none
Forumowicze-
Zawartość
383 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez none
-
O rany, załamać się idzie jak czytam niektóre wypowiedzi :twisted: . "Pianista" jest filmem o okupowanej Warszawie. Głównie opowiada o życiu Żydów, ale są też Polacy. Polański prowadził widza za rączkę po okupowanej Warszawie a postać Szpilmana był jedynie spoiwem tej wycieczki. Sam Szpilamn został potraktowany po macoszemu, ale to nie wada, tylko takie zamierzenie autora. Natomiast ciekawi mnie, za co Brody dostał Oskara. Film nie pkazuje nawet jednej milionowej tego, co się działo w czasie II wś. Nie pokazuje w całości nawet tego, co się działo w Warszawie. Po pierwsze nie ma na to czasu. Po drugie, tego się nie da pokazać. I tak film jest szokujący, a jest to tylko niesubtelne zaznaczenie potworności holocaustu. Trzeba uważać i mieć świadomość, że to jednak film, który trzeba umieścić w kontekście. Choć Polański naprowadza bardzo wyraźnie widza: "Idą na przemiał (czy jakoś tak to było)". Ale ten przemiał to jednak coś gorszego niż sobie mozna wyobrazić. Osioł --> oczywiście, że byli Niemcy, którzy pomagali PolakOM i żydOM. To nie jest rak, że kazdy Niemiec, jak jeden mąż btł nazistą. Ba, że był żądnym krwi nazistom. Problem jest bardzo złożony i trzeba uważać przy ferowaniu wyroków. Niekażdy Niemiec był nazistą z własnej woli. Choćby taki mały szczegół zmienia kompletnie spojrzenie na całą kwestię. "Upadek" --> film nie tyle ukazywał głupotę Hitlera, co jego... upadek . Trzeba na to patrzeć ze strony ideologii, spojrzenia na poglądy Niemców o swojej potędze i in. Mamy tam do czynienia z zupełnym zdraciem zasłony z oczu wielu Niemców, którzy wierzyli do końca. Patrz walczące dzeci. Tu nie chodzi o samego Hitlera. Odejście Hitlera oznaczało odejśce pewnego sposobu myślenia, które bardzo silnie oddziałało na Niemców i trzeba było takiej tragedii, aby sobie coś uzmysłowili. Jak to na wojnie bywa, nie wszystko jest czarno-białe. Dlatego ten film jest o problemie bardziej złożonym niż głupota (raczej szaleństwo, desperacja, oszukiwanie siebie) Hitlera. I tu mamy Hitlera jako człowieka. Co jest ważne przy ukazywaniu każdej postaci, choćby był autorem najgorszych okropieństw. Najbardziej mi się podobał ta scena w tym filmie: żołnierz pokazał takiemu lekarzowi koncówkę lufy czołgu i powiedział: "Tam się kończą Niemcy."
-
Chim, twoje zdanie się nie liczy. Ty jesteś wielbicielem totalnej siekaniny w horrorach . Na mnie zrobiło wrażenie widok człowieka niosącego zastrzelonego dzieciaka. Dziecko albo tak się wystraszyło, albo to z powodu smierci, tak czy siak, miało plamę na spodniach. Potem wpadła mi w pamięć widok dziecka na stole spzitalnym. Patrzył się pustymi oczyma w kamerę, a jego ręka była w strzępach. Widać było wyraźnie płaty skóry odsłaniające mięso, ścięgna i kość. Jeszcze był tak maluch, bobas dosłownie, z zakrwawioną głową. Ryczał. Do tego wypowiedzi żołnierzy, że jak idą do akcji to sobie puszczają w czołgu ostrą muzykę. Jak to szło: Burn motherfuker, burn (?). I żołnierz, który mówi: w akcji praktycznie nie wiesz, kto jest przeciwnikiem, a kto nie. I inne. Słynne nagranie z Apacha. Szok na mnie nie wywołuje samo gore w tych scenach. Ale całość. Kretyni z karabinami w czołgach, pokrwawione dzieci, rozerwane dziewczyny w moim wieku itp. I świadomość, że to nei jest filmowa fikcja. Najbrutalniejszy film z czymś takim, dla mnie, przegrywa.
-
Nie mam teraz czasu na odpowiadanie na argumenty, ale na razie znalazłem ten tekst. Jest to całość, ale i tak dam adres: http://zielonemity.republika.pl/mity.html#2THC2. Enjoy : Marihuana nie uzależnia Jest to prawdą tylko do pewnego stopnia - a więc nieprawdą. THC ma w czystej postaci niewielkie właściwości uzależniające fizycznie. Jednak uzależnienie psychiczne następuje szybciej niż w przypadku alkoholu. Co to znaczy? To znaczy, że kiedy przestajesz palić nie masz głodów ani delirium. Do ponownego sięgnięcia po narkotyk zmusza Cię psychika, a nie ciało. O ile z uzależnienia fizycznego stosunkowo łatwo się wyzwolić (nawet przy opiatach i alkoholu wystarczy kilka dni tzw. detoksu), o tyle uzależnienie psychiczne wymaga długotrwałej terapii. Głód psychiczny dużo trudniej przezwyciężyć, bo wspomagają go tzw. mechanizmy uzależnienia. Po odstawieniu marihuany po długotrwałym paleniu pojawia się specyficzny zespół abstynencyjny: ciągłe rozdrażnienie, senność lub bezsenność, bóle głowy, utrata chęci życia, spadek aktywności życiowej, obniżenie nastroju, zaburzone odczuwanie przyjemności (seks jest mniej atrakcyjny, muzyka mniej fascynuje, filmy są nudniejsze). Trzeźwość staje się nie do zniesienia. W ten sposób uzależniony mózg woła o następną porcję THC. Przy paleniu okazjonalnym objawy odstawienia są mniej zauważalne, gdyż organizm odtruwa się powoli. THC odkłada się w komórkach tłuszczowych (nie jest wypłukiwany przez płyny) i uwalnia z organizmu przez parę tygodni. Oznacza to, że jesteś pod wpływem słabych dawek narkotyku nawet parę tygodni po ostatnim paleniu. THC jest wykrywalne w organizmie człowieka do roku po zaprzestaniu palenia. Jak wykazują testy na obecność narkotyków przeprowadzane wśród osób palących skuna - jest możliwe, że to, co uważamy za czystą trawkę bywa nasączane roztworem innego narkotyku, który szybko uzależnia fizycznie. Możliwe, że stąd coraz częściej osoby decydujące się na powrót do trzeźwości, muszą zaczynać tę drogę od pobytu na oddziale detoksykacji. Coraz więcej też osób leczy się z uzależnienia od marihuany w ośrodkach zamkniętych (np. w Szklarskiej Porębie i Czarnym Borze prowadzi się 6-tygodniową terapię wzorowaną na programie stworzonym dla alkoholików). W samych tylko Stanach Zjednoczonych ok. 120 000 osób rocznie zgłasza się na leczenie z powodu uzależnienia od marihuany (Raport of National Instytut Drugs Abuse USA). Ulubiony przez zwolenników legalizacji marihuany raport WHO z 1995 roku podaje (za: Hall, 1994), że od marihuany uzależnia się do 20% osób, które jednorazowo zapaliły konopie oraz do 50% tych, którzy używają marihuany regularnie. THC zamula Marihuana jest nieszkodliwa Najnowsze badania i publikacje (np. Richard, 1999) nie pozostawiają złudzeń: - w dymie palonych konopi znajdują się substancje smoliste, które przy długotrwałym paleniu uszkadzają górne drogi oddechowe (krtań, oskrzela), płuca, wątroba i mięsień sercowy - chroniczne palenie marihuany może powodować raka (Fligiel i in., 1988) - dym konopi jest bardziej kancerogenny, niż dym nikotynowy (Jones, 1980), w dodatku zwykle trafia do płuc bez pośrednictwa filtra oraz dłużej w nich przebywa - u chronicznych palaczy spada odporność immunologiczna organizmu (THC powoduje zmiany w metabolizmie komórkowym i syntezie DNA) - THC działa toksycznie na jajniki (zmniejsza się częstotliwość owulacji) i jądra (zmniejsza się ilość plemników i pogarsza jakość spermy) a także płód (mniejsza waga urodzeniowa, wrodzone wady narządów wewnętrznych, mniejszy iloraz inteligencji, mózgowe porażenie dziecięce); palenie marihuany przyczynia się też do przedwczesnego porodu (Day i Richardson, 1991) oraz zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania dziecka na nowotwory typu astrocytomas i białaczka (Kuitjen i in., 1990, Robison i in., 1989) - u osób z predyspozycjami do schorzeń kardiologicznych mogą wystąpić zaburzenia rytmu serca (Aronow i Cassidy, 1974, 1975) Ponieważ większość osób popalających nie pali codziennie - argumenty o szkodliwym działaniu na organizm mogą na nich nie robić wrażenia. Bo rzeczywiście - przy jednorazowym poddaniu organizmu działaniu THC żadnych wyraźnych dolegliwości nie dostrzeżemy. Wymienione fizyczne skutki uboczne są też mniej groźne od tych, które towarzyszą piciu alkoholu czy paleniu nikotyny (uzależniony od nikotyny pali znacznie więcej papierosów, niż palacz marihuany - jointów). Dużo groźniejszy - bo poważniejszy i szybszy w skutkach - jest natomiast niszczący wpływ THC na psychikę. Tym bardziej, że nawet przy okazjonalnym paleniu wpływ ten jest długotrwały. THC odkłada się bowiem w tkance tłuszczowej mózgu, którego komórki składają się w dużej części z lipidów. THC umiejscawia się w okolicy synaps, zaburzając przepływ impulsów nerwowych. Mózg przyzwyczaja się do takiej sytuacji. Systematyczne palenie sprawia, że myślenie bez jointa staje się utrudnione. Stąd pomysły, że marihuana rozjaśnia umysł, otwiera wrota percepcji itp. Przy długotrwałym używaniu THC może dojść do wywoływania chorób i zaburzeń psychicznych. Kilkakrotnie wzrasta ryzyko zachorowania na schizofrenię (np. Thornicroft, 1990). U osób podatnych THC może też wywołać stany depresyjne, myśli samobójcze, bezsenność, lęki, psychozy, zaburzenia koncentracji, ataki paniki i urojenia prześladowcze. Nawet słynny raport WHO, niezwykle przychylnie traktujący marihuanę, podaje: ''Sugestywne dowody wskazują, że duże dawki THC mogą wywołać ostrą psychozę z przewagą takich objawów, jak splątanie, amnezja, złudzenia, halucynacje, lęki, pobudzenie i hipomania [...] Osoba, która w wieku dojrzewania paliła konopie co najmniej 50 razy, w wieku 18 lat ponosi 2-3 razy większe ryzyko zachorowania na schizofrenię, niż młody człowiek, który nigdy nie palił konopi''. Jeśli nie wiesz, czym jest schizofrenia - proponuje się zainteresować. Jak każda używka zmieniająca świadomość - marihuana przyjmowana przez ludzi młodych opóźnia ich rozwój emocjonalny. Palacz nie uczy się radzenia sobie z emocjami ani też konstruktywnego rozwiązywania problemów. Marihuana palona w młodym wieku sprawi, że Twoja osobowość będzie zniekształcona: będziesz mniej odpowiedzialny, będziesz mało odporny na stres i pozbawiony głębszych aspiracji życiowych (cele życiowe po pewnym czasie sprowadzają się do planów przeżycia kolejnej fazy). Najczęstszym i najłatwiej zauważalnym przez otoczenie osoby palącej marihuanę jest zespół amotywacyjny. Choć niektórzy badacze spierają się o to czy traktować go za odrębną jednostkę chorobową - to bezdyskusyjne są jego objawy. Najczęściej są to: zmniejszona energia, spadek ambicji, nieadekwatna ocena sytuacji, wyraźne pogorszenie pamięci, roztargnienie, rozkojarzenie, nieracjonalne myśli, skłonność do ulegania sugestiom, kłopoty w porozumieniu się z innymi, zanik zainteresowań. Niektórzy badacze twierdzą także, że zespół amotywacyjny może wystąpić jedynie u osób o określonych cechach osobowościowych (za: Drug Use And Abuse, 1999) . Moje osobiste obserwacje osób palących wykazują jednak, że zespół amotywacyjny występuje niemal zawsze. Stosunkowo często u palaczy występuje też rozdrażnienie, z którym starają się najczęściej walczyć przez przyjęcie kolejnej dawki THC. Marihuana w wyraźny sposób osłabia też zdolność przyswajania sobie nowych informacji (np. De Long i Levy, 1974). Jeśli palisz - licz się z konsekwencją kłopotów z nauką. Badania wykazują, że u palaczy marihuany zwykle pogarsza się pamięć, uwaga i koncentracja (raport WHO, 1995). gandzia spłyca Marihuana to nie narkotyk THC zmienia świadomość. Wprowadza Cię w stan nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością. Przy regularnym paleniu - silnie uzależnia psychicznie (powoduje przymus powtórnego zapalenia po jakimś czasie). Trudno jest przyjąć te prawdy, kiedy się nie dostrzega negatywnych skutków palenia. Łatwiej jest wierzyć, że narkoman to wychudzony wrak ludzki ze strzykawką w dłoni. Marihuana jest narkotykiem - a jej niebezpieczeństwo wynika z popularności i aury niewinności. Przeczytaj też mit: ''Marihuana nie uzależnia''. palenie to ryzyko Marihuana jest furtką do kolejnych narkotyków Nie jest to normą. Wiele osób pali tylko marihuanę i nie sięga po inne narkotyki. Jednak może być taką furtką i coraz częściej nią jest - zwłaszcza po spopularyzowaniu browna (syntetycznej heroiny do palenia). W tym miejscu należałoby przestrzec przed rozumowaniem: ''co tam, skoro zapaliłem skuna, to nie zaszkodzi spróbować browna...'' Brown jest opiatem, jednym z najsilniejszych narkotyków, szybko uzależniającym i niszczącym życie. Marihuana może (choć nie musi) prowadzić do sięgnięcia po inne, groźniejsze narkotyki, gdyż wielu osobom w pewnym momencie przestają wystarczać doznania towarzyszące paleniu skuna. Niemal każdy pacjent Monaru czy innego ośrodka rehabilitacji narkomanów potwierdzi, że zaczynał od popalania ''trawki'' i nawet mu się nie śniło wtedy, że skończy jako narkoman. Niedawne badania (Carleton Uniwersity, Ottawa) wykazują, że sięganie po marihuanę zwiększa w znacznym stopniu prawdopodobieństwo do sięgania po inne narkotyki w przyszłości (Journal de LAssociation Medicale Canadienne). THC to drag Marihuana to narkotyk, ale lekki To zależy jak na to spojrzeć. W porównaniu np. z heroiną - przynosi mniej szkód dla organizmu. Jeśli chodzi jednak o siłę zależności psychicznej - wcale nie jest ona lekka. Wiedzą o tym wszyscy marihuaniści, którzy podejmują decyzję o powrocie do trzeźwości. Warto wiedzieć też, że dostępna u dilerów marihuana to odmiana modyfikowana genetycznie, zawierająca kilkakrotnie więcej THC od ''samosiejki''. Jednak nawet bardzo słaba marihuana powoduje równie silne uzależnienie psychiczne (podobnie jak nawet niskoprocentowy alkohol uzależnia przy regularnym spożywaniu). trawa upo�ledza Marihuana rozwija duchowo ''Swięte ziele'' tak często nazywają marihuanę fascynaci filozofii RASTA, doszukując się argumentów za jej używaniem w Biblii. Jednak w kontekście szkodliwości tej rośliny warto przypomnieć sobie, że Biblia zaleca szczególną dbałość o ciało (1 Kor 3:16-17, Rz 12:13, 1 Kor 6:19-20) oraz potępia odurzanie się (Ef 5:18, 1 P 1:13-16, 4:3, 5:8, Prz 23:3-35, Rz 13:13, 1 Tes 5:5-11). Dłuższą dyskusję z biblijnymi argumentami rastafarian możesz przeczytać na FAQ strony http://www.lionofzion.com Osobiście uważam, że marihuana w jakiś sposób rzeczywiście otwiera człowieka na rzeczywistość duchową - z tym, że są to ewidentne duchowe manowce, równie zniewalające ducha jak THC umysł. nałóg stukanie Marihuana to zioło lecznicze Jeśli chcesz wyleczyć nią ból zęba - to raczej się zawiedziesz. Marihuana intensyfikuje doznania. Jak czujesz się dobrze - Twój dobry nastrój się pogłębi. Jeśli jednak masz ''doła'' - pogłębi się on także. Palacze marihuany powołują się często na jej medyczne zastosowanie. Owszem - są próby zastosowania THC do celów medycznych (np. do tworzenia preparatów powodujących wzrost apetytu u osób chorych na raka i AIDS). Ale czego to ma właściwie dowieść? Także opium jest używane w medycynie do uśmierzania bólu u osób chorych na raka. Jednak niemedyczne przyjmowanie opium to już nie kuracja, a narkomania. Warto też wiedzieć, że badania farmakologiczne dotyczą syntetycznego THC. Ziele psychoaktywnej marihuany nie przestaje być przez to narkotykiem. bakanie uzależnienie Marihuana jest półlegalna W Polsce jest całkowicie nielegalna. Oznacza to, że możesz iść do więzienia za posiadanie najmniejszej nawet ilości - grozi za to do 3 lat. (znane są w Polsce wyroki skazujące za znalezienie przy kimś 0,18 grama skuna). Za handel możesz spędzić w więzieniu 8 lat, za częstowanie innych - 3 lata (jeśli ci, których częstujesz nie mają jeszcze 18 lat - to grozi Ci 5 lat odsiadki). Za hodowaną w doniczce roślinę prawo przewiduje karę do 2 lat więzienia. Tyle samo możesz dostać, jeśli będziesz zbierał ziele konopi (nawet z nie Twojej uprawy). Przewożąc marihuanę przez granicę ryzykujesz rozstanie się z wolnością na 5 lat. Dodatkowo, do każdego z tych przestępstw, sąd może orzec nawiązkę w wysokości do 50 000 PLN na cele zapobiegania i zwalczania narkomanii. joint truje Nikt nie umarł od palenia Nie licząc tych, którzy zginęli w wypadkach samochodowych, spadli z wysokości czy popełnili samobójstwo po załapaniu ciężkiego ''doła''- to rzeczywiście nikt. Nie sądzę też, by palacza marihuany (podobnie jak palacza tytoniu) przekonał argument o zabijaniu się na raty (patrz wyżej: ''marihuana jest nieszkodliwa''). Przedawkowanie śmiertelne THC jest praktycznie niemożliwe - stąd mit o bezpieczeństwie palenia marihuany. Robert Rutkowski, znawca tematu uzależnień, twierdzi zdecydowanie, że marihuana nie zabija, lecz zmienia bardzo istotnie jakość życia: ''Ona Cię nie zabije, lecz zrobi z Ciebie nieudacznika życiowego, outsidera spychanego coraz bardziej na manowce życia. Prawdziwe życie przemyka obok palacza marihuany''. gandzia jest pusta Zapalić od czasu do czasu to nic takiego Marihuana osadza się w tkance tłuszczowej otaczającej wiele organów wewnętrznych (głównie wątrobę, mózg i organy płciowe). Dlatego bardzo wolno uwalnia się z organizmu. Każda następna dawka THC powiększa jego złogi w organizmie - oznacza to, że THC kumuluje się w organizmie. Syndrom amotywacyjny, kłopoty z pamięcią i koncentracją, specyficzne ''splątane'' myślenie oraz inne objawy psychiczne używania marihuany pojawią się więc nawet przy paleniu ''od czasu do czasu''. Przeczytaj też: ''Marihuana nie uzależnia'' i ''Marihuana jest nieszkodliwa''. zielone kłamstwa Palę trawę, bo lubię... Rzeczywiście motywem pierwszego sięgnięcia po ''trawkę'' jest zwykle chęć przeżycia przyjemnego stanu. Kiedy jednak psychika zaczyna się uzależniać od THC - wówczas motywy kolejnych kontaktów z marihuaną zaczynają się zmieniać. Każda używka wpływa na nastrój zmieniając stan emocjonalny. Jeśli ''jest mi źle'' - wtedy szukam sposobu, aby polepszyć swój nastrój. Nie jest to zbyt mądry sposób radzenia sobie z emocjami, bowiem prowadzi do utrwalenia mechanizmu chemicznej regulacji uczuć. Negatywne emocje często towarzyszom problemom i stanowią bodziec do ich przezwyciężania. Przy uzależnieniu psychiki od jakiejkolwiek używki, zamiast rozwiązywać problem - uciekamy przed nim. Naciskamy guzik zmieniający nastrój, bez podejmowania wysiłku zmierzenia się z problemem. Mechanizm chemicznej regulacji uczuć rozwija się w miarę kolejnych kontaktów z narkotykiem. Z czasem powodem do zapalenia będzie nawet lekki ból głowy czy zdenerwowanie - narkotyk służy wówczas redukcji napięcia. W pewnej chwili palisz, bo musisz - bo chcesz uniknąć przykrych stanów związanych z odstawieniem (jeśli palisz dużo), albo po prostu już nie umiesz na trzeźwo przeżywać problemów czy radości. Szczególnie niebezpieczne jest utrwalenie mechanizmu chemicznej regulacji uczuć osób niedojrzałych emocjonalnie, a więc u dzieci czy młodzieży. Nie ma bowiem szans wykształcić się żaden mechanizm zdrowego radzenia sobie z uczuciami towarzyszącymi sytuacjom trudnym. To tak jakby się uciekało z lekcji matematyki - nie masz szans się jej nauczyć na wagarach. Dojrzałość emocjonalna wykształca się w wyniku przechodzenia przez sytuacje trudne, zwłaszcza w kontaktach z innymi ludźmi. Palenie marihuany przez młodego człowieka to takie wagary od nauki dźwigania ciężarów codzienności. Opuszczone lekcje bardzo trudno jest potem nadrobić. uzależnienie od marihuany Jak ktoś ma silną wolę, to się nie uzależni Pogląd równie popularny, co nieprawdziwy. Istotnie - szybciej uzależniają się osoby o słabej woli, bowiem ich psychika łatwiej ulega czarowi narkotyku. Jednak każdy, nawet człowiek o wyjątkowo silnej woli, jeśli będzie powtarzał doświadczenia z marihuaną - prędzej czy później uzależni od niej swą psychikę. Jeśli jesteś w więzieniu, to żebyś nie wiem jak chciał wyjść - nie możesz, bo twoja wolność jest ograniczona. Tak samo jest z psychicznym zniewoleniem - nie jesteś w stanie już decydować. Zapalisz prędzej czy później, bo wpadłeś w pułapkę uzależnionego funkcjonowania umysłu. THC to samotno�ć Wszyscy palą! Tak się rzeczywiście wydaje osobom, które palą marihuanę. To dlatego, że kiedy palisz - z czasem coraz gorzej rozumiesz się z osobami niepalącymi. Nieświadomie szukasz towarzystwa, które akceptuje palenie marihuany. Jednocześnie zwolennik marihuany ma szczególną wrażliwość na wszelką jej obecność w otoczeniu: muzyce, literaturze... Nawet napisy na murach łatwiej wpadają w oko niż osobie spoza ''zielonego klimatu''. Ten mit szybko pryska, kiedy człowiek przestaje palić i zmienia siłą rzeczy środowisko. Wtedy nagle wokół nikt nie pali i dawne przekonanie, że ''wszyscy bakają'' wydaje się wręcz śmieszne. Jednak trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość wymaga... trzeźwego umysłu (a ów takim nie jest nawet przy sporadycznym paleniu marihuany). marihuana wypacza Lepiej jest zapalić, czy wypić? To dylemat typu: czy lepiej być chorym psychicznie, czy fizycznie? Albo: czy lepiej chorować na żółtaczkę, czy na zapalenie płuc? Odpowiedź brzmi najlepiej być zdrowym. Zarówno dla naszej psychiki, jak i dla naszego ciała najlepiej jest, kiedy żyjemy na trzeźwo. Jeśli jesteś jeszcze młodym człowiekiem i zdecydowanie bardziej podoba Ci się stan po marihuanie niż np. po alkoholu - tym bardziej powinien włączyć Ci się sygnał alarmowy! Może to oznaczać, że osobowość będącą doskonałą pożywką dla nałogu. Tak właśnie się zadziało w przypadku wielu narkomanów, którzy ćpają kompot, a zaczęli od ''niewinnej marysi''. Proponuję przeczytać też mity: ''Marihuana jest nieszkodliwa'' i ''Marihuana nie uzależnia''. trawa uspokaja Marihuana powoduje agresję Jesli mamy na myśli działanie THC na organizm - to jest to nieprawda. Marihuana spowalnia myślenie, wydłuża reakcje i raczej ''zamula'' niż pobudza. Zwłaszcza, gdy po ''trawkę'' siegają osoby o spokojnym temperamencie (a tak często jest - zwolennicy ''dziania sie'' wybierają raczej inne używki). THC bowiem zwykle poteguje wewnętrzny nastrój człowieka (choc bywa inaczej - nie jesteśmy w stanie przewidzieć do końca, jak zadziała na nas narkotyk kolejnym razem). Jednak bardzo często da się wśrod palaczy skuna zaobserwować zachowania agresywne. Dlaczego? Na pewno ma wpływ na to stan rozdrażnienia, jaki pojawia sie przy ''zejściu z fazy''. Pewnie nie bez znaczenia jest też fakt, że osoba paląca dużo przestaje sobie radzić ze stresem czy trudnymi emocjami i może wyładowywać je na otoczeniu. Zwykle objawy te ustępują wraz z kolejnym upaleniem się - i tak wpadamy w jeden z mechanizmów podtrzymujących nałóg.
-
Hmm... "Fahrenheit 9/11". Tam są zdjęcia, które pokazują mniej więcej, czym jest wojna. I sceny z Omaha to przy nich pikuś, który sobie oglądam na sniadanie, aby uatrakcyjnić spożywanie Corn Flakesów z mlekiem. Ale homeryckie porównanie .
-
Nie martw się, jestem rozgrzeszony. Akurat "Telefon" i "Daredevil" mnie ominęły szerokim łukiem swego czasu . Chodziło mi tylko o porównanie z "Aleksandrem" :roll: . Za to widziałem Farrella w "Wojnie Hurta" (jeżeli to był on , mam pamięć tylko do twarzy). Czuję szacunek do twórców tego filmu, bo bardzo subtelnie potraktowali tematykę żydowską z drugiej wojny światowej. Mianowicie jest tam, chyba wywierająca największe wrażenie, scena, gdy Colin jedzie pociągiem z innymi jeńcami do obozu. I tuż przed zamknięciem drzwi od wagonu patrzy przez chwilę na odjeżdżający pociąg wypchany do granic możliwości ludźmi, których część patrzy na niego przez małe zakratowane okienko. Zamarłem w tym momencie. Cieszę się, że autorzy filmu nie zapomnieli o tym i nie próbowali tego przedstawiać, bo wg mnie o tym się nie da nakręcić filmu. Niech sobie kręcą pasje i inne krwawe produkcje, ale w ten temat nikt nie będzie w stanie wniknąć. Ja nie porównuję Hero i Crouching tiger, hidden dragon. Wydaje mi się, że to są zupełnie dwa inne filmy, mówiące o kompletnie czymś innym. To, że walki mają podobny charakter, to nie jest jeszcze warunek możliwości porównania. Oba filmy cenię wysoko, bo ocieram się w nich o bardzo bogatą tradycję i kulturę, której nie rozumiem, ale która udziela mi trochę swojego piękna. Nasi się powinni uczyć i nie robić z Troi czy Śródziemia nieskiej rozrywki, pretekstu do pokazanie efektownych bitew i walk :? . "Sheyte" - Cassidy :twisted:
-
Szeregowiec? Scena na Omaha robi wrażenie (to ona wyznaczyła model robienia bitew w kinie na najbliższe lata i nie wiem, czy coś się zmieni w tym), ale ja wolę inne. Motyw z dzieckiem w mieścia francuskim i postrzał żołnierza. Walka Żyda z tym Niemcem. I rozmowy przed ostatnią walką - wspominki o bracie Ryana oraz słuchanie Edith Piath. Niewiele w tym filmie głębokich myśli, ale przyjemnie się ogląda. W sumie dobrze, że autorzy się ograniczyli w wkładaniu w usta bohaterów jakichś głębokich przemyśleń, bo raczej nie mieli zbyt dobrego pomysłu. Kwasy też były. Czytanie listu przez prezydenta i flaga amerykańska to momenty zgrzytu, które przerwały mi płynny odbiór filmu. Retrospekcja to to raczej nie jest. Jeżeli już, to przypadkowa i toporna w formie. Ogólnie warto film obejrzeć, bo ma piękne zdjęcia.
-
Jeysis, właśnie wróciłem z świetnego filmu. "Intermission" - absolutnie można iść w ciemno (no dobra jakieś dwie wyfiokowane babki wyszły w czasie seansu :roll: ). Dawno nie widziałem tak śmiesznego filmu. Każdy tam znajdzie dowcip dla siebie, a na motywie z Clannadem to omal z krzesła nie spadłem . Ale to nie tylko komedia. Sensacyjna, dynamiczna fabuła wypieszczona w najdrobniejszych szczegółach. Historia wydaje się króciótka, ale tak ją rozbudowali autorzy o wątki poboczne, że to wszystko ogląda się z przyjemnością. Kompletne zero nudy. Naplakacie było napisane: film w duchu "Pulp fiction". Kurczę, jest w tym duzo racji. Właśnie tu można zobaczyć takie zakręcenie rzeczywistością pozornie zwyczajną. I podobna do Tarantina żonglerka bohaterami i zdarzeniami. I ten irlandzki akcent . I w końcu widziałem porządną rolę Colina Farrela. To jest bohater, a nie jakiś tam mydłkowaty Aleksander . Pierwsza scena to świetny wstęp i zapowiedź reszty :twisted: . Dla niej choćby warto pójść do kina. A zresztą, co ja będę mówił. DO KIN!!!!!! "Bollicks" - Cassidy :twisted:
-
Che, che, jakbyś spróbował wjechać na Szrenicę, Śnieżkę lub Odrodzenie, to zrozumiałbyś. Ba, dziękowałbyś Bogu za najniższe przełożenia . Jazda na 1:1 i mozolna wspinaczka po kamulcach wymaga techniki, koncentracji i siły i to jest świetna rozrywka. Szczególnie kiedy za nastepnym zakrętem okazuje się, że to jeszcze nie szczyt :twisted: . Studiuję w Wawie, więc wiem, o czym mówisz . Ale ja się wychowałem na wzniesieniach. Raczej nie jestem długodystansowcem, chociaż się robiło wypady do Czech . Rower również traktuję jako praktyczny środek lokomocji. Dojeżdżam dzybciej do centrum mojego miasta od autobusu . Ale to dlatego, że staje na przystankach . Natomiast przy okazji względów praktycznych poprawiam formę no i pozostaje aspekt rozrywkowy. Mnie by nudziło ciągłe powtarzanie, czyli trenowanie, tych samych sekwencji. Na rower wsiadam i jadę gdzie chcę. To jest fantastyczny sport.
-
WD 40 używałem aż się nie skończył . A może to był XC 80 :? . Już mi się mylą . Za to teraz mam pieknie pieniącego się Gista. Ponoć bardzo popularny wśród kolarzy i tylko 14-18 zł . Pianka ładnie pokrywa części i potem wyparowuje zostawiając piękną, nasmarowaną powłokę. Ale nie wiem czy ma właściwości oczyszczające. Na pojemniku wszystko po włosku napisali . A co powiecie na markę Raven . To moje cudo . Raven XC Boxer, cokolwiek by to znaczyło . Piękna srebrnoczarna chromowa rama. 15 kg. Taki czołg wytrzyma wszystko . I bez amorków . Do tej pory wymieniłem jedynie korbę, bo się przekrzywiła. Ale gościu zrobił karpia, gdy zobaczył to wykrzywienie. Pytał mnie, co ja z tym robiłem . Opona z tyłu i obręcz. A reszta wciąż jakoś chodzi. Z przerzutek tylko linka raz bya poszarpana, ale tę się wymieniło. Jedyna, co mi nie pasuje to kaseta. Siedem zębatek, co daje kiepskie osiągi na najwyższej przerzutce i spore osiągi na najniższej . Główka 47 --> widzisz chłopie, rower to tak filozfia życia . Dobra, może powiem po ludzku . U mnie to było tak. Zastanawiałem się, jaki by tu sport uprawiać. Nie chciało mi się ćwiczyć techniki i trenować, jak na przykład do gry w tenisa, czy tam w pływaniu itp. A rower to genialna prostota. Wsiadasz i jedziesz. Dla każdego. Trudność polega na doborze trasy. I tutaj odpada rower na siłowni. Najlepsze w tym jest to, że ciało pracuje, a ty się przemieszczasz, czyli wartość rozrywkowa . Szczególnie dla mnie w górach .
-
Zależy co masz na myśli . W polskich Karkonoszach są dwa rodzaje równej drogi. Droga pozioma, bez nachyleń, i droga równa, bez kamieni, inaczej afaltówka . Jeżeli chodzi o tę drugą to najlepszy jest zjazd z Jakuszyc do Jeleniej Góry. zahaczasz o trasę, którą robili na Tour de Pologne w okolicy Szklarskiej Poreby. To jest jakieś 29 kilometrów gładziutkiej drogi. A przeważnie asfaltówki są pełne dziur. Najbardziej mnie śmieszyła jedna droga, którą dofinansowała UE. Dziur nie usunęli, tylko namalowali żółtą obwódkę . Tam trzeba uważać, bo zjazd ostry i jak się w taką dziurę (ale dziurę głęboką na jakieś pół metra) wrąbać, to na amen. A kompletnie płaskich to ci u nas mało. Ja mieszkam w Jeleniej, a to kotlina, zawsze się trafią podjazdy, no ale to się u nas preferuje . A tak to trasy rowerowe po piachu w górach. Świetna rzecz i wymaga techniki jazdy. Jeszcze nie spróbowałem wspinać się na Szrenicę (taka góra). Nie najwyższa (1300 + coś), ale coś czuję, że ona da wycisk. Ostry podjazd, ale to jeszcze spoko. Szkopuł w tym, że początkowe partie są wybrukowane wystającymi kamieniami :twisted: . Już się wakacji doczekać nie mogę . Jeżeli ktoś chce świetnie utrzymane trasy rowerowe, to polecam Czechy. Tam to mają drogi.
-
Mnie tam niewiele obchddziła rozpacz po papieżu, toteż telewizja nie pomyślała o takich jak ja, którzy nie rozpaczają i którzy nie chcą okazywać żalu po stracie Karola. Na szczęście Polsat darował ciągłe nawijanie papieżu i uraczył mnie "Tańcem w chmurach", "Syzyfowymi pracami", "Za wcześnie umierać" i "Co gryzie Gilberta Grape'a". I to bez reklam. Nawet lotto nie pokazywało losowania, tylko same wyniki. Po prostu czułem się jak pszczółkaw miodzie . Zero reklam i dobre filmy, bo komedii przecież nie pokażą. Chociaż wiecie, żałoba żałobą, ale dzieci wieczorynkę w dzień śmierci papież obejrzeć muszą . Toteż ja mogę wybaczyć Polsatowi rozbeczanego Lisa, bo go nie widziałem. A Polsat nie odmówił ludziom zwykłej rozrwyki, a ponieważ czas tego wymagał, więc zaoferowali wyjątkowo dozę dobrej rozrywki. Za to ile razy na jedynce pokazywał się pobeczany Durczok, to się zliczyć nie da .
-
Właśnie to jest klimatyczne, że zostajesz dzikusem. Społeczność prymitywna nadaje wielu przedmiotom mitologiczną wartość. Ubranko z 13 na plerach to był zaszczyt. Szczególnie pierwszy raz. Ja zacząłem od dwójki, więc cała przeszłość była osnuta mgiełką tajemnicy, starego rpzeszłego czasu. Wielkeigo bezimiennego bohatera. Zupełnie inne wrażenia niż gdybym zagrał w część pierwszą najpierw. A sergeant? Usmiałem się niepomiernie, gdy na mnie wrzeszczał. Sam mu się w łapy pchałem, żeby mnie zrugał. Niezły polew. Ja ostatnio nie jestem taki żadny krwi. intelygencja 10 i przegadam każdego kretyna. To już fetyszyzm. Jak nie mam yntelygencji 10, to zawsze biorę Smooth talkera aż dojdę do dziesiątki w rozmowach. Niektóre teksty są genialne. Dla mnie Fallout to the best RPG ever. Baldur to już nie to. Fallout to życie . Osioł, jak ty poznałeś, że sergeant to kobieta? Przecież był/a w Power Armor. Przyznaj się, Awernes .
-
Hamowanie na rowerze? Blokowanie u mnie zakzane. Szpan szpanem, choć tu nie zawsze. Taka popisówa . Ale ja muszę dbać o opony. W górach się nie przelewa. Opony szybko się zużywają na kamieniach. W górach używam najczęściej połączenia przedniego i tylnego hamulaca. Jak ognia unikam blokowania. Przy ostrym zjeździe na żwirze utrata kontroli gwarantowana. A na płaskim używam tylko przedniego. Dzięki temu oszczędzam tylny, a ten jest bardzo przydatny w górach. Szpan przed laskami :twisted: ? He, he, najlepszy szpan jest gdy mijasz dziewczyny przy wjeździe na Śnieżkę albo Odrodzenie (ponad 30 stopni nachylenia). Tu już wygląd się nie liczy (czerwona twarz z wysiłku a ciuchy kompletnie przemoczone od potu :? ). Hamowaniem też nie zaszpanujesz. Przyciąganie tak cię hamuje, że to ostatnia rzecz jakiej byś pragnął . Czasem jechać się nie da i trzeba wziąć rower na ramię. Też niezły szpan . 15 kilo? Normalka. Ja mam rower sprzed siedmiu-ośmiu lat. Wtedy to cudo kosztowało tysiączek. Amortyzatrów nie ma . Toteż po niejednym zjeździe z kamienistej górki mam objawy choroby operatorów młotów pneumatycznych :roll: .
-
Zmieniać to może nie, ale za to dopieścić . Chodzi mi o dział aktualności ze świata gier. Dla mnie przynajmniej jest to bardzo ciekawe jakie kwasy odchodzą w światku elektronicznej rozrwyki. Chciałbym, aby ten dział był poszerzony i notki informacyjne przerobione na trochę dłuższe artykuły. He, he, jeszcze trochę i w ogóle bym chciał byście się zamienili w Politykę . Po prostu to mnie ciekawi ostatnio najbardziej i miło być na bieżąco z tym co się dzieje w komputerowym świecie. Cieszę się z tego, co już mam, bo przynajmniej nie muszę szukać po internecie najświeższych informacji.
-
Rzeczywiście żałoba po Karolu Wojtyle zaczęła być dla mnie nieświeża. W Warszawie nie można nigdzie iść nie okazująć żalu po piapieżu. Ale Polsat to zupełnie inna stacja była. Świetne filmy i zero reklam :shock: . Nie to co jedynka, czy tam inne stacje. Nie uległ całkowicie tej histerii i robił swoje, jedynie zważając na klimat swojej roboty. Papież to największy Polak? Polemizowałbym .
-
Przy wchodzeniu na www.cdaction.pl/agora pojawia się niebieska stronka z informacją o chwilowym niedziałaniu forum. Natomiast właśnie piszę o tym tutaj . Linki z www.cdaction.pl też prowadzą do tej niebieskiej informacji. Przełączyłem się tutaj uruchamiając któryś z linków z informacji o ostatnim poście i uzytkownikach będących na forum. Informacja ta jest na www.cdaction.pl. O co chodzi? Tzn. w sumie to mogę i w ten sposób na około wchodzić na forum, ale ciekwość bierze . Jeżeli jest gdzieś informacja na ten temat, to proszę o odsyłacz.
-
Cardi, w sprawie twojej teorii krótkotrwałego boomu narkotykowego, to mógłbyś przytpczyć te argumenty? Bo ja jakoś ich nie zauważyłem przy czytaniu twich poprzednich postów. Mam inne poglady na polityke niż Rad. Różnica między prawicą i lewicą w traktowaniu jednstoki polega na stosunku do ich prawa samostanowienia. Lewica mwi, ze ty masz prawo decydować o sobie, dlatego ma tak liberalne poglądy, a raczej obietnice. Na SLD wielu ludzi się zawiodło, ponieważ obiecało legalizacje takiej choćby aborcji, a tu guzik. Czyli chodzi o to, ze człowiek ma prawo decydować o swoim życiu, a lewica chce mu dać to prawo, udostępniwszy pole wyboru. Natomiast prawica jest konserwatywna i ona modeluje prawego obywatela. Członek jej państwa ma określoną postać, musi iść za jej systemem wartości. Nie chodzi tu o pozostawienie słabej jednostki samej sobie. Tylko o danie jej wyboru. Ale oba stronnictwa pomagają jednostkom. Inaczej społeczeństwo by ich nie popierało. Państwo ma chornić słabszych. To nie jest prawo natury, tylko prawo zorganizowanej społeczności ludzkiej, konieczne w duchu współcześnie proklamowanego szacunku dla jednostki ludzkiej i jej prawa do życia godnego. Przykład Szwecji jest nietrafiony. Przecież tam dzieciaki mają prawo zaskarżyć rodziców za bicie ich. To się dopiero nazywa przywilej. Powtórze, nie chodzi o stwierdzenie, że jednostka potrafi o siebie zadbać, ale chodzi o pozostawienie jej wyboru w niektórych kwestiach. Polityki ciąg dalszy. Cardi twierdzi, że zdelegalizowane narkotyki i ochrona jednostek przed nimi samymi to ubezwłasnowolnienie. Zorganizowana społeczność ogromnej ilości ludzi, czyli państwo, wymaga mechanizmu, dzieki któremu bedzie mogło sprawnie funkcjonować. PAtologie się rodzą, to zrozumiałe. Ale są one elementami nieznaczącymi, tzn. niedezorganizującymi państwa. Nie będę tu dawał przykładu pedofilii do poglądów Cardiego, bo znowu wywoła się oburzenie . Pójdę czymś lżejszym. Ograniczenie prędkości w terenie na jakiejś drodze. Czyż to nie jest ubezwłasnowolnienie kierowcy? Czy nie lepiej znieść ograniczenie i dokładnie wyjasnić kierowcom na czym polegają konsekwencje szybkiej jazdy w danym miejscu? W ogóle przeprowadzić ogólnospołeczną kampanię. Po uczynieniu tego kierowcy świadomi konsekwencji na pewno nie naduszą lekko na gaz, bo się nie cierpliwią. No przepraszam, ale to jest obraz utopijny. Kogo obchodzą konsekwencje? Wyjaśnij takiemu, że jest zagrożenie, ale ten przecież ufa swoim rajdowym umiejetnościom i nic mu się stać nie może. Powiem tak: kontroluje przecież sytuację. Niestety tak to jest i rób co chcesz, to i tak będą się zdarzały wypadki. I tu nie można powiedzieć, że skoro wszyscy i tak przekraczają prędkość, to po co te zakazy. Przeprowadziłem wywiady środowiskowe i dowiedziałem się ciekawych rzeczy na temat trawki. Okazało się, że trwale uszkadza szare komórki. Oczywiście zapytałem się na jakiej podstawie tak uważa osoba z którą rozmawiałem. Ta osoba ma znajomego, który palił trawkę. Ale kiedyś dowiedział się o szkodliwych skutkach palenia. Więc sprawdził i rzeczywiście lekarze udowodnili, żę marihuana uszkadza szare komórki. Rzucił palenie, ale ma na studiach całkiem poważne trudności z uczeniem się i koncentracją. To a propos zdrowotnych skutków palenia trawki. Może i Rad mógłby poręczyć za swoich kumpli, ale nie wiadomo, co będzie później. Nałóg nie musi uderzać od razu. Wystarczy choćby najmniejsza forma regularności i już organizm się przyzwyczaja. Nie ma ludzi, którzy by brali całe życie i byli nieuzależnieni. Więc, Rad, niech twoi znajomi naprawdę uważają, bo igrają z ogniem. Hmm... to jest bez sensu. Naiwnością jest mysleć, że jak rząd socjaldemokratyczny, to już nie może być kapitalizmu. Jak ktoś jest socjaldemokratą to niekoniecznie z powodów poglądów na ekonomię i ustrój polityczny. Chodzi tu również o tym, o czym już pisałem, czyli stanowisko względem jednostki i jej praw w społeczeństwie. Naiwnością jest myslenie skrajnościami. Jak lewica, ludowy i in., to od razu won z kapitalizm. To tak nie idzie. Też dzielenie uzależnienia na etapy jest bzdurą. Jest to tak skomplikowana kwestia i tak niepodlegająca żadnym mechanizmom, że nie można nawet zakładać tu jakiegoś uogólnienia. Ludzie mogą być róznie uzależnieni od różnych narkotyków. Tu już odpowiedział RoZy. Rozpowszechnienie papierósów wśród młodzieży wynika z ich dostępności. Podobnie z narkotykami. Jeżeli każdy smark będzie mógł sobie kupić działkę w sklepie, to narkotyki będą w szerszym stopniu oddziaływać na społeczności młodych. Szczególnie, że coraz młodsi beda się mogli z nimi jawnie obnosić wszem wobec. Tu wracamy do kwestii, czy legalizować, czy nie. I to jest argument przeciw.Co do przestepczości. Skoro nie legalizujemy totalnie, czyli wchodzisz do sklepu i dwadzieścia deka hery proszę i dziesięć kokainy dla dzieci, to trzeba założyć ograniczenia i restrykcje. A tam, gdzie ograniczenia, tam z nich korzystają przestepcy i stąd pojawia się czarny rynek. Czyli przestępczość pozostanie i wciąż się będzie mogła rozwijać w tym biznesie. No chyba że legalizujemy wszystko jak leci w ilościach nieograniczonych. Ale takie wyjście jest utopią i głupotą. Ja sobie nawet go nie wyobrażam.
-
Jak dla mnie to robili z niego ikonę już przed śmiercią. Właśnie to mnie w tym wkurzało. Taki kult jednostki. I to niestety się nawet teraz odzywa. Co poradzić. Według mnie jednak Wojtyła sam potrafi się obronić przed taką sztuczną gębą, jeżeli ktoś się nad tym zastanowi. Też mówienie o nim jako o największym człowieku ever jest przesadzone. Wielu ludzi dokonało wielu rzeczy w różnych sytuacjach, które są często nieprównywalne. Jakoś nie zauważyłem na forum poruszenia po śmierci Jana Nowaka Jeziorańskiego. Tłumy nakręca atmosfera budowana przez media i masy. To jednak wpływa na człowieka i zmusza do refleksji. Mnie zaskoczyło, to jak to mimo mojego dystansu na mnie wpłynęło. Ale smutku nie czuję. Szacunek, bo i na niego zasługuje Waojtyła, jak wielu, wielu, wielu ludzi. Jeszcze przasadzone jest gadanie, że bez niego wciąż byłby komunizm. Ludzie, ja rozumiem, że niektórzy muszą odreagować, ale na litość, bez przesady :roll: . Chim, miałeś wrażenie, że tworzy się ikona? To sobie kilka ostatnich stron postów poczytaj. To jest właśnie to zjawisko, które wszyscy krytykują w mediach. PS. O narkotykach później .
-
A, skoro wszyscy rzucili się na wyznania, to ja też przejawię trochę ekshibicjonizmu. Do papieża byłem zawsze nastawiony antagonistycznie. Miałem naprawdę dość ciągłego gadania o nim. To już zakrawało o fantyzmi i słuszność miał Urban w swoim komentarzu "Przewoźne sado-maso". To było dla mnie chore, zdewociałe, fanatyczne. Byłem zalewany tak nieistotnymi informacjami o papieżu, że po prostu miałem go dosyć. Jednak śmierć wywołuje u człowieka oprócz innych uczuć także potrzebę podsumowania życia. Tak też było w przypadku papieża. I nie chodzi mi o podsumowanie, które non stop pokazywała jedynka i pewnie inne stacje. W tym podsumowaniu jego życia pozostawały ślady przedśmiertnego kultu jednostki i to mnie wciąż drażniło. Ale kiedy zastanowiłem się, co robił, co próbował robić, co głosił i w czym się upierał najsilniej, to dochodzę do wniosku, że żcyie tego człowieka jest dla mnie pełne. On nie miał wręcz prawa powiedzieć sobie przed śmiercią, że gdzieś się pomylił że czegoś żałuje. Oczywiście nie wiem, czy nie żałował np. tego, że nie lęzy teraz w swoim domu, ale nie o to tu chodzi. Chodzi o świadomość podjętej drogi życia i tego, jaką wartość to życie osiągnęło. Wtedy doszło do mnie, że ten jeden człowiek wygrał z tą gębą, którą mu doprawili katolicy, media i in. On wzniósł się nad tę powierzchowność i tu nie potrzebuję zapewniwń w Wiadomościach, że był wielki, święty, że zmienił świat etc. Wojtyła sam się potrafi obronić życiem, które prowadził. Smutku nie czuję. Lekki żal, ale to nie jest ten żal, kóry rysuje się na twarzach modlących się w kościele. Z Wojtyłą odszedł świat przeszłości. Ten mityczny świat (czytam akurat Władcę Pierścieni ), w którym ludzie walczyli o wolność, z którym, nie wiem, czy słusznie, kojarzą mi się jakieś hołubione wartości. Z tej przeszłości ostał się jedynie Wojtyła. Wałęsy, michniki i in., którzy jeszcze są, oni już dawno przystosowali się do współczesności. To już nie są te wartości, co kiedyś. A z Wojtyłą odeszło coś i coś się skończyło. Koniec był przepowiadany. W końcu Wojtyła nie był autorytetem w wielu sprawach przez ostatnich kilka lat. Coraz częściej jego apele były głosem wołajacego na puszczy. Ale to nie on się zmienił, tylko świat. Jeszcze wyrazistsza przez to dla mnie stała się piosenka Turnaua pt. "Cichosza". Wiele jest komentarzy przesadzonych na temat mediów. Ja ogłądałem jedynie Wiadomości i muszę przyznać, że panowie z tvp zachowali umiar. Skoncentrowali się na tym, co ważne. I myślę, że też przesadzone jest, żeniektórzy chcą zarobić. Wątpię. Przecież przy takim wydarzeniu nie można tego byo skwitować pięciominutowym materiałem przed pogodą. Ludzie, zastanówcie się. Szczególnie, że niektrzy proklamują kontemplację w swoim wnetrzu, w ciszy i spokoju, a potem nagle chcą, aby CD-Action manifestowało ten smutek i żal. Dżizus, ludzie są niemożliwi. Jeżeli was drażni ciągłe wspominanie teraz życia papieża, to wyłączcie telewizor. Niektórzy może potrzebują tej swoistej pamiątki, może to im pomaga w pocieszeniu. To długi post, więc już o narkotykach nie będę się szerzej wypowiadał (na razie :twisted: ). Tylko jedno, Pantera i kuuba (chyba) --> przeczytajcie kilka wcześniejszych stron z tej rozmowy, ponieważ czytając wasze posty mam deja vu i to nieprzyjemne. Podwane wasze pomysły były już dość szczegółowo omawiane. Poczytajcieargumenty za i przeciw i zastanówcie się, czy to, co napiszecie, będzie odkrywcze, czy nie.
-
Boże, czytam i uwierzyć nie mogę. Papież stał się dosłownie bożkiem katolików. To jak nic przypomina średniowieczny kult świętych, kiedy to Bóg odszedł na dalszy plan. Wielu egoistycznie pragnie, aby wciąż pozostał przy życiu, aby jeszcze trochę wytrzymał. Przecież to jest chore. Ten człowiek (nie papież!) odchodzi, bo nadszedł koniec jego czasu biologicznego. Ani on, ani lekarze już nic nie zrobią. Ten człowiek umiera ze starości. Zresztą są jawne tego objawy. Kolejne narządy ciała po prostu przestają pracować. Zaczęło się od zapalenia dróg moczowych, a najczęstszą przyczyną śmierci jest zatrzymanie pracy nerek i dochodzi do zatrucia organizmu. To nie jest kwestia woli, zdrowia czy czegoś innego. Nadszedł koniec, jak nadejdzie dla każdego z nas. A większość katolików mnie strasznie wkurza. Czepili się tego zakończonego już życia jak rzep psiego ogona. Nikt nie patrzy na to, że ten umierający człowiek, Karol Wojtyła, potrzebuje wyciszenia i wsparcia, a nie histerycznych modłów. Ponadto niewielu się zastanawia nad tym, ile ten człowiek dokonał w życiu. Ja mu zazdroszczę, bo czuję, że on się spełnił w życiu, nadał swemu istniniu wielkie znaczenie. Ludzie, człowiek ten to nie jest wasza własność. Pozwólcie mu odejść i nie róbcie cyrków. Jak dla mnie, to prasa włoska nie za bardzo się pomyliła. Sądzę, że w 2005 skończy się pontyfikat Karola Wojtyły. W Wiadomościach usłyszałem jedno rozsądne zdanie: "Ja nie modlę się za papieża, ale za Karola Wojtyłę, starego, umierającego człowieka". Moim zdaniem trzeba go pożegnać godnie i po ludzku. Bez zbędnej, banalnej i powierzchownej egzaltacji.
-
CDA a piractwo (nie, to nie to co myślicie...) ;)
temat odpisał none na deckard1 w Magazyn CD-Action
Ja tam popieram piractwo . Nie kupuję często gier, bo przez CD-Action juz mam taki zawał gier, że nie wiem, w co grać :roll: . Ponadto nie mam zbyt szerokiego pola zainteresowań. Teraz mam ochotę kupić jedynie GTA: SA (jak wyjdzie) oraz jakiś świetny RPG. Inne gry są może i fajne, ale nie powodują u mnie skoku ciśnienia i wciągnięcia. Wolę dobry film lub książkę, lub wypad na rowerze. Ale dzięki piratom jest spora konkurencja i mamy takie cuda jak "Extra Klasyka". Chlip :cry: , byłem wzruszony, gdy po latach w końcu kupiłem boskiego Starcrafta za 49 zł. A Freespace 2 za 20 zł mnie powalił. Darmowe Fallouty (dołączone do FT:BoS) to była prawdziwa cezura w moim życiu. No i jeszcze Baldur 1 z dodatkiem Opowiesci z Wybrzeża Mieczy za 69 zł. Dobra, może to dla was pecetowców są to nie najniższe ceny, ale ja na kompa się przerzuciłem z N64. A tam się człowiek cieszył, gdy wydał na grę tylko 199 zł . Ech... te czasy, miałem 11 gier o wartości 3300 zł. Toteż jedną grę się hołubiło i krzesało się z niej, ile się dało . Mogę się mylić, i piractwo nie ma wpływu na te niskie ceny. W takim razie piractwo nie ma dla mnie żadnego usprawiedliwienia. Ludzie kupują tanie gry, by mieć i tyle. Ale gra to nie chleb. Nie jest konieczna do życia, więc nie ma co się tłumaczyć, że za drogie. To tak samo, jakby kolekcjoner mercedesów kupował od złodziejów samochodów, tłumacząc to, że mercedesy są za drogie w legalnym handlu. To jest patologia, typowa dla natury ludzkiej. Acha, i proszę nie chrzanić o braku pieniędzy na nowe gry. Co za hipokryzja, skoro kupujecie nowe gry, to macie też sprzęt, który je pociągnie. A taki sprzęt jest wart kilka oryginałów. He, he, kolejne kryterium mojego dobierania gier. Wciąż mam rivęTNT 2 M 64 i 192 MB RAMu (SDR panowie ). Do tego dochodzi Duron 1 Ghz. Byłoby 1.2, ale moja płyta już go nie pociągnęła . Toteż patrzę na te half life'y 2, na te far crye i warhammery down of wary z przymrużeniem oka i ciągle powracam do Fallouta 2, mojej religii . Warunki zewnętrzne powodują u mnie zanikanie tej patologi chronicznego zbierania. Dżizus, już niewszystkie gry z CD-Action mi chodzą na kompie :roll: . EDIT: Ponadto taka gra kosztuje tyle, bo jest pracą wieeeeeelu ludzi. Jak wam się będzie nudziło, to sobie spójrzcie na credtitsy po zakończeniu. Ci ludzie, żyją dzięki forsie za tę grę. I tu niestety nie chodzi o okradanie graczy i wykorzystywanie ich pasji. Chodzi o zapłacenie dużej ilości osób ich pensji. -
Ha! no dobra, może mniejsze ha, ale zawsze . Nawiążę do wymarłej już dyskusji o nomentklaturze w świecie Tolkiena i jej tłumaczenia, które zawiera pewne przekłamania. Małe przypomnienie . Ja uważam, że włóczęga pasi lepiej niż obieżyświat (a już łazik to odpoada w przedbiegach w tej konkurencji), zaś reszta, że nie . Szczegóły na około 89-90 stronie. Moje najmocniejsze argumenty nikgo nie przekonały, więc w akcie desperacji postanowiłem, że zajrzę do źródła . A to znaczyło, że trzeba było wszystko zacząć od początku. Ech.. i chyba przeczytam całą trylogię. No ale odpowiedź na mój problem znalazłem już w pierwszym tomie. W Bree jeszcze nie było wypowiedzi, która by świadczyła, że obieżyświat powoduje sprzeczności i błędy leksykalne. Wszelkie określenia dotyczące tego przydomku Aragorna przekonywały mnie, ale wciąż brzmiały dwuznacznie. Wolałem jednak jasny i jednoznaczny fragment, który ukazywał, że strider było całkowicie pejoratywnym określeniem. Straciłem nadzieję i uznałem, że to juz kwestia interpretacji. Aż :twisted: Frodo wpadł do Rivendellu i tam wziął udział w naradzie. Boromir się żalił, że Gondor został zapomniany i niedocaniano go w walce przeciw Mordorowi. Twierdził, że Gondor był jedyną linią obrony przeciw Sauronowi. Koniec końców doszło do wypowiedzi Aragorna, który przedstawił sytuację w jakiej znajdują się inni, cisi strażnicy krain, eee... no właśnie Strażnicy . On ma rację. Gdyby mnie nazywali obieżyświatem, tobym po mordzie bił . Jeszcze do opinii Rada. Świat Tolkiena nie jest absolutnie czarno-biały. Na pozimie postaci i osobowości, to juz w małym Shire mamy do czynienia z niezłymi kwasami. Ale tu już nawet nie o to chodzi. Świat Tolkiena jest światem mitycznym, światem, który odchodzi. Tutaj najmniejsza cząstka tego świata wymyka się ograniczonej ocenie czarno-bieli. Tu w ogóle nawet nie można o czymś taki mówić. Istoty nie dzielą się tylko na złe i dobre. Patrz chociażby Stary Las. Tolkien nie chciał robić z Aragorna włóczęgę. On się włóczył, ale tylko w oczach prostych ludzi. Zresztą sam był ubrany w baaaardzo znoszone ciuchy. Patrz opisy Aragorna w Bree. A tak poza tematem. Kiedy czytam Tolkiena teraz i na świeżo porównuję z filmem, to mi się autentycznie chce płakać. Wszystko zostało tak hollywoodzko zbanalizowane, że czuję jedynie obrzydzenie do Jacksona .
-
Sheyte, jakby to powiedział pewien wampir. Nie było mnie pięć dni. Wracam, a tu proszę . No dobra, nie będę rozdrapywał starych ran. A swędziaaaały, uuuuuu, aż się grzałem :twisted: . Ech... zacytuję jedynie ojca fantasy, ponieważ on świetnie sformułował to, co mi ciężko było przykonywająco powiedzieć. Więcej nie drążę tematu.
-
Dobra, wróciłem właśnie ze strefy tepsy :twisted: . Jestem zmęczony, ale coś tam wysmażę. Oczywiście popieram RoZy'ego (to powyżej). I tak samo z jego przykładami. Ja to odczytałem nie jako porównanie, ale jako przykład podpadający pod zasady, którymi kierował się Cardi. Ale ja o czym innym. Branie z głową - coś takiego nie istnieje. Nigdy nie byłem na terapii grupowej dla alkoholików, ale widziałem ich od groma na filmach. No, któryś musiał mówić prawdę . Tak czy siak, od czego się zaczyna występ na terapii grupowej??? "Mam na imię XXX i jestem alkoholikiem". To jest fundamentalny zwrot. Każdy alkoholik na takiej terapii musi to sobie powtarzać, musi to sobie ciągle ryć na móżgu, aby być ciągle świadomym. A dlaczego? To proste, człowiek broni się przed tą chorobą, boi się jej. Ona oznacza pewną słabość, utratę kontroli nad swoim zyciem. Zawsze alkoholik zaczyna od mówienie, że on to by mógł przestać, kiedyby mu się tylko zachciało. Bo on pije z głową, a nie jak ci kretyni. Oczywistość, że tak samo byłoby z narkomanami, rzuca się w oczy. Przynajmniej mnie. Dozwolić dla piętnastolatków i szesnastolatków. Obniżacie poprzeczkę, bo nie chcecie, aby młodzież patrzyła na starszych i widziała w narkotykach coś trendy (ponoć teraz trendy jest obciachem, weszło jakieś "edżi" ; nie wiem jak to się pisze). Ale teraz młodzież w przedziale 13-14 lat będzie miała styczność ze starszymi, którym wolno brać i to jest fajne, bo starsi tak mogą. No cóż, efekt będzie taki, że coraz młodsi ludzie będą mieli styczność z tą trendowością i będą chcieli spróbować. I tak coraz młodsi zaczną się bardziej interesować narkotykami. To co? Mamy dalej obniżać poprzeczkę? Efekt będzie taki sam, tylko bedzie dotyczył coraz młodszych ludzi, dzieci. Mam wątpliwości co do tych zdrowotnych właściwości maryśki. Are you sure ?
-
Jestem idealistą. Każdy z nas jest, tzn. w pewnym rozumieniu, bo znaczeń jest wiele. Tak nap[rawdę to jestem materialistą :twisted: . Ale nie będę teraz tłumaczył. Przecież musimy mieć typ idealny, aby wiedzieć, do jakiego celu dążyć. Wiem, że tego celu nie da sie osignąć, bo abstrakcyjny idealny cel nie może funkcjonować w życiu człowieka, który oprócz rozumu ma jeszcze instynkty i emocje. Ale musimy wiedzieć, co jest słuszne i musimy do tego zdążać. Nie osiągniemy, ale przynajmniej się przybliżymy. I państwo bez kary śmierci wcale nie jest bytem idealnym. Patrz Polska . Jak już napisałem, oko za oko, ząb za ząb, to nie sprawiedliwość, ale zwykłe kupczenie podbite żądzą zemsty. Nie widzę związku między drugim policzkiem a sprawą wprowadzenia kary śmierci. EDIT Acha, zapomniałem. Wiem, że brak kary śmierci w państwie, które leci na wojnę jest hipokryzją. Rozwiązanie jest proste. Nie pchać się na wojnie. Jestem pacyfistą. Wojna tylko w obronie, raczej siebie, ale sytuacje mogą być różne. Ja bym tam w ogóle wojsko rozwiązał, a już na pewno zrobił z niego zawodówkę.
