Jump to content

Recommended Posts

Hmm okej, pierwszy się 'obnażę' ;) od niedawna prowadze swojego wordpressa http://peacegrenade.wordpress.com/ czyli takiego bloga, który służy do pisania o zajawkach, zamieszczania felietonów etc. a nie do dzielenia się ze światem co się zjadło na obiad, że nóżka boli i newsów ze swego, pasjunującego wszystkich, życia rodzaju: całowałem się z Marysią, czy od tego zajdzie w ciążę?

Peace Grenade to artykuły przeróżne, recenzje, ogólny komentarz do co bardziej ciekawiących mnie spraw z zakresu szerokopojętnej kultury. Dość mocno czuwam nad tym projektem, zapewniając mu stały support, więc treści przybywa. Przynajmniej narazie, póki zapału i sił mi nie brak.

Jeżeli ktoś poświęci chwilę czasu, i spróbuje zobaczyć co tam kombinuje będe wniebowzięty, a jak zostawi komenty to wogóle będe orbitować :lol:

wkleje odnośniki, do trzech, chyba ciekawszych wpisów (wystarczy kliknąć na grafikę):

bgecm9.jpg

ndswrlden3.jpg

animekgb8.jpg

cóż... Njoy

Link to comment
Share on other sites

no to i ja dodam też trochę mojej bajkowej prozy rodem z wiedźmina(ponoć ktoś mnie za niego wziął widząc tę oto pracę) .... ( A. Sapkowski to mój ideał pisarza)

opowiadanie martwego wybrańca

23 marzec, 2008 - 21:31 ? dusieqq

I

Spałem, marzyłem o niej, wiedziałem że przyjdzie by zabrać mnie

unikałem swego odbicia, w lustrze przepowiedni

Mówili mi wybrańcze przez boga zesłany, lecz ja nie wierzyłem w ich słowa, nie chciałem, do czasu.

Przyszło do mnie wezwanie od lorda Bonericka miałem wyruszyć na zachód gdzie słońce pierwsze daje promienie, gdzie tęcza widzi swe mienie, gdzie kobiety wstydu nie znają, by odszukać ciebie

spokojną... śmierć

II

Lecz sumienie nie pozwalało poczuć spokoju dreszcz, gdy zamykałem oczy zawsze przypominała mi się ona, w jej objęcia ma postać wtulona, patrzyła na mnie bez oczu wzrokiem tuląc się do jej żeber obrośniętych kości patrzyłem, płakałem, marzyłem, umierałem, cieszyłem się.

Nagle obudzony głośnym prychnięciem konia, zrozumiałem, to tylko marzenia. Więc w drogę rzekłem do kaila , słuchając szumu wody płynącej daleko, zastanawiałem się czy dobędę jeszcze miecza? Zginę jak prawdziwy człowiek, w ogniu walki z którego się zrodziłem, z walki dobra ze złem gdzie powstaliśmy my którzy wolni wybór mają, a zatem....

III

Powóz stanął po 7 dniach podróży, ujrzałem karczmę o nazwie "Zwiędnięta Róża", wstałem chwiejnym krokiem, jak po przespaniu dnia lub pięciu, śniłem znów, wszedłem do karczmy wnet powitały mnie śmiech, hałas dochodzący od stolików gdzie pełno było ludzi, pół ludzi, harpii i ta krew, przypomniałaś mi się zatrzymałem rękę na rękojeści miecza, wolno podszedłem do lady prosząc o piwo, było zimne,pieniste lecz bez smaku, zdobyłem się na zerknięcie na jedną z harpii która kusiła swoimi piersiami spragnionego rycerza, poszedł, krzyk, cisza rozległa się, ludzie dalej upajali mózgi, zataczali się, wyszedłem Kail już kończył rzekłem, tym razem ja poprowadzę a ty chłopcze śpij, odetchnął z ulgą a konie? Cóż, przeraziły się...

IV

O poranku 9 dnia wrzask wron rozciął spokojne niebo, spojrzałem do tyłu Kail już dzierżył swego Kirata w dłoni, spokojnie to tylko elfy, znowu polują na wrony. Czemu? Wieżą że jedna wrona to 1 rok dalszego życia, schowaj broń. Ale.. Powiedziałem schowaj wojny już nie ma... Ehh walka o gorę Sarin najpiękniejsza, największa, najkrwawsza, zwycięska, wyobrażasz to sobie ? 10 Tysięcy ludzkich mieczy, kusz,włóczni, przeciw 15 tysiącom elfickich łuków i krasnoludzkich młotów i toporów, jak fale morza połyskiwaliśmy w pełnym słońcu, niczym rzeka złota,stali i oczu przemocy , trwaliśmy tak niewielu przeżyło a właściwie jeden... Ja.

V

Gdy dojechaliśmy do przedostatniego przystanku, powitano nas jak by się tego spodziewano po mieście rabusiów znane jako vixa unikane jak ogień poszukiwane przez wielu, okupowane przez króli w końcu zrozumieli, wynieśli się, a cech złodziejski rozrósł się jak szarańcza, to miasto obszarpane, brudne, piękne, o tym właśnie marzyłem. Kail możesz już wracać, tutaj wysiadam,weź mój ekwipunek wszystko prócz ubrania, miecza i odrobiny złota, zostaje tutaj Królowi powiedz że dotarłem na miejsce spoczynku...

VI

następnego dnia zbudził mnie pisk świni, pomyślałem znowu w wojsku, nie tym razem przeszedłem się do karczmy była pusta, podszedłem do barmana i spytałem jest robota? NIE... No niestety wychodząc tak jakby mimowolnie rzuciłem złotego arka na ladę. W wejściu stanęło dwóch osiłków o przygłupim wyrazie twarzy, długo mi nie zajęli czasu, poszedłem dalej, tym razem wstąpiłem do motelu wydałem trochę i poszedłem spać.

Znów do mnie przyszłaś kochanie? Proszę zostań na tę noc, nie pozwól mi się obudzić aż do rana, na razie nie chcę umierać więc nie będę nalegał. Przytaknęła tylko, odsunęła kaptur i zobaczyłem pustkę, pierwszy raz zobaczyłem jej oczy, czarne, bez uczucia jakby smutne z tego powodu że po raz pierwszy nie chcę umrzeć, postanowiłem, dotrę do miejsca spoczynku... Ocknąłem się, głuchy poranek zawitał przez szyby, wyszedłem bez słowa, kupiłem konia i ruszyłem na miejsce mojej śmierci...

VII

po trzech dniach, byłem już tam, gdzie serce przestało oddychać a płuca bić gdzie poznałem śmierć i zakochałem się w niej. Byłem u stóp góry sarin... Teraz po latach wichur była ledwie jej połowa po 3 tysiącach lat, wróciłem, na górze byłem zaledwie po 3 godzinach wspinaczki, stanąłem na polu bitwy gdzie rdzewiały miecze a łuki się rozkładały, zbroję nieruszone jako święte relikwie opadały już z ciał. Położyłem się przy nim, przy elfie, moim przyjacielu, którego zabiłem, położyłem, zasnąłem.

-Teraz mogę, możesz mnie wziąć ze sobą najukochańsza.

-Nie mogę jesteś jedynym który pragnie śmierci a umrzeć nie może, przepraszam.

-Więc zabije się sam i odnajdę cię kochana.

-Więc czyń co musisz albowiem giniesz jak bohater, za niebo cię nie wezmą lecz w piekielne otchłanie upuszczą, przepraszam. -Proszę,

-w końcu.... blisko ciebie...

VIII

I patrząc na złote róże, ze spuszczonym wzrokiem, odchodził, umarł na wieczność, pozostał w pamięci, zatrzymał ją ręką, rzekł kocham lecz ona się wyrwała, uciekła, powiedziała nie ma dla ciebie miejsca w moim żywocie jako że sam jesteś już martwy, ma praca wypełniona, żegnaj. I śmierć przeminęła, na wieki....

1. kirat- miecz wymyślony przeze mnie jednoręczny o lekko zagiętym dziobku

2. polowanie na wrony- obyczaj mojego tworu, zapewniający elfom ich długowieczność i zwinność

3. Vixa- miasto złodziei itp. Nie objęta przez żadnego z władców, stanowi bodajże jedyne miasto nie objęte żadnym opodatkowaniem z powodu częstych "rabunków"

Link to comment
Share on other sites

Opowiadanie bez tytułu

1

Słońce wstawało coraz wyżej, wychylając się sponad podmiejskich, brudnych od sadzy bloków. Promienie wdzierały się leniwie do niewielkiego pokoju położonego w północnej części dzielnicy. Oświetlały kolejno stare, brudne od tłuszczu żaluzje. Następnie załamane przez starą szybę trafiały na cekolowana ścianę i dębową podłogę.

Pokój urządzony był niezwykle skromnie. Stały tam obok siebie mahoniowe, połyskujące biurko, szafa ze sklejki i materac. Mimo tak spartańskiego umeblowania w pomieszczeniu panował nieporządek. Podłogę zasnuwały czasopisma, powyrywane z różnokolorowych gazet kartki, zeszyty w twardej oprawie i kilka pożółkłych książek. Gdzieniegdzie można było znaleźć resztki jedzenia , porozrzucane płyty kompaktowe i pojedyncze części garderoby.

Seth otworzył powoli oczy. Rozmyty obraz wirował, sylwetki przedmiotów zlewały się ze sobą. Sięgnął po soczewki kontaktowe. Spojrzał na zegarek. Wskazówki pokazywały godzinę szósta. Wstał i przeciągnął się, po czym przymykając delikatnym slalomem między gazetami podszedł do okna. Z lekko mieszanymi uczuciami spojrzał na przepiękną panoramę Gdyni, wyłaniającą się z mgły poranka. Ogromny, majestatyczny komin elektrociepłowni, olbrzymi, pełny wózków widłowych, ciężarówek, różnego rodzaju dźwigów i żurawi terminal kontenerowy . Nieopodal stocznia ze swoją popularną na całą Europę suwnicą. Wszystko to odbijało się w delikatnej niczym nie wzburzonej tafli Bałtyku tworząc dzieło na miarę Moneta. Z oddali wyłaniały się śródmiejskie wieżowce.

Seth nienawidził zgiełku miasta, gwaru okolicznych ulic, ryku samochodów, jęków samolotów, pisków lokomotyw. Uchylił okno. Po chwili wraz z powietrzem do pokoju wdarła się cała muzyka miasta i wypełniła go doszczętnie. Seth zaklął cicho. Jedyne, z czym obecnie kojarzyło mu się miasto to korupcja, symonia, nikolaizm i nepotyzm. Nienawidził tego. Pragnął jednego ? spokoju . Nie, nie śmierci. Spokoju. Kiedyś jakiś samozwańczy filozof w artykule do podrzędnej gazety nazwał spokój synonimem śmierci. Seth zaśmiał się cicho. Dla niego spokój był raczej formą ucieczki. Ale od czego? Od owego zgiełku miasta, od ulic, ale na pewno nie od życia. Jakim cudem spokój, taka charakterystyczna i pożądana cześć, element naszego życia może istnieć samoistnie, bez niego. Bo czymże innym jest spokój, jeśli nie chwilową zachcianką ? Jeden lubi spokój ? drugi nie może żyć bez hałasu. Spokój mimo swoistego nie materializmu jest jednak zachcianką. Ciekawe jak to jest z ? nie, dość tych filozofii.

Wyszedł rozdrażniony z pokoju. Był zły na samego siebie z powodu bzdurnego, filozoficznego poranka. Teraz przez cały dzień towarzyszyć mi będzie podły nastrój ? westchnął rozgoryczony.

Wszedł do łazienki, zdjął bieliznę, przejrzał się w lustrze. Jego ciało znaczyło wiele dumnych blizn, w tym charakterystyczna ? biegnąca od klatki piersiowej poprzez żebra lekko nad pasem zakończona ? pamiątka po nożowniku. Seth uśmiechną się

? kilka centymetrów dalej i byłby mnie [beeep] wykastrował.

Nagle poczuł silny, przeszywający ból w krzyżu. Obrócił się. Światło i cienie wykonały śmiały spektakl na obrysach jego wyrzeźbionego ciała. Wygiął się w łuk, jednak niczego nie dojrzał.

- Widać starość daje mi się we znaki.

Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. Po raz kolejny. W ostatnich, ciężkich czasach było to zjawisko dość rzadkie. W okamgnieniu umył się i wysuszył. Wrócił do pokoju. Tym razem skierował swe kroki ku szafie. Wyjął po kolei: czarny garnitur, bordowy krawat, białą, nie wyprasowaną koszulę, skórzany pasek i lekko zakurzone buty. Zgrabnie ubrał się, zabrał z biurka telefon komórkowy i pospiesznie wyszedł z domu.

To dopiero pierwszy rozdział. Reszta zależy od tego, z jakim odbiorem spotka się ów fragment. Serdecznie proszę o wszelkie komentarze. Zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Swoją drogą to wstyd. Patrząc po wątkach na forum - Wy klubowicze macie sporą wiedzę odnośnie świata pecetowego. Zatem - do piór. Niech ten kącik nie bedzie taki pusty

Link to comment
Share on other sites

wyszukałem się błędu :

Stały tam obok siebie mahoniowe, połyskujące biurko, szafa ze sklejki i materac

powinno być Stały tam obok siebie, połyskujące mahoniowe biurko, szafa ze sklejki i materac. bo tak jak ty to napisałeś to wynika że nawet materac z mahoniu jest ;]

ogółem tekst fajny, mnóstwo w nim słówek mniej lub bardziej zrozumiałych, spotykamy się tu z filozoficzną naturą człowieka który mimowolnie dużo rozmyśla

świetny utwór z lekkim posmakiem codziennego lenia, łatwy w czytaniu i zwinna treść. Mam prośbę, mógłbyś mi ciąg dalszy wysłać na maila ?

Link to comment
Share on other sites

wyszukałem się błędu :

powinno być Stały tam obok siebie, połyskujące mahoniowe biurko, szafa ze sklejki i materac. bo tak jak ty to napisałeś to wynika że nawet materac z mahoniu jest ;]

Ja bym się raczej zastanowił, czy materac może stać. To znaczy może, oczywiście. Ale raczej nie nadawałby się wtedy do spania;]

Opowiadanie bardzo fajne. Skrzywiłem się może tylko troszeczkę przy "jękach samolotów", ale to już w sumie zwykłe czepialstwo z mojej strony. Czekam na ciąg dalszy;]

I tak z ciekawości. Co to jest "cekolowana ściana"?

Link to comment
Share on other sites

Wstał i przeciągnął się, po czym przymykając delikatnym slalomem między gazetami podszedł do okna.

Według mnie, to slalomem można przemykać, a przymykać conajwyżej oko.

No i jeszcze "uśmiechną się" zamiast "uśmiechnął się". Ale ufam, że to literówka jakich w tym tekście powyżej parę jeszcze się znalazło.

Przyłączam się do pytania A.L. o cekolowaną ścianę.

No i czekam na ciąg dalszy, nieomal obiecany przez autora ;) Z chęcią zobaczę, czy wyjdzie z tego coś ciekawszego, czy znów wpadniemy w schematy.

Link to comment
Share on other sites

Rozdział 3.

Seth wyszedł z klatki schodowej . Poczuł chłód wiosennego powietrza niosącego ze sobą lekką woń przebiśniegów i kaczeńców. Wiatr dotknął jego ciała, wdarł się pod kurtkę przeszył na wylot każdy centymetr kwadratowy jego skóry. Wstrząsnął nim dreszcz. Przeczucie. Coś się dzisiaj wydarzy. Może ten dzień przyniesie pewną odmianę? Stanie się krokiem milowym, znaczącym zakrętem na ścieżce jego w sumie niedługiego życia? Zwykle miał rację, chociaż nie potrafił tego wyjaśnić. Na chwilę przystanął, nadstawił uszu. Zdawało mu się, jakby słyszał cichy głos szepczący do ucha jego imię. Nagle wszystko ucichło. Wiatr ustał. Seth potrząsnął głową, zamrugał i ruszył w kierunku samochodu.

Otworzył delikatnie drzwi czarnego sedana. Wsiadł; delikatnie wsunął kluczyk i przekręcił. Odpowiedział mu cichy jęk rozrusznika i niemal niesłyszalny szmer silnika. Kochał to. Kochał jeździć, kochał tę wolność. Jedna z niewielu przyjemności jaka mu dziś pozostała. Wcisnął sprzęgło, wrzucił wsteczny. 150-konny diesel delikatnie wytoczył samochód z niewielkiego, parkingowego zaułka.

Seth jechał powoli. Starał się nie przelewać swoich uczuć na styl jazdy. Nie wytrzymał; coś w nim pękło. Wrzucił piaty bieg. Silnik zawył, zalany nową porcją mocy. Koła potoczyły się szybciej, licznik prędkości stale się obracał. Obraz widziany przez przednią szybę zlał się w jedno tworząc powietrzny tunel. Samochód pędził jak oszalały.

Wysoki, otyły mężczyzna odepchnął Marię na bok. Jej nieprzytomna twarz skryta była w brudzie i posoce. Upadła delikatnie jak anioł na ziemię. Seth zawył jak zranione zwierzę. Nie widząc nic przez twarz zalaną łzami rzucił się na napastnika. Bił pięściami na oślep jak oszalały. Tamten, jakby go ignorując spokojnie robił uniki, parował ciosy.

- tylko na to cię stać ? ? wrzasnął. Jesteś żałosny, człowieczku.

Seth otworzył oczy. Powoli, delikatnie rozejrzał się wokoło. Stał na parkingu przed znajomą firmą. Nie potrafił tego wyjaśnić. Po prostu przyjechał.

- nalać panu kawy? Wygląda Pan na zdenerwowanego . ? spytała uprzejmie sekretarka

- dziękuję, jakoś sobie poradzę. ? rzucił od niechcenia.

Stanął przed swoim gabinetem. Schylił się, nacisnął klamkę i już miał wejść, gdy nagle spostrzegł swoje odbicie w szybie. Rzeczywiście ? był cały roztrzęsiony. Pot spływał mu z mokrych włosów i opadał na podłogę. Czoło podniosło się pod presją pulsujących żył. W piersi czuł ogień.

Tylko tyle do tej pory "powstało" .

Jako że odpowiadanie spotyka sie z dobrym odbiorem postaram sie ba bieżąco rozmieszczać kolejne części.

Co do cekolowanej ściany:

jest to ściana najpierw pokryta betonem, a następnie cienką warstwą gipsu. Następnie ową ścianę traktuje sie papierem ściernym. Efekt świetny, bo wspomniana wcześniej ściana jest gładka jak lustro. Dziś nie jest to nowość, w czasach "Bohatera" jeden z niezauważalnych reliktów przeszłości

Co do literówek : magia worda 2003 i autokorekty + mało czasu i szybkie tempo pracy . Ale od czego mamy korektę :D

Link to comment
Share on other sites

Zacznijmy więc:

1. Zaserwowałeś rozdział pierwszy i trzeci. A gdzie numer 2?

2. Zdania w dialogach zaczynaj z dużej litery. Bądź konsekwentny, tak samo jak przy pisowni pan/Pan.

3. Te przeskoki, pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego akcje, wtrącone nie wiadomo czemu - to specjalnie, z myślą o dalszej fabule? Wprowadza zamęt, ale taki pozytywny. Nie nudzi. Jeśli zaś jest to po prostu nieuporządkowane... Cóż, szkoda.

4. "Licznik prędkości ciągle się obracał". Znaczy co, źle umocowany w desce rozdzielczej był? Zazwyczaj obraca się jedynie wskazówka, a i ona nie obraca się ciągle i ciągle i znów, ale zakreśla pewien łuk tylko. Zamieniłbym to na coś innego, albo wyciął całkowicie.

Tyle na chwilę obecną ode mnie ;)

Link to comment
Share on other sites

O. To może i ja wrócę, jak już się zacząłem na forum udzielać. :)

Mój ostatni tekst. Trochę inny niż poprzednie, ale krótki (choć dość hermetyczny), więc nie będziecie się zamęczać.

Przy okazji - zagadka, dość prosta. Ile trwało pisanie tego tekstu i jakiej muzyki wtedy słuchałem? Kto wygra, ma kratę... mineralnej. ;)

Proszę bardzo:

***

Requiem dla filozofii

Kiedy wszystko się zaczyna, jest to ból głowy. Jak każdy, jakbyś oglądał film, ale na stop-klatkach, albo lepiej, samą taśmę, każda klatka jest dla ciebie niemalże taka sama, nie rozróżnisz okiem żadnego nowego szczegółu. Ale gdy puścisz to w ruch, nagle nadchodzą zmiany i zauważasz, że pędzisz jak szalony przez to wszystko, jak wariat, aż na końcu tego toru, który szybko okazuje się kolizyjny, przypieprzasz łbem w ścianę.

Ale nawet pewnie wtedy ból nie znika, co?

Budzisz się, i pierwsze, co ci towarzyszy to właśnie ból głowy. Esencja istnienia, zawarta w jednym, prostym uczuciu. Czysto fizyczne, a implikuje przecież tak wiele umysłowych możliwości. Budzisz się, i mimowolnie rozglądasz się za proszkami. Nie, wcale nie, w żadnym wypadku nie ? nie podnosisz się z łóżka. Na to jest za wcześnie. Blady świt, szarość Miasta, wpada dopiero nieśmiało przez brudne żaluzje. Na wszystkie rzeczy jest odpowiedni czas. Bo każda kula ma swojego właściciela, nie? I ślęczysz tak z własnymi myślami, gmerając sobie w pępku, drapiąc się po tyłku, czasem w odruchu bezsilności ściskając w kłębek pościel. A potem wreszcie ruszasz ręką, wprowadzasz wszystko w ruch. Jest? Może przedostatnia tabletka? No, pewnie. Gdyby była ostatnia, to poczucie bycia zrobionym w wała byłoby zbyt oczywiste i ograne. A więc przedostatnia... Łykasz. Zimna herbata. To fascynujące, że zimna herbata, tak obrzydliwa, zwłaszcza jeśli zapomniałeś posłodzić, z negatywu nagle zmienia wartość. Kiedy usta klei ci betonowa ślina, kiedy mlaskasz, usiłując rozplątać język, kiedy czujesz, jakbyś przeżuwał stertę starych kapci, wtedy zimna, gorzka, skrzypiąca w zębach herbata jest jak wybawienie. Prawie widzisz te pieprzone aniołki, z trąbkami, które przygrywają ci rex tremendae, pospołu z rurami i cieknącym kranem w kuchni. Połykasz tabletkę? Pewnie, że połykasz. Chcesz zrobić wszystko, co w twojej mocy. Mimo tego, że wiesz, jak to się skończy. Ból nie minie. Bo on nigdy nie mija. Ale próbować trzeba, oszczędzisz sobie marudzenia, że mogłeś, a nie zrobiłeś. Teraz mówisz tylko, że zrobiłeś, co mogłeś, a i tak masz przesrane. No i? Że co? Że źle? Spytaj Maxa, co jest grane.

Budzisz się więc po raz trzeci. Igły zmieniają się w pulsowanie. Więcej światła wpada. Tak, rozważasz, wiemy. Rozważasz tę hipotetyczną sytuację. Jak by to było wstać. Potem umyć twarz, ząbki, wskoczyć pod prysznic, wymyć jaja, zrobić sobie kawkę, tosty, oraz, nie zapominajmy o prawidłach konwencji, szklankę soku pomarańczowego. A potem ubrać się, z uśmiechem spoglądając w odbicie w lustrze. Złapać klucze, wybiec z domu, przez klatkę, skacząc po trzy stopnie. Nie z radości, ot tak, bo energia poranna rozpiera. Bo kofeina i serotonina krążą już po flakach. I wskoczyć na rower. A może wolisz samochód? Niech będzie, tym razem samochód. I do pracy. Nawet nudnej, co tam, ale widzi się ludzi. A popołudniem? Przyśpieszmy, bo przynudzimy jeszcze. Popołudniem szybki telefon i twoja wieloletnia gorąca dupka tylko czeka na romantyczną kolację i analny terror późną nocą. I położyć się spać, z nią w ramionach, nie myśląc o niczym. Wstać rano i...

Ach, że głowa cię boli. No cóż, wake up&smell the coffee. Tyle że ty nawet kawy nie masz. Tylko jedną tabletkę. Ale podnosisz się, tak. Leżenie w łóżku już masz za sobą. O czym myślisz? O niczym, co? Sprawia ci to przyjemność? Jak to jest nie myśleć o niczym? A może to niebyt? O ti ti, szczęściarzu. Dotknąłeś tego? Jak sądzisz, skoro już wstałeś, twoje życie, to ile planów? Czy to życie, czy erzac, czy może po prostu niebyt? To jak to jest w końcu? Aż się chce zanucić, z jakimś wieśniackim monorymem... O! Życie, ach życie, zanurzony w niebycie, jakbyś siedział w cuchnącym odbycie, la la la...

La? Spodnie ubrał, patrzcie go! Oto człowiek, który nie jest przegrany!

***

Wyglądasz za okno. I co widzisz? Co widzisz każdego dnia? Taśma filmowa czy może już projekcja? Co zmienia się w drzewie, jak ułożą się liście, ile osób przejdzie rano ulicą do pracy? Jak wiele zmienia się w świecie? Jak wiele obserwujesz, czy dajesz sygnał?

Pajęczyna. Wielka pajęczyna, której niezliczone nitki drgają nieustannie, bezsilne wobec ciągle padającego deszczu. A ty wychodzisz poza pajęczynę. Sygnał. Podstawa interakcji. Przez każdy akt, działanie, i coś trzeciego, co zawsze przydaje się przy konstrukcji triady retorycznej, zawsze, mimowolnie działasz, jesteś w tej sieci, jesteś nitką, ale wszystkim, co czynisz, zmieniasz otoczenie. A ono zmienia ciebie. Rezonans sygnałów. Tak? A co robisz. Czy teraz, gdy jesteś, no właśnie, czy w ogóle jesteś? Tak, rozważmy to. Czy brak sygnału to sygnał. A wcześniej, czy sygnał jest intencjonalny. A wcześniej, czy... Nie. Gdy nikt nie wie, gdy nikt nie drga wraz z tobą, gdy nie dajesz niczego, celowo wygłuszasz wszystko, jesteś chodzącym brakiem sygnału. Zastanów się. Czy istniejesz? Może nie?

Ból głowy?

Przecież on nie przychodzi z zewnątrz, mój drogi.

***

Jesteś stary czy młody? Silny czy słaby? Już tego nie widać. Zmarszczki to oszukańcza metamorfoza. Kiedy ostatnim razem czułeś inne? Ciało? Szorstkie, gładkie, chłodne, ciepłe, wilgotne, suche. Dotyk dłoni? Wsuwa się lekko. Niezależnie od jakości, jaką posiada, wzbudza to uczucie. Czy raczej wzbudzała. A oko? Wolisz co... Zanurzasz się w ciemności, w łagodnym brązie, w ziemistym spokoju. A może wolisz światło? Szum spokojny, wiatru, chmur leniwie płynących po niebie? Jeszcze nie fal, rozbijających się o nagie stopy, ale już nie błękit nieba? Nie, jad pod powiekami. Wściekła zieleń pełna iskier. Krój, cienka linia, serce, wypchnięte, a może takie po prostu, te, które są. Nie trzeba warg konstatować innymi wargami, ich prawdziwość objawia się przy dotyku, prawda leży w opuszkach palców. A włosy... Miękkie, grube, cienkie, suche. Rozmazana malarska paleta. A jednak ten największy miks, kiedy biel oślepia, jest tym, co powinno być.

Co z resztą? Jest tam ukryte znaczenie? Czy może zwykłe, widoczne od razu? Gdy twój poziom samoświadomości wykracza poza konstatację żarcia, srania i umierania, wszystko inne w ciele zatraca znaczenie. Kiedy w jednym momencie czasu pewne części ciała są dystynktywne, w innym ich relewancja zakrawa na śmiech pusty i straszny. A potem nagle przekonujesz się, że to dotyk. Że wszystko inne podlega zmianie, mutacji, metamorfozie. A dotyk pozostaje, jak ostatnia forteca tego, co jest i co ma być.

***

Co to? Już wieczór? Stałeś tam cały czas? Tak bez ruchu? Tak po prostu? Jak...? Ach, ból istnieje. I cóż? Cóż się stało? Dokąd pójdziesz? Po co spodnie zakładałeś, skoro stoisz tu w jednym miejscu. Po co tabletkę brałeś, skoro ból nie mija. Po co myślałeś, jeśli myślenie na nic się nie zda, gdy nie ma się nim z kim podzielić. Po co tworzyłeś, gdy musisz niszczyć. Po co konstatowałeś, jeśli nie poszło z tym nic nowego. Po co... Idziesz spać? Czy śmierć jest snem, a sen śmiercią? E-e. To wtedy dla ciebie zaczyna się to jedyne, prawdziwe i pełne życie. I istnienie.

Tak. Weź tabletkę, tak przed snem. To nic, że ostatnia, weź. To nic, że ból nie minie, weź. Weź. I zdejmij spodnie, głupio tak iść spać. Zakop się w pościeli, ugnieć poduszkę, połóż głowę, nie patrz w sufit, gdzieś w bok, zaciśnij dłoń na prześcieradle, w tym ostatnim odruchu. Idź, idź, skończ ten dzień. Padają ostatnie akordy, wieczna światłość odchodzi.

Ch., nocą, Kraków

Link to comment
Share on other sites

Mjuzik & tajm -- jedyne co przychodzi na myśl, to skojarzenie z tytułem: Soundtrack z Requiem dla snu. Czas? Jedno posiedzenie, do półtorej godziny.

Jeślim wygrał, to Jurajską poproszę. Gazowaną.

Co do samego tekstu --

Fakt, nie umęczyłem się. Czytało się swobodnie, od początku do końca. Jakoś tak życiowo. Zdaje się, że każdy w choć jednym, malutkim fragmencie odnajdzie podobieństwo do siebie.

Myślałem przez moment, że pomyliłeś się z tabletkami i dwa razy wziął tą ostatnią. A jednak, te największe przemyślenia zdarzyły się przy towarzyszącym bólu. Też ciekawe :}

Ogólnie mnie się podoba, choć ulubionym tekstem Twym, który pamiętam była bajka/przypowieść o lisie :3

Link to comment
Share on other sites

świetne dużo ironii i nabijania się z samego siebie i do samego siebie

marudzenie na wszystko i myślenie, myślenie rozwija się tu przez cały dzień bohatera tego koszmarnego zadupia jakim jest jego życie

świetne.

a teraz trochę mojego pióra :

Bóg Elfów

28 marzec, 2008 - 20:19 ? dusieqq

Przysiadł pod wierzbą płaczącą, gałęzie wnet go otuliły. Zasępioną twarzą, wzrokiem rozmarzonym, uśmiechem na twarzy rzekł do wierzby, jego pięknej ochrony:

- Pięknie by było nam razem, gdybym ja był drzewem, a ty głazem. Pięknie by było, gdyby ludzie przestali istnieć, nieprawdaż? Drzewa by rosły bez obawy karczowania, bez obawy palenia, bezustannego niszczenia.

Myśląc tak spokojnie, marzył o jednym, marzył o wojnie.

W sen zapadł niedbale. Drzewo spojrzało na szkarłatne włosy z miłością, uczuciem, pojednaniem.

I drzemiąc bezlitośnie elfowi śniła się pożoga, krew, śmierć, bezprawie. Obudzony nagle szeptem

z daleka dobył łuku, ustrzelił człeka, krew się polała. Przekleństwa uniosły zakurzone mchy, które poszły śladem swoich dni.

Wyprostował się machinalnie, poszedł dalej, karawanę zostawił. Bo po co mu złoto, skoro nic mu ono nie da, nic poza pychą, brakiem szacunku do nieba. Szedł tak przez dnia dwa kwartały, szedł, póki go senne uczucia nie spotkały. Podszedł do krzaka, przemówił, ułożył się wygodnie. Spał,

póki świt go nie zbudził. Stała nad nim harpia, kusząca piersiami. Wziął ją w ramiona, a ona? Wtuliła się w niego, wzrokiem sunęła, zauważyła kogo zabić chciała. On to wyczuł, ona już szlochała.

- Nic się nie stało, istoto mała, w moich ramionach moc lasu cała. Tyś powietrza sługą zesłana, nie płacz już proszę, serce mi się kraje, gdy widzę jak istota nie ludzka robi z siebie człowieka. Nie płacz już proszę, masz, przekaż tę grozę swoim siostrom miłosnym, niech wiatr was niesie po człowieczych ciałach, współżyjących w tych lasach.

Tak harpia zrobiła, odleciała, spostrzegła pod sobą dwa ludzkie ciała. Wbiła pazury w szyję jednego, wrzask się rozpoczął, uciekł od biednego, a harpia? Zajadała ludzkie szczątki, kusiła swym ciałem, jak głupia dziewica, machała pośladkami, piersi pokazywała, piękno... jakże zabójcze.

Widząc to bóg dał jej mocy skrawek, teraz harpia z powietrzem była razem, dał jej potęgę by siała zniszczenie, niczym on za młodu, palił ludzkie mienie.

I wtedy uznał koniec jego żywota, usiadł na drzewie, zasnął niczym kłoda...

Niczym nie zachwiane marzenia elfa zgubiły jego duszę. Umarł, choć był nieśmiertelny, umarł,

bo przestał zabijać, bo przepowiednia się spełniła:

'' I BĘDZIESZ W MARZENIACH TONĄŁ BEZ ŻALU, OSTATNIA KREW PRZELEJE SIĘ NA TWYM SZALU,

Z DZIKICH KORZENI, LUDZKIEGO STRACHU, PRZESTANIESZ ZABIJAĆ POGRĄŻONY W NIESMAKU...''

Link to comment
Share on other sites

uśmiechem na twarzy rzekł do wierzby

Z uśmiechem. Jeszcze nie spotkałem ludzi, którzy mówią uśmiechem samym.

W sen zapadł niedbale.
I drzemiąc bezlitośnie
z daleka dobył łuku

Takie niezgrabności językowe. W dwóch ostatnich wystarczyło wstawić w odpowiednie miejsce przecinek, żeby oddzielić od reszty zdania. A powiedz mi - jak zasnąć od niechcenia/niedbale?

Przesłania chyba nie załapałem, gdzieś mi uciekło. Ogólnie mam wrażenie, że lepiej by wyglądało bez tych rymowanych zdań.

Link to comment
Share on other sites

ale właśnie miałem taki zamiar by było rymowane

z uśmiechem na twarzy: no nie mów mi że nigdy nie byłeś szczęśliwy rozmawiając z kimś....

z tym łukiem to fakt, drobne niedociągnięcie

w sen zapadł niedbale- chodzi o to że ułożył się byle jak byle zasnąć

przesłania raczej nie ma, ot zwykłe krótkie opowiadanko fantasy ;)

Link to comment
Share on other sites

z uśmiechem na twarzy: no nie mów mi że nigdy nie byłeś szczęśliwy rozmawiając z kimś....

Ależ byłem! Wielokrotnie! Chodzi o to, że zgubiłeś owo z.

Z uśmiechem mogę mówić. Uśmiechem samym nie. Mówię ustami, gdy się uśmiecham.

Widzisz różnicę? :P

Link to comment
Share on other sites

aaa o Z ci chodzi :P

no dobra napisałem nowe opowiadanie:

Życie

20 kwiecień, 2008 - 16:21 ? dusieqq

Stawiam garnek na kuchence, gazowej bo na elektryczną mnie nie stać

włączam gaz, wlewam wodę do garnka i różne takie tam, gotuję i gotuję.

Nagle słyszę pukanie do drzwi, otwieram...

-Dzień dobry

-Tak?

-Komornik, przyszedłem zawiadomić o zalegającej opłacie w wysokości 3000 zł,

należy wpłacić do końca tygodnia.

Zamknąłem drzwi, usiadłem na podłodze i? Załamałem się..

A zupa? do wywalenia...

Przechodząc przez miasto Monika zauważyła małęgo pieska pozostawionego samego

sobie, zbliżyła się do niego, wzięła na ręce a piesek lizną ją w podbródek.

To ją zmiękczyło, wzięła pieska ze sobą.

Poszła z nim na targ, kupiła obróżkę,karmę i smycz, od tej pory będziesz mój, o przepraszam, moja i masz się nauczyć chodzić na smyczy. Poszły razem dalej puszczając co chwilę do siebie oczko, czasem jakaś starsza pani im się dziwnie przyglądała na co piesek zareagował szczeknięciem, a właściwie nieudolnym pisknięciem, dziewczyna zaczęła się śmiać i poszły dalej do jej mieszkania. Zwykłe m3 z widokiem na jakże brzydki i obskurny rynek...

-Kochanie?

-Tak?

-Znowu ktoś nam psa ukradł.

-To pewnie znów ci Wietnamczycy, w duchu się cieszył bo psinka przysłaniała

3/4 życia jego dziewczynie i życzył komukolwiek, smacznego.

-No nic, idziemy do tej kawiarni?

-Tak, właśnie miałem cię o to spytać

Wstał z podłogi, oczy miał czerwone od płaczu a ręce trzęsły mu się z nerwów, podjął się zadania i postanowił pójść do rodziców po pożyczkę, a oni?

Mama znów będzie mi truła że gdybym się uczył to bym lepszą pracę miał.

Tata... wyłoży gotówkę na stół i dalej pójdzie oglądać te swoją giełdę na której więcej traci niż zarabia. Mam poczucie że jestem ich czarną owcą życia która zżera im wszystkie oszczędności.Po wypiciu herbatki i zjedzeniu dwóch kanapek

poszedł do pracy. Praca nudna jak flaki z olejem, praca na poczcie i sortowanie listów jest jak syzyfowa praca, niby ciągle coś robisz, ale i tak nie ma z tego pożytku, własnego...

To teraz damy ci imię, hmm? może misia? nie? no dobrze to coś innego może sonia? też nie? cholera to może ... Saba? o widzę że ci się podoba, no dobrze sabciu. Jutro pójdziemy do lekarza, on cię zbada i wtedy będziemy wiedziały czy aby nic ci nie jest.

A teraz chodź, powiedziała to klepiąc kołdrę na swoim łóżku, będziesz spała ze mną

Dziewczyna i piesek zasnęły

Koniec pracy, wybiła 3 w nocy, jak zwykle zrobił trochę nadgodzin w nadziei że

dostanie w końcu wymarzony awans. Docierając do domu zauważył jakąś źle wyglądającą kobietę

marznącą na dworze,poszedł do domu, by wrócić po chwili z kocem i filiżanką herbaty.

-Proszę tyle mogę przynajmniej dla pani zrobić

Ona chyba go nie zrozumiała, była z indii i jedyne co umiała powiedzieć to "dziękuję" i "dopomóż"

Uśmiechnęła się porozumiewawczo i chwyciła za filiżankę i koc.

On już dochodził do klatki schodowej gdy nagle wpadł na pomysł by ją wpuścić na klatkę,

lepsze to niż marznięcie na dworze.

Weszła powoli, najwidoczniej była głodna.

Poszedł do domu i przyniósł jej cały bochenek chleba.

W końcu z czystym sumieniem mógł iść do siebie by ułożyć się spać...

-Ummmm... Kochanie jesteś cudowna wiesz?

-Wiem złotko, zawsze, tak jak lubisz... a raczej... lubimy

-Co będziemy jutro robić? mój urlop kończy się dopiero za 4 dni

-Może pojedziemy do mnie na wieś na obiad?

-Do twoich rodziców? Ciekawe czy mnie polubią

-nie mają innego wyboru, skoro cię kocham to i oni muszą cię polubić

-też cię kocham, chodźmy już spać, ostatnimi razy wykańczasz moje wszystkie pokłady... energii

-hihi dobrze mój ty ogierku...

Czy on nie znajdzie nigdy lepszej pracy?

-Nie wiem

-A któż to ma wiedzieć?

-Stwórca?

-Daj spokój z bogiem, tu nie ma on nic do roboty

-hmm... chyba masz racje

-Wyłącz już komputer, już późno

-Chwileczkę, za moment do ciebie dołączę

- Mhm...

Następnego poranka On poszedł do pracy, zawołano go do dyrekcji

-Usiądź proszę. Chodzi o to że no wiesz... Jesteś dla nas zbyt dobrym pracownikiem

-Co proszę?

-Postępująca technologia coraz bardziej ogranicza usługi pocztowe, musimy

ciąć koszty, nie zrozum mnie źle, gdyby nie to, to dziś byś dostał awans.

-Czyli mnie zwalniacie?

-Tak...

-Dostaniesz pieniądze za cały ten miesiąc plus zaliczkę za nadgodziny.

-Dziękuję.

Wychodząc z poczty po schodach potknął się, upadł z 7 schodków, na głowę, zawieziono go do szpitala...

Pobudka piesku. Muszę cię zostawić samą, idę do pracy, będę za parę godzin.

Piesek zaskomlał i przytulił się do swojej pani.

Przepraszam, muszę I wyszła...

W drodze do szpitala zauważyła karetkę, postanowiła ją złapać, udało się i akurat była potrzebna.

-Co się stało?

-Gość miał pecha, wywalono go z roboty.

-Nie chcę jego życiorysu!

-Spadł ze schodów i uderzył głową o kant ostatniego schodka, paskudnie to wygląda

-Będzie uraz mózgu, z góry określiła. Dajcie mi morfinę i zatrzymajcie do cholery ten krwotok z czoła i nosa

-się robi.

(dzwonek telefonu)... ... Tak?

-Pani Aleksandra Premka?

-Tak, coś się stało?

-pani syn leży w szpitalu

-to chyba pomyłka

-Piotr Premka, lat 37, stan cywilny: wolny

-Już jadę !

Zabrać go na blok, szybko, zawołać chirurga! Pędziła z noszą i paroma lekarzami przez hol a wszyscy się

odsuwali jakby ich prąd raził. Trzasnęła noszą w drzwi które odskoczyły jak od wybuchu.

-Podłączyć ekg,kroplówkę i dawać mi tu narzędzia, będziemy się bawić w krawca

Momentalnie założyła strój chirurga i brała się za operację

Przy recepcji:

-Ale tu przywieźli mojego syna do jasnej holery!

-niestety nie możemy pani wpuścić na blok operacyjny, proszę tu czekać

-Chyba sobie kpicie!

-Proszę się uspokoić, albo wezwę ochronę by panią uspokoili

-Dobra

-Może pani usiąść i poczekać na jakieś wieści.

(dzwoni telefon)... .. ... Tak? Yhym. Coś jeszcze? dobra.

-Pani syn jest w pokoju 245, operacja przebiegła pomyślnie. Ale gdy skończyła mówić

kobitki już nie było

(Budzi się) Gdzie ja jestem? powiedział do siebie

obcy kobiecy głos- miał pan szczęście że akurat trafił pan na mnie, przy innym człowieku leżałby pan już w kostnicy

Nie wiem co lepsze żyć bez pracy czy umrzeć głupią śmiercią.

Tylko bez takich myśli, pańska matka zaraz tu będzie

no to widzę że chcecie mnie dobić a nie leczyć, ehh

(tu) wpada matka

-Rany boskie, co ci się stało!?

-Spadłem ze schodów... Wylali mnie z roboty...

-Nie czas teraz na myślenie o pracy, ile tu będzie leżał?

-miesiąc? rok? życie? Cie wiemy na ile jest uszkodzony jego rozum.

-Ale mówi!

-Mowa to podstawowy czynnik, to nic nadzwyczajnego. Może pani wyjść?

Chciałabym przebadać pani syna,zauważając minę matki obiecała że bezie delikatna.

No dobra maminsynku zobaczymy co jeszcze możesz...

-Tylko nie maminsynku, to nie moja wina że mam Taką matkę...

-Też fakt. Możesz ruszać rękoma? Świetnie a nogami? oj coś nie dobrze to wygląda,

zalecę ci rehabilitację.

-Kto ją poprowadzi?

-Ja.

- O rany ....

-Eee tam, będę delikatna

-Ha, Ha. Zabawne

-dobra teraz śpij....

Link to comment
Share on other sites

dusieqq, dziś jestem delikatny jak pierdnięcie na fiołkowym klombie, więc powiem wstępnie tylko tyle, żebyś robił korektę przed posłaniem gdziekolwiek tekstu. Nieważne czy jest to niezobowiązujące forum, serwis literacki, czy może nauczycielka od polskiego.

Za formę masz 0/10.

A treść... Eee... Sorka, ale... Wyjąłeś to z bloga, czy co? Już nie mówię o tym, że przejścia z dialogu w mowę niezależną są zamazane i ciężko się zorientować w tym, bo nie pamiętasz o czymś takim jak interpunkcja. :) A niestety, Joycem to Ty nie jesteś, przykro mi. I co to do cholery jest "(budzi się)" czy "(tu)wpada matka"? Stary, to scenariusz? To się naucz didaskalia tworzyć...

I jeśli przeprowadzasz mediatyzację, to, przykro mi, ale onomatopeje i styl wypowiedzi postaci masz z poziomu, nie wiem, piętnastolatka, a nie faceta przed czterdziestką. "ehhh"? Give me a break...

Stylistyka - 1/10

Treściowo... W zasadzie achronologiczne i pocięte, ja lubię takie rzeczy, jak się ma odpowiedni warsztat do tego. Ty musisz jeszcze popracować nad tym. :) Poza tym... To tekst o niczym właściwie i trudno się go czyta ze względu na niechlujstwo w formie.

Treść - 2/10

Ogółem - bidnie. :)

Aha, gdyby komuś się nudziło, z przerażeniem odkryłem że kilka moich opowiadań jest na poemie. :) Można poczytać, jak się komu nudzi...

Miejskie Opowieści

Link to comment
Share on other sites

Edi...

W nowym liceum pojawił się dokładnie 5 września o godzinie 10.40. Jego przybycie, jak zwykle gdy w szkole pojawiał się ktoś nowy, wzbudziło niezdrową sensację pośród znudzonej życiem i rozleniwionej, niedawno minionymi wakacjami, szkolnej gawiedzi. Trudno się jednak im dziwić - w małym miasteczku każda nowość wzbudzała ciekawość i ekscytację, przynajmniej na jakiś czas. Jednak pojawienie się Ediego odbiło się echem na znacznie dłużej, lecz oni nie mogli jeszcze tego wiedzieć.

Jak zwykle pierwsze dostrzegły go, odziane w kuse bluzeczki i przystrojone wielką ilością różu blondi, okupujące ławeczki przed wejściem i korzystające z wczesnojesiennych promieni słonecznych. Gdy szedł żwirowaną alejką zmierzając do głównych drzwi szkoły, posyłały mu zaczepne spojrzenia, a zarazem kąśliwe i niedwuznaczne uwagi, które on jednak całkowicie zignorował. Zaszczycił je jedynie przelotnym, obojętnym spojrzeniem, jakby zupełnie nie interesowało go, że o nim rozmawiają...

***

- Fajne ciacho. Podobają mi się jego lekko kręcone, blond włosy - powiedziała blondyna z kolczykiem w nosie.

- No, a widziałaś jego oczy? Są zielone jak mój lakier do paznokci. To pewnie znak, jesteśmy sobie przeznaczeni! - krzyknęła ta, której tłuszcz wylewał się spod przykrótkiej bluzeczki.

- I tak cię nie weźmie, on jest mój. Lubię takich wysokich i dobrze zbudowanych, są dobrzy w łóżku ? powiedziała z wyższością trzecia, najwyraźniej przywódczyni tej grupy. Można było to poznać po jej wyjątkowo ostrym makijażu, dużym dekolcie i idiotycznie wysokim głosie jakiego używała do wyrzucania z siebie pozbawionych głębszego sensu słów w trudnym do zidentyfikowania języku. Drapieżnym wzrokiem odprowadziły go do wejścia do szkoły.

cd (może) nastąpi :P

Link to comment
Share on other sites

do chimairy:

jest to tego typu moje pierwsze opowiadanie, pisane na szybko bo szybko ze mnie wena uchodzi, treść była taka nie inna, scenariusz hmm nie wiem, jak z bloga? Wątpię, na blogach są zwykle rzeczy typu "zrobiłam sobie nowe pasemko albo coś w tym stylu ;)

postaram się lepiej coś napisać jak mnie na prozę natchnie ;)

dziękuję za obiektywną krytykę

ps. nie jesteś pierwszym który mnie za stylistykę zjechał ;)

Link to comment
Share on other sites

dusieqq - tekst dobrze jest napisac na szybko 'póki weny starczy', jednak potem nalezy odetchnąć, przespac się najlepiej, i nastepnego dnia go przeczytać by zobaczyć ile rzeczy się pominęło, ile jest nie tak jak chceiliśmy i ile błędów się wyłapało. Na jednym posiedzeniu ciężko bardzo coś fajnego, składnego i troszkę dłuższego skleić, trzeba od pracy tworczej odsapnąć.

Link to comment
Share on other sites

Do Intheflesh . Za dużo wielokrotnie złożonych zdań. Daj czytelnikowi odetchnąć czasem. Wpleć może jakieś zdanie pojedyncze.

Obiektywna ocena.

Problem oceny jest rozpowszechniony w dzisiejszym świecie. Zmaga się z nim szkolnictwo, zmagają się z nim krytycy i pisarze. Jako że ten tekst ma być o tematyce komputerowej pozwolę sobie na mały wycinek z powyższej, zakrojonej na szeroką sprawę problematyki i zajmę się problemem oceny gier i pisanych recenzji.

Pierwszym pytaniem, na jakie musimy sobie odpowiedzieć to: ?Co powinna zawierać dobra recenzja??. Miejsca jest stosunkowo mało, a o niektórych grach można by książki pisać.

Według mnie podstawą każdej recenzji powinien być opis emocji, jakich dostarcza. Autor powinien opisać co mu się podobało a co nie i odpowiednio uargumentować. Tekst bez argumentacji nie ma większej wartości literackiej ?jest nieprzekonywający dla czytelnika.

Charakterystyka dotycząca gry schodzi na dalszy tor. Dlaczego? Ponieważ rzeczy takie jak informacja o ilości poziomów w grze, czy o jakości silnika zastosowanego w niej nie jest tak istotna, jak opis radości płynącej z rozgrywki. Ponadto często opis i charakterystykę gry znaleźć można w zapowiedziach i beta testach. Autor może co najwyżej przypomnieć pokrótce, albo wpleść luźno między opis swoich przeżyć najważniejsze informacje.

Dodatkowo sztuką jest nadanie pewnego kształtu recenzji ? wzbogacenie jej o ozdobniki i walory typu odwołania do innych tytułów, bogate słownictwo, poprawna polszczyzna.

Wiele osób może się zgodzić lub nie z powyższą tezą ? jest to zdanie autora. Jednak każdy bez trudu odpowie sobie na pytanie : ?Co mnie bardziej zachęci do gry? ? Informacja o tym, że zawiera świetnie zaimplementowany silnik fizyczny czy to, że dostarczyła recenzentowi i całej redakcji takiej radości, że aż im szczęka opadła.

Niemniej jednak powyższa, niewinna teza skrywa w sobie ogromne niebezpieczeństwo ? zarzut subiektywności. Jest to zarzut o tyle często stawiany recenzjom co bezsensowny. Obiektywna może być zapowiedź a i to nie zawsze. Mało tego. Gdyby przeprowadzić ankietę okaże się, że te tzw. ?obiektywne? , bazujące na suchych faktach recenzje nie będą miały zbyt dużej poczytności. Subiektywność recenzji świadczy o kunszcie jej autora. Recenzja jest osobistą wizytówką tego, kto ja napisał. Wybitnymi recenzjami można wybić się na szczyt serc czytelników. Złymi można się ośmieszyć. Obiektywna recenzja to mit. To rzemiosło.

Na tle powyższych argumentów dochodzi niekiedy do sporów między recenzentami i dużych rozbieżności w ocenie tytułów ? np. Unreal II. Ujawnia on największy grzech subiektywności ? rozczarowanie. Jesteśmy tylko ludźmi , nie oszukujmy się i nic taka nas nie boli jak rozczarowanie. Potrafi ono znacząco wpłynąć na ocenę gry . Z tego powodu oceny tego niezłego tytułu wahały się od ocen średnich po bardzo wysokie. W dodatku doszło do sporów między graczami o to, które recenzje są ?bardziej obiektywne?.

Ja sam przyznam, że Unreal II mnie oczarował i bardzo mnie dotknęła ocena w Cd-action. Nie rozumiałem jej. Unreal II był piękny, bardzo grywalny i ? był pierwszym fps-em jakiego przeszedłem.

Dziś, po sześciu latach od tamtej chwili doskonale rozumiem bolączki recenzentów. Nieraz doznałem bólu rozczarowania głośnymi tytułami (Deus ex 2), albo radości z naprawdę dobrego sequela (vide Kotor2).

Podsumowując trzeba przyznać (obiektywnie), że z oceną zarówno gry, jak i jej recenzji należy się wstrzymać, przemyśleć sytuację. Należy pamiętać o kulturalnej dyskusji i odpowiednich argumentach, gdyż bez tego nasza wypowiedź będzie niewiele warta.

Postscriptum: Nie jest to broń Boże poradnik jak "pisać recenzje", gdyż takowe znaleźć można pewnie w niejednej księgarni. Jest to tylko moje zdanie i przemyślenia dotyczące idei obiektywnej recenzji, która wedlug mnie jest krucha.

Postscriptum 2: Do Moderatorow - jeśli pomyliłem się odnośnie kącika, w którym umieściłem tekst tego typu, to proszę mnie odpowiednio "przekierować"

Link to comment
Share on other sites

zajmę się problemem oceny gier i pisanych recenzji.

Z tego zdania wynika, że zajmiesz się 'problemem OCENY recenzji', a chyba nie o to Ci chodziło.

Charakterystyka dotycząca gry

-> charakterystyka gry

Ponieważ rzeczy takie jak informacja o ilości poziomów w grze, czy o jakości silnika zastosowanego w niej nie jest tak istotna, jak opis radości płynącej z rozgrywki.

Gubisz rodzajniki. Jeśli piszesz 'rzeczy', to później trzeba dać 'nie są aż tak istotne'.

wzbogacenie jej o ozdobniki i walory typu odwołania do innych tytułów, bogate słownictwo, poprawna polszczyzna.

Wymieniasz same walory. A poprawna polszczyzna i bogate słownictwo to raczej nie 'wzbogacenie', a podstawa...

radości, że aż im szczęka opadła.

Szczeka zwykle opada ze zdziwienia.

Subiektywność recenzji świadczy o kunszcie jej autora.

Raczej o tym, że ma mózg, własne poglądy - i nie boi się z nich korzystać:)

Podsumowując trzeba przyznać (obiektywnie), że z oceną zarówno gry, jak i jej recenzji należy się wstrzymać, przemyśleć sytuację.

Taaak, to może w ogóle nie komentujmy czegoś, co nie ma minimu dziesięciu lat:) Chodziło Ci zapewne o mniejszą porywczość w formułowaniu poglądów i wyważone opinie.

Ogólnie: nie musisz podkreślać ciągle 'moim zdaniem', 'zdanie autora' - podpisujesz się przecież pod tekstem.

'Gdyby przeprowadzić ankietę, okaże się' - nie jesteś jasnowidzem, żeby znać jej wyniki - albo się na coś powołujesz, albo nie:) (Ew. można napisać 'gdyby przeprowadzić ankietę, to PRAWDOPODOBNIE')

Całość niespecjalnie odkrywcza - jeśli założyć, że w podsumowaniu zawiera się to, co najistotniejsze, to nie powiedziałeś nic. Na plus niezła interpunkcja:)

Link to comment
Share on other sites

Dlatego mówię - nie wiem gdzie wrzucać takie teksty. Jest taki kącik na forum? a morze trzeba utworzyć? Proponowałbym nazwę np. "Przemyślenia." Wiesz - w sumie zacząłem się udzielać kilka dni temu i jeszcze nie poznałem dokładnie forum

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...