Jump to content
Turambar

Kącik remontowo-budowlany i majsterkowanie

Recommended Posts

up

A poprawiłeś robotę po tych "fachowcach" czy nie :tongue: Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, to lepiej to zmień, bo w każdej chwili dach może Ci się na głowę zawalić - szczególnie w zimie, pod dużym ciężarem śniegu :wink: Ale jeśli oni zajmowali się zmianą pokrycie dachowego u kogoś innego kogo znasz, to lepiej przekaż mu/jej swoje obiekcje na ich temat, co by ostrzec innych przed nimi :smile:

Edited by Treser
Link to comment
Share on other sites

@UP

Pewnie, że poprawiłem. Samobójcą to ja nie jestem. najlepsze jest to, że mimo, iż wszyscy wiedzą, że ci dwaj to totalni chałturnicy, oni mają non-stop robotę, przez okrągły rok. Ludzi do remontów w mojej okolicy brakuje i stąd to się bierze. Żeby sobie np. docieplić dom + tynk strukturalny zrobić, to trzeba na rok wprzód firmę zamawiać...

Link to comment
Share on other sites

trzeba na rok wprzód firmę zamawiać

Że co :blink: No spotkałem się z miesięcznym wyprzedzaniem "zamawiania" fachowców, ale nie aż rok :wacko: No to niezły urodzaj firm masz w swojej okolicy :rolleyes: A może powodem takiego stanu rzeczy jest to, że jest za dużo osób, a za mało fachowców :tongue:

Link to comment
Share on other sites

@Treser

Firm to jest całkiem sporo i to nawet takich dużych, o "chałupnikach" nie wspominając, ale wiesz, akurat teraz w mojej okolicy jest straszny bum na remonty i modernizację swoich gospodarstw. Dopóki kasy z Unii nie było, to wszystko stało w miejscu, a teraz ludzie trochę lewej gotówki złapali (np. dopłaty) i robią, co im tylko fantazja podpowie :) W związku z tym wszyscy, którzy potrafią w miarę prosto kielnię i poziomicę trzymać są zawaleni robotą. No a co lepsi fachowcy to oczywiście zwiali do Belgii/Anglii :)

Link to comment
Share on other sites

Czyli że jak? 8zł za metr czy jak rolleyes.gif

Osiem złociszy za sztukę listwy o długości ponad dwóch metrów. Niestety muszę posiłkować się kupowaniem listewek itp, gdyż moje umiejętności związane z obróbka drewna są wątpliwe. A co ładnie wygląda, niekoniecznie musi być praktyczne.

Link to comment
Share on other sites

To my na FA mamy i taki dział? No to muszę się pochwalić moją skromną układanką z puzzili - jutro wstawie zdjęcie wyremontowania podłogi w łazience po kuciu =]

Z 2 płytek podłogowych uzupełnić brak 3 to tylko taki sknera jak ja umie. Szkoda tylko że jak je ciłąem to zapomniałem że warto to robić na klatce schodowej a nie w łazience. Efekt jest taki, że od 2 dni zmywam pył i nadal się go nie mogę pozbyć :huh:

Link to comment
Share on other sites

To my na FA mamy i taki dział?

A mamy, mamy. Fortecą rządzi 3 muszkieterów, ale nabór szeregowców nadal trwa i są bardzo mile widziani :D

Gdy ja układałem glazurę w łazience, też ciąłem płytki kątówką, ale że układałem je w środku zimy - okno i drzwi do kuchni były szczelnie zamknięte. Efekt - po przycięciu kilku płytek ciężko było znaleźć drzwi wyjściowe (łazienka ma 2x3m), żeby się stamtąd ewakuować przed całkowitym uduszeniem. To rozpylone dziadostwo potrafiło wleźć nawet pod dość szczelna maskę przeciwpyłową :( No ale nie było innego wyjścia, bo moja przycinarka do płytek (ręczna, z diamentem) nadawała się tylko do wywalenia za okno. Cięła z dokładnością do pół centymetra :)

Link to comment
Share on other sites

Ja tam ręczną szlifierka a aby nie poniszczyć za bardzo to zabawa taśmą malarską aby określić granicę. Szło mi całkiem całkiem ale miałem ten sam problem - absolutny brak oddechu po 1 płytce a pyłu tyle, że jak wspominałem nadal mi wychodzi uszami :dry:

Link to comment
Share on other sites

Niep, to, co pokazałeś, to jest ręczna przecinarka do glazury, a nam chodziło o zwykłą szlifierkę kątową, zwaną właśnie w moich okolicach potocznie kątówką z tarczą diamentową do cięcia właśnie materiałów takich jak glazura, terakota, beton, kamień itp.

A takowe ręczne przecinarki są dokładne, jeśli się za nie dość dobrze zapłaci, bo tani badziew, jaki pożyczyłem od kumpla, to się tylko na zezłomowanie nadawał...

Link to comment
Share on other sites

Nie no tą co razem z ojcem używaliśmy jest bardzo dobra - ojciec ma ją już od dawna, i nie jedną łazienkę przy jej użyciu "położył" :smile: A tak w ogóle to żadnych badziewnych narzędzi nie opłaca się kupować, bo i tak za jakiś czas okaże się, że opłacałoby się zapłacić więcej, ale mieć maszynę, która będzie służyć dłużej. :wink:

Link to comment
Share on other sites

No i znów Forteca upada :sad:

Ja miałem dziś "przyjemność" umycia szyb w moim nowym domku ^^ Było tego parę sztuk, ale ich poziom zabrudzenia był niemały :rolleyes: Wszystkie prace, które były wykonywane w domu były robione przy niezabezpieczonych (nie zakrytych) oknach, przez co można był na nich znaleźć wapno używane podczas bielenia ścian, a poza tym całe mnóstwo

odchodów

muszych, a pozbycie się tego "osadu" z parapetów/okien do najłatwiejszych rzeczy nie należy :confused: Było przy tym troszkę roboty, ale trzeba to było zrobić, bo inaczej ten cały brud przysechłby do okien a późniejsza próba pozbycia się go z tych powierzchni z całą pewnością nie byłby prostszy..

Link to comment
Share on other sites

Mycie jakichkolwiek powierzchni po pracach remontowo-budowlanych to istna udręka. Dlatego wolę zawsze rozłożyć folię malarską czy chociażby jakieś gazety/kartony. Kiedyś na balkonie tego nie zrobiłem, gdyż zlekceważyłem nieco możliwości farby emulsyjnej. Fakt na gładkiej powierzchni farba powinna zejść bez problemu. Płytki miały jednak szorstką powierzchnię i tak łatwo nie było. A lepiej byłoby położyć folię, ściągnąć po malowaniu ścian. No dobra, ale raz mogłem się pomęczyć. Przynajmniej nigdy więcej mnie nie kusiło powtórzyć malowania bez zabezpieczenia. ;)

Link to comment
Share on other sites

Do malowania też używam folii malarskiej, lecz jest wiele innych prac, do których jednak folii takowej nie stosowałem (położenie boazerii, podłogi).. A tak biorąc do porównania dwie rzeczy: wykonanie prac remontowych vs posprzątanie po nich, to chyba wszyscy wiemy jaki jest wynik tego spotkania ^^

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście, że sprzątanie po wszelakiej maści pracach to czysta poezja. Ja najczęściej sprzątam po szpachlowaniu/wypełnianiu ubytków w płycie g/k. Pół biedy, gdy remontowane/odnawiane pomieszczenie jest pozbawione jakiejkolwiek bytności mebli, bo jeśli się to robi z mebelkami zestawionymi np na środek, to jak bardzo byś się nie starał i czym tego nie przykrył, ten dziadowski pył po tarciu cekolu zawsze wlezie i później mebelki zmieniają kolor :D Mycie glazury/terakoty po fugowaniu tez jest fajne. Jak się to zrobi w miarę szybko (tak ze 2-3h po zafugowaniu, jak fuga już dość dobrze stwardnieje) i fugując zbytnio płytek nie upapra, to luz, ale po 2-3 dniach to istna masakra...

Generalnie, jeśli chodzi o szyby, to wyobraźcie sobie, że wszelakiej maści środki (wszelkie "psikacze") do ich mycia maja tez inne, fajne zastosowanie. Usuwają świetnie owady rozbite na masce samochodu/zderzaku. Są oczywiście do kupienia odpowiednie środki to tej roboty, ale płyny do mycia okien robią to tez zupełnie dobrze :) A są kilka razy tańsze.

Link to comment
Share on other sites

Usuwają świetnie owady rozbite na masce samochodu/zderzaku

O tak.. Rzekłbym: święta prawda. Do wymienionych przez Ciebie czynności płyn do mycia okien nadaje się nawet bardziej niż te "specjalistyczne" środki do tego przeznaczone ^^ Sam to stosuje od dawien dawna i nie mam zamiaru zmieniać tego co dobre :smile: Gdyby działanie tych "specjalistycznych" środków było tyle razy większe od płynu do mycia okien co ich cena do ceny płynu to można by się było zastanawiać nad ich kupnem.. Ale tak jak jest teraz to nie ma co gadać :rolleyes:

Link to comment
Share on other sites

Skoro sprzątanie to taka udręka...A może znacie bardziej frustrującą,niewdzięczną,znienawidzoną przez was czynność/pracę związaną z budowlanką,która wzbudzała w was nawet agresję?

Bo moje" ulubione" zajęcie to docieplanie wełną :wallbash: (przy ponad 30 stopniach w starym wiejskim domku gdzie na stopie jest jeszcze glina(!))-katastrofa,nie życzę nikomu.

Link to comment
Share on other sites

Hmmm <sięga pamięcią w odległe czasy>.... Nie bardzo.. Nie miałem takiej czynności która by wzbudziła we mnie agresję :rolleyes: Co to to nie.. Jak już przystępuję do pracy to jest to raczej praca przydatna dla mnie i mojej rodziny i wiem, że robię to dla "swojego dobra".. Także prac, które wzbudziły agresję/niemiłe uczucia nie pamiętam :tongue:

Link to comment
Share on other sites

Ja mam taką. Chociaż początkowo była mi obojętna. Z czasem jednak znienawidziłem tapetowanie ścian. W pewnym okresie dosyć często wykonywałem tą czynność, przez co znudziła mi się. Przycinanie, mierzenie, wycinanie, smarowanie, wygładzanie. Eh, na samą myśl robi mi się niedobrze. :P Nie ma to jak malowanie. Łatwo, szybko i wygodnie.

Link to comment
Share on other sites

Tapetowanie, jak tapetowanie. Nieco nudnawe, ale bezproblemowe. Miałem kiedyś "przyjemność" zdzierać tapetę wykonaną z jakiegoś gumopodobnego materiału... Masakra! Wody to dziadostwo praktycznie nie przepuszczało (w ogóle żadne płyny nie chciały tego ruszyć), przez bo musiałem zdzierać to "na sucho". Ale mnie łapy po tym bolały. Pół dnia mi to zajęło.

Dlatego od tamtej pory (a tu już ładnych parę lat minęło) wszystkim mówię, by nawet nie próbowali tapetować, tylko malowali. O wiele przyjemniejsze i bardziej satysfakcjonujące.

Link to comment
Share on other sites

Malowanie fajna rzecz. Tylko, że do tego trzeba mieć ściany. U mnie raczej odpada, bo w niektórych miejscach pojawiają się pęknięcia. Nawet siatka pod gips nie pomogła. A przygotować ściany tak łatwo też nie jest. Gipsowanie, później szlifowanie na "pupkę niemowlęcia". :D No, ale z drugiej strony czego się nie robi dla dobrego efektu.

Link to comment
Share on other sites

Jest też coś takiego, jak szlifowanie "na mokro" (nie pamiętam fachowej nazwy). Bardzo fajna sprawa, bo po takiej akcji odpada kilkugodzinne sprzątanie i poprawki sprzątania przez następne dwa tygodnie (bo gips wyłazi z każdego zakamarka...).

Kurde, jak żeś początkowo napisał, że nie masz ścian do malowania, to żem myślał, że masz ściany ze szkła, albo coś takiego :].

Link to comment
Share on other sites

Ja, podobnie jak Stillborn, dostałem kiedyś białej gorączki przy zdzieraniu tapet ze ścian. Odnawiałem kumplowi chatę no i w pokoju jego siostry była tapeta. Po bliższych oględzinach okazało się, że na ścianach są jej 4 warstwy i trzymają się jak przyspawane... Pokoik o wymiarach 3x3 pozbawialiśmy tapety we dwóch od rana do późnej nocy, bo całą tę dziadowską tapetę trzeba było oddzierać po kawałeczku szpachelką... Masakra. Na szczęście moja żona nie jest zwolennikiem tego cudu techniki i mamy cały dom ładnie pomalowany :D

Link to comment
Share on other sites

A żeś Seeker2 mi teraz przypomniał, co działo się u mnie w salonie. Tam miałem trzy warstwy tapet, z czego ta pierwsza, to był PRLowski relikt, wykonany z tego gumopodobnego materiału... Oczywiście, przeżywałem horror ze zdzieraniem tego dziadostwa. Na szczęście, zaprzęgłem do tego całą familię, więc zajęło nam to tylko 3 godziny. Ale ile nerwów było :].

Link to comment
Share on other sites

No to panowie wkroczyliście na ścieżkę, której nie znam :/ Malowanie i tapetowanie to dział zupełnie mi obcy (jak na razie).. Już wkrótce się to zmieni, bo jak będę się z rodzinką wprowadzał do nowego domku, to trzeba będzie jakoś zadbać o ściany ^^ Ojciec mówi, że na początku najlepszy kolor to kolor biały.. Co Wy o tym sądzicie?

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...