Jump to content

Recommended Posts

Siemano Papkinie.

Nie chciałbyś może kiedyś przejść do Krytyki Politycznej? Tam mógłbyś do woli ćwiczyć się w sztuce dyskursywnej krytyce analizy, tfu! krytycznej analizy dyskursu., a redakcja byłaby wprost wniebowzięta! Obrzydliwe oślizgłe macki faszoli, nazioli, wszelkich wrogów postępu i propagatorów nielewomyślności oplatają mózgi nieuświadomionych prostaczków, którzy jeszcze nie wiedzą, jak bardzo Cię potrzebują. Twoje miejsce w CDA zająłby ktoś, kto, o zgrozo, pisałby recenzje gier video. Ty jesteś stworzony do wyższych celów. Zanim redakcja znalazłaby kogokolwiek na Twoje miejsce, mogłaby korzystać ze specjalnego programu znanego jak generator tekstów postmodernistycznych. Powstałe w ten sposób artykuły byłyby podpisywane Twoim pseudonimem. One co prawda mają pewną wadę, a mianowicie, pomimo formalnej poprawności, są zupełnie o niczym, ale HEJ! W Twoim przypadku to żaden problem! Podejrzewam, że nikt by się nie zorientował, że to program pisze teksty zamiast Ciebie. Powiem więcej. Śmiem podejrzewać, że część miłośników Twojego pióra stwierdziłaby, że jesteś w szczytowej formie :D.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 7.02.2019 o 02:53, Zayatzz napisał:

Nie chciałbyś może kiedyś przejść do Krytyki Politycznej? Tam mógłbyś do woli ćwiczyć się w sztuce dyskursywnej krytyce analizy, tfu! krytycznej analizy dyskursu., a redakcja byłaby wprost wniebowzięta! Obrzydliwe oślizgłe macki faszoli, nazioli, wszelkich wrogów postępu i propagatorów nielewomyślności oplatają mózgi nieuświadomionych prostaczków, którzy jeszcze nie wiedzą, jak bardzo Cię potrzebują. Twoje miejsce w CDA zająłby ktoś, kto, o zgrozo, pisałby recenzje gier video. Ty jesteś stworzony do wyższych celów. Zanim redakcja znalazłaby kogokolwiek na Twoje miejsce, mogłaby korzystać ze specjalnego programu znanego jak generator tekstów postmodernistycznych. Powstałe w ten sposób artykuły byłyby podpisywane Twoim pseudonimem. One co prawda mają pewną wadę, a mianowicie, pomimo formalnej poprawności, są zupełnie o niczym, ale HEJ! W Twoim przypadku to żaden problem! Podejrzewam, że nikt by się nie zorientował, że to program pisze teksty zamiast Ciebie. Powiem więcej. Śmiem podejrzewać, że część miłośników Twojego pióra stwierdziłaby, że jesteś w szczytowej formie :D.

To chyba jakieś nieporozumienie. Przecież powszechnie wiadomo, że Papkin krytykuje Krytykę Polityczną za jej prawicowe odchylenie. Jak wiadomo - chociażby z lektury jego recenzji Katamari Damacy Reroll - Papkin jest w istocie zwolennikiem anarchokolektywizmu. Tak jak twórca tego nurtu myśli politycznej, Michaił Bakunin, jest Papkin nie tylko wrogiem kapitalizmu, własności prywatnej oraz konserwatywnych stosunków społecznych, ale wręcz państwa jako takiego. Według Papkina idealny ustrój społeczny opiera się na dwóch fundamentach: dobrowolnych zrzeszeniach gmin, oraz wielkich Katamari, które przemieszczając się przez świat gromadzą coraz większe pokłady przeróżnych śmieci. I nie zawaha się nasz redaktor przed użyciem przemocy, byleby tylko wprowadzić swą utopię w życie.

No, chyba że coś lekko nadinterpretowałem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, DaeL napisał:

To chyba jakieś nieporozumienie. Przecież powszechnie wiadomo, że Papkin krytykuje Krytykę Polityczną za jej prawicowe odchylenie. Jak wiadomo - chociażby z lektury jego recenzji Katamari Damacy Reroll - Papkin jest w istocie zwolennikiem anarchokolektywizmu. Tak jak twórca tego nurtu myśli politycznej, Michaił Bakunin, jest Papkin nie tylko wrogiem kapitalizmu, własności prywatnej oraz konserwatywnych stosunków społecznych, ale wręcz państwa jako takiego. Według Papkina idealny ustrój społeczny opiera się na dwóch fundamentach: dobrowolnych zrzeszeniach gmin, oraz wielkich Katamari, które przemieszczając się przez świat gromadzą coraz większe pokłady przeróżnych śmieci. I nie zawaha się nasz redaktor przed użyciem przemocy, byleby tylko wprowadzić swą utopię w życie.

No, chyba że coś lekko nadinterpretowałem...

Myślę, że bynajmniej nie poczyniłeś żadnej nadinterpretacji, Przyjacielu. Jestem pewien, że Papkin w rzeczy samej byłby gotów użyć przemocy, żeby wprowadzić swoją szlachetną wizję w życie, niemniej, wolałbym, aby jednak tego nie czynił. Nasz umiłowany redakcyjny intelektualista nie posiada ani postawy, ani charakteru, ani tym bardziej temperamentu wojownika. Jego głównym atutem, niewykluczone że nie do końca uświadomionym, jest nieprzenikniona (chociaż nie pozbawiona pewnego elementu egzotyczności) umysłowość ;]. Ciężko mi wyobrazić sobie wprowadzanie przez Wielce Czcigodnego Papkina nowego ładu i porządku drogą gwałtu i zawieruchy bez rychłej i - niestety - skutecznej odpowiedzi pomiotów sił reakcji. Jak by to miało wyglądać? Podchodzi Papkin do niezdającego sobie sprawy ze swej głupoty i zaściankowości prawaka i powiada - Rewolucję czas zacząć! Proszę uprzejmie się mnie bać!... No nie no... Nic z tego nie będzie. Istnieją solidne przesłanki do tego, by przypuszczać, że zabijanie ludzi śmiechem to podstępnie rozpowszechniany w społeczeństwie niebezpieczny mit. Nie jest z kolei mitem ludzka drażliwość. A gdyby do tego jeszcze wziąć pod uwagę to, że fizjognomia Papkina wręcz zachęca siły reakcyjne do reakcji, to niewykluczone, że doszłoby do incydentu przypominającego uprzejme, acz zdecydowane upomnienie Smurfa Ważniaka przez pozostałych mieszkańców wioski ;]. Trzeba jednak koniecznie wspomnieć o tym, że gdyby do takiej sytuacji doszło, to zapewne wiązałoby się to z powstaniem nowej dyscypliny sportowej. Mam na myśli rzut Papkinem.

Zamiast uciekać się do gwałtu, powinien Papkin zająć się aktywizowaniem entuzjastów jego dyskursów krytycznych, których - trzeba przyznać - trochę się dorobił na przestrzeni tych kilku lat nierecenzowania gier w czasopiśmie o grach :D. Większość z nich jest autentycznie zachwycona Jego stylem, przenikliwością i głębią dokonywanych przezeń analiz społeczno-filozoficzno-ekonomiczno-polityczno-prawno-antropologiczno-psychologicznych. Dość często można przeczytać ich pochlebne komentarze; "och jakie to wysublimowane Mistrzu Papkinie, przemów, nauczaj!" Istotne jest to, że ich wszystkich, w moim mniemaniu, łączy swoista poczciwość, stąd myślę, że wielu z nich odnalazłoby się w roli współczesnego substytutu tego, czym był XIX-wieczny proletariat. Kto wie, kto wie, moi przyjaciele ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

To najpiękniejsza krytyka, jaką kiedykolwiek otrzymałem. Dziękuję! Z takim jadowitym piórem powinieneś pisać nie komentarze na forum, ale teksty. Weź się ozwij na PW, mówię bez ironii.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Próbuj! Posłuchaj rady mistrza Papkina. Być może świat pięknych kobiet oraz drogich samochodów stoi przed tobą otworem, a do tego jeszcze darmowa kawa :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Zayatzz Uderzaj do AR z takimi poglądami, bardzo możliwe, że Smuggler zmiesza cię z błotem (skoro sam się o to prosisz, redaktor będzie miał czyste sumienie):icon_mrgreen:.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam nadzieje, ze nie czepiasz sie nazewnictwa, czyli tego, ze w 2004 roku formalna nazwa Unii byla Wspolnota Europejska. Jeszcze przed naszym przystapieniem do niej potocznie uzywalo sie okreslenia Unia. Cos na tej samej zasadzie, ze o naszym kraju mowimy zazwyczaj Polska, choc oficjalna, formalna nazwa jest Rzeczpospolita Polska. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jaki warunek musi być spełniony, żeby organizacja państw mogła być formalnie Unią? Innymi słowy, na czym polega zasadnicza różnica pomiędzy Wspólnotą Europejską a Unią> Różnica fundamentalna, zasadnicza, nie czepianie się nazewnictwa ;]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoro chcesz dalej ciagnac temat EU, to pytaj tutaj:

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, Zayatzz napisał:

Jaki warunek musi być spełniony, żeby organizacja państw mogła być formalnie Unią? Innymi słowy, na czym polega zasadnicza różnica pomiędzy Wspólnotą Europejską a Unią> Różnica fundamentalna, zasadnicza, nie czepianie się nazewnictwa ;]

To wprawdzie pytania do Papkina, ale się wtrącę. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo piszesz o unii wielką literą, a z kontekstu wynika, że pytasz o unię jako formę państwową. Jeśli na serio chodziłoby Ci o "Unię", to odpowiedź jest prosta: organizacja może być "Unią" jeśli nazwie się "Unią". Na takiej samej zasadzie możesz sobie zmienić nazwisko na Imperator Galaktyki... choć niekoniecznie będziesz nią rzeczywiście władał.

A jeśli mówimy o unii pisanej małą literą, to jest nią państwo lub związek państw o charakterze federacyjnym albo unitarnym, stanowiący jeden podmiot prawa międzynarodowego. Więc technicznie rzecz biorąc UE nie jest do końca unią. Ale jest nią na przykład Wielka Brytania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Tesu napisał:

Skoro chcesz dalej ciagnac temat EU, to pytaj tutaj:

 

Nie chcę, ponieważ wiem. Jestem świeżo po artykule Wielce Czcigodnego Gospodarza nt UE i oczom nie mogę uwierzyć, w to co widzę. Postanowiłem tylko skontrolować elementarną wiedzę, suche fakty, czy wie, o czym napisał. Albo może raczej musiał napisać, to co napisał, wybory do Parlamentu Europejskiego już niebawem, a właściciel pisemka nie jest neutralny politycznie, oj nie =]. Chociaż jest też opcja, bardzo prawdopodobna, że jest w tym szczery. W duszy i umyśle tego człowieka tkwią ogromnie pokłady poczciwości, ciężko z tym polemizować. Ale, niestety, dochodzę do wniosku, że już najwyższa pora przestać kupować CDA. Coraz trudniej mi się przekopać przez bełkot do info i recenzji o grach. Daję ponad dychę w takim właśnie celu, ale tego za co płacę jest coraz mniej. Na domiar złego już od pierwszych stron czuję się urabiany. I to jeszcze w sposób tak chamski, tak mało inteligentny, jakby nie chciało się ruszyć tyłka i dla zachowania pozorów sięgnąć do jednego, czy dwóch źródeł, które są przecież na wyciągnięcie ręki. Czy ktoś te teksty w ogóle sprawdza pod kątem faktografii? Nie odpisujcie mi, ponieważ i tak zabieram wiaderko i grabki, zawijam się stąd. Stara gwardia odeszła, pewna jej część na wieki (El General Magnifico), więc ja też nie będę zawadzał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pozwolisz, kolego, że sobie porozmawiamy. Ale niekoniecznie o UE, raczej: o kulturze dyskusji. 

Nie mam nic przeciwko temu, że jesteś złośliwy i konfrontacyjny. Przeciwnie: momentami artykułujesz swoje zarzuty w błyskotliwy sposób, co doceniam i czemu dałem wyraz powyżej.

Natomiast rzucenie kilku domysłów i podważenie kompetencji autora, zwieńczone "nie odpisujcie mi, nie obchodzi mnie, co macie do powiedzenia" to wybieg nie tylko niekulturalny, ale i stawiający pod znakiem zapytania Twoje intencje. Skoro rzuciłeś rękawicę, nie możesz oczekiwać, że jej nie podniosę. 

Zacznijmy od tego, że zapytałeś mnie o to, "kiedy Polska wstąpiła do UE", co - mniemam - było w Twoim odczuciu "podkręconą piłką". Nie odpowiedziałem (wybacz, nie wchodzę na forum regularnie), więc uznałeś, że nie mam (tu cytat) "elementarnej wiedzy" oraz nie znam "suchych faktów"...

...ale uwaga: zarzucasz mi nierzetelność tekstu na podstawie braku odpowiedzi na zadane przez Ciebie pytanie (!). To jest czyściusieńka projekcja, nie ma żadnego umocowania w opublikowanym przez nas materiale.

Co więcej: dowiaduję się, że - w świetle tego niczym niepopartego zarzutu - tekst jest "chamski, mało inteligentny", a na dokładkę autor napisał go na kolanie (bo ponoć bez sięgnięcia do źródeł). Jest to nieprawdą. Pisząc wspomniany artykuł autor sięgnął do kilkudziesięciu źródeł, w dodatku postarał się, by przedstawić korzyści i problemy, jakie wynikają z naszego członkostwa w Unii. To nie jest żaden hurraoptymistyczny felieton, ale dłuższy tekst, w którym pojawiają się różne stanowiska... i spójrz: poniekąd osiągnąłeś swój cel; dzięki użyciu przez Ciebie presupozycji muszę się tłumaczyć z "zarzutów", które nie mają żadnego umocowania w czymkolwiek. Lękam się jednak, że forumowicz CDA jest zbyt inteligentny, by dać się w taki sposób wystrychnąć na dudka.

Ażeby dodatkowo zohydzić autora publicystyki, raczyłeś mnie nazwać "Wielce Czcigodnym Gospodarzem", ergo: napompowanym wałkiem. Ale zarazem "w mojej duszy i umyśle tkwią ogromne pokłady poczciwości". Słowem: napompowany wałek, ale również wsiowy głupek. 

Później stwierdziłeś, że sam tekst jest pisany z politycznej dyspozycji i rzuciłeś (również: niczym niepoparte, chyba wchodzi Ci to w krew!) podejrzenie, że powstał on na zlecenie wydawcy, który "nie jest neutralny politycznie, oj nie". Otóż... mylisz się. Mój pryncypał (Bauer) prowadzi nad Wisłą czasopisma luksusowe, poradniczo-rozrywkowe (pisownia oryginalna), poradnikowe, telewizyjne, ogrodnicze, kulinarne, komputerowe (to my!), popularnonaukowe, motoryzacyjne oraz młodzieżowe. W temacie pism społeczno-politycznych – sucho jak na mormońskim weselu. Kuszące jest wyjaśnianie świata spiskami, które rozgrywają się ponad naszymi głowami... co jednak o nich sądzę możesz przeczytać na przykład pod tym adresem: bit.ly/2UXT4ba. 

Cztery wnioski:

a) jeśli chcesz rozmawiać - rozmawiajmy. Ale o "suchych faktach", których rzekomy brak tak bardzo ci przeszkadza, a nie o domysłach i projekcjach.

b) jeżeli chcesz rozmawiać - rozmawiajmy. Ale w kulturalnej atmosferze. Obrzucanie się inwektywami (nawet, jeśli są one względnie pomysłowe) nie służy niczemu. Zauważ, że choć nie zgadzam się Tobą w sposób fundamentalny - nie obrażam Cię tutaj, nie stosuję nieprzyjemnych epitetów, ba - nawet zaimki piszę wielką literą.

c) jeżeli chcesz rozmawiać - rozmawiajmy. Ale nie zarzucaj mi, że działam w oparciu o jakąś określoną agendę, bo nie masz na to cienia dowodu.

d) jeżeli chcesz rozmawiać - rozmawiaj. Na ten moment podszedłeś do stołu, wywróciłeś go, tupnąłeś nogą i sobie poszedłeś. Wybacz, to nie "rozmowa".

  • Confused 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drogi Panie,

tak sie zlozylo ze dzis juz drugi raz pisze do P. Redaktorow w sprawie tej samej recenzji (Division 2).  Tym razem akurat nie chodzi o blad jak w przypadku p. Allora, ale o polemikę z Panskim podsumowaniem D2. Oczywiscie ze kazdy ma prawo do swojego zdania i ktos moze preferować pewne rodzaje gier a inne nie, ale skoro podal Pan konkretne zarzuty, pozwala mi sie do nich ustosunkować. Otoz:

1. Pisze Pan o looter shooterze jako "praktycznie pozbawionym scenariusza". Oczywiscie, w porównaniu z produkcjami RPG zapewne mozna tak napisac ale akurat D2 (podobnie jak D1)  wyroznia sie wyjątkowo obszerna warstwa fabularna (kampania) i moze niespecjalnie gleboka, ale w odroznieniu od innych przedstawicieli gatunku również pojawia sie w end game i zmiany w nim sa (jak rzadko) uzasadnione fabularnie. Tak, to nie jest Cichy Don. Ani nawet Ferdydurke. Ale jesli juz mówimy o zarzutach to wypadalaoby porownywac rzeczy porównywalne. A na tle gatunku, D2 to bodajże najbardziej sfabularyzowany przykład. Z takimi cudami jak Destiny 2 lub Anthem i w szczególności na tle ostatnich gier o podobnej konstrukcji to wręcz perla ;-)

2. Mowa o brakującym kontekście (mowa o kwestach, zakladam ze mowionych) do zadań. Z całym szacunkiem, w looter shooterze robimy te same zadania setki jesli nie tysiące razy. jesli wziąć to pod uwagę, takie kwestie powtarzane wiele razy musza byc dobrze zaplanowane i nieprzesadzone. Wrecz gdyby ktos postanowil posluchac Pana zarzutu (na szczęście tak nie mam nadzieje nie stanie) gra bazujaca na grindzie bylaby nie do wytrzymania gdyby towarzyszyly jej rozbudowane kwestie fabularne za każdym razem. D2 wprowadza graczy w kontekst i robi to dokładnie tyle ile powinna. Jest w niej duzo easter eggow i nawiazan które komus kto wie o czym mowa dostarcza bardzo duzo fajnej motywacji do zgłębiania takich detali jak dlaczego ktorys NPC wypowiada te a nie inna kwestie. Niejaki Ramos z D1 jest swietnym przykładem.  Jesli pan kiedykolwiek pogral w D1 to wie Pan o czym mowa. 

3.  Fragment o tym ze nikt nie będzie dyskutowal kolo drapaka dykteryjek o bossach. Czytalem to kilka razy i jedyne co jakos ten fragment tłumaczy to ze zjadl Pan cos  kiepskiego i mial Pan zly dzien. Sorry ( i prosze nie odbierać tego osobiście) ale to pewnie miało byc swieze lub dowcipne  oraz zapewne elokwentne ;-).  Ok, nie będę tego komentowal ale widać ze Pan naprawde recenzuje nie ten rodzaj  gry ;-).  To jakby powiedzieć ze szachy sa nudne i powtarzalne i bez glebi ;-). Dla pewnej równowagi sugeruje poczytac o puzzlach logicznych związanych z hunterami i cyphers (będzie latwie znaleźć) oraz ile czasu community poswieca interpretacji pewnych murali i jak udało sie odkryc pewne sekrety. Jesli sie chce, to mozna nabrać odmiennego przekonania. Otoz, zeby tak sie jednak stalo trzeba w cos grac ;-). 

oczywiscie nie ukrywam ze sie z P. ocena nie zgadzam ale to bez znaczenia. Chodzi jednak o to ze wydaje mi sie ze recenzowanie w czasopismie o gracz gry z pewnego gatunku ktorego (jak Pan przyznaje lub wynika to z samego tekstu i rodzaju argumentow) ani Pan nie czuje, ani nie rozumie a juz na pewno nie lubi nie ma większego sensu. Chyba ze jedynym celem bylo wywolanie reakcji ale zakładam ze to chwyt poniżej (w zasadzie wszystkiego ;-)).

Stad w zasadzie pytanie: coz Pana podkusiło napisac ten tekst? Poczucie potrzeby przeciwwagi do recenzji Allora (ktora, przepraszam, jest przynajmniej na temat)?  Wycielo Panstwu zdjecie i trzeba bylo szpaltę czyms zapelnic? ;-)

Prosze sie zastanowić tez nad logika ostatniego zdania : rzecz dobrze wykonana ale bardzo zla. Jak na co? Jak na looter shooter swietna. Jak na gre trafiajaca w Pana gusta zla? Owszem możliwe, ale czy w recenzjach nie chodzi o recenzowanie gier na tle gatunku? Wydaje mis ie ze to zdanie ma rowny sens jak sugestia milosnika muzyki poważnej ze Adelle ma niezły glos ale spiewa szajs. No owszem, niezbyt zaskakujące, ale gdyby to napisac w czasopiśmie o profilu na muzyke pop? ;-). Nonsens prawda?

 

Edited by Ataniel

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czesc!

Podniosles (wybacz samowolne przejście "na Ty", ale chyba w tak nieformalnym środowisku nie musimy sobie "panować") kilka bardzo ciekawych kwestii, które aż krzyczą o to, by się do nich ustosunkować... aczkolwiek będę to w stanie uczynić dopiero we wtorek. Jestem teraz w drodze, a jutro - mam calodzienna delegację. Obiecuje jednak, że wkrótce odpowiedziem na Twoje wątpliwości najlepiej jak umiem. Tymczasem: przyjemnej niedzieli!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 14.04.2019 o 15:08, Ataniel napisał:

Pisze Pan o looter shooterze jako "praktycznie pozbawionym scenariusza". Oczywiscie, w porównaniu z produkcjami RPG zapewne mozna tak napisac ale akurat D2 (podobnie jak D1)  wyroznia sie wyjątkowo obszerna warstwa fabularna (kampania) i moze niespecjalnie gleboka, ale w odroznieniu od innych przedstawicieli gatunku również pojawia sie w end game i zmiany w nim sa (jak rzadko) uzasadnione fabularnie. Tak, to nie jest Cichy Don. Ani nawet Ferdydurke. Ale jesli juz mówimy o zarzutach to wypadalaoby porownywac rzeczy porównywalne. A na tle gatunku, D2 to bodajże najbardziej sfabularyzowany przykład. Z takimi cudami jak Destiny 2 lub Anthem i w szczególności na tle ostatnich gier o podobnej konstrukcji to wręcz perla ;-)

Nikt nie wymaga od scenarzystów loot shootera (czy - po prawdzie - gier wideo) pisarstwa na miarę Joyce'a. Jednak nawet wspomniany przez Ciebie Anthem - w moim odczuciu - oferuje znacznie lepszy scenariusz i lepiej go przedstawia. (Większość) istotnych wątków poznajemy w wyraźnie wydzielonych segmentach, niejako w przerwach od szusowania w javellinach. Pozwala to i zatrzymać się przy radiostacji, i zagadnąć enpeca, i wsłuchać się w jakąś interesującą konwersację.

The Division 2 to zaś Typowa Gra Ubisoftu. Postacie mają za zadanie zlecić questa, którego umotywowanie jest symboliczne i tak nieciekawe, że nie mam żalu, iż radiowe komunikaty zazwyczaj giną w dźwiękach strzałów i wybuchów. Wrogowie nigdy nie negocjują, nie poddają się, nie rzucają nowego światła na nic, frakcje nijak nie tłumaczą swoich motywów, napięcie aksjologiczne nie istnieje, bo trudno tu o jakąkolwiek moralną niejednoznaczność. Dodam, że historia jest niewiarygodnie płytka również dlatego, że jej autorzy chuchają i dmuchają, byle nikogo nie urazić i nie nawiązać do rzeczywistych wątków.

PS w przypadku gry, która ma w tytule nazwisko Toma Clancy'ego, słowem: mistrza w snuciu geopolitycznych intryg i odpalaniu fabularnych wolt, jest to wszystko szczególnie bolesne. 

Dnia 14.04.2019 o 15:08, Ataniel napisał:

2. Mowa o brakującym kontekście (mowa o kwestach, zakladam ze mowionych) do zadań. Z całym szacunkiem, w looter shooterze robimy te same zadania setki jesli nie tysiące razy. jesli wziąć to pod uwagę, takie kwestie powtarzane wiele razy musza byc dobrze zaplanowane i nieprzesadzone. Wrecz gdyby ktos postanowil posluchac Pana zarzutu (na szczęście tak nie mam nadzieje nie stanie) gra bazujaca na grindzie bylaby nie do wytrzymania gdyby towarzyszyly jej rozbudowane kwestie fabularne za każdym razem. D2 wprowadza graczy w kontekst i robi to dokładnie tyle ile powinna. Jest w niej duzo easter eggow i nawiazan które komus kto wie o czym mowa dostarcza bardzo duzo fajnej motywacji do zgłębiania takich detali jak dlaczego ktorys NPC wypowiada te a nie inna kwestie. Niejaki Ramos z D1 jest swietnym przykładem.  Jesli pan kiedykolwiek pogral w D1 to wie Pan o czym mowa. 

Jest w niej też (niekiedy) zgrabny environmental storytelling. To wszystko prawda.

W przypadku gier nastawionych na sieciowe zmagania (nie tylko loot shooterów) kontekst może być w odwrocie... ale wcale nie musi. Overwatch rozwija swoje uniwersum komiksami, filmami animowanymi i opowiadaniami, CoD uzupełnia (zazwyczaj) multiplayera wcale niezłą singlową kampanią, wzmiankowany Anthem ma historię tyleż opcjonalną, co względnie niezłą, pokrewne gatunkowo Borderlandsy punktują reżyserią i absurdalnymi projektami...i nawet nie zaczynam tutaj pisać o MMORPG-ach.

Tymczasem The Division 2 robi bardzo niewiele, by zainteresować mnie swoim światem.
 

Dnia 14.04.2019 o 15:08, Ataniel napisał:

3.  Fragment o tym ze nikt nie będzie dyskutowal kolo drapaka dykteryjek o bossach. Czytalem to kilka razy i jedyne co jakos ten fragment tłumaczy to ze zjadl Pan cos  kiepskiego i mial Pan zly dzien. Sorry ( i prosze nie odbierać tego osobiście) ale to pewnie miało byc swieze lub dowcipne  oraz zapewne elokwentne ;-).  Ok, nie będę tego komentowal ale widać ze Pan naprawde recenzuje nie ten rodzaj  gry ;-).  To jakby powiedzieć ze szachy sa nudne i powtarzalne i bez glebi ;-). Dla pewnej równowagi sugeruje poczytac o puzzlach logicznych związanych z hunterami i cyphers (będzie latwie znaleźć) oraz ile czasu community poswieca interpretacji pewnych murali i jak udało sie odkryc pewne sekrety. Jesli sie chce, to mozna nabrać odmiennego przekonania. Otoz, zeby tak sie jednak stalo trzeba w cos grac ;-). 

Nie miało być ani świeże, ani dowcipne, ani elokwentne. Światowi The Division brakuje własnej tożsamości. Niewiele różni się on od dziesiątek podobnych postapokalips. Wybacz, ale i Destiny, i Borderlandsy, i Anthem robią to zwyczajnie lepiej. Cóż mi z tego, że w grę zaszyte są smaczki. Fantazyjne graffity, które ktoś namalował na socrealnym klocu, wcale nie sprawia, że socrealny kloc będzie wyglądał na nowoczesną architekturę.

Dnia 14.04.2019 o 15:08, Ataniel napisał:

oczywiscie nie ukrywam ze sie z P. ocena nie zgadzam ale to bez znaczenia. Chodzi jednak o to ze wydaje mi sie ze recenzowanie w czasopismie o gracz gry z pewnego gatunku ktorego (jak Pan przyznaje lub wynika to z samego tekstu i rodzaju argumentow) ani Pan nie czuje, ani nie rozumie a juz na pewno nie lubi nie ma większego sensu. Chyba ze jedynym celem bylo wywolanie reakcji ale zakładam ze to chwyt poniżej (w zasadzie wszystkiego ;-)).

Stad w zasadzie pytanie: coz Pana podkusiło napisac ten tekst? Poczucie potrzeby przeciwwagi do recenzji Allora (ktora, przepraszam, jest przynajmniej na temat)?  Wycielo Panstwu zdjecie i trzeba bylo szpaltę czyms zapelnic? ;-)

Prosze sie zastanowić tez nad logika ostatniego zdania : rzecz dobrze wykonana ale bardzo zla. Jak na co? Jak na looter shooter swietna. Jak na gre trafiajaca w Pana gusta zla? Owszem możliwe, ale czy w recenzjach nie chodzi o recenzowanie gier na tle gatunku? Wydaje mis ie ze to zdanie ma rowny sens jak sugestia milosnika muzyki poważnej ze Adelle ma niezły glos ale spiewa szajs. No owszem, niezbyt zaskakujące, ale gdyby to napisac w czasopiśmie o profilu na muzyke pop? ;-). Nonsens prawda?

 

Co do zasady: nonsens. W tym jednak konkretnym wypadku... cóż, wielokrotnie przyznawałem na łamach, że spędziłem dziesiątki godzin przy Borderlandsach, a i Anthem zauroczył mnie na tyle, bym wciąż go czasem odpalał. 

The Division 2 zaś, co zaznaczyłem i w recenzji, i w zapowiedzi, to bardzo dobrze zbudowany produkt. Tyle że bazuje on na rozgrywce (w moim zresztą mniemaniu - nudniejszej niż u konkurencji), nie na narracji. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drogi Papkinie,

mam pytanie odnośnie Twojego felietonu O Oscarach, ale wcale nie z poprzedniego numeru. Zamieniłeś w nim grę God of War na Gears of War i Dead Cells na Dead Cells 2Faworytę nazwałeś zaś filmem "o kobietach walczących o emancypację", mimo że taki motyw się tam nie pojawia (chyba, że traktujemy "emancypację" jako dążenie do zdobycia jak najmocniejszej pozycji na dworze królewskim). Czy to zwykłe pomyłki, czy może - pożyczając z Alfabetu CDA - kąśliwy i skrajnie subiektywny komentarz, którego zwyczajnie nie złapałem?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ojej! Że pomyliłem Boga z Trybami zauważyłem już po wysyłce numeru do druku... ale że przy okazji wieszczyłem w felietonie sequel Dead Cells? Tego nie wiedziałem do teraz. Cóż,  tak się kończy pisanie tekstu w dniu deadline'u, gdy do ugaszenia mamy tak wiele pożarów, że niekiedy zdarza się po drodze wzniecić nowy. Pozostaje mi posypać głowę jeszcze większą garścią popiołu, bo nie były to pomyłki zamierzone.

Co do emancypacji jednak - film Lanthimosa nie traktuje co prawda o (np.) sufrażystkach, ale zauważ, że jeden z wierzchołków trójkąta (postać Abigail) to piękny przykład emancypacji poprzez edukację. Dodam, że film skupia się na silnych kobietach, które tylko z pozoru rywalizują o względy królowej. Monarchini symbolizuje tu państwo, czy - szerzej - władzę. 

Korzystając z okazji - wesołych!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście, rozumiem, czasem się po prostu zdarza, a i panowie z Motion Twin z pewnością nie mieliby Ci takich proroctw za złe.

Zaś w kwestii Faworyty w pełni się z Tobą zgadzam. Sam pisałem recenzję nowego Lanthimosa i form interpretacji jego dzieła (a także trójkątów i czworokątów relacji) jest od groma - zaczynając na obrazie odwiecznie aktualnych mechanizmów polityki, przechodząc przez psychoanalityczne podejście do radzenia sobie ze stratą, a na feministycznym komentarzu na temat rzeczywistego miejsca kobiet w społeczeństwie kończąc (w końcu tylko dzięki rozmowie o kaczkach film zdaje odwrócony test Bechdela). Moje pytanie więc wychodziło jedynie z ewentualnych różnic w pojmowaniu hasła "emancypacja", które najwyraźniej powinienem troszkę sobie poszerzyć.

Wielkie dzięki za odpowiedź i Wesołych Świąt!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...