Jump to content

Cardinal

Hall of FAme
  • Content Count

    6,453
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Cardinal

  1. Cardinal

    Zjazdy II

    Ja podziękuję za koszulkę (w ogóle rozsądnym pomysłem byłoby przesłanie info do wszystkich jadących, a nie tylko rzucenie hasła w topiku i to w stylu 'wszyscy się zgadzają'). Ciężko mi mówić za całą oś zła, ale rozsądnie byłoby założyć, że inni nie chcą dopóki jasno nie powiedzą, że jest inaczej.
  2. Cardinal

    Zjazdy II

    Teraz czekamy tylko na kogoś, kto będzie miał dość odwagi by rzucić "VETO! Ja nie zapłacę i takiego wała"
  3. Cardinal

    Zjazdy II

    Ja też jestem za dopłatą "(s)pokojowego".
  4. Cardinal

    Zjazdy II

    Ja wciąż nie tracę nadziei, że uda mi się wreszcie zagrać w SC
  5. Cardinal

    Zjazdy II

    ^Tak, widzę, że ukradliśmy swoje tej samej autorce ;] Ale w przeciwieństwie do Twojego mój przedstawia część mojej osobowości
  6. Cardinal

    Zjazdy II

    Ej no, został mniej niż rok i trzy tygodnie do zjazdu w 2014, więc może ktoś by się wreszcie pofatygował i znalazł właściwy pociąg? Nie lubię gdy tak wszystko jest na wariackich papierach, jeszcze się nie znajdziemy i cotobędzie.
  7. Czyli następne idą pod nóż wszelkie imiona (w naszym języku imię zakończone na a oznacza właściwie tyle co kobieta- czy państwo winno zakazać ich rejestrowania? Przecież taka Ania niechybnie ściągnie na siebie swoim imieniem przymus bawienia się lalkami, podziwiania modelek i znawstwo w dziedzinie środków czyszczących) >>> Jozefie Mario i Bonawenturo, patrzysz i nie grzmisz Oczywiście, że rozdział płciowy jest smutnym efektem naszego pokręconego języka, ale na szczęście idzie to w dobrym kierunku (patrz ostatnie zliberalizowanie imion względem zdrobnień i imion nie narzucających rodzaju). Problem w tym, że nawet jeśli przezwyciężysz ową płeć kulturową, to i tak biologia będzie robiła swoje. >>> Uważam, że się mylisz. Cała historia cywilizacji jest procesem uniezależniania się od biologii/natury, toteż dlaczego zakładać, że już na zawsze tak będzie? Jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia byłoby, że ktoś mógłby stawiać czysto kulturową ideę "narodowosci" nad czysto biologiczną formą klanu/rodziny ? a tak się przecież już dzieje i postępuje. Jestem przekonany, że takowo płeć biologiczna już wkrótce bardzo spadnie pod względem ważności w ramach budowania własnej tożsamości i postrzegania cudzej. We should act accordingly. Pewnie są osoby, które będą się czuły obrażone używaniem w stosunku do nich formy nijakiej. Dlaczego miałyby się godzić na jej powszechne używanie w języku tzw. Publicznym? >>> Ponieważ będzie to obraza w ramach prywatnego widzimisię a nie uzasadnionej wielowiekową tradycją stygmatyzacji. W ramach tej dyskusji już wielokrotnie próbowałeś argumentować z poziomu indywidualnego z tezami na poziomie intersubiektywnym. Skończ proszę, bo zaraz się sam ośmieszysz, np. mówiąc, że twierdzę, że powinniśmy zabronić koloru zielonego, skoro komuś wydaje się brzydki. Różnorodnośc płci, tzw. ras, religii etc. to najpiękniejsze co jest na tym świecie. Nie wiem dlaczego mielibyśmy udawać, że tego piękna nie ma. ORAZ Likwidujemy kobietę i mężczyznę, ale zostawiamy ministra i ministrę? >>> Teraz już jestem pewien, że nie czytasz tego co piszę, tylko postawiłeś sobie chochoła i z nim dyskutujesz. W ramach ewentualnej następnej odpowiedzi uprzejmie proszę, byś sam sobie wytłumaczył, dlaczego w powyższych zdaniach bredzisz. A wysoki, ładny, mądry, głupi, siostra, brat, ciotka, wujek nie są stygmatyzujące? Otwórz słownik i bierz nożyczki. >>> Na szczęście mamy wielowiekową tradycję nierówności władzy pomiędzy wysokimi i niskimi, stygmatyzacji wujków ale nie ciotek, oraz wmawiania jedynakom od urodzenia, że mają braci i siostry. Powedz mi, czy ty naprawdę chcesz dyskutować, czy sobie piszesz tak sobie a muzom? Wybacz, ale nazwanie jabłka i pomarańczy bananem nie zmieni faktu, że jedno i drugie będą się od siebie różniły. >>> A postawienie obok siebie białego i czarnego nie zmieni faktu, że jeden jest stworzony do władzy, a drugi by mu służyć. Wiesz, w tym momencie muszę podjąć decyzję, że po tym poście z mojej strony będzie EOT. Po prostu to nie jest ten poziom dyskusji, przepraszam. @ Klekotsan "Przecież określenia kobieta, mężczyzna czy nawet Azjata bądź czarnoskóry z gruntu NIE są nacechowane negatywnie." Przecież nie chodzi jedynie o negatywne nacechowanie, tylko o fakt, że korzystając z tych wyrażeń automatycznie szufladkujesz członka danej grupy według własnego, a nie ichniego, widzimisię. W ramach kontaktów codziennych to jest nieprzyjemne, ale najgorsze w ramach wychowania ? bowiem ustalasz nie tylko etykietki, ale narzucasz innemu pewną tożsamość, która nie musi być zgodna z tym czego on by sobie życzył. By wyjaśnić na przykładzie, mogę ulać nieco własnego emo: sam deklaruję się jako osoba niewierząca, ale to jest tak naprawdę nie do końca prawda. Otóż mnie kwestie wiary mało obchodzą. Nie są one ważne dla mojej tożsamości ? ale najwyraźniej to jedna z kluczowych kwestii dla osób wokół mnie. Próby wyjaśnienia, że ta charakterystyka jest dla mnie nieważna spaliły na panewce: osoby, które indagowały mnie w kwestiach wiary, moje tłumaczenia w najlepszym wypadku brały jako 'aha, czyli ateista', w najgorszym ? że sobie po prostu kpię z nich i ich przekonań. Co powinienem zrobić? To frustrujące, bo wpływa negatywnie na moje kontakty z wieloma osobami ? ale znowu nie mogę oczekiwać by porzuciły swą opinię o wierze jako kluczowej dla nich charakterystyce człowieka. Jedyną opcją jest znalezienie bufora. W tym wypadku wystarczające jest aktywne pomijanie tematu. Ale co jeśli bym miał przyklejoną na czole kartkę z wielkimi czerwonymi literami "MAM W D*PIE WIARĘ"? Hint: to taka metafora osób, które nie chcą, by ich płeć była ich charakterystyką, bądź była na co dzień źle identyfikowana. Przecież nie dam rady każdemu tłumaczyć, co to właściwie oznacza, zresztą i tak większość nie zrozumiałaby albo sama wyrobiłaby sobie opinię. Potrzebny więc jest bufor systemowy, nie indywidualny: język, który sprawia, że ta część tożsamości automatycznie staje się mniej ważna. Like, neutralny. @ Messer "ON_JEST_FACETEM. I żadna gadanina tego nie zmieni." Może tupnij jeszcze nóżką?
  8. Rozumiem o co ci chodzi, ale nie lepiej (zakładając, że pomysł zacierania różnic kulturowych między płciami jest zbawienny) najpierw starać się zmienić treść, a później dopiero formę? >>> Nie. To forma nadaje kształt treści. Stąd poszukiwania aforemnych określeń. może niech społeczeństwo dojrzeje do takiej zmiany. >>> Ależ ja totalnie wierzę, w że najpierw społeczeństwo musi dojrzeć do takiej zmiany. Tylko widzisz, społeczeństwo z natury jest nieruchawe i lubi to, co jest - ergo jego dojrzewaniem trzeba kierować, bez względu czy chodzi o palenie w miejscach publicznych czy używanie form bezpłciowych. Wszystkim nam wkładali wiele wielce podniosłych zasad współżycia społecznego. Wiodące były (przynajmniej pamiętam) używanie słow dzień dobry, do widzenia, okazywanie szacunku osobom starszym etc. Zakładają powszechność nauczania tych wzorców, to jakoś słabo to wygląda w praktyce. Znów przykład spłyca, ale jest najbardziej uderzający. Nie wierzę w efektowność kształcenia w szkole - jest jeszcze dom, internet, ulica, tv, które wysyłają sprzeczne sygnały. Można udawać w szkole, że nie ma dziewczynek i chłopców, ale one i ta k będą, ze większością dzisiejszych konsekwencji, bo płeć to najpowszechniejsze doświadczenie kształtujące tzw. wiedzę potoczną o świecie. >>> To jest właśnie sedno problemu - jak dziecku wsadzisz do głowy płciową tożsamość, to będzie według niej dobierać fakty do swego repertuaru wiedzy. Wcześniejszy argument już wcześniej odparłem - nie chodzi przecież o kulturowy zanik płci, jedynie o nie definiowanie innych poprzez ten pryzmat, tak jak nie powinno się definiować ludzi przez kolor skóry czy religię (chyba, że sami sobie tego życzą). Wybacz, ale to jest utopia. Człowiek z konieczności posługuje się stereotypami, kliszami, toposami i Bóg wie czym jeszcze we wszelkich kontaktach społecznych. >>> Co jest, grasz sobie w klasy? Najpierw mówisz, że należy się uczyć by każdego traktować indywidualnie i wyjątkowo, a teraz zasuwasz z zupełnie drugiej strony. Mogę powiedzieć tylko jedno: czas sobie uświadomić, że niektóre z tych stereotypów, klisz i toposów są bardziej szkodliwe od innych i należy dążyć do ich wyeliminowania. No przecież to samo jest z kobietą. >>> Bra-wo! Jesteś już o krok od zrozumienia istoty problemu. To określenie - jak i inne wymienione - JEST stygmatyzujące. O tym czy negatywnie czy nie możemy sobie podyskutować, ale jeden fakt jest niezaprzeczalny: istniejące stereotypy automatycznie redagują twoje zachowanie względem drugiej osoby w zależności od tego czy zidentyfikujesz ją jako M lub K. Ty sugerujesz, że każdy człowiek powinien z tymi stereotypami walczyć indywidualnie, ja - że potrzebne są rozwiązania systemowe. Zresztą mamy dysonans, bo z jednej strony słyszymy o konieczności używania słowa ministra i dalszym tworzeniu słów podkreślających niezależny i równoprawny status kobiety w danych zawodach etc., a z drugiej mamy teraz pomysł rezygnowania z określania płci. >>> Jaki znowu dysonans? Jeśli dana osoba zdefiniuje się jako kobieta, to oczywiste, że potrzebuje na własny użytek właściwych rodzajowo określeń. Z drugiej strony w interakcjach społecznych, by nie narzucać innym własnych definicji, potrzebne są określenia neutralne. Chodziło nie o osobę, ale mechanizm- walczenie z problemem za pomocą sztuczek językowych. >>> Ej, czy znowu mamy rok 1870? Nauka już chyba dawno określiła, że język jest jedną z rzeczy kształtujących nasze umysły - jeśli chcesz to nazywać sztuczką, be my guest. Właściwie to tu chciałbym skończyć, bo kształt dalszej dyskusji jest do przewidzenia. Żeby być dobrze zrozumianym- tak chrońmy prawa mniejszości, pochylajmy się nad każdym człowiekiem, nie popadajmy w absurdy, znajmy proporcje, obliczajmy koszty, uprawiajmy swoistą (pozytywnie pojętą) realpolitik na tym gruncie. >>> To jest właśnie w 100% typowa gadka człowieka, który nie chce, by cokolwiek się zmieniało. Także doceniam próbę, niemniej jednak no cigar. @Holy Death - dzięki za wsparcie! Nie ująłbym zwięźlej przyczyn, dla których wprowadzenie neutralnego rodzajowo języka jest niezbędne. @Klekotsan - a poza tym, że nie zrozumiałeś wiele z naszej dyskusji i pomysł ci się nie podoba, masz jeszcze coś do dodania? @Messer - widzę, że jednak mamy rok 1870, dalej biologia definiuje kulturę. Wróc jak już będzie up to date. A propos owych 'problemów z kosmosu' to jest to kwestia, która nieodmiennie mnie bawi (bo inaczej musiałaby smucić): otóż ludzie bardzo chcą 'rzeczywistych' rozwiązań - a potem się dziwią, że pomimo wymiany rudego ch*ma na ku*dupla bez prawa jazdy nic się nie zmieniło. No to mam dla ciebie prawdziwy problem: a jeśli za nienajlepszy stan faktyczny nie odpowiadają cyniczni politycy, sieci układzików czy ludzka natura? Jeśli to są tylko objawy choroby, nie jej przyczyna? Co jeśli diagnoza wykaże, że to pewne negatywne elementy wpisane w sam bezosobowy system kulturowy, w którym wszyscy działamy, są problemem? Food for thought.
  9. Nazwanie kogoś chłopcem, a kogoś innego dziewczynką jest w moim przekonaniu zupełnie neutralnym zabiegiem. >>> Wiesz, gdyby nie to, że od chłopców oczekuje się zostania strażakiem i bijatyk na podwórku, a od dziewczynek zabawek lalkami i pomagania mamie w kuchni to bym się zgodził. Nazwanie kogoś definitywnie chłopcem, a innego dziewczynką jest w tej chwili zabiegiem najbardziej znanym zabiegiem odgórnie kształtującym przyszłość danej osoby. Nie ma drugiego zabiegu tak dalece odbiegającego od neutralności. Widzę nadto zbytnią ufność w efektywność formalnej edukacji, która IMHO rzadko spełnia swoją rolę. >>> Może w liceum, kiedy poglądy są już przeważnie ustalone. Cokolwiek się włoży dzieciakowi do siódmego-ósmego roku życia do głowy, pozostanie tam do końca życia. Czy to będzie płeć, wiara czy język, sposób przekazu nie ma wielkiego znaczenia. No to nie mają tak wielkiego (sic!) znaczenia, czy nie mają w ogóle znaczenia? (mam nadzieję, że ci przyszli reformatorzy języka przynajmniej regulować według jasnych zasad i zachowają dyscyplinę językową). Czy różnice są na tyle małe, że należy zacierać rozróżnienie językowe ? >>> Ech, moją myślą było "nie mają tak wielkiego znaczenia [by za ich pomocą definiować daną osobę]. Albo jeszcze lepiej: mają tak duże znaczenie, jak dana osoba tego chce. Widzę, że masz dobre chęci, bo potem piszesz " uczymy się, żeby każdego traktować indywidualnie, w każdym widzieć niepowtarzalną osobowość, którą definiujemy przy pomocy tysięcy różnych pojęć". Tak, ale właśnie o to chodzi, by definiować daną osobę przy pomocy JEJ pojęć, a nie swoich własnych czy społecznie przyjętych, ale nacechowanych. Stąd też poszukiwania neutralnego języka ? większości spotkanych w życiu osób nie poznajemy na tyle dobrze, by być świadomymi ich własnych definicji. Mamy też zrezygnować z określania kogoś mianem niepełnosprawnego, ciemnoskórego? Przecież to jawny regres w posługiwaniu się narzędziem opisywania rzeczywistości jakim jest język. >>> Nie jestem językoznawcą, ale mylisz symbol z tym co symbolizuje. Przecież nie jest problemem fakt, że dana osoba jest nazywana niepełnosprawną czy ciemnoskórą, tylko to, że te określenia są dla wielu stygmatyzujące. W sytuacji jaką mamy, stwierdzenie faktu wystarcza by poszły za tym setki niewypowiedzianych definicji. Równie dobrze możemy zrezygnować z terminu morderca i w ten sposób walczyć z przestępczością [ nie najszczęśliwsza analogia [...] >>> Raczej bardzo nieszczęśliwa, bo jakoś nie słyszałem, kto urodziłby się albo został z cudzego wyboru mordercą. Nie jest dobrze, gdy język wyprzedza rzeczywistość. >>>W sensie, że co, osoby transseksualne i transgenderowe dopiero powstaną?
  10. Haha, ja natomiast słyszałem o przypadku, że ksiądz chciał by ministrant zwracał się do niego nie per 'ojcze' lecz 'tatusiu'. Przykro.
  11. Uff, narzekania na brak uczuć... jak kto dotrwa do Myta Ogarów to będzie się modlić o ich przykręcenie. Także działanie grot jest wyjaśnione ze wszystkimi konsekwencjami, więc jeśli ktoś ma wątpliwości, to nie czyta uważnie albo po prostu jeszcze nie doszedł do momentu, w którym jest wszystko wyjaśnione. Ale wydawalo mi się, że już w "Bramach Domu Umarłych" Szybki Ben robi parę wykładów na temat działania magii, więc wth? Tymczasem wpadam do wątku, żeby powiedzieć, że kupiłem ostatni tom... i stoi na półce. Najpierw musiałbym skończyć dziewiąty, a to chyba zadanie nad moje siły: ilość monologów i osób PRZYTŁOCZONYCH PRZEZNACZENIEM jest dla mnie po prostu za wysoka. Ktoś może zna jakąś fajną stronkę ze streszczeniami i wyjaśnieniami wątków? Boję się, że pamiętam z serii tak mało, że wskoczenie w przypadkowym momencie może skończyć się tylko odbiciem od ściany nieznanych/zapomnianych faktów, a rozpoczynać od zera nie mam czasu.
  12. Widzę, że wszyscy zainteresowani skończyli już oglądać, ale to nie szkodzi, bo ja dopiero zacząłem Po obejrzeniu Madoki zrobiłem sobie mały ołtarzyk dla Gena, także nie mogłem przepuścić okazji do obejrzenia PP. Na razie dopiero dwa odcinki, więc wątki dopiero się splatają, ale te które zostały ukazane są raczej ciekawe: niepewność laski co do własnego wyboru za sugestią Sibyl System (nos mi podpowiada, że to będzie plot point) oraz enforcer-staruszek, który jest za fajny by nie okazał się jakim totalnym dewiantem No i oczywiście demony przeszłości Spike'a Spiegela, ale to w takich opowieściach standard. Co mnie szczególnie urzekło to jednak wizja przyszłości, z bardzo (imo) realistycznym augmented reality. Bardzo, bardzo fajny spin względem tego co było do zobaczenia w ramach Blade Runnera. Mam nadzieję, że ten wątek nie okaże się w przyszłości potraktowany po macoszemu i dalej będą wrzucane takie małe technologiczne *whoa*, które zmieniły codzienne ludzkie życie. Propsy także za projekty postaci, kreska jest bardzo przyjemna (taki subtelniejszy DTB? Ciężko mi określić) i spory budżet na animację. Minusy - aaaargh, exposition! Jak laska, która miała ukończyć akademię z wyróżnieniem może potrzebować przypomnienia na temat podstawowych elementów jej pracy? Okropność. Poza tym już mam wrażenie, że postaci za dużo gadają - kaman, widz nie dekiel, niektóre rzeczy są oczywiste i nie trzeba ich mówić wprost (jak chociażby opinii Spike'a na temat tego co zrobiła agentka Sterling w pierwszym odcinku). Zobaczymy czy uda się to utrzymać w ryzach, czy sięgnie to wykładów znanych chociażby z GITS:SAC. Anyway, na razie jestem dobrej myśli i mam zamiar oglądać dalej
  13. Ten model testowały USA przez kilkanaście(dziesiąt?) ostatnich lat i się nie sprawdził, czego dowodem ostatnia reforma Obamy. R-ka tam była państwowa, reszta prywatna. Efekt? Kiedy ubezpieczenie jest dobrowolne, to spada bardzo nisko na liście priorytetów - zwłaszcza tam, gdzie zarobki są niskie. A że niskie zarobki w państwach pierwszego świata często oznaczają jednocześnie wysokie zagrożenie dla zdrowia... Okazało się, że ci najbardziej potrzebujący najczęściej zostawali na lodzie: albo inni podatnicy i tak musieli wyrównywać stan kas placówek leczniczych, albo biednym prawnie zabierano dorobek życia jako koszta pokrycia leczenia. Ta druga opcja tylko na krótką metę się sprawdza, ponieważ tak potraktowani ludzie bardzo często kończyli na zasiłku albo w szarej strefie (w najlepszym przypadku) albo po prostu schodzili na drogę przestępczości/włóczęgostwa (w najgorszym). Koszta dla postronnych - zarówno społeczne, jak i czysto budżetowe - istnieją więc tak czy inaczej. I niech mi tu nikt nie rzuca Cimoszewiczem, że trzeba było się ubezpieczyć. To właśnie jest powód, dla którego jestem za przymusową składką zdrowotną: choroby to wypadki losowe, których - z punktu widzenia jednostki - nie da się systematycznie przewidywać ani rozsądnie umiejscowić w końcowym koszyku dóbr.
  14. Sorki, że tak bezczelnie wbijam się w środek dyskusji, ale to jest fałszywy dualizm. Ze względu na stan biurokratyczny, nasza służba zdrowia jest po prostu studnią bez dna - ile kasy tam nie wrzucisz, na to znajdzie się "zastosowanie". Gdyby wszystko chodziło jak w zegarku, to faktycznie zgodziłbym się, że wybieramy między zdrowiem fizycznym a zdrowiem psychicznym - ale równie dobrze możemy wybierać między zdrowiem psychicznym a premią dla ordynatora albo między zdrowiem psychicznym a podwyżką dla pielęgniarek. I co wtedy jest ważniejsze?Krótko mówiąc: narzekanie na finansowie tego typu zabiegów jest równoznaczne z narzekaniem, że dopiero co kupiony w salonie zepsuty samochód jest w złym kolorze. To po prostu wygodna bocznica, która pozwala (czasem podświadomie) omijać meritum sprawy. Ja już naprawdę wolę, żeby kasa z budżetu szła na tego typu zabiegi, bo przez fakt kontrowersyjności cała papierkowa robota będzie ściślej śledzona. Oddanie jej 'na chorych' to w tej chwili rzucenie jej w nicość. I taka wizja ci się nie podoba, bo? Sorasy, przywiązanie biologii do płci jest czysto kulturowe i było już rozpowszechnione na różnych szerokościach geograficznych nim przyszła 'zaraza lgbt'. Także nie istnieje nic, co "jest tym na co wygląda", bo najpierw trzeba to coś określić.
  15. Cardinal

    Zjazdy II

    Nie. Właśnie dlatego w czasie zlotu spożywane są suplementy diety, których naturalnym efektem jest rozkład białek Oś Dobra i Piękna tradycyjnie pisze się na zlot, zwłaszcza, że jubileuszowy. Termin 9-13 sierpnia też cacy, i tak komuś nie będzie pasować, więc mniejsza. No i jest szansa, że brudasy będą tak zmęczone po smródstoku, że już nie dadzą rady rozrabiać ;]
  16. Z Cyprem to jest ubaw. Znowu mamy przykład jak doskonałe efekty przynosi "uwolnienie gospodarki" - w tym przypadku zwolnienie banków z konieczności posiadania wystarczającej kwoty, aby spłacić swe depozyty. Jasne, przez to wyspa stała się rajem podatkowym (ulubionym miejscem prania pieniędzy przez rosyjską mafię, tak dla przykładu). Tylko, że nikt nie przewidział co się stanie, jeśli nagle banki staną się niewypłacalne (bo posiadane pieniądze zainwestowały np. w obligacje Grecji). Obecnie aktywa sektora bankowego na Cyprze to 800% PKB wyspy - bez dofinansowania upadnie, to pewne jak amen w pacierzu. Więc do kogo się zwraca z prośbą o pomoc? Do osób, które mają depozyty? Takjasne - oczywiście, że zwracają się do jedynego miejsca, które ich jeszcze niedawno (przed zmianą prawa bankowego) tak "uciskało" - do państwa. A to jedyne co mogło zrobić, to zwrócić się o pomoc do Europy. UE postawiło warunki (czy są fair czy nie to inna sprawa, ale wydawało mi się, że głodny nie wybrzydza nad kromką chleba). Teraz pytanie: kto jest winny? A) Złe UE (a właściwie MFW), które postawiło twarde warunki bailoutu, które załatwią "raj podatkowy", ale jednocześnie uchronią historię przed powtórką za 5-10 lat? B) rząd Cypru, który podjął w przeszłości błędną decyzję o liberalizacji sektora bankowego, a teraz chce uratować swoje cztery literyprzerzucając ciężar zobowiązań na własnych obywateli? C) sektor bankowy, który przyjmował szemrane depozyty bez ubezpieczenia i inwestował w śmieciowe obligacje Grecji? Jak słucham naszych rodzimych geniuszy, to wygląda na to, że głównie A z lekkim tylko dodatkiem B. Ale z nich już mam bekę, bo znajomi korwiniści jeszcze półtora roku temu mi się chwalili jak to im dobrze na Cyprze zakładać firmę (tylko 400zł zamiast ZUS!) i trzymać pieniądze. Tak naprawdę po raz kolejny dostajemy przykład, że liberalizacja gospodarki sprawia, że wzrost gospodarczy jest tylko na papierze (bo przecież zakładane tam biznesy nie generowały przychodu na Cyprze), forsa kierowana jest do małej grupy osób (gracze z olbrzymimi depozytami), a na koniec za całą operację muszą płacić szarzy ludzie. Najmniejsze zdziwienie świata.
  17. That would be me. Ale weź, żeby skreślać gościa po jednym gniocie? Nie mówię, żeby zaraz ryzykować portfelem, bo tak się składa, że V. sporo opublikował w sieci za darmo. Proponuję więc dać mu jeszcze szansę. Tu masz Trzeciego misia, tu Opowieść felczera, a tu Godziny po śmierci. Dzięki za polecanki, może się przemogę.Natomiast użyłem chyba zbytniego skrótu myślowego. Co innego napisać gniota (każdemu się zdarza), a co innego sprawić, że zaczyna się czuć odrazę do autora (a poprzez to także do jego innych tworów). Na mnie jak płachta na byka działa wywalanie własnego emo przed czytelnika niczym brudnych giczołów na stół w jadalni. Oczywiście, wszystko zależy od subtelności autora i umiejętności wplecenia własnych poglądów/opinii w opowieść. Są tacy, którzy przeważnie robią to dobrze (Le Guin, Palahniuk, Vonnegut), średnio (Bacigalupi, Dick, Mieville) oraz tacy, którzy robią to naprawdę tragicznie - czasem tak źle, że przeczytanie jednego rozdziału/akapitu(!) sprawia, że odechciewa mi się tykać czegokolwiek więcej autora (często działa to też wstecz). Tak było chociażby z Clancym, Piekarą, Goodkindem czy Cardem. Z tego powodu też trzymam się z dala od Nacji, przynajmniej póki Pratchett nie kopnie w kalendarz. Long story short, to tego nie-zaszczytnego grona dołączył właśnie Vandermeer. To, że nie znam jego większych dzieł paradoksalnie działa tylko na jego niekorzyść - po prostu teraz wiem, że nie ma takiego szitu, którego by nie był gotów opchnąć publicznie. Co raczej nie zachęca do dalszego zapoznawania się z jego twórczością, duh.
  18. Propsy dla Tzara za wspomnienie o promocji w ępiku, zawsze mnie kusiło by kupić parę książek z serii UW, ale zawsze trochę odstraszała mnie cena hardbacków za autorów, których nie znam. Stwierdziłem, że jak nie teraz to nigdy... Oczywiście nawet jak ępik ma promocję, to nie może być całkiem normalnie - chciałem kupić dwie książki Duncana, ale na stoliczku była tylko druga część Księgi Wszystkich Godzin - Atrament. Poszedłem do kiosku info, zapytałem grzecznie o pierwszą część - Welin - by się dowiedzieć, że została w ogóle wycofana ze sprzedaży. Way to go! Koniec końców wziąłem co było oraz Wieki Światła MacLeoda. Zobaczymy co z tego wyniknie, odkąd new weird uwolnił fantastykę z okowów tolkienizmu, dziesięć lat to już niemal cała epoka. Na razie dopiero zacząłem i stwierdzam, że MacLeod umie posługiwać się piórem, zawsze jakiś plus. Jeszcze spoza tematu, to gdzieś obok ktoś polecał Vandermeera - no cóż, czytałem tylko jedną rzecz, opowiadanie wydrukowane w NF i zniechęciło mnie do autora jak mało który tekst. Mianowicie było to tylko żałosne ulanie emo na starą pracę autora (wraz z avatarami współpracowników, no less!), tylko dla niepoznaki ubrane w szatki sci-fi. Uch! Jeśli już się takie rzeczy pisze, to do szuflady, a nie sprzedaje do czasopism, by każdy mógł z bliska obejrzeć ego autora. Styl też zresztą nie porywał. Vandermeer za to dostał ode mnie -1 na skali [beeep]istości i nie mam zamiaru wziąć do ręki czegokolwiek co napisał, jeśli miałbym wcześniej za to zapłacić.
  19. Oczywiście - jak na początku wspomniałem, to tylko nitpicking. Niemniej jednak jeśli coś w SAO jest dla mnie ciekawe, to właśnie zderzenie środowiska gry z realnymi konsekwencjami. Bez tego twistu - wspomagającego wszystkie inne elementy - byłoby to totalnie standardowe anime.Wyobraźmy sobie na chwilę, że SAO nie jest grą online, tylko całym settingiem. Co wtedy otrzymujemy (przynajmniej do piątego odcinka włącznie)? Typowe realia medieval high fantasy, typowy format fabularny, typowe postaci (sorasy, wiem, że korzystanie w towarzystwie ze słowniczka tvtropes to straszny obciach, ale tu się aż samo prosi: the hero, the action girl, the big guy [Egil], the lancer/butt monkey [Klein], Scilica mogła robić za the chick... naprawdę brakuje tu tylko jakiejś token mini-moe ), a walka to była cała jedna. Nope, naprawdę wszystko co warto rozkminiać w SAO to psychospołeczne konsekwencje i dlatego będę drążył sprawę ;] Toteż jestem zdziwiony, że nieogarnięci zostali zostawieni tak samopas. Przecież ze względu na nieodnawialne straty każdy potencjalny rekrut powinien być dla gildii na wagę złota, zwłaszcza, że ich liczba jest ograniczona. Tymczasem pozwalanie by sobie bimbali albo ginęli jak jakieś derpy jest totalnie bezużyteczne - nie tylko z punktu widzenia świata, ale także interesu każdej gildii z osobna.
  20. Korzystając z bezsenności, a zachęcony pozytywnymi opiniami, postanowiłem sam sprawdzić czy to całe SAO jest rzeczywiście takie fajne. Na razie jestem po czwartym odcinku i nie żałuję - pomysł fabularny w dziesięć lat po Matriksie nieco wytarty, ale wewnętrzy geek ma to gdzieś. Ładna kreska, niegłupia fabuła, całkiem przyjemne postaci i brak zadęcia - czyli to co lubię (; Ponieważ odcinki, które widziałem już zostały rozebrane na części pierwsze (a moje opinie raczej pokrywają się z tymi już wypowiedzianymi), toteż skupię się na nitpickingu - nie ma to jak się do czegoś przyczepić (; Konikiem, na który wsiądę jest kwestia zachowania społeczności graczy po ujawnieniu prawdziwych zasad gry. Otóż nie chce mi się wierzyć, że w takiej sytuacji (a dodając zagrożenie życia) ludzie dalej będą budować swoje relacje jakby to była gra. Zwłaszcza, że zdecydowana większość zdaje się pochodzić z Japonii, co oznacza brak barier kulturowych. Krótko mówiąc, sądzę, że natychmiast powinna powstać imitacja IRL (czyli scentralizowany rząd, hierarchia, podział obowiązków, etc.), natomiast elementy gry zaczęto traktować jedynie jako scenografię. Tymczasem gracze zachowują się ciągle, jakby to była rozrywka part-time (pomijając kwestię śmierci): większość robi jakieś fiu-bździu, natomiast gildie zdają się działać na takich samych zasadach jak w zwyczajnych MMO. Trochę mnie to razi, bo psychologiczne podstawy są raczej zachowane (jak samobójstwa, apatia, PK, itd.) Jest tylko jedno sensowne wyjaśnienie tej kwestii - że większość tych 10k to totalne nerdy, które przenoszą zachowania online do SAO, a nie IRL do SAO. Ale w takim razie co robią tam takie randomy jak laska z trzeciego epa albo casuale jak Scilica? Coś mi się nie chce wierzyć, że chciałoby im się czekać po trzy dni w kolejce. Tak samo nie wierzę w wersję "betatesterzy się zmyli i bawią się we własnym gronie". Każdy rozsądny gracz zauważyłby, że a) jadą na tym samym wózku; b) nooby to doskonałe mięso armatnie + sami by się tłoczyli wokół weteranów ze względu na ich znajomość gry. Inne rzeczy: - z przetransportowaniem ciał do szpitali IRL motyw jest ok, ale jeśli czas jest 1:1 między nim a SAO, to dochodzi jeszcze jeden problem - atrofia mięśni. Po dwóch tych leżenia w łóżku można ledwo z niego wstać, po dwóch miesiącach to już wózek inwalidzki i kłopoty do końca życia. Tymczasem od startu minęły już miesiące, więc to trochę problematyczne. - teoria laski z 4 epa (że wcale nie wiadomo, czy gracze naprawdę giną po śmierci w SAO) jest idiotyczna już na pierwszy rzut oka. Jeśli by tak nie było (albo jakiegoś innego zniechęcacza), osoby w IRL już dawno siłą zdjęliby ze wszystkich oprzyrządowanie.
  21. Cardinal

    Zjazdy II

    Ja mogę Nie no, generalnie chyba większość osób (przynajmniej jeżdżących na zloty od pewnego czasu) będzie kojarzyć 3/4 foci ;] Ale czwarta postać może stanowić wyzwanie ;]
  22. Cardinal

    Zjazdy II

    To znaczy, że zrobisz się na bóstwo? Tak, na Bachusa
  23. Cardinal

    Zjazdy II

    Niestety, Dion gdy wytrze... ustabilizował tętno, to dostał zimnych stópek i na razie akcja jest zawieszona aż znajdę kolejnego odważnego. A o wirtuozerię elegancji już się nie martw - Oś sama ustala kanony piękna, toteż bez względu na wszystko nasze przejście na jasną stronę mocy stanie się samospełniającą przepowiednią
  24. Cardinal

    Zjazdy II

    Browar, regulamin, punkt 11.