Jump to content
Black Shadow

Sesja Metro 20XX

Recommended Posts

"Skażony świat, dzikie bestie, głód - to tylko opakowanie, tło, zewnętrzna strona mroku. Z tym nauczyliśmy się już walczyć. Prawdziwy mrok jest wewnątrz, w naszych głowach. I od niego wyzwolić się będzie znacznie trudniej."

Kiedyś ludzie wszędzie się spieszyli. Żyli w ciągłym pędzie, każdego dnia wykonując te same czynności. Dziś jest podobnie, choć teraz czas jest rzeczą względną i nie ma on aż takiego znaczenia jak wcześniej. Mówi tylko kiedy ludzie mają iść spać i kiedy nadchodzi ich kolej na wartę lub ich zmianę na farmach. W mrocznych tunelach metra pory dnia są tylko wskazówką dla mieszkających w nim ludzi.

W dzień ludzie pracują na farmach, handlują na rozstawionych na stacjach straganach, bawią się i spędzają razem czas. Ujmując najprościej: starają się prowadzić normalne życie. W nocy zaś prawie całe metro zamiera. Nie śpią tylko ci, którzy pilnują bezpieczeństwa pozostałych oraz ci, którym niekoniecznie zależy właśnie na tym. Ci drudzy są jednym z największych zagrożeń dla tych, którzy przetrwali...

Miejsce: Nieznane

Wszechobecne śmieci i brud skutecznie mogły odstraszyć każdego, który zabłądziłby w tę okolicę. Ale nie ich. W jednym z rogów pomieszczenia paliło się kilka lamp. Przy nich siedzi grupa 8 może 9 osób. Ciężko dokładnie stwierdzić, gdyż powstałe światło jest słabe i oświetla tylko niewielki skrawek pomieszczenia. Wewnątrz pomieszczenia dało się teraz usłyszeć dosyć głośne i donoście uderzenia. Jakby ktoś pukał w metalowe drzwi. Jeden z siedzących mężczyzn powoli wstaje i zmierza w kierunku ciemnego korytarza, który prowadzi do miejsca z którego dochodzą odgłosy.

- Kto tam? - odzywa się niski głos.

- To ja, Jurij. Wołodia nie zgrywaj się i otwieraj te przeklęte drzwi!

- Dobra, dobra. Musiałem się upewnić. Już otwieram ? po tych słowach dało się słyszeć dźwięk otwieranych zamków.

Drzwi otworzyły się i do korytarza weszła wysoka, dobrze zbudowana postać odziana w stare wojskowe ubranie i długi, ciemny płaszcz. Zmierzali w kierunku wielkiego pomieszczenia, w którym czekali pozostali. Gdy przekraczali granicę światła i cienia ubrany po wojskowemu mężczyzna powiedział:

- Witajcie moi drodzy. Mamy dzisiejszej nocy wiele rzeczy do ustalenia. Zacznijmy od początku. Nadio, jak postępują prace nad terenie czerwonych?

- Wszystko idzie zgodnie z planem. Niedługo powinno wszystko być gotowe...

Jurij Voronow

Kolejny dzień marszu, by dotrzeć na Plac Rewolucji. Zarządca stacji ma podobno dla ciebie jakieś zadanie. Posłaniec, który przybył do ciebie, gdy znajdowałeś się na Krasnosielskiej nie chciał, a może nie mógł, powiedzieć ci nic więcej niż to, że masz dostać się na Plac Rewolucji i porozmawiać z Nikitą Bułkinem, najważniejszą osobą na stacji. Nie mając chwilowo innego zajęcia postanowiłeś przynajmniej sprawdzić na czym to zadanie miałoby polegać. Później postanowisz co z tym faktem zrobić.

Jeszcze kilka kroków i powinieneś zobaczyć jeden z należących do Czerwonych posterunków. Zwykła kontrola i będziesz mógł pójść dalej. Nim jednak udało ci się przejść choć kilka metrów zostałeś oślepiony ostrym, jasnym światłem z reflektora. Zobaczyłeś jakąś postać, która zbliżała się w twoim kierunku.

- Stój! Kto i w jakim celu idzie? Nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów i powoli wyciągnij dokumenty,

Maksym Iwanow

- Iwanow, do mnie!

Szybkim krokiem zmierzasz ku pomieszczeniu służącemu naczelnikowi za biuro. W środku zauważyłeś, że Wołodiew rozmawia z jakąś kobietą. Ma nie więcej jak 30-35 lat. Zastanawiał cię powód, dla którego zostałeś tu wezwany. Zdaje się, że zaraz wszystko się wyjaśni.

- Maksym, cieszę się że przyszedłeś. Przedstawiam ci Nataszę. Jest ona dla nas bardzo ważną osobą. Wezwałem cię, ponieważ mam do ciebie prośbę. Musisz przeprowadzić ją do Prospektu Miry. To dla nas bardzo ważne, więc jeśli ci się powiedzie z pewnością zostaniesz nagrodzony. W innym wypadku lepiej się więcej nie pokazuj na Linii Czerwonej. Wyruszycie od razu, nie ma czasu do stracenia.

Ignatij Iwanow

Znów bez celu błąkasz się po tunelu. Skończyły ci się baterie w latarce, którą dostałeś od jakiegoś mężczyzny, więc starasz się chodzić uważnie. Brak światła za bardzo ci jednak nie przeszkadza. Ten odcinek nie ma już przed tobą żadnych tajemnic. Minęło kilka lat odkąd cię tu odnaleziono i wydaje się, że ciągle liczysz, że przypomnisz sobie coś z tych dwudziestu lat życia będących dla ciebie tajemnicą. Żadnej żywej duszy w okolicy. Jesteś tutaj tylko ty i... No właśnie. Wyczułeś, że ktoś idzie w twoją stronę ze stacji Sokoł. Nie masz pojęcia jak to robisz, po prostu wiesz, gdy w twoim otoczeniu pojawia się jakiś człowiek. Nie spodziewałeś się tutaj nikogo, przecież nikt nigdy tu nie zaglądał o tej porze...

Gwint

Siedzisz w namiocie będącym czymś w rodzaju restauracji. Jest to jedyne takie miejsce na Aleksiejewskiej od dłuższego czasu. Pracownik lokalu przyniósł ci przed chwilą jakiś ohydnie wyglądający posiłek, który ma raczej niewiele wspólnego z tym co zamawiałeś. Zdecydowałeś się jednak zjeść to coś, gdyż jeszcze chwila, a chyba umarłbyś z głodu. Po chwili dopiero zorientowałeś się, że obok ciebie stoi dwójka ludzi. Wyglądają tak jakby się gdzieś spieszyli.

- To pana zwą Gwint? Mamy dla pana propozycję. Musimy się dostać do Polis. Może pan być pewny, że nie poskąpimy panu nabojów jeśli się tam szybko dostaniemy. To jak? Ma pan jakieś pytania?

Link to comment
Share on other sites

Spojrzałem na jednego delikwenta, potem na drugiego, kończąc flegmatycznie swój nieapetyczny posiłek.

- Polis, mówiecie - powiedziałem między jednym kęsem a drugim. - Kawał drogi stąd.

- Z granic metra rzadko kto się wybiera tam bez powodu... - powiedziałem, bardziej do siebie, niż do nich.

- Dobra - powiedziałem, wstając. - Zbieram swoje zabawki i idziemy. Spotkamy się przy wyjściu ze stacji za kwadrans.

Uznałem, że nie ma co marnować czasu...

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

Gdy tylko jasne światło reflektora dotarło do moich oczów przymrużyłem je znacząco, aby do końca nie stracić wzroku. Tutaj pod ziemią była to bardzo skuteczna broń. Organizm przystosowany do życia w ciemnośći od razu buntował się strumieniom światła. Gdy usłyszałem głos nieznajomej osoby, powoli prawą ręką zacząłem szukać moich dokumentów po kieszeniach, jednocześnie zwracając się do kontrolera.

- Wyłącz do ch****y ten reflektor dzieciaku, bo mi oczy wypalisz. Nie ważne kto idzie, lecz do kogo i w jakim celu. Prowadźcie natychmiast do zarządcy stacji. Posłał po mnie, więc jestem !!

Po wypowiedzeniu tego co miałem powiedzieć, oczekiwałem w swoim stoickim spokoju na ruch wartowników.

Link to comment
Share on other sites

Maksym Iwanow

Aktualnie nie miałem nic konkretnego do roboty. Myślałem się poszwendać po okolicy, gdy usłyszałem, że ktoś mnie woła. Oho pewnie naczelnik znów wzywa - pomyślałem. Powoli ruszyłem do "biura". Gdy weszedłem, zastałem tam go w towarzystwie młodej dziewczyny. Szef poprosił mnie o eskortę tej damy do Prospektu Miry. Z braku zajęcia postanowiłem się tym zająć, tym bardziej, że odmowa raczej nie byłaby mile widziana.

- Jest pani gotowa?- zapytałem Nataszy - Jeśli tak, to nie ma co tracić czasu, wezmę tylko karabin* możemy ruszać.

________________________________________

* mam nadzieję, że dysponuję owym karabinem? ;)

Link to comment
Share on other sites

Ignatij Iwanow

- Ciemno, ciemno, ciemno... La, la, la, la... Ciemno, ciemno, ciemno...

Nogi już mnie bolą. Siądę sobie. Ufff... Zimne tory, zimne. Ciemniutko już. Latarka się zepsuła, zaraz chyba będzie czas wracać do domu. Właśnie! Dlaczego się zepsułaś? Dlaczego, latarko? Argh! Ciekawe jak poczujesz się, gdy o tory rozwalę ci łeb? Brzdęk! Brzdęk!

ZARAZ! Ktoś idzie! Przecież mówiłem, że chcę mieć spokój! Chyba mówiłem...ale powinni to wiedzieć. To jest moje miejsce! Chwytam latarkę w dłoń, odwracam się i nie patrząc rzucam w stronę nadchodzącej postaci. Staram się przestać sapać, cały czas jednak łypiąc spode łba na intruza...

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

- Powiadasz, że to ty jesteś Voronow? Kazano nam cię od razu wpuścić. Chodź za mną. Jeden z moich ludzi cię zaprowadzi prosto do gabinetu zarządcy.

Światło zostało lekko przygaszone. Teraz mogłeś zauważyć, że twój rozmówca jest trochę starszy niż początkowo ci się wydawało. Wygląda na takiego, który w ciągu ostatnich lat wiele przeżył. Teraz nie ma to jednak żadnego znaczenia. Podchodząc do posterunku zamienił on kilka słów z jednym z mężczyzn i z powrotem podszedł do ciebie.

- Oleg cię zaprowadzi na miejsce. Przepraszam, ale dostaliśmy rozkaz, by zaprowadzić cię tam od razu po twoim przybyciu.

W czasie marszu nie miałeś czasu przypatrzeć się stacji, gdyż waszym pierwszym i ostatnim przystankiem był gabinet zarządcy. Jak przeczytałeś na tabliczce nazywa się on Dymitr Morozow. Przy wejściu przywitał się wysoki, około 40 letni mężczyzna.

- Witam panie Voronow. Jak zapewne się pan domyślił to ja po pana posłałem. Proszę, zapraszam do środka.

Wnętrze pokoju wypełnione jest starymi fotografiami przedstawiającymi Moskwę z czasów jej największej świetności.

- Wspaniała kolekcja prawda? ? zapytał, gdyż wyraźne zauważył jak się przyglądasz fotografiom ? Usiądź, mam dla ciebie propozycję. Nie będę owijał w bawełnę. Chcę żebyś wrócił na powierzchnię? Może chcesz się czegoś napić? Mamy tu wspaniałą herbatę. A może coś mocniejszego? Nim opowiem ci o szczegółach zadania chętnie odpowiem na twoje pytania.

Maksym Iwanow

Poszedłeś do twojego namiotu skąd mieliście zabrać twoją broń. Stary, zasłużony karabin, który czasami lubi się zacinać. Nie stać cię na nic innego, więc na razie musi ci on wystarczać. Wziąłeś dwa ostatnie magazynki mieszczące około 60 pocisków. Cóż to musi przez jakiś czas starczyć. Do torby włożyłeś jeszcze kilka puszek jedzenia i baterii do latarki.

- Myślę, że spakował już pan wszystkie potrzebne rzeczy, Iwanow. ? powiedziała lekko zniecierpliwiona.

Nie pozostało wam nic innego jak skierować się wam ku wyjściu ze stacji. Tam zdecydujesz którą drogę podróży wybrać. Po drodze pomyślałeś, że może warto wypytać towarzyszkę podróży o cel jej wędrówki.

Ignatij Iwanow

- Czemu to zrobiłeś? ? usłyszałeś najpierw cichy dziewczęcy głos, a po chwili zza rogu wyszła wypowiadająca je postać. Była to może 10 letnia dziewczynka, z tego wiesz mieszka z rodziną w Sokole.

- Nie bój się. Ja się ciebie nie boję. Pomyślałam sobie, że mogłabym tu z tobą posiedzieć. W ciszy, spokoju. Proszę pozwól mi tu z tobą być. Proszę, proszę?

W jej głosie było coś smutnego, coś dziwnego i niespodziewanego. Dziewczynka stała w miejscu jakby oczekując na twoją decyzję.

Gwint

Mężczyźni byli zaskoczeni twoją bezpośredniością i nim zdążyli cokolwiek powiedzieć ciebie już tam nie było. Nie zwlekając wyszli na zewnątrz i na kilkanaście minut gdzieś zniknęli. Ty tymczasem poszedłeś po swój sprzęt. Plecak wypełniony najpotrzebniejszymi , od kilku baterii po maskę przeciwgazową. Nikt nie wie co i kiedy może się przydać. Wychodząc zabrałeś jeszcze swoją strzelbę.

Idąc na miejsce spotkania przyglądałeś się mieszkańcom stacji. Przechodząc obok kilku grup dyskutujących osób usłyszałeś jakieś nowe plotki w sprawie Czerwonych i Hanzy, dalej jakiś starzec opowiadał dzieciom historię dwóch bohaterów: Artema i Huntera, którzy jakieś dziesięć lat temu uratowali całe metro. Ich historię znasz już na pamięć, dzieci tez, ale jest w niej coś co sprawia, że za każdym razem słuchają jej z wielkim zaciekawieniem.

Kilka kroków dalej spostrzegłeś, że dwójka pracodawców już na ciebie czekam. Tylko, że jest ich więcej niż przedtem. Przy wyjściu stało pięciu mężczyzn i jedna kobieta. Poza czterema plecakami nie mieli nic więcej. Jak na tak dużą grupę to dosyć mało.

Link to comment
Share on other sites

Ignatij Iwanow

Dziewczynka? Co ona tu robi?! Może to pułapka? Nie... Jak takie słodkie dziecko mogłoby mnie skrzywdzić? Przecież jestem silny i się ich nie boję... Zaraz! Kogo się nie boję? Nieważne...

- Nie wiem. Chyba się przestraszyłem. - czuję jak skulam się i czerwienię* - Przepraszam. Możesz tu usiąść.

Nie zastanawiam się nawet, gdzie dziewczynka mogłaby to zrobić, tylko odwracam się w stronę mroku.

- Ciemno, ciemno, ciemno... La, la, la, la... Ciemno, ciemno, ciemno... La, la, la, la... - nucę pod nosem.

- Podałabyś mi latareczkę? - odzywam się, nie patrząc, czy dziecko nadal tu jest.

---

*Należy to rozumieć metaforycznie. Pod warstwą tynku tego i tak nic nie widać. W dodatku jest ciemno...

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

Stojąc tak przed zarządcą od razu wypaliłem:

? Chyba zaprowadzono mnie w złe miejsce. Miałem spotkać sięz Nikitą Bułkinem, a na tabliczce wyraźnie stoi napisane zupełnie coś innego. Jeżeli to pan to dobrze. Jeżeli nie to przynajmniej wskaże mi pan do niego drogę.

Po kilkunastu sekundach ciszy, postanowiłem zająć miejsce wskazane przez zarządce stacji. Odezwałem się ponownie:

- Dziękuje, ale nie pijam na służbie. Ani herbaty, ani nic mocniejszego. Muszę przyznać, że wystrój tego pomieszczenia robi wrażenie. Jedynie te zdjęcia są mocno nieaktualne. Jeżeli chodzi o wyjście na powierzchnię to dlaczego ja ? Przecież w metrze nie brakuje specjalistów od tej pracy. Za odpowiednią cene wyjdą na górę i zrobią co trzeba. Powiedzmy jednak, że to już mam być ja. Co miałbym zrobić, a przede wszystkim co będe z tego miał. Oczywiście, jeżeli się zgodzę tam wyjść. Patrząc jednak na pana, panie Morozow przypuszczam, że to musi być coś ważnego. Coś na czym panu zależy, jakiś dodatkowy as do rękawa z powierzchni. Czy nie mylę sie zbytnio ?

Powiedziawszy co miałem powiedzieć oczekiwałem reakcji Morozowa, wpatrując sie w niego swymi zimnymi oczyma.

Link to comment
Share on other sites

Maksym Iwanow

Wziąłem jedyny karabin, jaki miałem. Lubił się zacinać, jednak lepiej mieć taki niż żaden.

- Możemy ruszać, wziąłem już wszystko - odpowiedziałem.

Ruszyliśmy, a chwilę potem byliśmy przy wyjściu z Kurskiej

- Mam jedno pytanie... ma pani jakieś wymagania co do drogi, którą powinniśmy się udać? Uważam bowiem, że lepiej trzymać się linii okrężnej, choć koło Komsomolskiej trzeba będzie uważać na zwolenników Linii Czerwonej. A, i jeszcze jedno jeśli mogę. Jaki jest cel pani wędrówki, jeśli można wiedzieć?

Link to comment
Share on other sites

Przystanąłem na ułamek chwili, zaskoczony widokiem grupy, a raczej jej zdecydowanie przymałym wyposażeniem. Wzruszyłem jednak ramionami, rozumując, że gdyby było ich stać, wzięli by więcej zapasów, a zresztą kto wie, czy podróż z małym obciążeniem nie będzie lepszą opcją w tym przypadku. Podniosłem dłoń i powiedziałem:

- Dobra, jestem Gwint i od teraz jestem waszym przewodnikiem, a to oznacza, że macie słuchać się mnie we wszystkim, absolutnie wszystkim - powtórzyłem z naciskiem, kierowany wieloletnią wprawą. - Jeśli komuś się to nie podoba, może jeszcze zrezygnować.

Odczekam chwilę, dając grupce chwilę na oswojenie się z tą myślą, po czym zaczniemy wędrówkę ku Polis, w końcu sami powiedzieli, że im się śpieszy. Z moimi podopiecznymi będę miał czas zaznajomić się po drodze.

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

- Wszystko w porządku panie Voronow. Nazywam się Nikita Bułkin, a Morozow którego nazwisko widnieje na tabliczce był moim poprzednikiem. Właściwie to część osób nie wie o tej zmianie, więc często dochodzi do pomyłem. Nawał obowiązków sprawił jednak, że zmiana tabliczki jest obecnie najmniej ważna. Przepraszam za wprowadzenie pana w błąd.

- Szkoda, że pan nie pije. Pozwolę jednak sobie nalać jeśli to panu nie przeszkadza. - nie czekając na odpowiedź Bułkin wyciągnął kubek i butelkę tutejszego alkoholu. Nalał sobie jego sporą ilość do kubka, odstawił butelkę na bok i wziął mały łyk trunku. - Niech pan żałuje. Tutejszy alkohol jest naprawdę świetny. Wracając jednak do pańskich kolejnych pytań.

- Jakby to powiedzieć. W ostatnich latach liczebność stalkerów znacząco spadła, w dodatku kilku zginęło całkiem niedawno wykonując to zadanie. Jest pan moim następnym wyborem, gdyż pańskie umiejętności i pańska osoba zostały mi polecone przez osobę, której wolałbym teraz nie ujawniać. Zostałem poinformowany o pańskim olbrzymim doświadczeniu i determinacji w trakcie wykonywania zadania. To mnie przekonało do tego wyboru. Co do nagrody zaś. Nie bój się, zostaniesz sowicie nagrodzony.

- Wracając zaś do celu wyprawy... Tak jak się domyśliłeś jest on bardzo ważny i może mi, a także nam wszystkim zapewnić sukces w wojnie do której niewątpliwie niedługo dojdzie. Chodzi o coś znajdującego się na Kremlu. Nie chcę jednak o tym mówić. Opowie panu o tym mój człowiek, który będzie pańskim towarzyszem podróży. O ile oczywiście się pan zgodzi...

Maksym Iwanow

- Nie, nie mam żadnej preferowanej trasy i ta wybrana przez ciebie w zupełności mi odpowiada. Prawdę mówiąc w tych sprawach zawsze zdaję się na ludzi bardziej doświadczonych ode mnie. Do tej pory stosunkowo rzadko wybierałam się poza naszą stację. Sytuacja się zmieniła, jak zapewne już słyszałeś, przez co zmieniła się także i moja rola w tym wszystkim. Odpowiadając na twoje pytanie. Mam na specjalnie zaproszenie udać się na spotkanie dotyczące naszych działań w razie wybuchu wojny. Szczegółów nie mogę ci jednak powiedzieć. Jak to się mówi: musiałabym cię później zabić - uśmiechnęła się i zaśmiała.

- Jeśli nie masz nic przeciwko, to w trakcie podróży mógłbyś mi powiedzieć coś o sobie. Po tonie w jakim wypowiadał się Wołodiew domyślam się, że nie jesteś tu zbyt popularny, jeśli można to tak ująć?

Ignatij Iwanow

- Dobrze, zaraz ją znajdę i ci przyniosę.

Dziewczynka przez chwilę krzątała się w okolicy miejsca, w którym stała i przed chwilą nie omal została trafiona rzuconą przez ciebie latarką. Gdy była wyraźnie zdenerwowana faktem, że nie może jej znaleźć i dało się słyszeć tego oznaki, dziewczynka kucnęła i po chwili wybuchła radością:

- Znalazła! Znalazłam - krzyczała, choć nie na tyle głośno, by mogli to usłyszeć strażnicy na najbliższym posterunku.

Powoli, niepewnie stawiając kolejne kroki podeszła do ciebie i usiadła tuż obok.

- Proszę. To twoja latareczka. - wyciąga rękę, w której trzyma twoje urządzenie. - Ludzie mówią, że jesteś dziwny, czy to prawda? - spytała bawiąc się swoimi warkoczykami.

Gwint

Wszyscy wysłuchali tego co miał do powiedzenia i niemal równocześnie skinęli głowami. W tym samym momencie jedna z osób powiedziała:

- Nie mamy z tym żadnego problemu. Nie zatrudnialibyśmy cię gdybyśmy nie słyszeli o pańskich metodach. - po chwili namysłu mężczyzna dodał - Widzieliśmy pańskie spojrzenie, gdy pan tu szedł. Niech się pan nie obawia. Gdy tylko dotrzemy na miejsce dostanie pan zapłatę, a i w trakcie drogi nie poskąpimy na wszelkie potrzebne wydatki. Myślę, że nic nie wstrzymuje nas przed rozpoczęciem podróży, prawda?

Link to comment
Share on other sites

Maksym Iwanow

- Doskonale rozumiem - lekko uśmiechnąłem się. - Zatem idźmy proponowaną przeze mnie trasą.

Ruszyliśmy, a po chwili usłyszałem pytanie, które mnie lekko zaskoczyło.

- Zgadza się, nie jestem zbyt popularny, ale dobrze mi z tym - zacząłem. - Żałuję tylko jednej nieudanej decyzji, która rzutuje teraz na moją teraźniejszość. Ale żyję i nie narzekam.

Po czym kontynuowaliśmy wędrówkę, bez pytań z mojej strony.

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

Gdy tylko usłyszałem słowo Kreml, oraz towarzysz podróży wiedziałem już, że nie będzie łatwo. Tam na górze nic nie jest teraz łatwe. Może kiedyś było, ale na pewno teraz tak nie jest.

Patrząc się na Morozow rzekłem chłodno:

- Mam wyjść na powierzchnię, a dokładniej rzecz ujmując na Kreml. Zabrać ze sobą osobę, której prawdopodobnie nie znam i nie zaufam. I to wszystko w imię czegoś, o czym nie wiem. Brzmi to bardzo źle, aby nie mówić, że tragicznie.

-Ale [specjalna pauza w głosie]

- Jeżeli ta osoba potrafi o siebie zadbać i nie będę się nią musiał opiekować na górze to tak, mogę się zgodzić. Pod warunkiem, że szczegółowo dowiem się po co wychodzę na powierzchnię. I oczywiście przyda się jakieś wyposażenie na drogę.

Powiedziawszy chłodno i stanowczo to co miałem powiedzieć, oczekiwałem w spokoju reakcji zarządcy stacji.

Link to comment
Share on other sites

- Nie, nie wstrzymuje - powiedziałem. - A zatem chodźmy. Nie oddalajcie się zbytnio od siebie, najlepiej nie oddalajcie się w ogóle, samotne osoby, jak wiecie, mają nieprzyjemny zwyczaj znikania w tunelach. Prawdopodobnie będziemy szli różnymi skrótami, a tam w ogóle trzeba się poruszać w ścisłej grupie - zakończyłem.

Nie miałem pojęcia, którędy dokładnie pójdziemy, bo wszystko zależało od sytuacji, na jakie trafimy. Miałem jednak nadzieję, że ludzie sprawią nam najmniej kłopotów. Tymczasem wybrałem kierunek, w którym już parę razy się wybierałem jak szedłem do Polis.

Link to comment
Share on other sites

Ignatij Iwanow

- Daj! - szybkim ruchem zabieram latarkę z jej dłoni. Kładę ją na torach i próbuję włączyć. Argh! Dlaczego nadal nie działasz? Aha. Zapomniałem, bateryjek nie masz.

Czy jestem dziwny? Nie wiem. Po co to dziecko tu przylazło? Wysłali ją tu, aby dowiedzieć się czegoś o mnie? Źli ludzie.

- Dziwny? Co to znaczy? Kto ci tak powiedział? Czego chcesz? - łapię dziewczynkę za szyję, ale po chwili się opamiętuję. Nie można tak robić, Ignatij. Nie można. - Przepraszam.

Wstaję i powoli podchodzę do ściany. Przejeżdżam palcem po zagłębieniach. To pęknięcia czy te śmieszne przerwy między cegłami? Stoję tak chwilkę i zastanawiam się. W końcu odpowiadam. Nie patrzę jednak na mą rozmówczynię, a w ciemność.

- Nie wiem. Jestem po prostu inny. Inaczej mówię. Inaczej się poruszam. Inaczej myślę. Ludzie mnie nie rozumieją. Czy jestem dziwny? Zależy dla kogo. A jak ty uważasz, dziewczynko? - odwracam się w jej kierunku.

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

- O nic proszę się nie martwić. Leon, ten który z tobą wyruszy, jest jednym z moich najlepszych i najbardziej zaufanych ludzi młodego pokolenia. Świetnie posługuje się z bronią, a i pierwsza pomoc nie stanowi dla niego żadnego problemu. Potrzebny jest my tylko ktoś z doświadczeniem na zewnątrz, ktoś kto wyjaśni mu zasady panujące na powierzchni i pokaże mu kilka waszych sztuczek. Jeśli zaś chodzi o wyposażenie proszę się nie martwić, postaram się o wszystko zadbać. Tymczasem?

Szybkie i głośne pukanie do drzwi nie pozwoliło mu dokończyć swojej wypowiedzi. Do środka wszedł jakiś mężczyzna.

- Nikita, mamy problem. Musisz to zobaczyć.

- Dobrze, już idę. Przepraszam cię Jurij, ale obowiązki wzywają. Jeśli pozwolisz rozmowę dokończymy jutro. Do tego czasu powinien przybyć Leon i gdy wszystko sobie wyjaśnimy od razu wyruszycie. Jeśli oczywiście nie będziesz miał nic przeciwko.

Wychodząc z gabinetu Bułkin poprosił jednego ze swoich ludzi, by odprowadził cię do twojego namiotu.

- Jeśli pan pozwoli odprowadzę pana do namiotu. Jeśli chce pan coś zjeść możemy również zajść do mnie. Żona świetnie gotuje.

Maksym Iwanow

Droga przebiega wam spokojnie. Dotychczas po drodze spotkaliście tylko dwie karawany kupieckie, z którymi nie zamieniliście nawet słowa, gdyż Natasza zdecydowanie odwiodła cię od tego pomysłu. Widocznie bardzo się spieszy i nie chce tracić czasu na jakiekolwiek przystanki. Po jakimś czasie doszliście do wniosku, że robi się późno i wypadałoby znaleźć jakieś miejsce na nocleg. Kilkanaście metrów dalej znaleźliście jakieś opuszczone pomieszczenie techniczne, które moglibyście wykorzystać.

Ignatij Iwanow

-Nie rób tak więcej jak przed chwilą. To bolało.

Dziewczynka ciągle siedziała w tym samym miejscu wykonując wyraźnie bardziej nerwowe ruchy. Wydawało ci się, ze przez chwilę słyszałeś jak płacze. Twoje zachowanie musiało ją przestraszyć. Kilka minut później, gdy się trochę uspokoiła zaczęła odpowiadać na twoje pytanie:

- Tak, jesteś dziwny, ale nie jesteś zły. Myślę, że cię lubię. - powiedziała choć było słychać w jej głosie delikatną niepewność. Będąc już wyraźnie znudzoną spytała:

- Czy mógłbyś odprowadzić mnie na stację? Nie chcę tam wracać sama. Proszę?

Gwint

Szybko udało wam się dotrzeć do Riżskiej. Teraz mogą pojawić się trudności, gdyż krótki fragment dalszej drogi prowadzi przez terytorium Hanzy. W normalnej sytuacji wszystko byłoby w porządku, ale teraz, gdy sytuacja w metrze jest stosunkowo napięta, różnie może to wszystko wyglądać.

Wchodząc jednak na ich obszar nie napotkaliście żadnych trudności. Po drodze napotkaliście tylko 2 posterunki, na których sprawdzono wasze dokumenty i przepuszczono dalej. Dotarliście na Prospekt Miry, stację na której musisz podjąć decyzję o dalszej drodze. Wybór z pewnością nie jest łatwy. Kontynuowanie drogi przez linie należące do Hanzy, czy jednak spróbować dostać się do Czerwonych i znacząco skrócić czas podróży. Obie drogi mogą się wiązać z zagrożeniem i pewnymi trudnościami. A może uda się znaleźć jakąś inną trasę?

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

Te wszystkie słowa, które było mi dane usłyszeć podczas tej rozmowy tak naprawdę nie odpowiedziały w większym stopniu na zadane przeze mnie pytania. Można powiedzieć, że w żadnym stopniu nie odpowiedziały na moje pytania. Jedynie ten żółtodziób, z którym muszę udać się na powierzchnię. ?Świetnie posługuje się z bronią ? - ile razy to już słyszałem te słowa od osób, które błąkają się po powierzchni. W wielu drobnych kawałkach. Trzeba będzie to jeszcze poważnie przemyśleć. Jeżeli nie uzyskam konkretnych odpowiedzi, wtedy zrezygnuje. Wszystko okaże się jutro, lub jak uwielbia stalkerskie szczęście, już niedługo.

Z mojego zamyślenia wytrącił mnie człowiek Bułkina. Zmierzyłem go tylko wzrokiem i porządnie zaburczało mi w żołądku.

- Tak, rzućmy coś na ruszt ? odpowiedziałem chłodno, w gotowości by ruszyć za owym osobnikiem.

Link to comment
Share on other sites

Maksym Iwanow

Droga dłużyła mi się. Tej panience bardzo się śpieszy, nawet z członkami karawan nie mogłem zamienić zdania. Ale cóż robićak robota, to robota. Zbliżała się noc i nie było wątpliwości, że trzeba znaleźć miejsce, gdzie moglibyśmy przenocować. Wtedy ujrzeliśmy jakieś dziwne pomieszczenie. Na pierwszy rzut oka wyglądało na opuszczone.

- Co robimy, nocujemy tutaj czy szukamy innego miejsca? Tutaj nie widać nigdzie żywego ducha no i na wielkie wygody bym nie liczył.- rzekłem do Nataszy.

Poczekam, co odpowie towarzyszka. Wtedy podejmę decyzję.

Link to comment
Share on other sites

Ignatij Iwanow

Wracać? Chyba możemy. Ale najpierw trzeba się przygotować. Zapalimy latar... NIE! Ona nie świeci. Ale weźmiemy ją i w domu nakarmimy bateryjkami z kwasem. Chowam latarkę do kieszeni.

- Dobrze. Wracamy. Daj mi rękę - mówię i szukam dłoni dziewczynki w ciemnościach. W sumie to, po co ludzie łapią się za ręce? Aby się nie zgubić? - Ty też jesteś dziwna. Nikt tu wcześniej nie przychodził. Jedynie raz jakiś zabłąkany pies się tu przypałętał.

- Znasz jakieś piosenki? Może zaśpiewasz? - zwracam się do dziecka po kilku przebytych wspólnie krokach.

Link to comment
Share on other sites

Potarłem brodę, rozważając opcje. Mimo wszystkich kłopotów i uciążliwości wiążących się z podróżowaniem przez tereny Hanzy, wolałem tę trasę od kompletnej - potencjalnie śmiertelnej - niewiadomej, jaką były kontakty z Czerwonymi. Zanim jednak zabiorę moją trzódkę do Hanzy, rozejrzę się krótko w poszukiwaniu trzeciej trasy - może coś nowego się otworzyło.

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

Po wieczornej uczcie, na której podano chyba wszystko co było możliwe, rano wstałeś we wspaniałym humorze. Miałeś tylko chwilę, by załatwić swoje potrzeby i się przygotować, gdyż po chwili przed twoim namiotem pojawił się twój wczorajszy gospodarz. Poinformował cię, że Bułkin i Leon czekają na ciebie. Zabrałeś ze sobą swoje rzeczy i wyszedłeś przed namiot, gdzie czekał na ciebie człowiek Bułkina. Ruszyliście przed siebie w kompletnej ciszy. Nie mogąc jednak wytrzymać towarzysz odezwał się:

- Założę się, że przybycie Leona jest związane po części z tobą. Jeśli miałbyś go szkolić, to świetna sprawa. Chłopak ma do tego dryg tylko potrzebuje pomocy kogoś bardziej doświadczonego.

Po upływie kilku minut zaprowadzono cię do tego samego biura co wczoraj. Gdy wszedłeś Bułkin wstał i podszedł do ciebie wyciągając dłoń.

- Cieszę się, że przyszedłeś. To - mówił wskazując na młodego, maksymalnie dwudziestokilkuletniego chłopaka siedzącego przy biurku szefa - jest ten chłopak o którym wspominałem. Leon ustąp panu Jurijowi miejsca.

Mężczyzna powoli wstał i przystanął tuż obok. Nie wypowiedział żadnego słowa sprzeciwu, kompletnie nic.

- Przepraszam cię Jurij, ale mógłbyś przypomnieć na czym to wczoraj skończyliśmy? Mnóstwo się przez ten czas działo i nie miałem praktycznie ani chwili odpoczynku. Gdy skończę to wczoraj zaczęliśmy przepytasz młodego i zadecydujesz o dalszych działaniach.

Maksym Iwanow

- Lepszego miejsca chyba tutaj nie znajdziemy, a nie jest tutaj aż tak źle. Myślę, że nie ma sensu szukać dalej. - odpowiedziała zmęczonym głosem - Jeśli będziemy mieli tu zostać myślę, że powinniśmy coś zjeść. Jeśli pan chce mam w plecaku trochę konserw. Powinny być jeszcze dobre.

Dziewczyna weszła do pomieszczenia trzymając w ręku latarkę. Przypatrzyła się dokładniej jego wnętrzu. Na podłodze leży jakiś stary materac, po kątach walają się śmieci. Na ścianach widać jakieś stare, wyblakłe rysunki . Ktoś kto tu kiedyś mieszkał odliczał czas od lub do jakiegoś wydarzenia. Nic jednak nie wskazywało na to, że ciągle ktoś zamieszkuje to pomieszczenie.

Natasza zrzuciła plecak z ramion i usiadła na materacu. Odwróciła się w twoją stronę i zapytała:

- Zostajemy, czy szukamy dalej?

Ignatij Iwanow

Dziewczynka podała rękę i przysłuchała się twojej wypowiedzi. Chyba, gdyż po ciemku prawie nic nie widać, ale chwilowa cisza świadczyła, że nad czymś myśli.

- Słyszałam jak dorośli mówili, że się ciebie boją. Dlatego nikt cię nie lubi. Nigdy nie miałam kontaktu z kimś kogo uważa się za dziwnego, więc wymknęłam się z domku.

- Znam tylko jedną. Mama śpiewa mi ją wieczorami.

Dziewczynka zaczyna nucić jakąś melodię, a po chwili próbuje śpiewać. [KLIK]

- Podoba ci się? - spytała, gdy skończyła śpiewać.

Powoli zbliżacie się do Sokoła. Czeka was więc was przejście przez posterunek.

Gwint

Wypytywanie o jakąś inną drogę nie przyniosło żadnego rezultatu. Zapytani o to ludzie reagowali dosyć dziwnie i albo w ogóle się nie odzywali, albo wymigiwali się od wszelkich rozmów czymś innym.

Po kilkuminutowych poszukiwaniach pozostałych, którzy szwendali się po stacji i oglądali towary na kilku rozstawionych stoiskach. Widząc cię wszyscy zebrali się w jednym miejscu i zaczekali aż podejdziesz.

- Dowiedziałeś się tego czego szukałeś? Nam w tym czasie, gdy ciebie nie było, udało się kupić trochę prowiantu po dosyć niskiej cenie. - odezwała się jedyna kobieta w grupie, Katia.

Link to comment
Share on other sites

- Wiem już wszystko, czego potrzeba - odpowiedziałem półprawdą. - Skoro macie prowiant, nie ma sensu przesiadywać dłużej na tej stacji. Tutejsi są jacyś... dziwni - dodałem, wbrew sobie.

Po prawdzie to w ogóle mi się ta stacja nie podobała, atmosfera podejrzana jak wszyscy czarni. Nie wiedziałem, ile w tym było intuicji, a ile paranoi, ale wolałem grać bezpiecznie z całą grupką pod moim przewodnictwem. Bo i w sumie to dziwne. Przechodziłem wiele razy przez Riżską, ale nie pamiętam takiego zachowania.

Tak więc idziemy przez stacje Hanzy.

Link to comment
Share on other sites

Jurij Voronow

<w myśli>

Gdy tylko Leon powolnie zwolnił miejsce przy biurku zmierzyłem go szybko wzrokiem. Jak na razie nie wyglądał zbyt obiecująco. Jedynym plusem był wiek. Jeżeli cokolwiek potrafił i ma zapał, to może uda się go jeszcze czegoś nauczyć.

Stojąc zwróciłem się do gospodarza, czyli do Bułkina:

- Rozmawialiśmy o tym, po co wychodzimy na górę. Wycieczki na Kreml są bardzo niebezpieczne, więc muszę wiedzieć, po co idę, zanim zdecyduję się na taką wyprawę. Dodatkowa zmienna, jeżeli można się tak wyrazić. Po drugie była poruszona kwestia sprzętu na wyprawę. Co możecie zaoferować, aby wyprawa miała większe szanse powodzenia. Po trzecie kwestia tego chłopaka < wskazuje na Leona >. Ale na to przyjdzie pora po dwóch pierwszych punktach. Po 4 warto coś wspomnieć o wynagrodzeniu za fatygę.

Powiedziawszy co miałem powiedzieć, oczekiwałem w spokoju reakcji Bułkina.

Link to comment
Share on other sites

Ignatij Iwanow

Boją się mnie? Ludzie się mnie boją? Dlaczego? Co ja im zrobiłem? Ha! Ha! Ha! W ogóle to to jest tak naprawdę śmieszne. Silni i nieustraszeni dorośli się mnie boją, a mała dziewczynka nie. Ha! A co jeśli to oni mają rację i są ostrożni, a dziecko po prostu głupie i naiwne? Argh! Za dużo myśli. Przystaję na chwilę, łapię się za głowę i przez chwilę masuję skronie. Kiedy jestem już uspokojony, łapię dziewczynkę za rękę i idę dalej.

Idziemy przez ciemność w akompaniamencie piosenki śpiewanej przez dziewczynkę. Gdy następuje koniec, ona zadaje mi pytanie - "Podobało ci się?". I co ja mam jej powiedzieć? Do głowy natychmiastowo przychodzą mi różne słowa - "melodia", "rytm", tempo". Tyle słów, a wszystkie puste. Nie wiem, co one znaczą. Znaczy, wiem, ale nie tak do końca...

- Ładna - odpowiadam.Wzdycham. Chciałbym powiedzieć coś więcej, ale się nie potrafię. Nie mogę znaleźć słów. Niedosyt...

- Dotarliśmy na stację. Gdzie mieszkasz, dziewczynko?

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...