Jump to content
niziołka

Forumowicze o Sobie X

Recommended Posts

To prosta kalkulacja. Życie spędzone w cierpieniu jest bezwartościowe. Plain and simple.
Tak coś czułem, że ktoś wspomni o tym kontekście tylko, że jest jeden problem - odnosiłem się nie do cierpienia fizycznego, ale do psychicznego, bo chyba na tym polegają te wszystkie chandry, "dołki" czy depresje. Twoje ciało ma się w porządku, nie grozi ci zawał serca, poruszasz się o własnych nogach, ale mimo wszystko w mózgu a może duszy siedzi coś co kuje. Ciągle. Przez długi czas a to boli. Nie wiem jak ty, ale ja jeszcze nie słyszałem o przypadku eutanazji z powodu bólu psychicznego. Przypadek chociażby do końca życia przybitego do łóżka człowieka, który bez mocnych leków (użyłbym innego określenia bardziej oddaję ich naturę, ale regulamin) nie zaznaje chwili spokoju? I owszem. Gość, któremu kobieta dała kosza, którą uważał za wybrankę życia? Nie. Ten drugi przypadek woli skoczyć sobie z wieżowca, powiesić się, palnąć w łeb albo władować się pod pociąg. Poza tym, mówiąc najogólniej, mówiłem o samobójstwie a nie o eutanazji, bo dla mnie między nimi jest dosyć znaczna różnica leżąca w sposobie wykonania (choć dla przeciwników tego typu zabiegów to zwyczajne morderstwo o czym pewnie nie jedna osoba z tutaj obecnych słyszała).
Link to comment
Share on other sites

Stwierdzenie, że wygląd się nie liczy jest dobre właśnie dla gimnazjalnych filozofów i nastolatek piszących takie pierdoły na fotoblogach. Niech ktoś ma nawet i najwspanialszy charakter świata i będzie najciekawszą osobą we wszechświecie, to i tak gdy zwyczajnie nie dba o siebie lub też z natury urodą nie grzeszy (czyli jest szczególnie paskudny) to okazja aby kogoś poznać jest mu często odbierana przez wiele czynników kierujących ludzkim charakterem, czy to wstyd, zależność od opinii otoczenia itd.

Co widzą w ''dresach" dziewczyny? Są zwyczajnie modni i lansowani przez media opiniotwórcze. Jak wiemy lwia część damskiego rodu kieruje się oczywiście tym co modne i na topie, jeszcze częściej opinią otoczenia. W takim wypadku nie pozostaje jej nic innego jak najlepsze ''ciacho" które wybierają jej koleżanki, którym z kolei wybrał je jakiś chory światopogląd. Z czasem to oczywiście mija, ale pisze jak jest.

Link to comment
Share on other sites

Nie jestem specjalnie pierwszy do napiętnowania samobójców, ale od dłuższego czasu uważam odebranie sobie życia jako akt tchórzostwa. Po prostu. Nie chodzi mi o żaden grzech śmiertelny, ale zwyczajny fakt, że człowiek nie chce stanąć twarzą w twarz ze swoimi problemami, które np. czasami wynikły też z jego błędów kiedyś popełnionych tylko uciec w ciemność i pustkę.

Nie oceniałbym tego w ten sposób i nie generalizowałbym żę jest to tchórzostwo. Wszystko zależy od siły psychcznej człowieka, widocznie ty jesteś na tyle sprawny że radzisz sobie na bieżąco ze swoimi problemami (albo życie jeszcze nie rzuciło ci porządnej kłody pod nogi, nie wnikam), ale ktoś inny może się załamać pod wpływem naporu problemów. Ludzie są różni, niektórzy radzą sobie z problemami, mogą liczyć na pomoc innych itd. Są też tacy którzy nie mają liczyć na wsparcie innych osób, a problemy i ich intesywność powoduą że w końcu psychika pęka. Dlatego generalizowanie że targnięcie się na własne życie to efekt tchórzostwa zamiast wniknąć w konkretny przypadek to lekki nietakt.

Co do tego wyglądu to się nie zgodzę. Wygląd się nie liczy tak bardzo jak osobowość.

I tak, i nie :P. Bo o ile na dłuższą metę to charakter jest ważny, o tyle wygląd zewnętrzny ma duży wpływ na pierwsze wrażenie, które też jest istotne. I nie mówię tu o urodzie, a o wyglądzie zewnętrznym i własnej prezentacji. Jeśli postawisz obok siebie dwóch gości którzy będą mieli to samo do powiedzenia, to raczej wygra ten lepiej (nie drożej!) ubrany, zadbany, uczesany itd. Niechlujny i nie do końca ogarnięty koleś na początku raczej nie wzbudzi dużego zainteresowania, przynajmniej w teorii. Wiadomo że gusta są różne :P

Ferie zimowe, a co to jest?

Taki okres w roku, podobny do wakacji w którym ilość trolli w internecie jest dużo większa niż normalnie :P

Jedno mnie nurtuje: co te nastolatki w wielu gimnazjalnym widzą w takich dresach, pijących, palących czy biorących inne używki?

Powinieneś się cieszyć, bo skoro dziewczyna jest z tego rodzaju facetem, to znaczy że jest nieco mniej inteligentna niż on. Bo tak to działa, jeśli koleś ma iloraz inteligencji równy paczce drażetek, to dziewczyna musi być przynajmniej tak głupia jak on że z nim wytrzymuje i toleruje jego zachowanie. Ja jestem zadowolony, środowisko prowadzi za mnie pewną selekcję :P

Link to comment
Share on other sites

Wchodzę na FoS i co myślę? Masz ci los! Stron przybywa lawinowo, a dopiero co porządniejszy śnieg spadł. :tongue:

Nie ma cię dni parę i już masz lekturkę na kilkanaście (czasem więcej) minut. Uprzedzając, często sobie po prostu czytam posty, czasem chcę coś naskrobać i wtedy:

Czy tylko ja mam tak czasem, że napiszę posta, którego tworzyłem ponad godzinę, a potem klikam "x", bo, "a nie, bo mnie zjadą i będzie mi przykro oraz niepotrzebnie się zdenerwuję"?

Sad true, bro. Mam podobnie, acz to się przejawia nie tylko w postach, ale i komentarzach do newsów czy na blogach.

Czytam o sprawach niewątpliwie trudnych. Przeżyłem 23 lata; z jednej strony niewiele, z drugiej niemało - zależy jak się patrzy. Nie raz i nie dwa dostałem porządnie w kość, przysłowiowe kłody pod nogi rzucono mi wielokrotnie. Nie mogę powiedzieć, że mam bogate doświadczenie życiowe, ale swoje przeżyłem i mogę szczerze napisać, że większość porażek i błędów (czasem popełnionych wielokrotnie) udało mi się wyeliminować. Stałem się poniekąd silniejszy i pewniejszy siebie. Pisałem nie tak dawno temu, że nie interesuje mnie życie z drugą osobą, że dziewczyna mi do szczęścia niepotrzebna. Ale wiadomo: jak mi się życie ułoży, na to nie zawsze mam wpływ i nie wiem co mnie spotka, nie będę więc wróżył z fusów, bo w głupstwa nie wierzę. Tak więc przestałem przejmować się tym problemem - co będzie, to będzie. Nie raz w życiu zmieniałem poglądy o 180 stopni, więc może i na tym polu coś się zmieni. Nie pomagam temu jednak na siłę, jestem sobą, a jednocześnie na swój sposób dążę do doskonałości. Wiem, że nie da się jej uzyskać, ale bardzo chcę być jak najbliżej ideału. Jak? Ciężko nad sobą pracując. W chwili obecnej daleko do tego, jednak z każdym dniem coraz bliżej. Uważam to za sukces.

Miło wiedzieć, że są tu ludzie o podobnych problemach i zainteresowaniach. Pewnie nie powinno mnie to dziwić, bo jesteśmy na forum czasopisma dla graczy (nie będzie to wazeliniarstwem, jeśli napiszę, że to najlepsze forum z jakim się spotkałem - głównie dzięki temu, że są tu prowadzone miłe dyskusje i jednocześnie panują twarde zasady, więc śmiecenia nie ma). Dlatego bardzo chciałbym skorzystać w tym roku z okazji zjazdu - nie wiem, czy do tej pory się przemogę i będę miał środki, ale zobaczymy, nie panikuję niepotrzebnie.

Mamy już na liczniku ponad dwa tygodnie nowego roku. Nie było z mojej strony żadnych konkretnych obietnic poza jedną: wziąć się za siebie. W lipcu obroniłem licencjata (TiR). Od tamtej pory pracowałem krótko, dużo czasu zmarnowałem, czego żałuję. Niedawno podjąłem bardzo ważną dla mnie decyzję; kontynuuję naukę, tym razem na studiach podyplomowych, kierunek grafika komputerowa. Zawsze miło mi się siedziało w aplikacjach graficznych i to moje główne hobby od lat. W turystyce odnaleźć się nie potrafię, ale nie żałuję tak bardzo ukończonego kierunku, bo mam w razie czego zawód "zapasowy". Planuję też pójść na kurs angielskiego, w ostatnich latach mocno to zaniedbałem i wstyd się przyznać, ale nie potrafię nawet komfortowo obejrzeć filmu z napisami po angielsku, a jednocześnie uważam ten język za wspaniałą "rzecz" do porozumiewania się na całym świecie. Dość o tym, bo nie chcę dać okazji Niziołce do "wykopania" mnie do sąsiednich tematów. :tongue:

Jak już jestem przy planach, fajnie byłoby poznać ciekawych ludzi (to taka nawiązka o wspomnieniu wyżej co do

zjazdu

*), bo od ukończenia studiów nie miałem kontaktu z nieliczną (acz fajną do pogadania i wyjścia gdzieś) grupką znajomych. Po prostu zaniedbałem kontakty, a w przeszłości "spaliłem niejeden most", czego nie żałuję, bo na fałszywą przyjaźń / koleżeństwo patrzę z pogardą. Ale z drugiej strony cieszą mnie pewne porażki w przeszłości, bo jestem bogatszy o kolejne doświadczenie i jednocześnie silniejszy. Tak więc rok 2012 uważam za rok pracy nad sobą, rzecz jasna.Dużo przede mną i szczerze, to jakoś mnie nie odpycha, wręcz przeciwnie.

Spodziewając się wypowiedzi / myśli innych pokroju TL;DR kończę, bo was pewnie zanudzę na śmierć. :laugh: Ot, zwykła potrzeba wygadania wypisania się.

*) Czy ja tu o czymś wspominałem? Nieee, wcale nie, ja tu widzę tylko ciemność. :rolleyes:

Link to comment
Share on other sites

Poprawiam posta. Teraz dobrze czy nadal źle? Dobrze znalazłem swój błąd?

@barT3S

Niby wygląd się nie liczy ale nie oszukujmy się. Kto ma zawsze łatwiej: ci ładniejsi, przystojniejsi czy ci brzydcy? Odpowiedź oczywista. Poza tym nie wiem czy potrafiłbym poczuć coś do dziewczyny, która urodę schowała do najgłębszej kieszeni. (Poza niesmakiem). Staram się jak mogę nadrabiać charakterem ale właśnie niestety w gimnazjum są takie pustaki i to często z plastiku (awangarda w budownictwie: pustak z plastiku). Ja akurat należę do tych wyższych osób (chyba), ponad 180 cm. Czekam aż wyjdę z tego głąbonazjum, mam nadzieję, że w wyższych szkołach będą trochę dojrzalsi ludzie.

Jedno mnie nurtuje: co te nastolatki w wielu gimnazjalnym widzą w takich dresach biorących różne używki? Idioci kompletni, nawet łopaty dobrze trzymać nie potrafią, nic z nich nie będzie a te puste laski do nich ciągną. Nie wiem też co ci idioci widzą w tych dziewczynach. Ehh, błędne koło.

Na całe szczęście mam całkiem normalnych kumpli, nie z jakichś patologicznych rodzin więc jak powiem przy nich jakieś dłuższe słowo to im się mózgi nie lasują.

Link to comment
Share on other sites

Jak ludzie mają chęć, siłę i czas, to niech się sami zabijają. Nie mój cyrk nie moje małpy, ale do trzynastu piorunów, niech sobie wymyślają jakieś tak samo samolubne sposoby realizacji tego procederu, jak sami samolubni są. Mimo wszystko jest na tym świecie jeszcze kilka osób, które postanowiły sprawdzić czy dnia następnego świat będzie istniał, więc nie rzucajcie się ludzie pod pociągi, tramwaje czy też inne środki komunikacji. Nie po to wstaję o 7 rano, żeby kwitnąć do 10 z powodu takiego delikwenta i się jeszcze spóźnić x godzin do roboty czy na uczelnie.

Tyle w temacie. Pamiętajcie o starym dobrym Hrabuli jesli przyjdzie Wam na myśl się usmiercać. Ja gdzieś tam kicam i to kicam w określone miejsce, na określony cas.

Link to comment
Share on other sites

Oj Hrabul Ty już mi nie mów o rzucaniu się pod pociągi. Praktycznie tydzień w tydzień spędzam co najmniej 2 godziny w pociągu dziennie, 30 w ZTMie, i 40 w metrze, więc mogę coś na ten temat powiedzieć. Muszę przyznać, że już kilku samobójców w tym semestrze upodobało sobie mój odcinek. Oczywiście mógłbym teraz psioczyć, że w końcu spóźniłem się przez to na zajęcia, inni do pracy, lekarza, ale wyszedłbym na nieczułego bydlaka, bo w końcu ktoś zginął. Nie ważne, że ze swojej winy, śmierć to tragedia. Może już nie dla tej osoby, ale dla rodziny. Z drugiej strony prawdopodobnie jeśli kilka osób zainteresowałoby się losem swoich bliskich znajomych czy krewnych, to udałoby się uniknąć katastrofy. Trzeba się nad tym bliżej zastanowić, bo mówi się, że popełnienie samobójstwa jest proste i to "łatwa" ucieczka od problemów. Jednakże ciężko mi się wyobrazić jak mam palnąć sobie w łeb bądź skoczyć z wieżowca. Jakby nie patrzeć każdy woli żyć, nawet choćby to życie miało być zlepkiem nieszczęść. Tym radosnym akcentem kończę mój dzisiejszy maraton filmowy. Trzeba się wyspać, bo programowanie czeka :cool: .

PS. Walentynki niedługo, że takie tematy poruszacie :D?

PS2. Sesja się zbliżą :dry: .

Link to comment
Share on other sites

Tak coś czułem, że ktoś wspomni o tym kontekście tylko, że jest jeden problem - odnosiłem się nie do cierpienia fizycznego, ale do psychicznego, bo chyba na tym polegają te wszystkie chandry, "dołki" czy depresje. Twoje ciało ma się w porządku, nie grozi ci zawał serca, poruszasz się o własnych nogach, ale mimo wszystko w mózgu a może duszy siedzi coś co kuje. Ciągle. Przez długi czas a to boli. Nie wiem jak ty, ale ja jeszcze nie słyszałem o przypadku eutanazji z powodu bólu psychicznego.

Pewnie dlatego, że osoby sprawne ruchowo nie potrzebują pomocy osób trzecich do samobójstwa... Jest całe mrowie przypadków samobójstw (także z powodu bólu psychicznego). Nie zabija się ten, kto pragnie żyć.

Poza tym, mówiąc najogólniej, mówiłem o samobójstwie a nie o eutanazji, bo dla mnie między nimi jest dosyć znaczna różnica leżąca w sposobie wykonania (choć dla przeciwników tego typu zabiegów to zwyczajne morderstwo o czym pewnie nie jedna osoba z tutaj obecnych słyszała).

Mylisz eutanazję z samobójstwem. Eutanazja jest dla tych, którzy nie mogą skończyć z sobą sami.

Jednakże ciężko mi się wyobrazić jak mam palnąć sobie w łeb bądź skoczyć z wieżowca. Jakby nie patrzeć każdy woli żyć, nawet choćby to życie miało być zlepkiem nieszczęść.

Kwestia perspektywy. Mówisz jak okaz zdrowia fizycznego i psychicznego. To, że ciężko ci sobie coś takiego wyobrazić oznacza tylko tyle, że brak ci powodów, żeby na serio rozważać taką opcję, ale nie świadczy to o innych. Depresja jest obecnie czwartym najpoważniejszym zagrożeniem dla zdrowia na świecie (zgodnie z informacją na stronie WHO). O czymś to świadczy.

Link to comment
Share on other sites

Mateusz - to się ucz na sesję, a nie na forum siedzisz. Ucz się, bo cię zmasakruję słownikiem. :D

Walentynki są, moim zdaniem, do kitu świętem. Jeżeli ktoś kocha, to okazuje to codziennie, a nie od święta. Na dodatek wszędzie jest różowo, wszędzie są serduszka, wszędzie te przerażające piosenki, wszędzie słodycze... Ugh!

Link to comment
Share on other sites

Ech! Jak czytam o takich problemach ze znalezieniem drugiej połowy, to mnie śmiech ogarnia. Jak starożytni Indianie mawiali: każda potwora znajdzie swego amatora. I nie mówię tu o sobie, gdyż jestem cholernie inteligentny i przerażająco przystojny. Dlatego też załapałem się na najlepszą kobietę na świecie. Wprawdzie czasami krzyczy, lubi śpiewać, choć strasznie fałszuje, i nie soli potraw (to jej chyba zostało po społecznej kampanii "bo zupa była za słona"), ale i tak nie wymieniłbym jej na żadną inną . Chyba. Bo ostatnio miałem już takie myśli. Po prostu nie wiedziałem co jej kupić na kolejną rocznicę ślubu. Łaziłem po sklepach i stwierdzałem: to ma, tamto też. Łatwiej byłoby wymienić żonę na nowszy model, wtedy łatwiej kupić prezent.

Link to comment
Share on other sites

To następnym razem kup jej gwiazdę, bo skoro i tak są na sprzedaż, to trzeba korzystać. :D Swoją drogą, to ciekawe, czy czarne dziury też można kupić... Bym sobie na urodziny któreś tam kupiła, nazwałabym ją stosownie i pokazywała przez teleskop, mówiąc ,,a to jest Mózg Nietolerancyjnego Debila!".

Link to comment
Share on other sites

Czytając po niektórych z was to letki uśmiech na twarzy mam, co poniektórzy tutaj są bardziej melancholijni ode mnie :tongue: (już myślałem że jestem jedyny taki :smile:), co ja mam powiedzieć w wieku 20 lat (2008r) napisałem maturę poszedłem na UG studiować Historie. Po pierwszym semestrze musiałem zrezygnować z powodu choroby mojej matki, cały kolejny rok (2009r), opiekowałem się matką (tutaj dopiero mogłem wpaść w jakiś marazm ale na szczęście nic mnie takiego nie spotkało ,w tym czasie mnie dziewczyna rzuciła, powód? nie rozwijałem się i byłem dla niej z tego powodu mniej atrakcyjny hmm...), W 2010r. już było lepiej mogłem iść szukać pracy i niestety trudno było głównie pracowałem na różnych budowlankach, w czerwcu 2010r. dostałem swoją pierwszą LEGALNĄ prace w firmie szklarskiej. W październiku poznałem dziewczynę, byłem cały szczęśliwy, praca, dziewczyna czego chcieć więcej i tak do marca 2011r, chodziliśmy razem, co później się okazało przez jakiś okres czasu miała innego a ze mną była tylko dla kasy, bolało? jak diabli ale nie ukląkłem przed tą klęską i dalej idę przez życie. Później nie było lepiej, w wrześniu firma zbankrutowała to ja postanowiłem jeszcze raz iść na studia tym razem na archeologie. Po 2 miesiącach nauki i rozmowy z absolwentami owego kierunku (że po tym niema pracy w zawodzie, tylko papierek) stwierdziłem że zrobiłem swój pierwszy poważny błąd życiowy, i zrezygnowałem. Było mi ciężko, nie wiedziałem co mam ze swoim życiem zrobić, poważnie zastanowiłem się nad swoim życiem zrobiłem taki "replay" w swoim umyślę, co przez te okres czasu swojej egzystencji zrobiłem dobrego?, wyciągnąłem wnioski i wyszło mi pomaganie cierpiącej osobie (moja matka) to postanowiłem się zapisać jako wolontariusz w Polskim Czerwonym Krzyżu, do grupy ratowniczej i czuje się spełniony w tym co robię, że mogę pomagać drugiej osobie. W tym roku planuje iść do szkoły medycznej, by bardziej się przysłużyć drugiemu człowiekowi, w tym roku będę miał 24 lata większość ludzi w tym wieku piszę prace magisterską!!, mają wyższe wykształcenia, ja co? za dwa lata jako 26-latek będę miał tylko tytuł technika i wykształcenie średnie, co prawda tym się nie przejmuje choć nie którzy mi to wytykali że sobie życie zmarnowałem, moja riposta zawsze jest jedna, niech Bóg po mojej śmierci niech to oceni i naprawdę drodzy formurowiczę jak twierdzicie że macie przerąbane w życiu, to wiedzcie że ktoś od was NAPEWNO ma jeszcze gorzej, sam o tym się przekonałem, w służbie PCK.

ale od dłuższego czasu uważam odebranie sobie życia jako akt tchórzostwa. Po prostu.

Tutaj się zgadzam z Black Shadow to akt tchórzostwa i uciekanie przed życiem, ten świat jest wielki i przerażający ale ukrywanie się przed nim nie jest rozwiązaniem!!, jak macie na tyle odwagi sobie życie odebrać to miejcie odwagę by żyć i walczyć o swoje na tym ziemskim padole, pozwolę sobie przytoczyć jeden cytat z Cierpienia Młodego Wertera i słowa Napoleona Bonaparte.

- Samobójstwo (...) przecież nie można go uważać za nic innego, jak tylko za słabość, bo oczywiście łatwiej jest umrzeć niż mężnie znosić życie pełne udręki.

- Cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.

Zatem drodzy koledzy/koleżanki którzy uważacie że życie jest za ciężkie dla was wstańcie z kolan wreszcie, podnieście w swoich sercach miecz i tnijcie tego smoka/potwora o nazwie życie, to GLORY!!! (trochę mnie poniosło :happy:)

A tutaj macie fajną muzyczkę na motywacje:

Edited by SzamanXYZ
Link to comment
Share on other sites

[...] moja riposta zawsze jest jedna, niech Bóg po mojej śmierci niech to oceni i naprawdę drodzy formurowiczę jak twierdzicie że macie przerąbane w życiu, to wiedzcie że ktoś od was NAPEWNO ma jeszcze gorzej, sam o tym się przekonałem, w służbie PCK.

Bardzo nie lubię osób, które próbują mnie pocieszać poprzez mówienie, że inni na pewno mają gorzej ode mnie. To nieistotne. Owszem, są tacy ludzie. Tyle, że to w żaden sposób nie pomaga mojej sytuacji. Taka jest prawda. Górnolotne frazesy, że samobójstwo to słabość, a siła tkwi w życiu pełnym cierpienia mogą rzucać ludzie pokroju Alberta, którzy owego życia pełnego cierpienia na własne oczy nie widzieli (polecam sprawdzić charakterystykę Alberta, jeśli ktoś nie czytał książki), a co dopiero mówić o poczuciu na własnej skórze. W odniesieniu do drugiego cytatu - co ma odwaga do tolerancji na ból?

Link to comment
Share on other sites

Mi też mówili, że ktoś ma gorzej, niż ja. Byłam wtedy zmęczona płaczem, wysłuchiwaniem tego, samą sobą i koniecznością radzenia sobie ze światem - więc łyknęłam tabletki, położyłam się i obudziłam się kilkanaście godzin później, mając nogi jak z waty, odruch wymiotny i wyrzuty sumienia, bo zapomniałam, że mam przyjaciół, którzy mnie cały czas usiłowali odwlec od tej myśli.

Zanim wpadłam w ten stan, też uważałam samobójstwo za tchórzostwo - ale w życiu wielu osób nadchodzi taka chwila, że czują, że ucieczka to jedyne rozwiązanie. Dzień po własnej próbie spróbowała moja znajoma. Jej też prawie się udało, w ostatniej chwili ją namówiłam, żeby obudziła rodziców. Powód? Ot, banalny - serce złamane przez niewłaściwego człowieka.

Mówcie, co chcecie o samobójcach, ale pamiętajcie, że kto wie, czy w waszym życiu nie wydarzy się coś, co was złamie.

Link to comment
Share on other sites

Prawdą jest że każdy ma problemy. Jeden ma gorsze drugi ma mniejsze, ale i tak zawsze prowadzi to do jednego. Nam się wydaje że ktoś z problemami w pracy ma łatwiej niż ci ludzie żyjący w Afryce, ale według mnie wcale to nie jest prawdą. Człowiek ciężko pracujący najczęściej niszczy sam siebie psychicznie. Człowiek mieszkający w Afryce niestety niszczy siebie fizycznie. Rzygać mi się chce gdy widzę teksty w stylu "co z tego że tracisz pracę/dziewczynę skoro dzieci w Afryce głodują". Historia co prawda zna takie przypadki kiedy ludzie ciężko pracujący przeżyli oraz kiedy mieszkańcy Afryki też przetrwali. Wszystko zawsze zależy od tego kim jesteśmy i jak zaczęliśmy. Według mnie każdy ma problemy i każdy powinien sobie z nimi poradzić.

Link to comment
Share on other sites

Widzę, że naprawdę nie macie o czym rozmawiać :P.

Holy spójrz na sprawę inaczej: skoro ktoś kto ma gorsze warunki ode mnie sobie radzi, to i ja powinienem.

A on sobie radzi:->

. Polecam przejrzeć całość i zwrócić uwagę na zaradność człowieka. Nie chodzi mi o religię (choć jak wielu uzna "dla jej propagandy został filmik stworzony") i sprawy duchowe, ale o to, że on MOŻE wiele. Tak dla pocieszenia. Bierzcie się w garść, rozumiem zima przyszła, melancholia, ale to nie powód, by żalić się nad sobą.

barack-obama-yes-we-can-posters.jpg

Link to comment
Share on other sites

Samobojstwo... Cos ciezkawo sie zrobilo w temacie... Swoje chyba w zyciu przezylem, zycie pare razy bardzo mocno kopnelo mnie w cztery litery. Jednoczesnie bolesnie mi to udowodnilo, ze mozna sobie robic plany, ale w jednej chwili moga one tez legnac w gruzach do tego stopnia, ze czlowiek nie wie od czego zaczac aby sie pozbierac i wyjsc na prosta. Mialem czas, gdy myslalem ze nie stane na nogi - moja mama zmarla na raka, ojczym doprowadzil mnie do opuszczenia rodzinnego domu, w ktorym mieszkalem przez 17 lat, a na deser jeszcze bez mojej wiedzy wymeldowal mnie. Jednoczesnie rozstalem sie z dziewczyna, z ktora mielismy sie wkrotce zareczac. W nowym "domu" na Zielonej Wyspie nie mialem wtedy jeszcze jakichkolwiek znajomych, mieszkalem w obskurnym, wynajmowanym pokoju bez neta, telewizji czy ksiazek, pracowalem za najnizsza mozliwa stawke i sporo ponizej moich kwalifikacji, a caly moj dobytek miescil sie w plecaku. Na dodatek byla to moja pierwsza zima w Irlandii (wyglada jak polski listopad - jest szaro, zimno, wietrznie i prawie dzien w dzien pada, tyle ze trwa to jakies cztery miesiace). Jednak nawet wtedy nie myslalem o tym, by targac sie na wlasne zycie. Wszelkimi mozliwymi sposobami staralem sie uniknac siedzenia samemu w czterech scianach i myslenia. Pracowalem na dwa etaty siedem dni w tygodniu zasuwajacc po 80-90 godzin tygodniowo, ostro imprezowalem z ludzmi poznanymi w pracy czy tez zupelnie obcymi, a na koniec, kiedy juz wracalem do "domu", padalem wyczerpany na lozko i spalem po 4 godziny zanim znowu trzeba bylo wstac do roboty. Wychodzilem z zalozenia, ze albo mi sie uda to przetrwac, albo padne na twarz. No i sie udalo. Po paru miesiacach stwierdzilem, ze starczy juz takiego zycia i czas na gruntowne zmiany otoczenia i mnie samego. Znalazlem normalna prace, przeprowadzilem sie do slonecznego mieszkania o porzadnym standardzie, pozbylem sie zarostu z twarzy, obcialem wlosy, okulary zamienilem na soczewki, wyrzucilem wszystkie ciuchy przywiezione z Polski i zastapilem je nowymi z lokalnych sklepow, poznalem nowych ludzi, ktorzy z czasem stali sie moimi bliskimi znajomymi, a wsrod nich takze moja druga polowke. Najwazniejsze to znalezc w sobie wystarczajaco samozaparcia by sie nie poddawac. Po prostu po tym jak juz zycie rzuci nami o deski trzeba sie podniesc, chocby tylko po to, by zrobic zyciu na zlosc i udowodnic, ze tak latwo mu z nami nie pojdzie. Ja tak wlasnie zrobilem te 7 lat temu i wcale nie zaluje. Ktos mi wtedy powiedzial, ze czas leczy rany i chociaz wtedy wydawalo mi sie to najwieksza bzdura i pustym frazesem, to patrzac z perspektywy czasu cos w tym bylo. Zarowno moja sytuacja jak i priorytety ulegly zmianie przez te kilka lat. Sprawy, ktore kiedys wydawaly mi sie bardzo wazne teraz niewiele juz dla mnie znacza i nie przejmuje sie nimi. Ciesze sie zyciem i... to jest najwazniejsze. :happy:

Normalnie nie wierze, ze az tak sie uzewnetrznilem... :laugh:

Edited by Tesu
Link to comment
Share on other sites

Mylisz eutanazję z samobójstwem. Eutanazja jest dla tych, którzy nie mogą skończyć z sobą sami.
Najwidoczniej nie przekazałem tego wystarczająco jasno i odrobinę się zamotałem ;) Wiem co określają oba pojęcia i przy okazji zwróciłem uwagę, że przeciwnicy eutanazji nazywają ją zabójstwem a nie samobójstwem, bo jak sam zwróciłeś uwagę, osoby niesprawne fizyczne nie mogą bez czyjejś pomocy odejść z tego świata. Ocena zjawiska IMO zależy już tylko od własnej ideologii czy tam światopoglądu...

Walentynki są, moim zdaniem, do kitu świętem. Jeżeli ktoś kocha, to okazuje to codziennie, a nie od święta.
Mógłbym się niby zgodzić tyle, że wydaje mi się, że to nie problem święta, ale ludzi, którzy działają tak a nie inaczej :D
Link to comment
Share on other sites

Bardzo nie lubię osób, które próbują mnie pocieszać poprzez mówienie, że inni na pewno mają gorzej ode mnie. To nieistotne. Owszem, są tacy ludzie.

Tutaj wyjątkowo się zgodzę z Holym - są ludzie, którzy mają gorzej od nas, ale też jest całe mnóstwo takich, którzy mają o wiele lepiej. I czy to jest powód do zamartwiania się? Hell no! Moja filozofia życiowa (choć to określenie wielce górnolotne) polega na tym, żeby doceniać wszystko, co się w życiu zdarzy i cieszyć się tym, co jest - a nie zazdrościć tego, czego mieć nie możemy. Proste jak patyk, ale sprawdza się w 100% procentach. Wiem, mam niewymagającą psychikę, już mi ktoś kiedyś to powiedział, ale patrząc na te rzesze biadolących na swój los, wcale nie narzekam.

Jasne, nawet największemu optymiście zdarzyć się może dołek czy inne niepowodzenie. W tym właśnie momencie trzeba sobie powiedzieć jasno: "człowieku, przecież żyjesz, nie?" - i jechać dalej! Trzeba ogarnąć wszystko dookoła, zaczepić się o pozytywne aspekty (choćby te najdrobniejsze) i do przodu!

A w ogóle to śniegu napadało, nie?

Link to comment
Share on other sites

A w ogóle to śniegu napadało, nie?

Nie spodziewałem się śniegu :). I jak nie zazdrościć tym którzy mają wolne ;) bo wątpię żeby śnieg się utrzymał, bo już są prognozy, że tak ma się utrzymać tylko przez tydzień, ale poczekajmy. Mam nadzieje, że wykorzystujecie to jakoś. Nie wiem z rodzeństwem lepicie bałwana lub na narty wybieracie się ;).

Taka rzecz mała jest, że dorosłym nie robi z ciebie wiek tylko jak podchodzisz do nie których spraw bo przykładowo jeżeli coś cię kiedyś bawiło, a teraz cię irytuje i drażni to znaczy, że coś jest na rzeczy, a ja uwielbiam przykładowo z kuzynami układać puzzle ;).

Edited by krzychu20000
Link to comment
Share on other sites

że tak ma się utrzymać tylko przez tydzień, ale poczekajmy.
Praktycznie w weekend już ma być odwilż. Inna sprawa - u nas na drodze z okolicznych wiosek w kierunku miasta rozbił się bus. Wyglądało to makabrycznie. Widziałam strach w oczach ludzi siedzących w autobusie. Dało się posłyszeć "Mama do pracy nim jeździ", "A Magda miała nim do szkoły dziś jechać". Bardzo kruche jest życie. W jednym momencie może wszystko zniknąć. Tu - porządek dzienny, szkoła, praca. I nagle staje się coś nieodwracalnego. Przykre.
Link to comment
Share on other sites

Bardzo nie lubię osób, które próbują mnie pocieszać poprzez mówienie, że inni na pewno mają gorzej ode mnie. To nieistotne.

Bardzo krótkowzroczne, poznałem wielu takich co mają patową sytuacje rodziną/zawodową czy finansową, niektórzy się poddawali i próbowali uciec przed tym (np,samobójstwo, alkoholizm, narkomania), a poznałem takich (niestety mniej) co podnieśli się z swoich upadków i zaczęli walczyć o swoje miejsce na tym świecie. Tacy ludzie którzy walczą o lepszy byt to są bohaterowie i swoimi czynami mogą inspirować innych że z danych problemów można wyjść, zaiste taki człowiek jest wielki.

Kiedyś nie wierzyłem że ktoś może mieć od mnie gorzej, dopiero po jakimś czasie zauważyłem że to było po prostu egoistyczne z mojej strony, takie myślenie.

Owszem, są tacy ludzie. Tyle, że to w żaden sposób nie pomaga mojej sytuacji. Taka jest prawda.

Pomagają (nie bezpośrednio), mogą być dla Ciebie przestrogą że tak samo skończysz jak się nie weźmiesz w garść (jak się poddają), lub mogą Ciebie zainspirować by walczyć tak jak oni o lepsze jutro (jak walczą o lepsze życie).

Nie spodziewaj się, że z Nieba wyjdzie Boska Ręka i wskaże ci poprawną ścieżkę życia, SAM musisz ową ścieżkę wydeptać/znaleźć, nawet w Piśmie Świętym piszę.

"Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a zostanie wam otworzone. Bo każdy, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a pukającemu zostanie otworzone." - Ewangelia Mateusza Rozdział 7, werset 7-9.

Macie problem?, szukajcie rozwiązania, a kto szuka znajduje rozwiązanie.

[...]że samobójstwo to słabość, a siła tkwi w życiu pełnym cierpienia[...]

Cierpienie czy to fizyczne lub psychiczne, hartuje ludzkie ciało i duszę, to właśnie cierpienie nasz czyni wielkimi ludźmi, że jesteśmy mniej podatni na pułapki tego życia, a samobójstwo to po prostu strach i ucieczka przed tym z czym TRZEBA się zmierzyć!!, łatwiej powiedzieć dość tego poddaje się!!, niż wsiąść się do kupy i brnąć dalej może na początku zawsze jest trudno ale jak będziecie wytrwali to nagroda was nie ominie. Cierpienie jest wpisane w ludzkie życie, niech za przykład na posłuży sam Chrystus, też się bał tego co Jego czeka "Ojcze, jeśli to jest możliwe, oddal ode Mnie ten kielich, ale nie Moja, lecz Twoja Wola niech się stanie.", stchórzył?, nie, brnął dalej chodź wiedział co Go czeka. Nawet nich sam Kolega Tesu, posłuży za przykład miał ciężko, ale się nie poddał i jest dzisiaj szczęśliwym forumowiczem między Nami :smile:.

co ma odwaga do tolerancji na ból?

A my rozmawiamy o cierpieniu życia ludzkiego, czy o bólu fizycznym jako tako?, chyba się pogubiłeś :tongue:, ale odpowiedz na to napisałem powyżej, Odważna osoba która walczy o swoje wie że czeka go ból (czy to fizyczny czy psychiczny), tym bardziej się stara o swoje tym ból ulega i jest na niego odporniejszy/tolerancyjny.

Kończę już bo widzę że temat schodzi na śnieg :happy:.

Link to comment
Share on other sites

u nas na drodze z okolicznych wiosek w kierunku miasta rozbił się bus. Wyglądało to makabrycznie.

Busy to biała śmierć, może mój post będzie mało refleksyjny, ale zawsze jak już jedziecie busem to bierzcie koniecznie bilet (nieraz nie dają) bo potem są problemy duże z odszkodowaniami.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...