Jump to content
Chimaira

Szkoła II

Recommended Posts

no ja od początku wiem, że będe zdawał przedmioty humanistyczne bo z takiej chemii czy fizyki to nie umiem nic :P Więc chemie i fizykę odrzuciłem odrazu, a co do reszty... cóż trzeba się zastanowić. Przedmiotów takich jak biologia, historia, geografia może się każdy nauczyć, ale nie każdy potrafi zrozumieć przedmioty ścisłe - do tego trzeba mieć ścisły umysł. I tak ja już muszę zdawać matmę więc do niej się przyłoże ( może jak dobrze zdam to mi ona coś pomoże?) A na korki z przedmiotów, którę bedę zdawał tak czy siak będe chodził :P

A jeszcze mam takie pytanie jak w liceum mam język niemiecki od podstaw, to taki podstawowy niemiecki będzie mi trudno zdać? Czy matura będzie trudna?

Link to comment
Share on other sites

A jeszcze mam takie pytanie jak w liceum mam język niemiecki od podstaw, to taki podstawowy niemiecki będzie mi trudno zdać? Czy matura będzie trudna?

Jak już mówiłem, moja klasa jechała na rozszerzonym francuskim lub hiszpańskim. Nikt się wcześniej tych języków nie uczył. 4 osoby zdawały francuski, w tym 1 rozszerzenie a 2 osoby hiszpański. Potrzebne im były wszystkim dodatkowe kursy, ale faktem jest, że da się zdać maturę, nawet rozszerzoną, z języka obcego. Same kursy i tak są potrzebne, bo jednak szkoła aż takiego poziomu Ci nie zapewni (a przynajmniej u mnie tak było) ;)

Link to comment
Share on other sites

Zależy ile masz godzin języka w tygodniu i jakiego nauczyciela. Ja miałem w liceum francuski od zera przez sześć godzin w tygodniu ze świetnym nauczycielem, nigdy wcześniej sie go ni uczyłem, a to bardzo trudny język, nie chodziłem na żadne kursy, w ogole sie nie uczyłem i nie robiłem zadań domowych, a próbną maturę na poz. podstawowym zdałem na 70%. Prawdziwej matury z franc nie pisałem bo ten język nie był mi nigdy do nbiczego potrzebny (dlatego go totalnie olałem).

Link to comment
Share on other sites

nom ja mam bardzo ambitne plany na maturę i jak wszyscy patrzą na moją deklarację to uważają mnie za jakiegoś psychika :P Wybrałem że będę zdawał dwa języki (jeden podst i jeden roz) matmę rozszerzoną i geografię rozszerzoną. Ci co są w temacie już pewnie wiedzą do jakiej szkoły chcę iść*. Po prostu doszedłem do wniosku że trzeba celować jak najwyżej bo inaczej nic się nie osiągnie, no może trochę przesadziłem :P ale dobry dyplom na pewno trochę ułatwi później znalezienie pracy

*chodzi oczywiście o SGH

Link to comment
Share on other sites

Ja miałem w liceum francuski od zera przez sześć godzin w tygodniu ze świetnym nauczycielem, nigdy wcześniej sie go ni uczyłem, a to bardzo trudny język, nie chodziłem na żadne kursy, w ogole sie nie uczyłem i nie robiłem zadań domowych, a próbną maturę na poz. podstawowym zdałem na 70%. (dlatego go totalnie olałem).

:lol: :lol: Wybacz, ale nie wierzę. Olałeś sobie zupełnie język, ale zdałeś na 70% na maturze próbnej :rolleyes:

Wiem, że ja do wybitnych jednostek nie należę, ale to już mnie totalnie zawstydziło. Też miałem w takim wymiarze język (co prawda w pierwszej klasie, później ilość godzin systematycznie się zmniejszała), przez rok chodziłem na kurs i jakoś nie czułem się na siłach zdawać maturę. Jak na mój gust nie da się języka nauczyć tylko będąc na lekcjach, nie odrabiając pracy domowej i nie powtarzając regularnie materiału z zajęć. Wiem co mówię, bo widziałem ile osoby, które zdawaly francuski, lub hiszpański musiały na niego czasu poświęcić. Ale rozumiem, są jednostki super inteligentne. Zwłaszcza na necie się je spotyka czasami ;)

Link to comment
Share on other sites

Mialem po prostu świetnego nauczyciela. Dla porownania z angielskiego jestem dobry (matura podstawowa zdana na 100%, rozszerzona probna na 81%) ale potrafie o wiele mniej, niż przed liceum,bo nie dość, że nie nauczylem się niczego nowego, to jeszcze pozapominałem to, co umialem wcześniej. A angielskiego sobie nie olałem, w przeciwieństwie do francuskiego. No i też fakt że mialem tylko dwie godziny ang. w tygodniu. Więc tak naprawdę inteligencja ma tu niewiele do rzecyz, najwazniejszy jest nauczyciel. Moja nauczycielka francuskiego byla tak świetna, że moim zdaniem to nawet psa by nauczyła gadać po francusku :P

Link to comment
Share on other sites

nom ja mam bardzo ambitne plany na maturę i jak wszyscy patrzą na moją deklarację to uważają mnie za jakiegoś psychika :P Wybrałem że będę zdawał dwa języki (jeden podst i jeden roz) matmę rozszerzoną i geografię rozszerzoną. Ci co są w temacie już pewnie wiedzą do jakiej szkoły chcę iść*. Po prostu doszedłem do wniosku że trzeba celować jak najwyżej bo inaczej nic się nie osiągnie, no może trochę przesadziłem :P ale dobry dyplom na pewno trochę ułatwi później znalezienie pracy

*chodzi oczywiście o SGH

Celuj, celuj wysoko... to ci się chwali... ale już tak sobie nie słodź bo twoje maturalne plany są bardzo ciekawe ale nie jakieś zabójczo trudne i niespotykane. tylko te dwa języki budzą trochę respekt. A tak to norma.

Jak na mój gust nie da się języka nauczyć tylko będąc na lekcjach, nie odrabiając pracy domowej i nie powtarzając regularnie materiału z zajęć. Wiem co mówię, bo widziałem ile osoby, które zdawaly francuski, lub hiszpański musiały na niego czasu poświęcić. Ale rozumiem, są jednostki super inteligentne. Zwłaszcza na necie się je spotyka czasami ;)

No wiesz. Są ludzie którzy maja dar do nauki języków. Mam kumpla który np0 angielskiego w domu nie ruszał a na maturze z podst poziomu miał ponad 80% ... no ale on miał ang w podstawówce, gimnazjum i liceum więc da sie to wytłumaczyć jakoś. ale już rzeczywiście ciężko uwierzyć w całkowite olewanie przedmiotu którego uczy sie raptem 3 lata...

a potem nagle 70% ale jak mówiłem zdarząja sie ludzie którzy naprawdę chwytaja w lot...

Edited by !Gacek!
Link to comment
Share on other sites

Ja jak juz pisalem wczesniej mam zamiar zdawac matme rozszerzona, gdyz chcialbym isc na studia informatyczne na jakiejs w miare uczelni (miasta, o ktore przede wszystkim mi chodzi to Krakow badz Wroclaw). I tu wlasnie mam zagwozdke bo znam praktycznie moze 2 uczelnie w Krakowie (z informatyka agh i politechnika) i chyba jedna we Wrocku (tez politechnika). No i tutaj mam do was prosbe. Moglibyscie polecic jakies uczelnie (moze znacie? sami uczeszczacie?), kierunki w tych miastach zwiazane z ifnormatyka? Wiem, ze nawet jezeli bym sie dostal na ktoras z wymienionych to ciezko bylo by mi sie tam chyba utrzymac, wiec moze znacie jakies inne uczelnie w tych miastach, gdzie mozna by dostac sie w miare latwo, i gdzie dalo by rade bytowac.

Moj plan awaryjny (jezeli matma na probnej pojdzie slabiutka, badz tez przygotowanie z niej bedzie szlo opornie) to cos zwiazanego z dziennikarstwem (wtedy zapewne Krakow). Wiem jak to fajnie musi wygladac kiedy ktos chcialby isc na studia techniczne, a jego plan B dotyczy kierunkow bardziej humanistycznych, ale jakos to mnie najbardziej pociaga po informatyce :P

Link to comment
Share on other sites

Obecnie zastanawiam się nad lingwistyką stosowaną oraz europeistyką. Jako że nie jestem na razie pewien, który z tych kierunków ostatecznie wybiorę (zakładam również, iż coś jeszcze innego może mi wpaść do głowy), to moja matura także nie jest do końca określona. Na pewno będę zdawał angielski na poziomie rozszerzonym. I w zasadzie od razu zadam pytanie, bo czegoś tu nie jestem pewien. A mianowicie, czy jest jakaś różnica w postrzeganiu przez uczelnie pomiędzy angielskim, jako przedmiotem dodatkowym i ang. rozsz. jako obowiązkowym j. obcym? Pytam się, bo nie ustaliłem jeszcze na jakim poziomie będę zdawał niemiecki. Wszak rozszerzone matury z tego przedmiotu bywają dość karkołomne.

Edited by 47
Link to comment
Share on other sites

Tak jeszcze z ciekawości zizou666 jeszcze mam pytanie dotyczące matur. Próbne w tym roku kiedy macie? My oficjalną mieliśmy w marcu a jak wiadomo ostateczne deklaracje maturalne składa się w lutym. Więc nawet jeśli komuś słabo poszedł przedmiot to i tak musiał go zdawać na oficjalnej maturze. Dla mnie bezsens kompletny. W tym roku się to zmieniło?

Link to comment
Share on other sites

Leftjack - zalezy od szkoły. ja miałem 4-5 próbnych matur (nie z 4-5 przedmiotów, tylko 4-5 razy) a w klasach 1. i 2. minimatury. Mieliśmy je zarówno przed terminem zmian, jak i po. Więc dalo radę.

zizou666 - moge Ci polecić Politechnike Poznańską. Microsoft wspólpracuje z ta uczelnią na szeroką skalę, ponadto do wyboru masz tam 2 kierunki informatyka na róznych wydzialach, i jeszcze kilka innych informatycznych (np automatyka i zarządzanie). Sam sie udaje na tą uczelnię, i mogę zostać infrmatykiem nawet po swoim kierunku, którym jest Fizyka Techniczna, o ile wybiorę specjalizacje fizyka komputerów. Wtedy będę się uczyć konstruowania poszczególnyxh podzespołów w komputerze i tworzenia systemów operacyjnych. Kierunków quasi-informatycznych jest naprawdę wiele, i jest to uczelnia na poziomie.

Oczywiście zalezy tez do ktorej masz bliżej. Jak mieszkasz pod Wrocławiem to nie ma sensu żebyś studiował w Poznaniu

Link to comment
Share on other sites

Tak jeszcze z ciekawości zizou666 jeszcze mam pytanie dotyczące matur. Próbne w tym roku kiedy macie? My oficjalną mieliśmy w marcu a jak wiadomo ostateczne deklaracje maturalne składa się w lutym. Więc nawet jeśli komuś słabo poszedł przedmiot to i tak musiał go zdawać na oficjalnej maturze. Dla mnie bezsens kompletny. W tym roku się to zmieniło?

Ja sie dowiedzialem dzisiaj, ze probne beda 2. W listopadzie i marcu. Deklaracje ostateczne trzeba skladac do 7 lutego, wiec w moim przypadku ta rozszerzona matematyka moze zamienic sie na cos innego (prawdopodobie biologia jezeli juz), po probnych wynikach matury probnej w listopadzie. I masz racje, ze bezsensem jest probna matura po dostarczeniu ostatecznych deklaracji. Przeciez chyba ma byc ona glownie po to, aby sie sprawdzic (wiadomo, ze sluzy tez innym celom np obycie sie z zasadami dotyczacymi egzaminu, zobaczenie co jak wyglada, ale glownym jej celem jest chyba przekonanie sie, na jakim etapie sie jest z wybranego przedmiotu).

Lord Nargogh -> Heh zebym jeszcze mieszkal pod Wroclawiem ;) Ja jestem z calkowitego poludnia. Glownie w gre wchodzi Krakow (mam tam najblizej, i rodzina by sie znalazla, wiec moze z mieszkaniem bylo by latwiej). Wroclaw jednak tez napisalem, gdyz tam tez mam jakas, troche dalsza rodzine, slyszalem o tamtejszej politechnice, no a jakos straszliwie daleko to jeszcze tam nie jest ode mnie. Poznan to juz neistety za daleko, choc z opisu ktory podales, naprawde ta politechnika prezentuje sie atrakcyjnie. Mimo wszystko dzieki za rade.

Link to comment
Share on other sites

A ja się nie muszę martwić żadnymi maturami czy innymi badziewiami bo nawet jeszcze do liceum nie chodze :P nic, tylko pozazdrościć, co? :) co ja tu mogę napisać? chyba tylko tyle że wybrałem fajną szkołę - 200 złociszy miesięcznie, ale za to nie ma żadnych zastępstw, i mało lekcji i wogóle fajnie. Widać też, że poziom TROCHĘ się względem podstawówki podwyższył :P Dzięki temu mogę dłużej grać w G2 (bo ostatnio to właśnie drugiego Gotyka odkurzam:)) Jak chcecie powspominać gimnazjum to możecie pisać :P

Link to comment
Share on other sites

Liceum ogólnie jest spoko, tylko niedobre jest to, że w zasadzie jest 2,5 nauki i to na hard poziomie bo matura. I tak nas nieźle jadą ze wszystkiego od początku "bo muszą zrobić materiał". Wkurza mnie też to, że będąc w klasie lingwistycznej, każą się potężnie uczyć np: z biologii. Co mi z tego przedmiotu ? Chyba jak wybrałem jakiś "kierunek" jak reszta będący w tej klasie, to jazda powinna być z tych przedmiotów, które teoretycznie sprawią mniej kłopotów, np. języki, a nie fizykę, czy chemię. Narazie jakoś się trzymam, ale wraz ze wzrostem poziomu materiału będzie coraz trudniej. A przecież do kompa też się chce przysiąść na parę minut...

Link to comment
Share on other sites

Owiec_xD - a mnie od zarania dziejów, odkąd tylko usłyszałem nazwe przedmiotu "język polski", doprowadzało do szalu, że muszę się go uczyć. O ile jeszcze do poziomu gimnazjum to miało uzasadnienie (nauka ortografii, gramatyki, pisania cv, i prostych wypracowań) to tyle już w liceum jest to totalnie niepotrzebne i bezwartościowe (np. analiza poezji). Uczciwie moge powiedzieć że przez 3 lata liceum na języku polskim nie usłyszalem nic, co mogloby mi sie przydać w życiu - chyba że rozmawiałem z kumplem z ławki o np grach albo fizyce. jedyne co się zmieniło po tych trzech latach to moj stosunek do poezji - w gimnazjum jej nie lubiłem, a teraz nienawidze. I na pewno nie sięgnę nigdy po żadna książkę Alberta Camus, Gombrowicza, Mickiewicza, i niemal wszystkich ludzi, których dziela omawialiśmy na polskim, bo wynudziłem sie przy lekturze ich książek co nie miara.

I taka mała ciekawostka: w swojej klasie byłem jedna z dwóch osób, które przeczytały KAŻDĄ lekturę. U pozostałych liczba przeczytanych lektur zamykała się w 1-3. Potem czytali streszczenia, i dostawali lepsze oceny ode mnie, chociaż czytalem dokładnie i cierpliwie.

Link to comment
Share on other sites

A, To ty pisałeś, że jesteś super ścisłowcem xD U mnie jest odwrotnie, nienawidzę przedmiotów ścisłych. Wolę języki.

Polaja lubię, mam fajną nauczycielkę, która dobrze tłumaczy, i jako nieliczna, nie ogranicza się tylko do zrobienia materiału. Nawet można z nią normalnie pogadać !

A co do tych lektur. Teraz już wiesz, że na zawsze trzeba się trzymać reguł, że jak zadana książka przeczytać, to w całości. W streszczeniu masz wszystko jasno i klrownie wytłumaczone. Przetrwają najsprytniejsi xD

W klasie chyba tylko ja mam takie optymistyczne podejście do szkoły xD

Dokładnie i cierpliwie czytałeś, a inni dostawali lepsze oceny ? Ja też wolę przeczytać streszczenie, bo jak czytam książkę, to łapie mnie muł, myślę o czym innym, a potem nie wiem co przeczytałem xD

Edited by Owiec_xD.
Link to comment
Share on other sites

A jeszcze mam takie pytanie jak w liceum mam język niemiecki od podstaw, to taki podstawowy niemiecki będzie mi trudno zdać? Czy matura będzie trudna?

Jak napisał Lord Nargogh wszystko zależy od nauczyciela, ja miałem w liceum od podstaw francuski z taką żałośnie durną i nieudolną nauczycielką, że aż strach. Bóg mi świadkiem, że chciałem się nauczyć, naprawdę chciałem umieć francuski, bo co dwa języki to nie jeden ale nie dało się, rannnyyy jak ją sobie przypomnę to współczuję tym, którzy w moim byłym liceum mają z nią franc. Ech ażeby ją tak ghoul ciemną nocą wychędożył.

Liceum ogólnie jest spoko, tylko niedobre jest to, że w zasadzie jest 2,5 nauki i to na hard poziomie bo matura. I tak nas nieźle jadą ze wszystkiego od początku "bo muszą zrobić materiał". Wkurza mnie też to, że będąc w klasie lingwistycznej, każą się potężnie uczyć np: z biologii. Co mi z tego przedmiotu ? Chyba jak wybrałem jakiś "kierunek" jak reszta będący w tej klasie, to jazda powinna być z tych przedmiotów, które teoretycznie sprawią mniej kłopotów, np. języki, a nie fizykę, czy chemię.

Racja, idiotyczne są te podziały na klasy humanistyczne, itd. Ja chodziłem do humanistycznej, a w tygodniu miałem więcej godzin matematyki niż historii. No i ta biologia też piekło, tyle kucia żeby na 3 wyjść, a teraz jedyne co pamiętam to nazwa "mięśnie poprzecznie-prążkowane", a i tak nie wiem co to jest :).

A co do lektur, to znowu wszystko zależy od nauczyciela, miałem przez 2 lata taką nauczycielkę u, której bez problemu na streszczeniach można było jechać ale w 3 klasie przyszła nowa i jak zrobiła kartkówkę w, której trzeba było na określonych fragmentach książki pracować to w 90 % klasy nie było co zbierać. Hehehe sprawiedliwości stało się za dość bo ja w naiwnym poczuciu obowiązku czytałem większość lektur co mimo wszystko przydaje się na maturze bo jak się całą albo chociaż prawie całą książkę przeczyta, a później uważnie na lekcji posłucha to do podst. polskiego na maturze niewiele trzeba powtarzać.

Edited by derosdrs
Link to comment
Share on other sites

Wstyd się przyznać, ale ja tez mało lektur czytałem. Wyszło to później podczas przygotowań do matury. Strasznie dużo materiału z samego polskiego musiałem powtórzyć. Ale trzeba było uważać na lekcjach, sam sobie zasłuzyłem ;)

Nauczycielki miałem trzy (w niby renomowanym liceum...) i żadna jakoś przesadnie nie wymagała znajomości całej lektury. Ważniejszy był kontekst i to co miało nam się do matury przydać. Jeśli by mi jakaś profesorka kazała znać na wyrywki całą fabułę "Lalki" to puknąłbym się w głowę. Wiedziałem o co ogólnie chodzi i na klasówkach (wypracowania) i na maturze sobie poradziłem ;)

Link to comment
Share on other sites

AAAA! Samobójca xD Zdawanie matury z historii sztuki jest koszmarem nawet w mojej klasie, gdzie mieliśmy 9h godzin tygodniowo rozłożonych na 4 lata(2,2,2,3), jednak i tak każdy to zdaje, bo egzamin z historii sztuki jest nam potrzebny do egzaminu dyplomowego ._. No ale wygląda to tak:

- Kanon Dzieł

-Wymagane definicje

+oczywiście biografie malarzy i artystów xD

Tabletki!... Gdzie sa moje tabletki?!

Za jakie grzechy ktos wywleka mi z pamieci te traume? xD Patrzac na to po raz drugi, naprawde nie wiem, co mna kierowalo, gdy wypelnialem deklaracje maturalna :rolleyes:

Nigdy nie przyjmujcie darmowych drinkow od kolezanek!

No ale grunt, ze wszystko dobrze sie skonczylo - zdalem z powalajacym wynikiem 37% B) Cud, ze w ogole zdalem...

Do wszystkich niezdecydowanych odnosnie tego, do jakich przedmiotow podchodzic na maturce: rzuccie okiem na to, co zalinkowala Niziolka, a potem posluchajcie mojej rady i trzymajcie sie od tego diabelstwa jak najdalej. Jesli koniecznie chcecie podjac jakies wyzwanie, to moze lepiej sprobujcie wcisnac paste do zebow z powrotem do tubki. Mniej nerwow stracicie, niz gapiac sie na 169. z kolei zdjecie durnej katedry, ktora od dwudziestu innych odroznia plama na jednej z szyb.

Edited by opoz
Link to comment
Share on other sites

Owiec_xD - a mnie od zarania dziejów, odkąd tylko usłyszałem nazwe przedmiotu "język polski", doprowadzało do szalu, że muszę się go uczyć. O ile jeszcze do poziomu gimnazjum to miało uzasadnienie (nauka ortografii, gramatyki, pisania cv, i prostych wypracowań) to tyle już w liceum jest to totalnie niepotrzebne i bezwartościowe (np. analiza poezji). Uczciwie moge powiedzieć że przez 3 lata liceum na języku polskim nie usłyszalem nic, co mogloby mi sie przydać w życiu - chyba że rozmawiałem z kumplem z ławki o np grach albo fizyce. jedyne co się zmieniło po tych trzech latach to moj stosunek do poezji - w gimnazjum jej nie lubiłem, a teraz nienawidze. I na pewno nie sięgnę nigdy po żadna książkę Alberta Camus, Gombrowicza, Mickiewicza, i niemal wszystkich ludzi, których dziela omawialiśmy na polskim, bo wynudziłem sie przy lekturze ich książek co nie miara.

Podwójne wyrazy współczucia - pierwsze za konieczność męczenia się, a drugie za zubażenie się. Z pierwszym chodzi mi o to, że rzeczywiście w nauczaniu języka polskiego sporo jest elementów, które są do bólu powtarzalne i można się nimi zanudzić. Zwłaszcza jeśli jest się zadeklarowanym miłośnikiem przedmiotów ścisłych. I z jednej z strony rozumiem, że decydując się na karierę "techniczną" można uważać lektury czy wiersze za niepotrzebne, ale za bezwartościowe? I tu dochodzimy do punktu drugiego. Ja czytanie ogółem uważam za bardzo wartościowe i rozwijające. Rozumiem, że ktoś woli rozwijać się w inny sposób, ale uważam, że ogranicza wtedy sam siebie. No, ale co ja się będę rozwodził - Ciebie pewnie i tak nie przekonam, ale liczę tylko, że kiedyś sam się przekonasz ile piękna, uczuć i prawdy, a wręcz i świetnej zabawy (ho, ho, ho - jak górnolotnie) można odnaleźć w literaturze. Smutne jest jednak to, że nauka języka polskiego często zabija czytelnictwo.

I taka mała ciekawostka: w swojej klasie byłem jedna z dwóch osób, które przeczytały KAŻDĄ lekturę. U pozostałych liczba przeczytanych lektur zamykała się w 1-3. Potem czytali streszczenia, i dostawali lepsze oceny ode mnie, chociaż czytalem dokładnie i cierpliwie.

Trochę masochistycznie... Ja czytałem wszystkie lektury, na które starczyło mi czasu. A, że często miałem go bardzo mało (treningi wioślarskie i powrót do domu o 19-20), to pewnej ilości nie przeczytałem. Ale też nie przejmowałem się tym zbytnio - czasem czytałem coś nawet już po czasie przerabiania.

Link to comment
Share on other sites

Qbuś - ja nie poddałem w wątpliwość wartości wszelkiej literatury. Ogólnie lubię sobie poczytać, ale nie powiem żeby ksiązki do których mnie zmuszono w liceum mi się podobały. Nie ta epoka, nie ten gatunek, nie ta treść. Nie podobały mi się, i tyle. I wcale nie podchodziłem do nich sceptycznie - wprost przeciwnie, mając świadomość, że i tak będę musiał to przeczytać, liczyłem na to, że może spotkam coś fajnego. Spośród lektur szkolnych znośnie czytało mi się króla Edypa, Makbeta, Potop (chociaż nie lubię okresu historycznego w którym się odbywa, i nie podoba mi się zastosowanie przez Sienkiewicza podobnego schematu jak w choćby Krzyżakach - bohater się zakochuje, bohater robi wpadkę, bohater się rehalibiltuje etc etc. Co nie zmienia faktu że czytało się nieźle), i Lalkę (nie podobała mi sie i wydawała mi się nudna, ale była przystępnie i zrozumiale napisana, i szybko zlatywały mi kolejne strony). Natomiast najgorzej wspominam Pana Tadeusza, Dziady, Ludzi Bezdomnych, Przedwiośnie, i Jądro Ciemności.

Liceum nie zniechęciło mnie do czytania ogólnie, jedynie do kilku konkretnych pisarzy, do ktorych raczej miało mnie zachęcić. I np. pierwszą rzeczą za jaką zabralem się po zdaniu matury, było wyjątkowo łakome rzucenie się na sagę Sapkowskiego. Tak łakome, że zabrakło mi pieniędzy na dokupywanie kolejnych tomów :P.

I jeszcze co do wartości poezji i lektur szkolnych - dla mnie są bezwartościowe, i jest to moja subiektywna opinia. Dawniej czytano je "ku pokrzepieniu serc", dla przyjemności czy jakiegokolwiek innego powodu, a ja musiałem je przeczytać - bo musiałem. Ich lektura nie zmieniła nic w moim życiu, ani mojego spojrzenia na świat, śmiało mogę powiedzieć że czas przy nich spędzony kwalifikuję jako zmarnowany. No bo co osiągnąłem poprzez ich lekturę? Dobre oceny? Niee, tak dobrze nie ma, lepiej było czytać streszczenia. Uczucia patriotyczne? Nie większe niż wcześniej, biorąc pod uwagę postępowanie niektórych bohaterow, z ktorymi za nic nie chciałbym się utożsamić ani nie chciałbym żeby polaków widziano jako podobnych do nich. Przyjemność? Ich lektura nie dostarczyła mi najmniejszej. Mądrość? Trudno powiedzieć żebym zmądrzał po czymś, czego juz nie pamiętam, bo wyrzuciłem to z pamięci jako niepotrzebne.

Reasumując: trzy lata nauki polskiego w liceum uznaję za całkowicie zmarnowane i niepotrzebne, czas, ktory spędziłem przy lekturach moglem spędzić ucząc się przedmiotów ścisłych czy języków obcych, i mialbym z tego więcej korzyści i nauki.

Link to comment
Share on other sites

Podwójne wyrazy współczucia - pierwsze za konieczność męczenia się, a drugie za zubażenie się.

Niestety jestem tego samego zdania co Lord. Cała nauka j. polskiego w liceum sprowadza się do ćwiczeń, aby zdań maturę... co mamy do zdania na maturze? 'Co egzaminator piszący klucz ma na myśli'... szczerze mówiąc z otwartymi rękoma powitałbym choćby szczątki gramatyki, która - patrząc na słownictwo, z którego kożysta dziś młodzież - bardzo by się przydała. Dziś nie jest ważne co ktoś (uczeń) myśli o danym dziele, ale raczej to, co inni (nauczyciele itd) sobie wbili do głowy na ten temat. Nikt z humanistów chyba nie rozumie, żeczytanie poezji lub niektórych innych tekstów literackich dla innych może być nieciekawe. Nie są też otwarci na wszelkie myślenie nieszablonowe (co?! Mickiewicz wielkim poetą nie był?!) tak w kwestii życia i tworzenia pisarzy i poetów, jak i interpretacji ich wypocin..

Link to comment
Share on other sites

Liceum nie zniechęciło mnie do czytania ogólnie, jedynie do kilku konkretnych pisarzy, do ktorych raczej miało mnie zachęcić. I np. pierwszą rzeczą za jaką zabralem się po zdaniu matury, było wyjątkowo łakome rzucenie się na sagę Sapkowskiego. Tak łakome, że zabrakło mi pieniędzy na dokupywanie kolejnych tomów :P .

Zwracam honor mości Lordzie, gdyż popełniłem słów Twych nadinterpretację. Jak się pewnie domyślasz, z Twojego posta wywnioskowałem, że całość literatury i poezji uważasz za bezwartościową. Myliłem się. I bardzo dobrze. Ja też w części przeczytanych "dzieł" nie doszukałem się wielkich wartości, ale to już jest częściowo kwestia gustu, ale też częściowo kwestia tego, że dane utwory były/są uważane za wielkie w swoim historyczno-społecznym kontekście. To, co wydawało się fascynujące dla osób podziwiających Chłopów Reymonta, do mnie nie trafia zupełnie. Inna sprawa jest taka, że ciężko mi sobie wyobrazić nauka języka polskiego bez poznawania części tych dzieł (nawet jeśli nie przypadły mi do gustu).

I jeszcze co do wartości poezji i lektur szkolnych - dla mnie są bezwartościowe, i jest to moja subiektywna opinia. Dawniej czytano je "ku pokrzepieniu serc", dla przyjemności czy jakiegokolwiek innego powodu, a ja musiałem je przeczytać - bo musiałem.

I to jest właśnie ten ból - zmuszanie do czegokolwiek często obrzydza daną czynność. Pewnie gdybyś sam z własnej woli sięgnął po część dzieł, to, patrząc na nie nieco przychylniej, Twoja ocena mogłaby ulec zmianie. A że ciężko wymagać, że ktoś wróci do lektury, która go kiedyś tak wymęczyła, to dochodzi do "zabijania" pewnej części ciekawej literatury w oczach uczniów.

Co ciekawe - na studiach humanistycznych jest jeszcze gorzej <_< Na filologii angielskiej przez pierwsze 2 lata miałem do przeczytania średnio jedną powieść na tydzień (czasem to były wiersze, ale czasem był to Moby Dick). Bez zaliczenia odpowiedniej liczby wejściówek nie było zaliczenia ćwiczeń... Do tego kupa rzeczy do czytania na inne zajęcia. A dodać trzeba, że na filologię idą nie tylko osoby rozmiłowane w czytaniu (jak ja na przykład), ale też miłośniczki języka samego w sobie czy bardziej lingiwistki. Literatura jest jedynie częścią i dla wielu stawała się częścią bardzo, bardzo nielubianą. Zwłaszcza, że na 3 roku trzeba było wybrać jedno proseminarium związane z literaturą...

Niestety jestem tego samego zdania co Lord. Cała nauka j. polskiego w liceum sprowadza się do ćwiczeń, aby zdań maturę... co mamy do zdania na maturze?

...

Nie są też otwarci na wszelkie myślenie nieszablonowe (co?! Mickiewicz wielkim poetą nie był?!) tak w kwestii życia i tworzenia pisarzy i poetów, jak i interpretacji ich wypocin..

Tutaj za to mamy do czynienia z problemem egzaminu, a nie samych lekcji. A właściwie tego, że egzamin wymusza pewne prowadzenie lekcji. Od nauczyciela wymaga się na pierwszym miejscu tego, żeby przygotował uczniów do zdania matury. Dochodzą do tego wszystkie cele pedagogiczne, estetyczne i rozwojowe, ale jeśli ktoś nie jest wielce zainteresowany literaturą, to chce po prostu zdać maturę. Poprzednia wersja matury nie nakładała takich ograniczeń - spora część tematów maturalnych była na tyle otwarta, że można było sobie nieco pofolgować. Ja tam zawsze interpretowałem temat na swój sposób i nie wychodziłem na tym źle. Oczywiście - wiadomo, że nauczyciele ze szkoły, którzy sprawdzali prace nie zawsze byli otwarci na wielkie wolty interpretacyjne, ale dopóki nauczyciel był rozsądny, a praca miała sens, było OK. Inna sprawa, że te kilka stron papieru kancelaryjnego trzeba było z siebie wydusić.

Link to comment
Share on other sites

Tutaj za to mamy do czynienia z problemem egzaminu, a nie samych lekcji. A właściwie tego, że egzamin wymusza pewne prowadzenie lekcji. Od nauczyciela wymaga się na pierwszym miejscu tego, żeby przygotował uczniów do zdania matury. Dochodzą do tego wszystkie cele pedagogiczne, estetyczne i rozwojowe, ale jeśli ktoś nie jest wielce zainteresowany literaturą, to chce po prostu zdać maturę. Poprzednia wersja matury nie nakładała takich ograniczeń - spora część tematów maturalnych była na tyle otwarta, że można było sobie nieco pofolgować. Ja tam zawsze interpretowałem temat na swój sposób i nie wychodziłem na tym źle. Oczywiście - wiadomo, że nauczyciele ze szkoły, którzy sprawdzali prace nie zawsze byli otwarci na wielkie wolty interpretacyjne, ale dopóki nauczyciel był rozsądny, a praca miała sens, było OK. Inna sprawa, że te kilka stron papieru kancelaryjnego trzeba było z siebie wydusić.

Dlatego ja jestem za wycofaniu obowiązkowego egzaminu maturalnego z polskiego, i zmiany formy lekcji. W tej formie w jakiej są obecnie, nie czynią nic dobrego, i odrzucają ludzi od literatury. Jakby nad nauczycielem nie wisialo widmo rozliczenia za przygotowanie do matury, to na pewno prowadziłby lekcje inaczej, pozwalając nam pointerpretować na swój sposób.

Słyszałem właśnie, że stara matura umożliwiała swobodne opisanie swoich przemyśleń i swojej własnej analizy, ale z drugiej strony tylko kilka błedów ort mogło spowodować oblanie całego egzaminu. Chociaż nigdy takich błędów nie robię, to nie wiem czy bym się zdecydował na takie ryzyko :P

I jeszcze do matury: zdawałem ją w tym roku. I o mało zawału nie dostałem, gdy przeczytałem "przykładowe wypracowanie" na stronie CKE, bo moje nie zawierało nic, o czym prawiło ów wypracowanie. Co ciekawe, gdyby na mojej lekcji polskiego ktoś napisał takie jak to z CKE, to byłoby nie na temat i mogłoby nie zdobyć wymaganych 30% punktów. Ale do czego zmierzam - przeraziło mnie to, że tamto przykładowe wypracowanie pisała jedna z osób ktore będą sprawdzać nasze matury, więc logicznie rozumując będzie się doszukiwac w naszych pracach tego, co zawarła w swojej. A skoro nas uczono żeby NIE pisać takich wypracowań, to cóż, życzę powodzenia... Koniec końców zdałem z dośc przyzwoitym wynikiem (70%), jednak raczej nieadekwatnym do moich umiejętności z zakresu języka polskiego i ilości pracy jaką włożyłem w przygotowanie się do egzaminu. Właśnie - przygotowanie. Pozostali moi znajomi polski olali sobie zupełnie, nigdy specjalnie nie radzili sobie na lekcji, i uzyskali albo zbliżony wynik do mojego, albo nawet lepszy. Gdzie tu jest obiektywność, i sprawiedlowość? Podobnie sprawa miała się z matematyką. JEstem osobą świetną z matematyki, w swojej klasie należałem do trójki (a właściwie czwórki - bo dwie osoby były bliźniakami :P) najlepszych, a na maturze zdobyłem "jedyne" 80% z rozszerzenia. W normalnych okolicznościach byłbym wniebowzięty, jednak w sytuacji w której klasowe cieniasy, które zazwyczaj zdobywały po 40-50% zdobyły więcej niż 80%... cóż... a wszystko przez kilka błędów rachunkowych, które popełniłem. I jak tu mówić o obiektywności matury, skoro wszystko tak naprawdę zależy od tego jaki się zestaw pytań trafi, bo można byc głupkiem i trafić na taki zestaw, który zapewni takiemu głupkowi 100%, a tymczasem osoba, która długo i zawzięcie sie uczyła trafi na parę pytań z zakresu materiału który akurat zapomniała (co nie zmienia faktu że pozostałe 99% materiału pamięta) i zostanie postawiona na równi lub nawet niżej niż nieuk....

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.


  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...