Jump to content

WiedzmaEwa

Forumowicze
  • Content Count

    9
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna

Informacje profilowe

  • Płeć
    Array
  • Zainteresowania
    Array

Dodatkowe informacje

  • Ulubione gry
    Array
  • Ulubiony gatunek gier
    Array

Recent Profile Visitors

747 profile views
  1. Po dzieła Lovecrafta trzeba sięgnąć, ale tak jak napisała nevya - na chwilę zapomnij o całym tym zachwycie jego twórczością i dopiero wtedy zasiądź do lektury. Powinno Ci się spodobać, ale lepiej nie mieć zbyt dużych oczekiwań.
  2. "Władcy marionetek" Roberta Heinleina. Powoli zbliżam się ku końcowi i jestem zaskoczona, że tym razem wychwalający powieść opis nie jest tylko wymysłem wydawcy. To naprawdę jedna z najlepszych powieści o inwazji obcych na Ziemię. Co prawda, chwilami pomysły autora są nieco dziwne, ale nie wpływa to na lekturę. Mam tylko nadzieję, że zakończenie okaże się równie dobre co reszta powieści. Drugą książką, którą teraz czytam jest inne s-f wydane przez Solarisa - "Babel-17" Samuela Delany. Nie wciąga tak jak "Władcy...", ale póki co czyta się całkiem dobrze.
  3. Dotychczas wszystkie przeczytane przeze mnie Thorgale pożyczałam od znajomych. Pojawienie się kolekcji wreszcie zmotywowało mnie do zakupu tomów, które przypadły mi do gustu. I pomimo braku różnicy cenowej pomiędzy wydaniami Egmontu, a tymi od Hachette, nie żałuję. Nie ukrywam, że jedną z głównych zalet kolekcji jest dla mnie zmniejszony format. Komiks lepiej leży w dłoni, a i do regału łatwiej go wcisnąć. Zaletami są także dołączane do tomów reprodukcje grafik autorstwa Rosińskiego oraz informacje o powstawaniu Thorgala. Jasne, te ostatnie pewnie będzie można znaleźć także i w "Świecie Thorgala", ale zagorzałą fanką tego komiksu nie jestem, więc ciekawostki upchnięte w kolekcji w zupełności mi wystarczą. Teraz czas na wady. Chyba największą jest cena, która mogłaby być jakieś 5zł niższa, zwłaszcza, że w niektórych księgarniach internetowych Thorgale od Egmontu można kupić już za 20zł. Ale jestem gotowa na to przymknąć oko. Przy ograniczonej przestrzeni w mieszkaniu, nawet minimalnie zmniejszony format jest na wagę złota Grafika na okładce mogłaby być większa, ale to akurat mało istotna przywara. Większym problemem (chociaż nie dla mnie, jak wspominałam wcześniej, zamierzam kupić jedynie kilka tomów) jest niekompletność serii. Póki co nie wiadomo czy w kolekcji znajdzie się miejsce dla "Oka Odyna" czy kolejnego tomu Louve.
  4. "Steampunk", antologia pod redakcją Ann i Jeffa VanderMeerów. Czyta się szybko i przyjemnie.
  5. Nie przepadam za grami zręcznościowymi, ale postanowiłam dać szansę H.A.W.X.-owi. I nie żałuję! Może i nie jest to jakaś nadzwyczajna gra, po której przejściu trzeba szukać opadłej z wrażenia szczęki, ale już dawno żadna produkcja nie przyniosła mi tyle radochy co H.A.W.X. Chyba zaraz się wezmę za resztę zręcznościowych symulatorów, które CDA wrzucało na swoje płyty
  6. Póki co mam inne lektury na liście, ale kiedyś pewnie sięgnę. I jeżeli nie przypadnie mi do gustu to będę narzekać Od gwiezdnowojennych książek nie oczekuję czegoś bardzo wzniosłego artystycznie, ale nawet lekka literatura może być napisana na poziomie, czego dowodzą inni starwarsowi autorzy. Przeczytaj sobie późniejsze chronologicznie pozycje, te napisane przez Christie Golden czy Aarona Alstona. Są lekkie, pełne klimatu i humoru i daleko w tyle zostawiają trylogię Bane'a.
  7. Saga: Gniew Wikingów. Było to gdzieś w okolicach 2001 roku, czasy wczesnej podstawówki i pierwszy komputer. Chciałam w coś pograć i dość szybko doszłam do wniosku, że Saper i Pasjans jednak mi nie wystarczą. Namówiłam mamę na wizytę w Empiku. Nie pamiętam czemu wybór padł akurat na S:GW, ale nie żałowałam. Wiele godzin przeleciało mi wtedy przed monitorem, a niebieskie pudełko z pierwszej Extra Klasyki do tej pory zajmuje honorowe miejsce w moim domu. Później przyszła pora na Jagged Alliance 2 i na miłość mojego życia, czyli Baldur's Gate.
  8. Opinie są podzielone, od zachwytów do hejtu. Kolega wyżej polecał, a ja z całego serca odradzam. Jeśli chcesz przeczytać jakąś gwiezdnowojenną trylogię to zacznij od klasyki SW, czyli trylogii Thrawna ("Dziedzic Imperium", "Ciemna Strona Mocy" i "Ostatni Rozkaz"). Nie wiem czy jest się z czego cieszyć. Tak samo jak Sapkowski - Piekara mi się przejadł i raczej nie wyczekuję z utęsknieniem wieści o kolejnych jego książkach.
  9. Miałam ostatnio okazję przeczytać "Revana". Oba KotORy wspominam całkiem przyjemnie, ale z lekturą książki o Revanie wstrzymywałam się dość długo. Karpyshyn jest utalentowanym scenarzystą, ale kiepskim pisarzem. Gdy sięgam po książkę to chcę książkę, a nie rozwinięty scenariusz do gry komputerowej. Z tego powodu od trylogii Bane'a odbiłam się dość mocno. Dodatkowo do lektury "Revana" nie zachęcała przynależność do mini serii TOR. Nie oszukujmy się, "Fatalny Sojusz" czy "Oszukani" to pozycje co najwyżej średnie i skutecznie zniechęcały do zapoznania się z resztą (tak, wiem, że najpierw powinnam sięgnąć po "Revana", ale nie czytałam w zgodzie ze starwarsową chronologią). W końcu jednak nadeszła ta chwila i przeczytałam "Revana". Wszystkie moje obawy się potwierdziły. Lektura była lekka i szybka, ale przez cały czas miałam przeświadczenie, że czytam scenariusz gry. Jeszcze bijącą po oczach questowość stawianych przed bohaterami trudności można przełknąć, ale wprowadzenia walk z bossami już nie. Całość rekompensowała jedynie fabuła. To trzeba Karpyshynowi przyznać - udało mu się całkiem zgrabnie połączyć Revana z TORem, ale i tak nie zmienia to faktu, że do innych gwiezdnowojennych pisarzy (z Zahnem i Luceno na czele) mu bardzo daleko.
×
×
  • Create New...