Jump to content

theconverse

Forumowicze
  • Content Count

    867
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

1 Follower

About theconverse

  • Rank
    Elf
  • Birthday 12/03/1986

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

12,820 profile views
  1. Dzień dobry wieczór. Skoro już zabieram głos to muszę ze smutkiem przyznać, że tak naprawdę nie ma złych metod, a raczej leniwi nauczyciele lub beznadziejnie rozplanowane treści nauczania. Każda z przytoczonych przez Ciebie metod ma zastosowanie w odpowiednich sytuacjach, ale najważniejsze to przede wszystkim aktywizować uczniów. Niestety jest to kłopotliwe jeśli mamy do czynienia z klasą pełną różnorodnych jednostek, ale już mniejsza grupa może pozwolić na owocną pracę. Jako najgorszą metodę wskazałbym oczywiście pracę w grupach, bo wszyscy doskonale wiemy, że to tylko i wyłącznie działanie jednostki zakamuflowane niechętnym do działania tłumem. Z drugiej strony wskazałbym natomiast na symulację lub też nawet coś w rodzaju dramy. Bardzo konkretne wyznaczenie uczniom poszczególnych ról (oczywiście w grę wchodzą tu tylko zajęcia z grupami mniej licznymi) pozwala liczyć na to, że wcielający się w kogoś uczeń będzie chciał wypełnić swoje zadanie, a nie jak w przypadku debaty schować się w najmroczniejszym kącie najciemniejszego rogu sali. Nie możemy pozwalać na sytuację charakterystyczną dla nagłych wypadków, gdzie występuje zjawisko rozproszenia odpowiedzialności. Wskazanie określonej roli daje lepsze rezultaty. Co do mojej ulubionej metody, jako uczeń nie przytoczę żadnej, bo pamięć już nie ta. Jako osoba znajdująca się czasami po drugiej stronie szkolnej klasy, mogę tylko napisać, że choć może się to wydać dziwne, tak naprawdę każda z tych metod może zostać przeniesiona na grunt każdego przedmiotu, o ile nauczyciela nie pochłonie lenistwo i będzie miał chęci by nawet proste zadanie zaprezentować i rozwiązać wraz z grupą w sposób opisowy, niekiedy nawet ?przegadany?. Oczywiście takie działanie powinno być stosowane od czasu do czasu, tak by faktycznie na długo zapisało się w pamięci uczniów. Osobiście starałem się wprowadzać opisowy charakter lekcji przysposobienia obronnego, co niekiedy przypominało mini-sesję papierowego eRPeGie. Mam nadzieję, że nie przesadziłem z ilością zapisanych znaczków, ale może okaże się to dla Ciebie pomocne. Pozdrawiam!
  2. Reklama spamowa: Każdy bloger CDA ma możliwość zgłoszenia jednego ze swoich tekstów do konkursu na najlepszy wpis 2011. Nie czekaj, zgłoś swoje dzieło!

  3. @Shaker: Pierwszy to eksperyment Milgrama, a drugi Zimbardo. Oba faktycznie bardzo ciekawe i zdecydowanie przerażające.
  4. @Vantage: Film dobrze znam i bardzo lubię. @Abyss: Najpewniej zupełnie inaczej wyglądała sytuacja tego zmarłego chłopaka wśród osób, które znały go troszkę lepiej. Dla wszystkich innych był to po prostu nieszczęśliwy wypadek, którym nie można sobie przesłonić kolejnych, najczęściej całkiem radosnych dni. To nic dziwnego, że nie przejmujemy się tragediami, które nas bezpośrednio nie dotyczą. Nadwrażliwość też potrafi być straszna. @Zorzin: Uprzejmie informuję, że w obliczu niemocy twórczej planowałem zmienić imię na Bobik z Krainy Azbestu, ale powstrzymałem się w ostatniej chwili. Co do epatowania przemocą w mediach, to prawda jest taka, że obraz, który jeszcze wczoraj nas szokował lub przerażał, dziś, po wtłaczaniu go nam do głów w każdej możliwej chwili, stał się zwyczajny, niegodny naszej uwagi. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, bo nieprzyjemne wydarzenia już nie pobudzają naszej czujności, a więc potencjalnie wystawiają nas na niebezpieczeństwo. Oczywiście to straszne uproszczenie tego mechanizmu, ale jednak trzeba o tym pamiętać. @Alexkaktus: Tylko czy dawniej organizowane widowiska była tak naprawdę... hmm... zdrowe? Ludzie od zawsze interesowali się przemocą, rozlewem krwi i podobnymi zjawiskami, temu nie możemy zaprzeczyć. Jednak jak wspomniałem powyżej, niczym nieskrępowany dostęp do aktów przemocy, w tak silnych dawkach jakie są nam współcześnie dawkowane, sprawia, że te delikatne granice gdzieś się zacierają. Powoli przestaje nawet funkcjonować mechanizm hedonicznej asymetrii. Przestajemy reagować na sytuacje, które mogą się dla nas okazać groźne w skutkach, ponieważ przyswajamy pewne złe wzorce jako normę. Ludzka psychika potrzebuje pewnej równowagi, a w ten sposób sobie jej nie zapewnimy. I masz rację, że temat przeze mnie poruszony to jedna wielka oczywistość. Niekiedy jednak trzeba o tak, jakby się mogło wydawać dobrze znanych sprawach wspominać, żeby przypadkiem też nie popadły w zapomnienie. Przecież to właśnie oczywistości przestajemy dostrzegać w pierwszej kolejności, prawda? @Amigos: I to jest właśnie ta zdrowa równowaga. Ważne, żeby gdzieś przebiegała wyraźna granica. Przyjmując zbyt silne dawki brutalnych scen i tragicznych wydarzeń sami sprawiamy, że ten ważny podział zanika. @behemort: Muszę to wyraźnie napisać, żeby nikt przypadkiem nie zarzucił mi, że jestem wrogiem gier wideo. Nie, nie jestem. Samych gier również nie postrzegam jako największego zła tego świata, dlatego też wspomniałem w moim tekście tak o książkach, jak i telewizji. Sęk w tym, że przez te wszystkie lata, kiedy komputer zastąpił mi w znacznej mierze inne media, jako troszkę młodsza osoba przestałem traktować go z pewną dozą refleksji. Raczyłem się krwawymi produkcjami, które z czasem zacząłem traktować jako coś normalnego. Na szczęście nie jestem typem, którego nie stać (choć po dłuższym czasie) na zdystansowanie się do pewnych spraw. Duża tu zasługa przede wszystkim rodziców, którzy choć nie zaglądali mi przez ramię przy każdym posiedzeniu przed monitorem, to odpowiednio wcześniej nauczyli mnie podstawowej wrażliwości. Niestety współczesność cierpi na brak takich odpowiedzialnych opiekunów, a gry zamiast bawić na zasadach zrozumiałych dla odbiorców klisz i uproszczeń, zaczęły uczyć zupełnie innego, niekiedy bezmyślnego wręcz odbierania przedstawianych treści. Ale powtarzam, gry to tylko jedna część równania. Inne media, rodzice, wzorce wychowawcze, w tym także najbliższe środowisko mają ogromne znaczenie. Dlatego będąc bogatszym o taką wiedzę, nie pozwólmy żeby młodsze pokolenia, które niekiedy nie mogą sobie pozwolić na wszystkie z wymienionych przeze mnie czynników, chłonęły uproszczone wzorce za naszym przyzwoleniem. I to nie tylko podczas tak przecież przyjemnych chwil przed ekranem monitora.
  5. Cisza, jaka zapadła po ostatnich słowach szpakowatego mężczyzny była tak dalece nieznośna, że zasiadająca przed nim grupa słuchaczy ze wszystkich sił starała się ją zagłuszyć wiercąc się na zadziwiająco w tej właśnie chwili niewygodnych krzesełkach i szybko kartkując znajdujące się na stolikach opasłe tomy. Szelest i skrzypienia jednak nie wystarczały. Niepokój towarzyszący spotkaniu wlewał się coraz szerszymi strumieniami do świadomości audytorium. - Powtórzę raz jeszcze ? przerwał milczącą katorgę prof. S. Jonalista. ? Kto ze zgromadzonych tu państwa doświadczył niewyobrażalnego wręcz okrucieństwa? - Przecież? Przecież my nic nie wiedzieliśmy ? odpowiedział niepewnie młody chłopak. Szmer oznaczający aprobatę dla słów kolegi na krótką chwilę wypełnił niewielką salkę, gdy wykładowca ponownie zabrał głos. - I nigdy nie przyszło wam do głowy, że to co robicie jest złe? Ani razu nie zdawaliście sobie sprawy jak bardzo takie postępowanie może odmienić wasze życie? Jesteście totalnie bezmyślni. A teraz, po wszystkich tych latach dodatkowo pozbawiono was sumienia? Dobry wieczór. Dobry, choć napęczniały od ponurych i nietypowych jak dla mnie, ale jednak poważnych myśli. Tak oto opanowany przez totalną niemoc twórczą, która od pewnego już czasu nie pozwalała mi cieszyć się ze stawiania liter, ani nawet fotografowania otaczającej mnie rzeczywistości, postanowiłem zajrzeć do głębi mojego własnego ja i wyłowić z niego przykrą prawdę. Wynikiem czego dopadła mnie straszliwa refleksja dotycząca gier wideo. Prawdą jest, że z grami wyświetlanymi na różnego typu monitorach mam do czynienia już blisko dwie dekady, a więc pewnie troszkę więcej lat niż mają niektórzy z czytających te słowa. Całkiem spory pliczek kartek wyrwanych z kalendarza można powiedzieć. Z tego właśnie powodu uzurpuję sobie prawo do wyrażenie opinii jak to z tymi grami właściwie jest i dlaczego potrafią pozbawić nas istotnej części naszej osobowości. Każdy z nas czytał nieraz o tym, jaka to wirtualna rozrywka jest niebezpieczna dla naszej psychiki i pewnie tuż za rogiem czai się jakiś seryjny morderca wychowany podobnie jak tysiące mu podobnych na krwawych grach komputerowych. Mogłoby się wydawać, że to kluczowy wręcz temat zastępczy dla mediów, gdy szybko trzeba znaleźć chłopca do bicia, który w żaden sposób nie potrafi odeprzeć tak groźnych zarzutów. Ale wiecie co? Oni mają rację! Osobiście przestudiowałem kilka ciekawych pozycji traktujących na temat brutalności gier wideo i dewastacji jaką wprowadzają w kruche struktury naszej osobowości. Najczęściej były to jednak publikacje bardzo już przestarzałe i totalnie nieprzystające do dzisiejszych realiów wirtualnej zabawy. Przy okazji zgłębiłem także istotę filmowej przemocy, która jest tak bardzo podobna do tego, czym karmią nas twórcy gier w swoich produkcjach. O okrutnych scenach zapisanych na kartach książek szerzej już nie wspominam, bo przecież i tak wszystko miało swój początek w literaturze właśnie. Czym zatem różni się wyrwanie komuś bijącego jeszcze w naszej dłoni serca, gdy jako bohater pewnej przygody uczynimy to wraz książką na kolanach, z ruchomymi obrazkami przed twarzą i podczas energicznego poruszania komputerowym gryzoniem w dłoni? Najprostszym, a zarazem bardzo ogólnikowym sposobem na odróżnienie tych trzech różnych jakby się mogło wydawać sytuacji jest interakcja jaka zachodzi pomiędzy medium a odbiorcą. Tylko w grach wideo dano nam szansę by, że się tak wyrażę, własnoręcznie pozbawić kogoś wszystkich kończyn za pomocą zmajstrowanego naprędce połączenia kosiarki do trawy z maszyną do robienia waty cukrowej. Czy tak można? Oczywiście! Przecież za tak widowiskowe uśmiercenie wirtualnej postaci otrzymamy jeszcze więcej punktów. Stąd już bardzo prosta droga do tak bezmyślnego zapatrzenia na ten nietypowy dance macabre, że jeszcze chwilka, jeszcze momencik i utracimy coś dla nas bardzo cennego. Niewinność i empatię. Już tłumaczę dlaczego właśnie tych dwóch rzeczy dziś mi bardzo brakuję. Wielu z Was jak mantrę powtarza, że gry wideo nie tworzą morderców i wirtualna zabawa w zabijanie jeszcze nikomu krzywdy nie uczyniła. Generalizując to prawda. Nie do końca jednak, jak się można sprytnie domyślić. Wyobraźcie sobie tylko, że jako dziecko byliście świadkiem tragicznego wypadku samochodowego, w którym jeden z pasażerów został zmiażdżony przed drugi pojazd tracąc przy tym głowę, którą radośnie poturlała się pod Wasze stopy. Jaka byłaby reakcja takiego dziecka? Nie muszę chyba o tym pisać, prawda? A zatem przenieśmy się dwadzieścia lat w przyszłość, gdy już jako zaprawieni gracze napotykamy na naszej życiowej drodze podobną sytuację i po raz drugi kończymy dzień z głową, która w dość dosłowny sposób klei się nam do butów. I co teraz? Jeśli ktoś spędził swoje dzieciństwo zagrywając się w gry sportowe, mógłby odkopnąć tę nietypową piłkę do stojącego nieopodal sanitariusza, który jednak by jej nie złapał, czym wprawilibyśmy znajdującą się na trybunach widownie w stan niczym nieokiełznanej euforii. Gooool! No dobrze, może odrobinkę przesadziłem. Najpewniej zamiast użyć odrąbanej głowy jako piłki stwierdzilibyście tylko, że strasznie słaby model fizyki zastosowano i poszlibyście dalej. To również nie jest prawdą, ale przecież muszę być choć troszkę kontrowersyjny i wykazać, że gry rzeczywiście mają ogromny wpływ na to jak w przyszłości będziemy postrzegać świat. Na własnym przykładzie zauważyłem, co już niestety nie jest tak wesoło przerysowane, że nawet najbrutalniejsze doniesienia z trwającego po drugiej stronie globu konfliktu zbrojnego zbywam zwyczajnym uniesieniem ramion. Film prezentujący autentyczną egzekucję również nie robi na mnie większego wrażenia. Podobnie jak potrącony na ulicy przechodzień, który już na pewno nie wstanie z rozgrzanego asfaltu. Ot zwyczajne wydarzenia dnia codziennego. Dziś, po wielu latach obcowania z wirtualną przemocą w jej najbardziej barwnej i okrutnej postaci zastanawiam się tylko, czy aby na pewno wszystko jest ze mną w porządku. Czy gdzieś przez wszystkie te lata nie zatraciłem tak ważnej przecież wrażliwości na krzywdy innego człowieka. Przecież czytałem o niej w książkach, oglądałem podczas seansów filmowych, a nawet broniłem przed nią wirtualnych mieszkańców tych wszystkich planet i wymiarów. Niekiedy sam zadawałem im ból, ale to były tylko linijki napisanego przez kogoś kodu, nic prawdziwego. Tak często doświadczałem okrucieństwa, że przestałem to dostrzegać. Czy jesteście więc pewni, że gry naprawdę nie mają wpływu na Waszą psychikę i w pełni kontrolujecie własne zachowania? Ja już w to zwątpiłem? PS. Konsoli nie posiadam. Przygód Cole?a MacGratha nie znam. Polskiego tytułu tej produkcji wcale nie komentuję?
  6. @Zorzin: Mnie taki leń dopadł i puścić nie chce, że nawet nowego wpisu nie mogę zamieścić... Ale to wszystko przez pracę! Człowiek się tam męczy i później już mu się nawet literek w sensowną całość nie chce łączyć.
  7. @KB1: Ideą filmów komórkowych jest tworzenie ich za pomocą zwyczajnego telefonu. Oczywiście, że znajdą się osoby, które dysponują typowo high-endowym sprzętem i teoretycznie tylko ich prace będą lepsze jakościowo. Ale powiedzmy sobie szczerze. Jaki jest teraz standard kamer instalowanych w aparatach telefonicznych? 2 Mpix? 3,2 Mpix? A może już 5 Mpix? No dobrze, ta ostatnia opcja to chyba lekka przesada. Nie przekonasz mnie jednak, że mając możliwość nagrania krótkiego filmu przy użyciu 3,2 Mpix i posiadaniu ciekawego pomysłu i jakiejkolwiek wiedzy na temat filmowania, nie można wybić się wśród dziesiątek prac osób mających technicznie lepszy sprzęt.
  8. @TheMirror: Nie zaczynaj. Ty już wiesz co. @krzyhu: A czy ten był nudny jak zwykle, czy może forma mi spada? @Mckov: To ciekawe, ale zawsze uważałem, że konkurs to nie loteria i w tym wypadku jakiś wysiłek jest jednak wymagany. Co innego konkursy na rządowe stołki. Tam chęć zrobienia czegokolwiek jest postrzegana jako dziwny wybryk. Co do Twojego filmu... W pełni rozumiem, że podczas nagranych wydarzeń panowała naprawdę podniosła atmosfera z lekką nutką dramatyzmu nawet, ale... przegiąłeś chłopie! @mrBone: Pozostała nam chyba tylko tęsknota. @SanchoPansa: To muszą być strasznie wielkie. A tak na poważnie, postaram się już nigdy nie być choć troszkę umowny w swoich opisach. Absolutnie i do samego końca każdego zdania...
  9. Witajcie! Oto po całkiem długiej przerwie powracam na zaledwie kilka minut potrzebnych, by zapoznać się z tym tekstem i ponownie zniknę w mrokach przytłaczającej rutyną codzienności. Zanim się jednak schowam, chciałbym podzielić się z Wami pewnym naprawdę interesującym projektem, który doskonale mógłby się sprawdzić wśród licznych niegdyś weekendowych konkursów. Swoją drogą ciekawa to sprawa, że według zapowiedzi Huta wspomniana przed chwilą zabawa miała powrócić, a nadal nic się w tym wątku nie dzieje. Wierzę przy tym, że przywołany redaktor aktualnie ma ręce wypełnione pracą aż po same brzegi, a wszystko to w związku z premierą nowego magazynu o grach, który czai się tuż za rogiem. Zaraz obok znanego z reklamy krętorogiego zwierza. Zanim opiszę czym jest ten w mojej ocenie wart uwagi projekt, pozwólcie, że cofnę się o bliżej nieokreślony czas w przeszłość, by tam już jako mój własny, zdecydowanie młodszy model, mógłbym ponarzekać na forumowiczów, którzy ? o zgrozo ? także sobie pomarudzić lubili. Wszystko to w związku z konkursami, które to ponoć wymagały od uczestników tęgich, wypełnionych fantazją głów i co według wielu zdecydowanie ważniejsze, bardzo kosztownego i skomplikowanego sprzętu audiowizualnego. Dla niewtajemniczonych dopowiem, że cała sprawa odbijała się echem utyskiwań wokół zwyczajnej kamery wideo lub też fotograficznego aparatu. Ilekroć zadaniem uczestników konkursowych zmagań było przygotowanie, a dalej także zaprezentowanie krótkometrażowych filmów tematycznie zgodnych z motywem przewodnim zabawy, tylekroć niektóre osoby podnosiły larum, że szansę na wygraną mają wyłącznie posiadacze tychże drogocennych sprzętów do zapamiętywania minionych wydarzeń. Na nic się zdawały tłumaczenia, w tym również i moje, że pracę godną pierwszego miejsca i orderu z kartofla można stworzyć za pomocą zwyczajnego telefonu komórkowego oraz najbardziej nawet prymitywnego programu do montażu wideo. Fanatyków wszelkiej w takich sytuacjach negacji przekonać się oczywiście nie udało, ale być może ten mój dzisiejszy wpis zamieni tamten daremny trud na coś zdecydowanie bardziej pozytywnego. Nie jest niczym nowym fakt, że film można nakręcić aparatem telefonicznym wyposażonym w choćby najsłabszą kamerę wideo. Stąd przecież mamy dzisiaj do czynienia z filmem zwanym komórkowym. Co więcej, produkcje takie z ogromną śmiałością sięgają do światowego dorobku tradycyjnego, wielkoformatowego kina, by odnaleźć inspirację, szereg technicznych rozwiązań i czego jeszcze potencjalny filmowiec chciałby się tam doszukać. To odrobinkę tak, jak z przenośnymi konsolkami. Niby niewielkie rozmiarami, a dające ogrom satysfakcji i całkiem w przypadku filmów komórkowych dobre kino. A teraz krótko i na temat, bo mało kto chciałbym w niedzielny wieczór przeczesywać oczyma ogromne pokłady tekstu. Odsyłam Was więc do strony: 13 wcieleń Tomasza M. Wejdźcie, zerknijcie i pomyślcie, czy i u nas, na tym właśnie portalu istnieje szansa, by podobną zabawę przeprowadzić. Możliwości są przecież tak naprawdę nieograniczone, a bohaterów świata gier i elektronicznej rozrywki, w których można się wcielić jest aż nadto. Tyle ode mnie. Spokojnego wieczoru, smacznej kolacji oraz poniedziałku, który jednak da się lubić. Pozdrawiam!
  10. Tak czytam i oglądam, oglądam i czytam... To niemożliwe! Jaki ja stary jestem, że część z tych gier znam i miło przy nich "traciłem" swoje młodzieńcze lata.
  11. Niestety takiej opcji nie udało mi się znaleźć. Tak czy inaczej dziękuję za dobre chęci. Pozostaję mi grać albo w okienku lub z drugiej strony cieszyć się gorszą płynnością animacji. Szkoda, że twórcy nie przewidzieli możliwości zmiany ustawień poza rozdzielczością. Wstrętni twórcy.
  12. Czołem! Widzę, że temat był już poruszany, ale mam całkiem podobny problem i niestety sposób z podmienieniem pliku options.dopt jest bezużyteczny. Otóż posiadam wersję Darksiders zakupioną za pomocą Steama. Wymagania sprzętowe spełniam, a sterowniki graficzne mam zaktualizowane. Internet w poszukiwaniu rozwiązania także przekopałem. Rzecz w tym, że gra przy każdej innej rozdzielczości niż 1920x1080 uruchamia się w małym oknie otoczonym czernią monitora. Im rozdzielczość niższa, tym ta czarna ramka okalająca obraz większa. Niestety wspomniane przeze mnie 1920x1080 nie zapewnia płynnej rozgrywki, a szkoda mi ponoć tak dobrej produkcji, żeby ?kurzyła? się na moim koncie. Gdy podmieniłem plik options.dopt na inny znaleziony w sieci, który miał niby zagwarantować niższą rozdzielczość - 800x600 - nie stało się dokładnie nic poza kolejną wielką czarną ramką. Moja konfiguracja sprzętowa: Intel® Core 2 Quad CPU Q6600 @ 2.40GHzGIGABYTE GA-G31M-S2L (G31/Socket 775)Kingston 4096 MB 800 Mhz - 2 x 2GB (DUAL CHANNEL)NVIDIA GeForce 9500 GT 1024 MBMicrosoft Windows 7 UltimateWspomnę tylko, że taki sam kłopot miałem przez pewien czas z The Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena (Steam), ale bez większego powodu sam zniknął podczas jednej ze zmian rozdzielczości w opcjach gry. Pomożecie?
  13. Będziesz coś pisał na blogu o urodzinowym konkursie? :)

  14. @Vantage: Osobiście mam nadzieję, że w końcu uda mi się zagrać w tytuły zdobyte w dawnych WWWeekendowych Konkursach oraz te dołączane do pisma. Do tego pozwoliłem sobie na całkiem spore zakupy na Steamie i chyba nie muszę się martwić, że zabraknie produkcji, które będą towarzyszyły mi w wolnych chwilach. @Wosq: Tylko człowiek chciałbym jeszcze tak zapracować, żeby na więcej wszystkiego starczało. @ExpertAssasin: Zrozumiałbym jeszcze prośbę o streszczenie dzieł Sienkiewicza, ale te kilka linijek tekstu powyżej? Żartujesz, prawda?
  15. Dobry wieczór, obywatele Forum Actionum! Chciałbym serdecznie powitać Was w tym jeszcze całkiem nowym roku, który pragnąłbym rozpocząć od kilku przemyśleń, odrobiny planów oraz szczypty możliwości jakie taka zmiana zera na jedynkę w kalendarzu może zaoferować. Nie chciałbym już na samym wstępie oświadczać, że oto kończy się moja przygoda z blogowaniem, bo nie jest to do końca prawdą. Oczywiście organizowałem już sobie pewne przerwy w dostawach tekstów na monitory Waszych komputerów, ale chciałbym odrobinkę odpocząć od publikacji moich różnego rodzaju refleksji w delikatnie inny sposób. W czasach jakby już mocno odległych zdarzało mi się popełniać wpisy praktycznie każdego dnia i co najdziwniejsze, choć poruszałem wyłącznie jeden tylko temat ? konkursy ? zawsze znalazł się ktoś chętny do zapoznania się z poukładanymi przeze mnie literkami. Później natomiast ograniczyłem internetowe zapiski do kilku w ciągu miesiąca i nadal odwiedzała mnie pewna gromadka forumowiczów. Co więcej, pisanie sprawiało mi ogromną przyjemność. Tak jest nadal, choć swoją najbliższą przyszłość wiążę bardziej z obrazami, a mniej ze słowami, stąd pojawia się plan, by wpisy zdarzały się bez przymusu jakiegoś wewnętrznego grafiku, a bardziej spontanicznie, w momencie, gdy będę miał ochotę czymś się z Wami podzielić. Przyznać się muszę, że przez nawet całkiem długą chwilę rozważałem powrót do tradycyjnych Fotograficznych Puzzli, ale wbrew pozorom układanki te pochłaniały zbyt wiele mojego wolnego czasu, o który już nie jako student, a etatowy pracownik muszę niekiedy zabiegać. Zwłaszcza, że jak już wspomniałem akapit wcześniej, moje spojrzenie w tym roku pada na zdjęcia i grafikę. Nie wykluczam jednak, że jeśli tylko pojawią się zapowiedziane niedawno WWWeekendowe Konkursy, powrócą również i wpisy o nich traktujące. Czy wspominałem już jak bardzo ciszę się na myśl o tej najczęściej fotograficzno-filmowej zabawie? Teraz kilka zdań odnośnie gier, bo jakby nie było, moje słowa kieruję głównie do osób, którym nie są obce nawet najciemniejsze zakamarki branży rozrywkowej spod znaku myszki i pada. Swoją drogą chciałbym w końcu zasmakować czym są konsole i być może nawet stać się dumnym właścicielem jednej z nich. Czas pokaże, portfel zweryfikuje, kobieta? Właściwie to tutaj powinienem się zatrzymać. Nie chciałbym kilku kolejnych nocy spędzać na balkonie lub w psiej budzie. Miało być jednak o graniu, więc niech i tak będzie. Otóż od dłuższego już czasu zauważam u siebie sporo z objawów growego tumiwisizmu. Powiem, a właściwie napiszę krótko. Gdy z każdym kolejnym dniem przestają mnie bawić. Powodów takiej sytuacji jest kilka, więc wymienię najważniejsze trzy. Być może nie będę w tym moim małym nieszczęściu osamotniony, gdy ktoś z Was przeczyta moje słowa i odnajdzie w sobie podobne odczucia. Najłatwiej przytoczyć jest argument, że gry, które aktualnie powstają to już nie to samo, bo dawniej to było lepiej, słońce grzało mocniej, bałwan był bardziej śniegowy, a nic oprócz orzechów nie posiadało ich śladowych ilości. Być może będę miał słuszność głosząc, iż powstające w obecnych czasach produkcje bywają aż nadto uproszczone, a graczy traktuje się jak nierozgarnięte dzieci po odwyku od soku z buraków. Może tak rzeczywiście jest, tego niestety nie sposób w stu procentach określić. Dlaczego? Przed wszystkim ? to powód z drugim numerkiem ? dlatego, co nie powinno nikogo zaskoczyć, że starzejemy się i nasze życie podlega ciągłym przemianom. To co zapewniało nam rozrywkę jeszcze kilka lat temu, dzisiaj może bawić mniej lub w ogóle nie być uważane za godne choćby kiwnięcia palcem, a co tu dopiero mówić o całej złożonej na gryzoniu dłoni. Sam pamiętam dni, gdy nie było dla mnie problemem spędzać całe noce przy ulubionym tytule leżącym na tacce napędu gdzieś nieopodal mojej radośnie podrygującej nogi. Miałem czas, żeby nie tylko chłonąć to co twórcy dla mnie przygotowali, ale mogłem wręcz wkraczać do wykreowanych przez nich światów i całkowicie zapomnieć o jakby nie było, nie zawsze aż tak barwnego prawdziwego życia. Więc czy to wyłącznie wina gier, że już nie potrafią przykuć mnie do monitora na długie godziny? Chyba już sami wiecie jaka jest odpowiedź. Ostatni z argumentów, na tyle istotny, że chciałbym poświęcić mu osobny akapit to? Trudno się do tego przyznać, ale niestety taka jest smutna prawda? piractwo lub jeśli wolicie inne, zdecydowanie mocniejsze w wydźwięku określenie ? pospolita kradzież. Nigdy nie traktowałem sytuacji ogólnego przyzwolenia na tak zwane ?radzenie sobie? jakie panuje w naszym społeczeństwie jako usprawiedliwienia dla własnych czynów. Nie uważam również, że gdyby gry były tańsze to piractwo nie miałoby podstaw do tego by istnieć. Podobnie nie chciałbym zasłaniać się tym, że często oryginale wersję gier są zwyczajnie bardziej problematyczne od programów zdobytych w ten lub inny nielegalny sposób. To tylko wymówki. Dla własnych działań nie mam żadnej. Jako dorosły człowiek, któremu zdarzało się kraść gry wiem jednak, że to co robiłem było złe i warte słów nawet najbardziej dotkliwej krytyki, ale zdaję sobie również sprawę jak bardzo piractwo mnie ograniczało i odbierało całą przyjemność z obcowania z wyszukaną na sklepowej półce grą. W pewnym momencie mojego życia dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że mając do czynienia z przedstawicielem jednej z najsłynniejszych serii wysokobudżetowych produkcji, nie grałem dla przyjemności, a tylko po to, żeby dotrzeć do napisów końcowych. Kierował mną wewnętrzny przymus ?zaliczenia? kolejnego tytułu. Jakie było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia uruchomiłem program, by pokonać kolejne zastępy wrogów, osiągnąć wyznaczone cele i rozpocząć kolejną misję, aż tu nagle, po zaledwie pięciu minutach rozgrywki gra dobiegła końca. Gdzieś po drodze przegapiłem całą fabułę, wszystkie te drobne elementy przygotowane przez grafików i programistów, które miały tworzyć niepowtarzalny klimat, obejrzałem całą grę niczym przewijaną na podglądzie kasetę wideo, po czym nie odczuwałem niczego oprócz bolesnej pustki. Przecież właśnie straciłem kilka godzin własnego życia i nic z tego nie pamiętam? Stąd wśród moich noworocznych postanowień pojawiło się i takie, że już nigdy więcej nie dotknę żadnej z pirackich kopii gier. Z szacunku dla ciężkiej pracy twórców i samego siebie, który od tej pory decydując się na jakąkolwiek grę będę świadomy wszystkiego co z nią związane. Może to pozwoli mi ponownie doznać tak wielkiej niegdyś przyjemności i satysfakcji w obliczu uczciwego i świadomego grania. Poczyniłem już ku temu pierwsze kroki, do czego przekonała mnie kończąca się powoli wyprzedaż na jednej z platform cyfrowej dystrybucji gier i innych multimediów. Teraz bardzo starannie dobieram produkcje, które mam ochotę poznać, ale już nie po to, żeby móc je tylko odfajkować, a po prostu przeżywać wirtualne przygody wraz z ich bohaterami. Nadal chciałbym móc wzbogacać nie tak znowu ubogą półeczkę z pudełkowymi grami, ale niestety życie pokazuje, że każdy grosz się liczy, a codzienność wymusza na nas wydatki zdecydowanie ważniejsze. Dlatego niech żyją promocje, wyprzedaże i reedycje! Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Ostatnio zauważyłem, że moje najbliższe otoczenie również zostało dotknięte przez zmiany, choć ani trochę nie miałem na nie wpływu. Jakie było moje zdziwienie, gdy dostrzegłem komentarz moderatora w miejscu mojej sygnaturki w profilu. Przez blisko rok żyłem w przekonaniu, że była ona zgodna z regulaminem i nikt nawet nie zwrócił mojej uwagi na fakt, że może być inaczej. Szczególnie, że w pewnym momencie mój profil odwiedzało całe mnóstwo przedstawicieli naszej lokalnej administracji. Myślę sobie, że to jednak żaden problem. Nowa treść sygnaturki to też jakaś zmiana, a przecież jeśli moderator postanowił zostawić mi te kilka słów, to chyba tylko dlatego, że w tym temacie może mieć wyłącznie rację. Pozwólcie zatem, że z tego miejsca gorąco Go pozdrowię. Wam życzę natomiast spokojnej nocy i udanego dopiero co napoczętego roku.
×
×
  • Create New...