Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

kruzd

Godzilla (2014), Gareth Edwards

Recommended Posts

@Rudyrydz - prosiłeś o wytłumaczenie całej sprawy z niechęcią do amerykańskiej wersji Godzilli, więc postarałem się jakoś przedstawić najważniejsze punkty. Mogłem dać za dużo osobistych przemyśleń by tekst wydawał się być w pełni obiektywny, ale tak mniej więcej wygląda przeciętne zdanie każdego fana Godzilli.

Właśnie ty nie podałeś ŻADNYCH precyzyjnych informacji...
Mam nadzieję, że teraz zwyczajnie sobie żartujesz i to w marnym stylu, bo nie chce mi się zwyczajnie wierzyć, że człowiek zdolny przedstawić tak dobre argumenty potrafi jednocześnie odznaczyć się tak poważnym przypadkiem wybiórczego czytania. Poza tym, już dałem do zrozumienia, że nie będę dalej ciągnął tematu z płcią. Wyciągnij z tego logiczny wniosek.

Co do zarzutu, że nie odnoszę się do podanych informacji, domyślam się, że wzięło się to z faktu cytowania kawałka twojej wypowiedzi, a nie całości. Zapewniam, że biorę pod uwagę wszystko co zostało napisane, a jak mam kwestię sporną, to wcześniej sprawdzam internet by mieć pewność, że głupot nie strzelę większych niż Zilla ziejąca ogniem. Jeden błąd wystarczy. wink_prosty.gif

Wpisałem i ujrzałem tylko jeszcze więcej sajtów, na których o Godzilli "he" jest mówione - w tym wiki poświęconą tej postaci.
Przeczytaj powoli i dokładnie na wikipedii. Tylko i wyłącznie po to, żebym nie musiał czytać głupot, że tam nic nie ma, podam dokładny cytat:

"The gender of the Godzilla character has been a subject of confusion for English-speaking audiences. In the original Japanese films, Godzilla and all the other monsters are referred to with gender-neutral pronouns such as "it", while in the English dubbed versions, Godzilla is explicitly described as a male, such as in the title of Godzilla, King of the Monsters!. The 1998 Hollywood remake contributed to this confusion, in which the titular character (subsequently known as Zilla) was depicted laying eggs."

Bazowałem się na tym tekście oraz paru potwierdzeniach z innych stron. Nic więcej na ten temat nie mam do powiedzenia.

A to już w ogóle bezsensowny argument, bo Godzilla to akurat w serii Showa zasłynął z tego, że bez wyraźnego powodu ratował ludzi i Ziemię.
A w serii Heisei i Millennium było mniej bohaterowania, a więcej niszczenia wrogów ludzkości, którzy zwyczajnie mieli na liście priorytetów najpierw rozwalenie Godzilli, a potem rzeczonej ludzkości. To, że Godzilla wychodziła na postać pozytywną mimo rozwalenia po drodze miast, które stawały jej na drodze lub miały nieszczęście być na miejscu walki, nie oznacza, aż takiego herosowania nie daje w moich oczach.
Pierwsze słyszę, aby film "Siedmiu wspaniałych" był hejtowany. Zbiór pustych sloganów, wygłoszonych pod adresem japońskiego pierwowzoru, z litości przemilczę.
Coś w tym może być. Z hejtowaniem, znaczy się. Obejrzałem oba filmy swego czasu i mogłem powiedzieć niemal natychmiast "ta scena jest praktycznie taka sama jak ta z Samurajów". W sumie fajnie było obejrzeć obie wersje przedstawiające niemal identyczną historię i specyficzne momenty, a na dodatek człowiek może sobie obejrzeć jak świetnie robi się kulturowe przekształcenia pomiędzy Wschodem i Zachodem, ale zapewne zdarzą się tacy, co mówią, że "wszystko to już było" i "nie warto oglądać bo to podróbka". Rzecz gustu i już.
Link to comment
Share on other sites

Mam nadzieję, że teraz zwyczajnie sobie żartujesz i to w marnym stylu, bo nie chce mi się zwyczajnie wierzyć, że człowiek zdolny przedstawić tak dobre argumenty potrafi jednocześnie odznaczyć się tak poważnym przypadkiem wybiórczego czytania.

Plizzz... Najpierw się oburzasz, że niby nieprawdę mówię, a zaraz potem robisz dokładnie to samo, co zarzucałem ci w poprzednim poście. Nie po raz pierwszy zresztą. Napisałem ci bowiem poprzednio, cytuję: "Czepiasz się jak tonący wiosła tego, że u Japończyków jest "to" i na tej tylko postawie twierdzisz, że to "ona". A co ty robisz w odpowiedzi? Piszesz DOKŁADNIE to, co ci zarzucałem, że piszesz - po raz kolejny powołujesz się na ową "bezpłciowość" Godzilli w oryginale, jak gdyby sam ten fakt mógł przesądzać o tym, że mówienie o Godzilli "ona" jest zasadne. Kłopot w tym, że o Godzilli nie mówisz "to", tylko "ona", a ja w rewanżu przytaczam ci fakty, które wskazują dość jednoznacznie nie na "bezpłciowość", ale właśnie na wariant męski. Twoja argumentacja jest więc z tego punktu widzenia nielogiczna - a ja po prostu nie przyjmuję powtarzania po raz n-ty, że "bo Japończycy mówią o nim <to>". U nas niestety nie da się tak łatwo mówić "to", więc trzeba się na jakąś wersję zdecydować. I na wersję męską pewne rzeczy jednoznacznie wskazują, podczas gdy na żeńską - żadne.

A skoro tak lubisz cytaty, to i ja jednym cię uraczę: Contrary to popular belief, the name "Godzilla" is not the idea of the American distributor. Before Toho sold the film to US distributors, Toho's international division had originally marketed an English-subtitled print under the title of Godzilla, King of the Monsters, which was shown briefly in Japanese-American theaters.

Przy czym - powtórzę - to jest coś, co jednoznacznie wskazuje na wariant "męski", podczas gdy ty upierasz się przy "neutralnym" i wbrew logice sugerujesz, że samo to przeważa na korzyść "żeńskiego".

A w serii Heisei i Millennium było mniej bohaterowania, a więcej niszczenia wrogów ludzkości, którzy zwyczajnie mieli na liście priorytetów najpierw rozwalenie Godzilli, a potem rzeczonej ludzkości. To, że Godzilla wychodziła na postać pozytywną mimo rozwalenia po drodze miast, które stawały jej na drodze lub miały nieszczęście być na miejscu walki, nie oznacza, aż takiego herosowania nie daje w moich oczach.

Skoro już mówisz o seriach Heisei i Millenium, które pojawiły się po serii Showa, to zgodnie z regułą ciągłości nie dziwi, że Godzilla przejmuje się Juniorem - skoro już w filmie Son of Godzilla pojawiły się w końcu pomiędzy nimi jakieś zażyłe relacje. Zresztą samo przejmowanie się potomkiem to kolejny argument, który w żaden sposób nie przemawia za twierdzeniem, iż Godzilla to ona - myślę, że ojciec także byłby przejęty losem potomka. Do tego Godzilla i Junior należą do tego samego gatunku, co tym bardziej uprawdopodabnia fakt, iż pierwszy się drugim interesuje - i tym bardziej podkreśla, że nijak nie można tego podpiąć pod rzekomo żeńską płeć Godzilli.

Coś w tym może być. Z hejtowaniem, znaczy się. Obejrzałem oba filmy swego czasu i mogłem powiedzieć niemal natychmiast "ta scena jest praktycznie taka sama jak ta z Samurajów".

Nie wiem, ja "Siedmiu wspaniałych" nie obejrzałem. Ale abstrahując już od różnic czy podobieństw między tymi filmami, przywoływanie ich tutaj przez Rudegorydza to kolejny jego pseudoargument, nijak mający się do nieudolnej amerykańskiej adaptacji "Godzilli". "Siedmiu samurajów" to bowiem pojedynczy film, opierający się na dość ogólnikowym motywie iluś tam szlachetnych wojowników, którzy w geście altruizmu pomagają mieszkańcom bezbronnej wioski. Nie ma żadnego problemu z przeniesieniem czegoś takiego na "zachodni" grunt, a zagadnienie można traktować absolutnie dowolnie.

Natomiast seria o Godzilli to łącznie dwadzieścia osiem filmów, ramach w których przedstawiono pewne nieodłączne kanony dotyczące tytułowej postaci i uczyniono ją jedną z ikon współczesnej kultury. I kręcąc kolejny film traktujący o Godzilli, należy się owych kanonów trzymać, przynajmniej tych fundamentalnych. Amerykański badziew nie trzyma się absolutnie żadnych - więc na absurdalną pseudoargumentację Rudegorydza mogę co najmniej przewrócić oczami. "Siedmiu samurajów", a "Godzilla"? Gdzie Rzym, gdzie Krym?

Link to comment
Share on other sites

..."Siedmiu samurajów", a "Godzilla"? Gdzie Rzym, gdzie Krym?
Pod tym względem Rudyrydz faktycznie się nieco kopnął bo podał przykład filmów, które pomijając realia, opowiadały o tym samym i na tej podstawie chciał przedstawić analogię pomiędzy obiema wersjami "Godzilli". Niestety właśnie, bez znajomości obu filmów, taka analogia nie ma szans przetrwania, bo wersja amerykańska nijak ma się do oryginału, a tytułowa "Godzilla" stała się zwyczajnie Zillą, czyli jednym z Kaiju w światowym panteonie wielkich potworów.

Odchodząc na moment od tematu, obejrzyj "Siedmiu Samurajów", ale wcześniej uzbrój się w jakieś trzy do czterech godzin wolnego czasu. Film świetny i polecam. wink_prosty.gif

Link to comment
Share on other sites

No więc mamy kolejny zwiastun, tym razem prezentujący trochę więcej naszego Kaiju. Rozmiarowo wygląda ona na coś cholernie dużego.

Osobiście wydaje mi się, że ten film może być naprawdę zacny.

Link to comment
Share on other sites

trailer miodny, wreszcie pokazano naszego ulubionego potwora z przodu, wygląda naprawdę przerażająco. zdradzono też nieco szczegółów dotyczących fabuły - bardzo ciekawe jest to, że Godzilla już wcześniej atakowała i próbowano ją zabić atomówkami, jak widać bezskutecznie. Cranston świetnie też zagrał, choć ciężko będzie się wyzbyć z głowy obrazu Waltera White'a biggrin_prosty.gif szkoda tylko, że jeszcze trzeba poczekać na ujawnienie dwóch pozostałych potworów, z którymi Godziila ma powalczyć. i na sam film ponad 2 miesiące :(

Link to comment
Share on other sites

bardzo ciekawe jest to, że Godzilla już wcześniej atakowała i próbowano ją zabić atomówkami, jak widać bezskutecznie

A to nie jest przypadkiem "true sequel" oryginału, który powstał w 1954 (stąd "In 1954 we found something"). Wówczas udało się zabić Godzillę, ale film kończy się słowami, że inni przedstawiciele tego gatunku mogą się kiedyś pojawić. W trailerze w 1:41 grupka w skafandrach znajduje duży szkielet. Szkieletem Godzilli kończy się Godzilla: Król Potworów z 1954. So...

Inne potwory imo w trailerze są. Np. tutaj czy tutaj (nie wygląda to jak ogon Godzilli, a i jest w górze, a nie ciągnięty po ziemi). Niektórzy widzą też choćby Rodana, ale to imo paranoja.

Trailer fenomenalny. Mam nadzieję, że sam film będzie dobry. Widzę, że zasoby w to zainwestowano kosmiczne. Boże jak bardzo bym chciał w końcu dobrą Godzillę. :|

Link to comment
Share on other sites

A to nie jest przypadkiem "true sequel" oryginału, który powstał w 1954 (stąd "In 1954 we found something"). Wówczas udało się zabić Godzillę, ale film kończy się słowami, że inni przedstawiciele tego gatunku mogą się kiedyś pojawić. W trailerze w 1:41 grupka w skafandrach znajduje duży szkielet. Szkieletem Godzilli kończy się Godzilla: Król Potworów z 1954. So...

oficjalnie nowy film jest rebootem, jednak teoria, że to faktycznie sequel jest prawdopodobna ze względu na niemal identyczny design Godzilli - właściwie jedyną różnicą jest rozmiar (można się pokusić o stwierdzenie, że właśnie tak urosła przez te 60 lat).

czas na spekulacje jeszcze mamy, jeśli jednak okaże się to prawdą, byłoby naprawdę miło. swoją drogą wypadałoby sobie odświeżyć oryginał przed premierą nowej części

Inne potwory imo w trailerze są. Np. tutaj czy tutaj (nie wygląda to jak ogon Godzilli, a i jest w górze, a nie ciągnięty po ziemi)

bardzo dobre spostrzeżenie, a za screeny dziękuję

Niektórzy widzą też choćby Rodana, ale to imo paranoja.

nic nie jest wykluczone wink_prosty.gif

Mam trochę głupie pytanie, a mianowicie: Ta nowa Godzilla będzie Amerykańska czy Japońska ???

Amerykańska, ale współpracowano z japońskim Toho, twórcą oryginału. ta wersja nie będzie mieć z filmem Emmericha nic wspólnego (i całe szczęście)

Link to comment
Share on other sites

Dzięki za odpowiedź.

Obejrzałem zwiastun i muszę powiedzieć że jestem pozytywnie zaskoczony. Niema zbyt wielu momentów w których widać potwora, i dobrze. Cieszy mnie to że przy filmie pomagają Japończycy, bo bądźmy szczerzy Amerykańska Godzilla nie umywa się do Japońskiego pierwowzoru.

Link to comment
Share on other sites

A to nie jest przypadkiem "true sequel" oryginału, który powstał w 1954 (stąd "In 1954 we found something"). Wówczas udało się zabić Godzillę, ale film kończy się słowami, że inni przedstawiciele tego gatunku mogą się kiedyś pojawić. W trailerze w 1:41 grupka w skafandrach znajduje duży szkielet. Szkieletem Godzilli kończy się Godzilla: Król Potworów z 1954. So...

Dodałbym do tego gadkę z 1:12, gdzie laska i gość mówią że "próbowali to zabić" i w kadrze pojawia się bomba nuklearna z wizerunkiem przekreślonego jaszczura. Też mi się wydaje że jest to sequel oryginału, ale to się okaże później.

Co do samego trailera, to ponownie hype wzrósł do granic możliwości. Już wcześniej byłem napalony na film, ale to co zobaczyłem dzisiaj sprawiło że zbierałem szczękę z podłogi. Mało tego, teraz zauważyłem te przecieki dotyczące innych potworów i już kompletnie nie mogę się doczekać. Fajnie że nad całością czuwają Japończycy, jest duża szansa że film nie okaże się crapem jak poprzednie podejście amerykanów do tego tematu.

Anyway, Japończycy już raz pokazali co sądzą o Godzilli w wersji Emmerichowskiej, więc wiadomo że nie poszliby drugi raz tym śladem: :P

Link to comment
Share on other sites

@Bogart

Ogladałem wczoraj, niemal jak tylko się pojawiło. Bardzo ładnie to powiedzieli.

Nie to, że potępiam z żelaznym uporem Zillę, bo w kreskówce fajnie ją przerobili, ale pewien szacunek dla oryginału się należy.

@b3rt

Przesłałem to już z dwa razy w tym temacie i zawsze mnie śmieszy ta scena. Taki uroczy smaczek i lekki overkill na koniec tej jakże emocjonującej walki.

Co do filmu, na podstawie przedstawionych danych dwa stwory są potwierdzone.

Godzilla i Rodan

O ile można założyć, że przez ćwierć sekundy było pokazane cokolwiek w obu trailerach i pogłoski o trzecim Kaiju są prawdziwe, to obstawiałbym King Ghidorah. Nie to, że coś zobaczyłem, ale miło by było zobaczyć jego redesignowaną wersję w akcji.

Link to comment
Share on other sites

@SR

Odnoszę wrażenie że Amerykanie co raz bardziej robią filmy po linii najmniejszego oporu.

Kiedyś nawet jak robili remake-i, przeróbki, wariacje na temat itd. itp. to trzymały one pewien poziom np.

Straż przyboczna (1961)-------------------Za garść dolarów (1964)

Ostatni człowiek na Ziemi (1964)---------------------Człowiek Omega (1971)

Zabójcy (1946)-----------------------------------Zabójcy (1964)

a dziś ? szkoda gadać.

Oczywiście ciekaw jestem tej nowej Godzilli A nuż, widelec coś z tego będzie?

Link to comment
Share on other sites

@Bogart

Szczerze mówiąc, nie kojarzę żadnego z tych filmów, no może z wyjątkiem "Za garść dolarów", ale fakt, czasem robienie remake?ów to marny pomysł. Nie za często udaje się doścignąć ideału pierwowzoru, lub nawet poprzedniej części, bo albo ludzie już znają materiał i nie da się ich drugi raz tak mocno chwycić jak wcześniej, albo dają to innemu reżyserowi, który odbiega za daleko klimatem od oryginału i trudno się przyzwyczaić.

Co do samej najnowszej Godzilli, jestem dobrej myśli. Trailery jasno pokazały, że pomimo faktu, że film jest produkcji amerykańskiej, to trzyma poziom. Samoloty spadające z nieba, znajoma scena wynurzenia z wody, ryk może i bardziej współczesny, ale jak najbardziej pasujący do oryginalnego Kaiju. Dodatkowo mamy świetną sylwetkę Godzilli, wspaniale przedstawione informacje o tym "co działo się lata temu" i na koniec mamy piękny widok na to, jak armia zbiera się praktycznie do wojny, a nie wysyłają parę jednostek by ratowały miasto. Może mam zbyt pozytywne nastawienie w tej chwili, ale zwyczajnie nie mam podstaw do innego podejścia. Obecna Godzilla zapowiada się na sukces, a jak to będzie w rzeczywistości, zobaczę w kinie na premierze. biggrin_prosty.gif

Link to comment
Share on other sites

O, nie sądziłem, że zajawka nastroi mnie aż tak pozytywnie na film, ale się udało i nie jest to tylko zasługa Waltera Wh...pardon, pana Bryana Cranstona, który raczej tym razem nie będzie robił metaamfetaminy aby załatwić potwora raz na zawsze :P W każdym razie zapowiada się nie tylko efektowne, ale też wciągające widowisko, które - patrząc chociażby na rozmiar prezentowanych zniszczeń oraz rozmiar tytułowego potwora - pokaże co to znaczy walka z Godzillą... Teraz liczę, że uda im się tego nie zepsuć i dadzą dobry monster movie ^_^

Link to comment
Share on other sites

Kolejny potwór w filmie

...i mam nadzieję, że nie ostatni. ;] Zdecydowanie wolałbym obejrzeć bitwę wielu gigantycznych potworów miast filmu w całości poświęconego próbom zabicia potwora przez ludzi. Jeśli dostaniemy wiele monstrów walczących ze sobą, z pewnością nie wynudzimy się podczas seansu. ^^

Link to comment
Share on other sites

UWAGA - film dzisiaj oglądnąłem stąd spoiler.

Potworów wiele?

Były trzy - tzn. Godzilla i dwa inne. Te inne to były: samiec (30 metrów) i samica (ok.100 metrów wysokości). Nie muszę dodawać, że tylko ona równała się wielkością z tytułowym potworem. Samiec i samica jadły (dosłownie) beczki z odpadami radioaktywnymi i wykorzystywały do rozmnażania bombę atomową.

Wrażenia? Odnośnie efektów specjalnych - super (= robią wrażenie). Fabuła? Dobra (ale filmy Marvela są w porównaniu do "Godzilli" bardziej zagmatwane ;) ). Podsumowując: jeżeli pójdziesz do kina będziesz zadowolony/zadowolona (= nie będziesz żałować wydanych pieniędzy).

Link to comment
Share on other sites

A napiszę!

Dlaczego, dlaczego nie mogli zrobić super filmu? Czy ja się w końcu doczekam chwili, w której oczekiwany przeze mnie film rozrywkowy nie zawodzi? Co oni też mają z tym, by wielkie starcia robić w nocy, gdy nic nie widać (Pacific Rim)? Oszczędza się jakoś dzięki temu? Po co oszczędzać, skoro samej Godzilli w filmie jest może 20 minut?

No i co mnie obchodzą emocjonalne rozterki papierowych postaci, dzieci i psów (bo film katastroficzny bez dzieci i psów, to nieudany film)?

Od razu odpowiem: nie obchodzą mnie w ogóle.

W ogóle w filmie występuje modelowa rodzina z filmu katastroficznego: dziadek naukowiec, ojciec wojskowy, matka pielęgniarka/lekarka i małe dziecko. Wszystkie funkcje obsadzone.

Żeby nie było, w trakcie seansu bawiłem się całkiem dobrze, wyszedłem zadowolony, tylko irytuje mnie fakt, że w filmie o wielkim potworze jest tak mało tytułowego wielkiego potwora. Tak mało, że w ogóle mogłoby go nie być. Oszem, za każdym razem jak się pojawiał, to piszczałem jak trzynastoletnia fanka na koncercie swojego niewiele starszego idola. Problem polega na tym, że to co dostaję w zamian jest słabe. Główny bohater i jego rodzina są zwyczajnie nudni. Odbija się to na finale.

Skoro otwarcie pisaliście tu o drugim potworze, to też walnę to otwarcie. Jest brzydki, ale nie w sposób 'fajnie brzydki'. Słabo zaprojektowany. Co nie zmienia faktu, że postawienie Godzilli w roli obrońcy ludzkości, a nie, jak się można było spodziewać, spacerującego oprawcy, jest fajne i dobrze jeździ po nostalgii.

Koniec końców można powiedzieć, że jednak jest poprawny. Nie czułem w trakcie seansu zażenowania, jak na tych wszystkich komiksowych bzdurach, ale też za mało radości dla oczu (Godzilli) i za dużo drewna, które miało trzymać film.

Link to comment
Share on other sites

Nie będę chował spoilerów, jak ktoś nie oglądał niech nie czyta.

Nie wiem jak wy, ale ja zawiodłem się na tym filmie. Może dlatego że miałem wobec niego ogromne oczekiwania, które były dodatkowo podkręcone przez pozytywne opinie przedpremierowe. Na plus można zaliczyć uwspółcześniony design Godzilli, soundtrack (dużo typowo hollywoodzkiego plumkania, ale też dużo starych utworów w nowej aranżacji) i obiecujący początek, w którym Walter White doskonale zagrał Bryana Cranstona. A nie, sorry, Bryan Cranston zagrał świrniętego naukowca, chociaż ten gość chyba do końca życia będzie mi przypominał Heisenberga a każda jego rola będzie sprowadzać porównania do BB. Cała reszta to co najwyżej wyższe stany średnie. Samej Godzilli jest w filmie może 15-20 minut, przy czym zamiast cieszyć się z jej widoku, kląłem pod nosem jak najęty przez głupie zabiegi reżysera, który rozgrzewał atmosferę do czerwoności, po czym... przeskakiwał do wydarzeń po tej akcji. No do jasnej cholery, skoro po długich zapowiedziach pojawia się Godzilla w pełnej okazałości i zza wieżowca wyskakuje szarżujący na nią kaiju to chciałbym zobaczyć jak się tłuką, tymczasem film nagle przeskakuje całą akcję i o jej skutkach dowiadujemy się z rozmów postaci. Końcówka też zapowiadała się ok, ale oczywiście zamiast starć potworów oglądaliśmy żołnierzy skradających się do głowic nuklearnych, na same potwory patrząc gdzieś tam w tle. Przecież po to idę na taki film, żeby oglądać przerośnięte, walczące stwory, a nie rozterki nic nieznaczących ludzików. Gra aktorska tychże również pozostawia wiele do życzenia. Pomijając już fakt że mamy do bólu oklepany schemat rodzinki po przejściach (świrnięty ojciec, uciekający od przeszłości syn i jego żona walcząca o przeżycie), to prócz Cranstona i żonki głównego bohatera (chociaż jej rola ograniczała się do płaczu i drgawek, nawet ja bym to zagrał) nikt nie zagrał dobrze. Same drewniane klocki. Nawet Watanabe się nie obronił, bo jego postać była skrajnie irytująca: z jednej strony naukowiec od lat badający potwory, z drugiej płaczek który trzęsie się na widok jakiegokolwiek z nich. Oczywiście słabiutkie role wcale by nie przeszkadzały gdyby film wzorem chociażby Pacific Rim skupiono się na potworach, ale to tych aktorów oglądamy przez 3/4 filmu (w PR bohaterowie też byli tragiczni, ale tam ponad połowa filmu to czysta naparzanka). Mało tego, amerykanie chyba nie byliby sobą gdyby swoich bohaterów nie pokazywali w mistrzowsko kaskaderskich scenach, i tak np. główny bohater spada z ponad 100 metrowego mostu do wody i nic mu się nie dzieje (potwór miał 100m i przeszedł pod mostem, więc zakładam że tyle mw. miał sam most), wychodzi cało z wybuchu cysterny i wiele więcej. Pochwaliłem design Godzilli, ale jego przeciwnicy to też śmiech na sali. Miał być Rodan, tymczasem dostaliśmy krzyżówkę modliszki z ćmą, jedną dużą, drugą mniejszą i ze skrzydłami. O ile taki Rodan, Mothra czy Gidhora to potwory które będę pamiętał całe życie, tak te niczym kompletnie się nie wyróżniały, i nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie jak się nazywały. To już w PR były lepsze kaiju.

Ogólnie rzecz biorąc to mamy do czynienia ze słabą Godzillą i średnim filmem akcji. Ot, taki Project Monster 2. Jedyna nadzieja w tym, że twórcy dobrze spożytkują miliony które produkcja zarabia (podobno zdeklasował nawet Amazing Spider-Man 2) i zrobią konkretny, porządny sequel.

Link to comment
Share on other sites

Ja szczerze powiedziawszy kompletnie nie wiedziałem, że ten sympatyczny zwierzątek wrócił do kin, bo obiecałem sobie, że do kina nie będę już chodził. Zwiastun pewnie robił wielkie boom, ale poczekam aż będzie za kilka złotych dostępny na DVD i sobie wtedy oglądnę ten film (nie mam żadnych wymagań więc pewnie aż tak się nie zawiodę)

Link to comment
Share on other sites

A miał być najlepszy film wszech czasów. Oj tak, oczekiwania miałem wręcz niebotyczne. I miało też nie być żadnych "alów". Ale cóż... Najgorsze nawet nie jest to, że w filmie jest tak mało Godzilli. Wyglądało to bardziej, jakby zrobiono film o dwóch kaiju (czy tam MUTO) a Króla Potworów dorzucono jako bonus. Bulwersował też ten piekielny montaż - kto to widział, żeby pominąć walkę po pokazaniu pełnego majestatu Godzilli? Albo kompletnie olać destrukcję Las Vegas? Widać ktoś czerpał inspirację z Czary Ognia (wciąż czekamy na ten finał quidditcha). No i ta końcówka cierpiąca na "syndrom Mrocznego Widma"... Tym niemniej, kiedy akcja naprawdę skupiała się na monstrach, napięcie wciskało w fotel, a gębą rozdarta była między padnięciem napodłogę łogę a szczerzeniem się od ucha do ucha (scena na moście była absolutnie fenomenalna). Dla nich, mimo wszystko, warto było zobaczyć

Link to comment
Share on other sites

Film wczoraj wreszcie obejrzałem (na DVD) i... mam mieszane uczucia. To znaczy, ogólne wrażenia z seansu są pozytywne, tyle że mam do niego rozmaite "ale", które obniżają końcową ocenę.

Nie będę się tu szczególnie rozpisywał na temat poszczególnych części składowych filmu - scenariusz jest w gruncie rzeczy dość standardowy, jak na monster movie, standardowy również jak na film traktujący o Godzilli - zabawa ludzkości z promieniowaniem (swoją drogą, wymyślono tu zabawną "teorię spiskową" na temat tego, skąd niby te próby nuklearne na Pacyfiku), negatywne tego konsekwencje, bezradność konwencjonalnych sił zbrojnych, perypetie bohaterów usiłujących przeżyć i odnaleźć się nawzajem pośród tego bajzlu. Nawiasem mówiąc, tu warto od razu film pochwalić za to, że próbuje pokazywać dokonywane przez potwory zniszczenia z perspektywy ludzi, którzy padają ofiarami tej destrukcji - nie każdy z oryginalnych (tzn. japońskich) filmów o Godzilli mógł się tym pochwalić (jednym z chlubnych wyjątków był jeden z moich ulubionych filmów serii - GMK(*)), a przydaje to całej sytuacji dramatyzmu. Aczkolwiek, jeśli chodzi o postaci same w sobie, nie ma za bardzo na kim zawiesić oka. Główny bohater ma nakreślone jakieś cechy charakteru, ale w sumie dość grubą krechą - i to samo można w gruncie rzeczy powiedzieć o większości widzianych w filmie postaciach. Z drugiej strony, ten aspekt nigdy nie był mocno stroną filmów z gatunku monster movie, więc można to jakoś przełknąć (zwłaszcza że wspomniane sceny destrukcji z punktu widzenia ludzi są wystarczająco sugestywne).

Scenariusz cierpi przy tym dodatkowo ze względu na również pod tym kątem standardowe głupotki fabularne. Nie są to co prawda idiotyzmy ciężkiego kalibru - na miarę tych z poprzedniego amerykańskiego filmu, który opierał się na kretyńskim założeniu, że mierzący parędziesiąt pięter stwór raz za razem wsiąka jak kamfora pośrodku wielkiej, stale obserwowanej z powietrza metropolii - ale i tak co i rusz zastanawiałem się przykładowo nad sensem całej tej operacji z podrzucaniem stworom atomówek (mimo że dr Serizawa i ludzie z programu Monarch wyraźnie mówili, że to tylko doda potworom siły), czy też nad tym, jakim cudem bohater w ogóle przeżył detonację jednej z tych atomówek, skoro znajdował się dosłownie w zasięgu wzroku.

Efekty specjalne są oczywiście takie, jak trzeba, muzyki dobrze się słucha, bla, bla, bla... Nie, nie - w sumie najwięcej miałbym to powiedzenia w kwestii tego filmu odnośnie tytułowego potwora. Są tutaj w sumie plusy i minusy, i głównie z tego tytułu wahałem się z oceną końcową. Na pewno wielkim plusem jest tutaj przede wszystkim fakt, że tym razem Amerykanie nie próbowali być na siłę mądrzejsi od Japończyków i tym razem Godzilla faktycznie wygląda jak Godzilla - a nie jak dinozaur, który uciekł z Parku Jurajskiego. Jest też najwyraźniej praktycznie niezniszczalny, tak jak powinno być, a także ma swój atomowy oddech.

I tu od razu miałbym pewne zastrzeżenia. Dziwi mnie na przykład fakt, że użycie atomowego oddechu jest tutaj dla Godzilli takim dużym wydatkiem energetycznym. Użył go zaledwie dwukrotnie (trzykrotnie, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że "dmuchnął" na samicę MUTO dwa razy), przy czym w każdym przypadku zakończyło się to dla niego regeneracyjną drzemką (za drugim razem znacznie dłuższą). On, Godzilla - któremu Destroyer nawet ostatecznie nie mógł dać rady - miałby paść wyczerpany po takiej bitce? Przez moment nawet uwierzyłem, że faktycznie zginął i byłem z tego powodu bardzo niezadowolony, ale poczułem ulgę, widząc, że wstaje. Z drugiej strony było też tak, że Godzilla znalazł się na chwilę pod ostrzałem całej floty i było to dla niego wyłącznie dokuczliwe, a w trakcie samej walki z MUTO został zaatakowany przez dwa jednocześnie i nieźle obity, a mimo to, jak zyskał chwilkę wytchnienia, wziął się w garść i rozprawił się z bydlakami - więc jeśli chodzi o odporność Godzilli, to na tym polu chyba nie powinienem zbytnio narzekać.

Inna sprawa, to krytykowany częstokroć "czas antenowy" Godzilli. W kółko widzę (na FW chociażby) opinie, że to nie jest film o Godzilli, bo za mało w nim Godzilli. Ze swojej strony uważam takie gadanie za idiotyzm - czy osoby je wygłaszające widziały na oczy choć jeden oryginalny film z Godzillą? Nie należały wcale do rzadkości takie, gdzie akcja skupiała się na perypetiach ludzi, a Godzilla pojawiał się okazyjnie, oszczędzając siły na kulminacyjną bitwę. W pierwszym filmie z Godzillą (tym z 1954 roku), Król Potworów w ogóle nieczęsto na ekranie się pojawiał. Niemniej, są tu pewne zagrania, których reżyserowi wybaczyć nie umiem - kiedy na przykład ma już dojść do pierwszego pojedynku Godzilli z MUTO, akcja nagle przeskakuje do synalka głównego bohatera, oglądającego to w telewizji... a potem już w ogóle samej walki nie widzimy. Naprawdę? Dzieciak oglądający telewizję jest ważniejszy od pierwszej w filmie walki Godzilli? Bez jaj. Ale jak już przyszło co do czego... działo się, oj, działo.

Wreszcie, jeśli chodzi o wizerunek Godzilli w filmie... to byłem cokolwiek zaskoczony. Momentami wręcz niezbyt kontent. I żeby było jasne - nie mam nic przeciwko wyobrażeniu Godzilli jako "dobrego" potwora, który rozwala inne potwory, ratując w ten sposób ludzkość i świat. Naprawdę nic przeciwko temu nie mam, wręcz przeciwnie - jestem jak najbardziej za (szczególnie że w pierwszym filmie z Godzillą, jaki obejrzałem w ogóle - Godzilla kontra Hedorah - Godzilla był tym "dobrym"). Tyle że... nawet jako bohater (a raczej anty-bohater) Godzilla pozostawał mimo wszystko nieprzewidywalny i agresywny i choć w ostatecznym rozrachunku ratował świat, to sam czynił przy tym ogromne zniszczenia i nie przejmował się losem ludzi, którzy stawali na jego drodze. Poważnie wątpię, czy to ma sens, by przepływając w poprzek lotniskowca, Godzilla grzecznie się zanurzył, aby go nie rozciąć na pół (a raczej na cztery części) swoim grzebieniem - spodziewałbym się, że go zwyczajnie staranuje. Nic osobistego, ludziska, po prostu stanęliście mu na drodze. Tymczasem on robi nie tylko to, ale nawet - i to już jest lekkie przegięcie - w jednej ze scen staje tuż przy moście, w ten sposób osłaniając wręcz znajdujących się tam ludzi przed ogniem durni z US Navy, a na dokładkę przeciągając przęsło mostu, aby w ten sposób odblokować drogę uciekinierom (bo nie wiem, co innego w tej scenie robił - wyraźnie bierze to w łapę, a żelastwo zagradzające przejazd autobusowi z dzieciakami po chwili już przejazdu nie zagradza).

Z drugiej strony, ten ostatni numer mi się na swój sposób podobał z tego względu, że pokazywał kolejny aspekt Godzilli, który został w podróbie z 1998 całkowicie pominięty - taki, że Godzilla to z reguły stwór mniej lub bardziej, ale inteligentny. Co prawda przeciąganie przęsła celem odblokowania drogi na moście jest już przesadą, ale przecież takich przesad nie brakowało w filmach japońskich (np. w Godzilla kontra Hedorah, gdzie Godzilla odkrył, że może wykorzystać zbudowane przez ludzi ustrojstwo do celu przez samych ludzi nieprzewidzianego - i usmażyć Hedorę; albo w Godzilla 2000, gdzie na sam koniec filmu zabił Katagiriego, najwyraźniej w jakiś sposób wiedząc, że był personą odpowiedzialną częściowo za cały bałagan). Poza tym, naprawdę ekstra było pod tym względem to, jak Godzilla rozprawił się ostatecznie z obydwoma MUTO - samca ogonem wbił w wieżowiec, a samicy - co już w ogóle było cool, aż ryknąłem w tej scenie serdecznym śmiechem, a łapki mi się rwały do klaskania - rozwarł pysia i zwyczajnie zionął swoim nuklearnym oddechem wprost do środka. Trochę mi to przypominało sposób, w jaki zabił Orga w Godzilla 2000.

Ogólnie rzecz biorąc, pod kątem samego wizerunku Godzilli, jestem z tego filmu zadowolony - obejrzeć go po tym, co szesnaście lat temu odwalił Emmerich, to jakby użyć odświeżacza powietrza po tym, jak ktoś walnął naprawdę paskudne g***o.

Są tu zresztą także różne inne smaczki, wskazujące, że reżyser niejednokrotnie puszcza oko w stronę widzów, którzy mieli już do czynienia z Godzillą. Sam wizerunek Godzilli jako bohatera pozytywnego odstępuje od najbardziej typowego modelu monster movie, ale za to bardzo przypomina filmy japońskie z samym Godzillą z serii Showa. Nawet japoński naukowiec, stojący na czele programu badającego Godzillę, nazywa się Serizawa (kto choć trochę liznął japońską serię, powinien od razu skojarzyć to nazwisko).

Tak więc - Król powrócił!

Wahałem się między szóstką, a siódemką, ale kiedy zajrzałem na FW - i ujrzałem średnią (tudzież bezdenne głupoty, które ludzie wypisywali na "forum") - natychmiast zdecydowałem się na tę wyższą ocenę.

PS. Swoją drogą, ręce mi opadają - już nie tylko moja niedawna tyrada w temacie, ale nawet obejrzenie tego filmu - w którym wszystkie postacie mówią o Godzilli cały czas prawidłowo "on" - nadal nie sprawiły, żeby dotarło, iż Godzilla to jest ON!

(*)Godzilla Mothra King Ghidora

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...