Jump to content
niziołka

Forumowicze o Sobie X

Recommended Posts

A w kinie, to byłem ze 3 lata temu, jak mnie moja ówczesna zaciągnęła na Kwiat Pustyni (fajnie jest być jedynym facetem na sali :]).

To ja pamiętam sytuację, gdy z kumplem pojechaliśmy do Częstochowy (galeria Jurajska). Skończyło się na tym, że postanowiliśmy skusić się na bardzo znany i lubiany film "Saga "Zmierzch": Przed świtem Część 2". Jakoś fanami tego nigdy nie byliśmy, ale coś nas podkusiło i stało się. Siedzieliśmy otoczeni praktycznie samymi 15-latkami i właściwie do końca nie wiedziałem co tam robimy, a trochę się z tłumu wyróżnialiśmy. Do tej pory nie wiem co ludzie w tym filmie się podoba, ale nie był aż tak bardzo straszny. Dało się oglądać. wink_prosty.gif

Pomyśleć, że kilka lat temu byłem święcić jajka tylko w koszulce, tak było ciepło. Teraz jednak to jest nie do pomyślenia, ale mi to wcale nie przeszkadza. Niech sobie pada. Najgorszy jest ten moment, jak to wszystko zaczyna topnieć i robi się straszna papka. wink_prosty.gif

Link to comment
Share on other sites

Guest TuComix

Ja lubię zimę, ale gdy na początku marca dni stały się ciepłe, przyzwyczajałem się, że już będzie wiosna... kilka dni później śnieg. Patrzę teraz przez okno i widzę, że sypie... chyba już z 10cm napadało...

Przynajmniej dyngus będzie oryginalny o_O

Edited by TuComix
Link to comment
Share on other sites

Święta, święta i po... A przepraszam, jeszcze pozostał dzień z okładem. Cóż, co do mej odnowy duchowej można mieć różne zdania, ale że uroczystość to upamiętniająca mękę i zmartwychwstanie Jezusa, którego istnieniu zaprzeczyć mogą jedynie ignoranci(świętość to już kwestia wiary) to sprawiłem sobie nową, może nieco skromną sygnaturkę. Dodając do tego ścisły post w Wielki Piątek(niemal cały dzień o wodzie) mogę przyznać, że raczej dalej jak bliżej mi do degeneracji, jakaż to z tego co widzę trawi gro(s) współczesnej młodzieży.

Jakkolwiek by to zabrzmiało, nie mam nikomu nic do zarzucenia - każdy ma swoje życie do zagospodarowania we własnym zakresie, a jeśli ktoś miłe sugestie i nienachalne aluzje odrzuca - jego sprawa. Cóż, zabrzmi to stosunkowo groteskowo, lecz trawi mnie silna empatia do żywego stworzenia. Daleko mi do hipsteriady i melancholii, a tym bardziej stania z założonymi rękami. Cóż w niektórych okładanie solidną książką i zmuszenie adresata naszych czułości do jej przeczytania nie pomagają. Na ignorancję zostaje jedynie shotgun i spory szpadel. Tylko dlaczego tak mało kul, na tak wielu idiotów? Parafrazę myślę, że każdy odczyta - nie tak dawno powyższa sygnaturka była nieźle popularna. Wpływa to jedynie w sposób negatywny, na postrzeganie przyszłości naszego narodu. Dodając do tego szalony poziom czytelnictwa w naszym kraju idzie się załamać. Rozumiem można nie trawić lektur szkolnych, liryki, nowel, prozy, opowiadań, dramatu, ale by być tak leniwym, ażeby nawet komiksy przekreślić grubą czerwoną krechą to jednak jest już istna przesada. Ani myśli takim indywiduom zachwycać się nad piękną grafiką, okraszoną nieabsurdalnymi kwestiami.

Cholercia, ale się rozpisałem, komuś się będzie chciało to czytać? turned.gif Powiem, że nawet nie wyczerpałem tematu, a miałem zamiar poruszyć jeszcze parę innych. cheesy.gif

Link to comment
Share on other sites

Takie święta to nie są święta. Myślałem, że już przy okazji Bożego Narodzenia nie czuję tego klimatu, ale teraz na Wielkanoc, kiedy za oknem śnieg, czuję jak gdyby był środek zimy. Temperatura cały czas na plusie, ale wrażenia wizualne skutecznie przykuwają do fotela. Obudźcie mnie w czerwcu.

Link to comment
Share on other sites

@BigDaddy To miło, że jakoś wykorzystałeś te święta, bo dla mnie przez problemy natury osobistej i pozadomowej te trzy ostatnie dni to był jeden wielki meh. Ani skupienia, ani wykorzystania, ani przemyślenia. Nic. Ale cóż, to jednorazowy "wybryk", bo właśnie zamykam rozdział w życiu, którego to zamykanie spowodowało ten stan. Całkiem długi był to okres zresztą, ale nie żałuję, chociaż pewnie wiele osób będzie mi miało to za złe. Ale nie mam zamiaru niszczyć swojego zdrowia psychicznego i narażać się na ogromny stres, bo "tak wypada".

Also,

Zimo, zgiń, przepadnij. Wczorajsze 4 godziny w zimnym kościele, na zimnym wietrze i zimnym zimnie nie nastrajają pozytywnie :c

Edited by Kiicek
Link to comment
Share on other sites

Pamiętam sytuację z 2011 roku. Pod koniec kwietnia (lub początek maja) byłem za granicą. Gdy przeczytałem na Onecie, że w niektórych regionach Polski spadł śnieg to bananek pojawił mi się na twarzy. Ja będąc w ciepłych krajach kąpałem się nad morzem, a tam u nas śnieg sypie :D Najbardziej rozbroił mnie tekst mojego kumpla "nie ma to jak odśnieżać podjazd w maju". U mnie teraz jest strasznie mokro, bo śnieg topnieje. Temperatura jest znośna, ale ta wilgoć... brrr.

Link to comment
Share on other sites

Guest Tebeg

W kinie ostatnio byłem... Eee... Daty nie pomnę, ale to chyba drugi Shrek był. Ewentualnie jakieś afrykańskie 3D. Albo 8 mila. Innych możliwości nie ma, bo chyba tylko 3 razy w życiu byłem w kinie i nie widzę powodów ku temu, by te liczbę zwiększyć. Wydawanie pieniędzy na wcześniejsze obejrzenie filmu bez możliwości zatrzymania, cofnięcia w razie niedosłyszenia dialogu, a na domiar złego wśród innych ludzi, którzy nader często (jak wynika z waszych opowiadań) są jak wrzód w uchu - jest dla mnie nieco niezrozumiałe. Chociaż, może to dlatego, że mój stosunek do filmów ostatnio przypomina ten stillbornowy.

Co za dużo to niezdrowo
Podpis. Wyjątkowo długo się utrzymuje ten śnieg. Nie przypominam sobie czegoś takiego.
Przynajmniej dyngus będzie oryginalny
Podoba mi się ten punkt widzenia. Bitwa na śnieżki w dyngusa - brzmi nawet lepiej niż oblewanie się wodą przy 10-15 stopniach.
Cóż, zabrzmi to stosunkowo groteskowo, lecz trawi mnie silna empatia do żywego stworzenia. (...) Na ignorancję zostaje jedynie shotgun i spory szpadel

]:-> A bardziej serio - z mojego doświadczenia wynika, że idąc podobnym światopoglądem do tego, który mniej więcej w tym poście przedstawiłeś, bardzo łatwo przejść na ścieżkę "odi profanum vulgus". Mam nadzieję, że ja sam już z niej zszedłem wink_prosty.gif
Rozumiem można nie trawić lektur szkolnych, liryki, nowel, prozy, opowiadań, dramatu, ale by być tak leniwym, ażeby nawet komiksy przekreślić grubą czerwoną krechą to jednak jest już istna przesada.
Sęk w tym, ze niektórym książki nie są potrzebne do szczęścia i raczej tego nie zmienimy (a zmuszaniem do czytania tylko pogłębimy ów problem). Jeśli ktoś ma pracę typowo manualną (operator koparki itp.) i nieźle zarabia, ma też rodzinę, nie łamie prawa i strasznym gburem nie jest, ale książek nie czyta - czy faktycznie powinniśmy doszukiwać se w jego postawie błędów?
Takie święta to nie są święta
O patrz, jak mnie kalendarz oszukał! :D
Link to comment
Share on other sites

Co do postu BigDaddyego

Ja jakoś szczególnie religijny nie jestem, jednak ustosunkowanych poglądów w kwestii istnienia jakiejkolwiek istoty wyższej nie mam. Mój ojciec natomiast uważa, że żaden bóg nie istnieje. Ja nie jestem pewien, ale myślę podobnie jak on.

Mówisz, że każdy ma swoje życie do zagospodarowania. Fakt. Określenie tego czy robi to dobrze czy źle nie jest takie proste. Święty nie jestem, robiłem, robię i prawdopodobnie będę robił rzeczy o pisaniu których zabrania mi forumowy regulamin. Ale czy jestem "degeneruchem"? Nie sądzę.

Co do czytania książek. Kiedyś czytałem całkiem sporo, ostatni jakoś przestałem. Nie wiem czemu, książki jakoś zaczęły mnie męczyć. Może kiedyś znów zacznę czytać cos więcej niż etykietki różnych produktów, CDA czy FA. ;-) I co, to znaczy ze jestem jakiś nieteges?

Link to comment
Share on other sites

Ja również kiedyś dużo czytałem. Pięć książek na miesiąc to było minimum. Teraz z wielkim bólem jedną przeczytam. Nie wiem, czy to ze względu na lepsze lektury (Tajemnice największych uwodzicieli) czy też ze względu na uspołecznienie życia. Być może kiedyś znowu się przełamię, jednak nic teraz na to nie wróży.

Wiadomości pogodowe z Zakopanem: od godziny na przemian pada deszcz, śnieg z deszczem, grad z deszczem i śnieg. Jak tu się nie denerwować na ludzi jadący 30 KM/H na letnich

Link to comment
Share on other sites

@Książki - czytam zwykle po 3-4 naraz, kończę nie rzadziej, niż raz na dwa tygodnie. Po prostu nie umiałabym żyć bez nich, i chociaż mam mało czasu, zawsze staram się jakiś na nie wygospodarować.

- jedną książkę czytam zawsze w pociągu (często to materiały na studia, ale nie tylko). Obecnie to "Książka się rozwija" i "Celtycki splot".

- jedną słucham w formie audiobooka w czasie grania* lub wykonywania innych czynności, które nie wymagają pełni uwagi (na przykład: sprzątanie, gotowanie). Obecnie to "Pan Lodowego Ogrodu", tom II.

- jedną czytam przed snem. Niezłe rozwiązanie, bo albo zmęczona szybko zasnę, albo w wypadku problemów z zaśnięciem, przynajmniej się naczytam. Obecnie to "Ulisses' Joyce'a.

@Kino

Lubię oglądać w domu, "na swoich warunkach", ale parę razy w roku narzeczony zabiera mnie do kina. Ostatnio byliśmy na "Hobbicie" :) Chcieliśmy też pójść na Ciepłe Ciała, ale niestety grano to w niedostępnych dla nas godzinach ;/

* - najlepiej nadaje się do tego Diablo III. Nie wymaga ani odrobiny myślenia, fabułę znam na pamięć i mogę spokojnie rozwijać swoją postać i słuchać.

Link to comment
Share on other sites

jedną czytam przed snem. Niezłe rozwiązanie, bo albo zmęczona szybko zasnę, albo w wypadku problemów z zaśnięciem, przynajmniej się naczytam. Obecnie to "Ulisses' Joyce'a.

Hyh, znam to z autopsji - też kiedyś czytywałem Joyce'a do poduszki, nigdy nie udało mi się przeczytać więcej, niż 5 stron zanim zapadłem w objęcia Morfeusza. Ze względu na objętość książki - tym sposobem czytałbym ją całe życie, więc musiałem zaprzestać, i skończyłem ją "normalnie", zaś do poduszki zostawiam sobie jakieś łatwe czytadła fantastyczne/przygodowe.

Baj de łej - jak Ci Joyce pomaga zasnąć, to polecam "Finnegans wake" - dawka usypiaczy 100 x bardziej intensywna niż w Ulissessie. Pełna zgoda z tymi, którzy określają ją jako "książkę nie do przeczytania". ;]

@książki

Lat temu parę doszedłem do wyjątkowo smutnego wniosku - jak przez całe lata dziecięce zawsze czytywałem lektury ambitniejsze, tak przez liceum poprzestawałem raczej na fantastyce. Sprawiło to, że nagle nie miałem już o czym rozmawiać z tymi znajomymi, którzy czytywali więcej. Opamiętanie przyszło w miarę szybko, i przyjąłem założenie, że warto znać całą klasykę, co naprowadziło mnie na ślad "100 książek XX wieku wg Le Monde". Z przerażeniem spostrzegłem, że spośród tej setki czytałem zaledwie 17. Od tamtej pory sukcesywnie przekopuję się przez autorów, o których istnieniu nie miałem pojęcia, a powinienem. Tam też bierze początek moja późna, acz niezwykle intensywna miłość do Steinbecka.

Polecam też metodę, którą stosuję od roku - przy każdej wycieczce do biblioteki na 5 książek, które wypożyczam 1 jest wybierana całkiem na oślep. Ta metoda naprawdę działa - gdyby nie ona raczej nieprędko trafiłbym na ślad Naipaula czy Clemente Guido.

Link to comment
Share on other sites

Jakby nie patrzeć, chyba uraziłem czyjeś uczucia, tudzież odgórnie skrytykowałem dany styl życia, za co w tej chwili przepraszam. Prawda jest taka, że nie chciałem nikogo zgorszyć, a jedynie dorzucić swe trzy grosze do rozmowy.

fergiX i ferajna:

]:-> A bardziej serio - z mojego doświadczenia wynika, że idąc podobnym światopoglądem do tego, który mniej więcej w tym poście przedstawiłeś, bardzo łatwo przejść na ścieżkę "odi profanum vulgus". Mam nadzieję, że ja sam już z niej zszedłem wink_prosty.gif

[...]

Sęk w tym, ze niektórym książki nie są potrzebne do szczęścia i raczej tego nie zmienimy (a zmuszaniem do czytania tylko pogłębimy ów problem). Jeśli ktoś ma pracę typowo manualną (operator koparki itp.) i nieźle zarabia, ma też rodzinę, nie łamie prawa i strasznym gburem nie jest, ale książek nie czyta - czy faktycznie powinniśmy doszukiwać se w jego postawie błędów?

Cóż, jak wspomniałem - rozpisać się szczególnie nie zamierzałem, w trosce o wasze oczy i chęć do przeskoczenia te parę linijek więcej. Tak, czy owak współodczuwanie w moim przypadku pełni tę niekoniecznie przyjemną rolę, że już po pierwszej rozmowie potrafię określić mniej więcej motywacje, cele i zamiary drugiej osoby. Niewysłowionym uczuciem cenię każde zwierzę i z miejsca okazuję, może nie tyle wzruszenie, co zachwyt nad otaczającym światem. Ten kierunek we mnie obiera też znacznie bardziej skrajne formy. Być może środowisko w którym żyje to na mnie wymogło, jednak o tyle jest to nieciekawie, że nie każdy lubi gdy zauważa się jego wady, a gdy wyjątkowo skrzętnie je skrywa pod płaszczem rozwagi. Niekiedy może to być równoznaczne z zakończeniem znajomości. Kiedyś usłyszałem, że wysławiam zbyt staro na swój wiek i postrzeganie na świat całkiem podobne, do zmęczonego życiem czterdziestolatka. A dodając do tego to, że duszę mam raczej wolnomularską jedynie jeszcze bardziej nadaje kontrastu obrazowi 17latka.

Ze spędzaniem wolnego czasu na różne sposoby - jest taki problem, że najczęściej mi go brakuje. Cóż o śnie rzadko przekraczającym w dni robocze 7 godzin, wolałbym nawet nie wzmiankować. Cóż zachciało się być elektronikiem, to teraz trzeba zap... Starać się jak najmocniej, by utrzymać się w zaskakująco wymagającej szkole.

Z książek, to raczej chodziło mi o to, by w swym abderytyźmie osiągnąć pewne granice. Sam czytam tyle ile mogę, choć obecnie literatura to związana raczej z nauką.

Muzyka, ostatnio powiem wam, że zakochałem się w

i najnowszej płycie Sabatonu, która to też garściami z tego nurtu czerpie.

Filmowo - pochwalę się, że ostatnio zaliczyłem pierwszy sezon Breaking Bad, do którego od dłuższego czasu się zabierałem. Zwłaszcza, że ciężko mi znaleźć normalny serwis, który udostępnia owy serial w legalny sposób i w sensownej jakości.

A tak na marginesie zapytam - pracował ktoś kiedyś w "restauracji" szybkiej obsługi(KFC/McDonald)?

Zastanawiałem się nad podjęciem pracy zarobkowej, lecz z tego co słyszałem tylko ten drugi zatrudnia niepełnoletnich na ~1/3 etatu. Stąd też moje pytanie, czy warto sobie w ten sposób dorabiać i czy ktokolwiek miał wcześniej styczność z zatrudnieniem przed ukończeniem 18nastki?

Link to comment
Share on other sites

A tak na marginesie zapytam - pracował ktoś kiedyś w "restauracji" szybkiej obsługi (KFC/McDonald)?

Zastanawiałem się nad podjęciem pracy zarobkowej, lecz z tego co słyszałem tylko ten drugi zatrudnia niepełnoletnich na ~1/3

etatu. Stąd też moje pytanie, czy warto sobie w ten sposób dorabiać i czy ktokolwiek miał wcześniej styczność z zatrudnieniem przed ukończeniem 18nastki?

Tak, miałem styczność z czymś takim, wśród moich znajomych taki sposób dorabiania jest całkiem popularny. Kilka moich koleżanek pracowało w wakacje w jakichś restauracjach jako kelnerki czy w sklepach jako sprzedawczynie. O wiele łatwiej jest dostać taką robotę jeśli się ma wtyki u potencjalnego pracodawcy. W moim przypadku istnieje szansa, że dostane robotę w jakiejś firmie kompjuterowej na wakacje. Brzmi fajnie, ale pewnie będzie to robota typu "przynieś, podaj, pozamiataj". Trudno, od czegoś trza zacząć, a piniondz zawsze spoko. ;-)

Link to comment
Share on other sites

Ja bym przeczytał byle co ale żeby...

-Nie była zbyt gruba(Robinsona darowałem, ale film obejrzałem :D ale i tak plusik poleciał że imię Piętaszka pochodzi od dnia tygodnia)

-Była trochę zabawna(np taki Tomek Sawyer był OK)

-Głupie zakończenie(mam tu namyśli że główny bohater ginie na końcu, albo kończy się Cliffhangerem bo tego drugiego nieznoszę przy czytaniu nie to co we filmach czy grach :D)

Link to comment
Share on other sites

Niestety, ale muszę się przyznać. Nigdy nie lubiłem czytać książek .W szkole zawsze udawało mi się nie dostać jedynki ( może kilka razy :-) ) za nie przeczytanie lektury. Nie było wtedy powszechnego dostępu do neta w domu, ale były ściągi do lektur. Ciekawym rozwiązaniem były dołączane do takich ściąg- mini ściągi. Dobrze sprawdzały się podczas kartkówek :-)

Na jakie filmy czekam w tym roku

- na pewno najnowsza część Szybcy i Wściekli, a tak nie ma specjalnie filmów na które czekam.

Dziś Prima Aprilis. Lubicie robić żarty? Na FA moderatorzy zrobili sobie niezłe jaja :-)

Link to comment
Share on other sites

Opamiętanie przyszło w miarę szybko, i przyjąłem założenie, że warto znać całą klasykę, co naprowadziło mnie na ślad "100 książek XX wieku wg Le Monde". Z przerażeniem spostrzegłem, że spośród tej setki czytałem zaledwie 17. Od tamtej pory sukcesywnie przekopuję się przez autorów, o których istnieniu nie miałem pojęcia, a powinienem. Tam też bierze początek moja późna, acz niezwykle intensywna miłość do Steinbecka.
O, robię podobnie - staram się, aby przynajmniej jedna czytana obecnie przeze mnie książka nie była fantastyką, a raczej czymś, co wydaje mi się klasyką. Lista Le Monde nie obejmuje wielu moim zdaniem wartych przeczytania książek (np. "Władcy much"), a także ogranicza się tylko do XX wieku, przez co odrzuca m.in. Homera, Szekspira, Dostojewskiego i tak dalej. Jako historyczka z wykształcenia za bardzo cenię sobie wpływ dawnych twórców na naszą kulturę, żeby zamykać się tylko w literaturze XX wieku. Wiem, że wobec tego mogę w życiu nie zdążyć przeczytać wszystkiego, co wydaje mi się i jest wartościowe, ale i tak bez ofiar by się nie obyło smile_prosty.gif
Genialna metoda na słuchanie podcastów! Dzięki
No, podcastów też tak słucham, jeśli się jakieś ciekawe pojawią. A ostatnio bardzo, bardzo mało takich wink_prosty.gif
Polecam też metodę, którą stosuję od roku - przy każdej wycieczce do biblioteki na 5 książek, które wypożyczam 1 jest wybierana całkiem na oślep. Ta metoda naprawdę działa - gdyby nie ona raczej nieprędko trafiłbym na ślad Naipaula czy Clemente Guido.
Jak już przeczytam wszystko, co sama sobie umieszczam na półce "chcę przeczytać" (na portalu lubimyczytac.pl), to wtedy może się wezmę za takie eksperymenty wink_prosty.gif
Hyh, znam to z autopsji - też kiedyś czytywałem Joyce'a do poduszki, nigdy nie udało mi się przeczytać więcej, niż 5 stron zanim zapadłem w objęcia Morfeusza. Ze względu na objętość książki - tym sposobem czytałbym ją całe życie, więc musiałem zaprzestać, i skończyłem ją "normalnie", zaś do poduszki zostawiam sobie jakieś łatwe czytadła fantastyczne/przygodowe.
Ale wybrałam go celowo! Po pierwsze: ta książka jest zbyt duża, żeby ją targać ze sobą cały dzień w torbie i czytać w pociągu, jest też zbyt męcząca i ciągle bym przy niej zasypiała w miejscach publicznych biggrin_prosty.gif Na co dzień śpię tylko po 5-6 godzin, więc nie mogę zasypiać przy książce, która mi jeszcze odbierze snu (dlatego rezygnuję z Kinga do snu - zbyt łatwo "wchodzi" i trudno się przekonać do spania biggrin_prosty.gif ). A od czasu do czasu mam 2-tygodniowe okresy bezsenności, więc wtedy pewnie skończę Joyce'a, którego rzeczywiście obecnie czytam po kilka stron dziennie.

Pablo1989- szkoda. Czytając tylko krótkie książki stracisz ogromną ilość naprawdę wciągających i wartościowych.

gr86 - nie rozumiem idei czytania ściąg. To tak, jakbyś zamiast zagrać w jakąś grę tylko przeczytał jej recenzję, albo zobaczył kilkuminutowy filmik prezentujący fabułę. Niby wiesz, co się tam dzieje, ale nie czemu ani w jaki sposób.

Link to comment
Share on other sites

Z mojego doświadczenia bez książek ani rusz. Jednak, co dziwne, dopiero po liceum. Dopiero kończąc ten etap edukacji odnalazłem niezwykła przyjemność w czytaniu książek i tak jest do dzisiaj. Jak to wygląda teraz? Od dwóch do czterech książek na raz. Podobnie jak pisała niziołka, dobrze jest podzielić lektury na grupy. W takim wypadku mamy coś do pociągu (tutaj tematyka nie wymagająca głębokiej analizy, skandynawscy autorzy kryminałów nadają się bardzo dobrze), obowiązkowa lektura na uczelnię czytana najpewniej przed zajęciami (dla odświeżenia pamięci rzecz jasna ;) ) i dwie książki do kontemplacji w domu. Przy ostatnich tytułach biorę się za najbardziej smakowite dzieła czyli obecnie zebrane w jednym tomie komedie Shakespeare'a w tłumaczeniu Barańczaka (wyd. Znak, 2012 - polecam) i "Książę i Rozważania" N. Machiavelli. Oczywiście odstępstw od reguły nie brakuje - jak coś mnie pochłonie w stu procentach to niezależnie gdzie czytam skupienie na lekturze jest pewne.

J. Joyce - Finneganów Tren to piękne dzieło. Jedna strona dziennie jest akurat. Góra dwie. Trzeba mu oddać honor za stworzenie takiego dzieła, ale zebranie tylu neologizmów i odniesień do tysięcy elementów kultury jak Biblia nie pozwala tak łatwo to przetrawić Tym niemniej i takiego zawodnika wagi ciężkiej warto wziąć "za bary". Jeżeli się od tego odbijemy - nie jest to powód do zmartwień. Hate it or love it. Tak japrościej można określić podejście po spotkaniu z ta pozycją.

Co do oceniania ludzi po tym czy czytają czy nie. Zdaje się, ze pewien poziom ciągłego stykania się z książkami jest niezbędny. Jak to powiedział Tyrion Lannister "Well, my brother has a sword, and I have my mind. And a mind needs books like a sword needs a whetstone. That's why I read so much, Jon Snow. Nie brakuje lektur, które nie są zaliczane do kanonu literatury światowej (nie każdy musi lubić Dostojewskiego), które też pomogą poszerzyć horyzonty i spojrzeć na niektóre kwestie z innej strony. Dlatego warto czytać to co się podoba, spotykać się z ludźmi, którzy mają kilka książek przeczytanych i to wyjdzie przeważnie na dobre.

Link to comment
Share on other sites

Lista Le Monde nie obejmuje wielu moim zdaniem wartych przeczytania książek (np. "Władcy much"), a także ogranicza się tylko do XX wieku, przez co odrzuca m.in. Homera, Szekspira, Dostojewskiego i tak dalej. Jako historyczka z wykształcenia za bardzo cenię sobie wpływ dawnych twórców na naszą kulturę, żeby zamykać się tylko w literaturze XX wieku.

To prawda, lista Le Monde pomija wartościowe książki, ale tu w sukurs przychodzą inne listy "100 (...)", jak choćby ta BBC (http://www.bbc.co.uk/arts/bigread/top100.shtml) czy norweskiego klubu książki (http://en.wikipedia.org/wiki/The_100_Best_Books_of_All_Time). Bardzo łatwą metodą wyławiania wartościowych jest też czytanie książek nagrodzonych i nominowanych do Pulitzera.

Jak już przeczytam wszystko, co sama sobie umieszczam na półce "chcę przeczytać" (na portalu lubimyczytac.pl), to wtedy może się wezmę za takie eksperymenty wink_prosty.gif

Mimo wszystko - moim zdaniem warto robić to równolegle (na przykład 4 książki z listy "to read" i jedna na oślep) - zawsze to większe prawdopodobieństwo, że człowiek natknie się na coś nowego a jednocześnie fajnego ;]

J. Joyce - Finneganów Tren to piękne dzieło. Jedna strona dziennie jest akurat. Góra dwie. Trzeba mu oddać honor za stworzenie takiego dzieła, ale zebranie tylu neologizmów i odniesień do tysięcy elementów kultury jak Biblia nie pozwala tak łatwo to przetrawić Tym niemniej i takiego zawodnika wagi ciężkiej warto wziąć "za bary". Jeżeli się od tego odbijemy - nie jest to powód do zmartwień. Hate it or love it.

Ja niestety trafiłem do grupy "hate it" - jedyna książka z którą męczyłem się równie boleśnie jak z "Finnegans wake" to "Kalkwerk" Bernharda. Ten ostatni jednak miał tę przewagę, że był o wiele krótszy, zatem też łatwiejszy do pokonania.

Nie wiem czy moje problemy z Joycem nie mają źródła w niedostatecznej znajomości dzieł i kultury do których pan James odwołuje się właściwie bezustannie. Tak czy inaczej - na pewno sobie go nie odpuszczę, i kiedyś zamierzam do niego wrócić ;]

Dziś Prima Aprilis. Lubicie robić żarty? Na FA moderatorzy zrobili sobie niezłe jaja :-)

Zaprzeczam! Wcale żadnych jaj sobie nie robiłem! Te które mam są ciągle jeszcze całkiem dobre i nowych mi nie trzeba ;]

Link to comment
Share on other sites

Co do książek - zależy to tylko od nich samych. Jeśli mam sporą grupę książek, które mi się podobają i nie mogę się od nich oderwać, liczba przeczytanych tytułów jest większa. Czytam tylko i wyłącznie przed snem, bo w dzień a) nie ma fajnego klimatu do czytania np. horrorów, b) nie mam czasu na czytanie. Z kolei jeśli dana książka mnie nudzi, czytam ją wtedy, gdy mam więcej wolnego czasu, lub całkiem ją odstawiam.

Genialna metoda na słuchanie podcastów! Dzięki
No, podcastów też tak słucham, jeśli się jakieś ciekawe pojawią. A ostatnio bardzo, bardzo mało takich ;)

No to posłuchaj Co-Relacji, podcastu o grach, który tworzą chłopaki z tego forum. Naprawdę dobry podcast, polecam. Gdzieś w dziale twórczość jest temat, znajdziesz tam szczegóły.

Link to comment
Share on other sites

Guest Tebeg
gr86 - nie rozumiem idei czytania ściąg. To tak, jakbyś zamiast zagrać w jakąś grę tylko przeczytał jej recenzję, albo zobaczył kilkuminutowy filmik prezentujący fabułę.
To bardzo wesoła analogia. Najczęściej poprzestaję na czytaniu recenzji gier czy oglądania filmików zeń :D

A bardziej serio. Parę razy miałem tak, że przeczytałem pierwszy rozdział czegoś napisanego trzynastozgłoskowcem czy czymś w tym guście, po czym brałem streszczenie (najczęściej z tej strony: http://klp.pl/ - wszystko wydaje się być zrobione solidnie) i... dowiadywałem się, co się w owych pierwszych stronach działo. Dopiero wtedy ;) Żadna książka nie jest stworzona dla każdego, a że wymagają ich znajomości, nie widzę w sumie niczego złego w tym, że z paroma książkami zapoznam się w taki sposób. Podam parę książek, które znam tylko ze streszczeń i nie widzę powodu, by to zmieniać: Pan Tadeusz, Potop, Chłopi, Quo Vadis. Te mnie pokonały nokautem w początkowych rundach. Za to Lalkę, Zbrodnię i Karę czy Faraona przeczytałem dość swobodnie. A Ferdydurke już w ogóle "duszkiem tak".

Dlatego warto czytać to co się podoba, spotykać się z ludźmi, którzy mają kilka książek przeczytanych i to wyjdzie przeważnie na dobre.
Zgodzę się. Ale przeciwny jestem ogólnemu twierdzeniu, że jeśli ktoś nie czyta książek, to źle i do Buki z nim.

Joyce'a jeszcze nie miałem przyjemności próbować, ale trochę mnie na niego napalacie, twierdząc, że "trudny". Niestety, obawiam się, że to zupełnie inna trudność niż Gombrowicz, więc mogę męki cierpieć czytając, ale zaliczenie co najmniej Ulyssesa i Finnegana stawiam sobie jako punkt honoru.

Link to comment
Share on other sites

Czasem lubię strzelić żarty, ale takie aby wypaliły bo nabranie brata że Sean Paul(jego idol) miał wypadek to on na to nie łyknie.

biggrin_prosty.gif ale pamiętam raz z szkoły(nie okazji 1 kwietnia) buchnołem rolkę [ciach], w ramach jednej z przerw, i tak razem z kumpel idziemy do tego sracza gdzie tą rolkę zwinołem.

siadamy na deski,zamykamy się, robimy swoje potrzeby i ze sobą gadamy

-Ale tu śmierdzi

głos kolegi obok NO!

-Powinni okno otworzyć co nie ?

Kolega zauwarza brak rolki papieru toaletowego

-[ciach]! nawet papieru nie wyłorzyli co za głupie wożniary

A ja potem buchniętą rolkę przerzucam do kabiny kumpla, Masz tylko wykorzystaj obie strony bo wykorzystanie jednej to marnotratstwo biggrin_prosty.gif.

Iście brawurowa ortografia, słownictwo też do najkulturalniejszych nie należy. Czuj się upomniany. - A.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...