Jump to content

Mielczyn

Forumowicze
  • Content Count

    1
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutralna
  1. Mielczyn

    Proza

    Chciałbym pokazać bardzo krótki fragment mojej książki. Fragment ten pisałem pod natchnieniem i nie wiem czy pisać dalej w tym stylu i czy mi to wychodzi, dlatego prosze o ocene Jak powszechnie wiadomo elfy lubiały stanąć w miejscu i marzyć. Jak również wiadomo denerwowało to przedstawicieli innych ras, a jeśli ta inna rasa była pracodawcą elfa, gniew szefa przypominał menstruacje krasnoludzkiej dziewoji. Tak było w tym przypadku. Groźnie wyglądający pomarańczowy goblin (dewiza ?wolnego związku? w jego rodzinie była bardzo respektowana, chociaż inni nie rozumieli miłości ogra, goblinki i wikołaka niewiadomej płci) podszedł do nocnego elfa który spokojnie sobie dumał i oczywiście nie pracował. -Pernatyku, ja wiem, ja rozumiem...-goblin popatrzył najpierw z sympatią na elfa, jednak szybko zmienił wyraz twarzy-Tak właściwie to WCALE tego nie rozumiem. Opierdalacie się całymi dniami, marzycie sobie a potem płaczecie, że roboty nie ma! Jeba... (Nagle odezwał się w goblinie instynkt wilkołaka i znane ich podejście do pracownika). Po prostu wracaj do pracy, proszę. -Dobrze panie Maczug Wyjec. Bardzo przepraszam i wracam do pracy.-Pernatyk powiedział te słowa z uniżeniem (którego trzeba się nauczyć jeśli mieszkasz w mieście o cudownej nazwie Beznadzieja) i wrócił do pracy. Goblin Maczug Wyjec idąc do swego gabinetu sam zaczął myśleć o czym myslał Pernatyk. Napewno śmiał się z jego miesznaego imienia i nazwiska. Tak na pewno. Trzeba tam wrócić i go wyhłostać. Ale szkoda go... Nie, muszę być stanowczy! Ale to taki młody chłopak... Ciekawe czy wydłubanie oka bardzo boli. Biedny Maczug Wyjec zawsze miał kłopoty z samym sobą. Był połączeniem trzech natur. Kontrastujących ze sobą. Być może to było powodem jego wieloletniego kawalerstwa. Udało mu się zbliżyć z jedną elfką. Jednak nie przeżyła dylematu goblina, który nie wiedział czy porwać ją do jakini i zjeść czy po prostu maczugą przywalić jej w głowe. Odezwała się jednak ostatecznie goblińska natura i uciekł do ścieków gdzie mieszka do dzisaj. Przed ucieczką jednak trafił w swoją ukochaną z procy o jeden raz za dużo. Pernatyk zaś... Cóż... Myślał o niczym, jak większość elfów. Wyglądał jednak tak mądrze, że rzadko mu przerywano. Myślenie o niczym było znacznie bardziej interesujące niż praca w stoczni przy przenoszeniu towarów ze statków. Nie nadawał się do pracy fizycznej, jednak niczego innego nie było. Zwłaszcza, że Gildia Magów została zawieszona. Była to duma Wiceksięstwa Nocy. Jednak Wspólnota stwierdziła, że to zbyt rasistowskie i trzeba iść z duchem czasu. Pernatyk miał inne zdanie, ale nauczył się go nie wypowiadać (kolejna przydatna umiejętność w Beznadzieji). -Dzień dobry, czy nie mógłby pan mi pomóc z tą skrzynką, bo sam nie dam niestety rady- powiedział przyjaźnie wyglądający krasnolud do Maczuga. -[beeep] pan bo kopa [beeep]ie i tyle będzie-goblin odszedł od niego. Pernatyk poczuł obowiązek wytłumaczenia krasnoludowi owej oschłości goblina. -Bardzo przepraszam za swojego szefa, ale ma wachania nastrojów. To dobra dusza w głębi serca- zapewniał krasnoluda- Jestem pewien, że zaraz wróci by pana przeprosić. Krasnolud patrzył na niego jak na niedorozwiniętego żubra który stwierdził, że jest pchełką. Niezręczną cisze przerwał odgłos zbliżającego się niewielkiej istoty która wyróżnia się kolorem. -Bardzo przepraszam, po prostu nie mam dziś dobrego dnia.-Maczug starał się zrehabilitować- Oczywiście pomoge panu zanieść te skrzynki. A ty Pernatyku możesz już pójść po wypłate. Widze, że dzisiaj nie będzie z ciebie wiekiego pożytku. -Myślę, że tak należy zrobić. I tak też zrobie. Udam się na spotkanie z naturą, z chmielem i waselić się będe, a cieszyć- Pernatyk starał się mieć mądre myśli nie wychodziło mu to jednak za często.
×
×
  • Create New...