Jump to content
Sign in to follow this  
Guest Radyan

[Free] Free Sesja

Recommended Posts

Widząc, że jeden z mężczyzn szarpie się z kajdankami, staram się mu pomóc. Zaraz zaraz... już wiem!. Wyciągam spinkę z włosów, wkładam ją do dziurki na kluczyk i po chwili kajdanki spadają na ziemię.

-Zawsze się udaje.- mówię do niego z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym przyciskam sie do ściany, aby pozostać niewidoczną dla sekciarzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy słaniam się powoli korytarzem, przede mną coś błyska, ale zanim zdążę się zastanowić, co to jest, odgłos wybuchu odbija się echem od ścian, a fala uderzeniowa omal mnie nie przewraca. Serce zaczyna bić szybciej, a do krwi zostaje uwolniona spora dawka adrenaliny, co pozwala mi biec. PO chwili znajduję się w chmurze gryzącego dymu, spaliła się tu pewnie jakaś izolacja. Zakrywam usta chusteczką i na oślep brnę przez gęsty jak mleko dym. Wtem wpadam na kogoś. I to nie jest ktoś, na kogo chcę wpaśc. Szelest białej tkaniny na jego ciele informuje mnie, że gość się rozgląda. Chcę od niego odejść, wtopić się w dym, ale ja jestem ubrana na czarno, zbyt łatwo mnie zobaczyć. On pierwszy podniósł broń. Już po mnie-myślę, gdy coś pcha mnie w tył. To kolejny wybuch rzucił mną i klownem jak szmacianymi lalkami o podłogę. Zgubiłam 'mój' gnat, nie wiem gdzie jestem, jak daleko stąd do ściany, do innych ludzi, wszystko spowija dym... Wstaję, i zauważam, że zwichnęłam lewy nadgarsteg, przy każdym ruchu ręką potwornie boli. Ostrożnie ruszam w lewą stronę, utrzymując, jak sądze dawno już obrany kierunek. Posadzka jest bardzo dziurawa, muszę uważać, by znów się nie przewrócić. Wreszcie docieram do ściany, wzdłuż której idę, w kierunku, z którego przebłyskuje blade światełko, koniec tunelu. Dym, który przed chwilą prawie uniemożliwiał oddychanie staje się rzadszy, słyszę głosy, rozmowa jakiegoś staruszka z kobietą. Nie potrafię rozróżnić słów, kobieta opowiada, staruch zadaje pytania. Nareszcie wśród swoich, mówię i ruszam w kierunku głosów z niemalże radością.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc co kobieta zrobiła z tym facetem przez chwilę stoję oniemiały, lecz po chwili podchodzę do niej i pytam - nic ci nie jest?. Spoglądam na kobietę wyczekuąc odpowiedzi, gdy do moich uszu dochodzi echo dudnienia, wsłuchuję się przez chwilkę i pytam z zaciekawiniem na twarzy - czy ty też to słyszysz, coś jakby pociąg - w jednym momencie dochodzi do mnie, że stoję w tunelu metra i że z prędkością około 100km na godzinę zbliża się do nas kilkaset ton żelastwa. zabierajmy się z tąd - mówię do kobiety po czym zakładam zdobycznego shotgun`a na plecach i szykuję się do ucieczki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Tak, powinniśmy uciekać...a czy Ci ludzie nie są Twoimi przyjaciółmi? widziałam was razem..."-wskazuję na rudą kobietę i starszego mężczyznę... "Czy godzi się ich tak zostawić?"

1)Jeśli mężczyzna przeczy, jakoby to byli jego kompani, wychodzę z nim z tunelu, trzymając się jak najbliżej ściany.

2)Jeśli twierdzi, że moglibyśmy im pomóc, lub nie odpowiada na wcześniej zadane pytanie od razu, to idę do nich i staram im się pomóc, przyciągnąć ich do ściany i powiedzieć, że zbliża się pociąg...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Guest S@dohi

Wsród całego dymu i zamięszania staram się iść dalej prosto. Ciężko iść w takim dymie - myślę sobie , gdy znajduję ścianę. Opieram sie i idę w dawnym kierunku. Duszę się całym dymem , który mnie otacza. Pozatym do moich uszu dociera masa dźwięków , nie tylko wydobywajacych się z rur oparów , a także przekleństw i krzyków rozpaczy. Ktoś tu się najwyraźniej zbyt dobrze nie bawi. Gdy jeden potężny dźwięk wzbudza moją większą uwagę. Lekkie stukoty i wyraźny świst odpychanego powietrza. Pociąg ......... z przerażeniem ruszam biegiem wzdłuż ściany. Nawet jak nas minie , zostanę zmiecony przez jego prędkość , muszę znaleźć wyjście. Gdy moja ręka natrafia na metalową siatkę... próbuję otworzyć , lecz opiera się. Potrzebuję kogoś do pomocy , przypominają mi się moi towarzysze. Czy jest jeszcze tutaj ktoś !!! - krzyczę - Znalazłem wyjście!!!!!!. Licząc , że kto mnie usłyszy dalej napieram na siatkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Sun Tsu

Idę ciemnym kanałem. Nie sądzięłm, ze pod miastem są takie potężne labirynty. Mam się spotkać z informatorem. Mam dla niego cenną rzecz. C5. Kiedy tu szedłem słyszałem jakić wybuch. JAkiś wypadek? Nie wiem. Dochodzę do ciemnego pomieszczenia. Poprawiam widoczność w moich goglach. Tu jesteś, myślę.Wide jakąś postać zaczajoną w najciemniejszym kącie pmieszcznia. Zaczynam nucić umuwioną melodię. Słyszę cichy śpiew. To znak.

-Witaj, Marcello- zaczynam.

-Masz TO?

-Oczywiście.

Podaję mu paczkę z narkotykiem.

-Masz chip?

-Tak, tak-odpowiada drzącym głosem.

W chwili gdy podaje mi do ręki chip, przez kratę kanalizacyną wpada kilku ludzi. Chowam szybko chip i rzucam się w kąt. Zaczynają strzelać. Skrywam się we wnęce w ścianie i wyciągam broń. Poprawim ostrość widzenia i wyskakuję. Strzelam. Dwa strzały, jednemu rozerwało pierś, drugi dosał w głowę. Treci znikł w korytarzu. Z drugiego wejścia coś zostało wyrzucone. Potęrzny błysk mnie oślepił, granaty błyskowe! Czuję straszny ból. Nic nei widze. Słyszę kroki i strzły. Czuję jak coś przszywa moje ramię. Szybko koryguję ostrość. Obraz jest zamazany, ale wiem już do kogo celować. Trzy strzały, trzy trupy. Szuakm Marcella. Prawidłwy wzrok mi powraca. Jest Marcello. Podziurawiony jak sito. Podchodzę do jednego z napastników. Antyterroryści? Skąd oni tutaj? Słysze jakieś krzyki. Szybko uciekam do któregoś z wyjść. Są coraz bliżej. Dopiero po chwili spoglądam na rękę. Krew, boli jak cholera. Przyspieszam kroku. Chowam się za zwaloną ściną. Włączam tryb podczerwieni. Jeden człowiek. Zakąłdam tłumik na mojego DX12. Czekam. Chwila niepewności. Jest. Przykąłdam broń do jego chełmu. Naciskam spust. Na przciwległej ścianie widze plamę krwi. Nie patrzę za wizjer. Nie chcę widzieć, tej zmasakrowanej twarzy. MAm gorzki wyrzut, ze zabiłem tylku niewinnych. Ale szybko się reflektuję. Gdybym ich nie zabił, sam byłbym trupem. Wreście mam czas zająć się ręką. Wycągam z kieszeni płaszcza zastrzyk. Uśmierzy ból i przyspeszy regenerację. Wbijam go w rękę. Ruszam dalej. Zgubięł się. Cholera! Znajduję jakąś studzienkę. Nie ma wyjścia. Z pomoca dalmierza określam głębokość. 10 metrów. Wskauję do niej. Moje "nogi" zamortyzowały skok. Wylądowałwme w jakimś korytarzu. Tam jest światło! Słysze jakieś głosy... Znalazłem wyjście! Zdzwiony podchodze bliżej. Jakaś kratka.Spojrzałem na moją krwawiącą rękę. Długo tak ne pociągnę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odwracam sie i patrzen a rudowłosą dziewczynę i starca - "masz racje nie możemy ich tak zostawić". Podbiegam do starca i dziewczyny - "ruszajcie się musimy uciekać, w nasza stronę jedzie rozpędzony pociąg nie mamy za wiele czasu".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słyszę jakieś krzyki, odracam się w stronę, z której nadbiegają; widzę jakiegoś mężczyzne w łachach i z bliznami na twarzy...Krzyczy coś, że znalazł wyjście, tylko trzeba mu pomóc...Proszę mężyczyznę, starca i rudą kobietę, żeby poszli za mną, a sama staram się pomóc mężczyźnie...chwytam za siatkę...wyrywam ją, bo co to dla mnie za problem?Nie patrzę na zdumione miny obecynch ze mną ludzi, tylko uciekam przez powstałą dziurę do wyjścia...do wolności...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Kolejny po********ny dziadek... - mówię na głos. Dalej biegnę, gdy nagle rzuca mna o ścianę, już drógi raz w przeciągu kwadransu... Amortyzuję uderzenie o ścianę nogami, a ziemię rękoma. Podnoszę głowę i przecieram oczy, wybuch naniósł trochę odlamków. podnoszę się, tylko po to, aby zacząć wściekle kaszleć przez mlecznobiały dym unoszący się wszędzie. Świst... Pociąg! ktoś się drze... Co on gada? Wyjście! Biegnę w kierunku, z którego dochodził głos. Razem ze mną do mężczyzny wyłamującego kratę podbiega kobieta... To ta, którą trzymał ten facet... Nagle z pozoru słabowita, niczym nie zdradzająca takiej siły, zdziera kratę, dzielącą wszystkich od wyjścia z tego je****go tunelu metra. Puszczam ją przodem, wchodzę do ciemnego przejścia zaraz za nią.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ruszajcie się musimy uciekać, w nasza stronę jedzie rozpędzony pociąg nie mamy za wiele czasu-Taak, to dobra myśl, szczególnie, że ten złowieszczy stukot jest coraz bliżej... Biegnę za mężczyzną, który nam to zasugerował, docieram do siatki. Chcę już pomóc w wyrwaniu jej, kiedy dziewczyna która przybiegła tuż przede mną wyrywa ją z takim impetem, że ta aż się wygina poczym rzuca ją nonszalancko za siebie. Robię unik, kant kraty przelatyje mi przed nosem. Lekko zdziwiona patrzę jak dziewczyna wchodzi w te swoiste drzwi. Tuż za nią jakiś facet. Teraz puśćcie jego-mówię pokazując na staruszka, który przybiegł obok mnie. Zaraz za staruszkiem bezpardonowo ładuję się ja. Może wreszcie się stąd ulotnię?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ciemno tu niesądzicie? - mówię do reszty. Przypominam sobie, że na shotgunie, który zabrąłem policjantowi jest ksenonowa latarka. Zdejmuje strzelabe z pleców i odczepaim latarkę od niej. Włanczam latarke, snop ostrego światła przeszywa ciemności spowijające korytarz - No teraz jest o wiele lepiej. Panie pozwolą - mówie, prubując jakoś przedostac sie przez ciasny korytarz na przód z moją latarką. Po krótkiej wędrówce, moja latarka oświetla starą zardzewiałą bramę zamkniętą na prymitywną kłótkę. Sciągam z pleców strzelbe i uderzam kilkukrotnie kolbą w zardzewiaął kłotkę, która niemalże rozsypuję się ze starości. Otwieram furtkę i wchodze jako pierwszy do odść sporego pomieszczenia. To chyba opuszczona stacja metra, ciemno tu strasznie. Trzeba poszukać centrali i wlaćzyć światło w przeciwnym razie będziemy szukac wyjscia do świąt w tych ciemnościach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Sun Tsu

Misja... Muszę dostarczyć chip. Sprawdzam czy mam go w kieszeni. Jest. Nie moge go zgubić. Dobrze zapakowany. Może... Połykam chip. Nie może wpaść w niepowołane ręce. Zawracam. Przez studzinkę wracam do korytarza wyżej. Ide dalej. Po paru minutach się zatrzymuję. Tracę dużo krwi. Żebym to ja miał z czego zrobić opatrunek... Ruszam powoli dalej, ale szyko znó się zatrzymuję. Staram się usunąć barierę na mojej drodze. W pewnym momencie wszystko sie zapada. Spadłem wraz z gruzem. Trochę mnie przysypało. Jakimś cudem wygramoliłem się spod gruzu. Ręka krwawi. Uchodzę jeszcze parę kroków, rozglądam się. Stacja metra? Tracę siły, upadam. W oddali słysze jakieś głosy. Musze dostarczyć chip!

Hej! Pomocy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Yager

Wchodzę do opuszczonej stacji metra zaraz za mężczyzną z latarką, gdy nagle słyszę ciche błaganie o pomoc... Każę towarzyszowi poświecić w stronę z której najprawdopodobniej doszedł mnie ów głos i widzę nieprzytomnego człowieka.

Niewiele myśląc podbiegam szybko do niego i po chwili orientuje sie w jego stanie. Siłą swego umysłu podrywam go z ziemi, odwracam w powietrzu i kładę na plecach tuż przy ścianie, a jego nogi opieram o tę ścianę...

Zamykam oczy i skupiam się na ręce rannego - po chwili wiem już co mam robić, skupiam swą moc na porozrywanych końcach żył i tętnic i krwawienie ustępuje...

Szczęśliwy i ze sporym uśmiechem na ustach odwracam sie do towarzyszy, którzy sa zdumieni. Mój uśmiech znika - Cholera, zdradziłem się! I jak zwykle wszystko przez te pieprzone podekscytowanie! Zawsze najpierw coś robię, a potem dopiero myśle! Cholera! - myślę sobie i mając nadzieję, że to załagodzi sytuację uśmiecham się nieporadnie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niekoniecznie wstrząśnięta, acz zszokowana widowiskiem, które przed chwilą zaprezentował nam staruszek, zaczynam poszukiwać włącznika światła. Od dawna podejrzewałam go o takie możliwości, choć może nie aż na taką skalę.... Łażę wzdłuż ściany w poszukiwaniu jakiegoś włącznika. Mała metalowa skrzyneczka wmurowana w ścianę, zamknięta na zamek. Hej, dajcie tu trochę światła- wołam, wydobywając mój niezbędnik ze specjalnej kieszonki. Na szczęście wszystko jest w całości. Kiedy wreszcie snop światła pada na zamek, z łatwością pokonuję to zabezbieczenie. Cóż za archaiczna technologia!. Po chwili światła kolejno zapalają się odsłaniając duży stary dworzec metra. Zaczyna działać klimatyzacja, powietrze staje się lżejsze i lepiej mi się oddycha. Trzeba ustalić- zwiewamy stąd, czy trochę odpoczniemy. Co o tym myślicie? Czy ktokolwiek zna się na opatrywaniu ran?-mówię z myślą głównie o gościu z gruzu, ale także o sobie i innych.I czy ktoś w ogóle wie, gdzie jesteśmy? Straciłam orientację... Jest bardzo cicho, słychać tylko buczenie klimatyzacji. Wszyscy już chyba otrząsneli sie po tym pokazie staruszka, jednak gapią się na niego, z minami, które wyrażają oczekiwanie na odpowiedź, żądzę historii...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy światło się włącza, sprawdzam, czy z ulicy nikt nie idzie i czy jesteśmy bezpieczni, i czy tunel jest zabezpieczony; jeśli jest tam bezpiecznie, staram się chociaż prowizorycznie wstawić siatkę na miejsce...wyczyn mężczyzny nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, w końcu nie wiem, gdzie kończą sie granice możliwości zwykłych ludzi...ale przyznać muszę, że trochę mnie to zaciekawiło, w końcu nigdy wcześniej niczego podobnego nie widziałam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Sun Tsu

Co się dzieje? Chyba stracięłm przytomność. Z trudem otwieram oczy... Jasność nad głową. Czy ja nie żyję? Spróbowałem się ruszyć. Au! Reka. Boli, ale już nia tak bardzo jak wcześniej.A jednak. Żyję... Po chwili zauważam nad sobą jakiś ludzi. Wszyscy się gapia na mężczyznę na przedzie. Rozglądam się. Stara stacja metra. Opowiadal nam kiedyś na histroii o takich. Próbuję wstać. Au... Udało mi się siąć jakimś cudem. Kim są ci ludze? Misja. Nie moge się zdradzić...

Kim jesteście?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Yager

Na moim czole pojawiają się już kropelki potu... Wtem mężczyzna zaczyna się ruszać, co mi wcale nie pomoga i tylko dzięki szczęściu utrzymuje uścisk jego żył. Nie ruszaj się... Inaczej znowu zaczniesz krwawić... - nie bez wysiłku mówię do ranego.

Po chwili znów pojawia się ból głowy... Szybko! Opatrzcie go bo długo nie wytrzymam tamując mu krew! - mówię do towarzyszy i wycieram czoło z potu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest S@dohi

Ja tu chyba zgłupieję ....- moje myśli warjują -..najpierw ta dziewczyna rzuca dwa razy większego mężczyznę jak lalkę. Potem wyrywa siatkę , którą dopiero około 4 mężczyzn mogło ściągnąć .... a teraz to!!!! Jakiś gościu leczy ludzi własnawolą , a do tego lata!!!!-. Próbuję nabrać coraz więcej powietrza do płuc i się uspokoić

Oni są ...są .... podobni do mnie....Tak bez wątpienia....czymś się wyróżniaja spośród ludzi... Może tak samo jak ja byli obiektami badań?? Może są tak samo zagubieni......- Nic nie wymyślam dalej , bo z wycieńczenia padam na podłogę...... Ciemność...... wykończenie....

Share this post


Link to post
Share on other sites
nie dość, że popie*****, to pewnie zmutowany... I ta dziewczyna... Z ulgą witam nadejście światła i klimatyzacji. Słyszę pytanie jakiejś dziewczyny. Nie odpowiadam. Po co? Jakiś facet pada na ziemię. Zemdlał z wrażenia... Facet, które staruszek cholował, pyta się, kim jesteśmy. Podchodzę do niego. - A może kim TY jesteś?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wstawiam siatkę...łatwe to nie było, w końcu jest znacznie większa ode mnie, i tak udało się to tylko prowizorycznie...może się udać nabrać kogoś, pod warunkiem,że będzie w kompletnej ciemności...Gdy wracam, widzę jednego mężczyznę, krwawiącego na ziemi, innego, tego staruszka który coś mówi i ledwo wytrzymuje z wycieńczenia...a jeszcze inny w tym momencie pada zemdlony na podłogę; jako tako trzyma się jeszcze mężczyzna z bronią, który się mną na początku zajmował i ruda kobieta...nie, jeszcze gdzieś pod ścianą widać wycieńczoną kobietę z gitarą, która przyszła za nami, też wygląda na zmęczoną...słysząc słowa starca, zaczynam szukać łazienki, prosząc mężczyznę z bronią, by starał się im pomóc, a sama proszę rudą kobietę, by udała się za mną...niezależnie od ich reakcji, podchodzę do drzwi łazienki i staram się je otworzyć; klamka jest zamknięta...przez chwilę zastanawiam się, czy nie warto poczekać na kobietę z otworzniem, po czym z siłą wybijam drzwi z futryny...echo, wydaje się być głośniejsze niż powinno być; może to wynik naszego przerażenia pogonią, a może akustyki... nie mogę czekać! wbiegam do łazienki i próbuję otworzyć drzwiczki starodawnej apteczki, przyczepionej do ściany...mechanizm nie pozwala ich wyrywać...szybko, szybko, niech ktoś to otworzy, niech ktoś im pomoże!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ludzie dookoła wydają się być już bardzo wycieńczeni. Jakoś nikt nie raczył odpowiedzieć jasno na moje pytanie, tylko staruszek, który przed chwilą odprawił lecznicze show, sugeruje znalezienie opatrunków. Wraca kobieta o niezwykłej sile, ta która omal mnie nie skasowała siatką. Krzyczy coś o szukaniu łazienki, demoluje drzwi, jednak apteczka ma zabezpieczenia godne muzeum. Podbiegam szybko, niemalże na wezwanie, już chcę otworzyć małą skrzyneczkę, gdy coś mówi mi, że nie tędy droga. Od skrzyneczki biegnie całkiem ładnie zamaskowany kabel. Ten zamek to atrapa, zresztą i tak nie puści dopóki nie wyłączy się elektrycznego zabezpieczenia. Wybiegam z łazienki i szukam budki ochrony. Jest. Zamek dziecinnie prosty do ot worzenia, jednak zajmuje to cenne sekundy. I jest komputer. Start-mówię, jednak komputer milczy. Jak to się włącza? Aaa, jest. Mały guziczek i system już się ładuje. Spoko. Tereaz tylko parę zabezbieczeń. Na szczęście poszło szybko. Trochę grzebania, i już zamek puścił. Teraz trzeba iść, otworzyć konwencjonalny, ale czas ucieka. Coś się zacina, ale idzie w miarę szybko, i oto mamy bandarze. Teraz ja też jestem bardzo zmęczona. Nadgarstek, łydka. W każdym razie coś mnie tknęło i wracam do budki strażników. Cała stacja meta i niedalekie tunele są monitorowane, więc my o nich dowiemy się prędzej niż oni o nas...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc, iż obie dziewczyny poradziły sobie z drzwiami od łazienki bez mj pomocy, robie sobie malą przechadzkę po stacji. Idą kolejno peronami rozgladam się z jakimś wyjsciem. Pierwotne zejścia do stacji są zamurowane. Chodze tak jeszcze przez dłuższa chwilę lecz w końcu dopada mnie zmęczenie, wracam do reszty i bezwładnie siadam pod ścianą, strzelbę kłade na podłodze tak aby w razie czego miał ją pod ręką. Co za popieprzony dzień! - mówię sobie w myślach, podpierma głowę rękami i zaczyanm rozmyślać o wszystkim co się dziś wydażyło, starma sie to złożyć w jakąś spójną całość. Gdy tak myślę o tym wszystkim przypominam sobie o facecie, którego spięto w kajdanki - co się z nim dzieje, czy go zabili? a może zyje?.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejne pytanie. I znów milczę. Po co się mieszać? Wreszcie postanawiam sie odezwać. - Trzeba stąd wiać - mówię, chcąc zwrócić na siebie uwagę. - Antyterrorystów na pewno było więcej i na pewno tamci pójdą, lub już poszli, szukać kolegów. Z taka siatka - wskazuję na wstawioną przeszkodę - raczej nie sprawi im problemu... Szukam szybów wentylacyjnych. Wreszcie, po paru minutach, znajduję jeden. - Hej, ludzie! Tutaj jest szyb wentylacyjny, możemy nic uciec!

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Na razie trzeba opatrzyć rannych i podliczyć straty, ocenić nasze szanse, i szybkość, z jaką możemy się poruszać-moje słowa zaskakują mnie najpierw, a później...-Poza tym, mamy kilku skrajnie wyczerpanych i omdlałych... W zasadzie trzebaby się tutaj jakoś ufortyfikować, tak, żeby nas stąd nie wyciągnęli, a dopiero później wiać. Mamy tutaj kamery ochrony, możemy trochę przetrwać. A później wiejmy stąd którędykolwiek, byle z daleka od tych szajbusów. Kto ma dokładne pojęcie, kim oni są, niech nam to opowie. Ścigają nas dwie strony, nie wiadomo co zamierzają, co maja znaleźć, ani kogo zlikwidować. Pewne jest, że policja widzi nas jako terrorystów, nie wiadomo jednak jako kogo widzą nas terroryści... Przynajmniej ja tego nie wiem - kończę swój wywód, i spoglądam na twarze półprzytomnych i wyczerpanych ludzi, którzy znajdują się wokół mnie.-Ach, zapomniałabym. Jestem Eve, chciałabym dowiedzieć się czegokolwiek o każdym z was. To ułatwi nam ucieczkę.- z rozbrajającym uśmiechem odnoszę swoje pytanie do towarzyszy, po czym już naprawdę wyczekuję odpowiedzi na moje pytania...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podchodzę do mówiącej kobiety. Czekam, aż skończy mówić. Ma rację, cholera, ma rację! Zwracam się do niej - Masz rację, musimy się jakoś zorganizować... Mawiają na mnie Popiół, to powinno wystarczyć... Ktoś musi czatować przy ekranach kamer, jakby co żeby zaalarmował. A co do ufortyfikowania... - rozglądam się - Trzeba jakoś zamocować tą kratę, przez którą tu trafiliśmy... Ma ktoś jeszcze plazmówkę tych sekciarzy? - zwracam się do reszty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×