Jump to content
Hut

Sens życia

Recommended Posts

O! Widzę, że nowy temacik do rozmyślań i wpędzania się depresję powstał!

No to ja zacznę tak: niech każdy kto zastanawia się nad sensem życia obejrzy 'Sens życia według Monty Pythona'! Wszystkie wątpliwości natychmiast znikną. (A to za sprawą pana Żniwiaża i tłumu ładnych nie-do-końca-ubranych pań). :thumbsup:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sensem życia jest pozostawienie coś dobrego po sobie dla potomnych, nawet jeśli miałoby to być tylko wspomnienie. Poza tym trzeba żyć tak, żeby na łożu śmierci nie żałować niczego. I jak dla mnie to wystarczy. Wiara jest tylko elementem życia, podporą w trudnych chwilach, nie jego sensem (o ile w ogóle się wierzy).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kolejnego osobnika który też będzie musiał przedłużyć gatunek?

A może kolejnego osobnika, który będzie uszczęśliwiał innych? Tak, żeby Ci chcieli płodzić kolejnych, którzy będą chcieli uszczęśliwiać innych, żeby...

Takie stwierdzenie jest raczej antonimem życia.

Czym więc jest życie skoro to miałoby być jego antonimem?

Biologiczny sens życia... nie ma sensu.

Ma, ma. Tylko, że <werble> biologiczny. A to niespodzianka. Punktów widzenia można przyjmować wiele, a od biologii ciężej uciec niż od wiary...

Share this post


Link to post
Share on other sites

W podobnych tematach wyskakuje mi "Sensible World of Soccer Online". Może sensu życia zatem powinniśmy byli upatrywać w piłce kopanej? :)

A tak - niby - poważnie. Gdyby przyjąć jedną z setek koncepcji, a konkretnie moją ulubioną - czyli stoicką, to sensem życia jest jak największy rozwój. I intelektualny i "fizyczny". Rozwijamy i psyche i soma, choć ze wskazaniem na to pierwsze. Potem, po śmierci, nie rozpadamy się na cząstki elementarne, tylko zachowujemy naszą świadomość till kingdom come. A raczej till stars burn out, bo Końcem w filozofii stoickiej jest tzw. Pożar Świata, po którym następuje początek. I tak ad infinitum.

Poza tym, jak poczytacie sobie te nasze 2,5 lat filozofii, znajdziecie setki innych koncepcji na temat tego czy nasze życie ma sens, jaki to sens i czemu tak właściwie zajmowanie się tym to gryzienie własnego ogona.

Ja ostatnio wychodzę z nader buddyjsko-zen założenia, przemielonego przez tryby recentywizmu, czyli "TU i TERAZ". Chyba wyjaśniać nie trzeba. Nie mylić tylko tego z carpe diem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sensem życia jest przedłużenie gatunku. Ciekawe, ale jaki sens ma przedłużenie gatunku. Co przez to zyskamy ? Kolejnego osobnika który też będzie musiał przedłużyć gatunek ? Takie stwierdzenie jest raczej antonimem życia.

Przedłużanie życia jest antonimem życia? Mówisz o braku sensu, a sam go w swoich wywodach masz niewiele. Przedłużanie życia poprzez przedłużanie ma sens o tyle, że utrzymuje to pewien cykl. Jeśli nie ma życia to nie ma życia. Śmierć może istnieć tylko wtedy, gdy istnieje życie. Śmierć odgrywa pewną rolę w cyklu. Adoptowanie się do zmian w środowisku jest tylko efektem ubocznym życia. Właśnie to nazywam sensem życia - tym większym, ogólnym - podtrzymywanie cyklu. Ale jeśli szukasz odpowiedzi w stylu: "mamy wypełnić boski plan" to u mnie takich sformułowań nie znajdziesz, bo sądzę iż ludzie wcale nie mają roli większej od ryb, psów lub kotów.

Biologiczny sens życia... nie ma sensu.

Jednego, określonego celu, jak np. "zbuduj dom", "przynieś mi buty" to raczej nie ma. Życie jest celem samym w sobie.

Więc jaki jest sens tego życia. Uważam że, wbrew wielu opiniom i wypowiedziom na forum, jest jeden jedyny sens życia. Miłość.

Nie wiem czy mam już być złośliwy, czy jeszcze z tym poczekać. Sprecyzuj o jaką "miłość" ci chodzi.

Jeżeli rozmnażalibyśmy się nie dając miłości, kto potrafiłby tą miłość ofiarować ?

Let me think... A jeśli stwierdzę, że ludzie są egoistami? Nawet "miłość" do drugiej osoby to w dalszym ciągu pewien rodzaj egoizmu. Wątpię, żeby byli ludzie czysto altruistyczni, bo na ogół pomaga się innym z jakiegoś powodu. Twoja miłość nie jest żadną odpowiedzią.

A więc: Żyjmy tak, aby innym chciało się żyć.

*Holy przypomina sobie liczne artykuły o samobójstwach*

Share this post


Link to post
Share on other sites

Albo jest Stwórca i żyjemy dla niego, albo go nie ma i żyjemy dla siebie. I to wszystko.

Osobiście skłaniam się raczej ku tej drugiej możliwości, bo przecież gdyby Stwórca dał nam jakiś cel, to miło byłoby, gdyby nas o nim poinformował, i to nie przez ułomny pod względem uczciwości czy prawdomówności Kościół, a bezpośrednio.

No chyba, że Bóg istnieje i chce, żebyśmy żyli dla siebie. Wtedy byłoby naprawdę pozytywnie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
No chyba, że Bóg istnieje i chce, żebyśmy żyli dla siebie. Wtedy byłoby naprawdę pozytywnie :)

Ta było by całkiem nieźle :biggrin: . Dla mnie sensem życia jest śmierć, ale nie taka :umarłeś papa no i see u. Nie trzeba tak umrzec żeby ludzie pamiętali twoje dobre czyny, żeby życie było wartościowe a nie tak o se "pzrzeżyte"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ad vocem do wcześniejszych wywodów: miłość to także jeden z mechanizmów pozwalających na przedłużenie gatunku. Po pierwsze, szuka się podświadomie partnerki która da zdrowe potomstwo i je wychowa, a partnerka szuka takiego faceta, który jej w tym pomoże.

Człowiek jest ssakiem który najdłużej wychowuje swoje potomstwo, dlatego potrzebuje zarówno monogamii jak i długotrwałego partnerstwa.

Z drugiej strony, człowiek walcząc z doborem naturalnym sprawił, że liczba ludności na świecie przekroczyła normę. Stąd AIDS - sposób natury na to, aby ludzie nie rozmnażali się zbyt chętnie... ;)

A, i jeszcze coś. Śmierć nie należy do życia. Śmierci się nie przeżywa. Z drugiej strony, kto chciałby być wieczny? Czy ktokolwiek z nas zamieniłby świadomie swoje życie na bycie diamentem albo księżycem? Wieczność nie jest celem ludzi roztropnych.

Edited by keeveek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wow, nieźle mnie jedziecie :happy: , ale w sumie to nawet fajnie.

Mam nadzieje, że mówimy o sensie dobrego życia człowieka. Bo sens życia owszem jest różny. Taki sobie dzik będzie zjadał pędraki przy czym będzie dobry dla roślin, można oczywiście całe królestwo zwierząt i nie tylko tak przetrzepać, ale to nie o to "chodzi".

Przedłużanie życia jest antonimem życia? Mówisz o braku sensu, a sam go w swoich wywodach masz niewiele.

Ja jednak nadal uważam, że to jest raczej droga do śmierci. Czy według Ciebie gdybyś urodził się i potem stracił rodziców (jeżeli tak to współczuję) byłoby Ci miło? Nie sądzę. Myślę jednak, że gdyby Twoi rodzice żyli, ale w ogóle się Tobą nie przejęli byłbyś zasmucony jeszcze bardziej. Czy zatem ważne jest aby spłodzić syna/ urodzić córkę ? Czym w takim razie będziemy się różnili od wcześniej przytoczonego dzika ?

A może kolejnego osobnika, który będzie uszczęśliwiał innych? Tak, żeby Ci chcieli płodzić kolejnych, którzy będą chcieli uszczęśliwiać innych, żeby...

A co w tym złego ? Nudne to jest ? A czy ciągłe przedłużanie gatunku jest ciekawsze ? Wszystko byłoby ok, gdyby było jak mówisz, ale jest jeszcze ktoś taki jak szatan. I taki świat na ziemi póki co nie istnieje.

Nie wiem czy mam już być złośliwy, czy jeszcze z tym poczekać. Sprecyzuj o jaką "miłość" ci chodzi.

Może lepiej w ogóle nie bądź złośliwy, proszę. Chciałbym żeby to była dyskusja a nie kłótnia. Nie ma o co się złościć.

Chodzi mi o miłość według mojego znajomego księdza Kołka: "Miłość - postawa w której pragnę dobra drugiej osoby nawet za cenę własnego szczęścia".

Nawet "miłość" do drugiej osoby to w dalszym ciągu pewien rodzaj egoizmu. Wątpię, żeby byli ludzie czysto altruistyczni, bo na ogół pomaga się innym z jakiegoś powodu

No tego zdania chyba nie przemyślałeś. Miłość w żadnym wypadku nie jest egoizmem. Egoizm to postawa w której chcesz tylko własnej korzyści. Nie myślisz o drugiej osobie. Najważniejsze jest to abyś był zadowolony. Czyli to jest nawet przeciwieństwo miłości. To są dwie zupełnie różne rzeczy.

Starajmy się nie stosować uogólnień. Wydaje mi się, że istnieją altruiści i nie jest ich mało. Myślisz, że Jan Paweł II był altruistą ? Ja uważam, że tak. Pomagał bliźnim bez względu na ich przynależność narodową, kulturową czy wyznaniową. Kolejny przykład: św. Maksymilian Maria Kolbe. Polak który oddał swoje życie, tylko po to aby inny mógł żyć. Chciał aby tamten człowiek wychował swoje dzieci i rodzinę. Ten człowiek żyje do dziś. Nie zawsze działamy po to aby coś zyskać ( chyba że życie wieczne). Pomagasz rodzicom tylko dlatego żeby otrzymać kieszonkowe ? Czy robisz to aby byli zadowoleni ? (prawdopodobnie jesteś dorosły, ale pozwól mi skorzystać z takiego przykładu)

Po głębszej refleksji doszedłem do wnioski, że poza miłością do bliźnich musimy jeszcze się rozwijać (niekoniecznie jak papier toaletowy :wink: ).

od biologii ciężej uciec niż od wiary...

Właśnie to jest najgorsze.

miłość to także jeden z mechanizmów pozwalających na przedłużenie gatunku.

Miłość zawiera jeszcze wiele innych rzeczy: troskę o dobro innych, szczęście co właśnie pozwala na przedłużenie gatunku.

Sensem życia człowieka nie jest przedłużenie gatunku, bo przecież ludzie którzy żyją w celibacie, nie istnieją bezsensu.

Jeszcze na koniec, nie mylcie sensu życia z celem życia.

PS: zapomniałem się w pierwszym poście przywitać, tak więc Witam Forum Actionum.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miłość to rodzaj egoizmu. Polecam przeczytać samolubny gen. Troszczenie się o innych, altruizm, wbrew pozorom żadne z tych rzeczy nie jest bezinteresowne. Chociażby, pomagając innym polepszasz swoją własną samoocenę.

Jak to ktoś powiedział - na szczęście nasze geny są sprytniejsze od nas :)

A gdyby wszyscy nagle zaczęli żyć w celibacie to po 50 latach byś zauważył, jak bezsensowne jest takie życie ;)

Edited by keeveek

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja jednak nadal uważam, że to jest raczej droga do śmierci.

Życie to zbliżanie się do grobu. Lepiej? Od momentu twoich narodzin jest pewne, że umrzesz. W sumie już jesteś martwy, tylko licznik musi swoje odliczyć.

Czy według Ciebie gdybyś urodził się i potem stracił rodziców (jeżeli tak to współczuję) byłoby Ci miło?

Zabawne. Nawet bardzo. Widzisz, ja swoich rodziców jeszcze stracę. I wiem, że przyjmę to jako coś oczywistego. Śmierć jest zbyt naturalna, żebym zaczął nagle rwać włosy z głowy. Zaakceptuję ich śmierć, tak samo jak zaakceptowałem własną i czyjąkolwiek inną. A skoro zmarli są poza moim wpływem to nie ma sensu się nimi przejmować, tylko trzeba żyć dalej i robić to, na co ma się wpływ. Jak ktoś chce lamentować to niech to zrobi, a ja pójdę naprzód. Jednak wolę dbać o żyjących, a nie o zmarłych.

Myślę jednak, że gdyby Twoi rodzice żyli, ale w ogóle się Tobą nie przejęli byłbyś zasmucony jeszcze bardziej.

Sugeruję, żebyś nie pisał co ja bym czuł. Szczególnie w sytuacji, w której nawet ja nie mam zielonego pojęcia co bym czuł. Zwłaszcza iż prawdopodobnie w tej twojej rzeczywistości byłbym innym człowiekiem. Jak wszyscy inni. Mogę pisać o tym, co ja bym czuł z tej pozycji, w której jestem teraz. Ty nie możesz, bo nie jesteś mną. Proponuję także nie próbować zgadywać co mógłbym zrobić w pewnej sytuacji, bo możesz się na tym zdrowo przejechać.

Czym w takim razie będziemy się różnili od wcześniej przytoczonego dzika ?

Zawsze byłem zdania, że człowiek jest zwierzęciem. Innym, ale zwierzęciem.

No tego zdania chyba nie przemyślałeś.

Czyżby? Mylisz się. I to bardzo.

Miłość w żadnym wypadku nie jest egoizmem. Egoizm to postawa w której chcesz tylko własnej korzyści. Nie myślisz o drugiej osobie. Najważniejsze jest to abyś był zadowolony. Czyli to jest nawet przeciwieństwo miłości. To są dwie zupełnie różne rzeczy.

Miłość jest egoizmem. Jeśli jedna osoba poświęca życie dla drugiej to czemu? Myślałem kiedyś nad tym i wyszło mi, że poświęca się dlatego, że nie chciałaby żyć bez drugiej osoby. I tym samym skazuje pierwszą osobę na cierpienie swoją śmiercią. Piękna miłość. Poza tym są różnego rodzaju korzyści - od zdobycia czyjejś przychylności aż po poprawienie sobie samopoczucia pomagając komuś.

Nie zawsze działamy po to aby coś zyskać ( chyba że życie wieczne).

Torpedujesz własny argument. Jeśli ktoś chce zyskać życie wieczne... to może chcieć poświęcić życie ziemskie, czyli tymczasowe. Niezły interes. Zakładając oczywiście, że jest coś takiego jak życie po śmierci.

Pomagasz rodzicom tylko dlatego żeby otrzymać kieszonkowe ? Czy robisz to aby byli zadowoleni ?

Ja czegoś chciałem i oni chcieli czegoś w zamian. To się nazywa przysługa za przysługę. Czysty interes. I również często ubolewałem, że nie dostaję godziwej zapłaty za swoją ciężką pracę.

Sensem życia człowieka nie jest przedłużenie gatunku, bo przecież ludzie którzy żyją w celibacie, nie istnieją bezsensu.

Napisz to jeszcze raz, ale w ludzkim języku.

Edited by Holy.Death

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomagasz rodzicom podświadomie dlatego, ze zdajesz sobie sprawę z tego, że bez nich nie przeżyjesz. Kiedy jesteś dorosły i pomagasz rodzicom którzy są już starzy, to często tylko dlatego, żeby się lepiej z tym czuć. Altruizm jest egoizmem słabych - Nietzsche. Lub też Altruizm to subtelna forma egoizmu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ave!

Na poczatek dla pana, ktory raczyl zacytowac pewien Hymn - dziekuje za poprawienie mi nastroju. Skad wlasnie owo poprawienie nastroju sie wzielo? Otoz stad, ze akurat ow fragment przerabialem na studiach przy okazji omawiania dwoch scierajaych sie stanowisk w koncepcji chrzescijanskiej - tym, ktore mowi o wolnej woli, oraz tym, ktore zaklada predystynacje i ogolna mialkosc istoty ludzkiej.

Konkretniej zas: czy czlowiek zostaje zbawiony za wlasne czyny, czy tez odgornie jest ustalone gdzie kto idzie.

Argumentem za tym, ze w chrzescijanstwie czlowiek nie ma wolnej woli i zadnego wplywu na to, czy zostanie zbawiony jest wlasnie ow zacytowany fragment (badz co badz slowa apostola) - niezaleznie od tego jak wielkim, wartosciowym i dobrym czlowiekiem bys nie byl - jezeli Bog nie da ci swojej laski (Milosci) - pojdziesz do piekla.

Myślę jednak, że gdyby Twoi rodzice żyli, ale w ogóle się Tobą nie przejęli byłbyś zasmucony jeszcze bardziej. Cz

w takim sredniowieczu generalnie to dzieciaki zdaje sie chowaly sie generalnie same, a jak ktoregos wilcy dopadly to sie najwyzej robilo kolejnego. W zasadzie to to cos , co sobie okreslamy jako "instynkt macierzynski" na ten przyklad to istnieje chyba nie dluzej jak 200 lat dopiero - wczesniej dzieci to bylo po prostu takie cos, co sie plata pod nogami, a od czasu do czasu pod buta wpadnie.

Wszystko byłoby ok, gdyby było jak mówisz, ale jest jeszcze ktoś taki jak szatan.

jest takze jeszcze taki ktos jak Fenrir - przy koncu czasow zezre Odina i wszystko sie posypie. Teraz tylko pozostaje sie zapytac czemu niby akurat poziom ogolnoludzkiej moralnosci mialby byc bardziej istotnym problemem w porownaniu do zaglady wszelkiego zycia? Z mitologia to chyba do innego tematu, nie?

Zreszta - nawet jesli to o ile pamietam te swoje czytane dawno temu wykazy imion i funkcji anielskich/diabelskich, to te aniolki pelniace funkcje szatanow, za wyjatkiem jednego, sa wiernymi slugami Boga.

"Miłość - postawa w której pragnę dobra drugiej osoby nawet za cenę własnego szczęścia".

hipotetyczna sytuacja:

mamy do czynienia z jednostka socjopatyczna, ktora uwaza, ze najwiekszym dobrem jakie moze ofiarowac drugiemu czlowiekowi, to wymordowac cala jego rodzine na jego oczach. Do celu tego dazy nie baczac na trudnosci i ponoszone koszty. Czy mamy tutaj do czynienia z miloscia?

Sensem życia człowieka nie jest przedłużenie gatunku, bo przecież ludzie którzy żyją w celibacie, nie istnieją bezsensu.

no wlasnie zupelnie ich dzialanie sensu nie ma. Z drugiej strony - podobno ktos kiedys autentycznie przeprowadzil nastepujace badanie (nie pytajcie czy to prawda - bo nie mam pojecia, ja to traktuje jako zabawna anegdotke):

Teza: osoba wstrzymujaca sie od kontaktow seksualnych powinna miec zupelnie inna od przecietnego czlowieka gospodarke hormonalna.

By Teze sprawdzic zbadano grupke katolickich kaplanow. Wynik nie wykazal zadnych wiekszych odchylen od normy. Jajoglowi jednak postanowili sprobowac jeszcze raz i drugie badanie przeprowadzono juz na grupie czlonkow jakiejs radykalnej sekty zakazujacej wszelkich czynnosci seksualnych - tym razem teza zostala potwierdzona.

Niezaleznie jednak od prawdziwosci powyzszego, zgodzam sie w tym zakresie w pelni z pewnym biologiem, ktory mial rzec, iz najwieksza z dewiacji seksualnych jest calkowite zachowanie wstrzemiezliwosci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głównie na razie nauka , chęć dostanie się na studia dziennikarskie . Korzystanie z życia , w końcu nie wiadomo czy jest coś po śmierci :D Poza tym basketball i rap , rap i rap ! W sumie na razie tyle,co będzie dalej zobaczymy za jakiś rok,dwa .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wtrącę się w tą ożywioną dysputę, której w ogóle nie czytałem ( ^^' ) zaczynając kolejny wątek:

Dziś ksiądz mówił na kazaniu, że trzeba się kierować miłością. Co wy na to powiecie?

EDIT:

Nie żebym bym był jakiś nadmiernie religijny, czy coś. xD Po prostu jak go usłyszałem przypomniał mi się ten temat.

To może przeczytałbyś chociaż nazwy tematów. Jest topik "Filozofia i religie" - Pzkw

Ale to, co ma religia do powiedzenia na temat sensu życia zalicza się też do tego tematu, prawda?

Edited by Eternith

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja tam wolę posłuchać, co do powiedzenia ma Pan Spinacz... :happy: Szukanie wyrazów w słowniku. Może to jest nasze prawdziwe powołanie?

PS A tak szczerze, to w życiu miłość jest takim... współkierownikiem. Samą miłością zdziałasz wiele, nie przeczę, ale to wciąż może być za mało. Nie można zupełnie oddać się miłości i tracić głowę. Do niczego dobrego to nie prowadzi. Zawsze trzeba zachować nieco rozsądku, ale tylko nieco :biggrin: . Miłość wg mnie dobrze sprawdza się jako coś w styluuu... dodatku? Nie może działać sama. Pamiętaj, młody padawanie: Nie ma emocji- jest spokój. :starwars:

To cierpliwością, w połączeniu z miłością, osiągniesz najwięcej. Jakbyś miał pytania, to pytaj w topiku "Filozofia".

Edited by GeneralMateusz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla każdego sens życia jest inny. Nie ma jednakowej recepty żeby go odnaleźć. Ja znalazłem sens życia jakieśpół roku temu nie jest to dziewczyna, lecz zespół muzyczny ;P Dzięki temu że znalazłem w mojej wiosce 2 ludzi słuchających tej samej muzyki co ja (strasznie trudno znaleźć metali, ale to inny temat) potrafiających grać na instrumentach, po prostu wiem co kocham robić i co będę robił (niestety nie zawodowo, w Polsce nie da się wyżyć z muzyki tym bardziej agresywnej). Dla mnie sensem życia jest moje hobby, o niczym innym nie myślę tylko o tym, przygotowuję się do pierwszego koncertu i nie mogę się skupić na nauce ;) Kiedyś nie miałem co z sobą zrobić, a teraz już mam co do roboty (nieraz nawet za dużo). Myślę że każdy w końcu coś znajdzie i będzie happy ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czterdzieści dwa. A na poważnie - przedmówca chyba najbliżej utrafił z tym sensem życia. Jest to rzecz subiektywna, podobnie jak sposób wartościowania stosowany przez poszczególne osoby. Wszystko działa nieźle do momentu, gdy ktoś próbuje własny system komuś narzucić.

Ja niestety nie mogę się pochwalić sprecyzowaniem sensu swojego życia. Kiedyś miałem wrażenie, że wiem. Potem zaczęły się studia, okres nagłych zmian i nagle okazało się, że w wielu kwestiach się myliłem. Zastanawia mnie więc czy sens życia nie zależy również od okresu czasu.

Wtrącę się w tą ożywioną dysputę, której w ogóle nie czytałem ( ^^' ) zaczynając kolejny wątek:

Dziś ksiądz mówił na kazaniu, że trzeba się kierować miłością. Co wy na to powiecie?

EDIT:

Nie żebym bym był jakiś nadmiernie religijny, czy coś. xD Po prostu jak go usłyszałem przypomniał mi się ten temat.

Religia katolicka była by całkiem niezła, jakby nie miała tak "skamieniałych" zasad. "Kierujcie się miłością". No fajnie, ale to działa jedynie z interpretacją, którą pewnie dawniej w kościołach prostym ludziom podawano. Dziś księża rzucają masę takich haseł, ale niestety pomijają interpretację. To równie dobrze może znaczyć: "bądź dobry dla wszystkich" jak i "zostań hedonistą".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Trymus

Sens życia zamyka się w bieżącym tygodniu, tak naprawdę ważne jest tu i teraz, każde zdarzenie które już było przestaje być sensem, każde które będzie ( także najdalsze plany) po jego osiągnięciu przestanie nim być. Pamiętamy dość dokłądnie dwa trzy dni wstecz i tyle naprawdę trwa nasze życie te dwa dni. Reszta jest bezpowrotnie za nami i nie wróci, nie żyjemy problemami sprzed roku tylko dzisiejszymi, które i tak się zdezaktualizują. A to by oznaczało, że stoickie poddanie się życiu wyrzeczenie wszelkich pragnień, beznamiętność, apatia, całkowita abnegacja de facto brak głębszego sensu jest sensem. Nie pytajcie co dokąłdnie oznacza to co napisałem :biggrin:

Dla tych którzy nie obcowali jeszcze z geniuszem Six Feet Under polecam nadrobić zaległości. Serial pomnoży tylko pytania o sens, ale zapewni ucztę w jego poszukiwaniu wraz z bohaterami.

Edited by Trymus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sądze, że sens życia to szukanie tego sensu :biggrin:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sens życia to dla mnie dążenie do realizacji marzeń i stawianych sobie celów. Staranie się o szczęście i o samospełnienie.

Krótko, ale zwięźle.

Share this post


Link to post
Share on other sites

wg mnie:

Przeżyć z godnością i coś pozytywnego po sobie pozostawić. To pierwsze przyszło mi do głowy.

Wokół siebie widzę co się dzieje z ludźmi i dlatego taki wniosek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dziś księża rzucają masę takich haseł, ale niestety pomijają interpretację. To równie dobrze może znaczyć: "bądź dobry dla wszystkich" jak i "zostań hedonistą".

Właśnie interpretacja pozostaje nam. I dla każdego to kierowanie się miłością jest inne. Tak jak pisałem wcześniej, każdy ma swój sens w życiu i swoje cele. Dziś na przykład przy spowiedzi ksiądz powiedział mi, żeby starać się przeżyć życie tak, aby wypełnić swoją misję, swoje zadanie, swoje powołanie.

Kurcze, znów cytuję księży. xD

Share this post


Link to post
Share on other sites

Religia określa sens życia, względnie jakaś filozofia (życiowa) z tym, że religia stoi wyżej, bo wynika z objawienia, filozofia zaś to zwykłe ludzkie gdybanie itp. Objawienie mówi Ci jaki jest Bóg itd. Druga sprawą jest to czy wierzysz w objawienie jako takie (np. z punktu widzenia filozofii - koncepcja chrześcijańska Bóg - Człowiek jest co najmniej niepoważna, co wcale nie oznacza, że niemożliwa). Wybierasz religię która najbardziej Ci "odpowiada" - tu kosmiczne uproszczenie gdyż w praktyce na tą decyzję skałada się mnóstwo różnych czynników, ale patrząc z boku tak to właśnie wygląda. Następnie według tej zasady żyjesz i to jest ten niby sens. Możesz oczywiście stwierdzić, że nie wierzysz w Boga i zacząć sobie znowu gdybać przyczym moc tego rozmyślania jest w sumie żadna - bo Twoje idee w głowie nie kreują rzeczywstości. Tzn. możesz sobie pomyśleć, że jak skoczysz na główkę ze szczytu Pałacu Kultury to nic Ci się nie stanie, ale w praktyce okazuje się, że rozbijasz sobie głowę, a Twoje teorie były o kant d... potłuc.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×