none
Forumowicze-
Zawartość
383 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez none
-
Widzę, że poruszono problem zagrożenia terrorystycznego w Polsce. Jak dla mnie, to takowego nie ma. Trochę śmieszą mnie dziennikarze i poitycy, którzy nagle się obudzili i postanowili zacząć walczyć z terroryzmem. Oczywiście przy okazji pojawiło sie paru ludzi z doskonałym poczuciem humoru i zaczęli informować policję o podłożonych bombach, co było strasznie śmieszne. Uważam, że terroryści nawet nie wiedzą, gdzie Polska leży. Niestety politycy są święcie przekonani o istotności naszego kraju, co jest dosyć komiczne, patrząc na to, na czym się ten nasz "prestiż" opiera. Mianowicie na niczym:P. No ale cóż. Natomiast służby zakasały rękawy i od razu wpadły na trop podejrzanych o kontakty z terrorystami. Co prawda były to tajne służby, ale Polsat śmiało poinformował o tych działaniach. Ponformował przy okazji pewnie jakąś komórkę Al Kaidy (nie mam pojęcia, jak to sie pisze) w Kielcach czy gdzieś indziej. Radykalni islamiści w Suwałkach już pewnie zaczęli chować trotyl do piwnic. Do tej pory grożono jedynie Włochom, choć pewnie korzystano ze strachu ludzi po wydarzeniu w Londynie. Ale u nas ani mru mru. Cichosza. Ja rozumiem, że w sumie siedzi tam paru wojaków polskich w Iraku i w sumie widniejemy gdzieś na końcu listy wojsk przebywających w Iraku. Ale wątpię, żeby dla zamachu w kraju o tak małym prestiżu, marnować ludzi i materiały. Jest jeszcze teoria, że Londyn wcale nie musiał być zemstą za Irak. Ponoć zaczynał się tego dnia w Anglii proces radykalnego działacza, który osobiście popierał dżihady i tego typu rzeczy. Koniec końców studiuję Warszawie, jeżdżę metrem, ale jakoś nie czuję strachu przed atakami terrorystycznymi, choć logika podpowiada, że w sumie weszliśmy w to bagno w Iraku i istnieje ew. zagrożenie. Dobrze, że metro w Wawie budują już jakieś pięć lat (co najmniej) i łatwo pilnować tych paru stacji.
-
W sesji co prawda na forum czasu nie miałem, ale za to w kinie z przyjemnością spędziłem kilka miłych wieczorów. To będzie długi post . Założę się, że większość z tych filmów była komentowana, więc sorry jeżeli coś powtórzę z komentarzy poprzednich. A skomentuję: Królestwo Niebieskie; Zemstę Sithów; Tłumaczkę i Sin city. Muszę przyznać, że Królestwo Niebieskie mnie zaskoczyło. Myślałem, że to będzie znowu tępa amrykańskia superprodukcja i w ogóle żenada. Ale okazało się inaczej. Bardzo przyjamnie się toto oglądało. Aż sobie kupiłem Medieval. Total war . Ale zacznijmy od wad. Początek jest trochę toporny. Fabułę na siłę się gna, byleby już tego kowala wywalić na pustynię. Jakoś to nieprzyjemnie odebrałem. Mało to spoójne i płynnę. Maniera amerykańskiego kina akcji, aby czym prędzej doprowadzić do rozwałki. Ponadto Orlando, aczkolwiek się starał, to jednak wyszedł straszny mięczak. Nie pomogła mu w tym rola. Postać kowala była strasznie sztuczna i w pewnych momentach nieprzekonująca (np. zamiast sueprlaski i pozbycia się irytującego rywala, ten wybrał, eee, no tam coś innego). Słyszałem opinię, że to dobrze, że postać konsekwentna i w ogóle. Zgodzę się, rzeczyiwście postać była konsekwentnie prowadzona i spójna, ale nie na te czasy, a już na pewno nie na mój gust. Crowe w Gladiatorze miał lepszą postać. Za to fajny był ten trędowaty król i rycerz odgrywany przez Ironsa, szkoda, że byli jedynie tłem dla Blooma. Szkoda, ale przynajniej moja teoria ciekwaych postaci drugoplanowcyh się sprawdza. Za to bardzo przyjemna otoczka. Wfekty specjalne i bitwy, i w ogóle. Scott jednak jest w tym ekspertem. Bo niby ten filn jest podobny do Troi, ale jednak znacznie więcej dał mi przyjemności. Może to daltgego, że w sumie mówi o relanym świecie, czyli rycerfze, miecze itp. A cha jeszcze król, e, sracenów był fajny (Saladyn???). Ogólnie film jest świetną, niezobowiązującą rozrywką. No i ukazanie historii mało mijało się z prawdą. Czy treowatego grał Norton??? W życiu bym nie poznał . Gwiezdne Wojny. Cóż, poszedłem na ten film pozytywnie nastawiony, bo słyszałem mnóstwo dobrych, a nawet bardzo dobrych opinii. Jednak ja tam jakoś w tym filmie nie zauważyłem niczego takiego ekstra. Efekty specjalne w sumie już nie przedstawiają wartości w tym filmie, bo GW ogólnie się kojarzyły z tymi światełkami, statkami i tego typu rzeczami. Wkurzało mnie na początku mocarność jedi. Chłopaki się świetnie bawili, żadnych prawdziwych emocji. Pewnie to taki dowcip ze strony autora, ale jakoś mnie nie rozśmieszył. Nie pasował do reszty, która udawała poważną intrygę. Fabuła niezła, chyba jedyna mocna strona tych trzech pierwszych części. Podoba mi zawiłość drogi Palpatine'a do władzy. Ale chyba największą porażkę poniósł film jeżeli chodzi o kwestię powstania Lorda Vadera. To była tak nieprzekonująca postać, że patrząc na jego postępowanie i decyzje, próby refleksji miałem takie samo wrażenie, jak po filmie Cześć Tereska: Boże, głowny bohater jest idiotą :?. No cóż, Vader to żenada na całej linii. No ale w sumie film da się oglądać, choć ja się zawiodłem. A księżniczka biegająca zwinnie jak kotka z brzuchem na chwilę przed porodem to był naprawdę komiczny widok. Film dla fanów, chhociaż oni też powinni być zawiedzeni (Boże, ten Vader, co za młot). No i teraz film najlepszy z tej trójki, czyli Tłumaczka. Takie political fiction. Świetna gra Pena. Facet zna się na swoim rzemiośle i stworzył niezłą postać skwaszonego lekko gliniarza. Intryga ciekawa i w pewnych momentach zaskakjująca. Do tego trzeba dołożyć świetną realizację z dbałością o wszelkie szczegóły. Film nakręcony wzorowo, jak na moje amaotrskie oko. Warto go obejrzeć. Dobra ten post zaczyna mnie męczyć . O Sin city będzie krótka. Chwytliwa muzyczka. Ciekawa, komiksowa fabuła. Naporawdę w pewnych momentach, co mi się rzadko zdarza, z napięciem oczekiwałem rozwoju wypadków i nie miałem pojęcia, jak to się może skończyć. Komiksowa stylistyka całkiem niezła, ale miała słabsze momenty. Warto obejrzeć ten film, bo zawiera w sobie bardzo wiele z poetyki komiksu. A częst dzisiaj jest tak, że komiksy są znacznie ciekawsze i kładą filmy na łopatki. Tak czy siak mnie się podobało. The end.
-
Sesja się skończyła, zaczęły się wakacje, więc witam . Z dziką przyjemnością się wtrącę i może nawet kogoś zbulwersuję . Pokolenie JP2 to jest po części twór medialny. Ale moim zdaniem geneza tego tkwi jeszcze w historii. Otóz moim zdaniem współcześni młodzi ludzi w zalewie kultury masowej (którę zresztą sami tworzą), w rozwoju kapitalizmu i braku jakiegokolwiek jądra, ktróre by ich jednoczyło, wymyślili sobie coś takiego jak JP2 generation. Papież umarł, że się tak wyrażę, w odpowiednim czasie, kiedy to wszyscy mieli wrażenie, że wartości w tym kraju upadają i w sumie nic nie jednoczy ludzi. Kiedyś to były pokolenia wojenne, powstaniowe, popowstaniowe, pokolenia 68 i inne tego typu. No była idea spajania się narodu w jedno, idea jedności. Za naszej demokracji to się posypało i w sumie człowiek się czuje w takim społeczeństwie samotny. Idea jednego narodu kiepsko funkcjonuje, bo nikt nam nie zagraża, a naród jest raczej podzielony na partie, ugrupowania, gejów, żydów i "normalnych". Ogólnie kaszana. I moim zdaniem właśnie tak działą pokolenie JP2. Dzięki temu koleś w koszulce z napisem "JP2 Generation" czyje się ważny i nie czuje się sam. I to nie w imię obniżonych podatków czy czego tam jeszcze. W imię jakiejś wyższej utopijnej idei, jaką prezentpował Karol, a przynajmniej taką rolę przypisały mu media. Bo cały ten proces napędziły media. Wmówiły młodym pewną ideę, której tamci potrzebowali. A to, że przy tym się zarabia to sprawa drugorzędna i to sprawa ludzi, którzy raczej nie czują się członkami tej grupy. Jak dla mnie to pokolenie to pusta idea, opierająca się na pompatycznych komentarzach dotyczących piapeża w mediach. Opierająca się nie na wierze, ale na kulcie bożka, jakim stał się papież, oczywiście przez media. Ponadto to gratka dla Kościoła, który tracił już kontak z młodymi w Polscem a teraz może ten kontakt wzmocnić. Dlatego uważam, że większość ludzi z JP2 uległo złudzeniu. Trochę mnie wkurzają te ich wielkie hasła, bo ja w sumie mam serdecznie dość papieża w moim życiu. Jest dosłownie wszędzie. Wiadomości bez papieża to jakiś cud. Ja tam się nie czuję przynależny do pokolenia JP2, więc moim zdaniem nie powinno się tu mówić o pokoleniu. Idea pokolenia powinna raczej wychodzić poza tak ograniczoną sferę, jaką jest religia. Powinna być bardziej ogólna. A ja o dziwo stanę w obronie pani Olejnilk, bo co prawda jej nie lubię, ale zaskoczyła mnie pytaniem, którym zagięła przedstawiciela Młodzieży Wszechpolskiej w wywiadzie. Mianowicie zapytała tego ciemniaka, czy homoseksualista może przyłączyć się do MW . Gościu zrobił karpika i krążył wokół odpowiedzi jak się dało. Z pięć minuyt odpowiadał i raczej na pytanie nie odpowiedział. Skończyło się na tym, że pomógłby takiemu człowiekowi i odesłałby go do lecznicy. Boże, ciemnota w naszym kraju ma dla mnie zastraszający poziom. A na Lisie wieszałem psy po jego rozmowie z Urbanem, po śmierci Wojtyły. JAk ktoś jest ciekaw to odsyłam znacznie wcześniej . Co do dziennikarstwa, to ze świecą by szukać współcześnie dziennikarza obiektywnego. Idea obiektywności jest dla wielu utopijna, ale idea jest po to, aby do niej dążyć. Dobry dziennikarz powinien raczej przedstawiać wydarzenia, zbierac je w jakąś całość, by odbiorcy mogli się w nich połapać. A czy powienien dodawać do tego jakiś komentarz. Hm, raczej tak, aczkolwiek komentarz raki powinien być baaaardzo ostrożny, wyważony i docierający do prawdy, a nie ocen i wartościowania.
-
Na początku zaznaczę, że w moim poście nie było przekłamania, ponieważ nie wspomniałem o Litwie. Mówiłem o Estonii. Nie jestem pewien, ale i chyba Łotwa też jakoś tak niedawno uzyskała niepodległość, ale tu nie jestem pewien. Natomiast Estonia była częścią Finlandii, która należała do ZSRR, so cut the crap, would you? Natomiast ja widziałem przekłamanie w poście Smutnego. Otóż to ZSRR miał u nas spore wpływy, a nie Rosja. Więc proszę bez takiego uogólniania, które jest czysty, zafałszowaniem, orędowniku prawdy . Kwestia tego wielkiego obrażenia nas przez Rosję jest tępotą. Pan Putin powiedział dosyć wyraźnie "i inne kraje". Che, che, tu się odzywa nasza mała pycha. Bo my to wielki kraj i wielki bojownik. Aleto nie miało znaczenia. Dla Rosji jesteśmy pyłkiem, nic nie znaczącym robaczkiem. O nas mało się piszę w Rosji, a to daltego, że nie prezentujemy sobą żadnego rozsądnego poziomu. W mediach i polityce zionie Polska stereotypową niechęcią do Rosji, co wynika z typowego zapatrzenia na dobry zachód i zły wschód. A teraz na Rosję się patrzy, jak na ZSRR II, i to widać w wielu komentarzach telewizyjnych. Stąd też wynika ten cały strach przed Rosją. Media nakręcają tę atmosferę, identyczny przypadek jak z papieżem, ba, ten przypadek wciąż trwa. Teraz okazuje się, że kochamy Ratzingera. Toteż pan Putin wymienił tych, którzy teraz przedstawiają dla niego jako taką wartość polityczną, gospodarczą itp. Są dla niego ważni i najbliżej niego stali na uroczystości. Natomiast Polska została zaproszona jako jeden z wielu, a nie jako specjalny gość, gwóźdź programu. A teraz się chrzani, że po to tylko, aby Polskę obrazić. Co za kretynizm. Prawda historyczna jest ważna, co jest oczywiste. Ale prawd jest wiele. NAsi twierdzą, że to my znamy prawdę. Bzdura, nasza wersja różni się od wersji z innych krajów Europy zachodniej. Ale o tym się zapomina. Zapomina się, że Churchil był świnią, zapomina się, że takie USA zrzuciło dwie bomby atomowe na miast cywilne. Zauważa się tylko to, co Rosja robi. I ja nie przeczę. Rosja powinna trochę się zastanowić nad tym, co mówi. Ale tak samo jest z nami. Wręcz identycznie. Problem polega na tym, że my robimy z tego wielkie halo, zamiast przedstawić nasze twarde stanowisko w tej kwestii, to my się obrażamy, to my nie chcemy jechać do Rosji i w ogóle uczynić bojkot tego kraju. A to błąd. Niech Putin zna nasze stanowsko, ale nie róbmy afery i nie zmuszajmy go (co jest żenujące w swojej nieskuteczności) do zmiany styanowiska. Takie krzyczeni, obrażanie itp. wcale nie pomoże w kontaktach i nie ułatwi zdobycia pozwolenia dostępu do akt w sprawie Katynia. Ike i Paton chyba by jednak tej wojny sami nie wygrali. Otóż, gdyby ZSRR przegrał, Niemcy by dostali się do złóż ropy na Zakaukaziu i innych bogatych surowców, od których Rosja kipi. I wtedy jednak by już rzeczywiście nie musiał się przejmować surowcami. Następnie Polska została przehandlowana przez Aliantów za udział Stalina. Szczególnie USA tego chciała, bo jeszcze ZSRR mógł jej pomóc z Japonią, toteż tu naprawdę Stalin rządził. Następnie kwestia strachu przed powrotem Niemców na ziemie zachodnie była wynikiem ciemnoty. Niesłuszna świadomość tymczasowości posiadania tych ziem wynikała z tego, że Niemcy się odgrażali (nie wszyscy, ale ogólniki są łątwe w pisaniu), sami byli pewni, że wrócą. NAtomiast ludność z ziem wschodnich miała bardzo poważne doświadczenia wojenne i pojęcie domu zostało poważnie naruszone. A jeżeli chodzi o ziemie zachodnie, to Stalin chciał nam urwać byłe Kresy Wschodnie w zamian za ziemie zachodnie. NAtomiast Churchil za nic tego nie chciał i dzięki niemu Poslka byłaby wąziuitkim paskiem jakiejś złudnej niepodległości. Mówi się, że Polska przegrała. Ale jednak została wyzwolona. Naprawdę komnizm był lepszym wyjściem niż faszyzm. Inny przykład na ciemnotę, z której wynika nienawiść do ROsji. Kraków Niemcy chcieli zniszczyć, jak Warszawę. Ale jeden genrał rosyjski (nie pamiętam nazwiska) specjalnie zmienił plany i odbił wcześniej Kraków specjalnie po to, by zachować to zabytkowe miasto. Temu generałowi został wystawiony pomnik. I co się stało z tym wyrazem wdzięczności? Został rozwalony w 89 (o ile dobrze pamiętam). Toteż ja jedynie apeluję o rozwagę. To jest PRZESZŁOŚĆ i nie jesto ona CZARNO-BIAŁA.
-
Boże, ostatnio mnie krew zalewa, gdy patrzę na to wieszanie psów na Rosji i fanatyczne psucie stosunków międzynarodowych. A kimże my jesteśmy? Bandą krzykaczy, których wszyscy olewają i nikt do nich nie czuje szacunku. Czepiamy się jakichś bzdur, typu treść podręczników do historii w szkołach rosyjkskich, kiedy u nas w kraju wali się służba zdrowia a sytuacja gospodarcza i polityczna nie jest najlepsza. Gadanie, że w 45 to nie było wyzwolenie jest oczywistą bzdurą. To, że dostaliśmy się pod wpływy radzieckie, to nie oznacza, że jednak było lepiej, niż gdyby Rosjanie nie przyszli. Przynajmniej nie było obozów śmierci i usuwania ludności słowiańskiej (na żydach wcale się nie miało skończyć). Każdy się teraz czepił stereotypowego poglądu, że zachód = dobry, wschód = zły. A to niestety tak infantylnie czarno-biało nie wygląda. Zachód też nam robił spore świństwa. Heh, a już kraje bałtyckie powinny się wstydzić. Po pierwsze nie było w pewnej częsci żadnej okupacji, ponieważ taka na przykład Estonia nie istniała kompletnie. Nie było takiego kraju, to była część Finlandii. A tacy na przykład Łotysze byli podzieleni na dwa ugrupowania, faszystów i komunistów. Tam toczyła się mała wojna i zależnie od wyników wielkiej wojny dane ugrupowanie przejmowało władzę. Komuniści z otwartymi ramionami i uśmiechem na ustach przyjmowali Rosjan. Ha, i dzięki komu na Litwie jest elektrownia atomowa (o ile się nie mylę), która daje 90 % energii litewskiej? To była inwestycja ZSRR, czyli jednak ten "potwór" inwestował w kraje satelickie. Ponadto chyba wszyscy zapominają bardzo poważnej mniejszości rosyjskiej na takiej choćby Łotwie, gdzie przyjechała sobie baba prezydent z Kanady i rosyjskiego ni w ząb nie umi, a już historii to chyba kompletnie, i śmie tworzyć jej alternatywną wersję. Jezu, jak mnie wkurza taka tępota. A już Bush.... ech... szkoda gadać, co za bałwan... A nasi, hejże ha na Rosję. Ona jest zła, Putin jest zły itp., itd. Ale jakoś zapomina się, że kto nam daje tani gaz? A może się zapomina, że to Rosja przyjęła na swoje barki odpowiedzialność za ZSRR i długi wszystkich byłych republik. A teraz z powodu jakieś błahostki tworzy się burzę polityczną. A już wystarczy się przyjrzeć spotom reklamowym PiSu. No stalinowska i faszystowksa propaganda, nie mówiąc o manipulacji. Brud, smród i żenada. Zamiast gadać o jakimś programie odnowy, to nie, walimy populizmem po oczach i zdobywamy tanim kosztem poparcie, bo przecież żadnego pomysłu na poprawę sytuacji nie mamy. Chryste, co za ludzie. Są różne wersje historii, to oczywiste. Ale nie wolno robić z historii problemu aktualnego. Trzeba postawić i uciąć sprawę jasno i bez kręcenia, ale nie rozgrzebywać, nie rozpatrywać, nie męczyć. To przeszłość. A stosunki gospodarcze z Rosją mogłyby być naprawdę dobrą sprawą dla Polski. A już nawet nie z Rosją, z kimkolwiek, ale żeby przynajmniej się skoncentorwać na tym, rozwijać jakiekolwiek stosunki gospodarcze czy polityczne, a nie zajmować się jakimiś błahostkami. Co za porażka. A biedny prezydent musi znosić plucie Tuska czy Kaczyńskich. Może przejawa postawę asekurancką, ale przynajmniej jest człowiekiem rozsądnym. Chociaż tyle i naprawdę tyle na razie wystarczy, bo rozsądku ci u nas niedostatek.
-
Ja nie kumam. Z enklawowcami to ja się sam rozprawiam, bo moja druzyna ginie od razu. A Sulik to jasne, że młota musi używać. Jest z nim najlepszy. A co do Lynette to ja nie wiem, czego wy się czepiacie. Po co na nią w ogóle nerwy tracić? Jakby inni nie byli wkurzający. Ja z moją inteligencją 10 to jestem ponad nią . A dzięki McLure'owi to można jej na nosie pograć. Czepiliście się jak rzep psiego ogona. A ponadto to tylko gra . Wspaniała, bo wpsaniała, ale gra . Jaki numer ma najnowszy patch??? I czy się zmieści na dyskietce??
-
Wow, ale frustracja . Oczywiście twoje poglądy i twoje oczekiwania są twoje i nie będę ci wmawiał, że coś jest lepsze od czegoś, bo ma coś i basta. Choć wg Hume'a jest to możliwe, ale mówimy o rozrywce, a nie szruce, choć GTA to jednak sztuka. Pozwolę sobie odeprzeć pewne zarzuty i jednocześnie uwidocznić względność odbioru niektórych elementów gry. Czyli powiem, co ja myślę . A co ma piernik do wiatraka???? Czy Mario 64vjest do tyłka, bo ma kiepską fizykę? Albo jakaś inna platformówka? GTA jest nastawione na czystą, niezobowiązującą rozwałkę, na arkadową zabawę. Gdyby mi zrobili z jazdy samochodów model jaki jest w TOCA Race Driver, to bym się pochlastał. Gra by była pierońsko nudna i to już nie byłoby GTA, bo przy najdrobniejszym zderzeniu samochód by kompletnie wymykał się spod kontroli tak pościgi choćby samochodowe byłby niemożliwe, a to by odebrało tej grze grywalności. Następnie mylisz się, mówiąc, że nie ma żadnej fizyki. Drzwi może się nie zamykają, ale telepią się w czasie jazdy. Samochody ładnie się przechylają i dobrze zachowują w czasie jazdy. Powiedziałbym, że zachowują się tak jak ja od nich oczekiwałem. Wieć jest tam kwestia symulacji, ale tylko taka, żeby to wyglądało jako tako wiarygodnie i dynamicznie. Jest tyle, ile trzeba. Tak samo w Mafii. Mit żyjącego miasta. Po cholerę żyjące miasto, skoro go nie widzisz. Tylko po sprzęcie to leci. Życie miasta generuje się na bieżąco wokół twojej postaci, aby dać złudzenie tego życia i jednocześnie nie zapychać sprzętu. Jak chcesz żyjące miasto, to kup sobie sim city i nie wymagaj tego od ludzi, którzy robią grę arkadową i gangsterską. O rany, kolejny twardziel, który czerpie przyjemność, z tego, że się ruszają włosy na wietrze. To weź lustro i wyjdź na dwór w wietrzny dzień i się ciesz tym do woli. Uwierz, to będzie piękna rozdzielczość i świetna animacja. Nawet nie wiem, po co grasz? Czego ty szukasz w grze? Ruszające się włosy na wietrze czy realistyczne płomienie nie dodadzą grywalności, jedynie zwiększą poprzeczkę sprzętową. A jeżeli autorzy będą godzinami siedzieć nad włosami, to oleją inne istotne elementy produkcji. Widzisz, istotą tej gry nie jest fabuła (choć jest całkiem ważna), ale fakt, że masz teren, na którym możesz działać dosyć swobodnie i rozwijać sowją działalność przestępczą albo ogólnie arkadową. W tej grze chodzi o działanie i przyjemność z karkołomnych akcji, a nie z rozjaśniania zawiłości głębokiej i skomplikowanej fabuły. I jeszcze jedno, misiu. Mafia i GTA jest identyczna. Misje w kodzie gry wyglądają identycznie. Z punktu A jedziesz do punktu B. Następnie do punktu C i wracasz do A. No i wystarczy teraz dodać pewne właściwości, czyli ograniczyć czas, dać coś, co ci przeszkadza jechać itp. Kwestia treści misji, założeń, celów i in. jest kwestią otoczki. PunktemA może być świeżo obrobiony bank albo zamek, z którego właśnie porwaliśmy księżniczkę. Następnie punkt B to może być warsztat do przemalowania wozu lub oddania pieniędzy albo może to być kryjówka, gdzie ukryjesz konia i dalej będziesz z księżniczką uciekał lasem. Więc jak widzisz liczy się tylko otoczka, a misje są w istocie identyczne. A nikt się niepowtarza, bo gra jest wzbogacona o parę elementów i zmianę kliamtu na lata osiemdziesiąte. No, to tyle. Jak będziesz podchodził do gry w tak ograniczony sposób, to rzeczywiście nie będzie to przyjemność. Ale do tego (o dziwo) trzeba chyba dorosnąć. A może to po prostu kwestia poglądów? No cóż. Takie jest moje zdanie. GTA VC i wszystkie pozostałe części są piękne i cudowne. Świetna muza, świetna akcja, świetny klimat.
-
Czyli ta twoja energia to po prostu moja wartość . Bleh' date=' to nie lepiej mówić wartość. Energia mi się kojarzy z czymś, co jest zawarte w przedmiocie i może być przekazana. Wartość się przedmiotom nadaje i ma to związek z umową społeczną i z użytkowością danego przedmiotu. Ale jak chcesz możesz do tego podchodzić tak metafizyczne . Tylko nie wiem po co i tu mnie boli . To, że u na nastąpił zanik pewnych włąsciwości układu pokarmowego mżna łatwo wytłumaczyć tym, że rozwój cywilizacji, a dokładniej techniki przyrządzania posiłku (czyli nie zabijamy sarenki i zatapiamy ze smakiem zęby w jej wątrobie) zastąpiły pewne funkcje naszego organizmu. Gotujemy, smażymy i in. co ułatwia jakby nam spożywanie, a raczej nastawia je na inny sposób. Ale kły mamy, ludzie bez mięsa muszą naprawdę uważac, co jedzą, bo inaczej nie zapewnią odpowiednich składników organizmowi i w ogóle. No i oczywiście, że człwoiek pierwotny nie był niedrapieżnikiem. Wystarczy poatrzeć na sztukę naskalną i zobaczyć, że jednak na mamuty się polowało. Człowiek to mięsożerca, każdy biolog ci to powie, a nawet rozsądny mistyk . No i nie ma się czego wstydzić. Zresztą agresywne odruchy są też wynikiem naszego mięsożerstwa, czyli gotowości do zabijania. Cierpienie jest elementem naszego istnienia, niestety tak to jest. Naprzyład fakt, że umrzemy, co jest dobijające dla ludzi, ktorzy to sobie potrafią uświadomić. Ale nie jestem nieszczęśliwy, bo cieszę się, że istnieję tu i teraz. Nie będzie mnie nigdy więcej. Po śmierci pustka, której nawet nie będę odbierał. Moja dusza umrze nawet wcześniej niż ciało i w ogóle. Dlatego nie chcę marnować życia na religię czy inne rzeczy. Dlatego muszę sobie uświadamiać, że umrę. No bo tak naprawdę to nikt z nas tego nie jest pewien, inaczej palcem byśy nie kiwnęli w bucie . Bo po co? A zresztą skąd ta pewność, że ja umrę . Na jakiej podstawie mam to wnioskować. Tak czy siak jestem tu i teraz i nadaję wartość mojemu istnieniu i światu, taką jaką chcę. To mi się podoba. Bo w sumie wolę istnieć niż nie istnieć. A nie każdy ma tę szansę. A to, że jestem taki mbrutalnym realistą, że próbuję odnaleźć istotę świata, to tylko po to, żeby w pełni wiedzieć, czym jest moej życie. Oczywiście, że nie neguję. Psy się cieszą, a przynajmniej odczuwają podniecenie, ale mogą też wpadać w depresję itp. No takie jest prawo natury. Tak naprawdę to obchodzi nas to, że jakieś zwierzątko zostało zabite, bo sami już się tym nie zajmujemy. Panowie rzeźnicy nie mają takich skrupułów. Zdarzają się prawdziwi sadyści, ale takich rzeczy nie popieram. Jednak w naszy mspołeczeństwie zwierzęta mają pewne prawa i to dobrze. Jako że panujemy nad światem przyrody (w jakimś stopniu) to spoczywa na nas odpowiedzialność. Ale, jak mówię, to, że zwierzątka sa kochane i nie patrzymy na nie jak na kawał pysznego, soczystego mięsa, bierze się stąd, że już nikt z nas nie poluje. Agresja stąd pochodząca, żądza zabijania jest wyładowywana na wojnach choćby. Nazwij mnie neandertlaczykiem, ale na litość, nie używaj takich metafor. Zamiast "życie mówi nam tak" napisz o co ci chodzi. Wtedy unikniemy nieporozumień i błędnych interpretacji. Ja właśnie chcę doświadczyć życia, ale, żey to zrobić, chcę wiedzieć, czm jest życie. Żeby szukać w nim wartości, tfu, żeby nadawać mu wartości, muszę wiedzieć, czym jest i dlatego chcę go doświadczyć non stop, takim ajkie ono jest. Ponadto wziąłeś mój świat w trochę toporny sposób. Ja przedtawiłem tylko jedną z jego części. Pamieaj, że nie ujmuje w wypowiedziach całości życia, bo w końcu się nie da. Ale chcę wiedzieć czym jest moje istnienie. To mi da dorgowkazy do tego, jak je traktować i czemu warto poświęcić czas. Gościu jedzący trawę był shizofrenikiem i sam mówił, że zadał sobie niezły bół, by przejść od mięsa, soli, chleba i in. do spożywania trawy i gleby. I to nie był wyraz szcześcia, tylko chęć postępowania wg przekonań, a to nie zawsze łączy się ze szcześciem (najwyższą wartością w naszym życiu, wg niektórych filzozofów). A ci pijący, to ja temu nie wierzę. Sorry, ale mój sceptyczny umysł temu nie daje wiary. Oni muszą przyjamować jakieś odżywcze skłądniki, żeby ich ciało mogło funkcjonować. Bez tego ani rusz, natury nie poknoają, chyba że wybrali inny tryb życia, czyli śmierć, no ale ponieważ człowiek jest wolny, to może takiego wyboru dokonać. Więc zgodzę się, że mogą tylko pić wodę, ale raczej długo w tym błogim stanie nie pożyją. Nie do końca. Emocje i pewne instynkty zachowailśmy. Co najwyżej zostały przygłuszone itp. Alenatura to natura. Jej się nie pozbędziemy. To, że niebo jest zielone czy tam inne, to wynik naszego wyboru. Powrót do natury pewnie nie jest możliwy, choć wierzę, że odpowiednio wychowany człowiek pewnie by się przysyosował. Ale powrót do antury głoszę na drodzę nie zaprzeczania jej. Wegetarianizm jest taką ucieczką od natury. A to, że powracamy do antury z odpowiednim doświadczeniem, daje tylko to, że wiemy co wybraći co jest wartościowe (dla nas!). Toteż powrót do natury byby zaprzeczeniem naszego doświadczenia, a raczej odsunięcia go na dalszy plan. Odkryciem innej wartości i nowej hierarchii. Tak czy siak, kto jak woli . No i to jest właśnie świadomość. Chowanie się czy nie chowanie się . Mówienie, że ja nie chcę, że ja nie potrzebuję i in. Wszelka ocena swojej sytuacji. Wszelka ocena swoich uczuć. To twoje ukrywanie się za lękami i innymi, to jest nadal świadomość. Świadomość może błędna, może nie dochodząca do sedna sprawy, może błędna, myląca się, ale wszelka świadomość sowjej odrębności, wszelka wiedza, że nie jestem tamtym drugi, czyli jestem sobą, jest świadmością. Czyli nie chodzi tylko o zorzumienie swojego myślenia, ale wszelka odrębność zdań. Wszelkie niezgadzanie się i in. Wszelka ocena sytuacji i w ogóle. To tylko się dzieje, gdy mamy do czynienia z innym spojrzeniem na świat. Ze spojrzniem drugigo człowieka. Musimy rozważyć, że ktoś inny powie nie, na nasze tak i daltego uświadomić sobie naszą odrębność. Bleh, popieram coś, co nazwali filozofowie ortografizmem . Nie chcę bez potrzeby nadużywać wielkiej litery. A jednak tak. Mój światoogląd, moje szczęście i in. To moje, nie towje itd. To jest świadomość i to w pełni rozwinięta. Bo już nie mówisz taki powienien być nasz swiatopogląd, ale tak jest mój światopogląd i takie są moje wartości. Zgadzam się, że pewne zachamowania zadają cierpienie nam. Dlatego trzeba sobie uświadomić swoje potrzeby. Powiedzieć: tak chcę i tego potrzebuję. To da mi szczęście i in. Jeżeli będziemy znali nasze życie, będziemy wiedzieli, jak żyć, a raczej będziemy znali alternatywy.Może usunięcie swoich oczekiwań nie uśmierci osobowości, ale ją ograniczy, tym samym ograniczy nas i nasze szczęście. Jak mówię, ja, ja, ja, ja, moje i mój. To jest treść naszego szczęścia. My wybieramy, co nam daje szczęście. Daltego nie zawsze filozofia jest dobrai dąży do szczęścia, bo jest uogólnieniem. Nie zwraca uwagi na jednostkę (oczywiście nie każda filozofia). Jestem tym kim się czuję. Jeżeli gram taką, a nie inną rolę, to jestem tym, kogo odgrywam, bo to ja dokonuję wyboru, jaka jest moja rola. A raczej mogę wybrać, jakiej roli grać nie będę. Człowieka sam wsobie nie znajdziesz, żadnej rzeczy samej wsobie. Ale wiesz kim jesteś, bo jesteś sobą. Wiesz co jest treścią twoich wyborów, czego potrzebujesz, za czym tęsknisz, od czego cierpisz. Tym jesteś. Heh, i ty mi mówisz, że to ja jestem nieszczęśliwy . Jeżeli będziesz oceniał, co jest miłością, a co nie, to jej nie znajdziesz, bo miłość to dzianie się. To nie jest tak, że "kochamy się, więc możemy utowrzyć związek" albo "nie kochamy się, ale bądźmy razem, bo coś tam". Po porstu tworzymy związek. Ja jestem z tobą i z nikim innym. I to miłość. Na więcej nie mam czasu i nie ma w sumie o czym się rozwodzić. Koki, nie zaczyna się Nietzschego od "Tako rzecze Zaratustra", tylko lżejszego tekstu. A najlepiej to jakieś opracowanko, komentarz . Jak czegoś nie chwytasz, to pytaj. A warto czytać, bo w sumie to, że 2+2=4, to sam nie wykombinowałeś . Dlatego, mogę przyjmować i zgadzać się na myśli np. Nietzschewgo, jeżeli odpowiadają moim oczekiwaniom, które dopiero teraz sobie uświadomiłem.
-
Acha, na razie w ADOMa grać nie będę i raczej małojuż pamiętam , ale mimo wszystko popieram młodych nowych zapaleńców. Gra wymaga zapału przy pierwszym kontakcie i idea ułatwienia im tego kontaktu i wprowadzenia ich w świat tej pięknej gry jest warta mojego głosu . Toteż możecie doliczyć mnie do licznika chętnych na ten topik.
-
Jeszczw tylko dodam, że każde naciśnięcie klawisza akcji czy to ruchu (strzałka), czy to czego innego, to de facto wykonanie jednej tury, bo to turówka . Acga, nie pamiętam, ale chyba ctr + H, a może samo H... no nie pamiętam , ale tak czy siak gdzieś tam był spis skrótów klawiszowych. Jedzonko to można brać z trupów zwierzątek . Ale trzeba uważać, bo może się psuć. A tak w ogóle to dajcie szansę tej grze, bo ja to po pierwszym zapale, troche się zgasiłem złożonością (bo ja wszytko muszę mieć jasno i dokładnie powiedziane ), ale trochę cierpliwości i męki, a ta gra da ci wiele satysfakcji. Acha, i nie zapomnijcie spełnić pocztówkowego questu!!!!
-
Uwaga przy pierwszej styczności. Człowiek sobie uświadamia, jak niewiele wie . Ale potem się jakoś w to wchodzi. No i żeby przejść to wszystko nie trzeba znać wszystkich szczegółów, nawet z możliwości kierowania postacią. Acha, poznać wszystkie tajniki????? Powodzenia :twisted:.
-
"Dzień Świra" to jest komedia :twisted:. Nie rozumiem, czemu mu nie dać tego miana. To, że treść jest dosyć tragiczna, jednostkowa, ale tragiczna, to wcale nie znaczy, że to nie może być od razu komedia. W ramach kompromisu powiem, że to groteska. No przepraszam, a czym był "Szkice węglem" Sienkiewicza albo "Ziemia niczyja". To tragiczne, gorzkie historie ujęte w komediowy charakter, no czyli właśnie taki groteskowy efekt. A "Dzień Świra" się w to wpisuje. Bohater raczej nie ma głębokich przemyśleń, są i te lekkie sceny. Wypłata, wydalanie pod drzewem, motywy w pociągu, synek, przygotowanie lekcji, nawyki. To wszystko jest komiczne. Oczywiście mówi o człowieku, któremu się świat zawalił, ale tylko dzięki niemu. On sam jest sobie winien, co był wyraźne w zakończeniu, kiedy nie osiągnął rzeczy, o której marzył. To jest komedia, bo została zrealizowana komediowymi środkami, a Koterskiego styl charakteryzuje się groteskowością. Acha, i polityka jest nie na miejscu, może to mogłyby być jakieś wartości dal bohatera, ale spójność całego filmu się wali. Takie przejście od szczegółu do ogółu. Takie samo odczucie mam odnośnie modltwy. Jest żałosna. EDIT: Milczenie owiec jedynie co najwyżej może rządzić. Wszystkie krwawe i inne sceny są niczym w porównaniu z motywem z noktowizorem.
-
Nie zgadzam się, że filmy z Jimmym Carreyem są kiepskie. "Telemaniak", "Ace'y Ventury" (zwariowane, ale mają dobre momenty ). No i przepraszam bardzo, ale niech nikt mi nie neguje wartości "Truman Showu" i "Człowieka z księżyca". Te dwa ostatnie są świetne. A kreacja w "Masce" i człowiek zagadka w "Batmanie. Forever"? Ten ostatni batman to już taki cukierkowy, ale jeszcze niezły był. A teraz ma wejść nowy, mroczny i w ogóle jakiś wypasiony. Toteż, jak dla mnie, Jimm Carrey jest bardzo dobrym aktorem, ale niestety przyczepili mu gębę komedianta i błazna, a to błąd. Wielki niedoceniony amerykańskiego kina. A "Dzień Świra" jest jedną z najzabawniejszych i najlepszych komedii, jakie widziałem. Heh, monolog świra jest skrótem mojej przyszłości . Choć moim zdaniem to na własne życzenie on sobie schrzanił życie. Ale film ma jednak kiepawe momenty. Sorry, ale moment z sejmem i rozdzieraniem flagi jest kiepski i taki trochę ograny, no i nie pasuje do całości. Jeszcze sąsiedzka modlitwa jest do tyłka. I osobiście nic nie widzę śmiesznego w wersie o sąsiedzie. Tak też film jest śmieszny i dobry, ale niestety nie ustrzegł się głupich momentów :?.
-
Chim, wiem, co czujesz. A taki miły szczególik, że można sobie uszy wyczyścić i dzięki temu usłyszeć kilka rzeczy, które się mogą bardzo przydać . Nie mówiąc o losowych poziomach. Raz do jednej jaskini wszedłem i nie było wody. W innej grze znowu tam wszedłem i proszę, jest woda. Bleh, wtedy się utopiłem. Jakkolwiek miałem elementalistę, to jednak pływać nie za bardzo . A o innych aspektach gry to słyszałem tylko legendy. Np. jest cały rozbudowany system dla alchemii. No i proszę, okazuje się, że grafika zajmuje te wszystkie płyty kompaktowe. Fabułka jako taka, ale za to jak rozbudowany świat. Pdobnie jak w GTA (choć porównania nie ma) jesteś rzucony w świat i rób, co chcesz. Genialna rzecz. Wszystkim radzę spróbować, choć trzeba się przebić przez mur surowej grafiki. Ale jak to rozwija wyobraźnię i ćwiczy czytanie, bo do czytania to tam jest kupa informacji. No i realne wymagania sprzętowe :twisted:. I to jest przykład tego, do czego chociaż mogliby spróbować dążyć twórcy gier. Facet, który napisał ADOMa, no właśnie jest jeden i pisał tę grę ze dwa lata (o ile dobrze pamiętam) i ja potem ciągle usprawniał.
-
Jakie ja mam osądy na temat energii? Co raz bardziej cię nie kumam . Dobra, narzekasz, że tylko odpowiadasz, a sam nie pytasz, ale wpierw ja ciebie popytam i może przy okazji powiem, co ja sądzę. Wpierw ta energia kształtująca twoje zakupy. Heh, nie wiem, co cię do tego przekonuje. Czemu wybierasz tak nieprawdopodobne rozwiązanie, skoro masz tyle innych i to bardziej rozsądnych. Jak dla mnie to to, że nie kupujesz mięsa, bo jesteś wegetarianinem, nie wynika z tego, że twoja energia kieruje twoimi zakupami (choć nie potrafię sobie wyobrazić jak to działa :?), ale po prostu tak działa twoja wola. Co najwyżej twoja tam energia może wpływać na twoją wolę. Ale jest tylko wola. Zamknięta w tej puszce, którą zwiesz umysłem, czy nawet świadomością (choć sam umysł wystarczy). Wegetariaństwo. To choroba dwudziestego wieku i ogólnie cywilizacji. Jako ws posrej części naturalista twierdzę, że jesteśmy (bo jesteśmy) drapieżniakami. Zabijanie to nasza forma pozyskiwania energii. Nie tyle zabijanie, co pspożywanie, ale to się łączy. I chrzanienie, że zwierzątka cierpią jest kompletnie oderwane od życia. Każde zwierzątko cierpi i na tym polega to życie. Jest to cięgła walka o przetrwanie polegająca na ratowaniu siebie i zabijaniu drugiego. Pasmo cierpień wg Schopenhauera, który był pesymistą. A przykład z kolesiami, ktorzy nie jedzą. Heh, a piją? Oni coś tam jednak jedzą. Widziałem o tym programik i facet jadł trawę albo glebę. Jest w ciągłym niebezpieczeństwie życia, ale żyje, lecz co to za życie. Świadomość. Ty jednak pachniesz w jakiś sposób Nietzschem . Ale Nietzsche (i ja za nim) by się z tobą nie zgodził. Świadomość nie jest dla nas naturalna. To twoje chłonięcie nie zachodu słońca (czy tam wschodu) nie byłoby aktem świadomości, lecz właśnie nieświadomości. Swiadomość pojawia się w momencie konfrontacji z drugim człowiekiem. W momencie nawiązania kontaktu. Wtedy musisz sobie uświadomić sowją odrębność, bo stoisz wobec odrębności drugiego człowieka. I to mi pasuje. Natomiast jest wg Nietzschego akt nieindywidualistyczny, bo wymaga społeczeństwa. Określasz swoje "ja" przez społeczeństow i chyba to się dzieje na drodze negacji. Natomiast to twoje chłonięcie zachodu słońca, to byłby właśnie nieświadomy i i ndywidualny akt, bo byłbyś sobą, a nie bybyś nie tamtymi (jak ktoś chce, to mogę to rozjaśnić, jeżeli jest za ciemno). I tu bym dopatrywał twoje płynięcie, w nieświadomości. Dlatego uświadomienie sobie swojej nieświadomości byłby pewne cofnięcie się od indywidualizmu i ograniczenie siebie. Świadomości ja jednak nie neguję. Żyję w społeczeństwie i uważam, że to dar boży takie poszukiwanie potwierdzenia indywidualizmu, choć dla Nietzschego byłboby to zaprzecznie tegoż :?. Po prstu, do brze jest, gdy za dużo nie myślisz . A wiem, że nic nie wiem, byłby aktem świadomym. Więc się raczej nie łączy. Świadomość to dla mnie ja, ja, ja, ja, moje, mój, i ja. I na tym polegawartość mojego istnienia. Bóg umarł, ale ja żyję (pewnie i człowieka, jako ogólność, ale to kwestia humanizmu i antyhumanizmu, a ja jestem w tych poglądach tak pół na pół ). Ja jestem miarą wartości, bo któżby inny? I jestem nieskończenie wolny negatywnie, czyli wolny od. Dlatego uśwodomienie sobie w związku moich potrzeb i oczekiwań, czyli de facto mojego ja, byłoby dla mnie ograniczeniem tego związku, bo zacząłbym się zastanawiać, zamiast brać życie pełnymi garściami. A już usunięcie tych oczekiwań to śmierć zadan mojemu ja. W końcu to kim bym się stał. gdybym usunął siebie? Nikim. Heh, nawet nie wiem kim. Chyba człowiekiem samym w sobie, noumenem Kanta :?. Dlatego związek wynikający z miłości jest czymś niezwykłym (nie tylko zdziewczyna, w moim przypadku, ale między mną a rodzicami czy siostrą). Jest satysfakcją dla mojego ja, ale jednocześnie jest oddaniem mojego ja temu drugiemu ja. W życiu mojego ja staje się ważne inne ja. Heh, kto wie, czy nawet to drugie ja, obok mojego, nie staje się nową kategorią ontologiczna . Tzn. czy teraz miara wartości nie jest oparta tylko na moim ja, ale i na ja mojej partnerki. I na tym dla mnie polega zwiazek. Połączenie przeciwieńst, egoizmu i altruizmu, i to chyba w ich radykalnej formie. Dlatego świadome związki proszę bardzo, ale ja bym na etapie uśiwadomienia swojej nieświadomości się zatrzymał. Już i tak ten etap jest pewnym ujęciem mojej miłości w pojęcia, czyli zabiciem jej, zatrzymaniem jej, a ona, jak całe życie, jest ruchem. A pomysł z komunikacją jest typowym przejawem subiektywizmu. Ty myślisz tak, a inny myśli inaczej. A ja bym tu jeszcze nie rozdielał ciała od emocji i umysłu. Wszystko to razemstanowi człowieka i go kształtuje. Nie jestem ani samy ciałem, ani samym umysłem, ani samymi emocjami. Jestem mieszanką tego. Nie potrafię ichrozdzielać na poziomy itd. Dlatego wejrzenie w siecie i kontrolawnie siebie jest bardzo trudne i jest jakby zaprzeczeniem twojej natury, Jest to cierpienie zadawane tobie. Zamiast obserowoać bezradność, zrób coś. Tego wymagaja od ciebie twoej popędy. I jakkolwiek jesteśmy istotami myślącymi, bo mamy trzy milimetry szarych komórek, to jesteśmy zawsze zwierzętami. Jak gdzieś się wyraziłem niejasno, to proszę pytać . Przemyślenia filozoficzne barne na żywo przy pisaniu, więc się nie zdziwię, jeżeli będą niejasności, albo samozaprzeczenia.
-
Ale tu nie o to chodzi, że postęp niszczy klimat. Nie, nie, nie. Chodzi o to, że teraz, w dobie postępu, kręgosłup gry jest robiony byle jak i odchodzi na dalszy plan, bo w sumie współcześnie gracz w większości zadowolą sie tym, że widać sutki u swojego bohatera. I stąd się też bierze ta pogoń za piratami, bo gry żyją króciusieńko, a kupowanie nowych to jednak luksus nie na każdą kieszeń. Chodzi tylko o nowe efekty, a jak grafika jest nie na te czasy, mimo że piękna, to cała gra jest gniotem. Spotykam się nagminnie z takimi opiniami. I tu leży mój żal. Każdy się nastawił na formę, a ci co wolą treść (heh, czyż Arcanum nie jest czystym pięknem) są olewani równo. To już jest przemysł, a nie sztuka. Wszyscy chcą uwiarygodnić świat przedstawiony w grach, ale tak naprawdę jest on sztuczny, bo to tylko powłoka. A "Wiedźmin"? Hmmm.... historia nas uczy, jaki tego będzie efekt. Pamiętacie serial i pocięty serial, czyli film? No, to teraz sobie pomyślcie, że film to jeszcze był robiony przez ludzi odpowiednio wykształconych, scenarzystów z odpowiednim doświadczeniem itp. Natomiast "The Witcher" jest robiony przez bandę informatyków. któzy światla nie widzą przez sześć dni w tygodniu, a książki u nich to tylko "ANSI C. Poradnik" albo "Język C++". Słuchałem wywiadu z nimi i się podniecali tym, że będzie się można upić. Ech.... dobrze, że ten shit nie pójdzie na moim kompie (choć muszę upgradować (jaki jest polski odpowiednik?) go do GTA SA :?). EDIT: Acha, NWN nie jest dobrą grą w 3D. To nie jest ta wizja, którą przedstawił Elven blade na poprzedniej stronie. Sorry, ale światynia Helma złożona z graniastosłupa i czterech walców (dachu nie widać) u wejścia bynajmniej nie buduje klimatu. Niewiarygodny upadek w porównaniu z pięknem BG2.
-
Czy ja wiem, czy taka przesada??? Nie, sądzę, że USA straci pozycję lidera. Chiny jednak wychodzą z pewnego zahamowania rozwoju gospodarczego. Tam wchodzi wolny rynek, a przy ich potencjale, kulturze i posejściu do pracy, to USA zostanie zmiecione z powierzchni ziemi. Patrz, co się dzieje w Japonii. A tanie życie w USA też się wiąże z wyzyskiem. Nie rodzimych ludzi, ale ludzi z AMeryki Środkowej i chyba Południwej. Niewolnicza praca się tam szerzy. Np. dla wielkich przedsiębiorstw owocarskich. Jak bedziecie kupować banany, to zastanówcie się, czemu te z USA są takie tanie, a te z Unii e. są takie drogie . Toteż to jednak nie jest tak różowo. A ze służbą zdorwia jednak jest kiepsko. Firmy amerykanskie zachęcają przyszłych pracowników ubezpieczeniem zdrowotnym. A ludzie biedni umierają na ulicach, bo nie stać ich na szpital. Niestety takie sa twarde reguły gry. A co do kibolów, to po części kibic ma rację. Pewne odruchy u ludzi się nie zmienią, ale jednak wzrost cywilizacji powoduje jako takie coraz więskze hamowanie tych odruchów. Nie we wszystkich krajach kibole się zabijają. W Szwecji ja sobie tego nie wyobrażam np. Więc tutaj tłumaczenie, że tak było od 2000 tysięcy lat nic absolutnie nie tłumaczy. A kultura się zmienia, bo zmienia się system udostępniania edukacji. Założę się, że taki kibol, by złagodnial, gdyby jednak się trochę poświęcił rozwojowi duchowemu. Bo agresja wynika z czystej pustki. Z absolutnego poczucia bezwartościowości własnego istnienia. Więc, skoro nic nie tworzę, to nie chociaż zniszczę, niech to życie nie będzie tak biegło obok mnie. I na tym to polega. Nie ma w tym siły, jest raczej rozpaczi strach, no ale co poradzić.
-
Nie zawsze fabuła jest gwarantem świetnego klimatu. Gra w swoim założeniu może sama budować naprawdę niezły klimat i grywalność. Wg mnie seria GTA wymiata przy każdej części, a fabuła pojawiła się jako taka dopiero chyba w Vice City. Ale samo założenie gry jest trochę inne niż tylko przeprowadzić nas przez fabułę, jak to było w Mafii. Swoboda, dynamizm, arkadowość daje tej grze sporo, że brak jakiejś świietnej fabuły nie razi i nie rozwala klimatu. Ale nie ma to jak fabułka jendak. Mafia dawała mi to, czego mi brakowało w GTA, klasę głównej postaci. Byłeś takim gangsterem w dobrym stylu . Ale i tak uznaję wyższość GTA ze względu na całkowitą swobodę. Problem polega na tym, że współczesne gry powstają często dlatego, że ktoś chciał przetestować rewolucyjny silnik graficzny i dorobił do tego jakąś historyjkę - patrz Far Cry. Muzyka jest robiona głównie na poczekaniu, a fabułka to tylko powtarzanie jakichś schematów, najprostszych w swej budowie. Bo ludzie, którzy robią gry teraz zapominają o całości. Dlatego mnie wkurza ta pogoń za coraz lepszą grafiką (he, he, a jak tu ma nie wkurzać przy Rvie 2 i 192 MB RAM-u ). I na to są poświęcane środki, a o reszcie się po prostu zapomina. I potem słyszę, jak jacyś kretyni z krowim poczuciem estetyki stwierdzają, że jakaś grafika się przestarzała, tylko i wyłącznie daltego, że chodzi na słabszym sprzęcie. A ja bardzo przepraszam, ale Freespace jest przepiękny i wcale nie przeszkadza mi to, że nie jestem w stanie zobaczyć paznokci u rąk wrogich pilotów. Przykład tego działania? Prszę bardzo. Wystarczy poprzeglądać zapowiedzi wiekopomnego dzieła Polaków, które nadchodzi, czyli "The witcher" (boże :?). Oczywiście wszyscy chwalą się niewiarygodnymi efektami świetlnymi, dynamicznymi cieniami i innym shitem. A co do fabułki. No cóż, będziesz wiedźminem, Geraltem, który zmartwychwstał i zapomniał to, co umiał, więc się musi wszystkiego uczyć od nowa (Chryste, co za głupota. Wcześniej miałeś tworzyć własnego bohatera, ale producent zmienił zdanie.). W mieście (chyba Wyzima) wybucha zaraza - o! a to niespodzianka, nareszcie coś nowego :?. Toteż fabułka będzie płyciutka jak kałuża za oknem. I to ma tworzyć klimat? Teraz to klimat się tworzy cieniami, kolorkami i fizyką, a takie coś długo nie pożyje w świadomości graczy. Dlatego postęp niech będzie jak najbardziej. Wchrzaniajcie mi tam miliony polygonów, czy tam super bump sramp szejdery, ale, kurczę, to nie jest istota gry. Patrz Adom :twisted:. Ta gra się mieści na dyskietce (spakowana), a jest bardziej rozbudowana niż... no chyba wszystko, co do tej pory było. A taki Far Cry odejdzie w zapomnienie, bo one nie tworzy czegoś odrębnego. To ten sam schemat, niezwykłość polega na formie, która się zestarzeje. Dlatego ja wciąż z przyjemnością wracam do Fallouta (tam to dopiero jest klimatyczna grafa), Baldursów (dwójka najlepsza, największy rozmach, choć fabuła z jedynki jest lepsza) czy Freespace'a, no i Adom, no i Starcraft, no i GTA (cała seria). Itp. Nie grywam w przygodówki, ale chyba one na razie trzymają jako taki poziom.
-
Bywa różnie, na wschód ludzie żyją za jeszcze mniej, ale żyją. Widzisz, pensja niby większa, ale i koszty utrzymania wzrastają. Nie mówię, że tu mamy do czynienia z proporcją. Po prostu apeluję o ostrożność. Komunizm --> to jednak nie to, co realizacja założeń demokracji. Bo widzisz, komunizm miał być systemem, ktory by się pojawił na drodze ewolucji stosunków społecznych. A panowie niektórzy postanowili jednak przyspieszyć ten proces i tak mieliśmy do czynienia z rewolucją. Tu już jednak próbowano wprowadzić filozofię w życie. A praktyka różniła się tym, że zasady filozofii wypaczono. Nom, Edelman zwracał uwagę na tego typu rzeczy. To są zarzewia tego, co było w III Rzeszy i rzeczywiście wszystko na to wskazuje. Apelował do ludzi na spotkaniu, aby tego typu grupki izolować i nie dopuszczać do przejęcia większej władzy, bo to jest już czysta agresja. Chodziło mi o co innego. To że między więźniami są pewne napięcia , to swoją drogą. Po prostu ścisk i przeludnienie odnośnie tych ciepłych łóżeczek. A przy takim nawaleniu ludzi, to ciepełko (zaduch) jeszcze wzrasta. A niebezpiecznie rzeczywiście są izolowani (a przynajmniej powinni). Moim zdaniem to jest bardzo przykra kara. Bo jakkolwiek taki morderca czy tam inna świnia, to jednak na poczucie odosobnienia raczej odporny nie jest i to jednak oddziałuje na czlowieka. Brak kontaktu, rozmowy itp. Nie jestem psychologiem, ale tym bym tłumaczył np. prowokowanie strażników, taka rozpaczliwa próba zwrócenia na siebie uwagi. Więc taka samotność nie jest raczej przyjemna. Nawet jeżeli się ma własny kibelek i wyrko, i pokoik jednosobowy.
-
Dobra, cięzko się czyta tak długie posty, bo potem niewiele się pamięta. Jeżeli przeoczyłem jakiś istotny szczegół to proszę o zwrócenie uwagi. Swiadome związki --> tekścik niezły. Pachnie mi tu Nietzschem, szczególnie to płynięcie. Ale mam jednak zastrzeżenia, choć w 70% się zgadzam. Po pierwsze: Dobra, tu się pogubiłem. To my mamy sobie uświadomić sobie nasze oczekiwania czy to, że jesteśmy ich nieświadomi? Następnie fragment o sklepie. Za dużo w tym pokręconej metafory. Ja wiem, że to poetycki itp., ale to nie ezgystencjalizm Bergsona, przetłumacz to, bo niewiele z tego człowiek rozumie. Np. co jest tym sklepem? No i to przejście do rzeki i tamowania. Kompletnie się w tych obrazach pogubiłem. Nastepnie: Kain i Abel . Może rozmowa w toku, ale i tak rzucę tym problemem. W innym topicu doszło do rozpatrzenia kwestii swiadomości u dziecka. Ja do poznania Nietzschego kierowałem się Schopenhauerem i myślałem, że świadomość pojawia się w momencie pojaiwenia się pamięci. Tzn. tak się mózg dziecka rozwinął, że osiągnął świadomość i pojawiła się pamięć. Ale w sumie, to dziecko raczej nie postrzega samoego siebie, bo i po co? Z własnegi doświadczenia wynoszę, że świadomość pojawiła się dopiero po kilkunastu latach, aż nabrałem już pewnego doświadczenia. I tu mi bardziej pasuje Nietzsche, który stwierdził, że świadmość jest wynikiem komunikacji międzyludzkiej i nie jest naturalną własnością człowieka. Człowiek bedący absolutnie sam od najmłodszych lat, nie będzie świadomy tylko będzie po prostu działał. Dlatego świadmość, jako że wynika ze stosunków społecznych, jest wyjątkowo nieindywidualistycznym przejawem ludzkiego myślenia. Dopiero działanie nieświadome wyraża naszą odrębność. Co wy na to? Ogólnie czym jest świadomość i skąd się bierze? No i czy to, co napisałem o Nietzschem to jest zgodne z faktami ?
-
Masłowska? Słyszałem różne opinie. Najsztub chwali, ale ludzie, którzy są dla mnie autorytetami w tej kwestii raczej nisko oceniają jej "dzieło". Hmm... ale nie czytałem i jakoś mi się nie chce. Chmielewska --> Che, che, kiedyś siostra mi o to mydliła głowę, żeby mi to poczytała, tzn. właśnie "Całe zdanie nieboszczyka". Autorka zaskoczyła mnie lekkością stylu i niezwykle zgrabnym dowcipem podszytym ironią. Świetna rzecz i wciąga. Fabuła kryminalna naprawdę ciekawa i zaskakująca. Nawet obejrzałem rosyjski serial oparty na tej książce. Podpisuję się pod zdaniem Qbusia. Prattchet --> czytałem kilka książek, ale nic chyba nie przebiło "Trzech czarownic". Motywy w teatrze i przywoływanie demonów zrzucały mnie z krzesła. Choć w którejś części o Rincewindzie rozśmieszył mnie bardzo motyw z czajeniem się na skrzynię. Ale babci Whetherwax (bleh, absolutnie nie gwarantuję ortografii) i niani Ogg nic nie przebije. "Siewca Wiatru" --> heh, całkiem niedawno była o tym mowa, czy raczej niezgorsza wymiana opinii na temat realizacji postaci aniołów. Dla mnie to jest to dobre czytadło. Historia przedstawiona dobrym stylem. Warto poświęcić tej książce chwilkę. Książki ogólnie to ja na razie czytuję te z listy lektur . Egzaminy się zbliżają :?. Ale nie narzekam, zdobywam oczytanie i to się dla mnie liczy. No i poznaję niezłe klasyki literatury staropolskiej. Tak czy siak na wspóczesną literaturę nie mam na razie czasu, a nawet jakbym znalazł, to i tak wolę sprawdzone i dobre tytuły z dawnych lat (ech, na razie musiałem przerwać trylogię Tolkiena na pierwszej części, ale na wakcjach sobie odbiję ), bo teraz czuję się zagubiony w tej zawale literatury i w sumie nie wiadomo, co czytać (inaczej, na co wydać pieniądze). Ale z klasyką to nigdy nie ma problemów. Idę do Biblioteki Narodowej i mam wszystko, co w Poslce wyszło . Ogólnie biblioteka to świetna rzecz.
-
A ja z dziką satysfakcją uruchamiam jedną z moich ulubionych gier (ulubione to takie, do których powracam), Freespace'a 2". Wchodzę do opcji i szaleję . Rodzielczość? Co najmniej 1000x700, ale wyciągam coś ponad 1200 . I wszystko leci płynniutko, a gra wygląda prześlicznie. Ta grafa się chyba nie zestarzeje. Z GTA 3 miałem już problemy, ale po zwiększeniu RAM-u do 192, jakoś to poszło. Wszystko na najniższych ustawieniach i, że tak powiem, płynnie zwalnia . To znaczy nie haczy (a mam jeszcze durona 1Ghz i Rivę dwójeczkę). GTA VC to też świetna gierka, bo mi chodzi. Aż się zdziwiłem i nie zwalnia jak GTA 3, ale za to haczenie jest mniej przyjemne, bop muzyka zarywa . Da się przywyczaić. GTA: SA - już się nie oszukuję. Ale i tak kupię (pewnie nawet mój napęd DVD już jej nie podoła) i będę oszczędzał na kolejny upgrade. Nim oszczędzę, to sprzęcior stanieje . Planecape w 3D? To byłaby porażka. Totalne zabicie klimatu. Ech... jak zobaczyłem Neverwinter Nights to się załamałem (a dałem 129 zł :evil: ). Bardzo brzydka gra. Musiałem zadawać gwałt swojemu poczuciu estetyki, żeby w toto pograć (w końcu nie pozwolę, by 129 zł poszło w błoto). Przynajmniej muzyka niezgorsza. Ale na razie nic nie zastąpiło pieknych rysowanych teł z Infinitive. Pod względem klimatu to NWN nie dorasta do pięt BG 2 czy Planecape,a, czy Fallouta.
-
Ze smokami się nie zgodzę. Osobiście zqałatwiłem jednego samym magiem i to chłopak nawet nie wiedział kiedy to się stało . Uwiąd Abi-dhalzima, czar, którym kładłem pokotem całe tabuny worgów, jest skuteczny na wszystko i zadaje naprawdę potężne obrażenia. Trzy, cztery takie i Yaga-Shura to historia. Mag miałby trudności z większą ilością wojowników, ale jeden na jednego to on da radę większości. Choć tak się zastanawiałem, czy przypadkiem złodziej by mu nie dał w kość... nie, tu jednak złodziej niewiele zdziała. W ogóle czarownik to miszcz :twisted:. Ale co kto lubi...
-
Oczywiście, że GTA jest lepsze . To znaczy, "Mafię" z przyjemnością kończyłem już dwa razy. Ale w sumie to jednak nie ta wolność, co w GTA. Nie ten dynamizm. Różnica jedynie w klimacie, ale GTA przewyższa pod innymi względami "Mafię". Głównie zarzucam grze Czechów to ograniczenie. Dlatego wg mnie to nawet nie jest ta klasa gier, co GTA. Tu nawet nie powinno byc porównania,
-
Komunizm --> ta doktryna polityczna wychodzi bezpośrednio (no dobra, zapośredniczył ją Stalin i Lenin) od filozofii. I to filozofii dosyć praktycznej. Marks dosyć wyraźnie sobie to zaplanował. Wpierw etap socjalizmu, czyli rządy proletariatu, a potem ten proletariat oddaje władzę ludziom. No i tu się zatrzymało . Toteż nie ma tu różnicy między polityką i filzofią. Sęk w tym, że jakiś kretyn chciał tę filozofię wprowadzić w życie i się skończyło, jak się skończyło. Ale ja ci nie bronię mówić komunizm na to co było w PRL-u, choć pewnie kilku historyków by się wściekło. Bleh, to ma być mądre słowo ? Przysłowek i tyle, orzeczeniowa przydaweczka. Nic wielkiego. Czepiłbyś się lepiej mojej "nomenklatury" (i to z literówką ), fanatycznie powtarzanej "alternatywy" (próbuję wpoić właściwe znaczenie tego słowa, ale chyba język jest dynamiczniejszy ode mnie) albo podpadającego pod fetyszyzm chwalenia się fiozofią Schopenhauera . A ty mi z "bynajmniej" wyskakujesz. Mądre słowo? Bynajmniej . No tak, tu już mnie wprowadziłeś w zakłopotanie, bo w sumie zwątpiłem. Ale sprawdziłem i był to jednak Gomółka i to Władysław. Nikita szalał pewnie. Che, che, najlepszy motyw, jak przyfrunął do Poslki i wspaniałomyślnie nam umorzyl długi. Ale te długi to on chyba sobie w samolocie tuż przed lądowaniem wymyślił. Ale to jednak nie Stalin z jego fobiami zdradzania. To jednak nie było totalne mordowanie ludzi. Jakie to były liczby odnośnie stalinizmu?? 100 000 000 ofiar??? Idealizowanie dawnych czasów ma pewne dosyć istotne powody. Otóż tacy choćby górnicy, którzy biedy raczej nie klepali, choć na tym traciła gospodarka. Ponadto żyło się jak żyło, ale praca była. Ba, ona sama cię szukała. Ponadto nie płaciłeś stosów rachunków. Ponadto wszyscy byli atakowani przez nowomowę, a teraz, żeby sobie odbić nowomowę, w telewizji szerzy się potoczny język. Ludzie stawiają teraźniejsze brudy z przeszłymi i (dosyć nieracjonalnie) wnioskują, że było lepiej, bo w sumie pamiętają to, co było lepsze niż dzisiaj. Heh, bo kto zwraca uwagę na to, że jest zdrowy. Powie o swoim zdrowiu cokolwiek, gdy zachoruje. Ale jaki to ma związek z Tito :-k??? Tito chciał rzeczywiście wprowadzić swój komunizm, stawiał na uniezależnienie się od ZSRR i wmocnienie swojego kraju. Kolesiowstwo i załatwianie spraw w gabinetach było, jest i będzie. Zawsze, zaś ustrój demkratyczny tylko temu sprzyja. I tu nic nie zmienisz, nawet wymieniając ldzui z władzy. A pozostałości po starym systemie nie są takie złe, bo tworzą w kńcu lewicę, a ja raczej jestem lewicowcem. A my nie zmarnowaliśmy piętnastu lat na zapomnienie. My zmarnowaliśmy te lata na rozprawienie się z przeszłością i niestety o teraźniejszości raczej zapomnieliśmy. No wiesz, na szczęście ludzie wiedzą, że życie toczy się dalej i się nie zastanawiają jak Michał Poniatowski został prymasem Poslki w XVIII wieku. Możesz pójść do sklepu i kupić colę? To, co narzekasz ? To, że nie jest tak miło, jakbyśmy cicieli, nie oznacza, że jest to PRL. Demokracja też może być parszywa, a wszystko zależy od ludzi (jak zawsze). My mamy takich polityków a nie innych. Jeżeli usuniesz lewicę (pozostałości po PRL-u), to kto zostanie? Nasza kochana skrajna, zkałaman prawica. I co, znowu będziesz mówił, że będzie to PRL na bis? U nas polityka wygląda jak ograniczona dialektyka dziejów Hegla. Mamy jedne rząd = teza. Potem wchodzi drugi rząd (bo pierwszy schrzanił i stracił poparcie) = antyteza. Tylko, że nie ma już syntezy (jakby to sobie Hegel życzył), a wracamy z powrotem do tezy (bo drugi rząd też schrzanił i stracił poparcie). I w tym sprawiedliwym systemie w kńcu każdy ma szansę porządzić . Ale kierowałeś się chłopskim rozumem . Wiesz, podejrzewam, że na myśl o usunięciu ciąży kobieta już się czuje nieswojo. Sądzę, że ona się popyta, a już na pewno odpowiedzialny lekarz z nią poważnie porozmawia. Tu raczej nie powinno się opracowywać metodologii, bo nie mamy do czynienia z uogólnieniem. Warunki w więzieniach --> na każdego więźnia przypada ok. dwóch metrów kwadratowych powierzchni. W Europie normą jest dziesięć metrów, prawo do telewizji (kontakt ze światem) i chyba inne rzeczy. A u nas w Polsce w kolejce na wolną celę czeka około 30 000 tysięcy skazanych. Cele są oczywiście przeludnione itp. Toteż gościu, o którym mówiłeś trafiał raczej do aresztu, choć ja się na tym nie znam. Dane pochodzą z raportu Wiadomości, które dsyć dawno oglądałem, więc tu też głowy nie daję. No ale fakt faktem, że się nie przelewa. Chcecie więźnia wsadzać samego do celi i to z kiblem? To dopiero luksus. Jak on na załatwia intymne potrzeby fizjologiczne w obecności sześciu, siedmiu kumpli. Łatwo jest mówić o upodleniu i zdołowaniu, kiedy się nie zna życia za kratami. Ale to nie jest tak, że ludzie wychodzą z więzień i dalej szaleją. Większość jednak po upływie czasu zniewolenia zmienia się. Utracenie kilku lat życia zmusza człowieka do zastanowienia się nad swoim życiem. Ale o takich ludziach nikt nie mówi, bo to przecież nieciekawe. Co do poprawy organu ścigania i sądownictwa to popieram całkowicie. Co z tego, że będzie kara śmierci, skoro od przestępstwa do złapania minie jakieś trzy latka. Proces (w tak poważnej sprawie) będzie trwał w nieskocozność, przedłużany w jeszcze większą nieskńczoność itp. Na tym polega szkopuł. A myślenie, że kara śmierci usprawni działanie prawa, jest wg mnie ucieczką od problemu, a nie zajęciem się nim. Praca dla więźniów --> samą nagrodą będzie, to że pracują . Tzn. mogą się rzowijać w jakimś zawodzie, no. stolarka. No i praca daje pewny cel w życiu i niszczy nudę, ponoć najgorszą zbrodniarkę. No i rozwija. Czuć się pożytecznym, tworzyć zamiast niszczyć itp. Swietny sposób resocializacji, chociaż pewnie trochę dziecinnie do tego podchodzę. Energia --> tak samo, jak z wiatrakami, jest z energią słoneczną. Wszystko pięknie, ale niestety, żeby to było efektywne, potrzeba dużej powierzchni przeznczaonej na lustra. Ponadto nie potrafimy jeszcze takiej energii przechowywać. I tu niestety jest problem. Ale u nas tak źle ze środowiskiem nie jest. Wiem, że mamy spory zapas w ilości emitowanych gazów do atmosfery. Daleko nam do granicy ustalonej przez UE. Coś tam ktoś bąkał o sprzedaniu tego zapsau USA, ale chyba USA żadnych umów ie podpisywało. RoZy--> podejrzewam, że to NEC to pewne narzucenie sobie ograniczenia. Idąc myślą Ortegi y Gasseta, to byłby to pewny wyraz elitarności, wybicię się ponad masy. Taka jest moja teoria. Emoczcionki nie są złe. Czynią tekst jaśniejszym, ale w oficjalnej wypowiedzi są nie na miejscu. Dlatego czasem coś mnie kłuje w dołku, jak patrzę na taką emoczcionkę w tekście w CD-Action, albo w innym piśmie, głównie komputerowym. EDIT Bym zapomniał - NEC: -2
