Skocz do zawartości

Tyt0k

Forumowicze
  • Zawartość

    844
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Tyt0k

  1. Tak właśnie myślałem, ze Wademekum, ale nie chciałem się wyłożyć. ;> I tak się wyłożyłem, dziękuje bardzo, sprawdzę na pewno.
  2. Przepraszam, że z pytaniem tej wagi, zwracam się do ciebie, ale nie wiem, kogo innego mógłbym zapytać, a nie wypada zakładać nowego tematu. =/ Pytanie jest takie: W którym numerze, w Kompednium opisywałeś Xfire?
  3. To jest coś! DMC 4 i do tego podkładka! Po prostu gratuluje, bo co innego mogę powiedzieć ? xd
  4. <Patrzy, że został prawie sam i wskakuje w portal.> - Cholera... <Jak zwykle, przy portalach, potyka się i wywraca.> <Pochodzi do ciężkiego rannego, ale już żywego Cygnusa i zaczyna go opatrywać. W końcu jest najlepszym medykiem wśród bogów.> - Nic ci nie będzie, ale nie wykonuj gwałtownych ruchów głową, bo zerwiesz opatrunek i cię szlag trafi. <Wyciera lekko zakrwawione chusteczki i chowa swoją apteczkę do plecaka. Rozgląda się po niesamowicie szybko posprzątanym osiedlu. Potem dowiaduje się, że Selene zaprasza wszystkich na ucztę.> - Jeśli mogę, to bardzo chętnie przyjdę. <Cygnus próbuje wstać, i przypadkowo uszkadza lekko opatrunek.> - Mówiłem leż! Cholera... <Ponownie opatruje ranę.> ___________ Sorry, że wykonałem za ciebie tą małą akcyjkę Cygnus. ;> Nie obrazisz się?
  5. <Tytokus podchodzi do trupa, i ogląda go dokładnie, po czym stwierdzając, że nic już dla niego nie zrobi, odchodzi i patrzy na kota> - Zrób co chcesz. <Tytokus siada na kamieniu, i chowa głowę w rękach.> - Jesteście... <Podnosi głowę i patrzy na bogów.> - Jesteście dla mnie nie pojęci... <Po czym ponownie chowa głowę, i czeka na rozwój wydarzeń.>
  6. Chciałem na ciebie nasłać bojowe pomarańcze, ale się nie mieszam.
  7. Ciekawe, ciekawe... Mnie i tak bardziej interesuję pismo, niż gra, bo pewnie mi nie pójdzie. ;>
  8. Twoja wypowiedź jest bezsensowna, natomiast z artykułem się zgadzam-tylko, że ja nie znam żadnych graczek kobiet...
  9. <Tytokus czuję się oszołomiony. Chowa wszystkie nosze, które właśnie wyjął z plecaka, bo widzi, że jego pomoc, dzięki kamieniowi nie jest nikomu potrzebna. Cały czas, stał za liniami i leczył innych. Nie zaznał walki.> - Cholera... <Idąc chwiejnym krokiem potknął się o kamień. Wstał, i uleczył zranione kolano. Podszedł do reszty bogów... Patrzył na ich radość z powodu powrotu zmarłych. Znów okazał się niepotrzebny...> <Westchnął. I zapytał.> - Czy mogę teraz ja wziąć kamień? <Bogowie zgodzili się.> - Strzelaj młody, czego chcesz? - Wiesz czego chcę. Po prostu to zrób. - To nie było takie trudne. Potroiłem wszystkie uprawy pomarańczy w wszechświecie i masz od teraz moc teleportacji do swojego ludu. - Dziękuje. - Jasne. Kto dalej? <Tytokus uśmiechnął się, i podał kamień następnemu w kolejce.>
  10. Powtarzam ci-wszystkie strony z takimi sygnaturkami, mają skrypty, które wczytują informację z Tibia.com, a żaden nie wczytuje informacji z OTS-ów, bo te szybko upadają. Jeśli chcesz, możesz sobie sam zrobić sygnaturę, albo poprosić kogoś innego, ale będziesz musiał co chwilę lvl zmieniać.
  11. Z tego co wiem, na Tibijskich OTS-ach, takie rzeczy nie powstają, bo skrypty takich stronek nie mają dostępu do bazy danych stron tych serwerów. Jeśli chodzi o globala Tibii to jest kilka takich stronek, a najpopularniejszą jest chyba ubar.pl. Zresztą wbicie lvl-a na OTS-ie, to nie żadna sztuka, lepiej graj na globalu stary. ;>
  12. <Tytokus wrzuca do swojego plecaka boską apteczkę, oraz tworzy parę pomarańczy, które mimo, iż to niemożliwe upycha do plecaka. Wkłada tam jeszcze butelkę wody, i zamyka plecak, który wygląda na lżejszy, niżby był pusty.> - Ja także.
  13. Cóż, widać, że chyba każdy ogląda kreskówki, mimo, iż mówią, że to dziecinne. ;> Widać nie mają racji. Co do Fineasza i Ferba-kreskówka jest naprawdę świetna, a szczególnie piosenki wpadają w ucho. Niektóre gagi, też miażdżą, np. gdy Agent Pepe jest bez kapelusza, nikt go nie pozna. ;> Pomysły braci są także ciekawe, a oprócz piosenki, wszelaka inna muzyka stoi na wysokim poziomie. Także do wyglądu nic nie mam, naprawdę, świetna kreskówka.
  14. Bitwy morskie, wprowadzono dopiero w Empire, bo myślę, że twórcy nie mieli pomysłów jak by się to mogło odbywać w średniowieczu. Prawa, walka z łuków, ataki może z katapult na statków, ale trwało by to wieczność, i byłoby bardzo niegrywalne. W ogóle nie lubię walk morskich, więc mnie to nawet cieszy.
  15. No to życzę powodzenia. ;> Marzenia podobno się spełniają.
  16. <Do Tytokusa podszedł chłopak, który wyglądał na młodzieniaszka.> - A ty chciałbyś ze mną poćwiczyć, co? - Pewno. <Bóg i Śmiertelnik ustawili się w okręgu. Na znak dany przez człowieka w szacie, którego Tytokus nie znał, jak większość osób tutaj, zaczęli walczyć.> - Powodzenia. - Powodzenia. <Chłopak natarł na boga, który zręcznie się uchylił. Wtedy stała się rzecz niemożliwa (co było całkiem częste) i pojawił się latający miecz, który począł walczyć z wojownikiem. Wojownik bronił się jak mógł, ale ciężko powalić jest coś, co jest rzeczą niemożliwą. Tytokus krzyknął.> - Dawaj! Pokaż jak radzisz sobie przeciwko mieczowi! <Bóg zaśmiał się, i zmaterializował przed sobą pomarańcze, która sama się obrała, i zaczął ją jeść. Wtedy usłyszał bojowy krzyk naprzeciwko niego.> - Cholera! <Wojownik pokonał miecz i biegł teraz w jego stronę. Był metr od niego. Bóg próbował uskoczyć przed nim, ale tępa włócznia uderzyła go w brew. Poleciała krew, a on od turlał się i błyskawicznie uleczył ranę. Młody spartanin krzyknął.> - To jest niemożliwe! <Tytokus stworzył szybko dwa kije, a one natarły natychmiastowo na młodzianina, który rozpłaszczył się na kurzu areny. Bóg podszedł do niego, pochylił się i powiedział.> - Niemożliwe nie istnieje. <Po czym podał mu rękę, pomagając mu wstać, i stali przyglądając się reszcie walk oraz wesoło gawędząc.>
  17. Słuchajcie, mam pytanie, czy można nadal uzupełniać mapę, i tworzyć własne cywilizację? A jeśli tak, to jest teraz u kogoś, czy jest wolna?
  18. Ukryj się za kamieniem, dokładnie naprzeciwko bramy obozu. Wejdź za niego jak najdalej. Kiedy wyjdzie nowa grupa bandytów, nie zabijaj ich, i nie skradaj się, tylko wtedy, gdy nie będą patrzeć wyskocz i biegnij do obozu.
  19. Ja czytam wszystko oprócz działu ze sprzętem. Nigdy specjalnie mnie to nie interesowało, bo się na tym nie znam, nie interesują mnie także nowinki techniczne, bo mnie na nie nie stać. ;>
  20. Prawda, ale jednak gry na konsole kosztują więcej, a sama konsola, jako tylko narzędzie do zabawy, też tania nie jest. Ja osobiście wolę PC (chociaż konsolę też posiadam, taki prezent po urazie xd), i raczej nie wydaje mi się, aby ten z powodu konsol miał upadać.
  21. Tyt0k

    Proza

    Dwie pierwsze części mojej... powieści. xd Rozdziały, uznajmy. Rozdział 1 ?Cyrklowa Strzelba? Pan Gumka, patrzył bezwiednie na leżącą przed nim broń. Nigdy, nawet po pijaku nie pomyślałby, że coś takiego powstanie. Gumka-Technik, stał przed nim dumny. To on wynalazł to coś. Pan Gumka wcale nie był mu wdzięczny. -Co to jest?- rzucił od niechcenia. -To?- zapytał z obłudą technik, podnosząc do góry swoją piękna Cyrklową Strzelbę. -Nie tamto.- odpowiedział Pan Gumka, czując rosnącą w sobie złość. Technik pomarkotniał trochę, mruknął coś pod nosem i zaczął opowiadać. -To jest, Panie Gumko-rzekł unosząc twór pod sam nos rozmówcy-moja genialna cyrklowa strzelba. Nazywa się Victins 4000. Jak widzisz ma bagnet z dołu, oraz lufę do, której wsadzasz rysik. W tej rurze jest sprężynka od jednego z naszych długopisów. Jeśli klikniesz tą śrubkę, tak tą, to sprężynka się poruszy, i ryski wyskoczy! -Aha.- -Podoba ci się?- -Nie.- -Dlaczego?- spytał technik z nadzieją podlizania się przełożonemu. -Bo skąd my ci do Wielkiej Gumki weźmiemy rysiki!- ryknął na technika. -O tym, szanowany pan Victins też pomyślał.-rzekł jak zwykle wyłaniając się znikąd gumka-zwiadowca- Właśnie po ciebie przyszedłem, żeby cię poprowadzić na spotkanie, gdzie będzie dyskusja na temat tej broni, Panie Gumko ale widzę, że technik mnie wyprzedził. Technik wyszczerzył zęby do Pana Gumki. Nie odwzajemnił uśmiechu. Nie lubił go. Od samego początku, ten idiota wszystko psuł. Były miecze, były piki, były tarcze. No, ale ten idiota musiał coś popsuć. Najpierw wymyślił balon. Śmiechu warte. Napadać na wroga z lotu? Wszyscy go wyśmiali. Ale jednak, ten idiota musiał zepsuć sobie miano nawiedzonego, i jednak ten jego [beeep] balon latał. Od tego czasu, każdy go lubił, a ten idiota, bardziej zidiociał. No i ta strzelba była właśnie kolejnym efektem jego idiotyzmu. -Idziesz?- spytał zwiadowca. -Idę.- Szli korytarzem, do sali obrad w królewskim pałacu. Pałac, był zbudowany głównie z kamienia i drewna. Oczywiście takiego, który udało się przehandlować. Ach, ile to już pieniędzy przepadło na te pałace... -Jesteśmy, wejdź.- wyrwał go z zamyślenia przewodnik. -Wchodzę.- Sala obrad była nieduża. Miało wysokość około 20 cm, a szeroka była na 15 cm. Na Panu Gumce nie robiło to wrażenia. Sale zacinaczek były nawet 4 razy większe. A on bywał w salach zacinaczek. Czasami. -O, witaj Panie Gumko! Już myślałem, że się nie zjawisz.- -Bądź pozdrowiony królu.- odrzekł Pan Gumka, i ukłonił się. -Dobra, siadaj bo już nie mamy czasu.- uśmiechnął się przyjaźnie król. Pan Gumka zawsze uważał go za najlepszego człowieka w tym gumkowym świecie. Monarcha, był trochę większy od Pana Gumki, miał ponad 22 lata i ogromną wiedzę. No, i tak jak Pan Gumka nie lubił zmian. I za to Gumek lubiał go najbardziej. -Witam was wszystkich. Cieszę się, że się tu zebraliście. Chciałem wam zaprezentować nową... broń. No, przynajmniej to wygląda jak broń.- powiedział król i wyciągnął spod ławy cyrklową strzelbę Victins 4000. To była ta sama, która technik pokazał Panu Gumce. Król zaczął opowiadać o strzelbie, a Gumek, który już to bardzo dobrze znał, przyglądał się gościom. Kilku ludzi nic wielkiego. Szef długopisiej jazdy czyli nieznany mu Cristin, szef szamanów zbyt zadufany by podawać imię, szef dyplomacji znany mu Walen, szef strażników, którego imienia nigdy nie mógł zapamiętać, no i on. Szef wojowników. Wielki jeździec długopisu popatrzył po Panu Gumce. Widział go pierwszy raz. Pan Gumka, inaczej zwany Gumkiem lub Gumasem. generał wojowników, świetny miecznik, doradca oraz przyjaciel. Trzeźwo patrzył na świat. Tak przynajmniej słyszał. Był niezbyt przystojny. Był dość niski, krępo zbudowany, twarz miał wręcz prostokątną. Oczy miał ułożone inaczej, jedno było pionowo, a drugie poziomo. Poza tym, oba były innego koloru: niebieskiego i czarnego. Pan Gumka, nie wstydził się swojego wyglądu. Cristin, bo tak nazywał się szef jeźdźców podziwiał go za to najbardziej. Ku swojemu utrapieniu, on niezwykle dbał o wygląd. -A więc, padło pytanie skąd weźmiemy rysiki?- zapytał król, wyrywają Cristina z zamyśleń. -Owszem królu.-odrzekł Gumas -O tym także pomyślał technik. Wedle jego propozycji mamy najechać ołówki, zwyciężyć i potem zmusić je do wydobywania rysiku w kopalniach.-powiedział dość szybko król. -No to na co jeszcze czekamy? W drogę!- zerwał się szef długopisiej jazdy -A plan? Potrzebujemy sojuszników! Trzeba poza tym, zebrać wojsko!- powiedział szef strażników. -Prawda, plan mam już ja.-powiedział król i zaczął wykładać swój plan- Najpierw ty, Walen pojedziesz do zacinaczek, i poprosisz o pomoc, ewentualne przybycie w celu ustalenia planów? -Naturalnie panie.- -Doskonale. Ty Cristin, polecisz swoją jazdą i sprawdzisz, czy ołówki są dobrze przygotowane do wojny? -Na rozkaz królu.- -Dobrze. Reszta zbierze swoje wojska w stan gotowości, by były w każdej chwili gotowe do uderzenia? -Oczywiście.- -Jak sobie życzysz.- -Nie ma sprawy.- -Genialnie. Została jeszcze ostatnia kwestia. Mamy na razie dużo rysiku, więc możemy wysłać parę oddziałów strzelców i sprawdzić jak ta broń się sprawdza. Dowódcą tej grupy zostanie pan Victins.- W tej chwili do sali wszedł Victins. Głowę zadzierał wysoko. Za wysoko. -Miło mi poznać? koledzy.- powiedział patrząc na szefów i zadzierając głowę wysoko. Za wysoko. -Dobrze. Możecie się rozejść i wykonać rozkazy.-powiedział król i rozległ się szum odsuwanych krzeseł.- Po wyjściu z sali, Cristin powiedział do Pana Gumki. -On chyba zostanie szefem idiotów?- -Powinien? Ale znasz dobroć króla, Cristin.- Po tych słowach, rozeszli się. - Rozdział 2 ?Krwawy zwiad? Cristin leciał. Jego blond-gumkowe włosy rozwiewał wiatr. Ubrany jedynie w lekką kolczugę nie obciążał zbytnio długopisu, ponieważ sam był bardzo lekki. Tylko takie osoby przyjmowali do długopisiej jazdy. Lekkich. Odważnych. Czterech gumków z jego oddziału, leciało obok niego i za nim, w formacji zwanej kluczem. Wszyscy mieli już na głowach hełmy. Tylko Cristin wciąż miał swój przy łęku siodła. Wylecieli zza kolejnej góry i obniżyli lot. Bardzo nisko. Już z daleka jeden z jeźdźców zauważył ołówkową balistę. Nabrali prędkości i przelecieli tuż na rysikami ołówków. Wbrew pozorom nie było to niezaplanowane. Huk i prędkość mogły ogłuszyć każdego. Każdego. Oprócz jeźdźca. Zaczęli się szybko podnosić, bo wiedzieli, że ogłuszenie trwa krótko. Ale tym razem trwało wybitnie za krótko. Usłyszeli wystrzał z balisty, najwidoczniej była przeładowana. Słyszeli jak pocisk leci za nimi z ogromnym, paraliżującym hukiem. Spięli długopisy i szybko skręcili za wzgórze. Pocisk przeleciał między nimi, nie raniąc żadnego. Na szczęście. Gdy byli już za nim ukryci, wstrzymali swe rumaki, i zatrzymali się. Cristin założył hełm i zamienił się miejscem z ostatnim jeźdźcem z prawej. Dobrze wiedzieli, że będą celować w kapitana, dobrze wiedzieli, że prawie zawsze strzelali do tego jeźdźca, który szybował na początku formacji. Dlatego chronili dowódcę. Wszyscy wyjęli włócznie z kołczanu na plecach. - Wie ktoś ile ich jest? ? zapytał Cristin ? mamy tylko po trzy włócznie, szkoda byłoby wszystkie zmarnować. - Trzech, szefie ? odpowiedział jeden z wojaków. - No to dobrze. Dowen, Dylfraen, bierzecie tego najbardziej z lewej ? powiedział kapitan ? Karften walisz w tego pośrodku. Ja i Cusien zarzynamy tego z prawej. Jazda, z fartem chłopcy! Wylecieli za wzgórza. W takim samym szyku. Ołówki już na nich czekały. Pierwszy pocisk wystrzelił hucząc liną. Umieli takie zwykłe pociski omijać. Rozłożyli się szerzej. Ale to nie były pociski takie jak zwykle. Pierwszy padł ostatni z lewej, Dowen. Wielki grot przebił bez trudu kolczugę, przeszedł przez ciało i wyszedł z drugiej strony. Drewno, przeważyło go, spadł z długopisu. Spadł z 50 metrów. Reszta nie straciła głowy. Rozłożyli się jeszcze szerzej, gotowi w każdej chwili gwałtownie skręcić. Lecieli z żądzą mordu. Balista jeszcze raz złośliwie zahuczała. Karften skręcił gwałtownie. Nie zdążył. Pocisk uderzył go w biodro, niszcząc miednicę. Resztki kości poleciały na wszystkie strony, tworząc krwawo-białą fontannę. Karften ryknął i chwycił się za zniszczone biodro, zapominając o włóczni, trzymanej w dłoni. Następna fontanna krwi, trysnęła z jego długopisu, który natychmiast umarł. Dostał w wkład. Spadali we dwójkę. Mimo niesamowitej szybkości przeładowywania balisty, ołówki nie zdążyły już strzelić. Trzech jeźdźców gotowych zarżnąć ołówki, ich rodzinę, znajomych oraz bliskich przyjaciół spadło jak burza. Świsnęły trzy włócznie. Żadna nie trafiła. - Jasny szlag! ? rozdarł się Cristin ? W trójkąt, cholera w trójkąt! Złożyli się w formację zwaną trójkątem. Zawrócili, coraz bardziej wściekli. Usłyszeli huk, akurat wtedy, gdy byli bokiem do balisty. Nie było się jak uchylić. Nie było szans. Wielki pocisk wbił się w Cusiena, który leciał teraz na przedzie. Wbił się na wysokości brzucha, wchodząc głęboko. Cristin usłyszał jak coś chrupie. Domyślił się, że to kręgosłup. Cusien, całkowicie bezwładny spadł z długopisu. Wyrżnął o ziemię ze słyszalnym hałasem. Dylfraen zaklął plugawie. Teraz obydwoje byli naprzeciwko balisty. I obydwoje mieli już w rękach włócznie. Rzucili je z rykiem. Tym razem obie trafiły. Długopisy po lewej i prawej stronie balisty upadły, bryzgając tego po środku czarnym, płynnym rysikiem. Ołówki, wbrew wszystkim innym stworzeniom zamiast krwi mieli w sobie rysik. Ale nie był to taki twardy rysik, taki z kopalni, taki o jaki walczyły gumki. Był to rysik spełniający rolę krwi. Jeśli tyle milionów lat, siedziało się w tym środowisku, ołówkowy organizm musiał się przyzwyczaić i przystosować. Jak wszędzie. Przelecieli nad żyjącym, i usłyszeli jak szybko przekręca podest na, którym stała balista. Była przeładowana. Wiedzieli o tym. Usłyszeli huk. Cristin popatrzył na Dylfraena. On spojrzał na niego. Nie patrzyli na siebie długo. Pocisk uderzył w głowę podwładnego, hełm mimo, że lekko przytrzymał impet uderzenia, nie pomógł zbytnio. Grot skruszył czaszkę, zalał twarz krwią. Cristin, odwrócił wzrok, wyszarpał ostatnią włócznie z kołczana, zawrócił i w pełnej furii zaszarżował na balistę. Nie zważał na to, że najpewniej umrze, bo balista była już prawie przeładowana, nie zważał na to, że zawiedzie króla, nie zważał na to, że jego żona, gdy on umrze załamie się nerwowo. Na nic nie zważał. Po prostu zaszarżował. W jeden chwili usłyszał już znajomy huk i wyrzucił dokładnie celując włócznie. Oba pociski trafiły równocześnie. Wyrzucona włócznia, zniszczyła ołówek, rozłamała jego chude ciałko na dwie części. Pocisk z balisty trafił w długopis. Cristin przeraził się, wiedział, że prawie każdy cios w długopis kończył się uszkodzeniem wkładu i natychmiastową śmiercią. Zauważył, że nie może wyszarpać butów ze strzemion. A truchło zaczęło już spadać. Wiedział, że nie ma żadnych szans na asekurujący skok, blisko ziemi. Cristin leciał. *** Pan Gumka szybkim ciosem dwuręcznego miecza zarżnął wilka, który chciał go zaatakować. Zauważył lecącą na niego krew, nie zdążył się uchylić. Ubrudziła go całego. Gumas splunął na ciało, zaklął. Jeszcze raz na siebie spojrzał, jeszcze raz splunął i jeszcze raz zaklął. Schował miecz do pochwy na plecach i ruszył dalej. Wiedział, że czasu ma niewiele. Zaledwie wczoraj wieczorem, gdy cały dzień nic nie robił tylko wałęsał się po pałacu został wezwany do króla. Władca powiedział mu, że drużyna Cristina nie wróciła z niedalekiego zwiadu, na który została wysłana wczesnym rankiem. Powinna wrócić koło południa, a teraz około godziny 18 nie było nawet śladu długopisu na niebie. Król powierzył mu misję zbadania co się stało, a Pan Gumka wyruszył natychmiast. Około godziny 23, gdy było już tak ciemno, że nie widział swojej wystawionej przed nos ręki, schował się w jaskini, i zdrzemnął się. O godzinie 5 ruszył dalej. Wilk był pierwszą istotą zarżniętą przez Gumkę na tym szlaku. Szacował, że jeśli umie liczyć, to zostało mu najwyżej około dwóch mil do miejsca, które mieli sprawdzić jeźdźcy. Do jedynej i oczywiście niestrzeżonej granicy z ołówkami. ?Ołówki to dzikusy, nie zagrożą nam? powiedział poprzedni król. Teraźniejszy jakoś także nie wykazywał chęci stwarzania na granicy fortu. Za dużo kasy, za dużo materiałów na takie marnotrawstwo. Zresztą ołówki jakoś nie zamierzały tworzyć imperium, nie atakowali swoich sąsiadów, a jedynie prowadzili handel. Gdy Pan Gumka tak szedł usłyszał donośny i dostojny głos ołówków, nadstawił ucha. - Streszanech, tor?fae kirtanead? ? zapytał jeden z głosów - Naerina, ane tor?faenaeders disean ? odparł ktoś Gumas wytężył pamięć, i starał się przetłumaczyć to co powiedzieli. Zrozumiał, mniej więcej tyle, że jeden z głosów, pytał czy balista jest zniszczona, drugi odpowiedział, że nie, ale ludzie od balisty są martwi. Nie czekał na dalszą część konwersacji, wyskoczył z krzaków z mieczem w dłoni, gotów chlastać ołówki. Myślał, że są tylko dwa. Mylił się. W biegu chlasnął jednego, rozcinając go na pół. To była najbezpieczniejsza metoda zabijania ołówków. Następny, dowódca, nie zdążył wyszarpnąć broni, także się rozleciał na dwie nierówne części. Reszta eskorty, dwójka młodych ołówków, wyrwała swoje długie zakrzywione miecze z pochwy i rzuciła się na Gumkę. Spokojnie uchylił się przed jednym, przenosząc miecz na lewą rękę, w locie chwytając prawą i uderzył go w plecy. Chłopak wypluł czarny rysik, który nagle poleciał mu do ust i zawalił się na ziemię. Pan Gumka wyrwał miecz i sparował kiepskie cięcie drugiego. Jego miecz ześlizgnął się po klindze Gumki, a ten wykorzystał to i ciął bokiem, by rozciąć go na pół. Nie zdążył sparować, upadł w dwóch miejscach, w dwóch częściach. Gumka schował miecz, bo usłyszał wołanie o pomoc. Głos mógł należeć tylko do Cristina. Wbiegł w kupę krzaków, które wyglądały na bardzo miękkie. Przedarł się przez kilka małych drzewek I zobaczył jeźdźca. - Pan Gumka, o jasna cholera! ? powiedział zdziwiony Cristin ? Co ty tu robisz? - Zwiedzam. - Dobrze wiedzieć. - Ja myślę. ? pokiwał głową Gumka, podszedł ? Możesz chodzić? - Jasne, tylko przez tych [beeep]ców nie mogłem nigdzie iść. Splunął na ciała. Umiał pluć bardzo daleko jak zauważył Gumas. - Co się stało? ? zapytał wojownik, poprawiając miecz wciśnięty do pochwy byle jak ? czemu nie wróciliście? - Opowiem ci w drodze, dobra? Nie chce mi się siedzieć przy tym truchle, spędziłem tu już prawie całą dobę. Pan Gumka pomógł mu wyleźć z krzaków, wyprowadził go na jedną z głównych dróg i ruszyli. A Cristin zaczął historię. - Tak jak kazał król, ruszyliśmy na zwiad. W kluczu. Zaatakowaliśmy balistę, ale okazała się lepsza. Wyrżnęli mi wszystkich ludzi. Gumas dopiero teraz przypomniał sobie o reszcie oddziału, ale zręcznie ukrył wstyd, którego jak sądził właśnie wylał ktoś na niego całe wiadro. Cholera jasna, pomyślał, muszę postarać się na przyszłość nie robić takich kretyńskich błędów. - Cóż, mój długopis trafił ostatni wystrzelony pocisk, a gościa od balisty trafiła ostatnia wyrzucona włócznia, czyli myślę, że jest po równo. - Być może ? powiedział Pan Gumka ciągle zakłopotany ? coś jeszcze? - Nie poganiaj mnie, cholera nie wiesz jak to jest spaść na jakimś cholernym truchle z 50 metrów. Dobrze, że były tam te krzaki, bo bym nie przeżył. Zresztą i tak wszystkiego się dowiesz w Sali Królewskiej. Nie uprzedzaj faktów. Gumka już milczał, jęczący z bólu Cristin szedł obok niego. Zmierzali w stronę pałacu królewskiego. Wytłumaczyć wszystko.
  22. Ventrilo jest bardzo pingożerny... Polecam ci namówienie kumplów z gildii/teamu na używanie Teamspeaka. Nie znam się na gospodarce sieciami. ;>
  23. Wpadłem na pewien pomysł. Każdy ma inny priorytet (ja bym wolał rozwijać dyplomację, niż walczyć np.), dlatego przedstawiam swój pomysł. Na 1-3 byłoby tylko rozwijanie statków transportowych, które pozwalałaby na szybsze przemieszanie się po własnym układzie planetarnym (ja bym tam wolał jedną planetę, ale nie będę się kłócił). Na poziomie 4, uzyskiwalibyśmy dostęp do systemów obronnych poszczególnych planet (wszelakie działa, pola siłowe itd.), natomiast na poziomie 5, można by wybrać jedną z 3 ścieżek: -Gospodarka -Wojna -Dyplomacja i Handel Czyli kolejne 5 poziomów pozostawałoby na zwiększanie konkretnych cech (z każdym poziomem większe o 20%, aż do 100%) czyli: -Większe wydobycie surowców [Gospodarka] -Większa siła ataku [Wojna] -Większa szybkość wszystkich statków [Dyplomacja i Handel] Jeśli ktoś chciałby zmienić swoją specjalizację (z Dyplomacji na Handel, na przykład...), byłby degradowany do 5 poziomu, i musiałby daną specjalizację rozwijać, co by sprawiało, że nie byłoby jednodniowych "hybryd". To taka jest moja propozycja, piszcie co o niej myślicie... Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem Belutka. ;> Pozdro, Tyt0k
  24. Bóg: Imię: Tytokus Wiek: Młody Bóg, niedawno stworzony. Patronat: Rzeczy Niemożliwych, Zdrowia oraz Pomarańczy Awatar: Zwyczajny człowiek. (Niezbyt wie, jak zrobić coś innego. =/) Charakter: Dobrotliwy ; lubi pomagać, chociaż oprócz rzeczy niemożliwych i leczenia, nie potrafi wiele ; Lubi: Uderzać głową w ścianę (bo wie, że nic sobie nie zrobi) ; gdy potrafi rozwiązać coś niemożliwego przed innym Bogami ; pomarańcze ; mandarynki ; kolor pomarańczowy ; leczyć innych ; Nie lubi: Spadać z wysokości ; gdy nie potrafi rozwiązać czegoś niemożliwego ; gdy nie potrafi pomóc ; Motto: "Niemożliwe nie istnieje" ;> Dziwactwo: Lubi czasami stworzyć uprawy pomarańczy, tam gdzie być ich być nie powinno (np. na Syberii), lub tworzyć robaczki o trzech tłowiach. Chowaniec: Nie wie jak stworzyć...
×
×
  • Utwórz nowe...