Jump to content
Black Shadow

[FATE] Szara Wojna

Recommended Posts

Mandela City. Ogromny, wybudowany w latach pięćdziesiątych XXI w. kompleks przemysłowy, na który składają się różnorodne huty, fabryki i laboratoria, znajdujący się kilkadziesiąt kilometrów od południowych wybrzeży RPA. Jest to także ważny węzeł komunikacyjny: lotnisko, kilka różnych stacji przeładunkowych dla pociągów oraz wybudowany jeszcze przed Wojną kosmodrom pozwalają na transport towarów i uzbrojenia w każde miejsce na Ziemi i nie tylko.

***

Każdy rodzaj transportu w czasie jakiejkolwiek wojny jest eksploatowany do granic możliwości, z nastawieniem na efektywność i jakość, a nie wygodę. Przekonał się o tym Serpent, który wraz z rozkazem pilnego stawienia się w Mandela City otrzymał do dyspozycji samolot.

Samolot transportowy, który miał na pokładzie kilkadziesiąt różnych skrzyń oraz aerokar* sztabowy, przez co miejsca było tyle, co nic. Rogers, siedząc na rozkładanej ławeczce pod ścianą, niecierpliwie czekał na lądowanie, chcąc jak najszybciej opuścić pokład. Na ironię zakrawał więc fakt, że chwilę później tył samolotu zniknął w eksplozji i cały ładunek, a razem z nim Rogers, wyleciał z maszyny, mając w harmonogramie pilne spotkanie z ziemią.

***

Instrukcje, które otrzymał Willson były proste. Wsiąść w najbliższy samolot lub pociąg do Mandela City i stawić się na terminalu głównego lotniska. Najszybciej jak się da. Szczęśliwie udało mu się, jako potencjalnemu gwarantowi bezpieczeństwa, zabrać ze zorganizowaną grupą kilkunastu kapsztadzkich rodzin, których krewni mieli tego dnia wrócić z Marsa i wylądować na kosmodromie niedaleko lotniska. Czekał teraz w budynku terminalu, obserwując krzątających się wokół dorosłych i dzieci, licząc dni od czasu zabicia ostatniego Obcego i zastanawiając się nad celem swojej wizyty w tym miejscu. W tym spokojnym miejscu, pełnym radosnych ludzi oczekujących na powrót bliskich można było prawie zapomnieć o Wojnie. Do czasu. Nagle rozległy się dzwonki alarmowe i krzyki paniki, ludzie zaczęli uciekać do schronów, zaś z różnych stróżówek powybiegali ochotnicy oddziałów samoobrony, lufami karabinów szukając jakiegokolwiek Szarego. Siedzący na piętrze komandos z Australii też zerwał się z miejsca i, nie wyczuwszy żadnego obcego w budynku, wyjrzał przez opancerzone okno, będące ścianą terminalu. Przez chwilę nic się nie działo, lecz zaraz potem pojawił się znienawidzony przeciwnik. Kilkanaście kanonierek, bardzo podobnych do tych, które widział osiem lat temu w swojej ojczyźnie, mknęło nad pasem startowym, strzelając w każdy możliwy cel i desantując żołnierzy. Ogień nielicznych pelotek obrońców zdołał uszkodzić jeden z transportowców Szarych...

Który, dymiąc z silników, zaczął tracić wysokość i lecieć prosto na terminal pełen ludzi.

***

Ostatnie dwa tygodnie były dla Iwanienko co najmniej dziwne. Wpierw otrzymała urlop, pierwszy od początku Wojny, i musiała oddać kombinezon na przechowanie. Na dodatek dowództwo mogło jej zapewnić miejsce jedynie w kurorcie w RPA. Nie narzekała, gdyż potrzebowała odpoczynku, a okolica wydawała się w porządku. W pełni korzystała z na nowo zdobytej wolności i cieszyła się spokojnymi chwilami. Nic jednak nie trwa wiecznie, o czym przekonała się, gdy dzisiejszego ranka zjadł z nią śniadanie oficer z rosyjskiego wywiadu wojskowego i poprosił uprzejmie o pójście z nim. Weszli do czekającego przed pensjonatem Ospreya w wersji z silnikami odrzutowymi. Oficer wskazał jej dłonią ławkę wystającą ze ściany. Usiadła.

- Matka Rosja poświęca wiele na rzecz wygrania tej wojny. Jednak żadna liczba żołnierzy i czołgów nie jest tyle warta, co pani i pani kombinezon. W ciągu dwóch dni rozpocznie się najważniejsza misja tej wojny. Dlatego dostała pani ten urlop, nie chcieliśmy ryzykować waszej straty, towarzyszko. Wpierw poznacie zespół, w którym będziecie działać.

Przerwał mu interkom.

- Towarzyszu pułkowniku, musi pan to zobaczyć.

Oficer na chwilę wyszedł do kabiny pilotów, po czym wrócił z wyrazem zaniepokojenia na twarzy.

- Znad Przylądka Dobrej Nadziei lecą kanonierki Szarych i co najgorsza, kierują się na miejsce spotkania waszego zespołu, czyli lotnisko w Mandela City- podszedł do umieszczonego obok komputera i nacisnął jakiś przycisk.- Oto plan lotniska. W tym terminalu powinien być jeden z nich, pozostałych dwóch w tym hangarze oraz jeszcze jeden, którego samolot powinien niedługo lądować. Podlecimy nisko, na chwilę zwolnimy i wysadzimy was tuż poza terenem lotniska. Towarzyszko, musicie do nich się jak najszybciej dostać i pomóc w odparciu ataku. Niedługo później ktoś was zabierze dalej. W tej skrzyni jest cały wasz ekwipunek. Macie dwie minuty.

Wylądowała w trawie chwilę przed tym, jak nad lotnisko nadleciały kanonierki. Osprey gdzieś odleciał, wymieniając strzały z jednym z wrogich transportowców. Skulona podeszła do ogrodzenia i przecięła drut. Spojrzała przez lunetę snajperki na okolice pasa startowego. Szarzy rozbiegali się w różne strony, spora grupa kierowała się jednak do hangaru, który rozpoznała jako ten wskazany przez pułkownika. Jeden z nich wystrzelił z ręcznej wyrzutni rakiet, wysadzając wrota do budynku. Zauważyła też drugą większą grupę Obcych kierującą się do terminalu, na który na dodatek spadała jedna z kanonierek.

***

W hangarze krzątało się kilkadziesiąt uzbrojonych osób w kombinezonach ochronnych. Jedni doglądali stojącego pośrodku samolotu, inni wyładowywali z niego różne skrzynie, inni zaś po prostu obserwowali. Każdy jednak z nich spoglądał co jakiś czas na stojącą dalej trójkę mężczyzn, z czego dwóch było w egzoszkieletach.

- Niedługo zrozumiecie, w jakim celu zostaliście tu sprowadzeni- odezwał się zza szybki w kombinezonie oficer w randze pułkownika.- Czekamy jedynie na przybycie reszty zainteresowanych osób.

Słuchający go Radiusman i Nethan kiwnęli głowami. Gdy przed kilkoma dniami każdy z nich dostał zaproszenie na rozmowy w Mandela City, to obaj bez wahania (choć z różnych powodów) wyruszyli natychmiast w drogę. Jeden wiedziony był ciekawością, drugi zaś obowiązkiem, lecz łączyło ich jedno: chęć powrotu do społeczeństwa.

Syreny alarmowe nie były zaskoczeniem dla nikogo. Każdy zdążył przyzwyczaić się do możliwości pojawienia się Szarych w dowolnej chwili. Obecna sytuacja była jednak inna. Oficer sięgnął dłonią do ucha i przymrużył oczy.

- Rozumiem- mruknął pułkownik, po czym zwrócił się do stojącej obok dwójki.- To nie jest zwykły atak. Nad lotniskiem i kosmodromem krąży chmara kanonierek Obcych, z których wysypuje się masa uzbrojonych po zęby Szarych. Siły szybkiego reagowania i myśliwce dotrą tutaj dopiero za parę minut. Poczekamy tutaj i zorganizujemy skoordynowany kontrata...

Przerwała mu eksplozja, która wybiła ziejącą dziurę we wrotach hangaru kilkadziesiąt metrów dalej. W dymie można było rozpoznać wysokie, humanoidalne sylwetki. Uzbrojone.

*samochód, ale latający.

*Kanonierki takie jak na załączonym obrazku, ale oczywiście bez żadnych szyb smile_prosty.gif

Zajrzyjcie do dyskusji. Jeśli macie jakieś pytania, to na PW lub w dyskusjach.

Link to comment
Share on other sites

Serpent

-Hrrm.- mruknąłem pod nosem, oczekując lądowania. Czekanie jest nieodłączną częścią każdej bitwy, jednak teraz znajdowałem się w jednym z tych irytujących momentów pomiędzy konfliktami kiedy nic się nie dzieje. Nie mogę nawet formułować strategii, gdyż nie wiem jeszcze co następna potyczka przyniesie i jakie będą jej okoliczności. Wszystkie inne możliwości związane z moim aktualnym położeniem natomiast przebiegłem w głowie już z jakieś tysiąc razy. W końcu nie mogę sobie pozwolić na chwilę nieuwagi, najgorsze jest być nieprzygotowanym kiedy coś się w końcu wydarzy...

I nagle eksplozja, tylna część samolotu rozerwana na kawałeczki, a cały jego ładunek wliczając mnie samego wyleciała niemal natychmiast. Aż chciało by się powiedzieć ,,nareszcie'', jednak teraz nie mogę tracić czasu czy choćby uncji energii na bezmyślne gadanie w powietrze, szczególnie że teraz dmucha mi ono prosto w twarz. Chwyciłem się najbliższego obiektu i spróbowałem się odbić w kierunku aerokara. Powinienem być w stanie dostać się do środka i nie martwić się więcej o pozostawieniu krwawej plamy przed domem jakiegoś dzieciaka.

To jednak tylko część problemu: co wywołało eksplozję? Czy w powietrzu znajdują się jednostki wroga? Samolot jest już praktycznie stracony, mogę tylko próbować zgubić możliwy pościg i dostać się do Mandela City. Mam na dzieje że obędzie się bez walki, ten wehikuł nie jest do niej przystosowany, ale jeśli już dojdzie do najgorszego... to mam już gotowe 4 plany.

Link to comment
Share on other sites

Raymond "Razor" Willson

Rozmyślania o celu przybycia do miasta odstawiłem na bok. Teraz wpatrywałem się na kolejny atak Szarych a chwilę potem na mknącą kanonierkę z wyrazem twarzy przypominającym coraz bardziej dzikiego zwierza. Wyciągnąłem przed siebie ręce czując jak umysł uwalnia do obiegu nieuformowaną jeszcze dawkę mocy. Maksymalne skupienie. Staram się zatrzymać uszkodzony statek obcych próbując w locie wziąć poprawkę na masę obiektu i jego prędkość*. Jeżeli się uda wykorzystuję go jako śmiertelny pocisk i będę starał się cisnąć w największe zgrupowanie piechoty wroga. Jeśli się nie da próbuję natychmiast stworzyć pola ochronne dookoła cywili... albo po prostu stworzę kinetyczną ścianę przed samym terminalem, na której statek roztrzaska się na strzępy**.

Wydałem z siebie okrzyk bojowy słysząc jak w duszy rozbrzmiewają ponownie bębny wojny. Pewnie niezależnie od tego co stanie się z moimi próbami z kanonierką po całej akcji zwyczajnie przebiję się przez ścianę albo szybę budynku i zaszarżuję prosto na najbliższych albo najbardziej zbitych Szarych robiąc w ich szeregach rzeź i zniszczenie. Standardowo siły szybkiego reagowania albo obrony terytorialnej powinny zareagować w przeciągu kilku minut, zobaczymy czy w Afryce utrzymują wysoki stopień mobilizacji sił. A nawet jeśli nie... lepiej dla mnie, dzisiejszej żniwa będą obfite.

---

*psionika ze stuntem Calculated Error

**ewentualnie... może spróbować siłę woli? ;]

Link to comment
Share on other sites

Natalia Iwanienko

Ostatnie dni wpłynęły na mnie bardzo pozytywnie. Czuję się fantastycznie i jestem gotowa do działania. Na urlop zostałam wysłana chyba właśnie z tego powodu. Miałam nabrać sił i żądzy działania, by jeszcze lepiej wykonywać zlecone mi zadania. Wygląda jednak na to, że Szarzy przez ten czas nie próżnowali i najwidoczniej w jakiś sposób udało im się dowiedzieć o naszym zebraniu. Ten atak z pewnością nie jest przypadkiem, a dokładnie zaplanowaną akcją o czym świadczą chociażby ruchy znajdujących się tu żołnierzy obcych. Wszystko wygląda na skoordynowane, każdy wie gdzie ma iść. Wygląda to tak jakby wiedzieli, że w tych miejscach znajdują się ci z którymi miałam się zaraz spotkać.

Z tego co mówił ten oficer, to dwójka z nich znajduje się w tym hangarze, jeden w terminalu, a ostatni jeszcze tu nie przybył. Dwójka z hangaru powinna sobie jakoś poradzić z nacierającymi Szarymi, choć mogą mieć problemy z tym posiadającym wyrzutnię rakiet. Wygląda jednak na to, że ktoś znajdujący się w tym terminalu jest na tyle ważny lub silny, że wysłano tam większą grupę. Myślę, że powinnam się udać właśnie w to miejsce. Jeśli po drodze uda mi się znaleźć jakąś wieżę obserwacyjną lub jakiś inny obiekt, z którego mogłabym osłonięta powystrzelać część Szarych, to chyba warto będzie z takiej możliwości skorzystać. Przy okazji po drodze nie powinnam raczej dać się zauważyć, gdyż mogłoby to znacznie utrudnić moje przyszłe ruchy zwłaszcza, że znajduję się na otwartej przestrzeni. Odstawiam oko od lunety snajperki, którą wieszam plecach. Rozglądam się, czy w okolicy nie żadnych wrogów i powoli* ruszam w kierunku terminalu.

_____________

* po drodze działa oczywiście stunt Kameleon do umiejętności kamuflaż.

Link to comment
Share on other sites

- Jasny gwint! - tylko tyle zdążyłem krzyknąć, nim zaświszczały obok nas pierwsze wystrzały - Myśl, myśl - powiedziałem sam do siebie i zacząłem się nerwowo rozglądać. Z pochopnych decyzji nigdy jeszcze nie wynikło nic dobrego, a zastanawiać się trzeba teraz szybkooraz logicznie. W tym momencie, moją uwagę przykuły energetyczne motory na ciele Nethana - nie miałem póki co, bliżej zapoznać się z moim nowym towarzyszem niedoli, lecz jak mnie się zdaje - ma w zbroję wbudowane znane mi mechanizmy.

- Hej Nethan! - wydarłem się na całe gardło, by w obecnym zamieszaniu mógł mnie usłyszeć - To są alternatory grawitonowe prawda? - głośno spytałem wskazując na jego ręce. Nie czekając na jego potwierdzenie dalej wrzeszczałem - Jeśli dałbyś radę wytworzyć fluktuację ciążeniową pod sufitem mógłbym skorzystać z moich zdolności manipulacji energią* i dać nam trochę czasu nim Szarzy nas dopadną. Gdybym umiejętnie użył skoncentrowanego promienia plazmy** i skupił go na tworzonej przez Netha anomalii, mógłbym ją przeciążyć i posłać wytworzoną moc na obcych. Ale jakiego skutku po tym oczekiwać? Cholera, sam nie wiem, niemniej - w tej chwili to najrozsądniejsze rozwiązanie - da nam czas na przygotowanie planu B. Cała wiara w mojej wprawie z zabawą groźnym żywiołem. Mam nadzieję, iż to nas przynajmniej nie pozabija. W każdym razie - będzie wesoło, a impreza zaczyna się rozkręcać.

- Odsuńcie się, bo będzie diabli niebezpiecznie, a ja potrzebuję pełnego skupienia - zaczynałem powoli koncentrować moc do wystrzału.

______________________________________

* - Wiadomy rzut na Kontrolę energii.

** - W tym momencie korzystam ze stunta Focused Fire.

Edited by BigDaddy
Link to comment
Share on other sites

- Alter... coo?! - Przechylam lekko głowę próbując zrozumieć co ten gość do mnie mówi. Dobra, chwila. Stop. Przeanalizujmy co się stało. Zostaliśmy zaatakowani. Temu nie ma co się dziwić. W końcu mamy wojnę. Zostałem tu wezwany. Do tego też nie mam pytań. Ale nie mam najmniejszego pojęcie o co temu facetowi chodzi...

He? Wskazuje na moje ręce?

- To? - dotykam błękitnych elementów na ramieniu - To generatory pole zniekształceń, a nie żadne alter coś tam. A przynajmniej tak mi się wydaje. Fluktuacje ciążeniowe? Co to u diabła jest? Możesz mówić po ludzku?

Rany... gdzie ja trafiłem. Co to za gość?! Z jakiej planety się urwał.

Dobra, pomyślmy. Hangar został zaatakowany, a nad nami krąży chmara kanonierek obcych. Ewakuacja jest niemożliwa. Przeczekać będzie ciężko.

Rozglądam się dookoła. Raczej wiele tutaj nie zdziałamy, zaś jeśli wyjdziemy możemy być łatwym celem. Pytanie ile dokładnie jest Szarych i ich pojazdów.

- Hej! - krzyczę do pobliskich osób - Podrzućcie mi ze dwa lub trzy karabiny.

Zwracam się teraz do oficera, z którym wcześniej rozmawialiśmy.

- Panie pułkowniku, może pan powiedzieć jaki jest stan liczebny wroga? Chciałbym też dostać MBR-003. Powinien zostać już tu dostarczony. Przyda się.

Jedna sprawa załatwiona. Co teraz mogę zrobić? Pomóc temu drugiemu w pancerzu, o ile oczywiście raczy wyjaśnić o co mu chodzi. Albo działać samemu. To też jakieś wyjście. Dobra pomyślmy, co tu da się wykorzystać*. Jakieś podnośniki, wózki czy cokolwiek czym mogę sterować. Samolotu przecież nie rozwalę. A przynajmniej dopóki sytuacja nie będzie tego wymagać.

---

* może percepcja mi coś powie.

Link to comment
Share on other sites

Szybkie ułożenie ramion wzdłuż tułowia celem zmniejszenia oporu powietrza pozwoliło Serpentowi na dogonienie spadającej niżej maszyny. Chwycił się za lusterko i otworzył niezabezpieczone drzwi areokaru. Niestety, wejście było łatwiejsze od odpalenia pojazdu. Widocznie któraś z części musiała zostać uszkodzona w wybuchu, bowiem nie było reakcji na ciągłe naciskanie przycisku zapłonu. Przez opancerzoną przednią szybę Kidd widział wyraźnie zbliżającą się ziemię. Westchnął i spróbował po raz ostatni, postanawiając zaraz po tym przejść do planu awaryjnego. Jednego z planów awaryjnych. Wtem usłyszał najpiękniejsze w jego sytuacji odgłosy.

Lekki szum turbin zamontowanych w maszynie, z akompaniamentem żeńskiego głosu. (*1)

- System włączony. 100% sprawność. Wysokość 350 metrów. 320 metrów. 300 metrów...

Pociągnął do siebie stery, natychmiast wyrównując lot maszyny i lecąc z daleka od spadających odłamków. Sprawdził mapę: dwa kilometry od lotniska. Tak, już je widział. Podobnie jak krążące nad nim kanonierki Szarych.

**

Pełna koncentracja. Chłodna furia. Cała siła Razora skoncentrowana na jednym punkcie w przestrzeni, w jednej bardzo ważnej w tej chwili kanonierce. Australijczyk podniósł lewą dłoń i wiedział, instynktownie wiedział, że mu się uda. Zdążył jeszcze zarejestrować biegnących w kierunku terminalu Szarych, co najmniej dwudziestu. Pstryknął palcami.

Niewidzialna, potężna siła rzuciła kanonierką jak szmacianą lalką w zbliżającą się grupkę Obcych, z których część została pochłonięta w eksplozji, a reszta wyraźnie była oszołomiona. Korzystając z okazji Willson wyskoczył w deszczu szklanych odłamków na zewnątrz i zaczął zbliżać się do Szarych. Wystrzelona gdzieś w powietrzu rakieta uderzyła prosto w niego. Zniknął w chmurze dymu.

Nie minęła sekunda nim wyszedł z niej wyprostowany, bez najmniejszego zadrapania. Zaczął się rozpędzać. Wystrzeliwane przez Szarych pociski odbijały się od niego nie czyniąc mu żadnej szkody.

Był panem sytuacji. (*2)

**

W chaosie pola walki, kiedy większość przeciwników była zajęta kompletnie czym innym, bez problemu i w stosunkowo szybkim tempie Iwanienko dostała się w pobliże wieży kontroli lotów, najbliższego punktu dającego jej przewagę wysokości. Wspinając się po drabinie na dach zdała sobie sprawę, że mogły istnieć inne wyjaśnienia dla obecnej sytuacji. W terminalu było i tak sporo ludzi, a w hangarze może był jakiś reaktor lub coś podobnego, będący dla Szarych jak żarówka w nocy.

Będąc na dachu szybko rozejrzała się po pasie startowym. Kilka kanonierek krążyło po niebie, a część Obcych gdzieś zniknęła, najpewniej w budynkach lotniska. Ci szturmujący terminal zostali zaatakowani przez jakiegoś mężczyznę, który nic nie robił sobie z ich ostrzału i pędził na nich jak łowca na ofiarę. Drugi oddział, atakujący hangar z jej przyszłymi towarzyszami, nie kwapił się do wdarcia do budynku, ograniczając się do ostrzału poprzez wyrwę we wrotach. W pewnym momencie kolejny wybuch wyrzucił kilku z nich w powietrze.

**

- K**a, dogadajcie się, idioci! Jest tam ich około setka do rozwalenia i kilka kanonierek!- krzyknął ze złością oficer, strzelając z pistoletu do Obcych, razem z resztą żołnierzy. Szarzy nie pozostawali dłużni, w pewnym momencie od strony wrót pomknęła rakieta, pędząc w okolice samolotu.

Radiusman zareagował instynktownie i wyskoczył jej na spotkanie. Jego zmutowane ciało zamknięte w pancerzu bez problemu pochłonęło energię rakiety. Cały zawarty w głowicy materiał wybuchowy miał na niego taki wpływ, jak przelatujący motyl. Nawet go nie poczuł. Nie czekał, od razu oddał co komu należne, celując we wrota. Eksplozja poszerzyła w nich wyrwę, przy okazji zabijając część wrogów.(*3) Bingo. Teraz należało wyjaśnić w jakiś sposób temu kolesiowi z antygrawami zawiły naukowy problem. Kto wie, czy to nie będzie większe wyzwanie niż wygranie tej Wojny.

Nethan tymczasem mapował otoczenie, kryjąc się za jakąś skrzynią. Zamknął oczy i skoncentrował się. Wyczuł komputery, kilka wózków widłowych, radia, jakieś urządzenia w samolocie. Ponadto lekki dotyk, mglistą obecność technologii Obcych.(*4) Zaraz, jeden z wózków ruszył w jego stronę.

- Sir! Sir! Pański ekwipunek.

Otworzył oczy i spojrzał na żołnierza kulącego się obok niego, wskazującego na skrzynię leżącą na widłach wózka. Neth otworzył boczną ściankę i wśród trocin na ziemię wysypało się kilka karabinów, jakieś miecze oraz MBR-003.

*1 (4,5,3,2)0+1=1vs.1, ledwo

*2 (3,2,6,6)2+5=7vs.3, 3vs5(2,5,1,5), 3vs6(5,4,1,6)

*3 0vs.5(4,4,3,5), Obcy kiepsko rzucali, niemal dostałeś darmowy aspekt, w kontrataku (4,4,4,5) 6vs.1

*4 Wyszło w sumie 3 (1,1,6,1 plus 5 Percepcji), co pozwala ?widzieć? Ci tylko tyle co opisałem. Sprecyzuj, jak duże jest działko.

Aha, zapomniałem. Na początek macie po pięć Punktów Przeznaczenia. Piszcie pod postami, kiedy ich używacie i ile ich w danej chwili macie, w taki sposób PP:5.

Link to comment
Share on other sites

Natalia Iwanienko

Prawdę mówiąc coraz mniej interesuje mnie to dlaczego Szarzy się tutaj znaleźli. O wiele ciekawsze jest to co dzieje się dookoła. Po tym wybuchu w hangarze można raczej stwierdzić, że tamta dwójka nie powinna mieć tam żadnych większych problemów. Zaś temu wariatowi, który w pojedynkę próbuje powstrzymać Szarych przy terminalu, z pewnością przyda się niewielka pomoc mojej snajperki i niezwykle celnego oka. Choć moja aktualna pozycja daje mi niewielkie pole do manewru, gdyby trzeba było stąd uciekać, to w zamian mam doskonałą widoczność na całą okolicę i w razie potrzeby mogę wspomagać całą trójkę w hangarze i w terminalu. Sięgam po snajperkę, rozkładam przed sobą i przyjmuję najwygodniejszą pozycję do strzału. Przykładam oko do lunety i dokładniej przyglądam się sytuacji panującej w miejscu, gdzie facet samotnie próbuje walczyć z chmarą obcych. Wygląda to o wiele lepiej niż mogło się wydawać, wszystkie jego ruchy wydają się dosyć przemyślane. Na nic jednak się tu nie przydam jeśli ciągle będę się wszystkiemu tylko przyglądać. Przymierzam więc w jednego z Szarych atakujących tego mężczyznę i naciskam spust. Podobnie będę robiła w przypadku kolejnych...

___________

PP:5

Link to comment
Share on other sites

Serpent

Hrm, poszło lepiej niż się spodziewałem. Jestem już jakieś dwa kilometry od celu, ale wygląda na to że LZ jest całkowicie otoczone przez kanonierki Szarych. To wszystko wygląda zbyt wygodnie dla szarych, być może mamy pluskwę w systemie. Tylko kto i jak, w końcu jest to operacja ściśle tajna, a szarzy rozumieją nas w takim samym stopniu jak my ich... może jednak jest to dziwny zbieg okoliczności, ale moim fachu nauczyłem się że nic nie dzieje się bez powodu, a szczęście ma swoje limity. Mniejsza, pewno mają mnie już na muszce, czas przełączyć moją maskę w tryb standardowy i narobić trochę szumu. Przełączę kierownicę na prawą stronę, otworzę okno i sprawdzimy, jak użyteczne są ich kadłuby przeciw mojemu ostrzu energetycznemu. Muszę tylko odpowiednio manewrować, w końcu jeden strzał i po mnie. Może jednak najpierw rozejrzę się gdzie tu są awaryjne spadochrony i przyciski katapultowe, tak na wszelki wypadek...

--------

PP:5

Link to comment
Share on other sites

Raymond "Razor" Willson

Widok destrukcji wyrządzonej przez jedną ciśniętą kanonierkę wcale nie wywołał uśmiechu na mojej twarzy. Zabijanie Szarych nigdy nie wzbudzało u mnie chorej ekscytacji, dolewało tylko wysokooktanowej benzyny do buchającego, nieopanowanego ognia w miejscu gdzie kiedyś zapewne miałem duszę... nim ta stała, przez rządzę zemsty, stała się tylko popiołem. Niezależnie ilu obcych zabijałem zawsze było za mało. Za mało, za mało, za mało na wypełnienie pustki, za mało na ugaszenie zemsty... Wydałem z siebie niemalże zwierzęcy ryk i rzuciłem się prosto w stronę największego zgrupowania przeciwników.

Jedną ręką wyciągam swój pistolet, sprawnym ruchem przestawiam go na tryb burst* a drugą chwytam kukri i rozpoczynam swój taniec śmierci przeskakując pomiędzy poszczególnymi obcymi jak zjawa, co rusz strzelając seriami trzech pocisków dookoła siebie i wymachując śmiercionośnym ostrzem, które już wiele razy zasmakowało krwi Szarych. Nie zwracałem uwagi albo starałem się ignorować ból, pojawiające się rany a o możliwym zmęczeniu nie chciałem myśleć. Już od dawna nie skreśliłem żadnego Szarego, dopiero się rozgrzewałem. To, że najpewniej był to ich kolejny atak samobójczy i będą walczyć do ostatniego żołnierza tylko mi pasował. Wirując tak pomiędzy przeciwnikami i rozlewając ich krew próbuję też wypatrzyć możliwość uchwycenia kolejnej wrogiej kanonierki, jeżeli jakaś nisko by przelatywała, i zrobienia z niej improwizowanego pocisku.

---

PP: 5

*burst w niektórych pistoleta to po prostu seria 3-pocisków, współcześnie chyba, któryś model Glocka to ma

Link to comment
Share on other sites

Widząc zaskoczenie zgromadzonych wokół mnie ludzi, jak i Nethana kulącego się w niewiadomym celu za skrzynią, zapragnąłem szybko rozładować sytuację:

- Słuchajcie, wiem że to co zrobiłem może wydawać się szokujące - zacząłem bardzo szybko mówić, kiedy nastała chwila wytchnienia od Szarych - ale nie jestem z innej planety. Mutacje wpłynęły zarówno na mój wygląd jak i posiadane przeze mnie umiejętności, a możliwość manipulacji energią, to tylko jedna z moich zdolności. Na przyszłość - w tym momencie, zwróciłem się bezpośrednio do Netha - pomimo, że nie jestem niczyim przełożonym, proszę bezwarunkowo wykonywać moje polecenia. Choć nie wiem jak bardzo będą szalone, uwierzcie, że kryje się w tym metoda. Przed chwilą mieliście przedsmak moich możliwości. Jeśli ktoś kwestionuje moje słowa, to jak mamy zwyciężyć tę przeklętą wojnę, działając każdy samotnie? - zwieńczyłem swoją szybko wygłoszoną tyradę ostrym spojrzeniem rzuconym na towarzyszącego mi "egzoszkieletowca".

- Na przyszłość proszę o większą wyrozumiałość i traktowanie mnie z odpowiednim szacunkiem. A teraz, chyba czas spuścić solidny wpie*dol najeźdźcom, czyż nie?

Link to comment
Share on other sites

He? To było do mnie? Gadka tego gościa była skierowana do mnie? Szacunek... Tak na bank. Na to najpierw trzeba sobie zasłużyć. Wykonywać jego polecenia? Dobre sobie. Niech najpierw jaśnie hrabia raczy wyjaśnić o co mu chodzi a nie gada jakby się z księżyca urwał i wylądował na głowie. Ehh, pewnie znów trafiłem na żółtodzioba, który ma się za nie wiadomo kogo.

Dobra, najpierw załatwię najważniejszą rzecz. Broń. Karabiny. Taaak, to rozumiem. No i mój kochany MBR-003. Ponad metrowej długości karabin energetyczny. Pakuję go do chwytaka na plecach. Prawą ręką biorę pierwszą lepszą broń. Drugą łapię jakiś miecz, na wypadek gdyby przyszło walczyć w zwarciu.

-Hej - rzucam do żołnierza kulącego się obok mnie - Ładuj na pobliskie widlaki materiały wybuchowe jakie tu macie. Poślemy je w stronę Szarych i utorujemy sobie drogę. Potem zbierz parę karabinów jakbym potrzebował wymienić broń. I nie daj się zabić.

Jedna rzecz załatwiona, teraz pora na drugą. Skoro jest krótka chwila spokoju, trzeba wyjaśnić parę spraw. Podchodzę do drugiego gości w pancerzu.

- Bądź łaskawy mi wyjaśnić kim u diabła jesteś, żebym miał bezwarunkowo wykonywać twoje polecenia? No słucham. Jeśli chcesz aby ludzie ci ponagli, to przestań zachowywać się jak nie wiadomo kto, tylko mów o co ci chodzi. A na odpowiedni szacunek trzeba zasłużyć. Obecne zachowanie ci go nie przysporzy. Pamiętaj o tym w przyszłości.

Praca z tym goście nie wróży niczego dobrego. Zdecydowanie. To będzie ciężkie... O ile oczywiście przeżyjemy ten atak.

-Przedsmak twoich możliwości? Uwierz, że wolał byś nie poznać moich. - rzucam jakby od niechcenia odwracając się w stronę wrót hangaru i Szarych. - To co? Pora wziąć się do roboty.

---

PP: 5

Link to comment
Share on other sites

To, co zamierzał zrobić Serpent z pewnością uznane byłoby przez jego dawnych instruktorów za działanie co najmniej nieszablonowe, a przez nieobeznanych cywili jako niemal samobójstwo. Miał przynajmniej jeden atut: jego ostrze powinno przez oporu uszkodzić kadłub wrogich maszyn. Był już nad lotniskiem, gdy jedna z nich właśnie odpaliła w jego stronę rakietę. Ledwo zdołał jej uniknąć, lecz wybuch kilkanaście metrów za aerokarem lekko nim wstrząsnął.(*1) Nie dał Szarym szansy na oddanie drugiego strzału. Przemknął obok jednej z kanonierek, niestety manewr był na tyle trudny, że nie udało mu się za pierwszym razem. (*2)

Rozpędzony natarł na drugą maszynę. W normalnych okolicznościach chybiłby o włos, lecz tym razem los mu sprzyjał. Kanonierka musiała wykonać unik przed nadlatującą z ziemi rakietą i ustawiła swój silnik wprost pod ostrze Serpenta. (*3) Chwilę później, płonąc, spadła na pas startowy. Jedna poszła, cztery zostały.

**

Demon zemsty w postaci Razora sam jeden rzucił się na liczniejszego przeciwnika. Szarzy nie mieli żadnych szans, z drugiej jednak strony nie była to satysfakcjonująca walka dla Australijczyka. Ten bowiem wpadł między przeciwników i z bliska wystrzelał cały magazynek w pistolecie, niemalże stojąc w miejscu i zmieniając jedynie ustawienie ciała celem trafienia jak największej liczby wrogów. Udało mu się w ten sposób zabić wielu Obcych (*4), samemu nawet się nie zadrapując(*5). Nie czekając, zamachnął się na najbliższego z Szarych z taką siłą, że ostrze wbiło się głęboko w tors przeciwnika, którego głowa w tej samej chwili eksplodowała. Kukri wyrwał z jego truchła już przy akompaniamencie padających ciał reszty oddziału. (*6) Willson przyjrzał się pobojowisku, przypominając sobie kierunek, z którego padł strzał snajpera. Dzięki doświadczeniu od razu sprawdził dach wieży kontroli lotów. Człowiek... Kobieta. Szukająca na tym lotnisku czterech osób. Chcąca pomóc. (*7)

**

Sporo razy w czasie tej Wojny dawała wsparcie snajperskie oddziałom frontowym, dawno jednak nie strzelała w takim tempie i z taką precyzją. Iwanienko z poczuciem satysfakcji przeładowała po raz ostatni karabin, po czym spojrzała ponownie przez lunetę na samotnego mężczyznę stojącego pomiędzy trupami Szarych. Był z pewnością niezwykły i groźny, sama przecież widziała, jak odbijały się od niego wystrzelone z bliska pociski.

Przez moment poczuła się dziwnie, tak jakby ktoś był tuż obok niej. Obejrzała się, lecz nikogo nie zobaczyła. Nie, Szarzy by się do niej nie podkradli, zatem... Czyżby miała do czynienia z psionikiem? I zaraz, co wyprawia ten koleś w aerokarze?

**

Sytuacja w hangarze była cokolwiek dziwna dla ludzkich żołnierzy. Niby Szarzy po akcji Radiusmana na chwilę przerwali ostrzał, ale na takie stanie bez osłony i kłótnię zdecydowałby się albo samobójca, albo prawdziwy twardziel. Nethan zaraz po tym zabrał się za przygotowanie wózka z niespodzianką. Przygotował podany materiał wybuchowy najlepiej jak mógł w tym krótkim czasie i posłał wózek w stronę Szarych. Niestety, ?prezent? został zdetonowany w połowie drogi kilkoma celnymi seriami ze strony wroga. (*8 ) Na ten widok Nethan postanowił przejść do bardziej bezpośrednich metod i sięgnął po karabin, biegnąć w kierunku wyrwy we wrotach.

To, co nastąpiło, nie było walką. Żołnierze w hangarze byli świadkiem brutalnej egzekucji Szarych, wykonanej przez wyposażoną w zakazaną technologię hybrydę. Gilliam strzelał pewnie i zdecydowanie, przebijając nawet osłonę w postaci wrót, za którymi kryli się Obcy. Jeden z nich, uzbrojony w rakietnicę, umierając wystrzelił w niebo. W kilka chwil cały oddział był martwy.

Przed hangarem dołączył do niego Radiusman, w samą porę, by obaj mogli zobaczyć spadającą na ziemię kanonierkę, pędzący w powietrzu ludzki aerokar i kilka maszyn obcych oraz samotnego mężczyznę stojącego przed terminalem.

*1 Rzucałem z pilotażu. (1,6,5,5) 3vs5, druga kratka z czterech aerokaru zaznaczona.

*2 (2,5,2,3)0vs. 0. na korzyść kanonierki.

*3 (4,6,5,5) 6vs.0, one-hit KO przy pomocy aspektu tymczasowego od Sefnira

* 4 (6,6,2,3)2+3(palna)=5vs.1.

*5 (6,4,2,5) 5vs.5 na korzyść broniącego

*6 (5,5,2,3) 5vs.1, czwarta kratka zajęta, piąta też, więc do piachu :]

*7 autosukces

*8 (2,5,2,1) -1vs. 2

*9 (6,6,3,5) 7vs. 0, co daje przy okazji aspekt tymczasowy dla Dromadera

Link to comment
Share on other sites

Raymond "Razor" Willson

//Niezły strzał.

Rzuciłem na mentalnym połączeniu do jeszcze nieznanej kobiety na wieży kontroli lotów. Mogłem spróbować zagłębić się bardziej w jej umysł, dowiedzieć się o jej imieniu, profesji, dla kogo pracuje, ale nie miałem na to czasu. Wolałem zmiatać Szarych z powierzchni naszej planety.

//Sprawdzę sytuację na terminalu, potem biorę się za kanonierki jeśli jakieś zostają...

Na koniec dorzuciłem jeszcze:

//Jestem Razor, udanych łowów.

- Jeszcze z wami nie skończyłem... - syczę pod nosem w kierunku jakiegokolwiek Szarego w zasięgu wzroku.

Perspektywa zabrania się za te latające ścierwa była kusząca, ale widząc, że nie byłem osamotnioną jednostkę zdolną do masowego zniszczenia w szeregach wroga skupiłem się na terminalu. Pamiętałem, że jakaś grupa Szarych biegła do budynku i jest możliwość, że ich nie dopadłem a siły samoobrony zostały pokonane, w dodatku cywile mogli nie zdążyć się ewakuować. Nie zamierzałem pozwolić na powtórkę z Sydney, nie na mojej warcie. Próbuję dokonać skanowania całego budynku i najbliższych okolic w celu oszacowania ilości ludzi oraz potencjalnych przeciwników. Ponieważ kojarzę, że nie było ich więcej jak pół setki mój plan walki nie był specjalnie skomplikowany - maksymalna moc, kukri w jednej ręce, załadowany pistolet w drugiej. Potem pozostaje tylko taniec śmierci.

Jeżeli jednak okaże się, że życie cywilów jest w bezpośrednim zagrożeniu i jestem o krok od kolejnej masakry przypominam sobie te najgorsze chwile w Sydney, ten moment gdy wszystko zostało stracone. Wspomnienia zadziałają jak cysterna nitrogliceryny wrzucona w już szalejące płomienie. Wykorzystuję tą eksplozję czystej mocy do wykrycia każdego cywila w budynku i uformowania bańki ochronnej dookoła każdego z nich. Nie ważne czy będą ich setki czy tysiące, ochronię ich wszystkich*.

---

PP: 5 (4 JEŻELI następuje akcja w końcówce posta ;])

*ewentualnie psionika jeżeli dochodzi do takiego scenariusza wspartego... jakimś aspektem, pasuje więcej niż jeden

Link to comment
Share on other sites

Natalia Iwanienko

Szczerze? Wygląda na to, że ten facet doskonale poradziłby sobie tutaj sam. Jest niesamowicie zdolny i potężny. Co jest? Mam dziwne wrażenie, że ktoś jest obok, ale przecież doskonale wiem, że nikogo tam nie ma. Nie dałabym się przecież tak łatwo obejść. Pozostaje, więc tylko jedna możliwość. Ten mężczyzna jest psionikiem, stąd wzięły się jego niezwykłe umiejętności i to również tłumaczy dlaczego praktycznie nie potrzebował mojej pomocy. Jeśli mam z nim w przyszłości współpracować to dobrze. Niebezpiecznie byłoby go mieć za wroga. Wygląda na to, że sytuacja jest na tyle opanowana, że mogą już zejść z wieży i przedostać się do dwójki z hangaru. Ale... co wyprawia ten lecący koleś? Przecież to jakiś wariat! Nie dość, że zabije sam siebie, to jeszcze może zabić kogoś postronnego. Czubek... Co on sobie myśli? Mniejsza z nim. Skoro chce się zabić, to proszę bardzo. Teraz jak już wspominałam jest jednak dobra okazja, by dotrzeć do pozostałych, a i domyślam, że ten psychol jest tym, który miał się spóźnić. Nie było jednak mowy o ratowaniu takich jak on. Jeśli dołączę do pozostałych, to może w grupie uda nam się zniszczyć pozostałe kanonierki.

Link to comment
Share on other sites

Nie do końca tak to sobie wyobrażałem... no ale cóż, liczy się fakt, że uporałem się z tym atakiem Szarych. Przynajmniej na razie. Przed hangarem czysto, ale w powietrzu nadal lata parę ich maszyn. I jakiś aerokar... chyba z pijanym pilotem. Albo szalonym. Trzeba będzie uważać. Co jeszcze zwraca uwagę... jakiś facet. Człowiek. Pewnie żołnierz. Inaczej nie stał by sam przed terminalem chwile wcześniej atakowanym przez obcych. To dobrze. Przyda się pomoc.

Pora zaplanować następne działania. Kanonierki powinny mieć pierwszeństwo. Jedna spadła, ale kilka nadal pozostaje w powietrzu. Karabinem nic nie zdziałam, no chyba, że chcę je podrapać. Potrzeba czegoś cięższego. Dużo cięższego.

Broń chwilowo odrzucam. Z chwytaka na plecach biorę MBR.

Obraz serwowany mi przez wizjer lekko się zmienił. Pojawiły się dana diagnostyczne. Trwało sprawdzanie systemu.... Wszystko sprawne. U dołu pojawił się pasek ładowania. MBR było ciężkim działem energetycznym, więc przygotowanie do strzału musiały chwile potrwać.

53%

Wykorzystam ten czas i spokojnie wyceluję. Liczę na to, że kanonierki ustawią się jedna za drugą i uda się strącić dwie jednym strzałem. Jeśli nie, to zawsze będzie dobrze gdy spadnie jedna.

78%

Pora ostrzec tego gościa co stał przed terminalem.

- Hej! - krzyczę do niego - Radził bym tak nie stać bo zaraz ptaszki mogą zacząć spadać!

99%

...

100%

Gotowe. Strzelam* uważając by nie trafić aerokaru.

---

PP: 4

* stun BFG.

Link to comment
Share on other sites

Serpent

Hrm! Mało brakowało, ale jednak udało mi się przetestować tą taktykę. Wiem już jak wytrzymałe są ich kanonierki, i są one bardzo kruche. Cóż, będzie musiało wystarczyć, podlecę bliżej do jednej, jak będę musiał zrobię sobie wejście i przeprowadzę mały abordażyk, z tymi w środku nie powinienem mieć problemów a kontrolki powinny być takie same jak na schematach. No i jeszcze przed wyskokiem ustawię autopilota aerokara na pełen gaz w inną kanonierkę, niema co marnować dobrego sprzętu. Rozejrzę się tylko najpierw, bo widzę że jakieś rakiety tu latają.... dobrze, co my tu mamy: wieża standardowo zajęta przez snajpera, kilkoro ludzi się na ziemi plącze... jeden z nich mierzy działkiem w kierunku kanonierek, uh oh, muszę uważać żeby to mnie nie trafił.

Link to comment
Share on other sites

Spojrzenie Willsona zdołało jedynie porządnie wstrząsnąć przelatującą obok kanonierką (*1), której pilotowi udało się utrzymać panowanie nad maszyną i przemknąć nad głową komandosa. Widocznie ktokolwiek dowodził oddziałem powietrznym uznał Razora za największe zagrożenie, gdyż zaraz w jego kierunku zaczęły pędzić trzy kanonierki. Wystrzeliły rakiety w tym samym momencie.

Tym razem były trzy cele, na dodatek o wiele szybsze. Australijczyk zdołał zdetonować w powietrzu tylko jeden z nich...

Gdy znowu otworzył oczy, stał w małym kraterze na pasie przed terminalem, cały i nienaruszony za wyjątkiem kilku zadrapań(*2). Cóż, osobiste pole siłowe się przydaje. Odwrócił się błyskawicznie za odlatującymi kanonierkami i atakiem psychicznym mocno wstrząsnął jedną z nich. Jednakże wydawało się, ta część ataku miała się ku końcowi. (*3) Widząc to, rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu sojuszników i wrogów.

**

Tymczasem po drugiej stronie lotniska wiele rzeczy wydarzyło się na raz. Ostatnia z kanonierek przeżywała ciężkie chwile. Wpierw przyjęła na siebie strzał z BFG Nethana i jakimś cudem nie wybuchła(*4), zaraz zaś nadleciał aerokar z Serpentem. Ten, wykazując skryty talent w pilotażu zdołał dolecieć dość blisko, by wymanewrować wrogiego pilota i dokonać abordażu(*5). Przebił się przez burtę maszyny, wdarł do środka i w krótkim, brutalnym starciu przejął kontrolę.

Kanonierka jako maszyna do walki przewyższała aerokar (który pozbawiony pilota wbił się już w płytę lotniska), lecz była przystosowana do sposobu percepcji Obcych: wszelkie kontrolki i ekrany były zamontowane w hełmie pilota, bezużytecznym dla człowieka. Istniały wprawdzie nakładki, pozwalające przystosować wrogie pojazdy dla ludzi, lecz wymagały trochę czasu do zamontowania, poza tym agent nie miał żadnego przy sobie. Posiadał jednak doświadczenie: już raz coś takiego zrobił, na samym początku wojny. Szybko wyciął w pancerzu przed sobą prowizoryczny wizjer i usiadł na zakrwawionym fotelu.

**

Nethan i Radiusman wpatrywali się w lecącą ponad nimi kanonierkę, gdy dobiegła do nich Iwanienko. Naukowiec spojrzał na jej snajperkę i mruknął z przekąsem:

- Dzięki za wsparcie.

Nim Furia zdążyła odpowiedzieć, maszyna Obcych zatrzymała się tuż przed nimi w powietrzu, po czym, trochę niezgrabnie, wylądowała. Rosjanka i Gilliam równocześnie unieśli broń, celując w kanonierkę, z której po chwili wysiadł człowiek. (*6)

Ponadto z pozostałych budynków lotniska, do których wcześniej wbiegli Szarzy, wyjechało kilkanaście transporterów opancerzonych i samochodów terenowych, kierując się w stronę grupy. Były ziemskiej produkcji, a z lotniskowego radiowęzła nadawano informację o przybyciu posiłków.

*1 (6,1,3,3)1+5=6vs.3, cóż, Obcy mieli lepsze rzuty :]

*2 3vs. 2=4-2(1,2,3,1), pierwsza kratka Razora, 3 vs.2=4-2(1,1,3,1), druga kratka oraz 3vs.4 (1,1,4,5)

*3 (5,3,5,4) 2+5=7vs.4, trzecia wroga kratka zaznaczona, ale i tak kanonierki odlatują. :]

*4 (2,3,3,6)6vs.2 , czwarta kratka kanonierki zaznaczona.

*5(5,5,5,5)4+1=5vs.0

*6 (6,4,3,5)2+1vs.3=3 ledwo zdany test na pilotaż

Postać Blacka widziała wszystko z innej perspektywy.

Link to comment
Share on other sites

Serpent

I to by było na tyle. Teraz tylko przełączę swoją maskę w tryb Saxton i mogę lądować... chyba jeszcze pamiętam jak. Uff, dobra, poszło lepiej niż się spodziewałem. Zdaje się że ci tutaj to ludzie z którymi miałem się spotkać. Czas się przywitać.

- Zakładam że to z wami miałem się spotkać? Muszę przyznać, że to było wyjątkowo wybuchowe spotkanie.- usłyszałem na radiowęźle informacje o posiłkach. - Hrm, kawaleria jak zwykle spóźniona. Pomińmy uprzejmości do czasu aż się wszystko uspokoi. -

Link to comment
Share on other sites

Natalia Iwanienko

Wydaje mi się, że sytuacja została opanowana. Nadeszła chwila bym mogła odpowiedzieć na słowa naukowca:

- Bez uszczypliwości proszę... Nie mam takich mocy jak wy, więc moje ofensywne możliwości są mniejsze od waszych. Posiadam jednak inne atuty przydatne w wielu zadaniach.

Większość szarych została wyeliminowana, a w dodatku w końcu przybyło nasze wsparcie, choć chyba do końca go nie potrzebowaliśmy. Wygląda na to, że nasz oddział jest niezwykle mocnym narzędziem, które stać na bardzo wiele. Sama zaś przy tych osiłkach wydaję się najsłabsza, aczkolwiek moja postura umożliwia mi na wiele działań, które są niedostępne dla pozostałych. Niezwykle dobry dobór ludzi... i potworów, dodaję w myślach patrząc na jedną z postaci. Odwracam wzrok i pilnuję otoczenia. Choć ocalałe siły szarych nie powinny stanowić zagrożenia warto mieć się na baczności.

_____

PP:5

Link to comment
Share on other sites

Raymond "Razor" Willson

Jeszcze chwilę po tym jak kanonierki zniknęły z pola widzenia a w okolicy dało się dojrzeć sojusznicze formacje czułem jak czysta furia płynęła w moich żyłach. Zacząłem nawet myśleć o czymś innym niż tylko masakrowaniem każdego Szarego jaki nawinie mi się pod rękę, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że czegoś tutaj brakuje... coś nie zostało skończone. Obcy przeprowadzali ataki samobójcze. Zawsze walczyli do końca. Szykowali coś więcej, byłem tego absolutnie pewny. I reszta powinna zdawać sobie sprawę, że czeka nas runda druga.

//Tutaj Razor - otwieram mentalną przepustowość na pełny regulator na tyle, żeby wiadomość dotarła do umysłu niemalże każdego żołnierza na terenie lotniska - sprawdźcie liczebność ludzi, uzupełnijcie amunicję, rozstawcie stanowiska ogniowe i szykujcie się na ciąg dalszy. Te szare sku*****ny zawsze walczą do ostatniego żołnierza. - na tym kończę swój przekaz i nie tracąc ani chwili ruszam w stronę kogoś kto sprawia wrażenie lokalnego dowódcy, o ile takiego wypatrzę.

Ewentualnie będę wypatrywał miejsce większego natężenia obcych ciał i ich wraków z jakąś ludzką sylwetką w środku tego całego bajzlu. To powinna być dobra podpowiedź, że to jest persona, z którą chcę rozmawiać.

---

PP: 5

Link to comment
Share on other sites

- A to nasza kawaleria kiedyś dotarła na czas? - rzucam do człowieka, który wysiadł z kanonierki - Swoja drogą, nieźle prowadzisz. Muszę pamiętać aby nigdy z tobą nie wsiadać. No, ale jedno trzeba przyznać. Powitanie było gorące. Może nawet ciut za bardzo.

Heh, mała drużyna się nam złożyła. Całkiem ciekawa. Widać, że każdy dał sobie radę samemu podczas tego ataku Szarych. Czyli mogą to być osoby podobne do mnie. Przynajmniej w pewnym sensie.

Posiłki jak zwykle się nie śpieszyły. Przecież po co miały by to robić? To tylko nagły atak obcych. Kto by się tym przejął. Ehh... Z drugiej strony to nadarzyła się piękna okazja aby nas przetestować. Cóż, wydaje mi się, że test wszyscy zdaliśmy.

- Dobra, ktoś może wie dlaczego nas tu ściągnięto?

Link to comment
Share on other sites

- Na razie odparli pierwszy atak, admirale, ale proszę spojrzeć na zdjęcia satelitarne...

- Rozumiem. Chcesz dać im wsparcie? Nie zdążymy przesłać całego okrętu, nawet jeśli zdecydujemy się go wprowadzić do akcji.

- Przejdę tam sam i skorzystam z fregaty, która jest niedaleko kosmodromu. Potrzebuję tylko twej zgody.

- Zgoda udzielona. Powodzenia.

**

Pędzące przez lotnisko ludzkie pojazdy rozluźniły szyk, po czym odbiły w bok, w kierunku kosmodromu, znikając niedługo potem z pola widzenia. Wyjątkiem były dwa opancerzone i uzbrojone wozy terenowe, pędzące w stronę zebranej wokół kanonierki grupki oraz motor kierujący się w stronę terminalu.

**

Nim Razor zdążył ruszyć gdziekolwiek, zauważył pędzący w jego stronę motor, który po chwili z piskiem opon zatrzymał się przed nim. Motocyklista ubrany był w lekki pancerz bojowy czarnego koloru, z emblematem SAS na piersi.

- Kapitan Willson, jak przypuszczam? Melduje się sierżant Hawker. Mam dla pana raport i rozkazy.

**

Z pierwszego z wozów wyszło kilku uzbrojonych po zęby komandosów, w tym jeden wyglądający na dowódcę. Drugi pojazd był pusty, widocznie kierowano nim do tego momentu zdalnie.

- Mamy dla was brykę- odezwał się dowódca, mówiąc z silnym brytyjskim akcentem.- Wyczyściliśmy okolice lotniska. Plan był taki, że pojedziecie z nami do kosmodromu, wykończyć atakujących tam Szarych, ale pojawiły się komplikacje.

Powoli cały obszar lotniska okrywał cień. Nie widzieliście twarzy komandosów skrytych za maskami, ale nagle stali się bardziej nerwowi.

- To niestety nie jest chmura...

**

- TO CHOLERNY OKRĘT!- ryknął Hawker, patrząc razem z Razorem na wiszącą kilkaset metrów nad ziemią maszynę. Okręt Szarych miał co najmniej sto metrów długości. Australijczyk zaczął szykować się na uderzenie w terminal, oceniając siłę ognia wroga na co najmniej równą ziemskim niszczycielom.

**

- Musimy jakoś go zestrzelić- kontynuował spokojnie komandos.- Dowództwo poinformowało mnie, że na górnym pokładzie okrętu jest Brama. Pewnie Obcy chcą stworzyć drugi front. Zatrzymamy ich tutaj. Wokół lotniska jest kilka stanowisk dział przeciwlotniczych, których obsady wybito, ponadto niedługo ma pojawić się fregata i nam po...

Huk wybuchów zagłuszył jego słowa.

**

Nad terminalem rozpętało się piekło. Dwie siły starły się w pojedynku o życie ludzi znajdujących się w budynku. Kosztem sporego bólu udało się Razorowi powstrzymać pierwszą salwę (*1). Zaraz potem z okrętu na pas startowy spadło kilka sporych obiektów, które uformowały się w dwunożne mechy o niskiej, zwartej sylwetce z dwoma sporymi działami zamontowanymi po bokach oraz małokalibrową bronią na całym pancerzu. Ponadto pojawiło się wokół nich kilkadziesiąt mniejszych humanoidalnych postaci.

**

- Potwierdzam, pięć mechów wielozadaniowych "Strzelec" ze wsparciem piechoty. Rozumiem- dowódca komandosów (którzy wsiedli już do jednego z wozów i szykowali się do walki) podał przez komunikator meldunek, po czym zwrócił się do Sepenta, Nethana, Furii i Radiusmana.- Słuchajcie. Fregata da radę wymanewrować ten niszczyciel, ale nie będzie miała szans z rakietami pelot tych mechów. Musimy je rozwalić, spróbować zdjąć wrogi okręt...

**

- ... i chronić cywilów.- dokończył podsumowanie Hawker, strzelając w jednostki przeciwnika.

__

Dla wyjaśnienia: zarówno dowódca komandosów jak i Hawker mówili praktycznie to samo, więc pozwoliłem sobie na taki zabieg z przeskokami i znacie wszystkie informacje zawarte w poście . Mam też nadzieję, że za bardzo Was nie zmyliłem tym sposobem serwowania exposition. ;] Pytania na PW.

*1 (2,2,2,6)4-1=3vs.4, (2,2,1,5)4-1=3vs.4, (5,5,1,4)4+2=6vs.4, dwie pierwsze kratki tongue_prosty.gif

Link to comment
Share on other sites

Raymond "Razor" Willson

- Bloody hell... - pomimo całego gniewu jaki czułem tylko tyle byłem w stanie wymamrotać pod nosem widząc ogromnych rozmiarów okręt nad naszymi głowami.

Szybko dodałem sobie dwa do dwóch. Sprytne, pomyślałem, osłabić nas i wprowadzić w stan zamieszania przed przybyciem głównej siły uderzeniowej... i co więcej takiej, która właśnie tutaj i teraz miała otworzyć drugi front w walce z Szarymi. Nie na mojej warcie, w myślach błysnęły mi obrazy z Australii z pierwszych dni inwazji gdzie otworzyła się pierwsza Brama a nasza spokojna rzeczywistość roztrzaskała się na kawałki jak stłuczone lustro, nie pozwolę wam powtórzyć piekła... nie na mojej warcie... Furia powróciła ze zdwojoną siłą a wraz z nią czysta moc kotłująca się pod moją głową. Pierwsza salwa z niszczyciela obcych, a właściwie czegoś o zbliżonej sile rażenia, bardziej mnie połaskotała.

- Zajmę się cywilami! - ryknąłem, przebijając wojenny chaos dookoła, do Hawkera. W każdym razie pośrednio... - Wy kombinujcie jak zdjąć ten cholerny okręt! - po czym ruszam biegiem na totalnie płaski i widoczny zewsząd kawałek terenu, na którym poza mną nie znajdował się absolutnie nikt. Zaraz miało się zrobić tutaj strasznie gorąco i nie chciałem a nawet nie miałem żadnego luksusu, żeby przejmować się kimkolwiek innym. Wdech. Jeszcze raz stanął mi przed oczami obraz zdewastowanego Sydney. Wydech. Może i nie znałem tutejszych ludzi, ale - jak Bóg mi świadkiem, o ile jakiś istniał - nie miałem zamiaru pozwolić Szarym na otworzenie drugiego przejścia. Po. Moim. Trupie.

Na moment otworzyłem mentalne połączenie do wszystkich możliwych w zasięgu mówiąc tylko jedno:

//Rozpoczynam odwracanie uwagi. Dajcie im popalić.

Fala mocy wylatująca z mojego ciała nie miała niczego zniszczyć. Nie została uformowana w cokolwiek niosącego zniszczenie i choć mogła by próbować pewnie nie dała by rady ściągnąć całego okrętu na raz. Miała inny cel. Może Szarzy nie mieli kompatybilnych umysłów z ludzką rasą i nie mogli nas kontrolować i vice versa. Nie o to jednak chodziło. Wiedziałem podświadomie, że mnie zapamiętali. Czułem, że ryk rozpaczy i supernova mocy, która zdewastowała ich siły w północnym Sydney wryła im się w pamięć. Ten jeden ogień, którego nie muszą rozumieć, nie muszą znać... wystarczy, że go widzą... bo już wkrótce rozejdzie się niczym niepowstrzymana, piekielna ściana i zamieni ich wszystkich w popiół*...

- BRING IT ON!

* * *

...PSIONIC SIGNATURE DETECTED...

...PSIONIC POTENTIAL...

...OFF THE SCALE...

...APEX PREDATOR CONFIRMED...

...CRITICAL LEVEL THREAT...

...EXTERMINATE...

* * *

Na reakcję nie musiałem długo czekać. Jakby w zwolnionym tempie zobaczyłem jak każde możliwe działo okrętu odrobinę się przesunęło i celowało prosto we mnie. Na ułamek chwili przed tym nim wystrzeliły skupiłem się na zrobieniu najbardziej twardej bańki na jaką było mnie stać... i liczyć na to, że to wystarczy...**

---

PP: 6 (jedno dostałem) - 2 = 4

*wydaję jedno PP na dodanie takiego elementu, który ostatecznie sprawia, że cały okręt celuje tylko we mnie ;]

**aktywuję Juggernauta!, wydaję drugi PP aby wzmocnić rzut na siłę woli do tego stunta (ofc Calculated Error nadal działa)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...