none
Forumowicze-
Zawartość
383 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez none
-
Hm, to prawda. Zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, że nie potrafię sobie wyobrazić wojny na terenie Europy, chyba że jakiejś małej domowej. Jedynie Jugosławia wprowadzała mnie wątpliwości, ale Jugosławia to jednak skomplikowany przypadek, który się w Europie gdzie indziej raczej nie powtórzy. Chodzi o to, że tam granice państw nie pokrywają się z granicami narodowości i wyznań. W okresie komunizmu zapędy tamtejszych narodowości były tłumione skutecznie, ale po przemianach wszystko wybuchło. Najjaskrawszy przykład tego mechanizmu jest w Afryce. Więc sądzę, że Jugosławia się nie powtórzy gdzie indziej w Europie. Ja mam matematyczne podejście? A kto chciał obliczać relatywne ofiary? Powtórzę to po raz trzeci, ale może innymi słowami. Szanuję twoją ocenę Westerplatte, Monte Cassino itd., itp. Mam mniej więcej podobne zdanie. Ale ta opinia czy ocena ma znaczenie w skali mniejszej, w skali wojny na terenie Polski i walk Polaków na innych frontach. W skali całej wojny Westerplatte czy Monte C. ma mniejsze znaczenie. Jeszcze mniejsze znaczenie ma postawa naszych żołnierzy, bo jakkolwiek w odbiciu klasztoru nasi się popisali brawurą, odwagą ipt., to jednak gdyby oni poginęli i nie dali rady, to klasztor i tak zostałby zdobyty. Skala całej II wojny światowej wymaga generalizowania, w którym nie ma znaczenia postawa Wittmana czy Hubala. I mówiąc o ocenie zdarzeń u Putina czy Rosjan (powiedzmy) musimy wyjść z konkretnego, polskiego punktu widzenia i przechodzimy na teren co najmniej dwóch punktów widzenia: polskiego i rosyjskiego. Ale sytuacja jest jeszcze bardziej wielostornna, bo były to międzynarodowe obchody dnia zakończenia wojny, czyli musimy brać pod uwagę punkt widzenia innych narodów. Wystąpienie Putina nie miało na celu rzetelną ocenę wydarzeń historycznych, tylko było wystapieniem głowy państwa, na terenie którego miała miejsce impreza. Pewnie to nawet nie Putin ukłdał to przemówienie. I to powoduje, że by się w tej sprawie wybronił przed każdym sądem. Narzuca nam się celowość nie wymienia Polaków i pewnie słuszna, choć tylko przez nas jest to tal postrzegane, co i mógł wziąć pod uwagę Putin czy kto tam mu pisał przemówienie. I tu sądzę, że było to zagranie celowe. Chciał nam utrzeć nosa. Ale ciągle chcę ci zwrócić uwagę, że Putin sobie tego nagle nie wymyślił. Było to tylko odbicie dyplomatycznych ciosów, które są wyprowadzane z naszej strony. I w tej mierze jest dla mnie usprawiedliwiony, bo wg mnie postawa nasza wobec działań Rosji jest p prostu głupia. Wyraża nacjonalizm, o ile nie szowinizm, i jest wyrazem zwykłej ciemnoty. Definicja ludobójstwa nie zakłada taką to a taką ilość ofiar, tylko celowość takiego działania. Ludobójstwo to zbrodnia wojenna, ale o tyle charakterystyczna, że ma swoją konkretniejszą nazwę. Ludobójstwo ma na celu wyniszczenie pewnej grupy kulturowej - narodowości, religii itp. I tutaj pasują wydarzenia w Nigerii, tutaj pasuje Holocaust, tutaj pasuje zamordowanie ok. półtora miliona Orimian przez Turków na początku XX. wieku. Gdyby hitlerowcy zdążyli zagazować powiedzmy 10 tysięcy żydów, to również nazwano by to ludobójstwem. Wydaje mi się, że wówczas już by nie mówiono o Holocauście, bo to już nie byłaby taka skala, że trzeba było nadawać nową nazwę takim działaniom. Natomiast zamordowanie oficerów polskich w Katyniu ludobójstwem nie jest. Jest zbrodnią wojenną jak ludobójstwo, ale ludobójstwo ma jakby węższy zakres znaczeniowy. Jest to o tyle ważne, że trochę inaczej się te działania interpretuje w trybunale mięzynarodowym i trochę inne są konsekwencje. Czepiłeś się mojego argumentu o śmiesznej długiej litanii. Mało w tym byo konkretu, ale chodzi mi głównie o to, że to była kropka nad "i" w mojej, hm, obronie Putina . Mówisz, że moje argumenty są naiwne, ale podaj z łaski swojej konkretne przykłady, żebym mógł chociaż dostrzec tę ew. naiwność. Zaś powtarzanie argumentów mogę wytłumaczyć. Po pierwsze wykazuję na tyle cierpliwości, by wprowadzać w dyskusję takich gości jak mac ap czy szypie, bo im się nie chce czytać zeszłych postów. Po drugie, powtarzam te argumenty, których nikt nie podważył, które wydają mi się ważne w dyskusji i których ty lub ktoś inny nie zauważa bądź nie chce zauważyć. Reszta jest nieświadoma . szypie Bez obrazy, ale mnie wkurzasz. To już trzeci raz. Wpierw wchodzisz w dyskusję bez orientacji, o co dokładnie chodzi. Czytaz nieuważnie. A potem i tak urywasz, bez odniesienia się do czyjejś opinii. Nastepnym razem sobie daruj, bo w końcu zacznę cię ignorować. mac ap Offset będzie relaizowany w inwestycjach w wojskowość. Przemysł militarny, ale również szkolenia dla pilotów itd., itp. Ta śmieszna fabryczka z offsetem nie ma nic wspólnego. To inicjatywa raczej niezależna. Wiem, że na razie zatwierdzono dopiero pewne projekty, więc ruszyć nic nie mogło do tej pory. Dowód? Nikt o tym nie mówi, np. w Wiadomościach . Hmm, USA nie jest sojusznikiem, bo raczej nie ma oficjalnego sojuszu. Takich dokumentów się nie podpisuje z bule kim i byle kiedy. Więc nasz "sojusz" polega na współpracy. Na razie jednostronnej, co za rządów Kaczora ani Tuska się nie zmieni. Twoje teoria na temat zagrożenia ze strony Roosji jest śmieszna. Na twoje trzy powody mam swoje. Po pierwsze upadek tego kraju to mit. Choćby dlatego, że Putin ma stałe poparcie społeczne większe od buszowskiego. W końcu rządzi drugą kadencję, a część Rosjan, chciałaby go na trzeciej. Jutro do rozruchów nie dojdzie, ponieważ Putin ma zbyt silną pozycję, choćby w wojsku. Poważny rozruch to tylko w tamtejszej armii, ale nad armią Putin panuje. Ponadto przy poparciu społeczeństwa i armia szans nie ma. Generalicja próbował się sprzeciwiać pierestrojce i nawet zamknęli Gorbaczowa w areszcie domowym, ale ludzie się zbuntowali i generałowie musieli odpuścić. Wtedy to Jelcyn wykorzystał nieobecność Gorbaczowa i przypisał sobie jego zasługi. Nie wiem, skąd wiesz o tych międzynarodowych organizacjach, które wystawiają takie oceny. Wiem, że całkiem niedawno byłem w Petersburgu i nie widziałem znaków nadchodzącego rozpadu. Bo niby z jakiej przyczyny? Kraj ma własne suowce. Otwiera się gospodarczo na świat. Ma łatwy dostęp do Europy i Azji i może być posrednikiem w kontaktach gospodarczych. Ten gazociąg bałtycki da mu możliwość łatwego i taniego eksportowania gazu do Anglii, Skandynawii i dalej do Europy. POd względem dynamiki rozwoju kultury wyprzedza nas o lata świetlne, a dla reszty świata jest atrkacjynym partnerem do współpracy, ponieważ posiada gigantyczną siłę nabywczą. Teraz Rosję obchodzi jedynie współpraca gospodarcza i umacnianie państwa, dlatego nie miesza się w Iraki itp. Reszta uwag to raczej nic konkretnego, bo atak niemilitarny to może każdy przeprowadzić, a to, co ci się wydaje, jest mało przekonujące. Stosunki z Rosją pogarszają się od pierwszej nitki gazociągu, czyli wcześniej niż AWS. Twarda postawa, jeżeli taka w ogóle była, nie polepszyła tych stosunków. Zahamowano wręcz budowę drugiej nitki, bo ominęłaby naszych ukochanych Ukraińców, którzy sami kradli gaz, czego Rosjanie nie mogli powstrzymać, stąd zakręceni kurka na moment. Ponadto miękka postwa SLD w stosunkah z Rosją nic nie da, jeżeli media będą robić z Rosji skur..., którzy gnebią Czeczeńców itp. Wprost lub Rzeczpospolita nie uznali np. Dubrowki i Biesłanu za terroryzm. Dla Rosji jesteśmy tym, co sami sobie zażyczyliśmy. Nie wiem, jaka jest opinia władz w Rosji i wątpię, żebyś ty to wiedział. Natomiast to by się zmieniło, gdybyśmy się zajęli wspólnymi interesami i nie mieszali w nie honor czy coś tam. W ogóle mieszanie honoru w interesy jest brakiem wyczucia i kultury, no ale cóż. Ponadto zarzucasz mi nieznajomość historii, ale sam się nią nie popisujesz. Cóż zdanie matury nie oznacza, że coś wiesz. Z Ukraińcami stosunki układały się bardzo różnie. Nacjonalizm Ukraiński doprowadził do zaistnienia UPA i brutalnej wzajemnej walki. W dwudziestoleciu i przy wojnie z bolszewikami na Ukrainie były dwie frakcje, Jedna współpracował z nami, druga z bolszewikami. Ponadto przypomnę ci jeszcze Lwów i cemntarz orląt polskich, przeciwko któremu wypowidała się również nasz przyjaciel Juszczenko. Zresztą to on reprezentuje nacjonalistyczną zachodnią Ukrainę. Toteż stał się naszym przyjacielem w imię demokracji czy raczej władzy dla niego. I o dziwo! tutaj już nie mieszaliśmy w to naszą przeszłość, bo anatagonizm do Rosji jest ponad nasz honor, który został ukierunkowany dosyć jednostronnie. O rurociągu już pisałem parę pstów wcześniej. I to dwa razy, więc tam zawarłem swoją opinię i skrót historii schrzanienia przez nas całej sprawy. Hmm, Niemcy też najdłużej walczyli. Ponadto Czesi i Austria dostali wcześniej po tyłku niż my. Ponadto to kwestia dni czy mięsięcy. To nie predstawia żadnej wartości. Równie dobrze moglibyśmy doceniać wkład plemienia Bongo Bongo z Afryki, gdyby ono zostało pierwsze zaatakowane, a miało pięciu żołnierzy. I raczej poważni historycy olewają czas naszej walki przy ocenie naszego wkładu w tę wojnę. Hm, wątpię żeby w ZSRR był jakiś quisling. Nie miesliśmy może znanej postaci współpracy z Niemcami, ale za to posiadaliśmy górali karpackich, którzy stworzyli całą organizację współpracującą z nazistami. To też nie mówi nic o naszym znaczeniu w tej wojnie. Państwo podziemne u nas wpowstało, bo mieliśmy doświadczenie z okresu rozbiorów. Gdyby inne państwo duże straciło niepodległość na 123 lata i trafiło pod okupację, też by pewnie bez trudu miał opodziemne państwo. Ponadto, co to za argument? Przecież przegraliśmy. Ten, co zachował własną państwowość jest przy tej argumentacji lepszy od nas. Własna państwowość ma większe możliwości niż podziemne państwo, które połowę swoich działań i środków musi poświęcić na utrzymanie się w tajemnicy. ZSRR postąpiło tak, jak postąpiło, ale to ZSRR zagrało główną rolę w tej wojnie i to dzięki ZSRR Hitler został pokonany. I nie rzucaj wyrwanymi z kontekstu faktami. Historia to nie książka telefoniczna, choć to w sumie wina szkoły, bo tak się nas uczy historii. Prawdziwa umiejętność polega na zrozumieniu logiki wydarzeń i ich wzajemnego wpływu. Co do tych 15% i 10%, to po pierwsze muszę powiedzieć, że zapędziłem się z tą bzdurą. Jak czegoś kompletnie nie pamiętam, nie znaczy, że tego nie mam. Sprawa wciaż niewyjąsniona, bo sprawdzałem w historii Czapińskiego, w podręczniku akademickim, nawet w Roszkowskim, uznawszy, że to pewnie informacja zastrzeżona dla liceów. Niestety nie było ani słówka. Przyczyny mogą być różne. Twój podręcznik kłamie, co nie byłoby dziwne, bo znane są makabryczne przekłamania w podręcznikach dla szkół. Mogłem patrzeć nie wtym miejscu, co trzeba. Rozwiązanie jest proste, podaj mi adres bibliograficzny podręcznika, a lepiej dzieła o charakterze niepodręcznikowym zawierającego tę informację, abym mógł się temu przyjrzeć. Ale załóżmy, że mówisz prawdę. Zamiary takiego wspomożenia ZSRR mogłyby być, ale niestety zaraz po wojnie opadła żelazna kultura i ZSRR odciął się od USA i współpracujących z nimi imperialistami. Przy zaogniających się stosunkach i nawet otwartej wrogości (patrz procesy komunistów w USA) wypełnienie tej umowy nie byłoby możliwe. Ponadto nie wyczytałem nic o kontrybucji nałożonej na Niemcy, ale nic dziwnego. Niemcy zbankrutowali. Nie tylko oni, np. Wielka Brytania również zbankrutowała. Cała Europa była sparaliżowana gospodarczo. Podejrzewam, że z kontrybucją skończyło się tak, jak z tą po I wś, czyli została umorzona. Ponadto przy tak zniszczonych Niemcach te procenty były nic nieznaczące w porównaniu ze skalą strat w ZSRR. Ocenia się, że straty wyniosły 2 tryliony 600 miliardów rubli. Jak niby przy takich stratach w Niemczech i reszty Europy ZSRR miała wyjść z tej zapaści przy pomocy tego małego zastrzyku pieniędzy? Rany! kto cię uczył historii???? Ja przynajmniej chcę zrozumieć historię, a nie nauczyć się jej jak książki telefonicznej. Radziecka produkcja przemysłowa? Już przed wojną była do bani. Cóż, takie uroki socjalizmu . Wszelkie raporty to propaganda, skierowana głównie na własne społeczeństwo. Dla porównania w Polsce tez mieliśmy takie raporty. W jednym, o ile dobrze sobie przypominam, osiągnęlismy 1200% normy w zyskach . Rachynek był dziecinnie prosty - nie wliczamy majątku włożonego w osiągnięcie tego zysku. Dlatego przy takich zyskach mieliśmy potem zadłużenie i daltego przy "takim" potencjale ekonomicznym ZSRR dochodziło tam do głodu. Choćby znany przypadek Ukrainy, gdzie nawet dochodziło do kanibalizmu. Straty w ludziach w USA są znikome przy stratach Rosji z I i II wojny światowej. Do tego dolicz rewolucję. 27 milionów ofiar. Z tego 20 milionów to zołnierze. Od pewnego momentu w przemyśle cięzkim pracowały same kobiety. Reszta tego, co napisałeś, to bzdura, biorąc pod uwagę twoją interpetacje raportów gospodarczych ZSRR-u . Nie wiem, ile trwało przeniesienie fabryk, ale w wyniku wojny i okupacji wojsk niemieckich ZSRR utracił 32 tysiące zakładów przemysłowych. I pytam się, gdzie ty chciałbyś przenosić te fabryki? Ponadto uratowano przemysł zbrojeniowy, co zrozumiałe, ale reszta padła. Handel detaliczny, komunikacja (67 tys kilometrów torów i kilkaset tysięcy zniszczonych wagonów), zaopatrzenie w żywność. Potęga ZSRR to mit, bo na niczym się nie opierała. Był to kolos na glinianych nogach. Natomiast USA po wojnie miała trzykrotnie większy potencjał ekonomiczny od ZSRR-u. miała 59% udziału w światowej produkcji, zaś w jej bankach było 70% kapitału zagranicznego. Po wojnie USA miała nadwyżkę kapitału, która musiała gdzieś ulokować i stąd plany pomocy Europie. Wielka Brytania była od tej pomocy uzależniona. USA zaś dodatkowo zarabiała. Ponadtomilitaryzacja w USA nie zaszkodziła reszcie gospodarki, bo USA miała swobodę w obracaniu pięniędzy i rozwoju innych dziedzin. Nowinki techniczne z wojska bardzo szybko przechodzily do innych dziedzin. Społeczeństwo mogło się bogacić przy demokracji i niezagrożonym wolnym rynku. Nic nie wiem o zadłużeniu, które przypominałeś, ale po wojnie tego zadłużenia już nie było. Bo niby jak przy tak ogormnym zadłużeniu, o jakim mówiłeś, USa mogłaby relaizwać wielkie plany pomocy zagranicznej dal krajów zdewastowanych przy "takim kryzysie wewnętrznym"??????? Bezrobocie w okresie wojny spadło z 8 milionów do 700 tysięcy niezatrudnionych. USA wówaczas była niekwestionowanym liderem. Kocerny zaś za swoją broń dostały forsę od państw europejskich. Tja, a to że coś wiesz, nie znaczy, że jesteś moądry. Widzę, że znasz oderwane fakty, ale nie potrafisz ich interpetować i nie znasz ich wartości. Cóż, jesteś ofiarą szkolnego programu nauki historii. Jak każdy z nas zresztą.
-
O, rany, ale się odezwali obrońcy historii. Odpowiem tylko na część zarzutów do mojej wypowiedzi, ponieważ reszta znajduje się w pozostałych postach na ten temat, których mac ap ani szypie nie raczyli przeczytać, ale do dyskusji jednak wolą się przyłączyć. Moje podejście do USA wydaje się może bardzo krytyczne, ale to z tego powodu, że muszę się przeciwstawić bezkrytycznemu podejściu. W stosunku do USA Polska prezentuje zwykłą służalczość. Lecimy do Iraku wbrew NATO i ONZ, kupujemy myśliwce za nieistniejący offset i prowadzimy nierównomierną politykę wizową. Krytykujemy Rosję za to, że Kwasniewski musiał czekać godzinę na Putina, ale nikt nie wspomina o tym, ze Bush w ogóle nie znalazł dla niego czasu. I to mnie wkurza. Przeszłość zafałszowuje naszą rzeczywistość, czego dobrym przykładem jest szypie, który jest święcie przekonany, ze KGB w Rosji wciąż działa. Natopmiast USA nie jest naszym najsilniejszym sojusznikiem, ponieważ współpraca gospodarcza jest gorsza niż z Rosją, choćby przez to, że odległość to eksportu jest kosztownie wielka. Współpraca militarna polega na jakichś śmiesznych kontyngentach polskich żołnierzy, które mimo swojej śmieszności i tak nas kosztują majątek. Inwestycji w Iraku mamy wyjątkowo mało. Najsilniejszy sojusznik w postaci USA jest nam de facto zupełnie niepotrzbny, a jak na razie dodatkowo tracimy forsę na tym sojuszu. A czemu niepotrzebny? Bo niby, kto nam zagraża militarnie? Niemcy? Francja? A nie, już wiem, Rosja?! Co oczywiście jest bzdurą. Nikomu się dziasiaj nie opłaci wojna w Europie. teraz liczy się gospodarka i trzaskanie forsy. Ponadto po minionych dośiwadczeniach i możliwościach współczesnej techniki niszczenia wojny nikt nie zacznie w Europie, bo to nieopłacalne i bezcelowe. Wojny też nikt już nie wygra, co swietnie pokazuje Irak. Tak więc zagrożenia militarnego nie ma. Za to współpraca z USA może zwrócić na nas uwagę terrorystów, choć na szczęście nie liczymy się w takim stopniu, że terroryści nas na razie olewają. Więc najsilniejszy sojusznik to mit. Teraz powinniśmy zaciesniać stosunki z Unią Europejską, bo do niej nam najbliżej i należymy już UE. Z Rosją też by się przydałyby lepsze stosunki, co zaowocowałoby lepszymi stosunkami gospodarczymi i może przy planach rozszerzania eksportu surowców na zachód nie zostalibyśmy pominięci. Bohaterstwo, heroizm, poświęcenie i inne tego typu martyrologiczne pojęcia pięknie brzmią, ale niestety na wojnie wychodzą one poza wszelkie narody i ideologie. Na wojnie mamy do czynienia z człowiekiem, który staje przed najtrudniejszymi wyborami jego życia, ponieważ konsekwencją tych wyborów może być śmierć. Toteż ty mi mówisz o bohaterstwie ludzi na Westerplatte, natomiast ja ci mówię o heroizmie i innych izmach żołnierzy niemieckich w bitwie o Stalingrad, gdzie umierali głównie z głody i zamarznięcia. Mówię o tym tylko po to, aby ci uświadomić, że twoje mac apa osądy na temat działań ludzi na II wś są zbyt pochopne i prostackie. Sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana niż ci się wydaje. Dlatego przerzucanie się heroizmem ludzi na tej wojnie jest jałowe i głupie. Niestety rozumienie tekstu czytanego u ciebie też leży, bo zupełnie nie zrozumiełaeś, o co mi chodzi. Ja nie mówię, ze Putin nie zawinił. Ja uważam, że to było celowe, ale nie wzięło się z nikąd. Gdybyśmy przedstawiali się jako poważny partner w rozmowach dyplomatycznych i interesach gospodarczych, to pewnie i by do takich sytuacji nie dochodziło, bo jakby nie patrzeć Putin wymienił państwa, z którymi Rosja ma dobre stosunki. I jak już wspomniałem, Putin by się wybronił przed każdym sądem, bo historia to przede wszystkim fakty, a dopiero potem ich wartościowanie. My na razie tego nie potrafimy zrozumieć i dlatego wymachujemy naszą szabelką. Zresztą nasi nie byli tacy święci. Wystarczy wspomnieć Volksdeutchów, polską milicję czy górali z Tatr, którzy ogólnie się odcięli od narodowości polskiej i przyłączyli się do Niemców, utworzywszy swoją organizację. Przykre fragmenty naszej kolaboracji, ale o nich się nie mówi na historii. Jedynie ktoś tam bąknie coś w podręczniku o Volksdeutchach. Więc jak widzisz postawy są różne i genralizowanie nic dobrego nie przynosi. Ponadto jeżeli szypie jest taki prędki w osądzaniu ludzi, to jestem ciekaw jego opinii na temat postępowania zarządców getta łódzkiego i warszawskiego. Nie wiem, skąd mac ap wziął tę bzdurę: Hm, co do reszty, wyzysk był, ale na zbyt małą skalę by podnieść z gospodarczych gruzów ZSRR. Jakkolwiek pomyliłem się z "niszczycielską, morderczą wojną secesyjną" , to jednak jest ona pikusiem w porównaniu z I i II wojną światową, które jakoś ominęły tereny USA. Już po pierwszej wojnie światowej USA przejęła pałeczkę pierwszeństwa na świecie. ZSRR miała problemy choćby z głodem. Ponadto Stalin w czasie II wś musiał przenieść cały przemysł na wschód, by się do niego Niemcy nie dobrali. Jakkolwiek było to posunięcie genialne i w sumie uratowało ZSRR skórę, to jednak zamieszanie nie pomogło w usprawnianiu gospodarki. Biorąc pod uwagę przetrzebienie społeczeństwa rosyjskiego (i innych oczywiście narodowości), czyli 20 milionów ofiar i późniejsze hamowanie gospodarki przez ustrój socjalistyczny, to i tak ZSRR osiągnęła imponująco dużo w wyścigu zbrojeń z USA. Następnie zadłużenie USA to zwykła bzdura, bo niby u kogo USA się miało zadłużyć? To USA sprzedawała broń do ZSRR i to ZSRR było zadłużone. Ponadto przemysł zbrojeniowy mocno ruszył gospodarkę, o czym świadczy przegrana Japonii z USA. Japonia nie wytrzynała gospodarczo tempa zniszczeń, natomiast USA przełknęła lekko Pearl Harbour. To była ironia. Jak podrośniesz będziesz wiedział . Ech, nie rozumiesz tekstu pisanego i na dodatek wchodzisz w temat bez przeczytania poprzednich postów . Podziwiam Chima za jego cierpliwość . A co było z Batorym? Przecież mówię, że z Iwanem Groźnym to był strzał, choć nadal nie wiem, czy celny. Jakieś może konkrety? Natomiast historia USA mało mnie interesuje .
-
Hmm, zacznę może od Papy, bo to krócej będzie . Oczywiście, że nie jest łatwo, ale to też chyba ci uzmysławia, że nie ma najsilniejszego kraju na świecie i takie wybieranie numeru jeden jest głupie i całkowicie jałowe. Ponadto jedyne wnioski jakie wyciąnięto z Katriny, to takie, żeby wszyscy stamtąd zwiewali. Żadnych wniosków nie wyciągnięto, oprócz takich, że jednak głupim pomysłem było dofinansowanie wojska kosztem pomocy w razie kataklizmów i to w kraju, w którym jest coroczny sezon huraganów. Acha, acha, sorry, sorry, z tą dyplomacją doszło do przesunięcia znaczenia ze względu na otoczenie leksykalne . Komentarza w telewizji nie uważam za oficjalną drogę dyplomatyczną, bo i ichyba taką nie jest. Akurat Speer aż takich świństw nie narobił . Praca przymusowa i deportacje, był świetnym organizatorem . Porównaj sobie skale działań obu ludzi i okoliczności. Jakkolwiek tenże generał rosyjski wieszał ludzi, to byli to głównie powstańcy, czyli de facto wojskowi. Natomiast Speer zajomwał się ludnością cywilną i to na znacznie większą skalę. Znacznie, znacznie większą. Natomiast skala genrała jest porównywalna ze skalą działań Piłsudskiego choćby, który raczej się z bolszewikami nie patyczkował. Nie mówiąc o rodzimej opozycji . Moją jedyną pomyłką była literówka, bo to był oczywiście Zygmunt III Waza. Natomiast, co prawda królowie polscy mi się mieszają, to jednak na pewno za dymitriady nie rządził Batory. Batory to druga wolna elekcja, wiek XVI i walka pewnie z Iwanem Groźnym (strzał ).
-
Piszę przy meczu Benfica-Machester, więc sorry za ewentualny bełkot . Oj coś Tusk i Lech nie popisali się w bezpośredniej debacie. Obaj ostrożni, spolegliwi i grzeczni. Lechu chyba chciał bezpośredniej, wyjątkowo merytorycznej debaty jedynie przed wyborami parlamentarnymi. Pewnie to z powodu jej braku wyskoczyli z tymi koszykami pełnymi jedzenia. Urządzili sobie małą debatę na temat najbardziej drażliwy wśród wyborców. Zobaczymy teraz kompetencje Lecha, bo coś czuję, że opierały się głównie na podatkach . Zobaczymy, jak na razie obaj się nie popisali zdecydowaną postawą. No i Marcinkiewicz. Został nieźle zjechany za swoją niekompetencję. Kaczor coś kręci. W ostatniej debacie przedwyborczej Mikke strzelił niezłego kloca. Wg niego Ameryka ma wielką, owoczesną armię i program kosmiczny, bo u nich paliwo kosztuje 2 zł . Nie miałem na myśli całego trzeciego progu. Chodzi mi o część tej grupy, tej hm... biedniejszej . Ponadto jest taki mechanizm, że kto ma dużo, chce mieć więcej i spory kapitał inwestuje. Jednym ze sposobów jest inwestowanie w sferę usług. Popularne szczególnie są restauracje i kluby różnego rodzaju. Ponadto do trzeciego progu należą też ci, co się wzbogacili na inwestowaniu w usługi i nieźle rozwinęli swoją działalność. Tacy nie zatrzymują się w rozwoju i poszerzają sieć usługową. Ale zgadzam się, że główną grupą działającą w usługach to drugi próg albo były drugi próg. Wiesz, to nie jest sprawa otwartej wrogości. Chodzi o ogólny stosunek do Rosji i jej działań. I nie mówię o samych politykach. Mam na myśli także dziennikarzy, którz w swoich komentarzach potrafią często zrobić o jedną aluzję za dużo a czasem o jedno słowo za dużo. Ciężko mi teraz cytować, bo nie mam wypisanych przykładów, więc nie zaprezentuję. Głównie do Rosji jest poważny często nieuzasadniony, no chyba że poważnie brać pod uwagę oskarżenia o ZSRR i inne kwaitki z przeszłości. Ja to nazywam rusofobią, bo ten negatywny stosunek do Rosji jet dla mnie bezsensowny. I to właśnie głównie dziennikarza i niektórzy politycy doprowadzili do niesnasek na linii Warszawa - Moskwa. Najgorsze jest to, że my tę sprawę traktujemy poważnie. Niestety Putin stoi na czele największego państwa świata, które się liczy w znacznie poważniejszej lidze niż Polska i nasze wybryki mniej znaczą dla nich niż ich dla nas. To jest błędne koło, ponieważ my nic takim zachowaniem nie uzyskamy i to jeszcze bardziej nas oburza, co prowadi do nasilenia się naszych wybryków i większego zobojętnienia strony rosyjskiej. Phi , żebyś sobie przeczytał komentarz Urbana, który jest bardzo obeznany z politykami i spojrzał na tę sprawę z perspektywy innych działań Cimoszewicza. On to dopiero nie zostawił suchej nitki na Cimoszewiczu. A popiera lewicę i SLD. Natomiast odmłodnienie SLD jest i tak imponujące w porównaniu z innymi partiami, gdzie są sami weterani. PiS tutaj też króluje . Wiem, że jeszcze LPR stawia na młodych , ale nie popieram faszystów i ciemnoty.
-
Co do wyborów, to niezłą niespodziankę strzelili ludzie Platformie . Rokita coś zgasł zaraz po sądażach i wyniki nie polepszyły mu nastroju. Icha czas minął na obietnice. Teraz nadszedł czas na sprawdzanie ich sprawności i kompetencji. Cieszę się, że SLD się dostało, bo to rozsądna lewica i jedyna partia, która przynajmniej w minimalnym stopniu stawia na młodych i wprowadza pewną świeżość do parlamentu. Martwi mnie wynik Samoobrony, ale to wynik stawiania w swoim populistycznym krzyczeniu na elektorat wiejski, który najwyraźniej zdecydował także o zwycięstwie PiSu nad PO. Dobrze, że LPR ma mały wyniczek. Znaczy, że w Polsce są ludzie, którzy są rozsądni i widzą, kim jest Giertych i reszta tych faszystów. Może przesadzam, ale oni też się nie hamują z osądami . LPR narzeka, że w do parlamentu europejskiego mieli większe poparcie, ale trzeba spojrzeć na ówczesną frekwencję, która nie przekroczyła 30%, zaś elektorat LPR-u jest twardszy niż SLD. I cholera Giertych będzie w sejmie . Jeżeli uważasz, że szary obywatel nie może nic zmienić, to kto decyduje o miejscach w sejmie? Skąd te wyniki? Śmieszą mnie te bezsilne usprawiedliwienia, że nie ma polityków, którym można zaufać itd., itp. To takie dziecinne machanie rączkami i tupanie nóżkami ze złości, które nie ma w żadnym sensie żadnego realnego pożytku. Ludzie po prostu boją się głosować, bo nie mogą się zdecydować, więc znajdują sobie jakąś wygodną wymówkę. Czepianie się obietnic jest wynikiem z brakiem realnego myślenia. Obietnice jedynie pokazują drogę i politykę, jaką ma zamiar obrać partia. Wiadomo, że w sejmie i ogólnie w demokracji takiej jak nasza, nie ma mowy o jednym programie rządzenia. Trzeba iść na ustępstwa. Tak po pierwsze to zajrzałem do tabelek ofiar II wś i okazało się, że się pomyliłem, ale o tym zaraz. Wielka Wspaniał Imperialistyczna Francja przez jakiś czas była podzielona. Część armii była pod kontrolą rządu Vichy, no a część nie . I nie wyskakuj mi z takimi pytaniami, bo dopóki mnie nie przekonasz, to moje zdanie jest jasne. Krytykuję naszych za to, że popisują się niezłą hipokryzją. W syosunkach dyplomatycznych z takim gigantem jak Rosja trzeba być ostrożny. Niestety nasi mieszają w delikatne sprawy naszą historię. Czepiają się Rosjan za święto narodowe w rocznicę wydarzeń z 1612 roku, czepiają się zaproszenia i odznaczenia Jaruzelskiego, ale sami nie zauważają przenisienia święta wojska polskiego na 16 sierpnia (mogłem się pomylić o dzień lub dwa) albo nazwanie ronda w Warszawie rondem Dudajewa. Więc o jaką sprawiedliwość mnie pytasz? Ja się pytam, czy my traktujemy Rosjan sprawiedliwie, bo coś mam wrażenie, że te dyplomatyczne prztyczki w nos są odpowiedzią na naszą rusofobię. Wakacje już się kończą i nie urządzam wyprzedaży .
-
Rzeczywiście jest kontekst, w którym możemy mówić o takiej sprawiedliwości, a nie innej. W naszej rzczywistości taki handycap dla najbiedniejszych jest konieczny. Tu dla biedniejszych ulgi to dobry pomysł. Ale dzedzinę usług rozwija przeważnie (zakładam tak, bo pierwszy próg podatkowy ma w tej dziedzinie poważnie utrudniony start z racji dochodów i możliwości zaciągnięcia kredytu na kapitał startowy.) grupa z drugiego progu i grupa z trzeciego. Nie mówię o milionerach, ale o ludziach, którzy we własnym biznesie widzą szansę poprawienia swojej sytuacji (z dobrej na świetną oczywiście). Odciążenie ich dochodów może mieć dobry wpływ na prywatne inwestowanie. Planem PO na usunięcie bezrobocia jest wielkie kopnięcie gospodarki w tyłek, czy raczej spuszczenie jej ze smyczy. Równe stawki podatków dochodowych to jeden z etapów. Do tego dochodzi VAT i CIT. Ponadto usunięcie niepotrzebnej (wg PO) biurokracji i procedur, które nie kontrolują, ale hamują rozwój nowych firm. Obniżenie kosztów pracy ma zachęcić pracodawców do zatrudniania, natomiast ułatwienia w rozpoczynaniu nowego biznesu ma ułatwić tworzenie nowego potencjału zatrudnienia. Dlatego też 15% dla drugiego progu może być dobrym działaniem dla sfery usług, która może się rozwinąć. Oczywiście to, co mówię, opieram na wypowiedziach hasłowych Rokity i innych. Robią wrażenia, bo są w nich zdecydowani i tylko na nich się głównie opierają. Reszta idzie na bok. Chyba dlatego nie mają do końca ułożonego programu. Hm, wszystko się zaczęło od filozofii Marksa i Engelsa. Została ona spaczona przez bolszewkiów, dlatego trzeba pamiętać, że to w ogóle w teorii tak nie miało wyglądać. Nie było to na pewno nic na pograniczu komunizmu i socjalizmu, bo sam socjalizm miał być pograniczem przejściowym. Socjalizm w Polsce był to socjalizm realny (jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić). Tak nazwano tego potworka który wyszedł po połączeniu idei Marksa i Engelsa z żądzą władzy i realiami gospdarki. Tja, mam przynajmniej nadzieję, że ostrożniej podchodzisz do swoich surowych sądów. Dobrze to ująłeś. Statystycznie była to czwarta armia, ale w rzeczywistości armie Anglii, Stanów Zjednoczonych i ZSRR przewyższały nas kilkakrotnie. Te statystyczne obliczenia są tylko po to by dodać sobie nimuszu. Militarnie mało się liczyliśmy. Wywiad był dobry, nie ma co ukrywać, ale wywiad radziecki był lepszy. W końcu lata praktyki i większe możliwości logistyczne, wziąwszy pod uwagę w jakiej sytuacji my byliśmy. Kwestia enigmy to zasługa matematyków Polskich. Matematyka w Polsce przechodziła bardzo dobry okres w okresie międzywojennym i stąd te sukcesy. Więc lista armii II wś wygląda tak: Rosja, USA, Anglia, teraz dłuugo, dłuuo nic, Polska i reszta. Też mi powód do dumy. I tu się odzywa urażona duma, bo Putin wspomniał o Polsce w takim samym stopniu, jak o innych krajach, które nie należały do wielkiej trójki. Pondto odzywa się też polskie pieniactwo. Chamstwo to to nie było, bo syuacja była, bądź, co bądź, oficjalna. Bucostwo? Powiedział i inne kraje, ponadto zaprosił Kwaśniewskiego na te uroczystości. Czepiasz się i tyle, robisz z igły widły i burzę w szklance wody. Z dużej chmury mały deszcz itp. Bo Putin nas nie obraził, ale nas nie docenił. Na tym polega problem polskich polityków i publicystów. Najlepiej by było, gdyby Putin lizał wszystkich po tyłkach. Znalezienie się w gronie "innych krajów" to jest takie obrźliwe? Jakoś inne kraje nie czują się obrażone. Mam rozumieć, że uważamy się za lepszych, mimo że w II wś byliśmy malutcy, bo trzeba było sobie radzić z wyniszczającą okupacją, która wyniszczyła prawie całkowicie naród żydowski w naszym kraju. Pomnażanie w nieskończoność naszej roli w czasie II wś jest zrozumiałe, bo to my piszemy naszą historię, ale trzeba pamiętać, że byli inni i inne historie.
-
Hmm, za czasów PRL-u i okresu ostrej cenzury media nie działały jak teraz w przekazywaniu informacji. Wtedy królowała nowomowa, której celem nie było informowanie, przekonwanie itp. Celem nowomowy było wywoływanie szumu informacyjnego; chaosu, którego nie dało się ogarnąć. Infrmacje były często puste treściowo. Oczywiście towarzyszyła temu propaganda. Ciężko wierzyć mediom, tórych celem nie jest informowanie człowieka, ale pomieszanie mu w umyśle i gubienie problemów w zalewie słów i znaczeń. Ponadto sytuacja społeczna i gospodarcza była jasna każdemu. Teraz mówimy o aferach i przykrych rzeczach, które odbywają się w polityce. Są przez to niedostępne bezpośrednio zwykłemu człowiekowi. No bo tak się nie da, że ty albo ja byśmy w ogóle mogli się orientować w aferach np. Orlenu bez poinformowania nas o tym. Gdyby media zechciały, to my byśmy o tym nic nie wiedzieli. Następnie poprawy w sytuacji gospodarczej nie są widoczne gołym okiem przez zwykłego obywatela. Jakkolwiek by się źle teraz nie działo, to i tak kupisz w sklepie to, co ci się wymarzy. Poprawę w gospodarc teraz można zobaczyć w dziedzinach, które nie interesują zwykłych obywateli. Ja się nie orientuję w eksporcie, imporcie i handlu wewnętrznym. PSL mówi o kryzysie w sprzedaży na zachód owoców miękkich. Ja o tym nie mam zielonego pojęcia. Dlatego sukcesy gospodarcze łatwo przeoczyć, jeżeli ktoś o nich wyraźnie nie powie. Sztuka polega na paru elementach procesu informowania obywatela. Wybór tematu, przedstawienie go, zwrócenie na niego uwagi odbiorcy, komentarz, punkt widzenia, z którego został przedstawiony i częstwrliwość wracania do niego. Pewnie nie na wszystko zwróciłem uwagę, ale nie jestem na studich dziennikarskich i pewnie o wielu sztuczkach dziennikarstwa nie wiem. Zwróć uwagę, że to, co wiesz o polityce w kraju, pochodzi z mediów. To, jaką masz o nich ocenę zależy w dużym stopniu od jakiegoś obcego ci człowieka, czyli dziennikarza. Nie wiem, skąd bierzesz takie bzdury. Rosja z racji swoich rozmiarów od wielu lat jest kolebką najróżniejszych narodowości. To wytworzyło wśród Rosjan akceptację innych kultur. Rosja jest jedną wielką mieszanką narodowościową. W każdym mieście masz do czynienia z różymi ludźmi. Teoria traktowania ludzi z Kaukazu jak podludzi czy legitmowania każdego z kaukazkimi rysami twarzy jest straszną bzdurą. Taki Stalin był np. Gruzinem, a Gruzja jest w okolicach Kaukazu. Z innych przykładów, to Chruszczow był Ukraińcem. Wtedy też dostało spore wsparcie ze strony państwa . Rosja jako konglomerat narodowości dlatego jest federacją i tworzy różne autonomie dzięki rozumieniu różnic narodowościowych jakie tam są. Dlatego mówienie o nietolerancji jest kłamstwem. A inwigiowanie społeczeństwa nie ma miejsca, dlatego Dubrowka mogła się wydarzyć. Biesłan tym bardziej, wziąwszy pod uwagę znaczenie tej miejscowości. A szkołę i teatr łatwo zająć, bo nie mówimy o twierdzach, których celem jest obrona. Wystarczy stłoczyć w jednym pomieszczeniu wszystkich ludzi i nie ma problemu. Szczególnie dzieci są łatwe do sterroryzowania. Nauczycielki też raczej nie stawiają wielkiego oporu. Ponadto mówisz o umęczonych narodowościach kaukazkich. Biesłan leży w północnej Osecji a zamiszkany jest przez Osetyńców, narodowość kaukazką. Dzieci, które nie przeżyły rozpoczęcia roku szkolnego, to byli Osetyńcy, nie Rosjanie. Ale mówiłeś o sprawności militarnej w kontekście pamiętnego ataku na szpital. No z militarnego punktu widzenia jest to sukces. Tak samo sukcesem militarnym Rosjan było dorwanie Maschadowa kierującego siłami partyzanckimi. Jak już mówiłem. Sytuacja jest zupełnie różna. Polacy mieli silnie rozwiniętą świadomość narodową i przeszłość niepodległościową. Czeczeni przed 1991 walczyli jedynie w powstaniu (pewnie były drobne zamieszki po drodze), ale przyczyny były religijne. Walka o niepodległość w Czeczeni niestety jest zasłoną dymną na ciemne interesy mafiosów, którzy wykorzystują destabilizację w rgionie. Oczywiście wkorzystywane są przy okazji zapędy niepodległościowe grup społecznych oraz pewnie nietolerancja religijna. Niepodległość uzyskały kraje, które wcześniej były niepodległe. I na tym polega różnica podstawowa. ZSRR się rozpadł i zwrócono niepodległość krajom, które tę niepodległość utraciły. Ew. Białoruś i Ukraina, których doświadczenia niezależnej państwowości były skromne, choć nie wiem, czy bogatsze miała Łotwa. Raczej nie. Sytuacja jest o tyle też różna, że Ukraińcy i Białorusini to narody kilkudziesięciomilionowe, natomiast Czeczńców jest coś ponad 700 tys. No i ludność Czeczenii stanowią także Rosjanie (jedna trzecia) i Ingusze (prawie jedna piąta), nie mówiąc o innych narodach. Nie można mówić o sprawiedliwości na wojnie i w sotsunku do niej w żadnym przypadku. Prawa wojny wymykają się naszym ocenom moralnym. Następnie nie ufam danym podawanym przez ciebie. Sytuacja jest tam przez nikogo niekontrolowana. Nie da się w takich warunkach wyznaczać liczby ofiar. I nie mówię tu o marginesie błędu. Senator USA obliczał liczbę ofiar Katriny na ok. 10 000. Pomylił się kilkakrotnie. Skąd bierzesz te dane? I czy 80 tys. oznacza liczbę dzieci? Następnie mała dostępność informacji i kiepskie warunki do ich zdobywania powodują, że nasze wiadomości nie mają dstępu do wszystkich faktów. Ich ocena nie ma się na czym opierać, bo prowadzenie statystyk w warunkach wojny domowej jest niemożliwa. I nie wiem, czemu się przyczepiłeś do naszych mediów? Przecież oni krytykują Putina na wszelkie możliwe strony i to u nas akcji Czeczenów nie interpretuje się jako terroryzmu. Zaufaj mi, "obiektywność" nasych mediów, gdyby tylko miała możliwość, to by nie zostawiła z Putinie suchej niteczki. Tu raczej media byłyby po twojej stronie. No cóż, może Rosjanie docenili to, że ich prezydent patrzy realnie na rzeczywistość i traktuje z szacunkiem swoich obywateli. Tak samo do błędu przyznał się Bush. Sugerowanie, że zamach w Biesłanie był prowokacją, mającą na celu wzrost popularności Putina, jest chyba najbzdurniejszą interpretacją, jaką można wymyślić. Nie rozumiem, dlaczego go atakujesz w tym momencie? Nie dajesz mu możliwości pasującego ci działania. Gdyby olał media i matki i powiedział, że siły antyterrorystyczne zadziałały świetne i w ogóle nie ma sprawy, to by się na niego wkurzał. Powiedział, że Rosja nie jest w stanie zapewnić obywatelom pełnego bezpieczeństwa i jednostki antyterrorystyczne popełniły rażące błędy w działaniu. I to też się tobie nie podoba. No to co miał zrobić? Pewnie jakieś odziny niemieckie przetrwały nagonkę powojenną i dają świadectwa swej odmienności kulturowej. Jak Polonia w USA. Ja tu nie widzę zagrożenia. Hmm, i to ma być powód do wrogości politycznej? Myślałem, że wymyślisz coś poważniejszego. Oczywiście jest to ciągłe, fanatyczne odwoływanie się do historii i hamowanie rozwoju dobrych stosunków z sąsiadem. Jakoś nikt się nie czepia Ukraińców, by oni przepraszali za ekscesy UPA. Ponadto nie jest to inicjatywa, która wyszła ze strony Rosjan. To my czegoś chcemy od Rosji, więc ten negatywny impuls wyszedł od nas. Ponadto czepiamy się Rosjan, by uznali Katyń za ludobójstwo. Niestety jest to niezgodne z definicją ludobójstwa, a najwięksi krzykacze liczą na odszkodowania, co niestety nie jest czystą intencją. Nie powinno się opierać teraźniejszej i przyszłościowej polityki zagranicznej na wydarzeniu sprzed ponad sześćdziesięciu lat. Dobrze, że przynajmniej nikt nie każe przepraszać Rosjanom za zabory. Przeprosin też nie można się spodziewać przy takim traktowaniu Rosji przez naszych polityków i publicystów. Ponadto za Katyń odpowiada ZSRR, a na czele wówczas stał Gruzin . No wiesz! Nie bądź śmieszny. Czy ktokolwiek udowodnił, że jest to interpretacja zgodna z prawdą? Przecież to tylko interpretacja i to propagowana przez rusofobów. I co, niby Putin nasłał na nich kolesi z KGB? Gdzie tu wrogość Rosji? Sprawa szybko przycichła i nasze media nie podały jej rozwiązania albo przynajmniej przegapiłem je. Moim zdaniem prowokacja nacjonalistycznych ugrupowń w Rosji. I nie wiadomo, czy to było w odwecie, bo incydenty były mocno oddalone od siebie w czasie. Pisałem o tym dwa posty temu, a już świetnie o tym pisze NIE, akualny numer, który daje cały przekrój przez historię pogorszenia się stosunków z Rosją. Budowa gazociągu przez teren Polski od początku była bombardowana przez antyrosyjskich polityków i publicystów. Gazociąg pwstał i szedł przez Białoruś i Ukrainę. Problemy były z Baiłorusią i Ukrainą. Białoruś obstawała przy cenach z okresu ZSRR, które były niskie. Ponadto dochodziło do sporego podkradania gazu i sprzedawania go za dolary na zachód. Na Ukrainie też szerzyła się kradzież gazu. Rozyjskie spółki chciały ukrócić ten proceder i próbowły wykupić ukraińską nitkę, by móc mieć nad nią kontrolę. To się nie udało. Aby pogrozić Białorusi z powodu kradzieży gazu zakręcono kurek na dzień lub dwa. To się oczywiście odbiło szerokim echem u nas i powstała mityczna sprawa bezpieczeństwa energetycznego kraju, co jest bzdurą straszną. Ponadto zakręcanie kurków nie było dobrą strategią, bo Rosja opiera swoją gospodarkę na wielkim eksporcie surowców na zachód. Ta trudna sytuacja ostrzegła zachodnie firmy, że problem jest poważny. Firmy rosyjskie postanowiły nie namnażać sobie problemu i zaproponowały Poslce drugą nitkę z ominięciem Ukrainy i Białorusi. No i się zaczęło. Bo wiadomo, Ukraina to nasi przyjaciele a my walczymy za wolność naszą i waszą. Przy problemach stawianych przez Polskę firmy zachodnie i rosyjskie postanowiły wydać więcej i położyć rurę na dnie morza omijającą niewygodnych partnerów w handlowaniu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasi biorą to za decyzję polityczną. Niestety w swoim antyrosyjskim zacietrzewieniu nie dostrzegają, że jest to inwetycja i porozumienie między niezależnymi, prywatnymi firmami handlującymi gazem. Biorąc pod uwagę rozmiar kontraktu musiały być przy jego podpisywaniu głowy państw zainteresowanych. Stąd Putin i Schroder przy podpisywaniu jego. Oni jednak nie mieli wpływu na te rzeczy, bo mówimy o firmach prywatnych. Tak samo jak przy podpisywaniu kontraktu z Koreańczykami w Polsc uczesticzy Belka czy tam inny Kwaśniewski. Toteż tu zawiniliśmy sami sobie, bo w sprawy gospodarcze wmieszaliśmy naszą rusofobię. Acha, i czemu my się denerwujemy? Przecież w ten sposób nie będziemy jeszcze bardziej uzależnieni enrgetycznie od Rosji. Tylko że to jedynie nas obchodzi. Mają prawo tak komentować, bo to ich opinia. Tak samo, jak my mamy prawo komentować, że oni mają za duże wpływy na Białorusi i Ukrainie i trzeba ukrócić. Nazywamy to dyktaturą i tego typu rzeczami. Ale ze strony Rosji, jest to zastępowanie prorosyjskich polityków politykami propolskimi. Szczególnie, że nie w wyniku demokratycznych wyborów, ale w wyniku "rewolucji" i to ze sporym udziałem naszych polityków. Moim zdaniem sprawa Ukrany to była sprawa Ukraińców. Tak samo, jak sprawa Czeczenii to sprawa Rosji. Ponadto jakoś nasi olali w tej sprawie zdanie połowy obywateli Ukrainy, którzy reprezentują stronnictwo prorosyjskie i uznali, że demokracja jest po stronie tych, co są przeciwni. Sprawa jest trudna i niejednostronna i choćby dlatego nie powinniśmy wtykać tam swoich demokratycznych nosów. Uuuu, urażona duma. Ja wiem, czwarta armia II wojny światowej . Putin skoncentrował się na państwach, które miały największe armie w czasie II wś. Mógłby wymienić wszystkie państwa, któe brały w niej udział, ale przy wojnie światowej lista byłaby w oczywisty sposób spora, a to nie przystawałoby na krótkie wystąpienie. Dlatego umieszczenie nas w "i inne kraje" nie jest obrazą polityczną, inaczej i inne kraje powinny się czuć obrażone. Trzeba też zwrócić uwagę, że dla Rosji nasz udział nie był tak doniosły, jak dla nas. A nawet jeżeli był, to dyplomatyczny prztyczek w nos, jak np. zaproszenie Jaruzelskiego (choć i tu można znaleźć racje po stronie Putina), to tylko jako wynik złych stosunków z Rosją, które zepsuła antyrosyjska atmosfera panująca w naszych mediach i polityce. Trudno się w takim razie dziwić Putinowi. Ale to trzeba przestać być upartym Polakiem i nabrać dystansu. O przepraszam, to, kogo zaprasza Putin do swojego kraju, to jego prywatna państwowa sprawa. Gdyby to spotkanie odbyło się we Władywostoku, nikt by się nie czepił. Czepili się, bo spotkanie tuż na granicy z Polską i nagle raban, że nie zaprasza się sąsiada. Jakoś nikt się nie czepia się Niemców, gdy tamci sobie kogoś zaproszą do swojego kraju. Oficjalnym powodem, było nadanie patrona jakiejś tam uczelni, którym został Kant, jak wiadomo Niemiec. Rosja ma prawo zapraszać gdzie chce na terenie swojego państwa i kogo chce. Może ma swoje plany polityki zagranicznej i chce rozwijać współpracę z Niemcami i Francją. Proszę bardzo. Tu ulegasz głupim komentarzom ze strony naszych mediów i prawicowych polityków, którzy wykazują sie brakiem dystansu i bzdurną, antyrosyjską postawą. Kiesy Putin pierdnie, to oni od razu są gotowi oskarżyć go o polityką gazowniczą wymierzoną przeciw Polski. Jakby kogokolwiek w Rosji obchodziło małe państewko. A w skrócie: - Katyń - tej sprawy czepiamy się my, więc to nie ze strony Rosji wyszła negatywna inicjatywa - pobicie - teoria spisku jest śmieszna i pozostaje nadal tylko teorią - gazociąg - efekt utrudniania polityki eksportu Rosji przez nasz kraj; nie jest to decyzja polityczna, bo Putin nie miał na nią wpływu - Kaliningrad - Putin ma prawo spotykać się z kim chce w swoim państwie, bo polityka zewnętrzna jest sprawą Rosji i nie widzę powodu, dla któego mamy się tu czepiać - pominięcie Polski - nawet jeżeli to prztyczek dyplomatyczny, to i tak w wyniku już zepsutych stosunków z Rosją, ale to i tak inerpretacja; nie można tu mówić o nezaprzeczalnym afroncie - mówienie o niewtrącaniu się - my jakoś psioczymy, że Rosja się wtrąca w politykę wewnętrzną Ukrainy i Białorusi; mam rozumieć, że my możemy, a oni nie? Sądzę, że nie rozumiesz, o co mi chodzi. W temacie tego konfliktu jestem na stanowisku neutralnym, bo ani nie mam wiedzy, ani nie jestem zamieszany by czuć się kompetentny do oceny. Ja się gorąco sprzeciwiam twojej opinii na ten temat, bo nie bierzesz pod uwagę wszystkich czynników. Nie mogę zgodzić się na potępienie jednej strony i bezkrytyczne wychwalanie drugiej, bo nie ma to związku ze skomplikowaną i tragiczną rzeczywistością. Mogę jedynie powiedzieć, że nie podoba mi się wojna i przemoc i jestem jej przeciwny. Sprzedałbyś mi trochę swojego wolnego czasu na kredyt? - CRD
-
Czeczenia Dyskusja schodzi coraz bardziej na wzajemną pyskówkę. Przy okazji szypie gubi coraz więcej moich argumentów. Więc bez owijania w bawełnę i bez zbędnej retoryki przedstawię całą sytuację w skrócie. Czeczenia nigdy nie była samodzielnym państwem. Nigdy też takiego państwa stworzyć nie mogła. Przed objęciem wadzy nad tamtymi terenami przez Rosjan po zawarciu pokoju w 1812 roku, kraj ten zaczął sę rozwijać o infrastukturę miejską. Stolica Czeczenii, Grozny, została stworzona przez Rosjan. Wpierw była twierdzą (Grozny, to na polski groźny ) potem stała się miastem. Takie rzeczy jak rząd, administracja i tego typu rzeczy zostały tam sprowadzone przez Rosjan, którzy prezentowali wyższe zaawansowanie cywilizacyjne niż tamtejsze plemiona górskie. W Czeczenii problem jest złożony o tyle, że jest to wielki kocioł etniczny. Wszyscy mówią o Czeczenach, którzy stanowią tam większość, ale są tam jeszcze Ingusze, Rosjanie i przedstawiciele narodów Dagestanu. I wojna o niepodległość Czeczenii trwała od 1991 do 1995. Następna wybuchła w 1999 roku, mimo ustępstw, na które poszła Rosja w stosunku do Czeczenii. Problemy były od początku, ponieważ Czeczeni są wyznawcami islamu i to dość radykalnymi, co pokazały praktyki społeczne i kulturalne z lat pokoju - 1995-1999, kiedy to radykalny islam się obajwił. Pierwsze powstanie przeciw Rosji miało miejsce 1834, jednak miało ono charakter religijny, ponieważ Czeczenom nie podobały się rządy ludzi o wyznaniu prawosłwnym. Turkowie byli w tym sensie atrakcyjniejsi. Za Stalina zlikwidowano autonomię Czeczeńską i zaczęły się masowe deportacje na Syberię. Autonomię restaurowano w 1957 roku. Wojna o niepodległość zaczęła się w wyniku rozpadu ZSRR, kiedy to Czeczeni poczuli swoją szansę. Sytuacja jest o tyle trudna, że na tych terenach nie żyją sami Czeczeni a i wśród nich jest podział na prorosyjską ludność i antyrosyjską. Obie wojny wywołała Czeczenia, więc ciężko tu mówić o wyniszczaniu narodu Czeczeńskiego, kiedy on sam się pcha do starć, mimo że niepodległości zachować by nie mógł, z powodu uzależnienia gospodarczego od Rosji. Z Rosji pochodzi choćby cały gaz. Ponadto Czeczenia leży na sporych złożach ropy naftowej, co też jest łakomym kąskiem dla bojowników o wolność. Jenak głównie chodzi o swobodę w handlu bronią i narkotykami. Podejrzewam, że masz na myśli ataki na Rosję, że nie są częste. Na samą Rosję nie, ale w Czeczenii są cele dla bojowników. Choćby zamieszkujący tam Rosjanie. Tej odosobnionej od społeczeństwa grupce ludzi z bornią chodzi o swobodny handel nadgraniczny. Ludność miejscową nie obchodzi walka o niepodległość, ale przetrwanie i życie w normalny warunkach. Nie jest to naród z wieloletnimi tradyjami niepodległościowymi i świadomość narodowa nie jest tak silna, by szary człowiek chciał mysleć o niepodlełości. Ataki Czeczenów są częste, ale na terenie samej Czeczenii. Przy rozwijającej się współpracy z Al-kaidą i pewnie innymi ugrupowaniami terrorystycznymi, Czeczeni (mówię Czeczeni, ale mam na myśli "bojowników o wolność") wychodzą na świat. Biesłan i Dubrowka nie są jedynymi przypadkami zamachów na terenie Rosji. Są tylko najbardziej nagłośnione w naszych mediach. W Rosji ciągle dochodzi do zamachów. Cześtymi celami są choćby składy kolejowe i to te przewożące ludność cywilną. To tyle na ten temat. Ha! a Smutny Wędrwiec mi wmawiał, że moi kumple z USA się mylą . Nie mówię o skrajnym kaitalizmie. Chodzi mi o to, że w państwie socjalnym trzeba uważać, bo nadużycia ze strony obywateli są nagminne. Pewnie się nie da tego wyeliminować, ale właśnie to miałem na myśli, mówiąc o kocyku. Żeby ten kocyk pokrył kogo trzeba. Widzisz . Wystarczy się zastanowić i już mamy jakieś rozwiązanie . Bogactwo bogatych nie ma pomagać biednym, tylko... Albo inaczej. Przyczepiłem się tego 3X15, bo dużo narzeka, że to niesprawiedliwe. Ale niesprwiedliwe względem czego? Patrząc na to obiektywnie, każdy płaci taki sam procent swoich dochodów. Bogatsi zarobią, a raczej mniej stracę w porównaniu z poprzednim aktualnym systemem. I w tej sprawie wystąpiłem jako strona PO . Polsat podliczył wydatki przeciętnego obywatela. Jedzenie zdorżeje, choć niewiele. Ale w skali miesiąca takie produkty codziennego użytku będą kosztowały przy 1000 zł o 100 zł więcej. Ale, jak powiedzieli na Polsacie, człowiek nie tylko je i pije. Podali, że 55% wydatków leci na gaz, elektyczność, wodę itp. Benzyna też będzie tańsza. Leki zdrożeją, ale i tak 60% jest refundowanych. Czyli kieszenie obywateli aż tak nie ucierpią, a może i więcej grosza w nich zostanie. Natomiast eksperci twierdzą, że wprowadzenie takiego podatku liniowego jest w tej chwili w Polsce niemożliwe. Może kiedyś, przy przejściowym etapie, jaki prezentuje PiS. Tyle usłyszałem . Aktualny numer NIE jest genialny. Wpierw felieton Urbana, w którym komentuje odejście Cimoszewicza i nie zostawia na nim suchej nitki. I kurczę, muszę przyznać, że mnie przekonał . Mój głos na Borowskiego może nie będzie aż tak negatywny, jak sądziłem. Nastepnie artykuł, w którym zestawiają aktualne wypowiedzi Tuska z jego wcześniejszymi poglądami. Uśmiałem się jak sto pięćdziesiąt. Potem poszedł artykuł o historii zepsucia stosunków między Polską a Rosją. Daje do myślenia i przygnębia ciemnotą panującą w polityce i publicystyce. I artykuł mówiący o tym, jakie to piękne inwestycje przeprowadził Kaczyński w Warszawie. Mówi między innymi o długu miasta, który wzrósł dwukrotnie . Ponoć mają go zaskarżyć za jego reklamówkę w telewizji. No i konkurs pomazańców, czyli najlepsze dopiski na plakatach. Najmniej wulgarny a świetny był taki: Bóg, ojczyzna, honorarium .
-
Dwa dni mnie nie było i już mam zaległości. Cóż, wypowiem się głównie bez cyctatów, bo mi się ich już szukać nie chcę a część zapomniałem. Skoncentruję się na bezpośrednich dyskusjach ze mną . W aferze Cardinalskiej , jestem za Voltem. Może wypowiada się ostro, ale nie zapomina o argumentacji i w tym choćby przewyższa Papę. IMHO trochę mnie zdziwiła reakcja Cardiego, ale też Volt powinien od razu zwrócić na to uwagę w innym topicu. Putin to były KGB-owiec. Nie każdy w KGB był zły, tak samo nie każdy w SB był zły. To proste o łatwe do przyjęcia rozumowanie, ale niestety ograniczone i błędne. Putin nie musiał reaktywować KGB z tego prostego powodu, że Rosja na pewno ma swoje służby specjalne, zajmujące się wywiadem, kontrwywiadem itp. Reaktywowanie KGB byłoby czystą głupotą. I to nie był jego wywiad. Następnie po pierestrojce w Rosji wybuchła wielka fobia w związku z KGB. No cóż, w końcu dawało popalić Rosjanom. Dlatego większość ludzi z KGB przeszło do mafii, bo dla nich działanie w normalnym państwie już nie miało sensu. Teraz były KGB-owiec jest u władzy bo Rosjanie nie rozpamiętują przeszłości i nie kierują się nią w aktualnych sprawach, gdyż nie ma ona znaczenia. Gdyby Jaruzelski okazał się świetnym prezydentem, który uzdrowiłby politykę, wyprowadził Polskę na piękną drogę pewnego rozwoju, to popierałbym go. Jesteś rusofobem, bo sugerowanie reaktywowania KGB, szczególnie, gdy nie ma się na to dowodów, jest typowym zaślepieniem antyrosyjskim . No tak, ale pamiętaj, że potem nie masz prawa narzekać. Acha, może obietnic nie dotrzymują, ale przynajmniej prezentują jakieś poglądy moralne i etyczne, do których łątwiej jest się ustotunkować. Ponadto, jeżeli nie wiesz, na kogo głosować, to głosuj na mniejsze zło. Taki filozof, Popper, stwierdził, że tragedią nie było to, że Hitler do władzy, ale to, że już potem nie można go było tej władzy pozbawić. Dlatego, póki masz jakikolwiek wpływ na scenę polityczną, to warto oddać głos. Puff, a to jeszcze nie koniec tego postu . Nie, nie, nie, nie w tej kulturze. Wyobrażasz sobie ukrywającego się Japończyka? Nie w ich rygorystycznym kodeksie hnorowym, a już na pewno nie ktoś taki cesarz. Po czymś takim i seppuku by nie wystarczyło na zmazanie plamy na honorze. Harakiri też nie . Ale jakoś nie widzę, jak zabieranie więcej bogatszym ma pomóc biedniejszym. Państwo powinno raczej zapewnić szansę wzbogacenia się biedniejszym, niz zabierać bogatszym. Bo taki podatek w tym punkcie jest tylko pewnym sztucznym utrzymywaniem tej jako takiej równowagi społecznej. A sztucze rozwiązanie prowadzi teraz do stagnacji, bo biedni są biedni, a bogatsi tylko mniej bogatsi. Co do idei równowagi społecznej to się zgadzam, no ale przydałaby się lepsza droga, niż zubażanie bogatszych. Oczywiście w Polsce panuje jeden wielki bałagan i ciężko się nad nim panuje, więc tak poważna reforma, która doprowadzi do dobrobytu społeczeństwa długo nie nadejdzie. Więc, pewnie to sztuczne utrzymywanie rozwarstwienia na niskim poziomie jest dobrym rozwiązaniem na krótki czas, ale nie może on być podstawą idei równości społecznej. Jestem za państwem socjalnym, które wesprze obywatela, ale obywatel musi też coś dać z siebie i to głównie on musi o siebie zadbać, jak to jest w kapitalizmie. To nie może być tak, że będzie on chroniony przez ciepły kocyk pomocy socjalnej. Powiem ci na czym opieram mój osąd o nieobiektywności mediów. Pojawiły się te oświadczenia majątkowe. I powstał wielki raban. Wystarczy wtedy spojrzeć na proporcje w interpretcjach. Nic nikomu nie udowodniono, a mówi się o złodziejstwie Cimoszewicza. Podaje się komentarze z przeciwnej strony. Natomiast komentatorów ze strony przeciwnej się nie podawało. Jedynie coś tam mógł pobąkać Nałęcz a wcześniej Piekarska. Teoria powokacji politycznej nie wychodziła z ust żadenmu z diennikarzy. Mówił o tym jedynie Nałęcz. Rzeczpospolita ani razu ni wspomniała o możliwości prowokacji poltycznej cudownym zbiegu okoliczności. Nie podawano też wszytskich faktów i nie sprawdzono innych polityków i ich oświadczeń. Wyjątek zrobił Polsat, ale spraw nie nagłaśniano. To przed odejściem Cimoszewicza. A co po odejściu???? Cisza na morzu, cisza w komnacie, kto się odezwie, ten... ma przerąbane za rządów POPiS . Od konferencji prasowej Cimoszewicza w Rzeczypospolitej, w Wiadomościach, w Wydarzeniacha i w Panoramie ANI RAZU nie usłyszałem nic o oświadczeniach Cimoszewicza. Już nikt się nie oburza na prokuraturę, nikt nie śledzi dalej sprawy ani sprawdza innych wątków. Tylko w Wyborczej poświęcili mały ustęp w którym mówili o Giertychu, który stwierdził, że oświadczenia Cimoszewicza niewiele miały wspólnego z aferą Orlenu i że on teraz się tym zajmował nie będzie. Koniec afery. "To jest już koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść". Afera zniknęła jak pierd w powietrzu, cytując naczelnika więziennego z filmu Skazani na Shawshank. I tak oto kariera afery Cimoszewicza się skończyła. Była jak kometa wpadająca w atmosferę ziemską. Taka jasna i piękna, ale krótkotrwała. I dlatego zarzucam mediom brak obektywności, a opieram się na czystych faktach . Niewiele rozumiesz z mechanizmów rządzących społeczeńtwem. Media, media i jeszcze raz media. Nagłaśniane są tylko afery, gorzej z sukcesami. A ludzie wiedzą wszystko tylko dzięki mediom . He, he, nie prowokuj mnie. Dawno temu już toczyłem o to bitwę . Wałęsa jest taki śmiesznawy . Cenię go za to, co zrobił, ale nie zapominam, że był figurantem i to nie on stworzył sukces Solidarności, choć przyczynił się do jego urzeczywistnienia. Afera gazociągu. Każdy kto mówi, że to decyzja polityczna, jest niedoinormowany. Putin nie miał w tej sprawie nic do gadania, ponieważ kontrakt podpisały niezależne, prywatne spółki. Putin i Schroder byli przy podpisaniu kontraktu, bo kontrakt duży jak sto pięćdziesiąt. Ale tylko reprezentowali oba kraje. Sami mieli niewiele do powiedzenia. A czemu nie przez Polskę. Otóż wielka Trójca: Polska, Białoruś i Ukraina rzucały gazownictwu rosyjskiemu kłody pod nogi. Polska z przyczyny ciemnoty, Ukraina z pwodu rewolucji, Łukaszenka zaś chce utrzymać ceny gazu na wysokości z okresu ZSRR, kiedy to były bardzo niskie. Następnie pomysł na gaz norweski jest gorszy niż na gaz rosyjski z przyczyn ekonomicznych. Po prostu gaz z Norwegii dostarczany być musiał na statkach, co jest znacznie droższym śrdkiem transportu niż gazociąg. A stosunki z Rosją (polityczne, bo gospodarcze są bardzo dobre ponoć) zepsuły media i opozycja. Wszyscy na Rosję psioczą i deklarują swoją wrogość. Jest to dla mnie popis ciemnoty, bo i powodu nie ma a ijest powód by tego nie robić. Ale nie, ZSRR dałnam w kość, więc teraz my powiemy Rosjanom, że oni są gupi i będziemy się liczyć na arenie międzynarodowej. Cóż, niedźwiedzia lepiej nie drażnić. Ale co poradzić ? Boże, a jak szypie powiedział o wrogu dyplomatycznym, to omal z krzesła nie spadłem. Jakim wrogu? A co takiego wrogiego zrobiła Rosja? I proszę o przykłady po 1991!
-
Wziąwszy pod uwagę okoliczności, jest chyba usprawiedliwiony, nie? Faceta zgnębili i startowanie kampanii w takich okolicznościach było mocno utrudnione. Szczególnie przy obiektywności mediów . A ciepłe kluchy oznaczają człowieka niezdecydowanego, który kręci, by kogoś nie obrazić. Wychodzi na to, że taki człowiek nie ma osobwości czy charakteru. Jest jak chorągiewka, która reaguje na pinię publczną i tak naprawdę nie wiadomo, kim jest taki człowiek. Cimoszewicz jest cłowiekiem szorstkim i tego nie ukrywał. W rozmowie z Tuskiem był konkretniejszy od konkuenta, który w niewygodnym temacie uciekał w ogólniki i to mocno już ograne. Modelowymi ciepłymi kluchami jest Tusk. Chłopak jest bardzo niewyrazisty. Uśmiecha się i nie potrafi niczego mocniejszego powidzieć. To oczywiście też wina jego sztabu wyborczego i doradców, no ale cóż. Z Kaczorem się rzeczywiście pomyliłem. Przynajmniej wiem na czym stoję, słuchając go. Bełkocze i ma problemy z niektórymi tematami, ale rzeczywiście nie boi się aż tak jak Tusk. Oczywiście Kaczyński też kręci i uważa na to, co mówi, ale jest w tym chyba mniej zręczny, bo jednak jego poglądy prześwitują przez jego mętnawe odpowiedzi. Prezentuje ośli upór i to mi się w nim nie podoba. Ponadto mijamy się w poglądach na politykę zagraniczną i w poglądach etycznych. Ale ciepłymi kluchami nie powinienem go nazywać. No dobra, skoro tak mówią, to pewnie kontynuują tradycję wojska, co nie zmienia faktu, że siły rosyjskie już się tak nie nazywają. I zaryzykuję stwierdzenie, że to już nie są komuniści, ale chyba powszechna ogólna wiedza mówi coś innego . Ale co to za rada ? Chyba każdy by dał radę, niezależnie od prezentowanego poziomu. Hmm, brzmi dziwnie jak na kulturę japońską i ichniejszy system wartości, no ale wszystko możliwe. Wykorzystywanie seksualne gwałty i prostytucja u Amerykanów też była mocno rozpowszechniona w czasie wojny z Vietnamem. Ale tu nie o to chodzi. Po bejrzeniu "Czasu Apokalipsy" zrozumiałem parę praw rządzących wojnych. Choćby to, że osądy moralne zupełnie do wojny nie przystają. To w takim razie, dlaczego czepiam się Amerykanów? Bo uważa się, że Hiroszima i Nagasaki to bya konieczność. Może w początkowych etapach wojny, ale ni wted, kiedy została zrzucona. Niekoniecznie w polu. Wystarczyło znaleźć jakąś większą bazę wojskową lub jakieś większe skupienie wojsk, typu floty japońskiej. Co prawda wtedy prawie nie istniała , ale coś by się wykombinowało. A jeżeli rzeczywiście konieczny był atak na miasto cywilne, to czemu od razu dwa? Jedno zmiecione z powierzchni miasto by nie wystarczyło? To tak nie działa w ich kulturze. Ważne było (nie wiem, czy jest wciąż) zdanie cesarza. Jeżeli cesarz tak myśli, to i lud też. Walki skończyły się dopiero wtedy, gdy cesarz się poddał i uznał wyższość Amerykanów. Wtedy tak samo myślał lud i Amerykanie nawet byli witani przez ludność miejscową. Cesarz ma głos boski wręcz. Toteż walka podziemna nie byłaby możliwa w tej kulturze, tak mocno osadzonej w tradycji. Poczytaj osbie "Chryzantemę i miecz" Ruth Benedict. Ta praca etnologczna została napisana na zlecenie rządu amerykańskiego, aby ułatwić późniejszą okupację i współpracę z Japończykami, co odniosło pełny sukces. Wiem, chodziło mi tylko o mechanizm myślenia. A co do Jaruzelskiego, to jak uważasz. Ja już mam niewiele do powiedzenia. Może tylko to, że oceny większości historyków i społeczeństwa jest podsycana przez nagły antagonizm do minionych czasów, które kojarzą się bardzo negatywnie i dlatego wszelkie symbole tamtego okresu, są z miejsca nacechowane bardzo negatywnie. To niebezpiecznie wpływa na ocenę historii.
-
Post jest stary, ale jary . Mam problemy z wejściem na forum przez tepsę . Errata: Popełniłem błąd. Jaruzelski nie mógł przepraszać Czechów za rok 56., bo interweniował tam dopiero w 68. 1956 to sprawa Węgier oczywiście . Zacznę od donkiszoterii. O rany! jesteś większym wiatrakiem niż się wydawało z daleka . Nie wiem, czy wiesz, ale Armii Czerwonej już nie ma. Tak samo jest z KGB. Nie wiem, kto ci tych bzdur naopowiadał. Najprawdopodobniej je gdzieś wyczytałeś . Wielkie spiski to choroba cywilizacji europejskiej. Zaczęło się od bractwa różokrzyżowców i doszło do Protokołów Mędrców Syjonu. Teraz we wszystko wchrzania się KGB i SB, i grupę trzymającą władzę. Mam rozumieć, że panowie z KGB wynajęli panów Czeczeńców i panie Czeczenki, które obładowały się materiałami wybuchowymi. I jestem ciekaw, co to za zamachowcy samobójcy do wynajęcia? Że niby się od tak zgodzili? "Spoko stary, wysadzę się, ale to będzie dorgo kosztowało. 10 tysięcy rubli od laski dynamitu." I na dodatek robili to czołowi bojownicy czeczeńscy, poszukiwani przez rosyjskie władze. Tak! To bez wątpienia się trzyma kupy! Pewnie jeszcze KGB odpowiada za kontrakt na budowę gazociągu po dnie Bałtyku. Zaś ze strony niemieckiej kontrakt ten podpisywał Zakon Krzyżacki . A Maciarewicz to nieodnaleziony potomek Piastów i powinien zostać królem Polski . Powiem ci, że otworzyłeś mi oczy. Myślałem, że są granice ceimnoty, ale życie uczy, że jednak nie . Serio? Widziałem jego rozmowę z Lisem i prawdę mówiąc, on tylko zgrywa takiego twardziela. Strasznie cięzko się go słucha. Chłopak bardzo kręci, gdy nie wie, co powiedzieć i przy okazji mówi nie wyraźnie i mało składnie. Zresztą o tym, że jest miękkimi kluchami świadczą jego działania w Warszawie przed wyborami. A raczej brak tych działań. Teraz już nic w tym mieście nie robi, bo nie chce narażać się potencjalnemu elektoratowi. Np. została zaniechana wojna przeciw rozwieszającym ulotki gdzie popadnie i Warszawa znowu jest zalepiona . Pewnie przesadzę, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że on jest kretynem. Zgadzam się z nim, że przydałaby się debata z Tuskiem choćby, bo może wtedy lepiej wypadnie. Acha, i nie podoba mi się jego polityka w stosunku do Rosji. A po zastanowieniu uznałem, że to jest też ważne, prócz prezencji. W końcu prezydent się spotyka z głowami innych państw i działa często niezależnie od rządu i publicznej opinii. Więc tutaj Kaczor jest u mnie skreślony, bo prezentuje typową polską ciemnotę. Rozumiem, że może ona wypływać z przykrych doświadczeń sprzed lat. No ale ileż można?! Zamiast zapomnieć o tym, co było i myśleć o tym, co będzie. Może nie będę głosował na prezydenta? Skoro nie ma kandydata, którego popieram, to niech inni o tym wiedzą. A Tusk to też takie ciepłe kluchy . Nie, nie, nie , to też ogłądałem. Ale zerknijcie do programu. Na jedynce po Teleexpresie. Ok. 17:20. Krótkie to jak sto pięćdziesiąt, ale bardzo treściwe. Do każdego programu proszą, by eksperci przeanalizowali w danym temacie programy partii i tam zestwiają propozycje i opinie ekspertów. Znacznie lepsze niż debata wieczorami w jedynce, bo tam się przekrzykują i wypominają to, co było. A dodatkowo zaprasza się jakichś ludzi, którzy gwiżdżą i na ich uspokajanie traci się z 10 minut godzinnego programu. W debacie o bezrobociu trochę mnie zawiódł Napieralski (?) z SLD, bo tylko wypominał innym historię, a sam już nie zdążył nic powiedzieć . Nazwać to ja też mogę. A czy wiesz dlaczego? Jakie są argumenty? Nareszcie jakis świeży powiew w dyskusji . Ty to jesteś oryginalny . Ten fanatyzm szybko się wyczerpał . Kamikadze całkiem wcześnie przestało być formacją ochotniczą . Niewystarczająca ilość paliwa i przygwożdżone kokpity to dobry sposób na rekrutów . Tortury? A czego ty chciałeś na wojnie. Tyle, że torturom poddawani byli żołnierze, którzy takie rzeczy muszą mieć wpisane w swój zawód. Ponadto przed bombą Amerykanie bardzo sprawnie sobie radzili. Japończycy przegrywali na wszystkich frontach. Amerykanie Bombardowali już od paru miesięcy Tokio. To już był koniec. Chłopie, naprawdę, jakkowolwiek bomba przyniosła szybszy pokój, ale o latach nie ma mowy. Japończycy za szybko stracili militarną parę, a Amerykanie z ich potencjałem pordukcyjnym szybko odrobili straty z grudnia 41. Ta bomba mogła być zrzucona głęboko w polu, a i tak pewnie by postawiła kropkę nad i w miażdżącej przewadze, jaką uzyskali Amerykanie. Zresztą tortury to nie jest metoda na pokonanie wroga, ale zastraszenie. I zawsze patrz sceptycznie i z dystansem na filmy dokumentalne o takich sprawach. Ja widziałem film o strefie Gazy i powiem ci, że w życiu nie oglądałem nic brutalniejszego, a to były prawdziwe sceny. I ten film działał na wyobraźnię, ale niestety był stronniczy, bo nikt nie przedstawił tego, jak to wygląda ze strony izraelskiej. Niestety wojna to parszywa sprawa i żadne moralne oceny jej nie zmienią. Ale ojca nie straciłeś. Widzisz, tak samo jest z karą śmierci, najgłośniej popierają ją ci, którym nie zamordowano bliskiej osoby. Ja ci powiem tak, Jaruzelski i tak jest skazany przez naszych historyków i ogólną opinię społeczną. Nikt nie zwraca uwagi na jego przeszłość, w której się zasłużył. A interwencja radziecka? Hmm... miał prawo się tego bać. W końcu w Czechach i na Węgrzech do takich kwasów doszło, a wtedy było znacznie gorzej, bo to żołnierze obcy i mniej ich obchodzi do kogo strzelają. A ponieważ wszyscy mówią, że nic nikomu nie udowodniono, więc czemu tak psioczyć? Jaruzelski chyba był już parę razy w sądzie i jakoś wyszedł z niego cało. Ja nie wiem, jak było. Ojciec mi nie zginął, ani matka, ani pies. Wtedy jeszcze mnie nie było. Dlatego teraz mam spory do tego dystans. Wiesz, czasami myślę, że jestem nowym pokoleniem, odciętym od tych PRL-owskich spraw, choć patrząc na wychowanie dzieci w Polsce, długo takiego prawdziwego świeżego pokolenia nie będzie, które spróbuje zrozumieć tamte czasy i ocenic je naprawdę, bez domysłów, oszczerstw itp. Ja nie chcę bronić Jaruzelskiego, bo nie wiem, jak było. Ja bronię go tylko przed pochopnymi i mało pewnymi oskarżeniami o krwiożerczość. Sytuacja w kraju była trudna i bardzo skomplikowana i oceny typu PapyCorleona są wg mnie co najmniej nie miejscu, choćby przez szacunek dla prawdy historycznej.
-
Jestem totalnie nie na bieżąco i musiałem przeczytać kupę postów. Dlatego odnoszę się ogólnikowo do zasłyszanych argumentów i opinii i nie będę cytował. Chyba . Cimoszewicz Niestety chłopak się wycofał. Trochę mnie tym zawiódł. Trzeba przyznać, że czepiali się najmniejszego potknięcia i każdy szczegół wywracali na wszystkie strony, byleby było w sensie negatywnym głośno o Cimoszewiczu (jak choćby żałosne oskarżenie go przez Maciarewicza o porozumienie gazownicze między Niemcami a Rosją). Szczególnie królują w tym dziennikarze, np. Polsat czy Wprost (swoją drogą strasznie ten tygodnik się zeszmacił, kiedyś prezentował więcej rozsądku). Szkoda, że nie znalazło się na tyle rzetelnych, pracowitych i odważnych dziennikarzy, by sprawdzić innych kandydatów. Nikt mi nie powie, że taki Lepper nie ma nic na sumieniu. No ale najwyraźniej Lepper nie był interesujących dla psioczących prawicowców, bo w wyborach się nie liczył. Głupio zostać osieroconym wyborcą . Miałem prosty plan, bo co tak naprawdę może prezydent? Coś tam zawetować, ale to i tak sejm może odrzucić. Podstawową funkcją prezydenta jest reprezentowanie kraju. Na początku odpadli skrajni kretyni, typu Lepper czy Giertych. Krępy Kaczyński się nie nadaje raczej. Szczególnie komiczną sytuacją byłyby rządy braci bliźniaków. Niektórzy ludzie po prostu nie mają wyczucia smaku i wyobraźni. Tusk odpada, bo sepleni i nie wymawia "r". Ponadto imię Donald jest specyficzne, jak na warunki polskie, choć to akurat da się wytrzymać. Zostają Cimoszewicz i Borowski. Borowski zawsze wydawał mi się rozsądnym i porządnym politykiem, ale traci na zdecydowaniu i odpowiedniej prezencji w porównaniu z Cimoszewiczem. Cichą kampanię wyborczą Cimoszewicza tłumaczyłem sobie planem nagłego mocnego uderzenia na dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi. Ryzykowny plan, ale mogący przynieść niespodziewany sukces. A na razie, to muszę się poważnie zastanowić. Borowski mi nie pasuje, bo uciekł z SLD (jak Tusk i Kaczyński z innych partii, co prawda, ale to nie powinno być wytłumaczenie). Cimoszki nie broinł przed atakami, a teraz pewnie liczy na lewicujących wyborców. A takiego! Terroryzm I przy okazji Hiroshima i Nagasaki. Trochę nie pasuje mi określenie tego ataku terrorystycznym. W końcu terroryzm jest prowadzony przez strony nieposiadające środków do otwartej wojny i ma na celu przez atak na ludność cywilną wymuszenie na zaatakowanym pewnych działań. Co prawda Amerykanie chcieli pewnie wymusić pokój na Japończykach, ale ja bym to raczej podprowadził pod zbrodnię wojenną. A czemu zbrodnia? Cywile giną na każdej wojnie i to z winy obu stron. To noramalne. Ale celowe ataki na cywilów, to już jednak inna sprawa. Szczególnie, że ciężko w tej sprawie znaleźć jakieś racje strategiczne. Nagasaki szczególnie i chyba też Hiroszima były miastami całkowicie cywilnymi. Pokaz siły tego formatu można było równie dobrze przeprowadzić na celach strategicznych. Sądzę, że skala wybuchu by przekonała cesarza. Wg mnie to wyglądało na eksperyment. Hej, w końcu nie mieli lepszej okazji zobaczyć, na jaką skalę zniszczenia może spowodować wybuch bomby w centrum dużego miasta, a takiego eksperymetnu u siebie przeprowadzić nie chcieli. No cóż, wojna to zawsze parszywa sprawa, bo giną ci, co jej nie chcieli i nie rozumieją przyczyn. A terroryzmu ciężko się pozbyć, dopóki istnieje fundamentalizm. Jest to taki tępy radykalizm, ale do kwadratu. Niektórzy mają wojnę wpisaną w konstytucję, jak choćby Palestyńczycy. A Amerykanie mogą się pozbyć terroryzmu u siebie, ale muszą zrezygnować z Bliskiego Wschodu. Innego wyjścia nie widzę. Nie da się tam zaprowadzić demokracji, bo takie zmiany muszą niestety wyjść ze strony samych ludzi i ich potrzeb. Ponadto nie każdej kulturze pasuje ustrój demokratyczny. Szczególnie jeżeli mówimy o państwach religijnych. Uuuuu! a dlaczego? A zresztą, czemu się pytam?! Wiatrak jesteś i tyle . Za to zapłakałbyś, gdyby letni wietrzyk kontynentalny przyniósł nad Polskę chmurę radioatkywną. Pięknie byś się opalił . Jaruzelski Ja tam chrzanię, czy mógł, czy nie mógł wprowadzać stan wojenny. Czemu to zrobił i w ogóle. Najwyraźniej w dwudziestąpiątą rocznicę Solidarności IPN i inni prawicowcy próbują zabłysnąć. Ech, a może dać człowiekowi święty spokój. co? On już jest stary, już nikomu nie zrobi stanu wojennego. Przerposił Czechów za 56. rok, co było większą tragedią niż u nas grudzień 81. Ponadto skąd ta pewność, że nie chciał dobrze dla Polski? Chciał, ale dla ludowej ! Ocena, oceną. Historia go skarze, ale po cholerę teraz wytaczać mu proces? I co? Do więzienia go wtrącimy? Prawo nie pozwoli. To może jakaś grzywienka? A może kara śmierci? Ludzie nie mają kompletnie wyobraźni. Hej, a może skończyć z fanatycznym odwoływaniem się do przeszłości, historii i nakładania jej na współczesność. A może by tak po ludzku wybaczyć? Chcecie znać prawdę? Poczekajcie, aż będzie przedawnienie i Jaruzelski wszystko powie. A może nie powie, bo nie ma o czym. Podatek 3x15 Popytałem się ludzi po ekonomii, któzy mają za sobą ponad trzydziestoletnie doświadczenie pracy, czyli mojej mamy . Nie interesowała mnie kwestia, czy jest przeciw biednym i tak dalej. Otóż trzy razy piętnaście jest rozwiąniem, które da efekty po dłuższym czasie. Wpierw trzeba będzie przetrwać zachłyśnięcie się rynku nim, który musi zareagować na obniżenie płatności dla państwa. otem ma być lepiej. A dlaczego? Jest ogromne prawdopodobieństwo, że reakcja przedsiębiorstw będzie taka sama, jak po obniżeniu podatku dla przedsiębiorstw z 40% do 19%. To spowodowało znaczne obniżenie krętactw podatkowych, które przestały się opłacać i zwiększenie dochodów państwa, co jednak musiało zabrać parę lat. I tak samo będzie pewnie przy ponownym obniżeniu. Jeżeli chodzi o najbiedniejszych, to RoZy chyba popełnił błąd. Teraz w pierwszym progu podatkowym płąci się 19%, w drugim 30%, w trzecim 40%. Więc najbiedniejsi jednak tak po tyłku nie dostaną. Będzie ciężko, bo plan PO wymaga czasu i oszczędności, ale po wprowadzeniu może przynieść korzyści. Ponadto Tusk się bronił, że PO przygotowuje plan zrekompensowania pewnych strat wśród uboższych i oni nie będą tak sobie rzuceni na głęboką podatkową wodę. Propozycja PiSu to oczywiście zwykła kiełbasa wyborcza, która z życiem i realiami pewnie ma mało wspólnego. No, ale pożyjemy zobaczymy. Poglądy polityczne. W PO podoba mi się to, że oni chcą uprościć gmatwaninę ustawową i dążyć do przejrzystości prawa w państwie, co ma ułatwić obywatelowi korzystanie ze swoich praw i obowiązków. Nie wiem, czy to się uda. Na pewno Tusk, mimo zapowiedzi, będzie miał mały wpływ na to, co się dzieje w Sejmie. Ale taka idea mi się podoba i nie będę bardzo rozpaczał przy wygranej PO, mimo że to prawica, choć łagodniejsza od innych. PiS nie podoba mi się z powodu ich postawy na scenie politycznej i w dziedzinie spraw międzynarodowych. Szczególnie tępota prezentowana w temacie stosunków z Rosją jest wyjątkowo jaskrawa. Polityka, co do szkolnictwa wyższego i kary śmierci też poważnie się mija z moimi poglądami. A mnie coś nagle ni z tego ni z owego zaczęło paradoksalnie ciągnąć do SLD. Hej, mieli nie najlepsze cztry lata, choć aż tak źle nie było. Ale teraz pojawił się Olejniczak. Świeży, młody, rozpoczynający poważniejszą karierę polityczną. Sprawnie przeprowadzone wypłąty dla rolników, kiedy on był ministrem. Doświadczenie. Zarząd się zmienił. Nowa lewica. A przede wszystkim nowa twarz w polityce. Jasne sześć punktów kierunku polityki. Kurczę, SLD wygląda atrakcyjnie. Dla lewicujących nie ma lepszego wyboru. SDPl jest, ale oni już ograni starzy politycy, którzy na dodatek kontynuują tradycję zmiany szyldu, gdy robi się gorąco. Olejniczak zaczyna z bardzo trudnego punktu i stawia temu czoło. To mi się podoba. Ponadto w czym jest gorszy od innych? Każdy może tylko złożyć parę mglistych obietnic i powiedzieć parę haseł. Olejniczak to robi w przekonujący sposób . He he, widziałem program Pod Lupą na jedynce. Tematem było rolnictwo. Analizowano programy partii i ich pomysły w tym temacie. Podsumowanie dało takie wnioski, że pomysły partii są jedynie kontynuacją programów już przeprowadzanych i powtarzaniem planów już wprowadzanych w życie. Nie ma nic oryginalnego, co doprowadzi do kontynuowania aktualnej polityki rolnej i braku żadnych poważniejszych zmian w wyglądzie polskiej wsi. Eksperci określili, że partie mają hasła, a nie programy. A mówiono głównie o PO i PiSie, które najprawdopodobniej będą tworzyć rząd. Wrócę do edukacji, bo widziałem debatę na jednyce. Nie wiedziałem, że ten temat odbywa się pod dyktando totalnej tępoty! W debacie tej poruszono problem bezpłatnych studiów. Ale problem nie polegał wśród rozmówców nad czesnym na studiach dziennych. O rany! to było dobre . Pierwszy problem, to pani Kasia, która płaci za semstr 1450 zł. Jest, co prawda, na studiach wieczorowych, ale płaci ! A le potem był Tomek czy inny Radek, który jest na, co prawda, bezpłatnych studiach (dziennych), ale on i tak płaci, bo... musi się przecież utrzymać!!! Gawryluk to podłapała i ogłosiła z oburzeniem na całą Polskę, że dwie trzecie z dwóch milionów studentów jest na studiach płatnych (wieczorówa, zaoczne i prywatne), a pozostała jedna trzecia jest i tak na płatnych, bo musi się utrzymać!!!!!! I jak tu walczyć z takim wiatrkiem ? Reszta dotyczyła jakichś bzdur, typu że dzieci potrzbują codziennie bułkę, bo są głodne i już dalej szła kiełbasa wyborcza. Acha, i jeszcze pani Zosia czy inna Renata narzeka na system edukacji, bo ona forsy nie ma, jest na zasiłku i mąż pracuje na dwie zmiany, a mają piątkę (słownie piątkę!!!) dzieci. I wielka mi tragedia. Jak to jest, że najbiedniejsi mnożą się jak króliki? Czy świadomość rodzinna jest aż tak...eee... nieistniejąca?! Pewnie po części chodzi o ulgę na dzieciary i jakieś dopłaty, ale na kupnie pieluszek wychowanie i utrzymanie dzieci się nie kończy. Heh, ty o masz uproszczoną kwalifikację ludzi. Wiedz, że nie każdy w PZPR był zły. Wiesz, ludzie to jednak złożone jednostki i tak łatwo ich nie podzielisz. Ponadto o byciu w PZPR decydowało często stanowisko, a nie poglądy polityczne. W samym PZPR był problemy, kiedy był choćby sierpień 80. Ludzie się tam buntowali przed autorytarną postawą władz partii. I tak samo z SB. Człowiek w SB niekoniecznie mordował ludzi. Ilu by ich wtedy zginęło?!
-
Wpierw może jakiś szerszy komentarz, bo potem chyba dojdzie do męczenia się z cytatami . Występ Żara (nie znam pisowni francuskiej) był nudny jak flaki z olejem. Włączyłem na pięć minut, bo więcej nie mogłem wytrzymać. Nawet te efekty zsynchronizowane z syntezatorem nie były zbyt oszałamiające. No, ale do zależy chyba od preferencji muzycznych i nie wątpię, że jest to zdolny muzyk. Na pewno zdolniejszy ode mnie . Ale nawet zakłądając, że muzycznie występ był nienaganny, to całę to zamieszanie jakoś zupełnie nie pasuje mi do obchodów wydarzeń sierpniowych. Artysta mówił, że opowie te wydarzenia swoją muzyką, ale to było zbyt takie, bo ja wiem... futurystyczne, elektroniczne. Nie widziałem w tym występie uporu i odwagi jakimi wykazywali się wtedy robotnicy. Prości ludzie przecież, którzy chcieli lepiej żyć. Może ta muzyka Żara była po prostu zbyt bezosobowa? Acha, może cał występ był super, ale to, co zrobiono z "Muru" Kaczmarskiego, to była straszna kicha. Tutaj też pewnie wchodzę na teren osobistych gustów muzycznych. Moim zdaniem te chury i ten syntezatorek, ta cała pompatyczność kompletnie nie pasuje do tej piosenki. "Mur" jest piosenką jednostki, kameralną. Z mocnym tekstem, ale go nie może zagłuszać syntezatorek ani ryk parudziesięciu osób. Ten cover nie dorasta do pięt oryginałowi. I właśnie "Mur" i inne piosenki z tego okresu cechuje prostota, kameralność i zwyczajność. I wg mnie te cechy najbardziej odpowiadają tamtemu okresowi. Bo to nie było powstanie, rewolucja czy coś takiego. Grupa prostych, cięzko pracujących ludzi poczuła się wyjątkowo solidarnie i mocnie. Przy okazji była to manifestacja swojej godności. Ale to nie była żadna partia czy inne masowe ugrupowanie. Tylko właśnie zbiór jednostek. Do tamtej pory osamotnionych w bagnie ich życia, któzy postanowili powiedzieć nie. Dlatego cał ten Żar to dla mnie wielka pomyłka. Boże, i jeszcze komputerowe animacje w czasie "Wiadomości". Co za porażka. Koniec z Żarem, wchodzę na prezydenta. Muszę przyznać, że Kwachu mnie zawiódł poparciem ustawy o górnikach, a darował sobie ustawę o VAT. Najlepiej, gdyby żadnej z nich nie popierał. Z górnikami trzeba ostro, skoro oni z rządem ostro. Tak to jest z górnictwem, że po jakimś czasie koszty wydobycia rosną i kopalnie stają się nierentowne. Jestem za tym, by nie cackać się z górnikami, któzy najwyraźniej nie zamierzają się cackać z rządem. Margaret Tatcher pokazała jak to można rozwiązać i udało jej się to. Natomiast ustawa o podadtku VAT na początku wydawała mi się ok, ale zostałem uświadomiony przez ojca, że to byłaby otwarta furtka do nowych przekrętów. Coś w rodzaju ustawy o akcyzie na olej napędowy, która wprowadziła na ten rynek mafię . Cimoszewicz. Muszę przyznać, że uważałem, że na Poslacie bardzo go nie lubią. Wystarczy sobie posłuchać komentarzy. Ale muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyli, sprawdziwszy oświadczenia majątkowe innych polityków. I tak, pan Wasserman z komsji zapomniał w swoim oświadczeniu o 100 tysiącach złotych. Pmyłkę naprawił po konsultacji z komisją etyki. Jakiś gościu z Samoobrony nie wpisał 30 tysięcy z diety poselskiej. A pan Tusk "trochę" wartość swoich dwóch nieruchomości (domy albo mieszkania, nie pamiętam) w stosunku do ich ceny rynkowej, a wówczas rynek nieruchomości wcale nie przechodził kryzysu . Reporter skończył swój raport komentarzem, że oświadczenie majątkowe okazuje się najtrudniejszym do wypełnienia dokumentem dla ludzi z polityki. Oczywiścia Jarucka z każdym dniem traci na wiarygodności. Dobrze sobie Cimoszewicz radzi z tą sytuacją. Nie zamartwia i rusza do walki wyborczej. Acha, PapaCorleone zarzucił Cimoszewiczowi, że zapomniał o akcjach Orlenu. Otóż on o nich nie zapomniał. Jego błąd (jak on twierdzi) polegał na tym, że uważał, że tych akcji nie musiał wpisywać, gdyż nie przyniosły mu żadnych dochodów. Był niejako pośrednikiem między giełdą i córką. Jedyne, o czym zapomniał, to treść ostawy mówiącej o tym, co ma, a czego nie ma wpisywać. Co do Jaruckiej, to "Nie" wykazała się rzetelnością i sprawdziła historię faksymili z podpisem Cimoszewicza. Okazało się, że do zniszczenia oddano o jedną faksymilę niż odebrano. Odbieranie działo się za poleceniem Jaruckiej, która wtedy jeszcze pracowała w kręgu Cimoszewicza. Nie wiem, jak z zaginięciem jednej z faksymil, ale rozwiązanie narzuca się samo . PapaC. - uważam, że RoZy walczy z wiatrakami, ponieważ wykazujesz w swoich postach myślenie schematyczne i przy tym chorobliwie radykalne. Przy okazji słabo rozumiesz intencje RoZego, który nie chce zmieniać twoich poglądów, ani niczyich innych na tym forum. On walczy jedynie z tępym radykalizmem, którego podstawa merytoryczna jest wątpliwej jakości, jeżeli w ogóle ma jakąś. Dyskusja jest wskazana, ale musi trzymać jakiś poziom. Tylko tak można dojść do wspólnego porozumienia. Niestety u ciebie (i miejscami nie tylko) ciężko mówić o dyskusji, bo nie ma z czym dystukutować. Można jedynie podważać wiarygodność towich pochopnie rzucanych wypowiedzi. Wybacz, ale ja nie widzę w nich śladu poważniejszej refleksji. Acha, Papa, miałeś rację z Kaczyńskim. Sprawdziłem i masz rację. Byłem przekonany, że do życia politycznego dostał się z zastępów PZPR, ale myliłem się. Przy okazji muszę przyznać, że spot Kaczora z jego zdjęciami z czasów Solidarności jest bardzo dobry. No, przynajmniej lepszy od Tuskowego. Prawie mnie przekonał . I zwrot prawidłowo brzmi: uderzać głową o mur. Ale w mur się tak rozpowszechniło, że ni uważa się tego za błąd. Mówię to w ramach ciekawostki. He, he, w "Nie" zauważyli śmieszną rzecz. Chyba sztab wyborczy Tuska nie za bardzo lubi jego imię, bo na plakatach nie ma Donald Tusk, tylko Prezydent Tusk . To mógłby być przypadek, ale inni jakoś podają swoje imiona . To a propos wiatraków . Ech, chodziło mi o sam schemat myślowy, który zmienia w zależności, kiedy komu jest wygodniej. Nie porównywałem znaczenia treści. Jak ci to nie pasuje, to powiem inaczej. Jakoś wszyscy potępiają korupcję i chcą z nią walczyć, nie tłumacząc jej jako nieodłączny element wolnego rynku. Ale kiefy idzie o walkę polityczną, to granica tolerancji nagle się zmienia i się przymruża oko na nieczyste zagrywki. Wiesz, jest już jednak trochę za późno. Odniosłem wrażenie, że powszechnie uważa się, że nienajlepsza sytuacja w kraju jest winą "komuchów", ktorych się nie usunęło z władz. Jak dla mnie, jest to bzdura. Już nie ma znaczenia, kto był w PZPR, a kto był w opozycji. Mamy już demokrację i czasy socjalistyczne poszł się kochać. Odebrało to pewne możliwości i dało nowe. Kiepska sytuacja wynika z kiepskiej kultury politycznej w naszym kraju, bo wybiera się takich ludzi a nie innych. Prywata króluje w sejmie, w mediach stronniczości. Ciągle ktoś chrzani o jakimś honorze i innych tego typu rzeczach. Chrzani się o obronie złotówki, której nikt przecież nie atakuje. Ludzie, z prawej, z lewej, z centralnej strony. Ci, co byli w PZRP, i ci, co byli w opozycji. I nikt nie patrzy na programy ludzi, nikt nie patrzy na poglądy. Część dostała metkę komucha i cześć, i już mamy podział na dobrych i złych. Ci nas uratują, a tamci wszystko skiepścili. Jak dla mnie może rządzić były komuch, proszę bardzo, jeżeli tylko zajmie się krajem, a nie własnym tyłkiem. Podejście ludzi musi zmienić, może i sami ludzie. Ja się nie czaruję z POPiSem. Ja wiem, że oni to schrzanią i nie w takim wypadku, co za różnica czy z powodu afer, czy z powodu złych reform. Może brzmię trochę pesymistycznie. Wiem, że nie jest tak źle, wystarczy spojrzeć na wschód, ale czy to ma stanowić jakieś wytłumaczenie? Bardzo kiepskie.
-
Wpierw może jakiś szerszy komentarz, bo potem chyba dojdzie do męczenia się z cytatami . Występ Żara (nie znam pisowni francuskiej) był nudny jak flaki z olejem. Włączyłem na pięć minut, bo więcej nie mogłem wytrzymać. Nawet te efekty zsynchronizowane z syntezatorem nie były zbyt oszałamiające. No, ale do zależy chyba od preferencji muzycznych i nie wątpię, że jest to zdolny muzyk. Na pewno zdolniejszy ode mnie . Ale nawet zakłądając, że muzycznie występ był nienaganny, to całę to zamieszanie jakoś zupełnie nie pasuje mi do obchodów wydarzeń sierpniowych. Artysta mówił, że opowie te wydarzenia swoją muzyką, ale to było zbyt takie, bo ja wiem... futurystyczne, elektroniczne. Nie widziałem w tym występie uporu i odwagi jakimi wykazywali się wtedy robotnicy. Prości ludzie przecież, którzy chcieli lepiej żyć. Może ta muzyka Żara była po prostu zbyt bezosobowa? Acha, może cał występ był super, ale to, co zrobiono z "Muru" Kaczmarskiego, to była straszna kicha. Tutaj też pewnie wchodzę na teren osobistych gustów muzycznych. Moim zdaniem te chury i ten syntezatorek, ta cała pompatyczność kompletnie nie pasuje do tej piosenki. "Mur" jest piosenką jednostki, kameralną. Z mocnym tekstem, ale go nie może zagłuszać syntezatorek ani ryk parudziesięciu osób. Ten cover nie dorasta do pięt oryginałowi. I właśnie "Mur" i inne piosenki z tego okresu cechuje prostota, kameralność i zwyczajność. I wg mnie te cechy najbardziej odpowiadają tamtemu okresowi. Bo to nie było powstanie, rewolucja czy coś takiego. Grupa prostych, cięzko pracujących ludzi poczuła się wyjątkowo solidarnie i mocnie. Przy okazji była to manifestacja swojej godności. Ale to nie była żadna partia czy inne masowe ugrupowanie. Tylko właśnie zbiór jednostek. Do tamtej pory osamotnionych w bagnie ich życia, któzy postanowili powiedzieć nie. Dlatego cał ten Żar to dla mnie wielka pomyłka. Boże, i jeszcze komputerowe animacje w czasie "Wiadomości". Co za porażka. Koniec z Żarem, wchodzę na prezydenta. Muszę przyznać, że Kwachu mnie zawiódł poparciem ustawy o górnikach, a darował sobie ustawę o VAT. Najlepiej, gdyby żadnej z nich nie popierał. Z górnikami trzeba ostro, skoro oni z rządem ostro. Tak to jest z górnictwem, że po jakimś czasie koszty wydobycia rosną i kopalnie stają się nierentowne. Jestem za tym, by nie cackać się z górnikami, któzy najwyraźniej nie zamierzają się cackać z rządem. Margaret Tatcher pokazała jak to można rozwiązać i udało jej się to. Natomiast ustawa o podadtku VAT na początku wydawała mi się ok, ale zostałem uświadomiony przez ojca, że to byłaby otwarta furtka do nowych przekrętów. Coś w rodzaju ustawy o akcyzie na olej napędowy, która wprowadziła na ten rynek mafię . Cimoszewicz. Muszę przyznać, że uważałem, że na Poslacie bardzo go nie lubią. Wystarczy sobie posłuchać komentarzy. Ale muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyli, sprawdziwszy oświadczenia majątkowe innych polityków. I tak, pan Wasserman z komsji zapomniał w swoim oświadczeniu o 100 tysiącach złotych. Pmyłkę naprawił po konsultacji z komisją etyki. Jakiś gościu z Samoobrony nie wpisał 30 tysięcy z diety poselskiej. A pan Tusk "trochę" wartość swoich dwóch nieruchomości (domy albo mieszkania, nie pamiętam) w stosunku do ich ceny rynkowej, a wówczas rynek nieruchomości wcale nie przechodził kryzysu . Reporter skończył swój raport komentarzem, że oświadczenie majątkowe okazuje się najtrudniejszym do wypełnienia dokumentem dla ludzi z polityki. Oczywiścia Jarucka z każdym dniem traci na wiarygodności. Dobrze sobie Cimoszewicz radzi z tą sytuacją. Nie zamartwia i rusza do walki wyborczej. Acha, PapaCorleone zarzucił Cimoszewiczowi, że zapomniał o akcjach Orlenu. Otóż on o nich nie zapomniał. Jego błąd (jak on twierdzi) polegał na tym, że uważał, że tych akcji nie musiał wpisywać, gdyż nie przyniosły mu żadnych dochodów. Był niejako pośrednikiem między giełdą i córką. Jedyne, o czym zapomniał, to treść ostawy mówiącej o tym, co ma, a czego nie ma wpisywać. Co do Jaruckiej, to "Nie" wykazała się rzetelnością i sprawdziła historię faksymili z podpisem Cimoszewicza. Okazało się, że do zniszczenia oddano o jedną faksymilę niż odebrano. Odbieranie działo się za poleceniem Jaruckiej, która wtedy jeszcze pracowała w kręgu Cimoszewicza. Nie wiem, jak z zaginięciem jednej z faksymil, ale rozwiązanie narzuca się samo . PapaC. - uważam, że RoZy walczy z wiatrakami, ponieważ wykazujesz w swoich postach myślenie schematyczne i przy tym chorobliwie radykalne. Przy okazji słabo rozumiesz intencje RoZego, który nie chce zmieniać twoich poglądów, ani niczyich innych na tym forum. On walczy jedynie z tępym radykalizmem, którego podstawa merytoryczna jest wątpliwej jakości, jeżeli w ogóle ma jakąś. Dyskusja jest wskazana, ale musi trzymać jakiś poziom. Tylko tak można dojść do wspólnego porozumienia. Niestety u ciebie (i miejscami nie tylko) ciężko mówić o dyskusji, bo nie ma z czym dystukutować. Można jedynie podważać wiarygodność towich pochopnie rzucanych wypowiedzi. Wybacz, ale ja nie widzę w nich śladu poważniejszej refleksji. Acha, Papa, miałeś rację z Kaczyńskim. Sprawdziłem i masz rację. Byłem przekonany, że do życia politycznego dostał się z zastępów PZPR, ale myliłem się. Przy okazji muszę przyznać, że spot Kaczora z jego zdjęciami z czasów Solidarności jest bardzo dobry. No, przynajmniej lepszy od Tuskowego. Prawie mnie przekonał . I zwrot prawidłowo brzmi: uderzać głową o mur. Ale w mur się tak rozpowszechniło, że ni uważa się tego za błąd. Mówię to w ramach ciekawostki. He, he, w "Nie" zauważyli śmieszną rzecz. Chyba sztab wyborczy Tuska nie za bardzo lubi jego imię, bo na plakatach nie ma Donald Tusk, tylko Prezydent Tusk . To mógłby być przypadek, ale inni jakoś podają swoje imiona . To a propos wiatraków . Ech, chodziło mi o sam schemat myślowy, który zmienia w zależności, kiedy komu jest wygodniej. Nie porównywałem znaczenia treści. Jak ci to nie pasuje, to powiem inaczej. Jakoś wszyscy potępiają korupcję i chcą z nią walczyć, nie tłumacząc jej jako nieodłączny element wolnego rynku. Ale kiefy idzie o walkę polityczną, to granica tolerancji nagle się zmienia i się przymruża oko na nieczyste zagrywki. Wiesz, jest już jednak trochę za późno. Odniosłem wrażenie, że powszechnie uważa się, że nienajlepsza sytuacja w kraju jest winą "komuchów", ktorych się nie usunęło z władz. Jak dla mnie, jest to bzdura. Już nie ma znaczenia, kto był w PZPR, a kto był w opozycji. Mamy już demokrację i czasy socjalistyczne poszł się kochać. Odebrało to pewne możliwości i dało nowe. Kiepska sytuacja wynika z kiepskiej kultury politycznej w naszym kraju, bo wybiera się takich ludzi a nie innych. Prywata króluje w sejmie, w mediach stronniczości. Ciągle ktoś chrzani o jakimś honorze i innych tego typu rzeczach. Chrzani się o obronie złotówki, której nikt przecież nie atakuje. Ludzie, z prawej, z lewej, z centralnej strony. Ci, co byli w PZRP, i ci, co byli w opozycji. I nikt nie patrzy na programy ludzi, nikt nie patrzy na poglądy. Część dostała metkę komucha i cześć, i już mamy podział na dobrych i złych. Ci nas uratują, a tamci wszystko skiepścili. Jak dla mnie może rządzić były komuch, proszę bardzo, jeżeli tylko zajmie się krajem, a nie własnym tyłkiem. Podejście ludzi musi zmienić, może i sami ludzie. Ja się nie czaruję z POPiSem. Ja wiem, że oni to schrzanią i nie w takim wypadku, co za różnica czy z powodu afer, czy z powodu złych reform. Może brzmię trochę pesymistycznie. Wiem, że nie jest tak źle, wystarczy spojrzeć na wschód, ale czy to ma stanowić jakieś wytłumaczenie? Bardzo kiepskie.
-
Heh, ty to dajesz tym budżetem . Tej forsy wcale nie jest tak dużo. Wiem, bo widzę stan mojego wydziału . Najlepiej sobie radzą popularne kierunki, które zarabiają na wieczorowych i zaocznych. Prawo jest pradziwym krezusem . A te rozleniwiając dotacje są co jakiś czas obcinane. Ot choćby całkiem niedawno wktoś wpadł na pomysł stypendiów naukowych dla studetów zaocznych i studiów wieczorowych. I wprowadzono je, ale kosztem studentów studiów dziennych. Po prostu obcięto liczbę jednych, aby mogli na ich miejsce wejść inni. Ponadto nikt nie podaje uczelniom państwowym uczniów na tac. Tutaj prowadzenie opłat nic nie zmieni w oferowaniu przez panstwówki ich usług uczniom, ponieważ jedyną ofertą jest wysoki poziom. A wysokiego poziomu nie zdobędziesz eklamując się czy prowadząc ostrą konkurencję. Jakoś uczelnie państwowe są jak na razie najbardziej obleganymi w kraju. Wszyscy moi znajomi z liceum wpierw startowali na państwowe uczelnie, a w razie porżki zostawiali sobie prywatne (może z wyjątkiem koleżanki, która się kształci w szkole fotograficznej; chba nie było takiego kierunku we Wrocku). Jak przeglądam rankingi w Rzeczypospolitej, która takowe przerpowadza, to prywatne uczelnie ledwo wchodzą do pierwszej dwudziestki, a perwsza dziesiątka jest jż wielkm sukcesem. Nie rozumiem, co w tej sytuacji należy poprawić wg ciebie. Jak opłaty na studiach państwowych ma polepszyć tę sytuację i jak to sę dzieje, że te rozleniwiające państwówki są takie popularne i hodują najlepszych w naszym kraju? Ja często oglądam "Bumerang". Siedzi tam trójka facetów w studiu i komentuje treść i jakość przekazwyanych informacji przez media w ostatnim tygodniu. Bardzo ciekawe rzeczy wychodzą na wiezch . Polecam, poniedziałek późno w nocy. Co najmniej po 23. Dziwne to ujednolicenie, o którym mówisz. Nie powinno być tak, że każdy ma prawo kształcić się na równym poziomie I to poziomie odpowiadającym wykształceniu średniemiu. To nie wina systemu, że nauczyciele muszą innym dawać fory. Program powinien być ten sam, bez względu na to, czy ktoś nadąża, czy nie. Podział na gorsze i lepsze gimnazja cy licea jest błędem, bo by pogarszał podział na lepszych i gorszych. Jeżeli ktoś jest zdolniejszy, to niech się z tym zgłosi do nauczyciela, są specjalne kółka naukowe itp. Jeżeli ktoś nie nadąża, powinien przysiąść fałdów, zgłosić się do nauczyciela, lub lecieć na dwójach. No niestety, nie każdy jest dobry we wszystkim. Ale tworzenie gett dla gorszych uczniów??? Pamiętaj, że gimnazjum i podstawówka to wciąż poziom podstawowy, który każdy w naszym kraju ma obowiązek i prawo zdobyć. Nie wiem, jaki na to wpływ ma ujednolicenie płacenia za nauczanie. Myślisz, że czemu ktoś zakłada szkołę prywatną. Z dobrej woli? Ten ktoś chce zarobić, a przy tak wyznaczonym celu ciężko zdobyć poziom i zwiększenie płacenia ykładowcom czy nauczycielom nic nie pomoże, bo poziom zależy od poityki takiej szkoły, a taka szkoła czy uczelnia walczy o uczniów i nie stawia przed nimi zbyt wielkich wymagań. W szkołach państwowych też nie jest tak różowo, bo tam również walczy się o ucznia. Jak uczeń nie zda, to jest to wina szkoły, dlatego kiepscy uczniowie się prześlizgują, żeby ci z góry widzieli, że są efekty i łożyli forsę. Z uniwerkami jest trochę inczej, bo one zawsze dostają kasę na prowadzenie badań naukowych. Zresztą tam nigdy nie było walki o studenta, bo studenci sami się garną na uczelnie państwowe. To samo można powiedzieć o Cimoszewiczu. Tusk nie jest człowiekiem przypadku, bo nieprzypadkowo opuścił jedną partię i założył drugą, by nie utonąć wraz ze statkiem . Gdzie ty widzisz szoł u Cimoszewicza. Chłopka ku oburzeniu opinii mediów (chyba nie za bardzo go lubią) nie chce brać udziału w rozmowach z innymi kandydatami i prowadzić ostrej kampanii. Jeżeli mówisz o szoł przed komisją to zwróć uwagę, że on sam się tam nie pchał. Nagle go wezwali, akurat na sam początek kampanii. Co za zbieg okoliczności. I tam znacznie większe szoł odwalili czterej królowie (Mac., W., Miod., G.). Nie byłoby żadnego szoł, gdyby zostawili w spokoju Cimoszewicza. Teraz się odbywa szoł z udziałem pani Jaruckiej, ale o to też się Cimoszewicz nie prosił. Jak do tej pory szołmeństwo Cimoszewicza okazuje się bardziej wymuszone i i mprowizowane niz zaplanowane. To oczywiście poważnie zakłóca jeko strategię kampanii, ale chyba o to chodziło. Na aferze z Jarucką korzysta najwięcej Tusk, le to żaden dowód, że był w to zamieszany. Bo ktoś był. Nie wierzę, że sama kobiecina nagle się rzuciła na Cimoszewicza. Ale co za bezczelność, miała ten pozornie prawdziwy dokument przez parę lata i ani mru mru o nim. A tu nagle, tuż przed wyborami to wypłynęło. Ach te kampanie, obfitują zawsze w wielkie zbiegi okoliczności . Jestem ciekaw, kto za tym stoi. Ja podejrzewam Giertycha. Co prawda nie wiele na tym zyskał, ale mógł myśleć, że zyska. Co do Tuska, to na raze ma gorsze ogłoszenie wyborcze niż Kaczory, bo Kaczory przynajmniej przeszły do konkretów i to mocnych. Nabiją sobie biedniejszych wyborców, nie ma co. Oczywiście konkrety są ograniczone. Nie za pomnę wywiadu Kaczora (nie pamiętam, którego) dla TVN 24. Dziennikarz się g zapytał o plan uzdrowienia PKP. Kaczor stwierdził, że te plany nie powinny być ujawniane przed wyborami . Dziennikarza aż zatkało, musiał powtórzyć odpowiedź Kaczora (w trbie pytającym), aby się upewnić, że on mówił serio, ale Kaczor dalej stał przy swoim . Niezły numer.
-
No proszę, coś mi się te argumenty gościa z Polityki zbyt toporne się wydawały . Sorry, za ew. wprowadzenie w błąd. Mnie tam szkoła dobrze przygotowała do egzaminów. Wystarczyło ruszyć tyłek i pouczyć się. Zbyt wg mnie różowo przedstawiłeś sytuację w uczelniach prywatnych. Wielokrotnie kończy się na tym, że kosztem poziomu zarabia się pieniądze na ludziach. Jak myślisz, dlaczego w rankingach uczelni nie zestawia się uczelni prywatnych z państwowymi i dlaczego to tylko uczelnie prywatne się reklamują? Zresztą jak sam zauważyłeś, ludzie biorą specjalne kursy przygotowawcze do egzaminów na uczelnie państwowe, bo wiedzą, że tam nie biorą na ładny uśmiech. Oferują ci kształcenie za darmo i wymagają za to pracy (choć różnie to bywa, wiem, bo sam studiuję; z drugiej strony studia to nie szkoła, tam się dużo stawia na pracę indywidualną). Ja uważam, że kursy przygotowawcze to bzdura. Można się samemu przygotować. Wiem, bo sam to zrobiłem. Z trzeciej strony im dalej od miasta z uczelnią państwową, tym program nauczania w szkołach odbiega od poziomu wymaganego na uczelniach. Wiem, bo sam się przygotowywałem do egzaminów i musiałem przerobić więcej materiału, niż ten, co zrobiłem w szkole. No, ale to już nie jest wina tego, że studia dzienne są bezpłatne, ale nasz system edukacji ma wiele luk. Wiem, ale ja zawsze oczekuję jakiś konkretów. Może dzięki temu, bym wiedział, co każdy z nich oferuje oprócz Polski sprawiedliwej, w której nie zabija się stoczniowców i inne takie głodne kawałki. Skorzystał ze swojego prawa. Nie chciał być oczerniony na komisji na chwilę przed kampanią. I miał rację. Oglądałem przesłuchanie i słuchałem tej bandy. Dlaczego nie wiadomo? Już się wyjaśniło. Okazało się, że w rzekomym pierwotnm oświadczonym majątkowym, które posiadała ta kobieta (nie pamiętam, jak się nazywa), wszystko jest dokładnie tak samo, jak w oświadczeniu złożonym przez Cimoszewicza. Ponadto tych oświadczeń nie można było zamienić, bo to uniemożliwiała procedura. Wiem, bo ojciec pracuje Izbie Skarbowej i wie, co i jak. Jeżeli chodzi o to oświadczenie, to już Giertych na przesłuchaniu próbował na to złapać Cimoszewicza, ale to ślepy zaułek. Cimoszewicz go zgasił odpowiedzią. To było dobre, jaką wtedy Roman minę strzelił, myślałem, że się uśmieję . Okazało się, że miesiąc czy może dwa miesiące (już nie pamiętam) wcześniej Cimoszewicz złożył oświadczenie, w którym wspomniał o tych akcjach, bo wtedy jeszcze je posiadał.
-
Cały film kiepsko wyglada na jego dzieło. Jedyne, co mi się z Tarantinem kojarzy, to podział na mniejsze rozdziały. Film przestaje być całością, tylko paroma historyjkami. Ale ogólnie film jest kiepski, jak na ew. film Tarantina. Chodzi głównie o dialogi i sceny. Pewnie dlatego, że to nie Tarantino się tym zajął od początku do końca. Jeżeli chodzi o brutalność, to Tarantino mi się zawsze kojarzył z krwią . Ale nie jest to typ brutalności, jak w "Bladzie", jak "... żywych trupów". Brutalność u Tarantina naprawdę boli. Ostatnio oglądałem "Wściekłe psy" i tam nie było efektów, ucinania głów, patroszenia ludzi itp. Mrs. Orange dostał po prostu w brzuch i się wykrwawiał... cały film. Pod koniec taplał się w wielkiej kałuży krwi, a jego biała koszula zamieniła się w czerwoną szmatę. I nie było w tym efektywności. Tu raczej postawiono na realizm i to bardzo wysmakowany. Mrs. Blonde i jego zabawa z policjantem. Jednak filmy Tarantina nie opierają się na brutalności. Jest ona jedynie elementem świata, bardzo realistycznego. Najbardziej lubię Tarantina, który stawia na małe formy. Pulp Fiction i Wściekłe psy zostały wyraźnie podzielone na małe dopracowane w szczegółach kawałki. Dialogi dotyczą często nieistotnych rzeczy, ale są niewiarygodnie ciekawe. Nie wiem, dlaczego, ale rozmowa o hamburgerze i masażu stóp jest jedną z moich ulubionych w Pulp fiction. W Kill Billu to wszystko się jakoś posypało. Nie wiem, może Tarantino się wypalił? No, ale Wściekłe psy mu wyszły świetne. Mam ochotę oglądać go w kółko. Natomiast Sin city nie mam ochoty oglądać w kółko. Niestety do komiksu, to toto się nie umywa. Nie wiem dlacego, ale obraz filmowy, stylizowany na komiks, był zbyt sterylny, zbyt czysty i zadbany. W komiksie grafika jest bardziej niedbała, bardziej surowa. Tutaj to wszystko było zbyt ugrzecznione. Dlatego komiks jest znacznie brutalniejszy, bo funkcjonuje w innej rzeczywistości. Film nie potrafił, mimo superhiperefektów specjalnych, odwzorowac tej surowej rzeczywistości i stracił zaletę tej historii. Przy trochę przerysowanych dialogach i charakterach film się zrobił nudnawy. Chrzanienie Micky'ego Rourka naprawdę mnie wymęczyło. Film jest średni, choć moje pierwsze wrażenie było całkiem pozytywne, ale to dlatego, że byłem pozytywnie nastawiony. Królestwo niebieskie sprawiło mi więcej przyjemności niż Sin City. Pewnie dlatego, że pokazywało rzeczywistość filmową we właściwej stlizacji. Ogólnie było lepsze. Bleh, raczej toporni . Wyraziści bohaterowie to Mrs. White, Mrs. Orange, Mrs. Blonde, Mrs. Blue, Mrs. Brown i Mrs. Pink (mój ulubiony ). Podział na dobrych i złych niekoniecznie wiąże się z wyrazistymi bohaterami. Raczej mało skomplikowanymi. No, ale trudno stworzyć naprawdę ciekawego bohatera. Zależy to od paru czynników. Co bohater mówi, co robi i kto go gra. Nie zapomnę Alonza z Dnia próby. Niezła popisówka Washingtona. Fantastyczny aktor.
-
Dla odmiany odejdę na chwilę od polityki (i tak nie jestem na bieżąco z tematem). Jakiś spory czas temu przeczytałem we Wprost felieton (czy co tam) jakiegoś gościa, którego danych nie pamiętam. Facet ten proponował nałożyć opłaty na studendów studiów dziennych. Zauważył, że na studiach pństwowych jest około 4% studentów pochodzących ze wsi, zaś na studiach prywatnych jest ich 40%, tzn. w stosunku do ogólnej liczby studentów na uczelni. Uznał ten gościu, że opłaty za studia dzienne na studiach państwowych mogą pójść na pomoc finansową dla ludzi ze wsi, dla których barierą nie do przekroczenia są koszty utrzymania w dużych miastach, gdzie są szkoły państwowe. I bym już o tym nie wspominał, ale mój kolega mówił mi o artykule w Polityce, w którym autor (tym razem to kolega nie pamiętał, kto) mówił o tym samym pomyśle, tym razem podając trochę inne argumenty. Studenci mają płacić, bo potem wyfruwają z kraju, i tak nasze państwo nie ma z tego żadnego zysku, a jeszcze traci, bo dofinansowuje kształcenie ludzi, którzy potem zdobytą wiedzę wykorzystają za granicą na rzecz innego państwa. Więcej nie wiem, bo tylko tyle usłyszałem d klegi (sam tego artykułu nie czytałem, więc jeżeli ktoś czytałem i ja skłamałem w którymś momencie, to proszę mówić). Ja jestem studentem studiów dziennych i takie pomysły bardzo mnie wkurzają. Nie rozumiem. Przecież człowiek zdaje na studia dzienne, aby nie płacić. Z wieczorowe i zaoczne się płaci, ale dają możliwość znalezienia pracy. Utrzymanie w dużych miastach mogą zapewnić stypendia socjalnie dla studentów biedniejszych. Przewaga studentów pochodzenia wiejskiego w szkołach prywatnych może być wyjasniona gorszym poziomem. Ogólnie wiadomo, że szkoła prywatna stawia na pieniądze i nie musza studentów do nauki, tylko do płacenia. Nie mówię, że młodzież ze wsi to tępaki, ale mają gorsze szanse jeżeli chodzi o zdobycie wykształcenia potrzbenego na dostanie się do uczelni państwowych. I czy przypadkiem biedniejszy student, który dzięki tej ew. zapomodze dostanie się na uczelnię państwową, nie będzie musiał również uiszczać tej opłaty? Co do artykułu z Polityki, to trzeba się zastanowić dlaczego ludzie z wyższym wykształceniem chcą wyjeżdżać z Polski, a nie kombinować jak wydoić z młodzieży doraźne pieniądze. To nie jest myślenie przyszłościowe. Ponadto dodatkowe opłaty mogą sprawić, że mniej lludzi zdecyduje się na zdobywanie wykształcenia wyższego i spadek liczby wykształconych ludzi w Poslce spadnie dodatkowo, czyli emigracja + rezygnacja z powodu dużych opłat. A tak na koniec to powiem, że ten facet z Wprost pracuje w szkole prywatnej . I jeżeli ktoś mi zarzuci, że jestem w tej sprawie stronniczy, to będzie miał absolutną rację . Tusk nie w gorącej wodzie kąpany???? Człowieku on z Kaczyńskim to dwa krzykacze. Słyszałem jego komentarze, co do sytuacji w relacjach polsko-rosyjskich i działań naszych władz. Fact próbuje pokazać, że jest zdecydowany, ale robi to kosztem rozsądku. Przedstawiciele lewicy pokazują tu znacznie więcej powściągliwości i ostrożności. Myślą. A Tusk i Kaczor to tacy szołmeni. Dużo ogólników, dużo nacechowania emocjonalnego w wypowiedziach. Ogólnie takie przedwyborcze chrzanienie.
-
Wkurzyli mnie z tym GTA. Chcę sobię tę grę kupić i nie mogę (chyba że pirata). Nawet na Białorusi i Łotwie nie ma . Mam powyżej osiemnastu i chcę kupić tę brutalną, krwistą i w ogóle grę. Nie rozumiem, czemu wycofali ją z produkcji. Ona była oznaczona, że jest dzwolona dla dorosłych (przynajmniej taka informacja była na trailerze GTA: SA). A jeżeli ktoś nie chce, żeby jego kochany syneczek się nie zdeprawował, to niech mu jej nie kupuje. A ponadto gadanie, że to wpływa na psychikę dziecka, że będzie problem z odróżnianiem dobra od zła i tego typu rzyczu, to są to totalne bzdury. Ja w podstawówce grałem w GTA 1 i jakoś nie latam z siekierą po ulicy i nie zabijam ludzi. Wjaśnienie jest banalne. Dzieciak świetnie zdaje sobie sprawę z tego kiedy się zaczyna, a kiedy kończy rzeczywistość i zaczyna się zabawa. Przecież się prdukuje plasikowe pistolety i inne bajery, aby dzieciaki mogły się pobawić w policjantó i złodziei, w Indian i kowbojów i tego typu rzeczy. Swietnie zdają sobie sprawy z tego jak działa nasz świat i co jest w nim złe, a co dobre. Wiedzą, czego nie mogą, a co mogą. A gra czy zabawa daje im możliwość stanie po obu stronach bariery między dobrem i złem i się bawić. Boże, ja nie gram w GTA dlatego, że mogę zabijać, ciąć na kawałki i miażdżyć ludzi. Jestem przestępcą i to wchodzi w zakres moich obowiązków . Kurde, jeżeli mogę być przestępcą, to chcę być dobrym przestępcą . Jestem ciekaw, czy ktokolwiek z dorosłych się zapytał dzieciaka, co on o takiej grze myśli.
-
Wkurzyli mnie z tym GTA. Chcę sobię tę grę kupić i nie mogę (chyba że pirata). Nawet na Białorusi i Łotwie nie ma . Mam powyżej osiemnastu i chcę kupić tę brutalną, krwistą i w ogóle grę. Nie rozumiem, czemu wycofali ją z produkcji. Ona była oznaczona, że jest dzwolona dla dorosłych (przynajmniej taka informacja była na trailerze GTA: SA). A jeżeli ktoś nie chce, żeby jego kochany syneczek się nie zdeprawował, to niech mu jej nie kupuje. A ponadto gadanie, że to wpływa na psychikę dziecka, że będzie problem z odróżnianiem dobra od zła i tego typu rzyczu, to są to totalne bzdury. Ja w podstawówce grałem w GTA 1 i jakoś nie latam z siekierą po ulicy i nie zabijam ludzi. Wjaśnienie jest banalne. Dzieciak świetnie zdaje sobie sprawę z tego kiedy się zaczyna, a kiedy kończy rzeczywistość i zaczyna się zabawa. Przecież się prdukuje plasikowe pistolety i inne bajery, aby dzieciaki mogły się pobawić w policjantó i złodziei, w Indian i kowbojów i tego typu rzeczy. Swietnie zdają sobie sprawy z tego jak działa nasz świat i co jest w nim złe, a co dobre. Wiedzą, czego nie mogą, a co mogą. A gra czy zabawa daje im możliwość stanie po obu stronach bariery między dobrem i złem i się bawić. Boże, ja nie gram w GTA dlatego, że mogę zabijać, ciąć na kawałki i miażdżyć ludzi. Jestem przestępcą i to wchodzi w zakres moich obowiązków . Kurde, jeżeli mogę być przestępcą, to chcę być dobrym przestępcą . Jestem ciekaw, czy ktokolwiek z dorosłych się zapytał dzieciaka, co on o takiej grze myśli.
-
Co wyście się tej zupy przyczepili . Kain trochę za bardzo rozwinął myśl mojego profesora, która była znacznie łytsza i miała nam uzmysłowić pewne rzeczy. Może wyjaśnię po kolei. Chodzi o to, że jeżeli byśmy byli święcie przekonani o tym, że umrzemy, nasze działania przestałyby mieć dla nas jakąkolwiek wartość. Bo większość naszych działań jest nastawiona na zapewnienie nam przyszłości, ale tej przyszłości przecież nie ma. I o to w tym wszystkim biega. Dlatego nie jesteśmy przekonani, e umrzemy. Pewnie każdy to z nas wie, choć to tylko przypuszczenie . Reszta teorii zupy to odkrywcza nie jest. Raczej się z nią zgadzam. Dżizus, muszę ograniczyć używanie metafor . To oczywiste. Ja tam na śmierć nie jestem gotowy. Ale ja mówiłem o ludziach, którzy są starzy i umierają ze starości (lub tam na coś zachorowali). Często bywa, że się człowiek z czymś takim godzi i wie, że umiera. Może dlatego, że już nie czuje się na siłach żyć i sam chce umrzeć. Eutanazja działa pewnie na podobnej zasadzie, czyli człowiek ciepi tak, że już się nie czuje na siłach kontynuować to życie. Jak już wspomniałem, jest pewnie tyle sposobów umierania, ilu jest ludzi. A ja tam Kanta lubię . Choć tu ci przyznaję racje, niektóre jego zdania na pół strony, a czasem i więcej, są straszne. Kojarzę taką wypowiedź o zjawiskach uwarunkowanych i nieuwarunkowanych. Z rzadka tylko na chwilę załapuję, o co w tym chodzi. To jest jak przebłsk geniuszu. A potem się wypala i znów patzę na to zdanie, jak na hieroglify . Te teksty nigdy się nie nudzą . A z Heglem to przesadziłem, muszę przyznać, że teoria negacji, czyli tam teza, antyteza i inne eza, brzmi wg mnie bardzo dobrze. Choć pasuje mi tylko sam mechanizm dialektyczny. Jego idealistczne skutki są już dla mnie mało nowoczesne . A jeżeli chodzi o niezrozumiałych filozofów, to odkryłem, że problem polega na tym, że nie rozumiem znaczenia słów, których oni używają. Nie jestem pierwszy. Wittgenstein już na to zwrócił uwagę (i wcześniejsi, choćby Schopenhauer), choć on to zrobił oczywiście w mniej toporny od mojego sposób . Czepiasz się zaimków . Dobra, już nie drążę tematu .
-
Wpierw aktualny temat. Ja tam nie wiem, na kogo głosować. Zewsząd dochodzą do mnie zupełnie przeciwne opinie o partiach. Jeżeli chodzi o wybory, to Cimoszewicz. Popierają go moi rodzice, a są dla mnie autorytetem i lepiej się w tym bagnie (polityce ) orientują. Partia? Nie mam pojęcia. Chyba Zieloni. A jak nie, to chyba jakaś lewicowa. Mmmm... ktoś tu cytuje Gertycha. Faceta tak zaskczył Cim., że nie wiedział, co robić, i chwycił się żałosnego sposobu oddziaływania na męską dumę . Najwyraźniej młodzież forumowa nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje w polityce. Komisja rzeczywiście powinna dążyć do prawdy. Niestety, jest często wykorystywana przez polityków do gry politycznej. Chodzi o oczernienie przesłuchiwanego, nawet jeżeli będzie się to mijało z prawdą. Udowodnienie tego jest kłopotliwsze niż powiedzenie paru kłamstewek. I tak wyrządza się szkodę takiemu człowiekowi. Cimoszewicza o dziwo wezwano akurat teraz, mimo że można było to zrobić dwa miesiące wcześniej. Co za zbieg okoliczności, akurat, gdy Cim. zaczął kandydować na prezydenta . Ty rzeczywiście masz słabe pojęcie o PRL-u. A ty myślisz, że skąd się wziżeli Kaczyńscy. To jest nasza kochana postkomunistyczna brać. Bardzo mi przykro, ale większość naszych polityków doszła do polityki dzięki PRL-owi (z tej czy drugiej strony barykady). Kaczory się nie wzięły z nieba, a ich chrzanienie o postkomunizmie t zwykły populizm. Cokolwiek się nie dzieje w Polsce, to oni w kółko: "typowe post-PZPR-owskie zagranie". Chłopie, nikt z nich nie ma do końca opracowanego planu. Raz na tvn-ie zapytano Kaczora o uzdrowienie PKP. Chłopak stwierdził, że to tajne plany, ponieważ nie powinno się ich ujawniać przed wyborami. No sorry, ale to już jest kręcenie i to kiepskie. A co do kontynuowania polityki Kwaśniewskiego, co w tym złego? Po piwerwsze, nie wiadomo w jakim kierunku ta polityka ma być kontynuowana. Po drugie, co w niej było złego. Oskarżanie Kwacha o afery to tylko przypuszczenia i efekty oczerniania prezydenta przez przeciwników. Może pogadajmy o tym, co mu udowodniono. Ja już się nauczyłem, że politykom nie można ufać, bo często oni działają we własnym interesie. Dlatego trzeba patrzeć z przymrużeniem oka na ich wypowiedzi, bo często ma się do czynienia z dwiema zupełnie przeciwstawnymi osądami. Dlatego zalecam ostrożność. A teraz stare sprawy. Nie wiem. Tamten facet założył się o milion, że udowodni, że Amerykanie to idioci. Pytał się jeszcze, jak ma na imię król Henryk (czy kto tam; pytanie zawierało imię ). Wygrał ten milion . A żołnierzy amerykańskich ok. 200 tys. O GROMie się nie wypowiadam, bo to ponoć tajna jednostka, więc nie znam sukcesów, ale podejrzewam, że wróg tym bardziej (bo chyba o to chodzi w tajnej jednostce). Nawet jeżeli Kwachu został wymieniony, to jak sam uważasz, są Arabowie (czy kto tam), którzy wiedzą, jak ważnym i prestiżowym krajem jest Polska. Jak dla mnie to zamachy są wymierzone w świat zachodu, a my jesteśmy na jego peryferiach. Kto by atakował wieś ? Nie zrzum mnie źle, ja sam też myślę, że się narażamy, choć uważam, że trochę potrwa, nim ktoś się nami zainteresuje. I wierz mi, chcesz, żebym to ja miał rację.
-
Wiesz Kain, nie każdy boi się śmierci i probuje od niej uciec. Przyznaję, że nie brałem udziału w czyimś umieraniu, i nie wiem, jak to naprawdę wygląda. Słyszałem jednak, że wielu starszych ludzi w chwili ostatecznej jest pogodzona z losem. Trochę według mnie przesadziłeś z dramatyzmem w swoim opisie. Choć jest pewnie tyle sposobów umierania, ilu jest ludzi. Ja nie uciekam od tematu śmierci. Dawaj ją tu:). Dobra, głupi żart. Co prawda umrzeć nie chcę, to jednak nie przejmuję się tym, że nie ma pozaziemskigo świata, że tu nie wrócę itp. Po prostu nie myślę o tym, że umrę i w sumie nie jestem, jak każdy chyba z nas, o tym do końca przekonany. Jak to mówił mój były wykładowca z filozofii: Drodzy państwo, czy naparawdę byście się starali ugotować doskonałą zupę, będąc pewnymi, że ona na sto procent się przypali? Zupa to życie . Inaczej, gdybyśmy wiedzeli, że umrzemy, to po co w ogóle starać się o cokolwiek, skoro to i tak koniec końców nam nic nie pomoże. Prof. cytował też ojca Słonimskiego: Inni umierają, ale skąd wiadomo, że ja umrę? Co mnie o tym przekonuje ? Śmierć jest o tyle naturalnym procesem, że zwierzęta wiedzą instynktownie, kiedy przyjdzie na nie czas. A przynajmniej wiem o tygrysach i słoniach. Ludzie też czasem o tym wiedzą. U mnie sytuacja jest taka, że nie uświadamiam sobie codziennie, że przestanę istnieć, bo nic nie ma po śmierci. Ja po prostu nie pośwęcam się zapewnieniu sobie rajskiego życia przez religię czy coś innego. Co do reinarnacji to jestem sceptykiem. Choć miewam wątpliwości. Nie tylko w związku z reinkarnacją, ale ogólnie, czy rzeczywiście nic nie ma po życiu. No bo w sumie od tysięcy lat kupa ludzi na świecie wierzy w to. Miliardy ludzi w sumie nie mogą się mylić . Mimo wszystko pozostaję sceptyczny. Acha, i jeszcze niedawno widziałem program o śmierci klinicznej i ludziach, którzy w sytuacji krytycznej patrzyli na siebie z góry czy jakoś tak. Ogólnie rzecz biorąc albo ci ludzie kłamią, albo mieli jakieś halucynacje, albo ich dusza, esencja czy coś wyszło z nich egzystowało. Ale nawet jeżeli mieli halucynacje, to musieli w jakiś sposób egzystować w czasie śmierci klinicznej. Kain też mówi o kumplach, którzy pamiętają łono mamy od środka , co brzmi niepradopodobnie, ale Kain rzeczywiście w to wierzy. Mimo wszystko, pozostaję sceptyczny . Chim, z tym Schopenhauerem to był, aż głupio przyznać, żart (choć rzeczywiście zapunktował u mnie tym stwierdzeniem:)). Przecież napisałem, że to uproszczenie. Po prostu lubię filozofów, którzy piszą zrozumiale. Szczególnie po Wittgensteinie. Schopenhauer podoba mi się z pesymistycznej koncepcji życia, odczucia bytu samego w sobie, fenomenalizm. Koncepcja świadomości Schopenhauera była atrakcyjna, ale potem natknąłem się na świadomość wg Nietzschego, która bardziej mi się podoba. A moja wypowiedź była potężnym skrótem czy raczej zlepkiem wyrwanych, uogólnionych myśli filozofów. Jeżeli chodzi o Sartre'a to nie czytałem wszystkiego, tak samo jak wsystkich filozofów. Opieram się na wiedzy, którą zdobyłem na studiach, i Sartrem się dokładnie nie zajmowaliśmy. Neantyzacja poszła dokładniej na tapetę przy okazji Husserla. Rozumienie filozofów to też interpretacja . System jednego filozofa potrafił być źródłem dwóch sprzecznych kontynuujących prgramów . Dotknięcie życia to nazwa na euforyczne uczucie, które odczuwam, gdy tworzę. Ukute na szybko. Chciałem zwrócić uwagę na twoją pewność: "nie mam watpliwosci. tworzyles kiedys cos? to jest jak dotkniecie bogów." Ta pewność też jest oparta na wierze. Tak samo z Muzami i innymi. Nawet chyba z moim dotknięciem życia . A kwestie interpretacji to skomplikowany problem. Jak ktoś chce go poruszyć, to jestem za, ale na razie się męczę z tym tematem . Życie to rzeczywiście ciągły ruch. Ale uważam, że jestem efektem, kontynuacją i jednym z etapów tego najprawdopodobniej nieskończonego procesu. Dla mnie nie ma TAM, nie ma później. Jest tylko teraz ("teraz" w skali ogólnego życia, czyli jakieś 70-100 lat). Następne jakieś życie zostanie zbudowane kosztem mojego czy też dzięki mojemu. Jestem materialistą.
-
Ja tam nigdy nie patrzyłem na filozofię Sartre'a pesymistycznie. Nie jestem osobą wierzącą i uważam, że po śmierci mnie nie będzie w żadnej postaci. Jestem na najlepszym z możliwych światów , ale możliwych dla mnie, bo w końcu nie zmienię teo świata na inny. Miałem wiele wątpliwości związanych z celem mojego istnienia, sensem i innymi takimi, aż w końcu Sartre, Nietzche, Bergson, Kant, Hume i Epikur palnęli mnie w czoło i powiedzieli: Czowieku marnujesz sobie życie. Uważam, że bóg, reinkarnacja i inne po prostu nie istnieją. A jeżeli nawet istnieją to w żaden sposób, o którym wiem, nie wpływają na moje życie. Toteż zarzuciłem myślenie o takich rzeczach i uznałem, że umrę za kilkadziesiąt lat (oczywiście jest to niepewny termin, ale na razie najprawdopodobniejszy) i nie ma sensu poświęcać się czemuś, o czym nic mnie nie przekonuje. Dlatego poglądy Sartre'a, może dla niego pesymistyczne, dla mnie takowe nie są. Filozofowie życia, egzystencjaliści, materialiści i fenomenaliści mówili o tym, co mnie najbardziej interesuje, czyli o moim życiu. Sartre zwrócił mi uwagę, że jestem absolutnie wolny negatywnie, czyli nic nie muszę, bo zawsze mam wybór. I to mi się podoba, tym się kieruję. Nietzsche mi powidział, że Bóg umarł, ale człowiek żyje. Schopenhauera lubię, bo powiedział, że Hegel plótł trzy po trzy. Pdobało mi się to, bo czytanie Hegla to było prawdziwe piekło . Kanta lubię, bo bez Kanta nie byłoby Nietzchego . Hume mi odpowiada, bo stwierdził, że można być filozofem, ale przede wszystkim trzeba być człowiekiem. Oczywiście to jest jeszcze większe uproszczenie niż to, którego dokonał Chimaera . Chyba przyznasz, że znaczenie terminu "dotknięcie bogów" jest oparte tylko na wierze i interpretacji uczuć. Dla mnie jest to dotnięcie życia.
-
RoZy, z tym metrem to nie jestem do końca obeznany, stąd ta pomyłka. Pamiętam mglście, że coś oni tam budowali pięć lat, ale już nie wiem, co. Nasłuchałem się całkiem niedawno o warszawskim metrze, że jest ono dosyć nieporzebne, poniważ odpowiednio rozwinięty transport tramwajowy by wszystko załatwił. A budwa metra się przedłuża, bo jak sę zmienia władza w Wawie, to zmienia się też oncepcja rozmieszczenia stacji. Tyle wiem . Wracając do terroryzmu. Może pójdę po kolei (tutaj po metrze ). RoZy, panika w mediach jest śmieszna dla mnie, ale w sumie o ja mogę się mylić. Z dwojga złego wolę, żeby okazało się, że to politycy przesadzją. Lepiej dmuchać na zimne, choć podejrzewam, że nie tylko ja wychowałem się w kraju z takm poczuciem bezpieczeństwa, więc podejrzewam, że nie jestem w moim zdaniu osamotniony. Koniec końców lepiej wprowadzać jakieś supernowoczesne systemy łączności, żeby lepiej organizwać ew. akcję ratunkową. Lepiej też, żeby służby tajne ruszyły tyłki i zaczęły sprawdać ludzi. Jest parę ale co do tych spraw. Jakoś Anglicy nie mieli tego nowoczesnego systemu łączności (to się chyba Tetra nazywa), a ich akcja ratunkowa była całkiem sprawna. Co do drugiej sprawy to boję się, że służby specjalne czy co my tam mamy będą dzałały jedynie pozornie, dla mediów. Stąd pewnie te bieżące doniesienia o śledztwie w sprawie podejrzanych o współpracę z terrorystami. Bo umówmy się, że lepiej, żeby ew. poszykiwani nie wiedzieli, że są poszukiwani. No i biję się jeszcze, że wykopią jakiegoś niewinnego człowieka z kraju na podstawie niepewnych infrmarcji i po to, żeby dokonać spektakularnego, medialnego wykopania. Tak było całkiem niedawno z jakimś doktorem z któregoś z uniwerków. Facet musiał wracać do sojego raju, skąd ponoć musiał uciekać. Jak dla mnie, choć nie znam szczegółów, to był kozłem ofiarnym. No , więc jeżeli zostaną spełnione powyższe warunki i wszyscy się tym zajmą na poważnie, to ja nie mam zastrzeżeń. Uważam, że to przesada, ale wolę, żeby to reszta się pomyliła niż ja. Natomiast ew. atakowi i tak nie zapobieżemy, ponieważ nie zrobił tego Scotland Yard z atakiem w sotlicy. W stolicy! Teraz się ludzie zastanawiają, czy by przypadkiem nie ograniczyć lekko swobód obywatelskich w imię walki z terroryzmem. Ja tam mam mieszane uczucia co do tego pomysłu. Ale to nie mój kraj w sumie zaatakowano. Drago, twój pomysł na niedopuszczanie ludzi z krajów o wysokim ryzyku do krajów zachodnich jest wg mnie półśrodkiem i to dosyć kiepskim. Po pierwsze nie każdego się wpuszcza hop siup do kraju. Nawet do nas ludzie się przecież nielegalnie przedostają. Po drugie zahamowałoby to wymianę kulturową itp. Pnadto mogłoby t doprowadzić do powiększenia rynku nielegalnego przeprowadzania ludzi przez granicę. Co by doprowadziło do zmniejszenia kontroli nad tym, kto się wprowadza do jakiegoś kraju, co mogłoby doprowadzić do ułatwienia naprawdę podejrzanym typom o przekonaniach fundamentalistycznych przekroczenia granic pewnych państw. W takim chaosie na pewno by mogli się prześlizgnąć. Ponadto doprowadziłoby to rozwoju czarnego rynku, bo przecież nielegalny imigrant nie arejestruje się w ZUSie. No i jeszcze jest pytanie, które państwa uznano by za te o podwyższonym ryzyku. Nie tylko u nas są przecież stereotypy. Iluż to nie kojarzy islamu z tymi zamachamami. A przecież Koran głosi ideę pokoju. Remigu, ty żyjesz w Poslsce (tak zakładam) i wiesz, gdzie ona leży. Moja siostra była raz w Szwecji i zdziwienie, jakie wywołała swoim pochodzeniem, było ogromne. Wielu myślało, że Poslka to państewko afrykańskie! Innym razem pewny facet udowodnił, że Amerykanie są idiotami i nie wiedzą, gdzie leży Europa. Oczywiście nie każdy Amerykanin nie wie, gdzie leży Europa, i nie każdy Szwed nie wie, gdzie leży Polska. Ale nie wmówisz mi, żeby taki Osama się w ogóle interesował państewkiem w Europie Środkowej. Bo po co??? Chyba tylko jako bramę do Europy dla broni dla terrorystów. Nie uważam, że żaden trrorysta nie wie, gdzie leży Polska, ale założę się, że nie każdy. A jeżeli wie, to jest to wiedza dla niego tak ważna, jak ta o położeniu Wysp Wielkanocnych . Dobra, a teraz parę przemyśleń. Okazało się, że terroryści byli mieszkańcami Wilkiej Brytanii od urodzenia. Co może prowadzić do związku zamachów z toczącym się procesem tamtejszego przywódcy radykalnej grupy islamistycznej. Al Kaida mogłaby ew. dotrzeć do tej grupy i namówić ją na wykonanie zamachów, ale sama tego nie zrobiła. Zamachowcy z USA nie urodzili się w USA, tylko tam przybyli, a tu jest jednak trochę inna sytuacja. Przecież Al Kaida nie przewidziała, że WB weźmie udział w Iraku, i wychowała w Anglii całego pokolenia terrorystów, choć, jak teraz o tym myślę, byłby to niezły numer. Ale jak dla mnie, to jednak WB mało się liczyła dla terrorystów przed takiem, albo przed wspomnianym procesem, bo z Irakiem może w ogóle nie być w tej sprawie związku. Ponadto tak sobie myślę, skoro weszli do Iraku, to powinni jednak zastanowić się nad możliwymi konsekwencjami. Kasiorka z tego może być niezła, ale cena za nią okazuje się wysoka. Walka z terroryzmem to walka z wiatrakami. Szczególnie teraz, kiedy skończyła się moda na ostrzeganie przed zamachami. Gybym ja była Polską, to nie pachałbym się w to bagno za zerowe w sumie profity. Bo kasy z Iraku nie mamy, tylko dla przemysłu zbrojeniowego. Prestiż marny, bo była to sytuacja konfliktowa z niektórymi państwamii Unii, a nasze siły zbrojne w Iraku to kropla w brytyjsko amerykańskim morzu. Jest jeszcze jeden profit naszych ekspertów, że nasze wojo się w końcu ruszyło z miejsca i nabrało doświadczenia. Uważam, że to przydatne, szczególnie w naszej epoce wojen w Europie . I jeszcze dwie mniejsze sprawy. Słyszałem, że zwalanie każdego zamachu na barki Al Kaidy to błąd. To a propos stereotypów zaachówców. No i podobało mi się stwierdzenie leftjacka, że Polacy zajmują strefę okupacyjną. Przypomniał mi się Fahrenheit 9/11 z dwoma cytatami: From Rappahanock to Tappahanock. - i - Inawazja... ... interwencja w Iraku... . Film był fajny . Jak coś zabrzmiało zbyt bełkotliwie, to proszę pytać bez krępacji .
