, że nie wie, gdzie jest ścigana. Nie wiedział też gdzie się znajduje. Wzbudziło to w nim strach. Jednak był on niczym w porównaniu do tego, co go miało spotkać... Las Po kilku krokach potknął się. Próbował wstać, ale nagle korzeń chwycił go za nogę. Wrzasnął. Nagle poczuł, że nic go za kończynę nie trzyma. Przestraszony rozejrzał się. Wszędzie widział drzewa, żadnych zwierząt. Wyciągnął kolejnego papierosa, ale po kilku sekundach poczuł mocne szarpnięcie za rękę. Zobaczył tylko zarys ptaka z paczką. Stłumił przekleństwo i zaczął wołać: -Pomocy! -My udzielimy ci pomocy... - usłyszał tubalnie zza siebie. Odwrócił się. Ujrzał stojącą do niego tyłem dziewczynkę. Położył dłoń na jej ramieniu. Ta powoli się odwróciła. Ujrzał gnijącą twarz. Na resztkach zakończeń nerwowych wisiały oczy, nos odpadł. Usta wykrzywiały się w szyderczym, bezzębnym uśmiechu. Jacek odepchnął ją od siebie i pobiegł. Po chwili zobaczył przed sobą młodego mężczyznę. Rudego, niebieskookiego...Samego siebie właściwie, tylko ze zgniłą twarzą. Usłyszał pytanie: -Przed czym uciekasz? Za niedługo taki będziesz, na to nie ma rady. Ciut przegniła wersja Kwarkowskiego ruszyła w jego stronę machając łapami. Za sobą ofiara Lasu usłyszała tupot. Ryzykując potężnym sierpem zdzieliła widmo przed sobą. To z wyraźnym zdziwieniem na twarzy znikło. Jacek rzucił się przed siebie... Las cieszył się ze swej nowej zabawki. Nie zabił jej na początku, ponieważ chciał odrobiny rozrywki. Jego nowy nabytek walczył jednak dzielnie. Miał silną wolę życia, której Las nie podejrzewał. Po długim biegu i uważnym rozglądaniu za siebie Jacek przystopował. Ciężko dyszał. Pomyślał: ?Coraz weselej, miałem wypadek, wszedłem do lasu, w którym korzenie podcinają, a zombie biegają za mną.? Jego jakże ambitne rozmyślania przerwał szelest. Rozejrzał się uważnie. Nic. Usłyszał go bliżej. Nic. W końcu usłyszał go za sobą. Rzucił się do przodu, po czym obejrzał się za siebie. Nic. Coraz bardziej przerażony oparł się o pień jakiegoś wiekowego drzewa. Po kilku sekundach poczuł, że oparcia nie ma. Przewrócił się z cichym okrzykiem. Usłyszał kolejny szelest. Próbował wstać, gdy wilk wskoczył mu na klatkę piersiową. Bydlę było wielkie i wyliniałe. W oczodołach jarzyły się głęboko osadzone, czerwone ślepia. Hipnotyzowały one Jacka. Nagle zwierzę spróbowało mu się wgryźć w twarz. Mężczyzna cudem zrobił unik i chwycił bestię za szyję. Ta przejechała pazurem po jego klatce piersiowej i odskoczyła. Kwarkowski wrzasnął z bólu. -Ty! - wrzasnął, po czym rzucił się no wilka. Z całej siły kopnął go w głowę. Zwierz skulił się. Niemalże od razu jednak spróbował wbić się w nogę człowieka. Ten odskoczył i kopnął po raz kolejny. Usłyszał jednak powarkiwania zewsząd. Rozejrzał się. W tym czasie wilk wgryzł się w jego rękę i na niej zawisł. Jacek w akcie desperacji trzepnął nim o drzewo, a potem wyciągnął zapalniczkę i podpalił ogon zwierzęcia. To po kilku sekundach zniknęło. ?A może boją się tu ognia?? pomyślał Kwarkowski, po czym z powodu upływu krwi zemdlał... Tak kolejny dołączył do ofiar Lasu. Proszę skomentować i wytknąć błędy.
  11. Zarówno "Rio Anacondę" jak i "Gringo wśród dzikich plemion" łyknąłem jak wodę po przejściu Sahary. Obie są świetne, dokształcają, a lekkość pióra i humor Cejrowskiego dodają wiele uroku tym pozycjom. PS. Yerba Mate jest pyszna, pijam często.
  12. Pierwsza część mi się jako 9 - latkowi bardzo podobała. Druga jako 12 - latkowi się średnio podobała. Trzecia jako 13 - latkowi niezbyt się podobała. Fabuła przeciętno - skopiowana, bohaterowie i dialogi płytsze niż w moim opowiadaniu (a jestem od Paoliniego młodszy ), walki nużące, jedynie system magii wbił mi się w pamięć. Pewnie ostatnią część przeczytam z ciekawości, a potem zapomnę.
  13. Przeczytałem gdy miałem osiem lat, toteż niewiele pamiętam. Na brzdącu jakim wtedy byłem zrobiła ta powieść kolosalne wrażenie, dzięki niej jestem fanem Kinga. Nie będę jej chłodno analizował, po prostu nie chcę sobie psuć jej wspomnienia. Do teraz przed snem zamykam okna i obawiam się, że coś może zapukać
  14. Dopiero zaczynam bawić się w grindy, więc nie chłoszcie za słaby gust Słucham sobie ostatnimi czasy "Cycles" Rotten Soundu. Bardzo przyjemna płyta, aczkolwiek druga połowa już ciut słabsza. Wyceniłbym na 8/10.
  15. Dawno mnie nie było, zapewne wielu z tęsknoty zanosiło do mnie modły. Zostały one wysłuchane, bo powróciłem. Dosyć epickich tekstów, czas przejść do meritum. Możecie zapoznać się z moimi opiniami o polskich, metalowych wydawnictwach, które wyszły w zeszłym roku (i które oczywiście przesłuchałem, zatem nie dziwcie się brakowi Behemotha, na którego jako słabą podróbkę Nile i Morbidów mam uczulenie, czy Azarath, którego jeszcze nie słyszałem). Zamykaczem stawki jest Vader - Necropolis. Nie jest to słabe wydawnictwo. Oceniłbym je jako niezłe (6/10). Mamy 4 bardzo fajne utwory - dwa pierwsze i dwa poprzedzające ostatni kawałek, a do tego wyśmienity cover Venom - ale poza tym utwory są na granicy przeciętności i słabości. Ale wspomniane utwory znacząco podnoszą ocenę. A mogłaby to być taka fajna epka... Kolejny jest Armagedon - Death then Nothing. Poziom zdecydowanie wyższy od Vadera. Czuję tu delikatne inspiracje Nile i Vaderem, ale przede wszystkim mocne nawiązanie do debiutu. Czyli dokładnie to, czego oczekiwałem. Nie jest to arcydzieło wybitne, ale ocena 8/10 się należy, tymbardziej, że album jest dostępny za 30 złotych. Następna płyta to Psilocybe - Psilosophy. Kawał porządnego, progresywnego (ostrzegam fanów Opeth - progresywny w sensie użytych technik gry, a nie 10 - minutowych wstawek ) death metalu, do tego możliwego do legalnego ściągnięcia ze strony stwórców. Abum odrobinę męczy, ale te riffy, kompozycje...mniam. 8,5/10. Zbliżamy się do końca. Zaszczytne, drugie miejsce zajmuje Lost Soul - Immerse in Infinity. Ten dostępny w śmiesznej cenie jak na swoją klasę produkt powali każdego fana tehcnicznego grania. Utwory są przemyślane, dosyć długie (ponad 50 minut grania). Mocne 9/10. I zwycięzca : Masachist - Death March Fury. Taki skład nie mógł nagrać słabej płyty - Trufel na gitarze, Darray na garach, no i najlepsze wokale Saurona. Album trwa niecałe pół godziny, ale sieje w tym czasie niewyobrażalne zniszczenie. Sprawdźcie koniecznie, najlepiej kupcie od razu, ponieważ album kosztuje marne 20 złociszy. I w ramach bonusu tegoroczny miazgator : Mastabah - Quistessence of Evil. Mają mistrzowskie riffy, dzikie wokale i najszybszego pałkera w Polsce. Sprawdźcie!
×
×
  • Create New...