none
Forumowicze-
Zawartość
383 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez none
-
Kin'lerciu (Kin'lero brzmi zbyt pompatycznie ), innych opowiadań niż o Geralcie Sapkowskiego to ja nie znam . Sapkowski napsał Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini, ponoć przegląd literatury fantasy i próba wyodrębnienia kanonu. Ponadto jeszecze coś o legendach Arturiańskich, ale tego nie czytałem. Jednak ja ci radzę zacząć od klasyki Sapkowskiego, czyli sagi o wiedźminie. Wstępem do tej serii są dwa zbiorki opowiadań: "Miecz przeznaczenia" i "Ostatnie życzenie". Zacznij od ostatniego życzenia. Są to króciusieńkie, ciekawe, dynamiczne i lekkie opowiadanka. Część ma niezależną treść, część się łączy z sagą. A potem możesz śmiało wejść w te pięć pięknych tomów. Nie jest to Włdaca Pierścieni, nie jest to Anna Brzezińska, ale naprawdę kawał dobrej prozy. Świetny dowcip, świetne przedstawienie świata, niebanalne myśli. A potem możesz "Narrenturm" i "Boży bojownicy" no i część trzecia tejże serii, która wyjdzie... yyyy.... nie teraz. Nie wiem, czy o to ci chodziło, ale tak czy siak służyłem w dobrej intencji . NEC: -1
-
Końcówka jest też komiczna z innych względów. No bo co to za wyjście do następnych części, kiedy jeden alienik, biedny, mały, budzi się na statku wypełnionym przez predatorów z dostępnem do wszelakiej broni???? Wynik tego starcia raczej jest przewidywalny. Boki zrywałem na tym filmie. Qba---> bardzo dotykające przesłanie. Szczególnie, gdy biczowali Dżizusa od przodu. Ble... nawet nie chcę wiedzieć, jakie to uczucie, gdy to przesłanie pocięło mu sutki, brrrrrrr...
-
Komunizm --> w sumie to rzeczywiście zwał jak zwał. Mógłbym ten system nazwać workiem zimniaków, ale jednak nomenkltura ma niejaką wartość. Wyraźne pojęcia czynią dyskusje jaśniejszymi. A kiedy powiedziałeś, że komunizm to wypaczenie, to od razu u mnie sie uruchomił system obronny, bo w końcu komunizm to taki raj na ziemi. Ma swoje wady i zalety. Wadą jest chyba głównie utopijność, ale kto tam go wie. Hmmm... pewnie żart, ale wolę nie ryzykować. Typowe polskie podwójne przeczenie. Nikogo nie lubię, czyli lubię każdego . Bleh, znowu kara śmierci. Juz tak się o niej wypowidałem, ze juz sił nie mam. O szerszą moją opinię polecam topic o filozofii przed tematem miłości i coś tam o wolnej woli i możliwym rozwoju takich amych jednostek ludzkich . Tortury? Jak w śreniwoieczu? Nie ma to jak progres. Skoro odmawiasz prawa człowieka dla więźnia, to czemu sam znich korzystasz?? Widzisz, mordercę się więzi (odebrane naturalne prwao do wolności), to po co zabijać??? Ja tam kary śmierci nie popieram. To nie prawo, to nie morlaność, to czysta zemsta i działanie całkowicie emocjonalne. Ciepłe łóżeczka??? Hmm bardzo ciepłe, szczególnie z osmioma/sześcioma kumplami w celi czteroosobowej. Traktuję to w myśl mojej teorii o łatwej ucieczce od problemu. Ale włąsciwym rozwiązaniem będzie reforma organu prawa i wprowadzenie pracy dla więźniów. Oczywiście posłowie t olewają i wolą się zajmować tym, że Kowalski kiedyś uścisnął rękę jakiemuś TW albo tym, że Kwaśniewski jedzie do Moskwy itp. inne bzdury. Jeżeli sejmu nie stać na ulepszenie prawa ani wprowadzenia robót dla więźniów (co by się opłacało), to niech przynajmniej przemyślą kwestię prywatnych więzień, których mieszkańcy sami by na siebie pracowali. Nie zabijajmy ludzi, dajmy im szansę rehabilitacji albo przynajmniej życie. Nie zamieniajmy się w takich jak oni. A tortury to wyjątkowo tępy pomysł. Czyli tu się zgadzam z Kin'lerą. A co będzie, jeżeli ktoś się pomyli???? Na dwa tysiące wyroków w USA, trzydziesci pięć były błednie wydanych i zamordowano niewinne osoby. RoZy --> NEC to liczba kolejnych postów, w których nie było żadnej emoczcionki, np. . Chim też to złapał .
-
Najwyraźniej dewota . Szansa zajścia w ciążę to ok. 30-40 %. Czy jakoś tak. Baaaardo dawno patrzyłem na te dane. Hmmm... cykl miesiączkowy to wielka tajemnica i temat tabu dla mężczyzn . Wiem jedno, cykl się zakłóca gdy kobieta podróżuje, choruje, stresuje, gdy się pogoda zmienia, gdy coś tam... Ale odwołuję się do ekspertów. Czyli jesteś za aborcją w przypadku zagrożenia życia??? I tylko wtedy?? No tu chyba raczej byłeś jasny. A czy temat zamknięty? Kto jak uważa. Na razie to przejawiasz talent do nieprzemyślanych osądów i dosyć pochopnych, i radykalnych. Ja od ciebie tego nie wywmagam i to nie jest tematem tej dyskusji. Tematem jest to, czy kobieta ma prawo zadecydowania o usunięciu ciąży czy nie. Zanieczyszczenia może nie cechują się ilością, ale za to jakością przewyższają inne. Rad --> ja też w sumie nie wiem, co należy robić i w sumie w tym temacie wyłączam uczucia, bo one się ukształtują pod wpływem konkretnej sytuacji. Ale zastanów się, czy w sytuacji ekstremalnej albo po prostu, gdy konieczna jest alternatywa, dajesz możliwość matce do wyboru, czy odmawiasz jej tej możliwości. Moim zdaniem ten temat nie dotyczy ustalenia, czy aborcja to zło czy nie. Opinie każdy wyraża, ew. broni się przed atakami. Ale przekonanie innych w tej kwestii nie było celem (przynajmniej moim).
-
Wiesz, tutaj to co ja w końcu wiem? Przecież nie zapytam się takiego dzieciak, co to "gaga" mówi, czy postrzega siebie jako niezależny od świata podmiot . Idę Schopenhauerem. Pies i w ogóle zwierzęta nie mają pamięci (i świdomości). Sa nastawione na odbiór teraźniejszy. Dlatego jak uderzysz psa, to on ci tego nie nie zapomni . Podejrzewam, że tak samo z dzieckiem. W końcu mózg się jeszce rozwija. I tak od pewnego momentu zaczynamy coś pamiętać. Pewnie to wtedy już postrzegamy świat z naszego wnętrza i w ogóle. Ale nawet wtedy chyba taki dzieciak nie wie o swojej świadomości. Tzn. raczej nie pyta się: kima jestem? i udowadnia sobie, że dubito, ergo cogito, ergo sum (watpię, więc myślę, więc jestem). Mózg raczej nie ma jeszcze możliwości tak abstrakcyjnego myślenia. Hmm... ale to moje zdanie. Nie mam je czym udowodnić. Strach u zwierząt jest instynktowny, taksamo jak u ludzi najpewniej. Ból odczuwa oczywiście każde żywe stworzenie z zakończeniami nerwowymi. Wcale nie bzdura. Tego mnie uczyli na biologii . W pierwszym stadium rozwoju motylek też jest żarłoczną gąsienicą. To raczej nie pasożyt, bo nie żeruje na innym organizmie, ale potem jego rola się zmienia. Tak samo z dzieckiem. Pasożyty nie mogą żyć bez organizmu, na którym żerują. Czy słodki ciężar może żyć bez karmiącej mamusi??? Dziecko całkowicie jest zalezne od kobiety i zyje tylko i wyłącznie dzięki temu, że ona żyje i przedłuża swoje życie, które jest trochę ograniczone przez dodatkową buziuchnę do wyżywienia. To oczywiście się zmienia po narodzinach (chociaż w sumie ), ale tak samo gąsienica się przepoczwarza, czy co tam one robią. EDIT: Nie przemawia przez ciebie mądrość. Nie słuchajcie zazdrośników, oni nie chcą znać prawdy, choćby była najoczywistsza . Acha, żeby to ustalić wreszcie - none (małą literą , chyba że chcecie wyrazić swój nieograniczony szacunek dla mnie ) i odmiana: none, nonego, nonemu, nonego, (z) nonem, (o) nonem, (o ty mój ) none.
-
Uwierz mi, powstrzymywałem się . Tam były nielepsze rzeczy niż biczowanie. Ja się w ogóle staram zachowywać cicho w kinie. Ale czasami tego się nie da. Zresztą ja nie ryknąłem śmiechem, tylko mi się tak dźwięk jakoś wymsknął. Hrm, yhrm, uhr, ehr... masz na myśli "Hrabiego Monte Christo"? Z Chaviezelem pewnie. W porównaniu z książką... no cóż pustawe widowisko, ale bardzo efektowne. Za to hrabia jest... hm... oryginalna jego zemsta była znacznie, znacznie cool . Za to lepszą ekranizacją i wierniejszą książce jest czteroodcinkowy serial z Gerardem Depardieum. Tu lepiej i oddaje mniej więcej klimat, ale sama książka wymiata i film z Chaviezelem nie dorasta jej do pięt.
-
Byłem na spotkaniu z Markiem Edelmanem i muszę powiedzieć, że zrobił na mnie ten człowiek niewiarygodne wrażenie. Na pytanie o to, czym jest życie, powiedział co prawda "a bo ja wiem". Ale on tak naprawdę nauczał mnie na tym spotkaniu o życiu. Wiele moich poglądów potwierdził, ale znacznie, znacznie więcej pokazał mi w temacie życia dróg, problemów i rozwiązań. Tego czlowieka naprawdę warto słuchać. No i wzmocnił mnie w aktualnej dyskusji . Ale na razie sprawy drobniejsze. Komunizm --> Komunizm nie jest żadnym wypaczeniem. Tak naprawdę to byśmy chcieli tak żyć, jak powiada idea komunizmu. Tylko, co jest nie tak? Otóż to, że ktoś tę filozofię próbował wprowadzić w życie, co jest szaleństwem. Niestety Lenin i Stalin zrobili z komunizmu sieczkę i to dopiero było wypaczenie. Następnie PRL to był socjalizm. Komunizmu nie ma, jeżeli są choćby państwa, ponieważ tych komunizm właśnie nie chce. Czyli to socjalizm nam bruździł przez te wszystkie lata, a raczej wypaczone lzasady polityków oparte na idei socjalizmu. Nastepnie po Stalinie stalinizmu bynajmniej nie było i to jest fakt niezaprzeczalny. Stalina po swojej śmierci został ostro skrytykowany i od tej pory była idea prowadzenie komunizmu z ludzką twarzą. Chyba w jugosławii się zaczęło, ale tu nie pamiętam dokładnie. Następnie tylko krowa nie zmienia poglądow. Jeżeli jesteś taki krytyczny, Smutny Wedrowcze (wiem, że to brzmi pompatycznie, ale taka jest forma wołacza ), to bądź też krytyczny w stosunku do siebie. Krytykujesz ludzi nie za ich poglądy, a za ich przeszłość, co jest oczywiście ograniczeniem. Chcesz się rozprawić z przeszłością, ale sęk w tym, że takie grzebanie się w brudach spowalnia rozwój kraju. Spójrz jak listy kretynów z różnych gazet paraliżowały działane sejmu, który sam paraliżuje się zwalczaniem w sumie samego siebie. A wszystko zwalono na chrzanienie o grubej kresce. Boże święty, dajcie se siana. Straconej forsy nie odzyskamy, to może się skoncentrujmy na robieniu nowej. Następnie Urban był rzecznikiem rządu, a wczesniej był w opozycji. Poglądy, które teraz prezentuje (mimo wulgraności, czym pewnie chce wyrazić swoją niezależność - błąd moim zdaniem, wystarczą poglądy) są baaaardzo neutralne i chłopak mówi cystą prawdę. Wszyscy na niego psioczą tylko dlatego, że nie mogą mu kłamstwa zarzucić :twisted:. Ja tam nie czuję sie okradziony przez PRL, tylko czuję sie okradany i olewany przez aktualny, demokratyczny bądź co bądź, rząd. To pierwszy drobiazg . Kalendarzyk --> Che, che, RoZy wyjaśnił Maverickowi kwestie techniczne, za to Kin'lera dała czadu jak prawdziwa kobieta . Ach ta pobłażliwość . Ojciec --> zgadzam się wpełni w tej kwestii. Cały czas miałem go w domyśle. Ale koncentrowałem się na tym, że to kobieta ma decyzję ostateczną. Oczywiście to mój pogląd, bo w końcu jak mam was przekonać w waszym poczuciu moralności. Zastanwiam się, co ja bym zrobił na miejscu ojca. Zkaładam, że na dziecko się zdecyduję, kiedy mnie na to stać i kiedy będę się w stanie nim zająć. Ale życie jest pełne niespodzianek. Jeżeli mi się nie będzie przelewać, a żóna/dziewczyna zajdzie w ciążę, to wtedy to będzie długa rozmowa. Ja wyrażę swoją opinię, ale bynajmniej nie mam zamiaru w żaden sposób szantażować emocjoanlnie, czy inaczej zmuszać, jej do aborcji. W pełni uszanuję jej zdanie i będę w pełni gotów ją wesprzeć. Natomiast, gdyby moja ż./dz. umrze, gdy powije dziecko, wtedy gorąco będę ją namawiał do aborcji. Ale w takim wypadku i tak uszanuję jej decyzję. Tylko w sumie to na razie gdybani, bo nie wiem, co ja tam będę czuł. Jest to sprawa (po raz n-ty) indywidualna. No i oczywiście popieram, żeby kobieta się konsultowała za każdym, z kim uzna za stosowne to zrobić. Na pewno z doświadczonym lekarzem. Świadomość u dziecka. --> jak dla mnie to świadomość pojawia się w momencie, gdy pojawia się pamięć. Jakoś wtedy, a kiedy to się dzieje, to ja nie wiem. Słuchać i odczuwać ból to może każde zwierzę. Aborcja--> to nie jest hop siup. Praktycznie to dla mnie ostateczność. Działanie w sytuacji podbramkowej. Wybranie między życiem matki i dziecka bywa koniecznością i wtedy człowiek musi podjąć decyzję zgodnie ze swom sumieniem, moralnością itp. Ustawa --> To już Edelman mi dziś powiedział. Tego typu kwestie nie moga być określone przez prawa i ustawy. Jest po pierwsze kwestia szczegółowa nie podlegająca uogólnieniu. Sprawa życia i śmierci. Następnie jest to sprawa indywidualna i należy absolutnie do właściciela życia. Kin'lera --> ja tam byłem pasożytem i to totalnym. Moje narodziny to była cesarka, zaś po nich moja mama ledwo wyszła z bardzo ciężkiej gorączki. Ale naprawdę w kwestii natury, biologii itp. płód to pasożyt. Wystarczy się zastanowić. Wszystko, co kobieta je wpierw idzie do dziecka. Jak ten się naje, to wtedy dopiera mamusia się może pożywić. Itp., itd. To nie jest symbioza . Tak jest u każdego stworzenia. No bo przecież takie dziecko nie wyrośnie z niczego, coś musi przestać istnieć, czyli krążenie życia. Dobra, nie wiem, czy powiedziałem wszystko, co chciałem, no ale dobra tam .
-
O, jak się cieszę, że się wypowiedziała przynajmniej jedna pani. To w końcu kobiety mają tu najwięcej do powiedzenia i w końcu ich zdanie się najbardziej, o ile nie jedynie, liczy. Ale wpierw inny trochę temat. Słucham? Sorry, ale tu nie masz racji. Urban jest jednym w zniewielu ludzi z prasy, którego gazeta stoi na naprawdę nieutralnym terenie i potrafi przypiec każdemu, a także poprzeć każdego. To w Nie był artykuł o Radiu Maryja, który starał się ukazać przesadzone opinie na temat rozgłośni Rydzyka. Urban jest wykształocnym i to naprawdę nieźle człowiekiem. Porównywanie go do Leppera jest całkowicie nietrafione. Ty chyba wciąż mnie nie kumasz. Zresztą część innych też. Nie chodzi mi o to, żeby sobie panienka szła z wielkim brzuchem i robia aborcję, bo jej ciężko zakupy nieść. Twoje zapatrzenie na kwestię jest trohcę ograniczone. Mnie chodzi o udostępnienie tego zabiegu kobietom, które tego naprawdę potrzebują. Abrocja to nie rozrywka, nie robi się jej u kosmetyczki. Ona dobrze na organizm na pewno nie oddziałuje. Ale bywa konieczna. W sytuacji, gdy jest zagrożone życie matki. Gdy dzicko urodzi się z bardzo poważną wadą. Albo, że matka ma sześcioro dzieci i trzysta zł zasiłku. Za dzieci dostaje dodatkowe sto pięćdziesiąt zł. To oczywiście nie są absolutnie konieczne powody. Ale moim zdaniem (sic), w tym momencie ma matka i tylko ona prawo decydowania, czy jest w stanie to dziecko wychować, czy nie. Czy chce poświęcać życie dla dziecka, czy woli zachować swoje. To jest decyzja indywidualna całkowicie i rżne kobiety na to różnie moga reagować. Ale decyzja jest zawsze tylko i wyłącznie przywilejem kobiety. Aborcja to nie jest hop siup i po sprawie. Aborcja to ostateczność. Często niestety jest podejmowana bez zgody kobiety. Np. rodzice, którzy każą swojej córce iść do lekarza. I inne przypadki. Dobra, pęknięcie gumki jest gorszym przykładem od propagowanego przez Kościół kalendarzyka, którego "skuteczność" powinna być powszechnie znana, ale niestety tak nie jest. I taka młoda przyszła mamusia może się bardzo zdziwić. Dobra, tym mnie nawet przekonałeś. Choć uważam, że ta pierwsza interpretacja jest również możliwa, ale kto to udowodni? Ja mówię o początkowym stadium rozwoju płodu. Ech... pewnie posługuję się złym nazewnictwem i to pewnie się nazywa zarodek. Tak czy siak ja niw mówię o aborcji na dziewięciomiesięcznym płodzie na tuż przed narodzinami. Aż takim liberałem nie jestem. Chodzi mi o etap, kiedy to jeszcze jest dopuszczalne. Bo aborcja, tak samo jak DZIECKO, jest WAŻNYM wydarzeniem i nie można sie nagle rozmyślić w czasie ciąży. Decyzja jest ważna i powinna być podjęta na początku, JEŻELI w ogóle zaistnieje taka konieczność. Popieram, ale dokładam możliwość uznania innych POWAŻNYCH konsekwencji powicia dziecka. A cały tekst całkowicie mnie przekonuje do tego, że decyzja należy do kobiety i jest całkowicie indywidualna. I lekarze mają obowiązek przeprowadzić zabieg w higienicznym środowisku przez specjalistę. Jak już wspominałem - usunięcie ciąży tak samo jak oddanie dziecka do domu dziecka wpływa w bardzo poważny sposób na psychikę kobiety. Ja tego wpływu zrozumieć nie potrafię. I dlatego uważam, że takie porównanie nie jest argumentem w tej dyskusji. Nikt nie mówił, że aborcja jest dobra bo zdrowa. Bzdura. Wg mnie jest ona ostatecznością. To nie jest tak, że aborcja to jak kupienie batonika w kiosku. Bardzo poważny zabieg, bardzo poważna decyzja. Alternatywa często bywa konieczna do rozpatrzenia w pewnych sytuacjach. Ale ileż to razy się nie zdarza, że matki idą za głosem serca i poświęcają się zupełnie dla dziecka. Ale kobiety, które chcą np. żyć, mają prawo podjęcia tej decyzji. Dobra, to długi post, więc sorry za ewentualny bełkot. O literówkach nie wspominam. Jak coś jest niejasne, to proszę pytać.
-
Dobra, najważniejszą treść tego postu umieszczę na początku. Je nie twierdzę, żeby udostępnić każdemu aborcję i nie apeluję do przyszłych matek, żeby stały w kilometrowych kolejkach do lekarza i żeby lekarze dokonywali abrocji masowo. Jest to bardzo trudny krok i zawsze pozostaje po nim ślad w psychice kobiety. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie (nigdy kobietą nie byłem, a już na pewno nie usuwałem własnej ciąży). Toteż ja nie chcę nikogog przekonać do tego, że aborcja jest świetna, że to genialny pomysł itd. Ja chcę tylko, żeby kobieta miała prawo do tego zabiegu w sytuacji wyjątkowej, no ogólnie, kiedy uzna to za sotsowne. Nie chcę, by kobietom odbierano to prawo. O to mi chodzi. Nie twierdzę, że abrocja to coś dobrego czy złego. Nie mam w sumie do tego prawa. Aborcję traktuję jako konieczność czy raczej wybór dokonany przez matkę, bo to ona tu ma prawo decydować. A ponieważ w Polsce tego prawa kobiety nie mają, to to mnie wkurza. A potem czytam, jak niektóre w akcie desperacji wstrzykują sobie pyn do mycia podług w brzuch... Maverick U. --> Twierdzisz, że aborcja to bardzo silny szok dla kobiety. Zgadzam się w pełni. To nie jest tak, że pani sobie idzie usunąć dziecko i heja. Uczucia macierzyńskie budują się od samego początku i bardzo silnie wpływają na kobietę. Często oczywista przyczyna usunięcia ciąży nie jest w stanie usunąć tego smutku i poczucia straty. Wydaje mi się, że sytuacja jest inna w przypadku chęci ratowania swojego życia, choć to pewnie kwestia indywidualna. Czyli aborcja jest czymś nienaturalnym i oddziałuje na psychikę kobiety - tu się zgadzam. Ale czy to nie jest tak, że oddanie urodzonego dziecka (a jakiego innego? Co za bzdury ) do adopcji jest większym szokiem, niż usunięcię dopiero rozwijającego się płodu? Często unika się jak ognia kontaktu matki z dzieckiem, bo nić wtedy nawiązana jest bradzo, bardzo silna. Więc nie wmawiaj mi, że aborcja jest zła bo oddziałuje na psychikę kobiety, Oddanie komuś labo i nikomu, zostawienie samego, dziecka, które się nosiło i poświęcało mu swoje życie przez dziewięć miesięcy jest chyba jeszcze trudniejsze niż przeprowadzenie zabiegu. To nie jest argument w tym wypadku. To też nie jest argument, bo taka szansa istnieje. Patrz przykład z pękniętą gumą. Ty chyba sobie nie zdajesz sprawy z tego, jak wygląda życia człowieka w wdomu dziecka. Nie każdy znajduje rodzinę zastępczą. Psychika takich ludzi jest nienaturalnie wykształcona, bo nie wychowywali się w rodzinie. Tacy ludzie cierpią katusze. Sa całkowicie samotni i opuszceni. Już nie mówiąc o tym, że przemoc w domach dziecka i wykorzystywanie seksualne młodszych wychowanków przez starszych jest spotykane. Dom dziecka powienen być absolutną koniecznością a nie śmietnikiem, do którego można wyrzucić małe dziecko. Grupa komórek nie może odczuwać, nie ma świadomości, nawet serce jej nie bije. Bronienie się jest naturalny odruchem uwarunkowanym dla ochorny płodu, a nie wyrazem jego woli. To chyba jest jasne. Ponadto technologia klonowania daje możliwość hodowania organów wewnętrznych do przeszczepu z odpowiednio ukierunkowanej rozwojowo zapłodnionej komórki jajowej. No chyba że się mylę. Takie jest moje zapatrywanie. Nie przeczytałeś najwyraźniej mojego wcześniejszego postu. Więc powtórzę. Kochany Kościół zapomina w rozmowach o aborcji o twórcy doktryny katolickiej, św. Tomaszu z Akwinu. Wg niego człowiek powstaje w momencie porodu, kiedy to ponoć dotyka go, czy staje przy nim, anioł. Powtórzę, jezeli uważasz płód za istotę czy tam przyszłą istotę i ma ona za wszelką cenę prawo do życia, to proszę ciebie bardzo. To jest sprawa indywidualna, dlatego kobieta powinna mieć mozliwość podjęcia w tym wypadku decyzji. A tę możliwość, innymi słowy wolność, odbiera jej Kościół ------ I TO mi się nie podoba (a nie to, w jaki sposób traktujesz płód czy tam zbiór komórek ).
-
Ale to i tak nic. Poczytaj sobie "Kazania dominikańskie :twisted:. Pasja przy tym wysiada. Tekst z XV wieku (chyba) a bardziej szokujący niż niejeden współczesny horror. Jason też był śmieszny. Najpiękniejsza scena była w "Jasonie X". Jaką wtedy zdziwioną minę strzelił, kiedy zobaczył, co z nim zrobiła ta babka-cyborg. W tych oczach wyraził wszystko. Aktor powinien dostać Oskara. Mnie się ta aktorka podobała. Aż się dziwiłem Jackowi. Choć rzeczywiście zachowywała się w sposób irytujący. Akurat tak, żeby najbardziej wkurzyć Nicholsona. Sadzę, że to nie hotel tylko kobieta tak mu przewróciła w głowie. Moim zdaniem to rozpaczliwa, nieudolna próba przestraszenia. Ale w końcu dochodzi do tego, że się boimy tego, że zobaczymy te wypływające wnętrzności, i chyba na tym to polega. A dla mnie dobry horror (oprócz świetnej realizacji) to taki, który oprócz gore ma otoczkę fabularną niezłą i nie zajmuje się tylko mięchem i uciekającymi przed tym mięchem dziewicami. Patrz "Coś".
-
Zapomnij . Czytałem wywiad z paroma kolesiami od Fallouta i był tam też ten, co pracował nad PT. Więc jeden się zapytał tego, co z ew. PT 2. Ten powiedział, że PT to wspaniała gra, ale niewiarygodna mordęga i w życiu nawet nie był tak szalony, aby myśleć o PT 2 .
-
O aborcji wypowiedziałem się dokładnie jeszcze na tej stronie - odsyłam. Powtórzę jednak. A nie mówmy o gwałcie. To nie jest skrajna sytuacja. Co jeżeli zagrożone jest życie matki??? Moim zdaniem, to kobieta powinna decydować, czy powije dziecko, czy nie. O doktrynie Kościoła i jej lekkiej sprzeczności wypowiedziałem się wyżej. Ale takie gadanie, że ten ktoś mógł dorosnąć itp. jest bezsensu. Idąc tą zasadą można od razu zakazać antykoncepcji, bo przecież tylu ludziom nie daje się szansy zyć. Kościół to by chciał, abyśmy się rozmnażali, jak króliki, i bynajmniej nie dbać o konsekwencje. Dziecko to jest bardzo poważna odpowiedzialność i ludzie, którzy zaliczą wpadkę, a wiedzą i są przekonani, że nie są gotowi na taką odpowiedzialność, mają moim zdaniem prawo przerwanie rozwoju płodu. Bo to we wczesnej fazie nawet nie jest istota, tylko zbiór komórek (o tym też wyżej pisałem). Zdaję sobie, że to wbrew naturze, ale niestety nie żyjemy w warunkach naturalnych i tu się zasady zmieniają. W jednym filmie (albo w ogóle wielokrotnie) słyszałem takie stwierdzenie: Ludzie muszą mieć pozwolenie na prowadzenie samochodu, ale dzieci to każdy mieć może. Teoria radykalna, ale potwierdza nacisk na odpowiedzialność za swoje kreacjonistyczne postępki (if you know, what I mean). Acha, i to też jest piękne: Kochanie, chyba pękła guma. O nie martw się pączuszku, oddamy do adopcji, jak poprzednie trzy :roll:.
-
Naprawdę!? Jak super, jeeeee.... . Obejrzałem kilka odcinków. I, hmm...., wlę Debatę. Lis to taki gwiazdor i chyba takim się czuje. Jak gadał z prezydentem, to widać było, że próbuje za wszelką cenę go jakoś ucapić. Gdzieś go przybić do muru. Sorry, ale coś takiego to już dla mnie nie jest rozmowa. To znaczy, niech prowadzi dialektykę z rozmówcą, prosze bardzo, ale to już dno, kiedy ta dialektyka jest celem rozmowy, a nie chcęć pozyskania czyjejś opinii. Ale jeszcze u prezydenta zachowywał jakieś pozory dobrego wychowania i klasy. Przy Urbanie to po prostu nie mogłem uwierzyć, jak go słuchałem. Pękłem ze śmiechu, jak Lis w akcie desperacji próbował odpytać z lektury encyklik papieża. Proszę, co my w szkole jesteśmy??? Jak nie masz argumentów, to może lepiej zastanowić się na d opinią przeciwnika. To było żałosne. Nie zgadzam się, że nieudolny. Po prostu wymierzony w skostniałe poglądy, po prostu w zwykłe dogmaty, a tych ludzie bronią za cenę gadania bzdur. To był atak na katolików, ale nie wymierzony w religię. Artyukuły tych panów dotyczyły fanatczynego i dochodzącego do granic absurdu budowania kultu świętego. I oni to krytykowali, a nie atakowali. I moim zdaniem mówili bardzo rozsądnie. Zwrócili uwagę, że są ludzie, których mało to obeszo, że papież umarł, i naprawdę, żałoba po papieżu nie powinna być ogólno sołecznym show. A i jeszcze Urban zwrócił uwagę, że to jest już kult świętego, a nie wiara w Boga. Nie masz zaufania do starych ? Nazywając kolesia gnojkiem wyraziłem opinię na temat jego umiejętności dyskutowania i podawania argumentów. Niestety jego jedyną bronią było przekręcanie słow Urbana i próba ośmieszenia go. Sorry, ale jak słuchałem wypowiedzi tej trójki (młody, Lis i facet z Rzeczypospolitej), to wyrywało mi się niecenzuralne sow: Co oni pier...????? To chyba oczywiste, że Lis dobiera publikę. Przecież nie wpuszcza byle kogo. Z tym, że, rpzyznaję, do tej pory ta publika była dobierana jako tako sprawiedliwie, bo sam Lis nie bardzo się w temat angażował. Ale tutaj to publika była perfidnie dobrana na stronę przeciwników Urbana i Toeplitza. Nawet, jeżeli byli tam ludzie sotjący z drugiej strony barykady, to ich jakoś Lis nie zapytał. Choć tu pewnie przesadzam i był to na pewno zbieg okoliczności . Widzisz, mnie zarzucasz, że nie lubię młodych, co jest bzdurą, bo ja jestem za tym, żeby młodzi (ROZSĄDNI) przejmowali pałeczkę, a sam nie jesteś niezkazitelny. Najlepiej to rozdrapać przeszłość i mieć z głowy. Ponadto chyba zapominasz, że Urban na początku był w ruchu oporu. Obaj nie mówią z zaawiścią, bo nie są zaangażowani w temat emocjonalnie, jak katolicy, i mogą na wszystko spojrzeć z dystansem. To, że mają komunistyczną przeszłość, nie oznacza, że wszystko, co robią, jest podlane nienawiścią. Ludzie, trochę rozsądku. Jak dla mnie to Nie jest w tej chwili najbardziej niezależnym czasopismem w kraju. Inni się powinni tylko uczyć. No dobra, nie pochwalam używania wulgaryzmów. To mnie razi. Niezależność niezależnością, ale przez język dosadny ich teksty tracą na jakości. Na pewno nie wyracano kota ogonem, ale naprawdę, odpowiedi na poglądy U i T inaczej je interpretowały. I aż uwierzyć nie mogłem, że ci ludzie takie bzdury opowiadają. Biedny Urban, jako że nie mówi za szybko, jak ten gnojek, potrzebował chwilki, żeby wyazać idiotyzm riposty przeciwnika. Niestety nie mógł skończyć zdania, bo wcinali mu się z klejnymi bzdetami, a Lis jakoś się nie kwapił, żeby usadzić krzykaczy. Zwróć uwagę, kto tam był krzykaczem. U i T byli ostojami spokoju. Wiesz, chwyty markteingowe w programie publicystycznym to oznaka ptymitywności i zakłamania. Niech gościu prowadzi Talk Show, jak chce się popisywać swoimi poglądami. Jego zadaniem jest prowadzenie dyskusji i dochodzenie do racji obu stron, a nie walka z jedną z nich. Patrz na Durczoka, chłopak wypowiada celne argumenty na rzecz każdej ze stron. Aż miło oglądać. A Lis to taka popisówa, która w poważnym programie pulicystycznym nie przystoi dziennikarzowi i ukazuje jego poziom, w tym wypadku niski. Oj, wyjątkowo słabo . O tym już napisałem wcześniej. Zwróć uwagę, kto tu spokojnie siedział i próbował rozmawiać. Znosił czyjeś obelgi i wypowiadane głupoty ze stoickim spokojem. A kto się wiercił na fotelu, wcinał w czyjąś wypowidź, podnosił głos itp. Ale w tej rozmowie nie chodziło o solidarność, tylko zachowanie mediów i budowaną przez to powierzchowność "wierzących" katolików. Że niby dlaczego nie mają prawa głosu? Tylko krowa nie zmienia poglądów . A Urban prowadzi najbardziej niezalezny magazyn w kraju. Sorry, ale znowu rozgrzebujesz przeszłość i uważasz, że czyjeś poglądy są złe tylko dlatego, że był, powiedzmy, rzecznikiem rządu za PRL-u. A gdzie w tym prawda?? I oczywiście, że tu nie chodzi o zaganianie czołgami. O tym mowili w programie i Urban musiał im tłumaczyć, że mu (i T) chodziło o budowanie sztucznej atmosfery podnisłosći, świętości. I ja się z nimi zgadzam. Przecież telewizja raczyła nas paieżem 24 h na dobę i to nie były programu z jakąś myślą. Lecieli banałami całymi dniami. To było obrzydliwe. Oczywiście, że obiektywności nie da się osiągnąć. Ale można się do niej zbliżyć. Nie jesteś obiektywny na etapie samego wybierania tematu dyskusji . Ale np. język daje możliwość w miarę obiektywnego wyrażania myśli. Ale to już do Fizlozofii. Oczywiście nie można tego terminu traktować tu aż tak dosłownie. Chodziło mi o to, że Lis był storną w dyskusji i utracił dystans, mimo że powinien go zachować i z szacunkiem odnosić się do każdej ze stron. A on był bezczelny i tyle. Pownien być obiektywniejszy, jak przystao na porządnego dziennikarza (choć takich już ze świeca szukać). Puf, mam nadzieję, że przkonałem kolegę .
-
Panie Qbo , ja wcale nie zgrywam luzaka twardziela. Jak już wcześniej napisałem, pochlipuję na filmach Disneya (no dobra, tylko na jednym - Król lew, scena w kanionie za każdym razem mnie wbija w fotel). A co mnie śmieszyło w Pasji? Jedna rzecz, bo reszta to pokaz zażyania człowieka i na tym kończy się treść tego filmu. Pamiętasz moze scenę biczowania :twisted: (zakładam, że byłeś). Otóż tam pojawiały się na przemian trzy rodzaje kadrów: Jezus, lecący bicz (czy tam miotła, czy tam coś innego) i któryś z biczowników. I to się w kółko powtarzało. Krew i ból mieszała się z twarzami bijących. I nic w tym smiesznego, ale ci bijacy byli robieniu na na bardzgo gupich facetów. Nie mogłem się powstrzymać, kiedy zobaczyłem uśmiechniętą minę jednego z biczowników. I to było takie naiwne, i ograne posunięcie reżysera, że po prostu to był najszczerszy wybuch śmiechu, kiedy to zobaczyłem . Kurczę, wyjaśnij, gdzie była tam ta metaforyka. Jestem tego ciekaw, a sam tego nie dostrzegłem. Wiem tylko, że mi podobały zdjęcia w napisach końcowych . No i murzyn, który grał Candymana (heh, kolejny horror, który oglądałem). No dobra, Candyman mnie już nie śmieszył, choć oglądałem go w młodym wieku. Ale do dzisiaj nie powiedziałe do lustra pięć razy: Candyman. Chociaż, chyba raz się odważyłem :-k. Acha, jeżeli chodzi o ten "Świt". Nie widziałem, ale sądzę, że to nie jest odświeżony "Poranek". "Poranek" jest dosyć stary i to tam właśnie był supermarket. Twoje klimaty . Każdy widzi w filmie to, co chce. I oto przykład tego. He, he, głodnemu chleb na myśli . A jeżeli chodzi o damulkę, to widziałem w niej to samo, co w biczowniku z Pasji. Dlatego mnie śmieszyła. O rany, nie widziałem tego odcinka o Pasji, ale pamiętam inny, jak gruby (darujcie, nie pamietam imion) został uzdrowicielem. I księżulka w konfesjonale . Świetny serial. Wystarczył twój skrót z odcinka i już się śmiałem . Tja, słyszałem o tym podziale. Ale czy z tego by wynikało, że Halloween jest serią thrillerów. Choć Michael miał wyjątkowo nieldzką wytrzymałość, aż nie mogłem uwierzyć. Babka go bije gaśnicą po łbie, a ten nic. Boże, co za głupota, nie mogłem uwierzyć. No i Pasja by do tej definicji pasowała . Inny przykład. Widziałem taki film (oczywiście nie pamiętam tytułu), w którym morderca ucinał kończyny swym ofiarom, je zostawiał przy życiu. I z tych oto członków wybudował na końcu Jezusa na krzyżu (tzn. krzyż był z drewna ). I to było dyskasting. Grał tam Lambert. Ja to bym potraktował jako horror. Choć fim przypominał "Siedem". Czy "Siedem" to horror?? Tu bym powiedział, że nie, a w sumie to tam też się nie przelewa. Dobra, niz juz ne wiem. No i to mnie nie kręci. chyba na tym polega różnica w odbiorze horroru. Ja w sumie nie chcę oglądać filmu, którego jedynym celem jest przestraszenie mnie. W filmie szukam czegoś więcej. Często kończy się na samym straszeniu i to nie cierpliwie budwanym klimatem (patrz Alfred H.), tylko zwykłym mięchem. A takie flmy już mnie nudzą. Dlatego "Coś" jest dla mnie ciekawe, bo tam oprócz straszenia, było COŚ jeszcze :twisted:. Ring nie ma gore. Ok. nie ma może krwi i wnętrzności, ale ohydą się posługuję. I to w dosyć skromny, acz skuteczny sposób. Ciarki mnie przechodzą, jak patrzę na te paznokcie tej panienki ze studni. Ble, i jeszcze ona tymi paznokciami (których w sumie nie ma) skrobie po kamieniach. A Ring jest już u mnie spalony. Nieźle się na nim uśmiałem. I to nie z powodu samego filmu, a tłumaczenia. Cała sala (to był kameralny maraton fimowy) ryczała ze śmiechu . Kilka stron wczesniej to opisałem, jakby ktoś chciał poczytać kwiatki tłumacza. Teksańskiej nie widziałem. A tak ogólnie to zgrywam twardziela i w ogóle Acha, jeszcze do tych estetów. Ja zawsze traktowałem horror jedynie w tych kategoriach. Bo w sumie mordowanie stało się sztuką w takich filmach. W suemi, to dla mnie horror jest tak pozbawiony treści (nie wszystkie(, że jedynie mogę taki film oceniać pod względem otoczki. Tego, jak autor chciał osiągnąć zamierzony cel = przestraszyć.
-
Z tym "Cosiem" to rzeczywiście się wyraziłem niejasno. Wiem, że tam ostro dają z tymi kosmitami. W ogóle to chyba po to tych zielonych wymyślili by było jak najobrzydliwiej. Mnie chodziło właśnie o otoczkę, atmosferkę itd. Za każdym razem znoszę (a raczej mi nie praszkadzają) sceny z mięchem, bo potem mam właśnie testowanie krwi, szalonych doktorków i inne świtne sytuację w filmie. W nim nie stawiano głównie na ohydę, zostaje jeszcze ostre granie na napiętych do granic nerwach bohaterów. I to jest dobre :twisted:. Dzieci kwiaty??? Ale z "Porankiem..." to się rzeczywiście wpasowali we współczesność. Ten supermaket . Pewnie był to komentarz do złego traktowania kasjerek .Z "Lśnieniem" to myślałem podobnie jak ty. Chyba za dużo się naoglądałem nawiązań w kiepskich filmach i pewne zagrywki trohcę są już dla mnie zbyt ograne. Ale sorry, ojczulka należało się bać, tu mi nie wmówisz. Wystarczy spojrzeć na pracę kamery, gdy żonka poczytała jego powieść wierszem :twisted:. Przyznaję, że Kubrick tak nie epatował ohydą, jak współczesne horrory. Ale damulka z wanny trochę mnie śmieszyła, kiedy strzelała tymi swoimi minami . Przypomniał mi się taki film o zmutowanych szczurach, tam to się dopiero uśmiałem. Sorry, widziałem "Pasję" . No dobra, wyobrażam sobie, że to na tobie nie robi wrażenia . Ale na Pasji też się trochę podśmiewywałem, czym gorszyłem panie obok. No cóż, te dewoty ostatni film, jaki oglądały, to pewnie "Zakazane piosenki", więc nic dziwnego, że film Gibsona był taki poruszajacy :?. To, że horrory to nie mój teren, to już sam sobie uświadomiłem . Patrz "Lśnienie". Film ładny, ale fabułka jakaś taka... oj dobra, już nie bluźnię. Hitchcock (dżizus, nie gwarantuję poprawnej ortografii :?) robił świetne filmy, ale nie wiem, czy je się już mierzy skalą horrorów. Przy "Oknie na podwórze" (to nie horror) spadałem z krzesła. Ha, i tam zero krwi było. Jak zobaczyłem same chowane noże, albo pieska , to już musiałem wziąć głębszy oddech. "Psychoza" (chyba horror), "Ptaki" (no dobra, tu już było więcej mięcha i to już raczej wciąż horror), "Lęk wysokości" (?). Alfred dał czadu. Filmy z pomysłem i świetną realizacją. A tak ogólnie, to horrory mi nie odpowiadają, bo co w końcu z nich wynika? Ok. zażynają się, odcinają sobie różne części ciała różnymi przyrządami (w jednym filmie facet miał widły ). Horror jest wg mnie dla estetów (swego rodzaju ) i tylko może ofiarować klimat. Fabuła frunie na sam koniec hierarchii ważności. Chociaż mogę się mylić. Jestem ciekaw opinii ekspertów.
-
Ech... wyczytałem w Śwince o Freespace'ie 2. Ależ to jest świetna gra. I jaka ponadczasowa. Wciąż jest piękna bez żadnych cell coś tam szadingów . Współcześnie twórcy powinni się uczyć jak robić gry. I fabułka, i klimacik i w ogóle. Gra wciąga niewiarygodnie i nawet nie preszkadza mi powtarzanie misji. Z przyjemnością poraz pięćdziesiąty latałem Perseusem w wielu misjach końcowych. Praktycznie tylko tej maszynki używałem . Jest świetna. No i grafika wciąż jest piękna. O to chodzi w robieniu oprawy gry. Tworzenie piękniejszych obrazów nie polega na kupowaniu coraz lepszych farb, a na odpowiednim ich wykorzystaniu. I tak jest we Freespace'ie. Podobnie mam z Falloutem. Ta grafa jest niewiarygdonie klimatyczna. W Ft BoS jest już gorzej. Tam starano się wygładzić otoczkę, ale, jak dla mnie, to się stało zbyt sterylne. Baza w Ft BoS nie dorasta do pięt pod względem klimatu z Sierra Army Depot, albo Glow . Pod względem klimatu i grafiki, która z nim świetnie współpracuje, Fallout 1 i 2 deklasuje Ft BoS, który i tak ma swój klimacik. A z Freespacem to były niezłe jaja. Pamiętacie "pełną wersję" Freespace'a 2 Collosusa (sic) w CD-Action . I jeszcze to nazwali specjalną jednodyskową wersją Freespace'a . Genialne. To tak jakby dema nazywać np. specjalną dwustumegabajtową wersją gry XXX . Ale nie narzekam. Mam pełną wersję Freespace'a z Ekstra klasyki i spolszczenie jest do chrzanu. W tej specjalnej wersji wszystko było w oryginale (tylko filmiki wykopali) i świetnie dodatkowo budowało klimat.
-
Łucznik??? No problemo :twisted: . Mały sekwnecer wystarczy na uruchomienie kamiennej skóry i lustrzanego odbicia. Choć mam jeszcze odporność na strzały, bronie magiczne i opończe . Nim kwasowa strzałka dojdzie mam chwilę czasu . Jeżeli trzaśnie mnie strzałą rozpraszającą magię, to kamienna skóra nie jest czasochłonnym czarem . Następnie chyba zatrzymanie czasu, choć może lepiej przyspieszyć wpierw czarowanie. A co dalej. Wykanczamy chłopca z łuczkiem uwiądami A. D., a może i czym innym. dowcipni mogą mu sprzedać niewidzialnego łowcę, żeby miał małą premię w walce . Oczywiście można przyzwać inne stworzonka :twisted: . No ogólnie da się takiego rozwalić dość łatwo. Jedyny, który mi się sprzykrzy to ew. bard odpowiednio wyćwiczony. Ale mogę sobie jedynie wyobrazić sytuację patową. W wypadku jak zacznie grać piosnki ogłupiające czy jakoś tak. Ale przy mojej oczywistej sile umysłu...
-
Na Piłę się wybierałem. Byłem ciekaw, bo słyszałem kompletnie różne opinie. Tu na forum, że film jest świetny i w ogóle. A w recenzjach przewijało sie stwierdzenie naiwnego potraktowania pewnych treści i w ogóle totalne zbesztanie. Ale w końcu się nie wybrałem. Przez jakiś czas żałowałem, aż do casu, gdy obejrzałem "Lśnienie". I tak jakoś popatrzyłem na ten wielkie hicior, klasyka horrorów itp. i wolałem zobaczyć, co mam w skrzynce na onecie :? . Film próbował budować klimat, pokazał okrwawione dziewczynki. Babka z wanny wywołał niesmak i zrozumiałem, że ja już się chyba do horrorów nie nadaję. Kubrick epatował ohydą i takimi jakoś mało przekonywającymi chwytami. Tego ojczulka kompletnie się nie bałem. Przez chwilę bałem się, że taki ze mnie kamień emocjonalny, ale przecież ja płaczę na filmach Disneya . Straciłem kompletnie ochotę na jakiekolwiek horrory. Do tej pory nic innego nie oferowały tylko katowanie ludzkiego ciała. Jedynie niektóre klasyki mi się podobają. "Coś" to jest dobry film. I to głównie z ogólnego pomysłu na film. Przy teście na krew klimat gęstniał. No i dwie pierwsze części serii "Żywe Trupy". Trzecia to już była jakaś komedia i już nie trzymała klasy. Za to pierwsza... Trafiłem na nią przez przypadek, z nudów przeglądając kanały (mam trzy ) w któryś czwartek późno w nocy, no i na dwójce zobaczyłem wielki wschodzący księżyc. To mnie zahipnotyzowało :twisted: . A tak w sumie, to czemu te trupy powstały???
-
Jeeeee, mag i czarownik to moje ulubione postacie. Szczególnie czarownik. Legendarne półsmocze pochodzenie dodaje niezłej klasy tej postaci . No wiecie, jesteć edżi . Jak tak się pokrótce zastanawiałem, to z moich doświadczeń z magią wywniskowałem w końcu, że magia to najpotężniejsza broń w grze. W sumie to czarownik i mag są najpotężniejszymi postaciami. No bo kto im się przeciwastawi? Z zatrzymaniem czasu, akceleracją, uwiądem Abi-Dhalzima???? Yga Shurę położyłem samym moim czarownikiem i to w ciągu czasu działania czaru zatrzymania czasu.
-
O rany, właśnie obejrzałem program, pożal się Boże, publicystyczny "Co z tą Polską". Tytuł niezwykle trafny do treści i formy programu. Otóż Urban i Toeplitz (czy jakoś tak) skrytykowali na łamach "Nie" i "Przeglądu" obsesyjną egzaltację dotyczącą śmierci Karola Wojtyły. No i ich sprowadził ta dziennikarzyna Lis to swojego programu. Po drugiej stronie postawił kogoś z Rzeczypospolitej i jakiegoś młodzika z OZONu (czy jakoś tak). No i była publika wybrana tendencyjnie, pasująca do ograniczonych i sztucznych pogladów Lisa. W programie naliczyłem dwie rozsądnie mówiące osoby. Pana Urbana i pana Toeplitza. Reszta próbowała ich rozpaczliwie ośmieszyć, przkeręcając wypowiedzi, uciekając się do kiepskiego sarakazmu itp. Najgorsze jest chyba to, że prowadzący rozmowę (czyt. Lis) był stroną w rozmowie . I do tego wojującą stroną. Był dosłownie bezczelny w stosunku do strony przeciwnej. Cała rozmowa to był obraz nedzy i rozpaczy, ponieważ Toeplitz i Urban próbowali cierpliwie i rozsądną drogą przebić się do umysłów swoich przeciwników. Co, jasna sprawa, im się nie udało. Przegrali z upartymi osłami, którzy z góry ustalili, co jest słuszne, a co nie. Obiektywność Lisa została chyba na studiach dziennikarskich. Porażka totalna. Pytanie: "Co z tą Polską?" jest w tym odcinku wyjątkowo trafne :? .
-
Hero --> niektóre rzeczy rzeczywiście moga się wydawać śmieszne, ale tylko wtedy, jak się nie rozumie pewnych spraw. Tu nie chodzi o wymyślanie nowych efekciarskich walk. One maja jednak pewne znaczenie symboliczne, w odróżneniu do tych z Matrixa (chociaż ). Dom latających sztyletów widziałem. Mam mieszane uczucia. Zaczne może od negatywnych odczuć. Banał przeświecał z tego. Chodzi oczywiście o miłość. Niektóre scenki naprawdę potrafią zaskoczyć pewną niedorzecznością. Z drugiej strony można się zastanowić, czy po sieczce z USA nie najprostsza, najczystsza forma miłości nie stała się dla nas kategorią zbanalizowaną. To pewnie nasza ułomność i dlatego (jak stwierdził Sztur) dzisiejsi ludzie nie potrafią wyrazić pewnych fundalmentalnych uczuć, bo boją się ośmieszenia. A reszta? Reszta filmu jest oczywiście doskonała. Świetnie wykonana technicznie. Ten film jest w kwestii techniki ponadczasowy. Warto się udać, ale trzeba się przygotować na marudzenia i śmiechy mądralów, którzy mają tak ograniczony umysł, że najprostsze idee są niedostępne ich pojmowaniu i dlatego próbują je w akcie desperacji ośmieszać :? . Jeżeli się człowiek otworzy, to warto naprawdę pójść, bo film urzeka. I nawet zaskoczył mnie w jednym momencie czy nawet dwóch .
-
Dobra, widzę, że mój tekst został zrozumiany na wiele sposobów i żeden nie był właściwy . Przez dbanie o czystość wiary miałem na myśli obawę przed zhermetyzowaniem się Kościoła. Benek jest przeciw kompromisom pomiędzy wyznaniami, co jest wg mnie trochę krzywdzące i może doprowadzić do jeszcze większego rozdziału pomiędzy religiami. Takie dbanie o czystośc wiary może również doprowadzić do skostnienia religii i totalnego braku reform, co może doprowadzić do zacofania i nieodpowiadani duchowi czasu i potrzebom człowieka. To są jedynie moje przypuszczenia, nie mówię, że tak będzie, ale jak słyszę dbanie o czystość wiary, to na myśl mi przychodzą niereformowalne dewoty :twisted: . Nie jestem wierzący, ale takiego Kościoła bym nie chciał. I nie chodziło mi o wyprawy krzyżowe cz tam inne skojarzenia, które widziałem w wypowiedziach innych, Hitlerjugend --> nie chcę rozgrzebywać przeszłości, ale chcę poznać prawdę. Stwierdzenie, że w tej organizacji Benek odczuł na sobie niemiecki totalitaryzm, brzmiało dla mnie trochę sztucznie i coś mi tu nie pasowało. Ten chłopak wcale nie miał tak źle. Nawet lepiej mu sie zyło niż większości Niemców, juz nie wspominając o żydach. Niestety nikt się nie pochwalił rzetelną wiedzą i nie rozwiał moich wątpliwości. Mówienie, że Benek się odcina od iedeologii, jest oznaką naiwnością, bo przecież nie powie wszem wobec, że całkowicie utożsamiał się z ideami hitlerjugend, tak samo jak jego kumple kardynałowie :twisted:. Niech sobie był w hitlerjugend. Ja tam nie mówię, że każdy, kto tam był, mordował małe dzieci i uzywał mydła specyficznej marki. Nie podoba mi się tylko, że Benek robi z siebie totalnej ofiary i próbuje odwrócić kota ogonem. Mogę się mylić, to oczywiste, ale wciąż wątpię, że bytność w hitlerjugend była takim piekłem. Szczególnie, że w tamtej atmosferze i w tak młodym wieku, raczej nie miał wyrobionych poglądów, więc raczej nie było konfliktu na tym poziomie. A zresztą, kto go tam wie . Mnie chodzi o prawdę, a nie dopieczenie Benkowi. Aborcja --> o rany, wspominałem o lżejszych kwestiach, typu antykoncepcja (mam nadzieję, że nikt jej nie skojarzył z aborcją :shock: ) lub homoseksualizm. Bo już w tych kwesiach Benek mi podpadł. Pewnie się jeszcze czepi badań prenatalnych :?. Nic dziwnego, że go nazwyają psem na łańcuchu katolicyzmu (czy jakoś tak). One są sprzeczne z zasadami wiary, bo sama wiara jest ułomna, dlatego trzeba reformować jej poglądy i koncentrować się na tym, co ważne. Szczególnie antykoncepcja. A co do aborcji, to uważam, że jest ro kwestia bardzo delikatna i trudna. Nie ma tu obiektywnej zasady. Wiem jedno, zbiór komórek to jeszcze nie człowiek. Już nie mówiąc o tym, że nie jest świadomy. Ono nawet nie odczuwa. Aborcja powinna być możliwa, szczegolnie w trudnych sytuacjach. I nie mówię tu o gwałcie (zdarza się tak, że w zgwałconej kobiecie budzą się instynkty macierzyńskie). Często matka musi poświęcić życie, aby urodzić dziecko. I moim zdaniem ma tu prawo zdecydować, czy chce poświęcić życie, czy nie. Co do tych komórek, to niekoniecznie z nich musi powstać człowiek. Przecież teraz mówi się, że z zapłodnionej komórki można wychodować organ do przeszczepu, odpowiednio ukierowawszy jej rozwojem. Ponadto, tacy z was obrońcy komórek, to pamiętajcie, że każda masturbacja, to miliardy zmarnowanych możliwych istnień. Im nie trzeba dać szansy żyć? Dobra, może to już skrajność, ale można ją podpasować do waszej teorii. Tak samo z antykoncepcją. Następnie już sam Kościół tu coś kręci. Otóż współczesna doktryna katolicka opiera się na tzw. Ojcu Kościoła, którym jest nie kto inny, a św. Tomasz z Akwinu. A w jego mniemaniu człowiek powstaje w momencie wyjścia na świat (ponoć go wtedy dotyka anioł czy jakoś tak). Przy rozmowach o aborcji panowie księża zapominają jakoś o człowieku, który stworzył podstawę doktryny. No cóż... Acha, i jeszcze jedno. Płód można usunąć tylko do pewnego momentu. Jeżeli jest zbyt rozwinęty, to już na aborcję za późno. Pewnie dlatego, że lekarze uważają, że to już nie miało by charakter zatrzymania rozwoju, a zwykłego uśmiercenia. Nie znam się, ale wiem, że nie usuwa się raczej płodu z dziewiątego miesiąca. Jeżeli już się mówi o abrocji, to jest ona dokonwyana na bardzo młodym płodzie. To jest temat bardzo trudny. Nie chcę nikogo przekonywać, bo każdy może mieć swój pogląd o odczucia. Moim zdaniem jest możliwość aborcji, ale niekoniecznie trzeba z niej korzystać. Najstosowniej byłoby zostawić decyzję matce i jej potrzebom.
-
Ja tam się nie cieszę, że Benedykt XVI jest konserwatystą. Czystość wiary i in. takie rzeczy to jeszcze bym zniósł. Ale na litość, aborcji nie uznaje??? Boże, czasami patrzę w kalendarz, aby się upewnić, że żyję w XXI wieku. Homoseksualizm i inne dzieła Szatana to już nawet niewarte są wspominania. Samo zło :?. Martwię się, że zacznie się jakieś polowanie na czarwonice. Ja bym wolał kogoś spokojniejszego, kto zamiast dbać o czystość wiary, szerzył jej idee i starał się dbać o dobro ludzi. No, nie zajmował się rzeczami bzdurnymi, nie mającymi z wiarą wiele wspólnego. Z drugiej strony lepszy ten niż Włoch. Hitlerjugend? No powiedzieli o tym w Wiadomościach, więc raczej starannie dobierali informacje. Ale coś mi tu nie pasi . Niemiec mówi, że poznał na własnej skórze totalitaryzm Hitlera. Czy hitlerjugend nie było formacją, która miała stworzyć nowych żołnierzy i jednocześnie przyszłych doskonałych obywateli Rzeszy? Ja rozumiem, że była tam dyscyplina, ale chłopak co najwyżej dostał kilka razy po tyłku. Do hitlerjugend należeli raczej wybrani. Głównie dzieciaki z tej operacji rozmnażania czystej rasy aryjskiej (nie pamiętam nazwy, ale był to de facto taki burdel dla generałów i innych takich). Takie było pochodzenie jednej z piosenkarek Abby. No nic, tak czy siak, bohater tej opowiastki no pewnie musiał tam być (ale to muszenie nie miało takiego charakteru jak inne). Tam robiono wodę z mózgów młodych ludzi i wychowywano ich na fanatycznych żołnierzy oddanych całkowicie Hitlerowi. Z drugiej strony, co ja tam wiem. Może rzeczywiscie nie było im tak lekko. Może Benek dostał w kość, bo się nie zgadzał z ideologią, choć uważam, że był w takim wieku, że raczej łatwo go przekabacili. Moje stanowisko jest takie: czy aby ktoś tu nie przekoloryzował :twisted:? Jestem ciekaw innych komentarzy, szczególnie kogoś, kto jest w temacie hitlerjugend. Dajcie sobie siana z tymi przepowiedniami. Do działu "Mitologia" mi z tym .
-
Dobra, ale się chopaki rozgadały . Ale ja wrócę do filmu. Hitler zbrodniarzem był, tu się zdadzam. Ale nie zgadzam się, że nie powinno się go pokazywać jako zwykłego człowieka. Nie wiem, czy ma do tego prawo, czy nie. Wiem, że warto poznać taką personę w całości. Co go kształotowało, kim był, co kochał i czy kochał. Tak samo wkurzam się, gdy słyszę oburzenia na film "Korczak", bo pokazano tam doktora jako alkoholika (jest scena, w której popija spbie z kieliszka). Takie odzieranie postaci z ludzkiej osobowości i wkadanie ich w jakieś skostniałe schematy (zły-dobry) ogranicza nam poznanie ich. Choćby dlatego, że dobro i zło są pojęciami całkowicie względnymi. Dlatego żałosne jest przedstawianie Hitlera jako diabła zionacego ogniem. Nie był to człowiek wykształocny zapewne, też i pewnie prostacki (ja nie wiem, nie znam go). Ale przy takim kontekście trzeba się zmierzyć z całą jego postacią i jej paradoksem (dla nas). Uciekanie w puste schematy prowadzi do powtarzalności i miałkości. "Upadek" - to nie film o Hitlerze. Hitler jest jednym z jego cząstek. Wiem, że jego twarz była na plakacie, ale to film o upadku Niemiec. Pokazanie jak to się wszystko wali, jak ślepa ideologia budzi bezsensowną odwagę w obliczu smierci. Pokazuje kim byli dowódcy, czołowi dowodzący armii. Moim zdaniem to jest rozliczenie się z przeszłością. Motyw samobójstwa jest symbolem pewnego odcięcia się od przeszłości. Wraz z Hitlerem odeszła przeszłość. Hitler jest tu obrazem potęgi, która leci na samo dno, a która o tym nie wie albo i nie chce wiedzieć. A tak to mamy kupę innych sytuacji, postaw i obrazów przegrywających Niemiec. I to jest właśni tytułowy upadek. Rozumiem, że odczucia wielu osób moga być zranione tym, co piszę. Ja sam czytałem wiele na temat holocaustu i pozostawiło to na mnie niezatarte wrażenie, ale to wg mnie nie powinno powodować, żeby patrzeć na zbrodniarzy wojennych tylko z jednego punktu i zapominać, że byli ludźmi. Bo, mimo wielu szumnych deklaracji w duchu jakiejś utopijnej moralności, to byli ludzie i o tym należy pamiętać.
-
Teoria stepu forward To jest bardzo dziwny sposób na uświadomienie społeczeństwa. A raczej jest on nazbyt rozbudowany. Chcesz uświadomienia społeczeństwa i tu się zgadzam. Niech narkotyki nie bedą tak mało omawianą sprawą, bo jest to bardzo niebezpieczny typ używki. Tylko nie wiem, po co udostepniać uświadomionemu społeczeństwu coś, o czym się jemu wbijało do łba, że jest złe. Po co się w to wtedy bawić. Skoro społeczeństwo zostało uświadomione, to czystą głupotą byłoby wprowadzanie niechodliwego towaru. To jest utopia. Test dla społeczeństwa, którego to społeczeństwo nie zda. Mówiłeś, że po tym nieszczęsnym chwilowym boomie liczba bioracych usadowi się na średnim poziomie i raczej się nie zmieni. To nie jest rozwiązanie problemu. Chodzi o to, żeby w ogóle nie było ćpających. Sytuacja będzie moim zdaniem gorsza niż sprzed legalizacji, twojej legalizacji, czyli wszystko jak leci. Szeroki, nieograniczony dostęp oznacza szersze rozpowszechnienie. Szczególnie wśród młodych. Usunięcie narkotykw to utopia. Nie ma takiej ewolucji społeczeństwa, która by usunęła uzywki. Jest to kwestia sprawiania przyjemności (ponoć narkotyki oddziałuja na układ odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności z jedzenia). Nastepnie przyjemnść + młodzi = olanie wszelkich zakazów. Niestety młodzież się odnawia regularnie i trzeba im wciskać do głowy znowu to samo. Chyba że ich rodzice przekonają :twisted: . Jeżeli przez legalizację społeczeństwo da przyzwolenie na narkotyki, to młodzież nie będzie już hamowana żadnymi zakazami, jedynie bajdurzeniem, że to szkodzi. Jak skuteczne jest to bajdurzenie pokazuje "niepopularność" papierosów i alkoholu wśród młodzieży, które zresztą są legalne. Zresztą ewolucja nie może się odbywać odgórnie. Wtedy to jest rewolucja, a jakie są skutki rewolucji, to kazdy chyba wie. Oczywiście, żeby nie zostawiać tak, jak jest. Trzeba prowadzić edukacje. Na niej się wszystko opiera. Może to być wlka z wiatrakami w głowach młodych zbntowanych, ale trzeba próbować na różne sposoby do nich dotrzeć i uświadamiać. Non sop. Legalizacja wydaje się pozornie rozwiązaniem, ale to tylko ujęcie problemu w innym świetle. Żałosna próba przejęcia kontroli nad narkotykami i czerpanie z nich korzyści finansowych. Niestety, współcześnie nikt nie kontroluje nawet przemysłu alkoholowego i identycznie będzie z narkotykami. Legalizacja broni w USA --> znowu wchodzimy na grunt kultury, która nie ma związku z ogólnością. Każde społeczeństwo jest taki, jak zostanie wychowane. USA posiada jedną z najuboższych kultur na świecie. Liczy sobie zaledwie około trzystu lat. Tutaj nie ma o czym mówić. Państwa Europejskie mają znacznie starszą tradycję i znacznie głębiej wypracowane wartości moralne. USA rozpaczliwie goni Europę i wszystko u nich się dzieje na raz. Stąd pewna naiwność, infantylizm i kicz. Dlatego, co jak co, ale USA nie jest tu żadnym autorytetem. Ale to wciąż kwestia kultury, która niekiedy różni się kompletnie. Oczywiście, że dobro społeczeństwa jest dobrem jednostki i na odwrót. Tu nie ma naczelnego kierunku, ponieważ jednostka pracująca na społeczeństwo doprowadza do polepszenia go, co ma wpływa na polepszenie życia jednostki. Ta symbioza jest chyba oczywista. Wszelka polityka demokratyczna zasadza się na tej zasadzie. To jednostki tworzące społeczeństwo mają władzę samostanowienia. Komunizm też się na tym zasadzał, ale niestyety tylko jako filozofia. W życie wprowadzali ją ludzie, którzy niestety dbali o własne pupcie i wypaczyli totalnie ideę komunizmu. Nie rozukmiem, co ma metoda aktywna wspólnego z legalizacją. Jeżeli to legalizacja ma być przejawem tej metody, to moim zdaniem jest raczej na odwrót. Legalizacja narkotyków ma niby ubocznie wywołac falę mówienia o tym problemie. Bzdura, czy tak jest z alkoholem i papierosami? Gdzie tam, jeżeli się o tym rozmawia, to w takim samym stopniu, jak o narkotykach. Niestety legazlizacja niekoniecznie musi wywołać mocniejszego poruszenia tego problemu. Nawet pomysł legalizacji doporowadził do kilku głosów oburzenia, ale nic więcej. Tu trzeba przeprowadzić zmianę i to będzie przejaw aktywności. Legalizowanie i czekanie na skutki jest raczej pasywnym działaniem. Trzeba samemu ruszyć tyłek . Jeżeli dobrze zinterpretowałem fragment o tych metodach (whatever it means) . Jak to mówi moja p. dr od łaciny, to starożytność umyła się za wszystkie wieki średnie . Widzisz, kultura się zmienia i rozwija. Głównie dzięki poziomowi wiedzy. Np. w starożytności aborcję można było dokonać na dziecku w wieku do trzech lat. Dla nas to już nie aborcja, ale wtedy mieli takie prawo i każdy, kto przekroczył to prawo musiał liczyć się z surowymi konsekwencjami. Nie wiem dlaczego mamy się wzorować na naszych poprzednikach, kiedy to wiedza była znacznie, znacznie na niższym poziomie. Patrz przykład Szymona Szymonowica, który w uzdorwisku brał kąpiele w rtęci . Prawo dziejów Hegla - teza - antyteza -> synteza. Rozwój, nie cofanie się. Za to teraz, z tym doświadczeniem i w tym wieku masz jej pod dostatkiem . Nie można być obiektywnym, bo nie mozemy wyjść poza siebie. Widzisz, co inego idee, co innego efekty. W świadomości społecznej liczy się świadomość potrzeby pewnej zmiany i pewne nieodpowiedzialne jednostki, które nie myślą o całym społeczeństwie, robią ze zmian jatkę. Oczywiście nie zawsze. Patrz Havel. Świadomość społeczna jest na różnym poziomie i zależy od jednostki. Niektórzy idą do wyborów inni nie. Jedni głosują za tym kierowani poglądami kogoś innego, inni chcą to raczej przemyśleć i wysłuchać obu stron. Patrz głosowanie za Unią Europejską. Sorry, ale to można wyczytać z twojej wypowiedzi z głównymi elementami: lewicowy rząd, kapitalizm, hipokryzja. W tym temacie zgadzam się z RoZym. Niestety Kościół to mocna rzecz w Polsce i rząd jest niekonsekwentny, bojąc sprzeciwiać pewnym utartym zabobonom. Szkoda tylko, że przy okazj szkodzi sam sobie. Olewa tych, co na niego głosowali. Ci, którym chce się podlizać, i tak go nie lubią dla zasady. I tak naprawdę niz się nie zmienia, tylko rząd przez brak konsekwencji traci poparcie u tych, którzy na niego głosowali. Nie wiem, co masz do jazdy na rowerze . Czemu jast taka niezwykła dla ciebie? Oczywiście, że można się uzależnić od wszystkiego. Tylko widzisz, jazda na rowerze to jednak trochę inny charakter uzależnienia niż ćpanie. Tak samo z telewizją.Poczytałem literaturę (ale nie zrobiłem notatek, w przyszły piątek już będę świecił rozleglejszą wiedzą). Rzeczywiście marihuana obniża ciśnienie w gałkach ocznych, co jest ważne dla chorych na jaskrę. Jednak robi to krótkotrwale i żeby skutecznie się "leczyć" marihuaną, trzeba palić skręta co jakieś dwie godziny. O przeciwdziałaniu na orduchy wymiotne, szczególnie u leczonych na raka przy chemioterapii, też czytałem, ale nie pamiętam skutków ubocznych. Ogólnie Bogdan Szukalski, auutor książki "Psychoaktywne środki uzależniające", stwierdził, że korzyści z palenia trawki przy leczeniu chorych dają jedynie pyrrusowe zwycięstwo. Ale to za tydzień, bo nie mam notatek . Dziełko to polecam. Sa opisane rodzaje narkotykw i potężnie roszerza wiedzę, także chemiczną. Opisał główne rzeczy, o ile nie wszystkie. Lek na agresję? Przy zniszczonej korze mózgowej to chyba każdy byłby nieagresywny. Bo czyż warzywo może się gniewać . Cardi --> jeżeli zauważyłeś sprzeczność w tym tekście, który ja podałem, to powiedz, które akapity sobie przeczą. Wow, wystarczy napomknać o polityce i od razu sprawdzamy Volta . To takie magiczne zaklęcie .
