Skocz do zawartości

Tyt0k

Forumowicze
  • Zawartość

    844
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Tyt0k


  1. Witam!

    Otóż, mając pewien problem z mikrofonem (tak, nie działał), postanowiłem w swojej mądrości ( :dry: ) wyłączyć go na tym ekranie.

    (Ofcoz wcześniej był tu też mikrofon.) Jak już pisałem, wyłączyłem go (o tak), po czym zupełnie nie wiem jak go włączyć. Ależ ja jestem inteligentny. :dry:

    Moje starania doprowadziły do czterokrotnego bluescreena, więc teraz zwracam się do fachowców. :wink:

    Mam Vistę,

    i proszę o pomoc!


  2. Panowie Cygnusie i Syskolu. Niedawno, BlackMoon została potępiona przez Naczelnego Cienia, za to, że 'gra' w temacie przeznaczonym do rozmów o grze, a nie do grania! Jeżeli ona nie mogła, to panowie, wy też się opanujcie. Wiem, że to tylko żarty, ale bądzmy konsekwentni.

    Co do blokowania patronatów, to proponuje tylko zjeść (OM NOM NOM) patronaty Skywalkera, którego często tu nie widziałem, a pozostawić Władzia i Achimaru. Ale to tylko moja decyzja.


  3. Według mnie, artefakty powinny być 3 - słownie trzy - dysortograficznie tszy. Ja rozumiem, ale Shaker dobrze powiedział - jesteśmy Bogami - mamy ogromną moc. Po co nam jakieś rzeczy, które zwiększają coś. co jest nieskończone? Rozumiem, że ktoś może mieć ulubiony miecz, pistolet czy sznurek - dobra, na to są te trzy artefakty

    Jak dla mnie to trzy artefakty na głównego, jeden na pobocznego.


  4. Tyt0k, ja popieram pomysł behemorta, za którym jest również większość. Demokratyczne "wybory" mówią same za siebie. :happy:

    Ależ ja wcale nie jestem przeciw, po prostu nie popieram, i wyrażam własne zdanie. Jestem neutralny co do tego punktu OA, bo mnie on nie dotyczy, jedynie wyrażam swoje zdanie.

    Tylko nadal mam pytanie: która z moich postaci jest tą główną, a która drugorzędną? Obie są od siebie zależne, całkowicie się różniące, ale bardzo pokrewne... Na razie tą, z której korzystam "okazjonalnie", jest ta moja pierwsza i chyba główna - Markos.

    I to jest problem - stworzyłeś Mrokasa, bo chciałeś być zły, ale potem znowu chciałeś być dobrym jednocześnie będąc złym. (Uff...) I dlatego, że nie mieliśmy konkretnych reguł, że tak nie wolno, teraz mamy sytuację mocno sporną.

    Księżycowa: Jak coś nie pasuje, to mogę zmienić na 'Bogata BlackMoon'. :wink:


  5. Medyk otrząsnął się i zobaczył przed sobie pięknie wyglądająca kobietę, zachęcająco kłapiącą szczękami. Chwila, co to ma znaczyć?

    - Cześć, mam na imię Tytokus i jestem medykiem...

    Nagle kobieta rzuciła się na niego i zobaczył, że kobieta okazała się pająkiem. Śmieszna sprawa, szczególnie dla takiego arachnofoba jak Tytokus. Potknął się o złośliwie rzuconą skórkę od banana (chyba był tu Markos... on lubił katować Pomarańczowego!) i wywalił na ziemię, która, okazała się być podłogą.

    - Mrr, ogrzewane panele.

    Pająk nie mógł zbytnio docenić podgrzewanych paneli, bo uderzył o ścianę, w której się zablokował (to była ściana, przez którą da się przebić, Tytokus szybko sprawdził w Brainiacu). Bóg Pomarańczy chwycił pająka za nogę i zaczął go wyciągać, krzycząc:

    - Nie bój się, biedne zwierzę, uratuje cię!

    Niestety, noga okazała się bardzo niestabilna i Tytokus ją wyrwał, wywracając się na podgrzewane panele. Poleżał chwilę, ciesząc się ciepłem, po czym okazało się, że pająk też ogląda Brainiaca, i przebił w końcu ścianę. Tytokus zmaterializował w swoim ręku długopis chichocąc głupio (Markos się chyba nie obrazi, że zabrał mu NAJPIĘKNIEJSZY okaz z jego kolekcji - słodka zemsta za banana) i zaczął taktycznie oglądać sytuację. Zauważył, że wyrwana noga, powoduje, że najłatwiej uderzyć pająka od prawej strony, to oznaczało, że Tytokus musi uderzyć od lewej bo inaczej nie byłby sobą. Rzucił się z bojowym okrzykiem i pięknym długopisem w dłoni na pająka, który zmarł na zawał, widząc długopis. Tytokus szybko zerknął na to narzędzie do pisania, a tam uśmiechała się do niego Hannah Montana!

    - I to jest to cudo Markosa?! Wolne żarty!

    Medyk zaczął się histerycznie śmiać, co spowodowało nieprawdopodobne i niewytłumaczalne ożywienie pająka, który ugryzł go w rękę. Tytokus był arachnofobem, ale stanął naprzeciw swojemu wrogowi i zaczął go okładać długopisem z HM, krzycząc:

    - Gdzie jest normalny długopis?! Hańba!

    Pająk postanowił umrzeć, w sam raz, bo Tytokusowi kończył się tusz. Szybko chwycił jeden z eliksirów i wylał na ranę, by ją oczyścić. Potem szybko zawinął w łapę w bandaż i wyjął ciemne okulary, które założył.

    W tle dało się usłyszeć ciche 'YEAH!'. Okulary spadły z nosa, nieporadnemu bogowi i 'Yeah' się skończyło. Tytokus ruszył w przód, albo przynajmniej tam gdzie mógł.


  6. Cześć moje kochane bożki. =*

    Od razu przyznaję się, że nie przeczytałem całego tematu (znaczy od mojej wypowiedzi), więc jak wyjadę z czymś jak czołg zza krzaków, to proszę o skorygowanie mnie (może być otwartą dłonią w twarz, ale nie za mocno, plis).

    Zrobił się nam niezły syf (dżuma i malaria, o!), bo po prostu, problem narastał, narastał, prosiliśmy, prosiliśmy, aż nagle bum i wypada Ghost Rider i krzyczy 'Skasujcie postacie!'. No okej, ale ustalmy sobie coś - każdy jest inny. Kocur ma swoją Jane i kocura, ja nie mam nic, ale mam bojowe pomarańcze, Księżycowa miała swoje centaury i setki chowańców. Po prostu, my, jako banda ludzi, zupełnie do siebie niepodobnych, nie możemy podlegać odgórnym i żelaznym regułom, bo wszyscy będą niezadowoleni. Mi wystarcza Bóg i tylko wspomagające go, śmiertelne istoty. Wam nie - jasne, rozumiem, to w końcu gra dla wszystkich o różnych charakterach.

    Nie powinniśmy robić wyjątków, a JUŻ na pewno nie dawać dwóch Bogów. Ja rozumiem, że ten drugi to support tylko i w ogóle, ale ustalaliśmy coś sobie - 1/1/1 (jeden Bóg, jeden chowaniec, jeden heros). No, może nie ustalaliśmy, ale to była taka niepisana i OCZYWISTA zasada. Rozumiem sytuację Kota - miałby zdezintegrować Jane, którą przecież stworzył, bo nie mieści się w schemacie. No to do tego nie możemy dopuścić, bo to trochę niefajne. Ale też jest problem, bo nasze OA rosło jak krzewik, aż nagle się ktoś zorientował, że trzeba go obciąć, ale nikt nie wie jak.

    Moja propozycja jest taka - nie wprowadzajmy żadnych zmian po kolejce questów. Poczekajmy do kasacji tematu (chyba gdzieś na grudzień, nie?), a potem zacznijmy od nowa w formacie 1/1/1. I to obowiązywałoby KAŻDEGO, plus śmiertelne jednostki do wezwania.

    Wiem, że psuję wam światopogląd i w ogóle jestem chamski i bezczelny więc napiszcie mi, czemu nie. (No bo chyba nikt się na to nie zgodzi - ale ze mnie pesymista, co?)

    Myślę, że kiedy temat zostanie usunięty, każdy grający powinien wziąć udział w wielkich obradach (na IRCu np.), które prowadzilibyśmy całkiem na serio, bo OA wymaga zmian. Ogromnych, bo się rozrośliśmy po prostu. Za bardzo. (Tu mógłbym użyć znowu mojego ambitnego porównania do krzewika.)

    Ponad to, rezerwuje (a można?) trochę czasu po ostatnim queście, na epicką obronę w czasach IIWŚ. Nie będzie to quest - spróbuję trochę tak jak Matrix w pierwszej części - róbta, co chceta (+moje, ale nie przesadajta).

    I jak już tak jadę z grubej rury, to od razu mówię, żebyście przestali jeździć po biednej BlackMoon. Ja kumam, sytuacja może być trochę denerwująca, ale kiedy nikt nie zwracał jej uwagi na to co robi (oprócz mnie, czy może jeszcze kogoś tam), a tu nagle bunt i zmiany, i wszyscy jeżdżą po biednej Księżycowej jak czołg po okopach.

    I rezygnuje ze wszystkich światełek (chyba, że już nie mam). Jeżeli to ma być jakaś forma kary czy manipulacji, to serdecznie dziękuje.

    Nie, zdania nie zmienię.

    No, chyba kończę, i przepraszam was, że tak rzadko piszę. Po prostu nie potrafię. Czuje się tu coraz mniej potrzebny (dawniej medyk był niezbędny, a teraz nikt go już nie potrzebuje), a nic innego robić nie potrafię. No po prostu.

    Wszystkie Skargi/Zażalenie/Granaty Odłamkowe proszę podsyłać na adres...

    :wink:

    @edit

    Mroczny: Mówiłem, że wyjadę jak czołg zza krzaków, ale rozumiecie moje położenie. Już dawno nie było takiego spamu (czyt. nawału postów). Poza tym, wg. mnie, po co dzisiaj odwalać byle jak coś, co jutro można zrobić porządnie? No naprawdę, większość problemów OA jest zamiatana pod dywan przy pomocy rozwiązań, które nic nie zmieniają.

    Za wszelkie błędy przepraszam, również behemorta, którego niesłusznie oskarżyłem (?).

    I kopiujemy ciebie i okulary Horejszo, bo to po prostu jest - EPICKIE! :wink:


  7. Cygnus coś tam mruczał z niezadowoleniem jak zamroziłem wodę z pluskwą z ciała Blade'a, a to żadnej mocy czy patronatu nie użyłem tylko zwykłą zmianę temperatur technicznymi środkami ;] Także bez przesady, 'key?

    Ofcoz! Na przykład, jeżeli ktoś zerwie pomarańcze z drzewa pomarańczowego to nie będę przecież pisał 'OMGOMGOMG!!!11ONEONE Pomarańcze są moje, nie zrywaj ich bez pozwolenia!' To, co wynika z natury, niby leży w naszym interesie (np. mogę być złośliwy i sprawić, aby wszystkie pomarańcze na drzewie zgniły), ale w końcu natura rządzi się sama (podobno), więc używanie praw fizyki, czy jakichś oczywistych praw, nie może być zabronione, przez innych Bogów, ale mogą rzucać kłody pod nogi (np. Cygnus może złośliwie odmrozić wodę, ma takie prawo), ale chyba nikt nie jest tak Evil & Powerful :icon_twisted: (No chyba, że Cień, ale to inna para kaloszy. =P)

    *co za dużo to nie zdrowo jak udowodnił nam Kubo Tite z tym ciągnącym się arciem ;P

    Albo z moim demonem... Hell No! :wacko:


  8. A ja ponawiam prośbę o usunięcie tego "Soul Transfer". Ty uważasz, że to nie jest czarna magia, ja - przeciwnie. Jako że są też inni gracze, to pytam się ich. Czy "Soul Transfer" podpada pod czarną magię czy nie?

    Zaiste, toż to najczarniejsza z magii! Nie, na serio mówię, jakiekolwiek zabawy z duszą (no chyba, że leczenie) to zawsze czarna magia! :wink: Poza tym rozumiem orzełka, bo jak wszyscy sami się leczyli, to doprowadzało mnie to do szewskiej pasji.

    I po raz kolejny wywiązuje nam się dyskusja, co do pożyczania 'nawet na chwilę' patronatów. Mimo, że mnie problem nie dotyczy (mniej więcej), to jednak myślę, że miałbym rozwiązanie. Sądzę, że jeżeli ktoś chciałby pożyczyć umiejętność czy patronat (ofcoz na chwilę), to powinien jednak zapytać się o zgodę. Wysłać wiadomość na PW/GG/Email/List polecony Poczty Polskiej/Pony Express/Gołębiem pocztowym czy jeszcze czymś, ale nie powinniśmy używać sami, bez zgody, bo mogą wyniknąć nieporozumienia. Gdyby ktoś urządził bitwę na pomarańcze, to wcale bym się nie obraził, ale jeżeli nagle rzucił by potężny czar, dzięki któremu zyskał władzę nad moimi bojowymi pomarańczami, to bym się nie zgodził. Dlatego zawsze lepiej się ugadać.


  9. Tytokus z powodu siekiery wbitej w głowę, podczas walki, miał spore problemy z zakumaniem tego, co powiedział mu koboldzki ambasador. Po długich rozmyślaniach, uznał, że wyjmie siekierę z głowy. Niestety, z powodu przewiewu powietrza, do jego otwartej czaszki, dostał skurczu dłoni i siekiera upadła na dolną łapkę koboldzkiego ambasadora i ucięła mu dwa palce. Szybko poprawił sobie skórę głowy, i zaszył na ślepo, dzięki czemu zimne powietrze nie powodowało już o niego nieskoordynowanych skurczów dłoni oraz innych kończyn. Przyszył też szybko dwa palce, tak, że ambasador miał je z powrotem, zanim się zorientował, że je stracił. Ale uznając, że ambasador może być omnibusem i wskoczył do lustra, ciekawy co go tam czeka.

  10. Jak już pewnie wiecie, Konishi oprócz Meadow(chowańca głównego)ma 5 chowańców dodatkowych, i 3 umieją mówić, 2 pozostałe służą do jazdy. Te chowańce to: Anioł, Jednoróg, Biały Smok, Centaur i Syrena. Później dodam coś więcej. I jeszcze jedno: to Centaur będzie oprócz Meadow towarzyszyć Konishi, więc pozostałe chowańce będą zjawiać się RZADKO. To tyle.

    Nie można byłoby zrobić wielkie uczty z udziałem herosów, chowańców, i wszystkiego-czego-jest-za-dużo BlackMoon? Ja naprawdę nie ogarniam. :dry:


  11. Tytokus został obudzony przez torturę wodną. Był już podpięty do telewizora monitorującego stan, i patrząc na niego stwierdził, że jest tak jakby martwy. Nie przejął się tym, i wyciągnął rękawiczki z kapelusza, które założył na swoje ręce które (ka)leczą. Wbił sobie igłę oraz podprowadził kroplówkę do nadgarstka, i od razu wyniki się poprawiły. Ponad to, wręcz aż poczuł jak infekcja ustępuję z krwi. To był prawdziwie świetny sok pomarańczowy, i zapewne Asasyn go ukradł, z wysp pomarańczowych, na pomarańczowym morzu, na pomarańczowej planecie, w pomarańczowym układzie słonecznym. Przy okazji, pomarańczowe (bo boskie) pijawki zostały przyczepione do jego skóry, jednak zatrute platyną, po pewnym czasie odpadały. Spojrzał na tackę (już nie pomarańczową), na której leżało to coś co zrobili do oświetlania, nóż oraz szczypce. Poprosił więc, jednego ze stojących bliżej bogów, aby oświetlili ranę. Ale nie mógł ciąć, kiedy miejsce rany nie było znieczulone. Gdy spojrzał na leżące obok 25 litrów spirytusu salicylowego, zdarł szybko, żeby nikt nie widział napis 'salicylowy' i poprosił Holzena aby napił się z jego raną. Holzen, golem w końcu, a i chłop o żelaznym łbie, po krótkim czasie mówił jeszcze całkiem wyraźnie, a rana była na bank znieczulona (to 12,5 litra coś zrobiło). Tytokus ostrożnie przeciął ranę skalpelem, szczypcami trochę pogrzebał, aż w końcu wyjął kulę i rzucił na tackę. Upadła ona z pięknym, metalicznym, platynowym, boskim dźwiękiem. Medyk wezwał jedną z bojowych pomarańczy i wyrwał jej ząb, z czego zrobił sobie igłę. Z kieszeni, znalazł trochę nici i zaszył ranę. Spojrzał na swoje dzieło, odłączył telewizor i kroplówkę i spojrzał po Bogach.

    - Zrobione.

    Jednak okazało się, że woda w torturze wodnej wyparowało, z powodu Holzena, który sapiąc ciężko, został miotaczem ognia, gdy ktoś podłożył mu pod usta zapalniczkę. Tytokus skapnął się, że może sobie spokojnie zemdleć, z czego skorzystał. Jednak jeden z nieuważnych bogów, położył pod Tytokusem detonator do super-potężnego-ładunku-w-środku-planety-który-wziął-się-nie-wiadomo-skąd, no i co jest łopatologiczne, zdetonował go, tym samym przypadkiem rozsadził planetę od środka. Na szczęście, była metaliczna, dlatego wybuch został powstrzymany, ale planeta zaczęła się 'wykruszać', co zmusiło bogów do szybkiej ewakuacji.

    -------------

    Przepraszam za wszystkie wykonane przeze mnie manipulacje - robione w dobrej wierze. :wink:


  12. Tytokus podrywa się do siadu, słysząc przerażający dźwięk. Ręką, która boli go średnio łapie trąbę i rzuca za horyzont, bo jest super koxem. Spojrzał z nienawiścią na trębacza, po czym uświadomił sobie, że to Holzen.

    - O cześć Holzenie. Dobrze, że mnie obudziłeś.

    Patrzy na lustro, które przyniósł mu ktoś, kogo nie zna.

    - Ale fajne lustro.

    Przegląda się i poprawia sobie włosy.

    - Popatrz Casul, przy mnie wyglądasz jak zbroja bez środka. I kto tu jest fajny, he?

    Upuszcza lustro, powodując 7 sekund nieszczęścia. Z tego powodu, temperatura zyskała 49,5 stopnia. Natomiast Tytokus sobie zemdlał.

    ---------------------

    Nie macie jeszcze wszystkiego - pełna lista u góry. :wink:


  13. Tytokus obudził się, kiedy woda chlusnęła mu w twarz. Spojrzał na sporządzony przez Syskola system i pokiwał z aprobatą.

    - Dobre jest. Ale nie wsadzajcie mojej świadomości do robota, bo się wkurzę.

    Potem obejrzał dokładnie zbudowany przez Casula system.

    - Też dobre. Chociaż trochę kosztowne, ale mam nadzieje, że będzie działać.

    Spojrzał na Jane z młotem. Zrobił minę podobną do tej:

    294pcaa.jpg

    - To chyba głupi pomysł.

    I zemdlał.


  14. Tytokus budzi się i patrzy na Bogów stojących w jego szpitalu.

    - Hej, dlaczego wy jesteście różowi!? I co tam robi ten słoń?

    Próbuje się podnieść, ale upada. Kula trafiła go w brzuch.

    - Hm, niefajna sprawa. Nie chcę umierać. To strasznie nudne.

    Drapie się po głowie.

    - Słuchajcie, widzę, że mój szpital jest w gruzach, i jestem bardzo zły, bo wszelkie przedmioty jakimi mógłbym się sam zoperować... Musicie znaleźć jakieś zwyczajne przedmioty...

    Patrzy się na Casula.

    - Casul... Jestem... twoim ojcem...

    Mdleje.

    - Żarty.

    A jednak udawał, cwaniak!

    - Znaczy nie jestem. Nie mam zbytnio dzieci.

    Teraz już na serio zemdlał.

    ----------------

    Okej, musicie znaleźć przedmioty, które zastąpią przedmioty potrzebne do operacji:

    Skalpel, coś do oświetlania rany, coś do wyjęcia kuli, coś do zatrzymania infekcji, coś co utrzyma mnie przy stanie świadomości, jakąś kroplówkę (z dowolnym płynem :wink: ), i coś pod napięciem elektrycznym, żeby mnie ratować jakby co, i jakaś elektronika, która będzie monitorować mój stan.

    WSZYSTKIE przedmioty są dozwolone, a na wasze propozycje będę odpowiadał ja albo Matrix, pisząc czy to pomaga czy przeszkadza. :wink: Więc cała inwencją twórca należy do was. Zastanówcie się, co byście zrobili w realu. (Prawie jak Brainiac - operacja przy pomocy biurowych artykułów :wink:)


  15. Tytokus spadł z łóżka. Okazało się, że kiedy inni bogowie nie patrzyli, udało mu się odzyskać boskość, wypijając miksturę, która dawała boskość. Dziwne, że wcześniej nie widział tej mikstury, która leżała na jego biurku. Ale wracając do tematu, Tytokus spadł z łóżka obudzony przez jakąś śmiertelniczkę. Zwracała się do niego, o pomoc dla boskiego asasyna. Tytokus podniósł nosze z asasynem i położył go na stole. Wyjął ze swojej torby medycznej rękawiczki i dokładnie zbadał ranę i uznał, że Blade został raniony święconą platyną. Szybko podszedł do swojego biurka i zaczął przygotowywać się do operacji ratowania jego życia.
×
×
  • Utwórz nowe...