Przeszukaj forum
Pokazywanie wyników dla tagów 'Inne'.
Znaleziono 184 wyników
-
Hoł, hoł, hoł! Nadszedł ten czas, kiedy spadł już śnieg, umilający świąteczną atmosferę. Nadszedł czas, kiedy za niedługo będziemy stroić choinkę, kiedy pieczemy tradycyjne dwanaście potraw, które tak naprawdę ma niewiele polskich rodzin. Kiedy w wieczorny dzień 24 grudnia nasze domy odwiedzi Mikołaj. A z resztą kiedy to Mikołaj przychodzi? 6 czy 24 grudnia? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, lecz to nie o tym chciałem pisać. Otóż w święta każdy może zostać świętym Mikołajem i wsunąć jakąś paczuszkę pod choinkę dla bliskiej osoby. Czasami nawet najmniejszy podarek daje ogromną radość. Kiedy tak zastanowiłem się ile osób mógłbym obdarować, zebrała się ich jakaś ilość. Nie mała. Może wydawać się, że prezenty dla pięciu osób to nie dużo, jednak dla każdego trzeba pomyśleć nad tym co lubi, nad tym co chciałby dostać, bo każdy ma inny gust i inne zachcianki. Trzeba też pomyśleć nad ceną owych podarunków, ażeby nie przepłacić. Trzeba więc przyznać, że prawidłowe wcielenie się w Mikołaja nie jest łatwe. Chodzi mi o takie wcielenie, które potrafi zajrzeć do mózgu osoby, dokładnie poszukać i znaleźć to, co naprawdę chciałaby dostać. Łatwiej jest się kogoś spytać, ale przecież to nie byłaby już ta niespodzianka. Bo każdy lubi zobaczyć pod choinką coś co naprawdę chciał. Bo każdy lubi miłe niespodzianki. Przynajmniej tak mi się wydaje. Tak więc chciałbym poradzić się Was, drodzy forumowicze. Co poradzilibyście na prezent dla moich rodziców? Bo może macie jakieś ciekawe i oryginalne pomysły, które trzymacie w głowie i nie powiedzieliście o nich, bądź ich nie wykorzystaliście. Lecz w najbliższych dniach jest okazja, by to zrobić, by pokazać najbliższym, że zależy im na Was. Bo czasem nawet te najtańsze i według Was mało znaczące rzeczy mogą sprawić komuś nie lada radości. Tak więc pozdrawiam Was i życzę Wesołych Świąt! PS W ostatnich dniach nie było mnie z powodu braku internetu, bo skończyła mi się umowa z neostradą. Dziś znajomy przyniósł mi modem od Orange - internet jest, ale znajduję się w miejscu, gdzie zasięg jest słaby i internet chodzi baardzo wolno. Router dostanę w poniedziałek i wtedy wszystko będzie ok. Wczoraj dostałem także Dragon Age, więc wrażenia z gry napiszę w poniedziałek. Pozdrawiam.
-
Obejrzyjcie to : http://www.atom.com/funny_videos/mascots_district_eleven/ Polecam !!
-
Cholera, nie wiem, czy to dobry znak, kiedy nastolatek o wieku niespełna 16 lat zaczyna odczuwać nostalgię. A jest ona głównie spowodowana tym, co lubiłem oglądać jako dzieciak, i jak cały przemysł bajek/kreskówek/programów dla dzieci się zmienił. http://www.youtube.com/watch?v=OfOACVCOJsM This was the shit. Nawet jeśli nie zwracaliśmy wtedy uwagi na fabułę (miałem 4 lata, żeby nie było), pierwsi Rangersi rządzili. Żałuję tylko tego, że seria doczekała się setki sequeli, z czego większość z nich była stanowczo poniżej średniej. Chociaż, muszę napisać, że był jeden wybijający się z tłumu wyjątek, a mianowicie seria Power Rangers SPD, która po prostu "kicks ASS"! (openingi SPD) *przygnieciony pod lawiną wspomnień* Inspectora Gadgeta uważałem przez długi czas za moją ulubioną bajkę z dzieciństwa. Bo jak tu nie uwielbiać mało kumatego inspektora, uzbrojonego w przeróżne gadżety? Właściwie, to można by go porównać z tą jego pierdołowatością do Detektywa Monka.... http://www.youtube.com/watch?v=iOPtmp20Nq0 Kolejny klasyk z dzieciństwa, Tajne Akta Psiej Agencji miało naprawdę rewelacyjne dowcipy. Fabuła była oparta na tym, że kontrabanda kotów próbowała sabotażami zniechęcić ludzką rasę do psów lub po prostu wykorzystać ją do swych własnych celów. Nie wspominając o tym, że wiele momentów to bardzo jawne odwołania do Jamesa Bonda. http://www.youtube.com/watch?v=rp8jKPr4y_4 Kolejny opening do kreskówki z czasów, kiedy jeszcze były zabawne. Fabuła skupiała się głównie na piracie-nieudaczniku Jacku i jego pomagierze szczurze Snuku, który jak nijak nigdy nie mogli się wzbogacić i spłacić statku. Do diabła, nie mam bladego pojęcia, czemu tak genialne show zostało anulowane po 13 epizodach. http://www.youtube.com/watch?v=QUHmf7Y-9ww Ok, rozumiem, są kwestie gustu, nie każdy musiał lubić kreskówki, które mi się podobały. Ale TO jest wyjątek. 96,42% świata uwielbiało tą kreskówkę. Z żartów tam zawartych śmiał się każdy, dwie główne postacie, czyli nieustannie walczący ze sobą kot Tom i myszka Jerry, były znakomicie wykreowane. Zresztą, czy ta kreskówka miała jakiekolwiek wady? Wskażcie mi, jeśli jakieś widzicie, bo ja nie widzę żadnych. I teraz, na koniec, nasuwa się trochę dziwna konkluzja, no bo tak właściwie, to co sprawiło, że młodzieży do gustu zaczęły przypadać coraz to dziwniejsze bajki lub seriale z, grrr, Zakiem Effronem i Miley Cyrus? Co sprawiło, że taki plastik i aktorskie nic stało się popularne na skalę światową? Co myśleli ludzie z Disneya, nadając swojej stacji dopisek "XD"?! Ale na pocieszenie mogę powiedzieć, iż z tego, co się orientuję, wciąż można oglądać stare seriale i kreskówki nie tylko w sieci, ale również na kanale Jetix Play.
-
Witam Wszystkich Długo rozmyślałem nad utworzeniem bloga, przez dłuższy czas dominowała niechęć do ogólnie pojętego blogowania. Nie rozumiałem tego fenomenu, wszyscy tworzyli, a ja dzielnie opierałem. Tak jak i z wszelakimi maniami typu: Demotywatory, Nasza-Klasa i innego rodzaju portale społecznościowe. No właśnie opierałem, ale chęć dzielenia się moimi przemyśleniami jednak wygrała, teraz zaczynam Tworzenie. Jest 13 marzec 2010 roku Zobaczymy na jak długo będę miał czas i chęci dodawać kolejne wpisy ( i tak btw. jest to wpis testowy, muszę się wczuć w bloga)
-
Już za nieco ponad miesiąc, tj. w dniach 25-27 marca, odbędzie się kolejna edycja poznańskiego Pyrkonu - konwentu dla fanów szeroko pojętej fantastyki. Zapożyczając ten wstęp z Informatora Konwentowego chciałbym zachęcić wszystkich fanów fantastyki, aby zjawili się w pierwszy weekend wiosny w Poznaniu, bo zapowiada się, że naprawdę warto. Będą panele dyskusyjne z udziałem znanych polskich pisarzy (m.in. Jacek Komuda i Jakub Ćwiek), spotkania z wydawcami książek i gier, sesje RPG i wiele, wiele innych. Więc jeśli jesteś fanem fantasy, Gwiezdnych Wojen, lubisz gry RPG lub po prostu lubisz dobrą zabawę, to powinieneś tam być. Ja tam będę na pewno. haunter
-
No i po obozie. Można powiedzieć, że i po wakacjach. W końcu za 2 dni rozpocznie się nowy rok szkolny. Dla mnie będzie to ostatni rok w liceum. Matura, wybór uczelni wyższej... Po powrocie dorwałem się do God of War III i skończyłem grę w godzinę (przed wyjazdem miałem niecały dzień wolny no i daleko doszedłem). Teraz nie ma w co grać. Może odkurzę jakiegoś starocia? Szczerze powiedziawszy to mam ogromną ochotę na jakąś dobrą strategię, złapała mnie nawet zajawka na StarCraft II, ale cena skutecznie mnie powstrzymała przed zakupem. Poczekam aż stanieje do jakiś 100zł, wtedy się zastanowię. No i przed zakupem nowych gier wstrzymuje mnie perspektywa studiów i konieczności zakupu notebooka. Jak sobie pomyślę, że w tym roku wychodzi Little Big Planet 2, Gran Turismo 5, Wiedźmin 2 i Dragon Age II to aż się się gotuję. Jakby nie patrzeć to kasa, jaką wydałbym na te gry to jakaś 1/4 ceny laptopa. W tym tygodniu dodam kolejny wpis o grach. Tym razem o grze, na której bardzo się zawiodłem i zmarnowałem 150 zł w dniu premiery. See ya
-
God of War: Chains of Olympus to gra, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy PSP przyznają, że jest to jeden z najlepszych tytułów na tę konsolę. Fabuła jest nieskomplikowana, nawiązuje do greckiej mitologii, chociaż z mitami tak naprawdę ma niewiele wspólnego, ponieważ opisane w nich wydarzenia dowolnie zmienia i reinterpretuje. Mitologia stanowi jedynie źródło inspiracji, dzięki któremu gra posiada swój specyficzny klimat. Główny bohater ? Kratos przeżywa szereg przygód związanych z poszukiwaniem w zaświatach swojej córki, często buntuje się przeciwko woli bogów, pragnących wykorzystać jego działania do własnych celów. Oczywiście fabuła stanowi tylko pretekst do wszelkiego rodzaju zniszczeń, bójek i bijatyk, w jakich gracz może wziąć udział. Świetnie pokazano starożytny świat ulegający rozpadowi, największe wrażenie sprawiają spektakularne zniszczenia budynków i widowiskowe walki. Ogromnym plusem jest naprawdę dobra grafika, potęgująca wrażenia wizualne i dodająca tej grze estetyki. Mimo, iż na początku trochę sceptycznie odnosiłam się do GoW w ogóle, jako całości, to muszę przyznać, że Chains of Olympus naprawdę wciąga. Nawet nie wiem kiedy minęła godzina grania, chociaż miałam tylko spróbować, zobaczyć czy produkcja warta jest mojej uwagi. Zaczęłam się więc zastanawiać, co sprawia, iż gra daje tyle rozrywki i przyjemności. Doszłam do wniosku, że składa się na to kilka elementów, m.in. możliwość zagłębienia się w świat gry poprzez poznawanie labiryntu pomieszczeń czy skomplikowanych ścieżek, piękna grafika, egzotyczna sceneria, czyli jednym słowem oprawa. Niewątpliwie ogromną rolę odgrywają efektowne pojedynki na śmierć i życie, których Kratos musi stoczyć ogromną ilość. Co ciekawe, starcia te wyróżniają się stylistyką spośród innych elementów tytułu. Dopracowana grafika, błyszcząca zbroja bohatera, lśniące miecze i harmonijny świat kontrastują z walkami, w których bierzemy udział. Są one niezwykle brutalne i bezwzględne, ponieważ krew spływa strumieniami, a przeciwnicy zabijani są w sposób okrutny i dość wymyślny. Twórcy starali się jednak uczynić tę przemoc estetyczną i interesującą poprzez błyski broni, piruety i wyskoki, które Kratos wykonuje przy każdym starciu; czy też spowolnienie akcji w trakcie time moments, gdzie niecierpliwie oczekujemy decydującego ciosu. Tych ?ostatecznych? uderzeń jest zazwyczaj kilka i zanim przeciwnik zostanie pokonany, musimy zaserwować mu serię widowiskowych razów. Nie bez znaczenia jest także sceneria, w jakiej pojedynek ma miejsce. Skalista przepaść, gruzy starożytnej świątyni, mroczne podziemia, na tle których walczymy sprawiają wrażenie, że rozgrywająca się bitwa jest wyjątkowa, imponująca i atrakcyjna wizualnie. Uważam jednak, że wymienione przeze mnie ?upiększające? brutalne zachowanie, cechy nie stanowią dowodu, iż w grze tej mamy do czynienia z estetyzacją przemocy. Elementem, który wyłamuje się z przyjętej konwencji i zwyczajnie psuje osiągnięte efekty jest sama postać głównego bohatera. Kratos ani z wyglądu ani z charakteru nie przypomina szlachetnego herosa, gotowego poświęcić własne dobro dla innych. Zaryzykuję stwierdzenie, iż jest on antybohaterem. Zacięta, gniewna mina, widoczna blizna, umięśniona sylwetka i brak jakichkolwiek skrupułów znamionują silną, dominującą, ale także nieobliczalną osobowość. Mężczyzna nie zabiera głosu, on po prostu wykrzykuje swoje żale i pretensje, dając upust trawiącej go wściekłości. Kratos ucieleśnia bezwzględnego i zaciekłego furiata, a nie zrozpaczonego ojca czy też sprawiedliwego herosa. On sam zaburza tę idealną kompozycję świata przedstawionego, w których nawet najbardziej obrzydliwe morderstwo posiada pewne cechy piękna i harmonii. Co więcej ekwipunek, który posiada również nie pasuje do jego wyglądu. Wypolerowane i gładkie miecze, które skrzą się przy każdym ruchu i licznie zdobione artefakty wydają się przynależeć do zupełnie innej postaci. Gra nie grzeszy przesadną trudnością, wprawny gracz przejdzie ją w kilka godzin bez najmniejszych problemów. Częste save pointy i nieskomplikowane zagadki do rozwiązania również ułatwiają skończenie tytułu w dość krótkim czasie. Jakkolwiek niepochlebnie to zabrzmiało, to naprawdę ten tytuł zaskoczył mnie w pozytywny sposób i z czystym sumieniem mogę polecić go niemal każdemu graczowi. Obecnie gram w God of War na PS2, a także w God of War: Ghost of Sparta i już wiem, że cała seria warta jest uwagi i zasługuje na wysokie noty.
-
Powrót Po wielu próbach i błędach wróciłem do tworzenia bloga na forum CD-Action. Odkąd prowadziłem poprzednią wersję bloga zmieniłem się, albo przynajmniej mi się tak wydaje. Zmieniłem kilka rzeczy w moim życiu. Po pierwsze zacząłem częściej ćwiczyć grę na gitarze basowej. Teraz wiąże z nią swoją przyszłość. Kiedyś chciałbym grać w jakimś zespole rockowym lub metalowym. Czy mi się to uda? Nie wiem, ale będę się starał. Po drugie zmieniłem zdanie tego co będę robił po gimnazjum. Jako, że bycie informatykiem już niezbyt mnie pociąga, chciałbym robić coś związanego z muzyką. Niestety w mojej okolicy nie ma żadnej odpowiedniej szkoły. Jedyne co mi przychodzi na myśl to zostanie dziennikarzem. O taką szkołę to łatwiej, ponieważ wydaje mi się, że zwykłe LO o profilu humanistycznym lub jeśli będę miał szczęście dziennikarskim powinno wystarczyć, a co będzie potem to nie wiem. Chociaż przez te dwa lata, które pozostały mi zanim będę zmuszony wybrać szkołę może się dużo zmienić. Opisałem wam co chciałbym robić w przyszłości, ale nie opisałem wam tego co robiłem przez ten czas jak nie pisałem bloga. Choć był to krótki okres dużo się wydarzyło. Po wielu próbach nie chciało mi się prowadzić bloga o grach i innych sprawach związanych z informatyką. Łudziłem się nawet, że mogę już tworzyć strony na zamówienie... Jaki ja byłem głupi. Teraz widzę, że chciałem się porywać z motyką na słońce. Miałem nawet stronę domową na płatnym hostingu, ale nawet to, że wyłożyłem na nią własne pieniądze nie zmotywowało mnie do jej rozbudowywania. Poza tym w dzisiejszych czasach ze znajomością tylko HTML'a nie można nic zrobić. Minimum to HTML+CSS, a najlepiej jak dojdzie do tego jeszcze PHP i JS. Więc po wielu próbach i straconych kilkudziesięciu złotych postanowiłem, że nie pójdę do technikum informatycznego. I wtedy zacząłem szukać jakichś szkół związanych z muzyką i tak znalazłem gdzieś w internecie stronę, gdzie jeden koleś chciał zostać dziennikarzem muzycznym. Po tym jak to przeczytałem też zapragnąłem zostać dziennikarzem, ale to już wiecie. Zastanawia mnie tylko czy mam odpowiednie zdolności. I tak oto opisałem to co zamierzam i to co robiłem w przerwie w pisaniu bloga. Pewnie i tak to nikogo nie obchodzi, ale musiałem coś napisać, zanim zacznę dodawać nowe wpisy. Więc do zobaczenia.
-
Ostatnio narzekałem, że niezdąże czegoś zrobić. Nie będę przygotowany na sprawdziany, kartkówki, bo nie zdołam wszystkiego się nauczyć. Koleżanka mi pomogła... Wysłała mi obrazek: Utkwił mi w pamięci i uwierzcie... wszystko stało się łatwiejsze do zniesienia.
-
Święta za nami, a przed nami Nowy Rok. Dla jednych to sprawa wesoła, inni zaś ubolewają, że znowu rok starsi, że źle itd. I dla jednych i dla drugich coś wesołego Na początek tekst, który rozłożył mnie na łopatki. Pochodzi z gazetki z produktami Klub Dla Ciebie i jest wręcz rozbrajająca. Oto opis przy grze Symulator Śmieciarki: Zasiądź za kierownicą śmieciarki i zaplanuj niezapomnianą trasę pełną superprzygód. Kultowa gra! Prawda, że piękne? Bezbłędny tekst Barneya z How I Met Your Mother. Manny: "Pet Surprise"? What's that? Bernard: Oh you know the thing, they take the dog out for a walk, it thinks it's a normal walk, but when they come back, the kennel has a patio and french doors. Manny: Yeah, yeah, and they take the blindfold off... Bernard: Yeah and he's like "Oh my god", you know. Mój ulubiony cytat z Black Books (no dobra, jeden z ulubionych) A na koniec cytat mojego kumpla po tym, jak na Festiwalu Piosenki Internackiej Pogoda 2010 w Olsztynie koleś ze szkoły muzycznej śpiewał muzykę własnego autorstwa - disco polo. Śpiewanie disco polo po szkole muzycznej jest jak budowanie z klocków LEGO po budownictwie. haunter
-
Pokemony. Jakkolwiek popularne by nie były, ich blask z pewnością zblakł już przez te lata, co nie zmienia faktu, że ludzie wciąż o nich pamiętają. Oto parę zabawnych zdjęć nawiązujących do Pokemonów, znalezione w sieci. Enjoy! Polecam jeszcze komiks SUPER EFFECTIVE: http://www.vgcats.com/super/?strip_id=0
-
Jako zdeklarowany szowinista mam piękną radę dla panów, wyrażoną wspaniałym wierszem J. Kochanowskiego: RAKI Folgujmy paniom nie sobie, ma rada; Miłujmy wiernie nie jest w nich przysada. Godności trzeba nie za nic tu cnota, Miłości pragną nie pragną tu złota. Miłują z serca nie patrzają zdrady, Pilnują prawdy nie kłamają rady. Wiarę uprzejmą nie dar sobie ważą, W miarę nie nazbyt ciągnąć rzemień każą. Wiecznie wam służę nie służę na chwilę, Bezpiecznie wierzcie nierad ja omylę. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie rozumieją, polecam pomyśleć o tytułowych stworzeniach, a zwłaszcza ich sposobie chodzenia .
-
"Know Your Meme" jest dość popularną serią na Youtube opowiadającą o historiach kryjącymi się pod danymi memami (meme - bardzo popularny filmik, fenomen internetu, cytat, seria obrazków, itp, np. demotywatory, DAJ KAMIENIA, choć w tej serii są tylko angielskie meme ), które pojawiły się w internecie, jak na przykład Keyboard Cat, Boxxy, użycie słowa FAIL, i tak dalej. Szczególnie, iż robione jest to przez ludzi naprawdę znających się na rzeczy i świetnie podchodzących do tematu (próby poważnego wyjaśnienia niektórych meme) Także każdemu, kto ciekawy jest historii tych sławnych mem, lub każdy, kto po prostu lubi przeglądać filmiki na Youtubie, polecam zapoznanie się z serią Know Your Meme. Enjoy! http://www.youtube.com/show/knowyourmeme [Oryginalnie, miał to być wpis o polskich meme, ale postanowiłem, że go nie napiszę, bo szczerze mówiąc, mam już dość KAŻDEGO polskiego meme przez graczy spamujących tymi tekstami na serwerze którzy myślą, że są zabawni (FFS ludzie, ile można spamować JESTEM HARDKOREM!!!111, albo ALE URWAU!!1111, czy inne DAJ KAMIENIA....?)]
-
Niedawno miała miejsce dziwna sytuacja. Dyskoteka szkolna. Piętro trzecie z trzech. Tańczę sobie, mimo że nienawidzę techno, bo nie lubię podpierać ścian. Nagle ujrzałem że dziewczyna która, no nazwijmy to, strasznie mi się podoba, stoi sama pod ścianą. Jakoś zagadałem, zaczęliśmy tańczyć w rytm tej nieznośnej muzyki. W przerwie między jedną "piosenką" a drugą, ona nagle zaczęła się powolutku cofać, a ja za nią, krok po kroku, coraz szybciej. Nawet niezauważyłem kiedy, już biegłem za nią po schodach. Byliśmy na dole, pod szkołą, chłodne powietrze boleśnie chlastało moje policzki. Nasze oddechy były szybkie i płytkie, para delikatne buchała nam z ust. Ona zaczęła się zbliżać, delikatnie, powoli. Z oddali było słychać basowy rytm muzyki techno, która zdawała mi się najpiękniejszą muzyką świata. Zawiał wiatr cudownie rozwiewając nasze włosy. Jej usta były blisko moich ust i... OBUDZIŁEM SIĘ! Jak ja k***a nie znoszę snów! Do teraz cały dygocę ze wściekłości! JA PIERDZIELE!
-
Tak prawdopodobnie będzie wyglądała tytułowa strona tomika z wierszami, który właśnie tworzę. Zapytacie: ocb? Odpowiadam: Na blogu Marka Lenca, naszego CD-Akszynowego rysownika, pojawiają się od czasu do czasu konkursy z ciekawymi nagrodami. Ostatni konkurs polegał na... cytuję: "wyrazić niekłamany zachwyt nad tym blogiem [...] Rymowaną treść (min. 4 wersy!) umieszczacie w komentarzach". Nadeszło wiele prac, które można poukładać zaczynając od ciekawych, interesujących, filozoficznych po głupkowate i śmieszne. Wyszedł pomysł na stworzenie małego tomika z wierszami... Poparłem pomysł i chcę sprostać oczekiwaniom. Tzn. jestem w trakcie tworzenia projektu graficznego Oczywiście w stylu M.L. Nie mam na razie pojęcia ile może zająć tworzenie takiego projektu, ale myślę, że ten tydzień przyniesie ze sobą konkretniejsze informacje. Póki co to tyle. Możecie podziwiać okładkę wstępną (kliknij aby powiększyć ^^) oraz pisać komentarze, sugestie, pomysły itd.
-
Długa przerwa w pisaniu bloga - znowu, jednak postaram wrócić do początkowego tempa. Do zamieszczenia tego wpisu zainspirowała mnie cała radosna (durna) "tfurczość" internetu, która jest dla mnie coraz bardziej żenująca. Zasadniczo, chodzi mi o wpisy na forach oraz czatach i ich treści. Mianowicie, od pewnego czasu obserwuję drastyczny spadek poziomu wypowiedzi w tych miejscach. Zacznę od ortografii, bo to ona jest najbardziej deprymujące dla mojego umysłu. Przedstawiłbym tu kilka przykłdów, ale po prostu nie mam siły kopiować tych herezji. Błędy te są tak rażące, że aż oczy bolą, a, co bardziej denerwujące, ludzie w ogóle nie zwracają na nie uwagi - nie ma komentarzy w stylu: "Popraw pisownię XX, bo się czytać nie da" lub "sorki za literówkę/ortografa". Oczywiście, każdy może popełnić literówkę raz na jakiś czas, ale to co się wyprawia, przekracza pojęcie inteligentnego i/lub wykształconego człowieka. Wiem, że język polski ma trudną ortografię, ale są pewne granice, które często (nazbyt często) są przekraczane. Szczytem szczytów była wypowiedz niejakiego ROCKSTARA na forum starcraft 2, twierdzącego, że nie potrzebuje znać języka polskiego, bo on jest "głupi", "trudny" i nikt go do życia nie potrzebuje. W takiej sytuacji pasuje tylko jedna wypowiedź - zamiast kaleczyć język ojczysty, nie używaj go. Warto nadmienić, że sam wątek był moderowany (co jest rzadkie na forach Blizzarda) z powodu błędów ortograficznych - "śfietna robota". Drugim problemem jest coraz większy spadek merytorycznej wartości wszelakich dyskusji i umiejętności wykorzystania prostych narzędzi forumowych/internetowych. Co drugi problem na większości forów rozwiązuje nie kto inny, a strona google.com, wyszukiwarka z danego serwisu lub encyklopedia (niekoniecznie wiki). Niestety, część społeczności internetowej chce mieć wszystko, WSZYŚCIUTEŃKO podane na srebrnej tacy (choć tu bardziej pasowałaby krzemowa karta ;D). Pomijając ludzką nieumiejętność i lenistwo irytuje mnie wielu ludzi, którzy nie potrafią choćby w minimalnym stopniu dyskutować. Jest dla mnie irytującym, gdy ja cały czas demonstruję moje racje, a inna osoba cały czas pisze ten sam argument niezależnie czy pasuje on na odpowiedź czy też nie. Mam nadzieję, że choć część osób czytających zmieni swoje nastawienie do błędów, szczególnie tych rażących w oczy. Oczywiście niczego od was nie wymagam, ale świat byłby o niebo lepszy bez wtórnego analfabetyzmu w internecie. Dlatego proszę was, ilekroć spotkacie w jakiejkolwiek wypowiedzi w internecie więcej niż jeden błąd ortograficzny, to zwróćcie autorowi posta uwagę.
-
Dzisiejszy wpis jest o dwóch wyjątkowo absurdalnie śmiesznych filmikach, znanych jako asdfmovie 1 i 2. Zapraszam i enjoy! http://www.youtube.com/watch?v=CVL2ewo2G_M http://www.youtube.com/watch?v=zvX2Gd8Vh-E I liek trainz.
-
Ten wpis poniekąd będzie wyjątkowy. Po pierwsze, jest absolutnie spontaniczny, prawie w ogóle nie zastanawiam się nad tym, co piszę, a po drugie, będzie on o MOIM problemie, jaki mam już od dłuższego czasu. Na Wigilię, czyli 10 miesięcy temu, dostałem moją pierwszą gitarkę, klasyka. Pierwsze 2 miesiące: radocha nie z tej ziemi, ćwiczenie, chodzenie na lekcje, ogólnie "szał ciał". Później zapał powoli opadał, ćwiczyłem jeszcze rzadziej, no i coraz szybciej się zniechęcałem. Teraz, od czerwca mam nowy komputer (kupiony za własne, szpan) trudno mnie od niego oderwać, a na gitarze ćwiczę po parę minut jedną melodyjkę z Megamana 2, która i tak średnio mi wychodzi. Cała ta sytuacja, nie da się ukryć, smuci mnie coraz mocniej. Od bodajże 2 lat zacząłem poważnie interesować się muzyką "szarpaną", i wtedy posiadanie jakiejkolwiek gitary doprowadziło by mnie do niewyobrażalnej ekstazy, a teraz? Posiadam gitarę, parę akordów umiem, nawet barre coś mi wychodzi, ale głównego czynnika, motywacji nie ma. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Czy ktoś z was przeżywał coś podobnego? Bardzo chciałbym wrócić do praktyki nad moim pudłem, a nie wiem przez co nie mogę. Lenistwo? Uzależnienie od kompa? Zniechęcanie się? To jest wpis, w którym najważniejsze będą chyba wasze komentarze, jeśli ktoś z was, niekoniecznie grający na gitarze, mógłby podzielić się ze mną swoim zdaniem. To tyle.
-
Znowu o rok starszy, teraz wpełzłem na "nowy etap życia" - bo i podobno 18 lat to wiek w którym wszystko się ma zmienić. Tylko co? Jedyny plus to chyba taki, że nie trzeba będzie się już rozpijać po kątach. Prawo jazdy? Fakt, ale i tak co to mi da, auta nie mam, a nawet jeśli bym sobie gdzieś na niego dorobił to z tankowaniem byłby problem (jako uczeń nie mam stałej pracy, dochodu tym bardziej). Wolność? Czysto teoretyczna. Dopóki człowiek nie pójdzie na swoje cztery ściany nigdy nie będzie wolny. A i wtedy jest z tym różnie. Ale nie o tym miałem pisać. Chciałem powiedzieć co nieco o świątecznym klimacie którego... brak. Rozumiem, że jako dziecko jarałem się świętami, było super (łaaaaa, prezenty!), do tego wolne i wszystko było takie kolorowe, wesołe. Lampki, choinka, pierniki, żarło (i schabowe, łaaa!). Dziś poza tym, że jest wolne nie odczuwam już tej radości. Wszystko jest takie nijakie, stoję obok, patrzę na ludzi którzy pędzą do sklepów i ich nie rozumiem. Czaję, że warto usiąść do jednego stołu z rodzinka, puścić w tło jakąś spokojną, klimatyczną muzykę i w wigilię złożyć sobie życzenia. Można zauważyć także inną śmieszną rzecz, ludzie świętują tak naprawdę tylko w wigilię (która naprawdę jest zwykłym dniem pracującym), rzucają prezenty, jedzą i piją do syta aby potem w prawidłowe święta przez dwa dni leżeć brzuchem do góry i uzupełniać pustki kolejnym żarciem po strawionym 5 minut temu bigosie. Jest jednak jedno odstępstwo, bardzo dużo radości w święta dają małe dzieci, to one najbardziej się cieszą z tego co jest, mogą się patrzeć godzinami w lampki i świeczki, mogą siedzieć i nie mogą się doczekać rozpakowania paczki w której czeka zabawka którą będzie się zabawiał przez kolejny rok. Być może ta wigilia, ten klimat przeznaczony jest właśnie dla nich? A może to ja po prostu zezgredziałem i nie potrafię się cieszyć tak jak kiedyś tak prostą i banalną sprawą jaką są święta. Mimo wszystko chciałbym znów poczuć się tak jak kiedyś, kiedy zaraz po wigilii ktoś kręcił się przed domem (w stroju mikołaja, tylko cień nieraz widziałem ^^, dziś wiem, że to był wynajęty do zadania specjalnego sąsiad) i zostawiał worek z fantami pod drzwiami, wszystko wędrowało pod choinkę i tam było otwierane... Cóż... mam nadzieję, ze nie macie takiego uczucia jak ja i nadal cieszycie się z tych świąt, i że to nie komercja w tym roku zjedna Nas przy wigilijnych stołach. Chrzanić 12 potraw i tradycje zmuszające nas do żarcia, picia i wymiotowania. Niech to będzie zwykłe spotkanie rodziny przy stole w gronie którym każdy będzie się czuł dobrze, będzie szczęśliwy, nie zniesmaczony. Poza tym zdrowia bo bez niego ciężko i kasy, żeby nie brakowało nigdy na podstawowe zachciewajki ^^ Bogatej choinki i pięknego mikołaja! Youtube Video -> Oryginalne wideo
-
Nudziło mi sie i postanowiłem zrobić nowego userbara. Już bez żadnych [Ekspertów] żeby nikogo nie denerwować i nie robić zamieszania. Po prostu userbar "Ku chwale Ekstraklasy!!" Podoba się? W ramach bonusu. śmieszny filmik, sory za przekleństwo w tytule, ale tak już było. http://www.youtube.com/watch?v=cFLqmJU7oWk&feature=related
-
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam kolorowych pisanek, mokrego poniedziałku, dużo czasu na odpoczynek i przyjemnej atmosfery.
-
Biedronki są słodkie. Kto mógłby ich nie lubić? Chyba tylko podła, bezuczuciowa osoba. Gorzej jest już z mszycami - te nie cieszą się taką popularnością. Jednak 21 kwietnia się to zmieniło i trudno określić ową zmianę jako korzyść dla biedronek. Zyskały bowiem one sławę, zostając tym samym oskarżone o bycie radioaktywnymi. Szczerze? Sam nie wiem co gorsze... Biedronka. Radioaktywna!? Już dzień po, a nawet w sam dzień pisania przez uczniów egzaminu gimnazjalnego, całą Polskę obeszła wiadomość o radioaktywnych owadach. Reakcje były różne, a ów różność składała się w 99% ze śmiechu. Wszystkie fora i serwisy zostały opanowane przez tą wiadomość, wszyscy ludzie traktowali to jako temat do żartów, bądź przekazywali informację dalej, by ta zataczała koło. Wszyscy, prócz studentów, rzecz jasna - oni na wykładach codziennie mają odpowiedniki radioaktywnych biedronek. Przykładem może być moja siostra - przyjechała dziś z Krakowa, a gdy poinformowałem ją biedronkowej inwazji, ta patrzyła na mnie jak na idiotę. Nie słusznie! Pewnie nie oglądała 'demotów'. Nawet moja nauczycielka z angielskiego je ogląda... Powracając do tematu - nie wszyscy wiemy, jaka jest prawda. Naukowcy próbują ustalić przyczyny i miejsce rozpoczęcia się promieniowania beta oraz jego skutki w postaci napromieniowania bezbronnych owadów. Takowe zdarzenie miało miejsce jeszcze przed egzaminem gimnazjalnym, nie wiadomo, jak bardzo. Takie pytanie znalazło się tam tylko dlatego, że układający pytania do testu mieli już styczność z takim przypadkiem, a będąc nim zafascynowanym, postanowili je rozsławić. Efekt z jednej strony okazał się strzałem w dziesiątkę, a nawet lepiej, bo takich wyników nie spodziewał się nawet najbardziej optymistycznie nastawiony analityk. Z drugiej strony, owy fakt stał się obiektem do żartów, przez co nikt nie pomyślał o poważnym traktowaniu tegoż pomysłu. Poddenerwowani pomysłodawcy, widząc całą Polskę w śmiechu, postanowili działać szybko. Sytuacja rzeczywiście wymagała niezwłocznej reakcji. Udali się więc do miejsca, gdzie po raz ostatni widzieli radioaktywne stworzenia. Było to najprawdopodobniej gdzieś na Śląsku. Musieli się do tego odpowiednio przygotować - ubrali odpowiedni strój (podobny do tego, który noszą pszczelarze w zetknięciu z pszczółkami) i wzięli ze sobą parę pudełek skonstruowanych tak, by groźne, napromieniowane biedronki zdrowo dotarły do ich siedziby. Taki był bowiem ich plan. Nie myśleli przy tym racjonalnie, chcieli tylko udowodnić wszystkim w Polsce, że radioaktywne biedronki naprawdę istnieją. Żeby Polacy raz na zawsze wybili sobie z głowy pomysł, że były to tylko głupie pytania na teście wymyślone przez zwykłych, małych ludzi obdarzonych bujną wyobraźnią. Chcieli zemsty, a ta nie charakteryzuje się szczególnym pomyślunkiem. Dnia 28 kwietnia, czyli tydzień po dniu, w którym gimnazjaliści pisali egzamin metamatyczno-przyrodniczy, mężczyźni odpowiedzialni za pytania do drugiej części zaczęli realizować swój plan. Chytry i podły plan, który zakładał zebranie wielu radioaktywnych biedronek i wypuszczeniu ich po całej Polsce tak, by każdy zamieszkały owy kraj dowiedział się o ich istnieniu. Jak pisałem już wyżej - po odpowiednim przygotowaniu, udali się na Śląsk, niedaleko kopalni węgla, w której wydobywa się węgiel. Zaparkowali swego czerwonego Poloneza na prostej, świeżo wyasfaltowanej, dziurawej polskiej drodze, poczekali aż przejedzie traktor z przyczepą, na której były dziwne, różowo-fioletowe świnie, po czym przeszli przez pasy na łąkę, a ta znajdowała się po drugiej stronie jezdni od zaparkowanego samochodu. Ich ubranie przypominało strój pszczelarza, a w oddali widać było wspomnianą wcześniej kopalnię węgla. Mężczyźni byli szybcy i chytrzy - zachodzili biedronki od tyłu, szybkim ruchem dłoni łapali je za nóżkę i wsadzali do pojemnika. Owadów przy tym nie krzywdzili, choć uwierzcie mi, że gdybyście ujrzeli napromieniowaną biedronkę, to chcielibyście ją zdeptać. Niczym pająka, ujrzanego przez kobietę cierpiącą na arachnofobię. Po zebraniu dość dużej ilości zwierząt, mężczyźni władowali pudełka do Poloneza i przypięli je pasem, by nie zleciały z foteli. Wszystko to robili z wielką ostrożnością, jakby układali małe dziecko do snu. Zadowoleni ze swej zdobyczy - odjechali. Mężczyźni latali małym samolotem - należącym do byłej jednego z nich - rozrzucając po całej Polsce owady. Te nabierały w powietrzu ogromnych prędkości, po czym uruchomiły skrzydełka i bezpiecznie spadały na ziemię. Większość lądowała na terenach leśnych z dala od ludzi, niektóre jednak wiatr przywiał w zaludnionych miastach, osiedlach czy przy domkach jednorodzinnych. Z groźnymi stworzeniami spotkało się nie wiele ludzi, a w śród nich byłem ja. Był to słoneczny z rześkim wiatrem poranek, wyszedłem się tylko przewietrzyć, kiedy te dziwne, radioaktywne oczy na mnie spojrzały. To była najgorsza chwila w moim życiu. Później się na mnie rzuciła, dziobiąc mnie zębiskami, a jej wielkość, zgrabne i szybkie przemieszczanie się z wykorzystaniem skrzydeł uniemożliwiało mi pozbycie się, tudzież jej zabicie. Po jakimś czasie chyba się zmęczyła i odleciała na bok, czego nie mogłem nie wykorzystać. Szybko pobiegłem do domu, a tam pozamykałem wszystkie drzwi i okna, by ten lubiany dotąd przeze mnie owad już nigdy więcej się na mnie nie załapał. Od tamtego czasu z domu wychodzę piwnicą... To przeżycie zmusiło mnie do refleksji. Zacząłem myśleć nad owym faktem dniami i nocami, w szkole i w domu. Śledziłem fakty i próbowałem połączyć je tak, by dawały mądrą, integralną całość. Uświadomiłem sobie, że radioaktywność biedronek nie jest faktem wyssanym z palca. Węgiel bowiem dzieli się na różne izotopy, wśród których jest promieniotwórczy izotop węgla 14C. Jest on radioaktywny, po wydobyciu na powierzchnię zaczyna promieniować, a owe promieniowanie określane jest jako beta. Ludzie, którzy z taką odmianą owego pierwiastka się zetknęli, często muszą jakiś czas odpocząć od swej pracy na kopalni, bo przebywanie z nim zbyt długo ma wiele nieprzyjemnych skutków. Bowiem gdy zostaną napromieniowani, są radioaktywni. Tak, ludzie. Węgiel promieniotwórczy promieniuje, a cząsteczki tegoż promieniowania zdolne są uczynić biedronkę radioaktywną. Pod warunkiem, że ta znajduje się blisko kopalni, tudzież weszła tam na kurtce jakiegoś górnika. Gdy tak rozmyślałem nad tym faktem, rozwikłałem także inną zagadkę. Testu przyrodniczego nie napisali "najarani" faceci, czy inni niepełnosprawni umysłowo ludzie, tylko górnicy, którzy byli już wcześniej przez niektórych brani pod uwagę. Mało tego - górnicy posiadający sieć sklepów ogrodniczych. Bowiem węgiel występował na egzaminie w każdej postaci, jako związek radioaktywny, kruszec, brunatny, kamienny; był nawet torf i miejsca występowania koksu, a nawet wartości importu, eksportu i wydobycia węgla kamiennego w Polsce w latach 2004-2008, co idealnym dowodem jest na to, że owy test może być wyznacznikiem przyjęcia na Akademię Górniczą. Kolejnym dowodem, tym razem potwierdzającym fakt sklepów ogrodniczych są radioaktywne biedronki. Zaniepokojeni sprzedażą produktów w swoich sklepach, postanowili postraszyć ludzi radioaktywnymi owadami, by ci kupowali wszelakie środki owadobójcze, przy okazji wciskać im inne tego typu produkty, stosując mistrzowsko opanowaną sztukę perswazji. Skutki stały się inne niż zakładano, bo zamiast pieniężnego przyrostu, zastali całą Polskę w śmiechu. Później musieli zareagować, wysyłając armię biedronek na kraj, jednak o tym jest połowa tego tekstu. Czy im się to udało? Ja po środek owadobójczy udać się musiałem. Nie wiem, czy był to ich sklep... Promieniowanie ? Teraz już znacie prawdę, drodzy Forumowicze. Wykorzystajcie ją prawidłowo.
-
W ciągu ostatnich dni media podejmowały tematy znane wszystkim od kilku lat. Liczba pijanych kierowców złapanych przez policję, bezczeszczenie cmentarzy, komercjalizacja uroczystości Wszystkich Świętych itd. Takie motywy to standardowe punkty programu większości serwisów informacyjnych, które chyba dla nikogo nie były zaskoczeniem. Przyznam, że z pewnym zdziwieniem odnotowałam poruszenie jakie wywołuje Halloween. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego impreza zza wielkiej wody urosła do rangi problemu, z którym nie wszyscy Polacy potrafią sobie poradzić. Dla mnie Halloween było zwykłą zabawą, elementem amerykańskiej kultury i do tej pory nie widziałam powodu, żeby szerzej o tym zjawisku dyskutować. Niestety, gdy usłyszałam opinie kilku osób oraz przeczytałam komentarze internautów doszłam do wniosku, że Halloween przestało być dla wielu obyczajem traktowanym z przymrużeniem oka, a stało się symbolem nowoczesności i rozwoju. Zdziwiłam się również, gdy od wielu osób usłyszałam, że Polska powinna wzorem Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Wielkiej Brytanii organizować halloweenowe przebieranki i dekorować domy. Takie inicjatywy już powstają ? można wybrać się na upiorną imprezę do klubu, dzieciaki wymyślają kostiumy na szkolne zabawy, a sklepowe półki uginają się pod ciężarem makabrycznych gadżetów. Szczerze mówiąc rosnąca popularność tego zwyczaju średnio mi się podoba. Pomijam kwestie wiary i osobistej wrażliwości, bo uważam, że to sprawa indywidualna. Jeśli ktoś ma ochotę bawić się 31 października to droga wolna. Interesuje mnie bardziej kulturowy aspekt pogoni za tym zwyczajem. Cóż takiego pociągającego jest w dyniowych kukłach i sztucznych nagrobkach, ?ozdabiających? amerykańskie ogródki? Dlaczego Polacy za wszelką cenę starają się przeczepić zagraniczny zwyczaj na nasz grunt? Czy po kiczowatych walentynkach przyjdzie czas na równie kiczowate Halloween? Odpowiedzi na te pytania nie znam, ale żałuję, że wielu ludziom wydaje się nasze, polskie tradycje są przestarzałe i niewarte kultywowania, podczas gdy zagraniczne obyczaje jawią się, jako szczyt nowoczesności. I tak, najpierw zalewa nas fala reklam i afiszy o hallowenowych zabawach, później przychodzi czas na bożonarodzeniowe mikołaje, bombki i inne ozdoby. Ledwie zdążymy pozbyć się choinek, a zewsząd atakują czerwone serduszka, misie, kotki i wszystko, co pomoże zamanifestować, że dosięgła nas strzała amora. Rozumiem, że istotną rolę odgrywa kwestia mody. Halloween jest na czasie, walentynki przyjęły się w Polsce na dobre, a w okresie świątecznym niemal w każdym domu można dostrzec jakiś dekoracyjny element. Nie mam zamiaru przeprowadzać halloweenowej krucjaty ani kłócić się ze zwolennikami innych zagranicznych tradycji. Wszystkie te zwyczaje traktuję jako ciekawostkę i chciałabym żeby większość osób odbierała je w podobny sposób. Natomiast, kiedy słyszę, że Polska to kraj zaściankowy i zacofany, bo nie wszyscy ulegają nowym trendom to czuję głęboki niesmak. Możliwe, że to pobożne życzenie, ale mam nadzieję, że za kilka lat do moich drzwi nie zapuka grupka dzieci, wykrzykująca ?Trick or Treat!?.
-
Jej, wygrałem Dragon Age'a w konkursie CD-Action Jak już trochę pogram , z pewnością coś skrobnę na jej temat.
-
Ilekroć sięgam po jakąś książkę, film lub grę muszę zapoznać się z opisem, krótko charakteryzującym o czym dany tekst kultury opowiada. Bardzo rzadko decyduję się na coś bez zaznajomienia się choćby z trzyzdaniowym wprowadzeniem. Niestety coraz częściej zdarza się, że zamiast pobieżnego nakreślenia fabuły trafiam na obszerne wywody, zdradzające wiele szczegółów, a tym samym odbierające całą przyjemność z obcowania z dziełem. Rozumiem, że jakąś część opowieści trzeba zdradzić, ale dlaczego aż tak wiele? Najgorzej jest w przypadku książek. Nieraz spotkałam się z zamieszczeniem na okładce niemal streszczenia powieści. Jednak niedawno przelała się czara goryczy, czego skutkiem jest ten właśnie wpis. Opis ostatnio czytanej książki zdradził tak wiele, że przez sto pięćdziesiąt stron niesamowicie się nudziłam, czekając na zapowiedziane już wydarzenie. Wydawca nie omieszkał w ?skróconym? opisie zamieścić informacji o tym, że jednego z bohaterów spotka taki, a taki wypadek, co się później z nim stanie i jaki wpływ to wydarzenie będzie na inne postaci. Równie dobrze, mógł już zdradzić zakończenie, bo najbardziej emocjonującym elementem książki był właśnie ten wypadek. Taki zabieg mogę usprawiedliwić tylko w jednym przypadku ? jeśli historia skupia się na dalszych losach bohaterów, a zdradzone zdarzenie nie pojawia się bezpośrednio w akcji powieści. W innej sytuacji niezmiernie mnie to irytuje. Jak widać bezmyślna reklama, mająca zachęcić do kupna danej pozycji może odnieść skutek wręcz odwrotny. Następnym razem chyba zrezygnuję z czytania książki, o której już tyle wiem, zanim jeszcze zapoznam się z pierwszą stroną. Zniechęcająca praktyka przedwczesnego dzielenia się z odbiorcą wszystkimi szczegółami nie ominęła także filmów. O ile na opakowaniach zdarza się to rzadziej, to we wszelkich wzmiankach na portalach internetowych albo w gazetowych opisach można natrafić na nieśmiertelny szkic kto, z kim i dlaczego. Co gorsza nawet w recenzjach zdarzają się takie spoilery, że zupełnie odechciewa się taką produkcję oglądać. Na zajęciach z krytyki filmowej mieliśmy za zadanie po każdej projekcji napisać recenzje obejrzanego filmu. Przyznam, że wtedy sama zastanawiałam się czy nie pozwolić sobie na zdradzenie pewnych szczegółów. W końcu i prowadząca ćwiczenia, i reszta grupy obraz już widziała, więc teoretycznie zbrodni nie popełnię. Jednak zrezygnowałam z tego zamiaru, uznając, że recenzja rządzi się swoimi prawami i bez względu na to, kto ją czyta i ocenia zbyt wiele nie wolno mi ujawniać. Jedynym medium, opierającym się opisywanej tendencji są gry. Nie spotkałam się z opakowaniem jakiejkolwiek gry komputerowej lub konsolowej, na którym napisane byłoby coś więcej niż wprowadzenie do wykreowanego świata. Co więcej dystrybutorzy poświęcają więcej miejsca na scharakteryzowanie klimatu danego tytułu, powiązanie go z innymi grami lub opis towarzyszących rozgrywce wrażeń, niż na nakreślenia fabularnych wątków. W dużej mierze wynika to ze specyfiki samego medium. Gry nastawione są na odbiór aktywny, wobec czego w większości przypadków sam opis fabuły nie zachęci odbiorcy do nabycia danego tytułu. Na opakowaniach umieszczane są slogany, mające trafić bezpośrednio do klienta i zachęcić do kupienia produktu. Opisy gier obiecują bowiem godziny niczym nie zakłóconej rozrywki, której żadne inne medium nie potrafi zapewnić. Szczególna rola danego tytułu, podkreślana jest właśnie poprzez hasła głoszące, że z dzięki tej konkretnej grze: ?Przeżyjesz najwspanialsza przygodę?, ?Poczujesz się jak gwiazda?, ?Będziesz świadkiem serii przerażających wydarzeń? itd. Jak się okazuje można skonstruować takie wprowadzenie, które niczego konkretnego nie zdradza, a intryguje i zachęca. Strategie promocyjne są bardzo różne, ale zdecydowanie preferuję zachęcającą do zanurzenia się w fikcyjnym świecie niż tę, która pozbawi mnie radości z obcowania z tekstem poprzez wypunktowanie wszystkich ważnych wydarzeń z historii.
