Skocz do zawartości
Turambar

Szkoła III

FERIE  

237 użytkowników zagłosowało

  1. 1. W ferie będę...

    • Zakuwać
      33
    • Grać na kompie
      141
    • Sanki/narty/ślizgawka
      35
    • Bim Bam Bom
      19
    • Polować w tundrach na antylopy
      29
    • Grać w gałę na śniegu
      14
    • Coś innego (napisz, co)
      11
    • Jakie ferie...?
      21
    • Jestem studentem (studentką) i nie chcę czytać o żadnych feriach!
      25
    • Hejaho na dacho!
      47


Polecane posty

Qrowsky, sama prawda. Poza tym nie ma sensu wkuwać do egzaminów gimnazjalnych. Wystarczy tylko przypomnieć sobie różnorakie wzory oraz sposób pisania rozprawki/zaproszenia/listu. Tak zwana 'praca z tekstem' to nic innego jak sprawdzenie umiejętności logicznego myślenia...

Jeszcze jedna sprawa dot. egzaminu gimnazjalnego. U mnie w szkole obowiązkowym językiem był niemiecki i rosyjski, angielskiego nie było w ogóle, ale nie wiem dlaczego nie mogłem sobie wybrać angielskiego jako języka na egzaminie. Mimo, że uczyłem się niemieckiego przez 6 lat, to teraz już nic nie umiem, nie potrafiłbym nawet odmienić czasownika przez osoby. A angielskiego uczę się w prywatnej szkole od września '08 i myślę, że bez problemu napisałbym egzamin z tego języka na 50pktów. smile_prosty.gif

Same here. Prawda jest taka, że w prywatnej szkole nauczysz się bez dwóch zdań więcej niż w szkole. Niestety.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Biologia i chemia na egzaminie gimnazjalnym to banał. Zazwyczaj jest to samo. Z chemii napisać jakąś reakcję i wpisać odpowiednie współczynniki, a z biologi niestety zapomniałem co były za zadania :tongue:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
prywatnej szkole nauczysz się bez dwóch zdań więcej

Oj wątpie :) Słyszałem kilka przypadków, chodzisz do takiej szkoły, płacisz grube pieniądze, i oni nie martwią się czy coś umiesz, czy nie. Mam kolegę który chodził do prywatnego gimnazjum, i po prostu jego poziom wiedzy jest sporo niższy od osób, które chodziły do normalnych szkół.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tylko że prywatne gimnazjum, a pozalekcyjne zajęcia z języka to dwie różne rzeczy.

W tym pierwszym przypadku jest pewnie podobnie jak na studiach zaocznych: Płaci? To nie opłaca się go wyrzucać za słabe wyniki(oczywiście jakieś granice nieróbstwa też są). Jeśli poświęcasz jednak swój wolny czas na naukę jakiegoś przedmiotu to wyraźnie widać, że ci na tym zależy i się do tego przykładasz. I wtedy na pewno uczysz się więcej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Trymus

Prawda jest banalnie prosta. Nauczysz się gdziekolwiek, bylebyś chciał to zrobić.

Edytowano przez Trymus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja tam tydzień przed egzaminem zacząłem przeglądać zeszyty i książki, i poszedł jak poszedł - 86/100 pkt. Mogłem wybrać liceum jakie chciałem, ale prawda jest taka - jeśli się chcesz uczyć, nauczysz się wszędzie. Nie patrząc na rankingi i tym podobne.
To nie jest takie proste :) Sama byłam w dość marnej szkole, jeśli chodzi o poziom nauczania, a chociaż uczyłam się prawie bez przerwy przez cały tydzień szkolny(żeby na weekend móc pomagać w domu i trochę odpocząć), to jednak mimo ocen paskowo-stypendialnych, maturę zdałam moim zdaniem średnio. Bo pamiętaj, że: twoje chęci to jest tylko jeden z elementów potrzebnych do nauczenia się czegoś. Jest jeszcze: umiejętność nauczyciela w tłumaczeniu różnych rzeczy(chociażby wskazywania ci, nad czym jeszcze musisz popracować, albo gdzie szukać wiedzy dopełniającej podręcznik), wybór podręcznika - przez wielu traktowane jako 'jedyne potrzebne do nauki', dla innych tylko podstawa do niej- musi być dobrze wybrana. No i jeszcze to zależy od ilości wolnego czasu - bo co z tego, że będziesz miał chęci na pracę dodatkową, jeśli nawet marna szkoła zasypie cię ogromną ilością nauki? (Np. kiepsko tłumaczący nauczyciel każący ci się uczyć z niezrozumiałego podręcznika na b. trudny sprawdzian).

Dlatego radzę już teraz się przykładać do nauki :) Nikt oczywiście nie mówi, że po skończeniu szkoły nie będącej 'rankingową' nie można być osobą dobrze wykształconą, jednak po co rzucać sobie niepotrzebne kłody pod nogi? Lepiej teraz się przyłożyć i później mieć prostszą naukę :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Opti, chodziłem przez pół roku na kurs angielskiego prowadzony metodą Callana i nauczyłem się o wiele więcej niż przez 2 lata w gimnazjum. Nie przeczę, że są ludzie, którzy chodzą na pozalekcyjne zajęcia i nic z nich nie wyciągają, ale ja już pisałem w moim przypadku nauka w prywatnej szkole angielskiego była efektowniejsza i szybsza niż w zwykłej szkole publicznej.

Trymus, podejście to bez wątpienia jeden z najważniejszych elementów przy nauce, ale wierz mi, o wiele lepiej uczy się w szkole z wymagającą i wysoko wykwalifikowaną kadrą niż w zwykłym gimnazjum (chyba, że trafisz na odpowiednią nauczycielkę co w dzisiejszych czasach należy do rzadkości).

Edytowano przez Murezor

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Trymus

No widzisz ja chodziłem do najgorszego gimnazjum jakie sobie można tylko wyobrazić. Ujawniało w sposób widoczny wszystkie wady systemu nauczania w Polsce. Do tego w liceum dostałem nauczycielkę-historii, która robiła wszystko by nas nie przygotować do matury. Wychowawca, stojący nad emeryturą polonista-lekkoduch, więcej czasu spędzający na zaczepianiu skąpo ubranych pierwszo-ławkowych prymusek, stworzył nam atmosferę nie skrępowanej wolności. Z możliwością uciekania z zajęć i usprawiedliwiania ich za pośrednictwie, dziewczyn prowadzących za niego dziennik. Angielski to każdorazowe półgodzinne dochodzenie, kto z kogo spisał pracę domową.

Jak się skończyło? Sumienne, czyniące wszystko w myśl nauczycieli,dziewczynki podostawały się na zaoczne pedagogiki itp. (broń Boże nie jest to zarzut, ani pod adresem kobiet, ani pedagogiki, ani studiów zaocznych- wiem tylko, że to na co się dostały, nijak się miało do ich planów). Chłopcy, z którymi zawsze były problemy, wychowawczo-edukacyjne napisali świetnie matury, dostali się na dzienne, filologię angielską, prawo, historię (choć to trudne nie było). Uczyłem się ze starych podręczników tzw. czarnych grzbietów, nie widziałem w życiu korepetycji, wystarczyło przysiąść w ostatniej klasie i troszkę poczytać. Nie zawdzięczam niczego moim szkołom (poza dobrymi wspomnieniami). Na studiach spotykam ludzi z renomowanych szkół, olimpijczyków, odbywających szkolenia przed studiami, adaptacje i temu podobne wyłudzania od rodziców kasy. Wcale nie czuję przepaści intelektualnej.

To są moje doświadczenia, nie będę już uogólniał bo za nisko siedzę. Aha co inteligentniejsze dziewczyny też się dostały gdzie chciały, żeby nie było!

Edytowano przez Trymus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z historii, geografii, polskiego, ciezko miec korepetycje: ) Chociaż fakt, takie ewenementy jak korki z wosu u mnie sie zdarzały : )

pti, chodziłem przez pół roku na kurs angielskiego prowadzony metodą Callana i nauczyłem się o wiele więcej niż przez 2 lata w gimnazjum. Nie przeczę, że są ludzie, którzy chodzą na pozalekcyjne zajęcia i nic z nich nie wyciągają, ale ja już pisałem w moim przypadku nauka w prywatnej szkole angielskiego była efektowniejsza i szybsza niż w zwykłej szkole publicznej.

Bo w publicznej szkole chocbys chciał to sie obcego jezyka nie nauczysz. Przez 6 lat mojej nauki angielskiego zaden nauczyciel nie byl wstanie mi wytłumaczyć kiedy uzywac jakiego czasu, moze bym uznal to za moja głupotę, ale w grupie 30 osob tylko 2 umialy czasy, i to nie ze szkoly wyniosły tą wiedze. Na szczęście wziąłem korepetycje i jakim cudem facet w ciagu 2 lekcji mnie nauczyl tych wszystkich czasów?! Cudotwórca? Wątpię.

o wiele lepiej uczy się w szkole z wymagającą i wysoko wykwalifikowaną kadrą niż w zwykłym gimnazjum (chyba, że trafisz na odpowiednią nauczycielkę co w dzisiejszych czasach należy do rzadkości).

O wiele lepiej to sie uczyć tego czego się chce uczyć i wiesz, że bedzie ci potrzebne. Mialem polonistkę taka, ze wióry leciały przy odpowiedziach, niektórzy prawie mdleli, 30 minutowa odp z ostatnich lekcji - zaden problem, mimo to nie bylo zadnej sily sprawczej by pana tadeusza przeczytac, by chlopow przeczytać, by nauczyc sie epok, siadalo sie 30 minut by zdać na 3 i mieć spokój. A chemii, matematyki z przyjemnościa sam się uczyłem, choć z matematyki mialem fatalne przygotowanie, 5 nauczycieli w ciagu 3 lat, ogromne braki, ale jezeli szedlem na korki, tam mi facet tlumaczyl na przykladzie np funkcje, to w domu siadalem i robilem tych zadan mase, bo mi sprawialo to przyjemnosc, "ze umiem zrobic", a nawet jak nie wychodziło, przynajmniej wiedziałem w ktorym kościele dzwoni. I to bylo tez motywujące.

Swoje liceum opisze tak, (bylem na profilu hum. zdawalem matematyke) super jezeli chodzi o ludzi, nie bylo problemow, czasem ktos szybe wybil, kwiatka zrzucił, ale był i jest dalej spokój, poziom nauczania... Nie wiem ciezko mi opisać, naleze do osób które siadały jedynie przed jakimś ważnym sprawdzianem i sie "uczyly", klasy nie powtarzałem, srednia na poziomie 3.9-4.1 mialem, dostalem sie na studia gdzie chcialem, wiec mowiac ze poziom byl slaby moge byc niesprawiedliwy, ale jak juz pisalem od matematyki 5 nauczycieli w ciagu 3 lat, od ang. 7 nauczycieli itp etc... Ludzie pozdawali matury, 3 osoby oblaly, ale z motyka na wiatr poszły taka prawda. Bez korepetycji wiem, ze matury bym nie zdal, nawet jakbym sie sam uczyl, bo bym nie umial po prostu rozwiazac zadania.

Niestety matematyka, chemia, fizyka to nie polski, geografia, historia, wos. Niby fizyka tez do nauczenia samemu, a na prawde teraz widze, ze ciezko, co źródło to inne wzory.

prywatnej szkole nauczysz się bez dwóch zdań więcej

Więcej czego? Lenistwa, a to tak ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co do rankingu i "elitarności" szkół:

Patrząc się z pozycji rodzica bardzo doceniam takie rankingi. I widzę, że spełniają swoją rolę. Wprawdzie Trymus ma rację, że jeśli ktoś będzie chciał się nauczyć, to zrobi to i w gorszej szkole, ale z pewnością będzie miał trudniej. Z drugiej strony pchanie na siłę mało uzdolnionych dzieci do najlepszych szkół uważam za poroniony pomysł. Trzeba znać możliwości. Niemniej IMO zawsze lepiej chodzić do lepszej szkoły niż do gorszej. Mój syn skończył "elitarne" gimnazjum ciągnąc w większości na trójkach. Wynik z egzaminu miał jeden z najgorszych w szkole. Natomiast porównując już wyniki w skali województwa okazało się, że jego jest sporo powyżej średniej. Koleżanka przeniosła córkę do innego gimnazjum, w którym ta miała same piątki i szóstki. Miodzio, nie? Tylko egzamin poszedł jej jakoś tak... nieszczególnie. A na surowych nauczycieli można sobie narzekać, takie prawo ucznia. Dopiero po latach człowiek dostrzega, że tylko dzięki nim był w stanie się czegoś nauczyć. Jak belfer nie ciśnie, to duża część młodzieży po prostu będzie to wykorzystywać. Takie jest prawo młodości, nie czarujmy się, w tym okresie jest wiele innych, bardziej kuszących zajęć niż nauka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
O wiele lepiej to sie uczyć tego czego się chce uczyć i wiesz, że bedzie ci potrzebne. Mialem polonistkę taka, ze wióry leciały przy odpowiedziach, niektórzy prawie mdleli, 30 minutowa odp z ostatnich lekcji - zaden problem, mimo to nie bylo zadnej sily sprawczej by pana tadeusza przeczytac, by chlopow przeczytać, by nauczyc sie epok, siadalo sie 30 minut by zdać na 3 i mieć spokój. A chemii, matematyki z przyjemnościa sam się uczyłem, choć z matematyki mialem fatalne przygotowanie, 5 nauczycieli w ciagu 3 lat, ogromne braki, ale jezeli szedlem na korki, tam mi facet tlumaczyl na przykladzie np funkcje, to w domu siadalem i robilem tych zadan mase, bo mi sprawialo to przyjemnosc, "ze umiem zrobic", a nawet jak nie wychodziło, przynajmniej wiedziałem w ktorym kościele dzwoni. I to bylo tez motywujące.

Widzisz, nie zrozumiałeś o co mi chodziło. Nie miałem na myśli superuberhiper nauczyciela-kosy. Moim zdaniem tacy nauczyciele mogą co najwyżej zniechęcić Cię do jakiegoś przedmiotu. Myślałem raczej o wymagającym, ale także sprawiedliwym (sympatycznym?) nauczycielu, który potrafi wytłumaczyć coś spokojnie i z sensem. Nie wątpię, że większość zależy od naszego podejścia, ale jeśli ktoś przychodzi na lekcję i raz, drugi, trzeci dostaje 1 za coś czego ten nauczyciel nie potrafił (tudzież nie chciało mu się) normalnie wytłumaczyć, a za to całą lekcję drze się na klasę i wstawia jedynki/uwagi/whatever to nie dziwię się, że taki ktoś zniechęca do przedmiotu. Insza inszość, że jest także od groma nauczycieli, którzy dają sobie ?wchodzić na głowę? przez co nie mogą normalnie prowadzić lekcji, a co za tym idzie Ci, którzy chcą się czegoś dowiedzieć muszą obejść się ze smakiem. Dlatego IMO lepiej iść do liceum posiadającym wysoki próg punktowy dzięki czemu unikniesz spotkania z ludźmi, którzy naukę mają gdzieś...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To byla wymagajaca nauczycielka, bardzo mila ktora kazdy lubil tak na prawde, tylko bardzo duzo wymagala : )

Co do reszty sie zgodze.

którzy chcą się czegoś dowiedzieć muszą obejść się ze smakiem. Dlatego IMO lepiej iść do liceum posiadającym wysoki próg punktowy dzięki czemu unikniesz spotkania z ludźmi, którzy naukę mają gdzieś...

LO to juz nie gimnazjum, wiec pewna selekcja jest, i masz racje, jednak zaletą (widze po swoim przypadku) klasy w ktorej nauka raczej najważniejsza nie byla, ze przy maturze oszczędzasz sporo nerwów, u mnie zdenerwowanie nie pojawilo sie na majcy tak jak myslalem, nie na ustnym angielskim, a dopiero gdy o 7:40 siedziałem przy stronie logowania do serwisu z wynikami.

Patrzyłem na znajomych z "elitarnych liceów" tam gdzie był wyścig szczurów, i kontakt z nimi od polowy kwietnia byl niemozliwy, na mature przychodzili z wiadrem stoperanow i innych specyfików.

A u mnie kazdy sie gdzies dostal, fakt na pierdoly, ale takie rzeczy wybierali do zdawania jak wos, geografia...

Wiec ja uważam, że złotym srodkiem jest klasa która do nauki podchodzi w sposób naturalny, "dostane 1 to dostane, poprawie ja" i to aby nie olewac przedmiotów na których nam zależy. A liceum bedzie przyjemne i bedzie sporo czasu na przyjemności: ) Dopiero na studiach sie zacznie...

Dla mnie o wiele wazniejsze przy wyborze szkoly dla dziecka nie byl by poziom jej a to czy nie ma narkotyków, chuligaństwa, fali.

Bo niestety w tych "elitarnych szkolach" przynajmniej w Krk narkotyki sa bardzo częstym zjawiskiem.

Edytowano przez M@TH3V

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Opti, chodziłem przez pół roku na kurs angielskiego prowadzony metodą Callana i nauczyłem się o wiele więcej niż przez 2 lata w gimnazjum.

O tak, tego nie przeczę, miałem na myśli prywatne szkoły, za które płaci się grube pieniądze, a uczą tego samego co w państwowych szkołach. Dodatkowe szkoły typu językowa, czy muzyczna to zupełnie inna sprawa, i w takich takich szkołach można się b. dużo nauczyć. A co do nauki języków... Cóż, ja rosyjskiego nauczyłem się w 6 lat (klasy 4-6 podst. i gimnazjum), i jestem zadowolony. Nauczycielka nas cisnęła, umiała wyjaśnić wszystkie omawiane rzeczy. Wynik jest jaki jest - aktualnie na koncie posiadam certyfikat z tegoż języka.

I widzę, że spełniają swoją rolę.

Właśnie tu uważam, że rankingi to jakiś banał. Jak napisałem parę postów wcześniej, mam kolegę, który poszedł właśnie do szkoły z "top 5" w liceach warszawskich. Ja poszedłem do szkoły powszechnie uważanej za dobrą, która jest w pobliskim mieście. Obaj wybraliśmy profil matematyczno-geograficzny. Ja w swojej szkole mam 5 matematyk tygodniowo, i 2 gegry. Kolega - 3 matematyki. Dodatkowo trafił mi się bardzo dobry nauczyciel, podczas gdy on na swojego narzeka.

Dopiero po latach człowiek dostrzega, że tylko dzięki nim był w stanie się czegoś nauczyć.

Wspominałem też, że w szkole kolegi jest mega ostra babka z polskiego. Tyle że "ostrość" przejawia się bardzo złym traktowaniem uczniów, niekiedy muszą znosić jej humory i inne fanaberie. No i pytanie - po co koledze rozszerzony polski, skoro wybrał profil z rozszerzonymi: matematyką oraz geografią? Ranking można w prosty sposób nabić: załóżmy, że mamy 10 absolwentów gimnazjum. Jeśli mają oni co najmniej 160 pkt, to od razu ranking w liceum, do jakiego oni pójdą, znacznie wzrośnie. Limit punktowy automatycznie się podnosi - aby się tam dostać, potrzeba co najmniej 160 pkt. A więc musi to być jakieś bardzo wymagające liceum, które bardzo dobrze uczy... Nic bardziej błędnego, czego przykładem jest mój kolega :) Jeśli natomiast do liceum pójdą osoby o rozpiętości punktowej 120-160, wtedy średnia będzie oscylować na poziomie 135, czyli szkoła jest stawiana w gorszym świetle, niż ta poprzednia? Błąd, oj błąd...

Dla mnie o wiele wazniejsze przy wyborze szkoly dla dziecka nie byl by poziom jej a to czy nie ma narkotyków, chuligaństwa, fali.

Takie rzeczy to raczej w gimnazjum już... Wiadomo - w liceum są jeszcze "odpały", ale nie ma już takiego cackania się jak w gimnazjum. W liceum zrobisz coś nie tak, i już możesz pożegnać się z nauką w całym kraju, masz przechlapane w papierach. W gimazjum takiemu małolatowi mogą udzielić co najwyżej nagany, a to i tak nie zawsze. W gimnazjum większość młodocianych chuliganów czuje się bezkarna, stąd reputacja gimnazjów w naszym kraju jest jaka jest.

Patrzyłem na znajomych z "elitarnych liceów" tam gdzie był wyścig szczurów, i kontakt z nimi od polowy kwietnia byl niemozliwy

Dokładnie, też tak mam ze swoimi kolegami. Dodajmy do tego dojazdy pociągami, autobusami co w zimie stanowi istny koszmar. Wstawanie o 6 rano, wracanie o 20? Nie dla mnie, dziękuje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mathew, masz rację (a przynajmniej ja też uważam, że do nauki powinno podchodzić się w sposób naturalny). Sęk w tym, że nie miałem na myśli ''elitarnych'' liceów. Post był skierowany do tych, którzy uważają, że nauczysz się wszędzie tak samo - bez względu na warunki, a wszystko zależy od podejścia.

O tak, tego nie przeczę, miałem na myśli prywatne szkoły, za które płaci się grube pieniądze, a uczą tego samego co w państwowych szkołach. Dodatkowe szkoły typu językowa, czy muzyczna to zupełnie inna sprawa, i w takich takich szkołach można się b. dużo nauczyć. A co do nauki języków... Cóż, ja rosyjskiego nauczyłem się w 6 lat (klasy 4-6 podst. i gimnazjum), i jestem zadowolony. Nauczycielka nas cisnęła, umiała wyjaśnić wszystkie omawiane rzeczy. Wynik jest jaki jest - aktualnie na koncie posiadam certyfikat z tegoż języka.

No widzisz, to się wcześniej nie zrozumieliśmy. Rosyjski? Heh, ciekawy wybór...

Takie rzeczy to raczej w gimnazjum już... Wiadomo - w liceum są jeszcze "odpały", ale nie ma już takiego cackania się jak w gimnazjum. W liceum zrobisz coś nie tak, i już możesz pożegnać się z nauką w całym kraju, masz przechlapane w papierach. W gimazjum takiemu małolatowi mogą udzielić co najwyżej nagany, a to i tak nie zawsze. W gimnazjum większość młodocianych chuliganów czuje się bezkarna, stąd reputacja gimnazjów w naszym kraju jest jaka jest.

This. Chodzę aktualnie do trzeciej gimnazjum i mogę szczerze powiedzieć, że (przynajmniej to moje) polskie gimnazja to patologia. Wiem, uogólniam, ale z tego co wiem tak jest z większością naszych gimnazjów.

Edytowano przez Murezor

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Takie rzeczy to raczej w gimnazjum już... Wiadomo - w liceum są jeszcze "odpały", ale nie ma już takiego cackania się jak w gimnazjum. W liceum zrobisz coś nie tak, i już możesz pożegnać się z nauką w całym kraju, masz przechlapane w papierach

?! W jakich papierach? Zeby cie wywalili z liceum to musisz sie postarać, a jak juz to zrobisz, to przewaznie i tak mozesz iśc na ugode, ty odchodzisz sam, oni nic nie robia z toba. No chyba, ze coś nie tak to jakiś duzy kaliber ;)

Sęk w tym, że nie miałem na myśli ''elitarnych'' liceów. Post był skierowany do tych, którzy uważają, że nauczysz się wszędzie tak samo - bez względu na warunki, a wszystko zależy od podejścia.

Przedmiotów humanistycznych za wyjątkiem j. obcych, jak najbardziej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sęk w tym, że nie miałem na myśli ''elitarnych'' liceów. Post był skierowany do tych, którzy uważają, że nauczysz się wszędzie tak samo - bez względu na warunki, a wszystko zależy od podejścia.

Przedmiotów humanistycznych za wyjątkiem j. obcych, jak najbardziej.

No to się obśmiałem... To raczej przedmiotów ścisłych można się nauczyć wszędzie tak samo, gdzie wszystko idzie jak najbardziej na pamięć. Ale humanistycznych...?

Edytowano przez Iskier

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie, człowieka stricte ścisłego, to właśnie nauki humanistyczne - polski, język, i historia to czysta pamięciówka, nic więcej :) A matematykę musi ci ktoś wytłumaczyć, naprowadzić na cel. Nie wystarczy nauczyć się kilku wzorów na pamięć.

polskie gimnazja to patologia

Ja to tyle tego słyszałem, róznorodne opowieści... Po prostu gimnazjum w polsce to rzecz naprawdę zbędna, powstaje wielka przepaść między liceum a gimnazjum, i potem ludzie sie dziwią: ,,o, to w liceum trzeba się uczyć i pracować?!?".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Trymus

Nie licytować mi się tu. Ja doceniam ścisłe umysły, poruszające się wspaniale po labiryncie matematyki itp . Ale sprowadzanie historii, filozofii itp do pamięciówki to już ignorancja, albo zła wola. I korepetycje z historii to wcale nie głupie wyjście, książka nie zawsze ukazuje prądy, procesy historyczne, nie stawia hipotez, nie przedstawia źródeł, (podręcznik) wytłumaczcie komuś w sposób profesjonalny czym jest feudalizm. Gdy wyrasta potrzeba precyzyjnego, ale także elastycznego pojęcia (żeby można było go zastosować w np. badaniach historycznych) rodzą się wielkie problemy.

Szanujmy się nawzajem, i nie oceniajmy po pozorach.

A wkuwanie na pamięć dat i wydarzeń niczym się nie różni od odpytywania jaką sukienkę miała Zosia na 14 stronie Pana Tadeusza. Nie ma to nic wspólnego z historią.

Edytowano przez Trymus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dla mnie, człowieka stricte ścisłego, to właśnie nauki humanistyczne - polski, język, i historia to czysta pamięciówka, nic więcej :) A matematykę musi ci ktoś wytłumaczyć, naprowadzić na cel. Nie wystarczy nauczyć się kilku wzorów na pamięć.

Czy ja wiem... Jak już poznasz metodę rozwiązywania, ale NAPRAWDĘ poznasz, to niestraszny Ci żaden przykład. Ja akurat nigdy na matematykę nie narzekałem i gdy rozwiążę już jeden przykład, to tak jakbym widział już wszystkie możliwe kombinacje i wariacje... Nauka jak to zrobić z porządnie rozpisanego rozwiązania przykładu też wcale nie jest taka trudna (dla mnie, a uważam się za humanistę). Z analizą wiersza czy nawet głupią rozprawką już tak nie jest... Niestety.

I nie żebym wywyższał przedmioty humanistyczne. Cóż, bez fałszywej skromności, moje zdolności matematyczne można porównywać z tymi humanistycznymi, więc wiem jak to IMO i ze mną jest ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czy ja wiem... Jak już poznasz metodę rozwiązywania, ale NAPRAWDĘ poznasz, to niestraszny Ci żaden przykład.

Ehhhh mówisz tu o czym, funkcji liniowej? Pierwiastkach, logarytmach? Pochodnych? To moze i tak.

Ale mi chodzi o co innego. Co to jest feudalizm, bez problemu moge sie nauczyć sam, najpierw biore definicje z książki potem ja przepisuje na swoj język i mam. W matematyce dostane zadanie, i co mi z tego ze mam ksiązke? W ksiazce masz 1 przykład, matematyka nie jest przedmiotem liniowym. Czasami przy glupiej granicy musisz dokonywac takich ewolucji, że hoho...

Szanujmy się nawzajem, i nie oceniajmy po pozorach.

A wkuwanie na pamięć dat i wydarzeń niczym się nie różni od odpytywania jaką sukienkę miała Zosia na 14 stronie Pana Tadeusza. Nie ma to nic wspólnego z historią.

Skad ja to znam z tą Zosią : D

Nie chce nikogo obrazac twierdzeniem, ze Historii mozna nauczyć sie samemu, jezeli dana osoba nie jest w stanie wysnuć sama wniosków z 1 wojny światowej i potrzebuje do tego korków, to po prostu powinna skonczyc edukacje na podstawowce, taka prawda. Sam historie bardzo lubie, miałem z niej zawsze 4 i 5, bez korepetycji, wiedziałem jak sie uczyć po prostu, czytałem książke ra,z potem 2 raz przy czym w tedy zaznaczałem to co jest najistotniejsze i za 3 razem juz moglem się uczyc tego co potrzebne i wazne. Przy tym brałem ją logicznie powiązywałem fakty. A to, ze niektórzy ryją całą ksiazke i nic nie umieją... No ja tez nic bym nie umiał w takim przypadku.

A niektóre daty trzeba wkuć na pamięc jak tablice Mendelejewa.

Jednak by znać dobrze historie matematykiem tez trzeba byc dobrym, bo potrzebne jest logiczne myslenie w historii, a logika to matematyka.

Zeby bylo tez jasne ja tu nigdzie nie napisalem ze przedmioty hum. sa gorsze od scislych, ale sa łatwiejsze.

Edytowano przez M@TH3V

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To zależy też od nauczyciela. Historię lubię bardzo, jest to moje hobby, w szkole 4 i 5. Tyle, że jak przyszło wypełnić kartkówkę w formie zamkniętej (tj. ABCD), to dostałem ledwo 2. A jak przyjdzie odpowiadać na pytania, mogę lać wodę po całości, wypisywać wszystko to, co wiem z poziomu rozszerzonego. ABCD po prostu mnie gubią, tak samo prosty test z biologii - każdy dostał po 5, a ja obskoczyłem 3 :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Trymus

Hmmm łatwiejsze. Zależy o czym mówimy. Historia jest diablo pracowita, od 5 lat ślęczę nad książkami, moja biblioteczka to już ponad 600 pozycji, codziennie wertowanych w celu poszerzania informacji, a skutek jest jeden. Im więcej wiem, tym większą mam świadomość niewiedzy. Każda informacja otwiera kolejne drzwi prowadzące czasem na prawdziwe manowce. Należy to wszystko bez przerwy niemal powtarzać, przeprowadzać porównania, synchroniczne i diachroniczne. Z konieczności trzeba wchodzić (i orientować się! by nie popełniać błędów w rozumieniu epoki, gdzie przecież charakter strukturalny wiąże się z wpływem jednej dziedziny życia na drugą) na pola historii kultury, historii filozofii, historii doktryn politycznych, prawnych, ekonomicznych, zawadzając przy tym o psychologię, socjologię, archeologię, językoznawstwo, historię literatury, sztuki i architektury nie mówiąc o naukach pomocniczych już bardziej praktycznych jak paleografia, dyplomatyka, chronologia, geografia historyczna, źródłoznawstwo, sfragistyka, metrologia itp. Dopiero przeczytawszy to spróbujcie sobie stworzyć w głowie spójny model przeszłości, uwzględniając wykluczające się hipotezy . Do tego należy dorzucić jeśli się chce prowadzić badania znajomość języków- często martwych- łaciny, staropolskiego, ruskiego, staroangielskiego, niemieckiego, francuskiego itp.

A i jeszcze zwracać uwagę, czytając o partyzantce chłopskiej szarpiącej wycofującą się armię Napoleona z Rosji , czy autor mający nomen omen autorytet utożsamiał się z marksizmem czy nie i jak to mogło wpłynąć na jego ocenę źródła.

Teorii materializmu matematycznego mam nadzieję nie było. :tongue:

Nadmiar informacji jest tu największą zmorą. O Dagome Iudex - kilku linijkach, regestu dokumentu papieskiego napisano całą bibliotekę.

Co ci da podręcznikowa definicja feudalizmu, jeśli było tle "feudalizmów" ile państwowości, a czasem ile krain historycznych, do tego tyle określeń na to co dziś nazywamy feudalizmem, że trzeba się posługiwać nomenklaturą konkretnego źródła i zapomnieć o jakiejś metateorii.

Dlatego naprawdę nie przeprowadzajmy już tego wartościowania. Wszystko wymaga wysiłku jeśli podchodzimy do tego rzetelnie, kierowani ambicją.

Edytowano przez Trymus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Szanujmy się nawzajem, i nie oceniajmy po pozorach.

A wkuwanie na pamięć dat i wydarzeń niczym się nie różni od odpytywania jaką sukienkę miała Zosia na 14 stronie Pana Tadeusza. Nie ma to nic wspólnego z historią.

Skad ja to znam z tą Zosią : D

Ja to kojarzę zaraz z każdą lektura omawianą w gimnazjum. Brr

A niektóre daty trzeba wkuć na pamięc jak tablice Mendelejewa.

Nikt nie wymaga znajomości tablicy Mendelejewa na pamięć :smile: Najczęściej nauczyciel wymaga te parę głównych pierwiastków które będą pojawiać się często w zadaniach. Nawet nie trzeba uczyć się ich na pamięć, po pewnym czasie samo wchodzi do głowy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zalezy gdzie nie wymagają ;)

Trymus

Dobra to jeszcze inaczej napisze, bo tam fakt troche uogólniłem.

Mamy zapowiedziane 2 kolokwia.

Historia: Kolokwium z historii dalekiego wschodu.

Matematyka: Granice funkcji i szeregi.

Podaje przypadkowe tematy, co mi przyjdzie do glowy. Jak myslisz z czego bedzie wiecej pozytywnych ocen? : ) Chodziło mi o łatwośc nauczenia.

I nie pisze tego by wywyższyć matematyke czy tez, dowartościować sie, ja bym z nią juz mógł nie mieć nic wspolnego, niestety/stety mam.

Z resztą pokazuje to co chce przekazać ostatnie testy próbne maturalne.

Pewnie historia ma ogromny zakres wiedzy jaką mozna zdobyć, pewnie wieksza od matematycznego zakresu, ale pewnie, bo nie wiem tak na prawde ile z tej matematyki umiem ile nie, nie wiem tez ile historii poznałem. Dowód na to, ze zero jest zerem mozna wyprowadzać przez pare godzin... Matematyke jak juz posiądziesz w stopniu bardzo zaawansowanym, to juz potem nie bedzie problemów zapewne z nowściami. Z historia, zaś bedziesz i tak sie musiał cały czas dokształcać. Ale mi cały czas chodzi o 1, łatwośc nauki przedmiotów ścisłych a humanistycznych.

Tak jak napisał opti, dostaniesz otwarte zadanie, lejesz wode, niestety, z matematyki, fizyki juz nie polejesz :(

Edytowano przez M@TH3V

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Trymus

Bo ja wiem. W historii lanie wody jest tak samo punktowane jak operowanie na ułamkach 1/2 =2/4= 4/8 można w nieskończoność, ale pożytku z tego żadnego.

Ale jak mówię nie kłócę się bo nie mam pojęcia o czym mówię.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.


  • Kto przegląda   0 użytkowników

    Brak zalogowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Utwórz nowe...