Przeszukaj forum
Pokazywanie wyników dla tagów 'Ekologia'.
Znaleziono 8 wyników
-
Jak będzie wyglądać miasto przyszłości? To pytanie zadaje sobie wiele osób. Od dawna twórcy gier, filmów oraz autorzy książek roztaczają przed nami najróżniejsze wizje ludzkiego osiedla przyszłości. Takie jednak już powstaje, i to nie w mającej niebawem premierze Anno 2070... Masdar City - Arabskie Źródło Masdar City to projekt pierwszego bezemisyjnego, nieprodukującego żadnych odpadów i zasilanego całkowicie ze źródeł odnawialnych miasta na świecie. Powstające 17 kilometrów od stolicy Abu Dhabi, stolicy Emiratów Arabskich miasto to inicjatywa władz kraju oraz organizacji WWF powzięta w ramach programu "One Planet Living". Budowę osiedla zaprojektowanego przez firmę Foster+Partners zaczęto w 2006 roku. Masdar city zajmować ma 6km kw. i stać się domem dla 50 tysięcy mieszkańców oraz miejscem pracy dla 70 tysięcy w 1500 przedsiębiorstwach. 30% powierzchni zostanie przeznaczone na budynki mieszkalne, 24% na ośrodki biznesowe i naukowe, 13% na działalność handlową, w tym przemysł lekki; 6% na instytut MIST (Masdar Institute of Science and Technology), 19% na usługi i transport, a pozostałe 8% na cele obywatelskie i kulturowe. Ekopolis Masdar city ma być zasilane jedynie za pomocą odnawialnych źródeł energii na czele z energią słoneczną pozyskiwaną za pomocą zamieszczonych na dachach paneli fotowoltanicznych. Samo słońce i temperatura ma jednak nie przeszkadzać mieszkańcom miasta, gdyż budynki stawiane będą tak by dawały cień a na terenie całego miasta obecny będzie system chłodzenia zasilany energią słoneczną. Powstający zaś w ramach projektu budynek Masdar Headquerters jest przykładem pierwszego budynku o dodatnim bilansie energetycznym. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom technologicznym Masdar ma zużywać 75% mniej energii elektrycznej niż podobnej wielkości tradycyjne miasto (200MW zamiast 800MW), oraz ponad połowę mniej osłodzonej wody ( 8000 m3 dziennie zamiast 20000 m3).Projekt zakłada także aż 99% recycling śmieci w tym także i odpadów organicznych które mają być gazyfikowane a uzyskany gaz przerobiony na energie. Warto także zwrócić uwagę na transport. W mieście będzie obowiązywał całkowity brak samochodów. Funkcję komunikacji miejskiej przejmie zaś PTS ( Personal Transport System ) czyli napędzane energią elektryczną samochodziki poruszające się po liniach oplatających całe miasto. Pojazd ten, nie wymagajacy kierowcy mieści do 4 osób i rozwija prędkość do 25km/h. Projekt a rzeczywistość Masdar City ma być zakończone do 2016 roku. Budżet przedsięwzięcia wynosi 22 mld dolarów czyli blisko 80 mld zł (dla porównania budżet Polski na rok 2011 wyniósł ok. 270 mld zł). Władze Emiratów Arabskich zakładają że przyczyni się on do 2% PKB, a oszczędności na normalnym paliwie zużywanym w tradycyjnym mieście wyniosą (licząc wedle obecnych cen) 2mld dolarów w perspektywie 25 lat! Warto zaznaczyć że pierwsze budowle już powstały. Na wybudowanym już uniwersytecie pracują pierwsi pracownicy dojeżdżający do niego pierwszą wybudowaną linią PTS. Aby być w pełni ekologicznym, Masdar powstaje z materiałow budowlanych pochodzacych z recyclingu, drewno zaś pochodzi z kontrolowanych i racjonalnie zagospodarowywanych lasów z certyfikatem FCS. Niezależnie od naszego nastawienia, Masdar City to poważny projekt. Jeśli powstałe miasto spełni pokładane w nim nadzieje, na pewno zmieni to podejście całego świata do planowania zmian i innowacji istniejącej już infrastruktury miejskiej oraz powstanie podobnych osiedli na całym globie. P.S. Zainteresowanych odsyłam do oficjalnej strony - Masdar City
-
Największe katastrofy ekologiczne współczesnej historii cz. 1
wpis na blogu dodał Amdarel w Moja racja jest najmojsza!
Gdyby przeciętnego Kowalskiego zapytać o najtragiczniejsze w skutkach katastrofy ekologiczne ostatniego stulecia bez wahania odpowiedziałby "Czarnobyl". Po chwili zastanowienia dodałby jeszcze zapewne "Fukushima". I na tym by się skończyło, gdyż panuje w nas przekonanie, że ekolodzy bijąc na alarm przesadzają, a doniesienia o takich katastrofach to wydumane sensacje. Nie jest to jednak w stu procentach prawda, dlatego postanowiłem rozpocząć cykl który przypomni najtragiczniejsze w skutkach ludzkie działania w XX i XXI wieku. Ropa na mieliźnie W nocy z 23 na 24 marca 1989 roku tankowiec Exxon Valdez uderzył w rafę na mieliźnie zatoki Księcia Williama u wybrzeży Alaski. Statkiem sterował nieuprawiony do tego trzeci oficer, na którego odpowiedzialność tą zrzucił pijany kapitan. Przez średnich rozmiarów dziurę do wody przedostało się minimum 50 mln litrów ropy z 240 mln jakie znajdowały się w ładowniach. Mimo rozmiarów katastrofy, koncert Exxon Mobbile przyznał się do winy dopiero po 24 godzinach. Akcję ratunkową rozpoczęto 25 marca, zaczynając od podpalenia części ropy jaka pływała na powierzchni. Resztę potraktowano specjalnym rozpuszczalnikiem, licząc na to, że dzięki temu przyspieszy się likwidację szkód. I tu zakończylibyśmy zapewne naszą opowieść, gdyby nie sztorm jaki rozpętał się u wybrzeży Alaski. Wzburzona woda z ropą potraktowaną rozpuszczalnikiem stworzyła swoistą piane która zaczęła się niezwykle łatwo rozprzestrzeniać. Doszło do skażenia 1900 km linii wybrzeża. Wedle oficjalnych danych zginęło od 250 tys do 500 tys ptaków, 5000 wydr i niezliczone ilości ryb. Gdy tylko się dało, wznowiono akcję ratunkową w której szczytowym momencie brało udział ponad 10 tys osób, 1400 łodzi i 85 samolotów. Po 4 latach i wydaniu ponad 2 mld USD przez Exxona, ogłoszono, że pozostałe niewielkie ilości ropy same rozproszą się i zneutralizują w oceanie. Dziś gdy minęło ponad 20 lat od katastrofy wiemy, że tak się nie stało. Raport opublikowany w 2004 roku przez Exxon Valdez Oil Spill Trustee Council dobitnie wskazuje, że populacja wielu gatunków dotkniętych katastrofą do tej pory nie wróciła do równowagi. Gwoździem do trumny twierdzenia Exxonu, że wszystkie następstwa już usunięto, okazały się badania Temple University w Filadelfii, które wykazały obecność setek ton ropy pod żwirem plaż wybrzeża, gdzie tempo jej neutralizacji może być nawet tysiąckrotnie wolniejsze. Winowajcy całej tej afery, wyszli z niej zdecydowanie obronną ręką. Kapitana odpowiedzialnego za katastrofę skazano na grzywnę oraz tysiąc godzin prac społecznych. Koncert Exxon Mobile natomiast, poza poniesieniem 2 mld kosztów akcji ratunkowych zapłacił jedynie 125 mln odszkodowania i grzywny na rzecz państwa oraz, po wielu latach procesu 507 mln odszkodowania plus odsetki dla mieszkańców wybrzeża co stanowiło jedynie 1/5 kwoty jakiej się domagali. Morze na OIOMie Morze Aralskie, zwane tak ze względu na swoją wielkość, było niegdyś czwartym jeziorem świata. Było, gdyż jak w wielu innych przypadkach ingerencja człowieka w środowisko okazała się katastrofalna w skutkach. Wszystko zaczęło się w tuż po I wojnie światowej gdy Związek Radziecki zdecydował się rozpocząć szeroko zakrojoną hodowlę bawełny na terenie Kazachstanu i Uzbekistanu. W latach 60. zdecydowano się na gwałtowne powiększenie produkcji bawełny za czym poszło jeszcze większe wykorzystanie wód zasilających jezioro Aralskie. Zaczęto stosować szkodliwe nawozy sztuczne, DDT i herbicydy. Przyjęto także projekt o nawodnieniu pustyni Kara-Kum za pomocą kanałów podbierających wodę z naturalnych dorzeczy jeziora - rzek Amu- Darii i Syr-Darii. W tym momencie ekosystem nie wytrzymał. Okazało się, że poziom wody opada 20-30 cm rocznie, a wartość ta wciąż rosła by dziś osiągnąć poziom nawet 90cm/rok. Władze ZSRR nic jednak z tego sobie nie robiły, twierdząc, że jezioro Aralskie jest anomalią środowiskową i jego ewentualne wyschnięcie nie przyniesie żadnej szkody. Jak w wielu innych sprawach - byli w błędzie. Dziś Aral jest jedynie swoim cieniem. Jego powierzchnia zmalała z ponad 68 000 km? w latach 60 do mniej niż 13 000 km?. Zwiększył się za to poziom zasolenia, co spowodowało wyginięcie wielu gatunków fauny i flory. Nie byłoby w tym jeszcze nic strasznego, gdyby nie fakt, że przez wiele lat do jeziora spływały szkodliwe substancje używane przez Rosjan. Sól, która znajduje się w wodach jeziora Aralskiego i na wysuszonych terenach jest wysoce skażona, a jej drobiny łatwo roznoszą się w powietrzu powodując gwałtowny wzrost zachorowań okolicznej ludności na wiele chorób, wśród których niemałą część stanowią nowotwory. Pył ten dociera także do gór Tien-Szan powodując topnienie lodowców. Naukowcy twierdzą, że w przypadku całkowitego wyschnięcia jeziora, do atmosfery może dostać się na tyle duża ilość toksycznego pyłu, by zagrożony był cały obszar od Białorusi do Himalajów. Gdy dodamy do tego postępujące pustynnienie klimatu, mamy idealny przepis na katastrofę. Od dwudziestu lat wiele organizacji oraz rządów podejmuje próby odratowania przynajmniej północnej części jeziora. Skutki tych działań, ze względu na problemy organizacyjne oraz niedobór finansowy nie są zadowalające, jednak rozwój techniki oraz miejscowe sukcesy pozwalają wierzyć w choć częściowy sukces i niedopuszczenie do skażenia większego obszaru. Koszty tych działań iść będą jednak w dziesiątki miliardów dolarów. Dalsza część cyklu, jak zwykle zależy od was. -
Ekościema czyli Greenwashing, to zjawisko które narodziło się w latach 80tych w Stanach Zjednoczonych. Wtedy to dziennikarz New York Timesa, Jay Westerveld opisał hotel w którym to właściciele prosili gości o rzadszą wymianę pościeli i ręczników uzasadniając to dbałością o środowisko. Jak się okazało, jedynym prawdziwym motorem ich działań była oszczędność. Dziś Greenwashing to biznes które dostarcza producentom krociowych zysków. Jak łatwo zauważyć teraz wszystko jest "Eko", "green", "natural". W znacznej większości przypadków nie ma to jednak nic wspólnego z rzeczywistością gdyż wśród tych produktów jedynie parę procent uzyskało autentyczne certyfikaty cenionych organizacji ekologicznych. Cała reszta żeruje na nieświadomości konsumentów i stara się na siłę przekonać ich o swej dbałości o środowisko. Poniżej lista 7 najczęstszych numerów na jakie nabierają nas producenci (wd. TerraChoice w tłumaczeniu portalu ekologia.pl) 1.Schowane koszty alternatywne. Jeżeli firma podaje błędne informacje na temat cech produktu, odnoszących się do jego oddziaływania na środowisko (np. energooszczędna elektronika wykonana z niebezpiecznych dla środowiska materiałów). 2.Brak dowodów. Nie ma dostępnych informacji o ekologiczności produktu, ani też żadnych wiarygodnych certyfikatów. 3.Brak precyzji. Opisy produktów są nieszczegółowe lub niesprecyzowane, mogą być źle zrozumiane przez konsumenta. Przykładem jest określenie ?All-natural?, bowiem arsen, uran, rtęć czy formaldehyd też występują w naturze, ale są trujące. ?Naturalny? niekoniecznie oznacza ?zielony? 4.Brak związku. Odwoływanie się do czegoś, co nie ma racji bytu (np. twierdzenie na rynku amerykańskim, że coś ?nie zawiera CFC? ? czyli chlorofluorowęglowodorów, których użycie w USA zostało zakazane jakieś 20 lat temu. 5.Mniejsze zło. Na przykład ?ekologiczne? papierosy czy ?przyjazne dla środowiska? pestycydy. 6.Białe kłamstwo. Firmy nielegalnie i bezpodstawnie używają ekologicznych znaków i certyfikatów. 7.Kult fałszywych oznakowań. Stosowanie zbyt przerysowanych, sugestywnych obrazów, podawanie zmyślonych danych, mających poświadczyć ekologiczność wyrobu. Innymi słowy fałszywe etykiety, które mają wprowadzić klienta w błąd. Warto przytoczyć pare przykładów z naszego polskiego podwórka. Allegro.pl pozwala wykupić opcję "ekologiczny sprzedawca" nawet jeśli produkty w ofercie są wysoce szkodliwe dla środowiska. Orlen sprzedaje ekodiesel, zwykły olej napędowy którego posiada przedrostek eko jedynie z powodu spełniania podstawowych norm środowiskowych.Biopaliwa tak promowane także i w Polsce są mniej szkodliwe, ale popyt na nie spowodował destruktywny dla środowiska wyrąb lasów tropikalnych celem założenia tam nowych upraw.Na koniec jednym z najlepszych przykładów są sklepy i hipermarkety które ze swej oferty bardzo ochoczo wycofały foliówki, co pozwoliło im na oszczędności i ekologiczny marketing w tym samym czasie. Część naukowego środowiska twierdzi jednak że nowe "ekotorby" dostępne w Tesco czy Carrefourze także są szkodliwe dla środowiska. Przykładów mniej lub bardziej bezczelnego nadużywania ekologii jest bardzo wiele na całym świecie. Nie dajmy się zatem na to nabrać. Jeśli faktycznie chcemy być eko , prześledźmy cały cykl życia produktu i szukajmy oryginalnych znaków takich jak koniczynka unijnej organizacji Ecolabel. P.S. Jako że to mój pierwszy wpis a blog powstał nie tylko po to by dzielić się własnymi poglądami, ale i także z powodu chęci poprawy umiejętności twórczego i poprawnego pisania będę wdzięczny za wszelkie uwagi dot. zarówno treści jak i stylistyki.
-
Poproszę 20 dag pasztetu z świerszczy, opakowanie pasty z mrówek, wije w sosie sułtańskim i...a co tam zaszalejmy 10 dag szynki drobiowej. Że niby jestem obrzydliwy? Że to nieśmieszne? To nie żart, gdyż prawdopodobnie tak będzie za 20-30 lat wyglądało nasze zamówienie w sklepie mięsnym. Zabraknie baleronu? Światowy popyt na tradycyjne mięso ciągle rośnie. W 2015 roku zwiększy się do 315 mln ton, czyli o 20% w stosunku do 2008. FAO(Food and Agriculture Organization of the United Nations) ostrzega że już dziś 70% gruntów rolnych wykorzystywana jest pod produkcję zwierzęcą. Kończą się nam możliwości, a ludności na świecie przybywa. Wedle ekspertów już niebawem zaczniemy odczuwać powoli narastający kryzys produkcji mięsa. Zdrowy owad Aż 80% populacji na świecie włącza owady do swojej diety. Wedle dietetyków, entomofagia (jedzenie owadów) zapewnia dużą ilość niezbędnych nam protein i dobrych tłuszczów nienasyconych. Jak podaje daily telegraph "Mogą także zastąpić niektóre suplementy witaminowe: ? jeśli cierpimy na niedobór wapnia, powinniśmy sięgnąć po świerszcza, a w przypadkach deficytu żelaza w organizmie, najlepsze będą termity. Jeśli komuś brakuje w organizmie miedzi i witaminy B, niech skosztuje larw jedwabnika. Natomiast pszczoły zwiększają libido" Europejczycy dadzą się przekonać? Istnieje 2000 jadalnych gatunków owadów. Są one przysmakiem w Meksyku, Azji czy Afryce. Czemu więc nie wprowadzić ich do europejskiego menu? Unia Europejska planuje rozpocząć kampanię promocyjną mającą przekonać europejczyków do zalet jedzenia insektów. Kosztować ma ona na 3 mln euro. Czy to może się udać? Moim zdaniem w ramach tego programu nie, jednak sam fakt że Unia dostrzegła problem stanowi ogromny krok naprzód. Nie zmieni się to w parę lat, jednak prędzej czy później zaczniemy jeść owady. Proces oswajania nas z nową dietą będzie zapewne stopniowy. Najpierw zacznie się promować te insekty, które w człowieku wzbudzają raczej sympatię niż wstręt, takie jak chrząszcze, świerszcze czy koniki polne. Poza oczywistą promocją ze względu na walory ekonomiczne czy zdrowotne, zacznie się namawiać do nowości za pomocą... naszego ego. Stworzy się modę na nowe potrawy, przekazując nam "światowość" owadziej diety, tak jak zrobiono to w Polsce z powszechnymi już dzisiaj, a kiedyś kompletnie niejadanymi przez polaków sushi czy owocami morza. I zaczniemy objadać się prażonymi świerszczami w restauracjach lub Big Bugami w McDonaldzie. Oficjalnie, z powodu mody, obycia ze światem i dbałości o nasze zdrowie. Nieoficjalnie zaś, dlatego że przestaniemy mieć jako społeczeństwo inny wybór.
-
Odnawialne źródła energii cz.1 - energetyka słoneczna
wpis na blogu dodał Amdarel w Moja racja jest najmojsza!
Każde dziecko wie, że w związku z coraz gorszym stanem środowiska, oraz wyczerpywaniem się zapasów paliw kopalnych, od kilkudziesięciu lat świat dąży do rozwoju energetyki alternatywnej, której największą gałęzią są OZE, czyli odnawialne źródła energii. Jako, że do 2020 roku Polska zobowiązała się pozyskiwać aż 15% energii ze źródeł odnawialnych, warto przyjrzeć się tej gałęzi energetyki, poszczególnym rozwiązaniom, oraz nadzieja nauki na przyszłość. Stara nowość Mimo że pomysł uzyskiwania energii bezpośrednio ze słońca uznawany jest za nowość, nie jest to prawdą. Już starożytni Grecy i Rzymianie starali się budować domy pod takim kątem by jak najmniej drewna potrzebne było na ogrzanie pomieszczeń. W podobny "naturalny" sposób ludzkość wspomagała się słońcem przez następne parę tysiącleci, aż do wieku XIX, kiedy to wielu ludzi nauki zaczęło badać energię słoneczną i efekt fotowoltaniczny. Jeden z nich, Auguste Mouchout w 1861 skonstruował silnik parowy napędzany energią słoneczną, niedługo potem zaś z sukcesem skonstruował pierwszą baterię słoneczną. Niestety to odkrycie nie rozpoczęło rewolucji technologicznej, ani nawet lawiny badań nad tą technologią. Powodem okazały się koszta badań i produkcji, co w połączeniu z brakiem potrzeby poszukiwań alternatywy dla paliw kopalnych, doprowadziło do uznania metody za nieekonomiczną. Nie oznacza to jednak że zaprzestano eksperymentów nad wykorzystaniem energii słonecznej całkowicie. Za badania nad efektem fotoelektrycznym Albert Einstein uzyskał w 1921 roku nagrodę nobla. To doprowadziło do poszerzenia możliwości poznawczych dotyczącymi energetyki słonecznej, której rewolucyjny okres przypadł na przełom lata 40 i 50 XX wieku. Własnie wtedy Maria Telkes pracowała nad konwersją fototermiczną, pojawił się pierwszy napędzany energią słoneczną samochód "Sunmobile", a wystrzelony w kosmos satelita Vanguard 1C posiadał nadajnik radiowy zasilany sześcioma bateriami słonecznymi. Niestety, to wszystko ciągle traktowano jako ciekawostki, których ze względu na koszty nie brano pod uwagę w kontekście masowego użycia. Dopiero kryzys naftowy w latach 70tych spowodował dostrzeżenie przez rządzących oraz przedsiębiorców, potrzeby znalezienia alternatywy dla paliw kopalnych, co zwróciło ich uwagę na OZE, w tym także energetykę słoneczną. Silnik Augusta Mouchouta Słońce - Wielka bateria Gwiazda oświetlająca Ziemię, jest z naszego ludzkiego punktu widzenia, niewyczerpanym źródłem energii. Wedle wyliczeń naukowców, mimo że aż 70% docierającej do nas energii słonecznej, odbija się z powrotem do kosmosu, gdybyśmy posiedli technologię będąca w stanie przetwarzać i magazynować pozostałe 30% bez żadnych strat, roczne światowe zapotrzebowanie na energię elektryczną pokryto by w 40 minut. Niestety dostępne obecnie metody są znacznie mniej skuteczne. Najpopularniejsze obecnie, są ogniwa fotowoltaniczne, zbudowane z półprzewodników. Zasada działania ogniw oparta jest na zjawisku fotoelektrycznym, zachodzącym pod wpływem światła wewnątrz struktury półprzewodnikowej. Jako że moc pojedynczego ogniwa wynosi zwykle około pół Volta, łączy się wiele sztuk w gotowe do użycia baterie słoneczne. Mimo znacznie wyższych kosztów w porównaniu do innych sposobów pozyskiwania energii na skalę masową, fotowoltaniki zyskują na popularności. Jest to zasługą ich mobilności oraz liniowej zależności kosztu od wielkości dostarczanej energii. Dzięki temu bardzo dobrze nadają się one do zasilania małych urządzeń przenośnych, pojazdów czy budowli wzniesionych w trudno dostępnych miejscach oraz urządzeń umieszczonych w przestrzeni kosmicznej. Ogniwa fotowoltaiczne Ilość użycia ogniw słonecznych w naszym otoczeniu rośnie z roku na rok. W krajach dominujących w rozwoju energetyki alternatywnej (Niemcy, USA) powstały już pierwsze elektrownie słoneczne wytwarzające prąd taką własnie metodą, a montowanie ich w roli wspomagającej stało się już dosyć powszechną praktyką. Niestety, w obecnej postaci mają one sporo wad. Pierwszą i najbardziej hamującą rozwój, jest ich niska efektywność, co przeszkadza zwłaszcza w opracowaniu środków transportu mogących w pełni polegać na tej technologii. Z tego własnie powodu, mimo że od pierwszego samochodu napędzanego energią słoneczną dzieli nas ponad 50 lat, zaś od pierwszego samolotu (Solar Challenger) równo 30, nauka ciągle nie potrafi opracować wehikułów mogących osiągnąć prędkość i efektywność porównywalną z tej do której przyzwyczaiły nas pojazdy spalinowe. Dodatkową wadą są szkodliwe materiały takie jak kadm, arsen, selen czy tellur z których wykonane są baterie słoneczne. Obok fotowoltaniki popularną metodą pozyskiwania energii jest konwersja fototermiczna, czyli przetwarzanie promieniowania słonecznego, na energie cieplną za pomocą kolektorów słonecznych. Wykorzystać można je do dodatkowego ogrzewania domów, ogrzewania wody czy nawet zasilania klimatyzacji. Dobrze zainstalowana instalacja potrafi zaoszczędzić, nawet do 70% energii koniecznej do podgrzania wody użytkowej oraz 30% energii do centralnego ogrzewania. Na dodatek droższe kolektory próżniowe, wychwytują także promieniowanie rozproszone które przebija się przez chmury, pozwalając na działanie instalacji cały rok. Dostępność tej technologii jest na tyle duża(w czym w wielu krajach pomagają dodatkowe dofinansowania), że coraz częściej obok przedsiębiorstw, wspomagają się nią prywatne domostwa. Kolektory słoneczne zamontowane na dachu domku jednorodzinnego Pieśń przyszłości Przyszłość energetyki słonecznej jest obecnie zagadką, jednak na horyzoncie już teraz pojawiło się parę projektów które mają szansę na znaczne powiększenie jej atrakcyjności. Pierwszą opcją jest oczywiście wspomniany już wcześniej rozwój fotowoltaniki. Nowe ogniwa zbudowane z polimerów lub w przyszłości innych związków organicznych umożliwią zarówno spadek cen produkcji, jak i wzrost efektywności. Jeśli uda się poprawić także wydajność przy niewielkim naświetleniu lub nieoptymalnym kącie nachylenia, otrzymamy technologię która znajdzie szerokie zastosowanie w transporcie i budownictwie. Inną dostępną ewentualnością, jest przetworzenie uzyskanego ciepła na energię elektryczną za pomocą słonecznych elektrowni cieplnych. Na chwilę obecną szczególnie obiecujące wydaja się trzy metody. Pierwszą jest technologia układów rynnowych, które skupiają energię w wielu podłużnych lustrach o parabolicznym kształcie, przekazując ją następnie do wymienników ciepła w których płynie ciecz. Podgrzana ciecz wytwarza parę wodną która napędza generator prądu elektrycznego. Technologia ta już działa w paru elektrowniach słonecznych na świecie. Drugą możliwością jest wykorzystanie silnika Stirlinga, który przetwarza energię cieplną na energię mechaniczną, bez procesów wewnętrznych takich jak spalanie które zachodzą w normalnym silniku. Połączony z układem luster skupiającym promienie słoneczne, napędza on generatory prądu Wedle przewidywań naukowców oraz przeprowadzonych testów sprawność konwersji promieniowania słonecznego na energię elektryczną wynosi do 30% co jest sporym krokiem w przód. Ostatnią wypróbowaną z sukcesem technologią opartą na konwersji fototermicznej są układy luster z centralną wieżą. Proces działania jest prosty - wszystkie zwierciadła na dużym obszarze odbijają światło w kierunku wieży w której zmagazynowana jest substancja dobrze przyjmująca ciepło. Nagrzana ciecz wydziela parę wodną która tak jak w poprzednich metodach napędza silniki połączone z generatorami prądu. Mimo że te metody znacząco poprawią wydajność energetyki słonecznej, nie stanie się ona podstawowym rodzajem energii dopóki nie poradzimy sobie z wysokimi kosztami, zmniejszeniem zależności od zmian pogodowych oraz efektywnym magazynowaniem energii. Jedno jest pewne - to jest własnie energia przyszłości oferująca ogromne źródło elektryczności bez efektów ubocznych dla środowiska. Kto wie, może jeszcze za naszego życia nauka zrealizuje największe i najambitniejsze projekty, takie jak masowe uzyskiwanie energii w procesie sztucznej fotosyntezy lub zainstalowanie ogromnych baterii słonecznych w kosmosie? Układ paraboliczny z elektrowni Nevada solar one P.S. Dalszy ciąg cyklu jak zwykle zależy od was -
Stało się - przekraczamy kolejną granicę. Wedle raportu ONZ już 31 października populacja Ziemi wyniesie 7 miliardów osób. Glob sprzeczności Przekroczenie tej linii - mimo że symboliczne, skłania do rozmyślań na temat naszej cywilizacji. Jak powiedział sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon ?7-miliardowy mieszkaniec Ziemi urodzi się w świecie pełnym sprzeczności. Mamy mnóstwo żywności, a miliony nadal głodują. Widzimy ludzi, którzy prowadzą luksusowy styl życia, podczas gdy miliony innych cierpią ubóstwo. Mamy przed sobą nie tylko ogromne możliwości postępu, ale także musimy pokonać ogromne przeszkody.? Trudno nie zgodzić się z jego słowami. W czasie gdy w Europie, Stanach Zjednoczonych czy Japonii ludzie żyją w luksusie (nawet jeśli sami tego nie zauważają), ogromna część ludności głoduje, nie ma dostępu do kanalizacji czy elektryczności, nie wspominając o opiece medycznej. Problemem nie jest brak zasobów, ale złe ich wykorzystanie przez bogatą cześć społeczeństwa. Problem będzie się powiększać nieustannie, jako że populacja rosnąć ma o około 80 mln rocznie co da nam ponad 9 mld ludzi w 2050 roku. Ponad 90% z nowo narodzonych będzie obywatelami gorzej rozwiniętych krajów, z czego aż 49% mieszkać będzie w najbiedniejszym rejonie świata - Afryce. Wind of changes Po II wojnie światowej w Europie i Stanach Zjednoczonych wykształcił się model silnie konsumpcyjny. Nikt nie martwił się emisją gazów cieplarnianych czy wyczerpywaniem się zasobów naturalnych, bo żyło tak zaledwie 100-200 mln osób. Z czasem jednak w innych krajach, zaczęto dążyć do podobnego do naszego modelu. O ile jednak na początku kraje takie jak Chiny czy Indie traktowaliśmy jedynie jako "wyrobników", z czasem stały się naszymi partnerami, których społeczeństwa dążą do zachodniego ideału. Stało się to ogromnym problemem, z prostego powodu - nasza planeta nie jest w stanie utrzymać 7 mld osób żyjących tak jak my. Zachodni model konsumpcji jest nieekonomiczny, co zaczęło być widoczne w ostatnich latach. W momencie kiedy Europa i Stany starają uporać się z kolejną falą kryzysu, kraje takie jak Chiny, Indie czy Turcja mają ogromny wzrost gospodarczy i rozwijają się z zadziwiającą szybkością, przejmując ekonomiczną i polityczną władzę od starzejących się i coraz mniej wytwarzających zachodnich społeczeństw. Pozostaje także problem Afryki, w której wiele krajów nie ma prawie żadnych dochodów. Wpadły w spiralę biedy, z której same nie mają możliwości się wydostać. Pożyczki i datki jakich udzielają kraje bogatsze, zezwala jedynie na ograniczoną doraźną pomoc dla głodujących społeczeństw. Zmiany na naszej planecie są nieuniknione. Pytanie tylko czy przeprowadzimy je w sposób łagodny i przemyślany, tak by skorzystali na nich nawet ci najsłabsi, czy będą to zmiany brutalne, na których najbardziej ucierpią kraje najbiedniejsze. Warto przemyśleć sprawę oglądając film jaki z tej okazji przygotowało dla nas National Geographic. P.S. Dziś niestety zamiast długiego wpisu, jedynie krótka notka. Z braku wolnego czasu teksty będę zamieszczał rzadziej niż wcześniej. Mam nadzieję że pod koniec listopada sytuacja wróci do normy.
-
Ekoterroryzm ? Wymysł polityków czy realne zagrożenie?
wpis na blogu dodał Amdarel w Moja racja jest najmojsza!
Określenia takie jak ?ekologiczny terror? czy ?ekoterrorysta? przewijają się przez media już od pewnego czasu. Czym jest więc przytaczane tak chętnie przez polityków zjawisko i czy mamy się czego obawiać? Ekolog to jednostka znana każdemu. Jedni definiują go jako aktywistę walczącego o słuszną sprawę, inni zaś jako śmiesznego ludka w zielonej koszulce z wizerunkiem Ziemi i napisem "ratujmy pingwiny" przypinającego się do drzew. Co jednak jeśli niektórzy z nich zamienią transparent na karabin, a pod zieloną koszulką umieszczą ładunki wybuchowe? A zaczęło się tak niewinnie... Początki ekoterroryzmu datuje przełom lat 60tych i 70tych XX wieku. Wtedy to, grupa studentów Uniwersity of Arizona nazywająca się Eco-Raiders , zaczęła dewastować place budowy protestując przeciwko zaludnianiu pustyni. Szybko znaleźli oni zarówno fanów jak i przychylnych im dziennikarzy którzy zaczęli wydawać takie pisma jak ?Enviromental Action?. Naśladowcy i aktywiści ruchu szybko zaczęli się mnożyć i wymyślać własne akcje. Początkowo miały one wymiar mało szkodliwy. Przykładem mogą być aktywiści Greenpeace'u którzy zasłaniali foki własnymi ciałami chcąc ratować je przed myśliwymi, czy sabotowali próby jądrowe przedzieraniem się na tereny do nich przeznaczone. Także prekursorzy ruchu animalistycznego, ugrupowanie Underground Railroads które zasłynęło z uwolnienia dwóch delfinów z laboratorium morskiego wpisywali się w wizerunek nieszkodliwych "wyskoków" miłośników Ziemi. Z czasem jednak to zaczęło nie wystarczać. Pod koniec lat 70tych Paul Watson, usunięty z zarządu Greenpeace utworzył Sea Shepherd Conservation Society której specjalnością stało się.... taranowanie statków wielorybniczych. To rozpoczęło lawinę stowarzyszeń które walczyły o ekologię za pomocą coraz bardziej brutalnych metod. Bojówki takie jak Earth First czy People for Ethical Treatment of Animals nie wahały się niszczyć helikopterów rozpylających środki chwastobójcze, rozwalać linii energetycznych, podpalać domów towarowych czy nawet... planować ataki na elektrownie jądrowe. Niektóre z powstałych wtedy ugrupowań istnieją do dziś czego dobrym przykładem jest Animal Liberation Front świętujące 35 lat działalności. Grupa ta ma na koncie pokaźną ilość podpaleń , kradzieży zwierząt czy nawet podkładania ładunków wybuchowych pod siedziby i laboratoria firm postępujących ich zdaniem amoralnie. Osama Green Laden Czy mamy się czego obawiać? Zdaniem ekspertów jak najbardziej. W końcu ekologiczni ekstremiści przejdą także do zabijania ludzi. Co gorsza, nie chodzi tu tylko o przypadkowe ofiary ataków na wybrane symbole kapitalizmu bądź firmy i jednostki szkodzące środowisku, ale także i o całą populację ludzką. Niektóre z organizacji, jasno stawiają sprawę uważając że ludzkość jest chorobą ziemi, a jedyną szansą na jej ratunek jest odtworzenie społeczeństwa zbieracko-łowieckiego. To właśnie ci ekstremiści pracują nad użyciem broni biologicznej na masową skalę. Niektóre ugrupowania takie jak R.I.S.E. czy Weather Underground pierwsze próby zatrucia zbiorników wodnych czy nawet ataków za pomocą pierwiastków promieniotwórczych mają już za sobą. Zagrożenie to stało się na tyle realne że FBI uznało ekoterroryzm za bardzo poważny problem, a niektóre z organizacji trafiły na listę najbardziej zagrażających bezpieczeństwu państwa. Protestujący ekolog = ekoterrorysta Jak zawsze w takich przypadkach istnieje niestety druga strona medalu. Określenie ekoterroryzmu stało się tak popularne, że media oraz politycy traktujący ekologów jak niczym dziwne szkodniki, rzucają nim na każdym kroku czesto sprzecznie z definicją którą jest "niezgodne z prawem, radykalne metody wywierania presji przez obrońców przyrody na rządy i przemysłowców w celu uzyskania konkretnych celów politycznych". Najlepszym przykładem takiego nadużywania może być nasze własne podwórko. Mimo że w Polsce nie doświadczyliśmy prawdziwego ekoterroryzmu, określenie to pada bardzo często. Słyszymy o nim zarówno w kontekście globalnego ocieplenia, jak i obywatelskich i niełamiących prawa (co najwyżej nieco je naginających co podpada pod wykroczenie, nie przestępstwo) zwykłych protestów obywatelskich. Ci sami politycy którzy pochwalali protesty górników czy stoczniowców, straszyli ekologicznym terrorem w sprawie Doliny Rospudy. Na to miano protestujący zasłużyli skierowaniem wniosku o rozpatrzenie sprawy ponownie do Komisji Europejskiej, która przyznała rację ekologom wytykając braki oceny rzetelniej oceny wpływu obwodnicy na ekosystem i brak rozpatrzenia innych bardziej korzystnych dla środowiska wariantów, oraz akcją protestacyjną w której największym aktem terroru było... przypięcie się do drzew. Koło absurdu zatacza jednak coraz większe kręgi, gdyż obecnie nieprzychylni ekologom przedsiębiorcy i politycy mówią nawet o "ekoterroryzmie naukowym" jak określają naukowe publikacje określające szkodliwość dla środowiska danych inwestycji i działań człowieka. Warto więc zastanowić się czy dany polityk, dziennikarz czy inny "ekspert" określając daną akcję mianem ekoterroryzmu mówi prawdę, czy może przypina niewinnym ludziom łatkę stosując czarny PR. Po co przecież wysilać się na merytoryczną krytykę? A i oglądalność większa będzie.... P.S. Na waszą prośbę dodałem ankietę dotyczącą opisywanego zjawiska -
Energia atomu - przyszłość czy ślepa uliczka?
wpis na blogu dodał Amdarel w Moja racja jest najmojsza!
Kontrowersje dotyczące energii jądrowej towarzyszą jej od parudziesięciu lat. Mimo to od dawna wzrasta jej udział w zaspokajaniu zapotrzebowania energetycznego naszej cywilizacji. Jednak ostatnie wydarzenia w Japonii, oraz raporty Worldwatch Institute, które stwierdzają że w 2010r. udział energii ze źródeł odnawialnych prześcignął energię atomową, dają nam do myślenia. Czy atom znajdzie się w odwrocie? Bombowe początki Pierwsze projekty reaktorów jądrowych i próby ich użycia datuje się na początki lat 50tych. Były one głownie efektem ubocznym badań nad militarnymi możliwościami użycia energii atomu. Pierwsza elektrownia, powstała w Obnińsku na terenie ZSRR w 1954 roku i dysponowała mocą zaledwie 5MW (dziś przeciętna elektrownia dysponuje mocą 1000-2000MW) . Jej celami było zasilenie w energię pobliskiego instytutu atomowego, oraz produkcja wzbogaconego materiału rozszczepialnego do produkcji broni atomowej. W tym samym okresie zaczynano budować elektrownie atomowe także w innych krajach. Pierwszą większą, Calder Hall uruchomiono w Wielkiej Brytanii w 1956 roku. Na początku dysponowała ona jedynie jednym reaktorem o mocy 50 MW, jednak w następnych latach uruchomiono kolejne 3 bloki, zwiększają tym samym moc elektrowni do 200 MW. Od tego momentu nastąpił szybki rozwój energetyki jądrowej, która zaczęła być postrzegana jako nieawaryjna i na dłuższy okres opłacalna. Dopiero katastrofy w Three Mile Island i Czarnobylu ostudziły zapał w budowaniu elektrowni atomowych. O ile w latach 80tych rocznie oddawano do użytku średnio 22 elektrownie, to na początku lat 90tych liczba ta spadła do 5. Z kryzysu zaufania wydobyto branżę energetyczną dopiero 10 lat temu, gdy zaczęto się obawiać o bezpieczeństwo energetyczne w związku z wyczerpującymi się paliwami kopalnymi, a rozwój techniki pozwolił na zwiększenie bezpieczeństwa reaktorów jądrowych. Energia atomowa dziś Warto przyjrzeć się stanowi energetyki jądrowej na chwilę obecną. Dostarcza ona około 15% światowej energii pochodzącej z blisko 500 placówek. Jest ona rozwijana zwłaszcza w krajach najbogatszych. Przoduje tu Francja która uzyskuje w ten sposób aż 80% energii. Czemu własnie atom? Elektrownie jądrowe po poniesieniu nakładów na ich budowę, są niezwykle tanie w eksploatacji. Są mniej szkodliwe dla środowiska niż tradycyjne elektrownie węglowe. Jednocześnie przy wszystkich tych zaletach mogą być używane praktycznie wszędzie w przeciwieństwie do silnie uzależnionych od czynników klimatycznych, odnawialnych źródeł energii. Niestety energia ta nie jest całkowicie bezpieczna. Sporym problem są odpady radioaktywne powstałe w wyniku użytkowania reaktorów jądrowych. Przeciwnicy elektrowni zwracają także uwagę na dużej koszty zamykania starych placówek. Jednak mimo całej szkodliwości nie to jest głównym źródłem kontrowersji wobec elektrowni atomowych. Mimo że są one mało awaryjne, a obecna technologia jest wyposażona w bogate zabezpieczenia w ludziach ciągle tkwi strach przed powtórka z Czarnobylu, który na skutek awarii wydzielił ogromną ilość szkodliwego pyłu i radioaktywnych substancji. Szczególnie dokładnie widać to w Polsce gdzie do tej pory nie wybudowano żadnej elektrowni atomowej, a działa u nas jedynie jeden reaktor jądrowy o mocy 30MW znajdujący się pod opieką Instytutu Badań Jądrowych. Rozmieszczenie elektrowni jądrowych w Europie Atom w Polsce Do tej pory podjęto tylko jedną próbę zaopatrzenia Polski w energie jądrową. W latach 1982-1990 powstała elektrownia w Żarnowcu. Po katastrofie w Czarnobylu nastroje społeczne pogorszyły się jednak na tyle że wiele organizacji zaczęło otwarcie protestować przeciw jej powstaniu. W końcu z powodu transformacji oraz wzrastajacego sprzeciwu ludzi, zaniechano budowę. Sprawę tę podjęto ponownie w 2005 roku. 4 stycznia rząd przyjął dokument "Polityka energetyczna Polski do 2025 roku", w którym przeczytać możemy : "Ze względu na konieczność dywersyfikacji nośników energii pierwotnej oraz potrzebę ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, uzasadnione staje się wprowadzenie do krajowego systemu energetyki jądrowej." "Ponieważ prognozy wskazują na potrzebę pozyskiwania energii elektrycznej z elektrowni jądrowej w drugim dziesięcioleciu rozpatrywanego okresu, to biorąc pod uwagę długość cyklu inwestycyjnego konieczne jest niezwłoczne rozpoczęcie społecznej debaty na ten temat." Opinie Polaków na temat energetyki jądrowej w Polsce są niezwykle podzielone. W badaniach statystycznych zleconych w 2008 roku 48% opowiedziało się przeciw, 42% za, 10% zaś wstrzymało się od wydania jednoznacznej opinii. Warto jednak zauważyć że większość sprzeciwiających się tej decyzji nie zdaje sobie sprawy jak wiele elektrowni działa przy granicach Polski. W odległości nie większej niż 310 km znajduje się 10 działających placówek o łącznej mocy 18 GW. Mimo kontrowersji kolejne rządy jednak przyjęły plany budowy elektrowni. Obecnie rozważanych jest 28 punktów w całej Polsce które stać się mogą lokalizacją elektrowni jądrowych w ciągu następnych 10 lat. Co nas czeka? Na chwilę obecną zauważyć można ponowny wzrost niepokoju w sprawie energetyki jądrowej. Przyczyniła się do tego katastrofa japońskiej elektrowni Fukushima. Nie przełoży się to jednak na spadek ilości planowanych elektrowni. Powód jest niezwykle prosty - nie mamy innego wyboru. Paliwa kopalne wyczerpią się w przeciągu najbliższych parudziesięciu lat, a zapotrzebowanie na energię na całym globie wzrasta z roku na rok. Mimo wzrastającej pozycji odnawialnych źródeł energii nie możemy sobie jeszcze pozwolić na oparciu gospodarki tylko na nich. Na dodatek awaria Fukushimy była spowodowana przez ogromnych rozmiarów kataklizm, nie zaś przez zaniedbanie bądź awarię sprzętu, co pozwala sądzić że Europa jest bezpieczna. Największą nadzieją na rozwiązanie tego konfliktu interesów jest nauka. Być może już za parę lat uda się wprowadzić reaktory oparte na torze( thorium). Mają być nie tylko jeszcze bezpieczniejsze, ale także znacznie bardziej ekologiczne dzięki wykorzystaniu odpadów radioaktywnych w procesach spalania. Jaka będzie dalsza przyszłość energetyki jądrowej? Drogi są dwie. Albo uda się nam uczynić ją w 100% bezpieczną i ekologiczną, albo jak elektrownie węglowe będzie jedynie długim etapem przejściowym, nim uda się nam rozwinąć i zastosować na całym globie energetykę opartą na odnawialnych źródłach energii takich jak słońce. P.S. Artykuł ten jest pierwszym omawiającym źródła energii. Jeśli będziecie chcieli, w następnych omówię energetykę alternatywna na chwilę obecną, oraz naukowe projekty, badające nowe źródła energii .
