Skocz do zawartości

Tyt0k

Forumowicze
  • Zawartość

    844
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Tyt0k

  1. - O świętości. Szklanka pomarańczowej wódki wypada mu z rąk. Momentalnie trzeźwieje. - Pięknieśmy się wpakowali. Jesteśmy w dup... kłopotach. Bardzo dużych kłopotach. Skoro oddajemy osiedle, w mieście znów będziemy śmiertelni. Wzdycha i zastanawia się. - W sumie, dla medyka zawsze znajdzie się praca. Dla barda pewnie także. Ale dla bogów nastawionych na wojaczkę? Nie wiem, może w kanałach będzie agresywny grzyb. Drapie się po głowie, i idzie do szpitala. - Wziąłem moją torbę medyka. Jeśli mamy to spłacić, to raczej będziemy harować dzień i noc. Akurat kiedy skończył mówić, wpadł James. - Nic ciekawego. Mordował nas Eks-Bóg, robił nam sałatkę z kończyn, narządów i twarzy, są spory o okupowane ziemie, a teraz dowiedzieliśmy się, że musimy spadać z osiedla, bo jest podnajęte i nie mamy szans spłacić go. Idziemy do jakiegoś miasta. Wzywa ogromną jeździecką pomarańcze. Jest jeszcze miejsce, dla jednej osoby. - Kto się ze mną zabiera do tego Miasta? Na pewno będzie spokojniejsza jazda, niż z Ravem. Uśmiecha się krzywo. ----------------- Chyba nadal działa ta zasada, że poza osiedlem jesteśmy śmiertelni, ale niezwykle żywotni, nie?
  2. Cruadin, Syskol moglibyście łaskawie czytać dokładnie posty? Napisałem, że ozdobiłem salę na kolory wszystkich bogów, że dominuje alkohol WSZELKIEGO rodzaju i, że jakieś drobne zagryzki, czyli MIĘDZY INNYMI pomarańczowe ogórki. Nie napisałem, że są tam TYLKO pomarańcze, więc odwalcie się wreszcie od nich. Czytać ze zrozumieniem!
  3. Patrzy na kupca sprzedającego eliksiry. Wybacz mi szanowny panie, pieniądze mam tylko na śniadanie. Zresztą, lekarstw mam bez liku, a te twoje są z kabareciku. Zwraca się do Paolo. A gdzie nasze miejsce, Paolo miły, jeśli nie tam gdzie ludy się biły? Wszakże, my medycy zawsze zostawiani w spokoju, ale i leczyć niektórych musimy często w znoju. Siada w karczmie. Jednak, powiadam wyłączcie nieśmiertelność, gdyż załamała mi się leczenia kolejność! Leczyć kogo nie ma, bo jakby wychodzi, że by zranić kogoś za miasto się go wywozi.
  4. Nigdy nic nie wiadomo. Kobiety są nieobliczane. =D

  5. Tytokus i jego pomarańcze skończyły dekorować salę balową. Była ona ozdobiona na kolory wszystkich bogów, a na samym końcu stała kopia kryształu, która tak jak oryginał świeciła się na wszystkie kolory. - Trochę mi to zajęło. Tym razem zamiast pomarańczy na stole dominuje alkohol wszelkiego rodzaju. Nie ma żadnego obiadu, tylko jakieś drobne zagryzki (pomarańczowe ogórki). - Wybaczcie, że tak długo. Ale jednak mi się udało. Bierze pomarańczowy sok i popija. Jego pomarańcze do strojenia znikają. - Niestety, nie mogę tu ściągnąć moich draenei. Ale pomarańcze kelnerzy wam będą usługiwać. Wzywa pomarańcze kelnerów. - Bawimy się! Odkorkowuje szampana i nalewa wszystkim.
  6. Nie wyobrażam sobie innej postaci niż leczącej. W końcu ktoś to musi robić, nie? =D

  7. Ej, kurczę ja się boję. Jak przeczytałem o tym wałku, to tak jakoś będę się teraz oglądał za siebie. Bez przerwy. =S

  8. Tytokusa wstaje z fotela. - Dobrze, że ten mag nas tak bardzo nie poharatał. Co tam, rozwalony brzuch, nogi i para ładnych twarzyczek to jedno, ale ja, Rav i Lunarion potrafimy czynić cuda. Uśmiecha się. Po raz pierwszy od naprawdę dawna. Podchodzi do Rava. - Wybacz mi Ravie, za to, że na wydarłem się na ciebie. Nie panowałem wtedy nad sobą. Patrzy na strzępek kryształu, który oddała mu czarodziejka. Daje go strażnikowi. - Spalcie go. Podchodzi do młodej czarodziejki. - Wiem, że będziesz doskonale rządzić. Odwołuję radę starszych. Pod moją nieobecność, tylko ty i nikt inny będzie zarządzał moim ludem. Ufam ci. Kłania się przed nią i całuje w rękę. Czarodziejka promiennie się uśmiecha. - Dziękuje za zaufanie panie. Miłej podróży. Tytokus zwraca się do bogów. - To co? Do zobaczenia na osiedlu? Kiwa głową czarodziejce, a ta teleportuje go na Osiedle. Tytokus jest w swojej małej komnacie obok szpitala. - Wreszcie... Idzie do głównej sali i bierze się za przygotowywanie imprezy. -------------------- Wziąłem się za organizację imprezy, bo nie wiem na kogo innego moglibyście to zwalić. Ale to już ostatnie wydarzenie, które póki co organizuję. Teraz sobie odpocznę i zobaczę jak się inni męczą.
  9. Muszę uważać na mojego humoru, bo mnie w końcu kopniecie w nos. Jak zdążę, to editne teraz swojego posta, żeby się przystosować do Rava. Jak nie to potem. Uznajmy, że dziewczynom jednak wróciły blizny, dobra? Przynajmniej kilka. Co do Orzelka: Uznajmy, że zrobiłeś ze mnie truposza, ale to nie zadziałało. I wróciłeś mnie do mojego ciała. Teraz jednak nie zdążę. Editne jak wrócę. Markos: Miejsce, gdzie zwykle przebywamy. Jeśli chcesz, żeby coś tam było, to po prostu piszesz, że jest.
  10. Wybiega na plac i krzyczy. Dość już strzelanin, bracie rodacy! Czy chcecie zginąć jak biedny Bonifacy? Jego historia nader okrutna, powinna was nauczyć co robi młodzież butna. Mówi dalej. Wszakże, niekiedy kosz na głowie ląduje, i ktoś kogoś kiedyś zamorduje, czy życie bez ran ciężkie jest tak, że musicie mieć ich jak ranny szpak?
  11. Mam dokładnie takie samo zdanie na temat alkoholu jak ty. =S

  12. Oni się będą bić, a ja jak zwykle będę leczyć! Ależ ja jestem frajerem! Chyba to całe rymowanie nie idzie mi tak źle, ale jednak w prozie jestem lepszy.
  13. Wychodzi ze szpitala, widzi gonitwę i nawołuje. O moi przyjaciele mili! Kogoście wy tu pogonili! Toż to mój mentor ze szpitala, muszę zatrzymać to co się tu odwala! Rezygnuje z pogoni za łowcami, bo wie, że sprawa i tak jest przesądzona. Idzie do karczmy. To przecie zbrodnia, zbirów wynajmować, szczególnie, że musiałeś się pan wykosztować! Wiadomo, praca żadna hańbić nie może, ale kto zabija innego ten straszne nieboże! Siada i wyjmuje ze swojej torby medyka buteleczkę z eliksirem. Bo widzicie, ja tu na medyka chcę się szkolić a wy tu mego mentora chcecie roz^@^@#$! Zrobić teraz już chyba nic nie mogę, lecz przy ciężkich ranach wam nie pomogę.
  14. Nosz, kur! Dlaczego wy mi leczycie, jak ja nie chcę? Zepsuliście mi całą historię, ale nie chcę mi się już usuwać posta, trudno, czasoprzestrzeń została zakrzywiona. Możecie uciekać na osiedle, jak chcecie. @edit Z góry przepraszam za moje zachowanie. Znów mam zły humor, przez moich starszych.
  15. Mag leży poszatkowany. Nie dał sobie rady z natarciem Bogów. Z jego ciała wylatuje nieśmiertelna boska dusza. - Przeklinam... was... Bogowie...! Dusza odlatuje. Tytokus leży w pozycji embrionalnej i pluje krwią. Draeneie Tytokusa odzyskują wolną wolę. Do sali wchodzi ulubiona służka Tytokusa, która okazała się być następna w kolejce do magowania. Teraz jest dworską czarodziejką. - Potrzebujemy kryształu. Nie jest tak potężny, po tym starym gnoju, ale nadal można nim zrobić wiele dobrego. Wyjmuje go z hełmu i przytrzymuje nad Tytokusem. - Powstań panie! Wróć do nas! Znika połowa kryształu, ale Tytokus wraca w pełni zdrów. Uśmiecha się do czarodziejki. - Dziękuje. Bierze od draeneiki drugą połowa kryształu i unosi ją. Kryształ pęka, a energia leci do poszczególnych Bogów. Wszystkie rany się goją, zostają jedynie blizny. - Zaraz się zajmę bliznami. Straż, zanieście Luckera do jakiegoś łóżka, i wezwijcie mu pielęgniarkę. Musi odzyskać siły, ten szał go rozłościł. Odzywa się Edori. - Ja się nim zajmę. Tytokus patrzy na nią. - Dobra, chodź tu, to ci oczyszczę twarz z blizn. Leczy Edori twarz, że nie zostaje nawet najmniejsza blizna. Potem to samo robi z Selene, przy której schodzi jej trochę dłużej. Następnie leczy z blizn, kończyny dolne tych bogów, którzy sobie tego życzą. Potem patrzy się w niebo. - Bariera teleportacyjna została zniesiona. Możemy wracać na osiedle. Ale proponuje chwile odpocząć. Zmęczony pada na fotel. ----------------------- Orzelek: Ignorouję pościka. Ty chyba sobie kpisz, nie chcę być umarlakiem! Poza tym, nie zapytałeś mnie nawet o zdanie. Shaker: Sorry za manipulację Edori, ale ty też byś tak zrobił.
  16. Nie dam ci, mówiąc, że zrobił mi się barszczyk z wnętrzności. Załatwcie maga, to może uda się coś zrobić. Ale szybko. Tracę krew!
  17. A można się dowiedzieć, które osoby wybrałeś jako "zapasowe"?
  18. Imię: Tytok Nazwisko: Torkod Rasa: Człowiek Płeć: M Wiek: 19 Charakter: Miły i pomocny, ale straszny podrywacz. Lubi: Leczyć ; pomarańcze ; spać Nie lubi: Morderców i ludzi raniących za pieniądze Motto(opcjonalnie): "Po pierwsze-nie szkodzić" Historia: Był drugim synem pary możnych szlachciców. Od zawsze chciał leczyć, więc rodzice wysłali go na szkolenie medyckie. Po zakończeniu podstawowego szkolenia medyckiego, wyruszył do Werony, gdzie podobno znajduję się dobra szkoła w kierunku zaawansowanego leczenia. Czym się zajmuję: Medyk
  19. Wybacz Aiden, ale teraz dopiero się wczytałem co robisz. Sry, za ignorowanie posta, ale mag był mi potrzebny w pałacu, choćby po to, żeby zrobić z nas łazanki. Więc zignorowałem twojego posta, a ten cały na K, może sobie wracać, i możecie dopiero teraz tłuc maga. Markos: No wybacz, ale już skończyłem montować akcję, i dopiero wtedy przyszedłeś.
  20. - Wy &%@^*&%$! Mag walczy z każdym, ale nagle do boju włączają się strażnicy. Magowi także wracają siły witalne, które czerpię z każdego z Bogów, przy pomocy ich żądzy kryształu. - Poznajcie moją potęgę! Mag znowu uderza i złącza wszystkich Bogów razem. W tym czasie do pałacu wpada krucjata (oczywiście, przez dziurę w ścianie...) Mag wzorem super złoczyńcy zaczyna się śmiać! Tytokus wzywa bojową pomarańczę. - Mamy bogów w komplecie! Świetnie! Mag rzuca zaklęcie zatrzymania czasu na stojących w kupie bogów. Wszyscy bogowie stoją w miejscu i nie mogą się ruszać, jedynie Tytokus ze zdziwieniem odkrył, że on może. Mag Rzucił zaklęcie na 10 istot, ale... za Tytokusa zatrzymała się pomarańcza. - I tak cię zarżnę! Wasza krew napsuta podczas wojny i walki w pałacu wystarczy bym aktywował kryształ. - Nie zdążysz. Ciężko ranny mag zaczyna się czołgać w stronę kryształu. Tytokus zaczyna w tę stronę biec. Mag musi szybko zdecydować-dać Bogowi Pomarańczy odepchnąć go od kryształu, czy spóźnić się z dotknięciem tego cudu o kilka sekund. Wybiera to drugie i rzuca zaklęcie mieczy w stronę Tytokusa. - Argh! Miecze trafiły Tytokusa w brzuch i zrobiły mu z wnętrzności sałatkę. Upada na kolana trzymając się za brzuch. Kilka sekund później, upada na posadzkę i rośnie pod nim ogromna plama krwi. - Hahaha! I ty śmiesz nazywać się Bogiem? Mag dalej pełznie w stronę kryształu. Kilka mieczy, które nie trafiły w Tytokusa, poleciała dalej i stworzyło Bigos z kończyn dolnych następujących bogów: Damirastusa, Lunariona, Książka, Markosa, którzy dołączyli się do ciężko rannych już w twarz i oszpeconych Selene i Edori. Natomiast od ręki Rava miecz się odbija. - Ci bogowie nie są już tacy jak kiedyś! Ja to zmienię! Mag dotyka kryształu! Odzyskuje boską moc. - Dziękuje wam za pomoc! Co ja bym bez was zrobił? Zaklęcie zatrzymania czasu pada. ---------------- Baaaardzo przepraszam za tę manipulację ale "Dream Rescue Team" był mi pilnie potrzebny do mojej epickiej fabuły! Teraz wam daję całkowicie wolną rękę. Zarżnijcie wrednego maga! Ale pamiętajcie, ma teraz siłę prawie taką jak my! @edit Aiden i brylant: Nie zwracamy uwagi, troszkę nie po mojej myśli.
  21. Markos niestety poszedł, a ja czasu jutro nie będę miał. Uznajemy, że krucjata wyzwalająca nas wyruszyła, i udało im się przedrzeć przez fortyfikacje, dobra? Bo trochę to inaczej mi questa przyhamujecie.
  22. Stary, ja już coś wymyśliłem! Z góry przepraszam twoją Edori i Selene. Goloman: Wojna przerwana! Selene: Edytuj posta jak możesz. Z swoją piękną (ale jednak pokiereszowaną odrobinkę) twarzyczką chyba nie byłabyś taka spokojna i taka silna? Dobra, nie lubię was! Spóźnię się do kościoła! Nie ma mnie! Biegnę!
  23. - Solarionie, ja go nie przyjąłem! On tu był, zanim ja powstałem jako bóg! Do pałacu wpada Edori, która coś czaruje. - No, proszę, kolejna bohaterska dzieweczka. Coś mi się wydaję, że za bohaterskie. Mag uderza jakimś zaklęciem, które wyczarowuje miecze, którym udaje się przebić aurę oraz twarz Edori i strasznie ją oszpeca. To samo dzieję się z Selene. - To was oduczy bohaterstwa panienki. Brać tą anielicę! Strażnicy rzucają się na Edori i przerywają jej "casta". Po całkiem długiej walce ląduje związana przy innych bogach. Mag ma ciężko poparzoną nogę. - Dobra jesteś. Zobaczymy, czy ten twój chłopaczek będzie cię kochał z rozwaloną twarzyczką. Mag śmieję się. ---------------------- Wybacz Lucker, ale w pojedynku 1 v 1 z równym sobie, mag daje radę. Musiałem. I proszę mi nie wydrapać oczu za te oszpecenie! Zobaczymy co da się zrobić, jak mag padnie u naszych stóp!
  24. Mag bez problemu blokuje podmuch wiatru. - Słabeusze. Próbuje także zerwać zbroje. Nie udaje mu się. - Nie bierzcie sobie tego do serca. Zaraz się tym zajmę. Przygotowuje ogromną kulę ognia. Odzywa się Tytokus. - Wiesz, że jesteś głupi i wredny? - Wiem. - Wiesz, że jak tylko wstanę to zarżnę cię jak psa. - Nie wstaniesz. - Zobaczymy. Mag wypuszcza wielką kulę ognia, która topi zbroje. - I po kłopocie. ------------------------------ Shaker: Nie pamiętam co się dzieję z wszystkim postaciami. Więc, gdy zobaczyłem, że pisałeś posta, że jesteś w pałacu dołączyłeś do związanych.
  25. Skoro nie napisałem, że jesteś spętany to ci się udało i uciekaj. Och nie! Wzywa mnie moja katolicka dusza! O 17.30 muszę bryknąć do kościoła, więc chyba będziemy musieli troszkę poczekać na @edit Możliwie, nie zabijajcie maga jednym ciosem. Pamiętajcie, zachował część swoich boskich mocy, a nas zmęczyła walka o kamień!
×
×
  • Utwórz nowe...