Jump to content

Recommended Posts

Oj, trochę poczekacie., Ale nie tak długo. Do końca tygodnia powinna być 0.56 - wprowadzi masę, masę, ogrom, pogrom, i wógle poprawek pod koniec, i Bylon wraz z Meannorem (pozdro Feanor) WRESZCIE wejdą do karczmy. Tam się właśnie przyblokowałem.

Link to comment
Share on other sites

Mam OBYDWIE części, i obydwie W PREMIERÓWKACH :)

I o ME2 pisałem z tą recką. Jeszcze nawet nie zacząłem pisać xD

Powiem tyle, ze gra niezła, ale bardzo się zawiodłem.

Pozdrowienia!

PS. A jak piszesz? Jedną ręką, czy klawą ekranową?

Czekam na odpowiedź :P

Edited by Bylon
Link to comment
Share on other sites

Szlak

Wysoki, chudy mężczyzna klęczał na środku małego, ciemnego pokoju. Rękami szarpał włosy a z jego ust wydobywały się nieartykułowane krzyki. Nikt nic by z tego nie zrozumiał, nie było to możliwe pod żadnym względem. Podniósł głowę i zaczął z paniką rzucać po ścianach przerażone spojrzenia zamglonymi przez obłęd oczyma. Twarz miał zakrwawioną, a długie siwe włosy przyklejały się do spoconego czoła. Człowiek umierał, to było jasne. Posiwiały pomimo młodego wieku, dręczony widmami przeszłości umierał. Umierał w samotności, pogrążony w szaleństwie. To co wydarzyło się przedtem było tajemnicą. To co wydarzy się po jego śmierci, nie będzie miało z tym związku. Jednak gdy umrze powróci znowu. Będzie kim innym, o swoim umyśle lecz cudzym ciele. Taki ich [beeep] los. Los Czarnej Gwardii.

Brukowanym traktem biegnącym brzegiem targanego wiatrem lasu szedł szybkim krokiem młody chłopak. W bladym słońcu lśnił miecz przewieszony przez jego prawe ramię. Jego oczy były przysłonięte przez rondo kapelusza, spod którego na plecy spływały długie, czarne włosy. Był niewysoki, lecz dobrze zbudowany. Ubrany w białą koszulę przysłoniętą czarną, skórzaną kurtką, wyprawiane grubymi nićmi, jeansowe spodnie oraz wysokie buty spinane klamrami. Szedł pewnym krokiem. Trakt był pusty. Swoją drogą była paskudna jesień. Nic dziwnego. Podniósł wzrok, miał zimne, zielone oczy, w których odbiły się betonowe wierze stolicy dzisiejszego świata przesłaniające szary horyzont. Spojrzał na tablicę stojącą opodal. Napis głosił: ?Green ? 2 km.?. Tak, Green. Ludzie w tych zawszonych czasach wymyślają takie nazwy, żeby chociaż przypomnieć, że na ziemi kiedyś było więcej życia. Las, którego brzegiem szedł chłopak, był dumą tego, co zostało ze starego świata. Ostatnim chyba miejscem, które jeszcze było, bynajmniej wiosną, zielone. Zaklął pod nosem i ruszył dalej. Nie było na co czekać. ?Gdyby nie te gnojki ze Stowarzyszenia byłbym w domu, bez żadnych pieprzonych problemów? myślał. No i to była racja. Stowarzyszenie nigdy nie wzywało Gwardzistów bez powodów, a powód mógł być tylko jeden ? problemy. I to duże. Nie on sam był wezwany. Jego towarzysze ciągnęli do Green z każdego żywego miejsca. Nie było ich dużo, ale Gwardia była jedną z tych, co to mówią o nich ?elita elit?. Byli najlepsi. W każdej ludzkiej osadzie było ich góra dwóch. Czarnowłosy pochodził z Redmond, biednej mieściny, zamieszkałej przez niedobitki, którym po Wybuchu nie udało się doczołgać dalej na północ. Nie narzekał. Nie martwił się o byt. Stowarzyszenie dbało o swoich przydupasów, żeby im za bardzo nie nasmrodzili. Taki bunt byłby tragiczny w skutkach, jednak ludzie powołując Gwardię wiedzieli o tym. Dopóki Rada płaci Stowarzyszeniu, a Stowarzyszenie swojej straży, mieszkańcy mogą być spokojni. Co prawda w większych osadach wojna domowa wisi na włosku, tak jak na przykład w Middleton, lecz nikt nie odważył się jeszcze nikogo otwarcie zaatakować. Na wyższych szczeblach są utarczki między handlarzami bronią, którzy trzymają łapę na prawie wszystkim co dzieje się na ulicach, a Gwardzistą, który stanowi tam władzę, a zwie się Coby. W najlepszym razie kończy się jednym trupem, w najgorszym reszta nie zdąży uciec i kończy się pięcioma, co ostudza ich zapał. Na niższych natomiast walczą mniejszości (tak, rasiści wciąż mają się dobrze), i spokoju nie utrzymuje nikt. To się opiera na zasadzie ?walka o pokój do ostatniego naboju?. Kto z tej rzeźni wyjdzie cało ma rację. Pewnie myślą, że w końcu w tej wojence nie będzie miał kto walczyć. Jeśli pójdzie po ich myśli to pewnie przestaną się tym całym burdelem przejmować i sami wezmą się za łby. Wieże miasta zbliżały się bez ustanku. Chłopak podniósł wyżej kołnierz, przeklinając w myślach paskudny, zimny wiatr. Opuścił rondo kapelusza na oczy, po czym przyspieszył. Wieże były coraz bliżej.

Proszę o oceny, wskazowki, co poprawić bądź zmienić, z góry dziękuje.:) To tylko pierwsze dwa akapity, jest tego trochę więcej.:)

Link to comment
Share on other sites

Cóż, szczególnie słabe to nie jest, ale większego zainteresowania też we mnie nie wzbudziło. Powiem wprost - nie chciałbym przeczytać ciągu dalszego. Pierwszy akapit daje jeszcze nadzieję na ciekawy rozwój wydarzeń, ale drugi przytłacza ilością informacji. Rozumiem, że chcesz wprowadzić czytelnika w swój świat, ale moim zdaniem realia przedstawiasz zbyt bezpośrednio i podając zbyt wiele szczegółów na raz. Z tego kawałka tekstu wynika tyle, że jeden facet zwariował, a inny gdzieś tam idzie (a może to ten sam?) - sądzę, że to za mało na zalążek wciągającej historii.

Styl bardzo nierówny. Niektóre zdania napisane sprawnie, inne do bólu topornie, często z błędami. Że wymienię przykłady: "Nikt nic by z tego nie zrozumiał, nie było to możliwe pod żadnym względem", "...w których odbiły się betonowe wierze stolicy dzisiejszego świata..." (stawiam, że chodziło o 'wieże'), "Nie on sam był wezwany" i najbardziej jaskrawe - "Ostatnim chyba miejscem, które jeszcze było, bynajmniej wiosną, zielone.". Klasyczny błąd. BYNAJMNIEJ TO NIE PRZYNAJMNIEJ!

Tyle mojego, dzięki za uwagę. I życzę dalszego literackiego rozwoju :)

Link to comment
Share on other sites

Powróciłem! To znaczy miałem pisarską przerwę, a teraz pracuję powoli nad kolejną wersją tego co napisałem, dopisałem jeszcze fragment rozmyślań bohatera o jego misji i poprawiłem trochę interpunkcji. Potem zacznę poprawiać resztę ;)

P.S Jakie polecacie domeny na założenie blogu? Mam zamiar umieścić na nim opowiadanie, może i recenzje, które w przyszłości napiszę oraz mój pamiętniczek :D Chodzi mi o to, by łatwo i obszernie to konfigurowało. Szczególnie chodzi mi o zmiany wyglądu i samego bloga. Po prostu ma się to trzymać kupy i być ładne. Znajdzie się taka domena? Nie musi być to fotoblog. Zwykły mi wystarczy :) Dobrym miejscem na założenie blogu wydaje się użyty przez Mimizu Wordpress. Czekam na wasze podpowiedzi i rady :) Będę bardzo wdzięczny.

EDIT

Zapodaję Wam trochę poprawioną wersję 0.42A :) Poprawiłem niektóre ortograficzne błędy, interpunkcję, użyłem zamienników często używanych słów typu "był, miał, który", starałem się tekst urozmaicić, zmieniłem niektóre fragmenty, podopisywałem parę rzeczy.

Miłej lektury! Czekam na komentarze ;) Mam nadzieję, że teraz będzie się lepiej czytało.

Rozdział I:

ZAGROŻENIE

Sasza zmęczony 8 godzinną wartą na północnym tunelu stacji Sibirskajej, usiadł przy Siergieju, który znajdował się przy ognisku. Kolega Siergieja był optymistycznym, wysokim blondynem o błękitnych oczach. Miał dwadzieścia jeden lat i nigdy nie brakło mu werwy.

-Siergiej, słyszałeś nowe wieści? Most na rzece Ob znowu został przejęty przez Czerwonoarmistów. Czy oni kiedyś dadzą nam wszystkim święty spokój? Wyrżnęli naszych w pień. Dzieci Stalina (tak też nazywano Czerwonoarmistów) mają poważny problem. Jeden z naszych zwiadowców przekradł się do ich podziemnej fabryki masek przeciwgazowych i pochłaniaczy. Została stworzona na wypadek właśnie wojny atomowej. Szkoda, że nasi dzielni chłopcy jeszcze jej nie zdobyli. Ich pochłaniacze są na podstawie konstrukcji jeszcze z lat 70 XX wieku, a te mają w sobie azbest. Azbest według jajogłowych z I uniwersytetu Podziemnego może być wdychany 5 godzin dziennie. Już dziesięć osób zachorowało na pylicę, lecz ta powinna się pojawić po wielu latach, a nie tak szybko. Co oni wkładają do tych puszek??!! Odkryliśmy również stalowy bunkier w ratuszu. W nim siedzą te patafiany. Schron posiada miejsca dla aż dziesięć tysięcy osób. Na domiar złego ich armia się powiększa o stalkerów z metra. Dziadygi nas zdradziły i uszczupliły naszą ochronę, a nie dość, że nasze metro atakują mutanty, to i oni się do nas przebiją za jakiś czas, bo już tego próbowali...

Nagle Sasza przestał mówić i usłyszał odgłosy podbiegającego Wani.

-Słuchajcie! Stary kazał przekazać wszystkim, żeby poszli na plac przemówień. Biegnijcie tam, szybko!

Sasza i Siergiej zerwali się z miejsc. Szybko biegli na plac przemówień. Wania kontynuował bieg i komunikował wszystkim czterystu mieszkańcom stacji o konieczności przyjścia na plac przemówień. Ów ?Stary? to przywódca stacji. Nie nazywa się Stary, lecz tak ludzie go nazywają ze względu na wiek. Dla niego nie jest to zbyt przyjemne przezwisko. Każe na różne sposoby tych, których przyłapał na wymawianiu tego przezwiska. Jego prawdziwe imię i nazwisko to Włodzimierz Iwanowicz. Siergiej razem z kolegą biegli przez stację, a ta jest bardzo obszerna, dzięki modernizacji, którą dokonano jeszcze przed. Mimo upływu lat piękne zdobione kolumny i arkady zachowały się w prawie całej swej okazałości. Jeśli spojrzy się na sufit, można zauważyć, że sadza z ognisk, mocno odcisnęła swoje piętno na suficie. Kiedyś bywały pożary, a osoby odpowiedzialne za to wydarzenie były bardzo surowo karane. Sabotażyści i inni dywersanci byli karani śmiercią na powierzchni. Kara była zmyślna, ale straszna. Osoby jej doświadczające ginęły w strasznych męczarniach. Już kilka stacji spłonęło przez pożary. Żywioł kontrolowany był przez IX Straż Pożarną Metra Nowosybirskiego. Ściany pokryto żółtym tynkiem, lecz ten już w niektórych miejscach popękał. Płytki zdobione herbem Nowosybirska zostały umieszczone tylko na ścianach otaczających plac przemówień. Dbano o nie jak największy skarb. Sibirskaja jest jedną z najbogatszych stacji metra, których wybudowano pięćdziesiąt. Pierwotnie stacji było mniej, a dokładnie dwanaście. Tę wybudowano w metrze, jeszcze przed modernizacją. Modernizację wprowadzono z powodu obawy przed wojną atomową, ale też chciano uratować więcej istnień. Tak naprawdę ówczesny przywódca Rosji, Władimir Sokołow nie posiadał zbyt dobrej opinii wśród ludu Rosji. Musiał jakoś to naprawić i przez to powstał kolejny powód do modernizacji. Sibirskaja słynęła z handlem ziołowymi roślinami. Posiadały one mocne włókna, dzięki którym produkowano nawet nie swędzące ubrania. Co prawda Kruszynki, jak pieszczotliwie je nazywano są lekko zmutowane, ale można pić herbatę z nich wyprodukowaną, lecz spożywać ją można było w niewielkich ilościach, co jakiś czas. Niestety prawdziwa herbata wyczerpała się jakieś dziesięć lat temu. Dzięki telegramom, które stworzyli naukowcy z trzech metr: z nowosybirskiego, moskiewskiego i st. peterburskiego można było dowiedzieć się o ich wyrobach. Moskwianie mieli grzybową herbatę, a santpeterburczycy wywar z jakichś ziół rosnących w tunelach. Wiadomości przychodziły jednak dopiero po tygodniu, ale i tak ludzie cieszyli się z dobrego działania wynalazku. Zioła sprzedawano w całym metrze, dzięki czemu Sibirskaja stała się znana i bogata. W jej podziemnych fabrykach produkowana jest amunicja do AK-47 i 74, lecz ta nie jest tak dobra jak przedwojenne wojskowe pociski 7,62mm do AK-47 i 5X45mm do 74, a naboje obu kalibrów są walutą. W moskiewskim metrze tylko te pierwsze są środkiem płatniczym. Innymi walutami w Nowosybirsku są pochłaniacze do masek oraz baterie do latarek. Gdy Siergiej i Sasza przybiegli na plac przemówień, przywódca Włodzimierz przemówił.

-Drodzy mieszkańcy Sibirskajej! Mamy poważny problem. Ktoś z nas lub ktoś z zewnątrz uszkodził nasze filtry wodne. Przez tego kogoś mamy coraz mniej wody. Jeśli ograniczymy jej zużycie to pozostaną nam dwa miesiące czasu. Żadne inne stacje nie chcą nam sprzedać ani pożyczyć, lub udostępnić swych filtrów. Jakby ten ktoś ich namówił do tego, by nam zaszkodzili- ?Stary? lubił powtarzać wielokrotnie jakieś wyrazy w swoich zdaniach, co u wielu osób sprawiało śmiech, ale tym razem wszyscy byli przerażeni. Zapadła głęboka cisza i nikt nie odważył się nic powiedzieć.

-Jednak jest nadzieja. Dowiedzieliśmy się, że moskiewskie metro ma tę część, której potrzebujemy. Dokładnie ta część nazywa się kondensatorhyzotronowogluponeidowy. Wylosowaliśmy już czternaście osób, które udadzą się na ekspedycję do Moskwy. Będzie to trudna wyprawa, ale wynagrodzenie będzie wielkie. Jakie, dowiecie się po wykonaniu zadania. Więc tak przedstawia się lista:

-Siergiej Kozurniew

-Wania Giełobnyj

-Sasza Sandomier

-Staszek Chaleckij

-Mikołaj Sobotyj

-Michaił Kłopotnyj

-Borys Szwacz

-Nikołaj Bierogwij

-Nikola Wagaszka

-Oleg Jaworczyk

-Strigłabiedny Mateusz

-Strigłabiedny *&%^%)$

-Jakieś znaczki są tu pokreślone, ale wiadomo, że brat Mateusza Strigłabiednego. Czytam dalej:

-Masza Griblak

-K..ri... Suw

-Ja nie idę! Ja nie idę! Słyszycie? Nigdzie mnie nie weźmiecie! Zostaję tu!!- ów Krisuw wyskoczył z tłumu i zaczął krzyczeć. Powiedziano mu, że za wycofanie się karą jest śmierć. Nie obchodziło to go i dalej krzyczał. Nagle wyciągnął z kieszeni przedwojenną TT-kę. Celował nią w przywódcę stacji. Ten człowiek nie wiedział co robił. Machał w każdą stronę pistoletem i ostrzegał, że w każdej chwili pociągnie za spust.

-Puść to! Chyba chcesz żyć!- po tej wypowiedzi dwaj strażnicy pociągnęli za iglice zamków w swych AK-74 z celownikami laserowymi. Zamki szczęknęły. Krisuwowi w końcu puściły nerwy i zastrzelił jednego z mieszkańców. Zaczął uciekać ze stacji. Celowniki laserowe go dogoniły, a na głowie tego pojawiły się dwie czerwone kropki. Nagle z luf automatów wyleciały pociski i ogień. Wielki huk przebił ciszę na stacji, niczym miecz serce. Nagle wszystko ucichło, a na ziemię spadły złote łuski pocisków wystrzelonych przez automaty. Ciało Krisuwa uderzyło bezwładnie o ziemię. Zwłoki były całe zakrwawione, a jedna z młodych mieszkanek stacji zwymiotowała na podłogę. Sprzątacze Sibirskajej zajęli się wszystkim w bardzo krótkim czasie.

-Są jeszcze jacyś chętni do ucieczki?- spytał jeden ze strażników. Kazał wyczytanym na liście wystąpić z tłumu mieszkańców stacji. Ci niechętnie to zrobili i szeptali między sobą.

-Wyruszacie jutro o dziewiątej rano. Teraz dobrze się wyśpijcie. A! Przyjdźcie o ósmej trzydzieści. Dostaniecie potrzebny sprzęt i opowiem wam co nieco o misji. Sibirskajczycy! Rozejść się!- powiedział typowym wojskowym wysokim tonem, a ostatnie zdanie głośno wykrzyczał strażnik i wszyscy w mgnieniu oka powrócili do swych pierwotnych zajęć oraz mieszkań. Najbiedniejsi mieszkali w namiotach z połatanych szmat, a bogatsi w namiotach z Kruszynek. Najbogatsi żyli w domkach z cegieł, a tych było bardzo mało, nawet na tak bogatej stacji jak Sibirskaja. Siergiej myślał nadal o tym, co wydarzyło się w ciągu kilku minut. Miał mętlik w głowie i myślał, co teraz. Nawet gadatliwy i skłonny do plotkowania, Sasza siedział cicho jak mysz i poszedł do swojego mieszkania. Przyjaciel Saszy, Siergiej starając się przerwać mętlik w głowie i dziwne myśli ruszył do namiotu mieszkalnego swojego przyjaciela. W namiocie było duszno, a mrok w nim panujący przebijało światło świecy. Kruszynki używane były również do tworzenia namiotów. Nie przepuszczały one światła i były bardzo wytrzymałe. Czuć było jeszcze lekki zapach ziół, więc namiot był tkany jakiś miesiąc temu.

-Ja nie wierzę w to. Musi to być zły sen. Przecież my tam zginiemy. Nie damy rady opuścić miasta, a nawet metra. Najbliższe wyjście jest zajęte przez byłych wojskowych, którzy pierwsze strzelają, a potem zadają pytania. Mam plan jak się wykręcić z misji!- Sasza nagle wybuchnął z pomysłem, a Siergiej szybko zakrył mu ręką usta, by nikt nie usłyszał tego co powiedział.

-Przecież to niemożliwe. Nie jestem pesymistą, ale wiem, że nie damy rady się z tego wywinąć- oznajmił Siergiej, który zmartwił się jego obecną sytuacją. Wiedział, że niemożliwe jest ucieknięcie z misji, ale jednak Sasza miał jakiś pomysł.

-Będziemy musieli iść do Studenceskajej, by móc potem łatwo wyjść z Nowosybirksa. Tam jest właśnie przejście na powierzchnię, które jest bezpieczne, ale przejęte przez byłe wojsko, co ja mówię. Teraz nazywają się Aniegiorwami. Po Recnoj Vokzal jest ta duża handlowa stacja Proturiennaja. Tam łatwo można się zgubić. Możemy tam się właśnie odłączyć od grupy. Wiesz, że Leninskaja linia jest dopiero przedsionkiem metra. Moglibyśmy właśnie iść na północ, ale będziemy mieli obstawę do czasu wyjścia na powierzchnię, a ta z kolei nie da nam się cofnąć lub w jakiś sposób zawrócić. Więc jak, uciekasz razem ze mną?- Sasza wyciągnął rękę w kierunku przyjaciela. Ten zastanowił się przez chwilę i po chwili uścisnął ją z radości.

-Uciekam. Teraz już idę do namiotu- starzy znajomi pożegnali się i Siergiej ruszył do swojego namiotu. Według ostatniego działającego zegara na Leninskajej linii jest już dwudziesta trzecia. Na stacji zgasły jedyne w metrze posiadające możliwość regulacji natężenia świecenia lampy rtęciowe i światłą zasilane agregatem prądotwórczym. W nocy świecą się tylko żółte światła awaryjne. O czwartej rano te gasną i zaświecają się najpierw lampy rtęciowe, a po dwóch godzinach oświetlenie na prąd. Na początku nie świecą one silnie. Z każdą godziną ich natężenie wzrasta, następnie o godzinie szesnastej trzydzieści oświetlenie na stacji powoli zmniejsza się natężenie światła, a o godzinie dwudziestej drugiej znów zapalają się światła awaryjne. Siergiej przyszedł już do swojego namiotu. Ten był z trochę lepszych materiałów, od tego, w jakim mieszka Sasza. Stary dziadzio Michaił spał, więc ojciec Siergieja jest na warcie. Dziadzio śpi, tylko gdy tata młodego Kozurniewa jest na warcie. Gdy jest w domu to grają w pokera do drugiej w nocy. Dziewiętnastoletni mężczyzna (Siergiej) nie miał matki, ta zginęła w czasie porodu. Młody Kozurniew przestał już myśleć o tym, co się niedługo wydarzy. Dla niego liczył się tylko odpoczynek. Nagle z zewnątrz dobiegały odgłosy wystrzałów z RPD, które zdobyto jeszcze długo przed pojawianiem się Czerwonoarmistów. Znaleziono je w schronie pod ratuszem, a były tam one po to, by bronić się mogli ocaleni ludzie będący w ratuszu. Stacja posiadała sto egzemplarzy, o które dbała bardzo, gdyż części zamienne były albo w małej ilości na powierzchni, albo były z trudem wytwarzane przez najlepszych podziemnych producentów broni.

-ZAINFEKOWANY!!!- krzyknął jeden ze strażników. Słychać było okropny ryk jakiejś bestii, a Siergiej dopiero, co się budził. Na stacji zaczęli biegać rozwrzeszczani ludzie. Mutant nagle zaczynał rwać na strzępy wejście do namiotu Kozurniewa, ale strażnicy otworzyli ogień. Siergiej zaczął pod poduszką szukać sztyletu, a nagle mutant rozerwał wejście i wszedł do środka. Była to okropna maszkara, zwana zainfekowanym. Była nie dawno człowiekiem, a teraz jest zdeformowanym dziwadłem. Głównie zainfekowanymi stawali się żebracy, którzy często ze względu na dyskryminację i niemożność chodzenia do bardziej zadbanych i ?przytulniejszych? części metra przebywali blisko napromieniowanych miejsc i wyjść na powierzchnię. Starali się tam żebrać, od stalkerów i handlarzy. Promieniowanie w Nowosybirsku jest jeszcze większe niż gdzie indziej. Na to miasto spadło bardzo wiele głowic atomowych z bardzo dużą ilością pierwiastków promieniotwórczych. Dodatkowo, by zatruć całe miasto do głowic włożono pojemniki z gazem. Gdy głowice runęły na ziemię, wydobył się z nich mutagenny gaz Himera 5. Po dłuższym przebywaniu w zakażonym otoczeniu człowiek miał lekkiej objawy grypy, potem malarii, a na koniec zaczęło mu się deformować i zmieniać ciało, aż zwykły człowiek zamienił się w mutanta. Teraz większość żebraków blisko takich miejsc jest odstrzeliwana, bo właśnie przez nich często padały stacje. Jeszcze wielu zainfekowanych łazi po metrze i władze wszystkich stacji powołały jednostkę specjalną Grzmot. Zajmowała się ona takimi maszkarami, a na Sibirskajej było dwudziestu członków Grzmotu. Dziadek Siergieja nagle się zbudził i zaczął wrzeszczeć. Rzucił czajnikiem w mutanta, a nagle młody Kozurniew wyjął z poduszki ojca zbudowanego z tytanu Desert Eagle?a. Strzelił w łeb maszkary. Huk, z jakim to zrobił przebił krzyki mieszkańców Sibirskajej. Siergiej nagle puścił broń, wybiegł z namiotu i zaczął się jąkać, gdyż to była pierwsza taka sytuacja, w której mógł zginąć.

-Spokojnie. Już po wszystkim- Zaczął go uspokajać również przestraszony dziadek.

-Znowu ci przeklęci żebracy. Musicie zniszczyć dzielnicę biedoty!- zaczął krzyczeć na strażników dziadek- mało co, abyśmy nie zginęli!

-Dzia-dzia-dziu, ssss-poo-k-k-oo-j-nie- Siergiej jąkając się uspokajał dziadka.

-Nie będę spokojny. Myślałem, że emerytowani stalkerzy mają chociaż trochę więcej szacunku niż zwykły człowiek. Nawet rentę mam kiepską, a mieli mnie chronić przed takimi zagrożeniami i nic! Jak widzę odkryłeś już Nataszkę- dziadzio wszedł szybko do namiotu z martwym truchłem w środku i wyjął z niego Desert Eagle?a.

-Znalazłem go na powierzchni i postanowiłem zatrzymać. Schowałem go do poduszki twojego taty. Ma moc skurczybyk!- dziadzio prezentował strażnikom swoją broń i na niby strzelił w trupa wydając znany odgłos: ?Pif! Paf!?.

-Nie pamięta pan, panie Włodzimierzu, że nie wolno mieć broni cywilom na stacji?- spytał strażnik o imieniu Griszka.

-Każdy stalker powinien mieć broń, nawet emerytowany.

-Pan już nim nie jest- powoli wchodził w kłótnię Griszka.

-To, co? Jestem emerytowanym stalkerem, nadal bronię ludności przed wszystkimi zagrożeniami!- Wymachiwał bronią przed oczami Griszki. Dziadek miał obsesję na punkcie stalkerskiego zawodu i nadal sądził, że mimo wieku nadal nim jest.

-DZIADEK!!!- warknął Siergiej. Wszyscy się przestraszyli i spochmurnieli. Byli cicho jak mysz pod miotłą.- Koniec tych kłótni! Powinieneś być przykładem dla innych, a nie kłócić się jak zakompleksiona baba! Nawet strażnicy zachowują się jak dzieci. To ma być organizacja??!!- dopytywał się chłopak.

-Co w ciebie wstąpiło, obywatelu Kozurniewie?!- krzywo popatrzył się na Siergieja jego ojciec. Ten był po czterdziestce. Miał już siwy zarost. Włosy posiadał krótko przycięte, a na twarzy występowały zmarszczki. Sasza Kozurniew, jak się nazywał był szanowanym członkiem Grzmotu, który był przed chwilą na misji w północnym tunelu. Tak dobrze pracował, że za tydzień miał dostać nowe mieszkanie. Był to domek zbudowany z cegieł. Jego przyszłe mieszkanie jest w tak dobrym stanie, że takie domki są rzadkością.

-Słyszałem o tym, co się tu stało. Dzielnie postąpiłeś, Siergiej, ale dlaczego tak wrzeszczysz?

-Synu, on ma jednak rację. Trochę dziwnie się zachowaliśmy- przyznał się dziadek.

-Dobra, koledzy! Posprzątać to wszystko, a wy moi drodzy idziecie do namiotu zastępczego, potem dostaniecie nowe mieszkanie- wyższym tonem oznajmił Griszka. Sierioża musiał poukładać w głowie wszystko, co dotąd się wydarzyło. Usiadł na drewnianej skrzynce i popatrzył się na plan metra zawieszony na betonowej ścianie. Całe to przemówienie Starego i misja powierzona wybranym mieszkańcom Sibirskajej była bezsensowna i nierealna. Niemożliwa była przecież podróż z Nowosybirska do Moskwy z powodu wysokiego promieniowania i mutantów. Według naukowców promieniowanie jest tak zabójcze, że nie można na powierzchni stać dłużej niż sześć godzin. Dlatego zawsze każdy stalker nosił dwa zegarki. Jeden wskazywał czas działania pochłaniaczy masek, a drugi czas do koniecznego schowania się w metrze. Wszystko to jest bez sensu! Sierioża wiedział, że oni i tak zginą. Po co narażać ludzi, skoro można wykraść komuś te filtry??!! Podobno na powierzchni niedaleko wyjścia jest mała remiza, w której stoją ciężarówki na chodzie. Samo słowo ?ciężarówka? budziła respekt wśród mieszkańców metra. Ciężarówki można było zobaczyć tylko w książkach i czasopismach kupowanych od straganiarzy, oraz zdobywanych przez stalkerów. W życiu Siergiej tylko raz widział taki obrazek z ciężarówką. Dziadek mu to pokazał. Było to zdjęcie, na którym widniał masywny wojskowy Ural z automatycznym karabinem maszynowym przytwierdzonym do maski, a w środku siedział młody dziadzio dumnie prowadzący kolosa. Masywne koła z metalowymi osłonkami na opony i gruby pancerz powodowały, że pojazd wyglądał jak mobilny bunkier. Gdyby takim ruszyli do stolicy zniszczonej Rosji, to może wyprawa by im się udała.

Edited by tk2121
Link to comment
Share on other sites

P.S Jakie polecacie domeny na założenie blogu? Mam zamiar umieścić na nim opowiadanie, może i recenzje, które w przyszłości napiszę oraz mój pamiętniczek :D Chodzi mi o to, by łatwo i obszernie to konfigurowało. Szczególnie chodzi mi o zmiany wyglądu i samego bloga. Po prostu ma się to trzymać kupy i być ładne. Znajdzie się taka domena? Nie musi być to fotoblog. Zwykły mi wystarczy :) Dobrym miejscem na założenie blogu wydaje się użyty przez Mimizu Wordpress. Czekam na wasze podpowiedzi i rady :) Będę bardzo wdzięczny.

Nie chodzi Ci chyba o domenę, bo domena to praktycznie tyle co "adres internetowy", ale o serwis blogowy. Tutaj zdecydowanie Wordpress. Próbowałem też innych, np. IMO drugiego w kolejności Blogspota, ale Wordpress zdecydowanie przoduje

Link to comment
Share on other sites

Nareszcie mam (bardzo prawie) nieograniczony dostęp do neta, a przy tym także zostałem odcięty zarówno od Mass Effecta, jak i Mass Effecta 2 :) Oznacza to, że wreszcie zacznę więcej pisać ;)

No ale nie będę tylko po to pisać osobnego posta.

Na pierwszy ogień idzie...

...@Seeker23 - bardzo fajnie, że piszesz, i bardzo fajnie, że umiesz napisać początek. Ale później jest niestety słabiej.

Jak to zwrócił uwagę Mimizu, źle zastosowane "bynajmniej". Jak nie wiesz, co oznacza jakieś słowo, po prostu go nie stosuj. "Bynajmniej" służy np. podkreśleniu przeczenia ("Bynajmniej nie było to miasto zbyt wielkie", ew. "Nie było to miasto zbyt wielkie, bynajmniej..."), i - ewentualnie - do samego zaprzeczenia ("-Blablabla? -Bynajmniej! Blablabla"). Nie myl tego absolutnie z czym innym, bo to znacznie utrudnia zrozumienie zdania, a jak tekst jest ciekawy, to wybija też z "transu" czytania (nie wiem, czy Wy też tak macie - ja jak się dorwę do jakiejś niezłej książki to w takie coś "wpadam", a kiedy napotkam np. przecinek za dużo, "wypadam").

"A jak tekst jest ciekawy". Niestety u Ciebie nie jest, choć jakoś specjalnie nieciekawy też nie. Przynajmniej od drugiego akapitu, bo wcześniej jest... miło :) Niestety później (mam jakąś czarną wizję, że strasznie tu powtórzeń nawaliłem, ale "korekty" dokonywać nie chcę, bo zmęczony jestem) zaczyna się robić tak... nijako. Minus.

No i niestety te w.w. powtórzenia u Ciebie miejsce mają. Czarny - czarny choćby.

Ostatnia już uwaga - miecz i jeansy po prostu sobie zaprzeczają. Jeans (?) to raczej materiał niezbyt luźny, i dość sztywny, a miecz wymaga trochę uników itp. Taki mały szczegół, ale troszkę też martwi (no chyba, że gość to typ zwykłego rycerzyka typu tank średniowieczny, ale tarczy przy nim nie "przeczytałem", więc wątpię).

Podsumowując - tragicznie nie jest, ale... jest niezbyt dobrze, a nawet lekko słabo. Ale pisz dalej, bo może coś z tego będzie!

No i drugi ogień (:D), czyli...

...@Tk2121 - no oczywiście, że jest lepiej! Dalej niestety nie masz jakiejś takiej umiejętności, która sprawia, że czyta się lekko, ale błędów jest mniej. A i fragment z "szaleńcem" poprawiony.

Co do w.w., dziwne są u Ciebie zdania. A raczej - ciągi zdań. Nie czuje się (przynajmniej ja nie czuję) upływu czasu. Powracając do szaleńca, wydawało mi się, jakby to wszystko trwało nie więcej, niż półtorej, może dwie sekundy. Twój tekst natomiast wyraźnie wskazuje, że co najmniej pięć-dziesięć sekund minęło (musieli chwycić za zamki, namierzyć, tamten musiał zastrzelić, zacząć biec).

Mimo wszystko ewidentnie widać poprawę. :)

No i...

...@Hides - niestety - nie przeczytałem. Ale teraz - obiecuję! - biorę się za czytanie, i choć na pewno wszystkiego nie "wymęczę", choć zacznę. Klikam "Dodaj odpowiedź", i przeskakuję stronę :)

Link to comment
Share on other sites

Pierwsza część (drugiej części) przeczytana, więcej nie mam siły (dosłownie).

Podoba mi się :) Dobrze napisane, tylko troszkę za mało enterów (niska czytelność). Jedno mi nie pasowało: nie umarła. Wszystko jakoś tak się układało, że wydawało mi się - musi umrzeć. Sam nie wiem dlaczego. Jakoś tak... ale OK ;) Żyje, wszyscy się cieszą, ja też :P

No to troszeńkę o błędach. Były przecinkówki ("," zamiast ".") i literówki chyba też. Ale jedno mnie martwiło. Chyba martwiło, bo pewien nie jestem (niezły z polskiego jestem, ale ten aspekt taki jakiś obcy się wydaje...). Chodzi o "Blablabla... Blablabla". Wydaje mi się, że przy bezpośrednim kontynuowaniu zdania NIE daje się dużej litery. Przy przerwaniu zdania, a później rozpoczęciu kolejnego tak się robi, a w tym przypadku chyba tak "Blablabla... blablabla". Na 100% pewien absolutnie nie jestem, ale na 85-90 jak najbardziej tak. Tyle na dzisiaj poczytywania Twojego tekstu, biorę się do pisania. To - wbrew pozorom - relaksuje.

@Panoramiczny - błagam Cię, poczekaj do jutra - poniedziałku. Dzisiaj już jestem naprawdę wykończony, ale postaram się w najbliższych dniach przeczytać.

Pozdrawiam ;)

Link to comment
Share on other sites

Postaram się więc wydłużyć to wszystko, ale nadać przy okazji temu sensowny ciąg.

P.S Założyłem bloga, muszę wszystko skonfigurować. Potem podeślę Wam link ;)

EDIT

Link do bloga. Jutro dodam opowiadanie :wink:KLIK

Edited by tk2121
Link to comment
Share on other sites

O! Bylon był, i się zmył xD. Kompletnie nie mam ochoty poprawiać opowiadania. Obecnie jestem zajęty czytaniem WSPANIAŁEJ książki "Gra Endera" Orsona Scoota Carda ;). Oczywiście poprawki będą, następne części też, ale na razie nie mam ochoty. Jutro, postaram się przynajmniej "wersje" 0.40 dodać :P. Bo na więcej poprawek nie mam sił. Taki leniuszek ze mnie :wub:. Pzdr.

PS. Po dodaniu wersji poprawionej, spodziewam się twojej recenzji drogi HHF ;).

Edited by gamemen97510
Link to comment
Share on other sites

Mam prośbe. Pisze książke o tematyce fantastycznej, chciałem prosić o ocenienie mojej wersji demo 1 roździału.

Najemnik

Roździał1

-A więc to on?

-To ten najemnik?

-Niemorzliwe, nie da sobie rady.

Tłum szeptał wpatrzony w najemnika. Nie miał on imienia, wołano na niego Jerka. Brzybył do miasta na polecenie

króla Krala, sędziwego starca który potrzebował ratunku. Od pewnego czasu Marchia borykała się z wieloma problemami.

Wybuchła wojna, potężne chordy zjednoczonego plemienia rozbijały wojska królewskie w każdej bitwie, kupcy wstrzymali

szlaki handlowe i złoto przestało wpływać do skarbca, zaraza którą wywołał nekromanta Nerot zamieniła stolicę w miasto

żywych trupów.Jednak pojawiła się iskierka nadziei, nadworny wróżbita przepowiedział przybycie najemnika który stanie

u boku armi Marchijskiej i przywróci ład i porządek.

Jerka przechodził ulicami miasta Makfol, niepodobało mu się pogardliwe spojrzenie ludzi, jednak z biegiem czasu

przezwyczaił się do tego. Najemnik zmierzał w stronę królewskiego pałacu gdzie miał spotkać się z Kralem.

Nie wiedział jaki jest powód tej wizyty, jednak zlecenie od króla mogło być bardzo opłacalne.

-Jestem tu na polecenie króla-oznajmił strażnikom którzy pilnowali wejścia do pałacu.Żołnierze rozstąpili się bez większej

zachęty.Mężczyzna weszedł do środka.

Pałac królewski był skromnym pomieszczeniem zbudowanym z nagiej cegły, w niczym nie okazywał majestatu króla.

Okazywanie majątku nie leżało w naturze Krala, był on człowiekiem stanowczym i mądrym, wszystkie swoje decyzje

podejmował ostrożnie, liczyło się dla niego dobro jego ludu.

W korytarzu Jerka zastał sługę który zaprowadził go do Jego wysokości.

Pokój królewski w niczym nie różnił się od reszty pałacu. Na ścianach wisiało wiele sztandarów, na przeciw wrót znajdował

się tron, a na nim siedział Król Kral.

Najemnik podszedł do tronu i skłonił się lekko.

-Witaj Jerko, królewski najemniku-rzekł Kral.

-Bądz pozdrowiony Władco Marchi-odpowiedział.

Król wstał z tronu i spojrzał na mężczyzne

-Czy znasz już powód naszego spotkania?-spytał

-Poinformowano mnie tylko o tym że mam przybyć do Makfolu i spotkać się z królem, oraz że dotyczy to zlecenia.

-Więc wysłuchaj mnie najemniku.(...)

Wszelkie opinie prosze wysyłać na e-mail pawel_fantom@wp.pl

Link to comment
Share on other sites

Ledwo przebrnąłem przez to coś i z pisaniem na maila nie mam zamiaru się babrać, szkoda na to mojego czasu. Nie mam też zamiaru szczędzić innym ostrzeżenia przed czytaniem tego w obecnej postaci.

Przestrzegałem przed wklejaniem wersji "demo" mieszczących się na jednym ekranie, albo i połowie... Na podstawie czegoś takiego nie da się wywnioskować absolutnie NIC. No, może z wyjątkiem tego, czy autor jest analfabetą, czy nie. Mam w tej materii złą wiadomość.

Błędy, błędy, błędy... Trzecie zdanie i na wejście błąd ortograficzny. Dalej nie jest wcale lepiej - łącznie mamy "kfiatki" takie jak:

Niemorzliwe(...) niepodobało(...) trupów.Jednak(...) przezwyczaił(...) pałacu.Żołnierze(...) zachęty.Mężczyzna weszedł(...)

Dalej jest tego więcej.

Stylistyka leży, interpunkcja i ortografia też, wszystko to zasypane pod grubą warstwą nieciekawego, sztampowego bełkotu.

Nawet jeśli pisałeś to bezpośrednio w poście, czego NIE POWINIENEŚ POD ŻADNYM POZOREM ROBIĆ, to i tak nie usprawiedliwia to takiej masy błędów. Opera ma wbudowany słownik ortograficzny, Chrome też... Nie wiem, jak z Firefoxem, ale zakładam, że w tyle nie siedzi. A nawet jeśli siedzi - odpalenie worda, czy writera nie boli.

Bełkotliwy wstęp (pierwszy akapit poprzedzony atrapą dialogu) do uniwersum jest po prostu słaby. Nieciekawy, kiepsko napisany, skandalicznie krótki i niekonkretny. Streścić to mogę jednym zdaniem - kolejne jakieś tam mało konkretne królestwo fantasy ma wielce przerąbane z powodów wszelakich i potrzebuje bohatera, który się tym zajmie. Jak kurna oryginalnie.

Poważnie, jak wstęp do kiepskiej gry komputerowej.

Nie wiem, jakie to królestwo jest i czemu mam się przejmować, więc mi to wisi.

Dalej, bohater. Kolejny manekin, super. W ciągu całego akapitu wiemy tylko, że jest to najemnik i ma na imię Jerk... Jerka znaczy się. Nic więcej. Zero informacji odnośnie osobowości, tyleż samo odnośnie wyglądu. Wniosek - nie wiem, czemu mam się interesować tym kolesiem, więc tego nie robię. Jakość tekstu nie daje też żadnych nadziei, że kiedykolwiek będę musiał.

Opisy pałacu królewskiego są straszliwie toporne i nie dają mi w sumie żadnego wyobrażenia innego niż ceglana rudera, bardzo ogólnie.

Dalej, strażnicy króla... Najgorsi strażnicy, jakich kiedykolwiek widziałem. Wpuszczają obcego gościa, znanego NAJEMNIKA praktycznie bez pytania, sprawdzania dokumentów, kogokolwiek, kto by za niego poręczył. Skąd wiadomo, że któryś z wrogów gościa nie wynajął, by się króla pozbyć? Takie straże to wręcz zachęta do wbicia marnemu władyce noża w plecy, gardło, czy cokolwiek. Z taką jakością straży nie dziwota, że państwo ledwo dyszy.

Powiem tak - długa droga przed tobą, jeśli chcesz, by tekst nadawał się do czytania, a nie do kosza. To coś w obecnym stanie niemalże wypala ślepia masą niedoróbek wszelkiej maści. Ten fragment jest albo do wywalenia, albo gruntownej przeróbki - mówiąc gruntownej mam na myśli napisanie go całkowicie od nowa.

Reszty prawdę mówiąc nie chcę widzieć.

Czytania tego nie polecam, chyba, że dla jaj wręcz epickich.

Link to comment
Share on other sites

Paul933@

Ja "wogóle" nie przebrnąłem. Już pierwszy akapit jest do wyrzucenia, tak jak drugi i trzeci. Ty to w poście pisałeś? Sam, w moim pierwszym opowiadaniu miałem dość dużo błędów, ale przed pokazaniem większość poprawiłem. A słowa pokroju "NiemoRZliwe", to już spora przesada. Ty chcesz napisać książkę? Skoro nawet taki fragment potrafiłeś, za przeproszeniem koncertowo spieprzyć, to ty się nawet za książkę nie bierz. Ortografia - tu jej nie ma. Interpunkcja - tu jej nie ma. Styl - sam zgadnij. Schrzaniłeś absolutnie wszystko. Wiem, że jestem trochę ostry, ale tego naprawdę nie-da-się-czytać. Może spróbuj najpierw z opowiadaniami, ale POPRAWIAJ błędy!

Podsumowując. W obecnej formie, spalił bym ten fragment i wrzucił na wysypisko. Pzdr.

Edited by gamemen97510
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...