Tytokus wbiega do knajpki, i widzi grającego Markosa.
- Hej, bardzie zająłeś już pokój? Pomieszkam z tobą, dobra? Chyba nie będę ci przeszkadzał, co? W końcu są dwa łóżka.
Idzie na piętro, i rzuca swoją torbę obok łóżka. Schodzi i siada na krześle, kładzie nogi na stole.
- W końcu trochę luzu. Wolałbym na osiedlu, ale jednak i tak dobrze.
Do karczmy wczołguje się Aquos, który pełza do jego pokoju dzielonego z Markosem, widać nie zauważył go.
- Hej, czekaj!
Biegnie na górę, przytrzymuje go i opatruje jego rany. Po skończeniu schodzi, i ociera sobie ręce w szmatkę.
- I po kłopocie.
Znajduje jakąś deskę, wzywa pomarańczowy pisak i piszę na niej: "Usługi Medyczne - Ceny do negocjacji"
- Skoro wszyscy jakoś zarabiają. Nie będę brał rannych do pokoju, tylko przyjmował tutaj.
Przestawia jedną ławę, tak, że siedzi pod ścianą, a inne krzesło stoi przed biurkiem. Kładzie na nim nogi.
- Idę to jeszcze powiesić.
Wiesza krzywo obok szyldu karczmy i czeka na pierwszych pacjentów. W wyjściu mija się z matką Selene.
- Witam panią.
Kłania się, po czym wchodzi do karczmy i siada przy biurku.