Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

RoZy

ShellShock Nam'67

Recommended Posts

Ech... O tej grze będzie krótko i bezboleśnie.

Zainstalowałem dziś z nudów. Po pierwszej misji napisałem posta, ażeby dołożyć głos do decyzji o założeniu tematu. Później ponownie odpaliłem Shellshocka i przyszedł czas na misję numer dwa. W bazie nie zabawiłem długo, bowiem nie było co robić. Drugie zadanie zaczęło dość niestandardowo, bowiem na mojej drodze stanęły liczne pułapki. Moim zadaniem było rozbrojenie pierwszej. Podchodzę, miałem chyba jakąś kombinację wykonać... Jak tu się cokolwiek robi?!... BUM!... ...żyję! LOL! Nevermind... Idę dalej, kolejna pułapka. Co? A gdzie ona jest? BOOM! Aha, tutaj... Oczywiście nadal żyję. Następnie nieco dynamicznej rozpierduchy i kolejny "quest" - zebrać cywilów i coś tam znaleźć. Cywilów zebrałem, kilka kop siania rozwaliłem, ale to wciąż nie to... Mission Failed! Za bardzo oddaliłem się od oddziału. Grrr!!! Po tym incydencie wywaliłem Shellshock`a: Nam '67 w cholerę uznając, że był do Desert Rats vs Africa Korps przy Codename Panzers: 1, jednakże bardziej upierdliwy. Czyli - nie było tak źle, ale zadania conajmniej idiotyczne. Nie mam czasu na granie w takie pierdoły.

Dziękuję za uwagę i życzę powodzenia w Wietnamie.

Link to comment
Share on other sites

Ja również odpaliłem Shellshocka z nudów bodajże dzień lub dwa po premierze CDA. Wielkich nudów, bo doprawdy nie miałem już w co grać. Po odpaleniu i obejrzeniu filmików pierwsze wrażenie było całkiem pozytywne - dużo przeciwników, trochę kompanów (sprawiających wrażenie inteligentnych) i nasz bohater, który musi wykończyć 90% Żółtków i rozwalić wszystkie działa, zapasy paliwa, pułapki, tunele etc.etc. Niezobowiązująca rzeźnia 8) Do tego można zbierać trofea i potem wymieniać na coś w bazie. Właśnie - motyw bazy też wydawał się dobry. Potem przyszła druga misja i znowu pozytywne wrażenie - nawet pułapki są i trzeba na nie uważać! Ale to wszystko niestety tylko pierwsze zetknięcie z grą. Ten cały motyw nagród zauważyłem dopiero w drugiej misji, więc postanowiłem się wrócić, aby wszystkie pozbierać w pierwszej. I wyszła na ław największa wada gry - niesamowita liniowość. Przy drugim podejściu wiedziałem dokładnie, skąd wybiegnie przeciwnik i w jakiej ilości. Dodatkowo w pewne miejsca aż chciałoby się wejść, ale nie można. A nieśmiertelni kompani jakoś tak zabijają klimat wojny...I do tego wszystkiego jeszcze trzeba dołożyć bugi - czasami ktoś się blokuje albo umiera w miejscu, do którego nie możemy dojść, a jeśli ma jakieś trofeum to przepada ono. Dotrwałem do 3 misji, po czym Shellshock wyleciał z dysku, a zainstalowałem Disciples. Gierka na jeden (krótki) raz całkiem niezła, ale przy drugim przejściu (a nawet już w kolejnych misjach) staje się niesamowicie nudna. Średniak rynkowy, ni to gniot, ni to hit ;]
Link to comment
Share on other sites

Ja byłem bardziej wytwały jeżeli chodzi o ShellShock'a. Doszedłem do bodajże 8 misji. Wrażenia ma w sumie podobne jak poprzednicy - początek fajny, motyw z "chits"(waluta) i baza jako taka. Jednak za kasę nie ma nic sensownego do kupienia(grę da się przejśc i bez wspomagaczy), niby można kupic ładne "wizytówki" czy kartę R&R, ale nie daje to jakichś bonusów(profitów?) w dalszej rozgrywce. Pułapki są tak oznaczone, że nie sposób od jakiejś zginąc. Dalsza gra nie daje już tyle frajdy, ponieważ wszystko jest do siebie bardzo podobne tzn. w każdej lokacji zawsze znajdzie się miejsce gdzie wrogowie będą się przynajmniej przez pewien czas "respili", a zadania bazują na podobnej zasadzie(tu coś wysadź-tam kogoś zabij-dalej kogoś uratuj). Co z tego, że akcji jest dużo skoro po pewnym czasie wrogowie no i sama gra nie jest w stanie nas niczym zaskoczyc?

ShellShock to produkcja zdecydowanie w stylu przejdź raz i zapomnij, bo w sumie tylko przy pierwszym podejściu daj trochę frajdy. Oczywiście to wszystko to tylko moje zdanie i można się z nim nie zgodzic.

Link to comment
Share on other sites

HA ! a ja zdałem całą grę 8) ale nie były to raczej ciekawe przeżycia. Przedewszystkim respawnujący się w niektórych miejscówkach przeciwnicy psują całą rozgrywkę bo zamiast klimatycznie ostrzeliwać się za winkla trzeba na wariata biec w dane miejsce by podłożyć bombę ... inaczej to można i godzine strzelać do ciągle nowych wieśniaków :?

Sterowanie ok ale zaznaczam że grałem na x boxie, rażą liczne bugi w AI naszych sojuszników - często poprostu stoją pośrodku odkrytej planszy i czekają na wrogi granat :?

Klimat i sceneria fachowa chociaż są takie momenty że nie wiadomo co zrobić by zaliczyć misję. Poza tym gra mocno traci na wartości gdy gramy na najniższych poziomach trudności bo wtedy przeradza się w nieskomplikowany szoter ale z drugiej strony na trudniejszych poziomach grę psuje wspomniane juz respawnowanie się przeciwników i głupie AI.

Polecam przedewszystkim fanom gier traktujących o tym konflikcie, którzy zaliczyli już najlepsze gry tego rodzaju.

6-/10 8)

Link to comment
Share on other sites

Lisek podziwiam.Ta gra byla tak spaprana ze dalem sobie sokoj po 2 giej misji.

No cóż, ja mam taki zwyczaj, że kończę każdą grę którą zacznę :? po prostu spokoju mi nie daje fakt, że nie mógłbym zdać jakiejś pozycji na którą wydałem swoje złocisze. Na szczęście obecnie robią proste gry więc rzadko kiedy mam problemy 8) Pozatym Shellschocka spokojnie da się ukończyć w 6 godzin.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli coś mi się w tej grze podobało, to całkiem nieźle zrobione filmiki "międzymisyjne" i radosna, niczym nie skrępowana, rzeźnia. Tutaj po prostu chwytasz M60, RPD czy innego gnata, który szybko wypluwa ołów i idziesz. Nie zabijasz - kosisz.

Trup ściele się gęsto, ale gdzie ten "realizm rozgrywki", "krwistość" tak zachwalane i promowane na jeden z atutów gry? Odpadające ręce i nogi? Zdjęcia nagich pań? Oj, tak się bawić nie będziemy... W zasadzie ostrzeżenie "+18" dano chyba tylko po to, by zapędzić małolatów do sklepów na zasadzie "zakazanego owocu". Wiem, że dziwnie to brzmi w ustach takiego świra jak ja, ale oczekiwałem czegoś więcej.

Gra jest faktycznie krótka, choć mnie się podobała. Po prostu warto na chwilę włączyć, pourywać Charlim uszy, przeładować guna, splunąć i powiedzieć głośno: "Good morning, Wietnam!". Jeśli włączysz tę grę, by przejść ją po raz drugi to zostaniesz odesłany w plastikowym worku, jak reszta chłopaków z oddziałów marines. Nie zabiją cię żółci, zabije cię liniowość.

5+, punkt odjęty za chwyty marketingowe poniżej pasa: nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w stanie zrealizować. Capisci?

Link to comment
Share on other sites

W sumie to trzeba przyznać, że gierka jest taka sobie. Jedyne co mi się w niej podoba to filmiki, reszta jest niedopracowana, żeby zastrzelić jakiegoś Wietnamczyka, to trzeba w niego władować gdzieś około pół magazynka. Pamiętam jak w " Nam 67'" grałem na PS2. Niepodobała mi się tak samo jak ta wersja pecetowa

Link to comment
Share on other sites

Mnie przyciagneły klimaty z wojny w Wietnamie... na samym poczatku byłem zachwycony, tzn... w menu, które jest [beeep]iście klimatyczne i podobne do tego z Battlefield: Vietnam... i ta muzyka, cud, miód i orzeszki.... ale radosna passa została przerwana, jak zaczołem grać... spadło to na mnie jak fortepian z 5 piętra... to sterowanie jest poj*eba*ane!

Wiedziałem z recenzji, ze gra najwyzszych lotów nie jest, ale grywalnośc tej gry jest beznadziejna.... pułapki oznaczone przez wietnamczyków 9szkoda że jeszcze nie neonami :D) ... w których wejście nie konczy się śmiercią.... a lekkim zranieniem... ale grałem, bo przyciągało mnie jedynie fakt iż jest to "wojna w wietnamie", ale z klimatem jak z maluch racera.. tzn. grasz, bo grasz i nie wiesz czemu, jeszcze tego nie odinstalowałes....

Fakt, muzyka + menu + filmiki = świetny klimat z tamtych czasów... ale tylko to...

..i tak doszedłem do misji "skradanki" gdzie jako comandos trza wypatroszyć żółtodziobów za pomoca noża.... lol... skradam się w gęstej trawie... szeleszcze jak oszalały, a gośc mnie nie widzi... podchodze po cichu od tył po piasku.. gdzie nie ma prawa mnie usłyszec, a ten się odwraca i coś tam piszczy.. lol.... tej misji nie da się przejść "cichaczem"... nie ma mapy by móc sie zoriętowac w terenie, żóltków wszedzie z kałaszami i słuchem nadludzkim... i do tego brak możliwości zrobienai savea podczas misji... paranoja, normalnie jestem zwolennikiem nie robienia "sejwów" (Hitman: Codename 7, Aliens vs Predator)...ale w tej grze, w tej misji się bez nich na cichacza nie da przejśc, tyko dlatego, że nie wiem jak byś sięnie skradał i tak cię zauważą... wiec prędzej czy póxniej wku*wisz sięi zlapiesz za kałasza po czym wykosisz wszystkich z mapy...

...misja ta sama dobiła gwóźdź do trumny ShellShock Nam'67...

Link to comment
Share on other sites

Muszę przyznać że ta misja skradankowa również mi się nie spodobała ale że grałem w ta misję tylko na poziomie easy to przebiegłem ją na chybcika strzelając z granatnika i ak-47 8) 5 minut i next mission :lol:

Następne misję są już lepsze - mamy rekonesans w mieście, bardzo klimatyczny i przeczesywanie osiedli i slamsów. Dobry jest też motyw gdy idziemy obok chatek rybackich nan rzeką razem z ekipą odpieramy ataki wroga a potem przechodzimy do ofensywy szturmując właśnie te osiedla.

Najmocniejszy motyw w grze to imo wieczorna przeprawa przez miasto - ostrzeliwując się z wrogiem docieramy do burdelu. Pełno tu cywilów [tzn. upadłych kobiet :? ] Potem okazuje się że burdel-mama nas sprzedała siłom vietkongu a jej podwładne wyciągają z pod łóżek karabiny. Oczywiście kończy się na masakrze kobiet .....

Ale gra jak juz pisałem słabiutka jest i tak ;) a finałowa walka z "bossem" to kpina - zamiast pchać się do świątyni, czekamy na zewnątrz a elitarne siły wroga pojedyńczo wychodzą z twierdzy (!). Potem rzucamy granaty do środka budowli i w taki oto sposób zabijamy wrogiego generała ....

Link to comment
Share on other sites

A ja wogole niemogłem w nią grać (szczegóły w dziale pomocna dłoń). Poprostu jakoś mi zajechało Conflict: vitnam (czyt. wazeliną) noi jakoś mi się niechce dalej kombinować. Jeżeli gra nie chce się uruchomić to jej problem. Gdyby niuruchmil mi się taki COD2 to bym rozpaczał, a tu? Jak czytam te komentarze to sobie przypominam jak radosnym miejscem jest cmentarz. pozdr

Link to comment
Share on other sites

Guest Kornel T.

Mi się najbardziej w tej grze spodobała (bez ironii) muzyka i wygląd menu głównego. Wiedziałem, że gra jest średniakiem, ale jednak miałem nadzieję na coś lepszego. Po trzeciej misji spasowałem, szkoda czasu i palców :P

Z drugiej strony nie narzekam z powodu dodania tej gry do CDA, to w sumie dość dobry tytuł, jednak programiści zdecydowanie przesadzili z ceną premiery i promocją jakoby miała to być gra nie-wiadomo-jak brutalna.

Link to comment
Share on other sites

Hymm, myslalem ze to fps, to zainstalowalem. Nie tpp. Trudno. Ale takiej pseudo realistycznej strzelaniny wojennej jeszcze nie widzialem. Seria z kalacha na klate, a bohater nadal zyje i o dziwo, czuje sie dobrze. Do tego upierdliwa kamera (wdg. mnie). Nie doszlem do drugiej misji, wzialem, wypie***lilem, zapomnialem.

Link to comment
Share on other sites

Seria z kalacha na klate, a bohater nadal zyje i o dziwo, czuje sie dobrze

No, jak grasz na easy to na klate da się wziąść strzał z granatnika, artylerii, kilka granatów, a i gdy ci sie nie uda rozbroic bomby-pułapki to nic się specialnie nie stanie :lol:

Link to comment
Share on other sites

Przeszedłem calą grę i mi sie strasznie spodobała. Prosta, niezobowiązująca strzelanka z fajnym klimatem. Może rzeczywiście na raz ale co z tego? Nie mialem żadnych problemow typu: co teraz zrobić. Conflict: Vietnam nie jest wybitny ale pograć można.

Link to comment
Share on other sites

No i powiedzmy sobie szczerze, ta cała "brutalność", która miała tak szokować, jakoś nie wywarła (przynajmniej na mnie) wielkiego wrażenia. Są "momenty" owszem, lecz bardziej się "przejmowałem okrucieństwem wojny" kiedy pierwszy raz zobaczyłem (i zagrałem)plażę Omaha w Moh:AA (cóż to za misja była...)

Zle do tego podchodzisz. Ta gra to port z PS2. Na PS2 wczesniej nie bylo dobrych FPS'ow. Zobacz , ze onie nie znaja Vietkonga czy LoS'a. Mnie osobiscie ta gra smieszyla , ale na PS2 troche zamotala , bo oni nie mieli takich gierek.

Link to comment
Share on other sites

li chodzi o MoH:AA to przecież jest to pierwsza gra z tego cyklu na PC-ty.

I jak to się ma do brutalności?? Wiesz, ja mówię o "okrucieństwie" a Ty napisałeś, że "źle do tego podchodzę"... :?:

To wiec tak.

OPkruciensto widzialem w Call of Duty. A teraz wejdz w skore konsolowca , ktory wczesniej nie widzial takiej gry , nie gral w Line Of Sight czy Vietkonga. Jemu to sie bedzie podobac , nam nie. Analogicznie...u nas dibra bijatyka moze byc przez konsolowca zjechana , ichdobry FPS nas moze smieszyc.

Jako gracz pctowy zagrales w tego porta i nie zrobil na tobie wraznia. Normalne , bo widziales wiecej FPS'ow.

Link to comment
Share on other sites

Czytałem gdzieś, że mają się zabrać za część drugą. Pytanie tylko czy "potrzeba robić" sequela tej gry?..

No gra się sprzedawała znakomicie - w pierwsze dwa tygodnie 0.8 mln. ezgemplarzy poszłoo o_O Sequel był co ciekawe już zapowiedziany na krótko po premierze "jedynki" a potem sprawa ucichła ....

Link to comment
Share on other sites



  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...