Jump to content
  • entries
    91
  • comments
    512
  • views
    93,707

W cieniu nietoperza Vol. 11 - GOTHAM


Grimmash

804 views

 Share

W cieniu nietoperza Vol. 11 ? GOTHAM

Gotham3.jpg

Od, kiedy plany Bruno Hellera zaczęły kierować się w stronę mojego ulubionego świata w komiksach poczułem nieopisaną radość. Twórca dobrego serialu, Mentalista miał wielką szansę, żeby pójść śladem doskonałej serii animowanej z lat ?90. Czy tak się stało? Za wcześnie, żeby odpowiedzieć na to pytanie, ale jak się okazuje Gotham niekoniecznie musi być tak ciekawe bez całej galerii przestępców i zamaskowanego mściciela. Czemu? Bowiem nie każdy złoczyńca znany z komiksów zasługuje na określenie swoich początków w serialu, nie w komiksie, nie każdy czarny charakter, zanim stał się przeciwnikiem Batmana jest tak interesujący jakby się mogło wydawać, bo też nie ma tylu zdolnych, młodych aktorów, by ich z powodzeniem zagrać.

Twórcy z jednymi wątkami się spieszą, w innych przypadkach są zbyt dosłowni. Zdradzają imiona postaci bez skrępowania, odbierając przyjemność z oglądania fanom komiksów. Wiem, że próbują dotrzeć do szerszej publiczności i całe to marketingowe bla bla bla.... tak czy, inaczej wśród komiksów trudno o większą liczbę gotowych do oglądania fanów od Batmana, ale cóż komercja rządzi się bezlitosnymi prawami. Tak oto Edward Nygma od razu przedstawiony jest z imienia i nazwiska, jednakże prawdziwym przegięciem było przedstawienie przyszłej Poison Ivy jako Ivy ? przecież nazywa się Pamela Isley. Zdaje się, że na fajne easter-eggi nie ma co liczyć, no może poza Jokerem, którego przedstawiono lub nie w klubie należącym do nowej postaci w uniwersum, Fish Mooney. Małe przesłuchanie na scenie na pewno nie przedstawiło nam przyszłego księcia zbrodni, ale w dobrym stylu pokazało, że twórcy potrafią bawić się z widzami.

kdjsu2d73rnzva2ssivm.jpg

Odnośnie pośpiechu dotyczącego rozwoju postaci i wątków to numerem jeden jest Bruce Wayne. Ledwo zabito jego rodziców, a malec już bawi się w detektywa (opracowuje własną tablicę dobrze znaną z niemal każdego serialu policyjnego i dobrego filmu), testuje swoje lęki i ból wystawiając rękę nad palącą się świecę, staje na skraju dachu i teraz jeszcze chce nauczyć się walczyć od swojego Lokaja. Chłopak jest stanowczo za młody, by rozpocząć trening będący początkiem jego drogi jako herosa, więc co też scenarzyści sobie myślą? Marnują też talent odtwórcy roli, chłopak umie grać i wypada wiarygodnie w roli Bruce?a.

Mieszane uczucia mam wobec kilku postaci, które są regularnymi aktorami na scenie miasta. Pierwsza Fish Mooney czasem wydaje się pasować do tego świata, a czasem jest zwyczajnie przerysowaną karykaturą rodem z jakiejś kreskówki. Jada Pinkett Smith gra po prostu nie równo, a po części wina leży w scenariuszu. Drugi na mojej liście jest Edward Nygma, postać i aktor grający tę rolę mają wielki potencjał, który serial ciągle trwoni, scenarzyści muszę znaleźć lepszy sposób na wykorzystanie tej postaci. To, że pracuje w policji i ma kontakt z Gordonem i Bullockiem kupuję bez zastanowienia. Przeszkadza mi to, jak irytujący potrafi być, jego odzywki i dziwaczne zachowanie powinny mieć swoje granice i lepsze wyczucie. Trzeci na liście jest Alfred, gra go doświadczony i bardzo dobry aktor, Sean Pertwee (Equilibrium, Dog Soldiers). Problem nie tkwi w samej grze, tylko znowu w scenariuszu. Czasem stosuje adekwatną dyscyplinę wobec swojego podopiecznego, czasem pozwala mu wejść sobie na głowę ? zupełnie jakby postać rozpisana była intencjonalnie na chaotyczną. Nie widać po niej żadnego ciężaru śmierci Wayne?ów i brak jej konsekwencji.

cq5dam.web.1280.1280.png

Podobać się może, za to Ben McKenzie jako James Gordon, jedyny dobry gliniarz w mieście przeciw wszystkim, brzmi jak on. Owszem, na początku wypadał trochę sztywno, ale z czasem złapał odpowiedniego bakcyla i w parze z Donalem Logue (Blade) wypada świetnie. Między tymi dwoma jest chemia, ich charaktery uzupełniają się (rycerz w lśniącej zbroi, Gordon i brudny, skorumpowany oraz twardy i bezwzględny, Bullock). Postać Bullocka to jedna z lepszych w całej serii. Ani przez chwilę gra Logue?a nie wydała mi się sztuczna bądź nie na miejscu. Jakby był stworzony do gry Bullock, ta postać powinna być wykorzystywana częściej np. oby w nowej serii filmów po premierze BVS. Kolejny plus to Oswald Cobblepot, grający go Robin Taylor to czarny koń serialu i aktorskie objawienie. Jego osobliwe manieryzmy, słownictwo, głos składają się na niebywałe i godne postaci Pingwina aktorstwo. Odpowiednią prezencję na ekranie ma również Don Falcone, zresztą zgodnie z swoim statusem w świecie przestępczym. Relacja małego Bruce'a i Jima też nie jest zła. Podoba mi się pomysł, że to Gordon próbuje rozwiązać tajemnicę morderstwa jego rodziców. To jedno z lepszych założeń serialu. Największą niewiadomą nowego show pozostaje dla mnie postać Seliny Kyle, może się okazać największą zaletą lub wadą Gotham.

Formuła serialu jest prosta kolejne morderstwa w mieście powoli odsłaniają jego przyszłe mroki, przyszłych geniuszów zbrodni i przeciwników Batmana. Schemat rozwiązywania jednego morderstwa na odcinek jest kompletnie nieoryginalny, ale jak na policyjne show przystało rozwija większe i bardziej istotne wątki, takie, które rozwijają się aż do finałowego odcinka. Różnica jest taka, że serial o policjantach umieszczony został w fikcyjnym mieście, które wielu czytelników komiksowego pierwowzoru uwielbia. I tym głównym wątkiem jest morderstwo Wayne'ów. Trzeba więc stąpać ostrożnie, trzeba być wiernym temu światu i ponad wszystko prawdziwym wobec uniwersum. Inaczej fani obrazkowych historii wykonają wyrok na tym dziewiczym jeszcze dziele. Jak na razie sprawa jest otwarta.

GothamCharacters.jpg

A skoro o Gotham mowa to połączenie prawdziwych lokalizacji w Nowym Jorku z wygenerowanymi komputerowo miejskimi widokami miasta sprawdza się idealnie. Miejski pejzaż wielkiego jabłka jedynie wzbogacono o sztuczne, fikcyjne budynki. GCPD z celami obok stanowisk pracy detektywów nie jest zbyt wiarygodne, ale jakże zgodne z duchem komiksu, stawiającego przecież na głębię mrocznego klimatu, gdzie zbrodnia jest na wyciągnięcie ręki. Jeśli ktoś znajdzie się zbyt blisko ciemnej uliczki, jeśli wsadzi swoje cztery litery, choćby niechcący w jedno z takich miejsce może się to nie tylko dla niego źle skończyć. Cele na posterunku mają być tego przypomnieniem dla policjantów, to mi się podoba.

Morderstwo Wayne?ów w pierwszym odcinku wypadło najgorzej ze wszystkich znanych mi przedstawień tamtej sceny, ale ciągle pozwoliło na to by serial wkupił się w łaski widza, gdyż pierwszy odcinek oglądało się jak błyskawicę, bez zmrużenia oka w bezdechu. Wspaniały, acz krótki widok. Odcinki wciągają bez reszty takiego wielbiciela gacka jak ja. Dopiero po ostygnięciu emocji i obejrzeniu ostatniej sceny mogę spojrzeć na wszystko z perspektywy. Po 2-3 epizodach, pochłaniających bez reszty, zacząłem dostrzegać wyżej wymienione mankamenty, tak bardzo chciałem, by ten serial był wspaniały. Ciągle ma do tego potencjał, ale przyszła pora na parę słabych odcinków, mam tu na myśli głównie odcinek Spirit of the Goat. Koza? Serio?

Gotham-6.jpg

Siódmy odcinek był dla mnie wielkim wytchnieniem, bo już myślałem, że nie zobaczę jednoznacznie dobrego odcinka, który mnie czymś zaskoczy. Nie będę spoilerować, więc nie powiem czym zaskoczył, ale oj zaskoczył, zaskoczył. Takich odcinków Gotham potrzebuje więcej. Nowa seria dodająca swoje trzy grosze do kanonu ciągle popełnia rozmaite błędy (ich wymienienie zabrałoby stanowczo za dużo miejsca), jednakże ciągle pokazuje potencjał. Wykupione przez Fox 22 odcinki będą końcem czy początkiem, kolejnego po Arrow i The Flash serialu telewizyjnego z uniwersum DC? Największą bolączką produkcji poza kilkoma aktorami są scenarzyści, którzy teraz otrzymawszy odzew od fanów powinni naprawić to, co złe.

 Share

6 Comments


Recommended Comments

Ten serial jest tak płaski, że zasnąłem w połowie pilota, a dokończyłem go tylko dlatego, że tydzień później leżałem w szpitalu i skończyły mi się legalnie kupione filmy na blurejach. Niech spadają na drzewo z takim Gordonem, tylko Year One :v.

Link to comment

Nie mam pojęcia co niektórzy widzą w Gotham czy Arrow. "Telewizyjność" bije po oczach i moim zdaniem te seriale są po prostu średnie.

Link to comment

Mnie się podoba, jeśi będę chciał myśleć to poczytam książkę, telewizję nie ogląda się szukając dzieł wybitnych. Gotham ma to wszytko co mi się podoba: fajne cliffhangery, ciekawą, aczkolwiek przewidywalną akcję, ale przede wszystkim świetną obsadę; serio, kator grający Pingwna powinien dostać jakąś nagrodę.

Jako fan Batmana doceniam fakt, że pokazują po kolei ważne postacie uniwersum, cieszył mnie widok Ivy, lubię oglądać Nigmę, a Victor Zsasz, choć sprezentowany krótko, wywołał jak najlepsze wrażenie.. Do tego w tym serialu mam odczucie tego... brudu, tej korupcji, tego miasta molocha spętanego siecią wzajemnych koneksji i wielkich pieniędzy.

A Arrow bardziej mi się podobał, kiedy główny bohater zabijał, teraz robi się na świętego... Ale trudno, i tak nie jest tak źle...

  • Upvote 1
Link to comment

Po ostatnim odcinku jestem skłonny przychylać się ku prostej opinii - ten serial może być jeszcze lepszy, jeśli utrzyma swój rozwój to zostanie z widzami na dłużej niż 1 sezon.

Link to comment
Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...