Skocz do zawartości

Tyt0k

Forumowicze
  • Zawartość

    844
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Tyt0k


  1. Nie będę już podżegał flejmu, chociaż mógłbym zacytować Matrixa, z tego co mi napisał na gg, ale... zostanę uprzejmy. :wink:

    Okej, to może mi ktoś powiedzieć, co teraz robimy? W sensie, wiem, że są mistrzostwa, ale jak daleko już doszliśmy? Czy nadal jesteśmy w wiekach ciemnych?

    A, a questa Gzymsa proponuje zostawić, a nie wyrzucać, czy co wy tam sugerowaliście. Nie czytałem trailera, bo mi się nie chcę (a za radą, czytać nie będę, chyba, że mi się zachcę), ale niezależnie od ciekawości questa, skoro póki co mamy zajęcie, nie powinniśmy ruszać Gzymsowego Questa. :wink:

    @edit

    Jakby co, wyjaśniliśmy sobie z Matrixem tę kwestię na GG i myślę, że wszystko jest już okej. :wink: Więc proszę już o nie komentowanie tej sprawy.


  2. Nie, bo jest fajna.

    Może dla ciebie, mi się nie chciało raczej czytać, tego co już setki razy przerabialiśmy.

    Ja nic nie 'prowadziłem'. Po prostu dbałem o zabawę, starając się ulepszać to, co należało ulepszyć. Na złe chyba nam nie wyszło.

    No, ulepszałeś czyli byłeś siła sprawczą a o to właśnie mi chodziło. Nie przekręcaj moich słów. -.-

    A tak serio, to lubię takie dyskusje. Miło jest czasem zrobić wymianę zdań ;]

    No tak, róbmy sobie dyskusje o tym samym co miesiąc. Mnie to nie bawi.

    A w flejma się nie przerodzi, bo jesteśmy do siebie uprzejmi. Prawie wszyscy (zerka na Tyt0ka).

    Teraz to ty jesteś bardzo nieuprzejmy, i ja chyba też zaraz się wkurzę. Napisałem swojego posta nie chcąc nikogo obrazić, przedstawić tylko swoje zdanie. Ale dla ciebie, każdy kto ma inne zdanie, i je przedstawia jest nieuprzejmy. Mam ochotę powiedzieć o tobie kilka ciepłych słów, ale zostanę uprzejmy. :dry:

    @edit

    Markos & Cruadin - nie dam spokoju. Mam prawo się bronić, przed bezczelnymi zarzutami. Wszystko zniosę, oprócz tego, jak ktoś najeżdża na moją kulturę, którą zawsze staram się zachować.


  3. Ja przepraszam, że przerwę waszą dyskusję o niczym, ale wyjeżdżam, i lepiej, żebyście wiedzieli. Nie będzie mnie do niedzieli. :wink:

    I skończcie z tą dyskusją. Matrix znowu mówi, że kolejka jest kijowa, Aiden mówi, że wcale nie taka zła, a Cygnus wypada ni z gruszki, ni z pietruszki, z czymś innym, ale prawdziwym. Mi się to już nudzi... :dry:

    Poza tym, w pierwszym OA, musiał być ktoś, kto wszystko napędzał, bo nic się samo nie dzieje. To byłeś ty, Matrixie, i chociaż robiłeś to dobrze, to czasami się to nudziło. Ale wiesz, że powrót do pierwszego OA, to powrót do twojego OA, którego nikt inny tak dobrze poprowadzić nie będzie mógł, a jeżeli prowadziłbyś tylko ty... no, wszystko się kiedyś nudzi.


  4. Szybkie rozpoczęcia akcji zaskoczyło dość Tytian, ale cofanie piłki do tyłu dało im czas na reakcję. Obrońcy biegali razem, obok siebie, przemieszczając się tak, jak przemieszczała się piłka, lecz było to bardzo utrudnione, z powodu jej szybkości. Kiedy jednak piłka była tuż przy napastniku, który gotował się do strzału, obrońcy wyskoczyli w powietrze, i stanęli gęsiego przed nim. Uderzenie piłki w brzuch, porwało całą trójkę do przodu, w stronę bramki. Bramkarz obrócił się plecami, a rękami chwycił się słupka mając nadzieję, że wytrzyma impet uderzenia. Napastnicy oraz pomocnicy biegli już w stronę bramki, by w razie potrzeby, szybko wykopać piłkę i podnieść obrońców.

    Tytokus spojrzał na golemy, który używały 'łapek'.

    - Zaraz, to tu można grać rękami? Panie Łeb!


  5. Bramkarz Pomarańczowej Drużyny ustawił piłkę na 5 metrze. Podbiegł do niej z zawrotną szybkością i wystrzelił potężnym strzałem. Piłka przeleciała przez całe boisko, nabierając pomarańczowych płomieni w okół niej, i uderzyła w tyczkę, zginając ja w pół. Jeden z draeneiskich piłkarzy przyjął ją za polem karnym i podał do stojącego pośrodku napastnika. Ten, wystawił biegnącemu koledze, który puścił potężnego kopa w stronę bramki.

  6. Piłka została wystrzelona z połowy boiska, gdyż piłkarze Tytokusa za późno zerwali się do niej. Potężnie podbita piłka przewróciła jednego z napastników, przeszła przez linie pomocy, a obrońca na linii strzału zdołał się uchylić. Jedyną nadzieją był bramkarz, który wyskoczył z drugiej strony bramki, tworząc efektowny rzut, i mając nadzieję, że parada będzie udana. <Czekanie na reakcje MG.>

    Tytianie, postanowili, w razie gola rozpocząć od połowy i potężnymi podaniami próbować wejść w pole karne, jeżeli jednak piłka zostanie wybita na rzut rożny, będą starali się wygłówkować ją z pola karnego.


  7. Dumna drużyna Tytian wkroczyła na boisko. Wszyscy wyglądali podobnie, jak zwyczajni draeneie, ale byli ubrani w całkowicie pomarańczowe stroje (jak Holendrzy), a na kopytach mieli skórzane ochraniacze. Tytokus stanął koło swojej ławki rezerwowych. Kapitan Tytian, podszedł do kapitana Casulona i uścisnął jego dłoń. Potem stanęli w szeregach, i wysłuchali obu hymnów. Rozległy się oklaski kibiców, i dopiero teraz można było dokładnie przyjrzeć się kibicom. Sektor Tytian dosłownie tonął od pomarańczowego koloru. Kapitanowie podeszli do sędziego i czekali, aż moneta zostanie rzucona.

  8. lololololololo, moi kochani, chyba się nie zrozumielismy się. Nie chodziło mi o to, że ma być 8 zawodników w drużynie, ale że ma być 8 drużyn (i co oczywiste, 8 sterujących je osób). Zresztą, to wszystko są decyzję Cienia, a ja nie chcę mu ingerować zbytnio w tego miniquesta, ale uważam, że same opisy zawodników bez sensu są one. :happy: Poczekajmy na oficjalne stanowisko Organizatora - CZPN (Ciemny Związek Piłki Nożnej :wink: ).


  9. Ustalone więc. Black zyskuję pełnię władzy MG do czasu powrotu/kupna nowego kompa/zmartwychwstania Gzymsa. W razie jakichkolwiek problemów służę pomocą. :happy:

    No, ale teraz reszta - co do par, najlepiej byłoby załatwić 8 drużyn, i można by było zrobić system drzewowy... wiecie, 1v2 & 3v4, a potem winner vs. winner. Zażaleń nie będzie, przynajmniej z mojej strony, jak sędziowanie będzie dobre (polecam znaleźć na każdy mecz 3 sędziów i oni potem w głosowaniu wybierają, ale cała organizacja i ostateczny wynik, w spornej sprawie, jest twój Cieniu).

    Zapisujemy się! Ograniczenie, jak już narzucone - do 8 osób (jak się nie zgadzacie, to czekam na kontrpropozycje).

    <Drużyna Piłkarzy Tytian, złożyła uroczyste podpisy na piłce. A potem na pergaminie.>

    Hszz... Niech Moc będzie z tobą, Black... Hszz... Ciemna moc!

    :wink:


  10. O co wam chodzi?

    Boże, niewiasto, wystarczy przeczytać kilka postów do góry... :dry:

    Shadow, 'piłka' na kurniku, to taka prostą gra, a kurnik to serwis planszowych gier internetowych. :wink: Twój pomysł jest jednak dużo lepszy, i sam go popieram, wbijając dłoń w czoło swojemu pomysłowi.

    I faktycznie, twoje MiniMGowanie będzie najsprawiedliwsze i najlepsze, gdyż to ty wyszedłeś z inicjatywą mistrzostw. Pytanie tylko - czy podołasz temu i czy masz wystarczająco dużo czasu, bo z tego co pamiętam, zdarzało Ci się czasem mieć go mało, chociaż teraz wakacje - będzie okej. :wink: Mam nadzieję. :happy:


  11. Ja jeszcze mam taką drobną uwagę - czy morderców, przy liczbie 12 graczy, nie powinno być dwóch? Pamiętam doskonalę tę zabawę, i wiem także, że już jak graczy było >8 to dawało się dwóch morderców, gdyż po śmierci jednego zabawa się kończy. :wink: Rozumiem, że mogliby oni wskazywać różne ksywy, jednak jeżeli by wiedzieli, że są nawzajem mordercami, mogliby się wcześniej zmawiać, kto stanowi zagrożenie i wspólnie decydować, kto ma umrzeć. Z tego co pamiętam, zawsze tak to działało. :wink:

    Aha, a co do Policjanta - czy jego głos po prostu nie zabijał jednego z graczy? Rano znajdowało się dwa trupy, o ile wiem. :wink:

    Oczywiście, każdy z nas mógł grać w różne wersje, lub mogłeś po prostu lekko zmodyfikować. Mówię tylko, to co uważam. :wink:

    I jakby co - piszę się na następną 'serię'. :happy:


  12. Zgadzam się z Cieniem, który wyszedł z genialną incjatywą. Popieram ją całym sercem, i można zrobić to typu 'Wiele, wiele lat temu, zanim zaczęła się wojna Nieba z Piekłem...', żeby nie niszczyć teraz czasoprzestrzeni. Trzeba też wymyślić jakiś system rozgrywania meczów - proponuje piłkę na kurniku (po ostatnich walkach z Markosem =P).

    Co wy na to? Chyba, że Gzyms zdąży, zanim to zrobimy, a jeżeli tak, to zrobimy to w ramach zwycięstwa nad najeźdźcami. :wink:


  13. Tytokus został powalony przez wielką falę i stracił świadomość. Wymyło większość jego pałacu, a wiele kawalerzystów padło pod atakiem fali. Jednak przybycie Cienia podniosło morale jego żołnierzy. Kawalerzyści w końcu przestali się ciągle wywalać, strzelcy dostali ogromny bonus do celności, dzięki czemu ustrzelili Żaboludów, a sam Tytokus rozbudził się przy jego muzyce. Chwycił swoją kuszę i zaczął biec w stronę flanek, kiedy potknął się o coś. Małego. Zobaczył w dół, a tam stał kobold. Trzymał kulę. Tytokus podnosi kulę na wysokość oczu i zaczyna odsłuchiwać transmisje. Po oglądnięciu patrzy na kobolda. Widać, że jest w szoku. Zostaje zasypany gradem pytań.

  14. Skoro sytuacja jest taka, jaka jest to ok. Wystarczyło tylko napisać, bo naprawdę, dostawałem białej gorączki po tych wszystkich opóźnieniach. Poza tym, zgadzam się z Cruadinem. Zacznijmy chociaż zabawę, potem, wszystko się rozwinie. :wink:

    Aha, Cruadinie. Ultimatum postawiłem, by 'zmusić' do odpowiedzi naszych MG, bo byłem pewien, że to na nich zadziała. :wink: A wiem, że to najlepszy sposób, na szybką odpowiedź.


  15. Tytokus puszczał ze swoim błogosławieństwem następne zastępy kawalerii, i zastanawiał się w jaki sposób Żaboludy paraliżują jego poddanych, gdy zauważył wielką falę tsunami. Zobaczył na jej szczycie, ogromną scenę.

    - Cień?

    Zapytał jakby sam siebie. Obok niego, magiczka, spalała właśnie kolejną armię Żaboludów. Tytokus puknął ją w ramię i pokazał jej przeogromną falę. Magiczka obróciła się i spojrzała na falę. Potem na Tytokusa.

    - Magiczna, dałabyś radę jakoś to... zatrzymać? Nie żebym nalegał.

    - Coś da się zrobić.

    Tytokus ruszył w stronę stołu medycznego, na którym przygotowywał szczepionkę, na powalający jego wojowników paraliż. Magiczka obróciła się w stronę fali, i zaczęła formować jakąś magiczną kulę. Bardzo ją to męczyło, było widać na pierwszy rzut oka. Na jej twarzy wystąpił pot, zaczęła mieć cięższy oddech, a dłonie drżały jej silno. Widać, zaklęcie, które próbowała rzucić, niebywale ją męczyło. W końcu udało się - niebieskawa kula pomknęła w stronę fali. Niestety, skutek był inny niż zamierzenia magiczki. Pierwotnie, zaklęcie miało całkowicie zamrozić falę, a utworzyło jedynie potężną lodową 'skorupę'. Z powodu tego, że fala została osłoniona skorupą, bogowie przez nią unoszeni, pomknęli po lodzie, w dół, na łeb na szyję.

    Magiczka upadła na ziemię, nieprzytomna. Puściła się jej krew z nosa, spowodowana wyczerpaniem. Medyk dopadł do niej i szybko zaniósł do jednego z łóżek, przygotowanych dla rannych. Tam zajęli się medycy.

    --------------

    Gzymsie, mam nadzieję, że nic nie zepsułem. Jeżeli tak, to napisz, edytnę. :wink:


  16. Tytokus był zły. Jego odwieczni wrogowie, Lost Ones, ujawnili się, kilka(tysięcy) zdrajców zniknęło bez śladu, a medycka karawana nadal nie wróciła spod Nieba. W pałacu pozostało sporo wojska, ale stracił większość swoich doborowych łuczników. Poza tym, Selene zaginęła, a Tytokus nie miał pomysłu jak odzyskać moc. Jakby tego było mało, rozpętała się ogromna burza, a i jeszcze otrzymywał jakiejś niewyraźne sygnały od innych Bogów. Przy okazji, nad jego granicą pojawiła się jakaś ogromna ciemność, o której nic nie wiedział. Naprawdę, gorzej już być nie mogło. Tytokus był naprawdę bardzo, bardzo zły. Siedział na swoim fotelu, i klnął na czym świat stoi. Nagle zabił dzwon. Dzwon, który bił jedynie podczas ataków i inwazji, na państwo draeneian. Dzwon, który nie bił od ponad 2 tysięcy lat...

    Miasto przebudziło się. Każdy chwycił za broń, wojsko zaczęło budować fortyfikacje.

    Było za późno.

    Beholdery zostały powalone, jeszcze zanim przebiegły/przeleciały barykadę. Doborowi draeneieścy kusznicy, stacjonujący w stolic nie mieli problemów z pacyfikacją tych stworów. Słychać jednak było inne, niepokojące wieści. Wszystkie inne miasta zostały zdobyte jakąś nieznaną siłą, a uchodźcy uciekli do stolicy. Teraz ona była ostatnim bastionem.

    I kiedy Beholdory się skończyły, nadeszły Żaboludy.

    Barykada padła nadzwyczaj szybko, rozebrana na małe kawałeczki. Kusze nic nie były w stanie zrobić, ruchliwym żaboludom. Kusznicy wycofali się, ponieważ ziemia zaczęła się trząść. Nadjeżdżała kawaleria. Ogromne stopy elekków miażdżyły żaboludy, a kiedy elekki upadały, żaboludów ginęło dwa razy więcej. Jednak kawaleria zmniejszała się w zastraszającym tempie. Wszyscy draeneie, wojskowi, uchodźcy, cywile i ogólnie wszyscy, oprócz kawalerii zostali zabarykadowani w pałacu, gdzie bronili się przed atakiem beholderów. Magiczka pojawiła sie 10 minut po pierwszym dzwonie i zaczęła spuszczać burze ognia na żaboludy.

    ------------------

    Dla przypomnienia - oto elekk.

×
×
  • Utwórz nowe...