Jump to content

asrudy

Forumowicze
  • Content Count

    9
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

4 Neutralna

About asrudy

  • Birthday 04/22/1987

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Skąd
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

2,427 profile views
  1. Witam, Mam pytanie do posiadaczy najnowszej konsoli Sony. Mianowicie chciałem spytać jak się sprawy mają z grami na PS4 przeznaczonymi dla dwóch graczy. Osobiście jestem szczęśliwym posiadaczem konsoli poprzedniej generacji i bardzo sobie chwalę liczną bibliotekę gier coop'owych na "trójeczkę", ale obawiam się, że trend ten bardzo zanikł wraz z premierą następczyni. Musze przyznać, że Sony rozpieściło mnie takimi tytułami jak: Resistance, KillZone, Army of Two, Peace Walker, Borderlands, Rayman, Lost Planet 2, Kane and Lynch, Tom Clancy's Rainbow Six: Vegas, Fuse, Bionic Commando: Rearmed, Twisted Metal i jeszcze kilkoma innymi, które można było ogrywać na jednej konsoli. Śmiem twierdzić, że w przypadku PS4 baza tytułów, które można ogrywać z kumplem przy jednej konsoli jest żałośnie mała. Wiem, że jest Fifa i bijatyki, ale ze świecą szukać takich tytułów jak te wymienione przeze mnie powyżej. Niby jest Little Big Planet 3 i kilka innych odświeżonych gier z poprzedniej generacji, ale ciężko znaleźć coś nowego i dobrego do "kanapowej kooperacji". Niby wyszedł niedawno A Way Out, jest Knack 2 i Salt and Sanctuary, ale to zdecydowanie za mało. Konsola zawsze kojarzyła mi się ze wspólnym siedzeniem przed telewizorem, a nie samotnym ogrywaniem wszystkich tytułów. Może się mylę, a jeśli tak, to niech mnie ktoś poprawi, ale jak dla mnie, na chwilę obecną, brak miejsca przy PS4 dla dwóch graczy. Piszcie co o tym sądzicie i podrzucajcie tytuły, które waszym zdaniem nadają się na dwa pady (PS4)
  2. Chyba odpowiem sam sobie, choć pewnie i innym przydadzą się te informacje. Otóż zakupiłem kontroler Thrustmaster'em GPX i chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Pad kosztował mnie 109 zł. To cena zbliżona do oryginalnego przewodowego pada M$. Nie będę szczegółowo opisywał wszystkich różnic, tylko skupię się na najistotniejszych cechach danego produktu. - potwierdzam; GPX jest bardzo precyzyjny. Jeśli chodzi o analogi, to niczym nie ustępują one tym znanym z pada M$. Być może są one nawet lepsze, ale by to stwierdzić musiałbym porównać dwa nowe kontrolery - tak byłoby sprawiedliwie. Niestety ten od X360 był już trochę używany. Analogi, to naprawdę zaleta GPX-a. Działają płynne, mają minimalną "martwą strefę, i są wygodne. Szkoda tylko, że nie są one tak miękkie jak w DualShock'u, ale to już może zboczenie miłośnika sprzętu Sony. - d-pad wypada lepiej niż w oryginale, ale mimo wszystko wydaje mi się, że do komfortowego grania trochę brakuje. Dalej wciskanie go wymaga trochę siły. - triggery są odrobinę wyższe i stawiają większy opór dlatego też mogą szybciej męczyć palce w grach wyścigowych. Ja co prawda nie sprawdzałem ich w tego typu grach, ale po dłuższej sesji z GPX nie czułem zmęczenia - kontroler Thrustmaster jest trochę mniejszy (smuklejszy), ale równie dobrze trzyma się go w dłoniach. - działa z PC. Wypróbowałem go na Windows 10. Po prostu Plug and Play. - bumpery w GPX działają bardzo dobrze, ale są głośniejsze, więc jeśli często ich używacie i irytuje Was klikanie, to warto to odnotować. - przycisk Menu ( X ) nie jest tak piękny jak w oryginale. Jest to po prostu owalny, przeźroczysty guzik z podklejonym logo Xbox'a. To jednak tylko względy estetyczne, bo wszystkie swoje funkcje zachowuje. Podsumowując jestem zadowolony z zakupu. Thrustmaster GPX z powodzeniem może zastąpić oryginalnego pada od Xbox'a 360. Testowałem go w Bodycount na konsoli M$ i w Far Cry'u 4 na PC. Oczywiście auto celowanie wyłączone. Co prawda nie sprawdziłem, go na wszystkie możliwe sposoby, ale już teraz wydaje mi się, że mogę go polecić. Jeśli ktoś miałby pytania na temat tego kontrolera, to postaram się na nie odpowiedzieć
  3. Witam, Chciałby się Was poradzić w sprawie zakupu pada do konsoli Xbox 360. Waham się pomiędzy oryginalnym, a licencjonowanym Thrustmaster'em GPX: VS Pady są w podobnej cenach (110-130 zł) i nie chciałbym jej przekroczyć. Dobrze mi się gra na kontrolerze Microsoft'u, choć muszę przyznać, że jestem zwolennikiem Dualshock'a 3 - "lżejsze" analogi . Tego niestety nie podepnę do Xbox'a. W głównej mierze zależy mi właśnie na precyzji gałek, jak najmniejszej "martwej strefie" i jakości wykonania. Czy w GPX'ie są one lepsze niż w oryginalnym padzie? Producent deklaruje, że tak, ale jakie są Wasze odczucia? Nie ukrywam, że kontroler będę wykorzystywał głównie w "strzelankach". Czy Thrustmaster'em GPX będzie lepszym wyborem? Od siebie dodam, z tego co się dowiedziałem, że: - spusty w GPX mają większy skok, ale chodzą ciężej, przez co mogą męczyć palce przy dłuższych sesjach w grach wyścigowych - GPX posiada lepszy D-pad (choć nie idealny) Może ktoś to potwierdzić? Jakie są Wasze doświadczenia z tym sprzętem? Co byście wybrali i dlaczego? A może dostrzegacie jeszcze inną alternatywę? Piszcie, podpowiadajcie, będę wdzięczny za komentarze
  4. Na stronie petitionbuzz.com pojawił się postulat dotyczący gry BloodRayne 3, mający za zadanie wpłynąć na twórców tej zasłużonej serii, by ci pomyśleli nad jej wznowieniem. Gracze podpisujący się pod nim, domagają się wydania pełnoprawnej kontynuacji przygód krwawej agentki Rayne. Gra w swej formie miałaby przypominać dwie pierwsze części, zapominając o tym, co było pokazane w Betrayal. Choć akcja trwa już od sierpnia, udało się zebrać raptem 190 głosów z 10000 planowanych. Winnym tego jest chyba nienajlepsza organizacja i słaby rozgłos. Sam dowiedziałem się o niej całkiem niedawno. Mimo iż podpisów jest niewiele minimalny próg wydaje się całkiem realny. Osobiście bardzo bym chciał zobaczyć wampirzycę znowu w akcji, dlatego poczułem się w obowiązku przekazać tę informację dalej. Jeśli podobają Ci się rude dziewczyny i nie boisz się widoku krwi lub po prostu chciałbyś dać nadzieję innym graczom ? podpisz się. Strona nie wymaga podawania adresu e-mail. Link poniżej: http://www.petitionb...ons/bloodrayne3
  5. asrudy

    Zombioza

    Od jakiegoś czasu próbuję sobie uświadomić, jak to się stało, że świat opanowały zombie? I wcale nie mam na myśli ledwo żywych studentów, których spotkam na ulicy i w autobusie, ani pociętych pseudo Emo, którzy ubolewają nad kolejną nieudaną próbą samobójczą. Gdzie nie spojrzę coś mi ich przypomina. Nie ukrywam , że najwięcej czasu spędzam przy grach, i to właśnie tam ich natężenie jest największe. Kiedyś tak nie było. Dominowały gry wojenne, gdzie raz zabity przeciwnik ani myślał wstawać i się zemścić robiąc mi na szyi malinkę. Co prawda zdarzały się tytuły z umarlakami w roli głównej jak Stubbs the Zombie, Dead Rising, czy seria Resident Evil, w których trudno o inne straszydła, ale nigdy nie było takich gier za dużo. Zmieniło się to ostatnio i to bardzo. Zaraza tak się rozrosła, że niemal każdy nowy tytuł, wcześniej czy później, musi się doczekać trybu/dodatku/modu z "Zombie" w nazwie. Żeby nie być gołosłowny wymienię "najświerzszą padlinę": Call of Duty: Black Ops II, Sniper Elite: Nazi Zombie Army, DayZ, The Walking Dead (: 400 Days, Survival Instinct), Resident Evil (6, Revelations), The Last of Us,... Nic nie wskazuje na to, by obecny trend miał ulec zmianie. Wprost przeciwnie. Na horyzoncie już widać przekrwione oczy Dying Light, Dead Rising 3 czy mutanta zwanego Plants vs. Zombies: Garden Warfare. Czy to źle? Skąd! Sam jestem w połowie Dead Island i świetnie się z nim bawię, ale zastanawia mnie jak to się stało, że mózgojady stały się częścią popkultury? Jeśli bladolica występują w komediach romantycznych - Wiecznie żywy, a wtóruje im Brad Pitt (World War Z), to coś musi być na rzeczy. Gry jeszcze potrafiłbym wytłumaczyć. Zombie równa się zerowe AI, więc mniej pracy dla programistów. Ot idealny przepis na niezłą rozrywkę małym kosztem. Oczywiście to tylko teoria, w dodatku moja i głupia, więc nie każdy musi się z nią zgodzić. Tacy rozkładający się przeciwnicy, to także idealne mięcho armatnie. Nic tak nie cieszy jak bicie słabszego... No chyba, że jest ich pół tysiąca. Ba! Zabawa jest tym lepsza gdy, ktoś nam w tej eksterminacji pomaga. Kooperacja sprzyja survivalom, więc to kolejny powód przemawiający na ich korzyść. Zresztą nie ma to jak zaimponować koledze wymowną "draperią" na ścianie. Efekciarstwo w tego typu grach to podstawa. Bez wymyślnych narzędzi mordu rozgrywka mogłaby się szybko znudzić. Twórcy prześcigają się więc w wymyślaniu coraz to nowych środków zombiebójczych urozmaicając zabawę. Czy to jednak wystarczy? Przyznam szczerze, że temat powoli zaczyna mi śmierdzieć. Nie wiem, co takiego musiałoby się w nich pojawić, by nie dopuścić do całkowitego ich rozkładu. Odnoszę wrażenie, że po nazistach i kosmitach nic lepszego nie wymyślono, ale przecież i zombie nie są wieczne. Uważam, że na chwilę obecną owy trend jest zbyt eksploatowany i grozi zepsuciem. Jestem jednak spokojny o przyszłość nieumarłych, bo to właśnie niesamowity klimat, post apokaliptyczne realia i uczucie zaszczucia motywujące gracza do działania jest tym, co zombie trzyma przy życiu. Oby tylko twórcy o tym pamiętali i nie karmili nas mózgową sałatką na siłę.
  6. Może wykorzystasz to w jakimś newsie http://www.uniface.pl/Neurogra-dla-kandydatow-na-studia-a4873 Nie jest to przeciek o nowej grze R*, ale może być zabawnie. Pozdrawiam (wysyłam w tym temacie, bo skrzynka odbiorcza jest chyba zablokowana)
  7. asrudy

    "KONKURS - DOTA2"

    Gratuluję wyróżnienia. Kawał niezłej prozy. Twój tekst przypomnił mi moje boje z bratem o miejsce przy kompie. Te rozpoczynał wyścig ze szkoły do domu. Stare (nie)dobre czasy
  8. asrudy

    KONKURS - DOTA2

    Nieźle piszesz stary (a raczej młody), bo jak na 15 lat, to trochę za mało by tak się do Ciebie zwracać Strach pomyśleć jak będziesz władać słowem za kilka lat. Wiem, że wiek o niczym nie świadczy, ale tym większy mój podziw dla Ciebie. Gratuluję wyróżniania. Teks naprawdę dobry i przemyślany.
  9. asrudy

    KONKURS - DOTA2

    Zawsze wyznawałem zasadę, że najważniejszą rzeczą dla gracza jest komputer. To on stanowi centrum growego wszechświata. Im mocniejsza bestia tym łatwiej sprosta niewyobrażalnym wymaganiom, jakie przynoszą nowe gry. Idąc tym właśnie przekonaniem inwestowałem wszystkie moje oszczędności w ciągle to lepsze karty, procki i inne klocki do mojego reaktora. Jak nie trudno się domyślić cierpiały na tym peryferia? Nie przejmowałem się tym zbytnio, bo przecież najważniejsze, by gra odpalała. Do wszystkiego innego można się jakoś przyzwyczaić (nawet do klawiatury z chińskimi znaczkami). W końcu poczucie, że żaden Crysis mi nie fiknie jest bezcenne. Żyłem tak z tym przekonaniem do pewnego momentu. Nie pamiętam, w co wtedy grałem, ale była to na pewno jakaś sieciowa strzelanka. W ferworze walki, jaką rozgrywałem nie miało to zresztą żadnego znaczenia. Liczył się tylko cel: przynieść flagę z bazy wroga. Zadanie z pozoru proste, ale nie dla mnie. Musiałem przestrzegać kilku ważnych zasad: Dźwięk z głośnika może być mylący. Stara słuchawka z walkmana nie oddawała wiernie odgłosów z pola walki. Często huki wystrzałów i wybuchy ginęły w jęku i zgrzytach wywołanych spięciami na kablu. Dźwięk ? wczesny system ostrzegania, który nie raz powinien ocalić mi życie, zbyt często mnie zawodził. Nie mogłem na nim polegać. Obraz. 14? monitor też nie był moim sprzymierzeńcem. Rozdzielczość 640x480 skutecznie utrudniała orientację w terenie. Wszystko się ze sobą zlewało niczym matrix. Ciągi zielonych znaków tańczyły przed oczami przyprawiając o epilepsje. Nawet kolor się zgadzał, przez co miałem uczucie grania w noktowizorze. Niestety w przeciwieństwie do niego obraz był ciemny. Stara zużyta lampa w monitorze kineskopowym nie dawała już rady. Nauczyłem się jednak z tym żyć. Bardzo szybko rozróżniałem obiekty. Żołnierz ? jeden piksel, czołg ? dwa piksele. Przydatna umiejętność w świecie gdzie każdy piksel może Cię zabić. Mysz ? mały gryzoń, który pomaga zorientować się na mapie. Prowadzi celownik wprost na głowę przeciwnika. Ostatecznie wyzwala pocisk, który rozwiązuje wszystkie Twoje problemy. W sprawnych rękach staje się śmiercionośną bronią. Twój najlepszy przyjaciel w cyfrowym świecie. Umiejętnie używany potrafi zmienić wynik meczu. W moim przypadku jest jednak trochę inaczej. Mój szczur to dwukilowe bydle, które za sprawą wagi ciężko ruszyć z miejsca. Nie raz wyczerpany walką musiałem pomagać sobie drugą ręką, by przesunąć szkodnika, choć o milimetr. Sprawa byłaby prostsza gdyby poruszał się po podkładce. Niestety ze wszystkiego, co w nim ogromne, ogonek jest malutki. Kabel nie sięga blatu biurka, przez co jestem zmuszony trzymać go na kolanie. Zważywszy, że gryzoń jest ?na kulkę? by zwiększyć tarcie ubieram kalesony. Wolę nie myśleć ile wstydu przysporzył mi ten szkodnik. Nieźle musiałem się tłumaczyć, gdy zostałem nakryty siedząc wieczorem przy kompie, ubrany w gustowne kalesony, trzymając tego olbrzyma na udzie, posuwając go tam i z powrotem, wydając sapania i stęki z wysiłku. Od tamtej pory nie rozmawiam z mamą. Z wiadomych względów dziewczyny też nie mam? Poza tym myszy nic więcej nie brakuje. Nigdy mnie też nie zawiodła. Ba! Jest nawet lepsza od innych. Nawet tych drogich myszek za 20 złotych. Jako jedyna na świecie posiada ?wstrząsy?. Ale nie takie jak w padach. Te są prawdziwe ? elektryczne! To wszystko pewnie za sprawą wystających kabelków, które pojawiły się z czasem jej użytkowania. Bardzo się to przydaje przy wielogodzinnych sesjach kampienia. Taki wstrząs potrafi wyrwać z letargu. Czasami tylko można wystrzelić niechcący. Wracając jednak do rozgrywanego meczu. Mojej drużynie brakowało punktu do wgrania turnieju. Szanse malały z każdą sekundą. Z racji wybranego trybu zabici towarzysze nie wracali na pole walki. Mojego ostatniego kompana rozerwała mina. Zostałem sam. Wiedziałem, że pomimo dramatycznej sytuacji jest jeszcze nadzieja. Wróg nie spał, a czas uciekał. Na wzgórzu powiewała flaga ? przepustka do zwycięstwa. Niestety przeciwnik też o tym wiedział. Próbowałem wypatrzyć wrogie jednostki, lecz myszka wyposażona w jeden guzik uniemożliwiała zbliżenie. Cholerna mysz! Monitor też nie pomagał. Pomyślałem, że nie ma, na co czekać. Tak wojny nie wygram. Trzeba było działać. Rzuciłem się biegiem w stronę flagi. Czułem, że jestem obserwowany, mimo to biegłem dalej. Ryzyko się opłaciło. Chwilę później trzymałem flagę. Z trudem powstrzymywałem emocje. Wiedziałem, że to jeszcze nie koniec. Że jeszcze trzeba wrócić. Nagle spostrzegłem błysk ? Snajper! Pchnąłem muszkę z całych sił by się odwrócić do ucieczki. Ruch był jednak zbyt mały. Brak przycisku DPI dał o sobie znać. To nic. Granat dymny da mi więcej czasu do odwrotu. Zacząłem gładzić gryzonia po plecach w poszukiwaniu rolki. Tak najszybciej zmienię broń. I znowu zawód. Wystające kable przypomniały mi o tym. Nieważne. Spróbuję znowu się odwrócić. Szarpnąłem mocniej. Tym razem się udało, jednak okupione, to było strasznym bólem. Odłamki myszy wrzynały się w udo, a jej ciężar skutecznie tłumił chęć do działania. Z trudem mogłem biec dalej. Nagle spadło obok mnie coś małego, po czym straciłem orientację. Mała gumowa kulka. Część myszki, która porusza cały mechanizm. Rzuciłem się rozpaczliwe na podłogę by załadować ją z powrotem. Przez chwilę nie mogłem jej znaleźć. Obijałem się bezradnie próbując wymacać ją w ciemnościach. W końcu się udało. Gdy tylko odzyskałem kontrolę nad grą odwróciłem się gwałtownie by ocenić sytuację. Ostatnie, co zobaczyłem to błysk, a później nic. Przegrałem.
×
×
  • Create New...