Jump to content
Hut

Sens życia

Recommended Posts

Trzy grosze ode mnie...

Ludzie są bezsprzecznie najbardziej rozwiniętymi organizmami na Ziemi. Posiadamy uczucia, myśli, wyobraźnię, itd. Stąd pojawia się kwestia nadawania wszystkiemu sensu - teorie religijne na temat wyjątkowości naszego - ludzkiego życia. A wszystko jest takie banalne wg. mnie. :)

Żyjemy po to by żyć - dokładniej zapewniam przetrwanie naszym genom. To każdy z nich, a dokładniej mem - dąży do dominacji po przez jak największą ilość kopii w świecie. Z pomocą przychodzi tu rozmnażanie. Człowiek jak inne zwierze, bakteria, itd. są swoistymi maszynami przetrwania dla memów. Polecam tu "Samolubny gen" książkę Richarda Dawkinsa. Jego tłumaczenie jest dla mnie najbardziej przekonywające z dotychczas poznanych. Człowiek ma także najbardziej rozwiniętą otoczkę dla tego zadania przetrwania - rozrywka, kultura itd. wszystko to sprowadza się jednak do polepszenia możliwości wykonywania podstawowego "celu" życia. Czasami też działa w zespole gdy genetycznie jest to opłacalne.

Temat ten jest baaardzo rozległy :)

Czy człowiek jest dobry czy zły? Myślę, że jest po prostu wyrachowanym egoistą jak każdy inny organizm.

Edited by Adie13

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ateiści dążą do autodestrukcji. Żyjesz trochę potem umierasz i koniec, "the end". Chrześcijanin (niech tylko to nie zabrzmi pysznie) dąży jednak do życia. Postępuje według przykazań (no przynajmniej powinien ), miłując Boga. Czemu tak bardzo boicie się (ateiści) że na łożu śmierci powiecie że zmarnowaliście życie, że można było tak fajnie przeżyć, a tu je spieprzyłem ? Przecież żyjecie ok 80 lat umieracie, no góra miesiąc (jeżeli nie ma żadnych skomplikowanych procesów). Przecież tego nawet chwilą nie można nazwać. Czy nie jest straszne bardziej że po śmierci spotkacie Boga, który postąpi według waszego wyboru: odejdzie, a wy traficie do piekła na wieczność ? Każdy matematyk, ekonomista wyliczy że wolę się "pomęczyć" te 80 lat żeby potem mieć życie wieczne. Już dawno to zrobił Blaise Pascal. Bardziej opłaca się uwierzyć i mieć życie WIECZNE niż żyć tylko 80 lat, ale mieć te kilka praw więcej (niekoniecznie dobrych).

To może ja po dość długim okresie czytania przejdę znów do pisania :) Czytając te zdania mam wrażenie, że wg. Ciebie ateiści nie postępują zgodnie z żadnymiprzykazaniami. Poza pierwszymi trzema, cała reszta jest ogólna i nieprzestrzeganie ich jest złe w normalnej cywilizacji. Odnośnie umierania: pewnie powiem, że zmarnowałem życie, że w wielu miejscach wd*****m, ale cała zabawa polega na tym, żeby być konsekwentnym i trzymać się pewnych zasad. Pewnie, że mi się bardziej opłaca wierzyć, ale nie potrafię, poza tym mam szacunek do osób wierzących i nie chcę ich w ten sposób obrażać, jak zapewne wielu by to w ten sposób odebrało. To zresztą jest dyskusja na wątek Filozofia II, gdzie się zresztą wypowiadałem o moim stosunku do religii :)

Jeszcze słówko do

(...)mieć te kilka praw więcej (niekoniecznie dobrych).

Aleosohozi? Jakich kilka praw więcej? Ateista nie ma żadnych kilka praw więcej. To, co jest złe dla ateisty jest też takie dla osoby religijnej. Prędzej mam kilka przepisów mniej.

Edited by piotrekn

Share this post


Link to post
Share on other sites

powiem tak. Nie ma ludzi Nie wierzących każdy w coś wierzy i to w prostej linii odnosi się do Boga. takie są moje poglądy. a jeśli o sens życia chodzi to i tak kieruje nami przeznaczenie

Share this post


Link to post
Share on other sites
powiem tak. Nie ma ludzi Nie wierzących każdy w coś wierzy i to w prostej linii odnosi się do Boga. takie są moje poglądy. a jeśli o sens życia chodzi to i tak kieruje nami przeznaczenie

Nie do końca się zgodzę. Niektórzy ateiści po prostu wierzą w siebie. Kwestia czy stawiają siebie w miejscu Boga jest tutaj dyskusyjna. Istnienie przeznaczenia to też żaden pewnik

Edited by Paladyn_Rage

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ave!

Mordi -> tez pamietam, choc przelotnie. Generalnie odnosnie tego,i z twierdzisz ze upraszczasz - paradoksalnie dosc sporo koncepcji wlasciwego (czyt.: szczesliwego) zycia (jak chocby ta od Epikura) opiera sie na pewnym dazeniu do prostoty i uniezaleznianiu sie od spraw, ktore zycie komplikuja. Jako przyklad wymienilem konkretnie Epikura, gdyz jego koncepcje darze pewnym szczegolnym sentymentem (mimo, iz sie do jego zalecen nie stosuje; jakos tak sie sklada, ze aplikowanie ich do jednostek chaotycznych jest niemozliwe).

Jednakze mozna spekulowac, czy aby na pewno akceptacja spoleczenstwa jest niezbedna jednostce ludzkiej do szczescia (tudziez samorealizacji). Oczywiscie mozna optowac, iz czlowiek jest zwierzeciem spolecznym, jednakze rownie dobrze mozna stwierdzic, iz owe opisywane przez ciebie potrzeby sa jedynie wynikiem ludzkich zdolnosci adaptacji i zostaja w nas programowane w drodze wychowywania. Cecha mogaca w pewnym stopniu swiadczyc jednak za moja pesymistyczna interpretacja jest ludzka sklonnosc do poswiecania innych byleby tylko samemu osiagnac wymierne korzysci (nie dotyczy jednostek chorych psychicznie i ogolnie "zaburzonych", z takimi nigdy nic nie wiadomo). Innymi slowy owszem - potrzebujemy innych, ale korzystamy z nich raczej jako narzedzi w drodze do zaspokojenia osigniecia prywatnych korzysci i owa "potrzeba blizniego" moze byc cecha zbywalna.

Jesli tak, to teza powinna przyjac raczej forme, iz czlowiekowi do osiagniecia szczescia potrzebne jest zaspokojenie podstawowych potrzeb (jedzenie, bezpieczenstwo itd.) + realizacja prywatnych ambicji, czy tez moze raczej osiagniecie poczucia pewnej doskonalosci (wyzbycie sie wad - chociazby iluzoryczne, czy to poprzez wlasne sukcesy, czy tez przez akceptacje innych osob - podkreslajacych wylacznie nasze pozytywne cechy i pomniejszajacych negatywne). Teza moja o ile co przyznaje jest dosc mocno kulawa, o tyle faktycznie zaslugiwalby na uwage pewien aspekt ludzkiej psychiki przeze mnie podjety - czemu tak wlasciwie gdy ktos zwraca nam uwage na nasze prawdziwe wady, reagujemy emocjami negatywnymi, a jednoczesnie jakos tak cieplej sie nam na serduszku robi w sytuacjach gdy ktos mowi nam nawet jawnie falszywy komplement?

Natura tworzy miłość dziecka do matki i odwrotnie bo wtedy matka się martwi o dziecko i stara się je wyżywić itp , więc zwieksza szanse na przeżycie.

jezeli to, co mowili mi na studiach jest prawda, to moge powiedziec tylko tyle: byzdura. To co okreslamy instynktem macierzynskim nie istnialo jeszcze 200 lat temu. Dopiero w sytuacji gdy szanse na przezycie dziecka i osiagniecie przez nie dojrzalosci staly sie odpowiednio wysokie, to matki zaczely sie do swych dzieci przywiazywac i wyksztalcila sie owa wiez. Czyli wedle tego, bylo niemal dokladnie odwrotnie wzgledem tego, co powiedziales.

Akurat wierność partnerowi można podpiąć pod podświadomość, wbudowany mechanizm bo przecieć wierność jednemu partnerowi zapewnia bezpieczeństwo dziecku.

patrz co napisalem akapit wyzej + zwroc uwage, ze z meskiego punktu widzenia znacznie wydajniej byloby po prostu zaplodnic jak najwiecej kobiet (kobieta ma szanse zajsc w ciaze na dobra sprawe raz w miesiacu zas sam okres ciazy jest dosyc dlugi, ale mezczyzna moze teoretycznie zaplodnic nawet kilka kobiet dziennie - wieksze szanse na przetrwanie potomstwa w tej sytuacji ma potomstwo znacznie liczniejsze mimo sprawowania nad nim gorszej opieki niz nieliczne za to takie ktroemu zapewniono znakomita opieke).

Zreszta, u ssakow podobno tylko 3% jednostek zachowuja partnerowi wiernosc - jezeli natura sie nie myli, to raczej wlasnie owe 3% ma problemy z uswiadomieniem sobie pewnych mechanizmow.

Wszystko (prawie) żależy od wychowania

arghhh... wychowanie to jest wlasnie to, co sie naklada na owe opisane przeze mnie mechanizmy. Jakbys nie zauwazyl, to opisywalem zachowania niezwykle wrecz typowe dla dzieci do 5/6 roku zycia (liczac od niemowlectwa - najpierw sa tylko de facto pasozytami, potem jeszcze ujawnia sie egoizm i okrucienstwo). Ciezko mowic o wplywie wychowania na dziecko na ten przyklad 3 letnie (jeszcze zbyt malo zreczne by chomika usmazyc, ale scene w sklepie zrobi bez problemu).

BTW Elar - gratuluje, u mnie na ekranie Twoj post ma 27 linijek tekstu, z czego tylko 6 linijek tekstu to twoje slowa.

Może najlepiej żeby Bóg zaniósł Cię do kościoła, położył w ławce, włożył kapcie, śpiewał za Ciebie, odprowadził do domu, posadził na fotelu (bo Ty przecież nie potrafisz), a potem na końcu Go ukrzyżujesz.

od kiedy to chodzenie do kosciola, uczestniczenie w obrzadku czy czytanie Biblii sa tozsame z wiara? Mam niejasne wrazenie, ze wlasnie mam do czynienia z typowym pseudokatolikiem, dla ktorego uwielbienie dla Boga wyrazane jest przez regularne pojawianie sie na mszy, odklepanie paciorka i posiadanie Pisma sw. na polce. W przekonaniu tym utwierdzilo mnie jedno - Twoje powolanie sie na zaklad Pascala - pomine tutaj fakt, ze sam tworca tego zakladu byl nalogowym hazardzista, osobnikiem wybitnie wrednym (powaznie poklocil sie ze swoja siostra o to, ze poszla ona do klasztoru zamiast opiekowac sie jego schorowanymi czterema literami), ktory dopiero gdy przegral wszystko to doznal objawienia (tudziez zwariowal - jakos tak w przypadku wielu "doswiadczen Boga" opisywane objawy pokrywaja sie z objawami stanow chorobowych) i wlaczyl mu sie tryb misjonarza, ktory zreszta wybitnie kiepsko mu dzialal (badz co badz jego zaklad zostal obalony praktycznie tuz po tym, jak go wymyslil) - ale powiedz mi, czy zycie w zgodzie z nakazami chrzescijanstwa wylacznie by uzyskac zycie wieczne nie jest obluda? Dlaczego niby ow wspanialy Bog (podobno patrzy tez na intencje i to co w sercu, czy moze sie myle?) dalby owa nagrode komus kto kieruje sie wylacznie rachunkiem personalnych korzysci (co zreszta potwierdza moja teze odnosnie milosci) - jak dla mnie osobe taka opisalem w ktoryms z poprzednich postow w akapicie, w ktorym duzo razy bylo powtarzane slowo "bluznierstwo" i jego odmiany.

Przy okazji - posiadam w domu Pismo sw., nawet je czytam i analizuje od czasu do czasu. Mojej opinii odnosnie "wiary" zupelnie to nie zmienia. Za to pozwole sobie zadac pytanie - ile traktatow Ojcow Kosciola, Doktorow Kosciola, badz po prostu znanych teologow (czy tez opracowan Pisma sw.) Ty, jako katolik, przeczytles/posiadasz w domu?

Kapłan przed głoszeniem ewangelii (potem homilii), modli się o natchnienie Ducha Świętego.

co rownie dobrze moze stanowic wylacznie mechanizm majacy za zadanie uwiarygodnic przed tlumem role nauczyciela boskich praw, jaka uzurpuje sobie bluznierca. Sam fakt, ze poprosze wyimaginowany (badz tez istniejacy, to nie ma tutaj znaczenia akurat) byt o dar madrosci nie znaczy automatycznie, ze przestane mowic klamstwa i byc chciwym draniem saczacym do uszu ludzi jad zaklamania pod przykrywka madrosci.

zas co do cytatow z Ewangelii - i owszem, znam, znam, pozwole sobie nawet odpowiedziec:

"A jeśli uczynisz Mi ołtarz z kamieni, to nie buduj go z kamieni ciosowych, bo zbezcześcisz go, gdy przyłożysz do niego swoje dłuto. Nie będziesz wstępował po stopniach do mojego ołtarza, żeby się nie odkryła nagość twoja"

Księga Wyjścia, Rozdział 20, werset 25 - 26, Biblia Tysiąclecia wydanie piąte.

tak wiec po pierwsze - wszelkie oltarze zbudowane z ociosanego kamienia do ktorych wchodzi sie po stopniach sa niezgodne z wola samego Boga. Widziałem takich dosc sporo - technicznie chrzescijanin powinien je potraktowac zgodnie z zaleceniami Pisma sw. i porozbijac, kaplanow odprawiajacych tam nabozenstwa zas potraktowac jak kaplanow obcych religii i przepedzic/zarznac. Przy okazji w Pismie sw. (podobno slowa samego Boga, w ktore katolicy podobno wierza - i to zarowno w Nowy jak i Stary Testament) zostalo dosc precyzyjnie opisane jak ma wygladac Swiatynia - i wiesz co? Chyba jeszcze nie natrafilem na kosciol, ktory spelnia wyznaczone standardy. Innymi slowy - Bog dosc precyzyjnie okreslil jakie ma preferencje i gusta w tej dziedzinie, ale jego wyznawcy maja to gdzies? Trzymajac sie porownania z dziewczyna - wiesz, ze uwielbia ona tulipany, ale ty uparcie kupujesz jej roze, zas od czasu do czasu nawet piwonie (ktorych jak wiesz zupelnie nie znosi), ale owego tulipana w zyciu od ciebie nie uswiadczyla.

"Po wyjściu Jezusa ze świątyni podeszli do Niego uczniowie, aby Mu pokazać budowle świątyni. Lecz On rzekł do nich: <<Widzicie to wszystko? Zaprawdę, powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie został zwalony>>"

Ewangelia według św. Mateusza, Rozdział 24, werset 1 - 2, Biblia Tysiąclecia wydanie 5

"Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: <<Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony>>"

Ewangelia według św. Łukasza, Rozdział 21, werset 5 - 6, Biblia Tysiąclecia wydanie 5

przy okazji - powyzszy fragment znajduje sie zaraz za kawalkiem o wdowim groszu

"Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego. Powiedział więc do nich: <<To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych.>>"

Ewangelia wedłu św. Łukasza, Rozdział 16, werset 14 - 15, Biblia Tysiąclecia wydanie piąte

myliłem się istnieją inne sensy życia: wiara nadzieja miłość

prosze, wytlumacz co nalezy rozumiec pod tymi slowami.

Zas co do Pawlow naszych czasow - doslownie powiedzialbym Pawlowie - badz co badz akurat ow apostol byl w ciaglym sporze z pozostalymi, zwlaszcza z Piotrem (pierwszym papiezem) - podobnie z dyskusji z Lordem Nargoghiem wiem, ze u niego co prawda checi moze i szczere, ale z przygotowaniem merytorycznym i rozumieniem juz kiepsko bywa (wlasnie - Nargogh, wiesz juz co oznacza IHS?)

Konczac: <podaje Gortalowi bandaz i apteczke> nie baw sie ostrymi przedmiotami, bo sie znowu skaleczysz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
patrz co napisalem akapit wyzej + zwroc uwage, ze z meskiego punktu widzenia znacznie wydajniej byloby po prostu zaplodnic jak najwiecej kobiet (kobieta ma szanse zajsc w ciaze na dobra sprawe raz w miesiacu zas sam okres ciazy jest dosyc dlugi, ale mezczyzna moze teoretycznie zaplodnic nawet kilka kobiet dziennie - wieksze szanse na przetrwanie potomstwa w tej sytuacji ma potomstwo znacznie liczniejsze mimo sprawowania nad nim gorszej opieki niz nieliczne za to takie ktroemu zapewniono znakomita opieke).

Wsio gra i wszystko jest zupełnie poprawnie, ale głównie z biologicznego punktu widzenia. Gdy dołożyć do tego kwestie społeczne czy też środowiskowe, to już tak oczywiste to nie jest. Biorąc pod uwagę same liczby, mężczyzna postępujący tak rozpłodowo może i spłodzi więcej potomstwa, które przeżyje, ale przecież nie tylko o samą jakość tu idzie. Człowiekiem rządzi także wiele innych potrzeb, może nie tak pierwotnych i podstawowych jak przedłużanie gatunku, ale potrzeby akceptacji czy dążenia do dominacji (sukcesu, kasy) nie można pomijać. W dzisiejszym społeczeństwie 'postępowanie rozpłodowe' na sucho może uchodzić tylko do pewnego stopnia i pewnym osobnikom. Najczęściej jednak są to osobniki, których geny będą przechodziły z biedy w jeszcze większą biedę. Gdy do tego dodać, że kasa jest bardzo ważnym czynnikiem koniecznym do przetrwania, to wychodzi na to, że opieka i wychowanie sobie odpowiednio wykształconego potomka może też być dość skuteczną strategią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Te rozważania miałyby większy sens, jeżeli dobór naturalny w społeczeństwie byłby głównym motorem napędowym. Zwrócić należy uwagę, że dzięki swoim działaniom człowiek znacznie przycznił się do spadku śmiertelności swojego potomstwa, dlatego nie musi "zapładniać jak największej liczby samic".

Jest to tym bardziej niemożliwe, że już na ziemi znajduje się znacznie więcej ludzi, niż jest ona w stanie ich wyżywić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

A wbrew waszym rozważaniom uważam że szkoda życia na "być czy nie być".Trzeba łapać chwile a nie żyć jak ludzie w gotyku. "Carpe Diem" kochani i nic więcej.A jak ktoś wątpi to tam na tym miłym dole jest taki fajny cytat całkiem cwanego człowieka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wiem, wiem. Temat z grubej półki. Ale gdzie mam pytać o takie rzeczy, jak nie na forum CD-A?

Jeśli o mnie chodzi, to raven_amanha ujął to idealnie, chociaż gwoli ścisłości, to akurat ekipa Monty Pythona miała pierwszeństwo z tym tekstem :wink:

Share this post


Link to post
Share on other sites
To nic nadzwyczajnego: ?Bądź miły dla ludzi, nie obżeraj się, czytaj książki, chadzaj na spacery i próbuj żyć w zgodzie z ludźmi innych wyznań i narodowości?

Dodałbym jeszcze może w miarę częste mycie włosów.

Utopia! hehe

Generalnie chodzi o to, żeby robić dobrze i sobie i innym.

Dziś wszyscy myślą tylko o sobie, a tylko ja myślę o mnie :)

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja staram się wcielić w życie dewizę "Żyj tak by twym odejściu było nudno". Czyli innymi słowy staram się wgryźć ludziom w pamięć, nie aż w takim stopniu by nie mogli beze mnie żyć (to przecież niemożliwe), ale żeby choć raz powiedzieli "Cholera, jaka szkoda, ze go z nami nie ma". :tongue:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja tu się wypowiem... (Nie czytałem wcześniejszych postów, więc jak jakiś temat się powtórzy to trudno).

WYPOWIEM SIĘ TU NA RÓŻNE DENERWUJĄCE MNIE TEMATY!!!

Człowiek jako najlepiej (umysłowo) rozwinięty organizm na tej planecie, (który stworzył tzw. CYWILIZACJE) powstał po to by poznać odpowiedzi na tematy wszelakie.

Kiedyś (np. średniowiecze) ludzie mówili, że latanie jest nie możliwe a teraz? Spójrz w górę. I co widzisz? Samolot.

Dziś ludzie mówią, że podróże między gwiezdne są utopią, a co przyniesie przyszłość?

Ateiści nie idą w stronę autodestrukcji (czy jakoś tak). Oni właśnie mogą w całości nacieszyć się życiem nie będąc "zamknięci" w prawach i obowiązkach, jakie mówi nam religia. Jak prędzej dowiesz się ile jest 2+2? Modląc się do Boga czy samemu szukając odpowiedzi w książkach i innych źródłach naukowych.

Celem każdej powstającej cywilizacji we wszechświecie jest pogłębianie swojej wiedzy!

Ludzie uciekają do religii ze strachu przed śmiercią. Chcą żyć wiecznie. Niestety tak nie jest - umierasz i tyle - the end. Jeśli naprawdę chcesz być nieśmiertelny to się ucz i stwórz jakieś nanoboty, które sobie wszczepisz w organizm i które będą ciebie przytrzymywać przy życiu (future technology).

Jeszcze inni są z religią związani, bo im "mama" kazała. Niektórzy z nich w przyszłości może dojdą do prawdy, jaką jest to, że bóg nie istnieje, ale co z tego? Wtedy to już będzie za późno. Dlaczego? Strach. "Niby chce być ateistą, ale się boje, że jak to wszystko okaże się prawdą to pójdę do piekła" (buuhaha).

Ludzie na czas dzisiejszy są bardzo głupi, jeśli chodzi o skale wszechświata.

Denerwuje mnie jeszcze to, że niektórzy ludzie uważają, że kosmici przylatują na tą planetę w celu zapłodnienie naszych kobiet. A czy ty człowieku idąc przez ulice masz popęd seksualny do psów lub kotów, które obok ciebie przechodzą?

Osobiście nie wieże w to, że kosmici tu przylatują (bo niby po co?). A jeśli nawet to mają tak zaawansowaną technologie, że byśmy się nie dowiedzieli, że tu są!

Wszystko, co myślimy na temat religii w dzisiejszym świecie opiera się na filmach, np. o miłości. I jak mnie to boli, że są ludzie tak głupi, że te wszystkie słowa w tych głupich filmach wsiąkają jak gąbka!!!

Jeden oszust mówi drugiemu oszustowi, że widział ducha i tak tworzy się nasze wyobrażenie o tym całym (bezsensownym, zmyślonym) niebie i piekle. A opętanie? Wypij 10 litrów wódy i już jesteś opętany a jeszcze lepiej jak na dodatek jesteś chory psychicznie. JEDYNĄ PRAWDĄ JEST NAUKA - nie religia. Religia to kłamstwo. Sam napisze sobie własną wersje biblii i za tysiąc lat ją wykopią z ziemi uważając, że jestem bogiem. Gdybyś w czasach starożytnych powiedział do wikinga, że wierzysz w boga Jahwe to on ciebie zabije, bo wierzy w Thora. Jeżeli w przyszłości powiesz, że wierzysz w boga Jahwe to też zostaniesz zabity za to, ponieważ będzie wtedy jeszcze jedna, kolejna głupia religia.

Do czego prowadzi religia? Do autodestrukcji!!! Myślicie, że w imię, kogo był zamach na World Trade Center? W imię Allacha.

Nie ma żadnej religii. Nauka jest jedyną prawdą. Kiedyś się pytali jak można latać a nikt nie znał odpowiedzi. Teraz ją znamy. Dziś ktoś się mnie spyta: "Jak powstał świat, który nas otacza?" Dzisiaj mu nie odpowiem, bo nie znam odpowiedzi, ale w przyszłości? Kto wie?

A do tych, którzy nadal wierzą w religie powiem jedno. Religia i Kościół to dwie zupełnie odmienne rzeczy.

W starym testamencie jest napisane: "Panie, co mamy zrobić? Co zrobić z Egipcjanami?" - mówi naród wybrany.

"Zabijcie ich wszystkich!" - mówi bóg.

Ależ on miłosierny!!!

Jeszcze jedna sytuacja. Benedykt XVI zakazał używania prezerwatyw w kraju RPA, w którym panuje epidemia AIDS tłumaczą się, że jest to niepobożemu (chore jakieś!).

A więc jaki masz teraz człowieku pogląd na to wszystko czy udało mi się pokazać światło, jakim jest NAUKA czy nadal jesteś zaćmiony w swoim wierzeniu?

Jeszcze większą głupota, która jest mniej lub bardziej związana z religią to, np.: astrologia, wróżby, tarot, wierzenie w to, że jak rozbije się lustro to będziesz miał pecha.

UPADEK CYWILIZACJI, GŁUPOTA, ZAĆMIENIE UMYSŁU = RELIGIA

ŻYCIE, PRAWDA, NIEŚMIERTELNOŚĆ = NAUKA

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kiedyś (np. średniowiecze) ludzie mówili, że latanie jest nie możliwe a teraz? Spójrz w górę. I co widzisz? Samolot.

Dziś ludzie mówią, że podróże między gwiezdne są utopią, a co przyniesie przyszłość?

Średniowiecze to ogólnie rzecz biorąc czasy uwsteczniania się. Jak myślisz skąd pochodzi przysłowie "Ciekawość to pierwszy stopień do piekła". Tego typu przysłowia powstawały w czasach średniowiecza z prostej przyczyny- łatwiej rządzić ciemną masą.

Ludzie na czas dzisiejszy są bardzo głupi, jeśli chodzi o skale wszechświata.

A Ty wiesz, bo twój kolega z klasy jest z kosmitą i ma najlepsze oceny...

Nie ma żadnej religii. Nauka jest jedyną prawdą. Kiedyś się pytali jak można latać a nikt nie znał odpowiedzi. Teraz ją znamy. Dziś ktoś się mnie spyta: "Jak powstał świat, który nas otacza?" Dzisiaj mu nie odpowiem, bo nie znam odpowiedzi, ale w przyszłości? Kto wie?

Cały czas piszesz o religiach, a teraz nagle stwierdzasz, że ich nie ma? Religia i wiara to coś innego niż Bóg/bogowie. A jak powstał świat już wiadomo- Wielki Wybuch. Do dziś istnieją jego ślady; wystarczy nastawić radio na szumy- to właśnie pozostałości WW.

A więc jaki masz teraz człowieku pogląd na to wszystko czy udało mi się pokazać światło, jakim jest NAUKA czy nadal jesteś zaćmiony w swoim wierzeniu?

To czy ktoś wierzy w Boga, czy nie to jego prywatna sprawa. Wiara nie wyklucza nauki. oczywiści można powiedzieć o Kreacjonistach (traktują Biblię dosłownie i myślą np. , że Wielki Kanion powstał w jeden dzień, podczas Wielkiego Potopu), że są głupcami (większość ludzi tak o nich myśli), lecz nie zapominaj, że większość ludności świata to Chrześcijanie. Obecnie większość z nas to Ewolucjoniści (traktujemy Biblię alegorycznie i uznajemy, że człowiek ewoluował miliony lat z małpy, nie negując tym samym istnienia Absolutu-bytu doskonałego, zwanego przez nas Bogiem). Na chwilę obecną co do np. sprawy obcych cywilizacji oficjalne stanowisko Watykanu to: "Nie pisze w Piśmie, że nie istnieją, więc nie mówimy, że ich nie ma". W dzisiejszych czasach religie odstępują swoich ortodoksyjnych tradycji, więc nie wiem co Ci nie pasuje.

A dla mnie receptą na życie jest: "Żyj tak, abyś niczego nie żałował". Oczywiście nie zawsze się udaje, ale warto próbować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ojojoj, człowieku. Nawracać Cię nie będę, wierz sobie w naukę. No właśnie ty wierzysz w naukę, więc zamiast Jahwe/Allacha jest nauka. Nie można w nic nie wierzyć-zawsze jest to coś.

Ateiści nie idą w stronę autodestrukcji (czy jakoś tak). Oni właśnie mogą w całości nacieszyć się życiem nie będąc "zamknięci" w prawach i obowiązkach, jakie mówi nam religia. Jak prędzej dowiesz się ile jest 2+2? Modląc się do Boga czy samemu szukając odpowiedzi w książkach i innych źródłach naukowych.

Ateiści są ograniczeni przez naukę... Jeśli wierzysz w Boga, po co Ci wiedzieć ile to jest 2+2? Człowiek umysłowy żyje właśnie tylko tym rzeczywistym światem. Gdy wierzysz w Boga, On pokaże Ci ścieżkę. Czy ty nie widzisz tych wszystkich cudów? Tego, że żyjemy, że Bóg zaplanował nam świat tak, żebyśmy wszystko odkrywali po kolei? Tych wszystkich uzdrowień, tajemniczych zdarzeń, wielkich ludzi dotkniętych Jego ręką?

Do czego prowadzi religia? Do autodestrukcji!!! Myślicie, że w imię, kogo był zamach na World Trade Center? W imię Allacha.

To wynika ze złej interpretacji ich świętych ksiąg, właśnie przez to, że tak duża część ludzi wierzy w naukę, a słowa Mahometa są wypaczane z roku na rok.

Wszystko, co myślimy na temat religii w dzisiejszym świecie opiera się na filmach, np. o miłości. I jak mnie to boli, że są ludzie tak głupi, że te wszystkie słowa w tych głupich filmach wsiąkają jak gąbka!!!

Takie filmy(książki) pokazują nam doświadczenia innych ludzi, niekoniecznie prawdziwe, ale pouczające.

Ludzie na czas dzisiejszy są bardzo głupi, jeśli chodzi o skale wszechświata.

Więc pozwólmy Bogu podać sobie rękę. On do niczego nie zmusza. Gdy będziemy potrzebowali i CHCIELI pomocy, pomoże nam.

A do tych, którzy nadal wierzą w religie powiem jedno. Religia i Kościół to dwie zupełnie odmienne rzeczy.

No brawo.

W starym testamencie jest napisane: "Panie, co mamy zrobić? Co zrobić z Egipcjanami?" - mówi naród wybrany.

"Zabijcie ich wszystkich!" - mówi bóg.

Ależ on miłosierny!!!

A czy nauka jest miłosierna? "Ma pani raka, przykro mi, będzie pani cierpieć, ale zawsze można dokonać eutanazji". I nie mów mi, że to nie jest okrutne.

Jeszcze większą głupota, która jest mniej lub bardziej związana z religią to, np.: astrologia, wróżby, tarot, wierzenie w to, że jak rozbije się lustro to będziesz miał pecha.

To, co podałeś, to przykłady zabobonów/przesądów.

A więc jaki masz teraz człowieku pogląd na to wszystko czy udało mi się pokazać światło, jakim jest NAUKA czy nadal jesteś zaćmiony w swoim wierzeniu?

Tak, ja wciąż błądzę w swojej wierze, szukając Go i Jego miłości. Jeśli trafię na górę-wespnę się, jeśli trafię na rzekę-przepłynę, jeśli trafię na urwisko-będę nieprzerwanie szedł dalej i dalej, ku Światłu. Jeśli ktoś udowodni mi, że On nie istnieje, będę dalej w Niego wierzył. Jeżeli On każe mi przestać, nie przestanę. Jeżeli nadejdzie Apokalipsa, będę dumnie stał wśród innych, broniących Nowego Jeruzalem i zginę za JEGO miłość, miłość, którą darzy nas wszystkich.

Więc idź, wędrowcze, swoją drogą zła i nauki, pokusy i łatwości, a ja pójdę swoją ścieżką, wyboistą i trudną, z której jeszcze nieraz dobrowolnie zejdę, ale będę starał się kroczyć do celu każdego z nas- do BOGA...

Sam nauki nie potępiam, ale wierz, to nie jest jedyna właściwa droga.

Edited by GeneralMateusz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, dobra ne tak ostro ja dopiero zacząłem swoje naukowe myślenie rozwijać. Prosze o wyrozumiałość "DZIECI BOŻE". Dlaczego, jak się mówi, że religia to jedno wielkie kłamstwo, to wszyscy wierzący rzucają się na biednego ateista jak lew na antylopę. Ludzie "WIARY" wyluzujcie bo Bóg was do nieba nieprzyjmie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ateizm nie istnieje. Pojęcie to zawiera w sobie zbiór pusty. Podobnie jak np. Anarchia. Obydwa te pojęcia określają pewną ideę, nie do zrealizowania w codziennym życiu. Ateista przekierowuje sobie cel kultu np na hedonizm, czy pieniądze. Innymi słowy wierzy w mamonę, czyli nie jest ateistą. Każdy człowiek w coś wierzy, gdyż wiara daje mu sens życia. Fakt może być agnostykiem, ale nie może być ateistą czystej krwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam

Coś mi się wydaję,że nie znasz definicji słowa ateizm. Ateizm bowiem oznacza porzucenie wszelkiej wiary w bóstwa oraz porzucenie wiary w siły nadprzyrodzone. A więc jeżeli ktoś wierzy w potęgę pieniądza(marksizm ?),ale nie wierzy w Boga jest ateistą,co innego gdyby w Boga nie wierzył a przypływ gotówki tłumaczył jakimś cudem.

Mam nadzieję,że niezbyt skomplikowanie.

Z poważaniem Rafał

Share this post


Link to post
Share on other sites
Chciałem przypomnieć o istnieniu tematu "Filozofia i religie". Tam powinniście przenieść swoją dyskusję o wierze i ateizmie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli nie ma religii, wg mnie nie ma sensu życia, ot co.

PS I "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" - Jak widać Bóg sam stawia sobie pieniądze/ naukę/ telewizor/komputer obok siebie jako bożki, więc Cthulu666, twoje słowa nie są w pełni zgodne z prawdą. Dla takiego chciwca pieniądze są bogiem.

Ale zbaczamy coraz bardziej z tematu, więc zastosujmy się do rady Turambara.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Są bogiem tylko w jednym tego słowa znaczeniu, co dla ateisty nie ma żadnego znaczenia. Ba, nawet lepsza jest dla niego miłość do pieniądza, bo można łatwo zrozumieć jej przesłanki, a tej do boga nie sposób.

Ale mniejsza o to. Jakby religia miała być sensem życia, to chyba już dawno bym się zabił. Zresztą, polecam to wszystkim wierzącym, szybciej spotkacie się z bogiem :E

Share this post


Link to post
Share on other sites

Popieram wypowiedź poprzednika, która została ujęta w ładne słowa. Wszyscy wierzą w Boga, bo takie życie jest łatwiejsze. Jeśli nie znasz odpowiedź na to, kto stworzył życie to od razu mówisz Bóg. A tak wcale nie jest. Chyba nie chcecie mi ludzie powiedzieć, że ja LUDŹ zostałem stworzony szóstego dnia (a siódmego Bóg poszedł na spoczynek)? Chyba nie wierzycie w Adama i Ewę? Coraz więcej słów w Biblii okazuje się być nieprawdą i z biegiem czasu ludzie może dojdą do tego, że Boga nie ma.

A naprawdę zainteresowanych zapraszam do rozmowy w dziale Filozofia II.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wszyscy wierzą w Boga, bo takie życie jest łatwiejsze. Jeśli nie znasz odpowiedź na to, kto stworzył życie to od razu mówisz Bóg.

A nieprawda. Wierzący w Boga równiez poszukują naukowych odpowiedzi, a jest im o tyle trudniej, iż muszą pogodzić je zarówno z Wiarą jak i nauką.

Zresztą już nawet starozytni mówili, że musiał być pierwszy poruszyciel (Arystoteles). Innymi słowy - stwórca życia

Chyba nie chcecie mi ludzie powiedzieć, że ja LUDŹ zostałem stworzony szóstego dnia (a siódmego Bóg poszedł na spoczynek)? Chyba nie wierzycie w Adama i Ewę?

Nie odróżniasz formy od treści. Biblia nie odpowiada na pytanie w jaki sposób powstał świat i człowiek. Biblia odpowiada na pytanie, kim jest człowiek, jakie są jego zadania oraz tłumaczy, że Bóg Jest bytem koniecznym, absolutem, pierwszym poruszycielem

Share this post


Link to post
Share on other sites
A nieprawda. Wierzący w Boga równiez poszukują naukowych odpowiedzi, a jest im o tyle trudniej, iż muszą pogodzić je zarówno z Wiarą jak i nauką.

I tego zupełnie nie rozumiem. Nie wiem jak można jednocześnie wierzyć w Boga i szukać naukowych odpowiedzi.Przecież to się ze sobą gryzie całkowicie. załóżmy,że naukowcom uda się z całą pewnością stwierdzić jak powstało życie na Ziemi.Co wtedy zrobią ludzie głęboko wierzący?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaakceptują to. Wiedzą i tak, że Bóg jest Pierwszym Poruszyczielem, Ktoś musiał dać temu wszystkiemu początek. Naukowcy odkrywają prawa, ale ich nie tworzą. Oni po prostu odkryją jak, coś zostało stworzone, ale Kto to stworzył - na to odpowiada już Biblia.

Edited by Spooky Albert

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...