-
Zawartość
844 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Typ zawartości
Profile
Fora
Kalendarz
Blogi
Wszystko napisane przez Tyt0k
-
Dziś już mam dobry humor, ale was nie przeproszę. Chyba nikt się nie obraził, a wiecie przynajmniej co robicie źle. Shaker: Orczy (orkowi?) posłańcy nie pasują mi, więc edytuj posta jak możesz. Zresztą, ja to bym nie wysłał posłańców do ludzi, którzy bez litości wyrżnęli mi cały garnizon. Black: Oczywiście, będzie mi bardzo miło cię gościć (i słuchać). @edit James, jest sprawa. Czy mam cię wyjąć z twojej "choroby psychicznej" tą inkantacją, czy mam się bardziej postarać, czy nie chcesz w ogóle?
-
Już mam tego dość. Pisałem coś na poprzedniej stronie. Sami zniszczyliście armie Rohanu, a ona mogła nam pomóc w nierobieniu rzeźni. Jeśli komuś przeszkadza, to, że wam MG-muje przez ten czas, kiedy OA było nieogarnięte, to niech zrobi własnego questa, który nie będzie polegał na walce, i który nie będzie nudny. Ja też się uczę, a nikt się nie palił, na początku jak robiłem wam tą wyprawę.
-
Niesamowite. Ileż potrafić wysnuć teorii na sekundę, ale ja nigdy nie widziałem, żeby ktoś je bardziej rozwinął. Coś jak z kruczkiem na początku-parę pomysłów na początku, ale ja muszę potem to realizować, a i tak słyszę "Tyt0k, źle to obmyśliłeś. ;/" albo "Kończ już tą walkę Tyt0k, bo to się robi nudne". Staram się, ale jakoś nikt tego nie potrafi docenić, a częściej słyszę narzekania niżby pochwałę. Teraz ja muszę wymyślić czemu zabijamy dobrych orków, bo wam się zachciało antyświatów, a ja potrzebowałem Morii, i nie chciałem psuć safari, czy to co to teraz jest. I widzę, że nazwa "Książek" w sumie powszechnie się przyjęła. Jakbym miał dobry humor, to bym pewnie dał tu emotikonkę, ale nie dam, bo jestem zły. Jutro pewnie będę was za to przepraszał, ale dziś jestem zły. Bardzo zły. @edit Cygnus: Teraz to dziękuje. Już sam to zrobię, bo w Morii wymyślicie, że Balrog to zwierzątko domowe, i będziecie chcieli je karmić. A mi jest on potrzebny .
-
Tytokus zmęczony okrutnie wchodzi do sali balowej. Słyszy powitanie. - Chyba mnie już znasz. Tytokus, boski medyk. Zmęczony siada, i zjada pomarańcze. Nagle Knaxiego przebija miecz. - Cholera! Z jego rany wyrosły pączki rabarbaru. Wessały się w ciało. Tytokus szybko polewa ranę płynem. - Draśniecie? Rabarbar? Litości! Poszła cała jama brzuszna, to jest miecz świetlny! Wyjmuje szybko krotki patyk i zaczyna układać narządy na swoim miejscu. - Nie masz naszej cudownej regeneracji. Będzie ciężko. Wyrywa ząb pomarańczy i tworzy z niego igłę. Zaszywa brzuch, a potem dokładnie owija bandażem. - Nie wstawaj. Nie wolno ci się nawet poruszyć. Do jutra powinieneś być zdrów. Wzdycha. - Widzę, że James zamierza nas pozabijać. Nie mam ochoty się radować. Zajmuje część ruiny i rozkłada tam posłanie. - Jutro prawdopodobnie ruszymy do Morii. Nie wiem co się tam będzie działo, ale radzę się wyspać. I zmobilizować krasnale. Kładzie się i przykrywa kocem. Krzyczy. - Dobranoc. ------------------- Wladzio, wybacz, ale ja jestem od wszelakich reanimacji, uzdrowień, uleczeń, przeziębień itd. Jutro wieczorkiem zrobimy Morie, i ruszamy na wojnę cywilizacji!
-
Belutku, a byłaby możliwość, żeby każda frakcja, miała swoją specjalizacje? Ja, np. mógłbym się specjalizować w leczeniu. Ponadto, chciałbym zachowywać neutralność w większości sporów, być takim wiedźminem tego świata, pomagałbym wszystkim, a oprócz przyjaźni nic by mnie nie łączyło z innym frakcjami. Dałoby się tak, czy koniecznie muszę się tłuc?
-
Spoko, James, nie miałem czasu! Nie ma problemu. Wladzio- proszę zostawić ratowanie rannych! To moja działka, ja jestem boskim medykiem, i aktualnie jestem bardzo zły. @edit Jeśli ktoś jeszcze nie ma cywilizacji na mapie, proszę o info na PW, bo nie wiem czy mam robić 2 część planety... To w miarę szybko, bo po Morii lecimy na PWB, bez prawa powrotu, dopóki się nie rozstrzygnie..., a zobaczycie.
-
Numery przy nazwiskach i wydarzeniach oznaczają lata np. Mur Berliński upadł 20 lat temu, a Karol urodził się 200 lat temu... Hm... Tylko co to może oznaczać? Zastanowię się, i editnę.
-
Ja też będę grać, a na MG wybieram oczywiście Belutka.
-
Pomarańcze gryzą Uruków metalowymi zębami. Tytok przebija się. Siecze mieczem na prawo i lewo, Pomarańcze robią z siebie tarcze i zasłaniają swego pana. - Gnom! Książek! Idę do was! Podchodzi do rannego książka. Wlewa mu do ust jakiś płyn. Ten natychmiast wstaje. Pomarańcza tymczasem, mocno nadraniła "kobiece atrybuty" kucharki, i mózg co stworzyło brzydki widok. Bóg Książek staje nad Tytokusem, który zwraca się do niego po oglądnięciu krasnala. - Już nic mu nie pomoże... Niezależnie od tego co zrobię, Waklav umrze tej nocy... Kreśli mu na czole znak pomarańczy, i rusza do dalszej walki. Morale uruków opadają, bo i zamek zniszczony, i sieczka spora. Ale nikt się nie poddaje. --------------------------------------- Jar zdobywamy aż do jutra. Napiszę wtedy posta kończącego bitwę, i pomaszerujemy do Morii. Ale to w nocy już.
-
Jar upadnie jutro po południu. Zostawimy jego ruiny daaaaaleko za sobą (tak jak Osgiliath) i ruszamy do Morii, gdzie . @Shaker Jeśli chcesz tworzyć cywilizacje do mojego questa, to napisz mi na PW, zrobię drugą stronę planety.
-
Tytokus słyszy o wszystkich wydarzeniach. Wyjmuje miecz i epicko krzyczy. - Ognia z wszystkich katapult! Na mury! Przywołuje mnóstwo bojowych pomarańczy. Jedna z nich trzyma pochodnie, a inne podkładają zdobyty proch. - Zniszcz im mur! Pomarańcza leci z pochodnią, by wysadzić mur. Słychać krzyk Uruk'Hai. - Zabij go Lego'lasie. - Strzelam! Pomarańcza dostaje, ale siłą rozpędu wysadza proch. Mur wybucha, Uruk lecą w powietrze. Pokazuje mieczem na mury. - Do szturmy przyjaciele Bogowie! Nie mamy rohańczyków, ale mamy siebie! Umrzemy epicko. Latające pomarańcze, ciągle przyzywane pasywnie, ruszyły do walki. Tytokus wstaje, i przemawia epicko. - Być może nadejdzie dzień, kiedy odwaga Bogów zawiedzie..., godzina wilków, w której z hukiem, zawali się Era Bogów...i to pewnie dziś! Ale będziemy walczyć! Bitwa rozpoczęła się. Wszyscy czekają na uderzenie potężnych krasnali.
-
Dobra, przepraszam wszystkich tak na wstępie. Zapomniałem, że dziś mam angielski, i bitwy nie mogłem zrealizować po południu. Zaczynamy teraz. I w ogóle to dziękuje, że ukradliście mi armie Rohanu. Chyba wezmę, i przekażę dowodzenie, temu geniuszowi, który ją uśmiercił. Chcieliście czegoś ciekawego, a nie jatki, to będziecie mieli jatkę. Jak inaczej bogowie zdobędą zamek? I pamiętajcie, że mój quest, jest pierwszy! Chodź cieszę się, że zapoczątkował nową fale. @edit James: Byłaby szansa, żebyś do mnie napisał? Chciałem pogadać na gg, o Sesjach RPG, bo widzę, że realizujesz własną? Napiszesz?
-
Tytokus siedzący na swoim posłaniu chowa ręce w dłoniach i mówi sam do siebie. - Za jakie grzechy. Podnosi się, i rozmawia znowuż z tym samym dowódcą. - Uderzymy teraz? - Nie, rano. - A czemu nie teraz? - W nocy nie szturmuje się zamków, jest pogorszona widoczność! - Gratulacje! Stworzyłeś zdanie złożone! Dowódca bez słowa odchodzi. - Czyli odpocznijmy sobie. Jutro około południa, zmusimy rohańczyków do ataku. Nic innego nie mogę poradzić. Wzrusza ramionami. - Czy ktokolwiek z was spał? Proponuje się położyć. Jutro czeka nas zabawa. Mało zabawna. Ale mamy krasnale. Wzdycha. Słyszy pytanie Książka. - Jesteśmy pod Helmowym Jarem. Jutro go będziemy odbijać z rąk uruków. Pogadaj z innymi ja idę spać. Kładzie się i przykrywa kocem. Wtem nadchodzi oddział Jamesa. - Na moją świętość... Czego tu? Wstaje ponownie. Słyszy wyjaśnienie. - Litości, chce mi się spać! Powiem wam tyle, że będziemy odbijać tamtą twierdzę <wskazuje na HJ> z rąk istot, które powinny być tu <pokazuje na swoje stopy> i jak się wszyscy cholerni bogowie nie wyśpią, to nas zmasakrują! Rzekłem! Kładzie się ponownie i przykrywa kocem. - Chcecie konkretów, pogadajcie z kimś innym. Ja jestem zmęczony. Zamyka oczy i przyjaźnie krzyczy. - Dobranoc! ------------------------ Dobra, poszedłem spać. Wszystkie pytanie do mnie już ignoruję, a bitwy też dziś nie będzie, bo zaraz muszę lecieć. Goloman: Ja nie mam drugiego ja, tylko latające pomarańcze!
-
Powinna, ale zacznie się jutro po południu. W nocy się nie szturmuje na zamki, bo jest pogorszona widoczność. Przykro mi, ale ciągle przy kompie siedział nie będę, nie?
-
Można mieć tylko jeden sojusz, czyli tylko dwie cywilizacje mogą razem uderzyć. Ze mną sojusz mają wszyscy, ale nikomu nie pomagam w walce. Nikomu. Jednostki odnowią się, kiedy wrócą na sojusznicze terytorium. Dobra. Zrobię drugą stronę naszej mapki. Ale oczywiście, droga do KAŻDEGO terytorium, ma taką samą długość.
-
Miejsc jest tyle, ile jest. Nic na to nie poradzę. Już nie będziemy robić nowej, tylko, że z mniejszymi prowincjami. Chyba, że chcecie? Co?
-
- Dotarliśmy. Wykończony boski pochód, dotarł w końcu do obozu rozstawionego przez wojska... rohańskie? - Jak to? Zaczekajcie tu. Bogowie zaczynają się rozkładać. Tytokus podchodzi do jednego z dowódców. - Co wy tu robicie? Nie powinniście być w środku? - Nie. - No to kto jest w środku? - Urukowie. - Tak? I musicie zdobyć zamek? - Tak. - Świetnie. Naprawdę świetnie. - Pomożecie nam. - To było pytanie? Dowódca odchodzi. Tytokus spluwa. - Cholernie rozmowni są tu ludzie. Trudno, jak trzeba to im pomożemy. Wzywa kilkanaście pysznych pomarańczy. - Jemy. Musimy się posilić. Pewnie za niedługo uderzymy. Tytokus zjada pomarańcze i układa się. - Idę spać. Zasypia. ---------------------- Odpoczywamy po długiej drodze. Wielka bitwa-wieczorem, ok. godz. 20.30. Nie liczcie na szybkie zwycięstwo.
-
2# Ludzie odchodzą i przychodzą. Gnomy także. Ale ten gnom, umiłowany przez Ravenosa, dzięki swojej wiernej służbie w ruinach Osgiliath, powrócił do świata żywych, by dalej służyć i pomagać. Achievement unlocked: Wskrzeszający gnomy
-
Tytokus zastanawia się. - Nie mam pojęcia. Ale pewnie w Morii powinniśmy znaleźć środek by wynieść się z tego niby safari. Mieliśmy się rozerwać, a znów ratujemy świat. Wzdycha. - Nieważne. Czas ruszać! Zbierać się! Pogania bogów do wstawania. W locie chwyta swoją pomarańcze i zjada ją. - Ruszamy do tego Helmowego Jaru. Może faktycznie jesteśmy tymi złymi, ale mamy robić to, co nam powiedział Faramir. Ściemnia się. - Będziemy szli całą noc. Nad ranem, jak już dojdziemy to sobie odpoczniemy. Trzymajcie się. Wstaje przed zbierającym się pochodem. ---------------------------- Jest dobrze, chociaż wasze myślenie mnie niszczy. Ja tak o tym nie myślałem, ale gratuluję pomyślunku. Zresztą, ja sam nie wiem dużo, więc nie kierować do mnie pytań. Znaczy moja postać. To tylko domysł. Aż do ok. godziny 13 jutro, będziecie sobie szli do Rohanu. Nie dochodzimy tam, możemy gadać, zatrzymywać się na chwilkę, albo tłuc się z niedobitkami orków. Ale nie oddziałami. Ruszamy! @edit James, ja nigdy się o nic nie obrażam, a pomarańcze istnieją tylko po to, żeby pomagać.
-
Znaczy, widzę, że dałem mało miejsca na legendę. Nie ścieśniajcie tego, po prostu narysujcie to, co musicie i się domyślimy. zs
-
Eh... Nie wiem. Pomyśl, może coś wymyślisz. @Kazama Jeśli nie przestaniesz pisać cztero, czy tam pięcio linijkowców to się zdenerwuję. I założę się, że nie tylko ja, bo twoje wypowiedzi są baaaardzo krótkie.
-
@up Nie. Może tu wiele nieścisłości, ale chciałem stworzyć coś ciekawego, a na szybko ciężko. NADESZŁA MAPA! (W legendzie są tylko dwie rzeczy. Dlaczego? Bo legendę tworzycie wy! Jak chcecie coś tam umieścić, to po prostu tam dajecie i podpisujecie. Mapa jest w .png, żeby łatwiej było rysować. Rysujcie z lotu ptaka, albo tak jak ja, niby od boku. Od was zależy. I podpisywać swe ziemię. I zasady: - Na mapie każdy może wziąć jedną lub dwie prowincje (jak mu pasuje). - Otrzymuje się wojska zgodnie z wielkością podbojów cywilizacji: za każdą jedną prowincję otrzymuję się 100 piechoty i 25 jazdy (na początku obowiązuje to także). - Wszyscy bogowie, którzy nie mają własnych cywilizacji, lub ich cywilizacje zostaną zniszczone będą mieszkać u mnie (Jestem neutralny. Każdy kto mnie zaatakuje, nie ma ze mną szans i zjadę mu wojsko.) - Cywilizacje podczas wojny, mogą zostać doszczętnie zniszczone, lub mogą zostać prawdziwym imperium. - Każda cywilizacja będzie się specjalizować w czymś niedostępnym dla innych np. moja w leczeniu. - Każdy Bóg bez cywilizacji przebywa u mnie. (Dostęp do Osiedla zostanie zablokowany.) - Do Kart Cywilizacji dodajemy zakładkę "Posiadane Ziemie" i "Specjalizację". - Do rozstrzygania bitew będę używał symulatora z plemion. (Piechota-Pikinierzy, Konnica-Ciężka kawaleria) - Każdy może zawrzeć tylko jeden sojusz, ale nie liczy się do tego moja neutralność. - Jeśli jakaś cywilizacja zostanie zniszczona, jej przedstawiciele nadal są na Boskim Osiedlu. I moja cywilizacja: CYWILIZACJA: Nazwa cywilizacji: Tytianie Rasa: Draenei Opis wyglądu: Zamiast nóg, posiadają umięśnione kopyta, mężczyźni posiadają wydłużony płat czołowy czaszki, oraz "macki" wychodzące z bokobrod, kobiety mają natomiast coś na kształt rogów, a ich macki wychodzą z okolic uszu. Kobieta ; Mężczyzna Cechy szczególne: Pokojowo nastawieni, jednak mimo to, dobrzy wojownicy. Doskonale opanowali hodowlę i uprawy w przeraźliwie zimnych krainach (tzw. podziemne pola). Jako jedyni na planecie, doskonale znają się na leczeniu. Architektura: Piękne marmurowe i kamienne budynki, przeplatane kryształami. Np. takie i takie. Kultura: Niezachwianie neutralni. Zamiast walczyć z najeźdźcami, zawsze paktują. Rozwijają naukę dotyczącą gospodarki, zdrowia, rolnictwa i nowych technologii. Opis cywilizacji: Początkowo handlarze drewnem, dzięki swej niezachwianej neutralności rozrośli się do rasy, która paktowała w imieniu wszystkich innych, i była obecną przy zawarciu każdego pokoju. Stali się kimś w rodzaju pośredników, a dzięki swoim umiejętnościom leczniczym mogli zachować swą neutralność, gdyż często byli potrzebni innym rasom. Ich tereny to prawdziwy azyl dla przestępców, i miejsce wypoczynku dla przyjaciół ich ukochanego Boga - Tytokusa, który przybył, by się nimi opiekować, i pokazać im nowe kierunki w leczeniu i rolnictwie. Każdy tutaj może zostać i zasymilować się, nigdy nie zostanie wydany wrogom czy przeciwnikom. Rządzi nimi ich Bóg, a podczas jego nieobecności, rada starszych. Środowisko: Mnóstwo lasów iglastych, istnieją tylko 2 miasta, stolica i 6 wsi, które prowadzą tzw. pola podziemne, w których głównie uprawiane są pomarańcze. Posiadane Ziemie: 1 Specjalizacja: Leczenie. AKT STWORZENIA: Przybyli na tą planetę, tysiące lat temu, a najdawniejsze baśnie nie pamiętają jak zostali stworzeni. Ostatnie możliwe przekazy mówią o wypędzeniu z innej planety, i osiedleniu się tutaj, pomimo trudnych warunków. Daje to dużo do myślenia i pracy historykom i archeologom. I każdy dodaje dwa podpunkty: "Posiadane ziemie" i "Specjalizacja"! Powołuję się na Rankina! To tyle. Jestem z siebie dumny, i proszę mi gratulować.
-
- Niechaj zdechną! Podbudowane moralnie wojska zaatakowały orków. Bogowie, nawet ciężko ranni siekli niemiłosiernie. - LOK'TAR OGAR! Zewsząd zaczęli słyszeć podobno krzyki. Orkowie tracili siły, i nawoływali do odwrotu. - Gonić ich! Do rzeki! Orkowie zaczęli pierzchać. Byli dobijani przez rozzłoszczonych Bogów i zdeterminowanych gondorczyków. Łamał ich także widok enta. Uciekli w stronę rzeki, wskoczyli na swoje zniszczone łodzie, i nędznym resztkom udało się wrócić za rzekę. - I nie wracajcie poczwary! Znaczy cholery! Tytokus dyszał. Samemu nic mu się nie stało, bo zewsząd otaczały go pomarańcze, które teraz i tak ruszyły za uciekinierami, ale wiedział co się stało z innym bogami. - Zajmę się wami! Pomarańcze! Zebrać wszystkich! Wzywa inny rodzaj pomarańczy, które przynoszą rannych. Bandażuje i oczyszcza im wszystkim rany. Wtedy z Jamesem, dzieje się coś dziwnego. Tytokus wzdycha. - Jego też. Podczas pracy, zagaduje do Faramira. - Teraz powinniśmy ruszyć do Minas Tirith, tak? - Nie. - Nie? - Nie. Minas Tirith już się obroniło. - Jak? - Normalnie. Jedźcie do Helmowego Jaru. - Jaru? - Tak. - Na pewno? Faramir odjeżdża. - Wiem! Tytokus pstryka palcami. - Przez te wasze zabawy z czasem trafiliśmy do odwróconego Śródziemia. Ratujemy je od tyłu. Ale chyba pominęliśmy Minas Tirith. Wzdycha. - Przygotujcie się. Za godzinę ruszamy na ziemię Rohanu. Odchodzi i zajmuje się rannymi Bogami. ------------------------------- Do kiedy nie napiszę, że ruszamy do Rohanu, nie ruszamy się z tych pięknych ruin. Ok. godziny 20.30 napiszę następnego posta. Do tego czasu, zdrowiejcie, gadajcie no i oczywiście posilcie się! PS: Ale nie podjadać pomagających mi pomarańczy! PS2: No i przypominam-Orkowie są już za rzeką i gonią ich resztki moich pomarańczy. Wy już nic im nie możecie zrobić.
-
Jestem bardzo często, ale litości, nie no-lifuje...
-
Bogowie po krótkim wycofaniu się, są już u bram zrujnowanego pałacu namiestnika Osgiliath. - Książek! Szukaj Faramira! Rzuca mu jakąś butelkę. - Daj mu to jak go spotkasz! Krwawa sieczka trwa, nie ma już gdzie się cofać... znaczy taktycznie odwracać, bo stoją pod ścianą pałacu. - YOU SHALL NOT PASS! Tytokus robi mieczem, wręcz zadziwiająco jak na medyka. Wyczerpani i odmoralizowani (fajne słowo xd) gondorczycy, padają jak muchy. - Nie przejdziecie! Po moim trupie! Widzi, że jeden z bogów wskrzesza umarłych. - Przestań do cholery! Tnie następnego orka. - To jest safari?! Bogowie! Musimy obronić Osgiliath, inaczej Śródziemie padnie, i pisarz nigdy nie napiszę książki! Nie możemy do tego dopuścić! Nie jako Bogowie! Słyszy trąby bojowe Gondoru. Faramir się znalazł i wrócił z wybawieniem. - Zgińcie, psy! - Za Gondor! - Faramir wrócił! Do walki. Rozpoczęła się ostatnia potyczka na schodach pałacu... Ona miała o wszystkim zadecydować. - Zajmę się rannymi. Tytokus opatruje rannych. -------------------------- Ostatnia szansa by obronić Osgiliath. Mój następny post kończy bitwę. Do tego czasu (30 min.) bijcie się zaciekle.

