Jump to content

Broadway

Forumowicze
  • Content Count

    20
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

About Broadway

  • Rank
    Hobbit
  • Birthday 11/12/1992

Dodatkowe informacje

  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Sposób kontaktu

  • Discord
    Array
  • Strona WWW
    Array

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array
  1. Bruce Wayne miał już sporo twarzy w ekranizacjach. I chociaż każdy bohater na takie honory zasługuje, pewnie większość z nich i tak nie chciałaby tego całego rozgłosu. A już na pewno nie Bruce - poprzez te filmy co to zdradzają jego alter ego i jeszcze bezczelnie bawią się z widownią, że to niby wielki sekret. Dodatkowo te Internetowe żarciki na temat zachrypniętego głosu. No i co? -Dajcie mu żyć! Przecież takiego przesadzonego głosu nikt, by sobie sam nie wybrał - oprócz Batmana. - Anonimowy Trol Może normalnie Batmana coś trafić! Tzn. "Człowieka"... A o tym wspominam, bo taka jakaś ludzka ta trylogia Nolan'a, no i sam Wayne. Mniej w tym komiksowości, a więcej jaj i realizmu (i tym podobnych). Ale czy "trójka" to rzeczywiście dobry sposób na pożegnanie się z Mrocznym Rycerzem? Film-geneza zaczynający trylogię uświadomił maniaków Batman'a, że przeciwieństwie do poprzednich części będziemy się teraz skupiać bardziej na Bruce Wayne'ie niż samym Batmanie. Tak jest przez całą serię - pokazane jest z jakimi trudnościami musiałby radzić sobie hipotetyczny autentyczny bohater. (Tak! - widziałem Kick-ass). Ten motyw niby mógłby być jeszcze bardziej rozwinięty, co by to zrobić z tego jeszcze większy dramat ale to już by były Cierpienia młodego Wayne'a. Zahaczając tutaj o Begins nie można nie wspomnieć też o Mrocznym Rycerzu i świetnej roli Heath'a Ledger'a. To rola, którą się poprostu pamięta. Na przykład takie dżokerowe motto "Why so serious" towarzyszy mi przez większość czasu pisania tej niby-recenzji i gdy tylko próbuje pisać poważnie - mam okropne poczucie winy. <creepy face> A teraz przyjrzyjmy się temu: Lista rzeczy potrzebnych na dobry film z Batmanem: 1. Aktorzy, którzy "poniosą" ciężkie role socjopatów i eko-terrorystów; 2. Średni aktor do zagrania Batmana; 3. Starszy aktor do roli Alfreda; 4. Gęsta, ciężka ale zarazem brzmiąca heroicznie ścieżka dźwiękowa; 5. Nowoczesny kostium batmański oraz inne gadżety (żeby, nie było że żal); 6. Kilka miast umiejętnie udających jedno Pierwszy punkt. To w jaki sposób Hardy mówi zza swojego filtra powietrza (?) intryguje, a do tego zapada w pamięć. Jaki on jest naprawdę? Opanowany ale tylko do czasu? Nieprzewidywalny - to napewno. Trzeba jednak powiedzieć, że reszta "złych" z tej części raczej nie wryje się w mózgownicę jak kawałek, którego niby nie lubimy, a jednak (tak zwany loop na bani). Drugi punkt to żaden hejtering, nie bijcie. Bale to przecież dobry aktor, ja wiem. Poprostu postać Wayne'a/Batmana nie wymaga specjalnych zdolności aktorskich, wymaga za to przypakowania kilkunastu kilo, a za to plus ot co. I kolejny punkt - to nie żaden "ejdżyzm" z tym starszym aktorem. Gdyby Alfred był młody, flirtowałby z laskami Wayne'a. A zdanie "Kiedy byłeś mały..." mógłby dokończyć tylko - "to ja też byłem". No właśnie. Muzyką z DKR zachwyca się niejeden i raczej mają dobry powód. A nawet jeśli ktoś uważa, że jest zła to wyobraźcie sobie, że Hans Zimmer mógł mieć wyje... wyjechać mógł na dłuższe wakacje i zapomniał o tej ścieżce w cholerę. A potem robił to "na szybko". To realistyczna opcja prawda? Jeśli chodzi o kostium jest w porządku, ponieważ Batman nie ma obsesyjnie żółtego pasa jak za dawnych czasów. A do tego na plus idą takie rzeczy jak: motor jędżący bokiem, rękawice do walki typu pięść-twarz czy kreatywne wykorzystanie pasty do butów (kamuflaż). Jest nieźle. Co tam zostało... Miasta udające jedno miasto. Iluzja kina, yo! Pittsburgh, Londyn, Nowy York to tylko niektóre miejsca, w których nagrywano Mroczny Gacek Zostaje. W moim kinie tak przetłumaczyli. Zresztą tytuł ma sens i brzmi... polsko. Co? Nie? Że żenada? Zasiedział się Wayne nie wiadomo co robiąc przez prawie dekadę. Może oglądał stare filmy i grał w gry z Batmanem? Bez względu na wszystko w końcu jednak musi wyjść ze swojej posiadłości... bo złoczyńcy oraz bo koniec trylogii. -Paniczu Bruce, przyszedł czas na zakończenie... pewnej epoki. - rzekł Alfred -Zakończenie? Epoka?- spytał zaskoczony Bruce -Panicz nie wiedział, że to film i że w końcu przyjdzie czas na nowego... Batmana? -Biatch please... Jadę na wakacje! Ale tak na serio - trzeba przyznać - każda część była czymś trochę innym. Jedynka to głównie przedstawienie bohatera, dwójka to walka z totalnym psycholem i dramatyczne poświęcenie, a "trójka"? Wewnętrzne zmagania Wayne'a i ukazanie jego więzi z Gotham. Ludzka strona superbohatera to jak dla mnie duży plus. Napewno jest to film, który można obejrzeć z dużą przyjemnością, nawet jako fan filmów z Batmanem. Ale taki fan, który potrafi iść z duchem czasu i przyjmować zmiany na klatę z wytatuowanym nietoperzem.
  2. Dobry pomysł - Mosquito-Man latałby po mieście i wysysał krew z niewinnych ludzi, to byłby dopiero kawał wrednego sk@#$na. Nie jestem pewien, może już była taka postać?
  3. Z całym szacunkiem - proszę o bardziej konstruktywną krytykę
  4. Prawdziwa historia? - Amazing Spider-Man Minęła ponad dekada od czasu, gdy Tobey Mguire jako Peter Parker został ukąszony przez złośliwego pająka mutanta i tym samym uzyskał prawo do zostania członkiem Akademii Charles'a Xavier'a. Ale tego nie zrobił, bo musiał ratować Nowy York przed superłotrami. Ci jednak albo stawali się źli przez przypadek albo wybierali mniejsze zło, więc nie można ich od razu spisywać na straty. Mieli własne problemy, a upierdliwy "ludzki pająk" zawsze jakoś się w to wszystko mieszał. Norman Osborn dostał świra (konkretnie Zielonego Goblina) po zażyciu swojego genialnego dopalacza. Potem był pragnący zemsty Harry Osborn oraz Dr Otto Octopus, który tylko chciał dokończyć swój niewinny eskperyment. Na koniec pojawił się obcy symbiont, który poprostu był sobą ale musiał sobie jakoś radzić na obcej planecie, więc doczepiał się do kolejnych osób. Ponadto wyłonił się Flint Marko (później Sandman), który stał się kryminalistą, by uratować swoje dziecko. No i jeszcze Nowy Goblin niecierpiący Spider-man'a. W końcu jednak wypłynął skandal. Okazało się, że historia opowiedziana przez Tobey'a Mguire'a jest hmm... utkana fałszem. By stłumić ogólne oburzenie, obiecano pod hasłem "The Untold Story" ukazać prawdziwą wersję wydarzeń narodzin pajęczego herosa. Tym razem udziabać dał się Andrew Garfield (doświadczenie przydatne do zagrania w kolejnym "Zmierzchu"), który mimo prawie 30 lat na karku zagrał nastolatka lepiej niż zrobiłby to zwykły nastolatek. I wszystko zaczęło się od nowa. Ale inaczej. Po pierwsze okazało się, że rodzice Parker'a to większe cwaniaczki niż by się z początku zdawało. Zostawili chłopaka wujostwu, by bez zbędnego spowolnienia uciec przed komornikiem (chyba). Ale diabeł ich pokarał chyba, bo zginęli w wypadku, zostawiając tym samym Peter'a na zawsze z dwoma zgredami - poczciwymi ale jednak. Niezmienną prawdą (ale tutaj zdeformowaną) okazała się śmierć jednego ze zgredów - wujka Ben'a. Co prawda wyglądało to trochę inaczej niż w trylogii ale jakby nie było początkujący Spinne-Mann nabrał przez to chęci do psychicznego znęcania się nad przestępcami drwiąc z nich i poniżając. Drugim poważnym bluźnierstwem z pierwszej trylogii jest organiczna sieć wystrzeliwana z nadgarstków Parker'a. -Obrzydliwe! To nie może być prawdą, mamo! I rzeczywiście nią nie było. Peter tak naprawdę dzięki swej inteligencji odziedziczonej po tatusiu skonstruował miotacze potężnej sieci - potężnej na tyle, że mogła ona utrzymać nawet kilka ton. Pomyślcie co można z tym robić. Po trzecie to nie Zielony Goblin był pierwszym utrapieniem Spidey'a, a odrażający Jaszczur. Obie te postacie łączy jednak fakt, że słyszały głosy nakłaniające do zła. Z jakiego powodu? Narkotyki czy choroba psychiczna? Jedno i drugie. Po czwarte dziewczyna. Nie jakaś tam Mary Jane z patologicznej rodziny, o której istnieniu Człowiek Pająk nawet nie wie przeżywając swe przełomowe chwile. Jego pierwszą jest Gwen Stacy - córka komendanta policji. Cóż, dobry wybór Peter! O ile relacje z teściem ułożą się dobrze. W obu przedstawionych historiach zgadza się napewno niezdarność i nieśmiałość Peter'a Parker'a i tym samym komediowy akcent tu i ówdzie. Ale jednak to niezły cwaniaczek od kiedy dowiaduje się, że ma przewagę nad innymi. W obu historiach pojawia się motyw zemsty na szkolnym dręczycielu. Wspomniana już wcześniej przemiana po śmierci Ben'a, także jest zgodna. Ciotka May, kocha Garfielda tak samo jak kochała Maguire'a (mimo, że to już inna ciotka). Na koniec trzeba dodać [OKROPNY SPOILER], że i tutaj zwycięża dobro, a Ameryka jest dumna ze swego bohatera. Zaskoczeni?
  5. No dobra, miło było poznać Wasze zdanie. Ale czy to satyra, dowcip? Jeśli czytałbym coś w tym stylu na temat czegoś, co mój umysł automatycznie odrzuca, to siłą rzeczy zobaczyłbym w tym żart, nie jest tak trochę? Ale już się zamykam, nie będę więcej plugawił dyskusji o polityce tego typu rzeczami.
  6. Witam, właściwie nie wiedziałem gdzie to dodać na forum CDA. Może to całkiem olejecie, może mnie wyśmiejecie, nie wiem - zresztą sam nie jestem pewien tego co wklejam. Jednak warto poświęcić temu chwilę. Jest to informacja związana z możliwym zagrożeniem na Euro2012. Interesujecie się tu polityką to zapewne i światem, więc może Was to zaciekawi. Jak to ktoś kiedyś powiedział, parafrazuję: "Nie trzeba wierzyć w takie rzeczy ale warto o nich wiedzieć". http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012....jpg?1329081904
  7. Wszystkiego najlepszego :)

  8. Broadway

    Proza

    Witam, kiedyś mając jeszcze zajawkę na słynnego WoW'a, stworzyłem coś takiego... I właściwie nie dokończyłem. Jest to pierwszy (i ostatni) rozdział opowiadania opartego na (być może trochę poprzekręcanym) uniwersum World of Warcraft. Zdaję sobie sprawę z możliwych nieścisłości, a także być może... zwykłych bzdur, które wtedy udało mi się wytworzyć. Tak czy inaczej, niniejszym przedstawiam (haha jaka to wzniosłość) World of Warcraft - Obrońcy Bloodhoof Rozdział I - Więzień codzienności Nad całym Mulgore unosiły się ciężkie, gęste obłoki, zapewne zwiastujące coś "złego" jak to zwykle przewidywali okoliczni szamani. Nadeszły ze wschodu, ze środka oceanu, przykrywszy wcześniej sobą całe połacie Durotaru i północną część wielkich Jałowych Ziem. W zielonej krainie Taurenów, nagle zrobiło się bardzo ponuro, jeszcze bardziej przyciemniało. I wreszcie uderzył pierwszy piorun, zaczęła się ulewa. Na polowanie udał się właśnie Tundrah, łowca, który pozyskiwał skóry zwierzęce i sprzedawał je w stolicy, dumnym Thunderbluff. Nie wadziły mu jednak warunki pogodowe - inny łowca parchnąłby, i wrócił do swojego szałasu - on jednak, był zbyt zawzięty by tak uczynić. Zwykle polował na północny - wschód od miasta, bo na samej północy swoje gniazda już dawno temu założyły harpie. Były to uskrzydlone wiedźmy, mające własną hierarchię i pilnie strzegące swych gniazd. Jednak zbytnio nie naprzykrzały się Taurenom, bo wiedziały, że zostałyby skutecznie wytępione. W końcu wioska Bloodhoof położona sporo na południe od miasta szczyciła się świetnymi łowcami, którzy gotowi byli podjąć sie każdego wyzwania, a już napewno dzielny Tundrah. Przemierzał on drogą nie samotnie lecz ze swoim najwierniejszym towarzyszem i przyjacielem zarazem, tygrysem górskim. Wabił się Saharah co w języku Taurahe znaczyło poprostu "kompan". Intensywny deszcz nie ustawał i zerwał się słaby, lecz złowrogi wiatr, który swoim świstem jakby ostrzegał wszystko i wszystkich przed nadchodzącą potężną burzą. Tundrah poruszając się uważnie i powoli ciągle wypatrywał zwierzyny skrytej przed deszczem. Szukał jej wsród drzew. Sporadycznie, grupkami na sawannach Mulgore rosły drzewa iglaste, pod którymi chowały się zwykle w czasie deszczu "całkowicie bezmyślne" stworzenia. Według wielu taureńskich łowców, głupsze nawet od "bezmózgich" kaboldów stępacze równinne. Potrafiły one bowiem tylko skutecznie bronić swoich jaj. Wszystko inne raczej owym ptakom nie wychodziło. Łowca ciągle podążając do przodu nagle zauważył cel, przetarł oczy ciężką owłosioną łapą by poprawić wizję. Saharah siedział cicho bowiem jego zadaniem było skradać się za swym panem i w razie czego dogonić uciekającą ofiarę. Tundrah ostrożnie przycupnął za kilkoma krzakami. Jakieś sześćdziesiąt metrów przed nim i jego wiernym kompanem siedział, wśród kilku krzewów i drzew, skulony na zgiętych nogach stępacz. -Najwidoczniej oddzielił się od stada - mruknął Tundrah. Chociaż wydawałoby się, że deszcz i wiatr mogły skutecznie utrudnić celny strzał, to jednak nie w przypadku doświadczonego łowcy. Nie trzebabyło się mu więcej przygotowywać. Zdjął zawieszony na plecach krótki łuk myśliwski, a z kołczanu wyciągnął niezwykle cienką i ostrą strzałę, która w całości była z mithrilu, a końcu miała przyczepione czerwono - czarne pióro z białymi plamami. Potężnym ramieniem naciągnął cięciwę łuku z całej siły, jego oczy były jakby martwe i nie było w nich nic prócz opanowania. Wycelował w łeb ptaka by załatwić go jednym strzałem. I tak też się stało - wypuścił strzałę, by po chwili usłyszeć jego ostatni skrzek. Bezlitosna strzała przebiła jego łeb nie dając mu żadnych szans na przeżycie. Tygrys triumfalnie zaryczał i popatrzał na swego pana. Deszcz ustąpił, teraz była to zaledwie lekka, przyjemna mżawka. Tundrah sprawnie złapał i zarzucił zwierzynę na plecy, oznajmując przy tym: -Przyjacielu, dzisiaj nie musiałeś nawet nic robić, a ten ptak dostarczy nam pożywienia na całe dwa dni. - powiedział do swojego kompana i wyszczerzył żólte zęby. I ruszyli na południowy zachód, z powrotem do Thunderbluff, które było widać już stąd, albowiem znajdowało się na trzech wysokich wzniesieniach połączonych drewnianymi mostami. Nad miastem niebo przetarło się, promienie słońca przebiły się przez mrok obłoków, i błysnęły po oczach Tundrah' owi. Lecz mżawka ciągle go orzeźwiała. Teraz cała kraina coraz bardziej się rozjaśniała. -Wiesz Saharah, kocham Mulgore, i zrobię wszystko żeby zawsze pozostało takie jakim jest. - powiedział niby to do swego kota, niby sam do siebie. Wkońcu stanęli przed północno wschodnim podnośnikiem, który razem z południowym były jedynym sposobem, by dostać się do miasta. Wystarczyło wejść po drewnianych schodach, na platformę i zawołać po taureńsku strażnika na górze, który stwierdzał czy aby nie jesteś przebranym szpiegiem Sojuszu. Gdy winda została spuszczona na dół na potężnej linie, można było na nią wejść i zostać wciągniętym na górę prosto do miasta. Wciąganiem podnośnika nie zajmował się byle kto, bo robili to bracia Kaniff i Murha z rodziny Żelaznych Pięści. Ich nazwisko było o tyle trafne, że byli oni najpotężniejszymi Taurenami w Mulgore. Obsługiwali osobno obie windy, była to ich codzienna praca. Widok po wjechaniu na górę był naprawdę przyjemny, na tej ogromnej górze tętniało prawdziwie osadnicze życie, sprzedawcy stali przy swoich stoiskach, kusynierzy karbowali skóry, lokalny rzeźnik właśnie patroszył stępacza, gdzieś w tle można było usłyszeć brzęk kowalskiego młota uderzającego w stal. Wszyscy żyli tu w idealnej harmonii, uczciwie pracując i zaopatrzając się nawzajem wytworzonymi dobrami. Taureni nie byli ludem żądnym krwi, choć taką opinię mieli w niemalże każdym miejscu Wschodnich Królestw. Każdy prawy Tauren jednak, jako członek zjednoczonych sił Kalimdoru - musiał w razie konieczności - ruszyć do boju, czy tego chciał czy nie. W imię Hordy. Tundrah sprzedawszy zdobyte tego dnia trofea i zaciągnąwszy martwego stępacza do rzeźnika, udał się do miejskiej tawerny, gdzie zwykł spędzać czas po codziennym polowaniu. Karczma ta nie miała drzwi, jedynie wycięty w drewnianej ścianie duży otwór, który służył za wejście, na tyle duży by mógł przedostać się przez niego każdy "rogaty" przybysz. W wejściu zawsze stał charyzmatyczny i sympatyczny gospodarz Aurta zabawiający gości, czy to rozmawiając z nimi, opowiadając dowcipy, czy przynosząc kolejne butle taniego Ale. Tundrah witając się z gospodarzem, uśmiechnął się bo już kątami oczu zauważył lekko pijanych i rozrywkowych Taurenów. Tych leżących na hamakach przyczepionych do ścian i filarów i tych przy nich stojących, wykonujących zabawne gesty. Saharah usiadł przy schodach, prowadzących na piętro, i most, czekając na swój posiłek. - Jak poszło dzisiejsze polowanie, kolego? - zapytał Aurta, wyszczerzając wielkie kły. - Muszę ci powiedzieć, że polowania zawsze przynosiły mi wiele satysfakcji, ale... - powiedział Tundrah, lekko rozmarzony nie dokończył wypowiedzi. - Szukasz, czegoś nowego... Nowych wrażeń. - rozmówca całkiem poważnie, dokończył zdanie Tundraha. -Tak... tak... czytasz w mych myślach, tylko gdzie szukać, przyjacielu? - po chwili odparł łowca. Nagle usłyszał chrapliwy i donośny głos: - Tundrah! Napijesz się z nami wreszcie? Czy będziesz tam tak stał aż zaskoczy Cię jakiś parszywy łotrzyk? Haha! - wybełkotał pijany Tauren, znajdując na podłodze nadpitą butlę alkocholu. Wypił ją jednym haustem, po czym wywrócił gałami do góry i z wielkim hukiem padł na deski karczmy. Jego kompani zaczęli się głośno śmiać i z niego żartować. Kiedy Aurta miał coś powiedzieć Tundrahowi, do karczmy wparował młody tauren, potykając się o drzemiącego na podłodze "mistrza pijatyki". - Słuchajcie!! - wykrzyczał z dzikością w oczach - Wszyscy zdolni do walki musicie się stawić w Bloodhoof! Nikt nie zwrócił na niego uwagi - nikt prócz dwóch trzeźwych - gwar trwał nadal. - Spokojnie, podejdź i wyjaśnij w czym rzecz. - powiedział gospodarz. - W tawernie nie znajdziesz ludzi zdolnych do walki. - dodał Tundrah. - Chodźmy na górę tu nie da się rozmawiać - oznajmił Aurta, obracając się w stronę schodów. Wszyscy trzej weszli na piętro, Saharah pobiegł za swym panem, mając nadzięję, że wreszcie dostanie coś do jedzenia. Stanęli w rogu pomieszczenia. - Teraz mów, opowiadaj od początku, co się stało? - spytał zaciekawiony Tundrah. - Jestem Azura, zwiadowca z obozu Narache - przedstawił się i ciągnął dalej. - A więc dziś rankiem byłem na zwiadzie na północ od obozu, bracia... - nagle przerwał, i jakby wzruszył się. - I co zobaczyłeś? Co tam było? - niecierpliwie pytał Tundrah. Azura wziął się w garść i kontynuował. - Gnolle i Ostrogrzbiety z Mulgore zbierają oddziały, te paskudne stworzenia się zjednoczyły, chcą zniszczyć naszą wioskę... - mówił z przejęciem. - Ale skąd ta pewność? Skąd wiesz, że szykują się na Bloodhoof? - wtrącił poważniejszy niż kiedykolwiek wcześniej Aurta. Siedzący przy Tundrahu wierny tygrys, zaczął zaczepiać łapą swego pana. Ten wyciągnął z sakwy kawałek suszonego mięsa i rzucił go niecierpliwemu kotu. - Widziałem ich! Są ich setki! Wszędzie patrole. Zrobią wszystko by zapełnić swoje wygłodniałe żołądki. Widziałem też oficerów przy wejściu do groty na zachód od Bloodhoof, rysowali coś na ziemi, i wskazywali w stronę wioski, wykonując przy tym złowrogie gesty. Wiem, że formują armię i wiem, że niedługo uderzą, bracia pomóżcie. - bezradny prosił o pomoc. - Musimy porozmawiać z Wodzem, bez jego zgody nie ściągniemy obrońców Thunderbluff do pomocy. - oznajmił Tundrah. - Aurta, przyjacielu, zajmiesz się tym? Cairn Ci zaufa, przecież się znacie. Ja z Azurą wyruszę do Bloodhoof by sprawdzić sytuację, chyba przyda się wam dobry łucznik? - Z pewnością, dzielny łowco. - odpowiedział Azura, z iskrą nadziei w oczach. - Saharah, idziemy przyjacielu, trzeba będzie chyba, unieszkodliwić parę szkodników! - pełen entuzjazmuTundrah zawołał swego kompana. Poklepał Azurę po ramieniu i wyszli z tawerny. Dotknięty rutyną łowca był ucieszony, że wkońcu będzie mógł przeżyć coś ekscytującego, nie myślał o tym, że może zostać ranny, ani nawet o tym, że może zginąć.
  9. Dzięki! Pomogłeś mi Mój problem leżał konkretnie w tym, że nie wiedziałem jak toto się nazywa, a chodzi o różne ścieżki dźwiękowe, które lecą równocześnie. Program Audacity jest o wiele bardziej skromny ale też bardziej przystępny dla początkujących i jak na razie chyba jego będę używał...
  10. Otóż rzecz jest bardzo prosta, ale dla mnie jako osoby, która nie zna się kompletnie na tym programie może być to jednak trudne. Mianowicie wiem, że w tym soft' cie można zrobić tak aby dwa dźwięki leciały równocześnie ( np. podkład muzyczny i lektor ) i potem to zapisać jako jeden plik. Jednak nie mam zielonego pojęcia jak to zrobić ( szukałem - niestety bez skutku ). Jeżeli ktoś używa programu Cool Edit Pro 2.0 ( lub podobnej wersji ) i wie jak to zrobić, to prosiłbym o pomoc.
  11. Dziękuje za wskazówki, są dla mnie niezwykle cenne, bo dzięki nim nie będe musiał się dodatkowo martwić ( zasilacz ), czy wydawać dodatkowych pięniędzy na wymianę płyty głównej ( nie wiedziałem, żę dwurdzeniówka pójdzie na mojej płycie ). Hmm czy zasilacz Chieftec 400 W jak ten byłby dobrym wyborem? Chodzi mi o to czy jest to marka godna zaufania http://www.hitech.com.pl/?con=products&amp...d=4423d508deb11
  12. Przepraszam za nieścisłość mój zasilacz to 400 W, Tracer'a. Nie wiem na bank czy dobrze podaje model płyty głównej ale: GA-K8N51GMF-9-RH z socketem 939, więc chyba raczej dwurdzeniówki tutaj nie dam. A mój procesor niestety da się podkręcić o jakieś zaledwie 200-300 Mhz. No cóż pozostaje mi chyba upgrade od podstaw...
  13. Dziękuje za odpowiedź. Jak jeszcze można było by powiedzieć mi "na oko", jak się ma zestaw 1GB ram, procesor Athlon 64 z taktowaniem 2,4 Ghz ( jednordzeniowy ) i zasilacz 350 W do karty graficznej GeForce 9800 GT 1 GB, było by super
  14. Witam. Mam pytanko, kieruje je oczywiście do tych, którzy się troszkę znają. Mianowicie, czy gdy chce by zakupiona przeze mnie karta była kompatybilna z moją płytą główną to czy muszę zwrócić uwagę tylko na typ złacza czy na coś jeszcze? ( Moja płyta główna nie jest aż taka stara, więc moje złacze to PCIe 16x, a planuje kupić kartę Geforce z serii 9 )
  15. Oto Pan Wyrwidąb. Może nie kocha przyrody ale kocha CDA. Naprawdę.
×
×
  • Create New...