Jump to content
Bethezer

Assassin's Creed (seria)

Recommended Posts

@Up rozumiem to, ale zastanawia mnie ciągle co ludzie widzą w tych AC, toć to rok w rok to samo, tylko z innymi teksturami. O ile Origins jeszcze było jakimś powiewem świeżości, tak Odyseja i ta Vallhala to zwykłe reskiny są...

  • Confused 1
Link to comment
Share on other sites

Jakby poprzednie AC nie były tylko reskinami (no powiedzmy nie licząc Black flag :P )

Teraz nie rok w rok bo ostatnia odsłona wyszła 2 lata temu ;) 

 

Jak się formuła sprawdza to to robią, nie ma sensu robić rewolucji jak coś jest dobre.

 

Link to comment
Share on other sites

Kiedyś podobna dyskusja toczyła się tu na forum odnośnie innej marki Ubisoftu - Far Cry gdzie różnica pomiędzy trzecią, czwartą i Primalem były głównie w lokalizacji a w wypadku Primala uzbrojeniu, reszta to kosmetyka. To zawsze jest kwestia dyskusyjna, czym właściwie jest kolejna odsłona by w pełni zasługiwała na to miano i czy zawsze musi to oznaczać, że gra jest większa. Jeśli tak to po San Andreas kolejna odsłona nie miała prawa przypisać sobie cyfry 4 gdyż poza usprawnieniem graficznym zaliczyła spory regres pod niemal każdym względem - brak rozwoju postaci, znacznie mniej aktywności pobocznych do wykonania i ogólnie o wiele uboższy świat. Poza tym co w wypadku niemal każdej serii gier FPS z Call of Duty i Battlefieldem na czele? Czym tak na prawdę różnią się kolejne odsłony? W każdej robisz dokładnie to samo. Biegasz z punktu A do punktu B i po drodze eliminujesz przeciwników. Usprawniona zostaje grafika, zmieniona historia i tyle. Z Assassins Creed jest różnie. Pierwsza część była cholernie powtarzalna i monotonna przez co nie dałem rady jej ukończyć. Druga natomiast pokazała pełny potencjał nowej jeszcze wówczas marki i była najbardziej "asasynową" grą z serii. Ze starych odsłon najbardziej podobał mi się jednak Black Flag. Miał świetną historię , ekstra postacie, dobrze nakreślonego głównego bohatera (Connor w "trójce" to był półgłówek), przyjemną walkę i niesamowicie wciągające żeglowanie. Godzinami mogłem porzucać zadania i łupić kolejne okręty na otwartym morzu. Nie grałem w Unity ani Syndicate gdyż mój ówczesny komputet nie pozwalał na to ale z opinii jakie o nich czytałem nie żałuję. Dopiero wróciłem do serii gdy wyszło Odyssey i bardzo przyjemnie wspominam czas w niej spędzony. Odpocząłem po tym chwilę i niedawno wróciłem do Origins i wcale nie uważam by Odyssey to było "więcej tego samego". Widzę znaczne różnice i usprawnienia. Oczywiście ciężko oczekiwać by były to drastyczne różnice. Myślę, żeby móc takich ostrych zmian oczekiwać to gra musi powstawać odpowiednio długo.  Drugą i trzecią odsłonę Wiedźmina dzielą cztery lata więc różnice są widoczne gołym okiem (pomijając oczywiście otwarty świat). Gdyby przenieść to na serię Assassins Creed to po Unity kolejną częścią jest Odyssey. Tu już różnica była by kolosalna i nikt by nie pomyślał, że jest to ta sama gra prawda?

@konio52 zastanawia mnie natomiast co dla Ciebie definiuje grę jako reskina lub nie? Nie pytam złośliwie, serio mnie to ciekawi :)

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, konio52 napisał:

@Up rozumiem to, ale zastanawia mnie ciągle co ludzie widzą w tych AC, toć to rok w rok to samo, tylko z innymi teksturami. O ile Origins jeszcze było jakimś powiewem świeżości, tak Odyseja i ta Vallhala to zwykłe reskiny są...

Ja czekam, choć frajda z gry coraz mniejsza - ale rozwój historii (której coraz mniej) wciąż mnie ciekawi :)

Link to comment
Share on other sites

Ostatnio ukończyłem AC Origins i zestawiając ją sobie z całą serią oraz zbliżającą się premierę Valhalli naszło mnie na refleksje w temacie gdzie marka była i dokąd zmierza. Do przemyśleń skłoniła mnie też lektura pewnej książki gdzie pojawiają się cisi zabójcy trochę na wzór asasynów (jeden bohater pobierał nauki u legendarnego starca z gór). Osobiście nie podoba mi się w jakim kierunku idzie seria. Ogromny świat, bitwy na szeroką skalę, rozwijanie osady. Asasyna już w tym praktycznie nie ma a jest historia faceta/kobiety który mści się na kimś za coś i lubi pomykać w kapturku. Kredo asasynów poszło w odstawkę. Jako gra z serii jeszcze jakoś broniło się Origins ze względu na zakończenie. Ja się pytam co ma wspólnego z działaniem w ukryciu wszczynanie rewolucji i branie udziału w wielkich bitwach? Zamiast tego wszystkiego wolałbym gdyby seria obrała inny kierunek. Mniejszy świat, uspokojenie rozgrywki i bardziej realistyczne podejście do niej w kilku aspektach. Wspominałem o książce, którą czytam. Zabójcy tam działają na zasadzie obserwacji ofiary i bardzo często eliminacji tak by wydawało się, że śmierć jest wynikiem choroby, nieszczęśliwego wypadku lub przyszła naturalnie. Chętnie bym zagrał w AC gdzie wrogowie są inteligentni i uważni, walki z grupą lepiej unikać a cel można zlikwidować na różne sposoby. Zadania poboczne ze zleceniami zabójstw z premią za zabicie w określony sposób. Nie jak ta teraz. Wskakiwanie do wielkiego fortu i wychodzenie przez główną bramę bo spokojnie załatwiło się wszystkich z czego połowa przeciwników stała wpatrzona w ścianę lub w gdzieś w krzakach. Oczywiście wiem, że coś takiego nie ma szans na spełnienie w najbliższych latach i liczyć na to można będzie dopiero gdy obecna mechanika będzie już na tyle stara, że zacznie odstawać wyraźnie od konkurencji i będzie potrzebna mocna zmiana jak to nastąpiło pomiędzy Syndicate a Origins. Co o tym sądzicie? 

Link to comment
Share on other sites

Ponad 90 godzin za mną w Assassin's Creed: Syndicate, z zadań z podstawowej wersji gry nie ukończyłem DLC Ostatni Maharadża, gdyż w czwartej sekwencji ekran jest czarny (próbowałem kombinować z ustawieniami grafika, weryfikacją plików gry, nic to nie dało). Zacznę od minusów, niestety optymalizacja, jest lepiej niż w Unity, ale żeby w miarę normalnie grać, musiałem zejść z grafiką do minimalnych ustawień. Zresztą na wysokich gra nie wygląda jakoś dużo lepiej, więc dużo z widoków nie tracicie. A już słabo wygląda, kiedy pomyślimy, że w 2015 na PC można było pograć w takie hity, jak GTA V, Wiedźmin 3, czy choćby pecetowy port Batman Arkham Night (ten ostatni zaliczył sporo wtopę na tą platformę, ale z czasem twórcy ostro połatali ten tytuł i jest ok z wydajnością). W przypadku tych pozycji oprawa była zdecydowanie lepsza oraz nie miałem problemów z wydajnością.

Najgorzej, kiedy jesteśmy na dachu pociągu lub mamy misje z dorożkami, czasami oglądałem pokaz slajdów. Z problemów technicznych dodajmy fakt, że gra po misjach fabularnych wyrzucała mnie do pulpitu. Aha, nie radzę korzystać z dorożek z jeszcze jednego powodu, konie mają swoje humory i niektórych etapach fabularnych krew nie raz mnie zalewała, co te rumaki wyprawiają. Problem z dorożkami dotyczy także NPC-ów. I na koniec długie czasy ładowania, potrafią one trwać bardzo długo, nawet 6 minut. 

Z plusów, interesująca muzyka, taka operowa, jak przechadzamy się po mieście, dosyć ciekawi bohaterowie. Jacob to taki typ cwaniaczka, Evie jest bardziej rozsądna od swojego brata bliźniaka. Różnic w sterowaniu nimi nie ma dużo, animacje walki Jacoba są bardziej brutalne, dlatego wyzwalałem nim dzielnice oraz walczyłem w zawodach bokserskich. Evie korzystałem głownie w misji dla niej przeznaczonych (przez większość część gry można wybierać między postaciami). Z zadań pobocznych uwielbiałem zadania z Karolem Dickensem i klubem duchów oraz wspomniane walki bokserskie. 

Jeżeli chodzi o ulepszenia postaci, tutaj wprowadzono poziomy. Im wyższy level, tym łatwiej nam pokonać nędzników o niższym poziomie wyszkolenia. Z prowadzonych interesów, możemy wejść na rynek herbaty, przekupić członków parlamentu, aby płacić niższe podatki z działalności (wszystkie robimy z poziomu ekranu ulepszeń). Zgromadzoną gotówkę odbieramy w pociągu. A własnie, skoro o pociągu mowa, jest on naszym takim centrum zarządzania, niektóre misje możemy odebrać tylko tam, kupić coś u sprzedawcy oraz zaczynamy określone sekwencje fabularne.

Co do wyzwalania dzielnic, musimy w nich porwać przestępców i odeskortować w określone miejsce, wyzwolić pracujące przymusowo dzieci oraz zabić określoną liczbę templariuszy w ich miejscówce (nie używam słowa twierdzy, gdyż te rejony to często obskórne budynki). Warto zaznaczyć, że każdy rejon ma swojego szefa i nie będzie czekam, aż wszystko wyzwolimy do końca, gdyż zdarza się bardzo często, że przy wyzwoleniu ponad 50% dzielnicy pojawia się osobiście, warto takiego osobnika załatwić, zanim czmychnie. Jeśli zabijemy szefa, to nie będziemy musieli z nim walczyć w tzw. wojnie gangów (pojawia się taka opcja, gdy wykonamy wszystkie misje związane z wyzwalaniem).

Z przydatnych przedmiotów warto wspomnieć o lince z hakiem (polecam z nich korzystać przy poruszaniu się przy mieście, bo dorożki to jakaś gehenna), substancję powodującą atakowanie najbliższych osób wokół siebie oraz bomby galwaniczne służące do oszołomienia przeciwnika. A co do zadań fabularnych, bywa czasami tak, że zabicie określonego templariusza rodzi konsekwencje dla Londynu, przez co grając Evie musimy naprawiać powstały ambaras. Przykład to syrop produkowany przez pewnego doktora w sekwencji czwartej, jeśli go zabijemy, to grając Evie będziemy musieli uratować dobrze znaną nam postać, gdyż wskutek braku wyrobu Starricka (główny zły w tej odsłonie) ludzie sięgną po zamienniki, przez co sytuacja stanie się gorsza niż za czasów dostępności tego wyrobu.

I na koniec Londyn, to wizytówka sama w sobie. Najbardziej podobały mi się dzielnice z Tamizą oraz  London City. Jako, że grało mi się lepiej niż w Unity oceniam ten tytuł na solidne +7/10.

Plusy:

- ciekawi bohaterowie

- niezła muzyka

- zadania z klubem duchów

- pokazane konsekwencje działań asasyna

- linka z hakiem

- wirtualny Londyn przyjemnie się zwiedza

Minusy:

- długie czasy ładowania

- uciążliwe sterowanie dorożkami

- oprawia jakoś szału nie robi, choć jest przyzwoita

- kłopoty z wydajnością 

Link to comment
Share on other sites

DLC o Kubie Rozpruwaczu za mną. Kuba Rozpruwacz to bardzo dobre DLC do gry, kierujemy tytułowym Kubą oraz przez większość część czasu Evie starszą o 20 lat, która ma nowe animacje ruchów i zabawki. Klimacik jest taki gęsty, mroczny, w DLC grało mi się wyśmienicie i szkoda tylko, że jest krótkie. Ocenia ten dodatek na 8+/10.

Link to comment
Share on other sites

Jako, że powoli kończę edycję kompletną Assasin's Creed Odyssey pozwolę sobie ocenić DLC Dziedzictwo Pierwszego Ostrza. Historia jest dosyć interesująca, bo mamy w niej zarówno elementy romantyczne, humorystyczne, czy też smutne, taki koktajl emocjonalny. Sam Darius jest dosyć ciekawą postacią, gdyż posiada coś w rodzaju ukrytego ostrza, tylko jest ono widoczne i większe niż broń, którą posługiwał się Altair, Ezio, Connor, czy inni bohaterowie tej serii.

Są dwie rzeczy, do których muszę się przyczepić w DLC. Pierwsza kwestia to zawartość sprawia wrażenie wyciętej z gry, jeśli zastanawialiście się, dlaczego w rejonach Macedonii, Achaji, czy też Messeni jest tak mało do roboty w podstawce to macie, to już macie gotową odpowiedź. Gra się podobnie, jak w podstawową wersję gry, w dodatku powraca Zakon Starożytnych z Persami w tle. Sam add on dzieję się we wspomnianych przeze mnie rejonach i podzielono go na trzy części. W każdej z nich musimy załatwić miejscowego lidera plus ewentualnie jego przybocznych.

Druga kwestia to trochę naciągana historia. Owszem, Persowie finansowo wspierali rzeczywiście wg faktów historycznych polis Spartę w wojnie penopoleskiej z polis Ateny, ale robili to po cichu. Tym czasem w trzeciej części DLC Persowie zaczynają się pojawiać w miejscach publicznych, jak warownie, zabudowania, gdzie są robotnicy, przy obozach wojskowych przy drodze, co już zaczyna trochę burzyć imersję świata.

A co dodaję DLC jeszcze? Oczywiście nowy ekwipunek, nowych bossów, nową broń na statek (miotacz ognia, który na myśl przywodzi mi grecki ogień, którego używano w Konstantynopolu), dodam do tego fakt, że dodatek jest długi i spędzicie z nim trochę godzin. Jak dla mnie to takie solidne 8/10.

Ocena 8/10

Plusy:

- historia o pierwszym posiadaczu ostrza

- DLC jest długie i ciekawe

- nowe wyposażenie dla bohatera i statku

- ciekawi bossowie

- historia to prawdziwy koktajl emocjonalny ze zwrotami akcji

Minusy:

- DLC sprawia wrażenie wyciętego z gry

- historia jest trochę naciągana

 

 

Link to comment
Share on other sites

DLC Los Atlantydy zaliczony. Tytuł trochę mylący, bo w dodatku oprócz Atlantydy powłóczymy się po Elizjum oraz Hadesie oraz po grobowcach w greckim świecie. Mam wrażenie, że podobnie, jak Dziedzictwo Pierwszego Ostrza został on wycięty z podstawowej wersji gry, w Oddyssey nie dowiedzieliśmy się, ktoś stoi za morderstwem słynnego rzeźbiarza, dopiero dodatek to wyjaśnia. Poza tym w podstawce mieliśmy tylko do czynienia z mitycznymi stworami greckimi, jak choćby Minotaur, ale szczegółów o Atlantydzie, jak na lekarstwo, dopiero w DLC dowiadujemy się więcej i to dopiero w 3 akcie dodatku.

Pochwalę zróżnicowane krainy, Elizjum to miejsce pełne kolorowych łąk i kwiatów, Hades to ponure miejsce, gdzie nie chciałbym się znaleźć, zaś woda w Atlantydzie wygląda lepiej niż w podstawowej wersji. Na plus zaliczam długość dodatku, bo spędzimy w nim więcej godzin niż w Dziedzictwie Pierwszego Ostrza. Nie podoba mi się tylko, że pod koniec każdego aktu musiałem trochę grindować, aby ruszyć fabułę do przodu. Przykładowo w Elizjum musiałem w każdej dzielnicy tej krainy  wyzwolić spod władzy Persefony po 8 luda za pomocą Berła lub konieczność znalezienia zbroi poległych w Hadesie, aby wejść do niektórych lokacji, w Atlanydzie zaś musimy mieć 3 poziom wiedzy, aby ruszyć choćby główny wątek fabularny.

A co do bossów, spotkamy mitycznego dowódcę Sparty, skopiemy tyłek Cerberowi, Hadesowi, paru poległym herosom greckim, tylko końcowy przeciwnik nie pasuję mi tak do klimatu Odyssey. W Losie Atlantydy przez większość czasu mierzymy się z tzw. wojownikami Isu, niektórzy posiadają bardzo nieprzyjemną umiejętność zamrożenia na jakiś czas paska andrenaliny, przez co nie możemy korzystać z umiejętności specjalnych, jak choćby leczenie, szarża byka, itp.. Szczególnie trzeba uważać na dowódców w Atlantydzie, bo ich włócznie posiadają bardzo duże obszarowe ataki, zaś polimarchowie w Atlantydzie to dopiero potężni przeciwnicy, ale od czego jest mój skuteczny patent, który polega na walce na odpowiedniej wysokości i próbie pociągnięcia wroga na dół, w podstawowej wersji sposób się sprawdzał, tutaj także.

Ja DLC oceniam tak na +8/10.

Plusy:

- Długi i ciekawy dodatek

- interesująca tematyka

- Isu wymagają zmiany nawyku, jeśli chodzi o walkę

- ciekawe i zróżnicowane lokacje

- walki z bossami

Minusy:

- DLC sprawia wrażenie wyciętego z podstawki

- konieczność grindowania pod koniec każdego aktu

- końcowy przeciwnik nie pasuję mi do klimatu Odyssey

Edited by goliat
Link to comment
Share on other sites

407 godzin, tyle spędziłem czasu w Assasin's Creed: Odyssey grając Kasandrą. Wiele rzeczy mi się w tej produkcji podobało, ale kilka zirytowało. Na plus zaliczam dobrą oprawę graficzną, zdecydowanie jest czymś nacieszyć oko, posągi, wyspy, warownie, modele broni, wszystko zostało bardzo dobrze wykonane. Niestety, optymalizacja niby lepsza niż w Origin, ale musiałem kombinować, aby mieć w miarę stabilną grę, tj. ustawienia graficzne przez Geforce Expierience oraz ustawienie w menadżerze zadań priorytet powyżej normalne, inaczej w custcenkach możecie mieć biały obraz z napisami. 

A propo napisów, mi się nie wyświetlały w całości przy dłuższych dialogach, próbowałem nawet korzystać z pomocy technicznej Ubisoftu, ale nic to nie dało. Dobrze, że angielski ze słuchu radzę sobie już od dłuższego czasu.  Kolejna sprawa to bugi, a tutaj niestety jest ich sporo, ładujące się tekstury, niemożność rozpoczęcia dialogu - pomaga zapis gry lub wejście do ekranu ekwipunku, ekrany mapy mapy, załogi i itp. są przez chwilę czarne, zanim się załadują, postać w zadaniach fabularnych czasami mi stanęła i nie chciała się ruszyć, pomagało tylko loading. Najgorsze to niezaładowanie się listy zadań, znowu pomaga loading.

Kolejna element gry, czyli ekwipunek, jest tego sporo, mamy tutaj podział na przedmioty zwykłe, legendarne, rzadkie i takie z fioletową obwolutą. Jest tutaj sporo rzeczy do roboty, główny wątek fabularny, zadania poboczne, zlecenia dla najemnika, misje morskie (ja nawet tego nie ruszałem), eksploracja terenu, żeby dowiedzieć się, co kryję pod danym znacznikiem. Wydając punkty umiejętności możemy je przeznaczyć na jedną z trzech drzewek rozwoju, czyli łowca, wojownik, asasyn.

Jeśli chodzi o zabijanie po cichu to w Odyssey straciło to trochę sensu, bo słabszych rywali wyeliminujemy bez problemu, ale kapitanowie i polimarchowie to inna sprawa, ja korzystałem często z ukształtowania terenu i zrzucałem ich z dużej wysokości. Warto wspomnieć coś, co przypomina system gwiazdek z GTA. Jeśli nabroimy to ściągniemy sobie najemników na głowę, a im wyższy mamy level, z tym z potężniejszymi misthios będziemy mieć do czynienia. Dodam tylko, że dwóch to już jest duży problem, bo bardzo często korzystają z umiejętności specjalnych, np. zatruta broń lub strzała, a niektórym towarzyszą oswojone dzikie zwierzęta. Maksymalnie może nas ścigać 5 takich przeciwników, ale ich pokonanie wiąże się z dużą ilością drachm oraz zdobyciem rzadkiego ekwipunku.

Co do statku, fajne jest to zrobione, bitwy ok, ale to nie ta sama liga, co Black Flag. Tam przez dłuższy czas nie ruszałem głównej fabuły, żeby posłuchać pirackich szant, zmusiło mnie dopiero wymóg ukończenia więcej sekwencji fabularnych, aby zdobyć ulepszenia dla statku. W Black Flag fale morskie były imponujące, mieliśmy też możliwość zdobywania nowej floty i handlowania, w Odyssey wszystko mamy w uboższej wersji.   

A co do załogi, możemy werbować ich członków wykonując zadania poboczne lub werbując takie osoby ogłuszając ich w obozach wojskowych lub warowniach. Do zalet zalet zaliczam dużą swobodę rozgrywki, można wykupić np. wszystkie ulepszenia statku nie ruszając za bardzo wątku fabularnego, Black Flag bardzo ograniczał w tym aspekcie gracza. Ponadto jeśli masz ochotę pozwiedzać teren to można pozabijać paru wojskowych, aby zdobyć ich broń, aby po rozebraniu na części zdobyć cenne surowce, które mogą się przydać do ulepszania naszego ekwipunku. Wykonując zadania mamy czasem do wyboru nawet 3 opcje, w większości są dwa, co potęguje uczucie swobody rozgrywki. Bardzo podoba mi się muzyka, wpada ucha  i naprawdę miło się mi jej słucha.

Mimo paru wad oceniam tytuł na 9/10, bo obojętnie, czy zwiedzamy jakiś grobowiec, wykonując zadanie, polując na dzikie zwierzęta, czy eliminujemy wojskowych ze Sparty lub Aten i uczestnicząc w podboju danego terenu rozgrywka ani razu mnie nie znużyła, grywalność to spora zaleta tego tytułu.

Ocena 9/10

Plusy:

- spora grywalność

- duża swoboda rozgrywki

- muzyka jest naprawdę dobra

- dużo rzeczy do roboty

- fajny moduł ze statkiem, nie tak dobrze, jak w Black Flag, ale daję radę

- bardzo dobra oprawa graficzna

- optymalizacja niby lepsza niż w Origins, ale...

Minusy:

- ... pozostawia trochę do życzenia

- bugi i glitche

- kłopoty z napisami

- działanie po cichu utrudnione przez wytrzymałość przeciwników

 

Link to comment
Share on other sites

@goliatciekawe co piszesz o bugach. Grałem w Odyssey jakoś rok temu i u mnie nie pojawiały się takie problemy a spędziłem w tej grze blisko 100 godzin.  Jedynie pamiętam, że w Atenach pojawiały się spadki klatek. Nie wspomniałeś nic o fabule i ciekaw jestem jak ją oceniasz. Dla mnie "dobre zakończenie" głównego wątku jest strasznie cukierkowe i strasznie sztuczne. Jako, że nie chciało mi się drugi raz podchodzić do gry to obejrzałem na youtube złe zakończenie i o wiele bardziej mi pasuje do do całej historii.  A grałeś już w Valhallę? Powinno Ci się spodobać, że jest w niej możliwość włączenia opcji by każdy przeciwnik był na jeden cios z ukrycia (bez względu na różnicę poziomów i np. gracz może mieć 5 poziom mocy a do przeciwnika zalecany może być 200).

Porównując Valhallę i Odyssey zastanawia mnie kontekst ekwipunku i gdzie leży dobry kompromis. Z jednej strony w Odyssey była masa pancerzy i broni, którą bardzo często się znajdowało czy to na pokonanych przeciwnikach, w skrzyniach czy jako nagroda za zadanie. Z drugiej strony jest Valhalla gdzie na całą grę przypada kilka zestawów pancerza i nieco więcej broni choć też jest tego mało. Niby fajnie mieć dużo pancerzy do wyboru ale w Odyssey i tak po pewnym czasie olewało się zwykłe uzbrojenie na rzecz legendarnego o statystykach najbardziej pasującego do stylu gry. Pozostały sprzęt stawał się wyłącznie towarem na handel by uzbierać kasę na ulepszenie aktualnego zestawu. Ograniczenie ilości znajdowanego żelastwa wydaje się więc rozsądnym krokiem. Jednak w trakcie najazdów czy po prostu eksploracji różnych ruin i osad ciągle mam taki niedosyt. Po najeździe zbieram trochę kasy i surowców do ulepszenia wioski a w ruinach trochę jakiegoś badziewia na sprzedaż, srebro i sztabki. Brakuje tu takiej radochy ze znalezienia nowego fajnego pancerza, który nawet jeśli słabszy to będzie można opchnąć za konkretną cenę. Myślę, że najlepsze rozwiązanie było by po środku. Dość duży wybór legendarnego ekwipunku kosztem małej ilości zwykłego tak by było w czym przebierać ale po każdym większym zadaniu nie wracało się do sklepu z toną żelastwa. 

Link to comment
Share on other sites

@Arlekin Co do Valhalli, mając w pamięci, że miałem problemy z optymalizacją Asasynów od czasu Unity to do najnowszej pozycji nie będę się zbliżał z mym obecnym kompem i poczekam, jak sytuacja się uspokoi z kartami graficznymi, wtedy odpalę wpierw Origins na nowym sprzęcie, bo tam optymalizacja to już wogóle padaka na GTX 970. Co do zakończenia, zależało mi na tym, żeby bohaterka odzyskała rodzinę, którą straciła przecież nie ze swojej winy (fałszywe proroctwo, pranie mózgu rodzeństwu bohatera, manipulacje Czcicieli Kosmosa).

Link to comment
Share on other sites

Ciekawe, ja też nie mam mocnego sprzętu i wszystkie części ogrywałem na lapku z GTX 1050. Nie pamiętam żebym miał jakieś problemy. Może grałeś jakoś niedługo po premierze i łatki załatwiły sprawę? Ja tak miałem z Odyssey. Po premierze czytałem masę narzekań na płynność ale ja grałem jakoś rok po premierze i już żadnego z tych problemów nie miałem. Valhalla też fajnie śmiga na średnio-niskich. Czasem zdarzy się lekki chrupnięcie i postać się zblokuje na 2-3 sekundy ale to z raz na kilka godzin. 

Co do zakończenia Odyysey jeszcze to  jasne, też chciałem żeby bohaterowi dobrze się ułożyło. Jednak takie zakończenie zupełnie mi nie pasuje. To tak jakby w Grze o Tron na koniec wszyscy złapali się za ręce i w podskokach odeszli w blasku zachodzącego słońca. Po prostu niektóre historie nie mają prawa się dobrze skończyć. A przynajmniej nie całkowicie. Jeśli już to dopuszczam wariant słodko-gorzki. Jest dobrze ale jednak zostaje smutek bo nie obyło się bez strat.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...