Jump to content
niziołka

Studia

Recommended Posts

Jak tak czytam te Wasze przygody z segregatorami, numerowanymi kartkami z datami (!) i podobnymi drażetami, a potem spojrzę na swój smętny zeszycik (czy też raczej kołonotatnik, bo odkryłem kółeczka!), to mam wrażenie, że ktoś z nas robi coś nie tak. :)A' propos koleżanek i uśmiechania się do nich (jakieś 92,5% mojego roku to dziewoje), to faktycznie działa, potem otrzymuję stosy jakichś kserówek i na zajęciach się okazuje, że np. mam pracę domową - najs! =]

A że tak spytam - mieliście już W-F? Jakie spostrzeżenia?

Miodzio! Mamy go w dość nowej i fajnej hali, trza być 6 czy 7 razy w semestrze (ale chodzę co tydzień), pierwsze pół godziny to ogólna rozgrzewka, a potem podział na podgrupy tematyczne i dziwnym nie jest, że zawsze z chłopakami ciupiemy w gałę aż miło. Sport to zdrowie!

Link to comment
Share on other sites

Bum. I tak powstała Cho... Lingua latina.
U nas to wyglądało inaczej:

Pani tłumaczy III Deklinację, jakie są wyjątki itd i w tym momencie słychać głos z sali:

- Teraz już wiemy, czemu Rzym upadł...

A że tak spytam - mieliście już W-F? Jakie spostrzeżenia?
Od podstawówki jestem dożywotnio zwolniona z WF i nie wydaje mi się, aby miało się to zmienić, tym bardziej, że nie wiem, czy będę w stanie po operacji na wakacje wrócić już w październiku po rekonwalescencji na uczelnię :cool: Chociaż ponoć nie istnieje coś takiego jak zwolnienie z WF na studiach - jeśli się np. nie może wspinać, dadzą jeździectwo, jak nie można pływać, dadzą aerobik... cokolwiek, co można ćwiczyć (ciekawe, czy w akcie desperacji dają szachy? :D ). No ale póki co WFem się nie interesowałam i nie zamierzam :P

A' propos koleżanek i uśmiechania się do nich (jakieś 92,5% mojego roku to dziewoje),
A, tam, dziewoje! Na ~20 osób razem ze mną są tylko 4 dziewczyny :cool: Przynajmniej jest z kim się pokłócić o długość sariss, przerzucić świńskimi żartami i pogadać o grach :D <nieumiejętność rozmawiania z dziewczynami jest chyba u mnie wrodzona - jakoś naprawdę nigdy nie zrozumiałam, co ciekawego jest w naklejaniu sztucznych paznokci, solarium i Enrike Iglesjasie ;] A chociaż dziewczyny z mojej grupy wydają się całkiem miłe i sensowne, strasznie trzymają się na uboczu(po 1,5 miesiąca głosu jednej z nich nawet nie słyszałam), a ja nie należę do osób, które by się narzucały :P
Link to comment
Share on other sites

Primo - Brak WFu :D

Secondo - Notatki? Mam od roczników z góry + mikrofon i jazda + netbook (tak! dziś kupiłem nowego - lenovo s10-2 szkoda tylko że biały, ale mam sporo naklejek:D)

Trwa wykład a u nas na Auli (320os) co 4 osoba laptop i ogląda filmy, lub gra :) Czasem się coś ściąga bo darmowy net :)

Link to comment
Share on other sites

Ja używam zeszytów do matematyki i fizyki, reszta przedmiotów nie wymaga notatek. Na wykładach z fizyki wpadłem na taki genialny pomysł - wykłady mamy w Audytorium Maximum, i wszystko co pisze profesorek rzutnik wyświetla na ścianie. Poprosiłem kolesia o pozwolenie, żeby robić zdjęcia tego co on pisze i zgodził się bez problemu. :D Aparacik na statywie i luzik nie muszę nic pisać i mam wszystko na kompie. ;]

Nie lubię pisać rzeczy na kartkach - blee, to wszystko się gubi, się śmieci, nie wiadomo co jest co, i zaraz mam burdel w pokoju. Wolę mieć 2 zeszyciki, a notatki od innych ludzi na kompie zeskanowane. I mam porządeczek. :D

Ja też WF-u ni mam, ale już nie mogę się doczekać, bo PG ma swój basen (chyba jest już czynny) i bardzo chciałbym sobie na WF-ie popływać to by było fajne. :D

Link to comment
Share on other sites

Ja studiuję matematykę oraz informatykę na Wydziale Matematyki i Informatyki UAM, w obydwóch przypadkach na piątym roku (nie wyrobiłem się z magisterką z matematyki, więc powtarzam rok, ale teraz nadrabiam). Plan u nas na wydziale ustala sobie sam (tzn. wybiera przedmioty i grupy). No i biorąc pod uwagę ilość zajęć w tym semestrze, to mam plan marzenie, tzn. poniedziałek zajęcia 8:15-13:15, ale czasem jeszcze zostaję w celach rekreacyjnych na wykładzie z logik nieklasycznych, we wtorek mam seminarium od 8:15 do 9:45, a potem jeszcze jedne zajęcia, no i w czwartek mam zajęcia od 15:30 do 17-tej. Czyli w sumie mam względny spokój, tylko trochę za bardzo to rozwalone po całym tygodniu, no ale nie dało się inaczej.

Z paniami z dziekanatu problemów do tej pory nie miałem, choć w sumie nikt, kto ich nie wnerwił nie ma problemów, więc to nie wyczyn.

WF miałem przez pierwsze dwa lata studiów i w sumie miło wspominam te zajęcia. Fajnie sobie trochę popływać, choć odrabianie zajęć było masakryczne (półtorej godziny bez przerwy na basenie to trochę za dużo).

No i jeszcze słowo o notowaniu. Tu przerabiałem chyba wszystkie możliwe sposoby, no i stwierdzam, że dla mnie najbardziej optymalną metodą jest pisanie wszystkiego na osobnych kartkach i potem umieszczanie tego w osobnych teczkach. Nie ma problemu z noszeniem tony zeszytów i jest względny porządek. Drugą dobrą metodą jest skserowanie na koniec semestru wszystkich notatek od jednej osoby i uczenie się z nich (mam okropne pismo), tyle tylko, że nie zawsze w grupie znajdzie się osoba robiąca sensowne notatki.

Link to comment
Share on other sites

Ja studiuję matematykę oraz informatykę na Wydziale Matematyki i Informatyki UAM...

Morasko FTW! :happy:

U mnie sposób robienia notatek ewoluował na przestrzeni lat. Początkowo miałem jeden zeszyt na dwa przedmioty - jeden z tyłu, drugi z przodu. Na wykładach starałem się notować i uważać, bo sporo mi to zawsze dawało w czasie przedegzaminowym, a poza tym dobrze mi szło robienie wybiórczo-kluczowych notatek. Gdy czasem pożyczałem od kogoś notatki z wykładów, to często strzelał mnie szlak - niby wszystko ładnie, pięknie, nawet pozaznaczane kolorami, ale 3/4 bym wyrzucił. Dla mnie robienie notatek zawsze polegało na wyciąganiu informacji kluczowych, które potem aktywowały informacje w mej głowie. Miało to też ten plus, że nikt ode mnie za bardzo nie chciał pożyczać notatek :happy:

WF - Na UAMie sekcji do wyboru jest zatrzęsienie. Na pierwszym roku dojeżdżałem przez całe miasto na sekcję ergometru wioślarskiego. Dojazd męczący, ale miał ten plus, że standardową porą na WF był poniedziałek rano (ocb?), a jak miałem sekcję w wtorki lub czwartku po 18. Mogłem więc spokojnie przybywać w poniedziałek w połowie dnia do Poznania. Na drugim roku wybrałem jogging, bo mieszkałem już blisko Moraska, a i bieganie złe nie jest.

POLIP - Jak tam wrażenia anglistyczne? Jak fonetyka segmentalna?

Link to comment
Share on other sites

Kiedy wybierałem się na studia twierdziłem, że w życiu nie będę robił notatek. Wydawało mi się niemożliwe jednocześnie słuchać i pisać cokolwiek z sensem. Na miejscu okazało się, że sporo wykładowców prawie że dyktuje, więc nie ma najmniejszych problemów z notowaniem. Czasem jedynie można się pogubić, kiedy stężenie zwrotów na centymetr kwadratowy typu: empirycznie, legitymizacja, konstytucjonalno-instytucjonalne jest zdecydowanie za wysokie. :P Bywa także tak, że po prostu nie da się notować z racji sposobu wygłaszania wykładu. Na przykład profesor S. od historii społecznej Europy (w praktyce jest to właściwie sama historia Europy bez podziału na społeczeństwo) wygłasza tak nudne monologi, że człowiekowi odechciewa się żyć. A co dopiero pisać... Na szczęście jest to wyjątek.

WF... No cóż, system elektroniczej rejestracji na zajęcia do doskonałych nie należy, bo żeby załapać się na 'wymarzoną' grupę, trzeba mieć refleks z prawdziwego zdarzenia. Ponad to normą jest, że nie zawsze pasują godziny: chciałem na ten przykład zapisać się na tenisa stołowego, ale pech chciał, że jest on w takiej porze, w której mam wykłady. Także zostały mi zajęcia ogólnorozwojowe z siłownią, gdzie na około 30 osób jest jedynie piątka chłopaków. Co oczywiście ma swoje plusy, wszak widok dziewoj rozciągających swe ponętne ciała za pomocą przeróżnych urządzeń jest naprawdę warty poświęceń. :P Generalnie szału ni ma, no ale co zrobić.

Morasko FTW! happy.gif

Tak, zwłaszcza jak muszę się tam tłuc z HCP. ;] Na szczęście w przyszłym roku oddają do użytku nowy budynek WPiA, gdzie ponoć mają się odbywać wszystkie zajęcia. Oby...

Link to comment
Share on other sites

W zasadzie nigdy nie robiłem żadnych notatek (oprócz takich przedmiotów jak psychologia, pedagogika itp.). Nie miałem takiej potrzeby a poza tym nie mogłem doszukać się sensownego powodu, dla którego miałbym tworzyć dziesiątki stron dodatkowej makulatury. To co było mi potrzebne leżało w wydziałowych punktach ksero a przede wszystkim korzystałem z podręczników, książek czy opracowań. Na wykładach jedynie słuchałem, w chacie, przygotowywując się na zajęcia, czytałem rzeczone kserówki (nieraz upstrzyłem margines jakimś kluczowym hasłem). Do egzaminów wystarczyła mi lektura zadanych podręczników (żadnego kucia, klepania na pamięć - po prostu najzwyklejsze czytanie, nic więcej). Poza tym zawsze sięgałem do tzw. literatury alternatywnej czy nadobowiązkowej. Po pięciu latach mój pokój, w wyniku "kolekcjonowania" dziesiątek stron kserówek i książek przypominał skup makulatury połączony z antykwariatem. Jednak przez cały czas mojego studiowania nie zrobiłem ani jednej notatki, czy to podczas wykładów, czy przygotowań na ćwiczenia, czy wreszcie ucząc się do egzaminów.

Oczywiście wszystko jest podyktowane charakterem i rodzajem studiów oraz samym studentem. Znam osoby dla których tworzenie notatek stawało się jednocześnie procesem dydaktycznym.

A propos samej sesji - nigdy nie mogłem zrozumieć tych samoistnie tworzących się, najczęściej pod drzwiami pokoju/sali egzaminacyjnej, studenckich kółek wzajemnej adoracji, podczas których następowała wymiana informacji, dzielenie się wiedzą z konkretnych tematów, grzebanie właśnie w dziesiątkach, nierzadko, pokolorowanych/pozakreślanych kartkach z notatkami. Atmosfera jak na Wallstreet podczas krachu... Przecież ci ludzie sami sobie nakręcali spiralę stresu, niepewności. Siedzieli, kucali, podpierali ścianę, telepiąc się i co róż wertując karteluchy w poszukiwaniu jakiegoś nazwiska, wydarzenia czy daty. Aha - no i oczywiście magiczne zdanie: "nic nie umiem!" Jasne, jak to słyszałem, to ogarniał mnie niesmak. Jak trzeba być gamoniem, aby ślęcząc pod salą "śmierci" z własnoręcznie zrobionymi notatkami, opowiadać takie brednie... A później cud nad Odrą - wychodziła po egzaminie taka sierotka i na pytanie "i jak?" padała odpowiedź "czwórka" czy "piątka"... Prędzej jestem w stanie zrozumieć osobę, która powie "nie uczyłem" a egzamin pchnęła na trójkę czy nawet piątkę, ale ta brednia pt. "nic nie umiem" jest aż bezczelna

Nigdy nie szedłem na egzamin z przeświadczeniem, że umiem wszystko, że egzaminator mnie nie zagnie itp. Wiedziałem natomiast, że umiem na tyle, aby egzamin zaliczyć. Szczerze mówiąc to właśnie było dla mnie najważniejsze. Z wynikami bywało różnie - zdarzały się trójki, czwórki i piątki. Studia traktowałem jako przyjemność i możliwość poszerzenia wiedzy z mojej ulubionej dziedziny a nie jak etat w japońskiej korporacji. Poza tym nigdy nie patrzyłem na sprawę w, moim zdaniem, skrzywiony nieco sposób, jak co poniektórzy, dla których jedynymi ocenami były "2" i "5" - wszystko co pośrodku to porażka, obciach, siara, powód do ronienia łez i inne bardzo zdrowe reakcje.

WF - krótko - trzy semestry:

1-tenis stołowy (na "pingla" chodziłem razem z moją, jeszcze wtedy, narzeczoną)

2-siatkówka

3-basen (semestr kosztował 100zł jednak było warto - pływanie to świetny sport)

Edited by Ferrou
Link to comment
Share on other sites

WF... No cóż, system elektroniczej rejestracji na zajęcia do doskonałych nie należy, bo żeby załapać się na 'wymarzoną' grupę, trzeba mieć refleks z prawdziwego zdarzenia. Ponad to normą jest, że nie zawsze pasują godziny: chciałem na ten przykład zapisać się na tenisa stołowego, ale pech chciał, że jest on w takiej porze, w której mam wykłady.

Zawsze można się dogadać z WFistą. W moim przypadku zadziałało i na pierwszym, i na drugim roku. Aczkolwiek wtedy jeszcze nie było rejestracji elektronicznej na WF (przynajmniej u mnie na wydziale).

Morasko FTW! happy.gif

Tak, zwłaszcza jak muszę się tam tłuc z HCP. ;] Na szczęście w przyszłym roku oddają do użytku nowy budynek WPiA, gdzie ponoć mają się odbywać wszystkie zajęcia. Oby...

Ech, i kolejni ludzie będą na nas (studiujących matematykę) dziwnie patrzyli w tramwaju. No nic idzie się przyzwyczaić. A Morasko jest fajne, stawy meteorytowe rządzą. Choć może mówię tak dlatego, że nie musiałem jechać z jednego końca Poznania na drugi, żeby zdążyć na zajęcia, bo wszystko miałem na Morasku. Na innych wydziałach już nie zawsze mieli tak fajnie.

Link to comment
Share on other sites

To co było mi potrzebne leżało w wydziałowych punktach ksero a przede wszystkim korzystałem z podręczników, książek czy opracowań. Na wykładach jedynie słuchałem, w chacie, przygotowywując się na zajęcia, czytałem rzeczone kserówki (nieraz upstrzyłem margines jakimś kluczowym hasłem). Do egzaminów wystarczyła mi lektura zadanych podręczników (żadnego kucia, klepania na pamięć - po prostu najzwyklejsze czytanie, nic więcej). Poza tym zawsze sięgałem do tzw. literatury alternatywnej czy nadobowiązkowej. Po pięciu latach mój pokój, w wyniku "kolekcjonowania" dziesiątek stron kserówek i książek przypominał skup makulatury połączony z antykwariatem. Jednak przez cały czas mojego studiowania nie zrobiłem ani jednej notatki, czy to podczas wykładów, czy przygotowań na ćwiczenia, czy wreszcie ucząc się do egzaminów.
Hehe, ja jestem raczej typem nerwowym - dopóki nie zakuję się prawie na śmierć i nie dotrę do magicznej granicy pomiędzy nauką a utratą zdrowia psychicznego, nie jestem w stanie się rozluźnić przed egzaminem. A kiedy już dochodzę do wniosku, że więcej nie dam rady się nauczyć, spływa na mnie fala spokoju i mogę z uśmiechem na twarzy zaliczyć wszystko :D (Na maturze miałam coś takiego - uczyłam się przez cały rok, przez marzec i kwiecień już w ogóle nic innego nie robiłam, do sali z maturą z polskiego ledwo weszłam, po powrocie wróciłam do uczenia się historii na maturę... I na paręnaście godzin przed egzaminem stwierdziłam, że nie dam rady więcej i od następnego dnia do pierwszego tygodnia studiów byłam niczym ten żółw z "Gdzie jest Nemo" :D

I jestem zwolenniczką uczenia się do ostatniej chwili, bo do tej pory nie zdarzyło się, żeby nie przydała mi się informacja, którą wkuwałam 'na ostatnią chwilę', np. jeszcze w pociągu :)

Poza tym nigdy nie patrzyłem na sprawę w, moim zdaniem, skrzywiony nieco sposób, jak co poniektórzy, dla których jedynymi ocenami były "2" i "5" - wszystko co pośrodku to porażka, obciach, siara, powód do ronienia łez i inne bardzo zdrowe reakcje.
Hm, dla mnie tylko 2 wydaje się powodem do wstydu, ew. 3, jeśli nie zrobiłam czegoś z własnego lenistwa. Jeśli chodzi o innych - interesuje mnie tylko to, czy zaliczają, bo tak bardzo lubię moją grupę, że mam nadzieję, że wszyscy dotrwamy do magisterki :)

A jeśli chodzi o 'janicnieumiem', to rzeczywiście, też zawsze mam takie uczucie przed egzaminem, ale żeby się nie 'samonakręcać', zamieniam je na 'Damy radę! Jak Bob Budowniczy!(i Koparka xD )"

Jak tak czytam, to zaczynam się zastanawiać czy tylko ja siedzę w takim "Księgowym" temacie? xD Trochę Wam zazdroszczę tych kierunków bo zapewne są w niektórych miejscach ciekawsze od rachunkowości
No cóż, ale za to przede mną są zajęcia z "Rozwoju form kancelaryjnych". Nie wiem, co takiego jest w tej nazwie, że mnie tak bawi :D
Link to comment
Share on other sites

Wiesz Sevard - ja ludzi studiujących matematykę podziwiam :) Bo to jest sztuka zrozumieć matmę - wykuć się tego nie idzie. Nie jestem z niej dobry, ale sobie radzę (choć u mnie jest to tylko język potrzebny do nauki fizyki - i wykładowcy to chyba rozumieją), co nie zmienia faktu, że jest to przedmiot trudny. Tak samo przedmioty "humanistyczne". Dla mnie za dużo kucia... Mieszkam ze studentem Akademii Medycznej i to co on wyprawia to mi się w głowie nie mieści. Kuje non-stop niemalże. Ja bym tak nie potrafił.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chodzi o notatki to mam 3 zeszyty do wszystkiego. Jeden służy do statystyki gdzie mam obliczenia z ćwiczeń i notatki z wykładu. Drugi służy do takich przedmiotów, na których raczej nic nie notuję, a zeszyt na ławce leży dla picu. Trzeci mam już w sporej części zapisany, bo z takiego przedmiotu jak geografia polityczna i ekonomiczna wolę coś nagryzdane mieć. Kseruję tylko socjologię polityki, z której mam już sporą kolekcję. Z nauką pewnie będzie jak zwykle na ostatnią chwilę, w pośpiechu pożyczanie notatek, czytanie, skanowanie, kserowanie itp

3-basen (semestr kosztował 100zł jednak było warto - pływanie to świetny sport)

Oj tak, pływanie to świetny sport. Rozwija ogólną sylwetkę no i w moim przypadku zapobiegło nieszczęsnym bólom w okolicach łopatki. Pewnie na studiach wybrałbym pływanie, gdyby nie fakt, że piłka to moja największa pasja.

Edited by Diacon
Link to comment
Share on other sites

@ Ferrou i "ja nic nie umiem". - Tak po prostu niektórym mózg działa - przed samym egzaminem klapka w głowie zapada i człowiek nie może sobie nic przypomnieć. Zwykle to mija już w trakcie samego egzaminu. A jak ktoś jest panikarzem, to bardzo często sam się w "źle" nakręca. Ja na szczęście zawsze miałem przeświadczenie, że "coś" wiem i spokojnie przepychałem egzaminy:) Jak do tej pory miałem jedną poprawkę, ale to po prostu facetowi odbiło (do tej pory łatwo zaliczał) i po prostu zmienił sposób oceniania (na jakiś znany tylko jemu) i po prostu było trzeba mieć szczęście, by zaliczyć (losował chyba).

A WF? Miałem siatkę przez dwa semesty. Nauczyłem się dużo więcej, niż w szkole średniej. I przestałem się bać piłki :sweat:

Link to comment
Share on other sites

Ja mam zgoła odmienny problem i chyba poszukam jakiś witamin. Jeszcze tuż przed maturą moja pamięć miała się lepiej niż świetnie i każdy "zakuty" fakt wyciągałem z głowy bez zająknięcia. Teraz mam jakąś blokadę! Pewnie wiecie o co chodzi, coś na końcu języka, nawet wiecie w jakich okolicznościach o tym czytaliście, macie ilustracje przed oczami ale tej (piiiip) nazwy nie możecie skojarzyć. Niby nihil novi, ale ostatnio tak mam ze wszystkim, nawet z bardzo trywialnymi zagadnieniami. Kiedy usłyszę jakieś definiendum to wiem o co chodzi, ale w drugą stronę, samego terminu nie wymyślę.

Piszę o tym, gdyż jeszcze dziś wykładałem bratu historię starożytnego Rzymu i... "Cesarstwo zostało podzielone między Honoriusza i Arkadiusza w 395 r. p.n.e. przez... ARGHHHH" I w tym momencie zdecydowałem nie szukać odpowiedzi lecz myśleć tak długo aż sobie przypomnę tego banalnego i znanego Teodozjusza. Chwilę to zajęło. Problem robi się irytujący i coraz częstszy. Polecacie jakieś prochy?

Co do WF, bardzo dobra sprawa. Na początku psioczyłem, uważając, że tylko zajmuje cenny czas studentowi. Teraz ciesze się, że mam jak i gdzie rozprostować nogi i pograć w "nogę" =).

Edited by ...AAA...
Link to comment
Share on other sites

Hehe, ja jestem raczej typem nerwowym - dopóki nie zakuję się prawie na śmierć i nie dotrę do magicznej granicy pomiędzy nauką a utratą zdrowia psychicznego, nie jestem w stanie się rozluźnić przed egzaminem.

To jest niezdrowe i skraca żywot! Ja mam z kolei tak, że przed egzaminami, maturami i innymi takimi nie czuję stresu, albowiem filozoficznie wiem, że nic nie wiem, więc czego miałbym się obawiać - tego, że zapomnę wszystko, czego się nie nauczyłem? :) A jak już się kiedyś przygotuję (chodzą słuchy, że czasem tak się zdarza), to uciekam jak najdalej od tych szaleńców, którzy 5 minut przed usiłują jednocześnie przeczytać wszystko, krzycząc i biadoląc, że, łojeju, zaraz umrą i świat się zawali - tacy potrafią namieszać we łbie. Jak ktoś kiedyś ładnie powiedział, stres kończy się w momencie wejścia do sali egzaminacyjnej, bo wtedy jedyną czynnością staje się przeszukiwaniu pamięci w poszukiwaniu potrzebnych informacji.

A w ogóle to jak na razie nie zaliczyłem wszystkiego, co było, w jednym przypadku nawet po trzech podejściach (mam to zdawać jakoś w sesji czy coś), więc chyba wypadałoby się wziąć do roboty. :X

POLIP - Jak tam wrażenia anglistyczne? Jak fonetyka segmentalna?

Jeśli ma to jakiś związek z fonologią, to I hat? it! Nie mam bladego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi (jeżeli o coś faktycznie chodzi) i wraz z niemieckim stawiam ów przedmiot na szczycie rzeczy najmniej hejaho.

Link to comment
Share on other sites

Eee... Chodzę do klasy 3 liceum i mam problem z wyborem kierunku?

Ekhm. Wiem, że to banalne, itp., ale chyba jeśli nie będę o tym myślał (jak to do tej pory czyniłem - czy może raczej nie czyniłem), to w końcu narobię sobie bigosu, a w końcu chcę byc wegetarianinem, więc tego nie przełknę "in spe". Może macie jakieś rady albo możecie się podzielić z newbiem swoim doświadczeniem w szukaniu owego kierunku? Bo ja siebie jakoś w tym szukaniu odnaleźć nie mogę - niby mam ten informator, i w ogóle, ale takie suche dane niewiele mi dają. Jest ktoś, kto podzieli się ogromem swej wiedzy z kimś, kogo ulubionym przedmiotem jest matma, fizyka wydaje się interesująca, ale dosyć trudna, informatyka to głównie google, a reszta odpada? (poza angielskim, ale na dwujęzyczne studia na 99% nie pójdę). Proszę?

BTW. W dobrym temacie ten post, prawda?

Link to comment
Share on other sites

Wiesz Sevard - ja ludzi studiujących matematykę podziwiam :) Bo to jest sztuka zrozumieć matmę - wykuć się tego nie idzie.

No niestety, ale moje studia udowodniły mi, że niekiedy ci, którzy uczą się na pamięć, lub ściągają lepiej na tym wychodzą, niż ci, którzy rozumieją materiał. Znam takich profesorów, dla których najważniejsze jest to, żeby student rozumiał to, czego się uczy, ale znam też takich, którzy oceniają pracę pod kątem zgodności z wykładem na zasadzie słowo w słowo. O tych, którzy dają ocenę za pismo nie wspominając.

Matematyka nie jest wcale tak trudna jak niektórzy ją postrzegają. Trudności mogą się brać stąd, że na fizyce i politechnikach nikt nie tłumaczy wszystkiego do końca, stąd bierze się sporo nieporozumień i nieścisłości. To utrudnia zrozumienie materiału. Ponadto fizycy używają jakiejś skompliowanej notacji, kiedyś ze znajomymi próbowaliśmy rozszyfrować jakąś pracę napisaną przez fizyków, w której były rozwiązywane jakieś niezbyt skomplikowane równania różniczkowe, ale dojście do tego, jakie to są równania i przetłumaczenie tego do zrozumiałej formy zajęło nam dobre pół godziny.

@TeBeG Skoro Twoim ulubionym przedmiotem jest matematyka, to sądzę, że dobrym wyborem byłby kierunek na którym trochę tej matematyki jest. Czyli matematyka, fizyka, jakiś kierunek ekonomiczny, lub techniczny. Podstawowym pytaniem jest - co chcesz w życiu robić? Siedzieć za biurkiem, pracować naukowo, czy może coś projektować?

Link to comment
Share on other sites

@Niziołka

Z tą skalą ocen, składających się jedynie z ocen "2" i "5"...Trochę enigmatycznie mi wyszło :wink: Miałem na myśli to, że niektóre osoby wolały już zgarnąć "dwóję" niż "trójkę" czy "czwórkę". W sumie nie wiem czym to było podyktowane. Myślę, że rolę odgrywała "indeksowa estetyka" (wszak trzeba przyznać, że "2" i "5", wlepione w indeks robią mocne wrażenie - mocniejsze niż "3" czy "4" :wink: BTW: swego czasu, niedaleko Szewskiej, w pubie "Rejs", za każdą "lufę" w indeksie serwowano darmową "zupę chmielową"), czysty pragmatyzm (jedynie "dwóję" można przekuć na "pionę") i chyba poczucie wygórowanych ambicji, w których brakuje miejsca na jakąkolwiek łaskę czy ochłapy/resztki w postaci "trójki" czy "czwórki".

@Turambar

Zgadza się, niektóre osoby, w stresującej sytuacji dopada "syndrom tabularazy". Jednak nie uwierzę, że osoby niezwykle aktywne na zajęciach, bardzo często zabierające głos, mówiące z sensem i na temat (słowem-merytorycznie bardzo dobrze przygotowane i otrzaskane z faktografii), nagle stwierdzają i powtarzają jak mantrę "ja nic nie umiem". Trochę to naciągane.

Mi również przed egzaminami towarzyszył stres (tylko wariat się nie boi :wink: ) i tak jak pisałeś: po wejściu do sali, po zapoznaniu się z egzaminacyjnymi pytaniami, te wredna małpa, siedząca na karku, gdzieś ucieka, rozmywa się - człowieka zaczyna ogarniać jakiś taki wewnętrzny spokój. Troszkę to paradoksalne, przecież to egzamin a nie spotkanie w pubie! Ludzka psychika jest nieobliczalna :wink:

@POLIPOLIK

"Wiem, że nic nie wiem" hmm... cholernie głęboka myśl. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ów cytat z Sokratesa, zaczyna cisnąć się na usta i zaczyna się "czuć", tę jakże starą myśl, w momencie gdy głowę ma się już napchaną informacjami aż do bólu a jednocześnie ma się przeświadczenie, że dysponujemy raptem drobnym ułamkiem całości wiedzy z danej materii.

Co do matematyki:

To prawda, że tej dziedziny nauki nie posiądzie się "młotem i kowadłem" czyli kuciem...

Mogę coś na ten temat powiedzieć, gdyż moja luba jest właśnie po matmie (UW nad Odrą). Jej "nauka" nie polegała na ślęczeniu całymi godzinami nad podręcznikami, na uczeniu się na pamięć itp. Ona po prostu całymi godzinami rozwiązywała dziesiątki zadań (z mojej perspektywy przypominało to rozwiązywanie krzyżówek). Innymi słowy - uczyła się przez praktykę, a wiadomo - trening czyni mistrza. Paskuda jedna przez całe studia leciała na samych piątkach...Do tej pory nie mogę tego ogarnąć :wink:

I tak, przyglądając się jej "nauce" dzień w dzień, doszedłem do wniosku, że matematyka sama w sobie, jako dziedzina nauki, jest jedną z najprostszych do ogarnięcia. Wystarczy mieć tylko jedną cechę: tzw. ścisły umysł (systematycznie ćwiczony). Bez tego w matmie (tej wysoko "levelowej") ani rusz. Natomiast humanistyczne dziedziny: wprawdzie tutaj każdy sobie może, prędzej czy później poradzić, jednak przyswojenie czy choćby zapoznanie się, z raptem jakimś jednym wątkiem humanistycznym wymaga czasu (o wiele dłuższego niż w przypadku tematu matematycznego).

Małżonka przygotowywała się na dane zajęcia jakąś godzinkę, ja natomiast musiałem zaznajomić się z np. 250 stronicowym tekstem z jednego tylko przedmiotu :)

Edited by Ferrou
Link to comment
Share on other sites

No wiesz Sevard - ja już doświadczyłem cząstki kuriozum studiów :) Gościu który nic nie kuma z inżynieri materiałowej dostał 4 za ściąganie i śmiał mi się w twarz (to taki ciężki typ niestety), a ja dostałem 3.5 - za własną "ciężką" pracę. Przy okazji pomogłem jakiemuś Hindusowi zdać, bo on ni hu-hu z tych materiałów. Fizykę lubie, matmę trochę mniej (choć jest ciekawa) do informatyki staram się przekonać (programowanie na kartkach...). Zobaczymy co z tego wyjdzie. W końcu to pierwszy semestr - albo wylecę albo mi się uda :)

Link to comment
Share on other sites

Miałem na myśli to, że niektóre osoby wolały już zgarnąć "dwóję" niż "trójkę" czy "czwórkę". W sumie nie wiem czym to było podyktowane. Myślę, że rolę odgrywała "indeksowa estetyka" (wszak trzeba przyznać, że "2" i "5", wlepione w indeks robią mocne wrażenie - mocniejsze niż "3" czy "4"
Wiesz, też coś w tym jest - jak się dostanie 5, to albo się mówi, że to dlatego, że się było świetnie obkutym i to efekt systematycznej pracy, albo, że to szczęście. A jak się dostanie 2, to co najwyżej można próbować powiedzieć, że się miało pecha, albo profesor się uwziął... a 3 albo 4 dla 'super ambitnych', oznacza, że się nie douczyli albo że zostali zagięci ;] (a do tego by się nie przyznali ;) ).

Ekhm. Wiem, że to banalne, itp., ale chyba jeśli nie będę o tym myślał (jak to do tej pory czyniłem - czy może raczej nie czyniłem), to w końcu narobię sobie bigosu, a w końcu chcę byc wegetarianinem, więc tego nie przełknę "in spe". Może macie jakieś rady albo możecie się podzielić z newbiem swoim doświadczeniem w szukaniu owego kierunku? Bo ja siebie jakoś w tym szukaniu odnaleźć nie mogę - niby mam ten informator, i w ogóle, ale takie suche dane niewiele mi dają. Jest ktoś, kto podzieli się ogromem swej wiedzy z kimś, kogo ulubionym przedmiotem jest matma, fizyka wydaje się interesująca, ale dosyć trudna, informatyka to głównie google, a reszta odpada? (poza angielskim, ale na dwujęzyczne studia na 99% nie pójdę). Proszę?

BTW. W dobrym temacie ten post, prawda?

Tak, w dobrym :) Powiem tak: zajrzyj sobie na stronę jakiegoś uniwersytetu i politechniki i przejedź wzrokiem po wszystkich kierunkach - jak tylko cię coś zaciekawi, otwórz to sobie w nowym okienku i porównuj dalej - jakie tam są zajęcia(chociaż nazwy zwykle nic nie mówią xD )? Jakie są opinie na temat tego kierunku?

Ja w trochę podobny sposób znalazłam - szczerze mówiąc, szukałam grafiki komputerowej, ale nie na ASP ani na Polibudzie(na obydwa się nie nadaję, jedno wymaga obcowania z 'artystami', a drugie - z fizyką xD '), bo chciałam zostać grafikiem od gier komputerowych... I w czasie przeglądania kierunków tak zobaczyłam Studia Historyczne i poczułam tą miłość od pierwszego wejrzenia :D W gimnazjum świetnie mi szło na olimpiadach(jakoś w liceum nie umieli nigdy mnie zapisać w terminie na nie ;/ ), uczenie się tego przedmiotu zawsze sprawiało mi przyjemność, 6 miałam albo bez problemów, albo uczenie się/robienie prac, żeby ją zdobyć sprawiało mi przyjemność... No i jeszcze podpytywałam swoich nauczycieli od historii, jak się studiuje ten kierunek(w sumie jeszcze w gimnazjum o to wypytywałam nauczycielkę, ale później w ogóle pomysł na te studia wypadł mi z głowy :/ ). No i później przez całą rok miałam motywację, żeby się jak najlepiej przygotować na maturę z historii :)

Zastanawiałam się jeszcze trochę nad historią sztuki, a nawet polonistyką(?!), ale obecność 'artystów' mnie zniechęciła, to dla mnie zawsze był tylko 'plan B' :)

I rodzina chciała zawsze, żebym studiowała psychologię, nie wiem czemu @_@ Jakoś od paru lat czuję się na to zbyt aspołecznie i jakoś moim życiowym planem nie jest zbieranie na siebie problemów setek ludzi ;/ Poza tym - nie wiem czemu, to pewnie raniące dla tego kierunku, ale kojarzą mi się z nim tylko dziewuszki w białych kozaczkach, które musiały sobie wybrać jakieś studia, żeby być 'mondre', a florystyka i kosmetologia były już zajęte :P

A jak u was było? Co was skłoniło do wyboru studiów?:)

Link to comment
Share on other sites

Witajcie,

Ja mam do was pytanie, odnośnie właśnie wyboru studiów. Czy któryś z Szanownych Forumowiczów jest, albo był na ASP na Wydziale Tkaniny i Ubioru lub w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi? Temat ostatnimi czasy bardzo mnie zainteresował, świetnie się czuję w tych klimatach i jestem strasznie przekonany, że "to właśnie to".

Jeśli ktoś jest lub był, to jak tam jest? A przede wszystkim, z czego powinienem się starać osiągać dobre wyniki w nauce i ewentualne przedmioty na maturę. Jeśli o jakimś elemencie zapomniałem, pominąłem lub po prostu nie pomyślałem, to bardzo proszę o uzupełnienie.

Z góry dziękuję za odpowiedź,

Pozdrawiam :)

Link to comment
Share on other sites

Ja mam do was pytanie, odnośnie właśnie wyboru studiów. Czy któryś z Szanownych Forumowiczów jest, albo był na ASP na Wydziale Tkaniny i Ubioru lub w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi? Temat ostatnimi czasy bardzo mnie zainteresował, świetnie się czuję w tych klimatach i jestem strasznie przekonany, że "to właśnie to".

Jeśli ktoś jest lub był, to jak tam jest? A przede wszystkim, z czego powinienem się starać osiągać dobre wyniki w nauce i ewentualne przedmioty na maturę. Jeśli o jakimś elemencie zapomniałem, pominąłem lub po prostu nie pomyślałem, to bardzo proszę o uzupełnienie.

Przede wszystkim - co na stronie uczelni piszą, że jest potrzebne? Wiem, że z pewnością przyda ci się pouczyć do matury z Historii Sztuki - chociaż jest o wiele trudniejsza, niż się wiele osób, które ją wybierają spodziewają, ale przyda ci się z bardzo ważnego powodu - przy przyjmowaniu na ASP zwykle są rozmowy ze studentami - o ich poglądach, czemu zdecydowali się na ASP, ale i ogólne rozmowy o kulturze.

W liceum plastycznym kazano nam robić sobie prace do teczki na ASP, ponoć najlepiej, żeby było ich ok. 20 (chociaż, jak już pisałam, na stronie ASP powinno być napisane, czego wymagają), - w tym martwe natury(farbami i ołówkiem) i ołówkowe postacie. Jeśli masz jakieś swoje interesujące prace z tkanin(a zapewne masz, skoro zdążyłeś - przekonać się, że to cię interesuje :) ), polecam wziąć ze sobą lub obfotografować i nagrać na płytce.

Jeśli nie uda ci się tutaj znaleźć pomocy, zostaje jeszcze jeden dobry sposób - odnalezienie tej uczelni na NK i wypytanie przez PM tamtejszych studentów o to, jak tam jest i co jest potrzebne :)

Link to comment
Share on other sites

Eee, no to luzik. Wielkie dzięki za pomoc, przyda się z całą pewnością ;) Rozmowy się nie boje, tym bardziej kiedy pytają dlaczego akurat ten kierunek :)

OK, dzięki, jeśli ktoś jeszcze miałby jakieś ciekawe informacje o tych szkołach to z góry dziękuję,

Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

Mnie do wyboru mojego kierunku (Transport) skłoniły moje zainteresowania Komunikacyjno-Miejskie (autobusy, tramwaje itp.). Jednak póki co jedynym przedmiotem, który przyda nam się w przyszłości jest Geometria Wykreślna. :/ Po co nam wiedzieć jaka jest granica jakiegoś szeregu czy ciągu, jak i tak później to nie będzie to niczego potrzebne? :dry:

A co do ASP: moja koleżanka próbowała tam się dostać, ale okazało się, że na tej uczelni rządzą tylko pieniądze - także mack00, jeżeli cię na to stać, to na ASP się dostaniesz. :>

Edited by krzyhu
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...