Skocz do zawartości

konjel

Forumowicze
  • Zawartość

    117
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wpisy blogu napisane przez konjel

  1. konjel
    Gdy noc była bliska, wieczoru pewnego
    Pisarza wzięło na coś nowego
    Flaszkę odstawił, do spodni wskoczył
    I do gabinetu swojego wkroczył
    Zasiadł w fotelu, lampkę zapalił
    Sięgnął po fajkę, aby popalić
    Chwycił za pióro, kartkę podsunął
    I plan misterny wtem mu odfrunął
    ?O czymże pisać??-mruknął do siebie
    I tak myślami pogrążył się w niebie
    Czy pisać o kraju, o sytuacji
    O gospodarce, sejmie i nacji?
    Czy o Lepperze, Tusku i Rywinie
    Których to miejsce w Faktach nie ominie?
    A może coś wymyślnego
    I jął się przenosić do kraju barwnego
    Gdzie paladyni w srebrzystych zbrojach
    Gdzie potwory i mary w podziemnych pokojach
    Gdzie krasnoludy pod ziemią ryją
    Gdzie elfi łucznicy w lasach się kryją
    ?Niee..?-rzekł pisarz ?To zbyt banalne?
    ?Lepiej się przenieść na sprawy moralne?
    O bogu pisać, o teologii
    O tym jakie filozof przekracza progi
    Czymże jest honor i śmierć w boju
    A czym stos jabłek w starym pokoju
    Pisarz siedział, myślał i ślęczył
    Lecz pomysłu żadnego już nie wymęczył
    Porzucił pióro, fajkę odłożył
    I na blacie biurka zmęczon się położył
    I tak kiedy sen nań schodził
    W jego umyśle pomysł się narodził
    Ujął pióro w dłoń, przytrzymał kartkę
    I na papier przelał słowa tego warte
    Skończył dość szybko, uśmiechnął się szeroko
    Na błędy własne przymknął nawet oko
    Odszedł od biurka, ubranie złożył
    I pod kołdrą puchową ciało ułożył
    I smutek z głowy pisarza pierzchł
    Bo napisał jak i o czym napisać wiersz?
  2. konjel
    Będąc w Hel(l)u ostatnie 3 dni postoju przeznaczyłem na sesyje D&D oparte wyłącznie na storytelling'u i okazjonalnych rzutach kośćmi wraz z niesamowitym gościem zwanym Rennkar. Osoba potrafiąca tak opisywać, że po długim opisie musiałem jakieś 10 minut go trawić i dochodzić do normalnego stanu. Pierwsza sesja:
    Akcja rozgrywa się w Dolinie Lodowego Wichru, fabuła na książce o pewnym dobrym drowie oparta była. Grałem krasnoludzkim wojownikiem z rodu Battlehammerów żyjącego w mieście pod Kopcem. Ogólnie sesja bardzo krótka, podejrzewam, że wszystkie sytuacje żywcem wyjęte z książki. Zaprzyjaźnienie się z Drizzitem Do'Urdenem było jednym z barwniejszych i fajniejszych momentów. Nie pamiętam dokładnie na jakim momencie sesja się skończyła, ale pewnie gdzieś w okolicy rozmowy z Breonorem Battlehammerem, który zdążył już rozmawiać z drowem, do którego był wcześniej negatywnie nastawiony.
    Druga sesja:
    Prowadzona przeze mnie. Wykorzystałem stary, niewykorzystany patent na sesję. Bohaterowie- mag Rennkar wraz z Mistrzem i od pewnego momentu wędrowcem Martinem (obie postacie jako NPCty). Opiszę nieco realiów: Stary zakątek świata, pozostałość po państwie, którego nazwy nikt już nie pamięta. Niegdyś władca tego kraju sprowadził krasnoludy do Gór Księżycowych, do Doliny Żelaznej, aby tam wydobywały niezwykły kruszec. Żelazo o niezwykłej lekkości. Gdy połowa miasta Mardangal tworzonego z celem bycia punktem przerzutowym metalu, a także wstępnego przetopu została ukończona żelazo... znikło. Ruda wydawająca się być żyłą złota skończyła się. Krasnoludy opuściły pospiesznie teren Doliny, a wraz z nimi odeszło szczęście i bogactwo. W kraju nastała bieda, stolica stała się zwykłym miastem, a mieszkańcy musieli przerzucić się na rybołówstwo. Mieszkańcy Mardangalu zaczęli handlować z przyjaźnie nastawionymi svirfneblinami, które pojawiły się w kopalniach, ale po pewnym czasie i one zniknęły. Dodatkowo od niedawna na powierzchni zaczęły pojawiać się stworzenia znane tylko z bajek i opowieści. Podziemne stworzenia... W takiej mniej więcej scenerii zaczyna nasz bohater wraz z Mistrzem w karczmie "Na Rozdrożach", rzut kamieniem od stolicy Forwold jak i od Mardangalu. Sesja przebiegła bosko, wzajemnie się uzupełnialiśmy. Rennkar coś rzucał, ja coś dodawałem. Ja rzucałem coś, on to wypełniał. Bohaterowie szybko wyruszyli do Mardangalu wraz z nowym towarzyszem. Był nim podróżnik Martin, typowy łowca lubujący się w zabijaniu potworów, dodatkowo pracujący dla Rady Miasta Forwold. Szybko dowiedziano się o magu-miłośniku czarnej magii osiadłego w okolicy Mardangal w celu badania resztek rudy, jej sił magicznych i wpływu na wykonane zeń przedmioty. Po drodze do kopalni bohaterowie znaleźli protoplastę reaktora atomowego (no co?! ) w ruinach starej wieży pseudonekromanty i dowiedzieli się o co w tym wszystkim dyga. Na koniec mag zamknął portal magicznym amuletem maga-nekrofila Abaddona... w postaci polimorfanego orka, demon w portalu musiał się zdziwić . Mimo, że nie wszystko poszło tak jak miało być w oryginale to ta sesja należy do jednej z najlepszych w mym życiu. O trzeciej sesji już wkrótce.
  3. konjel
    Przez kilka miesięcy udało mi się zrobić dwa sensowne filmy.

    Jest to po prostu zlepka fajnego filmu i fajnej muzyki. Myślę, że nieźle pasuje.
    http://www.youtube.com/watch?v=5wKwY0DxuL4
    Jest hołdem dla Polski. I jednocześnie potwierdzeniem, że my, Polacy, jesteśmy "Masters of the World"
  4. konjel
    Kolejny dowód na to, że radzieckie militaria były trwałe i mocne. T-55 to uczestnik wielu kampanii na bliskim wschodzie, pierwszy czołg, w którym zastosowano osłony antyradiacyjne. Zaiste piękny w swej prostocie.





  5. konjel
    Bardziej rozpoznawalny M113A1, transporter opancerzony. Wielu kojarzy go z filmu "Full Metal Jacket", był wykorzystywany przez USA od końca II Wojny praktycznie przez resztę wieku. Ciekawostką jest, że żołnierze często siadali an dachu, aby uniknąć uderzeń głową w sklepienie na wybojach.






  6. konjel
    Dawno mnie tu nie było, warto więc cosik dodać. NA początek chciałbym przybliżyć wam zapewne nieznany temat- modelarstwo. Zapewne wielu z was kojarzy tą nazwę z fanatycznymi i mozolnymi składaczami w okularach -100. Otóż wcale tak to nie wygląda. Modelarstwem zainteresowałem się już właściwie w wieku 11 lat, gdy zacząłem kupować serię pism "Władca Pierścieni: Gry Strategiczne w Śródziemiu", a także wykonywałem dodawane doń figurki. No, ale cena pisma rosła, a ilość dodatków nie, więc poprzestałem na mojej liczącej ponad sto różnych figurek armii. Nie tak dawno czyli jakieś 2 lata temu zainteresowałem się modelarstwem plastikowym, konkretnie militarnym. Zapewne zadziałały tu geny dziadka, który również jest zapalonym modelarzem (aktualnie składa Bismarck'a), a nadto służył w LWP więc na militariach też się zna. Na szczęście w szkole istniało już kółko historyczno-modelarskie, które prowadzi przesympatyczny nauczyciel historii (z którym nawet wymieniamy się grami ). Dołączyłem do kółka i zrobiłem swój pierwszy model takiego rodzaju- Sherman w skali 1:72. Cóż, pięknością to on nie był, ale jak na mój pierwszy model plastikowy wyszedł... nieźle. Dziś moją pasją są czołgi, tudzież wszystko inne co jeździ, pełza, turla się lub chodzi. Nie mam jakiejś specjalności, znam się nawet na czołgach Amerykańskich i na Radzieckim sprzęcie, potrafię także nieźle wykonać figurki. Co ważne skal jest kilkadziesiąt, wspomniane 1:72, 1:400, 1:35, 1:76, 1:24, 1:48, 1:42 i wiele wiele innych, dlatego każdy może znaleźć coś dla siebie. Niestety modelarstwo nie należy do tanich hobby. Niektóre modele kosztują grubo ponad 200 złotych, ja na szczęście nie mam takiego problemu, gdyż modele pojazdów i figurek kosztują najwięcej około 50 zł i tej górnej granicy się trzymam. Do tego dochodzą jeszcze farby, noże, pilniki i cała masa innych narzędzi. Niektórzy mogą już dostać szału na samą myśl o koszcie, ale modelarstwo ma ukryte wielkie zalety. Przede wszystkim modelarstwo militaryjne uczy historii. Przed składaniem modelu należy czegoś się o nim dowiedzieć, jak wyglądał jakie ma szczegóły, jakie miał wersje tak normalne jak i malowania, gdzie walczył itd. jednak ktoś może pomyśleć by zajrzeć gdzieś głębiej, może była jakaś wyjątkowo heroiczna batalia, w której czołgi danego typu uczestniczyły? Po drugie modelarstwo uczy cierpliwości i tego wyjaśniać chyba nie muszę i nie będę. Po trzecie uczy także godzenia się z porażką (ach ten mój PzKpfw IV), bowiem często jeden głupi błąd potrafi zepsuć cały model. Niejednokrotnie może się zdarzyć, że modelarz będzie rzucał mięsem gdzie popadnie i zadecyduje o jak najszybszym wyeksmitowaniu modelu do kosza. Ale zaraz! Przecież nawet rozwalony model można wykorzystać. Masz zniszczonego Tygrysa, nad którym pracowałeś wiele dni? Dokończ go i ustaw na zimowej makiecie jako dymiący wrak. Takie rozwiązania często umilają życie tak modelarzom jak i oglądaczom. Ostatnia rzecz to to, ze modelarstwo jako tako wyrabia pewną rękę i uszy malowania. Oczywiście, niektórzy mogą uczyć się czegoś latami i nadal tego nie umieć, a jakiś nowy pasjonata zrobi to bez drgnięcia palcem, ale mimo to każdy modelarz ma inne asy w rękawie. Pewnie zapytacie jakie ja mam asy . No to potrafię zrobić oczy figurkom w skali 1:72. Nie, pewnie, że nie są to pełnoprawne oczy, ot czarne przecinki ustawione na bok. Ale czasem uda mi się dzięki odpowiednim ustawieniu i namalowaniu oczów wywołać fajny efekt. Na przykład ostatnio malowałem oczy amerykańcowi i wyszło mi coś takiego- O.< a jako iż żołnierz jest w pozycji "wybiega" i trzyma się ręką za hełm wygląda to jakby miał ból głowy, albo chciał jak najszybciej dzidnąć za najbliższą osłonę. No, każdy modelarz ma inne techniki i inne umiejętności, pośród 50 modeli takiej samej firmy, skali i nawet wersji malowania nie znajdziecie nigdy dwóch takich samych modeli, każdy będzie inny i przez to każdy będzie miał duszę. Czyli:
    Modelarstwo to świetny sposób na wyładowanie weny i pieniędzy w coś co uczy cierpliwości, historii, wyrabia silną wolę i jest niesamowitą frajdą. Każdemu zdecydowanemu bliżej poznać to zagadnienie polecam forum www.dioramy.fora.pl gdzie panuje fajna atmosfera, każdy może wstawić zdjęcia warsztatu i gotowych modeli, można tam podyskutować, wymienić doświadczenia i wiele więcej.
    A teraz mała galeria moich modeli:
    Nieznany polski czołg o nazwie 7TP. Niewielu wie, że Polska miała czołgi przed II Wojną. Maszyna innowacyjna (jako jedna z pierwszych na świecie korzystała z silnika wysokoprężnego) i zdolna do równej walki z niemieckimi PzKpfw I i II.







  7. konjel
    30 września 2017
    Jestem pod wrażeniem zebranych zapasów. Razem mam wszystkiego: jakieś dwadzieścia konserw, około pięćdziesiąt batonów, wafli i innego wysokokalorycznego badziewia, dziesięć butelek wody i różne leki. W nowym świecie nie chciałbym, żeby położyła mnie grypa czy jakaś choroba. Ponadto nowa broń- łom. Siedziałem przed telewizorem, ale nie nadają nic nowego? Same powtórki? Obawiam się najgorszego? Eh, cholera? Idę przeszukać net, może tam coś będzie?
    1 października 2017
    Te stwory na pewno posiadają pamięć! Dziś znowu odwiedził mnie listonosz i tak samo jak poprzednio odszedł po pewnym czasie? Zadziwiające, co te potwory mogą jeszcze udawać? Nie wiem co tu jeszcze napisać? Idę zrobić sobie obiad?
    2 października 2017
    Dex rusza na północ? Będę z nim utrzymywać kontakt telefoniczny? Nie jest dobrze, coraz częściej są kilkugodzinne braki w prądzie. W necie nie ma nic nowego? Przejrzałem forum ZombieZ, aby utrwalić informacje o przeżyciu w świecie opanowanym przez truposzy? Chwila, coś się dzieje? Czyżby znowu listonosz?
    3 października 2017
    Jasna d*pa! To było przerażające? Po kolei?
    Poszedłem przedwczoraj zobaczyć co się dzieje, ktoś walił w drzwi. I ja, skretyniały idiota, w odruchu otworzyłem je? Potem było szybko, do środka wlały się zombiaki? Nawet nie wiem ile dokładnie ich było? W każdym razie powaliły mnie i chciały zacząć mnie pożerać? Przeturlałem się i zacząłem główkować za jakąś bronią. Przy sobie miałem jedynie prowizoryczny miotacz ognia? Było ryzyko, że wywołam pożar, ale wolę spłonąć niż zostać czyimś obiadem? Odpaliłem go i skierowałem płomień na truposze, nie było ich dużo (na szczęście). Gdy tylko się zajęły wstałem i pobiegłem do salonu po broń. Chwyciłem łom i zacząłem panicznie okładać i kopać zdechlaki, byleby tylko wylazły stąd. Dwa upadły w przedpokoju, resztę udało mi się wypchnąć na korytarz. Te dwie grzanki wywaliłem przez balkon i obejrzałem ściany? Wszystko było osmolone jak cholera. Jeszcze trochę a wieszaki z kurtkami by się zajęły. Dogasiłem tlące się gdzieniegdzie iskry? Później przypomniałem sobie o książkach, o tych wszystkich rzeczach, których już zapewne nigdy nie zobaczę? Zacząłem więc łapczywie czytać? Lema, Tolkiena, Sapkowskiego? Czytałem dobre kilkanaście godzin?
    4 października 2017
    Dziś spokojnie dokończyłem ostatnio kupiony model? T-34/85 w skali 1:72? Piękny okaz? Nie starczyło mi materiałów na podstawkę niestety, ale i tak ładnie się prezentuje w mojej kolekcji modeli? Nadmienić muszę, że jest godzina 18:22, a prąd wyłączyli przed dziesiątą? Wychodzi na to, że elektrownia padła? Nie jest dobrze? Te parę świeczek starczy najwyżej na jeszcze jedną noc, dobrze, ze mam jeszcze dwie dobre latarki i komplet baterii? Chyba czas się stąd ulotnić?
    5 października 2017
    Pożegnałem się ze wszystkimi rzeczami? To nie było łatwe? Cały mój dobytek zostawiam tutaj? Ironia, zupełnie jak podczas wybuchu w Czarnobylu, o którym się tyle uczyłem? Do kostki spakowałem pięć butelek wody i czekolady, batony etc. Uzbrojenie stanowi teraz łom, i łyżka do butów przerobiona na tasak? Po drodze mam zamiar wstąpić do Polo, może dłużej tam zabawię? W drogę.
    C.D.N.
  8. konjel
    Otóż chciałbym przedstawić tutaj mój krótki komiks, który stworzyłem dobre parę miechów temu. Cienkie, nudne, brzydkie... ale (mam nadzieję) że śmieszne . Prace nad komiksem... cóż, ciężko mi stwierdzić bo niby cośtam dorysowywowywuję co jakiś czas aaale... jak bedzieta chcieli to wrzucę

    1.
    http://img233.imageshack.us/img233/5751/img0655w.jpg
    2.
    http://img140.imageshack.us/img140/2903/img0656w.jpg
    http://img188.imageshack.us/img188/6407/img0657l.jpg
    3.
    http://img140.imageshack.us/img140/1181/img0658e.jpg
    http://img233.imageshack.us/img233/4782/img0659a.jpg
    http://img170.imageshack.us/img170/1796/img0660t.jpg
    Bonus:
    http://img132.imageshack.us/img132/6058/img0661t.jpg
    4.
    http://img233.imageshack.us/img233/9672/img0663r.jpg
    5.
    http://img268.imageshack.us/img268/8089/img0664p.jpg
    http://img233.imageshack.us/img233/6233/img0667.jpg
    Kampania (czyli zbiór odcinków w miarę konkretnie powiązanych fabularnie):
    http://img148.imageshack.us/img148/8771/img0668w.jpg
    1.K
    http://img268.imageshack.us/img268/6359/img0669r.jpg
    2.K
    http://img169.imageshack.us/img169/4346/img0673.jpg
    http://img132.imageshack.us/img132/1972/img0674.jpg
    http://img170.imageshack.us/img170/43/img0675b.jpg
    3.K (Pomysł by Inu)
    http://img132.imageshack.us/img132/16/img0676.jpg
    http://img233.imageshack.us/img233/2316/img0677w.jpg
    4.K-Koniec
    http://img228.imageshack.us/img228/2974/img0679h.jpg
    6.
    http://img216.imageshack.us/img216/7599/img0681q.jpg
    http://img268.imageshack.us/img268/7303/img0682yze.jpg
    7.
    http://img228.imageshack.us/img228/3686/img0683l.jpg
    http://img233.imageshack.us/img233/9971/img0684m.jpg
  9. konjel
    W skromnym domostwie Rączki, w chacie z sosnowych bali, gdzieś na lesistych, mroźnych stokach Gór Miedzianych, trwało ogólne podniecenie. W wysokim salonie stała potężna choinka. Rączka, znany jako Wergosil Nambalung syn Ninque Narmo, oczekiwał na gości żmudnie zawijając prezenty. Po chwili do drzwi, przez zaspy śniegu, dobili się Inu, ten ubrany w gustowny czarny płaszcz, skórzany kubrak i wysokie buty, wraz ze swoją siostrą Kashią, ta odziana była, jak na wikińską wojowniczkę przystało, w łuskową zbroję z elementami skórzanymi, dumny, skórzano-stalowy hełm, i dziarską, szeroką tarczę na plecach. Gdy oboje weszli Inu z miejsca postanowił przygotować przysmak z dawnych lat- zapiekany chleb z serem i przyprawami, a Kashia zadeklarowała pomoc w ubiorze choinki. Nie minęło wiele czasu, gdy do domu dotarli kolejni goście. Pierwszym z nich, krępym, brodatym krasnoludem w okutej zbroi ozdobionej licznymi symbolami mężności, był Dex Kanon, wraz ze swoją małżonką hobbitką o imieniu Fern. Zaraz za nimi Wergosil witał kolejno- medyka pałającego się w wolnych chwilach trubadurstwem Vojciecha z Lubii, potężnie zbudowanego Symona von Okolum wraz z niskim, acz bystrookim Blarzeyem z Witkowic. Za nimi nadciągali już dwaj znani bardowie, pan Jarkin wraz ze swoim towarzyszem Wawerem. Jakby tego było mało od strony południowej nadeszli jeszcze Sabcio von Zalabskinen, woj Thesior, mag Cro, oraz inni- Odys, dziarski Nomadin, a także mężczyzna zwany Fiołek. Gdy tylko za ostatnimi drzwi zamknięto rozpoczęło się szykowanie posiłku. Co roślejsi mężowie ustawiali stół i krzesła, natomiast ci mniej rośli mężowie pomagali pani Kashii w rozwieszaniu ozdób, szykowaniu prezentów czy też pichceniu i szykowaniu potraw oraz zastawy. Wtenczas do drzwi dobił się również Matthew Raven podróżnik z odległych krain. Podczas szykowania rozpoczęły się rozmowy o najróżniejszych tematach, od wojen orków, poprzez nowoodkryte krainy i wyspy na południu i wpływy polityczne króla Verdonii Darkona II na ekonomię aż do broni, tych nowatorskich jak i najzwyczajniejszych. Gdy wszystko zostało ukończone goście i gospodarz byli zachwyceni. Choinka ozdobiona była setkami różnokolorowych bombek, dzwonków, cukierków, błyszczących kamieni, świetlistych łańcuchów i igrających świateł, a na jej szczycie wyobrażona była wielka, błyszcząca gwiazda. Każdy kąt domu, każdy mebel i przedmiot opatrzony był jakąś ozdobą, począwszy od papierowych choinek, baranków, aniołków i prezentów poprzez magiczny brokat, włosy anielskie, aż do wyspecjalizowanych zapachów kwitnącej wiśni, wanilii czy też magnolii. W powietrzu unosiły się dziesiątki wyczarowanych, świecących różnokolorowo owadów, muszek, ważek, motyli i innych. W powietrzu unosił się wabiący zapach tymianku, bazylii, pieprzu, czosnku, gałki muszkatołowej i różnorakich ziół których nazwy mogły przyprawić o połamanie języka. Na potężnym, dębowym stole otoczonym rzeszą krzeseł, na pięknym obrusie ustawione były talerze, kubki, kieliszki, podstawki, półmiski, tace, miseczki, rondelki, serdelki, pudełeczka, wazy, dzbany, dzbaneczki i antałki przepysznych potraw i napojów. Wśród nich wyróżniały się wszelkiej maści ptactwo, zasmażane z ziemniakami kurczęta, pieczone gęsi, kuropatwy ze śliwkami, pawie i bażanty ozdobione masą listków, kwiatków i orzeszków, były tam także tace i półmiski z karpiami, flądrami, śledziami, mątwami, pstrągami, szczupakami, a także krewetki, małże, a nawet rekin. Pośród tych pyszności były również kiełbasy, szynki wędzone, duszona konina w sosie grzybowym, delikatna cielęcina z ogórkami, udźce z kóz czy bawołów i również cała moc owoców i warzyw głównie w przepięknie skomponowanych sałatkach, były to między innymi wszelkiej maści grzyby, kapusty, marchew, pietruszki, dynie, ziemniaki, groszek, fasola i wiele, wiele innych. Pośród trunków wprawne oko dostrzegłoby piwo jasne i ciemne z najlepszych browarów w tej części Ertiery, wina, księżycówki i wódki w tym te elfiego pochodzenia z najlepszych winnic i piwnic. Gdy wszystkie oczy napoiły się tym wyśmienitym widokiem, a także zapachami wszyscy zasiedli na wcześniej ustalone miejsca. Rączka podniósł rękę w geście uciszenia, wszystkie szmery ucichły. Wtedy podniósł się, wraz z trzymanym w ręku kuflem piwa i rzekł:
    -Moi mili znajomi, przyjaciele, podróżnicy, wojowie, magowie, smokobójcy, płatnerze, kowale, rzemieślnicy, grajkowie? Witam was w dniu 24 Zazimnia 222 roku 5 Ery, znanego krasnoludom jako 24 Grazvim, a elfom 24 Legferdel. Witam was w moim skromnym domostwie, w dniu Święta Narodzenia Bogów! Mam zaszczyt widzieć was w tak wielkim gronie, dziękuję, że wszyscy daliście radę przebić się przez skute lodem szczyty Gór Miedzianych, aby dotrzeć tutaj na wspólne świętowanie. Chciałbym z okazji tego dnia życzyć wam dużo zdrowia, szczęścia na co dzień, pomyślności w sprawach osobistych i jawnych, spełnienia nawet najskrytszych marzeń, miłości i ciepła w życiu, a także dużo złota, wiedzy, abyście zachowali w sobie najlepsze cechy i byśmy na wieki, aż do Czwartego Sojuszu Bogów pozostali przyjaciółmi! Wszystkiego najlepszego!
    Goście natychmiast obrzucili okrzykami rozradowania postać Rączki. Zaczęło się wychwalanie pod niebiosa przygotowań, ozdób i potraw a także drobne przechwałki, dyskusje, rozmowy, rozprawianie o sprawach doczesnych i wiecznych, nadmienić trzeba, ze podczas tej uroczystości poruszonych zostało tyle tematów, że wątpię czy w jakiejkolwiek księdze świata starczyłoby stron, aby wszystkie je opisać. Jak na komendę po rozpoczęciu rozmów rozpoczęło się ucztowanie. Goście zajadali się serami, świeżym pieczywem, zupami, przekąskami, mięsem, surówkami, sałatkami i całą resztą potraw popijając piwem, winem czy innymi trunkami, których tego dnia na tym stole było wiele. Po kilku godzinach rozmów i jedzenia goście stwierdzili, że nie zmieszczą już ani kęsa, a trzeba wam wiedzieć, że pochłonęli wszystko co było wystawione na stole, a także większość zapasów z kuchni i piwnic domostwa Rączki, samego piwa potrzeba było trzy beczki, to jest dwanaście antałków, które dają czterysta osiemdziesiąt kufli piwa. Gdy goście orzekli jednomyślnie koniec uczty przyszedł czas na rozdawanie prezentów i śpiewanie. Prezentów było tak wiele, że (wedle szacunków mych) pięciu rosłych mężczyzn miałoby problem z ich przetransportowaniem. Wśród grania i śpiewania udzielali się trubadurzy Vojciech, Jarkin i Wawer, śpiewał akompaniament osób, co jakiś czas zmieniając się, aby odebrać prezent. Podarunków owych było bez liku, wśród najbardziej wyróżniających się były- topory, miecze i sztylety wykonane misternie przez najznamienitszych krasnoludzkich kowali, drewniane ozdoby i drobne instrumenty wyrobione przez elfickich mistrzów, magiczne różdżki zmieniające kolor, tarczki z obrazkami, komplety ubrań i obuwia sprowadzone od najlepszych kupców Ertiery, a także wisiorki, diademy, naszyjniki, pierścienie wykonane kunsztownie przez najlepszych jubilerów. Gdy każdy nacieszał się swoim prezentem krasnoludy tradycyjnie urządziły konkurs picia, zwyciężyli, o dziwo na równi, Dex Kanon i Wergosil Nambalung. Po chwili wszyscy odśpiewali kilka znanych pieśni, a także wysłuchali najpopularniejszych ballad mistrzów lutni. Nikt nawet nie zauważył, że dawno minęła północ. W końcu jednak zabawa musiała dobiec końca. Każdy dziękował jak mógł za wyśmienity posiłek, prezenty i ogół uroczystości. Starzy i nowi znajomi żegnali się bądź zabierali do wspólnego marszu. Dwie godziny minęły na samych pożegnaniach gości. Gdy wszyscy opuścili domostwo pełni radości, podarków i szczęścia Rączka uaktywnił runę zakupioną specjalnie na tą okazję, która miała za zadanie posprzątać po zabawie.
    Dzień ten na całe lata zapadł w pamięci wszystkich zaproszonych tego dnia do Wergosila. Na całej Ertierze w najodleglejszych i najnowszych czasach nie było tak hucznego, radosnego i wspaniałego obchodzenia uroczystości Narodzenia Bogów?
  10. konjel
    Z Czerwonego Lasu choinka
    Z Kordonu ozdób skrzynka
    Z Jantaru prezentów moc
    Temu kałasz, jemu wódka a tym dwóm duży koc
    W bazie śpiewanie
    Żarcie i chlanie
    No i zabawianie
    Wspólne świętowanie
    Stalkerzy cały lud Zony wezwali
    Nawet Powinność i Wolność rękę se podali
    Wojskowy z Bandytą razem zajarali
    Najemnik ze Stalkerem flaszeczkę wychlali
    Każdy po prezencie chciał
    A więc Sid rabaty dał
    Barman z wódką nie nadąża
    Każdy stolik dziś okrąża
    Konkurs picia zakończony
    Wasia jest więc nawalony
    Śnieg na zewnątrz napier*ala
    Zombie śpiewa: Tralalala!
    Gigant, pijawa i kontroler
    Też zabawę mają w dole
    Z okazji tych świąt w Zonie
    Niech twój plecak w kasie tonie
    Niech ci kałasz się nie zatnie
    Niech cię mutas żaden nie drapnie
    Żebyś artów znalazł moc
    Byś miał farta dzień i noc
    Żebyś w Zonie długo żył
    I nogami się nie nakrył
    Z serca całego życzę tego ci
    Przyjacielu stalkerze, mordo moja ty!
    No tak, święta nadeszły. Opuśćmy na razie stalkerów i ich całkowicie bezalkoholowe(xD) harce w Zonie i przejdźmy do rzeczywistości. Wszystkim znajomym, sąsiadom, czytelnikom, oglądaczom z okazji tegorocznych świąt chciałbym życzyć dużo zdrowia, spełnienia marzeń, osiągnięcia życiowych celów, masy prezentów i kasiory, wymarzonych dziewczyn/chłopaków, samochodów, motocykli czy innych traktorów, dużo wiedzy, humoru, miłości i obiektywizmu no i... no to by było na tyle.
    Mimo wszystko jeszcze parę słów dodać chciałem. Jeśli masz w komentarzu wklepać jakieś durnowate dzieło chorego gibona zamieszczone na necie to lepiej nie pisz. Jako ateista właściwie nie powinienem obchodzić świąt, ale... Chodzi o to, że w tym wyjątkowym dniu cała rodzina (no, prawie) zbiera się razem, zasiada do posiłku, rozmawia, składa życzenia, jest razem... I o to chyba chodzi! Bo to, że raz w roku rodzina zbiera się żeby się za przeproszeniem nażreć, nachlać i nażygać dodatkowo zapominając o prawdziwym sednie tego czasu (którym jest Narodzenie Pana Jezusa u was chrześcijan) to to uważam za... dobra, dziś obędzie się bez brzydkich słów . Jednak w dzisiejszych czasach nie tylko to jest dziwne, nadto święta są taką okazją do chapania forsy, że nie da się tego opisać. Ale temat był już opisywany i tutaj go rozgrzebywać nie będę. Pamiętajmy, że liczy się duch świąt, a nie rzeczy materialne!
    Wpis kończę i wstydu sobie oszczędzam. Wesołych Świąt!
  11. konjel
    Stwierdzam z całą pewnością, że jeśli chodzi o robienie filmów to krąży nade mną jakieś fatum... Ech, w każdym razie przedstawiam wam moje kolejne "zaje*iste" dzieło...
    http://www.youtube.com/watch?v=qX3f5lCl16U&fmt=18
  12. konjel
    Pustynia. Jak okiem sięgnąć góry, sterty, hałdy? morze złocistego piasku skrzącego się od promieni słońca. I taki widok od czterech tygodni mam przed sobą o każdej porze. Wlokąc nogę za nogą, grzęznąc po kostki w piasku myślę. Myślę jak w jednej chwili człowiek może stracić wszystko? Straciłem dom, rodzinę, przyjaciół? Jedyne co mi zostało to podarte łachmany i niewystarczające zapasy? zbytnio niewystarczające. Gdy wyszedłem z bezpiecznego schronienia, gdy chciałem znaleźć rodzinę, której nie zdążyłem uchronić, zobaczyłem piasek i poza nim nic nie było. Idę tak cztery tygodnie i nie wiem czy jeszcze żyję czy już jestem trupem, nawet nie mam siły się modlić, otwieram tylko i zamykam miarowo spieczone usta. I nawet to nie jest najgorsze. Nie jest najgorszy brak możliwości przeżycia na dłuższą metę, brak celu, brak jedzenia i wody? tylko samotność. Ta świadomość, że być może tylko ty jeden chodzisz po tym globie. Nikt do ciebie nic nie powie, nie zaśmieje się z twojego dowcipu, nie poda ci ręki gdy się potkniesz, nie pomilczy z tobą w marszu? Nikt nie dobije cię gdy będziesz dogorywać w męczarniach, nikt cię nie pogrzebie, nie uroni łzy nad twoimi szczątkami, nie postawi ci krzyża? I tak będzie aż do usranej śmierci. Nie ma tu nic żywego, ani ptaków, ani owadów? nic. Nawet chmury zniknęły. Jaki jest jeszcze mój sens życia? Nie mam dla kogo żyć, bo już prawdopodobnie nikogo nie ma na świecie i nie ma po co żyć, bo też już nic nie ma. Teraz nawet schron, w którym się ukryłem jest już głęboko pod warstwą piasku. Ale prę naprzód. Co mną kieruje? Nadzieja? Samotność? Instynkt? Nie wiem? Jak ludzie ludziom taki los zgotować mogli? Ludzie nie nadają się do budowy cywilizacji. Wszystko wokół siebie niszczymy, a budujemy tylko po to, żeby mieć co zniszczyć. I jakaś siła sprawiła, że ludzie zniknęli. Jestem tylko ja na całej, bezkresnej planecie Ziemi. Idę tak i mimo, że powinienem minąć dwa duże miasta i z milion mniejszych osiedli to nadal widać tylko piach. Nie ma żadnego, najmniejszego śladu cywilizacji. Ani śrubeczki, ani kawałka papieru? Nic. Przystaję na moment. Daję spocząć obolałym nogom. Otwieram ostatnią butelkę, widzę na dnie ostatnie krople. Ostatnie kropeleczki życiodajnej wody na Ziemi, kropeleczki, którymi nie napoiłaby się nawet mrówka? ale mrówek też nie ma. Przechylam butelkę i pozwalam kroplom zsunąć się powoli do mej wyschniętej na wiór gardzieli. Biorę nóż i rozkrajam butelkę żeby wylizać resztki wody? Za późno, już wyparowała. Nie wiem co zrobić z butelką. Gdyby to był park miejski dwa miesiące temu pewnie wyrzuciłbym ją do stojącego nieopodal zardzewiałego pojemnika na śmieci. Być może za parę tysięcy lat jakiś archeolog odkryłby ją i tym samym okrył się zaszczytami i chwałą. Ale już nie ma nikogo kto by nawet spojrzał na nią. Mimo wszystko kładę ją obok na górce piasku. Wyciągam ostatniego suchara. Wkładam go ostrożnie do ust i przeżuwam dopóki ślina nie wypłucze całego smaku. Połykam powoli i ostrożnie zmielone na papkę resztki, aby nie podrażnić gardła. Sprawdzam co mam w plecaku. Kompas, i aparat fotograficzny, nóż leży na mej nodze. Sprawdzam aparat? nie działa. Piasek dostał się do środka, słyszę jak grzechocze pośród mechanizmów gdy potrząsam aparatem. Wobec tego też go odkładam. Wyjmuję kompas? Nie wierzę? Stoi w miejscu. Obracam go, podrzucam, stukam, walę w niego pięścią? i nic. Wskazówka nie rusza się, nie wyznacza kierunku. Nawet to zabrali? Jak mogli?! Zabrać pole magnetyczne?! Nie wierzę? Ciskam go za siebie. Plecak jest pusty? Słońce dochodzi do zenitu. Jest potwornie gorąco, pot leje się ze nie niczym wodospad. Czuję ból w nogach i w głowie. Nagle budzę się?. Leżę na piasku, ale nie widzę plecaka i reszty rzeczy. Czy usnąłem i nieświadomie poszedłem dalej? Patrzę za siebie, śladów nie ma, ale piach mógł je zmyć. Klękam i patrzę w niebo. Nic już nie wiem. Czy ja wariuję? Możliwe? Czuję potworną suchość w ustach, głowa pulsuje od bólu. Ciężko mi oddychać? Padam na pierś, a może nie padam? Nie wiem? Nic nie czuję, nic nie widzę, nie słyszę? Zapadam w mrok, wiem cóż to za mrok? Objęcia śmierci? Umieram samotny pośród wiecznych pustkowi Ziemi? Nawet nie mogę się wykrzyczeć ani wypłakać? Nie mam sił. Nie oddycham, ale mimo to nie boli mnie. Po chwili czuję chłód, przyjemny chłód? Obolałe mięśnie przestają boleć? Cisza? Ciemność?
    ***
    -Ej, Greg, co znalazłeś?!
    -Jakiegoś gościa? Poor bastard. Chyba umarł z wycieńczenia.
    -Już lecę? Ma coś przy sobie?!
    -Nie? Ej, prawie [beeep]ałeś mi w oko tym karabinem!
    -Zamknij się, i tak masz twardy plastik w goglach. No popatrzmy?
    -Ech? Nic tu po nas? Wracajmy do bazy, głodny jestem, a w ogóle to słońce niedługo będzie w zenicie?
    -Może chociaż go pogrzebiemy?
    -Nie ma czasu? Pieprznij krzyżyk na piasku butem? Zawsze coś?
    -Ale?
    -Chodź do cholery?
    -No? dobra?
  13. konjel
    Poranek był ciepły i rześki, Łysy zauważył, że mocno zaspał, niemniej odczuł miłe zaskoczenie, gdy przed namiotem, w rozwalonej skrzynce, zobaczył dwa, w miarę dobre, kombinezony EKO-1, sześć paczek liofilizowanej żywności, butelkę wody, pięć magazynków do kałacha i trzy do M4. Dla pewności przejechał nad towarem licznikiem, ale nie zauważył groźnego poziomu radiacji. Zapakował trzy paczki jedzenia i magazynków do plecaka, po czym ruszył do bunkra, do Profesorka, po lekarstwa na drogę. Pobiegł do zniszczonego domu i poszedł w prawo do skarlałych drzew, przeszedł przez stary plac budowy, przelawirował między krzewami i zobaczył niewielkie, szare wejście do bunkra z żelazobetonu. Tytanowe drzwi były w wielu miejscach powgniatanie i czerwone od rdzy. Przekręcił właz trzy razy w lewo i raz w prawo, z niemałym trudem zresztą, i wszedł do środka. Bunkier tonął od gęstej, lepkiej i wilgotnej ciemności. Łysy wyciągnął rękę do włącznika i zaraz ciemności rozwiały się. Poczuł smród znany z apteki, usłyszał ciche zgrzytanie wolno kręcących się wentylatorów, rozejrzał się. Nic się nie zmieniło od jego ostatniej wizyty, pomyślał, i miał rację, jedynie rury ciągnące się przez cały korytarz, pod sufitem, bardziej pordzewiały, zniknęło też kilka większych pajęczyn. Łysy westchnął i pomaszerował schodami w dół, ciągnęły się niemiłosiernie i kiedy stracił już nadzieję na dojście na dno przed końcem dnia, wtem ujrzał znany mu dobrze wyłamany z zawiasów właz. Drzwi na powierzchni były nowe, eksplozja bomby o dwieście kilometrów dalej wyrwała oba włazy, ale tego na dole nikt nie chciał reperować. Poszedł szarym korytarzem prosto, innej drogi nie było. Po bokach było mnóstwo drzwi, żaden ze znanych Łysemu ?obieżyświatów? nie przekroczył progu żadnych z nich, chyba, że umierając na noszach. Łysy zobaczył na końcu korytarza drzwi do pokoiku Profesorka. Zapukał, ze środka usłyszał ciche ?Proszę?, przekręcił klamkę i wszedł. Profesorek podniósł nań zapadnięte oczy. Postarzał się chłop, pomyślał Łysy, biedak, już włosy ma siwe, a dwa razy tylko na wyprawę poszedł. Profesorek rzeczywiście się postarzał, włosy miał białe jak śnieg, twarz przecinały liczne i głębokie zmarszczki, okulary tylko pogarszały wszystko jeszcze bardziej.
    -Jak babcię kocham- zakrzyknął chrypliwym głosem Profesorek.-Toć sam stalker Łysy złożył mi wizytę!
    -Jaki tam stalker- Łysy machnął ręką i usiadł na malutkim krzesełku naprzeciwko biurka.
    -Przyszedłeś na badania? Dawno nie byłeś, a chciałbym zobaczyć jak tam twoje zdrowie.
    -Nie, nie jestem na badania, ale moja wizyta ma dużo wspólnego z moim zdrowiem, o które się tak lękasz.
    -Ach?- westchnął Profesorek.- Więc idziesz na wyprawę, mówiłem ci żebyś już nie chodził. Po ostatnich wynikach zaniepokoiłem się bardzo, na szczęście nie jesteś nowicjuszem i przynajmniej zabijasz się powoli, ale dawałem ci najwyżej dwadzieścia lat.- rzekł doktor z wyraźnym smutkiem.- Teraz pewnie spadnie to do piątki albo i niżej.
    -Nie martw się o mnie Profesorku- powiedział Łysy, chcąc pocieszyć przyjaciela.- Mnie się nic nie stanie jeśli dasz mi teraz leki.
    -A daleko idziesz- zapytał lekarz wstając do szafeczki z medykamentami.
    -Niezbyt, na Czarne Skały i Żwirową Drogę.
    Doktor zamarł, odwrócił powoli głowę na Łysego, jakby nie dosłyszał. Teraz wydawał się jeszcze bardziej stary. Westchnął i wyciągnął z szafki trzy napełnione strzykawki, dwie małe buteleczki i trzy niewielkie saszetki.
    -Tu masz to co zwykle, jodek potasu- Profesorek postawił buteleczki na biurku.- preparat wapniowy i leukocyty.- obok buteleczek wylądowały saszetki i strzykawki.- Może chcesz płukankę?
    -Nie, płukankę zrobię sobie po powrocie- Łysy zgarnął wszystko do dużej kieszeni, a strzykawki wsadził do plastikowego pudełeczka i schował do drugiej kieszeni.
    -Będziesz na siebie uważać?
    -To zależy od wysokości nagrody, przecież wiesz- Łysy uśmiechnął się i wstał.- Im większa tym mniej na siebie uważam- uścisnął pomarszczoną dłoń lekarza i wyszedł.
    Kiedy dotarł z powrotem do obozu Żyd i Charlie już na niego czekali, ubrani w kombinezony i z całym wyposażeniem.
    -Gdzieś ty był? Czekamy z pół dnia.
    -Po prezenty- Łysy rzucił Żydowi dwie saszetki, a Charliemu jedną buteleczkę.
    -O, dzięki- zawołali obaj i schowali lekarstwa do plecaków.
    Łysy ubrał się pośpiesznie, ale dokładnie. Zarzucił plecak na plecy, a mavera zawiesił na rzemiennym pasku, na ramieniu.
    -No to co- oznajmił.- Paciorek i w drogę!
    Łysy zawsze jak szedł na wyprawę zabierał ze sobą manierkę z czyściutką wódką, nie zdarzyło się nigdy, aby zapomniał zabrać, czy nie napełnił jej. Tym razem nie napełnił, a na dodatek zapomniał.
    -Ech, golnąłbym sobie- powiedział zniekształconym przez maskę, basowym, szumiącym głosem.- Niech to szlag trafi.
    -Nie rozpaczaj- odrzekł Charlie identycznym głosem.- Po powrocie będziesz sobie mógł całą cysternę wódki kupić.
    Wszyscy się zaśmiali, a Łysemu wrócił humor. Lubił wspólne wypady, chłopaki w razie czego zawsze wiedzieli jak go rozbawić. Trójka szła gęsiego, jak wataha wilków, stąpając dokładnie po swoich śladach. Pierwszy szedł Żyd z licznikiem Geigera w dłoni, trzymał go daleko przed sobą, za nim szedł Łysy, z karabinem w pogotowiu i rozglądał się dokładnie od czasu do czasu, na końcu szedł Charlie też z dozymetrem, ale blisko przy sobie. Wszyscy usłyszeli trzeszczenie, Łysy jak na komendę krzyknął:
    -Stać!- wszyscy stanęli w pół kroku jak wryci i nawet się nie poruszyli, nawet nie drgnęli. Przed nimi leżało rumowisko kamieni obrośnięte trawą, mogli je wyminąć z lewej, w kierunku fabryki albo z prawej, w kierunku starych maszyn rolniczych i wzgórz.
    -W lewo zwrot, dozymetry daleko na prawo!
    Grupa skręciła, a Żyd i Charlie oznaczyli plamę promieniowania z lewej strony. Liczniki przestały trzeszczeć, gdy zbliżyli się do zabudowań fabryki. Z tego co od miejscowych dowiedział się Łysy, była tu kiedyś fabryka śrubek i małych, metalowych części. Weszli przez otwarte drzwi hangaru, w środku była nawet jasno, liczne dziury w suficie, ścianach i oknach wpuszczały do środka dużo światła. Teraz Łysy wyprzedził Żyda i poprowadził grupę do progu, jedynie wykrzywione, zardzewiałe zawiasy świadczyły o tym, że kiedyś stały tu drzwi. Ściany były pokryte kafelkami, gdzieniegdzie zerwanymi. Podłoga była z czarnego jak smoła betonu. Zobaczyli przed sobą szerokie okno, a obok metalowe schody prowadzące w górę. Weszli ostrożnie, aby konstrukcja się nie zawaliła, przeszli przez kolejny próg i znaleźli się na dachu. Dach był jak najbardziej zwyczajny, pokryty papą i smołą, w wielu miejscach podziurawiony. Tuż przy kominie zauważyli niemały szałas z dachem z falistej blachy, podparty rurami. Pod nim były dwa drewniane posłania oraz przerdzewiała, czarna od węgla, beczka. Usiedli, Łysy zajął się podpalaniem szczapek drewna w beczce, a tymczasem Charlie i Żyd szykowali skromny posiłek. Były to między innymi warzywa i mięso, wraz z pieczywem zlepione w coś w rodzaju bułki, kilkucentymetrowy termosik wypełniony wodą i mała tabliczka czekolady. Podgrzali ?bułkę warzywną?, jak to nazywali, nad ogniem i jedli, każdy po jednym gryzie, popijając wodą.
    -Ile już idziemy- zapytał Charlie i zjadł ostatni kawałek ?bułki warzywnej?.
    -Trzy godziny, plus minus czterdzieści minut.
    -A daleko do tych Czarnych Skał? Hę, Łysy?
    Łysy dumał, nie powiedział nic, tylko odkręcił buteleczkę z jodem potasu w płynie i wypił wszystko jednym haustem. Płyn miał obrzydliwy smak, według Łysego smakował jak trociny wymieszane z błotem i krowim łajnem, polane psim moczem, ale w tym wypadku każdy miał inne skojarzenia.
    -Osiem kilometrów i sześćset dwa metry jak mnie pamięć nie myli.
    Przez prawie cztery godziny uszli ledwo pięć kilometrów, ale to było nawet normalne, bo Łysy był ostrożny i kazał omijać nawet najmniejsze plameczki promieniowania. Chmury burzowe zakryły słońce, zrobiło się ciemno. Kompania zjadła czekoladę i Łysy oznajmił, że czas wyruszać. Zebrali się szybko i wyszli z fabryki. Musieli założyć maski bo zerwał się wiatr i zaczął podnosić kłęby pyłu. Szli powoli, doszli do lasu, stamtąd zobaczyli jezioro i udali się w jego kierunku. Zalew owy był silnie napromieniowany, woda nie wyglądała jak woda, raczej jak ciemnozielone gluty o konsystencji plasteliny. Na środku była wysepka, a na niej wagon. Przekrzywiony lekko, wyglądał jak ogromna cegła, niemalże brunatny, ze śladami ściekającej z wybitych okien wilgoci. Wbrew oczekiwaniom Łysego jeziorko rozrosło się i zablokowało przejście przez kotlinkę, w jednym miejscu przeprawa miałaby powodzenie, ale to było bardzo ryzykowne, jednakże zawrócenie i wejście na wzgórza, aby obejść bajoro zajęłoby za dużo czasu, a musieli znaleźć schronienie przed zbliżającą się burzą. Łysy podjął szybką decyzję:
    -Przeprawiamy się, ale teraz słuchajcie mnie uważnie. Choćby nie wiem co, choćby ziemia się pod wami rozstąpiła nikt nie zbliża się nawet o centymetr do wody, ja prowadzę i za mną idziecie krok w krok. Jasne?!
    -Tak jest- odpowiedzieli razem.
    Łysy poszedł przodem, trzymając dozymetr nisko. Doszli do urwiska, tuż przy skraju jeziora, stał tam jeden, zawalony budynek. Łysy ostrożnie postępował kroczek za kroczkiem, omijając duże kamienie. Skala na liczniku dawno przekroczyła dwieście radów, a sam dozymetr trzeszczał niemiłosiernie. Nagle Łysy dostrzegł coś w wodzie, coś podobnego widział tylko w programach telewizyjnych o krokodylach. Dwa wyłupiaste ślepia wynurzyły się lekko nad powierzchnię zmulonej wody i wpatrywały się w niego.
    -Łysy- zawołał nagle Żyd.-Idziemy czy nie?!
    -Tak, tak. Chodźmy!- kiedy Łysy spojrzał znowu na wodę nie zobaczył już ogromnych ślepi. Poszli dalej, niejednokrotnie musieli się podeprzeć plecami o ścianę skalną, aby nie zsunąć się do wody, ale w końcu doszli do domku. Tu byli bezpieczni, ściany chroniły przed promieniotwórczym bajorem. Wyszli tylnym przejściem i znaleźli się na równinie upstrzonej kępami zżółkłych traw, skarłowaciałymi drzewami oraz paroma domami. Nieco dalej bystre oko mogło dojrzeć szczyty Czarnych Skał. Znaleźli w miarę nienaruszony dom i natychmiast rozbili obóz. Ku wielkiej uciesze kompanii w piwnicy leżał spory stos drewna, na szczęście lekko tylko skażony. Rozłożyli posłania wokół trzeszczącego ogniska, a wejście zabarykadowali kilkoma znalezionymi cegłami i częściami mebli. Wypili tylko kilka łyków wody i poszli spać, Żyd został na warcie, ale po jakimś czasie i jego zmorzył go sen. Noc była spokojna, jeśli nie wzięłoby się pod uwagę jęków i kwików dochodzących z daleka oraz grzmotów i dźwięku spadających kropel. Poza tym nie działo się nic niepokojącego.
  14. konjel
    Od czasów dawien dawnych wpisu nie było żadnego. Otóż jak wiecie leń ze mnie niesamowity i nawet posiadawszy natchnienie nie chce mi się pisać. Aby przerwać nudę załączam tu krótki wycinek mojego starego, niedokończonego opowiadania.
    BUNKIER
    Prolog
    Ziemia rok 2066. Kończące się na świecie zasoby ropy naftowej oraz gazu ziemnego doprowadziło do ogólnego konfliktu. Zjednoczone Państwa Narodu Ameryki przejęły Alaskę, Amerykę Południową oraz Europę. Grupa Krajów Azjatyckich przejąwszy Afrykę, Japonię i Rosję utworzyła linię frontu na zachodzie, w górach Ural, zaniepokojeni równowagą sił i nieruchomością frontu użyli bomb z ładunkiem najgroźniejszych wirusów oraz mutantów bakterii, a następnie broni chemicznej, wszystko odpalane było na wysokim pułapie, aby roznieść śmiercionośne choroby i substancje. ZPNA użyli największej swej siły, ale nie przewidzieli, że zaszkodzą nie tylko wrogowi. 17 sierpnia 2067 roku około 1200 rakiet międzykontynentalnych z głowicami atomowymi zostało wystrzelonych na Eurazję. Rosjanie też mieli rakiety atomowe, obie strony postanowiły zgładzić siebie nawzajem. Opad radioaktywny w latach 2067-2069 był 800 razy większy od opadu z bomb zrzuconych na Hiroszimę, Nagasaki, wybuchu w Czarnobylu i detonacji Bomby Cara razem wziętych. Wojna się skończyła, Azja to podziurawione kraterami pustkowie, a Afryka została przetopiona na szkło, USA to potężne gruzowisko. Ci cywile, którzy mogli, schronili się gdzie się tylko dało, w szybach kopalń, jaskiniach, tunelach metra czy schronach uruchomionych przez rządy państw w trakcie wojny. Niewielu ocalało, choroby, skażenie promieniotwórcze i substancje nie figurujące na tablicy Mendelejewa rozniosły się po całym globie, 30% wyemitowało w przestrzeń kosmiczną. Grupki ocalałych wyszły na powierzchnię w poszukiwaniu żywności, wody i lekarstw. Powoli próbują odbudować cywilizację zmiecioną z powierzchni przez broń ABC?
    Rozdział 1
    Przez szary korytarz przeszedł pisk kółek noszy oraz kroki. Zza drzwi wyłoniła się grupka ludzi w białych strojach upstrzonych gdzieniegdzie krwią. Na noszach leżał człowiek, a raczej coś co go przypominało, bowiem to dziwne stworzenie było czarne, całkowicie, jak węgiel. Wyglądało jak kawałek skały, nie miało włosów, zapieczone oczy i usta nie otwierały się, pierś nie oddychała, ale to był człowiek.
    Doktor Arnold Wallson wciąż nie mógł się nadziwić ludzkiej głupocie, po odebraniu karty ofiary od starszego asystenta udał się szarym korytarzem w towarzystwie szumiących wentylatorów. Spojrzał w górę, tyle razy przechodził tym korytarzem, zawsze był taki sam, szary, cichy, ponury. Ale gdy spojrzał na sufit zawsze był inny, rury były za każdym razem coraz bardziej rude, niedługo się zawalą, tak samo wentylatory, ale one przynajmniej chodziły. Sufit był wręcz czarny, gdzieniegdzie pojawiały się plamki rdzy zdradzając żelbetonową konstrukcję. Pająki uciekały przed ludźmi, bały się ich. Doktor prawie zawsze spotykał tu jakiegoś niechcianego owada, ale nie wyciągnął spreju ze stężoną Lincykronominą, nie spryskał nigdy sześcionogiego, lub ośmionogiego, przybysza, który mógł przenieść w swym organizmie chorobę zdolną zabić cały bunkier w kilka dni. Nie, doktor po prostu nie miał ochoty patrzeć jak stężona w spreju trucizna zabija, a następnie rozpuszcza powoli owada. I tak patrząc na sufit doszedł do końca długiego, szarego korytarza. Otworzył powoli drzwi do swojego gabineciku i zamknął za sobą. Rzucił kartę na burko, spadła obok klawiatury, prosto na stos innych, podobnych kart. Zmęczony lekarz przysiadł na skraju bialutkiego łóżka, jego wzrok skierował się na niebieski ekran monitora, na środku którego widniało okienko z napisem ?Podaj hasło:?. Ekrany w większych bunkrach prawie zawsze na okrągło się świeciły, komputery, wentylatory i wskaźniki elektryczne prawie zawsze działały. Energia geotermiczna, pomyślał, przynajmniej tego nie mogli nam zabrać. Wstał powoli, ociężale, jakby był po nocnej operacji. Starzeję się, pomyślał i usiadł na fotelu, cholera, starzeję się. Wklepał na klawiaturze ?APOKALIPSA ŚWIĘTEGO JANA?, wcisnął Enter i czekał aż system się załaduje. Powitał go ten sam niebieski ekran, szary pasek u dołu i cztery ikonki, ?Karty ofiar?, ?Karty pacjentów?, ?Choroby i leki? oraz jego ulubiona ?Informacje?. Bez namysłu najechał kursorem na ?Karty ofiar? i kliknął podwójnie. Otwarty ekran przypominał tabelę, rubryczki do wpisania danych i małe podpisy. Wziął nową kartę i wpisał wszystkie dane. Przeczytał na głos wszystko po kolei dla pewności.
    -Wiek, około dwadzieścia pięć lat? Wzrost, waga? mhm? Data i czas zgonu? Prawdopodobna przyczyna zgonu?
    W tym momencie ktoś zapukał, doktor zaprosił do środka i ukazała mu się kobieta. Ubrana w biały strój, z charakterystyczną czapką, siostra Anweldwood, w jednym ręku trzymała styropianowy kubek z kawą, a w drugim plastikowy talerz z pączkiem.
    -Kawa dla pana profesorze- powiedziała dźwięcznym głosem i ustawiła wszystko na skraju biurka.-Jak minął dzień profesorze?
    -Ach, nienajgorzej, zwłaszcza, że właśnie moja ulubiona asystentka przyniosła mi kawę- odpowiedział z uśmiechem doktor. Siostra Anweldwood zarumieniła się niezauważalnie i życzywszy miłego dna wymknęła się za drzwi. Doktor wiedział, że zdobycie pączka to nie lada wyzwanie, podziwiał ?swoją asystentkę? za niezwykłą zaradność i dar przekonywania. Przyciągnął bliżej oba podarunki, ugryzł pączka i wypiwszy łyk orzeźwiającej, gorącej kawy wrócił do sprawdzania.
    -Na czym to ja? ach tak. Prawdopodobna przyczyna zgonu? pro-mie-nio-wa-nie- przesylabował powoli i wpisał w rubryce ?Ewentualna przyjęta dawka? trzycyfrową liczbę, 530 radów.
    Łysego obudziło szturchnięcie w ramię. Nie spał od trzech dni kiedy to wyruszył na szukanie ?błyskotek? i chciał się w końcu wyspać, ale nie mógł przez długi tego zrobić czas po lekach przeciwradiacyjnych. W końcu usnął, ale jak się okazało nie na długo.
    -Co za skur? a, to ty Charlie-zobaczył nad sobą znajomą twarz chłopaka i od razu zmienił ton.- A cóż się stało, że budzisz mnie z upragnionego snu?
    -Jest robota stary- uśmiechnął się Charlie i pomógł wstać kompanowi, był ubrany jak większość nowych, gruby, gumowy kostium z kapturem, na szyi wisiała mu maska przeciwgazowa, a na ramieniu, na rzemiennym pasku, kołysał się kałach. ?Żyd dostał zlecenie od przyjezdnego sprzedawcy.
    -A to taka robota?- westchnął Łysy i pocieszył się myślą, że będzie mógł spać do woli po wykonaniu zlecenia.-A co dokładnie?
    -Ten przyjezdny, sprzedawca znaczy się, mieszkał tu kiedyś, ale przed wojną wyemigrował. W domu zostawił jakieś ważne dane na pendrive?ie, a jako, że nie zna terenu to potrzebuje kogoś, kto mu to przyniesie.
    -Doobra, to idziemy do Żyda?
    -No chodź, tylko weź jakąś kasę bo trzeba trochę żarcia kupić.
    Łysy nadal nie mógł uwierzyć jak szybko nazwy ?kasa?, ?forsa? i ?pieniądze? całkowicie zmieniły znaczenie. Teraz ?kasa? oznaczała ołowiane pociski do broni. To było raczej ciężkie i trudne do zdobycia, ale dwie firmy wciąż produkowały w Stanach broń i naboje, więc nie było to niemożliwe. Otworzył plecak, wziął jeden magazynek do swojego M4 i wsadził go do kieszeni, następnie wyciągnął nowoczesną maskę strażacką, założył ją i poszli. Minęli kilka, podobnych do jego, namiotów, szarych, brudnych, dziurawych, ale zawsze własnych. Przeszli obok zniszczonego domu i skręcili nieco na lewo, w stronę baru. Bar o przytulnej nazwie ?Świecący Wyszynk? był duży, jak na standardy powojenne oczywiście, sala główna była wielkości dużego salonu, zaraz naprzeciwko drzwi stała duża, przewrócona szafa służąca za blat baru, kilka stołów i nieduże radio to było wszystko co tu stało, po wojnie bardzo trudno było znaleźć nienaruszone krzesło i barmani zabijali się o względy stolarzy. Obdrapane z tynku ściany i podziurawiona podłoga nie obchodziły nikogo. Po prostu, nikt nie miał czasu na przyglądanie się, ludzie w tym barze byli bardzo zajęci, odbywali spotkania ze znajomymi, handlowali, grali w karty, czy po prostu topili swoje smutki w szklance radioaktywnej wódki. Nie inaczej było tego dnia, barman miał pełne ręce roboty, ktoś biedny prosił o ?Radio-wodę?, ktoś przeciętny o piwo w tekturowym kubku, a jakiś bogacz o Drinka Cytrynowego z pieprzem, koniecznie trzeszczącego mniej od otoczenia. Weszli, nikt się tym nie przejął, zdjęli maski, w tym momencie kilku ?obieżyświatów? spojrzało na nich i natychmiast odwróciło wzrok. Sława znacznie ich wyprzedzała, nic dziwnego, jako pierwsi przeszli przez Kwaśne Bajora i dotarli do Magazynu 66, jak ?obieżyświatowi? nazywali przedwojenny, zbombardowany poligon wojskowy, a na dodatek udało im się wrócić w jednym kawałku i to z nie byle jakim towarem, przez tamte dni żyli w luksusie, szastając ?błyskotkami? na prawo i lewo. A nie byle co przynieśli, trzy ?kostki wapienne?, osiem ?lampek śmierci?, pięć ?kocich kłaków? i nawet jednego ?białego klocka?. Teraz ci, którzy chodzili na Białe Tereny i przebywali aktualnie w barze, czując głęboki respekt odwracali wzrok, Łysy był uważany niemal za stalkera, ale jak sam wiedział daleko było mu do tego miana. Weszli więc i skierowali się do stołu, przy którym stał Żyd i rozmawiał z jakimś tęgim mężczyzną w szarym stroju, oprócz czarnej kamizelki. Żyd był niski, Charliemu sięgał do nosa, a Łysemu ledwo do ramion, ale był uzdolnionym technikiem, znał się na komputerach i tym całym pasztecie, o którym Łysy nie miał bladego pojęcia.
    -Cześć stary, siemasz Charlie- znajomi uścisnęli sobie dłonie.-A to jest właśnie pan Sugersfoot.- Pulchny sprzedawca był pod wyraźnym wrażeniem doświadczenia, jakie Łysy miał wypisane na twarzy.
    -Witam, miło mi panów poznać.
    -Dzień dobry.- Łysy niechętnie uścisnął dłoń sprzedawcy, poczuł jak trzeszczą mu kości w ręce, ale nawet nie mrugnął. Nie lubił takich typów, to że mieli nieco więcej szczęścia niż inni dawało im władzę, możliwość manewrowania innymi. Ale z drugiej strony, gdyby nie ci sprzedawcy nie byłoby ?obieżyświatów?, także jakoś znosił ich uśmiechnięte, pulchniutkie mordki.-Mam jeszcze pytanie co do położenia, hmmmm? celu.-usiadł na krześle obok Charliego.
    -Mój dom stoi sto sześćdziesiąt kilometrów na południowy-zachód od Nowego Jorku, w mieście Bargound.
    -Hmmmm? To będzie gdzieś pomiędzy Czarnymi Skałami, a?- tu przerwał, wiedział, że Czarne Skały da się przejść. Raz nawet tam był ze znajomym, niestety znajomy był durny i poleciał przodem machając dozymetrem jakby odganiał rój wściekłych os, no i wleciał prosto w plamę promieniowania. Na dzień dobry dostał jakieś pięćset radów, a Łysemu tylko trup drogę pokazał. Ale dwa kilometry od wschodniej granicy Czarnych Skał rozciągał się teren znany jako Żwirowa Droga, długi na ponad dwieście, a szeroki na sześćdziesiąt kilometrów pas zawalony tonami zeszklonego piasku i radioaktywnej masy żwirowej, niedaleko były nawet dwa kratery. Łysy krzyknął do barmana, aby przyniósł piwo, a sam oparł czoło na pięści i zaczął myśleć jakie leki trzeba będzie kupić po powrocie, o ile się stamtąd wróci. Barman w tempie szybszym niż mogłoby się wydawać przyniósł tekturowy kubeczek wypełniony jaskrawożółtym płynem ze śladowymi ilościami białej piany. Łysy wypił łyk, i następny, trzeciego nie można było wypić, bo już nie było piwa w kubeczku.-To jest bardzo? osobliwy teren.- podjął znowu.- A my nie mamy ani sprzętu, ani pieniędzy na zakup sprzętu.
    -Mogę wam załatwić kombinezony.
    -Tu nie tylko o kombinezony chodzi, potrzebujemy lekarstw, żywności i amunicji.
    -Lekarstwa- handlarz założył ręce za głowę.- i żywność wam załatwię. Ale dwa kombinezony?
    -Wystarczą- powiedział szybko Żyd.- Ja skombinuję coś dla siebie.
    -Ale amunicja.. No, to będzie problem. Mam tu znajomego człowieka, kiedyś dałem mu coś co uratowało mu życie, więc może teraz się odwdzięczy.
    -No, to mamy ustalone.- powiedział z uśmiechem Łysy.-Wymarsz, jutro, czwarta rano.- już chciał wyciągnąć na stół magazynek jako zapłatę, ale sprzedawca szybko wyciągnął z kieszeni swój magazynek.
    -Zapłacę, za siebie też, musiałem spłacić u tutejszego barmana dług. Miło było mi poznać panów.
    -Mnie bardziej, do widzenia panie Sugersfoot.- Łysy uścisnął pulchną dłoń i wyszedł razem z kompanami. Oczywiście język Charliego rozkręcił się zaraz po wyjściu z baru.
    -Szykuje się niezła kasa- rzekł z niekłamanym uśmiechem.- Widać, że nie byle kto, miał amunicję od M3A.
    -Pożyjemy, zobaczymy- odparł jakoś bez przekonania Łysy. Takich zleceń było na pęczki i sprzedawcy płacili za nie marne pieniądze.
    Wrócili do obozowiska i rozeszli się, Żyd musiał poszukać czegoś co nadawałoby się na kombinezon, a Charlie pobiegł w sprawie ?ważnych interesów? w bliżej nieokreślonym kierunku. Łysy pomyślał, żeby odwiedzić starego znajomego, doktora Arnolda Wallsona, zwanego przez niego Profesorkiem, ale szybko poniechał tę myśl i postanowił, że pójdzie do namiotu odespać chociaż te parę minut.
  15. konjel
    Zalecenie Rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki
    Dla obywateli oraz obcokrajowców znajdujących się na terenie USA
    Jeśli posiadacie niniejszy materiał on-line bądź na nośniku HDD (lub pochodnym) wydrukujcie go! Zalecane jest posiadanie materiału cały czas przy sobie, zawiera on informacje pozwalające na uniknięcie skutków pandemii tzw. wirusa zombie X/A/H1N1.
    1. Zalecenia zachowania bezpieczeństwa
    W związku z tzw. falami pandemii wirusa zombie Centralny Ośrodek Epidemiologiczny USA oraz Wojskowy Instytut Higieny i Bakteriologii we współpracy z Komisją ds. Pandemii Wirusa X/A/H1N1 przygotowały niniejszy materiał zawierający wskazówki i informacje, które pomogą zapobiec zakażeniu wirusem X/A/H1N1. Przeczytaj je uważnie i postępuj według nich, a zwiększysz swoje szanse na przeżycie.
    Zombifikacja wywoływana jest przez zakażenie wirusem z rodziny Ortomyksowirusów (z tej rodziny pochodzą A/H1N1 czy H5N1 oraz zwykła, niegroźna grypa) X/A/H1N1. Wirusy z tej rodziny mają skłonność do częstych mutacji i wymian materiału genetycznego między całymi szczepami wirusów co sprzyja powstawaniu nowych odmian wirusów. Ta własność komplikuje stworzenie skutecznej szczepionki przeciw nowym odmianom wirusów, które mają tendencję do szybkiego uodparniania się na przeciwwirusowe środki medyczne.
    2. Unikanie zagrożenia
    Wirus rozprzestrzenia się bez przeszkód wszystkimi możliwymi drogami, lecz najczęściej drogą kropelkową. Zaleca się unikanie dużych zgromadzeń, komunikacji miejskiej oraz miejsc publicznych w celu zminimalizowania zagrożenia zakażenia wirusem. Należy pamiętać o częstym myciu rąk po kontakcie z przedmiotami narażonymi na częste dotykanie przez osoby potencjalnie zarażone (klamki, poręcze, przyciski w windach itp.). Zaleca się też możliwy brak kontaktu z osobami z potwierdzoną obecnością wirusa. W przypadku personelu medycznego lub medyczno-wojskowego należy ograniczyć do minimum kontakt z zarażonym, korzystać ze specjalnej odzieży, rękawiczek, masek i gogli, które po każdorazowym kontakcie z zakażonym należy wyrzucać do specjalnych pojemników, a w ostateczności dokładnie zdezynfekować przed ponownym użyciem. Ciała ofiar zmarłych w wyniku zakażenia należy poddać dokładnej kremacji, a w razie niemożności takiego działania trwale oddzielić głowę od tułowia. Nie należy zakopywać zwłok niepoddanych kremacji lub oddzieleniu głowy od tułowia!
    3. Objawy
    Według naukowców i medyków ok. 29% populacji, z nie do końca jeszcze znanych przyczyn, jest odporne na działanie wirusa przenoszącego się standardowymi drogami zakażenia, informacja ta została potwierdzona przez wszystkie większe, międzynarodowe organizacje zdrowia na świecie. Jeśli do dzisiaj (tj. 30 listopada 2011 roku) nie masz objawów zakażenia wirusem to na 98% jesteś na niego uodporniony! Reanimowane zwłoki wykazują ekstremalną agresję wobec niezarażonych (o tym w dalszej części materiału), więc zakażenie może zajść poprzez ugryzienie. Osoba z niżej podanymi objawami powinna niezwłocznie udać się do specjalnego punktu medycznego.
    Od ugryzienia do 5 min.:
    -rana po ugryzieniu obficie krwawi, czuć specyficzny ból przejmujący daną część ciała
    Od 5 min. do 15 min.:
    -krwawienie i ból ustają
    -ofiara odczuwa zmęczenie i senność, a następnie bóle głowy, dreszcze i bardzo wysoką gorączkę (ok. 40-45 stopni Celsjusza)
    Od 15 min. do 30 min.:
    -gorączka ustaje i przechodzi w oziębienie (ok. 15-20 stopni Celsjusza)
    -następują silne drgawki, krwawa biegunka, wymioty i kaszel z krwią
    Od 30 min. Do 1 godz.:
    -następuje śmierć ofiary
    Po czasie wynoszącym kilka minut od śmierci ofiary następuje reanimacja ciała przez wirus.
    4. Reanimowane ofiary (Zombie)
    Reanimowane zwłoki wykazują minimalną aktywność fizjologiczną. Poruszają się bardzo powoli, bez celu. Zombie z medycznego punktu widzenia nie wykazują aktywności życiowej, często są w stanie (mniejszego lub większego) rozkładu, mają charakterystyczną, szarą skórę i bardzo ciemną krew. Płuca nie przeprowadzają wymiany gazowej, a jedynie rytmicznie kurczą się i rozkurczają (co powoduje, że zombie wydają charakterystyczne pomruki, stęknięcia itp.). Reanimowane ciała wykazują pewne przebłyski pamięci, np. byli listonosze chodzą do najlepiej zapamiętanych odbiorców. Kilku zombie nie stanowi większego zagrożenia, najlepszym wyjściem jest je po cichu ominąć lub przebiec między nimi zanim zdążą zareagować. Z niewyjaśnionych przyczyn reanimowani w większej grupie robią się szybsi i bardziej podatni na bodźce takie jak dźwięk czy światło. Jeśli zostaniesz przyuważony przez zombie nie próbuj się ukryć! Zombie, w odpowiednich warunkach, mogą wyczuć zdrową osobę nawet z odległości pół kilometra.
    Zombie na dłuższą metę można się pozbyć tylko w jeden sposób- poprzez poważne uszkodzenie jego mózgu lub oddzieleniu głowy od tułowia. Zombie posiadają niezwykłą wytrwałość, potwierdzone przypadki wskazują, że potrafią wytrzymać kilka bezpośrednich strzałów pistoletowych w tułów. Zombie atakują tylko zdrowych (nie wiadomo nic o tym jak wyczuwają i rozróżniają osoby zdrowe od zakażonych). Jeśli mają taką możliwość gryzą w kark lub szyję, jeśli im się nie uda starają się ugryźć zdrową osobę w inną część ciała. Zombie, po udanym obaleniu ofiary, zaczynają ją pożerać. Badania naukowe dowodzą, że nie odżywiają się ludzkim mięsem, gdyż ich żołądki nie wykazują możliwości trawienia, jednak nie wiadomo co skłania je do pożerania swych ofiar. Nigdy nie pożerają ich w całości, więc każda ofiara ugryzienia (nie mówiąc już o częściowym zjedzeniu) stanie się reanimowanym.
    Nie wahajcie się zabijać zarażonych! Nie są oni waszymi znajomymi, sąsiadami czy członkami rodziny, każda sekunda wahania może zadecydować o waszym życiu!
    5. Schronienie i ewakuacja
    Pierwszą decyzją, którą powinniście podjąć w wypadku pandemii i ogłoszenia kwarantanny obszaru, na którym się znajdujecie jest zostać czy uciekać. Powinna być ona uzależniona od tego, czy w pobliżu miejsca, w którym się znajdujecie, istnieją jakieś punkty oporu oraz czy spodziewacie się ewakuacji z regionów objętych kwarantanną.
    Schronienie
    Ten wybór jest dobry na krótką metę, prędzej czy później zostaniecie zmuszeni do opuszczenia schronienia (w poszukiwaniu zapasów czy ucieczki). Dobre schronienie powinno:
    -być położone nie za wysoko i także nie pod ziemią (te dwa czynniki mogą znacząco utrudnić ewakuację)
    -być odpowiednio oznakowane (najlepszym rozwiązaniem jest namalowanie jaskrawym kolorem na dachu i ścianach budynku napisów informujących np. ?S.O.S.? lub ?Tu są żywi!? ułatwi to odszukanie was przez wojskowe grupy do zwalczania zagrożeń biologicznych)
    -posiadać odpowiednie zapasy: wodę pitną, stały dostęp do gazu i prądu (lub agregat prądotwórczy i butle z gazem), żywność, zapasy medyczne, broń i dostęp do CB radia (gdyż sieci komórkowe najprawdopodobniej nie będą dostępne)
    -mieć przynajmniej jedno wyjście awaryjne (na wypadek sforsowania wejścia głównego przez reanimowanych)
    -mieć zablokowane wszelkie miejsca, przez które mogą dostać się zombie (warto zwrócić uwagę na osłonięcie drzwi i okien oraz zabezpieczenie ewentualnej piwnicy i dachu)
    Po odnalezieniu schronienia powinniście skontaktować się ze zdrowymi ludźmi w okolicy. Najlepiej użyć do tego CB radia (odradza się nawoływanie, gdyż głośne dźwięki przyciągają zombie). W grupie macie większe szanse na przeżycie!
    Ewakuacja/ Uzupełnienie zapasów
    Jeśli w pobliżu nie ma optymalnego schronienia lub ilość zombie stwarza duże zagrożenie należy podjąć decyzję o ucieczce. Nie można uciekać w panice, należy przemyśleć najbezpieczniejszą trasę do punktu oporu czy też innej grupy ocalałych. Na drogę należy wyposażyć się w broń (ręczną i palną), zapasy wody pitnej, żywności i opatrunków. Najlepiej uzupełniać zapasy po drodze i robić krótkie przerwy. Należy unikać miejsc gdzie istnieje możliwość występowania dużej ilości zarażonych (kolej, metro, sieci handlowe, lotniska, miejsca publiczne) oraz robienia hałasu. Po ewakuacji z danego terytorium należy odnaleźć w pobliżu miejsce, gdzie prawdopodobieństwo występowania zombie będzie minimalne (czyli odosobnione miejsce z dala od siedzib ludzkich). Idealne miejsce musi mieć dobrą widoczność wokół. Najlepszym jest domek na rozległej łące, lub niewielkiej wyspie. W drodze do takiego punktu należy poszukiwać odpowiedniego środka transportu. Najlepszym będą opuszczone Humvee lub samochody terenowe. Ciężarówki, dostawczaki i autobusy, mimo sporej masy, są mało zwrotne i trudne w obronie. Pamiętajcie, aby uzupełniać po drodze zapasy paliwa i innych produktów.
    Na pierwszym miejscu w zdobywaniu zaopatrzenia powinna być woda pitna. Należy zbierać hermetycznie zamknięte butelki z wodą i unikać otwartych zbiorników (mogą się w nich rozkładać zwłoki sprawiając, że woda staje się skażona wirusem). Żywność powinny stanowić zamknięte puszki oraz jedzenie liofilizowane (należy unikać mięsa, nabiału, pieczywa itp. gdyż może być ono skażone). Następnym krokiem są środki medyczne. Podczas ich zdobywania zaleca się unikanie szpitali, gdyż wewnątrz mogą się znajdować setki reanimowanych. Najlepsze do tego celu będą apteki i małe przychodnie. Zbierać należy witaminy, antybiotyki, środki opatrunkowe i dezynfekujące. Należy także wyposażyć się w broń, może to być topór strażacki, kij bejsbolowy, a w skrajnych przypadkach nawet kawałek metalowej rury czy gitara elektryczna. Prędzej czy później natraficie na broń palną (jej posiadanie jest wpisane w konstytucję, więc nie powinno być z tym problemu). Szukać jej należy w pobliżu placówek wojskowych i policyjnych, sklepach z bronią oraz u kolekcjonerów. Należy wybierać broń wedle umiejętności jej obsługi! Dla niezaawansowanych najlepsze będą pistolety 9 mm jak chociażby SIG Sauer P220 czy Glock 17. Dla początkującej osoby będą w sam raz. Zaawansowani użytkownicy i znawcy mogą pokusić się o posiadanie pistoletów maszynowych, takich jak Ingram Mac 10, czy nawet karabinów szturmowych (M16, M4, AK-47 itd.). Dobrą bronią będą także wszelkie fuzje myśliwskie i strzelby gładkolufowe pump-action. Pamiętajcie, aby z broni korzystać rozważnie, nie strzelać i nie uderzać na oślep, a celować w głowy zombie. Tylko tak można ich unieszkodliwić w stu procentach!
    Wojskowe grupy zwalczania zagrożeń biologicznych przetransportują wszystkich ocalałych z miejsca kwarantanny do poligonów i baz wojskowych (po uprzednim przebadaniu).
    Nie bójcie się zabijać zakażonych! To nie są już członkowie waszych rodzin, znajomi, sąsiedzi, a nawet ludzie! Każda chwila zwłoki może zadecydować o waszym życiu!
    Jeśli zajdzie konieczność Centralny Ośrodek Epidemiologiczny USA oraz Wojskowy Instytut Higieny i Bakteriologii we współpracy z Komisją ds. Pandemii Wirusa X/A/H1N1 wydadzą kolejne materiały dla ocalałych.
    Z poważaniem:
    Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki
    Barack Obama
    Zarządca Centralnego Ośrodka Epidemiologicznego
    Dr Erick J. Hansfield
    Dyrektor Wojskowego Instytutu Higieny i Bakteriologii
    Gen. Dyp. Sir Jorge Jackans
    Szef Komisji ds. Pandemii Wirusa X/A/H1N1
    Harold Muldgey
  16. konjel
    "W Rosji sklepy masowo wycofują z półek Call of Duty: Modern Warfare 2. Powodem jest oczywiście słynna już scena masakry na lotnisku.
    Modern Warfare 2, która zalewa media jest zatrważająca i wywołuje przesyt. Tym razem wiadomość jest jednak mało przyjemna dla twórców i dystrybutorów gry. W Rosji tytuł wywołał wiele kontrowersji i właśnie jest zdejmowany ze sklepowych półek. Decyzja została podjęta przez komisję dopuszczającą tytuły do dystrybucji, a więc jest de facto zakazem sprzedaży gry w Rosji.
    Powodem tak drastycznych działań jest kontrowersyjna scena masakry na lotnisku. Do tego władzom, jak również samym graczom, nie podoba się sposób przedstawienia w grze ich ojczyzny. Infinity Ward przygotowało specjalną łatkę, która usuwa misję na lotnisku z rosyjskiej wersji gry na PC (również w dystrybucji cyfrowej). Z półek znikają wersje konsolowe, które doczekają się nowej, ocenzurowanej edycji.
    Co ciekawe, nawet pocięta gra może nie przejść ponownej certyfikacji. Według rosyjskich źródeł władze mają od 10 do 20 dni na podjęcie decyzji, czy wersja ocenzurowana może być wprowadzona do obrotu. Możliwe, że gra zostanie całkowicie zakazana na terytorium Rosji."
    News z serwisu Gram.pl
    Czytając komentarze owego newsa na gramie zauważyłem tendencję do pisania "Ruskie były kiedyś złe to sie tera niech nie czepiają". Nie powinno się właściwie rozpatrywać takich zdarzeń na podstawie dawnych niesnasek. Ale... jest to trafne określenie bo Rosjanie jakoś nie chcą polepszać swojego kraju w oczach świata. Rosja jest świetnym dowodem na ewolucję wsteczną-wracają klimaty komunistyczne oby tak dalej panie Putin...
    Btw. Czy jest jakiś sposób, żeby stworzyć na blogu ankietę? (tak jak na gramsajcie na przykład)
  17. konjel
    http://www.youtube.com/watch?v=7WbE2wgWoTQ&fmt=18
    Prześwietny filmik, mógłbym go oglądać całymi godzinami. Wszystkie dialogi są w opisie filmu (jakby ktoś nie zrozumiał ). Od razu mówię, że nie jest to moja produkcja (na JuTubje jestem znany jako konjel).
  18. konjel
    http://www.youtube.com/watch?v=IR5ISm0_Y5k
    /\ Gdyby takie reklamy puszczali w telewizji być może przekonałbym się w końcu do pasztetu ^^"
    Niestety, takich reklam nie ma. Od czasu gdy w telewizji zacząłem widzieć coś więcej niż kreskówki i zwierzaczki dochodzę do wniosku, że albo ludzie robią się coraz mądrzejsi, albo reklamy coraz głupsze (obstaję przy tym drugim). Weźmy chociaż taki proszek do prania- pojawiają się coraz to nowsze enzimy i nieenzimy pozwalające usuwać plamy z dokładnością radzieckiego snajpera. Ale po cholerę konstruować coraz to nowsze i nowsze rzeczy? przecież potencjał proszku kiedyś też się skończy, nie może służyć do wszystkiego. Niedługo to chyba proszki będą usuwać plamy zanim się pojawią. Dalej- ilość reklam w TV. Ja wiem, że potencjalnego klienta trzeba obrzucać obrazami zachwalającymi pod niebiosa kolejne technologie kremu do odmładzania skóry (chyba od NASA te technologie wyciągnęli...), ale ludzie, bez przesady! Jeśli włączam serial 50 minutowy, podczas którego są trzy bloki reklamowe (w tym pierwszy po 5 minutach od rozpoczęcia serialu -.-) no to coś mnie trafia. Dodatkowo ta oczo*ebna durnota reklam jak chociażby pan Turbodymoman, którego widuję częściej niż podłogę w salonie. Albo te wszystkie pasty do zębów (to chyba cud, że nie mają [jeszcze] opcji złocenia zębów), które powoduję, że zęby są białe niczym #FFFFFF (a kto wie czy nie bardziej) i świecą się niczym uran w ciemnym pokoju. A mistrzostwem było załapywanie dziewczyny na parówki Jedynki, muszę cholera spróbować... I nie jest tak tylko w TV. Gdzie nie spojrzeć uderzają nas Czikity, SuperNiewiarygodnieTanie kostki do zmywarki usuwające tłuszcz ze struktury molekularnej talerza czy dwudziestowarstwowy papier miękki niczym pięć kołder puchowych czy też czipsy tak dobre, że w 50% same się zjadły (tutaj akurat wcale nie przesadzam). Wkurza mnie też nieodpowiednie umiejscowienie reklam (choć większość filmów ma przynajmniej pięć odpowiednich momentów). Oczywiście reklamy mają służyć temu, abyśmy nie musieli zapieprzać 25 godzin żeby zapłacić za miesięczny abonament i kanały bez reklam, ale czy tak trudno jest nadać reklamie chociaż minimalny sens(jak chociażby w przypadku reklamy Pepsi czy niektórych piw)? Wygląda na to, że niektórzy mają z tym trudności...

  19. konjel
    Jestem osobą strachliwą. Zapytacie czemu w takim razie gram w L4D. Cóż, aby właśnie strach pokonać. Pierwsze wrażenie to był strach. Ale potem... zaciekawienie. Nie mogłem się powstrzymać (co prawda ściągnąłem gierkę, ale o kradziejowaniu zrobię osobny wpis). Okazało się, że nie taki diabeł straszny.
    Ostrzeżenie za piractwo - Lord
    Geneza
    Wydarzenia rozgrywające się w grze przypominają dobre horrory z Żywymi Trupami w tytule. Ludzkość zaatakował tajemniczy wirus zamieniając ludzi w żądne krwi, nieumarłe bestie. Czwórka śmiałków stara się przeżyć inwazję plugawych istot dzięki pomocy otrzymywanej z zewnątrz. W czterech kampaniach (tytuł każdej z nich ma dwa konteksty, jeden odnośnie sytuacji, a drugi miejsca) staramy się dostać po kolei to tzw. Safe Room'ów, a w końcu do ostatecznego celu.

    To raczej nie jest puszka z pasztetem
    Z czym na zombiaka
    Nie jest to gra czysto FPS'owa, ale strzela się tu dużo i przyjemnie. Do dyspozycji mamy shotgun, M16, Uzi, jeden rodzaj pistoletów (można mieć dwa na raz, ponadto amunicja do nich jest nigdy się nie kończy), a także snajperkę (nie pytajcie kto kazał ją umieścić w takiej dynamicznej grze). Nadto do dyspozycji jest także shotgun policyjny, który szybciej strzela kosztem zadawanych obrażeń. Eksterminacji truposzy możemy także dokonywać za pomocą butli gazowych, benzyny, a także koktajli Mołotowa i pikających bomb (które przyciągają na kilka sekund zombich i wybuchają). A więc jest czym wycinać bestie, ale trzeba je lepiej poznać...

    Zenek, nie paraduj z gołą du*ą!
    Mutant-adjutant
    W grze jest także pięć 'elitarnych' zombiaków. Boomer to potężna kula mięcha swą wydzieliną przyciągająca inne trupy. Hunter jest zwinnym i skocznym dresiarzem, potrafi zaatakować znienacka. Smoker- wysoki mutas mający astmę i długi jęzor, którego używa do przyciągania swych ofiar. Niesamowicie trudnym przeciwnikiem jest Tank zbudowany wyłącznie z mięśni, potrafi ciskać samochodami i asfaltem, a gdy cię dorwie to nie masz szans. No i wreszcie Witch, małe emo-zombi, które w sekundę potrafi zmienić się we wściekłego potwora rozszarpującego wszystko na kawałki. Walka z tymi unikatami to test inteligencji gracza, a skoro już jesteśmy przy inteligencji...

    Flame War wersja ścienna
    SI czyli Sprytna Inteligencja
    W L4D horda zdechlaków jest czymś więcej niż powolne, bezrozumne stwory. Walka z mini momentami bywa naprawdę wielkim wyzwaniem. Nie ma tu save'ów, a nawet checkpoint'ów, więc przez całą drogę trzeba być ostrożnym. Nie jest to CoDzik, w którym możesz sobie wczytać po raz setny jakiś save wiedząc gdzie i kto będzie stał. Tutaj za każdym nowym rozpoczęciem etapu każdy zombiak (a nawet niektóre itemy) będzie gdzie indziej niż wcześniej. Nigdy nie można być pewnym czy po absolutnym oczyszczeniu korytarza zza pleców nie wyskoczy ci jakiś trup. Dobrą umiejętnością jest ocenianie na podstawie muzyki czy zombiaki zaatakują (choć i tu czasem ucho zawodzi). Dla przetrwania ważne jest aby pozostać razem. Odosobnieni zapewne zostaną szybko zaatakowani przez jakiegoś zagubionego Huntera.

    W godzinach nocnych lotnisko przeżywało prawdziwą inwazję
    Co w grobie piszczy-Oprawa audiowizualna
    Odgłosy, tak broni, postaci jak i zombiaków, są świetne. Oddają prawdziwy klimat świata opanowanego przez truposze. Odgłosy otoczenia i muzyka tylko potęgują poczucie niepewności. Grafika jest, moim zdaniem, bardzo dobra. Nie należy się spodziewać odblasków na każdej mokrej powierzchni i niesamowitych efektów świetlnych. Grafika jest dobra, solidna i tyle, ja osobiście nie mam jej nic do zarzucenia. Dzięki opcji natężenia ziarnistego obrazu uzyskujemy piorunujący efekt. Wymagania są małe (jak na dzisiejsze standardy).

    Osiemnaste urodziny u kumpla były wyjątkowe
    Ocena końcowa
    Gra posiada zarąbisty wręcz klimat. Dzięki grze w sieci i LANie można razem z kumplami odesłać trupy do piekła. Dla fanów klimatycznych strzelanek, klimatów postapokaliptycznych i filmów Romero pozycja niemalże obowiązkowa!
    +Grywalność
    +Klimat
    +Grafika
    +Możliwość gry przez sieć
    +Muzyka
    +Wymagania
    -Krótkie kampanie
    -Za mało broni ręcznych
    9+/10 oraz .:: |*JAKOŚĆ*| ::. by Rączka
    "No Hope, No Cure, No Problem"
  20. konjel
    No co tu dużo gadać, żem sie zagapił, zhańbił i zlamił na tym blogu. [beeep] ze mnie łysa, i tyle. Ale... Jako iż od niedawna mam Left 4 Dead to prawdopodobnie postaram się zrobić jako taką recenzję. Co do opowiadania... emm... cóż ^^"... Badźta pacjent (<-be patient).
  21. konjel
    Przypomniałem sobie o moim starym wierszu, który pokazuje jaki ten świat jest naprawdę
    Świat
    Ile to już lat
    Taki jest ten świat
    Komercja, chamstwo, nieczułość na ból
    Co drugi człowiek jest jak zwykły wsiur
    Kantują, rabują i oszukują
    Oni do nas nic nie czują
    Mają nas wszyscy w poważaniu
    Jak mam odczuwać to w mym mniemaniu?
    Jedenasty września zrobił NORAD
    Czarnobyl bezludny zostanie na sto lat
    Tylko z pieniędzy każdy jest rad
    Ile trwa już taki świat?
    W trzydziestym dziewiątym Polska otoczona
    Na lewo Szwaby, z prawej Armia Czerwona
    Walczono dzielnie
    Twardo i wiernie
    Choć losy splatały ciernie
    Rok osiemdziesiąty szósty
    Czarnobyl jest pusty
    Metr za metrem wyludniony
    Zamkniętą strefą otoczony
    Władza wszystko zachowała
    Przez długie lata prawdę skrywała
    Brudne swe łapska w tym maczała
    Nie wiemy czy tylko naga prawda została
    Wojna w Zatoce Perskiej
    Amerykański czas służby żołnierskiej
    Czy naprawdę chodzi o to by Husajna złapać
    Czy tylko o to by się kasy nachapać?
    Nie znasz godziny ani dnia
    Gdy wróg się zbliży do okna
    Czy bez strachu weźmiesz strzelbę w dłoń
    Czy spokojnie pójdziesz złożyć broń?
    Do wojska nie jesteś wezwany
    Długu do spłacenie nie masz, nie
    I gdy powiesz sobie-?Ja to walę?
    Odwróć się na pięcie i zastanów się
    Czy będziesz bronił swego kraju nad tymi ziemiami
    Gdy wróg dostatecznie zbliży się
    Czy będziesz jej bronił swymi rękami
    Czy bez walki dasz zabić się?
  22. konjel
    A byłbym cholera zapomniał! Ostatnio na matmie napadła mnie, jak to sie mówi... ulotna wena? Więc szybko żem wiersza napisał w klimatach stalkerskich:
    Wódka
    Ref. Wódka to przyjaciel każdego stalkera
    Dzięki wódce nic mu nie doskwiera
    Czysta, ostra, wódka to cud
    Dla zgrzanego gardła istny to miód
    Przy ognisku, na pniaku, a nawet w oborze
    Wódki zawsze każdy napić się może
    Jeśli wódki dopadnie cię brak
    Spotkanemu stalkerowi powiedz tak:
    -Łyka wódeczki, wódki mi brak!
    Wódki łyczek- czy to dużo tak?
    Proszę, proszę wódki daj mi łyk
    Gul, gul, gul... cyk, cyk, cyk
    Ref. Wódka to przyjaciel każdego stalkera
    Dzięki wódce nic mu nie doskwiera
    Czysta, ostra, wódka to cud
    Dla zgrzanego gardła istny to miód
    Tak wiem, amatorszczyzna, że uj, alem sobie powiedział, że twórczość całą na blogasa wstawiać będę.
  23. konjel
    "Microsoft Surface nie znalazł jak na razie zbyt wielu zastosowań w branży gier. Na Uniwersytecie Carnegie Mellon przygotowywana jest aplikacja wykorzystująca urządzenie do gry w klasyczne Dungeons & Dragons.
    Interaktywny stół Microsoftu przeszedł przez branżę praktycznie bez echa. Są jednak ludzie, którzy chcą wykorzystać możliwości tego urządzenia do tworzenia gier. Zespół Surfacescapes z Entertainment Technology Center na Uniwersytecie Carnegie Mellon zaprezentował, jak wykorzystać Microsoft Surface w klasycznej grze Dungeons & Dragons.
    Choć aplikacja daleka jest jeszcze od ukończenia, to już dziś pokazuje możliwości tkwiące w urządzeniu. Twórcy programu twierdzą, że będzie to uniwersalne narzędzie do zastosowania we wszelkich rodzajach gier strategicznych i RPG. Gracze będą mogli wykorzystać własne figurki, a oprogramowanie zajmie się dostarczeniem dźwięków i obliczeniami rzutów, czy reakcji postaci niezależnych.
    Zainteresowanych działaniem aplikacji zachęcamy do obejrzenia poniższego filmu.
    http://www.youtube.com/watch?v=D-BTwHAEECs&fmt=22 "
    News z serwisu Gram.pl
    Nie powiem, na filmiku zastosowanie owej maty (która przeszła bez echa, a ja jestem na to najlepszym przykładem ) zaprezentowane jest w dobrej, interaktywnej formie (szczególnie podoba mi się menu boha). Zwłaszcza, że też jestem graczem D&D, rozgrywka wygląda obiecująco. Mam nadzieję, że ten pomysł wypali.
  24. konjel
    "Mamy bardzo złe wieści dla fanów Modern Warfare. Infinity Ward zamierza zablokować możliwość uruchamiania własnych serwerów w MW2.
    W najnowszym wydaniu webcastu Bash, jednym z gości był Fourzerotwo (Robert Bowling z Infinity Ward). Jakie wieści otrzymali od niego pecetowi fani Modern Warfare? Bardzo smutne. Okazuje się bowiem, że Infinity Ward ma zamiar całkowicie zmienić swoje podejście do kwestii infrastruktury trybu sieciowego w MW2.
    Po pierwsze - nie będzie możliwości stawiania własnych serwerów. Wszystkie gry sieciowe Modern Warfare 2 będą przechodziły przez system InfinityWard.NET. Co prawda będzie istniała możliwość rozpoczęcia prywatnej rozgrywki, ale trudno porównywać to do możliwości oferowanych przez prywatne serwery. O zasady fair play będzie dbał nie PunkBuster, a VAC, co oznacza integrację gry ze Steamem.
    Co więcej, najprawdopodobniej zabronione będą wszelkie mody oraz nieautoryzowane mapy, a DLC dla wersji pecetowej będzie płatne.
    Jak widać Activision próbuje walczyć z piractwem, ale ciężko powiedzieć, żeby to była właściwa droga.
    Powyższe rewelacje możecie usłyszeć na własne uszy - wystarczy szarpnąć za tę linkę."
    News z serwisu Gram.pl
    Co to oznacza dla mnie- fana serii, który na nieautoryzowanych mapach i modach nie gra? Mniej więcej tyle, że jestem zniesmaczony działaniami IW. Wychodzi na to, że w MW2 będzie, zamiast ok. 16 tysięcy w przypadku CoD4, kilka, góra kilkanaście serwerów kontrolowanych przez InfinityWard.NET... Czy takie rozwiązanie do mnie przemawia? Nie, ponieważ znacząco wpłynie negatywnie na grę (a co dopiero będzie to znaczyć dla klanów!), brak większego zróżnicowania i płatne aplikacje wymagane do gry w sieci (oczywiście tylko dla wersji PC, a jakże inaczej). Moim skromnym zdaniem jest to strzał w stopę i duży minus u pecetowców, widać IW w przyszłości chce się przerzucić na konsole (tak mi się przynajmniej wydaje)... Czas pokaże.
×
×
  • Utwórz nowe...