Jump to content
P_aul

Karczma "Pod Hożym Jesiotrem"

Recommended Posts

Łosztyłajzoooo- jęknęła, potykając się. Mianowicie potykając się o bakterię, jak to miała w zwyczaju, dlatego też kazała zawsze dokładnie myć podłogi przed swoim przybyciem. Choćby dlatego, że przewracanie się i upadanie tuż przed drzwiami nie robi dobrego wrażenia.

Jęknęła jeszcze raz i sięgnęła dłonią; opierając się o framugę (Boże, miała nadzieję, że to była framuga!) podciągnęła się i wstała. Otrzepując znoszony, poplamiony - a i przypalony tu i ówdzie płaszcz - wpatrzyła się w drzwi, a ponieważ nie dało to spodziewanego efektu, pchnęła je z całej siły. To także nie pomogło. Rzucając bezsensowne przekleństwa* szarpnęła klamką i w końcu, szczęśliwie weszła do środka.

Jako, że samo dostanie się do karczmy zajęło jej sporo czasu, a ona nie znosi marnować czasu, usiadła przy losowym stoliku, poszukała wzrokiem pierwszej lepszej wolnej istoty w tym pomieszczeniu - a gdy ją napotkała, nie wiedząc nawet, do kogo mówi, rzuciła nieśmiałe, jak na damę przystało:

- Cooooo...jaturobię?

To było głupie. Zaraz dostała kilkanaście dowcipnych komentarzy typu "siedzisz", "oddychasz" "żyjesz", "piszesz".

- Pooo prostuuu.. nozgubiłamsięno. Cotozamiejsce, michodziło. No.

I, na wypadek, gdyby było to mało kobiece, wyszczerzyła zęby w uroczym uśmiechu.

Link to comment
Share on other sites

- UWAGA FRETKA! - wrzasnąłem, gdy rozpędzony, futrzany pocisk ruszył w kierunku nowo przybyłej. Któryś ze stałych bywalców celnie rzucił toporem, zdejmując biedne, nasączone magią zwierzątko tuż przed jej twarzą.

- No, kryzys zażegnany - stwierdziłem pewnie ukradkiem rozglądając się, czy na te słowa nie pojawi się nagle kolejna fretka. Na szczęście narrativum wzięło dziś chyba wolne.

- Witam szanowną pannę w progach "Karczmy pod Hożym Jesiotrem". Jestem P_aul, zwą mnie Wujkiem, albo... nie, tego drugiego tytułu nie wypada używać w zacnym towarzystwie. Jestem też właścicielem przybytku, który z mojej, i mych współpracowników, woli stoi na pograniczu światów. Śmiało rozejrzyj się po nich i zobacz, czy jakiś ci się nie podoba, czasem można udać się w ciekawą podróż. Warto też nie rozstawać się z tym...

Z tymi słowami wyczarowuję bogato zdobioną wersję Niezbędnika.

Nagle wyczuwam jakąś łagodną wątpliwość. "Jedyna baba"? Bez słowa wskazuję na Niziołkę. Następnie pewnie na Dracię. Potem po chwili zastanowienia Siri. Wreszcie przypominam sobie o Anathemie. I z rozpędu na Martiusa bo póki nie zobaczę, nie uwierzę, że to facet. A to tylko w królestwie Sesji.

Link to comment
Share on other sites

Wciąż wstrząśnięta po spotkaniu z fretką, pomyślała chwilę, wierząc, że ją to uspokoi. Capnęła Niezbędnik, a raczej próbowała go capnąć - wbijając sobie drzazgę ze stołu w palec zaklęła, znów bezsensownie* i już spokojniej, sięgnęła po niego.

W chwilę później, pukneła się w czoło - nie sprawiło to, że myśl, która pojawiała się ilekroć pisała posta przestała świecić pod nim niczym neon, ale otrzeźwiło ją to na tyle, by wytłumaczyć, skąd się wziąl. Z niewiadomej przyczyny z jej głosu zniknęły nieśmiałość i tempo karabinu maszynowego, miała nadzieję, że to jakoś ułatwi komunikację między nią a resztą świata. Swiatów. Nieważne.

- Wybacz panie.. Panie, prawda? Jest to wyraz mojego buntu przeciwko wszystkim, którzy uważają, że dla Nas nadają się tylko Simsy. Środowisko graczy nie jest tylko dla mężczyzn, o!

Wspomniała swoją ostatnią wizytę w hali BlueCity na jakimś zlocie graczy, kiedy to jedynymi kobietami poza nią były wciśnięte w mini i dekolty hostessy.

- Dopóki nie wpadnę na pomysł lepszej sygnaturki, proszę o wyrozumiałość.

* Przekleństwa z reguły są bezsensu, ale i tak mało kogo to obchodzi...

Link to comment
Share on other sites

Przez wszelkie szpary, otwory, dziury, pęknięcia, nadłamania, szczeliny, luki etc. etc. w jakie mogła być wyposażona tylko najlepsza karczma pod słońcem zaczął przesączać się Dym. Szary, gęsty, pisany z Dużej Litery przypominający mgłę Dym, który po objęciu sobą całości sali zaczął nagle skupiać się w jednym miejscu - wolnym krześle prze stoliku na uboczu. Ku zdziwieniu wszystkich nale ukazał się w nim zwyczajny suwak, przypominający sobą nic innego jak spodniowy rozporek... Bzzzt! Suwak rozpiął się i wysunęła się z niego ręka, zwyczajna ludzka ręka, która zaczęła macać wokoło wyraźnie czegoś szukając. Po "przypadkowym" natrafieniu na kufel pełen malinowego soku szybko wciągnęła go do środka, skąd po chwili zaczeło się wydobywać gulgotanie, które po chwili przerodziło się w pełne zadowolenia pomlaskiwanie. Kilka sekund później ręka pojawiła się ponownie, trzymając opróżniony z soku kufel i odstawiła go na stoli. Suwak zniknął tak nagle jak się pojawił a ze środka Dymnego zjawiska wydobył się ociekający Dymem głos:

- Raw raw, figh... Znaczy...khem... Witam witam, imię me Felek... znaczy Felessan! Obserwuję was od dawna, choć jeszcze do Karczmy nie zdarzyło mi się zawitać. Osoba zwana P_odłogą, P_auliną lub po porstu Wujkiem wspomniała kiedyś o poszukiwaniach nowego opisu, który zastąpić mógłby ten widniejący obecnie nad naszym całkiem nieźle prosperującym PGR-em. Dalej to aktualne czy opis zostaje jak jest?

Powiedziawszy co miał do powiedzenia Dym zakłębił się lekko w miejscu po czym dobiegło z niego przypominające pewien chińsko-pornobajkowy opening pogwizdywanie.

Link to comment
Share on other sites

Nieumarły mag jednym haustem opróżnił kufel mleka, po czym pstryknięciem palców wezwał dwóch pomniejszych sługusów, którzy zaczęli wycierać z podłogi białą plamę. Niestety, bycie nieumarłym szkieletem ma również swoje wady...

- Wujku, jakiś czas temu mówiłeś o turnieju, w którym istoty z rożnych światów mogłyby zmierzyć się ku uciesze gawiedzi. Już wtedy wyraziłem chęć walki, lecz ponieważ pomysł ten przeszedł bez echa, przypominam o nim jeszcze raz w nadziei, że zajdzie się jeszcze kilku śmiałków gotowych walczyć o wieczną chwałę i darmową pięciominutową przejażdżkę Turborożcem.

To powiedziawszy lich ponownie pstryknął palcami i złapał zapaloną fajkę, która zmaterializowała się nad jego ręką. Następnie zaciągnął się głęboko i zaczął puszczać oczodołami kółka z dymu.

Link to comment
Share on other sites

Nagle do sali wkicał Mały Biały Królik w mundurze Imperium(SW).

-Sok marchewkowy-powiedział z końca sali. Barman, nawykły do DZIWACZNYCH gości położył szklanicę z pomarańczowym płynem na ladzie, która po chwili poszybowała do królika i zawisła obok niego. Krewny Bugs'a włozył do niej słomkę i zaczął pić. Szkalnka nadal lewitowała.

-Mówił ktoś turniej? Hmmm....Pieniądze, kobiety sława....Więc zeby uprzedzić pytania co do chętnych...Ja jestem jednym z nich.-powiedział pijąc soczek.-A, i chiałbym parę osob przeprosić za naganne zachowanie w czasie ostatniego rajdu. I muszę dodać, że od tego czasu uwielbiam kisiel MORELOWY. HEhehah. I POPRAWIĘ SIĘ.

Link to comment
Share on other sites

Moja prośba: przeczytajcie ten post do samego końca.

Siedziałem sobie znów w karczmie, patrząc przez okno na przewijający się przezeń krajobraz. Westchnąłem. Nie wiedziałem, od czego zacząć... W końcu jednak coś wyjąłem. A mianowicie: notes z zapisaną na wierzchu kartką - i to przeze mnie. A co, półsmoki też umieją pisać i czytać. Czytając ją, mruczałem sobie pod nozdrzami:

- Sol - na emeryturze. Xandra - zwolniła się. Yamashita - dostał inną rolę. Talin - przymusowo zwolniony. Estran - zwolniony przez rodzinę... Tak, tak, wszystko się zgadza...

Odłożyłem notes. Chwilę później zamknąłem oczy. Skoncentrowałem się na czymś. W mojej podświadomości wydał się w końcu iście przejmujący smoczy ryk. Może nikt tego nie słyszał? Nie wiem. W każdym razie chwilę później zobaczyłem efekt swoich starań. Do karczmy weszło pięcioro osób. W odpowiedniej kolejności: Hanryuu-Himakai, drowka, jaszczuroczłek, złoty smokowiec i człowiek-likantrop (albo po prostu człowiek). Czy może inaczej: Zakra, Sis'tia, Ssakh'shika, Kariga i Kornak. Wszyscy zajęli jakiś nieco większy stół. Zaraz potem dołączyłem do nich.

Przez chwilę siedzieliśmy tak w ciszy.

- Moi drodzy - zacząłem powoli. - Zwołałem was do siebie, ponieważ chcę z wami omówić pewną bardzo ważną sprawę...

- Streszczaj się - burknęła Sis'tia, oglądając sobie paznokcie.

- W porządku. Zatem chcę powiedzieć, że myślałem długo nad pewną decyzją, w którą w końcu zdecydowałem się podjąć. Mianowicie... chcę zacząć się wycofywać z krainy Sesji RPG.

Na twarzach Zakry i Kornaka pojawiło się zdziwienie. Ssakh'shika się zainteresował. Kariga uważniej badał mnie wzrokiem. Sis'tia zaś tylko prychnęła.

- Zamierzasz odejść? - zapytał w końcu Zakra.

- To nieodpowiednie słowo... ale można tak powiedzieć.

Półsmoczego Strażnika zatkało.

- Hmph! - odezwała się Sis'tia. - Wy mu wierzycie? Pewnie znowu nabawił się tej swojej depresji i teraz pierniczy głupoty, jak zwykle zresztą! Mam rację?

- Nie masz - odparłem stanowczo. - Zgadza się, że często mi się zdarzało miewać depresję, ale podjąłem taką decyzję już dawno temu i zaplanowałem ją z dużym wyprzedzeniem. I to nie w wyniku "syndromu emo", tylko z innych powodów.

- Well, so for what reasons are you going to go away from Sesja RPG? - zapytał Kariga. Westchnąłem.

- Kariga, wiem, że przyzwyczaiłeś się do Kruczych Kronik - albo do Raven Chronicles, niech tam - ale tu akurat możesz się przestawić na polski.

- Ach, przepraszam. Tak, przyzwyczaiłem się już... A wracając do tematu: to z jakich powodów chcesz odejść z Sesji RPG?

- Są dwa główne. Po pierwsze, jak sami wiecie, w naszym życiu prędzej czy później przychodzi ten moment, w którym musimy się rozliczyć z tym, czego się już nauczyliśmy, a czego jeszcze nie osiągnęliśmy, a bardzo by się nam przydało w dalszym życiu. Ja tak zrobiłem. Okazuje się, że jest wiele rzeczy, które u mnie stoją w stanie, delikatnie mówiąc, biednym, a które chcę w sobie wreszcie zmienić. Bo co to, w jakimś tam świecie staję się fizycznie dorosły, a pod względem wiedzy o życiu stoję na poziomie góra 12-latka? Może nie wszystkie moje problemy są typowo życiowe... ale niektóre mogą mi się dać we znaki w przyszłości. I uznałem, że pora coś z tym zrobić. Plus fakt, że z każdym kolejnym rokiem mam coraz mniej czasu na wszystko, o czym się przekonałem jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy to miałem multum roboty... W końcu więc zdałem sobie sprawę, że bycie tak zwanym "nołlajfem" absolutnie mnie nie kręci i że dalsze zagłębianie się w krainę zwaną "drugą stroną monitora" tylko pogorszy sprawę. Dlatego chcę ograniczyć kontakty z tym całym internetowym wszechświatem - a sesje RPG w tej krainie wcale mi nie ułatwiają tego, a czasem nawet wręcz przeciwnie.

- Czyli kolejna wymówka co do niechęci udzielania się na Sesji RPG... - prychnęła Sis'tia. - Skąd ja to wiedziałam?

Ssakh'shika zasyczał gniewnie w jej stronę. Sis'tia już wyciągnęła jeden z mieczy.

- Albo przestaniesz na mnie syczeć - syknęła w stronę jaszczura - albo utnę ci ten język...

Ssakh'shika wydał z siebie warknięcie.

- Ech, ta cała cywilizacja! - warknął Kornak. - Tylko śmiercią by sobie grozili z byle powodu... Może przestaniecie?!

- Wywalę was troje, jeśli zaraz się nie uspokoicie - powiedziałem do nich. Wszyscy się uspokoili; także Sis'tia, która uśmiechnęła się ironicznie. - Na czym to ja stanąłem? A, no tak... Po drugie, same sesje RPG stają się dla mnie już przeżytkiem. Po prostu czuję się, jakbym się wypalił. Kiedyś dobra zabawa, teraz upierdliwy obowiązek, w którym posty należy jak najszybciej skończyć i mieć potem święty spokój. Gdzie się podział ten mój duch gry? Właśnie, zniknął. Czasem się pojawi, ale na niedługo. Mogę się jeszcze przymusić, ale to już nie to samo, szczególnie gdy w którymś okresie mam sporo roboty. A wolę już zrezygnować, niż wypowiadać się na sesjach na siłę i to jeszcze często w marnej jakości, bo w końcu "trzeba to jak najszybciej skończyć". A jeśli zaczynam już żyć sesjami lub przeciwko sesjom, a nie z sesjami...

- Wiem dobrze, co czujesz - przerwał mi Zakra. - Ja też straciłem zapał, patrząc na to, co się dzieje z tym wszystkim...

- Więc sami widzicie. Jeszcze dochodzi do tego masa pomniejszych powodów, takich jak atmosfera, jaka się tu od czasu do czasu przewija od lipca 2008, fakt, że przez sesje nie mam często czasu lub weny - albo obu naraz - na opowiadania, którym chciałbym się poświęcić, objawy pewnego zdziecinnienia z mojej strony i wiele innych. Ale nie ma to większego znaczenia. Po prostu chcę stąd odejść.

- Pozwól, że przerwę - powiedział Kariga. - Mówiłeś wcześniej, że zaczynasz wycofywać się z udziału w tej krainie. Nic nie wspominałeś, że chcesz to zrobić już teraz.

- Tak, to prawda. Nie od razu chcę się wycofać z sesji, na których uczestniczę, prowadząc was. I zaraz poznacie główny powód, dlaczego was tu zwołałem.

- Martius, a dlaczego nie chcesz się wycofać już teraz? - wypalił Kornak. - Nam chyba nic wielkiego się nie stanie, a ty będziesz miał szybciej święty spokój.

- Mógłbym to zrobić. Ale w ten sposób nawet jeśli nie zniszczyłbym, to z pewnością utrudniłbym przebieg fabuły, którą Mistrzowie przecież ustawili najpewniej pod wszystkie postacie. Z tobą nie jest jeszcze źle pod tym względem, ale pomyśl o reszcie.

Kornak rozejrzał się po pozostałych zebranych. Patrzyli na niego różnym wzrokiem. Westchnął.

- Rozumiem...

- To dobrze - odpowiedziałem. - Więc wiecie, że nie chcę teraz rezygnować z udziału na sesjach. Słuchajcie mnie teraz uważnie. Opracowałem plan, wedle którego chciałem postępować przy wypisywaniu się z kolejnych sesji.

I tym sposobem rozpocząłem opowiadać każdemu po kolei, co i jak...

- Zakra z klanu Zerish z sesji Tenchi Fukei.

- Tak?

- Chcę, żebyś opuścił swoją sesję już teraz.

Zakra nagle wstał z krzesła.

- Ale jak to? Przecież wiesz, ile ta sesja dla mnie znaczy!

- Tak, wiem. Ale teraz mam już niemal całkowitą pewność, że Tenchi Fukei Kagexa już nie zostanie zreaktywowane. A przeniesienie tego na sesję "wolną" oznacza dla mnie więcej roboty przy prowadzeniu ciebie. A ja już chyba tego nie udźwignę...

Zakra usiadł ponownie, z głową zwieszoną w dół.

- Dobrze...

- Słuchaj. Ja nie robię ci tego na złość. Wiem, ile ta sesja dla ciebie znaczy, wiem też, jak bardzo się do niej w swoim czasie zapaliłem. Także wiem, co Kagex obiecywał. Ale teraz to byłaby dla mnie kula u nogi, a nie dobra zabawa...

- Wiem, wiem... Już zostawmy to w spokoju...

- No dobrze... Ssakh'shika z sesji Świata Cienia.

Jaszczuroczłek uniósł głowę w moją stronę. Zasyczał.

- Wiem, nie jesteś rozmowny - powiedziałem. - Ale nie ma się o co obrażać. Postanowiłem, że odejdziesz dopiero po zakończeniu obecnie trwającego wątku. Chyba że przez system terminów oraz to, że mogę po prostu nie być w stanie utrzymać przy tym równego poziomu, nie będę mógł tobą kierować tak, jak boromir_blitz by oczekiwał. Jeśli tak faktycznie będzie, to dowiesz się o tym pierwszy.

Ssakh'shika pokiwał głową, po czym ją opuścił. A ja ciągnąłem dalej:

- Kariga z sesji Raven Chronicles.

- Słucham.

- Po zakończeniu obecnie trwającego wątku. Uczestników, nie licząc ciebie, jest troje, więc sesja ogromnie nie ucierpi.

- Rozumiem. Choć ja polubiłem tę sesję i niechętnie bym się z niej wycofał.

- No, ja też... ale sam znasz sytuację. Sis'tia Llithri z sesji Planescape'a.

- Mów szybko i miejmy to już za sobą - odburknęła drowka.

- W kiepskim humorze jesteś czy co?

- Tak, kurna, jestem! Mów, o co chodzi!

- Tu akurat nie wiem, w którym miejscu zaaranżować twoje odejście... Myślę, że albo omówię to z P_aulem, albo zadecyduje o tym "tempo" sesji. Choć raczej to pierwsze, bo z tego, co wiem, to jesteś ważna dla fabuły.

- Poważnie? Na czym polega moja waga dla tej sesji?

- Raczej ci nie powiem, bo to wiedza Out of Character...

- Heh.

- Kornak z Free Sesji. Zostajesz.

Kornak zaniemówił przez chwilę.

- Poważnie?

Pokiwałem głową.

- A czym zasłużyłem?

- Cóż, sesja jest powolna, ale i specyficzna, no i może się zrobić naprawdę ciekawa. Dlatego chciałem tobą jeszcze pokierować przez dłuższy czas. Miej jednak na uwadze, że i ty kiedyś odejdziesz. Z tą jednak różnicą, że nawet ja nie znam okoliczności, w których to zaaranżuję.

- Oczywiście.

- A co się stanie z sesjami, które prowadzisz? - zapytał nagle Kariga.

- Naruto i Naruto dla początkujących? Cóż, w przypadku tego pierwszego chcę dociągnąć przynajmniej do końca pierwszej historii. Potem ustalę, co dalej. A co do tego drugiego... Heh, sesja jest powolna, a ja mogę nie mieć czasu, by ją udźwignąć. Dla mnie jej przyszłość jest niewiadomą.

- Sesje online jeszcze zostały... - stwierdził trochę nieśmiało Zakra.

- A na nie szkoda tu już miejsca. Znacie temat "Nieobecności"? Tam się już wypowiedziałem - albo lada moment wypowiem - na temat i Extreme Mayhem Online, i Naruto online teoretycznie prowadzonej przez Yoshidę. Te toczące się w samej krainie są najważniejsze.

Nastąpiła chwila ciszy...

- No dobrze, to już wszystko - powiedziałem. - Wracajcie do swoich sesji. Na pewno Mistrzowie Gry i współuczestnicy was jeszcze potrzebują. A przynajmniej większość z was.

Wszyscy wstali i wyszli po kolei z karczmy. No, prawie wszyscy - został Ssakh'shika.

- Hm? Co chciałeś? - zapytałem. - Idź już lepiej. Światowi Cienia bardziej się przydasz.

Jaszczuroczłek zrobił jednak coś, czego się nie spodziewałem. Mianowicie - uściskał mnie. Najwidoczniej przywiązał się do mojej obecności... Po chwili szepnął mi dość niewyraźne, ale możliwe do usłyszenia:

- Powodzenia.

Wyrwałem się z uścisku jaszczura, po czym on też wyszedł z karczmy. Ja zaś znów usiadłem na krześle i patrzyłem na krajobraz, jaki dawał widok przez okno. Rozmyślałem też nad wszelkimi sprawami - głównie nad swoją przyszłością...

Link to comment
Share on other sites

Wyciągam fajkę z ust i mówię:

- Mości Smoku, mam nadzieję że nie opuścisz nas całkowicie. Twoje odejście byłoby bowiem z pewnością duża stratą dla tej krainy. Tak czy inaczej życzę ci powodzenia, niezależnie od tego, którą drogą podążysz.

Znowu zaciągam się dymem, po czym wstaję i zwracam się do pozostałych zgromadzonych w karczmie:

- Ogłaszam, iż ze względu na nieoczekiwany sen jednego z bohaterów, sesja Forgotten Realms przyjmie jednego nowego gracza. Ochotnicy niech zgłaszają się w moich prywatnych komnatach.

To powiedziawszy ponownie zajmuję miejsce przy stole.

Link to comment
Share on other sites

Obserwuje z niechęcią zbiegowisko. Co by było gdybym ja sprosił tu istoty nad którymi przejąłem pieczę w różnych światach? Cóż, elf spróbowałby zrobić z pozostałych bezmózgich niewolników, Eiwen spróbowałby wysłać elfa i wampira tam gdzie ich miejsce, wkurzony wampir spróbowałby się pożywić wszystkimi obecnymi, moja mała namaszczona pewnie w ogóle by się nie zjawiła (naprawdę chciałbym mieć nad nią choć trochę kontroli -.-), a Adam, jeśli jeszcze żyje, skopałby reszcie tyłki. Dobra, zanotować, nigdy nie spraszać ich wszystkich naraz.

Tymczasem podchodzę do Martiusa.

- Cóż, jestem zaskoczony. Nawet nie decyzją, ale stylem jej podania do wiadomości. I nawet nie dlatego, że nikt inny czegoś takiego nie próbował, a dlatego, że wyjątkowo dobrze żeś to przedstawił (tak OoC - to jeden z niewielu twoich postów, które czytałem bez zgrzytania zębami i z pewną dozą przyjemności). Tym bardziej szkoda, że teraz gdy twój styl jest coraz lepszy, postanowiłeś odejść. I od razu dodam - nie pozwalam ci rezygnować z Planescape'a. Kropka. I tak przy jego tempie nie powinieneś tracić nań zbyt wiele czasu.

Link to comment
Share on other sites

Na tablicy ogłoszeń wywiesiłem kartkę:

"Szanowna Gawiedzi, postanowiłem umilić wam czas przebywania w tej jakże przeuroczej Karczmie nowym plebiscytem. Z poważaniem, TurQ."

Po czym wróciłem do mojego dyrektorskiego pokoju współdzielonego z pozostałymi Władcami Karczmy.

Link to comment
Share on other sites

Cóż, w sumie spodziewałem się tego, że zaraz po moim spotkaniu parę osób pójdzie ze mną porozmawiać na temat mojego odejścia. Ale bardziej myślałem o czymś innym niż sama Karczma... No nieważne. Najpierw podchodzi do mnie całkiem mi znajomy lisz - albo po prostu jakiś nieumarły - i rzecze:

- Mości Smoku, mam nadzieję że nie opuścisz nas całkowicie. Twoje odejście byłoby bowiem z pewnością duża stratą dla tej krainy. Tak czy inaczej życzę ci powodzenia, niezależnie od tego, którą drogą podążysz.

Odpowiadam:

- Dziękuję za komplement i słowa otuchy. I zapewniam, że przez całkiem długi czas nie odejdę z tego działu całkowicie - choć wydaje mi się to nieuchronne. Zdaję sobie sprawę, że swoją obecnością coś wniosłem do tej krainy - choć niektórzy mogą mieć co do tego mieszane uczucia. W końcu to poniekąd mnie ta kraina zawdzięcza między innymi zalew "chińskimi pornobajkami", co ma swoje zarówno pozytywne, jak i negatywne strony. Nie rozstrzygam, które przeważają, bo ja nie o tym miałem. W każdym razie postaram się nigdzie nie zawieść.

Zaraz potem podchodzi do mnie... ktoś. A konkretnie to jeden z opiekunów tej krainy. On też zwraca się do mnie:

- Cóż, jestem zaskoczony. Nawet nie decyzją, ale stylem jej podania do wiadomości. I nawet nie dlatego, że nikt inny czegoś takiego nie próbował, a dlatego, że wyjątkowo dobrze żeś to przedstawił (tak OoC - to jeden z niewielu twoich postów, które czytałem bez zgrzytania zębami i z pewną dozą przyjemności). Tym bardziej szkoda, że teraz gdy twój styl jest coraz lepszy, postanowiłeś odejść. I od razu dodam - nie pozwalam ci rezygnować z Planescape'a. Kropka. I tak przy jego tempie nie powinieneś tracić nań zbyt wiele czasu.

Po jego słowach czuję się tak jakoś lepiej... W końcu i tu odpowiadam:

- Wiesz, że czekałem właśnie na takie słowa z Twojej strony? Cieszę się w końcu, że udział w tej krainie przez trzy lata nie okazał się jednak czasem straconym. No, ale nie będę smarował tego wazeliną, bo jeszcze znów się opuszczę. - Uśmiecham się. - A styl to mogę poprawiać i innymi metodami. Uznałem też, że tutaj nauczę się już niewiele więcej, choć nie mówię, że w ogóle. Co się zaś Planescape'a tyczy, to mam rozumieć, że to dlatego, że Sis'tia jest bardzo ważna dla fabuły? Jeśli tak... to niech i tak będzie. Trzecia "stała" sesja więcej jako pewnik chyba nie zrobi mi znacznej różnicy, tym bardziej że nadal mam całkiem sporo czasu. Jakby jednak coś się tu zmieniło, to powiadomię.

Aż chce mi się poziać ogniem do góry... ale potem opiekunowie będą mieli pretensje, że znowu im fajczę Karczmę. ;]

Link to comment
Share on other sites

Tur wcześniej nie dosłyszał tej kwestii:

- Wujku, jakiś czas temu mówiłeś o turnieju, w którym istoty z rożnych światów mogłyby zmierzyć się ku uciesze gawiedzi. Już wtedy wyraziłem chęć walki, lecz ponieważ pomysł ten przeszedł bez echa, przypominam o nim jeszcze raz w nadziei, że zajdzie się jeszcze kilku śmiałków gotowych walczyć o wieczną chwałę i darmową pięciominutową przejażdżkę Turborożcem.

Postanowił zaszczycić kościstego MJanka swoją odpowiedzią:

- Czujcie się zaszczyceni, albowiem jedne z władców tej wspaniałej karczmy chętnie w takim turnieju wystąpi. Powoli wraca mu ochota na sesjowanie, więc spokojnie podoła wyzwaniu.

Po tych słowach powrócił do obgryzania kości niesfornego sesjowicza.

Link to comment
Share on other sites

Do karczmy weszła, czy raczej przyczłapała, kolejna postać. Chwiejnym krokiem podeszła do baru.

-To co zwykle...

Mogło się to wydać dziwne, bo postać jeszcze nigdy tu nie była. Gazmaska, czarny kombinezon i kamizelka kuloodporna, buty z wysokimi cholewami, krótkofalówka (nie mylić z mikrofalówką... ta znajduje się w Bezdennej Kieszeni )... Nic z tego nie wyglądało znajomo. Na szczęście każdy barman wie, co podać gdy jakieś ledwo trzymające się na nogach indywiduum powie "to co zwykle...".

Scorpion spróbował usiąść. Spudłował. Spróbował jeszcze raz, tym razem pomagając sobie ręką. Ufff... Udało się. Następnie rozejrzał się dookoła. Obok siebie dostrzegł królika w dziwnie znajomym mundurze. Czy ja z nim czasem nie walczę? O NIE!!! Nie patrz na niego, to tylko omam, nie ma imperialnych komandorów-królików popijających sok marchewkowy w karczmie fantasy... Królik jednak nie był omamem. Przechadzający się między stolikami Różowy Słonik owszem, ale królik nie.

Następnie wśród obecnych zauważył swego byłego nemezis'a. Licz mówił coś o turnieju. "Brzmi dobrze..." pomyślał (NIE ŚMIAĆ SIĘ!!!! Jak mówię, że pomyślał, to znaczy "pomyślał"!!! To w końcu fantasy, nie?). Dowlókł się do niego i dał znać ręką, że jest zainteresowany.

Rozejrzał się jeszcze raz i wtedy dostrzegł GO. Wyglądał bardzo ponuro. Wtedy Scorpion zrozumiał o co chodzi. Ruszył w jego kierunku... A następnie sztywno stanął przed półsmokiem i zasalutował...

Link to comment
Share on other sites

Postanowił zaszczycić kościstego MJanka swoją odpowiedzią:

- Czujcie się zaszczyceni, albowiem jedne z władców tej wspaniałej karczmy chętnie w takim turnieju wystąpi. Powoli wraca mu ochota na sesjowanie, więc spokojnie podoła wyzwaniu.

Po tych słowach powrócił do obgryzania kości niesfornego sesjowicza.

"To dla równowagi ja też się przyłączę, a co!". Po chwili obejrzała się na Turambara, po czym podała mu czerwone plastikowe opakowanie i jakąś torebkę:

"Masz, najlepiej smakują z keczupem i pieprzem cayenne. Bardzo dobre mogą być też zmielone w cieście... miałam gdzieś fajny przepis, nazywa się *Murzynek Dr Lectera*".

Link to comment
Share on other sites

Na ścianie pojawia się krwistoczerwony napis:

- Ja również chętnie wezmę udział w rzeczonym turnieju. Miło będzie stanąć w szranki z przebywającymi tu osobistościami i wyłonić najdzielniejszego.

Jeden z pobliskich kufli z sokiem winogronowym unosi się i znika, a po chwili pojawia już pusty.

- Doprawdy, te przysmaki żywych coś w sobie mają. W każdym razie to miła odmiana, a nie tylko dusze i dusze.

Link to comment
Share on other sites

- DROGI TURAMBARZE, MĄDRZE BY BYŁO OSTROŻNIE POSTĘPOWAĆ Z CZERWONYMI OPAKOWANIAMI - rzekła postać, która zmaterializowała się nagle, lecz zawsze przecież tu była.

- TURNIEJ... TURNIEJ... TRZEBA SPRAWDZIĆ SWE SZTYWNE NIECO JUŻ KOŚCI.

Co też powiedziawszy kościsty kość udał się dopełnić wszelkich formalności.

Link to comment
Share on other sites

Usłyszawszy słowo "Turniej" Dym skłębił się na krześle po czym dało się słyszeć suwak otwierający się gdzieś na plecach. Po kilku sekundach z powstałego otworu rozwinęła się pokaźnych rozmiarów peleryna a szukająca po omacku ręka nałożyła (mniej więcej na miejsce, gdzie w Dymie powinny znajdować się oczy) szpanerskie, czerwone & trójkątne okulary. Potraficie sobie wyobrazić ten widok? Chmura szarego Dymu w powiewającej jak przy wichurze pelerynie i błyszczących jakby samo Słońce wisiało pod powałą okularach? Niezbyt? Macie rację, peleryna & okularki również uznały, że wygląda to śmiesznie i nie chcąc uczestniczyć w tej żenadzie bez skrupułów opadły na podłogę, wymawiając się tym, że przecież na obiekcie takim jak Dym nie da się ich porządnie zamocować... Sfrustrowany tym Dym po prostu przemieścił się na środek Karczmy a z wnętrza dało się słyszeć zdenerwowane mamrotanie:

- Nawet epickiego wejścia nie dadzą zaprezentować... Niewierni... - słowa były wyraźnie skierowane do leżących na podłodze i świetnie udających brak winy peleryny & okularków - Turniej powiadasz? - tym razem ociekające gęstym, szarym Dymem słowa wyraźnie skierowane były w stronę Licha - Piszę się na to!

Link to comment
Share on other sites

Nagle za karczmą słychać huk. Po chwili do sali wchodzi pilot w kombinezonie i rozgląda się, szukając dawno nie widzianego kumpla. Zauważa go i podchodzi.

- Hello, Zając.

- Nie zając, a KRÓLIK! Ile razy mam Ci to mówić, " Son of a...."

- Hola, nie " Son of..." a "Madafaka"!

- Nic się nie zmieniłeś.

- Ty też. Sorry, że tak późno wpadłem, ale dopiero oblukałem Pstrądzika.

- Nic nie szkodzi, się jeszcze nie zaczęło. Ale powiedz wpierw, co u ciebie?

- A nic, na razie mam nową misję....

- Chyba nie taką jak wtedy, gdy goniłeś UFO z polecenia CIA?

- No nie, od kiedy je rozwaliłem mają ciągle problemy ze świadkami itp. Ale powiedz mi, co to za turniej.

- Dobra, tam jest ten gościu, Kościsty. Podejdź do niego, postaw mleko, pogadaj.

- Dobra.

Crushewski wstaje i podchodzi do Nekromanty. Przysiada się, dając znak barmanowi, by przyniósł mleko i piwo.

- Helo, chciałbym się zapisać na turniej. Wiem, że mój znajomy brylant sponsoruje już Emo, ale czy mogę się też dołączyć?

Barman kładzie na stole mleko i piwo.

Link to comment
Share on other sites

Tknięty dziwnym, niezbyt przyjemnym przeczuciem Dym bez chwili zwłoki wybył z Karczmy przez szparę między drzwiami i podłogą. Gdy już skłębił się po drugiej stronie drzwi uniósł się lekko, wpatrując się z wyrazem bezbrzeżnego zdumienia (które, swoją drogą, było z oczywistych powodów zupełnie niezauważalne) w świeżo wymalowany nad wejściem do Karczmy napis: Interesujesz się magią i mieczem czy mocą i blasterami? Tu znajdziesz coś dla siebie. Że co, że jak, że skąd tak nagle - natłok zadymionych myśli pojawił się i zniknął wewnątrz Dymu. Czym prędzej wśliznął się z powrotem do wnętrza Karczmy i odezwał się do zgromadzonych:

- Wicie rozumicie, sam dopytywałem się niedawno, co się stało z propozycją zmiany szyldu. Ale... dlaczego akurat na ten? Z całym szacunkiem dla siedzącego tam pomysłodawcy - skłębił się w kształt ręki wskazując na siedzącego nieopodal Soutysa - ale ten szyld zupełnie mi się nie podoba. Pewnie to tylko moje odosobnione zdanie, ale wydaje mi się, że padło kilka lepsiejszych propozycji. Tym bardziej, że szanowny właściciel pojazdu zwanego Turborożcem zarżnął sesję Star Wars jak, wybaczcie mi to porównanie, sprawny rzeźnik tucznego prosiaka więc i wspomniane w szyldzie blastery i moce są zupełnie nie na miejscu.

Powiedziawszy co miał do powiedzenia Dym wrócił na swoje krzesełko, licząc przynajmniej na wyjaśnienia właścicieli Karczmy. Tak między nami mówiąc, miał też nadzieję, że te wyjaśnienia nie będą dla niego zbyt bolesne...

Link to comment
Share on other sites

Nagły natłok chętnych najwyraźniej zaskoczył Licha, który z wrażenia aż wypuścił fajkę z rąk. Jednak kiedy na stole przed nim wylądował kufel pełen mleka, w jego oczach pojawiły się iskierki radości a po karczmie rozniósł się odgłos pocieranych z zadowolenia kościstych dłoni.

- Wspaniale! Już myślałem że pomysł ten znowu przejdzie bez echa, a tu proszę!

Następnie przywołał pstryknięciem niewolnika, który podał mu zwój oraz atrament i pióro. Mag zaczął szybko coś zapisywać, po czym oddał pergamin słudze, który natychmiast przypiął go do ściany ukazując wszystkim wielki napis:

UCZESTNICY

MJanek

Brylant

Turambar

Dagar11

Niziołka

Aiden

Qbuś

Felessan

- To chyba wszyscy, którzy zgłosili się do tej pory. Ponieważ mamy już uczestników, teraz trzeba ustalić formę turnieju. Z uwagi na ich odpowiednią liczbę, proponowałbym system pucharowy. Jest on najprostszy i nie wymaga odbycia kilkudziesięciu pojedynków do wyłonienia zwycięzcy. Potrzebny nam również stały skład sędziowski - w tym momencie Lich spogląda wymownie na P_aula - który ostatecznie wybierze mistrza.

To powiedziawszy nieumarły mag zaczyna opróżniać stojący przed nim kufel.

Link to comment
Share on other sites

-Hm, to dobrze, ale jak system pucharowy, to chyba losowanie, czyż nie? Może być z tym trochę problemów.-mówi Emo- Czy też może alfabetycznie? Po nazwach uczestników? A pojedynki powinny być około 2- rundowe, a sędzia mógłby przyznawać punkty za styl. Jak na zasadach Poli.....

-SZSZSZSZT, "Madafaka", are you there? We need you at base right now! It's Defcon 2! Move your but! Copy.

-Ok, I'm going, prepare some fuel for me in air. Break.- powiedział pilot wybiegając z karczmy. Królik spojrzał za nim, i nagle sobie przypomniał....

- Chyba będzie zajęty przez dłuższy czas....Dowództwo testuje Gwiazdę Śmierci na jakiejś błękitnej planecie, czy coś....A na czym ja....No tak. Walki na zasadach poligonu, tak? Zaraz. Poligon?- Patrzy na kościotrupa- Moment...kłujące- kolce, kolce- róża, róża- czerwona, czerwień- napis, napis- raca, raca- sędzia, sędzia- walka. WALKA?! No tak, walka!- Aquarius pacnął się w głowę.- Ostatnie runda, no tak! Jest remis i ja zaczynam! A ten biedak czeka pewnie całe lata w tym odrzutowcu! Lecę!- królik zamienił się w człowieka, złapał jakiś duży pakunek i wybiegł z Karczmy.

Link to comment
Share on other sites

Ok, wypadałoby pomóc w organizacji tego przedsięwzięcia...

- Mam kilka propozycji:

* Ponieważ pojedynki poligonowe trwają strasznie długo proponuję formę błyskawiczną - podobnie jak w munchausenie cały rozgrywany jest w ciągu jednego dnia.

* Walka standardowo trwa trzy rundy, acz czasem sędzia może "rozpisać" szczególnie ważne pojedynki na 5 lub nawet 7 rund.

* O zwycięzcy decyduje troje sędziów - główny oraz dwóch pomocniczych.

* Sędziego głównego wybierają aktualnie walczący (tj. obaj muszą wyrazić zgodę na osobę sędziego). Może nim być ktokolwiek.

* Sędziów pomocniczych wybiera sędzia główny i nie muszą oni być ogłoszeni przed pojedynkiem (tj. mogą być z łapanki tuż po walce, jeśli nikt się nie zgłosi :D)

* Jeżeli któryś z uczestników złamie zasady walki sędzia główny ma prawo natychmiast ogłosić knockout techniczny i ogłosić wygraną drugiego gracza.

* Ogłaszanie wyników przebiega następująco: sędziowie pomocniczy wysyłają prywatnymi kanałami do sędziego głównego wynik punktowy ZA KAŻDĄ RUNDĘ, każdemu z graczy przydzielając 1-10 punktów. Sędzia główny sumuje wyniki oraz dodaje własne oceny (także z zakresu 1-10), a następnie podaje zarówno wszystkie wyniki częściowe jak i wynik ostateczny. Przykład:

     R1  R2  R3  Suma
W1 8    7    10    25
W2 6    8     9     23
     R1  R2  R3  Suma
W1 8    8     9     25
W2 7    8     6     21
     R1  R2  R3  Suma
W1 6    7    9      22
W2 7    8    8      23

     R1  R2  R3  Suma
W1 22  22  28    72
W2 20  24  23    67

- Teraz druga sprawa - kontynuuję po wypiciu kilku łyków napoju. - System turnieju. Jakkolwiek pucharowy jest dobry, mam inny pomysł, system chalanger. O co chodzi? Pierwsza walka wyłoni osobę, która posiadać będzie pas FPS (Federacji Pojedynków Sesjowych). Aby wyzwać na pojedynek aktualnego mistrza należy mieć bilans walk przynajmniej +1 (czyli liczba walk wygranych - liczba walk przegranych >0 ). Pokonanie mistrza oznacza przejęcia pasa i tytuł mistrzowski. Mistrz nie może odmówić pojedynku, w każdej innej sytuacji jest to dozwolone.

Ten system mam dużą zaletę - szybko wyłania zwycięzcę, a jednocześni turniej może trwać póki się nam nie znudzi ;) Ponadto łatwo dodawać w trakcie nowych wojowników.

- Trzeci pomysł:

Mamy trzy typy walk, każda z nieco innymi zasadami.

* Pas Kategorii Demolition:

>Walki przypominają poligonowe.

>Sędzia główny wybiera pole bitwy.

>Można tylko jeden raz użyć w trakcie bitwy mocy transformacyjnych/polimorfizmu itp. Kiedy raz zmieni się formę nie można powrócić do poprzedniej.

>Tylko raz można też wykonać summon dowolnego typu (przyzwać pomoc, wyczarować jakiegoś potwora, wyciągnąć z kapelusza imperialnych szturmowców, albo hiszpańską inkwizycję z szafy...)

* Pas Kategorii ULTRA:

>Walki rozgrywane są na ringu w hali pełnej widzów.

>Wojownicy nie mogą mieć żadnej pomocy z zewnątrz i w trakcie walki nie wolno im opuścić ringu.

>Co za tym idzie nie wolno używać przyzwań.

>Nie wolno również używać polimorfizmu.

>...ani superataków, które mogłyby uszkodzić halę.

>Innymi słowy w tej kategorii liczy się finezja, styl i inteligencja, a nie zdolność rzucania gigantycznych fireballi.

- No i wreszcie, proponuję aby na pierwszej Gali Pojedynków Sesjowych rozegrane zostały następujące mecze:

*O pas mistrzowski w kategorii Demolition zmierzą się Felessan i Aiden*

*W kategorii ULTRA pokażą na co ich stać dwa rozsypujące się ze starości, ale jakże doświadczone na Poligonie kościotrupy - MJanek i Qbuś*

*Wreszcie w pojedynku specjalnym, o złoty mop moderatora i na zasadach ustalonych przez nich samych pokażą co potrafią - Niziołka & Turambar*

Link to comment
Share on other sites

Cienisty, pomijając cały harmider związany z jakimś tam turniejem, wygodnie spał oparty o elegancką sofę gdzieś w kącie. Coś w jego wyglądzie się jednak zmieniło... przez kaptur nadal nic nie było widać, ale ciuchy za nic nie nadawały się do walki ze smokami. Modern style jak się patrzy. W końcu się przebudził...

- Eh, a taki fajny sen... - mruknął pod nosem i spojrzał na stół przed sobą. - Barman! Rzuć się jeszcze butelką Pepsi! - krzyknął przez salę.

Kiedy łapał napój gazowany, niespodziewanie przez okno wleciał do środka istne wcielenie piekła, metalowiec Matt Black z niezastąpioną czachą na klacie.

- Wass up B? - zagadał do Cienistego.

- None. Lost my home... yo, czekaj! Waaaazaaaaaaaa! - i strzelił z metalowcem żółwika. - Yo! Barman! Jeszcze jedna Pepsi!

Ah, napój bogów, pomyśleli kiedy zaspokoili chwilowe pragnienie.

- To co tam słychać w metalowym świecie? - zagadał Cienisty.

- Haha! Bracie, totalny, epicki hardkor! W jakimś świecie chcą rozwalić świat a ja żyję z dnia na dzień nie pamiętając ostatniego tygodnia - Matt ryknął śmiechem. - Poza tym, jestem w sile wieku i mam tego power'a w łapie. A właśnie... zagrałbym coś.

- Za chwilę... coś tutaj gadają o jakimś turnieju. - Coś przez sen mi się przebijało...

- Nah dude. Nie zainteresowany... Ale mam epicki pomysł! - szeptem wyjaśnił w skrócie o co chodzi.

Niedługo potem, w widocznym dla wszystkich miejscu, pojawiło się drobne wzniesienie a na nim pokaźny zestaw różnorodnych instrumentów, które świadczyły raczej, że nie będą grane kolędy lub ballady dla dzieci. Po chwili, na scenę wkroczyło dziarsko kilka facetów w czerni a przewodził im metalowiec. Przy okazji, jedyny mógł pochwalić się swoją piękną gębą. Ekipa zajęła strategiczne pozycje a na wokalu, Cienisty rozpoczął przedstawienie.

- Waaazaaa ludzie! Od dziś macie najlepiej umuzycznioną karczmę po tej stronie Rio Grande! - po chwili niezbyt pewnie. - A może El Paso? Nieważne... jeśli są jakieś życzenia co do konkretnej muzy to śmiało walić, realizujemy ekspresowo! A teraz zaczynamy!

Na rozgrzewkę zasadzili Through the Fire and Flames (by Dragonforce). A to dopiero przedsmak...

Link to comment
Share on other sites

Kapitan wrócił do karczmy i słuchając porządnej muzyki podszedł do szefa Karczmy. Przekrzykując hałas, zawołał:

- A czy będą jakieś inne tryby?? I czy będą przewidziane walki w 2-osobowych zespołach? Bo to może być ciekawe! I kiedy zaczynamy? Pewnie od razu, jak skończę walkę, nie?

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...