Jump to content
Bethezer

Assassin's Creed (seria)

Recommended Posts

3 godziny temu, Arlekin napisał:

Dzięki goliat, ehh tęsknię za czasami gdy premierową grę AAA można było kupić za 100zł a po kilku miesiącach spokojnie chodziły na allegro za 50zł :/

Te czasy już nie wrócą, nie zapominajmy, że kiedyś cyfrowej dystrybucji nie było,zaś gry bardzo często doczekiwały się dubbingów i niższej ceny po to, żeby egzemplarze danej gry nie opchnięto dalej na Zachód, dlatego płaciliśmy mniej za gry niż na zachodzie, bo tam gra kosztowała 60 dolarów, potem euro. Ale dzisiaj nie jest źle, nawet miesiąc po premierze dane tytuły doczekują się sporych przecen w cyfrowej dystrybucji, zaś w związku z globalizacją rynku i dostępnością produktów ceny w Polsce musiały się zrównać z Zachodem, to było nieuniknione.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja wiem z czego to wynika, co nie zmienia faktu, że tęsknię za tamtymi czasami :D . Ostatnio tvgry opublikowało materiał tłumaczący dobrze dlaczego gry już tak szybko nie tanieją.  Choć trzeba przyznać, że w porównaniu z tamtymi czasami jest też kilka zmian na lepsze, między innymi masa bardzo dobrych darmowych gier.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arlekin

Ale wiesz, ze zanim nastapily czasy, kiedy premierowki kosztowaly po 99-129 zlotych, to wczesniej na premiere gry byly drozsze? Za Dungeon Siege w 2002 roku placilem 169 zl, Soldier of Fortune kosztowal 180 zl, Age of Empires to byl wydatek na poziomie 190 zl, Strike Commander byl za 160 zl (liczac w cenie po denominacji), za pierwsze Call of Duty placilem 149 zl. Dopiero po 2002 roku cena gier spadla do poziomu, za ktorym tesknisz. I choc przez ponad dekade nie nastepowal jej znaczny wzrost i wszyscy sie do takich cen przyzwyczailismy, to nie zapominajmy, ze od czasu wprowadzenia premierowek za 99-129 zlotych minelo 17 lat. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gram sobie obecnie w Odyssey i mimo kilku wad bawię się świetnie. Przy tej okazji naszła mnie refleksja nad tym gdzie jest granica wielkości świata gry, której lepiej by twórcy nie przekraczali? Dawniej gry rpg rywalizowały o to, która dostarczy graczowi większy świat. Dzisiaj gdy możliwości techniczne są o wiele większe nasuwa się pytanie czy ogromny świat to faktycznie to czego gracz potrzebuje. Z jednej strony daje to poczucie swobody, przedłuża rozgrywkę i pozwala się poczuć niczym awanturnicy podróżujący po całym świecie w książkach fantasy. Z drugiej strony co z tego, że świat jest ogromny skoro nie ma co w nim robić? W Asasynie jest dużo ciekawych lokacji z różnymi aktywnościami ale są też hektary pustych pól, które jedynie wydłużają drogę do celu zadania. Nie twierdzę, że wszystko ma być ściśnięte i akcja powinna się czaić za każdym zakrętem bo jednak chwila oddechu jest potrzebna. W przesadną stronę szedł jak dla mnie Far Cry 4 gdzie ciężko było przejść 100 metrów by nie zostać zaatakowanym przez dzikie zwierzę albo nie natknąć się na jakąś potyczkę czy inną aktywność w której można było wziąć udział. W moim osobistym odczuciu tutejszy świat jest już nieco zbyt duży i najbardziej daje się to odczuć gdy trzeba popłynąć/ dojść na jakiś nieodkryty teren i nie ma żadnego sposobu by tą podróż sobie skrócić gdyż po drodze nie ma żadnego punktu szybkiej podróży. Trochę boję się, że w kolejnej odsłonie świat będzie jeszcze większy. Zwiedzanie jest przyjemne w pierwszy godzinach gry, później staje się męczące. Dawniej sam uważałem, że im większy świat tym lepiej ale ostatnio stwierdzam, że wolę mniejszy świat z mniejszą ilością zadań ale bardziej przemyślanymi i różnorodnymi. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czy to odpowiedni temat na taką dyskusję ale jak już zapytałeś to powiem Ci jak to wygląda z mojej strony po ostatnich doświadczeniach z Gothicem 3, Skyrimem, ME 3 i Wieśkiem 3 w ciągu 3 lat (obecnie gram w W3). ME 3 niestety za bardzo zamknięty - raczej otwartym światem do końca to nazwać nie można, Gothic 3 - za mało zadań na dużej przestrzeni. Skyrim to samo - moja kochana seria ale to jest jego wada od początku, mnóstwo świata i niestety żal, że musiałem w Skyrimie 3 (a raczej chciałem bo już było nudno) korzystać wiele razy z szybkiej podróży. W przypadku W3 nie nadużywam tej opcji, fajnie biegać po świecie i coś się co jakiś czas ciekawego dzieje, taki niezły balans między nudną otwartą przestrzenią, a taką zamkniętą.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, otwarty świat jest dużym plusem, to nie ma wątpliwości. Zwłaszcza gdy jest umiejętnie zaprojektowany a nie tylko główny wątek, kilka pobocznych zadań i masa pomniejszych mało ciekawych aktywności jak szukanie piór świętego pawia. Mi chodzi tylko o to czy jest potrzeba by światy w grach były coraz większe? Z jednej strony gdy gra jest dobra to cieszy, że można pozostać w jej świecie dłużej i zająć się pobocznymi aktywnościami. Z drugiej natomiast strony zanurzając się w te poboczne aktywności gracz porzuca wątek główny i gdy go gra nudzi już zostawia ją bez przechodzenia. Czasami też po prostu duża część zawartości gry nie jest wykorzystywana przez graczy bo wielu nie chce się latać za masą znaczków na mapie. Jakiś czas temu czytałem artykuł sandboxach i dane statystyczne były takie, że nawet połowa graczy nie kończy ich. Pytanie więc co z tego, że światy coraz większe skoro i tak dużej ich części nikt nie zobaczy?

 

A tak z innej beczki mam pytanie odnośnie Odyssey :D. Ostatnio przyszła mi wiadomość o nowej darmowej zawartości, która będzie dostępna wkrótce. Czy nowe zadania i inne elementy zostaną automatycznie pobrane i zainstalowane gdy będą dostępne i będę uruchamiał grę czy muszę je ręcznie pobrać ze strony i zainstalować?

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Arlekin Jeśli pojawi się nowa zawartość to pewnie pobierze się w formie aktualizacji do gry.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od blisko dwoch miesiecy mecze Odyssey. Gra mi sie bardzo podoba - Hellada obok feudalnej Japonii od dziecinstwa stanowila moja ulubiona miejscowke historyczna. Na dodatek jej otwarty, rozlegly i pieknie zaprojektowany swiat zacheca do eksploracji i poznawania zakamarkow kolejnych polis. Dlaczego wiec napisalem, ze „mecze” Odyssey? Ano dlatego, ze chociaz uwazam ten tytul za naprawde bardzo dobra gre, to poznanie jej bogatego otwartego swiata pelnego wielu zadan i aktywnosci dodatkowych wymaga poswiecenia jej sporych nakladow czasu. A tego ostatniego mam ostatnio akurat bardzo niewiele. Poki co na wcielaniu sie w Kassandre spedzilem ponad 60 godzin, a mimo to odkrylem niewiele ponad polowe mapy Hellady. Oczywiscie moglbym pominac wszystkie zadania poboczne albo robic je tylko pobieznie, skupic sie wylacznie na robieniu misji z glownego watku fabularnego, ale nie tak zaprojektowano te gre i sporo bym na takim podejsciu stracil. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odyssey ma wspaniały świat ale brakuje mi w nim losowych zdarzeń. Czegoś takiego co mogło się przytrafić choćby w Skyrimie. Idziesz sobie drogą czy tam przez las i nagle napadają Cię bandyci albo natykasz się na walczące oddziały Gromowładnych i Cesarstwa lub maga z trollem. Oczywiście przemierzając świat natyka się na obozowiska bandytów czy Spartan lub Ateńczyków i dzieje się to przypadkowo ale to wszystko dzieje się na zamkniętym obszarze. Obozy mają swoje obszary i dopóki się ich nie naruszy nie zostanie się zaatakowanym. Poza dzikimi zwierzętami nie ma więc sytuacji gdy to gracz jest zmuszony do walki zamiast ją inicjować. Raz tylko przytrafiła mi się sytuacja gdy na drodze zostałem zaatakowany przez człowieka ale byłem wtedy ścigany przez najemników i to był jeden z nich. W dodatku na mapie widziałem, że się zbliża więc byłem przygotowany na to starcie.

Mieszane uczucia mam w stosunku do dostosowywania poziomu otoczenia do poziomu gracza. Z jednej strony ma to swoje plusy jak na przykład w wypadku zadań pobocznych. Można sobie spokojnie robić wszystkie bez strachu, że pominie się jakieś ciekawe gdyż wykonanie go nie będzie opłacalne ze względu na słabą nagrodę xp lub łatwych przeciwników przez co będzie nudno. Również do starć z przeciwnikami podchodzi się inaczej bo cały czas trzeba się starać. Nie ma możliwości trafienia na oddział przeciwników na 5 poziomie gdy samemu się ma 25 przez co w kilka sekund skasuje się całą armię w kilka sekund. Przekłada się to również na łupy. Nie zbiera się masy taniego badziewia tylko warto przeszukać nawet zwykłego przeciwnika gdyż może się trafić dobry ekwipunek lub nieco gorszy od posiadanego ale warty kilkaset drahm. Z drugiej strony słabiej odczuwalny jest przez to rozwój postaci. Kilkuosobowy oddział losowych, szarych żołnierzy nadal może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo. Zwłaszcza jeśli w ich szeregach są ludzie posługujący się bronią zatrutą lub płonącą. Kilka trafień i bez regeneracji zdrowia starcie przegrane.  Trochę dziwnie wygląda ta proporcja poziomu w wypadku najemników. Gdy byłem na najniższym szczeblu to najemnik stojący o pozycję wyżej był dla mnie bardzo trudny do pokonania a o takim ze stopnia 8 nie było nawet co myśleć. Teraz jestem na stopniu 6 i przez dostosowywanie poziomu starcie z teoretycznie najsłabszym najemnikiem nie jest wiele łatwiejsze od tego stojącego wyżej ode mnie. Miałem raz taką sytuację, że polowali jednocześnie na mnie dwaj najemnicy - jeden o jakieś 7 pozycji niżej ode mnie i drugi o dwie wyżej ode mnie. Dłużej męczyłem się z tym teoretycznie gorszym.  Trochę to też dziwne, że gdy zostaje wyznaczona na mnie nagroda to polują na mnie Ci najsłabsi. Bardziej logiczne by było gdyby przydzielani byli do tego Ci na miejscach w pobliżu mojego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak dla mnie najlepszą częścią Assassins Creed była, jest i będzie trylogia z Ezio Auditore czyli ACII, Brotherhood i Revelations ze względu na klimat i historie Ezia. Mimo, że Ubisoft zrobił wiele odsłon tej gry, które były lepsze lub grosze (bardzo lubię IV część Black Flag) żałuje do dziś, że nie mają one scenariusza i postaci jak w 2 części.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fakt, "dwójka" z dodatkami była bardzo dobra. Poza tym była to chyba najbardziej "asasyńska" ze wszystkich części poza "jedynką" ale ta była strasznie monotonna. Dla mnie jednak najlepszą historię miał Black Flag choć oczywiście nie kręcącą się już tak mocno wokół konfliktu na linii asasyni - templariusze. Choć kiedyś na to mocno narzekano to teraz przy ogrywaniu Odyssey wcale nie uważam by w Black Flagu było mniej o asasynach niż w najnowszej odsłonie. Tak tak wiem, Odyssey dzieje się w czasach gdy zakon jeszcze nie istniał więc ciężko by tam byli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z trylogii Ezio najmilej wspominam Brotherhood za sensowne misje poboczne, których nie miała dwójka (czynności były powtarzalne), Revelations był pod tym względem ubogie w zawartość, zaś w Black Flag też nie miał tego za wiele. W dodatku eliminowanie wynalazków Leonarda to była fajna radocha.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie ze „starych” Asasynow najlepsze byly AC II oraz Black Flag. W pierwszego gralem z zainteresowaniem, ale w 2/3 gry powtarzalnosc zadan znudzila mnie do tego stopnia, ze musialem sie zmuszac do jego dokonczenia. Brotherhood mial swoje plusy, jednak na dluzsza mete byl nuzacy. Kolejne dwie odslony rozpoczalem, ale nie udalo im sie wciagnac mnie na tyle, bym chcial je przejsc do konca. Dopiero Black Flag ze swoim settingiem, zeglowaniem, szantami, abordazami, nurkowaniem, szukaniem skarbow przykul mnie do monitora i ogrywanie go bylo prawdziwa przyjemnoscia. Jako przedstawiciel serii pod wzgledem asasynskiego klimatu byl slaby, za to okazal sie byc najlepsza gra o piratach, w jaka gralem od czasow Sid Meier’s Pirates! na poczatku lat 90. ubieglego wieku. Rogue sobie odpuscilem, recki Unity zniechecily mnie do zakupu gry. Setting Syndicate wydawal sie byc interesujacy, ale po obejrzeniu kilku roznych gameplayow na YT stwierdzilem, ze to jednak za wczesnie, bym wrocil do serii. Origins niestety mial tego pecha, ze wyszedl kiedy bylem zajety ogrywaniem kilku innych, majacych dla mnie wyzszy priorytet tytulow, a kiedy wreszcie mialem mozliwosc i chec powrotu do serii, to zbieglo sie to z premiera Odyssey i wybralem najnowsza czesc. 

Zmiany w rozgrywce przypadly mi do gustu i mam nadzieje, ze Ubisoft utrzyma zarowno dwuletni cykl wydawniczy AC, jak i odswiezony styl zabawy. Jeszcze nie wiem, czy kupie kolejna czesc gry, bo z wolnym czasem na jej ogrywanie jest ciezko. Pewnie wiele zalezec bedzie od miejsca i okresu historycznego, w ktorym toczyc sie bedzie nowy Asasyn. Jesli bedzie to feudalna Japonia, to gre kupie na sto procent, ale jesli dostaniemy np. konkwisty w Ameryce Pd., Indie, Afryke, wojne stuletnia czy trzydziestoletnia, to niewykluczone, ze ja sobie odpuszcze. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie pamiętam czy to było w Brotherhood czy w Revelations (możliwe, że w obu) ale pamiętam, że przy zdobywaniu twierdz (baszt czy jak tam one się nazywały) wkurzał mnie strasznie typ kapitana, który na widok Ezia uciekał i jeśli się go nie dorwało to trzeba było próbować od nowa następnego dnia.

Co do kolejnej odsłony to również bardzo liczę, że będzie Japonia.  W stosunku do obecnej odsłony chciałbym żeby poprawiona została inteligencja przeciwników gdy działa się po cichu. Jest to chyba element, który najmniej poszedł do przodu od czasów Black Flag. Mogli by chociaż się tak kretyńsko nie ustawiać. Nie zliczę już ile razy natrafiałem na strażnika bacznie obserwującego kąt muru podczas gdy za jego plecami znajduje się duża otwarta przestrzeń. Oprócz tego uważam, że nieco inaczej powinna być skonstruowana trudność walki z przeciwnikami. Obecnie dla mnie różnica między walką z szarym strażnikiem a dowódcą sprowadza się do tego, że na tego drugiego trzeba poświęcić kilkanaście - kilkadziesiąt uderzeń więcej. Tyle. Mocniejsi przeciwnicy nie stanowią większego wyzwania poza tym, że na ich zabicie trzeba poświęcić więcej czasu. W kilku wypadkach zauważyłem, że takie starcie robiło się już dla mnie nudne. Wolałbym krótsze starcie ale bardziej intensywne. Niech ten kapitan straży będzie na kilka uderzeń ale niech trudniej będzie trafić w moment gdy można go uderzyć samemu przy tym nie obrywając dwa razy mocniej. W wypadku Japonii mogli by pomyśleć nad starciami z niektórymi przeciwnikami tak by rozstrzygały się w jednym cięciu miecza. Widziałem takie sceny w kilku filmach i robiły wrażenie. Oczywiście trzeba by opracować odpowiednią mechanikę do tego a nie na zasadzie quick time.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ehh właśnie przez przypadek popsułem sobie przyjemność z odkrywania fabuły Odyssey :/. Miałem problem z jednym tropem dotyczącym czciciela gdyż nie mogłem go znaleźć w lokacji gdzie niby powinien być. Włączyłem filmik na youtube pokazujący jak odnaleźć wszystkich członków i jak na złość trafiłem na moment gdy autor odkrył tożsamość Ducha :(. Przyznam, że ta osoba była w kręgu moich podejrzeń ale szkoda, że teraz nie będę już podejrzewał innych. A zostało mi jeszcze około 10 członków do zabicia.

Poza tym to chyba pierwsza gra rpg akcji w jaką gram a gdzie mając 45 poziom ciągle mam do czego dążyć i spotykam przeciwników, którzy stanowią wyzwanie. Trochę tylko legendarne uzbrojenie popsuło  mi przyjemność z grzebania w ekwipunku bo przedmioty choćby epickie stanowią już tylko materiał na sprzedaż lub do ponoszenia przez chwilkę jeśli akurat nie mam kasy na ulepszenie legendarnego. Swoją drogą z jakiego ekwipunku korzystacie? Mi najbardziej przypadł do gustu Achillesa z dodaniem własnego grawerunku. Również z wyglądu najbardziej mi odpowiada.

Trochę natomiast męczą mnie już najemnicy. Ostatnio wykonywałem serię zadań podczas, których cały czas miałem trzeci stopień poszukiwań przez łowców i była wyłączona opcja zapłacenia nagrody lub zabicia zleceniodawcy. Przyznam, że bardzo wymęczył mnie ten etap. Nie ze względu na zadania, które tam wykonywałem tylko na co chwilę powtarzające się walki z najemnikami. Nadal uważam, że w ich wypadku nie powinno być skalowania poziomu . Niby mam  potężnego herosa od którego w hierarchii stoi wyżej tylko czterech misthiosów ale poluje na mnie pionek z siódmego stopnia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsze 2,5 godziny Assassin's Creed Unity za mną, nowości jakie zauważyłem w stosunku do Black Flag to większy tłum niż w poprzednich odsłonach, pokonywanie przeszkód za pomocą parkouru (Arno może przeskakiwać ławki, stoły, itp.), elementy dziejące się we współczesności ograniczono tu do minimum, oglądamy filmik z dialogiem i znów wracamy do Animusa. Tym razem nie będziemy mogli sobie wchodzić i wychodzić do Animusa kiedy chcemy, a muszę przyznać, że to kłopotliwe dla mnie przez bugi. 

Wcale się nie dziwię, że tej odsłonie obrywa się za błędy, raz postać podczas pościgu za bratem kowala po przeskoczeniu stołu z towarem ugrzęzła mi pod teksturą, innym razem podczas misji przedostania się na zebranie Stanów Generalnych ugrzęzłem w krzakach, a parokrotnie podczas skakania i przemieszczania się po przeszkodach postać zawisła mi w powietrzu. Pół biedy, jeśli dzieję się to podczas jakieś misji, bo wtedy wczytujemy ostatni punkt kontrolny i po sprawie. Ale w przypadku swobodnej eksploracji miasta, w poszukiwaniu kokard, skrzyń z gotówką  musimy wyjść do pulpitu, bo opcji powrotu do menu głównego tu nie mamy.

Dlatego, jeśli ktoś chce pograć w Unity niech się liczy z tym, że gry do dziś porządnie nie odrobaczyli. 

PS. Ale etap ucieczki z Bastylii mnie wkurzył, najpierw postać, za którą miałem podążać parokrotnie spadła na dół, a dodam, że przy okazji Arno podczas paru prób skoków  zawisł mi w powietrzu, kiedy w końcu skrypt załapał, że kompan ma się wspinać cudownie teleportował się za drzwi! Dopiero za trzecim lub czwartym razem drzwi zostały wyważone.  Dobrze, że gra się zapisuję często, inaczej bym zwariował. Niestety gra ostro testuję moją cierpliwość. 

Edited by goliat

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam pytanie do "odysejowców". Jestem po pierwszych 4 goodzinach i jak narazie pkt rozwoju ładuję w drzewko assasina. Tytul zobowiązuję ;)

Ale dzisiaj doszedlem do wniosku ze fajnie się walczyło włócznią w prologu gry i moze odejde od assasinowego stylu walki. W końcu tyle juz tego nagrałem w poprzednich odsłonach gry.

Czy w takim razie ladować w drzewko wojownika ( skille do wloczni i power upy dla wojownika na włóczniach) czy tez kombinować z oboma drzewkami (asskiem i wojem)? Czy rzeczywiście zauważalnie inaczej walczy się  wojem na wyższych lvl-ach niż askiem?

Edited by le_Fey

Share this post


Link to post
Share on other sites

@le_Fey

Poczatkowo wsadzalem punkty w drzewko asasyna, ale dosc szybko, jeszcze zanim wbilem 10 poziom, przesiadlem sie na wojownika. Teraz mam 48 lvl i wymaksowane leczenie, kopniak, zabranie tarczy i plonaca bron to bardzo efektywne, glowne umiejetnosci, z ktorych korzystam podczas walki. Do tego jeszcze zdaje sie przedostatnia umiejetnosc w drzewku, czyli seria mocnych ciosow. Dopiero pozostale, wolne punkty zaczalem pakowac w uzupelniajace, mniej przydatne z mojego punktu widzenia, zdolnosci z drzewek asasyna i lowcy, glownie te zwiekszajace obrazenia zadawane wlocznia Leonidasa i wspomagajace poslugiwanie sie lukiem. Nie korzystam w walce z pomocy przybocznego ani oswojonego wczesniej zwierzecia, bo nie odczuwam takiej potrzeby. Zreszta spartanski kopniak jest overpowered, bo wielu co twardszych przeciwnikow (w tym takze innych najemnikow) idzie nim pokonac poprzez wykopanie ich z dachu/skaly. Upadek w zaleznosci od wysokosci potrafi im zabrac bardzo duzo paska zycia, co bardzo ulatwia i przyspiesza starcia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@le_Fey Ja pakowałem najwięcej w wojownika gdyż są tam umiejętności najbardziej przydatne w starciach a wiele z nich nie da się przejść po cichu. Najczęściej korzystałem z szarży i pierścienia chaosu, który przydawał się w walce z kilkoma przeciwnikami na raz (a takich jest masa) by złapać trochę oddechu poza tym obowiązkowo leczenie i zniszczenie tarczy również przydatne. Radzę ci szybko zainwestować w leczenie. Z umiejętności asasyna i łowcy rozwijałem jedynie perki, które dawały bonusy do obrażeń i umożliwiały szybsze zabójstwo. Jak byś nie kombinował to moim zdaniem i tak jedynym słusznym wyborem jest pakowanie w wojownika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, dzięki. Przy okazji... sprzedam mało używany okręt z załogą, która podczas abordażu tylko patrzy i czeka co zrobię ;P 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzieki, ale nie kupie. Co prawda wiekszosc roboty podczas abordazu musze robic sam, ale moi podkomendni tez kogos tam zalatwia albo przynajmniej zajma do czasu, az bede mogl wykopac delikwenta za burte. Inna sprawa, ze zazwyczaj tylko taranuje, a na abordaz decyduje sie jedynie podczas bitwy z kilkoma statkami, gdy sytuacja staje sie na tyle goraca, ze musze zlapac oddech.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O to ciekawe, u mnie przy abordażu załoga ładnie się spisuje. Zawsze załatwią kilku przeciwników, czasem nawet tych mocnych a zwykle też ktoś zajmuje walką kapitana statku do czasu aż nikt nie będzie przeszkadzał w walce z nim. Może to kwestia właściwych przybocznych? Kogo macie w załodze?

Edited by Arlekin

Share this post


Link to post
Share on other sites

Legendarnych zwiekszajacych obrazenia od taranowania, obrazenia zadawane przez zaloge oraz zwiekszajace wytrzymalosc statku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja zgodnie z tym co pisał @Tesu olałem abordaże bo: przedłużają niepotrzebnie rozgrywkę oraz ryzykuję bolesną desynchronizację (czekanie na załadownie gry o godz: 01:00 jest bolesne). Taranowanie jest ok. Za to statystyki broni są.... z d..y.

Może dokładniej, brak im statystyk, które czuje się podczas ich używania. Np. miecz najbardziej wypasiony i tak zadaje mnie obrażeń niż "tasak na kiju" o takim samym wypasie.  Już  nie mówiąc o "rozbijaniu tarczy".  Brak tych statystyk skutkuje odkrywaniem takich zależności na własną rękę. Ile się naciepałem tym mieczem w tarcze nim odkryłem, że jedno uderzenie "tasaka na kiju" rozbija obronę przeciwnika tarczą. A statystyki o tym milczą jak zaklęte. Z drugiej strony gra w tym względzie stawia na "zdrowy rozum" więc może to jednak moja wina ? ;P 

p.s. Ten "tasak na kiju" to nie objaw mojej "oryginalności językowej" tylko kurna za krótko gram i zapomniałem nazwy tego rodzaju broni ;)

Edited by le_Fey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...