Przeszukaj forum
Pokazywanie wyników dla tagów 'Inne'.
Znaleziono 184 wyników
-
Moja opinia o piractwie Jestem jemu przeciwny.Tłumaczeniem: ?bo ja muszę? to można o kant d*** rozbić.Nawet w Action-Redaction było to już poruszane.Dziesiątki listów lub setki przychodziły do Smugglera i on udowodniał, że piraci nie mają konkretnych powodów do nielegalnego ściągania.Zawsze sensownie i konkretnie odpowiednimi uzasadnieniami podważał ich nędzne tezy.To normalna kradzież jest tylko, że cyfrowa.To tak samo jak byś wyniósł grę ze sklepu.Tylko tam to robisz ?fizycznie?.Muzyka też jest piracona na dużą skalę.Jeszcze prościej ściągnąć jakiś utwór niż taką przeciętną grę.Ściąga się kilka minut, małej wielkości plik, a tak naprawdę odbierasz dochody twórcom tej piosenki.Jeżeli kupisz ich płytę to oni będą mieli z tego dochody.No to pomyślisz: na kilku otworach nic nie stracą, mam większe problemy.A potem się dziwisz czemu wychodzą drogie albumy i nie za dobre piosenki. No bo po co kupować, jak można ściągnąć?No tak, ale chyba każdy tam ma jakąś godność.W najnowszym numerze CDA była lista najbardziej piraconych gier przez torenty na PC i X360.Widać, że ludzie ściągają nielegalnie te największe hity.Może dlatego, że są drogie?Niestety nie można mieć wszystkiego.Trzeba na poszczególne rzeczy zapracować.I nie można winić innych za to, że się urodziła i się żyje tak, a nie inaczej.Poza tym zazwyczaj jak kupisz grę w pudełku ze sklepu to masz jakiś poradnik, instrukcje i nie jeszcze większej kasy na prąd za częste i długie chodzenie komputera.Choć w większości przypadków, zapewne rodzice ?piratów? płacą za prąd, ponieważ są oni nie pełnoletni.I też sobie myślą, że jak nie oni płacą to im to wisi.Ale oczywiście nie wszyscy tak myślą.Wiem, że są ludzie rozsądni.Ale na pewno znaczna część tak myśli.Jeszcze do tego potem sobie spojrzysz na półkę na swoje stare tytuły, możesz się pochwalić znajomym nowym orginałem. Nie wspominając o tym, że jest to normalna kradzież i jest karana?Dobrze, że Polska bierze się za tych piratów.W tym sensie, że wspomaga akcje Microsoftu poprzez wypowiadanie się przeciw piractwu. Potem twórcy gier wolą się przerzucać na konsolę, ponieważ gry na nie są trudniejsze do ściągnięcia.Potem legalni użytkownicy gier narzekają czemu te gry mają tak dużo zabezpieczenia, które im przeszkadzają.Jest ograniczona liczba instalacji itd.Twórcy zapewne tworzyli by lepsze gry, ponieważ mieli by więcej czystego zysku.Bo jak nie ściągniesz to, a bardzo chcesz mieć tą grę to kupisz.I wtedy jakiś procent tego wędruje do twórców.I wystarczy, że ludzi ściągających gry będzie o 30-40% mniej.I od razu twórcy będą mieli więcej pieniędzy, jak już wspominałem i będą dokładniej dopieszczać swoje gry.Wszystkim będzie żyło się lepiej. Wiem, że pełno jest takich tematów w Internecie.Chciałem przedstawić moją opinię.Zapewne jest zbliżona do tych setek w Internecie, ale zrobiłem to po swojemu. DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE MOJEGO WPISU. ZA WSZELKIE BŁĘDY PRZEPRASZAM. Zgadzacie się z moją opinią? Mam nadzieję, że mówię sensownie.
-
Motyw zombie na zawsze został wpisany w popkulturę od czasu premiery filmu George?a Romero Noc żywych trupów. Od lat 60. z mniejszym bądź większym natężeniem temat ten pojawia się we wszystkich tekstach kultury, ale niemal zawsze funkcjonuje jako zniekształcony i wypaczony obraz bestii atakującej ludzi. Niewielu z nas ma świadomość, że pierwowzorem zombie, znanego z filmów i gier, jest, według afrykańskich wierzeń, ciało człowieka kierowane przez ducha śmierci. Taki nieumarły twór bynajmniej nie ma ambicji wyniszczenia ludzkiego gatunku ? zaryzykuję stwierdzenie, że jest on ofiarą przebiegłego i doświadczonego kapłana, który potrafi przejąć nad nim kontrolę. Pozornie żywy człowiek wykorzystywany zostaje do prac domowych i gospodarskich dopóki nie zorientuje się, że jest martwy. ?Przypomnieć? sobie o śmierci może tylko gdy spożyje sól lub potrawę zawierającą tę przyprawę. Wówczas natychmiast wraca na cmentarz, by ponownie zakopać się we własnym grobie. Jakkolwiek absurdalne wydają się te wierzenia, są one nadal powszechne wśród wyznawców voodoo. Taka postać zombie nie ma w sobie niemal nic interesującego, dlatego twórcy filmów i gier musieli znacznie tę istotę zmodyfikować, by stała się atrakcyjna i zaczęła przynosić zyski. Odbiorcy uwielbiają kontrolowany strach, zatem strzałem w dziesiątkę okazało się przekształcenie żywych trupów w rządne krwi ( i mózgów!) monstra. Nie chciałabym jednak ograniczać się do prozaicznego wyjaśnienia, według którego wzmożona w ostatnim czasie popularności umarlaków wynika jedynie z chęci odniesienia finansowych korzyści przez pisarzy, reżyserów, dystrybutorów etc. W końcu wszystko już było, a po kosmitach, czarnoksiężnikach, wampirach, aniołach i demonach przyszedł czas na odświeżenie postaci starych dobrych zombiaków. Preferuję teorię nieco bardziej mroczną, opartą na odwiecznej ludzkiej ciekawości pomieszanej z lękiem przed tym, co nieznane i niewytłumaczalne. Uważam, że postać zombie narodziła się pod wpływem swoistej fascynacji śmiercią. Z przekazywanych z ust do ust dawnych podań i legend wyziera tajemniczy i upiorny świat wszelakich zjaw, duchów i innych stworów, których istnienie negował każdy światły racjonalista. Jednakże co bardziej wrażliwi i otwarci ludzie z zabobonnym lękiem, ale także zainteresowaniem, słuchali historii o ciałach, które w pewnych okolicznościach ożywają i powolnym krokiem zbliżają się do ludzkich siedzib. Zombie jawił się jako istota zawieszona pomiędzy życiem a śmiercią, która choć nie posiadała wolnej woli stanowiła dowód na to, że śmierć można w pewien sposób oszukać. A czy było coś bardziej intrygującego od stworzenia z jednej strony przerażającego, ale z drugiej tak niezwykłego? W naszej kulturze zombie nie są postrzegane ani jako narzędzia w rękach potężnych czarowników ani jako nieumarłe ciała, mogące w każdej chwili nawiedzić nasze domostwo. Jednak coś sprawia, że z chęcią do motywu ?żywego trupa? wracamy. Źródła naszej fascynacji upatruję w pozostałościach, wspomnianej chęci zgłębienia tajemnicy śmierci, ale także radości jaką daje nam snucie wszelkich fantasmagorii. Nuda, rutyna, szara codzienność, zwykłe życie ? nie są to określenia pozytywne, ale jakże adekwatne do ludzkiej egzystencji. Przełamanie takiego stanu możliwe jest dzięki sile wyobraźni, mogącej wykreować nawet najmniej prawdopodobne wydarzenia i najbardziej osobliwych bohaterów. Czemu nie stworzyć postaci, której los jest znacznie bardziej nędzny niż nawet największego biedaka? Przeciwskazań nie dopatrzyłam się żadnych, a korzyści jest wiele. Oto, na tle takiej bezwolnej, nieszczęśliwej istoty, człowiek jawi się jako byt doskonały i spełniony. Zapewne psychologia zna fachowe określenie na to zjawisko, ale ja nazwę je po prostu mechanizmem oczyszczającym. Wszelkie frustracje życiowe i niepowodzenia można odreagować poprzez uczestnictwo w fantastycznym świecie, w którym nie istnieją żadne rzeczywiste ograniczenia. To człowiek tworzy reguły, które może dowolnie modyfikować w zależności od nastroju. Zombie, jako stwór tak podobny do człowieka, ale paradoksalnie tak od niego różny, jest świetnym materiałem na imaginacyjne eksperymenty. Można wykreować go na krwiożerczą bestię, uległego niewolnika lub też istotę czującą i myślącą dokładnie tak, jak ludzie. Moda na zombie znane z horrorów zapewne niedługo minie, by za jakiś czas znów powrócić w nieco zmienionej formie, ale motyw nieumarłych zawsze będzie tak samo inspirujący i fascynujący.
-
Przyznaje mam leciwy sprzęt. I nawet nie zamierzam go modernizować, bo najzupełniej w świecie mi się nie opłaca. Jednak ostatnimi czasy mam problem z moim Piecykiem. Ale po kolei. No więc na początku wakacji zepsuła mi się karta graficzna. Miałem 7300, chciałem coś podobnego i nie drogiego. No i dobra, kupiłem Geforce 8400GS. Nie zależało mi na nowych grach, chciałem tylko by komputer chodził. O i tutaj rodzi się problem... Moja leciwa 7300 padła z powodu zasilacza. Jak zasilacz trzasną, pociągną ją za sobą. To znaczy nie do końca. Po wyzionięciu ducha przez zasilacz chodziła już na nowym jakieś dwa dni, góra. Potem pojawiły się artefakty i brak reakcji przy wczytaniu windowsa. Trudno, karta padła. Poszedłem do sklepu i kupiłem tanią i jedyną dostępną kartę (mieszkam w małym mieście, a nie chciałem czekać tydzień zanim przyjdzie z jakiegoś sklepu internetowego). Może nie był to świetny zakup, ale jak już mówiłem nie zależy mi na nowych grach (jak już to te starsze, klasyki. Które spokojnie ta karta udźwignie). Przez kilka dni było wszystko ok. Aż w końcu komputer zaczął się wylączać po 15 minutach gry (I to te mało wymagające, San andreas, Mafia...). Ściągnąłem program do sprawdzania temperatury podzespołów. Na karcie w spoczynku było około 50 stopni, a w grze około 65. Około, bo zauważyłem, że w granicach tej temperatury komputer się wyłączał. Moja 8400 ma pasywne chłodzenie, więc ze starego zasilacza wyjąłem wiatraczek i zrobiłem chłodzenie aktywne (prowizorycznie, podstawiając pod nią). Efekt? Karta w mgnieniu oka miała 35 stopni w spoczynku i max 48 w stresie. Wydawało się, że to koniec męki. A jednak, komputer dalej się wyłącza. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego tak się dzieje. Czasami potrafi zaskoczyć mnie tym przy siedzeniu w windowsie. Od razu mówię, testowałem komputer na dwóch monitorach i na obydwóch jest to samo. Sytuacja wygląda tak, że nagle monitor gaśnie i przechodzi w stan spoczynku, a komputer się najprawdopodobniej zawiesza. Próbowałem już przeinstalować system, bo takie częste wyłączanie robiło błędy w nim. Nie pomogło. Czy podczas uszkodzenia zasilacza, mogło popsuć się jeszcze coś innego? Według mnie to wina karty, tylko że ichciałbym się dowiedzieć, czy to rzeczywiście jej wina i czy ją mogę reklamować/ ewentualnie zmienić na inną? Proszę o pomoc, gdyż już dwa miesiące męczę się z tym fantem i nic. PS. Zasilacz ma 450W, więc raczej za słaby nie jest. Sterowniki do karty mam. Testowałem zarówno te starsze (na cd) i te nowsze (ze strony producenta)
-
Prawdę mówiąc nie przypuszczałem, iż uda mi się ponownie obejrzeć film, który ledwo co pamiętałem z dzieciństwa. W telewizji nigdy na niego nie trafiałem (a leci podobno często) i dopiero szybka decyzja w empiku (?co też mnie tak zachwyciło w czasach, kiedy rządzili Rangersi??) sprawiła, że z ?Tato? zetknąłem się ponownie. Na szczęście spotkanie po latach ze starymi znajomymi okazało się bardzo udane. Pierwszy głośny film Macieja Ślesickiego opowiada o ojcu walczącym o uprawnienia do opieki nad siedmioletnią córką. Żona Michała obciążona chorobą psychiczną miewa niekontrolowane ataki szału, opowiada dziecku bajki o wilkołakach, a nawet jest zdolna do samookaleczenia. W dodatku nie posiada wykształcenia i nie ma pracy. Mimo wszystko tytułowy bohater przegrywa sprawę w sądzie i zyskuje tylko prawo do bardzo rzadkich i krótkich odwiedzin Kasi. Jednak zobaczywszy ślady pobicia na plecach dziewczynki postanawia ją ?porwać?, by zapewnić ojcowską opiekę. Jak widać produkcja z 1995 roku porusza problem, o którym w ostatnich latach mówiło się coraz mniej. Ślesicki wyraźnie sugeruje przegraną pozycję mężczyzny w walce o opiekę nad dzieckiem. Być może obecnie sytuacja uległa zmianie i ?Tato? pod pewnymi względami jest nieaktualny, lecz i tak warto mu poświęcić te niecałe dwie godziny. Jest to bowiem (a niech tam!) najlepszy polski film, spokojnie mogący stanąć w szranki z podejmującymi podobne problemy obrazami z zagranicy. Mój brat, który dzielnie towarzyszył mi podczas oglądania filmu, stwierdził, że jest on podobny do ?Leona zawodowca?. Muszę przyznać mu rację. Jeśli chodzi o relację dorosły mężczyzna ? mała dziewczynka, a przede wszystkim emocje wywoływane przez nie, są to dzieła ze sobą spokrewnione. Co prawda, nie potrafię jednoznacznie powiedzieć czy nasza rodzima produkcja jest lepsza od hitu Erica Serry, ale oba filmy na pewno warto obejrzeć. ?Tato? to bardzo smutna opowieść na którą składa się pokaźna ilość składników. Wielokrotnie na ekranie widzimy sceny szczęśliwe, pełne ciepła i miłości, by chwilę później nastąpiła tragedia. Obrazy pokrzepiające nagle są zastępowane momentami wywołującymi zupełnie odmienne odczucia. Wraz z głównym bohaterem przeżywamy np. ogromną niesprawiedliwość przechodzącą we wściekłość. Chwile, kiedy Michał ubliża (i słusznie) pewnym osobom, a my ze zrozumieniem kiwamy głowami, nie należą do rzadkich. Być może wynika to z faktu, że Ślesicki nie oszukuje widzów. Nie mamy do czynienia ze swego rodzaju ?teatrem? (co uważam za główną wadę polskiej kinematografii), a z prawdziwym, ociekającym o brutalność, przedstawieniem sytuacji. Przeklinanie, przemoc, trudne rozmowy występują tutaj na porządku dziennym. Bardzo ?gęsty?, ciężki klimat tylko wpycha obserwatora głębiej w fotel. Akcja toczy się jesienią (albo w ponure dni) i przeważają ciemne barwy, co doskonale oddaje atmosferę tej niezwykłej historii. Tego rodzaju drobnostki zebrane razem, pokazują, iż ?Tato? jest dziełem mocno przemyślanym, mającym na celu coś głębszego niż tylko wypełnienie wolnego czasu. Gwarantuję, że ci którzy filmu jeszcze nie widzieli, ujrzą kilka zapadających na długo w pamięci momentów. Wystarczy chociażby wspomnieć o chwilach, gdy matka Kasi dostaje ataków szału. Oklaski należą się z pewnością Dorocie Segdzie, aktorce nieco dzisiaj zapomnianej, która przyjęła tę rolę. Zwróćcie uwagę na mimikę twarzy. Wzrok pusty, nieobecny, spoglądający gdzieś dalej (głębiej?). Szczerze powiedziawszy ? bałem się jej. Moment, kiedy wyłania się z ciemności z nożem w ręku, w potarganych włosach, zniszczonym ubraniu jest niezwykły. Udało wcielić się jej w wariatkę wręcz za dobrze. Widząc ją, ponownie odtwarzałem w pamięci rolę Jacka Nicholsona w ?Lśnieniu?. Dorota Segda, ku mojemu zdziwieniu, nie wypadła gorzej, od jej męskiego odpowiednika. Myślę, że jest to życiowa rola aktorki. Zresztą, wciąż widzę jak siedzi w szpitalu psychiatrycznym, a pielęgniarka rozczesuje jej włosy. To spojrzenie... Magia. Jak już jesteśmy przy płci pięknej, to spójrzmy, co też pokazała Krystyna Janda. Tym razem grała obrończynię głównego bohatera. Wypadła wcale nie najgorzej, a zwłaszcza w scenach rozgrywających się na sali sądowej (o których więcej za chwilę). Z początku zimna, chłodna, ulega chwili i odsłania swoje uczucia, co prawnikom nie zdarza się często. Wreszcie pani Teresa Lipowska. Starszej aktorce przypadła w udziale najbardziej niewdzięczna rola. Wcieliła się w teściową Michała (a wszyscy wiemy jakie one są). Kiedy wspomniałem o ?pewnych osobach? wyzywanych przez głównego bohatera, miałem na myśli przede wszystkim tę postać. Odtwórczyni udało się zagrać starszą, podłą, bezduszną wiedźmę. Choć tylko pełniłem rolę widza sam miałem ochotę wstać i ją walnąć. Świetnie pracowała głosem. Wyniosła, zachowująca się jak żandarm, wywołuje autentyczną złość. Co ciekawe, przez większość czasu znajduje się na drugim, a niekiedy i trzecim planie. Scenarzysta (czyli sam Ślesicki) napisał dla niej świetną rolę. Pojawia się rzadko, a stwarza niesłychanie skrajną antypatie. Lipowska pokazała klasę; bez dwóch zdań najlepsza, najwidoczniejsza aktorka w tym filmie. Przejdźmy teraz do ról męskich; zacznijmy chociażby od Cezarego Pazury. Z początku wydaje się, że ten komediowy aktor ma za zadanie wnieść odrobinę luzu w ten ponury krajobraz. I tak faktycznie się staje. Sami zresztą wiecie, jak nieudolny policjant z ?13 posterunku? potrafi się zachowywać. Swoboda ? to pierwsza myśl jaka nasuwa się po jego pokazie umiejętności. Jednak jego postać (działacz Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca) tym razem jest nieco głębsza. To facet po przejściach, który robi dobrą minę do złej gry. Ponownie podpowiem: posłuchajcie jak przeciąga część wyrazów (oczywiście z typową dla siebie swobodą), a będziecie wiedzieli o co chodzi. O dziwo, największy problem miałem z oceną Bogusława Lindy grającego tytułowego bohatera. Przez sporą część projekcji, zastanawiałem się jakim cudem dostał nagrodę na festiwalu w Gdyni za tę kreację. Wydawało mi się, że gra jakoś ociężale; angażuje się, lecz nie przynosi to rezultatów. Ale im dalej w las, tym lepiej. Linda pracuje nieco inaczej niż wszyscy i musiałem się do tego przyzwyczaić. Pod koniec zdobył moje uznanie. Po prostu nie pasował do pewnych scen filmu, które przy okazji stanowią jego największe wady. Mam na myśli fragmenty, gdy zachowywał się jak ?zły ojciec?. Relacje między Michałem, a córką nie układały się od razu po myśli obu stron (co wydaje się naturalne). Niestety, ?tato? momentami odgrywał ważniaka starającego się narzucić przesadną dyscyplinę. Psuło to narzucony klimat. Na szczęście tego typu sceny nie zajmują dużo miejsca. Mimo to, ktoś powinien powiedzieć Ślesickiemu, iż wątek z flirtowaniem z nauczycielką córki był zupełnie niepotrzebny. Spokojnie można by się bez niego obejść. No bo po co zmieniać znakomitą atmosferę? A, miejmy już te wady za sobą. Nie podobało mi się również przedstawianie rozpraw sądowych (poza, tak jak mówiłem, Jandą). Zwłaszcza pierwszej. Jest wręcz nierealna, zanadto groteskowa. Rozumiem, że sędzina miała stać rękoma i nogami po stronie matki, ale chyba nie trzeba tego pokazywać przesadnie otwarcie. Myślałem, iż obserwuję jakąś pyskówkę na podwórku, a nie ważną sprawę w sądzie. Nie sądzę, aby tak to w rzeczywistości wyglądało. Prawie zapomnieliśmy (no, dobra ? ja zapomniałem) o córce ? Kasi, w którą wcieliła się Ola Maliszewska (jedyna większa rola w bardzo krótkiej karierze aktorskiej). Jak na dziecko zagrała całkiem nieźle. Tak, teraz jak o tym myślę, coś w niej było. Nawet lepiej niż nieźle. Po dłuższym zastanowieniu, stwierdzam, że podobał mi się jej występ. Zwłaszcza sytuacje, gdy milczy i jedynie obserwuje wydarzenia. Trochę nieśmiało, ze swoistym niezdecydowaniem, lecz naturalnie. Z czystym sumieniem mogę postawić plusa przy tym nazwisku. Kończąc już napiszę o muzyce i ostatniej scenie. Właściwie przez dwie godziny pojawia się tylko jeden, charakterystyczny utwór, skomponowany przez Przemysława Gintrowskiego. Przejmująco smutna, znakomicie pasująca do filmu melodia. Muzykę słyszymy w produkcji zaledwie kilka razy (przeważa cisza; żadnych dźwiękowych rewelacji) i dopełnia ona gęsty, melancholijny klimat. Słowem ? muzyka choć skąpa, kładzie na kolana (i cały czas chodzi mi po głowie, ale to mój problem). No i zakończenie. Piękne, ?milczące?, cudownie rozpaczliwe, wzruszające. Trwa dobre parę minut, właściwie nic się nie dzieje, a zamyka w najlepszy możliwy sposób ?Tato?. Brawa należą się osobom odpowiedzialnym za zdjęcia ? kamery zostały wspaniale ustawione. Chętnie bym opisał, jednak to trzeba samemu przeżyć. Jak pewnie się domyślacie, absolutnie nie żałuję, że wróciłem do filmu z dzieciństwa. Z tej produkcji, jako Polacy, na pewno możemy być dumni. Głęboki, poruszający, wspaniały obraz. I wiecie, co? Wypadałoby teraz usadzić wszystkich reżyserów tych głupich komedyjek na tyłkach, puścić im ?Tato? i pokazać, co to znaczy tworzyć sztukę. Ocena: 9+/10
-
Pęd do miniaturyzacji dopadł także duże konsole. Cienkie PS3 ma same plusy w tym... (rysunek). Najprawdopodobniej jutro zaczniemy nowy, tygodniowy maraton tematyczny. Co będzie jego tematem- zobaczycie
-
Gdybym miał podsumować ubiegły rok powiedziałbym: nie było źle. Może w tych słowach nie promieniuje entuzjazm, lecz chłodna kalkulacja, ale lepiej być ciut nad kreską. Cieszę się, że udało mi się w mijającym roku zrobić fajną wystawę w Gdańsku. W końcu zacząłem współpracować z nowym tytułem ("Inżynier Budownictwa"), który dostarcza mi nowych doznań (przyznajcie, że profil pisma i tematyka rysunków nieco wykręcona ). Ukazała się też książka z moimi rysunkami/ilustracjami (jeszcze nie jako samodzielna publikacja, jeszcze nie jako papierowa, ale małymi kroczkami do dużych efektów...). Nie powiem, do fajnych rzeczy zaliczam też ponowne rozpoczęcie blogowania (aż 2 nowe blogi- ten i Klary ), udane urodziny Klary (fajna audycja ) i reinkarnacja zabawy w kalambury na naszym forum. To wszystko cieszy i żadne wtopy (tak, były takowe- choćby próby wprowadzenia w "CD-A" nowego działu "Na marginesie"...) tego nie przekreślą. A co w nowym roku? Wszystko wyklaruje się w trakcie, ale już teraz mogę zacząć zapraszać na nowy blog (tym razem na Blogerze ). Tak, tak, przenosimy się Trzymajcie kciuki za inne projekty, dopingujcie dotychczasowe A w załączniku rysunek, który mógłby ilustrować niejedno końcoworoczne podsumowanie. Początkowo został wykonany jako ilustracja konferencji na PGA (nie wiem, czy został zaprezentowany jakikolwiek z wykonanych przeze mnie rysunków), potem został pchnięty do aktualnego AR (też nie wszedł ), aż w końcu trafił tu Wszystkiego najlepszego w nowym roku!
-
Tym razem koniec z autoprezentacją Słyszeliście może o zespole "Małpa"? Ich pierwsza płyta wydane tylko w 1000 egzemplarzach rozeszła się w niecałe 2 tygodnie. Farciarzami są ci, co ją kupili. Dowód: Youtube Video -> Oryginalne wideo
-
SPOILERY: Zależy gdzie klikniesz Kto słucha dobrej muzyki ten wie, jaki zespół i jakiego wokalistę cytuję I niech to właśnie kawałek przygrywa nam dzisiaj do wpisu. *** Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie osoby, która nigdy nie miała styczności z Wikipedią. Korzystamy z internetu głównie przez to, że chcemy zdobyć informacje - tak więc prędzej czy później trafiamy do tej sympatycznej Pani, która wie dużo, choć czasem nie można jej ufać. Jedno trzeba BioWare przyznać - naprawdę dbają o swoje gry. Każda z nich automatycznie dostaje swoją Wiki. Nie inaczej było też w przypadku Mass Effect: http://masseffect.wikia.com Ciężko opisać, jak wiele informacji zawiera w sobie Mass Effect Wiki - opisane są w niej każdy quest poboczny, każda postać, każda książka, każdy komiks. Gdy ktoś ze studia poda jakąś nową informację na temat ME3, po upływie kilku godzin znajdziecie ją na ME Wiki. Tak, społeczność tworząca tę encyklopedię jest naprawdę oddana i aktywna. Oczywiście hardkorowy fan powiedziałby, że takie ułatwienia są niedopuszczalne i jeśli nie pamiętasz jakiegoś szczegółu (np. w ilu miejscach możesz rozmawiać z Aviną w ME1) to najwyższy czas, aby kolejny raz zaliczyć grę na 100% Jak wszystkie Wiki związane z grami BioWare, ME Wiki ma jedną mocno ułatwiającą życie cechę - wszystkie spoilery są wyraźnie oznaczone. No dobrze, co zatem ciekawego możemy w niej znaleźć - poza tym, że wszystko? Poniżej link najciekawszych artykułów: http://masseffect.wikia.com/wiki/Timeline Linia czasu uniwersum ME - przyda się, jeżeli chcemy usystematyzować wszystkie informacje fabularne jakie poznajemy w grze. Przy okazji warto zwrócić uwagę na dość sprytny wybieg twórców gry - nasz rok 0 odpowiada utworzeniu Rady, przez co operowanie datami staje się łatwiejsze. http://masseffect.wikia.com/wiki/Codex Wszystkie hasła z kodeksu w grze - można sprawdzić, ile jeszcze zostało do odkrycia http://masseffect.wikia.com/wiki/Storyline Streszczenia wszystkich książek/gier/komiksów związanych z uniwersum Mass Effect. Przyda się szczególnie tym, którzy chcą sobie odświeżyć fabułę przed zagraniem np w ME2 czy ME3. http://masseffect.wikia.com/wiki/Cerberus_Daily_News W tym dziale zebrano absolutnie wszystkie wpisy, które codziennie pojawiają się w sieci Cerberusa. Oczywiste jest, jak bardzo ułatwia to życie... http://masseffect.wikia.com/wiki/Mass_Effect_3 Na koniec, raczkujące hasło o ME3 - zbierane są w nim wszystkie nowe informacje na temat gry. Tyle na dziś, a już w najbliższą środę (może czwartek, nie wiem, czy się wyrobię), kilka(naście) słów o Cytadeli.
-
Tak, to dwusetny wpis. zaczęło sie w sierpniu 2009, ale tamte wpisy skasowałem, wiec ten tak naprawde nie na nr 200, ale co tam. Pierwszy z zachowanych wpisów to recenzja Symulatora Farmy z 25 listopada. Aż trudno uwierzyć, że minął tylko niecały rok. Prawie 30 tysięcy wyświetleń, ponad 3400 komentarzy, sporo osób, które regularnie tu zaglądają i dumne 5 gwiazdek. Dziękuje za to. Wszystkim których tu poznałem, którzy czytają i komentują. Nie będę wymieniał każdego po kolei bo już kilka razy to robiłem i każdy się pewnie domyśla, które osoby zostały by wymienione. Wciąż czekam na promowanie wpisu. Mam nadzieje, że w kolejnej setce, choć jeden się trafi. Do następnego takiego wpisu. Z okazji notki nr 300
-
Kojarzycie z jakiej gry pochodzi ten screen? Tak, pochodzi on z prawdopodobnie najnudniejszej gry, jaka kiedykolwiek powstała - Desert Bus. Jeśli o niej nie słyszeliście, pozwólcie, że przedstawię wam pokrótce tę wspaniałą grę. Polega ona na prowadzeniu autobusu na trasie Tuscon - Las Vegas. Akcja dzieje się w czasie rzeczywistym. Czy ja powiedziałem akcja? Przepraszam, tam nie ma żadnej akcji. Gra polega tylko na jeździe prosto przez 8(!) godzin. Czy są na świecie ludzie, którzy grają w to z własnej, nieprzymuszonej woli? Cóż, jak widać są. Ekipa LoadingReadyRun od 2007 roku gra w Desert Bus w zamian za pieniądze, które później przekazuje fundacji Child?s Play założonej przez Tycho i Gabe'a. Zbiera ona pieniądze na zabawki i gry dla szpitali dziecięcych. W 2007 roku ludzie z LRR zebrali 22 805$, w 2008 70 423$, w 2009 140 449$. W tegorocznej, czwartej, edycji uzbierano ponad 200 000$, co jest liczbą niewiarygodną. Graham i spółka grali w Najnudniejszą Grę Świata przez ponad 141 godzin bez przerwy! Ludzie nie płacili im wyłącznie za granie, lecz również za np. zaśpiewanie jakiejś piosenki lub taniec. Polecam chociażby obejrzeć na YouTube Gay Bar w wykonaniu Matta czy taniec do piosenki Thriller Michaela Jacksona. I czy nie pokazuje to, że gracze to nie tylko psychopaci czy Mali Seryjni Mordercy? Cóż, zapewne wielu Prof.S.Jonalistów i tak uznało by to za dzieło szatana, bo przecież Child's Play nie ratuje niczyjego życia. Ale myślę, że dzieciaki, które dzięki fundacji będą miały choć trochę przyjemniejszy pobyt w szpitalu mają zupełnie inne zdanie na ten temat. I to jest najważniejsze. A ekipie LRR należą się wielkie brawa i uznanie, bo zrobili coś wielkiego. Was natomiast zachęcam do oglądania Desert Bus for Hope w przyszłym roku, wszelkie informacje znajdziecie na stronie www.desertbus.org Ekipa LoadingReadyRun źródło:loadingreadyrun.com Haunter
-
Powrót do rzeczywistości to bardzo ciekawy zwrot, którego używam często po jakiejś przerwie od nauki, czy po "dniach wolności", jak to określił pewien użytkownik. Czuje się go po dłuższej przerwie, np. świątecznej, a szczególnie odczuwa się po wakacjach - tych letnich, dwumiesięcznych. Tutaj "rzeczywistość" symbolizuje szkołę, studia, bo w wieku nauki właśnie uczęszczanie do tych budynków stanowi codzienność. I właśnie to czuję teraz ja. Po pięknej i dość krótkiej przerwie świątecznej, w której choć trochę odpocząłem, właśnie się skończyła. Co prawda zostały jeszcze te niecałe dwa dni, lecz one zawsze są wolne, niezależnie od tego, czy trwa jakaś przerwa, czy też trwa szkoła. Gdyby tak popatrzeć teraz na te wolne dni, z perspektywy uczęszczania do szkoły, bądź ślęczeniem nad książką, to jak bardzo chciałoby się cofnąć czas. Cofnąć i powrócić do dnia, w którym owa przerwa się zaczęła, i jeszcze raz przeżyć święta, jeszcze raz spotkać się z rodziną, jeszcze raz przeżyć Sylwester i przywitać Nowy Rok.. Jeszcze raz pobalować do rana, spotkać się z kumplami i pogadać, nie przejmując się szybko mijającym czasem. Jeżeli zerkniemy jednak przez perspektywę czasu, to ujrzymy jak on szybko leci, niczym błyskawica i fajerwerk, który pruje się wysoko w górę. Mogłoby się nawet wydawać, że te święta przeleciały szybko, jak mrugnięcie oka. A szkoda, wielka szkoda, że w te wolne dni, kiedy jest tyle do zrobienia, on leci akurat najszybciej. Jakby na złość, cholera. Wiele osób pisze jak to spędziło Sylwester. Jedni w domach, przed komputerem, a drudzy gdzieś tam na imprezie. Ja zaliczam się do tych drugich, bo w ten dzień, kiedy przyjęło się balowanie do rana, wolę się bawić. Wolę zaliczać się do tej większości i wykorzystać taką możliwość. Nowy Rok spędziłem u kumpla, którego oczywiście pozdrawiam i dziękuję za dobrą zabawę. Można było wtedy zaobserwować jak szybko czas leci, przy dobrej zabawie. O wpół do dziewiętnastej tam przyszedłem i nie zdążyłem się zorientować, kiedy wybiła już północ. Później można było podziwiać fajerwerki, których jakby z roku na rok było coraz mniej. Jednak my, nie daliśmy poddać się kryzysowi i mieliśmy pokaźną ilość petard. Później czas nie zwolnił. Pamiętam tylko, że spać położyłem się koło czwartej. W następny dzień zostałem obudzony już o dwunastej, więc cały dzień byłem zmęczony Na temat Sylwestra, pozostaje jeszcze jedna kwestia do poruszenia. Mianowicie alkohol - wiele osób chwali się jaką to pokaźną ilość tych trunków wypiło. Ja nie piłem wtedy alkoholu, oprócz kieliszka szampana, by uczcić Nowy Rok. Jednak nigdy nie chwaliłbym się tym, że wypiłem go dużo, czy też tym, że mam po tym kaca. Prędzej umarłbym ze wstydu. Jednak dla wielu osób jest to pole do popisu. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałbym się z Wami podzielić. Jednak nie chciałbym teraz na nic narzekać, a dla odmiany napisać o czymś wesołym. Przynajmniej dla mnie. Bowiem awansowałem na nową rangę życiową. Nie mówię tu o Simsach, ani o awansowaniu z Krasnoluda na Człowieka, lecz o awansie (w pewnym tego słowa znaczeniu) z nastolatka, na wujka To piękne wydarzenie postarzało członków mojej rodziny o "stopień wyżej": mnie na wujka, mojego ojca na dziadka, a prababcię na praprababcię. A imię jego brzmi jak nick pewnego moderatora.. Qbuś
-
Pisanie od zawsze stanowiło moją pasję. Moje pierwsze opowiadanie zrodziło się, gdy miałem niespełna osiem lat. Później przyszedł czas na inne teksty: mini scenariusze do komiksów z Kaczorem Donaldem, a pod wpływem lektury CD-A, spróbowałem także sił w pisaniu recenzji. Oczywiście, nigdzie tych tekstów nie publikowałem (no, może raz czy dwa pojawiły się w czasopiśmie szkolnym, ew. coś wysłałem na jakiś konkurs). Pisałem je dla siebie; do szuflady. Jednak, na początku minionych wakacji się przemogłem i powysyłałem swoje teksty w "szeroki świat". Zacząłem od serwisu stephenking.pl, gdzie opublikowałem dwie recenzje. Nawiązałem także współpracę z Action Magiem - e-zinem znanym części czytelnikom CD-Actiona (może już zdarzyło się Wam coś czytać mojego autorstwa?). Regularnie piszę także na stronę internetową szkoły (sprawozdania z wycieczek, wydarzeń szkolnych itp.). Poniżej, umieszczam spis kilku moich tekstów. Jeśli jakaś publikacja Was zainteresuje, mam nadzieję, że ją przeczytacie i zamieścicie tutaj swój komentarz na temat stylu, języka, zawartych treści itp. Action Mag Action Mag 131 (dołączony do 181. numeru CD-A) - "Dziennik lektur" (publicystyka) Action Mag 132 (dołączony do 182. numeru CD-A) - "GTA: Vice City" (recenzja) - "Nostalgia anioła", A. Sebold (recenzja książki) Action Mag 133 (dołączony do 183. numeru CD-A) - "O tolerancji i nowoczesności" (publicystyka) Action Mag 134 (dołączony do 184. numeru CD-A) - "W hołdzie powstańcom" (publicystka) - "Z archwium X: wspomnienia i rozważania" (publicystyka) - "Życie i czasy Sknerusa Mckwacza" (recenzja komiksu) stephenking.pl - "Miasteczko Salem" (książka) - recenzja (ta druga, nie mam bezpośredniego linka ): http://stephenking.pl/ksiazki_salem_02.html - "Stań przy mnie" (film) - recenzja: http://stephenking.pl/filmy_stanprzymnie_02.html (Być może ktoś uzna, że się przechwalam czy coś podobnego. Nic bardziej mylnego! Po prostu zależy mi na poznaniu Waszych opinii - co powinienem zmienić, nad czym popracować, a co zostawić).
-
"Witajcie w drugim odcinku Podcastum Actionum" - już dziś wieczorem usłyszycie te słowa. To już dziś będzie miała oficjalna premiera drugiego odcinka naszego podcastu, który nieźle przyjął się na forum. Ale dlatego, że ukaże się on dopiero za kilka godzin to zapraszam do przeczytania przecieków, czyli rzeczy, o których dziś porozmawiamy. Tak więc porozmawiamy dziś o najlepiej sprzedających się grach w ubiegłym roku - a nie jest to Modern Warfare 2. Dowiecie się także o konsoli, która ugościła najwięcej mieszkań w 2009. Ta wiadomość także mnie zaskoczyła, bo nie jest to Xbox. Z naszych ust wypłynął też takie informacje jak: najlepsza i najgorsza gra roku, porażka, zawód oraz wydarzenie roku. Wesprzemy także akcję "Nie przerabiam, nie kradnę" oraz pośmiejemy się z trzeciej części Simsów na konsole. Co sądzimy o Settlersach 7, czy Natal to rzeczywiście przyszłość Xbox'a i czy Aliens versus Predator będzie dobrą grą - o tym także pokonwersujemy. Przedstawimy oraz omówimy wyniki ostatniej ankiety dotyczącej najbardziej lubianego recenztenta CD-Action - wciąż możecie je zmienić. Pomówimy też o grach, na które z niecierpliwością czekamy. Tak więc widzicie, że będzie się działo. I to dużo I jeśli wszystko wyjdzie dobrze, to podcast wyjdzie już dzisiaj. Więc dziś wieczorem wypatrujcie na blogu Knockersa wpis pt. Podcastum Actionum. Serdecznie zapraszam w imieniu moim, Knockera i Kajota.
-
Intelektualna pustka. Tak można określić mój stan. Zero pomysłów na jakieś nowe wpisy. Dlatego postanowiłem zoraganizowaćć grę na kształt przecieków. Ja wstawiam parę fotek, a wy powinniście odgadnąć co to za gra. Wygrywa pierwsza prawidłowa odpowiedź z uzasadnieniem. Jeżeli pierwsza częśc "The Gejm" się powiedzie to drugi etap trochę bardziej rozbuduję. A więc tak:
-
Statystyki: Nasi użytkownicy założyli w sumie 1 166 blogów. Mamy w sumie 3 912 wpisów i 10 083 komentarzy. Gdyby tak każdy blogowicz codziennie coś pisał.. Nasz wpis opuściłby pierwszą stroną już po kilku minutach. Piszę do Was aby podzielić się ciekawostkami, o których Wy nie wiecie. A w zamian oczekuję tylko Waszej małej i krótkiej chwilki na przeczytanie mojego wpisu. I gdy coś napiszę z reguły na drugi dzień jest on już na drugiej stronie, gdzie mało kto zagląda. Moderatorzy znaleźli tylko jeden sposób na tylko jeden wpis, który nie znika przez cały jeden dzień. Jest to "promowany wpis". A to miejsce gości tylko najciekawszy i najlepszy pomysł. A co jeśli tych fajnych pomysłów będzie więcej? Przecież jedno okienko się nie rozdwoi.. Lecz to nie tylko o tym chciałem tu napisać. Chcę także zaapelować to wszystkich gości, bądź użytkowników, którzy jeszcze nie założyli tutaj bloga. Otóż moi drodzy, proszę Was załóżcie go tylko wtedy, gdy macie jakieś ciekawe pomysły. Bo nie chcę by z tego świetnego portalu zrobił się drugi Onet czy Interia, gdzie jest już około 1,5 mln blogów, a piszą tam zwykle dzieci, opisując swoje codzienne przeżycia robiąc z tego pamiętnik. Jeśli też nie macie pomysłów, bądź są one głupie nie zakładajcie tu bloga. Dobrze wiem, że może wydać się Wam to, z mojej strony, niesprawiedliwe, bo przecież ja też kiedyś i całkiem niedawno zacząłem. Ale gdy codziennie widzę nowe wpisy ze statystykami: wpisów: 1, to nie mile na nie patrzę. A szczególnie zaczynające się tak: "Hej, witam na moim blogu!", "O czym będę pisał..?", "Kim jestem?" - nie zaczynajcie tak, tylko przejdźcie od razu do rzeczy, bo nas to nie obchodzi! Teraz apel dla użytkowników: piszcie tylko ciekawe rzeczy nie zaśmiecając Listy Blogów. I tak powstaje ich ogrom, a każdy nowy, bezsensowny tylko zajmuje niepotrzebnie miejsce, spychając inne, ciekawe. A więc nie piszcie dwu zdaniowych opisów swoich cudownych dni, lecz rzeczy interesujące i ciekawe. Ja na miejscu adminów poszperałbym trochę w dokumencie HTML strony i dodałbym trochę więcej ramek dla ciekawych wpisów. Chciałem się tym z Wami podzielić i nie życzyłbym sobie komentarzy w stylu "jak ci się nie podoba to idź pisać gdzie indziej", bo portal ten bardzo mi się podoba, lecz niepokoi mnie wciąż wzrastająca liczba blogów. Pozdrawiam.
-
Wszystko wygląda na to, że najnowsze MMO BioWare nie będzie wymagać programu Origin - nowej wersji EADM, coraz częściej określanej jako Spyware. Stephen Reid ze studia BioWare informuje: "Niezależnie od tego, jakie decyzje zostaną podjęte w przypadku pozostałych gier, nasza sytuacja wygląda obecnie tak: Nie jesteście zmuszani do używania klienta Origin aby ściągnąć, zaktualizować lub grać w Star Wars: The Old Republic. Ta zasada obowiązuje niezależnie od tego, czy kupicie The Old Republic przez Origin.com czy od sprzedawcy detalicznego w pudełkowej wersji. Nie będziecie zmuszeni do instalowania klienta Origin. Klient ten oferuje kilka korzystnych dla klienta dodatków, ale nie jest on wymagany przez The Old Republic". Cieszmy się i radujmy, bo to może być jedna z niezbyt licznych gier EA, która nie będzie wymagać Origina. Oby ten sam los spotkał Mass Effect 3. Źródło: http://www.gram.pl/news_8A7lH,u4_W_Battlef...public_tak.html
-
BLOGOWY KONKURS - DEAD ISLAND Jest godzina 5:45. Słońce właśnie wyszło zza horyzontu i wszystko wskazywało na to, że będzie to kolejny taki sam dzień jakich wiele. Nikt jednak nie wiedział co wydarzyło się poprzedniego dnia w laboratorium. Mężczyzna w wieku około 40 lat wstał leniwie z łóżka. Popatrzył na zegarek. Była godzina 6:00. Zawsze wstawał o tej godzinie. Wstawał zawsze tak wcześnie bo nauczył się, że wtedy więcej rzeczy zrobi za dnia niż osoby, które wstaną o 10. Wyjrzał za okno i coś go zaniepokoiło. Wszędzie było cicho. Było to dziwne nawet jak o tej godzinie. Warszawa wydawała się zatrzymać. Ze zdziwienia wyrwało go dopiero pukanie do drzwi. Któż to mógł być o tej porze? Powoli podszedł do drzwi po drodze zabierając kij bejsbolowy. Popatrzył na wizjer, ale nic nie zobaczył. - Cholerne dzieciaki... Mruknął pod nosem i poszedł do kuchni. Kij położył w pokoju i zaczął przygotowywać sobie kanapki. ŁUP! Mężczyzna przeciął sobie palec nożem z powodu dziwnego łupnięcia. Teraz miał na głowie jednak inne sprawy. Coś wywali drzwi w jego domu i najwyraźniej nie było to przyjaźnie nastawione. Chwycił ścierkę i obwinął sobie krwawiącego palca. W drugiej ręce trzymał nóż. Ostrożnie zbliżał się do rogu, gdy nagle coś zaczęło zza niego wychodzić. Chwycił pewniej nóż i czekał. Okazało się, że była to istota tak dziwna, że aż dziw brał, że coś takiego w ogóle powstało. Miało około 2 metrów i lekko kulało na prawą nogę. Całe było niebieskie, a na sobie miało ciuchy, które były zachlapane krwią. Zbliżało się do niego powoli włócząc nogami po ziemi. Cała podłoga została zachlapana, gdy mężczyzna zamachnął się nożem. Wiedział, że powinien celować w głowę jednak nerwy mu puściły i trafił w pierś. Dziwne stworzenie nie przejęło się rana zbytnio i dalej sunęło w stronę przerażonego mężczyzny. Odsuwał się do tyłu aż jego ręka nie trafiła na kij, który tu pozostawił. Chwycił go i zamachnął się z całej siły. Na początku poczuł opór, ale po chwili stało się coś dziwnego i opór zniknął. Tym razem trafił w głowę, która pod siłą uderzenia odpadła. Z szyi buchnęła krew zachlapując całe mieszkanie. Cuchnęła zgnilizną. Marcin ? bo tak nazywał się mężczyzna ? zatkał sobie nos ręką, bo od tego zapachu robiło mu się niedobrze. Podszedł do telewizora i włączył kanał informacyjny. Przez cały ekran przewijał się napis: ?Prosimy o pozostanie w domu. Pod żadnym pozorem nie należy wychodzić ze swojego mieszkania. Dziś w nocy z laboratoriów wyciekł groźny wirus przenoszony jest przez innych zarażonych. Należy unikać kontaktu z nimi, a w szczególności z ich krwią.. Prosimy o unikanie kontaktu z innymi? - O rzesz w mordę... Prawie krzyknął Marcin. Popatrzył na ścierkę, która była cała czerwona od krwi. Powąchał ją i poczuł odór krwi tego zombie. Wiedział, że został zarażony, ale nie wiedział jak długo pozostanie jeszcze człowiekiem. Zegar wybij 7. Mężczyzna nie wiedział jak to możliwe, że minęło aż tyle czasu odkąd wstał. Coś było nie tak. Popatrzył na telewizor, a tam pokazywało godzinę 10. Poszedł do pokoju i spojrzał na zegar ścienny 6:30. - Co tu się dzieje? Mruknął do siebie i wrócił do robienia kanapek. Prawie zapomniał o swoim palcu, który przypomniał o sobie dopiero, gdy Marcin chwycił nóż. Podszedł do apteczki i wyciągnął bandaż, który założył sobie na palec. Teraz przynajmniej nie chlapał krwią po kanapkach. Zjadł śniadanie i chciał pooglądać telewizję, ale na wszystkich kanałach nadawali to samo. Po chwili zgiął się w fotelu i zwymiotował na podłogę tuż pod swoimi nogami. Spojrzał na swoje ręce, które wydały mu się bardziej niebieskie niż zwykle. A może tylko mu się wydaje? Szybko pobiegł do łazienki i spojrzał w lustro. Zrobił to z trudnością, gdyż stał się wyższy. Popatrzył na swoją twarz, która okazała się autentycznie niebieska. Było źle. Zaczęło mu się kręcić w głowie i upadł. Po godzinie nie było już śladu po Marcinie. Został już tylko zombie, który wstawał i wyszedł z mieszkania. Zmierzał w stronę najbliższej szkoły.
-
Ostatnio byłem świadkiem ciekawego zjawiska (które trwa nadal). Otóż moja znajoma podczas bierzmowania okazała się praktykującą chrześcijanką. Chodziła do kościoła, regularnie uczęszczała na spotkaniach itp. Ksiądz był bardzo zadowolony, wspierał tak ją jak i grupę osób przygotowujących się do tego sakramentu. Dzisiaj jest już sporo czasu po tym wydarzeniu , a moja przyjaciółka wróciła do swojej miłości - muzyki metalowej ( która według mnie jest najlepszą muzyką na świecie \m/ ) , wychodzi na to że obawiała się jej słuchać podczas przygotowań, ale mniejsza o to. Problem polega na tym, że wielebny z jej przyjaciela stał się osobą, która jeśliby żyła w średniowieczu prowadziłaby krucjaty. Na naszej klasie rzuca w nią tekstami z biblii które stawiają je w świetle hmm.. dziecka Szatana ; dd . Próbowałem ją wesprzeć pytając się ,,Czy ksiądz uważa że osoba słuchająca metalu nie może być wierząca? ,, , niestety nie doczekałem się odpowiedzi, a nasz Rysio Lwie Serce dalej ciska gromy. I teraz moje pytanie. Czemu żyjemy w takim ciemnogrodzie, gdzie ludzie opierają się na stereotypach. Czemu osoba nosząca długie włosy, ubierająca się na czarno i słuchająca metalu musi być od razu ,,zła,, , ,,opętana,, , ,,satanistą,, ? Wychodzi na to że księża też są nawiedzeni, skoro przez większość czasu noszą długie czarne szaty, są odosobnieni i wg. Metale jak nic. ; ) Mam nadzieję że ten stan rzeczy ulegnie zmianie , a ludzie przestaną nosić klapki na oczach i spojrzą na całą sytuację z szerszej perspektywy. METAL NIE RÓWNA SIĘ - ZŁO
-
3 wpisy. ponad 600 viewsów. oh god what the shit Dziękuję. Nie wiedziałem, że to się rozpocznie aż tak szybko. Żebyście tylko widzieli moją minę: -22:00, sprawdzam listę odwiedzających: *LISTA PEŁNA WPISÓW* "SQUEEEEE!~" Jeszcze raz dzięki. A teraz pytanie dla obeznanych - wygląda na to, że tylko domyślny szablon bloga obsługuje customowe nagłówki (tytuł, opis) . Jest jakaś opcja, żeby tak dało w innych (Sand, Xtreme Red) ?
-
Nie bolą Cie zęby...? No to idz do dentysty... :/
wpis na blogu dodał Castiel w Ja tu tylko pisze...
Nie narzekałem od dawna na ból zębów lecz bylem zmuszony odwiedzić dentystę gdyż z jednego zęba wypadła mi plomba. Lubiana przeze mnie pani doktor troche poborowala i doszła do wniosku ze w zębie trzeba umieścić jakis antybiotyk. Nie wnikalem w to i cierpliwie siedziałem w fotelu. Po jakimś czasie zadowolony ze następna wizyta dopiero za 2 tygodnie udałem się do domu. Do wieczora wszystko było ok. Ale w nocy gdy juz położyłem się spać zacząłem odczuwać lekki ból. Jakos zasnąłem ale około 6 rano obudzilem się juz ze sporo większym bólem. Wziąłem coś przeciwbólowego i spałem dalej. Do południa wszystko było ok,ale teraz ząb znow boli i to coraz bardziej. Coś czuje że jutro bede się musial wybrać do pani doktor z reklamacją. Tylko czemu to tak cholernie teraz boli...? :( -
Tym wpisem rozpoczynam działalność bloga, na którym będę publikował kolejne rozdziały tworzonej od niedawna opowieści inspirowanej twórczością George R.R. Martina, a zwłaszcza "Pieśni lodu i ognia". OD dawna przyjaciele mówili mi: ""Masz talent do pisania, napisz książkę, będziesz jak ten od Eragona!" Oczywiście nie zamierzam wydawać książki, gdyż nie opanowałem jeszcze sztuki pisania, ale za jakiś czas, kto wie... Zaznaczam również, ze jest to moje pierwsze działanie w tym kierunku. Póki co, wytykajcie błędy, krytykujcie nieprawidłowości itp. UWAGA!!! W niektórych rozdziałach mogą pojawić się treści obsceniczne nawiązujące do seksu, a także wulgarne słownictwo.
-
Byłem w Empiku. Nie, nie po płytę Ostrego (jeszcze jej nie było)- ot, pomacać to i owo W łapy wpadła mi m.in. bardzo ciekawa, choć już leciwa gra Grim Fandango. Patrzę: tylko 20 złotych (bez grosza). Idę do kasy, a tam miły pan mówi: - Wie pan, to ostatnia sztuka... Ta gra nam tak długo nie schodziła, że dostanie ją pan za dychę... Normalnie interes życia A na koniec: poniedziałkowy motywator (jutro wracam po feriach do pracy): Youtube Video -> Oryginalne wideo name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src=" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>?version=3&hl=pl_PL"> name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src=" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>?version=3&hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" width="420" height="315" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true">
-
Chory dzisiaj byłem i zostałem w domu a z braku lepszego zajęcia zacząłem grzebać w sieci. Natrafiłem na YouTube na utwór Creep, ale nie w wykonaniu znanego i lubianego Radiohead, a niezależnego artysty (czy też grupy) Sad Kermit. Nie wiem gdzie po śmierci Hensona znalazł się ktoś z identycznym głosem, ale utwór zaśpiewany był idealnym głosem Kermita, zresztą jak zwykle w takich chwilach oddam głos muzyce http://www.youtube.com/watch?v=L1K8t3BtNaw Ładnie zagrana, moim zdaniem - ktoś się przyłożył. Chociaż Fozzy Bear nie brzmi już tak dobrze... Potem znalazłem inny kawałek smutnego Kermita - Needle in Hay. http://www.youtube.com/watch?v=5oEYMGL0ZtA Nieźle zrobiony 'teledysk' moim zdaniem. Wzorowany na oryginale. A na koniec - Hallelujah. http://www.youtube.com/watch?v=CLA4Oda1TZc Lubię czasem posłuchać smutnej piosenki i jestem fanem Muppet Show, więc połączenie wydało mi się interesujące. Polecam stronę Sad Kermit.
-
Zapewne wielu z was chciałoby zobaczyć, jak to jest być redaktorem w takim portalu jak X-GAMER.PL. Od dziś otwieramy rekrutację, dzięki czemu każdy kto przejdzie pozytywnie przez proces rekrutacyjny będzie mógł ujrzeć swój nick w stopce redakcyjnej. Oczywiście nie jest to jedynym plusem, ale więcej dowiecie się gdy pozytywnie przejdziecie przez wcześniej wspominany proces. Szczegóły jak się zgłosić są w dziale rekrutacja (trzecia pozycja menu na naszej stronie). W naszym teamie panuje świenty nastrój, każdy zna każdego, każdy ze sobą rozmawia. Kultura, tematy na poziomie, współpraca i ogólne zadowolenie. Naczelny nie gryzie, a szef projektu jest potulny jak pluszak Szykujemy prawdziwy jakościowy skok, jednak do tego potrzebni jesteście nam Wy! Bo każdy porządny magazyn internetowy musi mieć porządną załogę! Czekamy na Wasze zgłoszenia z niecierpliwością! Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, zapraszam odsyłam do komentarzy wpisu! Rekrutacja...
-
Ostatnio sporo czasu poświęcam dwóm grom, które wpisują się w nurt Indie Games, czyli produkcji niezależnych. Ich aspiracją nie jest podbicie rynku, ale zapewne wielu z was w nie grało lub chociaż słyszało o takich tytułach. Zachęcam do wyrażania swoich opinii i odczuć towarzyszących rozgrywce. Pierwsza gra to World of Goo, która funkcjonuje w polskim tłumaczeniu jako ?Świat Glutów?. Bohaterami tej pozycji są małe, różnokolorowe kulki, posiadające niezwykłe właściwości. Mogą przylepiać się do ścian bądź innych powierzchni, łączyć ze sobą tworząc bardzo skomplikowane budowle, a nawet transportować przedmioty. Zasady tej gry są dziecinnie proste. Gracz musi wykonywać polecania, opierające się na umiejętności zapanowania nad stworkami i stworzenia z nich figury, ułatwiającej złapanie określonej ilości glutów, czyli naszych sprytnych kulek. Wydaje się banalne, prawda? Pozory mylą, to co sprawia wrażenie łatwego w teorii często wymaga dużego wysiłku w praktyce. Tak właśnie jest z World of Goo. Pierwsze misje rzeczywiście nie nastręczają wielu trudności, ale z każdym kolejnym poziomem poprzeczka się podnosi. Od prostych konstrukcji przechodzimy do bardzo rozbudowanych budowli, w których jeden zły ruch może zniszczyć cały efekt. Zastanawiając się w czym tkwi sekret tej gry doszłam do wniosku, że paradoksalnie jej siła to prostota. Fabuła jest szczątkowa ( pojawia się wątek o tajemniczej korporacji glutów, ale to naprawdę marginalna sprawa), intrygujących postaci brak, grafika nie sili się na realizm. Mimo tego od ?Glutów? nie można się oderwać. Przechodzenie kolejnych poziomów stało się dla mnie tak ważne, że niemal zupełnie straciłam poczucie czasu. Gra wymaga zastanowienia się nad kolejnym posunięciem, logicznego myślenia, a przede wszystkim przewidywania skutków każdego ruchu. Nie zliczę ile razy byłam o krok od zdobycia celu i nagle zrobiłam coś nie tak lub przeoczyłam jakiś element, czego skutkiem była przegrana. Kolejną zaleta tej gry jest cukierkowa grafika, rodem z tytułów dla dzieci oraz bardzo przyjemna, relaksacyjna muzyka. Najnowsze moje odkrycie to bardzo sympatyczna i jeszcze prostsza gra ? Plants versus Zombies. Zadaniem gracza jest obronienie domostwa przed atakiem zombie, które akurat upodobały sobie nasz ogródek. Powstrzymać potwory mogą sprytne roślinki, które trzeba umiejętnie rozlokować w grządkach. Oczywiście dostęp do coraz bardziej walecznych kwiatów i warzyw uzyskujemy podczas przechodzenia kolejnych etapów gry. Różnorodność roślin naprawdę mnie urzekła. Można wybrać trujące grzybki, strzelającą fasolę, miażdżącego kabaczka, wybuchowego ziemniaka i wiele innych. Pomysły twórców tej gry wielokrotnie mnie zaskoczyły, a sama rozgrywka to czysta przyjemność. Nie sposób nie uśmiechnąć się na widok tańczącego zombie lub zombie z wiadrem na głowie, który zostaje zaatakowany przez zmrożone ziarenka fasoli. Tytuł ten to bardzo pogodna gra, która wciąga na wiele godzin i dostarcza mnóstwo frajdy. Opisane przeze mnie gry nie należą do skomplikowanych i ambitnych, ale zapewniają ogromną dawkę przyjemności. Czasami też wymagają skupienia i zastanowienia się nad swoimi poczynaniami, ale myślę, że każdy jest w stanie ukończyć rozgrywkę. Oparte są na bardzo prostych założeniach; sterowanie nie sprawia żadnych kłopotów, ponieważ niektóre czynności wykonuje się po prostu intuicyjnie. Bardzo podoba mi się także grafika zastosowana w World of Goo i Plants versus zombies. Nie sili się ona na realizm i jest bardzo przyjemna dla oka. Wspomniane pozycje polecam każdemu, kto jeszcze nie miał z nimi styczności. Zapewniam, że dostarczają potężną dawkę pozytywnych emocji, skutecznie relaksują i wypełniają wolny czas.
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 8
