Skocz do zawartości

Tyt0k

Forumowicze
  • Zawartość

    844
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Tyt0k

  1. Niezły odzew. ;> Proszę jeszcze, o umieszczenie cywilizacji na mapce (Planeta Wojen Bogów). Szukajcie kilka stron wcześniej.
  2. Skoro skład nam się zmienił, to mam pytanie- czy byliby chętni na mojego noobskiego questa, związanego głównie z cywilizacjami? Wymagałoby to, stworzenia, lub przekazania mi swoich kart cywilizacji. Więc, piszcie swoje opinie. @Down Tutaj, spoko.
  3. Tytokus zjadł śniadanie i w milczeniu przysłuchiwał się rozmowie. - W końcu coś ciekawego zrobimy. Wstał i przeciągnął się. - Pojadę oczywiście z wami. Pozabijacie się beze mnie. Przywołał swój plecak (w środku boska apteczka, dwójka noszy, i kupa miejsca), i położył przy swoim stołku. - Mówcie kiedy będziecie gotowi.
  4. Ja mógłbym stworzyć questa, związanego z cywilizacjami, oraz wojną. Oczywiście, byłby pewnie bardzo słaby, i by wam się nie spodobał, ale moja cywilizacja będzie neutralna, więc może dobrze, żebym ja go zrobił? Jak się zgodzicie to wam napiszę wszystko.
  5. Nie będzie nam miał kto ciąć gardeł w OA... ŚP Matrix już nas nie poprowadzi... Stawiamy świeczki.

    [*]

    (xd)

  6. - Umrzyj, cholero! Tytokus wzywa malutką pomarańcze, która zasłania Jamesa, i rzuca pszczołą o ziemię. Zakręca na swoim ptaku, i latając w kółko, odstrasza pszczoły. - Won! Won powiedziałem! Pszczoły, widząc, że się nie przedostaną, zaczynają uciekać. Tytokus zwraca się do Jamesa. - Hej, patronie pokoju! Od kiedy pokój to zabijanie niewinnych zwierzątek na wszelki wypadek? Potępiasz Kota, a potem robisz to samo. Tytokus wzdycha. - Chyba tylko ja nie mam tutaj ciągot do zabijania bez powodu. Myślę, że gdzieś faktycznie będzie tu cywilizacja. Tylko jeśli jest duża, to może być nieciekawie. Tytokus popatrzył po zebranych. Szukanie cywilizacji było głupstwem, ale w sumie jakie mieli rozwiązanie? Nie mogą zostać tu na zawsze, a śmierć czeka wszędzie. Nawet on nie pomoże martwemu, albo komuś bez kończyn. Westchnął. - Lecimy dalej. Starajcie się nie zabijać i nie wpadać w kłopoty. Moje pomarańcze też nie są nieskończone.
  7. Wchodzi na swoją lewitująco-transportową pomarańcze. Widzi, jak robaczek jeszcze mniejszy od nich, próbuję ją zjeść. - Proszę nie podgryzać. Kopie robaczka, któremu się niestety zmarło. Pomarańcza zaczyna się trząść. - Cholera. Może mi zemrzeć, ale do jedzenia będzie zdatna, nie martwcie się. Lecę szybko po ptaka. Wylatuje na samą górę drzewa. Wyskakuje na ptaka, a pomarańcza opada. Po dłuższej chwili udało mu się okiełznać ptaka, i ląduje miękko na ziemi. - Ja jestem gotowy. Jeśli ktoś jest ranny, proszę zgłaszać, bo moja ręka już jest zdrowa. Kocie, Nino... Co robimy?
  8. Się nie zrozumieliśmy. Jakby co- wszystkie moje pomarańcze (na razie znacie 3 rodzaje-medyczne, bojowe i jeździeckie) lewitują. Jeździecka jest wielka, a reszta zwyczajna. Dlatego, żeby nie było pytań, czemu wleciałem na górę drzewa, bez wspinaczki.
  9. Jestem medykiem, a nie doktorem! Polowym medykiem! ;> Utożsamiasz się z postacią. xd Pewnie, bardzo dobry pomysł. Jeszcze się spotkamy z panią masacrą.
  10. - Moja ręka? Co ty gadasz? Czuję się... Patrzy na rękę. Wisi tylko na jednym mięśniu i kilku ścięgnach. Kość została cała przecięta. - Hum. Możesz mieć rację. Obwija sobie rękę bandażem. Mocno, żeby ręka mu nie odpadła. - Przy moich zdolnościach regeneracyjnych to będzie kilka minut. Chodź trochę jej szkoda. Muszę opatrzyć Kota jedną ręką. Cholera. Zeskakuje z pomarańczy. Przygląda się Kotu. - No, Kocie, będzie trochę roboty z tobą. Rana cięta, to nic w porównaniu z tym co ten potwór ci zrobił... Jak szybko ci nie pomogę, to z flaków zrobi ci się gul... Oj, przepraszam. Znaczy wszystko będzie dobrze. Tytokus wzywa maleńką pomarańcze, która zaczyna odsysać jad. Sam zakłada rękawiczki. - Jeśli ułamałeś kieł, i został w ciele, to może być nieciekawie. Nie ruszaj się, jeśli możesz. Zaczyna operację na Kocie. Po kilku chlupnięciach i trzaskaniach kości, kieł został wyjęty, a jad odsysała pomarańcza, której się zmarło. - Kocie, będziemy cię musieli nieść dalej, ale niestety noszy ci z plecaka nie wyjmę, bo to zbyt niemożliwe nawet jak dla mnie. Spluwa, i mówi bardzo podirytowany, że coś jest niemożliwe nawet dla niego. - Zabandażuje cię teraz. Będzie bolało. Troszkę. Bardzo troszkę. Bandażuje otwartą ranę Kota.
  11. Ja?! Nie, nie bijcie mnie! Plx! No! No! A tak serio, to myślałem, że tak łatwiej będzie ludziom się kapnąć, że coś z nimi się robi, i żeby to respektowali. Ale jeśli to przeszkadza, to przestanę. No, weź nie zwalaj winy na mnie teraz. ;> Inni tak nie pisali, a ja jestem nienormalny, bo was leczę, zamiast dać wam umrzeć. =/ Matrix, swoją rękę i ciebie zaraz opatrzę. I jeszcze, taka rzecz-wszyscy mamy bardzo duże zdolności regeneracyjne, tak, że przy moich zdolnościach aktorski... znaczy medycznych, leczę was w try miga. Chyba, że wolicie siedzieć całymi dniami w szpitalu. Nocami też. @EDIT: Aha, mimo ograniczeń, moje pomarańcze raczej łatwo wzywać, więc już nie będę jej odsyłał. Jak będziemy głodni, to ją powiększę, i ją zjemy.
  12. Tytokus ogląda siebie od stóp do tułowia. Potem porównuje swój rozmiar, z widzianą niedaleko mrówką. - Cóż, lubię rzeczy małe, ale sam nie lubię być mały. Wy chyba też. Spróbuję się tym zająć, i zdejmę z nas tą klątwę. Bóg skupia się, i wykonuje gest, jednak zamiast zdjęcia klątwy, występuje efekt w postaci kilku iskierek, i głosów zawodzących bogów. - Przykro mi, nic nie poradzę. Ta klątwa jest za silna. Trzeba czekać. Wzywa jeździecką pomarańcze, zmniejsza ją do swoich rozmiarów, i siada na nią. - Mi się nic nie stało. Czy któryś z was jest ranny? ----------------- Matrix-dzięki, że mi powiedziałeś, bo pewnie bym zdjął. ;>
  13. Koń i Word najciekawsze. ;> Gratuluję pomysłów.
  14. Wskakuje na motor, i wrzuca gaz do dechy. - Kiedyś w końcu się natniemy! Mówię wam! Jadąc na motorze, ciągle wzywa nowe pomarańcze, które zażarcie walczą, i bronią go przed kulami. - Zjedźcie im mózgi! Niestety, jednej pomarańczy nie udaje się zablokować strzału. Tytokus dostaje w ramię, co z powodu zaskoczenia, zrzuca go z motoru. Zaczepił jednak nogą, co spowodowało, że motor ciągnie go w nieokreślonym kierunku. - Cholera! Cholera! Chole... Uderza się o kamień, i trafi przytomność. ------------------------- Lód ma Cygnus. A, i nie dojeżdżaj tak nami. ;> Kot raczej nas tu organizuje, może jeszcze coś zaplanował. Chyba, chcesz miał gardło, co nie? xd
  15. Tytokus poprawia plecak, wzywa kilka bojowych pomarańczy. Zdejmuje klątwę, z tych bogów, którzy jeszcze tego nie zrobili. Szepce do Kota. - Kocie... Nie zabijaj go! Lepiej mu zapłaćmy, albo wymieńmy walutę. Jeśli go zabijemy, i zaczniemy uciekać na motorach, może nie udać nam się przebić. Sam słyszałeś, wszystko zabrał im "Władca". Jak jest taki władczy, to pewnie ma dużą armię, a my nie jesteśmy niezniszczalni. Ja sam jestem bardzo zmęczony od czasu wybuchu na koncercie... Rozgląda się po sklepie. Widzi małe drzwi. - Od strzału mamy 5 sekund, by wyjść, wezwać motory i uciec. Drzwi są małe, może nam się nie udać. A widzę tu kraty. Mogą nas ty zamknąć, i powyrzynać jak psy. Przyzywa jedną bojową pomarańcze, i pokazuje jej metalowe zęby Kotu. - Jednak wybór należy do ciebie. Moja pomarańcza może przegryźć jeden kawałek kraty w 4 sekundy. Mam je dwie, dzięki czemu, będziemy mogli wyjść na podwórze w minutę. Ale przez ten czas, może się wydarzyć mnóstwo rzeczy. Pozwala pomarańczy lewitować dalej, i odzywa się do Kota. - Decyduj. --------------------------------------------------- Grawitacja i miecze świetlne są wolne na 100%. Nie jestem pewien co do Broni Białej.
  16. Słyszy prośbę Niny, by ktoś siadł przy karabinie maszynowym. - Ja tam siądę. Martwy wam się nie przydam, a tak ciężej będzie mnie zabić. Siada przy karabinie, i przeładowuje go. Widzi, jak bogowie próbują się zmieścić w ciasnym Jeepie. - Pomogę wam. Wykonuje dziwny gest i wszyscy bogowie, zmniejszają się o połowę, dzięki czemu w Jeepie jest jeszcze masa miejsca. - Jeśli wam to będzie przeszkadzać, po prostu skupcie się na tym, że to łamiecie. To taka słaba klątwa. Widzi Shadowa skaczącego prosto w paszcze potwora. Wrzeszczy - NIEEE!!! Ku*wa, znowu ja będę musiał cię leczyć!!! Shadowowi nie udaje się zatrzymać, i wpada do gardła potwora. Tytokus wzdycha. - Ciekaw jestem, czy doczekam dnia, w którym nikt nie zostanie ranny... Wzdycha ponownie. - Ruszamy? ------------------------------ Co do zmniejszenia-to jest taka klątwa zmniejszenia, którą rzucam na wrogów, tyle, że u was jest łagodna. Jeśli wam zacznie przeszkadzać, to tylko skupcie się na tym, żeby ją przełamać. Ale nie w Jeepie, bo go szlag trafi. xd
  17. Ja dokładnie nie wiem, co było z tym Wieśkiem, ale skoro nikt go nie używał, i był na twojej głowie, to polecam go usunąć.
  18. Tytokus wzdycha. - Oczywiście. Pozabijajcie się. Niestety, moja moc ma swoje ograniczenia, i wskrzeszać nie potrafię. Więc jeśli macie się zabijać, to proponuje dość rozważnie. Tytokus siada, i czeka na odpowiedź Jamesa. Przy okazji wzywa kilka bojowych pomarańczy. - Jednak wolę mieć ich przy sobie kilka. Nie wiadomo, czego można się po was spodziewać. Tytokus ponownie wzdycha, i czeka na rozwój wydarzeń.
  19. Wykonuje gest i pomarańcze z bojowych, zamieniają się w zwykłe. Zaczyna jeść z kosza podstawionego przez Jamesa. - Phi! Nie kpijcie sobie z moich pomarańczy, już niejeden raz zjadły komuś mózg. Tworzy sobie w ręce szklankę z sokiem pomarańczowym. Je i popija to. - Nie jadłem od wybuchu koncertu. A i wtedy Cygnus był u mnie po poradę. Wy tak ciągle będziecie się ranić? Widzi spadające skały. - NIEE! Znów będę miał kupę roboty! Nie na Pympa! Zatrzymuje skały, kiedy już miały dosięgnąć Pympola. Po tym, zmniejsza je do rozmiarów zapałek i w takiej postaci uderzają na Boga. - Rany miażdżone są najgorsze... Zużyłbym połowę swojej mocy zdrowotnej... Siada, i dokańcza posiłek. ----------------------------------- Wody nie ma nikt chyba, ale lód i ogólne zimno ma Cygnus. Ja też się na nim naciąłem. ;<
  20. Tytokus zgodnie z prośbą (rozkazem?) Kota bierze się za oglądanie wszystkich. - No, Kruku, jeden z zębów tego potwora, przeciął ci całą nogę... Od uda po stopę... Zaklął brzydko. Znowu czeka go huk roboty. Wyjął apteczkę, i zajął się opatrywaniem nogi Ravenosa. Jego bojowe pomarańcze pilnują wszystkich, krążąc nad bandą rozbitków. - No taaak... Unieruchomię ci całą nogę, ale powinno ci się to wyleczyć w 5 minut, potem będziesz kolejne 5 kulawy. Wiem jakie są nasze zdolności regeneracyjne. Słyszy głos nowego Boga, który do niego podchodzi. Podaje mu zakrwawioną rękę, i przy okazji brudzi mu całą dłoń krwią. - Cholera! Wybacz, ciągle o tym zapominam... Jestem Tytokus... Chwilowo zajęty. Skończył zawijanie w bandaż, i Kruk natychmiast poczuł różnice. - Nie mam pojęcia czy blizna zostanie. Ząb wbił się na granicy. Módl się o szczęście. Wstaje, wyciera ręce o piasek. - Z resztą nie jest tak źle. Przy naszej żywotności, mogliśmy dostać co najwyżej kilka siniaków. Co robimy teraz? --------------------------------------- Matrix, co do twojej sugestii, ja wam osłaniam tyły, i was leczę. Za mnie walczą moje bojowe pomarańcze, bo sam bije się kiepsko.
  21. - Jesteśmy na zadupiu. Tyle wam powiem. Tytokus kaszle, zadławiony piaskiem. Lądowanie bardzo nadszarpnęło możliwości zdrowotne kilku Bogów, w tym jego, ale nie widzi pracy dla siebie. Otrzepuje się i pyta. - Jesteś pewien, że to coś zaprowadzi nas do tego miasta? W końcu mogli zrobić masę takich fałszywych cudeniek, żeby nas oszukać, co nie? Wzywa kilka latających pomarańczy, z ostrymi, metalowymi zębami. Są bardzo różne od tamtych, które pomagały po wybuchu koncertu. - Wskaż kierunek. Moje pomarańcze najpierw to zbadają.
  22. <Tytokus wstaje, uderzony mocno przez Kota, i mówi do niego, przez nos.> - Jestem nastawiony nieprzyjaźnie do wszystkich, którzy atakują lub walczą w szpitalu. Myślałem, że to oczywiste. I nie musisz mi pomagać, sam sobie dam radę. <Leczy sobie szybko krwawiący nos i mruczy obelgi pod nosem, których Kot nie ma szans usłyszeć. W tej samej chwili, Selene pyta się, czy potrzebuje jego pomocy.> - Dziękuje, pomoc przyda się na pewno. Moje pomarańcze ciągle przynoszą nowych rannych. Shadow już sobie pobiegł... Hmm... Zobaczymy kiedy tu wróci. <Kot ujawnia, że to on rozsadził koncert. Nie reaguje na to, w obawie o swój nos, ale w duszy jest bardzo zły. Bierze głęboki oddech i po chwili mówi grzecznie.> - Jeszcze taka grzeczna prośba, mówię to jako nastawiony przyjaźnie. Czy moglibyście opuścić teren szpitalny, i posprzeczać się na polu? Roboty jest tu huk, a i rannym cisza się przyda, bo bębenki większości są w bardzo opłakanym stanie. Mogę o to, grzecznie prosić?
  23. <Tytokus po długiej pracy na polu, i odnalezieniu wszystkich żywych, i zdolnych do kontaktowania się, z pomocą pomarańczy, przetransportował do skrzydła szpitalnego, gdzie dalej zajmował się bogami.> - Hm... Black jest... Selene jest... Resztę znajdą... No co tu, cholera stoicie? Znaczy lewitujecie? Połowa na pole, i szukać reszty! <Zapisuje coś na kartce, i uderza głową w najbliższą ścianę, wiedząc ile czeka go roboty. Widzi bogów, którzy odzyskują świadomość.> - Dobra, Black, Selene, jak się czujecie? Nie mogę was tu długo przetrzymywać, ale zostańcie tu na jakiś czas, bo możecie mi się przydać i musicie się wykurować. <Ogląda resztę rannych. Nagle słyszy strzały i widzi scenkę z uciekającym Pympem i goniącym go Kotem.> - Cholera, Pympie, Kocie! Won mi stąd, zabijać się możecie na polu! Tu są ranni! <Jeszcze raz uderza głową o ścianę, i pracuje dalej.>
  24. Przeszkadzałoby komuś, jakbym do patronatów swoich, dodał Minimalizm (Rzeczy małe, i patronat nad minimalistami)?
  25. <Tytokus ogląda Cygnua na wizycie kontrolnej. Widzi, że głowa, dzięki jego umiejętnościom, i zdolnościom szybkiej regeneracji Cygnusa się zagoiła.> - Miałeś szczęście chłopie, czaszka ledwo ci się zrosła. Radziłbym unikać póki co walki, bo tym razem ci się na pół przełamie. <Pisze coś na kartce, i uzupełnia tablicę, wiszącą na lewej ścianie jego komnaty. Nagle słyszy ogromny huk.> - Co do cholery... <Przypomniał sobie, że mieli urządzać koncert, ale zapomniał na niego pójść. Wybiegł z komnaty, i zobaczył prawdziwe pobojowisko.> - No, kurde! Tyle roboty! <Uderza głową o ścianę, i natychmiastowo, bez problemu leczy ranę. Widzi scenę, z Shadowem i porzucającym go Kotem. Potem, podchodzącego do niego Boga Łyżek i pomagającemu mu. Wzywa kilka dużych, latających pomarańczy.> - Wiecie co robić. Znosić mi rannych na noszach. <Pomarańcze wyjmują z plecaka bez dna nosze, i w czwórkę noszą rannych, których Bóg Zdrowia ciągle opatruje, bez ustanku. Mruczy pod nosem.> - Zachciało się im efektów specjalnych. <W milczeniu pracuje dalej, stara się uratować tak dużo ludzi jak może.>
×
×
  • Utwórz nowe...