niziołka

Studia

1681 postów w tym temacie

1) Przestrzegamy Regulaminu Forum CD-Action.

2) Pamiętamy, że wyklucza to rozmowy o używkach.

3) Staramy się pisać poprawnie - bo to, że piszemy 'z sensem' jest oczywistą oczywistością.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widzę, że studia już się do "Szkoły" nie liczą? No to dobra...Mam pytanie do studentów(Kaptain Obvious :P). Jak to jest u was z zamieszkaniem? Co lepsze? Akademik, czy stancja? Jakie są wady i zalety?

@down:

Ty zacząłeś, w końcu jesteś studentem. Gimnazjalista jak ja się tu nie liczy.

Edytowane przez brylant
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hehe to może ja zacznę :). Studiuję na 1 roku Politechniki Gdańskiej - wydział Inżynieri Lądowiej i Środowiska, kierunek Transport (studia dzienne).

Chciałem od razu powiedzieć, że strasznie denerwują mnie te wszystkie stereotypy studentów - pijaków, palaczy i wiecznych imprezowiczów. Ja od początku roku nie byłem jeszcze na żadnej imprezie, i jakoś nie mam na to ochoty (cisnąć się wśród paruset osób w dymie papierosowym - ja podziękuję).

Moje przedmioty to: Matematyka, Fizyka, Geometria Wykreślna, Psychologia Zagrożeń Społecznych i Podstawy Psychologii i Socjologii. W sumie to z tymi trzema pierwszymi mam same problemy i niezbyt wiele rozumiem (szczególnie z geometrii). :P

Całe szczęście mieszkam z rodzicami w domu w Gdańsku i nie muszę "mieszkać" w akademiku, czy wynajmować mieszkanie. Akademiki to dla mnie porażka totalna - ja nie wiem jak można mieć toalety na korytarzu i mieszkać z obcymi ludźmi w pokoju. :/ Wynajmowanie jest już lepszą opcją, no ale to kosztuje.

Może ktoś jeszcze z tego forum studiuje na PG? Piszcie! :D

EDIT: NO dobra, prawie zacząłem. xP

Edytowane przez krzyhu
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Niestety natłok zajęć i szybkość kursu oznacza, że nawet na 5-letnich jednolitych nie ma czasu na rozkoszowanie się lekturą. A Levi-Strauss (nieodżałowany) i Braudel to mistrzostwo- bardzo smakowite kęski, a rozumiem, że Braudela Morze Śródziemne?

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ke?... Trymus, chyba ci się tematy pomyliły. :/ Co ty tu z jakimiś książkami wyskakujesz nagle ni z gruchy ni z pietruchy?

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Niestety natłok zajęć i szybkość kursu oznacza, że nawet na 5-letnich jednolitych nie ma czasu na rozkoszowanie się lekturą. A Levi-Strauss (nieodżałowany) i Braudel to mistrzostwo- bardzo smakowite kęski, a rozumiem, że Braudela Morze Śródziemne?
Nie, "Długie Trwanie" ;)

Jak to jest u was z zamieszkaniem? Co lepsze? Akademik, czy stancja? Jakie są wady i zalety?
Dojeżdżam! :D 42 minuty w jedną stronę :P +20 minut na stację i 30 ze stacji na uczelnię, i tak 2x dziennie :P Wady? trzeba wstawać czasami dużo wcześniej niż inni, i później niż inni wracasz. Jeśli masz kiepskie układy z rodziną, to mogą ci trochę utrudniać naukę po powrocie, a i współpasażerowie potrafią być wnerwiający... ale: spacerek na świeżym powietrzu nigdy nie zaszkodził, pozwala odpocząć psychicznie po zajęciach, albo rano orzeźwić(no i to w sumie są jedyne ćwiczenia, na jakie się ma czas, a jakąkolwiek kondycję trzeba utrzymać xD ). W pociągu można sobie spokojnie słuchać muzyki* i się np. uczyć, ew. zagrać na telefonie lub konsoli, bądź poczytać książkę, żeby odprężyć się jeszcze przed powrotem do domu i wtedy wziąć się za naukę! :D No i są jeszcze obiadki domowe, nie trzeba się martwić przeprowadzkami, wszystko co twoje masz zawsze na miejscu i znasz wszystkie odpały współlokatorów :P (bo mieszkanie z kimś 'sprawdzonym' się nie zawsze sprawdza - kiedyś próbowałam zamieszkać w akademiku z koleżanką... Najpierw 'myliła' nasze wspólne rzeczy a potem nagle zniknęła na tydzień ).

Moje przedmioty to: Matematyka, Fizyka, Geometria Wykreślna, Psychologia Zagrożeń Społecznych i Podstawy Psychologii i Socjologii. W sumie to z tymi trzema pierwszymi mam same problemy i niezbyt wiele rozumiem (szczególnie z geometrii). tongue_prosty.gif

Historia Archiwistyki, Wstęp do Archiwistyki, Wstęp do Administracji, Vadamecum Nauk Historycznych, Historia Śląska do 1740 roku(wykład i konwersatorium), Historia Starożytna(wykład i ćwiczenia), Historia Sztuki, Historia Architektury, Prahistoria Ziem Polskich, lektorat z języka angielskiego, łacina, obowiązkowy wykład dodatkowy: Kartografia w ujęciu multimedialnym :)

Krzyhu -> Rozmowę z Trymusem zaczęłam jeszcze w temacie "Szkoła", tak samo jak zaprosiłam tutaj osoby z tematu FoS, które również rozmawiały o studiach. A, że zaczynanie tej samej rozmowy kilka razy byłoby bez sensu, po prostu swobodnie kontynuujemy ją tutaj :D

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Skoro o transporcie... Ja z tych dojeżdżających. Podobnie jak nasza urocza moderatorka, około 40 minut w jedną stronę, plus krótki spacerek. Czas spędzony w busie można spędzić na nauce, a i czasem kogoś znajomego da się spotkać. Nieprzyjemnie się robi, kiedy na bus trzeba wstać o 5.30 rano. Potem się okazuje, że wszystkie miejsca siedzące zajęte i w stanie półprzytomnym trzeba próbować utrzymać równowagę. Ogólnie rzecz biorąc już się przyzwyczaiłem..

Widzę, że doszło do "wymienianki" naszych chorych przedmiotów. Mój krzyż tworzą: logika, łacina, W-F, historia prawa, historia ustroju Polski na tle powszechnym, prawoznawstwo i język obcy (na moje nieszczęście rosyjski z piekielnie nieprzyjazną carycą).

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

O, fajny temat. ;]

Ja sobie studiuję niezbyt oryginalną filologię angielską na ATH w Bielsku (niedługo będzie to UB - Uniwersytet Beskidzki, woohoo!) i jak na razie nie narzekam, aczkolwiek jeśli mnie spytacie o nazwy przedmiotów, to jeszcze nie rozkminiłem ich skrótów z planu. :)Anyway, na razie nie gonią nas strasznie z kolokwiami (poza panią z fonologii, który to przedmiot prawdopodobnie wzięty został z kosmosu), a translatoryka czy writing z sympatycznym native speakerem są wręcz fajne.

Ludzi z rocznika też mam w głównej mierze fantastycznych, od czasu do czasu się gdzieś pobawimy, ale bez szaleństw w stylu studenckich mitów. A mieszkam sobie na stancji u wuja, co ma taką przewagę nad wszystkim innym, że jest za darmo. ;] Wprawdzie w kwestii wyżywienia muszę sobie radzić sam, ale od czego są zupki chińskie (dopiero teraz naprawdę je doceniam) i inne tego typu drażety. Czasem nawet coś upichcę!

O nieobecności w FoS pytałem profilaktycznie (choć z takiego niemieckiego limit już dawno wykorzystałem), bowiem zazwyczaj możemy nie być 2-3 razy na ćwiczeniach, z tym że np. gość z tłumaczenia za dodatkowe zadaje po prostu jakieś przekłady i jak dla mnie to jest zdrowe podejście. A wiadomo, czasem iść się po prostu nie chce/uczelnia nie jest po drodze, etc. Na wykładach może nas nie być i tego się trzymamy, przed kolokwiami z nich w większości przypadków otrzymamy listę pytań, poza jednym, na którym wystarczy być. A jak się nie udaje, to zawsze ktoś życzliwy człowieka na listę wpisze. :P

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Również byłem (czas przeszły, mgr zdobyty) z tych dojeżdżających: 15 minut spacerek na stację, 45 minut pociągiem (90% kursów na stojąco), 10 minut pieszo na przystanek, 15/20 minut tramwajem (100% kursów na stojąco) po czym znowu 10 minut z buta na uczelnię. Początki były masakryczne, ale gdy człek nieco przywykł to znajdywał w tym całym rytuale czas dla siebie, na odpoczynek, na swoje własne pasje, na przemyślenia itp. Książki, prasa, giery, muza, sisimensy tudzież drzemka - tego się nie ma mieszkając na obczyźnie :laugh: Największą zaletą (gdy się ma w porządku rodzinkę ma się rozumieć) jest spokój przy nauce. W moim przypadku zaowocowało to bezbłędną, pięcioletnią drogą do dyplomu - nie miałem ani jednej poprawki, wszystko zaliczałem przy pierwszych rzutach. Naturalnie traci się trochę studenckiego życia poza uczelnią, ale można sobie to w każdej chwili było nadrobić i wszelkie wypady ustawiać z góry, bacząc na obowiązki.

A i nie miałem głupich przedmiotów - same mądre rzeczy mi do głowy wkładali i do dlatego jestem teraz sexowny :<

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja studiuje anglojęzycznie na Politechnice Warszawskiej. Na stancji - jest całkiem fajnie, wszystko jest i dojazd to tylko 25-30 minut na uczelnie (w tym około 15-20 minut spaceru :)), więc można powiedzieć, że mi się udało. Same studia... na razie jest luźno (w tym tygodniu 3 kolokwia i dwie wejściówki... i ja mówie, że luźno?) i całkiem miła atmosfera. Ludzie sobie pomagają i są nawet mili. W przeciwieństwie do np. Akademii Medycznej, gdzie wyścig szczurów jest na całego. Na razie polecam studia na politechnice. Na razie. Do pierwszej sesji :)

EDIT @Dół - Jak "Stancja", "Studia" albo "Spacer"? :)

Edytowane przez HammerHead
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Szczęściem jest mieszkać i studiować w tym samym mieście, zaprawdę powiadam wam. Jeszcze z rodzicami ( nie, wyprowadzać się to za szybko nie będę, to nie jest priorytet ), więc kwestia żywienia wygląda o niebo lepiej niż w akademikach.

Studia? Historia, trzeci rok na Uniwersytecie Gdańskim, specjalizacja nauczycielska. Miałem już "wstęp do teorii państwa i prawa", "psychologii" nieco, "pedagogiki", różne dziwne przedmioty w rodzaju "Socjologii" czy też "Samorządu i wspólnot lokalnych". Wszystko niby kursowe, plus historia sensu stricte, aktualnie międzywojnie i II Wojna Światowa.

Dojazd? Mniej niż pięć minut spacerkiem na tramwaj i pół godziny jazdy tymże ( mieszkam nieco na uboczu Gdańska. Mam dojazd ładny wszędzie, ale długo on trwa, niestety ). A potem już dwie minuty na przejście na wydział, zdanie kurtki i wyszukanie jełopów i z roku. Nic specjalnego, po drodze zawsze znajdzie się okazja do przeczytania czegoś ( mam tak, że moją małą dzielnicę tramwaj objeżdża, stąd są przystanki mniej i bardziej zatłoczone, a ja od lat chadzam na te pierwsze ) albo posłuchania muzyki.

A za rok pewnie wezmę drugi kierunek. Może administracja? Trudno powiedzieć.

PS - czy ja widziałem wyżej to złowrogie słowo na literę S?

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pawlaki studiują mechatronikę na bydgoskim UKW. Mieszkają w akademiku (świeżo wyremontowanym), dzieląc łazienkę z sześcioma dziewczynami (za jakie grzechy? T_T). Z przedmiotów to: matma, fiza, BHP i ergonomia pracy, zapis konstrukcji i CAD, tworzywa sztuczne i kompozyty, mechanika, filozofia, angielski. Zajęcia ma od poniedziałku do czwartku od rana do wieczora - przynajmniej dłuższy weekend. Na uczelnię jest 18 minut spacerkiem. Szkoda że jeszcze bufetu w naszym budynku nie zrobili (chociażby automat z batonami postawili).

Szczęściem jest mieszkać i studiować w tym samym mieście, zaprawdę powiadam wam.
Może pod względem infrastrukturalno-finansowo-transportowym, ale mnie w domu mózg automatycznie przełącza się na relaks i nie jest w stanie skupić się na nauce.

Może by jakąś ankietę do tematu dać?

Edytowane przez pavlaq89
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Może pod względem infrastrukturalno-finansowo-transportowym, ale mnie w domu mózg automatycznie przełącza się na relaks i nie jest w stanie skupić się na nauce.

Heh, mam tak samo. W okresie sesyjnym i przed ćwiczeniami jakoś się mobilizuję, w innym wypadku zapomnij. Ale wolę mieć swoje cztery kąty i tam sobie siedzieć po zajęciach, niż mieszkać z X osobami na jednym piętrze, słuchać dwóch imprez, organizowanych w tym samym czasie, mieć ograniczony dostęp do lodówki, kuchni i łazienki ( wiem, stereotyp, ale coś nie sądzę, by większość akademików od niego odbiegała ).

No i skoro jestem sporo poza domem i tam głównie się uczę i szykuję do zajęć ( okienka między wykładami bolą... ), to po powrocie chcę się zrelaksować, o!

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
dzieląc łazienkę z sześcioma dziewczynami (za jakie grzechy? T_T).

Za jakie grzechy? Ja pierdziele, po raz kolejny totalnie ciebie nie mogę zrozumieć. No chyba że te dziewczyny o jakieś pasztety?

Salantor - ta dzielnica to Brzeźno?

Ja niby mieszkam w Gdańsku ale dojeżdżam prawie godzinę - na przystanek z 7 minut, 45 minut jazdy (z przesiadką z autobusu na autobus, a potem na tramwaj), i jeszcze dojście z tramwaju 3 minutki. :D

Szkoda że jeszcze bufetu w naszym budynku nie zrobili (chociażby automat z batonami postawili).

Hehehe a my mamy tuż obok PG bar z kebabem zwany Alabalakebap - mają super ceny (8zł za średniego) i bardzo dobre, świeże warzywa, i świetne sosy. Jak całą ekipą najemy się kebabów z sosem czosnkowym, to potem siadamy na ćwiczeniach z matmy w pierwszej ławce i nauczyciel od razu ucieka na tył sali. :D

Edytowane przez krzyhu
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
stereotyp

Coś w tym jest, ale teraz trafiłem w miarę spokojne, czyste (póki co) miejsce. Nie to co dwójka PG... Brrrr...

po raz kolejny totalnie ciebie nie mogę zrozumieć
Lubisz potykać się o czyjeś klapki, idąc do kibla? Lubisz wynosić tony śmieci, po tym jak sąsiadka obok sprosi koleżanki na pogaduchy? A kiedy chcę wziąć prysznic, to nie ma gdzie powiesić ręcznika, bo pomimo, że lokatorów jest 8 (odliczyć mnie i kolegę z pokoju), to wisi tam 10 ręczników. Nie wspominając, że przy zlewie/lustrze/prysznicu wala się tysiąc pięćset szamponów, depilatorów i kto wie czego jeszcze. Wolę mieszkać wokół facetów, bo pomimo brudu nie ma bałaganu.

Alabala Kebap
Uh, raz tam byłem... Wolałbym już ETIburgera... A wiesz skąd koty przy gmachu wydziału OJO? No to teraz już wiesz :P Odradzam tamtejsze specjały... Edytowane przez pavlaq89
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hm, w sumie z tą łazienką to masz rację. I pewnie do tego wiecznie zajęta jest?

Widzę, żeś pawlaczu na PG studiował, też mechatronikę? I czemu się przeniosłeś?

A z tymi kotami, to wolę się nie domyślać, o co ci chodzi (ale faktycznie jest ich tam od zarąbania). Ja tam na kebaba nie narzekam tak jak zresztą wiele osób z mojej grupy.

Ale ja bym tak nie mógł z innymi, obcymi ludźmi mieszkać, a w szczególności dzielić łazienki! Ja już stałem się taki sterylny, że nawet jak dziadek, czy ciocia przyjadą do nas na noc, to wycieram za każdym razem kibel (mam swoją łazienkę tylko dla siebie).

A ten ETIburger to co to i gdzie to? Chętnie bym spróbował.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ano w poprzednim roku dałem się nabrać na "nabór na inżynierów" (Lord w blogasku pisał) i jako średniak wepchnąłem się na Elektronikę i Telekomunikację na wydziale ETI. Los chciał, że byłem "prototypowym" pierwszym rocznikiem, który korzystał w pełni (tak naprawdę to nie) z Nowego Gmachu O Audytoriach Tak Wielkich Że Musisz Wziąć Lornetkę Aby Dojrzeć Wykładowcę. No i jedynym rokiem, który dwa semestry matmy miał upchane w jednym (sic!). Hurtem przyjmowali takich z wynikami gorszymi od moich - zapełnili ponad 400 miejsc (mówię o jednym kierunku). Jak łatwo przewidzieć ponad 3/4 straciło rok i ja należałem do tych statystycznych 80% (to jest dokładna statystyka, bo jak w ławkach siedzieliśmy to na 6 przeszedł dalej jeden).

Wybierz się kiedyś do bufetu na stare ETI i zamów ETIburgera - albo będą bić brawo, albo zapytają się czy sporządziłeś testament.

sterylny
Ja nabawiłem się odruchu mycia rąk dwadzieścia razy dziennie. Pół biedy, że dziewczynom chce się czyścić łazienkę - i do tego podchodzą bardzo skrupulatnie. Edytowane przez pavlaq89
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ano w poprzednim roku dałem się nabrać na "nabór na inżynierów" (Lord w blogasku pisał) i jako średniak wepchnąłem się na Elektronikę i Telekomunikację na wydziale ETI. Los chciał, że byłem "prototypowym" pierwszym rocznikiem, który korzystał w pełni (tak naprawdę to nie) z Nowego Gmachu O Audytoriach Tak Wielkich Że Musisz Wziąć Lornetkę Aby Dojrzeć Wykładowcę.
Też taką mamy :D I juz w pierwszym miesiącu się nauczyliśmy, żeby do niej jedynej przychodzić w kurtkach - jest tam zwykle zimno. A, że jest tam wielu studentów, szybko zaczyna się robić duszno, więc wykładowcy proszą o otworzenie okna, co sprawia, że jest lodowato :D To jest też sposób, na sprawdzanie, jak kto chodzi na wykłady - bo jeśli przychodzi bez kurtki, znaczy, że raczej rzadko przychodził do tej pory na wykłady, i nie wie, jak jest w Audytorium :D

Lubisz potykać się o czyjeś klapki, idąc do kibla? Lubisz wynosić tony śmieci, po tym jak sąsiadka obok sprosi koleżanki na pogaduchy? A kiedy chcę wziąć prysznic, to nie ma gdzie powiesić ręcznika, bo pomimo, że lokatorów jest 8 (odliczyć mnie i kolegę z pokoju), to wisi tam 10 ręczników. Nie wspominając, że przy zlewie/lustrze/prysznicu wala się tysiąc pięćset szamponów, depilatorów i kto wie czego jeszcze. Wolę mieszkać wokół facetów, bo pomimo brudu nie ma bałaganu.
Dochodzi jeszcze bitwa o lustro(przynajmniej tak było, jak mieszkałam w czteroosobowym pokoju z 3 dziewczynami - i 1 łazienką), bitwa o kontakty(na wszystkie suszarki/prostownice/karbownice itd) i każda płaska przestrzeń zajęta 20 tysiącami szamponów, kredek do oczu itd :P No i dziwne prośby 'czy mogłabyś/mógłbyś mi wyjąć kontakty z oczu? Mam krem na rękach, a się spieszę' 'Hej, która umie robić warkocze?' itd ;]

Uwierz mi: naprawdę mieszkanie z dużą ilością kobiet i małą ilością łazienek jest mało zabawna ;] Także w obawie przed tym wolę już sobie dojeżdżać :]

Uh, raz tam byłem... Wolałbym już ETIburgera... A wiesz skąd koty przy gmachu wydziału OJO? No to teraz już wiesz
Hehe, w pobliżu naszego instytutu jest bar Papirus :D za 5 złotych jest hamburger wielkości słusznego kebaba i to jeszcze z mnóstwem różnych warzyw i 3 sosami do wyboru :D W środę i piątek, jak mam zajęcia do 17:15, a wcześniej okienka - tam jem obiad ;) (w poniedziałek też kończę o takiej godzinie, ale nie mam okienek T_T). No i w bufecie historii sztuki(3-4 metry dalej :P ) jest świetna czekolada pistacjowa za 2 zlote :D lepsza od wszystkiego, co serwują automaty :D

Heh, mam tak samo. W okresie sesyjnym i przed ćwiczeniami jakoś się mobilizuję, w innym wypadku zapomnij. Ale wolę mieć swoje cztery kąty i tam sobie siedzieć po zajęciach, niż mieszkać z X osobami na jednym piętrze, słuchać dwóch imprez, organizowanych w tym samym czasie, mieć ograniczony dostęp do lodówki, kuchni i łazienki ( wiem, stereotyp, ale coś nie sądzę, by większość akademików od niego odbiegała ).

No i skoro jestem sporo poza domem i tam głównie się uczę i szykuję do zajęć ( okienka między wykładami bolą... ), to po powrocie chcę się zrelaksować, o!

Hehe, ja zwykle korzystam z wolności tylko na weekend, i tylko czasami(jutro mam wyjątkowo dobry dzień, bo jest Święto Uniwersytetu Wrocławskiego i mamy wolne :D ). Na co dzień jednak po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu obijam się przez jakieś pół godziny(sprawdzenie poczty itd) i idę się uczyć ._. Co do okienek - w środę mam 4-godzinne i cały ten czas spędzam w bibliotece, bo ma +5 do koncentracji :D a w piątek, na godzinnym okienku, kiedy juz nie jestem w stanie myśleć, jem obiad i razem z grupą próbujemy jeszcze powtórzyć łacinę(chociaż zwykle kończy się to na głupich grach typu 'podaj imię ze starożytności zaczynające się na ostatnią literę poprzedniego. Okazuje się, że prawie wszystkie kończą się na A albo S ;] , lub dziwnych rozmowach, odstraszających z bufetu Historii Sztuki, gdzie się melinujemy, tamtejszych studentów xD ).
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
W moim przypadku zaowocowało to bezbłędną, pięcioletnią drogą do dyplomu - nie miałem ani jednej poprawki, wszystko zaliczałem przy pierwszych rzutach. Naturalnie traci się trochę studenckiego życia poza uczelnią

W sumie miałem podobnie, choć nie robiłem studiów jednolitych - najpierw licencjat, potem SUM. Dojazdy były uciążliwe, szczególnie że droga do Krakowa lubi być zakorkowana i z dwóch godzin w jedną stronę robi się trzy i pół. Ale dzięki ępetrujce dało rady przeżyć. Poprawki to też rzecz obca dla mnie, jak jest termin, to się człowiek nauczył, choć raz się zdarzyły trzy egzaminy w jednym dniu :wacko: Dobrą receptą jest chodzenie na wykłady i uważanie na nich. Właściwie najtrudniejszą rzeczą było dla mnie znalezienie na tyle siły woli w sobie, żeby przysiąść nad pracą licencjacką i później magisterską, bo o ile przekopywanie aktów prawnych raczej lubię, tak baaardzo ciężko mi było się przymusić do tego, zgodnie z powiedzeniem "najtrudniej jest zacząć". Przy pracy licencjackiej był pewien niemiły epizod, gdy trzeba było wypluć z siebie jeden rozdział w trzy dni, ale jakoś mi się udało i była z tego satysfakcja :)

Proponuję zabawę pt. "opisz swoje przygody z dziekanatem!". Ja na wydanie dyplomu czekam już czwarty miesiąc.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze na I roku studiów trzeba było załatwić w- w tych zamierzchłych czasach, gdy nie mieliśmy jeszcze ultranowoczesnej zawodowej armii, strzeżącej naszej mocarstwowej pozycji- zaświadczenie od uczelni, o byciu studentem studentem. Ów świstek rozdawali w pierwszych tygodniach studiów całkowicie niepoprawnie politycznie studentom płci męskiej. Chełpliwie przyjąłem, po czym natychmiast złożyłem immunitet w żelbetonowych murach terroryzującej moją prowincję powszechnym poborem WKU. Gdzieś na początku I sesji zimowej odnajduję w akademiku polecony sprzed 3 tygodni, który nakazuje mi pod rygorem wcielenia stawić się 2 tygodnie wcześniej w WKU obejmującej miejsce mojego studiowania. Dowiedziawszy się, że musiała zajść pomyłka, i ona sprawiła, że jestem zmuszony dwa razy nosić zaświadczenie w dwa różne miejsca w czasach natowskich systemów satelitarnych, które powinny moje pierwsze zaświadczonko roznieść po całej armii przypominając jej, że nie ma co na mnie liczyć, usłyszałem jedynie, że jest nam przykro, ale zaświadczenie trzeba przynieść. Oczywiście był chyba dzień stworzenia wszystkich dziekanatów-środa- w którym wierne pracownice uchylają się od pracy na rzecz adorowania stwórcy . W czwartek usłyszałem, że dziekan będzie w poniedziałek i wówczas miałem się zgłosić (wszystko dzieje się już po egzaminach gdy mógłbym robić cokolwiek ciekawszego niż poznawanie ciemnych zakamarków rzeczywistości administracji wojskowo-uczelnianej). Sceptyczny przylazłem w rzeczony poniedziałek, po chwili już zdumiony otrzymałem nawet pisemko. Wyszedłem szczęśliwy jak dziecko, któremu udało się przekonać rodziców, że kupują mu komputer służący do nauki, po czym powędrowałem do WKU na ostateczne rozstrzygnięcie. Gdzieś w połowie drogi z nudów zacząłem się przyglądać karteczce, serce rosło na widok ogromnej pieczątki i tych wszystkich środków uwierzytelniających moją wolność. Nagle postanowiłem zapoznać się z treścią...po otrząśnięciu się z szoku skonstatowałem, że niosę w stronę czekającej na zwierzynę armii oświadczenie o skreśleniu z listy studentów. Okazało się, że zaszła pomyłka i Pani z dziekanatu wydrukowała mi zły szablon- co to zresztą dla nich za różnica jeden w tą czy w tamtą. Dla mnie była dość znacząca-wszystko skończyło się dobrze, Pani z dziekanatu nawet się uśmiała, ale czekać musiałem kolejne dwa dni- ot tak bym miał więcej czasu na zadumę nad Polską.

Edytowane przez Trymus
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Skoro piszemy o tym "najpiękniejszym okresie życia" to i ja dodam tu swoje kilka groszy. Studiuję na Uniwerku Warszawskiem, Wydziale Zarządzania kierunek o nazwie Finanse i Rachunkowość. Jak się tu dostałem sam nie wiem. Przeraża mnie to, że wybierając tę drogę skończę jako gryzipiórek w jakimś konsorcjum banków kredytów eksportowych, czy czymś w ten deseń. Straszne. Jedyna chyba zaleta tego kierunku to to, że mam najmniej zajęć w całej Warszawie! Gdyby plan dobrze ułożyć, to 3 dni wolnego w tygodniu :D

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja MAM 3 dni wolnego w tygodniu. Problem w tym, że trzeba doliczyć weekend... Plan mam nienajgorszy, we wtorek mam od 6 do 8 godzin matmy (jeżeli idę na zajęcia dodatkowe - a chodzę) i jestem na uczelni od 8 do 20 :)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widzisz - ja matmy nienawidzę ^^ mam jedną tygodniowo (ćw) a i tak mam awersję do niej.

Z zalet uczelni mamy smaczny bufet, bo catering Lotu :D

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Plan? W tym semestrze mam aż za dobry.

Paniedzielnik - wolne.

Wtornik - wykład o 9.45, 11.30 konwersatorium, fajrant.

Środa - ósma rano wykład, potem ćwiczenia, pięć godzin okna, godzina trzecia... albo trochę potem ćwiczenia, monograf i o szóstej/siódmej w domu.

Cietwierk - start o 11.30 z wykładem, ćwiczenia, ćwiczenia, o piątej z hakiem w domu.

Piatnica - wolne ( teoretycznie o ósmej wykład, gdzie facet po prostu czyta treść ustawy, dwie godziny później seminarium, gdzie nie trzeba przychodzić a mam umówiony termin oddania rozdziału pracy a potem wykład, z którego jest pisemny egzamin na samych podręcznikach oparty... Więc jak to zebrać do kupy, to zerowe mam chęci na przychodzenie ).

I jak tu potem znaleźć wenę na cokolwiek poza leniuchowaniem? Ehs...

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja mimo studiowania dwóch kierunków tez nie mam zbyt ciężkiego planu;) Najgorsze są okienka, bo wtedy nie bardzo opłaca się jechać z Kortowa do centrum gdzie mieszkam. A na Kortowie pełno pokus i znajomych namawiających do złego, czyli do niepójścia na kolejne zajęcia:)

Trzy razy mam na 8 godzinę i to mi najbardziej nie pasuje, bo lubię raczej prowadzić nocny tryb życia;) A zwlekanie się we wtorek rano na łacinę nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy:)

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.