Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

mocnowidno

Legend of the Galactic Heroes

Recommended Posts

loghagain.jpg

W każdym czasie, w każdym miejscu,
ludzkie czyny pozostają takie same.


Legend of the Galactic Heroes


<ciach>

Typ: OVA
Liczba odcinków: 110×25 min
Data emisji: Grudzień 1987 - Październik 1997
Studio: Madhouse, Kitty Films, Artland
Gatunek: Polityczno-wojenne, Space Opera, Sci-Fi, Dramat
Autor pierwowzoru: Yoshiki Tanaka

recenzja Grisznaka na Tanuki-Anime
recenzja gentle monstera na Tanuki-Anime
recenzja Daldowa na Azunime

Średnia ocen na MyAnimeList: 8.98
Średnia ocen na AniDB: 9.07

Przedmiot tego tematu jest na dzień dzisiejszy zdecydowanie najlepszą fabularnie pozycją anime, z jaką miałem się przyjemność zetknąć (w sumie to przewyższa też wszystkie mangi, które przeczytałem). Jednakże zanim przejdę do właściwej części posta pozwolę sobie przedstawić kilka ciekawostek;
- Legend of the Galactic Heroes to największa pod względem liczby zatrudnionych aktorów produkcja w historii animacji
- na serię składają się: seria OVA (110 odcinków), trzy filmy (Legend of the Galactic Heroes: My Conquest is the Sea of the Stars, Legend of the Galactic Heroes: Overture to a New War, Legend of the Galactic Heroes: Golden Wings), oraz dwa gaideny po 24 i 28 odcinków (Legend of the Galactic Heroes: A Hundred Billion Stars; A Hundred Billion Lights, Legend of the Galactic Heroes: Spiral Labyrinth)
- anime jest adaptacją książkowego cyklu o tym samym tytule, autorstwa Yoshikiego Tanaki (14 tomów), który w 1988 roku otrzymał Nagrodę Seiun dla Najlepszej Powieści Roku (nagroda w obrębie japońskiego science-fiction, przyznawana poprzez głosowanie fanów)
- pierwowzór jest uznawany za najlepsze dzieło japońskiego science-fiction

Co by uciec od schematów zacznijmy może jednak od wad, lub rzeczy, które mogą stanowić przeszkodę dla potencjalnych widzów:
- wyobrażenia o technologii przyszłości typowe dla tamtego okresu
- realizm warunkujący tempo akcji
- przyczyna kultu wokół tej serii zaczyna być widoczna dopiero po -nastym odcinku, początek to wprowadzenie do rozbudowanego uniwersum, nakreślenie sytuacji geopolitycznej i przybliżenie sylwetek bohaterów
- przestarzała animacja w początkowych epizodach (potem znacznie się polepsza, podobnie jak i inne elementy składowe serii)
- osoby nastawione skrajnie sceptycznie do militariów/wojskowości raczej nie zostaną fanami tej produkcji, podobnież jak i te które stawiają na czystką rozrywkę (nie wspominając już nawet o tych, którzy oczekują fajerwerków w kwestii oprawy audio-wizualnej)
- brak jakiegokolwiek fanserwisu
- seria poważnie podchodzi do tego, o czym opowiada

Jednakże Ci, którym powyższe rzeczy nie będą przeszkadzać, tudzież nie będą decydujące o podjęciu decyzji o obejrzeniu, znajdą tutaj:
- epicką, wielowątkową fabułę, której sposób przedstawienia przypomina kronikę historyczną (brak patosu, realizm wydarzeń, dopracowana chronologia - o datach poszczególnych wydarzeń informuje szechwiedzący narrator)
- związki przyczynowo-skutkowe ukazane z rzadko spotykaną dbałością o wiarygodność; nie ma tu wyciągania wydarzeń znikąd, rzadko zdarza się coś co było zupełnie nie do przewidzenia (ale jak już się zdarzy...)
- rozbudowane i dopracowane w najmniejszym szczególe uniwersum (jest ono dwubiegunowe tylko z pozoru, w obrębie obu potęg działa wiele pomniejszych frakcji)
- realistyczne wątki polityczno-wojenne (aczkolwiek realizm samych bitew odnosi się tylko do ich przebiegu, używane tu taktyki przywodzą na myśl XVI wiek)
- niespotykane nigdzie indziej - skalę wydarzeń i rozmach; w bitwach uczestniczą dziesiątki tysięcy statków kosmicznych i miliony żołnierzy, a decyzje bohaterów mają wpływ na miliardy istnień
- największą i najprawdopodobniej najbogatszą galerię postaci w historii anime; ludzką naturę przedstawiono w sposób do bólu prawdziwy - to chyba właśnie przybliżenie dopracowanych charakterów, łączących je relacji i przede wszystkim tego jak odnajdują się w wojennej rzeczywistości jest największą zaletą tego anime
- przemyślane dialogi (nie ma tu wrażenia, jakoby postaci przemawiały do widza)
- charakterystyczny dla serii, inteligentny humor, który obecny jest co prawda w małej ilości, ale jednak jest
- brak typowej pacyfistycznej wymowy, pokuszono się tutaj o coś znacznie ambitniejszego
- wiele skłaniających do przemyśleń, celnych uwag o społecznościach, wojnie i człowieczeństwie - w ślad za słowami idą podejmowane decyzje, anime to nie jest zatem pasmem niekończących się dyskusji dotyczących wyżej już przytoczonych kwestii (dodam tylko, że seria nie próbuję forsować na widzu konkretnych poglądów, raczej pokazać że każda ideologia może mieć swoje nie mniej zasadne przeciwieństwo. Najdobitniejszym tego przykładem jest fakt, że Legend of the Galactic Heroes może być określone mianem najwybitniejszego anime anty-wojennego w dziejach, podczas gdy samo przedstawia swego rodzaju oczarowanie ideą walki, poniekąd uzasadniając rozlew krwi w imię walki o wyższe idee)
- bijącą od serii ambicję - na przestrzeni tych 110 odcinków staje się lepsza w każdym aspekcie
- ścieżkę dźwiękową, która nie tylko idealnie wpasowuje się w konwencję serii, ale stanowi bezcenną kompilację muzyki klasycznej (praktycznie same wielkie nazwiska)

Anime to można by właściwie porównać do kroniki historycznej, która opowiada o podbojach wielkiego zdobywcy. Tyle, że osadzoną w zwaśnionym kosmosie przyszłości. Opowiedziana tu historia jest jednak tak naprawdę uniwersalna. Zacytowane przeze mnie na początku słowa, które pojawiają się na początku drugiego openingu najprawdopodobniej zawsze pozostaną aktualne; ludzkie pragnienia nie ulegają zmianie. Legend of the Galactic Heroes w żadnym wypadku nie jest pozycją łatwą, którą doceni każdy. I nie chodzi mi tu o nagromadzenie dialogów i dbałość o wiarygodność, odbijające się w wyważonym tempie akcji. Geniusz (w tym przypadku nie mam żadnych wątpliwości używając tego słowa) staje się widoczny dopiero z czasem. Wielu widzów po pierwszych odcinkach może po prostu stwierdzić, że wszelakie chwalebne opinie o tej serii nie mają pokrycia z rzeczywistością. Zwłaszcza jeśli podchodzą z rezerwą do takich klimatów i konwencji. W zamian za cierpliwość, Legend of the Galactic Heroes oferuje jednak najpewniej najlepszą warstwę fabularną w swoim gatunku (kto wie, czy nie w anime w ogóle).

Prawdę mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić bym kiedykolwiek znalazł w anime scenariusz, który dorównywałby temu z Legend of the Galactic Heroes. W tym wypadku osiągnięto coś, o czym większość innych serii może jeydnie pomarzyć; wplątane w skomplikowaną sytuację postaci są naprawdę ludzkie, a w kwestii wojny i polityki osiągnięto złoty środek pomiędzy realizmem, a angażowaniem weń widza. Myślę, że nawet osoby nie będące optymistami space oper i serii wojennych mogą spróbować dać serii szansę właśnie ze względu na nietuzinkowych bohaterów i toczącą się pomiędzy nimi "dramę", bo to chyba właśnie nakreśleni tu galaktyczni bohaterowie są największą zaletą :) Oczywiście, jak już zaznaczyłem w akapicie wyżej, seria z pewnością nie trafi do każdego. Całe szczęście że nawet nie próbowano sztucznie poszerzać grona potencjalnych odbiorców. Polecam. Ode mnie 10/10, klasyk który z pewnością zasługuje na coś więcej niż "szanować, ale nie dotykać". Osoby oczekujące świetnej, inteligentnej fabuły i niezapomnianych, przekonujących kreacji bohaterów powinny być tym tytułem więcej niż usatysfakcjonowane (nie wspominając o osobach, których pasjonuje historia, można by rzecz że to anime jest wręcz dla nich stworzone).

MSaint>>>nie wklejamy recenzji z innych serwisów. Mam tu oczywiście na myśli tanuki.pl, a nie forum Senpuu ;)
Link to comment
Share on other sites

Powyższy post jest dość mocno kompletny, zresztą ja - osoba, która LotGH jeszcze nie oglądała - nie mam nic do niego do dodania. Sam mam dość mocne postanowienie je obejrzeć, w końcu nawet zebrałem się na odwagę i wpisałem je na moją master listę - jeszcze "troszkę" pozycji mi po drodze zostało, ale nie ma się co spieszyć do obejrzenia 110-odcinkowca. Natomiast zauważyłem dwa zjawiska, które narosły wokół tego anime, obydwa negatywne. Pierwsze to trolling LotGH - szczególnie zauważalny na MAL. Kilku matołów zdecydowało, że pierwsze miejsce w rankingu najwyżej ocenianych dla anime, o którym słyszą zapewne pierwszy raz, to zdecydowana przesada i pozakładało kilkadziesiąt-kilkaset kont, z których dawali ocenę "1". Na szczęście czujni userzy zgłaszali fałszywe konta administracji i pozbyto się tej anomalii. Nie jestem w stanie ocenić, czy LotGH zasługuje na pierwsze miejsce na MAL (jakby to było wybitnie istotne...), natomiast z dużą dozą pewności mogę powiedzieć, że na masowe "jedynkowanie" z pewnością nie zasługuje. Drugie zjawisko, mniej widoczne, to "elytarność" "fanów" LotGH. Jest to częste zjawisko, dotykające rzeczy wybitnych - które "wypada lubić". LotGH w "ulubionych" zawsze sprawia dobre wrażenie, a gnojeniem wszystkiego innego, szczególnie skierowanego do młodszego odbiorcy, należy do dobrego tonu, bo po co się babrać z dziadostwem dla gówniarzy, skoro my, dorośli, mamy nasz zamknięty klub miłośników LotGH. Na szczęście są to skrajności, a rozkład prawdopodobieństwa pokazuje, że jest ich najmniej ;) Na dużym serwisie, jak MAL (czy jakieś duże, międzynarodowe forum poświęcone m&a), te zjawiska pewnie byłyby do zaobserwowania, natomiast wątpię, żeby nawiedziły nasz skromny, forumowy zakątek. Rzekłem.

Link to comment
Share on other sites

Pierwsze to trolling LotGH - szczególnie zauważalny na MAL. Kilku matołów zdecydowało, że pierwsze miejsce w rankingu najwyżej ocenianych dla anime, o którym słyszą zapewne pierwszy raz, to zdecydowana przesada i pozakładało kilkadziesiąt-kilkaset kont, z których dawali ocenę "1". Na szczęście czujni userzy zgłaszali fałszywe konta administracji i pozbyto się tej anomalii.

Niestety Legend of the Galactic Heroes jest obok trzeciego sezonu Arii najłatwiejszym celem w top "10". Zaryzykuję stwierdzenie, że osoba/osoby które były odpowiedzialne za tamten kabaret nawet nie oglądały serii ^^

Drugie zjawisko, mniej widoczne, to "elytarność" "fanów" LotGH. Jest to częste zjawisko, dotykające rzeczy wybitnych - które "wypada lubić". LotGH w "ulubionych" zawsze sprawia dobre wrażenie, a gnojeniem wszystkiego innego, szczególnie skierowanego do młodszego odbiorcy, należy do dobrego tonu, bo po co się babrać z dziadostwem dla gówniarzy, skoro my, dorośli, mamy nasz zamknięty klub miłośników LotGH. Na szczęście są to skrajności, a rozkład prawdopodobieństwa pokazuje, że jest ich najmniej ;) Na dużym serwisie, jak MAL (czy jakieś duże, międzynarodowe forum poświęcone m&a), te zjawiska pewnie byłyby do zaobserwowania, natomiast wątpię, żeby nawiedziły nasz skromny, forumowy zakątek. Rzekłem.

Jeśli chodzi Ci o to co da się zauważyć w postach niektórych użytkowników na forach MALa, to po poświęceniu chwili temu zjawisku okazuje się iż jest to zwykły trolling. Ponadto szczerze wątpię, by którykolwiek z autorów takiej twórczości* pisał to z powagą. Po prostu robią sobie zabawę z tego, iż niektórzy mogą odczuwać iż grono fanów tej serii jest elitarne. W każdym bądź razie, według mnie nie jest to nawet warte podnoszenia do rangi "zjawiska", osobiście coś na wzór takiej postawy widziałem tylko w przypadku 4-5 użytkowników na MALu.

*mam na myśli zarzuty o złym guście, gnojeniu Code Geass, etc : P

Link to comment
Share on other sites

Zaryzykuję stwierdzenie, że osoba/osoby które były odpowiedzialne za tamten kabaret nawet nie oglądały serii ^^

Jestem nawet dość mocno o tym przekonany - jeśli ktoś ma chęć zakładać sobie kilkadziesiąt kont po to, żeby zepchnąć jakieś anime z toplisty, a co nie da mu żadnych osobistych korzyści, to wątpię, czy jest w stanie skupić na tyle długo uwagę, żeby przez całe LotGH wysiedzieć.

Jeśli chodzi Ci o to co da się zauważyć w postach niektórych użytkowników na forach MALa, to po poświęceniu chwili temu zjawisku okazuje się iż jest to zwykły trolling.

Nie miałem na myśli MAL, a przynajmniej nie wyłącznie - jednak nie należy mojej wypowiedzi odczytywać jako zarzut kierowany wyłącznie do pewnych jednostkowych przypadków wśród fanów LotGH, bo tak jak ci pisałem na gg, tego typu elementy zawsze się będą gromadzić w przypadku rzeczy wybitnych, typu książki (i ich autorzy) czy filmy. To zjawisko można właściwie potraktować jako błąd statystyczny, niestety coś takiego też będzie istnieć i może nieco popsuć obraz LotGH i fanów tego tytułu.

Link to comment
Share on other sites

Zbierałem się do napisania czegoś o LoGH od dłuższego czasu... a zacznę od braków tego anime. Jak słusznie zauważył mocnowidno, przez pierwsze kilkanaście epków trzeba przebrnąć, tym bardziej, że niewiele w nich Yanga, za to bardzo wiele "blond bachora". Widać również, że to anime nie jest najnowsze w animacji i przedstawieniu techniki. Osobiście ponadto zwyczajnie nie lubiłem odcinków skupiających się na "rejnhardosama" i rudzielcu,

a potem już tylko tym pierwszym... a może?

:P

; sama postać Reinharda wydawała mi się bardzo płaska, mimo jego ogromnej roli dla fabuły, zaś większość bohaterów imperium (za wyłączeniem Mittermeyera i paru bardziej drugoplanowych) jest sztywna i antypatyczna. Może nie jest to jakaś wielka wada, ale gdy po drugiej stronie jest Sojusz Wolnych Planet, z ludźmi pokroju Poplana, Attenborougha, Koneva, Cazelina, czy wreszcie samego Yanga - nie miałem żadnej wątpliwości co do tego, której stronie kibicować.

W tym anime, jak w mało którym, liczą się przede wszystkim postacie, dla których fabuła jest jedynie tłem, pretekstem do ukazania ich w akcji - a LoGH jakimś cudem, mimo posiadania dosłownie setek postaci, potrafi sprawiedliwie i z uwagą pokazać każdą; nawet jeśli autorzy nie zdecydują się oficjalnie nadać komuś imienia (swoisty wyznacznik wielkości), na pewno nie potraktują człowieka "po łebkach". Nawet kot Juliana Yanga pojawił się niejeden raz i raczej nie jako zwykły rekwizyt.

Ktoś, kto zajrzał na mój MAL, mógł zobaczyć, że mimo wcześniej wymienionych braków wystawiłem 10. "Winić" za to należy właśnie FPA, a przede wszystkim Yanga Wen-li, który był na tyle wielką, doskonale zrobioną postacią, że uważam go za najbardziej charyzmatyczną fikcyjną postać, z jaką miałem dotąd do czynienia. Nie będę się tu rozpisywał na jego temat, wystarczy (heh) obejrzeć anime - choć z początku zdaje się być jedynie dobrym taktykiem, który jednak nie potrafi postawić na swoim, to z czasem spływa na niego więcej obowiązków, a jego olbrzymie umiejętności taktyczne i dyplomatyczne zaczynają być naprawdę zauważalne. Podobnie jak zamiłowanie do alkoholu i niemal spania podczas bitew :)

Na koniec wspomnę o często pomijanym aspekcie - humorze. Jak na tak poważną i ambitną serię, nierzadko pojawiają się całkiem zabawne teksty i wydarzenia, najczęściej za sprawą Poplana, Attenborougha i Schenkoppa, ale też i innych (Bittenfeld i jego dziwactwa, "milczący" admirał imperium...).

Bardzo, bardzo, bardzo polecam :)

Link to comment
Share on other sites

OMG DAS AWESOME :ohmy:

To była najprawdopodobniej moja pierwsza reakcja po skończeniu pierwszego sezonu, nie wspominając już o drugim, który zakończył się

epickim total winem Reinharda

, ale przede wszystkim - jest to prawdopodobnie najlepsze anime z jakim miałem do czynienia. Na swój sposób epickie choć inaczej niż TTGL, ale równie wspaniale... zresztą chyba pokazali co to znaczy bitwa na wiele jednostek aczkolwiek zgadzam się, że w pewnych momentach pokazywane taktyki zalatywały zbytnią średniowiecznością, ale nie narzekam ;] Przede wszystkim dlatego, że nadal była to bitwa dwóch dowódców mających na swoich barkach życie setek tysięcy jeśli nie milionów żołnierzy (zresztą najlepiej to po Yangu widać - OMG DAS ULTRA HERO ;D - jak podczas

finałowego pojedynku z blondasem

przejmuje się ofiarami w jakieś bezsensownej wojnie) z potężną dozą realizmu. Powiedziałbym, że nie widziałem nigdzie indziej takiego wrażenia, że nie jest to pole bitwy wzięte z bajek, głównie przez to, że nie ma jednej wykoksanej maszyny typu super-robo, która odpala swój odpowiednik "IMMA FIRIN MAH LAZER" (jak chociażby działo hadronowe (???) z Code Geass) niszcząc pół nieprzyjacielskiej floty i ot tak przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę... Tutaj liczy się taktyka, umiejętność przechytrzenia przeciwnika i za to mają twórcy ogromnego plusa. Jako fan militariów i ogólnie bardziej strategicznego podejścia byłem naprawdę pod wrażeniem ^_^ Zresztą nie mogło zabraknąć podobnych elementów w polityce, bo jak w kompleksowym świecie miejsca na intrygi, zakulisowe wbijanie sztyletów nie mogło zabraknąć a ja od razu liczę, że

sporo łebków z Earth Cult pójdzie do piachu

... Co jeszcze mogę pochwalić? Niemal wszystko na czele z zasadą "Anyone can die" - OK, można było podejrzewać, że

Sieg zginie powodując tym samym zmianę w blondasku, ale że nastąpi to jeszcze przed połową serii to już nie

... i jeszcze w jakich okolicznościach. A druga ważna sprawa - to pierwsze anime gdzie kompletnie olałem animację. Kompletnie. Mogła być totalnie archaiczna, zrobiona nawet w Paincie ;P, ale cała reszta sprawia, że człowiek nie zwraca uwagi na formę tylko samą treść.

<mega :ok:>

Link to comment
Share on other sites

epickim total winem Reinharda

Jak mało brakowało, aby skończyło się zupełnie inaczej, blondasek może tylko dziękować

charakterowi Yanga oraz Fraulein i bliźniakom za szybką interwencję, choć niektórym to nie wyjdzie na zdrowie

;)

sporo łebków z Earth Cult pójdzie do piachu

Niedługo zobaczysz trochę przy okazji

wycieczki Juliana, z którą splecie się pewne wydarzenie w Imperium. Za wesoło jednak nie będzie.

"Anyone can die"

Season 3/4 ci jeszcze pokaże, oj pokaże :P

Sieg

Ewenement w anime: zamiast

postaci mamy do czynienia z jej

brakiem, który męczy ważne głowy Imperium

.

Link to comment
Share on other sites

Sezon trzeci skończony i właściwie każdy kto go widział zapewne spodziewa się oraz zrozumie to co napiszę poniżej...

Ep 83 - :blink:

Tak właściwie to moją opinię o tym zdarzeniu najlepiej wyraża nazwa jednego z filmików na YouTubie przedstawiające jedno z na pewno wstrząsających wydarzeń w całym anime... zatem może tylko zacytuję [MEGA SPOILER W SAMYM FILMIE, MEGASPOILER!] "

" i świat nigdy już nie będzie taki sam. Ok, widziałem już

wiele śmierci

w różnych tytułach anime jak chociażby

śmierć Kaminy, która za pierwszym obejrzeniem

TTGL'a sprawiła mi totalny "rejdź fejs"

- ale za kolejnym razem już coraz bardziej przekonywałem się co do tego rozwiązania oraz jego następstw ;] -, także fenomenalna w sensie epickości

śmierć Kittana jak i finałowe "pożegnanie" Leloucha oraz scena ze Spikiem

... jednakże nie było jednocześnie nic do tej pory tak przygnębiającego i realistycznego jak

śmierć Yanga Wenli

. Człowieka, który

pozostał niepokonany na polu walki, stał na równi z Kaiserem Reinhardem, człowieka, który stał się ucieleśnieniem ideałów demokracji, człowieka, który mimo bycia robionym w wała przez polityków FPA nadal wzbraniał się przed przejęciem całej władzy, człowieka, który zyskał nieograniczony szacunek zarówno ze strony swoich przyjaciół jak i zażartych wrogów w Imperium. Mimo tego, mimo tylu zasług - a może właśnie przez to w zamyśle autora - musiał zginąć od random shot'a jakiegoś trzykropki-dolonego no name'a, który w dodatku był walniętym na głowę fanatykiem. W dodatku - choć to najmniejsze zmartwienie - nie umarł w pełnej glorii an polu walki w scenie, która spowodowała by opad szczęki wszystkim tylko w ciszy wykrwawił się po postrzale w nogę. Grah!

. Nosz... czy na świecie można znaleźć większą ironię losu albo śmiech historii? Wyżalić się musiałem nawet mimo tego, że pewnie po jakimś czasie przyznam, że autor miał prawdziwe jaja ze stali, żeby odwalić widzom i czytelnikom taki numer oraz pokazał, że niekoniecznie w tworach Kraju Kwitnącej Wiśni musi istnieć pojęcie god mode dla postaci... ale to później. Na razie jestem wściekły i zgrzytam zębami -_-' Jasne, nie można zapomnieć o

kopnięciu w kalendarz innych postaci jak Steinmetz, Fahrenheit, ale jakoś nie rusza mnie śmierć admirałów na polu walki

. W końcu to wojna, nie?

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...