Jump to content
Turambar

Kącik remontowo-budowlany i majsterkowanie

Recommended Posts

:biggrin:

up

No muszę Cie przyznać, że ten pomysł z wytwarzaniem spławików bardzo mi się spodobał :wink: Ja sam ryb nie łowię, ale za to moi dwaj kuzyni (bracia) już tak.. Jeżdżą sobie na weekendach nad rzeczkę i bardzo miło spędzają dzień ^^ Wracając do swojego domu czasami (jak dużo rybek uda im się złowić), wstępują do nas i dzielą się swoimi zdobyczami :smile: Może jak uda mi się wytworzyć jakiś spławik wg Twojego "przepisu" i zaproponuję moim kuzynom takie rozwiązania połowu rybek :happy: Ciekawe czy im się to spodoba..

Ja za to mogę się pochwalić tym, że zrobiłem dziś razem z bratem i ojcem totalny porządek z drewnem na zimę.. Wszystko zostało przez nas ścięte na pile, porąbane, zwiezione i ułożone pod balkonem :biggrin: Następnie trzeba było zrobić porządek z trocinami (a trochę tego było).. Ale już wszystko zrobione, można by rzec: sukces ^^ Drewna z całą pewnością nie zabraknie, porządek koło domu jest zachowany.. Jestem troszkę tą robotą zmęczony, ale najważniejsze, że została wykonana :tongue:

Link to comment
Share on other sites

Ja z drewnem na zimowe palenie mam już spokój od miesiąca. nawoziłem piwnicę do pełna, więc na jakieś 4 do 5 miesięcy mi wystarczyć powinno. Jak przyjdzie sroga zima, to nie muszę nawet nosa z domu wyściubiać. Zaleta dużej piwnicy :)

Jeszcze w kwestii formalnej "trzech muszkieterów". Musimy się jakoś imionami podzielić. Który będzie Portosem, który Atosem, a który Aramisem :) Propozycje, sugestie, wyzwiska ? :]

Link to comment
Share on other sites

Jeszcze w kwestii formalnej "trzech muszkieterów". Musimy się jakoś imionami podzielić. Który będzie Portosem, który Atosem, a który Aramisem Propozycje, sugestie, wyzwiska ? :]

Nie byłbym sobą, gdybym nie upomniał o nie zjeżdżanie z tematu. Czyli upominam o nieofftopowanie :].

Tak gwoli mojej ciekawości, to zajmujesz się wyrabianiem jeszcze czegoś oprócz noży (z opisu, to mi raczej na maczety wygląda :]) i spławików? Ja się niestety takimi rzeczami pochwalić nie mogę. Jako rodowity mieszczuch (blokowy na dodatek :[), nie mam nawet własnego warsztatu. A w mieszkaniu mogę sobie pozwolić co najwyżej na okazjonalny remont. Aha, zdaje mi się, że obiecałem pochwalić się moim pierwszy "kółkiem" z regipsu. Oto i on:

schowek01u.th.jpg

Nie powiem, żebym był z tego w 100% zadowolony, ale się w końcu wtedy dopiero uczyłem :].

Link to comment
Share on other sites

Nie byłbym sobą, gdybym nie upomniał o nie zjeżdżanie z tematu. Czyli upominam o nieofftopowanie :].

No i masz. Stillborn na mnie nakrzyczał... :( Mi nie chodziło o offtop, ale o zmianę ksyw. Czyli nici z zostania szlachetnym muszkieterem... buuuuu...

Co do moich "produkcyjnych" umiejętności, to potrafię w bardzo krótkim czasie z ogólnie mi dostępnych materiałów wyprodukować łuk i strzały z grotami zwykłymi i zapalającymi :) Strzały zwykłe to jest bardzo prosta sprawa. Trochę metalu na grot, jakieś piórka na lotki i już strzała zrobiona. Siła przebicia - z jakichś 25-30 metrów grot przechodzi na wylot przez deskę o grubości 1,5 cm... Gorszą sprawą było zrobienie strzały zapalającej, tzn znalezienie materiału, który po wystrzeleniu by nie gasł. Pow wielu dniach "laboratoryjnych testów" znalazłem. Wyobraźcie sobie, że jest on też ogólnie dostępny. Jest to po prostu wysuszona kora brzozowa owinięta naokoło strzały.

Ale wiesz, Still, ja całe dzieciństwo spędziłem mieszkając na skraju, lub nawet przez 10 lat centralnie w lesie. Czasu było dużo, to i różne kanarki się we łbie lęgły :)

Link to comment
Share on other sites

@Seeker2

To Ci zazdroszczę, bo moim marzeniem jest mieszkać w domu na skraju lasu...

Natomiast co do strzał, to pamiętam, jak byłem łebkiem (taaa... całe wieki temu :]) to też strzały robiłem. Z patyków :]. Tak jak i łuki. Niektóre sztuki strzelały aż na 15 m! I to w miarę prosto :].

przechodzi na wylot przez deskę o grubości 1,5 cm...

Szok normalnie. Taka siła przebicia. Średniowieczne i renesansowe rycerstwo drżało by z trwogi :].

Dobra, starczy mi już kompa. Idę w tv pokukać.

Link to comment
Share on other sites

przechodzi na wylot przez deskę o grubości 1,5 cm...

Szok normalnie. Taka siła przebicia. Średniowieczne i renesansowe rycerstwo drżało by z trwogi :].

Dobra, starczy mi już kompa. Idę w tv pokukać.

Po pierwsze:

grot przechodzi na wylot przez deskę o grubości 1,5 cm...

a nie cała strzała. Jeśli wyprofilujesz go w odpowiedni sposób (nie tak, żeby zadawał maksymalne obrażenia - o co chodziło rycerstwu, ale tak, aby miał jak największą siłę przebicia) , wejdzie w deskę równie łatwo co cienki gwóźdź. Po drugie- w średniowieczu nikt do wyrobu łuków nie wykorzystywał pręta z włókna szklanego i stalowej linki zamiast cięciwy :) :)

A w ogóle JAK MOŻNA ODEJŚĆ OD KOMPA NA RZECZ TV-PUDŁA!!! No czysta herezja!

BTW, Twoje "kółko" wygląda całkiem przyzwoicie. Wielu znanych mi "fachowców" na pewno by go nie zrobiło. Przynajmniej nie na tyle okrągłe, co Twoje :)

Edited by Seeker2
Link to comment
Share on other sites

O żesz kurczę, pozwoliłem sobie zagrać na kompie, a tu temat zakwitnął :tongue:

Po pierwsze primo ( :biggrin: ):

Still - to Twoje kółko wygląda bardzo przyzwoicie, tym bardziej, że to pierwsze Twoje dzieło tego typu :wink: Ale zdrada PC na rzecz TV jest niewybaczalna! :tongue:

Po drugie primo ( :biggrin: ):

Zauważyłem, że rozpoczęliście rozmowę na temat strzał.. No cóż - zdarzyło mi się w dzieciństwie wytwarzać takowe rzeczy (wraz z łukiem), ale były to tylko i wyłącznie przedmioty zabawy, więc kwestia precyzji jest niepodważalna :laugh:

Po trzecie primo ( :biggrin: )

Seeker - to Ty żeś zajmował się opracowywaniem strzał zapalających? Na co Ci takie rodzaje strzał :ohmy: Wiem, że z braku roboty można różne rzeczy robić, ale bez przesady :tongue: Czy zechciałeś może zapalić pobliską plebanię czy co :tongue:

Ja nigdy nie miałem okazji być na prawdziwej strzelnicy i postrzelać sobie z prawdziwego łuku :rolleyes: Ale może kiedyś, jak mnie własne dzieci namówią... :tongue:

Link to comment
Share on other sites

@Seeker2

Z włókna szklanego? To ciekawe. Miałeś jakieś "pręty" z tego materiału? Czy może czyjeś luksusowe auto zniknęło i na strzały zostało przerobione :]? Tak się z ciekawości zapytam, skoro już piszesz, że zajmowałeś się, tudzież nadal zajmujesz, wyrobem strzał:

Wytwarzałeś też inny oręż? I nie pytam o noże, o których już wspomniałeś wcześniej.

Link to comment
Share on other sites

@Stillborn

W czasach, gdy robiłem łuki luksusowym samochodem był Polonez :) A jego z włókna szklanego nie robili :) Skąd brałem te pręty. Jak pewnie wiesz, rolnicy do pasienia krówek wykorzystują elektryczne pastuchy. No a drut, w którym płynie prąd mocuje się na kołkach. Teraz są one robione z tworzywa sztucznego, ale w latach 90-tych były one wykonane właśnie z włókna szklanego. Takie czerwonawe pręty gdzieś tak 1,3m długości. No i to właśnie z nich robiłem łuki. Występowały w dwóch grubościach. Cieńsze były świetne, ale dopiero te grubsze dawały dla łuku prawdziwy power! Co prawda trzeba było sporo siły, żeby ten łuk naciągnąć, ale przebicie miał niesamowite. Nośność zresztą też. A strzały to robiłem, niestety, z braku jakichś sensownych materiałów, z leszczynowych, prostych (w miarę) cienkich kijków i gęsich/kurzych lotek (piór). Niestety, nie były one idealnie proste i podobnie jak u Tresera celność pozostawiała wiele do życzenia. Ale jak się trochę poćwiczyło - sprzęt dawał radę :)

Co do wytwarzania innego oręża, to niestety, na razie nic nie stworzyłem, ale mam na wiosnę ambitny plan - wykonanie katany. Aha, kiedyś z kumplem zaczęliśmy robić też kolczuge, ale nigdy jej nie skończyliśmy. Na szczęście wzór, w jaki trzeba wygiąć poszczególne oczka, żeby się cała kolczuga ładnie składała, gdzieś ciągle mam.

@Treser

Na co mi strzały zapalające? Ano tylko po to, żeby udowodnić sobie, że potrafię coś takiego zrobić :) Gdybym nie bał się ojcu naboi od dubeltówki podwędzać, to pewnie i eksplodujące by powstały :chytry: Wiesz, w tamtych czasach komputerów nie było, w telewizji miałem dwa programy oglądane w czarno-białym telewizorze, więc jak już wcześniej pisałem, człowiek się nudził, łaził całymi dniami po lesie i mu się różniaste kanarki we łbie lęgły :) Moje "twórcze" pomysły zaowocowały raz zapaleniem suchej trawy na łące... Na szczęście sam ją ugasiłem.

Link to comment
Share on other sites

A myślałem że tylko ja miałem takie dziwne pomysły z zapaleniem suchej trawy na łące :laugh: Jak widać, nie jest ze mną aż tak źle :tongue: W moim przypadku ogień się bardzo szybko rozprzestrzenił i miałem niemałe problemy z zagaszeniem ognia :rolleyes: Ale na szczęście udało się go ugasić bez wzywania straży pożarnej :biggrin: Ale z tymi Twoimi pomysłami Seeker, to aż strach mieszkać w Twojej okolicy :tongue: A tak w ogóle, to masz jakieś gospodarstwo rolne, czy nic podobnego :rolleyes:

Link to comment
Share on other sites

Ale z tymi Twoimi pomysłami Seeker, to aż strach mieszkać w Twojej okolicy :tongue: A tak w ogóle, to masz jakieś gospodarstwo rolne, czy nic podobnego :rolleyes:

No coś Ty! Zapraszam w odwiedziny/na wczasy :chytry: Pobawimy się w indian i takie tam :chytry: Wiesz, mimo tego, jak to stwierdził Stillborn, że jestem już stary, w dalszym ciągu miewam dość często różne pogniecione pomysły i w większości przypadków są realizowane :) Co do gospodarstwa, to ja mam malutkie, bo ledwie 4 ha, ale plus 12 ha mojej żony to już się robi całkiem sporo. Ale my tego nie uprawiamy, oddaliśmy wszystko w dzierżawę i tylko dopłaty kasujemy :] Zastanawiam się ostatnio, co by można z tą ziemią zrobić inteligentnego, żeby zaczęła jakieś wymierne dochody przynosić, bo ze sprzedaży płodów rolnych, to sam wiesz... Masz jakiś pomysł na biznes?

Aha, jeszcze coś odnośnie wytwarzania przeze mnie broni. Zapomniałem o jednym detalu. Kiedyś razem z braciakiem robiliśmy jeszcze takie cóś na wzór pistoletu skałkowego. Zaspawana z jednej strony rurka, którą nabijało się siarką z zapałek, potem tylko przybitka z papieru, śrócik, znowu przybitka i w pewien sposób się to odpalało. I miało się gładkolufowy pistolet. Eh, stare, dobre czasy, kiedy nawet we własnym sadzie na świniach człowiek jeździł :)

@EDIT

Zapomniałem jeszcze o mojej jednej "inteligentnej" umiejętności. Potrafię zrobić petardę o dość dużej mocy z pudełka po zapałkach, taśmy klejącej, saletry do mięsa i cukru :) Te petardy produkowałem zawsze w podstawówce na dzień wagarowicza. Przestałem, gdy jeden koleś nie zdążył jej z ręki w porę wyrzucić i o mało mu paluchów nie oberwało... :( No bo niestety brakowało w nich zapalnika czasowego. Na wyrzucenie po odpaleniu była gdzieś 1 sekunda, może trochę mniej :)

Edited by Seeker2
Link to comment
Share on other sites

Seeker

Odwiedziny powiadasz? Nie dziękuję, życie jest mi jeszcze miłe :tongue:

Widzę, że z Ciebie wielki eksperymentator i odkrywca.. Powinieneś te swoje pomysły opatentować :wink: Spławik, strzały i łuk, wielofunkcyjny nóż, petardy - całkiem przydatne rzeczy ^^

Odnośnie pomysłu na biznes: niektórzy z moich sąsiadów mają sporych wymiarów pole, a kasiorę biorą za to, że jest ono skoszone w danym terminie.. A znam też gościa, który na terenie swojej posesji (a konkretniej to w jego lesie) nagrał dźwięki pewnego rzadko występującego ptaka - i za to, że ten ptak jest na jego terenie on bierze kasiorę :smile: Oczywiście był ktoś z ARiMR'u i potwierdził obecność tego ptaka - i od tego czasu bierze sobie kasiorkę za to, że ten ptak żyje sobie w jego lesie :wink: Świetny biznes - nic nie robisz, a kasiora jest ^^

Link to comment
Share on other sites

@Seeker2

Katana? To się na bardzo poważny projekt porywasz. Z tego co czytałem, to skomplikowany i długotrwały proces. Chyba, że piszesz w tej chwili o czymś, co z grubsza będzie miecz samurajski przypominać i będzie li tylko kawałkiem "blachy"... Ale powiem szczerze, że bardzo mnie to zainteresowało. Dość niecodzienny to pomysł. Choć z drugiej strony, to słyszałem, że mamy w Polsce jednego gościa, który zawodowo niejako zajmuje się wytwarzaniem katan. Podobno nawet pobierał odpowiednie nauki w Japonii. Może zrobisz mu konkurencje :]?

Link to comment
Share on other sites

Łoho, aż miło popatrzeć na rozbudowującą się Twierdzę!

Zastanawiam się ostatnio, co by można z tą ziemią zrobić inteligentnego, żeby zaczęła jakieś wymierne dochody przynosić, bo ze sprzedaży płodów rolnych, to sam wiesz... Masz jakiś pomysł na biznes?

Ja mam: McDonalda postawić i trzepać kasiorę! :P

Wcześniej pojawił się temat własnych narzędzi i tutaj z pewną dozą wstydu muszę przyznać, że poza scyzorykiem nie dysponuję chyba innymi. :) Wszystko, co potrzebne, pożyczam na czas nieokreślony od rodziciela, dziadka, w skrajnych przypadkach (wymienieni panowie mają praktycznie wszystko) zwracam się do kumpli/sąsiadów/kumpli sąsiadów. Nawiązując do kładzenia instalacji elektrycznych, zdobyłem w tym fachu całkiem niezłe doświadczenie, jako że mój ojciec zajmuje się tym od czasu do czasu po godzinach - ma papiery, ale na co dzień pracuje w bardzo innej branży. Na początku zostałem mistrzem kucia bruzd (szczególnie w blokach typu płyta: pilnik, stara poziomnica i bruzdy powstają niemal same!), potem właściwie jechaliśmy już na dwa pokoje naraz, bo też większej filozofii w tym wszystkim nie ma - oby się tylko nie pomylić przy kablach. Nie jest to jakaś strasznie uciążliwa robota, pod warunkiem, że w mieszkaniu/domu panują warunki do takiej roboty. Mam na myśli ludzi, którzy wyniosą 3 krzesła i uważają, że skakanie po stołach i drabinach w celu ominięcia pozostałych mebli to coś, co monterzy instalacji lubią najbardziej.

W kwestii stolarki, szału nima. Jasna sprawa, że zbuduję karmnik albo inne nieskomplikowane przedmioty, obsłużę cyrkularkę, młotek i gwoździe (!), różnego rodzaju piły tudzież wkrętarki, acz porywać się na coś ambitnego bez pomocy nie mam zamiaru.

Mieliście w dzieciństwie takie rozpaczliwe pragnienie wbijania gwoździ? Ja uwielbiałem montować prowizoryczne drabiny z jak największą ilością szczebli (więcej szczebli = więcej gwoździ!) i całe szczęście, że dziadkowie mieli gospodarstwo, bo się moje twory wykorzystywało do zbierania owoców tudzież jako atrakcje dla zwierzątek (kurki mogły sobie wchodzić przez okno do kurnika itp.). ;]

Link to comment
Share on other sites

@POLI

Oj tak, miałem szał z gwoździami i młotkiem. Tylko że zawsze w okolicy musiało być gniazdko lub inna "złodziejka"... Raz, to się o mało tragicznie dla mnie nie skończyło...

Ale wracając do tematu:

Pamiętam, że kiedyś tato nawet miał swój "warsztat" (w garażu rupieciarni :]). Oj, dawno to było. I często nie tyle, co mnie tam zabierał, co sam się pchałem. Właśnie po to, żeby w coś młotkiem postukać. Pamiętam, że wtedy nawet za spawarkę chwyciłem. Żeśmy z tatą (tatem?) składali Żuka, którego części ze szrotów nazwoził :]. Parę tygodni niewytężonej, wręcz relaksującej pracy i voil?! Autko jak nowe. Serio, tak odpicowane, że aż żal było sprzedawać :]. Te fabryczne, to się mogły chować przy nim.

Pamiętam też, że to było pierwsze auto, które sam prowadziłem. Z całkiem niezłym skutkiem, jeśli się nie liczy zdewastowanego znaku drogowego :].

Link to comment
Share on other sites

@Stillborn

Nie no, mam zamiar wykonać powiedzmy coś, co ma wyglądać jak katana. Mam solidny kawałek dobrej stali i z niej zamierzam wykuć klingę. No ale jasne jest, że nie będę jej skuwał z kilkudziesięciu warstw, jak to się robi w oryginale :) Z tego, co czytałem najlepsze, stare miecze były skuwane nawet z 300 warstw metalu... Podejrzewam, że nawet mój zaprzyjaźniony kowal, który użyczy mi paleniska i narzędzi, nie był by w stanie tego zrobić. A jest naprawdę świetnym fachowcem w swojej branży. Tak więc ma to być miecz "katanopodobny", wykonany w odpowiedniej proporcji i odpowiednio naostrzony, bo nie interesuje mnie, jak to subtelnie ująłeś, zrobienie miecza "z kawałka blachy" :) Na pewno trochę potrwa wykonanie rękojeści i reszty wykończenia, ale jak na razie materiał na klingę już mam i mam też mocne postanowienie wykonania tej katany skoro wiosny, jak tylko w robocie będę miał trochę większy luz. A stali jestem pewny, bo zrobiłem już z niej kilka noży i nawet otwieranie konserw (czyli jak by nie było - cięcie blachy) nie tępi zbytnio ostrza.

Ja mam: McDonalda postawić i trzepać kasiorę! :P

A nie lepiej sprzedawać kebaby? :)

Link to comment
Share on other sites

Kebaby to lepiej jeść! =]

W kwestii zabawy z bronią, jasna sprawą jest, że od kiedy zostałem fanem SW (szmat czasu), pragnę zbudować miecz świetlny. ;] Wg naukowców nie da się tego zrobić przy obecnej technologii, ale na swym koncie mam kilka udanych rękojeści (jedna bez obudowy, z mnóstwem kabelków i innego stuffu, druga na wzór Vaderowej, z kawałka rurki do budowania poręczy i specjalnie utoczonym ściętym "emiterem klingi"). Ta druga chyba najbardziej przypominała filmowy gadżet, ale - mimo miliona pomysłów - nigdy jej nie ukończyłem. Brakuje przycisków, karbowanego uchwytu, imitacji mechanizmów wewnątrz. Chyba się wezmę za ukończenie mego dzieła, oczywiście pod warunkiem, że je znajdę. ;]

Link to comment
Share on other sites

Chłopaki, mam pytanko. Już kilka razy padała tu nazwa "cyrkularka". Możecie mi wyjaśnić co to za urządzenie, bo nigdy się jeszcze z taka nazwą nie spotkałem. Tzn, opiszcie mi to urządzenie, bo podejrzewam, że wiem o co kaman, ale w mojej okolicy to się pewnie zupełnie inaczej nazywa. Wnioskuję po tym, że służy do cięcia drewna.

Link to comment
Share on other sites

U nas, tzn. u taty w stolarni to się nazywa po prostu tarczówka, piła tarczowa. Jestem pewien że się z tym spotkałeś. Co do majsterkowania - o wiele bardziej wolę prace przy kompie lub samochodzie niźli takie stolarskie/rowokoparskie :P

Link to comment
Share on other sites

@Gumi5

Jeśli cyfry na Twoim profilu nie kłamią, masz jeszcze czas aby docenić uroki rzeczy i umiejętności, o których mowa w tym temacie :) Ja generalnie przy samochodzie potrafię tez nieźle pomajsterkować (jak się jeździ autem, które ma 13 lat to konieczna konieczność :) ), ale jednak wolę zabawy w budowlance. Tu się mniej denerwuję, gdy mi się gwint urwie ;)

Link to comment
Share on other sites

Seeker - to będzie coś TAKIEGO. Po obrazku chyba widać co ona robi, co nie :tongue: Mój ojciec po dłuższym pobycie w Niemczech przyzwyczaił się do nazwy krajzega, ale ja tam wolę nazwę cyrkularka.. Ale skoro takiej nazwy nie znałeś, a wiesz już jak wygląda ta maszyna, to jak ona nazywa się w Twoich rejonach? Edited by Treser
Link to comment
Share on other sites

No i dokładnie to miałem na myśli. W mojej okolicy na takie cóś tez się mówi krajzega, a z tą cyrkularką toście pojechali... :)

@Edit

Ale ten nasz temat staje się popularny. Lookam i co widzę? 5 gości... No i coraz więcej forumowiczów się tu pojawia. Polipa nie liczę, bo jak mu się palca w oko nie wsadzi, to on nie zajrzy :) :)

Edited by Seeker2
Link to comment
Share on other sites

A tam od razu pojechaliśmy :tongue: No prawda jest taka, że cyrkularka to nazwa polska, a krajzega wywodzi się z języka niemieckiego.. Ale co tam, ważne się zrozumieliśmy ^^

Odnośnie popularności tematu: to chyba dobrze :biggrin: A pamiętasz jak Still poprosił o nieofftopowanie (trzech muszkieterów) - chyba przewidział, że tematem zainteresuje się większe grono osób, więc i trójka muszkieterów nie pasowałaby :tongue:

Link to comment
Share on other sites

+1 do popularności, Fiv melduje się w temacie :cool:

Ostatni kontakt z narzędziami? Malowanie pokoju...? Nie, wiem! Remont wygrzebanej gdzieś z kąta betoniarki. Całe popołudnie odkuwania zaschniętego betonu, wyklepywania wgnieceń, malowania i innych podobnych czynności, łącznie z "tuningiem" silnika. Dzieło robi wrażenie, otrzymało imię Suzy i chowa się pod plandeką przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Zrobiłbym zdjęcie, ale jakoś nie mam serca i ochoty jej teraz wyciągać.

W najbliższym czasie zaź przyjdzie mi poskładać do kupy rower, bo za jednym zamachem udało mi się połamać kilka szprych, wyrzucić z mocowania siodełko i całkowicie zdemolować nóżkę. No i jeszcze "usunąć" linkę hamulcową z przeznaczonego na nią miejsca. W moim przypadku- 2 metrowy "superman" i pozdzierana cała noga :happy:

Link to comment
Share on other sites

@Treser

No popatrz, ja mieszkam na ścianie wschodniej, a tu też funkcjonuje niemiecka nazwa krajzega :) Gdybym w sklepie poprosił o cyrkularkę, to pewnie by do psychiatryka zadzwonili, że im się nowy pacjent po sklepie pałęta :) Widywałem takie fajne sprzęty w sklepach (z uchylnym stołem do zacinania kątów itp), ale każda była podpisana "krajzega"

A z muszkieterami mogło być tak fajnie... Przecież był ich cały garnizon, więc dali byśmy radę :) Ale u Stilla musiała się włączyć żyłka moderatora... A tak my bylibyśmy najważniejsi, a cały garnizon do naszej dyspozycji. ;) Wtedy to dopiero można było remonty przeprowadzać, eh...

@Fivtyen

No witamy nowego kolegę w naszej wesołej gromadce muszkieterów od kielni i wkrętarki! Ale pamiętaj, ksywy Atos, Portos i Aramis są już zajęte! :)Polip to miał być D'artagnan, ale nie potwierdził rezerwacji :)

Z naszymi zdolnościami szybko nauczymy Cię, jak Twój powypadkowy rower zamienić w Batmobil :)

@Edit

A wiecie, jak opisałem ten temat Niziołce? "Prywatny chat Stillborna, Tresera i Seekera" :) A tu się wzięło i ludziów nazłaziło :)

Edited by Seeker2
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...